You are on page 1of 466

List Adama Michnika do gen.

Czesawa Kiszczaka z 1983 roku

Warszawa 11 grudnia 1983 r. Adam Michnik, s. Ozjasza Warszawa, ul. Rakowiecka 37 Areszt ledczy Ob. Minister Spraw Wewntrznych gen. Czesaw Kiszczak

Motto: Odebraem pismo Wapana, Moci Panie Rzewuski, nad ktrym dugo mylaem, co ono ma znaczy, i czyli mam na nie odpowiedzie. Czowiek poczciwy nie skrywa swych myli, wzgarda dla podych jest jego prawidem; tak i ja dzi z Wapanem postpi... Jako obywatel nie mog usucha rady Wapana, ktra pod pozorem wolnoci, upstrzonej licznymi bdami, wsparta jest obc przemoc. Ci, ktrzy mieli dla ich dumy i wasnej mioci zaprzeda krew wspziomkw swoich, s ohyd narodu i zdrajcami ojczyzny. Takie s moje sentymenta... (Z listu ksicia Jzefa Poniatowskiego do hetmana Seweryna Rzewuskiego, targowiczanina)

I Na pocztku listopada, peen obrzydzenia dla postpkw funkcjonariuszy Paskiego resortu, wysaem do Pana skarg. W swym licie zwrciem uwag na niski charakter takich poczyna: zabranie z celi ksiek, ktre posiadaem za zgod prokuratora, pozbawienie mnie dodatkowego spaceru zaleconego przez lekarza czy pogrki inspirowane jakimi audycjami w zachodnich radiostacjach. Dla nikogo z winiw Pawilonu III ledczego nie jest sekretem, e akcjami represyjnymi kieruj tu funkcjonariusze Suby Bezpieczestwa. Ich nazwiska te nie s adn tajemnic, tak jak i nazwisko ich tutejszego szefa, pk. Tamborskiego z MSW. Odwoaem si w swoim pimie do obowizujcego ludzi cywilizowanych nakazu honoru, ktry zabrania znca si nad uwizionym i bezbronnym przeciwnikiem politycznym. Poprosiem nastpnie odwiedzajc mnie osob, by sprawdzia u Pana, czy mj list doszed. Ku memu zdziwieniu zakomunikowa jej Pan o swej niemonoci ukrcenia poczyna podlegych sobie funkcjonariuszy. W przedmiocie zwrcenia mi do celi ksiek okaza si Pan

niekompetentny. Starczyo natomiast Panu kompetencji, by zoy mi do osobliw propozycj. Brzmiaa ona: albo najblisze wita spdz na Lazurowym Wybrzeu, albo te czeka mnie proces i wiele lat wizienia. Zapewni Pan zarazem, e po procesie, gdy "wadza przeknie t ab", o wyjedzie nie bdzie mogo by ju mowy. W ten sposb dowiedziaem si, e ministrowi spraw wewntrznych w PRL trudniej pohamowa nadgorliwych w dokuczliwoci funkcjonariuszy SB, ni odgadn wyrok sdu wojskowego i szerok doni ofiarowa wczasy na Lazurowym Wybrzeu. Ma Pan dusz jak step ukraiski, Panie Generale! Tytuem rewanu ofiaruj Panu przeto, ladem pana Zagoby podajc, tron w Niderlandach! "Monarcha Niderlandw, krl Kiszczak I" - czy nie znajduje Pan urody w tym sformuowaniu?

II Kiedy z pocztkiem listopada przeczytaem w "Trybunie Ludu" wypowied Jerzego Urbana o tym, e mog uzyska wolno kosztem opuszczenia Polski, potraktowaem to jako kolejny art tego skdind utalentowanego felietonisty, ktremu wyrzdzono tak ogromn krzywd nominacj na stanowisko rzecznika rzdu PRL. Rzdowi gen. Wojciecha Jaruzelskiego minister Urban wielkich szkd moe i nie przysporzy, bowiem temu rzdowi trudno jeszcze bardziej popsu opini w kraju i za granic. Jednak wyrzdzi ich niemao samemu sobie, kiedy to dowcipy ze "Szpilek" zacz przedstawia jako opinie zasugujce na powane traktowanie. Nie dalej jak miesic wczeniej, pocztkiem padziernika, Jerzy Urban zapewni opini publiczn, e winiowie polityczni "odbywaj kar w wydzielonych pomieszczeniach i nie przebywaj razem z kryminalistami". Prosz sobie wyobrazi, e potraktowaem - o wita naiwnoci! - t wypowied powanie i zadaem umieszczenia mnie we wsplnej celi z winiem politycznym, bowiem przebywaem z winiami kryminalnymi. Wszelako naczelnik aresztu mjr Andrzej Nowacki, a potem szef sdu Warszawskiego Okrgu Wojskowego pk Wadysaw Monarcha uwiadomili mnie, e Urban plecie jak Piekarski na mkach i nie zna obowizujcych przepisw. Od tego czasu czytam owiadczenia rzecznika rzdu gen. Jaruzelskiego wycznie w konwencji satyrycznych humoresek i nieraz si dobrze nimi bawi (polecam Paskiej uwadze - jako szczeglnie mieszne - wypowiedzi rzecznika na temat Lecha Wasy). W tej te konwencji odczytaem jego wypowied o moliwoci kupienia sobie wolnoci przez wyjazd za granic. Paska oferta spdzenia wit na Lazurowym Wybrzeu kazaa mi jednak ponownie przemyle, co oznaczaj te dziwaczne wypowiedzi.

III Pisz ten list wycznie we wasnym imieniu, ale mam podstawy, by sdzi, e podobnie rozumuj tysice ludzi w Polsce. Doszedem do przekonania, e skadajc mi propozycj opuszczenia Polski: 1) przyznaje Pan, e nie uczyniem nic takiego, co by upowaniao praworzdny urzd prokuratorski do formuowania zarzutw o "przygotowaniu do obalenia ustroju si" lub "osabiania mocy obronnej pastwa", za praworzdny sd do orzekania wyroku skazujcego. Podzielam ten pogld; 2) przyznaje Pan, e wyrok jest ju ustalony na dugo przed rozpoczciem procesu. Podzielam

2) przyznaje Pan, e wyrok jest ju ustalony na dugo przed rozpoczciem procesu. Podzielam ten pogld; 3) przyznaje Pan, e akt oskarenia sformuowany przez dyspozycyjnego prokuratora i wyrok skazujcy, orzeczony przez dyspozycyjnych sdziw, bd na tyle nonsensowne, e nikogo w bd nie wprowadz, skazanym przynios chwa, a skazujcym i ich dysponentom - hab. Podzielam ten pogld; 4) przyznaje Pan, e celem toczcego si postpowania karnego nie jest zadouczynienie prawu, lecz pozbycie si przez elit wadzy kopotliwych oponentw. Podzielam ten pogld. Na tym wszake koczy si zgodno naszych opinii. Uwaam bowiem, e: 1) aby tak jawnie przyzna si do deptania prawa, trzeba by durniem; 2) aby bdc wiziennym nadzorc, proponowa czowiekowi wizionemu od dwch lat Lazurowe Wybrzee w zamian za moralne samobjstwo, trzeba by wini; 3) aby wierzy, e ja mgbym tak propozycj przyj, trzeba wyobraa sobie kadego czowieka na podobiestwo policyjnego szpicla.

IV Wiem dobrze, Panie Generale, do czego wam nasz wyjazd jest potrzebny. Do tego, by nas ze zdwojon si opluskwia w swoich gazetach jako ludzi, ktrzy ujawnili wreszcie swe prawdziwe oblicze; ktrzy przedtem wykonywali cudze dyrektywy, a teraz poasili si na kapitalistyczne luksusy. Do tego, by zademonstrowa wiatu, e wy jestecie szlachetnymi liberaami, a my szmatami bez charakteru. Do tego, by mc Polakom powiedzie: "Patrzcie, nawet oni skapitulowali, nawet oni stracili wiar w demokratyczn i woln Polsk". Do tego - przede wszystkim - by poprawi swj wizerunek we wasnych oczach; by mc z ulg odetchn: "Oni wcale nie s lepsi ode mnie". Bo was niepokoi sam fakt istnienia ludzi, ktrym myl o Polsce nie kojarzy si z ministerialnym stokiem, a z wizienn cel; ludzi, ktrzy przedkadaj wita w areszcie ledczym nad ferie na Lazurowym Wybrzeu. Wy nie wierzycie w istnienie takich ludzi. Dlatego w swym ostatnim sejmowym przemwieniu osign Pan w obelywoci oskare poziom polskiego klasyka tego gatunku - Stanisawa Radkiewicza. Dlatego mwicie nawet midzy sob, e my albo jestemy wielkimi spryciarzami (bo otrzymujemy instrukcje i pienidze od wywiadu amerykaskiego), albo te wielkimi gupcami - "fanatykami" (bo wolimy siedzie w wizieniu, ni spacerowa po paryskich bulwarach). Przecie nikt z was nie wahaby si ani przez chwil, majc taki wybr! Wy nie umiecie o nas myle inaczej, bowiem mylc inaczej, musielibycie - choby w jednym bysku chwili - odgadn prawd o sobie samych. T prawd, e jestecie mciwymi i pozbawionymi honoru wintuchami. T prawd, e jeli nawet kiedy byo w waszych sercach troszk przyzwoitoci, to dawno pogrzebalicie te uczucia w brutalnej i brudnej grze o wadz, jak toczycie midzy sob. Dlatego, sami zajdaczeni, chcecie nas cign do swego poziomu. Ot nie! Tej przyjemnoci wam nie dostarcz. Nie znam przyszoci i wcale nie wiem, czy dane mi bdzie doy zwycistwa prawdy nad kamstwem, a "Solidarnoci" nad obecn antyrobotnicz dyktatur. Rzecz w tym wszake, Panie Generale, e dla mnie warto naszej walki tkwi nie w szansach jej zwycistwa, ale w wartoci sprawy, w imi ktrej t walk podjlimy. Niech ten mj gest odmowy bdzie malek cegiek budujc honor i godno w tym co dzie unieszczliwianym przez was kraju. Niech bdzie policzkiem dla was, handlarzy

cudz wolnoci!

V Dla mnie, Panie Generale, wizienie nie jest adn szczeglnie dotkliw kar. Tamtej grudniowej nocy to nie ja zostaem proskrybowany - to wolno. To nie ja dzi jestem wiziony to Polska. Dla mnie, Panie Generale, kar byoby, gdybym musia na Paskie polecenie szpiclowa, macha pak, strzela do robotnikw, przesuchiwa uwizionych i wydawa haniebne wyroki skazujce. Szczliwy jestem, e znalazem si po waciwej stronie - wrd ofiar, a nie wrd oprawcw. Ale gdyby Pan to rozumia, nie skadaby mi Pan propozycji tyle niemdrych, co niegodziwych. W yciu kadego czowieka uczciwego, Panie Generale, przychodzi taki trudny moment, kiedy za proste stwierdzenie faktu: "to jest czarne, a to jest biae" trzeba drogo paci. Moe to by cena ycia pacona na stokach Cytadeli, za drutami Sachsenhausen, za kratami Mokotowa. W takiej chwili, Panie Generale, dla uczciwego czowieka problemem naczelnym nie jest, by wiedzie, jak cen przyjdzie mu zapaci, lecz wiedzie, czy biae jest biaym, a czarne czarnym. Aby to wiedzie, trzeba chroni sumienie. Trawestujc jednego z wielkich pisarzy naszego kontynentu, powiem tak: trzeba przede wszystkim, aby dowiedzia si Pan, Panie Generale, co to jest sumienie ludzkie. S dwie rzeczy na tym wiecie - niechaj usyszy Pan t nowin - z ktrych jedna nazywa si Zo, druga Dobro. A oto objawienie dla Pana: kama i ly nie jest dobrze, dopuszcza si zdrady jest le, wizi i mordowa jest jeszcze gorzej. To nic, e to jest uyteczne. Tego nie wolno... Tak, Panie Generale, tego nie wolno. Kto si przeciwstawia? Kto zezwala? Kto zabrania? Panie Generale, mona by potnym ministrem spraw wewntrznych, mona mie za sob potne mocarstwo rozcigajce sw wadz od aby po Wadywostok, a pod sob ca policj kraju, miliony szpiclw i miliony zotych na pistolety, armaty wodne i urzdzenia podsuchowe, paszczcych si sualcw, pezajcych donosicieli i urnalistw; a tu kto niewidzialny, w ciemnoci, przechodzie, nieznajomy wyrasta przed Panem i mwi: "Nie zrobisz tego!". Oto sumienie.

VI Zapewne list ten wyda si Panu kolejnym dowodem mojej gupoty. Jest Pan przyzwyczajony do unionych prb, policyjnych raportw, szpiclowskich donosw. A tu czowiek, ktry jest w Paskim rku, ktremu dokuczaj Pascy podwadni, oskaraj Pascy prokuratorzy, a skazywa bd Pascy sdziowie - mwi Panu o sumieniu. Bezczelny, nieprawda? Wszelako adna Paska reakcja nie jest w stanie mnie ju zadziwi. Wiem, e za ten list zapac wysok cen, a Pascy podwadni sprbuj doprowadzi do mojej wiadomoci peni wiedzy o moliwociach wiziennictwa w kraju budujcym komunizm. Wiem wszake i to, e obowizuje mnie prawda.

Dlatego o nic Pana nie prosz. Tylko o jedno: niech si Pan zastanowi. Nie nad moim losem - ja moe jako wytrzymam kolejne pomysy Paskich pukownikw i majorw. Niech Pan si zastanowi nad sob. Niech Pan przy wigilijnym stole pomyli przez chwil o tym, e bdzie Pan rozliczony ze swych uczynkw. Bdzie Pan musia odpowiedzie za amanie prawa. Skrzywdzeni i ponieni wystawi Panu rachunek. To bdzie grona chwila. ycz Panu zachowania godnoci osobistej w takim momencie. I odwagi. Niech Pan nie tumaczy si, jak Pascy koledzy z poprzednich ekip, e Pan o niczym nie wiedzia. Bo to nie wzbudza litoci, tylko pogard... Sobie za ycz, abym - tak jak zdoaem w Otwocku dopomc w uratowaniu ycia kilku Paskim podwadnym - umia by na miejscu w sam por, gdy Pan bdzie zagroony i zdoa take Panu dopomc. Abym umia raz jeszcze by po stronie ofiar, a nie wrd oprawcw. Choby potem nadal mia mnie Pan zamyka w wizieniu i nadal zdumiewa si moj gupot.

Poegnanie z broni. Adam Michnik - Czesaw Kiszczak

Darmowy Hosting CBA.PL

ADAM MICHNIK JAKIEGO NIE ZNACIE

Gazeta Wyborcza - 26/07/1999

ANDRZEJ ZAGOZDA STRONNICZY PRZEGLD PRASY. DUGI ALE SMACZNY


S w Polsce sprawy bolesne i trudne - ujawnia Ryszard Legutko, filozof: "W dzisiejszej epoce triumfowi mylenia liberalnego towarzyszy widoczna degradacja intelektualna. (...) Pojawia si takie ujednolicenie mylenia, przy ktrym okres scholastyki jawi si musi jako czas intelektualnej anarchii". W tej sytuacji Legutko postanowi zosta rzecznikiem czowieka konserwatywnego. Wprowadzajc swj zamiar w czyn, zaj si filozofem angielskim Millem i polskim Koakowskim: przed 150 laty wielki ordownik wolnoci John Stuart Mill twierdzi, i nie naley wolnoci ogranicza, bo nawet gdy pojawi si fasz i brzydota, to na ich tle z wiksz si bd widoczne prawda i pikno. Legutko: "Argument ten dzisiaj brzmi aonie naiwnie". Koakowski zareplikowa: "Bdmy litociwi, nie wymagajmy, by taki Mill wspi si na poziom Legutki". W tej sytuacji Cezary Michalski ("ycie"), te filozof, uj si za Legutk: "Wytworzona przez now lewic atmosfera ideologicznej sprawiedliwoci sprawia, e nawet Koakowski zaproszony do polemiki (...) cofa si stylistycznie do przedrewizjonistycznej fazy swojej twrczoci". S w Polsce sprawy trudne i bolesne - bij Legutk. Na szczcie Michalski wykry winowajcw: "Legutko atakowany jest dzisiaj na zmian przez Michaa Cichego, Artura Domosawskiego, Cezarego Wodziskiego. Bez jakiegokolwiek zaenowania >>Gazeta Wyborcza<< cytuje sowa poety i niedoszego rajcy miasta Krakowa Marcina wietlickiego, ktry mwi, e Legutce nie spodoba si zapewne jego nowa pyta rockowa, >>bo lubi wycznie muzyk marszow<<. I oto do tego poziomu zszed Leszek Koakowski. (...) W ten sposb likwidowany jest Legutki filozoficzny autorytet, ktry tak trudno zgromadzi nie posiadajc instytucjonalnego zaplecza

porwnywalnego do sieci instytucji polskiej nowej lewicy. Obz ideologicznych hegemonw, rozcigajcy si pomidzy >>Gazet Wyborcz<< a Fundacj im. Stefana Batorego, po latach wytonej pracy wypromowa bowiem zarwno swojego dostojnego teoretyka liberalnej demokracji Aleksandra Smolara, jak nieco zapalczywego demaskatora jej wrogw Leszka Maleszk. Jest tam i pomnikowy sceptyk Leszek Koakowski, i Marek Beylin z sylogizmami jak cep. Polska nowa lewica ma wreszcie swojego homiletycznie wzywajcego do narodowej zgody Adama Michnika oraz Andrzeja Zagozd, zawzitego tropiciela ciemnogrodu". S w Polsce sprawy bolesne i trudne, ale jaka to rado, e wreszcie znalaz si mdrzec, ktry naprowadzi nas na suszn drog. Wojciech Wencel, poeta i eseista, czonek Rady Programowej TVP SA, piorunuje w "Nowym Pastwie": "Modelowy bohater telewizyjny to ateista, materialista, obroca praw czowieka i zwierza, owiecony humanista i wrg tzw. wszelkich skrajnoci. (...) Bohater najczciej jest rozwodnikiem pozostajcym w mniej lub bardziej burzliwym zwizku z partnerk (lub partnerem). Gwne jego marzenia to dynamiczna kariera, udane ycie erotyczne i rosnca zawarto konta. Na sprawy duchowe jest impregnowany". "Nieobecno mylenia religijnego w mediach to manipulacja" - Wencel demaskuje Magorzat Domagalik, ktra w programie "Mieszane uczucia" prezentuje ludzi yjcych na koci ap. Dodaje: "Chciabym odpowiedzialno za >>Mieszane uczucia<< zwali na >>Gazet Wyborcz<<, lo Wielkiego Wschodu czy postkomunistw, ale nie mog tego zrobi, poniewa producentami programu s moi konserwatywni koledzy. Najbardziej perswazyjny program w telewizji, propagujcy obyczajowy luz i odejcie od tradycyjnego modelu rodziny, produkowany jest przy wsppracy spki Casablanca Studio, wydawcy pisma >>Debata<< i ksiek m.in. Cezarego Michalskiego i Andrzeja Horubaa. (...) Reyserem jest sam Andrzej Horubaa, jeden z najgoniejszych pampersw. (...) Ci sami ludzie, ktrzy nawouj do przywrcenia duchowego wymiaru, ktrzy tocz zacieke spory z liberaami i wydaj >>antyowieceniowe<< ksiki - ci sami ludzie firmuj >>Mieszane uczucia<< i szpikuj Polakw polityczn poprawnoci". Jakby tego byo mao, Wencel zabra si w pimie "BruLion" za lustracj obyczajow pampersw, publikujc "W sprawie bolesnej i trudnej" list do Cezarego Michalskiego: "Drogi Czarku, pisz do Ciebie o tym, o czym od p roku mwi si w Warszawie, Krakowie i Poznaniu, a co tak trudno wyrazi na papierze - o twojej zdradzie". Dalej o pampersach: "Dziki wam miaem wraenie, e w rodku Warszawy, w dodatku wrd intelektualistw, udao si zbudowa spoeczno funkcjonujc na zasadach archaicznej wsplnoty. Jak w kaszubskich i gralskich wioskach, w ocenie ludzkich postaw i dziaa powoywalicie si na obiektywn hierarchi wartoci. (...) Teraz, kiedy zdradzie swoich najbliszych, okazujc si czuym bawidamkiem i wiernym uczniem Rousseau, nic nie bdzie ju tak jak dawniej. (...) Porzucajc rodzin i wybierajc swobodne ycie florenckiego kochanka, zdradzie nie tylko najbliszych, ale nas wszystkich i w dodatku siebie samego. Zdekonstruowae si - otoczye murem, za ktrym zniko to, co istnieje naprawd". "Publikujc swoje teksty w >>yciu<< i wytykajc lewakom ich duchowe i intelektualne mielizny, cay czas uporczywie tkwie w grzechu, nie odbierajc telefonw bd nie reagujc na uwagi przyjaci. (...) Nie ma prawdziwej pokuty bez naprawienia wyrzdzonych krzywd, bez powrotu do bliskich, bez zapomnienia o sobie. Jeli kto pyta, czy mona wierzy w Boga, lec w objciach kochanki i wspominajc wasn niegodziwo, musi odpowiedzie sobie >>nie<<". My, relatywici przebrzydli, chcemy broni prawa Michalskiego do prywatnoci, jak i prawa Wencla do ycia wedle wasnych regu. Chcemy nawet broni prawa Legutki do pisania niedorzecznoci. I tylko martwimy si: czy nasz kraj bdzie przypomina "archaiczn wsplnot kaszubskiej wioski"?

Gazeta Wyborcza - 04/05/1994

Andrzej ZAGOZDA W telewizji pokazali 1 maja - wito ZOMO


Widziaem ju wstrzsajcy film Kazimierza Kutza o tragedii w kopalni "Wujek". Opowie o dramacie i jego ofiarach, o godnoci i rozpaczy, o miosierdziu i nadziei. Film, ktry jest przestrog i prb prawdy historycznej, a nie znakiem jtrzenia i nienawici. Niewiele jest przecie tematw rwnie fascynujcych Polakw jak stan wojenny. I niewiele programw rwnie bezsensownych, jak ten z udziaem Jacka Kurskiego, Zbigniewa Romaszewskiego i Jana Marii Rokity. Dyskutanci byli ze sob w peni zgodni. Nie zaproszono nikogo z ludzi, ktrzy stan wojenny oceniaj inaczej, cho jeden z dyskutantw przytomnie zauway, e poowa Polakw uwaa dzi stan wojenny za suszny. Daj to pod rozwag prezesowi Walendziakowi. Czy nowy model telewizji ma polega na monopolu publicystycznym dziennikarzy typu Elbiety Jaworowicz, Jacka Kurskiego etc.? Czemu nie zaproszono choby Dariusza Szymczychy, Aleksandra uczaka, Ewy towskiej? Jacek Kurski z waciw sobie werw zetempowskiego prokuratora pitnowa spiski czerwonych z rowymi i demaskowa profesora Tadeusza Zieliskiego, rzecznika praw obywatelskich. Romaszewski i Rokita mnie mu wtrowali. Byy szef URM zarzuci wrcz prof. Zieliskiemu, e ten kierowa si motywami politycznymi, wystpujc do Sdu Najwyszego o zagodzenie kary dziesiciu lat wizienia oficerowi SB, ktry zabi Bogdana Wosika podczas star policji z manifestacj robotnicz w Nowej Hucie. Skd Rokita zna intencje rzecznika? Jacek Kurski z Romaszewskim zgodnie domagali si kar i procesw, a Rokita robi wszystko, by niczym si od nich nie odrnia. Chwilami tylko nieopatrznie zdradza si jak inteligentn refleksj, ktra natychmiast demaskowaa go jako "rowego" zaprzaca.

Ten program by niezamierzon parodi analogicznych programw z epoki stanu wojennego, kiedy to dyurni publicyci i prokuratorzy, politycy i policjanci demaskowali wrogw. Czsto zreszt tych samych...

Gazeta Wyborcza - 04/01/1999

ANDRZEJ ZAGOZDA LISTY Gdy rozum pi, budz si upiory


W "Azymucie" - comiesicznym dodatku do "Gocia Niedzielnego", redagowanym przez Instytut Tertio Millennio - opublikowaem felieton "Gdy rozum pi, budz si upiory" ("GN", 3 stycznia 1999 r.) krytykujcy sabo racjonalnej publicznej debaty w naszym kraju. Pawe Smoleski ("Szarady o. Ziby" "Gazeta", 30 grudnia) zarzuca mi, e sam uyem broni, ktr krytykuj, a wic "przywaliem niesusznym pogldom", zamiast z nimi racjonalnie polemizowa. Panie Redaktorze, to naprawd nie bya ch "przywalenia", tylko zwyka bezradno. Albowiem obojtne, czy jest to "jeden z najbardziej znanych polskich intelektualistw", czy ktokolwiek inny i czy czyni to na amach najwikszego polskiego dziennika, czy jakiegokolwiek innego rodka spoecznego przekazu, to jeeli utrzymuje on, e za afer Clinton - Lewinsky kryje si "wielki kapita" i okrela prawnika wykonujcego swj urzd w ramach suwerennego, demokratycznego pastwa prawa mianem awrientija Pawowicza Starra, to - jak sdz - kocz si granice racjonalnego dyskursu. Propagowanie spiskowej wizji dziejw (kto za tym stoi? midzynarodowa finansjera, masoni, ydzi, jezuici etc.) z intelektualnego punktu widzenia niekiedy bywa mieszne, ale spoecznie zawsze jest szkodliwe. Natomiast jeeli amerykaskiego prokuratora nazywa si awrientij Pawowicz Starr, to - jak pisaem w "Azymucie" - "nie wdajc si w ocen prokuratora, wiem jedno: takie porwnanie obraa nie tylko rozum, obraa rwnie pami tysicy, a moe raczej setek tysicy czy milionw ofiar awrientija Pawowicza Berii". I nie zmieni tego aden kontekst. Dlatego na amach "Gazety" powtarzam apel z felietonu: "Przedstawiciele homo sapiens z wszystkich krajw czcie si!"

* PS. Przytoczyem tylko te dwa przykady, ale jeli takie byoby Paskie yczenie, tez o jednostronnoci (co nie znaczy cakowitej czy totalnej jednostronnoci) relacjonowania przez "Gazet Wyborcz" afery Clinton - Lewinsky mog znacznie szerzej uzasadni. MACIEJ ZIBA OP

Od redakcji: Rne byy interpretacje skandalu Clinton - Lewinsky. Aleksander Adler, ktrego artyku obszernie cytowalimy - nie jest idiot. Nie twierdzi przeto - wbrew sugestii Macieja Ziby OP - e za t afer kryje si po prostu spisek "wielkiego kapitau". Pisa natomiast: "Bill i Hillary Clinton ju w 1993 r. cignli na siebie gbok niech przemysu farmaceutycznego i towarzystw ubezpieczeniowych, ktre przyczyniay si, jak mogy, do rozptywania przeciw niemu najbardziej bezwstydnych kampanii oszczerstw. Ale to tumaczenie - prawie marksistowskie - interesami finansowymi nie moe by wystarczajce. Trzeba tu natychmiast doda drog yciow, rok 1968, lud, Murzynw, ydw i Chiny. To prawda, e globalizacja o ludzkiej twarzy, jak gosi prezydent za granic, oraz pozyskiwanie sobie umiarkowanego centrum opozycji republikaskiej wewntrz kraju nie powinny byy uczyni z niego koza ofiarnego prawicy, podobnie jak nacjonalistyczna dyplomacja i pedantyczny niemiecki patriotyzm Waltera Rathenau nie powinny byy cign na niego gromw rnych wolnych strzelcw. Ale Rathenau jest ydem, bogaczem i demokrat, a Clinton jest... Clintonem, tzn. przeciwnikiem wojny w Wietnamie, antyrasist w kraju podzielonym wedug koloru skry, w tak maym stopniu macho, by oeni si z kobiet, ktra - zdaniem wielu - gdyby nie on, byaby jednym z najwikszych adwokatw kraju lub wybitnym politykiem". Myl, e streszczenie tego wywodu jako "spisku wielkiego kapitau" tumaczy mona bd "chci przywalenia", bd te rzeczywicie "bezradnoci" intelektualn. Wtedy, miast sw polemiki, naleayby si Maciejowi Zibie OP sowa serdecznej sugestii, by nie komentowa tekstw, ktrych nie rozumie. Bardzo moliwe, e dowcip na temat prokuratora Starra by kiepski, ale oburzenie Macieja Ziby OP w imieniu ofiar Berii zdumiewa swoj niestosownoci i obud. Namawiam Macieja Zib OP, by zastanowi si, czy uywanie policyjnej prowokacji, nielegalnego podsuchu, jak rwnie szantau - a tym wanie posugiwa si prokurator Starr - jest "wykonywaniem urzdu w ramach suwerennego, demokratycznego pastwa prawa", czy te jest radykalnym wykroczeniem poza te ramy. Namawiam te Macieja Zib OP do refleksji, czy tene nielegalny podsuch i szanta to najbardziej prawidowe sposoby realizacji ewangelicznego przykazania - "miuj bliniego swego jak siebie samego". * PS. Maciej Ziba OP ma jakie kryteria, ktre pozwalaj mu odrni "jednostronno" od "cakowitej czy totalnej jednostronnoci". Radz mu, by z tego punktu widzenia oceni obiektywizm swoich wasnych publikacji. ANDRZEJ ZAGOZDA

Gazeta Wyborcza - dnia 08/01/1999

Andrzej Zagozda Potga wyobrani


W ostatnim numerze "Media Polska", branowego miesicznika mediw i reklamy, Bronisaw Wildstein, kiedy dziennikarz, zaj si osob Pawa Smoleskiego. Pisz "kiedy", gdy zajmowanie si dziennikarstwem wymaga, prcz umiejtnoci trzymania pira, rwnie umiejtnoci czytania, z czym Wildstein ma niemae kopoty. Wildstein donosi: "Smoleski w 1992 r. napisa reporta o "zach w oczach crki ubeka, ktry zamordowa Wosika (stanem oczu rodziny zabitego nie zajmowa si). Gdy redaktor naczelny "Gazety" pogodzi si z Giedroyciem, a Herling-Grudziski rozsta si z >>Kultur<<, Smoleski by wspautorem tekstu ukazujcego mao charakteru autora >>Innego wiata<<. Kiedy na wan posta prawicy wyrs Walendziak, ten sam autor prbowa uchwyci jego fenomen. Polegao to na wielostronnym ukazywaniu spraw mao istotnych (powiedzmy czystoci paznokci Walendziaka), aby w sprawie zasadniczej zastosowa odautorski, wartociujcy osd, np.: telewizj zarzdza le". Przypomnijmy: - crka ubeka ma takie samo prawo do ez jak Wildstein do pira. Cho przywoany przez Wildsteina tekst z 1992 r. nie by o zach kilkuletniej dziewczynki, lecz o zabjstwie Bogu ducha winnego chopca, o rnej pamici zbrodni i o karze. Tekst o "maoci Herlinga-Grudziskiego" by w istocie o konflikcie postaw Herlinga i Giedroycia, dwch wielkich postaci "Kultury" paryskiej i polskiej kultury w ogle. A w sylwetce Walendziaka nie byo ani sowa o paznokciach. Wynika z tego, e Wildstein nie pisze o prawdziwym Pawle Smoleskim i jego drukowanych w "Gazecie" tekstach, lecz o Smoleskim wymylonym, ktry ma nad prawdziwym t przewag, e lepiej pasuje do tezy. Generalny zarzut Wildsteina brzmi: "reportae [Smoleskiego] s ilustracj komentarzy redaktora naczelnego [Michnika]. Czsto zreszt zastpuj je". al mi Wildsteina, bo wida, e nie dowiadczy takiej sytuacji, gdy dziennikarz zgadza si z naczelnym, a naczelny z dziennikarzem. Lecz najwiksz zo budzi u Wildsteina tekst Smoleskiego "I ty zostaniesz konfidentem" zapis rozmowy z esbekiem objaniajcym, co, jego zdaniem, zgotuje lustracja. Wildstein szydzi ze Smoleskiego, oczywicie z tego, ktrego sobie najpierw wymyli, odwoujc si do swej bogatej wyobrani, a nie do tekstu - "Gwny tok to wypowied, jak si dowiadujemy, ubeckiego specjalisty od duszy, oficera-profesjonalisty najwyszej klasy, przy okazji kardiochirurga... Dowiadujemy si, e ubek by patriot". Pisze rwnie: "Najwiksz atrakcj tekstu jest nowatorsko potraktowana technika szantau". Nazwanie tekstu Smoleskiego "szantaem" jest insynuacj, co u Wildsteina nie dziwi, bo jeli nie potrafi si napisa polemiki, co innego umie trzeba. Zaskakuje natomiast, jak bardzo

Wildstein, zwolennik lustracji, lecz czowiek w kocu dorosy, ufa ubeckim papierom, relacjom, jakim szacunkiem obdarza twrcw policyjnych teczek. Pisze: "U Smoleskiego [zapewne w tekcie; jzyk Wildsteina nie poraa precyzj] od razu ubek budzi zaufanie, a moe co wicej. Czujemy to, kiedy czytamy o jego mskiej sylwetce, silnym ucisku doni, szpakowatych skroniach, gosie (...) Eh, te fascynacje..." Co zafascynowao Wildsteina? Mczyzna o siwych skroniach? Ubecka profesja? A moe potga wasnego pira, pozwalajca przela na papier kad bredni? Nie wiem.

Gazeta Wyborcza - dnia 19/08/2004

LISTY

ANDRZEJ ZAGOZDA Uporczywe kamstwa


W tygodniku "Newsweek" Piotr Zaremba napisa: "Bolesaw Sulik, ktry przed sejmow komisj ledcz swoj rol w stosunkach Adam Michnik - Robert Kwiatkowski opisywa po trosze jako rol posaca". Napisa nieprawd. Poniewa uczyni to po raz wtry, mona domniemywa, e skama z pen wiadomoci. Starannie przejrzaem zeznania Bolesawa Sulika. Sulik mwi tam, e raz jeden "chyba Piotr Niemczycki albo Wanda Rapaczyska zwrcia si do mnie, czy ja mgbym zorganizowa rozmowy z prezesem Kwiatkowskim". Nigdy natomiast nie okrela swej roli w stosunkach Michnik - Kwiatkowski. Kamstwo - przypominam ten bana Zarembie - nawet wielokrotnie powtrzone, nie staje si prawd. Za uporczywy nawyk kamstwa jest brzydkim rysem charakteru. ANDRZEJ ZAGOZDA

Artyku ten jest szczytem hipokryzji i absurdu. Michnik w swej obronie pisze tekst sygnowany pseudonimem Andrzej Zagozda. Nastpnie redakcja drukuje to jako list do gazety.

gazety.

Gazeta Wyborcza - 25/11/1992

Bibianna ROY-ROKICISKA Czemu to o tym czyta nie chcecie, panowie?


Profesor Bronisaw Geremek owiadczy, e nie bdzie czyta wyzna Anastazji P., bo to uchybia jego godnoci. Dziwne wyznanie! Ja, wierna czytelniczka prac prof. G. traktujcych o redniowiecznym marginesie obyczajowym, a wic niele zorientowanego w materii sprawy, signam po t ksik z ciekawoci. Z pilnej lektury dawnych ksiek prof. G. wycignam przecie lekcj, i nieuctwo nigdy nie moe uchodzi za cnot. Powiem otwarcie: lubi t ksik, bo lubi proz nowoczesn, literatur faktu nasycon realiami, utrzyman w stylu Simone de Beauvoir i Eriki Jong. A take dlatego, e doceniam kulturotwrcz funkcj skandali. Zwamy: suby ministra Milczanowskiego cigaj teraz Anastazj P., co ja zwyka polska kobieta mog interpretowa jedynie jako kontynuacj "magdalenkowej Targowicy". Znw ponad polskimi gowami porozumiaa si stara i nowa nomenklatura mska na szkod kobiecej wikszoci. Oto "solidarnociowy" minister spraw wewntrznych wysya swoje psy gocze, by ratowa mski honor posw komunistycznych, tak nadwerony pono przez Anastazj P., t Fanny Hill Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Powiedzcie, o wszystkie przyjaciki moje, panny, matki i wdowy, ktreg to z mczyzn zasklepionych w seksizmie i fallokracji cigaa policja tylko za to, e w opisywa swoje przewagi w udrczaniu seksualnym nas kobiet? Aresztowana Anastazja P. bdzie winiem sumienia. Podlega represji, gdy jej przenikliwy reporta zdemaskowa natur mafii mskich szowinistw rzdzcej z ukrycia ojczyzn nasz Polsk. Liberaowie i Piwosze, politycy z PSL i z "Solidarnoci", z Kwaniewskim i Niesioowskim, Miller, Kern i tylu tylu innych - oto uczestnicy owej tajemniczej loy groniejszej dzi ni masoneria czerwona, bd czarna. Profesor G., odmawiajc lektury tej ksiki nasyconej humorem i autentyzmem, i ironi, tragicznoci i drwin, zaj postaw dwuznacznie prowokacyjn. Czyby mci si za to, e Anastazja P. nie zwrcia na adnej uwagi? Anastazja Potocka (Marzena Domaros) - "Pamitnik Anastazji P." Dom Wydawniczy "Reflex",

Anastazja Potocka (Marzena Domaros) - "Pamitnik Anastazji P." Dom Wydawniczy "Reflex", Warszawa 1992.

Gazeta Wyborcza - 26/11/1992

Bibianna ROY-ROKICISKA Trzy posania z okazji Anastazji


Dzie po ukazaniu si skandalizujcego "Pamitnika Anastazji P.", penego opisw erotycznych przygd politykw, trzech parlamentarzystw opublikowao owiadczenia w tej sprawie. Pose Jacek Maziarski (PC) owiadczy, e czuje si dotknity i oburzony pominiciem go w pamitniku. - Sypiaem z ni kilkakrotnie. Wtedy bya zadowolona, a teraz nie chce si przyzna - stwierdzi Maziarski. - Uwaam za skandal, e caa prasa to przemilcza. Nie rozumiem, dlaczego ona ma zasugiwa na wiarygodno, a jako pose nie jestem traktowany jako wiarygodny wiadek w tej sprawie. Czy to, e jestem stary i brzydki pomniejsza moj wiarygodno? - powiedzia pose PC. Natomiast wicemarszaek Sejmu Andrzej Kern przekaza naszej redakcji nastpujce owiadczenie: "W zwizku z ukazaniem si ksiki autorstwa (?) Anastazji P. vel Marzeny D. i dotychczasowymi relacjami czci prasy na jej temat, stwierdzam, e jestem przedmiotem wyjtkowo wyrafinowanej i ohydnej napaci. Rozmiar tej podoci przekracza wszelkie granice. Ci, ktrzy wymylaj i kolportuj podobne brednie i oszczerstwa zasuguj przede wszystkim na pogard. W najbliszym czasie podejm stosowne kroki, zmierzajce do obrony moich praw". Pose Roman Bartoszcze zwrci si wczoraj do marszaka Sejmu o powoanie specjalnej komisji do zbadania skandalu obyczajowego dotyczcego czonkw parlamentu, w zwizku z ksik "Pamitnik Anastazji P.". Jego zdaniem sprawa nabiera charakteru skandalu obyczajowego wykraczajcego poza granice kraju. - Konieczne jest niezwoczne jej wyjanienie, bowiem spoeczestwo, ktremu dotychczas nie wyjaniono do koca sprawy "agentw" w Sejmie, bdzie przekonane o kompletnej moralnej ruinie naszego parlamentu - stwierdzi Bartoszcze.

Przypomnijmy. Podczas obrad Okrgego Stou w Magdalence doszo do tajnego porozumienia "czerwonych", "czarnych" i "rowych" mskich szowinistw, na rzecz zdrady Polski. Anastazja P., pisarka powszechnie znana z prawdomwnoci i surowych obyczajw, ktre czasowo powicia Dla Sprawy, zerwaa sw ksik pajczyn kamstw. "Mskie lobby" odpaca jej za to wyrafinowanymi i podymi napaciami. Maziarski pozazdroci Kernowi piknej aparycji i mskiej krzepy, Kern poczu si ofiar ohydnego gwatu, Bartoszcze da powoania specjalnej komisji przeciwko Anastazji. "Magdalenkowa Targowica" bezwzgldnie atakuje dzieln Anastazj, ale w szeregi mskiej nomenklatury, specjalistw od "czerwonych" i "rowych" baletw, wkrada si duch rozamu. Wiele wskazuje na to, e bj to ich bdzie ostatni...

Gazeta Wyborcza - 02/01/1993

Bibianna ROY-ROKICISKA W telewizji pokazali Szopka Noworoczna

Wrd mnstwa rzeczy niepewnych s przecie i takie, ktre pozwalaj wierzy w stabilno wiata i jego ad przedustawny. Marcin Wolski wie, gdzie stoj konfitury. W jego Szopce Noworocznej byo dla kadego co miego - jak przystao na ten gatunek sztuki dworskiej. By wic Geremek na melodi "Skrzypka na dachu", Moczulski jako ofiara lustracji, Mazowiecki w roli spowolnionego gamonia, Michnik w czuej pieszczocie z Jaruzelskim, czerwoni u progu nowych zwycistw, Kaczyscy w szponach wasnych obsesji, Suchocka jako bezwolne brzydactwo, Kuro z przepitym gosem, nawet z duchowiestwa katolickiego zadrwiono wesolutko, nie baczc na wymg respektowania wartoci chrzecijaskich w publicznej telewizji. I tylko prezydentowa w "Szopce" bya sympatyczna. I tylko kukieki prezydenta nie ujrzelimy na ekranie, za jego gos - mdry i sprawiedliwy - dobiega zza kadru. Zobaczylimy natomiast piknego i mskiego ministra Mieczysawa Wachowskiego, ktry - ju po raz drugi - pojawi si w publicznej telewizji jako pierwszoplanowa i heroiczna posta polskiej sceny politycznej.

w publicznej telewizji jako pierwszoplanowa i heroiczna posta polskiej sceny politycznej. Wszelako pikny minister Wachowski nie powinien by jedynie kreacj niewczesnych mskich gustw, ktre ju dzi widz w nim waciwego gospodarza Belwederu. Pikny minister Wachowski winien by opiewany przez kobiety, a nie dwuznacznie opisywany przez rozkochanych i zalinionych z namitnoci mczyzn. Tylko my, kobiety, potrafimy doceni jego urok i szarm. Dlatego powiadam gono: Mietek Wachowski mj ci jest, a nie Marcina Wolskiego, tej Anastazji P. polskiej satyry.

Gazeta Wyborcza - 25/04/2000

WYB. BIBIANNA ROY-ROKICISKA W WITECZNEJ PRASIE Zaduma wielkanocna

O czym dumali rodacy w wita? Rzecz jasna o praktykowaniu cnt biblijnych: wiary, nadziei i mioci Wiara: "W kampanii Krzaklewski bdzie zmuszony zwrci si do wyborcw ponad sualcz wobec postkomunistw telewizj, co w epoce wielkich billboardw, Internetu i prywatnych drukar nie wydaje si niewykonalne... Jestem o niego spokojny". (ukasz Perzyna, "ycie") Sia spokojnej wiary Perzyny przenosi gry... Nadzieja: "Pielgrzymowalimy, eby uy dzisiejszego Karolkowego sownictwa, do Czstochowy, na Jasn Gr, eby odnowi lubowanie akademickie przed obrazem Czarnej Madonny (...) Bya to caa wyprawa. Podpisy nasze zostay tam w Ksidze Wieczystej. Kto tam zajrzy? Moe ze wzgldu na Karolka? W kadym razie - kontynuuje autor - nie stay si dowodem przy oskareniu za czasw Josifa

Wissarionowicza tym tzw. hakiem uatwiajcym uzalenienie, ow potulno, przymknicie oczu". Dalej pisze autor o sobie: "A ja mam gb niewyparzon i charakter awanturnika. Nic dziwnego, e trykam rogami, skoro urodziem si pod znakiem Barana". Pisze o sobie rwnie: "Nie jestem snobem (...). Wystarcza mi szeregowy proboszcz, ktry zna grzeszne ycie, bo sam si musi z wasnym cielskiem podliwym jako upora. Przecie sutanna jest mundurem, a pod ni kryje si, jak kady z nas, ywy czowiek". Cakiem inaczej pisze nasz autor o "Karolku": "Szczeglnych znakw wybrastwa, powoania nie mogem si u Karola Wojtyy dopatrze. Raczej by pracowity, z uporem chopskim wkuwa swka francuskie. (...) Zjawia si u nas na kolacji, cierpliwie sucha politycznych proroctw mego ojca, zmiata wszystko, co mu matka moja podetkaa, naoya na talerz". (Wojciech ukrowski, "Trybuna") Rozumiemy tedy: nasz autor wolny od uzalenie i potulnoci, nigdy na nic nie przymyka oczu. Przeciwnie: gb niewyparzon broni prawdy i tryka rogami w obronie wolnoci, za Karolek, z uporem chopskim wkuwa i zmiata wszystko z talerza. Och ty Karol... Mio: "Sylwia Pusz wezwaa do bojkotu towarzyskiego Michaa Kamiskiego. Ale przecie pani, pani pose, i tak nie utrzymuje stosunkw towarzyskich z Michaem Kamiskim, prawda? Przynajmniej tak si mwi w Sejmie" (Agnieszka Wok-aniewska, "Trybuna"). Zdawa by si mogo, e do "Trybuny" zawita duch Radia Maryja. C bowiem obchodz pani redaktor stosunki towarzyskie pani pose? A jednak zawi jest mow mioci. Jak przyjacika z "Trybuny" pochwali mionie przyjacik z SLD, to zawsze powstanie z tego jakie nowe dobro, ktre ubogaci dorobek ideowy Sojuszu Lewicy Demokratycznej...

Gazeta Wyborcza - 01/09/2003

BIBIANNA ROY-ROKICISKA LISTY Boya wina

Boya wina
Szanowny Panie Redaktorze! Solidaryzuj si w peni z inicjatyw krakowskich radnych, by usun pomnik Boya-eleskiego, tej zakay naszego piknego, patriotycznego i pobonego miasta. Wszak to Boy w roku 1932 opublikowa haniebny esej "miech", gdzie uy - po raz pierwszy od czasu Potockiego plugawego sowa "dupa" bez wykropkowa. To Boy - w przedmowie do zbiorowego wydania dzie Mickiewicza - zaj si z caym bezwstydem prywatnym yciem Wieszcza, czym wywoa suszny gniew patriotycznej i chrzecijaskiej opinii publicznej. Tene Boy wypisywa haniebne oszczerstwa w gonym paszkwilu pt. "Czy Mickiewicz umar otruty?", czym rwnie zagniewa Polakw i patriotw. Wreszcie to przecie Boy domaga si, by z kodeksu karnego usunito zapis o karalnoci homoseksualizmu, co nastpio - ku zgrozie patriotw i ludzi pobonych - w 1932 r. Zarzuty przeciw ohydzie moralnej Boya zebra Janusz Minkiewicz w gonym wierszu demaskatorskim "Boya wina". Przytaczam ten wiersz w caoci:

"Boya wina! e si Hlonda nie do boi Sanacyjny polski reym, e nierzdem Polska stoi, e ni rzdzi rzd, a nie Rzym... - Boya wina, Boya wina, Boya bardzo wielka wina! e rym straszny - do biskupa! Ju drukuj wprost, w caoci I e z tego powodu panosz si tak "Wiadomoci"... - Boya wina, Boya wina, Boya bardzo wielka wina! e w modziey si podwaa Wiar w pieko i bociana.

e w miazmatach md si tarza W subie Moskwy i Szatana... - Boya wina, Boya wina, Boya bardzo wielka wina! e rozpusta w kraju hula, Tudzie haba, fasz i zdrada. e papieska na nic bulla, e moralno pod... ada... - Boya wina, Boya wina, Boya bardzo wielka wina! e Narodu szarpic ono Plotk z wszelkiej czci wyzut, Najpierw wieszcza oczerniono, Potem jeszcze go otruto!... - Boya wina, Boya wina, Boya bardzo wielka wina! e y mona z tamt i z t, Potem znowu raz z t, raz z t, e by mona masochist, Lub - bezkarnie!!! - pederast!... - Boya wina, Boya wina, Boya bardzo wielka wina!".

Tak, tak, Boya bardzo wielka wina. Dobrze, e radny z LPR domaga si pomiertnego zlustrowania i ukarania deprawatora polskiej dziatwy.

BIBIANNA ROY-ROKICISKA, KRAKW (ADRES ZNANY REDAKCJI)

BIBIANNA ROY-ROKICISKA, KRAKW (ADRES ZNANY REDAKCJI)

Gazeta Wyborcza - dnia 08/09/2003

BIBIANNA ROY-ROKICISKA STRONNICZY PRZEGLD PRASY


Bdc kobiet tradycjonaln, cho o dugim stau rewolucyjnym, z zaciekawieniem sigam po utwory Piotra Ikonowicza. Ten niegdy odwany dziaacz podziemny, a pniej barwny ekscentryk w szeregach parlamentarnych SLD, jest wci aktywny. Po epoce tworzenia kolejnych partii, frakcji, rozamw i odamw w obozie rewolucji proletariackich opublikowa swj "Manifest Rewolucyjny". Skorzysta z gocinnych amw miesicznika "Hustler", szczeglnie popularnego w krgach rewolucyjnego proletariatu, gdy dokumentuje suszno pamitnego zawoania z gonego spektaklu: "Rewolucja nie ma racji bez powszechnej kopulacji". Redakcja "Hustlera" zajmuje si kopulacj, pozostawiajc rewolucj Ikonowiczowi. Na tle licznych, radykalnie roznegliowanych dziewczyn, ktre demonstruj to, co maj najcenniejszego, Ikonowicz te demonstruje bezcenne walory - swoje myli. W artykule "Miller, nie bd map!" ubolewa z powodu upadku fabryki samochodw Daewoo. To jest zrozumiae. Ikonowicz uoglnia: Zaoga przypomina sterroryzowane przez wilka stado owiec. Kady liczy, e jak bdzie grzeczny, to mu si uda zachowa prac, cho ju dzi wiadomo, e omiu na dziesiciu na pewno j straci. A rzd? Rzd z caym spokojem pozwala dziaa niewidzialnej rce rynku. Tej samej, ktra pozwolia przerobi na banki zakady Radiowe im. M. Kasprzaka. I proponuje program: Zascho mi ju w gardle od kretyskiego wykrzykiwania: zodzieje! Dlatego mwi: Renacjonalizacja! (...) Gierek mg, to Miller te moe kupi licencj i uruchomi produkcj samochodw. Produkcja samochodw to w dobie high-tech dziaalno dziecinnie prosta. Zestawy do skadania samochodw w montowniach nie bez powodu nazywaj si Monkey-kits - mapie komplety, bo nawet mapa powinna umie je zoy. Polscy robotnicy i inynierowie nie musz ju udowadnia, e mapami nie s. Premier niestety wci jeszcze musi i teraz ma szans. Co robi? Skoro zwizki daj dupy, Nowa Lewica zachowa si jak zwizek zawodowy. Zrobimy

cik zadym i odwoamy si do mionikw krajowej motoryzacji. Patriotyzm to nie tylko defilady 3 Maja i 11 listopada. Patriotyzm to wiara spoeczestwa we wasne siy i twrcze moliwoci. Si kraju buduj inynierowie, technicy i robotnicy, ktrych rozpiera duma zawodowa z dobrze wykonanej pracy. (...) Za FSO stanie murem caa Warszawa. Nie mwimy ju: Zrbcie co! Mwimy wam, rzdzcym, co macie zrobi. Przedstawimy plany i wyliczenia. Do skomlenia, nie pozwolimy wam zamyka kolejnych fabryk. Bdziemy dalej robi w Warszawie samochody! Z kolei Leszek uliski - to taki Ikonowicz krytyki literackiej - wzi w "Trybunie" pod buty SLD. I oto ja, kobieta tradycjonalna, czytam przeraona: Wiecznie jestemy karceni za oszala konsumpcj i straszeni wizj zapaci ekonomicznej, ale to wy, kapitalici i politycy, oberacie si w imieniu ludu trzymanego na krtkiej smyczy w obozie przejciowym zwanym Polsk. Dosy tego! Basta! Wynocha! Zawiedlicie miliony ludzi, przy okazji okradajc ich w setkach afer, przekrtw i machlojek. Nie zostawilicie swemu elektoratowi nawet oparcia w lewicowym systemie wartoci, bo roztrwonilicie go we wasnej niesocjaldemokratycznoci i w mtnych grach z opozycj czy Kocioem. uliski te nawouje: Musimy znale now lewic. Mamy na to dwa lata. Do Sejmu i Senatu nie powinien przedosta si ani jeden "wyprbowany towarzysz", nikt z grupy sprawujcych obecnie wadz (w obu paacach), nikt z aparatu i tzw. elit. Nikt ze "zdolnych wychowankw" i oportunistycznych "k modych". Pamitajcie: oni ju byli! (...) Ukady trzeba rozbi. Da kopniaka baronom i caej tej nadtej "kacie zasuonych". Wyrwa spod tykw aksamitne poduszki nomenklaturowego przetrwania. Lewica musi si odrodzi poprzez rozbicie wasnego ukadu. Pogonienie wasnej elity. Zanim uliski znajdzie "now lewic", by starej "wyrwa spod tykw aksamitne poduszki"; zanim "nowa lewica" Ikonowicza "zrobi cik zadym" - myl o smtnych obliczach liderw SLD, gdy sign po swj wierny organ z rozwaaniami uliskiego. Dlatego ja, kobieta tradycjonalna, namawiam - signijcie po "Hustlera". Tam, poza Ikonowiczem, jest jeszcze na co popatrze.

Gazeta Wyborcza - 14/06/2004

BIBIANNA ROY-ROKICISKA STRONNICZY PRZEGLD PRASY

STRONNICZY PRZEGLD PRASY


"Spu spodnie, a obni ci cen". "ycie Warszawy" informuje, e w Galerii Mokotw w sklepie Levi'sa daj 20 proc. rabatu kademu, kto przymierzy ubranie w wietle kamer, z ktrych obraz ogldany jest przez publiczno. Jako dama tradycyjnych obyczajw zaniepokoiam si, kt to zechce ciga spodnie przy ludziach? I oto w "Naszym Dzienniku" zadziwi mnie Jan Olszewski, ktry ochoczo zabra si do cigania spodni. Zatroskany b. premier przestrzega ot przed prywatyzacj Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych: Lista dopuszczonych do rzekomego przetargu jest krtka. Jest na niej "Agora". Przeraony rozmwca Olszewskiego o. Waldemar Gonczaruk CSsR zauwaa: Ostatnio po ksigozbiorze, ktry proponuje nam pan Michnik w swojej gazecie, atwo mona si zorientowa, jaki ksztat pod egid Agory moe przybra wydawnictwo i rynek ksigarski. Zreszt w WSiP by te zaangaowany pan Czarzasty. Na to Olszewski przypomina, e w wyniku afery Rywina pan Czarzasty niejako wypad z gry. No i teraz wydaje si, e jest to taki ksek, ktry Agora ju niemal trzyma w ustach. Zatroskany premier Olszewski patetycznie powtarza za Wodzimierzem Czarzastym przestrogi przed Agor i bije na alarm. No, ale pomylaam: skoro Agora ju prawie trzyma w ustach, to trzeba spuszcza spodnie, by obniyli cen. Okazuje si wszake, e nie jest to jedyna plaga w naszym piknym kraju. W naszej historii objawia, spuszczajc spodnie Marian Pika, historyk i polityk, pose Prawa i Sprawiedliwoci wystpowao zjawisko jurgieltnictwa, to jest opacania dygnitarzy przez obce mocarstwa (...). W rezultacie wyksztaci si typ postawy uznajcej wyszo interesw silniejszych pastw nad nasz wasny interes. To ideowe jurgieltnictwo dao ostatnio swj wyraz w postaci "listu intelektualistw" w sprawie traktatu nicejskiego. Jeden z jego sygnatariuszy napisa: "Albo bdziemy obywatelami wiatowego mocarstwa, albo pastwa wasalnego o rednim potencjale". To by dokadnie ten sam dylemat, jaki mia Szczsny Potocki. C ten Pika Marian, pomylaam sobie, myli zwolennikw integracji europejskiej ze Szczsnym Potockim i targowic! Czy po to, by obniyli cen, trzeba a tak bardzo spuszcza spodnie? Jednak oprcz Agory i jurgieltnikw co jeszcze czyha na szczcie polskich rodzin. W cigu niecaych dwch miesicy niewielka grupa osb osigna rzecz niebywa - informuje Maciej Rybiski ("Rzeczpospolita"), ochotnie cigajc spodnie. - Co tam kryzys pastwa, brak rzdu, deficyt finansw publicznych, bezrobocie, afery. (...) Wmwiono nam, e najwaniejsze s dzi prawa gejw do samorealizacji i to nie jak od wiekw w onicy, tylko na ulicy. Uff, pomylaam sobie: Spucie spodnie, obni cen. Ale jest jeszcze nadzieja, e nie wszystko przepado. Oto czytam w "Trybunie": Francuscy antyfaszyci, dziaaczki organizacji kobiecych oraz geje pikietowali w pitek pod polsk ambasad w Paryu. Protestowali przeciwko homofobii i aktywnoci skrajnej prawicy w naszym kraju. (...) Ministra spraw zagranicznych Francji wezwali do "protestu wobec dyskryminacji kobiet i rodowisk gejowskich w Polsce".

Czytam i oczy przecieram ze zdumienia - czy we Francji mao jest homofobw i skrajnej prawicy?! Czy francuscy antyfaszyci i dziaaczki organizacji kobiecych chc jecha do sklepu Levi'sa w Galerii Mokotw? A jeli nie chc tam jecha, to po co cigaj spodnie? Przecie w Paryu ceny im nikt nie obniy.

Gazeta Wyborcza - 02/11/2007

BIBIANNA ROY-ROKICISKA FELIETON DRUGIE RATOWANIE MACIEREWICZA


Nominacja Antoniego Macierewicza na sekretarza stanu w MON wzbudzia zdziwienie czci opinii publicznej. Czyby chodzio o to - pytali malkontenci - by Macierewicz znany ze spartaskiego trybu ycia i nasyconego mioci stosunku do blinich zosta nominowany na kilka dni po to, by otrzyma wysz odpraw? Czyby premier Jarosaw Kaczyski, rycerz rewolucji moralnej znany z agodnego serca i troski o ludzi zwyczajnych, zechcia ufundowa z pienidzy podatnikw ten skromny znak pamici w postaci wysokiej odprawy dla tropiciela grzechw naszych gwnych i powszednich? Nie, tu nie chodzi o pienidze. Tu chodzi o wiern mio. Opisujc swe heroiczne wyczyny w wojnie z komunizmem w sierpniu 1980 r., Jarosaw Kaczyski wspomina: "Uciekamy przed esbecj. Nasze telefony s wrcz ostentacyjnie podsuchiwane, rozcza si nam rozmowy. Macierewicz ukrywa si na swoim blokowisku na oliborzu, ale nie w swoim mieszkaniu. Przychodz do niego, nie pali si tam wiato. ona Macierewicza, Hanka, wprowadza mnie do azienki. Antek siedzi w zamknitej azience na sedesie. Podekscytowany krzyczy: niech mnie rozstrzelaj. A ona: mog ci rozstrzela, na razie siedzisz na klozecie. W kocu powstaje pomys, eby go stamtd ewakuowa. Znalazem wsppracujc z opozycj lekark, ktra miaa wywie Macierewicza karetk pogotowia. Ale ostatecznie przyszy panie, ogoliy, wymaloway i przebray Antka, po czym wyprowadziy go jako eleganck, wysok dam".

Dziki bohaterskiej akcji Jarosawa Kaczyskiego komunizm niemal run, a Macierewicz wysoka dama - ocala. Ale wrogowie nie skapitulowali - 21 padziernika br. powtrnie uderzyli. I oto znw za spraw heroicznej determinacji Jarosawa Kaczyskiego bdzie mg Macierewicz jeszcze przez kilka dni zwalcza komun, postkomun i "ukad", ktry nie chce IV RP.

Gazeta Wyborcza - 09/02/2008

BIBIANNA ROY-ROKICISKA FELIETON "MENUET" JAROSAWA KACZYSKIEGO CZEKA NA UZNANIE PUBLICZNOCI


W gonej sztuce teatralnej Sawomira Mroka "Tango" wystpuje Edek, ktry swoimi osobliwymi obyczajami i monologami terroryzuje salon warszawski, by nim zawadn. Jarosaw Kaczyski, doskonay imitator teatru absurdu, postanowi napisa sztuk "Menuet", stworzy tedy posta Edka naszych czasw i napisa jego monolog na 2008 r. Oto ten tekst, z koniecznoci skrcony: "Ja sdz, e t wizyt [Tuska w Moskwie] trzeba jednak wpisa w co bardzo niedobrego, to znaczy w tak wysoce nieprzemylan polityk Polski, waciwie mona dzisiaj powiedzie: na wszystkich azymutach, a ju w szczeglnoci na tych dwch gwnych - zachodnim i wschodnim, niemieckim i rosyjskim. Polska utracia jednoznaczno w sprawach strategicznych, takich jak rurocig, takich jak ochrona polskiego przemysu paliwowego, energetycznego, w zamian za ustpstwo odnoszce si do pojedynczych rzeni, przy czym te ustpstwa s wynikiem tego, e Rosjanie bezprawnie wprowadzili ograniczenia. No, w ten sposb mona wodzi za nos, bo tak to trzeba okreli, kadego. Ja nie chc mwi w imieniu gowy pastwa, ale uwaam, e prezydent Kaczyski postpi piknie i szlachetnie, wypowiadajc si tak, jak si wypowiada, przyjmujc Donalda Tuska, ale te nic mnie nie zwalnia od obowizku powiedzenia prawdy w tej sprawie.

Mwi o "widocznym znaku" - cakowicie nie do przyjcia. Polska, ktra naprawd przestaa po prostu prowadzi polityk zagraniczn, sprowadzia si do poziomu jakiego, powiedzmy sobie, kraju, ktry bardzo niedawno zosta przyjty do, e tak powiem, sfery cywilizowanej, ale nie adnej europejskiej, tylko gdzie tam, prawda, z jakiego gbokiego kolonializmu wyszed i ma niezwykle naiwn klas polityczn. Nam grozi sytuacja, w ktrej za kilka dziesicioleci, a moe nawet mniej, druga wojna wiatowa to bd dwie wielkie zbrodnie: Holocaust, w ktrym brali rzekomo udzia Polacy, tudzie wysiedlenie Niemcw, w ogle dzieo Polakw. A mwi, zacinajc si, bo tak si tym, nie ukrywam, emocjonuj, bo tego rodzaju rzeczy w polskiej polityce, nawet prowadzonej przez SLD, dotd nie byo. Odrzucamy jeszcze raz tak polityk: >>My wam par groszy, a wy nam za to ustpstwo<<, bo to jest najgorsze, co mona zrobi, to jest autodegradacja taka do dna. Powtarzam: niczego gorszego w polskiej polityce by nie moe ni wanie tego rodzaju ptacka - tak bym to okreli - postawa. W Polsce media stworzyy - cz mediw, eby by sprawiedliwym - stworzyy wraenie, e w poprzednim okresie za czasw mojego rzdu bylimy jak oblon i atakowan ze wszystkich stron twierdz. To bya cakowita nieprawda. Ale media rzeczywicie skutecznie do tego ludzi przekonay. Rozwizanie Wojskowych Sub Informacyjnych to dla pewnych formacji, nie tylko politycznych, ale szerzej: spoecznych, by straszny cios. I te formacje, ktre dzisiaj, niestety, znw s przy wadzy w tym czy innym sensie, niekoniecznie bezporednio, jakby nie odstpi od tego tematu, od tej sprawy. Kolejnym przejawem tego jest wystpienie >>Gazety Wyborczej<<, ktra jeli chodzi o walk z polskimi interesami, takimi jak mymy je widzieli, jest zawsze na pierwszej linii, zawsze za tym, eby ustpowa we wszelkich relacjach midzynarodowych, zawsze za tym, eby niczego w Polsce nie zmieni, eby ten stan, ktry tu si uksztatowa w tak zwanym postkomunizmie, bo co do tego, e w Polsce by postkomunizm, to si zgadzaj prawie wszyscy socjologowie, eby ten stan rzeczy si nie zmienia. No, to jest interes tego rodowiska i to jest cakowicie przeciwko interesom Polski. Nie bd tutaj prowadzi wywodw prawnych, ale to jest najoczywistsza oczywisto. Powtarzam: w Polsce jest jaka potna partia Wojskowych Sub Informacyjnych. Chciabym mc t parti dokadnie pozna i zanalizowa przyczyny dziaania ludzi, ktrzy zaciekle broni instytucji, ktra bya bezporedni kontynuacj w istocie filii GRU, bo tak to byo. Polskie suby wojskowe byy szczeglnie mocno podporzdkowane Zwizkowi Sowieckiemu, czyli rosyjskim subom specjalnym wojskowym GRU. Po 89 roku nie tylko nie zostay rozwizane, ale dziaay dalej bez weryfikacji, bo w Subie Bezpieczestwa bya weryfikacja, tutaj weryfikacji nie byo. Miay ogromne wpywy. Byy to niedobre wpywy, bya to patologia. Mymy po licznych wysikach zdoali te suby rozwiza i dzisiaj wanie to dziaanie jest przedmiotem ataku nie tylko ze strony tych, ktrzy w tym kontekcie nie s, mona powiedzie, zaskoczeni, na przykad ludzi z SLD, ale take tych, ktrzy - wydawaoby si - powinni by tak decyzj uradowani. Kiedy byli po drugiej stronie barykady. No, jest pytanie: co ich z tymi subami wie dzisiaj i co ich wizao kiedy? Bo i takie pytanie trzeba postawi. Bardzo ciekawa sprawa. Moje stanowisko, jeeli chodzi o Wojskowe Suby Informacyjne, jest takie, jak byo, cakowicie jednoznaczne - naleao je rozwiza. Antoni Macierewicz by by moe jedynym czowiekiem, ktry potrafi to zrobi. Mam nadziej, e doyj dnia, kiedy Antoni Macierewicz dostanie za to jakie bardzo, bardzo wysokie odznaczenie pastwowe" *. To naprawd kawa dobrej literatury - nieporadna skadnia i nieudolna polszczyzna doskonale ilustruj wiat wewntrzny Ciemniaka naszych czasw. Mam nadziej, e doyjemy dnia, kiedy Jarosaw Kaczyski za sw twrczo literack otrzyma nagrod Nike.

Jarosaw Kaczyski za sw twrczo literack otrzyma nagrod Nike.

* Wszystkie cytaty pochodz z wywiadu, jakiego Jarosaw Kaczyski udzieli wczoraj Polskiemu Radiu

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum

ycie z dnia 2001-06-07

Agata Bielik Robson Nowa lewica i kapitalizm


Jak marksistom z pokolenia 68 udao si odnie sukces zachowujc pozory cnoty

Od jakiego czasu kilkoro publicystw YCIA lansuje w Polsce termin "nowa lewica". Sukcesy tej kampanii okazuj si ograniczone. Bywa, e na fraz "lewica kawiorowa", bdc dosownym tumaczeniem francuskiej "gauche de caviar" (w wiecie anglosaskim mwi si raczej o "champaigne socialists"), odezwie si z niekamanym entuzjazmem jaki zapomniany, odrzucony przez obecny ukad si byy anarchista, zwolennik Pomaraczowej Alternatywy: "ten, ktry nie zdradzi". Umiechnie si te z ukontentowaniem redaktor "Trybuny", ktremu w ten sposb - z ca wiadomoci, aczkolwiek bez przyjemnoci - podsuwa si bro przeciw salonowi warszawskiemu. Tymczasem reprezentanci nowej lewicy pozostaj niewzruszeni w swej niewiadomoci, w peni korzystajc z przywileju pana Jourdin, ktry nie wiedzia, e kiedy otwiera usta, mwi - o dziwo - proz. Mylenie w trybie nowolewicowym wydaje im si tak naturalne i oczywiste, jak molierowskiemu bohaterowi mwienie proz. "Gazeta Wyborcza", cho w swym trzonie nie rni si niczym od swych zdeklarowanie nowolewicowych odpowiednikw na Zachodzie: francuskiej "Liberation", brytyjskiego "The Guardian", nowojorskiego "New York Times" (rytualne ukony w stron polskiej tradycji i Kocioa, w rodzaju "Arki Noego", traktuj tu jako siatk maskujc), ze zdumiewajcym uporem podtrzymuje zudzenie absolutnej przejrzystoci: pomimo swego wyranego odchylenia ideologicznego, przekonuje swych czytelnikw, e tkwi oni w solidnym centrum, tym samym imputujc odchylenie ideologiczne wszystkim swoim polemistom. Czym wic jest nowa lewica? Od tak dawna borykamy si z konsekwencjami cudu gospodarczego, jaki pozostawia po sobie lewica stara, e zmiana formuy lewicowoci, ktra na Zachodzie staa si ju norm, umkna naszej uwadze. Nasza wiedza na ten temat jest zastraszajco skpa, co tylko uatwia inwazj ideologii nowolewicowych, ktre przekradaj si do sfery publicznej anonimowo, przybierajc szacowne maski "europejskoci", "normalnoci", harmonijnej wsppracy z zachodnimi trendami intelektualnymi. Przykadem moe by radykalny feminizm, ktry znalaz w Polsce przytulne nisze w pismach z pozoru konserwatywno-liberalnych, jak "Res Publica Nowa", cho naley do nowolewicowego kanonu. Jedynym rdem wiedzy o transformacji lewicowoci jest na rynku polskim ksika Rogera Scrutona "Intelektualici nowej lewicy" bdca zreszt raczej pamfletem ni analiz zjawiska. Marks powiedzia kiedy, e historia lubi si powtarza - najpierw jako tragedia, drugi raz jako farsa. O ile rewolucj bolszewick, ktra pochona Europ Wschodni, naley nazwa tragedi - o tyle rewolucja obyczajowa pokolenia 68, macierzy nowej lewicy, zasuguje wycznie na miano farsy. To wanie wtedy znudzeni "pozornymi wolnociami demokracji liberalnej" studenci (bo przecie nie proletariat, w ktrego rewolucyjny potencja nikt ju na lewicy nie wierzy), dojrzewali do specyficznej, uniwersyteckiej mutacji marksizmu, ktra w zespoleniu z postpow psychoanaliz a la Erich Fromm i Herbert Marcuse, obiecuje im wyzwolenie absolutne: ku swobodnym zwizkom midzyludzkim, ku wolnej nieskrpowanej adnymi normami seksualnoci, ku spoeczestwu pozbawionemu "czerwia wadzy". To zatem, co w rewolucji komunistycznej wydarzyo si naprawd - zmiana ustroju, pocigajca za sob milionowe ofiary - w wersji nowolewicowej odbywa si jakby wirtualnie, w zupenie innym medium. Nie zabija si wroga klasowego - niszczy si go innymi metodami, wykorzystujc "uyteczn naiwno" liberalnych instytucji. Nie dokonuje si "tragicznej" rewolucji wprost, obalajc zgniy porzdek

liberalnych instytucji. Nie dokonuje si "tragicznej" rewolucji wprost, obalajc zgniy porzdek demokratyczny - a jedynie przejmuje wadz po cichu, powoli rozpinajc nad instytucjami liberalnymi, jak uniwersytety, wolna prasa, szkolnictwo, szczelny klosz lewicowej hegemonii. Eliminuje si przeciwnikw nie w ten sposb, e odsya si si ich do guagw, ale zamykajc im usta, zabraniajc im dostpu do udziau w instytucjach, jakie sami - jako liberaowie, konserwatyci i inni nie-marksici - przez lata sumiennie wspierali i tworzyli. Jak na ironi, taka wanie przygoda przydarzya si samemu Scrutonowi; wyznawcy nowej lewicy usiowali wstrzyma druk jego ksiki w prestiowym wydawnictwie Longmana. Na szczcie, nie do skutecznie. W porwnaniu z now lewic, lewica stara jawi si jako naiwna i prostolinijna. Jej nastpczyni jest bowiem daleko bardziej intelektualnie wyrafinowana. Stara lewica miaa przynajmniej dobrze okrelony cel, jakim byo zniesienie spoecznej nierwnoci i niesprawiedliwoci. Ta nowa natomiast jest niezwykle krzykliwa i to tym bardziej, im mniej wyrazista jest jej dorana intencja polityczna. Intelektualista nowej lewicy jest "wiecznym wyzwolicielem". Wierzy, e tylko w ten sposb, a wic wraz ze zniesieniem wizw krpujcych jednostk - co czy si ze zniesieniem wszelkiej instytucji spoecznej - mona stworzy nowe spoeczestwo. Jednake cel pozytywny, jaki przedstawiciel nowej lewicy pragnie osign, jest tak odlegy i nieokrelony, e w jego myli ogromn przewag zyskuje czysta negatywno: wola niszczenia obecnego "przymusu spoecznego", demaskowania jego tendencyjnie wyolbrzymianej represyjnoci i okruciestwa. Rewolucyjno nowej lewicy ukrywa si pod pozorami akceptacji adu demokratycznego. Z pozoru nowa lewica pozbya si ju swej wrogoci do demokracji liberalnej. Wicej nawet, to ona usiuje dzi uchodzi za gwnego obroc wartoci, na jakiej, jej zdaniem, opiera si projekt nowoczesnej demokracji partykularyzmu i prawa do jego nieograniczonej ekspresji. Wemy choby deklaracj, ktra otwiera jeden z kluczowych cyklw wydawniczych tej formacji: seri "Phronesis" w znanym ze swej radykalnoci londysko-nowojorskim wydawnictwie Verso, prowadzon przez aktualnego papiea New Left, filozofa argentyskiego pochodzenia, Ernesto Laclau i Chantal Mouffe, francusk filozofk feministyczn. Warto j przytoczy w caoci: "Panuje dzi powszechna zgoda co do tego, e projekt lewicowy znalaz si w gbokim kryzysie. Wyoniy si nowe antagonizmy - nie tylko w zaawansowanych krajach kapitalistycznych, ale take w bloku wschodnioeuropejskim i w krajach trzeciego wiata - ktre domagaj si przeformuowania ideaw socjalistycznych w kategoriach poszerzenia i pogbienia demokracji. Istniej jednak powane kontrowersje co do sposobu, w jaki strategia ta powinna by realizowana. S tacy, ktrzy twierdz, e obecna krytyka racjonalizmu i uniwersalizmu podwaa istot projektu demokratycznego (Laclau ma tu na myli radykalnych postmodernistw, gwnie ze szkoy Michela Foucault - przyp. AB-R.). Inni natomiast s zdania, e krytyka esencjalizmu (a wic odrzucenie wiary w uniwersalno natury ludzkiej, otwierajce drog rnicy i wieloci - przyp. AB-R.) stanowi konieczny warunek zrozumienia i poszerzenia pola walk spoecznych, charakterystycznych dla dzisiejszej demokracji. >> Phronesis<< umieszcza si w tej drugiej kategorii. Naszym celem jest ustanowi dialog midzy nowym myleniem dekonstrukcyjnym a polityk lewicow. Wierzymy, e stanowisko antyesencjalistyczne to warunek sine qua non nowej wizji lewicy, pojmowanej jako nurt sprzyjajcy demokracji radykalnej i spluralizowanej". W ksice "Emancipation(s)", ktr ta deklaracja otwiera, Laclau prbuje przeformuowa wszystkie podstawowe kategorie lewicowe - pojcie walki klas, postpu, emancypacji - tak, by znalazy si wewntrz - a nie jak dotd, na zewntrz - projektu demokracji liberalnej oraz, last but not least, wspczesnego kapitalizmu. Laclau nie powica krytyce kapitalizmu choby jednej stronicy. Przeciwnie, odnosi si wraenie, e wspczesny kapitalizm konsumpcyjny odbierany jest przeze jako sfera przeksztace pozytywnych, w ktrej "jednostka ulega dyslokacji", to znaczy, oswabadza si z tradycyjnych wizw przymusu - miejsca, rodziny, tradycji - uzyskuje wiksz wolno "do rnicy i jej ekspresji". Jeli wczyta si w specyficzny argon Laclaua, okazuje si, e jego "wizja nowej lewicy" nie rni si prawie wcale od ultraliberalnej wizji Richarda Rortyego. Dla niego take sukces kapitalizmu jest najlepszym sposobem na uwolnienie si jednostki od krpujcych norm, ktre porzuca ona tak samo, jak porzuca ubstwo i "trud przetrwania". To zatem, czego nie bya w stanie skutecznie zrealizowa rewolucja - znie alienacji zmurszaego porzdku spoecznego, ograniczajcego jednostk - z atwoci i bezkrwawo dokonuje dzi wspczesny kapitalizm. Po co wic przynosi ludzkoci owiecenie na bagnetach, skoro mona uzyska ten sam efekt lekko i przyjemnie, roztaczajc nad ni opiek Menadera, Terapeuty i Estety? Czy chodzi tu zatem o rzeczywiste pogbienie praktyk demokratycznych, czy o realizacj starego planu zniesienia alienacji, zerwania z przesdem tradycji itp. - w warunkach nowoczesnego kapitalizmu? Cytat z Francois Lyotarda, ktry, podobnie jak Ernesto Laclau, przeby drog od starej lewicy (w jego przypadku: maoizmu) do ponowoczesnej formuy nowolewicowej, powinien rozwia wszelkie wtpliwoci: "Wydaje si, e trzeba dzi myle o ludzkoci jako podzielonej na dwie czci: jedn cz pochania nowe wyzwanie, wyzwanie zoonoci - druga natomiast pogrona jest wci w strasznym,

nowe wyzwanie, wyzwanie zoonoci - druga natomiast pogrona jest wci w strasznym, starodawnym trudzie przeycia... W konsekwencji, jakiekolwiek danie prostoty musi dzi uchodzi za barbarzyskie". Trudno wyobrazi sobie punkt dojcia dalszy od miejsca, w ktrym startowaa stara lewica, sowami Marksa (i Szekspira) krytykujc pienidz - i kapitalizm - za to, e wywraca wszystko do gry nogami, bezsensownie komplikuje ludzkie potrzeby, pozbawia wiat spoeczny przejrzystoci i prostoty. Lyotard, pochwalajc "zadanie komplikacji" polegajce na "gromadzeniu nowych przedmiotw materii i myli", podejmuje gr z nowoczesnym kapitalizmem konsumpcyjnym, ktry dostarcza nie tylko coraz to nowych produktw, ale take tworzy coraz to nowe potrzeby. Z pozoru wic nie ma to nic wsplnego z sierminym antykapitalizmem starego marksizmu. A jednak, linia rozwojowa snuje si nadal. Jest pewien wsplny mianownik, ktry pozostaje bez zmian. O ile bowiem pozytywna cz myli lewicowej, jak to trafnie zauway Laclau, pogra si w kryzysie - upada wiara w komunistyczn utopi i system gospodarczy alternatywny do wolnorynkowego - o tyle na plan pierwszy wybija si jej czysta negatywno, obdarzona szlachetnym mianem "teorii krytycznej". Nie ma ju idei, ku ktrej mona by "wyprowadzi ludzko", ale nadal jest ten sam stary wrg - irracjonalny dom niewoli zbudowany z przesdw tradycji, okoww represyjnych norm, absurdalnych midzyludzkich zalenoci. Nawet jeli po dokonanym ju procesie totalnej dekonstrukcji czowiek pozostaby zupenie sam, "zdyslokowany", w spoecznej pustce - i tak byoby to dla lepsze ni poddawanie si przymusowi, ktry krpuje jego wolno. Laclau pisze: "Dekonstrukcja jest czci wieckiego ruchu odczarowania i decentracji, do jakiej naley rwnie marksizm". W ten sposb z Marksa pozostaje tylko wrg alienacji, w zwalczaniu ktrej poyteczny okazuje si nieoczekiwany sojusznik - nowoczesny kapitalizm. Na poparcie tych tez, ktre zaczerpnam od "intelektualistw nowej lewicy", mona znale liczne dowody w rzeczywistej praktyce politycznej. Tony Blair, szef brytyjskiej New Labour, premier rzdu od kilku lat, rozpocz sw zwycisk kampani wyborcz od szeregu spotka z czoowymi przedstawicielami biznesu, przekonujc ich, e nie maj si czego obawia, jeli Partia Pracy dojdzie do wadzy (w ten sposb wywoa w swej partii bunt "starolewicowcw", ktrzy bojkotowali te spotkania, publicznie przysigajc, e nigdy nie wymieni proletariackiej diety fish-and-chips na szampana i kawior do momentu, w ktrym zostali usunici z kierownictwa partii). W zamian za koncesje na rzecz "wielkiego biznesu", Tony Blair wprowadzi do parlamentu cae mnstwo kobiet i zaj si budow Millennium Dome, bdcej czym w rodzaju gigantycznej wityni Tolerancji. Rezygnujc z ekonomicznego projektu starej lewicy, w zamian za inwestujc w jzyk lewicowych symboli - sprzyjanie feminizmowi, umiejtne operowanie owieceniow retoryk - sta si w ten sposb wzorem dla wszystkich politykw nowej lewicy; w tym kanclerza Shrdera, a nawet samego Billa Clintona, ktry nie kry wobec Blaira podziwu. Przenoszc rozwaania na grunt rodzimy - analogicznie zachowuje si krg politykw i intelektualistw kojarzony potocznie z "Gazet Wyborcz". Mki sumienia pozostawiaj starolewicowej "Trybunie", sami za nie widz nic zdronego w popieraniu planu Balcerowicza. Ten ubytek zaangaowania w starym stylu rekompensuj sobie eksperymentujc z nowymi radykalizmami, wprowadzajc w obieg jzyki walczcego feminizmu i antytradycjonalizmu, domagajce si gbokich zmian w polskiej obyczajowoci. Nie ma tu wiele wspczucia dla ofiar nowoczesnego kapitalizmu - na przykad dla niedawno strajkujcych pielgniarek - za to, na zasadzie zastpczej, bardzo wiele dla tzw. ofiar represji wsplnotowych: kobiet (pod warunkiem, e akurat nie paraj si pielgniarstwem), niepenosprawnych, mniejszoci etnicznych (ostatnio "GW" wprowadzia nawet sta rubryk z gwiazd dawidow, w ktrej tocz si gorce dyskusje na temat polskiego antysemityzmu) oraz mniejszoci seksualnych. Kapitalizm, nawet ze swymi patologiami, traktowany jest przez publicystw "Gazety Wyborczej" jako sprzymierzeniec w przeprowadzaniu polskiego "ciemnogrodu", gboko przywizanego do swych zamierzchych rytuaw, do Polski europejskiej i nowoczesnej. Nie tylko zatem nie pobudza on do refleksji krytycznej, ale przeciwnie, budzi entuzjazm, take ideologicznej natury. Innej ilustracji dostarcza dyskusja na temat polskiej lewicy, przeprowadzona na konferencji organizowanej przez Instytut Spraw Publicznych, w trakcie ktrej Barbara Labuda, reprezentujca kancelari prezydenck, skupia si wycznie na problemie aborcji, uniemoliwionej przez "represyjn ustaw przeforsowan przez prawicowy rzd". Podobnej uwagi nie zwraca ju problem nieuprzywilejowania, ktrego powodem nie byaby pe czy orientacja seksualna, a po prostu kiepski status majtkowy - a wic to, co Lyotard z nieskrywan pogard nazwa "skazaniem na starodawny trud przeycia". Czy jednak moliwe jest "pogbianie procedur demokracji" bez refleksji nad spoecznym oddziaywaniem kapitalizmu, bez prb korygowania "aktw wykluczenia" eliminujcych z czynnego udziau w sferze publicznej tych wszystkich, ktrych sta tylko na "trud przeycia"? Pomimo caego wyrafinowania, na jakie zdobywaj si "intelektualici nowej lewicy", nie dam sobie wmwi, e dobrze wyksztacona, rozpieszczana przez stoeczny salon feministka jest wiksz ofiar jakkolwiek pojmowanego systemu

rozpieszczana przez stoeczny salon feministka jest wiksz ofiar jakkolwiek pojmowanego systemu (powiedzmy, patriarchalnego logocentryzmu) ni le opacany robotnik, ktrego zakad pracy nieuchronnie zmierza ku bankructwu. I o ile nie dostrzegam potrzeby dodatkowego "podniesienia wiadomoci" u wikszoci kobiet parajcych si radykalnym feminizmem, o tyle dostrzegam potrzeb rozbudzenia wiadomoci obywatelskiej u ludzi, ktrych przemiany ostatniej dekady skonfrontoway z realn bied. Dlatego wydaje si, e celem nowej lewicy nie jest, bez wzgldu na jej deklaracje, gboka demokratyzacja spoeczestwa, lecz tylko wymiana elit: zastpienie starego establishmentu nowym. W Wielkiej Brytanii - podobnie dzieje si we wszystkich krajach zachodnich - wymiana ta oznacza wyparcie starego modelu mieszczastwa, tradycyjnie gosujcego na parti Torysw, na rzecz tzw. new middle class, mniej purytaskiej i lepiej przystosowanej do urokw spoeczestwa konsumpcyjnego. W rozdaniu tym, dzielcym midzy siebie bardziej i mniej tradycyjnych beneficjentw kapitalizmu jest jednak coraz mniej miejsca na reprezentacj "wykluczonych", ktrzy nie czerpi ze wymiernych korzyci. Myl nowolewicowa nie jest wic wyrazem realnego zaangaowania w popraw bytu ludzi biednych, ale rodzajem kodu rozpoznawczego nowej elity, grupujcej si gwnie na uniwersyteckich campusach i w mediach - dokadnie tak, jak to przedstawia Christopher Lasch w swej niezwykle przenikliwej ksice "Bunt elit", wieszczcej narodziny masowego populizmu jako jedynej odpowiedzi na fasadowo wspczesnej demokracji. Demokracja nigdy nie bya i nadal nie jest domen myli nowolewicowej. Nie potrafi ona bowiem sformuowa wyrazistej krytyki dwch podstawowych zjawisk spoecznych, ktre stanowi najgroniejsze bolczki wspczesnego mieszkaca demokracji zachodniej: zaniku postaw obywatelskich wypywajcych z coraz wikszych podziaw majtkowych, oraz powszechnego odpodmiotowienia i postpujcej fragmentacji ycia, bdcej wynikiem nowoczesnej formy kapitalizmu, tzw. flexible capitalism. Nowa lewica, pomimo pozorw krytycznoci, staa si wic formacj gboko wsppracujc z konsumpcyjn "produkcj potrzeb", ktra napdza wspczesny kapitalizm. Ten bowiem, w odpowiedzi na jej potrzeb symbolicznego spenienia, dostarcza jej kolejnych form gratyfikacji. Powstaj cae gazie przemysu obsugujce modych radykaw, ktrzy kupuj pyn do golenia w czarnej ascetycznej fiolce z napisem "The Activist", wyprodukowany przez superekologiczn firm "Body Shop", suchaj drogich kompaktw postpowych zespow i ubieraj si w sono opacane, antyrasistowskie ciuchy od Bennettona. To oczywicie najskrajniejsza, a zarazem najbardziej groteskowa forma opisanej przeze mnie substytucji, przesuwajcej realny wysiek krytyczny w sfer krytyki emblematycznej, namiastkowej. Zarazem jednak niezwykle znamienna dla formacji, ktra w sytuacji kryzysu szuka dla siebie nowych zaangaowa, a tym samym, zgodnie z przepowiedni Marksa, rozmienia sw niegdysiejsz powag na fars.

Darmowy Hosting CBA.PL

"Rzeczpospolita" - 2001.02.13

BRONISAW WILDSTEIN Dziejw honoru cig dalszy


Pisanie o "Poegnaniu z broni", wywiadzie, jakiego do spki z Czesawem Kiszczakiem Adam Michnik udzieli gazecie, ktrej jest naczelnym, to zajcie niewdziczne i trudne.

Trudnym, gdy prostowanie wszystkich faszw, przeinacze, pprawd, z jakich si on skada, wymagaoby polemiki znacznie duszej ni blisko trzynastokolumnowy tekst; niewdzicznym, gdy jedynym uzasadnieniem zajmowania si tym tekstem jest miejsce jego ogoszenia i rola, jak peni jego gwny twrca, a zarazem bohater, Adam Michnik. Strategia Michnika Pisanie na ten temat jest zajciem trudnym jeszcze z tego powodu, e "Poegnanie z broni" budowane jest w specyficznie przebiegy sposb. Specyfika ta polega na wtrcaniu w kolejne fragmenty wywodu zda, ktre przecz gwnej myli danego fragmentu, a dla autora stanowi rodzaj alibi. To za ich pomoc bdzie mg on kwestionowa ewentualn polemik. Przyjrzyjmy si tej strategii na przykadzie by moe najbardziej bulwersujcego fragmentu tekstu, w ktrym Michnik usprawiedliwia autorw masakry na Wybrzeu w 1970 roku. Tekst na ten temat zaopatruje on w kwesti: "Nie chc, uchowaj Boe, broni ludzi, ktrzy kazali strzela do robotnikw. Ale we Francji nie ma takiego czowieka wadzy, ktry nie wydaby takiego rozkazu, gdyby tum pali merostwo w Paryu". Tak wic Michnik nie broni - bronic. Reszta to ju oczywista nieprawda. W 1968 roku studenci sporo naniszczyli si w Paryu, spalili wiele samochodw i pobili wielu ludzi, ale nikt do nich nie strzela. Przykady mona by mnoy. Moe by Michnik przytoczy, kiedy zdarzy si ostatni akt strzelania do obywateli ze strony wadzy francuskiej. Zreszt zdaje on sobie spraw z innych dwuznacznoci swojego porwnania i twierdzi dalej, e nie chce utrzymywa, i Polska bya demokracj, ale - dodaje - generaowie traktowali j jako swoje pastwo, ktrego musz broni: "wbrew temu, co ja wtedy sdziem - dua cz tamtej strony te miaa jak racj". Jak mwi dalej, onierze nie mogli odmwi wykonania rozkazu, gdy prowadzioby to do "latynoskiej logiki". Czyli odmowa wykonania zbrodniczego rozkazu prowadziaby do jeszcze bardziej przeraajcych konsekwencji. W ten sposb bronili si nazici. Cae "Poegnanie z broni" zbudowane jest na tej formule. "Ja miaem racj, i oni mieli racj". To "ja" eksponowane jest w sposb nieprzyzwoity w caym tekcie - mona odnie wraenie, e za miliony cierpia wycznie Michnik i to daje mu prawo do podejmowania decyzji w ich imieniu: "Mnie wolno powiedzie, e generaowie Kiszczak i Jaruzelski to ludzie honoru,

bo ja byem ich ofiar". "To nie genera strzela. To strzela system dyktatury komunistycznej, ktrego jednym z elementw by genera". Mona odpowiedzie, e system sam nie strzela. Gdyby nie armia Kiszczakw, system by nie istnia. I chocia system by zem, to nie posiada on w przeciwiestwie do generaa odpowiedzialnoci moralnej ani prawnej i w przeciwiestwie do generaa przed sdem nie sposb go postawi. Ale cho tezy Michnika s oczywiste, ich autor nie zapomina zaopatrywa ich w krtkie, przeczce im zdania. Zwyky czytelnik nie zauway ich, jednak mog one posuy do zdezawuowania kadej polemiki. Skuteczno tej strategii Michnik zdy ju zademonstrowa. Gdy abp yciski skrytykowa go za usprawiedliwianie grudniowej masakry, w "Gazecie Wyborczej" skomentowane zostao to poprzez przytoczenie zdania temu przeczcego, o reszcie tekstu, ktry uzasadnia krytyk yciskiego, nie byo oczywicie mowy. Rehabilitacja PRL i Okrgy St "Poegnanie z broni" jest ze strony Michnika kolejn prb rehabilitacji PRL i to idc najdalej w stosunku do wszystkich poprzednich. Dokonywane jest to poprzez rehabilitacj, a nawet nobilitacj twrcw i stranikw komunistycznego systemu w Polsce. Wprawdzie, jak w przytoczonym fragmencie, retorycznie potpiony zostaje system, ale okazuje si on czym w rodzaju zrzdzenia natury, komunici s nie tylko niewinni, ich wybr w interpretacji Michnika okazuje si wyborem patriotyzmu, tylko nieco innego ni czynia to opozycja. Komunistyczni aparatczycy okazuj si "ludmi honoru". A eby byo to jeszcze bardziej jaskrawe, na czoowego "czowieka honoru" Michnik promuje zwierzchnika policji politycznej, odpowiedzialnego za mier i przeladowania wielu ludzi, Czesawa Kiszczaka. Punktem wyjcia tej apologii jest Okrgy St. W rzeczywistoci tekst "Poegnania z broni" kompromituje uparcie lansowany tak przez Michnika i jego rodowisko, jak i ekskomunistw mit przekazania wadzy w czasie tych ukadw. Kiszczak: "Jeli kto mwi, e ja chciaem rozmylnie przekaza wadz opozycji, to mwi nieprawd. [Jednoczenie w licie do Michnika przytoczonym na zakoczenie "Poegnania z broni" Kiszczak pisze o "przekazaniu wadzy na zotym talerzu".] Chciaem tylko, organizujc Okrgy St, ucywilizowa polsk scen polityczn, zdemokratyzowa j. Chciaem dopuci opozycj do wsprzdzenia i wspdecydowania o losach kraju". Mwi wic Kiszczak, e w sytuacji kryzysu wadzy komunistycznej chcia zastosowa klasyczn komunistyczn strategi kooptacji. Stosowali j komunici w chwili zdobywania wadzy take w Polsce. Stosowali j na mniejsz skal w 1956 roku, kiedy godzili si z Kocioem i akceptowali Koo Poselskie Znak. By to model, zwykle czasowego, wprowadzania do elity wadzy na ograniczonych zasadach nowych ludzi bez zmiany zasad systemu. Nie znaczy to, e nie naleao przystpowa do Okrgego Stou, ale e nieprawd s wszystkie opowieci o dobrowolnym oddaniu rzdw przez komunistw w efekcie owych negocjacji. To dynamika historycznych wydarze pozbawia ich wadzy, pomimo rozpaczliwych prb jej zachowania z ich strony. Trzeba doceni, e tym razem nie signli po rozwizanie siowe, najprawdopodobniej zdajc sobie spraw, ile ryzykuj. wiadczy to o ich rozsdku, ale z pewnoci nie o adnych innych cnotach. Suwerenno a moskiewskie zwierzchnictwo Kiszczak jednoznacznie stwierdza, e Okrgy St by "suwerennym" projektem jego i Jaruzelskiego, i nie mia adnego zwizku z wydarzeniami w Moskwie. Opowiada, e przy tej okazji trzeba byo nawet troch oszuka towarzyszy radzieckich. Dowodzi to sporej dozy

autonomii przywdcw PRL. Na antypodach tych deklaracji le, podnoszone przez Kiszczaka, tradycyjne uzasadnienia stanu wojennego jako jedynej moliwoci zapobiegnicia sowieckiej inwazji. Michnik zgadza si i tak sam doz odpowiedzialnoci za stan wojenny obcia "Solidarno". Rwnoczenie w relacji Kiszczaka odsunicie od wadzy Gomuki to oddolne dziaania (w ktrych pukownik Kiszczak odgrywa niepoledni rol), i znowu okazuje si, e w sprawach tych sowieccy przywdcy nie mieli nic do powiedzenia. Ten brak konsekwencji jest obrazem sytuacji szerszej. Obrocy PRL zaciekle rewindykuj tez o jego "ograniczonej suwerennoci", ktra - ich zdaniem - stanowi miaa o wartoci tego pastwa, kiedy natomiast pojawia si kwestia odpowiedzialnoci za jego zo, winnym okazuje si sowiecki suweren. Tymczasem gdyby nawet przyj za dobr monet niesychanie wtpliwe uzasadnienia stanu wojennego, to pozostaje pytanie, dlaczego ekipa Jaruzelskiego nie wykorzystaa peni wadzy, jak uzyskaa po pacyfikacji "Solidarnoci" dla ekonomiczno-administracyjnych reform pastwa? Chyba nikt nie utrzymuje, e poprawa gospodarki i funkcjonowania kraju sprowadziaby sowieck interwencj. A wic dlaczego kraj w roku 1989 znajdowa si w stanie "katastrofy ekonomicznej", jak stwierdzi to na plenum KC PZPR wczesny premier Mieczysaw Rakowski? Komunistyczne wadze powstaway drog selekcji negatywnej. Trzeba byo duej dozy cynizmu, aby robi karier drog partyjn. Potwierdzaj to porednio wspczeni postkomunici, opowiadajc, e komunistami nigdy nie byli. Oznacza to tylko tyle, e komunistyczne kariery robili jako najzwyklejsi oportunici wadzy. Opowieci o tym, e byli "agodniejszymi katami", nale do rzdu argumentw, ktrymi mona usprawiedliwi wszystko. Ludzie honoru Czesaw Kiszczak jest z siebie zadowolony: "z wielu rzeczy jestem w tej Polsce dumny. Jestem dumny, e tymi rkami odgruzowywaem Warszaw, e tymi rkami zasiedlaem ziemie zachodnie, e odbudowywaem przemys, e rozbudowywaem t Polsk". Zostawiajc na boku wtpliw metaforyk, warto przypomnie, e Polska pod rzdami komunistycznymi rozwijaa si rednio cztery razy wolniej ni kraje o porwnywalnym z ni standardzie, ktrym komunizmu oszczdzono. Nie ma wic sukcesw komunistycznych, s wycznie komunistyczne klski, a jeli w tym czasie pojawiy si jakie osignicia (np. w dziedzinie kultury), to nie dziki, ale wbrew komunizmowi. Refleksji nad tym nie znajdziemy jednak w "Poegnaniu z broni". Oczywicie zdarzay si brzydkie rzeczy w PRL, co Kiszczak skonny jest przyzna, sk w tym, e on o nich nie wiedzia. Nie wiedzia nic o sfaszowaniu wyborw w 1947 roku, by wtedy w Londynie - skdind jak na pocztkujcego oficera w PRL s to podre zdumiewajce. W sadze o swoich losach Kiszczak przemilcza lata szedziesite, marzec i inwazj w Czechosowacji, cho domylamy si, e wtedy wanie awansowa. Za ofiary stanu wojennego nie odpowiada: podwadni nie wykonali rozkazu, tak jak w wypadku niedostarczenia kolorowego telewizora Michnikowi do celi. Ciekawe jednak, e odmowa wykonania rozkazw ministra, ktra, jak w wypadku "Wujka" doprowadzia do mierci dziewiciu ludzi, nie skoczya si nawet nagan. Michnik si tym nie interesuje. Nic dziwnego. Przecie wie, jak byo, wie, e opowie generaa o kilkunastu ofiarach stanu wojennego jest kamstwem. Doskonale wie, e suby podlege Kiszczakowi ostatnie morderstwa (np. ksidza Suchowolca) popeniay w 1989 roku. Ich zwierzchnik opowiada bdzie znowu, e nic o tym nie wiedzia. Jednak w wypadku zabicia licealisty, Grzegorza Przemyka, Kiszczak osobicie pisa na aktach, jak naley prowadzi spraw, aby odciy zabjcw milicjantw i skaza niewinnych ludzi. Potwierdzi to zacieky przeciwnik dekomunizacji i lustracji, pierwszy niekomunistyczny minister

spraw wewntrznych, Krzysztof Kozowski, i Michnik o tym wie. Ale przecie sdy w PRL byy niezawise i do wizienia pakoway tylko tych, ktrzy na to zasuyli, upiera si Kiszczak, i to jest przyczyna pewnej kontrowersji midzy nim a Michnikiem. Redaktor uznaje, e sdy, ktre jego skazyway, niezawise nie byy (o innych si nie wypowiada), ale te drobne rnice nie psuj pogawdki przyjaci. wiadome przemilczenie Bo Michnik wie o tych wszystkich oraz wielu innych kamstwach i zbrodniach Kiszczaka, ale wiadomie je przemilcza i nie waha si po wielekro okrela go jako "czowieka honoru". Na pytanie, czy nie powinno by "adnych rozlicze", odpowiada "Z nimi nie. Z nimi zamykamy rachunek, wojna skoczona". I by moe to jest sedno sprawy. Z "nimi" wojn Michnik skoczy, bo zacz prowadzi z kim innym. To ci inni "s nikczemni" i z nimi policzy si chce redaktor "Wyborczej", i dlatego sprzymierza si z kim takim jak Kiszczak. Kto, kto tak jak on honor rozumie jako narzdzie walki, wystawia wiadectwo swojemu honorowi. Na kocu "Folwarku zwierzcego" Orwella winie i ludzie urzdzaj sobie raut. Zdumione zwierzta przez okna dostrzegaj, e oblicza tych gatunkw dziwnie zaczynaj si do siebie upodabnia. Scena ta wci przychodzia mi do gowy, kiedy czytaem "Poegnanie z broni" w wydaniu Michnik - Kiszczak. *** P.S. "Poegnanie z broni" zaczyna si od zdjcia, na ktrym dawni przeciwnicy gawdz w przyjacielskiej atmosferze. Dwie dziennikarki pozuj do zdjcia skulone skromnie w rogu stou. I taka jest ich rola. Wypowiedzi obu panw pene s oczywistych niekonsekwencji, sprzecznoci i, ogldnie mwic, miejsc wtpliwych, ktre wymagayby interwencji od dziennikarza niezalenie od jego przekona. Ale nie od Agnieszki Kublik i Moniki Olejnik, ktre nie zadaj ani jednego niewygodnego pytania, nie kwestionuj najbardziej jaskrawych nonsensw, nie zgaszaj adnych wtpliwoci, a sufluj jedynie formuki uatwiajce zadanie Michnikowi. Kublik pracuje w jego gazecie, ale c za przemony wpyw zmieni Olejnik, tygrysic polskiego dziennikarstwa, w sodko miauczce koci?

Poegnanie z broni. Adam Michnik - Czesaw Kiszczak

Darmowy Hosting CBA.PL

"Wprost" - 16 padziernika 2005

Bronisaw Wildstein Koniec wiata Michnika


Jest jednym z twrcw, apologetw i najbardziej wpywowych ludzi III RP. Dzi, gdy wydaje si ona doywa koca, warto si przyjrze losom jej ojca zaoyciela. Zwaszcza e dzieje Adama Michnika mog si sta kluczem do analizy dominujcej (gwnie warszawskiej) grupy polskiej inteligencji. Ta bardzo polska historia mwi zreszt wiele o uniwersalnej postawie intelektualistw wobec demokratycznego wiata. Michnik oficjalnie wycofa si z kierowania "Gazet Wyborcz" po aferze Rywina. Zachorowa, znikn z ycia publicznego i podobno na odlegej wyspie dyktowa swoim pracownikom wspomnienia. Akty te miay wrcz symboliczny charakter. Mitologia Afer Rywina mona uzna za pocztek koca III RP. Ukazaa to, co byo zasonite przed opini publiczn (m.in. za spraw "Gazety Wyborczej"), czyli gbok chorob pastwa. Ujawnia, e elity rzdzce demokracj traktuj jak spektakl dla maluczkich, za ktrego kulisami ukrywaj realn gr o wadz, a prawo i instytucje pastwowe s dla nich instrumentem wpyww i zysku. Michnik prezentowa III RP jako model udanej demokracji, a polsk transformacj jako optymalny sposb wyjcia z totalitarnego systemu. Tym osigniciom mia grozi jedynie nietolerancyjny nacjonalizm, tudzie dza odwetu, na ktrej jakoby maj erowa populici, chccy ustanowi w Polsce autorytarne rzdy. Demokracj i niepodlego uzyskalimy twierdzi Michnik - dziki porozumieniu z komunistami, ktrzy odkrywajc klsk swojej ideologii, zrezygnowali z wadzy, przekazujc j spoeczestwu, czyli jego przedstawicielom, a tym samym otwierajc szeroko podwoje demokracji. Aktem zaoycielskim polskiej pastwowoci ma by "okrgy st". To przy nim, zdaniem Michnika, komunici dokonali samooczyszczenia, okazali si "ludmi honoru" i stali si nie tylko penoprawnymi uczestnikami ycia publicznego, ale doczyli do obozu rzecznikw demokracji i spoeczestwa otwartego. Innymi sowy - doczyli do strony wiata. Po stronie ciemnoci sytuuje si polska prawica, "optani nienawici antykomunistyczni bolszewicy", "rozptujcy polowania na czarownice i seanse nienawici", "wynurzajcy si z rynsztoka", przygotowujcy "stosy", szubienice" itd., itp. Dzi w Polsce to prawica, zgodnie z doktryn redaktora "Wyborczej", niesie z sob zabjczy dla pastwa i demokracji projekt rewolucyjny. Mistyfikacja

Wykadnia historii, ktr oferuje nam Michnik, jest nie tylko zmitologizowana, ale i zmistyfikowana. Komunici nie oddali wadzy przy "okrgym stole", lecz w obliczu ekonomicznej katastrofy, perspektywy rewolty i eliminacji straszaka sowieckiej interwencji (oni wiedzieli, e Gorbaczow wycofa si z doktryny Breniewa) usiowali znale dla niej uprawomocnienie. Prbowali zrobi to tradycyjn metod kooptacji, czyli wcignicia do wadzy nowych rodowisk, ktre z czasem miay si sta elementem komunistycznego establishmentu albo zosta wyeliminowane. Przed utrat wadzy zabezpieczyli si jak mogli. Wybory odbyy si tylko do 35 proc. skadu Sejmu, a i tak - zgodnie z porozumieniami - prezydent, ktrym mia by gen. Wojciech Jaruzelski, zyska ogromne uprawnienia, wcznie z monoci rozwizywania parlamentu, kiedy uzna to za stosowne. Wszystko to nie znaczy, e opozycja powinna bya odmwi udziau w grze z komunistami. Wystpujc jednak w imieniu ubezwasnowolnionego spoeczestwa, powinna bya zgodnie z zasad margrabiego Wielopolskiego: "Bra, nie kwitowa, da wicej". Jej celem winno by nie porozumienie z rzdzcymi komunistami, ale wydarcie im wadzy, by przekaza j spoeczestwu, czyli odbudowa demokracj. Obserwujc dziaania Michnika, mona natomiast odnie wraenie, e bardziej interesowa go ukad z komunistyczn wadz i udzia w rzdzeniu ni realna demokracja. Obserwacje te potwierdza ostatni tom wspomnie Mieczysawa F. Rakowskiego. Ostatni przywdca PZPR napisa, e ju pod koniec lat 80. Michnik zabiega o jak najblisz z nim wspprac, uznajc solidarnociow opozycj, a wic swoich towarzyszy walki, za rodowisko nieodpowiedzialne. W momencie przyspieszenia historii po "okrgym stole" redaktor "Wyborczej" stawia na sojusz z tzw. liberalnym skrzydem PZPR. Przeciwstawia si operacji braci Kaczyskich, ktra doprowadzia do buntu zwasalizowanych dotychczas przybudwek rzdzcej partii (Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego) i utraty przez ni wadzy. To w tym przeomowym momencie Michnik zainwestowa cay swj autorytet w obron stanu posiadania PZPR. Strategia W wyborach Michnika, jak zwykle w polityce, przenikaj si motywy ideowe i pasja wadzy. Mona znale w nich rwnie jdro racjonalne. W momentach rewolucyjnych, a takim by upadek komunizmu, szczeglnie niebezpieczny staje si spoeczny radykalizm. Rozbudzanie przez demagogw niemoliwych do spenienia oczekiwa moe prowadzi do spoecznej eksplozji. W tamtym czasie mona si byo obawia, e pene uwolnienie mechanizmw demokracji bdzie prowadzio do jej autodestrukcji. Mona si byo lka, e antykomunizm stanie si czynnikiem napdzajcym spiral rewolucyjnego chaosu. Prdko si okazao, e te obawy nie znajduj potwierdzenia w praktyce. Stao si jasne, e polskie spoeczestwo nie choruje na nadaktywno, ale jej zanik. Dowiadczenie pokazao, e nie grozi nam eksplozja ulicy, ale przeniesienie w now rzeczywisto starych ukadw wadzy, ktre deprawuj demokracj, podwaaj gospodark rynkow i uniemoliwiaj budow pastwa. Okazao si, e aby odbudowa Polsk, trzeba si zdoby na odwag, rozliczy przeszo i odwoa do zakorzenionych kulturowo cnt, a wic do etosu "Solidarnoci". Naley wic przywrci poczucie dobra wsplnego, ktre wcale nie uniemoliwia konkurencji, ale funduje j na uznanych powszechnie zasadach. Michnik i jego rodowisko zachowali si dokadnie odwrotnie. W przeomowym momencie, zawierajc ukad z nomenklatur, odwrcili sojusze, a wic zakwestionowali fundament "Solidarnoci", ktrym byo odtworzenie jednoci polskich elit intelektualnych ze spoeczestwem. Zakwestionowali ad moralny, ktry leg u podstaw tego wielkiego ruchu. Taki charakter miaa odmowa rozliczenia przeszoci, ktra musiaa prowadzi do podwaenia filaru etyki, jakim jest odpowiedzialno. Trudno przeszacowa konsekwencje tego wyboru. Miay one wymiar praktyczny, jakim byo odtworzenie si w III RP dominujcej roli postkomunistycznego

wymiar praktyczny, jakim byo odtworzenie si w III RP dominujcej roli postkomunistycznego ukadu. Prowadziy do destrukcji etycznego fundamentu wsplnoty. Droga, ktr w 1989 r. Michnik zaproponowa pod oson wielkich sw, bya zaprzeczeniem zasad "Solidarnoci", apelowaa do tchrzostwa i propagowaa relatywizm. Jej rzecznicy sugerowali lub deklarowali wprost, i skoro prawie wszyscy zostalimy zbrukani przez totalitaryzm, lepiej ukry przeszo pod oson milczenia i niedopowiedzenia. Ten wybr musia oczywicie wpywa na nasz interpretacj historii. Zakaz oceny przeszoci postkomunistw moe by uzasadniony wycznie niemonoci jej dokonania. Jeli za nie sposb negatywnie okreli roli obrocw systemu totalitarnego, to nie sposb pozytywnie waloryzowa roli walczcych o wolno. W efekcie najnowsza historia staa si mtnym amalgamatem, w ktrym nie sposb niczego rozrni ni wartociowa. Nic dziwnego, e w poowie lat 90. Michnik i Cimoszewicz zaproponowali stworzenie obowizujcej wykadni historii, ktr mieli napisa przedstawiciele dwch dawniej walczcych z sob, a teraz dcych do "pojednania" obozw. Urazy Wybory Michnika s w duej mierze dyktowane strachem przed spoeczestwem. Ta postawa jest charakterystyczna dla warszawskiej inteligencji. Dziedziczy j ona z epoki midzywojennej wraz z lkiem przed endeck prawic, ktra w tamtym okresie prowokowaa oraz eksploatowaa nacjonalistyczne, antysemickie i autorytarne nastroje. Te tendencje przewaliy si przez ca wczesn Europ i dzi s jedynie cieniem historii. Intelektualne elity okazuj si jednak w szczeglnym stopniu winiami historii, wynoszc z komunistycznej lodwki pogldy nijak nie przystajce do rzeczywistoci. S to zreszt pogldy im wygodne. Jeli polskie spoeczestwo jest ciemne i niebezpieczne, to najlepszym wyjciem dla wszystkich jest to, by pozostawao ono pod kuratel owieconych elit. Dodatkowo, mona byo wnosi z zachowa i wypowiedzi rodowiska Michnika, okres transformacji jest czasem szczeglnym, gdy wymaga trudnych dziaa, ktre trzeba przeprowadzi wbrew nie rozumiejcemu koniecznoci wyrzecze narodowi, oczywicie dla jego dobra. Przyjmujc takie zaoenie, moemy usprawiedliwi rozmaite odlege od zasad liberalnej demokracji praktyki, jakie zdominoway III RP. Efektem tego bya oligarchizacja polskiego ycia politycznego. Wszystkie jego sfery zdominowao "towarzystwo", ktre skada si w przewaajcej mierze z dawnych czonkw establishmentu oraz dokooptowanych do niego "pozytywnych" czonkw opozycji. W wypadku rodowisk intelektualnych jest to odtwarzanie dawnych relacji i ukadw. Lata 70. i 80. byy czasem buntu coraz wikszej czci rodowisk intelektualnych, ktrych przedstawiciele wyamywali si z obowizujcego dotd konformizmu. Niepokorni intelektualici weszli w konflikt z tymi, ktrzy nie chcieli si wyrzec swojej szczeglnej pozycji w PRL. W III RP te cigle powizane z sob najrozmaitszymi wizami grupy odnalazy jedno wobec mitycznego zagroenia przez narodowy katolicyzm i prawicowy radykalizm, ktry na dostrzegaln skal zacz si pojawia w Polsce dopiero w poowie lat 90., ale do dzi stanowi jedynie margines naszego ycia politycznego. Akceptacja wyboru Michnika oszczdzia polskiej inteligencji koniecznoci czsto bolesnych rozrachunkw z wasn przeszoci. Jednoczenie postawia j w dwuznacznej sytuacji. We wsplnym obozie znaleli si ludzie, ktrych zasugi wielokrotnie przekraczaj modziecze bdy, i najgorsi karierowicze, ludzie szlachetni i dranie. To nierozliczenie komunizmu, oczywicie w nie tak drastycznej formie, jest problemem caego Zachodu. Dla zachodnich lewicowych polityczno-intelektualnych elit zdanie rachunku ze swoich totalitarnych sympatii byoby trzsieniem ziemi, podwaajcym ich autorytet i tytu do odgrywania szczeglnej politycznej roli. Klska Afera Rywina bya klsk Michnika i jego strategii. Postkomunistyczny ukad, z ktrym redaktor

"Wyborczej" funkcjonowa dotd w symbiozie, postanowi go sobie podporzdkowa. Oferta Rywina, z ktrej zwykli odbiorcy zapamitali - z ich perspektywy niebotyczn - sum 17,5 mln dolarw apwki, w rzeczywistoci dotyczya spraw duo powaniejszych i wartych bez porwnania wicej. Chodzio o przejcie przez postkomunistw rynku mediw elektronicznych. Miaa temu suy nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji, podporzdkowujca je Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, zdominowanej przez SLD. Michnikowi zaproponowano udzia w zyskach z tego intratnego biznesu (kupno Polsatu), ale na zasadach podlegoci. Redaktor "Wyborczej" i jego ekipa ju kilka miesicy wczeniej uczestniczyli w tajnych przetargach na temat ksztatu nowej ustawy. Rwnie propozycji Rywina Michnik pierwotnie nie ujawni, traktujc j zapewne jako element nacisku na stron rzdow. Zdecydowa si na ogoszenie jej po prawie p roku, kiedy si okazao, e to jego jedyna metoda obrony przed uchwaleniem niekorzystnej dla Agory ustawy. Nawet wwczas jednak Michnik stara si uczestniczy w wewntrznej grze rzdzcego ukadu. Dzieli jego czonkw na "zych" i "dobrych". Mwi komisji to, co byo mu na rk, "zapominajc" fakty niewygodne dla prezydenta Kwaniewskiego i premiera Millera. Arbitralnie wydawa wiadectwa moralnoci. Innymi sowy, zachowywa si tak jak zawsze. Prace komisji ds. Rywina ujawniy skal zdeprawowania polskiego ycia politycznego. Pokazay, wbrew tezom Michnika, jak zo III RP wyrasta z PRL - tak jak z PRL wyrastaj kariery gwnych bohaterw afery, wcznie z osob nadajc jej imi, acz grajc w niej zdecydowanie drugorzdn rol. Jawno, jaka wtargna za spraw komisji w ycie polityczne III RP, okazaa si czynnikiem rewolucyjnym. Pozwolia odsoni ca seri afer, ktre pogryy postkomunistyczny ukad i w efekcie doprowadziy do jego wyborczej klski, a do zwycistwa ugrupowa nawoujcych do oczyszczenia polskiego ycia politycznego, a wic do budowy IV RP. Ostatnia walka Michnika Redaktor "Wyborczej" ockn si po szoku spowodowanym afer Rywina w innym ju kraju. Media, do tej pory w ogromnej mierze dziaajce pod presj tworzonej przez "Gazet Wyborcz" politycznej poprawnoci, zaczy si wybija na niepodlego i pisa o wszystkim. Dziaaa komisja ds. Orlenu, ktra duo gbiej ni rywinowska wnikaa w patologie postkomunistycznego pastwa i pokazywaa, e ich rda mieszcz si na szczytach wadzy. Na wiato dzienne zaczy wypywa informacje z archiww Instytutu Pamici Narodowej, ktre odsaniay prawd o PRL i pozwalay zobaczy w innym wietle niektre tzw. autorytety i ich rodowiska. Na pkajcych cianach III RP pojawi si napis: "Mane, tekel, fares". Establishment zagroonego wiata ruszy do kontrofensywy. Jednym z jej najwaniejszych uczestnikw by Michnik, a najwaniejszym organem - "Gazeta Wyborcza". Rozpocza si nagonka na orlenowsk komisj, budowanie czarnego wizerunku PO, a zwaszcza PiS, diabolizowanie braci Kaczyskich i Rokity. Odradzanie si wolnoci polskich mediw byo przedstawiane jako signicie przez nie bruku. A jednak, jak pokazay wyniki wyborw, sukcesy tej kampanii w spoeczestwie byy ograniczone. Nie udaa si prba odbudowy szczeglnej ochrony medialnej, jak cieszyy si w III RP jej VIP-y, co pokaza przykad Wodzimierza Cimoszewicza. To, e kampania ta trafia do pewnej czci elit, jest spowodowane brakiem silnej konkurencji na rynku prasowym dla "Gazety Wyborczej". Jednak jej wpywu nie sposb ju porwna z tym, jakim si cieszya jeszcze kilka lat temu. W nowej rzeczywistoci teksty Michnika wydaj si wywoywa wicej zaenowania ni rezonansu. Mona o nim powiedzie to, co mwiono o francuskich reakcjonistach: "Nic nie zapomnia, niczego si nie nauczy". Najdoskonalej wciela on wszelkie przywary, z ktrymi deklaratywnie podejmuje walk. To on jest twrc jzyka nienawici III RP. To on odwraca wszystkie wartoci, prb obrony elementarnych zasad nazywajc bolszewizmem. To on manichejsko dzieli wiat na sojusznikw, ktrzy reprezentuj wiato, i przeciwnikw, dla ktrych

manichejsko dzieli wiat na sojusznikw, ktrzy reprezentuj wiato, i przeciwnikw, dla ktrych nie ma nazbyt brutalnych epitetw. Coraz czciej Michnik odwouje si do argumentu sdu. Ostatnio na amach swojego organu zagrozi tym, ktrzy bd usiowali pisa co o nim na podstawie archiww IPN. Sdem grozi take Rafaowi Ziemkiewiczowi, z penym uzasadnieniem piszcemu o nim jako o czowieku, ktry zrobi wszystko, by nie zostay ujawnione nazwiska komunistycznych zbrodniarzy. Wyranie trudno mu si pogodzi z utrat szczeglnej pozycji. A bdzie musia.

NAGY UPADEK ADAMA M. - antologia tekstw

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

"Rzeczpospolita" - 2001.03.05

Bronisaw Wildstein Krl na barykadzie


"Res Publica" wzywa do radykalizmu, Leszek Miller do umiaru

Marcin Krl, redaktor naczelny miesicznika "Res Publica", zdenerwowa si. Znudzia go tyrania rzeczywistoci oraz ekonomia, ktra rzeczywisto ow opisuje, a z jej praw usiuje wycign wnioski. Jak dugo zreszt mona wytrzyma z tymi samymi ideami? zapytuje. Ca dekad? Fi donc!

Tytu ostatniej "Res Publiki" - "Przedwionie", jak tytu powieci eromskiego, do ktrej redakcja nawizuje - zwiastuje oczekiwanie na przeom. eromski zajmowa si Polsk bezporednio po odzyskaniu niepodlegoci. Redakcja miesicznika postanowia rozliczy si z rzeczywistoci globaln. Poniewa rozliczenie wypado fatalnie, redaktor naczelny Marcin Krl wezwa na barykady. Precz z nierwnoci W dyskusji redakcyjnej Krl ju w pierwszym pytaniu woa: "Czy my, ale tak naprawd, mamy dzi poczucie, e niesprawiedliwo spoeczna jest skandalem?". Z dalszej czci wypowiedzi Krla, jak mona si domyla, dowiemy si, e nie, a "wraliwo na niesprawiedliwo losu zanika". Od razu pojawiaj si elementarne problemy. Co to jest niesprawiedliwo spoeczna? Co ma wsplnego "niesprawiedliwo losu", a wic czynnik z definicji od ludzi niezaleny, z niesprawiedliwoci spoeczn, a wic stanem przez ludzi zawinionym? Cho winnimy by wraliwi na nieszczcia blinich spowodowane przypadkami losu, wraliwo ta ze sprawiedliwoci ma niewiele wsplnego. Wydaje si jednak, e zarwno redaktor naczelny, jak i wikszo jego rozmwcw za niesprawiedliwo uznaje nierwno spoeczn. Marek Zaleski zgadza si z krytykami, ktrzy rdo owego "nieszczcia" (narastania nierwnoci, zaniku wraliwoci) widz w zwycistwie mylenia ekonomicznego nad politycznym. Jest to rozumowanie paradoksalne. Ubstwo czy ndza to problemy ekonomiczne,

ktre rozwizywa mona wycznie na drodze ekonomicznej. To znaczy przez zwikszon poda dbr i oglnie: prac nad zwikszeniem dobrobytu. Akty polityczne tego nie zastpi. Problemy trzeciego wiata, zwaszcza Afryki powracajce czsto w dyskusji i caym numerze, wynikaj z prymatu mylenia politycznego. Jego rdo odnajdowa moemy w momencie dekolonizacji, gdy liderzy antykolonialnych ruchw wyksztaceni na Zachodnich uniwersytetach deklarowali, ku zachwytowi zachodnich intelektualistw, e nie bd podporzdkowywa si "ekonomicznym zasadom", tylko mia wizj przypiesz rozwj swoich krajw o dekady przez lata. Pogarda dla ekonomii i zwykego zdrowego rozsdku lega u podstaw tragedii Afryki. Jednak nie to interesuje uczestnikw debaty, a brak zainteresowania dla gospodarki, demonstrowany w bardzo typowy dla intelektualistw sposb, jest charakterystyczny dla wikszoci z nich. Gdy Zaleski za krytykami kapitalizmu przeciwstawia "obywatela i osob" "producentowi i konsumentowi", zarzuci mona mu, e s to rne sposoby podejcia do rzeczywistoci ludzkiej, a np. obywatel to rwnie konsument instytucji demokracji. Godujcy mieszkacy Afryki marzyli by, aby rzdzcy i w ogle politycy potraktowali ich jako konsumentw i producentw oraz stworzyli im moliwo produkcji i konsumpcji. wiat nie do zniesienia Uczestnicy dyskusji nie poruszaj si w wiecie realnym, ale w rzeczywistoci swoich fobii, idiosynkrazji i uroje. Rzeczywisto, czyli gospodarka, jest przecie tak pospolita... Dlatego Krl moe grzmie w tonacji znanej, od kiedy pojawili si intelektualni radykaowie: "wiat neoliberalny, w ktrym yjemy, jest na dusz met nie do zniesienia". Po prostu wiat jest nie do zniesienia, a skoro wiat jest nie do zniesienia, to mona ju powiedzie wszystko. Mona ogosi, jak Krl, e niesprawiedliwo spoeczna narasta nie tylko bez ladu uzasadnienia, ale nawet bez prby opisu, o co w tym chodzi. Mona wygadywa absurdy na temat narastania ndzy w Polsce i na wiecie, nie zdajc sobie sprawy z tego, jak arbitralne s kryteria ubstwa i co, co w Stanach kwalifikowane jest w ten sposb, w Afryce jest puapem marze wikszoci jej mieszkacw. Mona uzna, e globalizacja, czyli naturalny kierunek rozwoju wolnego rynku, jest tosama z wymylonymi przy biurku projektami zbawienia ludzkoci. Zreszt kady taki "racjonalistyczny" projekt znalazby wiksze uznanie w oczach respublikaskich kontestatorw ni naturalny rozwj cywilizacji. Marek Zaleski moe deklarowa, e wedug "scenariusza architektw globalizacji (a gdzie jest ten scenariusz, moe ukryty razem z "Protokoami mdrcw Syjonu"?) przysze spoeczestwo okrela bdzie formua 20:80, to znaczy jedynie 20 procent spoeczestwa bdzie czynne produkcyjnie i potrzebne do dalszego rozwoju gospodarki". W rzeczywistoci przedstawiona przez niego formua to fantazje ideologw antyglobalizacji, innymi sowy - antyrynkowych radykaw. Jest to nieomal dokadne powtrzenie marksowskiej prognozy pogbiania si przepaci midzy wacicielami rodkw produkcji a pracownikami najemnymi, prognozy jednoznacznie sfalsyfikowanej przez histori. Dyskutantw nie interesuje jednak empiria, a idee. Nic dziwnego, e sukcesy neoliberalizmu, czyli nawrt do klasycznej ekonomii, traktuj jako swoist mod. To z tej mody wynika, e nawet lewica europejska prywatyzuje i wycofuje si z pastwa opiekuczego. Realia, ktre falsyfikuj jedne, a weryfikuj inne przekonania, s dla respublikanw zbyt trywialne. wiatem rzdz mody intelektualne. Mody nudz si, trzeba wic szuka nastpnych. Banalne wspczucie Krl z lekcewaeniem wypowiada si o akcji charytatywnej. "Tymi metodami nic si nie rozwie. A metodami odgrnymi, politycznymi moe tak". Wprawdzie wszdzie postawa taka przyniosa opakane skutki, i to gwnie tym, ktrych dobro miaa podobno na wzgldzie, ale

argumenty takie nie przekonaj kogo, kogo bardziej interesuj wasne egzaltacje ni mechanizmy spoeczne. Krla i jego towarzyszy porywa wizja wielkiej idei, patos oburzenia moralnego, rozmach nowego projektu, nowej "narracji". Skomplikowana rzeczywisto, ktra wymaga zgbiania tak nudnych rzeczy jak ekonomia, poraa ich. Z wypowiedzi wikszoci rozmwcw, z Krlem na czele, wynika zupeny brak zainteresowania dla upoledzonych, w imi ktrych tak piknie si oburzaj. Przecie nie chodzi o to, aby pomaga, wspczu, chodzi o to, aby ruszy z posad bry wiata i znale niezbdny dla tego przedsiwzicia instrument, czyli now ide. Czasami przybiera to absolutnie humorystyczny wymiar. Micha Warchaa w kadym swoim wystpieniu wzywa do "rozbicia neoliberalnej narracji". I tylko to ma do powiedzenia. Gdyby kto chcia jednak zgbi owo postmodernistyczne zaklcie (metanarracja brzmiaoby bardziej uczenie) to oznacza ono tyle, e s tacy, ktrzy mwi, i wiat rzdzi si pewnymi prawami. Na to zgodzi si nie mona, byby to bowiem, jak ujmuje to Krl, moralny skandal. Wrd rozmwcw pojawia si wprawdzie obroca i ostoja zdrowego rozsdku - Jerzy Jedlicki, ale zdrowy rozsdek nie przekona dandysowskiego radykalizmu, trudno polemizowa z argumentami w rodzaju: mam do, denerwuje mnie - w jakich celuje Marcin Krl. Co mu po zdrowym rozsdku, gdy znudzia si mu rzeczywisto, postanowi zaaplikowa sobie (i nam) inn. Nadzieja w Millerze Po to jednak, aby tego dokona, musi Krl znale sojusznika, ktry krlewskie wizje bdzie mg przeku w czyn. Nadziej Krla i partnerem w jego wraliwoci spoecznej okazuje si Leszek Miller. To jemu w wywiadzie Krl zaproponuje pjcie na barykady. Dlaczego byy aparatczyk PRL, oportunista wadzy staje si adresatem moralnych uniesie Krla, na pierwszy rzut oka trudno zrozumie. Kiedy jednak przypomnimy sobie tradycje intelektualnych radykaw, przestaje nas dziwi, e ksiciem Krla moe by Leszek Miller. Oczywicie pierwsze pytanie wywiadu dotyczy oburzenia moralnego, ktre Krl sufluje Millerowi, a ten jako wytrawny obroca ludu umiarkowanie z podpowiedzi korzysta. Ale Krl nie jest atwym rozmwc. da od Millera rozliczenia si za dopuszczenie do reformy Balcerowicza, za zgod na prywatyzacj, jednym sowem - za dopuszczenie do tragedii, jaka spotkaa nard polski po upadku PRL. Krl nawouje Millera do radykalizmu, jednak polityk SLD, dowiadczony bojownik z nierwnoci spoeczn, wzywa do umiaru. Krl mnoy ndz w Polsce, Miller przeywa ("spdza mi to sen z powiek"), ale zachowuje wstrzemiliwo. Wprawdzie obiecuje utrzymanie sektora pastwowego jako istotnego elementu polskiej gospodarki, a tym samym gwarantuje nam kolejne problemy ekonomiczne, ale wydaje si, e to Krlowi za mao. Takie sprawy po prostu go nie zajmuj. On chce wizji, czynu. Miller rozczarowuje, gdy owiadcza, e na barykad nie pjdzie. Zachowujc podobn wraliwo moraln, rozmwcy rni si metodami. Krl musi szuka dalej. Pieko konsumpcjonizmu Inn form rozprawy z ekonomicznym rozsdkiem proponuj Sergiusz Kowalski i Nina Krako w drugim tekcie numeru, zatytuowanym "Przegld liberalny". Oburzaj si, e liberaowie polscy uczyni chc z Polaka homo oeconomicusa i zapdzi do pracy, a wic do produkcji, czyli w efekcie zbudowa chc u nas pieko konsumpcjonizmu. Mona wprawdzie odnie wraenie niejakiej sprzecznoci midzy przeraeniem moliwoci dobrobytu (oczywicie jaowicego duchowo) a narzekaniem na ogromne sfery ubstwa w Polsce. Z jednej strony zarzuca si ekonomicznym liberaom nieczuo na ndz, z drugiej wyczn koncentracj na jej likwidacji. Przestaje to dziwi, gdy przygldamy si retorycznemu narzdziu walki z ekonomi, jakie proponuj Kowalski and Krako. Jest nim mot ironii.

Przedmiotem owej ironii jest spjno liberalnych pogldw ekonomicznych. Rozprawa z "filozofi rynku" polega na umieszczaniu jej w cudzysowie. Autorzy nie s w stanie poj, e wolno gospodarcza stanowi istotn komponent wolnoci, a take perspektyw, z ktrej problem wolnoci moe by rozpatrywany. Nie mog poj, e produkcja "samochodw, telefonw, klockw lego" nie musi stanowi celu, ale z pewnoci stanowi warunek dobrego funkcjonowania zbiorowoci. Intelektualici ruszaj do boju Wbrew pozorom wystpienia takie jak w "Res Publice" maj swoje znaczenie. S symptomem szerszego zjawiska. Upadek komunizmu wiza si z ruin intelektualnych utopii. wiadomo tego przeoraa rodowiska intelektualne, a zasady zdrowego rozsdku, egzorcyzmowane dzi jako neoliberalna ortodoksja, upowszechniy si na czas jaki nawet w tym rodowisku. Intelektualici jednak, ktrzy czuj si znudzeni i niedocenieni poza murami swoich uniwersytetw, cianami redakcji i wydawnictw, ktrzy czuj, e to oni w swoje rce winni wzi losy tego wiata, pozbierali si po ranach zadanych im przez dowiadczenie i woaj o now ide. Ogarnia ich stan, ktry Georg Simmel okreli jako "jaowe podniecenie". W pogotowiu zawsze czeka idea negatywna: nieludzko ludzkiego wiata. Nieludzko kapitalizmu, trywialno przedsibiorcw, biznesmenw i politykw, ktrzy nie chc sucha intelektualistw ani aplikowa ich kolejnych idei. Z tak straszn rzeczywistoci trzeba podj bezwzgldn walk. Znowu wreszcie mona bdzie odnale si w centrum wydarze. Ci, ktrzy wybijaj szyby w Seatlle, potrzebuj manifestw i teoretycznych uzasadnie, potrzebuj intelektualnych guru, tych, ktrzy nudz si i marz o prowadzeniu i wytyczaniu nowych cieek. Krl wchodzi na barykad.

Przedwionie?

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum

ycie z dnia 2001-01-12

Na schodach
Bronisaw Geremek

Najbardziej znany bonmot dotyczcy Bronisawa Geremka gosi, e gdy stoi na sejmowych schodach, to nigdy nie wiadomo, czy wchodzi, czy schodzi. S tacy, ktrzy uwaaj, e nieustannie pnie si do gry i funkcja szefa Unii Wolnoci nie jest ukoronowaniem jego kariery. Leszek Miller, lider SLD, sdzi, e dla dyplomaty taka trudno z okreleniem, gdzie zmierza, jest atutem. - Rzadko komu przychodzi do gowy, e on czasem po prostu na tych schodach stoi uwaa Jan Maria Jackowski z AWS.

W czasach, gdy politycy tacy jak Tadeusz Mazowiecki, Lech Wasa czy Jacek Kuro zniknli z czowek gazet, nowy szef UW okazuje si politykiem niezatapialnym. Jeeli chodzi o zdolno przetrwania na scenie politycznej, i to na jej pierwszym planie, nie ma sobie rwnych. Uchodzi za polityka gabinetowego. Jako jeden z nielicznych z pierwszej linii prawie nie korzysta z limuzyn z przyciemnianymi szybami. Niemal codziennie mona go spotka na samotnym spacerze po Warszawie. Uchodzi za frankofila, ale podkrela anglosaskie przywizanie do procedur demokratycznych, przedkadajc nad wino szklaneczk szkockiej whisky i angielsk fajk. - Zaczem j pali we Francji zastrzega jednak. XIX wiek, wojna i PZPR Donald Tusk, wicemarszaek Senatu, niedawny konkurent Bronisawa Geremka do fotela przewodniczcego, uwaa go za polityka archaicznego. - Jest w najlepszym znaczeniu tego sowa politykiem XIX-wiecznym. Gdy o nim myl, przychodzi mi do gowy porwnanie z kanclerzem Meternichem, szefem rzdu i dyplomacji Austro- -Wgier. Umiarkowanie, zdolno do nawizywania kontaktw z osobami inaczej mylcymi, elastyczno - w jego wykonaniu - s zaletami. Jeli mieliby znikn ludzie uprawiajcy polityk w taki sposb jak on, staaby si ona sztuk albo zbdn, albo gron. Walory, jakie ma profesor, s archaiczne, ale w polityce, a zwaszcza w dyplomacji, niezbdne mwi Tusk. Sam profesor uwaa si za osob uksztatowan przez wojn. Wspomina j jednak niechtnie; jest to jeden z najbardziej tajemniczych okresw jego ycia. Mona si jedynie domyla, czym musiaa by wojna dla chopca urodzonego w 1932 r. w rodzinie ydowskiej. - Wojna odebraa mi dziecistwo i jednoczenie naznaczya mnie na cae ycie - mwi, ucinajc wszelkie pytania o szczegy. Innym fragmentem jego yciorysu, o ktrym mwi niechtnie, jest jego przynaleno do komunistycznej PZPR. - Akces do PZPR te by konsekwencj przey wojennych. Mylaem, e partia bdzie antidotum, ktre sprawi, e nic podobnego si ju nie zdarzy. Poza tym fascynowaa mnie myl Marksa, jego spojrzenie na histori jako domen ludzi skrzywdzonych i ponionych. W PZPR skoczyem swoj karier jako czonek uczelnianej komisji rewizyjnej - wspomina. ycie warstw upoledzonych Z partii wystpi w 1968 r. i od tego czasu uchodzi za opozycjonist. Odda si swojej drugiej pasji redniowieczu, konkretnie yciu warstw upoledzonych. Jego prace o ebrakach, prostytutkach czy przestpcach w redniowieczu nale dzi do pozycji klasycznych. Praca naukowa umoliwiaa mu

przestpcach w redniowieczu nale dzi do pozycji klasycznych. Praca naukowa umoliwiaa mu przygldanie si z bliska kulturze francuskiej. Wtedy pozna francuski sposb uprawiania polityki. - Sporo czasu spdzaem w kawiarniach lewobrzenego Parya. To byo fascynujce, cho wtedy nie wiedziaem, e kiedy sam bd politykiem - wspomina. Jak twierdzi, prawdziwa fascynacja polityk pojawia si u niego podczas pobytu w Waszyngtonie w 1978 r. - To byo niezwyke: obserwowa, jak demokracja prowadzi do rozwizywania problemw - wspomina. W tym wanie czasie Geremka pozna pose Andrzej Wielowieyski. - Spotkaem go przypadkowo nad Zalewem Zegrzyskim. Potem zwizaa nas wsplna dziaalno w Towarzystwie Kursw Naukowych i na Latajcym Uniwersytecie. By wietnym wykadowc - wspomina Wielowieyski. Umiejtno przemawiania jest cech, na ktr zwracaj uwag nie tylko przyjaciele Bronisawa Geremka. - Naley do czowki mwcw parlamentarnych. Zawsze by wspaniaym oratorem, a dodatkowo ma jeszcze t cech, e wie, co mwi - mwi Jerzy Jaskiernia z SLD. Kaktus, ktry nie wyrs Cho uczestniczy w wielu wydarzeniach, za najwaniejsze uwaa sierpie 1980 r. - To byo wydarzenie, ktre zmienio bieg historii - podkrela. Bogdan Borusewicz, polityk UW, do niedawna wiceminister spraw wewntrznych, uwaa, e wpyw Bronisawa Geremka na wydarzenia sierpnia 1980 r. jest nie do przecenienia. - W czasie strajkw razem z Mazowieckim odegrali kluczow rol - mwi Borusewicz. Nie uwaa jednak go za polityka nieomylnego. Gdy w 1988 r. ocenia, e wybuchn powane strajki, Geremek wycign rk i powiedzia: - Tu mi kaktus wyronie, jeeli tak si stanie. - Nie pytaem go ju o ten kaktus pniej - mwi Borusewicz. Andrzej Wielowieyski uwaa, e Geremek by jedn z waniejszych osb, ktre przyczyniy si do przeomu 1989 r. - Przy tzw. drugim uderzeniu, ktre zakoczyo si Okrgym Stoem, zawsze by tym, ktry przejawia inicjatyw. O wymiarze polityka wiadczy umiejtno formuowania koncepcji, a to niewtpliwie jest domen Bronisawa Geremka - mwi. Wzr czarnego charakteru Byy SLD-owski premier Jzef Oleksy pozna Geremka jeszcze w czasie pierwszej "Solidarnoci" w 1981 r., gdy odbyway si pierwsze rozmowy rzdu z "S". - Nastpnym razem zetknem si z nim przy Okrgym Stole. Wtedy dla moich przeoonych w PZPR priorytetowym zadaniem byo niedopuszczenie do tych rozmw Adama Michnika i Jacka Kuronia. Geremek, cho nalea z nimi do osb najczciej atakowanych przez propagand, ju takich zastrzee nie budzi. Wadze zdaway sobie spraw, e ta trjka bya najgroniejsza, gdy jej status intelektualny i wiedza przesdzay o tym, e nie bd to atwe rozmowy - wspomina Oleksy. Szef SLD Leszek Miller, wczesny czonek KC PZPR, przyznaje, e z zainteresowaniem przyglda si stronie solidarnociowej. - Osobicie profesora Geremka poznaem dopiero przy Okrgym Stole. Razem z Adamem Michnikiem i Jackiem Kuroniem stanowi dla aparatu PZPR wzr czarnego charakteru. Byem karmiony propagandowymi stereotypami na ich temat. Nic wic dziwnego, e z wielkim zainteresowaniem przygldaem si tym ludziom i profesor Geremek w bezporednim kontakcie okaza si bardzo miym czowiekiem - mwi Miller. Wasa prezydentem, Geremek - wice Miadca wygrana w wyborach w czerwcu 1989 r. wpdzia ludzi "Solidarnoci" w konsternacj. Bronisaw Geremek nalea do tych, ktrzy uwaali, e niezalenie od wyniku wyborczego umowy Okrgego Stou musz by dotrzymane. Do dzi wielu politykw uwaa, e houbienie komunistw po wyborach byo bdem. Ostatecznie jednak zdjcie Wasy trzymajcego za rk Romana Malinowskiego z ZSL i Czesawa Kiszczaka z PZPR obiego wiat, premierem zosta Tadeusz Mazowiecki, a szefem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego - Bronisaw Geremek. Drogi Wasy i Geremka rozeszy si przed wyborami prezydenckimi w 1990 r. Wasa zaproponowa, by - po jego wygranej - Mazowiecki pozosta premierem, Geremkowi chcia powierzy stanowisko wiceprezydenta. Gdy po wygranej Wasy powoano ROAD, ktry potem przeksztaci si w Uni Demokratyczn, Geremek obok Tadeusza Mazowieckiego sta si liderem nowego ugrupowania. Kierowanie klubami parlamentarnymi UD, a potem UW Andrzej Wielowieyski ocenia tak: - Miewa konflikty z czonkami klubu, ale znamienne jest, e dwukrotnie by na to stanowisko wybierany jednogonie, co oznacza, e by popierany nawet przez tych, ktrzy si z nim spierali. Wszyscy uwaali,

jednogonie, co oznacza, e by popierany nawet przez tych, ktrzy si z nim spierali. Wszyscy uwaali, e da si z nim wsppracowa. Najwiksza klska Gdy w 1993 r. liberaowie premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego przegrali wybory do parlamentu, zapada decyzja o poczeniu KLD z UD. Jednym z tych, ktrzy negocjowali zjednoczenie obu partii, by niedawny konkurent Geremka do schedy po Balcerowiczu - Donald Tusk. - Obaj bylimy akuszerami przy narodzinach Unii Wolnoci. Negocjacje z Bronisawem Geremkiem byy przyjemnoci i zakoczyy si happy endem - mwi dzi Tusk. Po wyborach Wasa wycign rk do zgody i zaproponowa Geremkowi tworzenie rzdu. Sejm powoa profesora na to stanowisko, ale niech politykw prawicowych do rozmw sprawia, e po kilku dniach musia zrezygnowa z misji tworzenia rzdu. - Myl, e bya to najwiksza klska polityczna Geremka, o ktrej wolaby zapomnie - mwi Leszek Miller. Geremek za zgod postkomunistw zosta szefem Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Potem kilkakrotnie posowie SLD aowali decyzji. Geremek dziki zabiegom proceduralnym potrafi wbrew woli Sojuszu przeforsowa swoje pomysy, co nieraz doprowadzao posw Sojuszu do biaej gorczki. Tak byo, gdy z komisji wydzielia si osawiona podkomisja ds. kadr MSZ. Raport komisji, przygotowany gwnie przez posw SLD i PSL, okaza si blamaem, gwnie za spraw antysemickich insynuacji. - Byem wtedy szefem Komisji Ustawodawczej, miaem wic okazj blisko z nim wsppracowa, kiedy on kierowa Komisj Spraw Zagranicznych - mwi Jerzy Jaskiernia. Wtedy wanie przekona si, e Geremek jest politykiem efektywnym. - Jest w nim rodzaj zdecydowania, ktry nie znosi czasem sprzeciwu, ale to chyba cecha wszystkich profesorw, ktrzy zwykle s bardzo przekonani do swoich racji - mwi Jaskiernia. - Geremek jest na tyle dowiadczonym politykiem, e moe sobie pozwoli nawet na agresywno jzyka. Z racji dowiadczenia potrafi w tym gszczu powiza w Sejmie - ale te poza nim - dziaa skutecznie. Spenione marzenie Po wygraniu przez AWS wyborw parlamentarnych w 1997 r. Geremek by wrd promotorw koalicji posierpniowej. Jednym z warunkw zawarcia umowy byo stanowisko szefa MSZ wanie dla niego. Teka ministra spraw zagranicznych zawsze bya marzeniem dla Geremka - uwaa Leszek Miller. - Dla wielu ludzi Geremek uosabia pojcie szefa MSZ. Na tym stanowisku sprawdza si wietnie. Dyplomacja to sztuka kompromisw, sztuka pozorw. Trzeba w niej by troch aktorem, troch cynikiem, troch graczem, a profesor Geremek doskonale do tego si nadaje. Take w opinii wczesnego szefa Kancelarii Premiera Wiesawa Walendziaka Geremek by waciwym czowiekiem na waciwym miejscu, cho czasem dochodzio midzy nimi do konfliktw. - Ma wysokie poczucie wasnej wartoci i kompetencji, i zazdronie strzee tego, co uwaa za swoje - ocenia. - Ilekro kancelaria prbowaa rozwin zaplecze premiera w polityce zagranicznej, tylekro Geremek stanowczo interweniowa. Najwikszym osobistym sukcesem Geremka na tym stanowisku by moment, gdy wcigano polsk flag na maszt w kwaterze gwnej NATO. Drugim wanym wydarzeniem byo objcie przez niego funkcji przewodniczcego Organizacji Bezpieczestwa i Wsppracy w Europie. Znalaz si wtedy w samym oku cyklonu polityki midzynarodowej. A czas nie by atwy: to byo m.in. apogeum konfliktu w Kosowie. Lepszy przewodniczcy Stara si agodzi spory w koalicji AWS i UW, ale kiedy Leszek Balcerowicz - po konflikcie o wadz w warszawskim samorzdzie - zadecydowa o wyjciu z koalicji, take i on opuci stanowisko. Jego polityczna bezczynno nie trwaa jednak dugo. Sejm stworzy specjaln Komisj Prawa Europejskiego, ktrej Geremek obj przewodnictwo. Po ogoszeniu przez Balcerowicza, e nie bdzie si ubiega o ponowny wybr na szefa UW, Geremek sta si naturalnym kandydatem na jego nastpc, cho jego osoba budzia mieszane uczucia wrd politykw wywodzcych si z KLD; oni mieli wasnego kandydata - Donalda Tuska. Czy Geremek bdzie promotorem koalicji SLD-UW w przyszym Sejmie? Sam zaprzecza: - Zaley mi, by SLD byo sabsze ni teraz. Unii powinno bardziej zalee na silniejszym AWS. Jan Maria Jackowski uwaa nawet, e dla AWS Geremek jest lepszym przewodniczcym ni Tusk. - Z punktu widzenia AWS dugofalowo jest to bardziej korzystne dlatego, e Unia zamykaa si na elektorat centroprawicowy, otwierajc si na rodowiska, ktre dzi popieraj Aleksandra Kwaniewskiego czy

Uni Pracy - mwi. - Pozyskujc ten elektorat, nie da si stworzy atrakcyjnej oferty dla rodowisk centroprawicowych. Wybr profesora uniemoliwi zbudowanie silnego liberalnego centrum, ktre mogoby by zbudowane przez tandem Tusk-Olechowski. Prawica bdzie miaa zatem czas na uporzdkowanie swoich spraw - uwaa Jackowski. - Widz moliwo wsppracy - dodaje. Zdaniem Millera wybr Geremka nie przesdza o wsppracy UW z SLD. - Osoba przewodniczcego UW nie ma specjalnego znaczenia. Bdzie tak jak do tej pory: w niektrych sprawach bdziemy wsppracowa, w innych bdziemy si spiera - mwi. - Profesor wcale nie musi by atwym partnerem. Ma wiadomo, e jest postaci historyczn, a to przeszkadza - dorzuca Jerzy Jaskiernia. Na wspprac licz te liderzy AWS. - Jestem zwolennikiem utrzymania wsppracy ugrupowa obozu posierpniowego i mam nadziej, e profesor Geremek bdzie chcia takiej wsppracy - deklaruje Wiesaw Walendziak. Wszystko, czego potrzeba Po wyborach w Unii wszyscy zastanawiaj si nad drog, jak na schodach wybierze Geremek. On jednak wymyka si atwym ocenom. Ma opini czowieka lewicy, nie rozumiejcego spraw ekonomicznych, ale z upodobaniem cytujcego swojego mistrza Fernanda Braudela: - Wszystko, czego potrzeba ludzkoci do szczcia, to wolny rynek, wolno polityczna i troch braterstwa. Prb ogniow bd dla niego wybory parlamentarne. Jednak zdaniem wielu nawet klska UW w wyborach, a take np. niepowodzenie ewentualnego ukadu UW z postkomunistami, nie zmiecie Geremka ze sceny politycznej. W najgorszej sytuacji stanie na czele jakiej organizacji midzynarodowej. - Stosowanie utartych klisz w wypadku profesora Geremka wcale nie musi si sprawdzi - ostrzega Hanna Suchocka. - Moe jeszcze wszystkich zaskoczy.

Cezary Gmyz

Gdy w Sejmie mwi si profesor, zwykle nie trzeba dodawa, o kim si mwi; prawie zawsze oznacza Geremka. Drugim tytuem, ktry mgby zastpi Geremkowi tytu profesorski, jest przewodniczcy. Geremek przez 11 lat po 1989 r. szefowa najrniejszym gremiom, poczwszy od Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego przez Kluby Unii Demokratycznej i Unii Wolnoci, Sejmow Komisj Spraw Zagranicznych do Organizacji Bezpieczestwa i Wsppracy w Europie. Dzi jest podwjnym przewodniczcym: kieruje Sejmow Komisj Prawa Europejskiego i parti polityczn. Po drodze Bronisaw Geremek by tytuowany jeszcze ministrem, a przez kilka dni - premierem. Nawet politycy, ktrzy nie s wielbicielami profesora Geremka, nie odmawiaj mu kompetencji. - Naley do elity politykw. Ma olbrzymie dowiadczenie. Ma bardzo znaczc pozycj midzynarodow. Nie jest jednak politykiem z moich snw. Jest racczej mistrzem takich politykw jak Aleksander Kwaniewski mwi Jan Maria Jackowski. Rwnie politycy SLD nie odmawiaj mu umiejtnoci. Zdaniem Jerzego Jaskierni Geremek jest jedn z najbardziej czytelnych postaci polskich na arenie midzynarodowej. - Bez problemu porusza si po salonach dyplomacji. Miaem si okazj o tym przekona w Radzie Europy mwi Jaskiernia. "Bronisaw Geremek nie wyklucza powyborczego sojuszu z SLD, cho wiele jego retorycznych amacw ma sugerowa co najzupeniej innego. Profesor czuje si na tyle silny, by zawalczy o samodzielny dobry wynik wyborczy dla swojej partii. Nie sdz wic, by potrzebowa w najbliszym czasie jakich sojusznikw w stylu Olechowskigo czy federacji Payskiego i Halla (...). Przewidujc ju wymogi powyborczej elastycznoci - nie chce zacienia sobie pola politycznego manewru sojuszami z nawet najbardziej cywilizowan prawic. Po wyborach - w razie niezego wyniku Unii - Profesor przystpi do najwaniejszej gry o wasne premierostwo w ewentualnej koalicji z SLD".

Piotr Semka

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum

ycie z dnia 2001-02-08

Cezary Michalski Biesy 2001 - portret nowej lewicy


Sojusz polskich liberaw z now lewic opiera si na faszywej przesance, e ludzie nowej lewicy szanuj autonomi spoeczestwa obywatelskiego

Polski inteligent dostrzega ostatnio wok siebie wiele niewytumaczalnych zjawisk, ktre zwykle prbuje interpretowa w sposb oderwany. Oto najpierw znaczcej przemianie ulegy w naszym kraju sztuki plastyczne. Strategia wystawiennicza Andy Rottenberg w Narodowej Galerii Zachta staa si jedynie point trwajcego kilka lat procesu. Pornograficzne zdjcia i dosy obrzydliwe zestawienia przedmiotw zaczto wystawia w najwaniejszych pastwowych galeriach kraju, opatrujc je ideologicznymi komentarzami, w myl ktrych fotografia waginy Alicji ebrowskiej z wbit w ni lalk Barbie ma leczy Polakw z fallocentryzmu, fotografia nagiej Kozyry z przyprawionym fallusem ma pomaga Polakom rozumie liberalizm, prezentowane w pastwowej galerii zdjcia zdeformowanych ludzkich podw maj by orem w walce z fundamentalizmem katolickim, a wizerunek Jana Pawa II przygniecionego przez meteoryt ma uczy nas gbszego rozumienia chrzecijastwa. Mniej wicej w tym samym czasie pani Boena Umiska - z wyksztacenia filolog, z zamiowania ideologiczna policjantka - tumaczy na amach "Res Publiki Nowej", e Stefan eromski szerzy w "Przedwioniu" antysemickie stereotypy, przygotowujc pniejsze przyzwolenie Polakw na Holocaust. Z kolei najbardziej wpywowa gazeta codzienna kraju, zamiast bezstronnie informowa o rzeczywistoci, zajmuje si wychowaniem obywatelskim prowadzonym na poziomie lekcji "Przysposobienia do ycia w rodzinie socjalistycznej". Jej redaktorzy na oczach caej Polski usiuj dokona pomiertnej lobotomizacji Zbigniewa Herberta, po ktrej zacznie on przypomina bohaterw kultowego filmu Milosa Formana "Lot nad kukuczym gniazdem" (w wyniku chirurgicznego zabiegu lobotomii bohaterowie tego filmu stawali si nader agodnymi klasycystami). Jako specjalista od spraw Kocioa promowany jest na amach tej samej gazety Roman Graczyk, ktry co prawda wietnie potrafi opisywa spory w polskim Episkopacie w kategoriach ideologicznej walki pomidzy liberaami i konserwatystami, postpowcami i reakcjonistami, jednak jego zmys religijny jest rozwinity mniej wicej tak jak u Fryderyka Engelsa (przy ktrym nawet Karol Marks by nieomale fideist-mistykiem). Mniej wicej w tym samym czasie Adam Michnik podejmuje odwany projekt uczynienia z historii PRL-u porcznego narzdzia w doranej walce o wadz. Przywieca mu Orwellowskie haso: ten, kto ma wadz nad przeszoci, kontroluje take teraniejszo. Cele tego projektu zostay zdefiniowane w artykule o potrzebie ustalenia wsplnej wersji historii PRL-u, podpisanym przez Adama Michnika i Wodzimierza Cimoszewicza, a jednym z jego ostatnich etapw staa si rozmowa Adama Michnika z generaem Czesawem Kiszczakiem, opublikowana w sobotnio-niedzielnej "Gazecie Wyborczej". O historii PRL-u rozmawiaj osoby, ktre nigdy nie traktoway historii jako autonomicznej dziedziny wiedzy: redaktor "Gazety Wyborczej", ktry dziki spolegliwoci ministra Krzysztofa Kozowskiego spdzi troch czasu przegldajc ubeckie teczki, aby pniej z wyyn swojej unikalnej wiedzy blokowa powstanie Instytutu Pamici Narodowej oraz genera kierujcy komunistycznym MSW, ktrego podwadni zniszczyli

Instytutu Pamici Narodowej oraz genera kierujcy komunistycznym MSW, ktrego podwadni zniszczyli ongi podstawowe rda pozwalajce bada histori PRL-u po to, aby jedynym historycznym rdem sta si ich szef. Wierchowiescy nadchodz Wszystkie te przykady pozwalaj stwierdzi, e w polskie ycie publiczne wkroczya z wielkim impetem formacja polityczno-kulturowa, ktr na Zachodzie dawno ju opisano jako now lewic. Nowa lewica rni si od starej tym, e mniej interesuje si "baz" (stosunkami produkcji, wyzyskiem czowieka przez czowieka, niesprawiedliw dystrybucj bogactw itp. przebrzmiaymi kwestiami spoecznymi), a swoje zainteresowanie ulokowaa w sferze "nadbudowy" (ideologia, kultura, wychowanie - widziane zreszt przez ludzi tej formacji jako jedna spjna cao). Dzisiaj owa formacja z zapaem wprawia si w Polsce w trudnej sztuce rzdzenia. Mwic o rzdzeniu nie mam na myli naszego raczej sabego rzdu i naszego pastwa - raczej minimum, cho bynajmniej nie w znaczeniu liberalnym. Myl o instytucjach prawdziwej wadzy: o znacznej czci masowych mediw, o fundacjach finansujcych wychowanie modziey i formacj polskiej inteligencji, o organizacjach pozarzdowych, o uniwersytetach i szkoach, o placwkach kulturalnych. Myl o rzdach nad tym, co w liberalnym jzyku miao by z "rzdzenia" wyczone - o wadzy nad instytucjami spoeczestwa obywatelskiego. Czy nie dziwi ta nadzwyczajna moda na zajmowanie si spoeczestwem obywatelskim zamiast czyst polityk przez ludzi znanych ze swego zamiowania do wadzy i dominacji? A jeli pastwo nie jest ju dzisiaj gwn instytucj suc do sprawowania wadzy? A jeli formalna polityka nie zaspokaja ju niczyich ambicji? Poczciwo Karmazinowa Trudno, jak polscy liberaowie maj z krytycznym opisaniem lub choby zauwaeniem fenomenu nowej lewicy, przywodzi na myl jedn z najlepszych powieci Dostojewskiego - "Biesy". Dzisiejsi polscy liberaowie zbytnio przypominaj Karmazinowa - szlachetnego, ale i zanadto poczciwego liberaa z "Biesw" (jego pierwowzorem by rwnie szlachetny, ale i zanadto poczciwy Turgieniew), ktry do samego koca nie potrafi zrozumie, e Piotr Wierchowieski (literacki pierwowzr liderw nowej lewicy), jest najgorszym moliwym sprzymierzecem w walce o poszerzanie obywatelskich swobd. Profesor Edmund Wnuk-Lipiski, profesor Marcin Krl i wielu innych wybitnych polskich inteligentw rnicych si pogldami, ale szanujcych podstawowe zaoenia liberalizmu; wszyscy oni uywaj pojcia "spoeczestwo obywatelskie", tak jak uywali go klasycy tradycji liberalnej. Dla klasycznych liberaw i dla mylcych ich kategoriami wspczesnych polskich liberaw, ktrzy wraz z ludmi nowej lewicy wsptworzyli lub wspierali Uni Wolnoci, aby pnej oglda ideologiczne przepoczwarzenie si swoich sojusznikw, spoeczestwo obywatelskie miao by autonomiczne wobec polityki, miao stanowi antytez pastwa. Zgodnie z t wizj spoeczestwo obywatelskie powinno pozosta zaledwie metapolityczne. Jeli jego instytucje maj wpyw na wadz, to wycznie poredni, poprzez lepsze lub gorsze przygotowanie obywateli do udziau w jej sprawowaniu. Literatura, sztuki plastyczne, szkoa, uniwersytet, Koci powinny zachowa swoj autonomi, nie naley wcza ich w biece polityczne i ideologiczne poajanki. Nie powinna tego robi ani lewica, ani prawica. Nie naley posugiwa si w biecej polityce i w doranych sporach ideologicznych ani woln pras, ani publicznymi mediami, ani histori, ani religi (zarwno polityczny klerykalizm, jak te polityczny antyklerykalizm s naduywaniem religii do celw politycznych). Taka bya ongi wizja liberaw i - musz Pastwo przyzna - nie bya ona zupenie godna pogardzenia. Wierchowieski jako teoretyk Nowa lewica take uywa pojcia "spoeczestwo obywatelskie". Uywa go jednak w zupenie innym sensie. Odwoajmy si do jednego z jej najwaniejszych teoretykw - woskiego marksisty Antonio Gramsciego. Siedzc w faszystowskim wizieniu po nieudanej rewolcie komunistycznej, w swoich "Zapiskach wiziennych" przedstawi on po raz pierwszy nowolewicow interpretacj tradycyjnych formu liberalnego jzyka. Kluczowe pojcia Gramsciego to "hegemonia" i "spoeczestwo obywatelskie". Hegemonia to wiatopogld dominujcej klasy (dla Gramsciego bya to buruazja), ktry jest tak powszechny i wszechogarniajcy, e brany jest przez wikszo z nas po prostu za neutralne widzenie wiata i kultury. Zdaniem Gramsciego katolicy powtarzaj swoje wieczorne Ojcze Nasz, sdzc, e jest to zachowanie ideologicznie neutralne - tymczasem suy ono spoecznej dominacji buruazji. Historycy badaj wiarygodno rde, sdzc, e takie s obiektywne wymagania ich warsztatu naukowego. Tymczasem

wiarygodno rde, sdzc, e takie s obiektywne wymagania ich warsztatu naukowego. Tymczasem sama zasada bezstronnego weryfikowania rde historycznych jest narzdziem spoecznej dominacji buruazji. Pisarze tworz, a ich czytelnicy czytaj wielk literatur, sdzc, e dostarcza im ona bezinteresownego estetycznego dowiadczenia. Tymczasem najwaniejsze powieci i poematy s narzdziem spoecznej dominacji buruazji. Bywalcy prywatnych i dotowanych przez pastwo galerii ogldaj holenderskie martwe natury, a nawet umiarkowan awangard impresjonistw, sdzc naiwnie, e rozkoszuj si bezinteresownym piknem. Tymczasem urabiani s przez narzdzie suce spoecznej dominacji buruazji. Utrwalaniu kulturowej hegemonii dominujcej klasy spoecznej (bdcej fundamentem jej dominacji politycznej) su wszystkie instytucje i formy aktywnoci spoeczestwa obywatelskiego: szkoa, uniwersytety, media, kocioy, organizacje pozarzdowe, literatura, sztuki plastyczne, muzyka itp. Zatem co powinni robi prawdziwi rewolucjonici? Kad instytucj spoeczestwa obywatelskiego naleaoby najpierw krytycznie opisa, demaskujc jej suebne dziaanie na rzecz spoecznej hegemonii buruazji, a nastpnie przeksztaci w taki sposb, aby zamiast suy utrzymywaniu tej hegemonii, zacza ona suy do celw rewolucyjnych, zacza wychowywa i przeksztaca spoeczestwo, ksztatowa now hegemoni, tym razem hegemoni rewolucyjnego proletariatu. Gramsci dostrzega proces sabnicia pastwa, wycofywania si go z gospodarki, kultury i z wielu innych obszarw codziennego ycia obywateli. Precyzyjnie opisywa dokonujcy si w pastwach liberalnego Zachodu proces przejmowania rnych tradycyjnych funkcji pastwa przez coraz silniejsze instytucje spoeczestwa obywatelskiego. Szydzi z tradycyjnych marksistw, ktrzy pragn wywoa rewolucj, aby przej sabnce pastwo; gotowi s doprowadzi do rozlewu krwi wycznie po to, aby zdoby narzdzie, ktre ju do niczego nie suy, bo prawdziwa wadza i prawdziwa polityka (rozumiana w Schmitteaskich kategoriach przyjaciela i wroga, ktrych Gramsci co prawda nie zna, ale doskonale je rozumia) przeniosa si do instytucji spoeczestwa obywatelskiego. (Warto w tym miejscu zauway, e historia przyznaa Gramsciemu racj. Wspczenie pastwo jest sabe, podczas gdy instytucje spoeczestwa obywatelskiego s silne. Wystarczajco silne, aby zaczy by uywane we wszystkich najistotniejszych ideologicznych i politycznych konfliktach wspczesnoci. Na amach YCIA przytoczylimy kiedy wypowied jednego z konserwatywnych urzdnikw administracji Richarda Nixona, ktry w apogeum afery Watergate powiedzia, e zjednoczona wadza amerykaskich prywatnych stacji telewizyjnych, bdcych przecie instytucjami spoeczestwa obywatelskiego, jest dzisiaj silniejsza ni zjednoczona wadza amerykaskiej administracji centralnej, stanowej i lokalnej. Prawdziwy tryumf naszej myli to przyznanie nam racji przez naszych ideowych przeciwnikw. A w tym przypadku rednio oczytany w europejskiej literaturze filozoficznej konserwatywny republikanin przyznawa racj Gramsciemu, o ktrym zapewne nigdy nie sysza.) Takie, mwic w ogromnym uproszczeniu, byy tezy Gramsciego. Oczywicie Gramsci by utalentowanym filozofem. Potrafi zdobywa si na intelektualn bezinteresowno. Dostrzega na przykad oczywisty paradoks moliwych negatywnych konsekwencji nowej hegemonii - hegemonii lewicy. Jeli sprowadzam jego tezy do do prostackiego podrcznika dla rewolucjonisty, to jedynie dlatego, e w taki wanie sposb zrozumiaa i wprowadzia je w ycie nowa lewica, sawetne Pokolenie '68, od Joschki Fischera do Adama Michnika, od Tony Blaire'a do Aleksandra Smolara. Wierchowieski jako praktyk To odpowiednio uproszczone tezy Gramsciego stay si rdem znanego wezwania nowej lewicy do "dugiego marszu przez instytucje" spoeczestwa obywatelskiego, ktry zmieni ich spoeczn funkcj i okae si skuteczniejszy ni dorane prby rewolty majcej na celu zawadnicie pastwem. To uwana lektura Gramsciego przez ideologiczne skrzydo postmodernizmu przeoya si na dzisiejsze przekonanie nowej lewicy, e walka polityczna (walka o prawa mniejszoci etnicznych i obyczajowych, walka o prawa kobiet, walka z reakcyjnymi - narodowymi i religijnymi - tosamociami) nie powinna zatrzymywa si na poziomie instytucji politycznych, ale powinna by prowadzona w obrbie instytucji spoeczestwa obywatelskiego i za pomoc instytucji spoeczestwa obywatelskiego: w literaturze, w gazetach, na fakultetach historii, w Kociele, a nawet w muzeach. To wanie dlatego dziennikarze "Gazety Wyborczej" nie uwaaj si za dziennikarzy, ale za wychowawcw spoeczestwa i stranikw polskiej demokracji; dlatego Piotr Piotrowski, z zawodu krytyk sztuki, ktry powinien broni jej autonomii wobec polityki, moe uprawia ideologiczn mck w stylu pnego Gomuki i pisa, bez obawy omieszenia si, e "muzea s w spoeczestwie liberalnym instytucjami wadzy"; dlatego Boena Umiska analizuje dziea literackie tak, jakby to byy odezwy partyjne, Roman Graczyk pynnie wykrywa postpowe i reakcyjne frakcje w polskim Episkopacie, a Adam Michnik traktuje histori wycznie jako narzdzie wadzy.

Michnik traktuje histori wycznie jako narzdzie wadzy. Ju wyobraam sobie szyderstwa Marka Beylina czy Janusza Andermana z faktu, e im i ich szefom przypisuj posiadanie jakiejkolwiek intelektualnej tradycji, czy choby zdolnoci do autorefleksji. Niechybnie zostan przez nich po raz kolejny nazwany zwolennikiem spiskowej teorii rzeczywistoci. Bo oni przecie naprawd nigdy nie pomyleli o sobie w kategoriach teoretycznych. No c. Przyznam szczerze, i nie interesuje mnie to, czy Adam Michnik, Aleksander Smolar, Roman Graczyk, Piotr Piotrowski, Anda Rottenberg i inne wspczesne personifikacje Piotra Wierchowieskiego wiedz, e uywaj, w nieco tylko zwulgaryzowanej formie, najwaniejszych teoretycznych argumentw nowej lewicy. Molierowski pan Jourdain nie wiedzia nawet, e mwi proz, a posugiwa si ni z niezwyk wprost sprawnoci. Bardziej zaley mi na przekonaniu polskich liberaw, e nowa lewica nie jest najlepszym sojusznikiem w budowaniu spoeczestwa obywatelskiego, poniewa nie uznaje podstawowego liberalnego dogmatu o czciowej przynajmniej autonomii instytucji spoeczestwa obywatelskiego wobec polityki i ideologii. Pozory, ktre myl Wielu polskich liberaw wychowanych na Locke'u i Hayeku, a nawet na Berlinie i Rawlsie nie byo w stanie zrozumie pozornoci nowolewicowego zaangaowania w "budowanie spoeczestwa obywatelskiego" i nowolewicowej zgody na "ograniczenie pastwa". Adam Michnik czy Aleksander Smolar s za redukcj i dalszym osabieniem pastwa wycznie dlatego, e uzyskali ju silne pozycje w instytucjach spoeczestwa obywatelskiego i pozycje te wykorzystuj do uprawiania doranej polityki oraz promowania ideologii. Zreszt pozorno szerokiego sojuszu wok liberalnego postulatu "pastwa minimum" nie odnosi si wycznie do nowej lewicy. W Polsce ju prawie wszyscy nauczyli si by hipokrytami liberalizmu. SLD jest za niezalenoci mediw publicznych od rzdu czy parlamentu, bo poprzez dominacj w zarzdach i radach nadzorczych publicznej telewizji i radia uczynia je powolnymi sobie narzdziami propagandy. Nawet ludzie Gazpromu przyapani na prbie przejcia kontroli nad kluczowym sektorem polskiej gospodarki chtnie podejm dzisiaj liberalny dyskurs o koniecznoci wycofania si pastwa z jakiejkolwiek obecnoci w gospodarce. Cho nie s liberaami w Rosji, gdzie Gazprom suy za narzdzie kontroli rzdu centralnego nad gospodark i mediami, to bardzo chtnie staj si nimi w Polsce. Bo w Polsce naiwnie liberalny dyskurs o zym, politycznym pastwie i dobrym, apolitycznym jak niemowl, spoeczestwie obywatelskim jest akurat w modzie. Polscy liberaowie zwizali si po roku 1989 z now lewic. Czas przemyle sensowno tego sojuszu. Nie tak atwo jest ju dzisiaj broni tezy, e "Gazeta Wyborcza" jest gazet liberaln, e przestrzega liberalnych standardw informowania o historii, kulturze, literaturze czy polityce. Nie tak atwo jest te dzisiaj obroni tez, e Aleksander Smolar - wzywajcy Uni Wolnoci do wsprzdzenia z SLD (czyli do bycia przez t parti wchonit) wycznie po to, aby jego organizacje pozarzdowe mogy jeszcze skuteczniej wychowywa polskie spoeczestwo do tolerancji - jest szczerym, klasycznym liberaem. Odzyskujmy pojcia. Albo przynajmniej czymy je bardziej precyzyjnymi. Tylko precyzyjne pojcia pozwol nam orientowa si w rzeczywistoci. Czowiek nowej lewicy zawsze niewiadomie sparodiuje towarzysza Rakowskiego ze synnego skeczu Jacka Fedorowicza z 1981 roku. Kiedy negocjujca z wadz delegacja "Solidarnoci" prosi o otwarcie okna, bo w budynku KC jest duszno, znany z podejrzliwoci wobec wrogw ustroju towarzysz Rakowski woa tryumfalnie - chcecie dostpu do okna, bo chcecie wadzy! Ten, kto ma dostp do okna, ten ma wadz! Literatura to wadza! - woaj dzisiejsi polscy nowolewicowcy. A skoro literatura to wadza, lobotomizujmy pomiertnie Herberta, czytajmy "Przedwionie" tak, jakby to bya partyjna odezwa. "Muzea to instytucje wadzy"! (To Piotr Piotrowski napisa, ja go tylko cytuj.) A skoro muzea to instytucje wadzy, obsadmy tam And Rottenberg i jej niezliczone ideologiczne klony. Sztuki plastyczne to wadza! A skoro sztuki plastyczne to wadza, powierzmy ich ocenianie i interpretacj ludziom w rodzaju Piotra Piotrowskiego, ktrzy nawet przejawy ewidentnej dewiacji zinterpretuj jako przeamywanie hegemonii katolickiego fundamentalizmu. Historia to wadza! A skoro historia to wadza, niech zajmuje si ni Adam Michnik i Czesaw Kiszczak. Oni odwanie odrzuc warsztatowe przesdy buruazyjnej historiografii. Radykalizm zdrowego rozsdku Prawica moe kiedy odpowiedzie nowej lewicy wasnym "dugim marszem przez instytucje" spoeczestwa obywatelskiego, ktry take zaowocuje ideologizacj Kocioa, literatury, uniwersytetu, historii. W odpowiedzi na Herberta zlobotomizowanego na amach "Gazety Wyborczej" i uklasycznionego w "Zeszytach Literackich", moe pojawi si Herbert sprowadzony do roli autora politycznych manifestw. W odpowiedzi na "Gazetow" wersj historii PRL-u moe si pojawi jej ortodoksyjnie

manifestw. W odpowiedzi na "Gazetow" wersj historii PRL-u moe si pojawi jej ortodoksyjnie antykomunistyczna wersja. W odpowiedzi na dzisiejsze wystawy w Zachcie moe si pojawi pokusa urzdzenia "Wystawy Sztuki Zdegenerowanej". Ideologizacja spoeczestwa obywatelskiego, bez wzgldu na to, pod jakim znakiem si dokona, bdzie jednak za kadym razem tryumfem scenariusza Gramsciego - bdzie kocem spoeczestwa obywatelskiego w sensie liberalnym, bdzie kocem autonomicznej literatury, historii, sztuki, uniwersytetu, religii. Ja jednak wyobraam sobie inny scenariusz. Zamiast dugiego prawicowego marszu przez instytucje jako odpowiedzi na uwieczony czciowym sukcesem marsz nowej lewicy, przydaby si po prostu szeroki sojusz zwolennikw zdrowego rozsdku na rzecz autonomii spoeczestwa obywatelskiego. Jest wiele rzeczy godnych wsplnej obrony, ktre mogyby nas poczy bez wzgldu na to, czy pod koniec lat 80. wolelimy czyta felietony Stefana Kisielewskiego czy Jana Walca, czy jestemy ludmi wierzcymi czy niewierzcymi, czy bliska jest nam raczej tradycja przedwojennego PPS-u, pisudczykw czy Stronnictwa Narodowego. Moliwy do wyobraenia jest np. sojusz na rzecz nieuywania Kocioa do uprawiania polityki, sojusz na rzecz nieuywania literatury piknej do rozwizywania problemw narodowociowych, sojusz na rzecz nieuywania Zachty i szerzej sztuk plastycznych do zwalczania polskiego fallocentryzmu i katolickiego fundamentalizmu, sojusz na rzecz nieuywania historii Polski do doranej walki politycznej. To zabrzmi jak bana, ale przecie spory wiatopogldowe mona w kulturze toczy, zachowujc wiadomo jej autonomii wobec czystej polityki. Wiem, e to troch naiwna propozycja. Ale nie mamy po prostu innego wyjcia. Po pwieczu uywania w Polsce wszystkich dziedzin kultury do uprawiania polityki i propagowania ideologii nasza kultura znajduje si w naprawd opakanym stanie. I dlatego nie moemy sobie pozwoli na kolejn dekad socrealistycznych egzorcyzmw nad polsk kultur. Ona po prostu tego nie przetrzyma. Dziea sztuki, ktre przetrwaj w Zachcie po kilku kolejnych latach mecenatu Andy Rottenberg, nie bd si nadaway do ogldania. Literatura, ktra przejdzie przez ucho igielne hermeneutyki podejrzenia w wykonaniu Boeny Umiskiej, nie bdzie si ju nadawaa do czytania. Katolicyzm, ktry zasuy na pozytywn recenzj Romana Graczyka, nie bdzie si ju nadawa do wierzenia. To nie jest wezwanie do prawicowej czy katolickiej rekonkwisty polskiej kultury. To radykalny gos w obronie zdrowego rozsdku.

Ada i spka

kilka tekstw Cezarego Michalskiego

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum

ycie z dnia 2002-03-16

Dziwne lata dziewidziesite, czyli wrd wytworw warszawskiej inteligencji


O losie intelektualisty w latach 90. Robertowi Krasowskiemu opowiada Cezary Michalski

Robert Krasowski: Czemu lata 90. przebiegy w atmosferze wielkiej wojny domowej? Cezary Michalski: Za spraw wojny na grze, ktra nie tylko podzielia solidarnociow wsplnot, ale zrobia to jeszcze w sposb zupenie patologiczny - podug nowych kryteriw klasowych. Osoby reyserujce ten konflikt uznay, e polski spr bdzie si toczy midzy nieudacznikami, a tymi, ktrym si powiodo. Nieudacznicy bd mieli swoich reprezentantw i bd nazywani populistami, ci za, ktrym si powiodo, bd tworzyli elit, ktra bdzie zarzdza spoeczestwem i bdzie miaa prawo wypycha nieudacznikw poza obszar ycia demokratycznego. Sporo w tym byo klasowoci symbolicznej. Wszystko bowiem zaleao od samooceny - czy kto uwaa, e mu si powiodo, albo ma wiar, e mu si powiedzie. Dlatego nauczyciel z prowincji, zarabiajcy kilkaset zotych i wykluczony z dobrodziejstw modernizacji, mg sobie rano otworzy gazet i przeczyta, e znowu nieudacznicy atakuj jego reprezentanta - Mazowieckiego, e straszliwy motoch napada na jego Balcerowicza. I by zadowolony, e jest przynajmniej po waciwej stronie. Oczywicie do czasu. Podzia na tych, ktrym si powiodo, i nieudacznikw istnia zawsze, ale dawniej osabiay go, w rny sposb, katolicyzm, marksizm i nacjonalizm. Dzisiaj te jzyki wsplnotowe - bo take reformistyczna odmiana marksizmu penia rol prowsplnotow - zostay bardzo osabione. Tym wikszym problemem staje si brak pomostw pomidzy elit i nieudacznikami, brak polityki, ktra nie byaby polityk klasow. Zreszt ta nowa klasowo rozlaa si take poza polityk. Mamy literatur dla tych, ktrym si powiodo - np. "Zeszyty Literackie" - i literatur nieudacznikw - np. broszury Bubla. Nie ma literatury klasy redniej - zwierciada przechadzajcego si po gocicu, literatury spoecznej itp. - bo nie ma w Polsce klasy redniej. Drugie prawo termodynamiki w zastosowaniu do polskiej sytuacji ustrojowej bdzie brzmiao: kady ustrj w Polsce i tak zmierza do feudalizmu. Czy byy w tym podziale jakie kryteria ideowe? Mona tu mwi raczej o fobiach ni o wiadomych wyborach ideowych. Mona si na przykad cofn do synnej awantury z hali Oliwii, podczas pierwszego zjazdu "Solidarnoci", kiedy pokcono si o ty, czy za Sierpie 1980 podzikowa Janowi Pawowi II czy Jackowi Kuroniowi. Mona przypomnie spr midzy Panem Karolem i Kostusiem, czyli midzy rewizjonistycznym i endeckim skrzydem "Solidarnoci", opisany przez Janusza Szpotaskiego, jednego z nielicznych w Polsce przedstawicieli literatury klasy redniej. Jednak tosamoci ideowe w naszej wojnie na grze szybko ulegay zafaszowaniu. Zwaszcza e na pocztku bya to zwyka rozgrywka personalna midzy Was a "marcystami" - Michnikiem, Smolarem ktrzy powoli wypatroszyli i zawaszczyli Uni Wolnoci wraz z jej autorytetami. Ale ju wtedy do spoeczestwa popyn sygna, e jest to spr midzy klas redni - to bya bardzo faszywa nazwa dla wskiej, oligarchicznej elity - a motochem, ktry chcia socjalizmu, kocha go, tylko sam o tym nie wiedzia, bo by przecie homo sovieticus. Potem "marcyci" coraz wyraniej zaczli wiza nieudacznikw z prawic, katolicyzmem i antysemityzmem. I oczywicie sami nieudacznicy zaczli akceptowa ten wizerunek. Bo nieudacznicy, jak to nieudacznicy, nie s zdolni nawet do samodzielnego zdefiniowania samych siebie. Kto si temu sprzeciwia?

Kto si temu sprzeciwia? Wczesne Porozumienie Centrum byo prb zablokowania tego projektu. Ludzie tacy jak Kaczyscy czy Dorn starali si pokaza, e cz inteligencji prbuje przekroczy podzia midzy wiatymi i plebsem. Byy te osoby w Unii Wolnoci, ktrym taki podzia nie odpowiada. Niemniej ten proces narasta. Prby zdefiniowania rnic ideowych nie powiody si. Nie doszo do odbudowania prawdziwej polityki, a zatem czcej, szukajcej dobra wsplnego, a nie tylko reprezentujcej interes klasowy nieudacznikw lub tych, ktrym si powiodo. Logika wojny na grze bya ju zbyt silna. Czy kto si dobrze czu w tej logice? "Gazeta Wyborcza". Czua si tak dobrze, e wymuszaa na innych podmiotach solidarnociowych stosowanie si do niej. Przyczyniajc si przez to do ich destrukcji. Wszdzie gdzie zwyciya nowa logika klasowa, to znaczy po stronie solidarnociowej, wszelka moliwo uprawiania polityki ulega unicestwieniu. Dzi "Gazeta" doradza to samo SLD - wejcie w logik klasow, tworzenie partii Borowskiego, Rosatiego i Kwaniewskiego przeciwstawionej partii Millera i Towarzysza Szmaciaka. SLD nie przyjmuje tej propozycji i dziki temu jest jedyn parti, ktrej udao si zachowa swj elektorat i uprawia polityk. Z wielu powodw nie przepadam za SLD, ale musz przyzna, e jest to jedno z ostatnich ugrupowa, ktre prbuje si definiowa politycznie, a nie klasowo. Po stronie postsolidarnociowej nie chce si logice klasowej podporzdkowa PiS. Tyle e PiS nie jest konglomeratem. Nie ma swoich narzdzi w wiecie biznesu i mediw. To tak jakby w czasach triumwiratu uprawia polityk wycznie w rzymskim senacie. Ja na nich gosuj. Uwaam, e Wiesaw Walendziak czy Ludwik Dorn to ostatni tradycyjni inteligenci w polskiej polityce, ale obserwuj ich dziaania z poczuciem pewnego fatalizmu, tak jak dziaania Brutusa podejmowane w obronie republiki. Cezar, Pompejusz i Krassus to dzisiaj Lepper, Miller i Michnik. Obawiam si, e tak pozostanie przez duszy czas, nawet jeli poszczeglne nazwiska ulegn wymianie. Zreszt Michnik jest w tym triumwiracie najsabszy. Niszczc moliwo uprawiania polityki po stronie solidarnociowej, zniszczy wasne instrumenty polityczne. Sam to zreszt widzi, dlatego sta si w tym sezonie antykomunist, a nawet zatrudni do antykomunistycznej propagandy Marka Beylina i Janusza Andermana. Bdzie zarzdza nowym Ggiem, czyli udeckimi inteligentami powyrzucanymi przez SLD z urzdw centralnych i resortu spraw zagranicznych. A zatem ta nowa formua klasowa, zapocztkowana w czasie wojny na grze, istnieje nadal? Dzi wici najwiksze triumfy. Mamy ju nawet prawdziwy "ciemnogrd", a nie tylko ten uywany w gazetowej retoryce. Jest on dzisiaj reprezentowany przez blisko stu posw, ktrzy uywaj w parlamencie wycznie roszczeniowego jzyka, pitnuj elit, odrzucaj ca modernizacj. Na czym polega przekraczanie logiki zych populistw i wiatych elit? Sprbuj to przedstawi na konkretnych przykadach. PiS zamiast popiera dania kamienowania przestpcw, przeksztaca je w program zmiany prawa karnego. A zatem administruje populizmem, a nie jest parti populistyczn. Tak samo SLD. Na przykad kilka dni temu widzielimy marszaka Borowskiego, ktry wpuszcza na trybun jakich pomniejszych eseldowcw - fizjonomicznie nawet bardzo podobnych do posw Samoobrony czy LPR - eby wyywali si na Balcerowiczu. A Borowski po ojcowsku ich powciga, tumaczc im, e troch jednak przesadzaj. Z punktu widzenia Michnika i logiki klasowej Borowski powinien by w partii elity, a ci posowie SLD z prowincji w partii populistycznego ciemnogrodu. Tymczasem oni s w jednej partii i uwaam, e to jest dobre. Bo demokracja, a raczej jej resztki - polega na zarzdzaniu populizmem, a nie na pitnowaniu go. To jak w takim wiecie wyglda ycie polityczne? Jak w Bizancjum. Jedni kibicuj rydwanom zielonych, inni niebieskich. Co jak derby Warszawy w pice nonej. Tyle e zamiast Legia i Polonia mwimy "prawica" i "lewica". Nie ma tu adnych treci, bo strony sporu nie sprboway nawet opisa realnego wiata. Czy s instytucje, ktre nadal yj normalnym yciem - na przykad Koci? Te jest zagroony klasowym rozkadem. Moe doj do podziau na Episkopat, ktry na amach wiatych gazet bdzie nawoywa do integracji z Uni Europejsk i akceptacji liberalizmu

wiatych gazet bdzie nawoywa do integracji z Uni Europejsk i akceptacji liberalizmu gospodarczego, oraz na "Koci ludowy", ktry bdzie podsyca lk przed modernizacj za porednictwem Radia Maryja i "Naszego Dziennika". Kocioowi nie udao si zbudowa wasnych silnych mediw. Std te rozmaite jego gosy za kadym razem przepuszczane s przez media rzdzce si logik ideologiczn obc Kocioowi. Zasada powszechnoci i rola Kocioa, jako pomostu pomidzy tymi, ktrym si powiodo, i nieudacznikami, zostan w ten sposb przekrelone. A jeli polski Koci rozpadnie si na Koci elity i Koci nieudacznikw, to ju wszystko szlag trafi. Zostanie tylko SLD i szlachetni inteligenccy senatorowie, ktrym centurioni wysani przez Cezara czy Pompejusza bd podrzyna garda w wannie. Wrmy do wojny na grze. Jak na ni zareagowao mode pokolenie? Dla nas ten podzia by szokujcy. Przecie jeszcze niedawno w jednym plecaku wozilimy Mackiewicza i Michnika, Kisiela i Kuronia. A tu pojawia si przepa i to wymylona tak gupio, e niszczy cae spoeczestwo. Bo wtedy postkomunici nie byli zbyt widoczni i zniszczenie spoeczestwa solidarnociowego wydawao si zniszczeniem caego spoeczestwa. Jednak wojna na grze od razu nas wcigna. Bylimy intelektualnie za sabo przygotowani, by znale dobr odpowied. Na przykad zbudowa odpowiednik wgierskiego FIDESZ-u. Formacj trzydziestolatkw, ktra powstaa jako odpowied na wgiersk wojn na grze i ktra posza do wyborw pod hasem "Jestemy dziemi rozwiedzionych rodzicw". W Polsce nie byo jednak trzydziestolatkw, ktrzy potrafiliby wej do polityki, owiadczy, e maj gdzie logik wojny na grze i zaproponowa co wasnego. Tak si zachwycilimy tym, co wozilimy w plecakach - Kisielewskimi, Hayekami, Michnikami, Kuroniami - e sami niewiele przemylelimy. Wpisujecie si wic w istniejce obozy. Czemu przystae do nieudacznikw? Od 1988 do 1992 roku siedziaem w Paryu. Nie widziaem realnej Polski, docieray do mnie tylko gazety. A z nich dowiedziaem si, e zbudowane zostao pastwo wyznaniowe, w ktrym nie wolno ju krytykowa Kocioa. Ale kiedy wrciem do Polski, pamitam, e pojechaem odwiedzi znajomych w Tomaszowie Mazowieckim. I tam, w cichym miasteczku, ktre powinno si znajdowa w szponach klerykalnego ciemnogrodu, na wystawie w kiosku zobaczyem wycznie "Nie", "Wprost" z Matk Bosk w gazowej masce i "Gazet Wyborcz" z Michnikiem przestrzegajcym przed pastwem wyznaniowym. Ju w Paryu zastanawiaem si, jak to jest, e cenzura kleru jest wszechobecna, a jednak mona o niej pisa, e rzdz czarni, a mona ich karci. Jednak tumaczyem to sobie specyfik Warszawy - tam zawsze wicej byo wolno. Jednak w Tomaszowie Mazowieckim powinno by inaczej, wszystkich powinien trzyma za twarz miejscowy proboszcz. Okazao si, e tam rwnie ludzie kupuj "Nie", e stoj z nim przy kiosku, e komentuj teksty bez lku, raczej z przesadnym entuzjazmem. No i poczuem si troch oszukany. Wtedy zadziaa odruch kontestacyjny. Skd ten przymus kontestowania? Wywodziem si ze rodowiska "bruLionu". Uksztatowaa nas epoka, w ktrej Michnik, Jastrun, Janda itd. siedzieli po kocioach, wystpowali jako gwiazdy kultury chrzecijaskiej, obcaowywali si z ksimi. Irytoway nas te czuoci, za ktrymi nie sta jakikolwiek ideowy zwizek, wic postanowilimy by antyklerykalni. A tu nagle ci, ktrzy obciskiwali si przed otarzami, zaczli bredzi o pastwie wyznaniowym. A przecie w wiecie, w ktrym ja yem, w wiecie wytworw inteligencji warszawskiej, Bg okaza si jednym z najsabszych graczy. Wic zrobiem to, co robi mody czowiek o kontestacyjnym usposobieniu - wziem stron sabszego. W myl dewizy Sonimskiego - "w monarchii bd republikaninem, a w republice bd wielbi krla". By moe gdybym y na wsi i na niedzielnej mszy zobaczybym pann z brzuchem odtrcan przez ssiadw jako jawnogrzesznica, wybrabym inaczej. Ale ja zawsze yem w wiecie wytworw warszawskiej inteligencji. I zawsze j kontestowaem. Nie polecam nikomu takiej kontestacyjnej religijnoci, lepiej mie do czynienia z czyst transcendencj. Tylko e ja byem zawsze od czystej transcendencji oddzielony yciem spoecznym. A jakie inne motywy poza kontestacj? Bya jeszcze wcieko na elity, e potrafi si kocha i nienawidzi, ale nie potrafi ze sob rozmawia. Michnik, gdy by przyjacielem ksidza Jankowskiego w latach 80., mg sobie z nim kilka rzeczy wyjani. Ale on jedynie rzuca mu si w ramiona i caowa. Wtedy nie odrobili zadania domowego i dlatego teraz mog si jedynie wyzywa - ty jeste yd, a ty jeste motoch antysemicki. Rozmowy nie byo wtedy, kiedy byli razem, i teraz, kiedy s osobno. I to jest wkurzajce. A kiedy sobie uwiadomi, e

byo wtedy, kiedy byli razem, i teraz, kiedy s osobno. I to jest wkurzajce. A kiedy sobie uwiadomi, e zawsze poruszaem si po tej samej orbicie, gdzie byo duo mioci i nienawici, a mao czasu na mylenie, jestem jeszcze bardziej wkurzony, ale ju na siebie. Pniej emocje zostaj przekute w pogldy. Zaczyna si okres wyranych tosamoci intelektualnych. Zostae zdefiniowany jako ideolog "pampersw". Formacji, ktra w centrum politycznej uwagi postawia media. Po powrocie z kraju trafiem na Waldemara Gaspera, a potem na Wiesawa Walendziaka, a zatem na ludzi, ktrzy nie poruszali si po trajektorii kontestacyjnej. Tym swoim Kisielem, Wasiutyskim, spokojnym katolicyzmem - oni yli ju w latach 80. Byli dojrzalsi ode mnie. Tak mi to zaimponowao, e postanowiem dla nich pracowa. Opowiadaem o swoich dowiadczeniach z Zachodu, gdzie dobrze przemylano wiele spraw. Tam ju na przykad wiadomo, e wspczesne masowe media nie kontroluj wadzy, ale same s orodkiem wadzy, czsto najsilniejszym, e nie opisuj wiata, ale same go tworz. Tam wida, e tradycyjna demokracja w zasadzie ju nie istnieje, e wyrzucenie wikszoci spoeczestwa poza udzia w rzdzeniu jest norm. Widzielimy te, jak polska "nowa lewica", ktra troch wie o tych globalnych procesach, prbuje domkn ukad polityczny poprzez przejcie kontroli nad mediami. Ona ju wiedziaa, e o zakresie wadzy decyduje dzisiaj to, jaki procent spoecznej komunikacji jestemy w stanie kontrolowa. Zarzucano wam przecenianie wagi nadbudowy - kultury, mediw, rozrywki masowej. Niesusznie, bo nigdy nie towarzyszyo temu lekcewaenie partyjnie uprawianej polityki. Angaowalimy si w biece ycie polityczne a do przesady. Ja sam pracowaem par razy w klasycznym marketingu politycznym, przy kampaniach wyborczych, raz wygrywanych, raz przegrywanych. Wiedziaem, e jedynymi podmiotami zdolnymi do ycia s konglomeraty majce swj wymiar finansowy, medialny i polityczny. Czemu zaatakowano was tak mocno? Padlimy ofiar syndromu mwicej mapy. Jest taki dowcip - wchodzi Murzyn do przedziau, w ktrym siedzi babcia z wnuczkiem. Wnuczek mwi: "O! Mapa!", na co oburzony Murzyn zaczyna prawi o czowieczestwie i rwnoci ludzi. Na to wnuczek odpowiada: "Patrz, babcia, mapa mwi". Tyle e w naszym przypadku wnuczek by barczysty, wcieky na to, e mapa w ogle mwi i udao mu si zlikwidowa ten wybryk natury. Ot jeli kto chce doprowadzi do klasowego podziau sceny politycznej, do klasowego podziau jzyka spoecznej komunikacji, gdzie po jednej stronie bdzie elita zdolna do artykulacji, a po drugiej motoch potraficy jedynie wy, to mwica mapa okazuje si przeszkod. Jako dysonans poznawczy czy jako wrg? Jako wrg. Prbuje si w pocie czoa zbudowa system dwubiegunowy i zarzdza nim, a tu raptem kto si snuje midzy biegunami. I w dodatku ten kto chce czy wierno lokalnym zobowizaniom z otwarciem na wiat, chce budowa kapitalizm bez modernizacyjnej wojny domowej. Zaprzecza podziaowi na ciemnogrd i elit. Czemu sprzeciw wobec tych praktyk tak rzadko wychodzi od polskiej inteligencji. Buntowali si nieliczni: Staniszkis, Legutko, Krasnodbski... Pawe Hertz. Hertz pytany o to, dlaczego popar Was, mwi, e jeli syszy, e dana partia jest "parti ludzi mdrych", albo "parti polskiej inteligencji", to on to musi odrzuci, bo nie ma czego takiego jak upartyjnienie inteligencji. A inni? By jeszcze Jakub Karpiski, no i oczywicie Szpot. Ale to prawda, po wojnie i Peerelu mamy inn inteligencj. Tamta z lat 30. bya tak silnie spluralizowana, e wprowadzenie ideowego zamordyzmu byo niemoliwe. Potem jednak wiksza cz inteligencji zostaa wymordowana, wypchnita na emigracj, a reszta uwikaa si w komunizm, ktry kilkakro przeama im krgosupy i uniemoliwi mwienie, a nawet mylenie wprost. W kocu sama nie bya ju pewna swojej tosamoci. A e do tego jest jeszcze redniej jakoci - le wyksztacona, pozbawiona realnej wiedzy o Zachodzie, znajca wycznie Zachd

redniej jakoci - le wyksztacona, pozbawiona realnej wiedzy o Zachodzie, znajca wycznie Zachd mityczny - wic atwo j byo wzi pod but albo programowa jej fobie. Jeszcze w latach 70. i 80. sta j byo na ostry sprzeciw. W stanie wojennym inteligencja najduej - wraz z robotniczymi elitami - wozia w plecakach bibu, spiskowaa, podtrzymywaa symboliczny opr. Ale siy si wyczerpyway. I zaczo si sypa poczucie wsplnoty. Ten moment odpadnicia inteligencji od etosu "Solidarnoci" na rzecz formuy roszczeniowej bardzo dobrze zapisaa dyskusja, ktra toczya si pod koniec lat 80. na amach "Res Publiki". Jej tytu brzmia: "Wypchnici z kolejki". Inteligenci - od elity warszawskiej po prowincjonalnych nauczycieli - wypowiadali si w tym samym tonie: zawsze padalimy ofiar chamw, milczelimy dugo, przez t ca "Solidarno", ale nie bdziemy si ju powstrzymywa, bo nikt nas nie nagrodzi za nasz opr, bo inni lepiej zarabiaj, nie szanuj nas, pomiataj... Tych gosw byo mnstwo. Widoczne si stao, e powstaa nowa grupa - inteligencja roszczeniowa. Polemizowa wtedy z tymi wypowiedziami Tomasz ubieski, ktry zreszt zaraz potem, tak jak Pawe Hertz, popar Was. Nastpnie wystarczyo uruchomi jzyk obsugujcy te inteligenckie frustracje, podajcy si za wyraziciela inteligenckiej "lepszoci" odrzuconej i wzgardzonej przez motoch. W walce o wadz, a take z powodw ideologicznych, Adam Michnik uruchomi i umasowi ten jzyk - jzyk inteligencji roszczeniowej. Polska inteligencja dowiedziaa si od niego, e jest sol tej ziemi, a te katolickie chamy, ten motoch, zabra jej wszystko sprzed nosa i wypchn j z kolejki. I uwierzya, bo chciaa uwierzy. W czasie synnej polskiej transformacji nie dostaa przecie nic poza poczuciem wyszoci. Ani kasy, ani wolnoci. Tylko e ten roszczeniowy jzyk kierowany pod adresem wasnej wsplnoty podway sens istnienia polskiej inteligencji. Po choler Polakom niedoksztaceni inteligenci, jak nie po to, by si nimi opiekowali? Jeli natomiast zaczn da i si wywysza, to spoeczestwo susznie moe si zapyta, czemu ty, inteligencie, nie znasz adnego zachodniego jzyka, czemu sprzedajesz za grosze swoj niezaleno, czemu galopujesz w stadzie itp. Druga poowa lat 90. to kolejna seria tekstw ideologicznych. W tamtym okresie twoja publicystyka skupia si na biciu w SLD, w komunizm i w Adama Michnika. Zawsze napdzaa mnie ch przeciwstawienia si temu, co wydawao mi si faszem. Czytaem teksty ludzi pochylonych z trosk nad losem postkomunistw zagroonych eksterminacj, a dookoa widziaem to, co wszyscy widzielimy - czonkw KC PZPR powracajcych do wadzy, dyrektorw central handlu zagranicznego tworzcych nowy polski biznes, sukces Jerzego Urbana na rynku medialnym. Ja ju tego dzisiaj nawet nie chc ocenia, moja ocena na nic by si zreszt nie przydaa. Tyle tylko, e jzyk i tematyka wczesnych publicznych debat nie przylegay do rzeczywistoci, i to w proporcjach raczej szokujcych. Problem jest zreszt szerszy. Polecam ksik "Postkomunizm" Jadwigi Staniszkis. Pokazuje ona, e po latach 90. odziedziczylimy trzy jzyki - liberalny, lewicowy i konserwatywny - z ktrych aden nie opisuje rzeczywistoci, a jedynie zasania j, pozwalajc zaspokaja rne interesy i blokowa emocje oraz intelekt polskich elit na poziomie kibicowania Polonii albo Legii. Wemy na przykad jzyk liberalny: mniej pastwa wicej gospodarki. Przecie u nas nie ma pastwa. To, co tak nazywamy, nie peni funkcji politycznych. Jedne resorty uywane s do lobbingu gospodarczego, inne do kontaktowania si ze swoim elektoratem. "Wolnego rynku" te nie ma, skoro o ksztacie procesw gospodarczych przesdziy decyzje polityczne i nadal przesdzaj. W takiej sytuacji mantry Majcherka "wicej rynku, mniej pastwa" nie maj wikszego sensu. Lewica zostaa wepchnita w obron Peerelu i antyklerykalizm. Podobnie stao si z jzykiem tradycjonalistw. Polscy tradycjonalici po przegraniu z Kwaniewskim i Millerem, po utracie wszelkich szans na rwny stosunek si w sferze instytucjonalnego ycia spoecznego, zaczli wojn z Harrym Potterem i Pokemonami. Moim zdaniem z Pikachu te przegraj. Pikachu, jak kady Pokemon, dysponuje przecie ukrytymi mocami. Czy to jest powd, dla ktrego w czasie naszej rozmowy w ogle nie uywasz etykiet ideowych? Tak. To nie jest wezwanie do bezideowoci, ale wezwanie do spoecznego empiryzmu. Naszym podstawowym zadaniem jest wyrwanie si spod wadzy le uywanych etykiet ideowych. Dzi jzyk lewicowy nie suy realizowaniu postulatw rwnociowych, jzyk konserwatywny nie suy opisowi i odbudowie wsplnoty, jzyk liberalny nie suy uruchamianiu ludzkiej aktywnoci. Trzeba te jzyki ponownie nasyci empiryczn treci tak, by opisyway rzeczywisto. Bo ten opis jest najwaniejszy. Zwaszcza w naszym realnie zacofanym kraju. Przecie w wiecie dziej si wane rzeczy. Zmienia si formua ustroju politycznego, bo globalny kapitalizm nie jest ju liberaln demokracj, nie wiemy na-wet, czy pozosta, jak to kiedy pisali Friedmanowie, "sojusznikiem wolnoci".

Czemu przez tyle lat nie odkryto w Tobie poczciwca? Tak samo jak nie odkryto go w Legutce czy Staniszkis, ktrych przez ca dekad bojkotowano w yciu publicznym, traktujc ich jako radykaw? Nie mona nas ustawia w jednym rzdzie. Oni s uczonymi, fachowcami w swoich dziedzinach, rzadkimi wyjtkami wrd polskiej inteligencji. Prba wypchnicia ich poza nawias "konwersacji polskiej inteligencji" bya skandalem. Ja natomiast byem publicyst, felietonist, czsto wiadomie prowokowaem, uywaem ostrzejszych sformuowa. Dlaczego? Uznaem, e skoro jedna ze stron tak bezproblemowo posuguje si przemoc symboliczn, warto jej uwiadomi, e przemoc symboliczna nie jest narzdziem niewinnym. Wtedy jeszcze sdziem, e tym ludziom mona cokolwiek uwiadomi. W tym sensie jestem czowiekiem nadmiernie naiwnym. Opowiem moj przygod z Markiem Beylinem. Kiedy Jarosaw Marek Rymkiewicz napisa, e przynaleno do Europy nie wyklucza lojalnoci lokalnych, e mona by "powiatowym Europejczykiem". To byo zreszt pojcie uyte po raz pierwszy przez Pawa Hertza jeszcze pod koniec lat 50. Na amach wysokonakadowej gazety codziennej Beylin napisa, e Rymkiewicz uywa poj, ktrych nie powstydziby si mody polski skin. Beylin uwaa, e jego porwnanie jest zupenie przezroczyste, analityczne. Zatem ja, na amach niskonakadowej "Debaty", opisaem strategi perswazyjn Beylina jako now danowszczyzn. Przypadkiem spotkalimy si potem w kawiarni. Bylimy tam umwieni z t sam osob, dodajmy, pci piknej. Beylin siedzia w eleganckim wenianym swetrze, z fajeczk w zbach - wygldao to tak, jakby naladowa Sartre'a - i zranionym gosem owiadczy mi, e z t danowszczyzn to strasznie przesadziem, e to s takie brutalne sowa. A zatem ten inteligentny czowiek, stosujcy notorycznie przemoc symboliczn w dawkach bynajmniej nie homeopatycznych, dostrzeg j dopiero wtedy, gdy zostaa uyta przeciwko niemu. To dowiadczenie w istotny sposb mnie uksztatowao. Postanowiem sprawia bl tym, ktrzy sprawiaj bl innym, sami tego nawet nie zauwaajc. To pikna legenda. A mora? Moje credo publicystyczne to sawne zdanie Shylocka z "Kupca weneckiego": "Czy jak yda uderzysz, to go nie boli, czy jak go zranisz, to krew mu nie cieknie?". Tyle e pod yda mona podstawi zarwno realnego yda jak i Polaka katolika, lefebryst i lewaka, feministk i dziaaczk Ruchu na Rzecz ycia. Po prostu kadego czowieka. Nie wiem, czy to bya dobra strategia, ale poniewa nie jestem buddyst, uznaem, e jak kto nazywa swoich przeciwnikw "ciemnogrodem", co ich strasznie boli, to ja bd pisa, e on sam buduje wok siebie wsplnot strachu, niszczy ludzi, kamie i ogranicza wolno. O ile wiem, adresata to troch zabolao, ale cena za takie rozrywki te bya sona. Tak czy inaczej, rzeczywicie powodowao mn takie oglno-humanistyczne przesanie. Dzisiaj na przykad myl, e ze wszystkich ksiek, ktre wozio si w plecakach w latach 80., najmniej naley si wstydzi ksiek Simone Weil, Hanny Arendt i Orwella. Prosz sobie wyobrazi - polski konserwatysta deklarujcy niespenion mio do dwch ydwek, w tym jednej mocno anarchizujcej, oraz do angielskiego socjalisty. Co za surrealizm. Podczas gdy woenie Friedmanw i von Misesa przygotowywao tylko grunt dla Sekuw i Wilczkw. A zreszt, kiedy radykalni studenci i modzi nauczyciele akademiccy z prowincji dostawali tych Friedmanw i von Misesa, reagowali na nich tak, jakby si im przywozio "Stranic" wiadkw Jehowy. Bo to rzeczywicie by absurd. Neoliberalizm utrudnia zrozumienie i opisanie polskiej rzeczywistoci zarwno wwczas, jak i teraz. Co robi dzi poczciwi intelektualici? Ja postanowiem pisa powieci. Nie chc obcia adnego masowego medium swoim specyficznym jzykiem. Stworzyem wic sobie wasn gazet, za pomoc ktrej bd si komunikowa z ludmi. Zainspirowa mnie przykad Michela Houellebecqa. To francuski pisarz, czterdziestolatek, rwienik z podobnymi dowiadczeniami. Widzc, e nie ma ju demokracji, e wszystkie jej podmioty - lud, nard polityczny - ju si rozpady lub zostay zniszczone, postanowi to opisa, uywajc do tego celu tradycyjnego romansu. To jest dzisiaj najlepszy pisarz europejski. Prawdopodobnie jedyny pisarz europejski - pisarz klasy redniej. I jeszcze w dodatku przey. Mimo donosw publikowanych w "Le Monde" pod postaci listw zbiorowych, e "wprowadza reakcyjne treci w lewicowe kanay komunikacji". On nie polemizuje ju z nowoczesnoci, bo wie, e to niemoliwe. On j postanowi skompromitowa. W

On nie polemizuje ju z nowoczesnoci, bo wie, e to niemoliwe. On j postanowi skompromitowa. W powieci "Czstki elementarne" pojawia si np. dwch Polakw: Jan Pawe II, ktry jako ostatni chce uratowa czowieka, ale mu si, zdaniem Houellebecqa, nie udaje, i genetyk Micha Dzieryski - dziecko polskich emigrantw - ktry widzc, e czowiek jest ju nie do uratowania, postanawia zakoczy jego mczarnie i tworzy, metod klonowania, istot doskona. W Polsce tylko Ziemkiewicz potrafi czy takie tematy. Houellebecq to ostatni Francuz, ktry wierzy w mesjanistyczne powoanie Polakw. eby mu si zrewanowa, napisaem powie, ktra nosi tytu "Sia odpychania". Romans opisujcy ostatni dekad oczami trzydziestokilkuletnich polskich emigrantw, ktrzy prbuj y ze wiadomoci totalnej klski, ale oczywicie im si nie udaje. Ten romans wyjdzie, mam nadziej, jesieni. Kocz te drug powie, zatytuowan "Jezioro radykaw", ktra jest gawd na temat rzeczywistoci. Bieca polityka nie bdzie ju bezporednim przedmiotem opisu? Pojawia si take tutaj, nawet jeli na troch innych zasadach. W literaturze nie da si broni stanowiska autora. Trzeba umie je czasami powici. To wybr na zawsze? Jak si pojawi jaka barykada, na ktr bd skrzykiwa chopcw do rzucania kamieniami, to pewnie znowu przybiegn, bo jestem troch psychiczny.

kilka tekstw Cezarego Michalskiego

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum

ycie z dnia 2002-06-07

Cezary Michalski Trzynacie lat pniej


Polska transformacja ustrojowa, zamiast stabilnej demokracji, wydaa z siebie now walk klas W trzynacie lat po symbolicznym przeomie 4 czerwca 1989 roku polska polityka demokratyczna jest martwa. Jako pierwsze z pastw Europy rodkowej, ktre razem rozpoczynay drog do demokracji, dopracowalimy si systemu realnie jednopartyjnego. SLD jest dzi jedyn parti zdoln do rzdzenia, nic zatem dziwnego, e realne ycie polityczne zaczyna pomau przenosi si do jej wntrza, a realna polityka polska staje si pomau polityk jej frakcji. Silna opozycja, owszem, istnieje, ale jest to opozycja wiadomie antysystemowa. Samoobrona, bo o niej myl (LPR wydaje si na dzisiaj formacj mniej rozwojow), wypromowaa si na roszczeniach wobec pastwa i lku przed modernizacj. Trudno zatem uwierzy, e natychmiast po wygranych przez siebie wyborach bdzie umiaa (nawet jeli postanowi tak jej lider) nauczy si odpowiedzialnoci za pastwo. W przypadku skrajnej destabilizacji pastwa moliwy jest jeszcze wariant wielkiej koalicji SLDSamoobrona. Populistyczne rezerwy Sojuszu pozostaj niewykorzystane, a Andrzej Lepper, w chwili prby, moe si okaza dla Leszka Millera wygodniejszym partnerem w rzdzeniu ni Aleksander Kwaniewski. Zamiast rozwizywa lub choby opisywa problemy, ktre wypromoway Leppera, znaczna cz polskich elit wybraa strategi znan pod nazw reductio ad Hitlerum. Stosuj j komentatorzy, autorzy okadek. Tyle e reductio ad Hitlerum ju w Polsce nie dziaa, szczeglnie na obecny i potencjalny elektorat Samoobrony. Nowa walka klas Zacznijmy od przypomnienia kilku banalnych prawd. Polityka musi by prowadzona w poczuciu odpowiedzialnoci za ca wsplnot. Pastwo nie moe zaspokaja wycznie roszcze nieudacznikw i stara si zniszczy tych, ktrym si powiodo. Jednak pastwo nie moe rwnie wycznie osania tych, ktrym si powiodo, i suy do trzymania pod butem nieudacznikw. Takie formuy pastwa owszem byy, ale rzadko istniay dugo i szczliwie. Tylko pastwo nieudolne (bez wzgldu na ustrj) wybierao reprezentowanie roszcze jednej czci spoeczestwa przeciwko drugiej, po czym degenerowao si i upadao. Czasem owa boska dekadencja trwaa duej, czasem krcej, ale zawsze bya tylko dekadencj. W Polsce zwycia obecnie nowa polityka klasowa. Podzia na tych, ktrym si powiodo, i nieudacznikw. Reprezentanci tych, ktrym si powiodo, sdz, e s konserwatystami, czasem tak o sobie mwi. Jednak z konserwatyzmu przyjli i zrozumieli wycznie elitaryzm. Dla mnie osobicie szczeglnie zabawny jest elitaryzm i pogarda dla "ksenofobicznego motochu" w wykonaniu tych, ktrzy przed trzydziestu laty wkraczali w polskie ycie polityczne jako represjonowani marksici czy trockici. Ale take ci politycy czy biznesmeni centroprawicy, ktrych sukcesy ograniczaj si do zaoenia trzyczciowych garniturw, nie wygldaj zbyt powanie. "Nowi konserwatyci" widz w rosncych masach nieudacznikw wycznie miertelnego wroga, a nie problem, ktry trzeba jak najszybciej rozwiza. Reprezentanci nieudacznikw s z kolei pitnowani jako populici. I rzeczywicie s populistami. W tych, ktrym si powiodo, widz gwnie wrog elit, ktr sami mogliby zastpi. Ale ani jedni, ani drudzy nie

ktrym si powiodo, widz gwnie wrog elit, ktr sami mogliby zastpi. Ale ani jedni, ani drudzy nie potrafi zbudowa lub choby zaprojektowa pastwa, ktre poczuwaoby si do odpowiedzialnoci za ca wsplnot polityczn. Dlaczego poszo tak atwo Nowy podzia klasowy zwycia z dwch powodw. Pierwszy jest obiektywny. Zacztki wolnego rynku bo trudno nazwa polski kapitalizm polityczny rozwinit gospodark wolnorynkow - doprowadziy do pojawienia si wyrazistych interesw grupowych. Interesy s tym wyrazistsze, a konflikty midzy nimi tym ostrzejsze, e rozgrywaj si na tle odziedziczonego po Peerelu niedorozwoju cywilizacyjnego i powszechnej pauperyzacji spoeczestwa. Nowe interesy i konflikty spoeczne w oczywisty sposb musiay nadwtli poczucie wsplnoty Polakwkatolikw, sympatykw "Solidarnoci", a nawet dawnych czonkw PZPR. Charakterystyczny dla wszystkich peryferyjnych zacztkw wolnorynkowego kapitalizmu twardy jzyk neoliberalny, absolutyzujcy jednostkowe i grupowe interesy ekonomiczne jako jedyne byty rzeczywiste i warte pielgnowania, wchodzi w silny konflikt z jzykami wsplnotowymi: nacjonalizmem, katolicyzmem - w jego wymiarze nauczania spoecznego - oraz z marksizmem, ktry w swojej odmianie reformistycznej bez wtpienia take zachowywa elementy wsplnotowe. Wybitny filozof Alasdair McIntyre, przechodzcy bez oporu pomidzy marksizmem i tomizmem w poszukiwaniu elementw do swego komunitarystycznego i niechtnego neoliberalizmowi bricolageu, jest dowodem nie wprost, ale mocnym, na sytuacyjn blisko katolicyzmu i marksizmu, take w kontekcie ich sporu z liberalizmem peryferiw. Innym jednak powodem, dla ktrego nowy podzia klasowy zniszczy polsk wsplnot polityczn tak szybko i tak gboko, byo zachowanie polskiej inteligencji i to ze szczeglnym uwzgldnieniem znacznej czci starej inteligencji solidarnociowej. Modsza inteligencja przyznajca si - zwykle na wasn zgub - do solidarnociowego dziedzictwa chciaa czasem mwi i dziaa troch inaczej. Ale tworzone przez ni instytucje byy szybko niszczone w duchu ejdystowskiej (od angielskiego sowa age, czyli wiek) solidarnoci starszych panw, bez wzgldu na to, czy byli to starsi panowie z solidarnociowej prawicy, lewicy czy centrum. Za prbami zbyt "populistycznego" opisania sceny politycznej (eksperymentowalimy z nimi take na amach "YCIA") tak samo nie przepadali i nie rozumieli ich: Lesaw Maleszka, Tadeusz Mazowiecki czy Jerzy Buzek. Klerkowskie czy eksperckie (oba te pojcie oznaczaj wykonywanie troch innych funkcji) elity inteligenckie, zamiast agodzi lub choby opisa w nowy podzia klasowy, zabijajcy polityk, same z zapaem przystpiy do walki klas. Pragny za wszelk cen znale si po stronie tych, ktrym si powiodo. To zupenie zrozumiae. Tylko e w ich wypadku ow cen byo zrzeczenie si funkcji klerkowskich i eksperckich, jedynych, za ktrych wykonywanie spoeczestwo powinno intelektualistom paci i ich szanowa. Elity inteligenckie i inteligenckie media przemilczay ewidentne patologie polskiej transformacji, pitnoway tych, ktrym si nie powiodo, jako ksenofobiczny i antysemicki "ciemnogrd", zbieray si w totemiczne wsplnoty w rodzaju "partii polskiej inteligencji" albo "partii ludzi mdrych" (to okrelenia, ktre cz zwolennikw Tadeusza Mazowieckiego nadawaa sobie samym). Pawe Hertz w jednej z rozmw powiedzia, e nie potrafi poprze swoich przyjaci zafascynowanych Mazowieckim m.in. dlatego, e lubili nazywa si parti polskiej inteligencji, a nie ma czego takiego jak upartyjnienie inteligencji. W Polsce symboliczne upartyjnienie elit inteligenckich jednak nastpio. I to w sposb nader skuteczny. Nawet ci, ktrzy wystpili przeciwko niemu czuli brzemi kompleksu, e s poza salonem. I czsto pod tym brzemieniem upadali. Nie bd wymienia nazwisk, nie jestem w kocu Marcinem Dominikiem Zdortem, ale myl o senatorach, posach i najwyszych urzdnikach pastwowych Lecha Wasy, PC czy AWS, ktrzy prywatnie i publicznie wstydzili si, e zabdzili wrd "prawicowego motochu" (byli przecie starymi inteligentami, ich miejsce byo w salonie, a wic dlaczego...? - w tym miejscu ten czy w wznosi bezradnie oczy ku milczcemu niebu, po czym wpada w regularn histeri). Ten wstyd mia swoje konsekwencje w prowadzonej przez nich polityce. Nic nie poddaje si bowiem medialnej obrbce atwiej ni inteligenckie kompleksy. Klerk walczy o swoje Elity inteligenckie uyway swojego eksperckiego czy klerkowskiego autorytetu w obronie wasnych interesw grupowych. Dlatego wanie swj autorytet tak szybko utraciy. Co jednak najwaniejsze, ich bd przyczyni si do jeszcze gbszego spatologizowania wojny na grze, ktra i bez tego nie bya pomysem najlepszym. Przeciwnikw politycznych chtnie nazywano "populistami", "ciemnogrodem", mimo e wszystkie tak nazywane formacje: pierwszy obz Lecha Wasy, PC, AWS - byy szerokimi koalicjami, od centrum do prawicy, prbujcymi w sposb demokratyczny - cho zwykle nieudolny -

koalicjami, od centrum do prawicy, prbujcymi w sposb demokratyczny - cho zwykle nieudolny zarzdza energi populizmu, a nie jej ulega. Dzisiaj rzeczywicie mamy ju prawdziwych populistw, ktrzy nie prbuj modyfikowa modernizacji tak, aby zostaa zaakceptowana w Polsce, czyli na peryferiach, ale wyraaj wycznie lki antymodernizacyjne. Ci prawdziwi populici maj stu posw w Sejmie, a w przyszoci bd ich mieli wicej. Ale samozwacza awangarda polskiej inteligencji nadal jest w stanie obarcza za to win wycznie przeciwnikw w wojnie na grze, nawet jeli owi przeciwnicy starali si przez wikszo czasu opnia nowy klasowy podzia i rozpad polskiej wsplnoty politycznej. Czsto nieudolne i niestety zawsze koczce si klsk wysiki Lecha Wasy, Jarosawa Kaczyskiego, Mariana Krzaklewskiego, sprawiy, e cakowity klasowy rozpad polskiej sceny politycznej na tych, ktrym si powiodo, i zbuntowanych nieudacznikw nastpuje dopiero teraz, blisko dziesi lat pniej. Na razie bez szans Dzisiaj Andrzej Lepper i Roman Giertych (zauwaam rnic pomidzy nimi i nie jest to wartociowanie, tylko sytuacyjna analiza) nie wstydz si przewodzenia nieudacznikom. Uwaaj ich za ludzi albo przynajmniej sprawiaj takie wraenie. Nieudacznicy s im za to wdziczni, bo rzeczywicie s ludmi. Za to elity postsolidarnociowe nie odzyskay jeszcze kontaktu z rzeczywistoci. I nie ukryj tego adne midzypartyjne harce czy przepywy. Obserwujc radosne pocztki PO, mona byo mie nadziej, e partia ta bdzie si ywia populizmem niezadowolonej klasy redniej. Ale jej liderzy zapomnieli, e polska klasa rednia to nie dominujcy udziaowcy duych sprywatyzowanych przedsibiorstw i bankw, ale wkurzeni na oligarchi takswkarze, drobni przewonicy z jedn ciarwk, handlarze straganowi, rolnicy z ambicjami, ktrzy ugrzli w niespaconych kredytach. Klasa rednia to ich ambitne dzieci, ktre, mimo ukoczenia "nowych wyszych uczelni" we Wocawku czy Koszalinie (w ktrych czsto chaturz do utraty tchu profesorowie z Unii Wolnoci), maj zablokowane wszystkie drogi spoecznego awansu, poza drog antysystemowego buntu. Jak zatem wida, parti polskiej klasy redniej staa si Samoobrona. To ona odwouje si do wciekych takswkarzy, handlarzy straganowych, rolnikw i ich dzieci. Poziom populizmu tej partii, tak samo jak rosncy poziom poparcia dla niej, najlepiej pokazuj, w jakim stanie jest dzi polska klasa rednia. Platforma Obywatelska, mwi to z ogromnym ubolewaniem, nie wyzwolia si z ogranicze solidarnociowej wojny na grze i postanowia by klasow parti tych, ktrym si powiodo. A taki wybr, szczeglnie w czasach dekoniunktury, skazuje t parti na mier, obawiam si, e szybsz ni trwajce przez ptorej dekady dogorywanie Unii Wolnoci (niech jej ziemia lekk bdzie, bo to w kocu nie tylko wiecznie pokrzykujcy Aleksander Smolar, ale take Taylor, Bartoszewski - ludzie zacni i godni najwyszych urzdw w niepodlegym pastwie). SLD znajduje si dzisiaj po obu stronach nowej bariery klasowej. Ma w swoich szeregach zarwno bankierw, jak te wacicieli prowincjonalnych salonw tatuau. W dziarskiego lidera Sojuszu wpatrzone s z nadziej oczy wielu nieudacznikw, ale take oczy wielu inwestorw, obawiajcych si, nie bez racji, e po nim ju tylko potop. Wanie przebywanie po obu stronach bariery klasowej sprawia, e SLD jest jedyn parti zdoln do uprawiania polityki. Nie sposb jednak nie zauway, e polski system polityczny staje si w ten sposb ponownie systemem realnie jednopartyjnym. A system jednopartyjny jest systemem zdegenerowanym, wywrotnym, niestabilnym. Obywatele, czyli my, staj si zaleni od kaprysw monopartii. Na razie Miller zachowuje si w wielu sprawach do odpowiedzialnie, ale na staro, za czwartej czy pitej kadencji, moe mu odbi, tak jak odbijao Gomuce. I kto nas wtedy obroni? Media publiczne, na ktrym ze swoich, wwczas ju, szedziesiciu kanaw? Saba inteligencka opozycja, pozbawiona pienidzy i dostpu do mediw? Antysystemowi buntownicy z Samoobrony i LPR? Pastwo, ktre ma realnie jednopartyjny system polityczny, a konflikty interesw rozgrywane s poza systemem lub na jego marginesie, jest pastwem chorym i niedemokratycznym. Taka wanie jest Polska w ptorej dekady po przewrocie ustrojowym 1989 roku. Moe co si zmieni przy okazji wyborw samorzdowych. Moe PO i PiS stworz jaki skuteczniejszy agregat polityczny. Na razie ronie tylko poparcie dla Samoobrony, co dowcipnie, na amach swoich elitarnych gazet, skomentuj Ogrek i Majcherek. A zatem na razie nic si nie zmieni.

kilka tekstw Cezarego Michalskiego

Darmowy Hosting CBA.PL

Rzeczpospolita - 17.02.03 - Nr 40

Dlaczego tak trudno o gest, bdcy przejawem wsplnego denia do poprawy tego, co tak wielu doskwiera?

IRENEUSZ KRZEMISKI Kryzys pastwa - kryzys spoeczestwa

Po dwch wietnych i przenikliwych tekstach - Zdzisawa Krasnodbskiego ("System Rywina - z socjologii III Rzeczypospolitej, "Rz" z 22 stycznia) i Pawa piewaka ("Koniec zudze", "Rz" z 23 stycznia), jakie ukazay si w "Rzeczpospolitej" na temat, mwic skrtowo, skutkw tzw. afery Rywina, nie jest atwo podj wtek rozwaa.

Generalnie zgadzam si z mymi poprzednikami. Sdz jednak, e moemy mwi nie tylko o kryzysie systemu spoeczno-politycznego, kryzysie pastwa, ale i spoeczestwa, a to dotychczas nieco uchodzio uwagi obserwatorw naszego ycia. Bez koca i bez pocztku Kilka lat temu Andrzej Rychard pyta, czy to ju koniec naszej transformacji, i zwraca uwag na powstawanie dziwnego adu, stanowicego zlepek nowych instytucji, wzorowanych na zachodnim systemie demokratyczno-rynkowym i mocnych pozostaoci po PRL. Zaraz potem uformowaa si Akcja Wyborcza Solidarno, ktrej zwycistwo w wyborach parlamentarnych doprowadzio do programu czterech reform o zasadniczym charakterze ustrojowym. Wydawao si, e uzyskalimy trway impuls, prowadzcy do powstania systemu gospodarczospoecznego i politycznego w peni opartego na reguach zachodniego modelu ustrojowego. Czym innym s jednak projekty, czym innym ich realizacja. Paradoks polega na tym, e plan dokoczenia instytucjonalnej przebudowy ustroju Polski szybko pocz przebiega w taki sam sposb, w jaki uprawiao si polityk w PRL i za pierwszych rzdw postkomunistw. Rozdwik midzy deklaracjami wczenia obywateli w proces rzdzenia a rzeczywistym wczeniem si rzdzcych w istniejce ukady, czyli w sie towarzysko-politycznych beneficjentw systemu gospodarczego, doprowadzi do kryzysu zaufania spoecznego na niespotykan dotd skal. Jeeli 71 procent obywateli sdzi, e za pienidze mona zaatwi korzystne decyzje w gminie, a 58 procent - rwnie korzystny wyrok sdu! - to doprawdy nie mona uy innego okrelenia na opis aktualnego stanu w kraju ni tylko powany kryzys spoeczny. Obecna sytuacja jest zwielokrotnieniem tego, co uksztatowao si w potocznej wiadomoci ju wczeniej, pod koniec rzdw AWS. Osobicie sdz, e osabia to gwn o interpretacji

Krasnodbskiego. Mona j odczyta jako tez, e afera Rywina i to, co ona ujawnia, to skutki nierozliczenia PRL. Myl ta jest mi bliska i zapewne prawdziwa, ale nie sposb nie zauway, e antykomunistyczni aktorzy polityczni przyczynili si do obecnego kryzysu, niezalenie od skutkw "poczcia" III RP bez rozliczenia PRL. "Minimalna demokracja" i oligarchia Tak zwana afera Rywina potwierdza, e uksztatowa si u nas system "demokracji minimalnej", demokracji, ktra spenia podstawowe procedury demokratyczne, nade wszystko wyborcze. Ponadto decyzje wadzy wykonawczej mog by - i owszem, bywaj - kontrolowane przez Trybuna Konstytucyjny czy Sd Najwyszy, ale i tak decyzje nale do rzdzcych, i to na wszystkich szczeblach wadzy. Trwa polityczna gra midzy podzielon instytucjonalnie wadz, ale wanie dane o aferze Rywina ukazuj dobitnie, e toczy si ona w "towarzystwie", wyodrbnionym, elitarnym krgu polityczno-gospodarczym, w ktrym jeli nie wszyscy, to znaczna cz osb jest ze sob na ty i powizana sieciami zalenoci towarzyskich, rodzinnych, a take subowych. Gdy jaki czas temu Jadwiga Staniszkis pisaa o grupach gospodarczo-politycznych opartych na mtnych powizaniach midzy kapitaem prywatnym i pastwowym, ktre wywieraj znaczcy wpyw na ksztatowanie prawa i dziaanie pastwa, diagnoza ta wydawaa mi si przesadna. Po tym jednak, czego dowiedzielimy si ju teraz o zapleczu dziaalnoci ustawowej dziki aferze Rywina, wypada zmieni zdanie i opis Jadwigi Staniszkis uzna za celn diagnoz naszej rzeczywistoci. W dodatku gra interesw toczy si nie tylko w elitarnym "towarzystwie" dziaaczy partyjnych i ludzi biznesu, ale take, jak dobitnie pokazuj ostatnie wydarzenia, rwnie ludzi mediw, owej czwartej wadzy w demokratycznym systemie, majcej sta na stray interesw obywateli, dba o przejrzysto i praworzdno dziaa politykw i administracji pastwa. Nasz demokratyczny system rozwin si w kierunku modelu oligarchicznego, w ktrym udzia obywateli ogranicza si w praktyce do udziau w wyborach. Zdzisaw Krasnodbski w byskotliwy sposb rozpisa t syntetyczn diagnoz na elementy, a Pawe piewak doszed do wniosku, e system III RP wyczerpa moliwoci samonaprawy. Diagnozy te koncentruj si nade wszystko na analizie dziaania politykw i mwi o winie politycznych elit. Powstaje jednak pytanie, co si stao ze spoeczestwem, tym spoeczestwem, ktre wci, zgodnie z jednym ze stereotypw funkcjonujcych na wiecie, kojarzone jest z pokojowym zwycistwem nad komunizmem? Co si stao ze spoeczestwem? Pytanie o spoeczestwo jest przede wszystkim pytaniem o to, co si stao z tymi krgami i grupami spoecznymi, ktre podjy trud niezalenej dziaalnoci, rozwijay ide spoeczestwa obywatelskiego i byy na tyle liczne, e potrafiy poderwa do pokojowego dziea "Solidarnoci" miliony ludzi. Wszak nie wszyscy, ktrzy tworzyli ten obywatelski zaczyn, znaleli si w susznie teraz obwinianej politycznej elicie. Odpowied na pytanie o to, co si waciwie stao ze spoeczestwem, dlaczego biernie przyjmuje ustrojowe choroby i na co dzie stara si odci od "zej polityki", prezentujc wobec niej swj wstrt i potpienie, jest znacznie trudniejsze od diagnozy dziaania systemu napdzanego przez politykw. W duym stopniu jest to pytanie o polsk inteligencj w szerokim sensie - o jej istnienie i sposb spoecznej obecnoci czy raczej nieobecnoci. Afery tocz si dalej swoim torem

Milcz krgi uniwersyteckie. Milcz intelektualici rnego kalibru, chocia ta naukowointelektualna czowka inteligencji bya niedawno jeszcze zaczynem spoecznego, obywatelskiego przebudzenia. Milcz zreszt rodowiska inteligenckie i rozmaite towarzystwa, od zawodowych po regionalne, ktre tak czsto organizoway opini publiczn i byy jej wyrazicielem w wanych kwestiach. Trwaj teraz w letargu, cho ich dziaaniu nie zagraaj ani cenzura, ani tajna policja. Co najwyej garstka dziaaczy stara si podtrzyma trwanie stowarzysze, jak jest choby w przypadku Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Unia Wolnoci, partia, ktra wyrosa z owego obywatelskiego potencjau, jest w stanie rozkadu i zaniku. Stan ten jest tym dziwniejszy, e wszdzie przewaa niezadowolenie, i wikszo ludzi tworzcych te rodowiska zdaje sobie spraw z chorb nkajcych nasz demokratyczny system. A ten dziaa swoim rytmem, bynajmniej niezakconym afer Rywina. Nastpne afery rozgrywaj si na naszych oczach, jak choby decyzja o "sprzeday" Pastwowych Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych wydawnictwu Muza, ktre nie moe nawet zacign kredytu w jakimkolwiek banku na zakup choby czci przyznanych mu akcji. Sprawa tym pikantniejsza, e wacicielem Muzy jest Wodzimierz Czarzasty, ktry wydaje si te by zwizany ze spraw Rywina. Nie ulega wtpliwoci, e ustawa o biopaliwach zostaa przygotowana ze wzgldu na grup wpywowych, jak wida, producentw, gotowych niemal natychmiast po uchwaleniu nowego prawa przystpi do produkcji. Na powrt aktualna staje si kwestia treci ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Jej tre w duym stopniu bdzie miaa wpyw na ustrojowe mechanizmy: albo ograniczy niezaleno mediw, albo te zapewni to, e cho przez media opinia publiczna bdzie moga podejmowa wysiki naprawiania Rzeczypospolitej. Inicjatywa co do zmiany ustawy jest te szans, aby zmieni j w dokadnie odwrotnym, ni planowany przez rzdzcych, kierunku: to znaczy, aby czonkami KRRiTV przestali by politycy, a jej dziaanie oderwa od bezporednich wpyww partyjnych. Dlaczego zabrako obywatelskiego ducha? Nikt jednak nie moe lepiej zadba o to, by sprawy rozwizywano raczej w interesie spoecznym, a nie politycznych elit, ni sami obywatele. Brakuje woli protestu i chci samoorganizowania si obywateli, aby wywrze presj na rzdzcych. Jeli nawet zostali oni prawomocnie wybrani, to nie oznacza bynajmniej, e maj mandat do samowolnego rzdzenia, wbrew interesom spoecznym i opinii publicznej. T jednak trzeba byoby jako zorganizowa. Mona wskaza, cho z grubsza, przyczyny rozpadu zaczynu spoeczestwa obywatelskiego, z jakim wkraczalimy w lata 90. Po pierwsze, zwaszcza w latach stanu wojennego, Koci sprzyja i umacnia obywatelskiego ducha. Teraz tak nie jest, cho znowu pojawiy si inicjatywy obywatelskie w ramach Kocioa. Po drugie, podziay oraz rnice polityczne i ideowe rozbiy poczucie wsplnoty midzy ludmi tworzcymi t rozleg stref obywateli zaangaowanych. Po trzecie, rozbiciu ulegy take grupy pokoleniowe, zwaszcza tak wane dla niezalenej dziaalnoci pokolenie Marca '68. Podzieli je i rozbi stosunek do rozliczenia komunizmu i PRL. Zmiany systemowe przyniosy przemiany nastawienia i strategii yciowej ogu Polakw, w tym i tych, ktrzy reprezentowali obywatelskiego ducha. Indywidualizm i pogo za osobistym bd rodzinnym sukcesem cakowicie "odspoeczniy" nawet niedawnych spoecznikw. Denie do osobistego sukcesu zdaje si dawa jednostkom prawo do lekcewaenia wsplnoty i podstawowych regulatorw ycia spoecznego. Skoro zysk jest uprawomocniony, mona w celu jego osignicia zrobi niemal wszystko, a zwaszcza - lepiej omin, gdy si da, wszelkie regulacje, ni dy do tego, by jasne reguy suyy wszystkim i byy dla wsplnego dobra powszechnie przestrzegane.

Wynika z tego, e wcale nie jest proste uksztatowanie si zwyczajw i umiejtnoci wizania przez ludzi w yw cao troski o los swj i swych bliskich z poczuciem odpowiedzialnoci za sprawy publiczne. Wymaga to wiele czasu i wiadomego namysu, a take wysiku. Trudno jednak przypuszcza, e cakiem znik i rozpyn si w "zym indywidualizmie" ten wielki, obywatelski potencja, dziki ktremu III RP w ogle moga powsta. Tym bardziej e owe inteligenckie rodowiska, a take krgi dawnych dziaaczy robotniczych czy pracowniczych, wci istniej i zdaj si dostrzega ciemne kryzysowe chmury. Powysza prba odpowiedzi na pytanie, dlaczego zaniko poczucie obywatelskiej wsplnoty, by moe daje jak diagnoz, ale przecie zdaje si wyjanieniem sabym. By moe naley doda jeszcze jeden powd saboci spoecznej: zalek obywatelskiego spoeczestwa, jaki uformowa si jeszcze w latach 70. i rozwin w wielki ruch obywatelski "Solidarnoci", z dum uywa okrelenia "dziaalno oddolna". Odrodzona Rzeczpospolita okazaa si nonikiem zgoa innej postawy. Ci, ktrych gest pomocy robotnikom stworzy kiedy poczucie wsplnego losu tych, ktrzy s wyej i niej, od pocztku III RP zdefiniowali siebie jako mdrzejsz i waniejsz od innych elit, powoan do kierowania. Zabrako wic gestu, ktry mg przywrci si solidarnoci, odbudowa spoeczne zaufanie. Spoeczestwa obywatelskiego nie mona zbudowa odgrnie. To, ktre si w Polsce rodzio i formowao, powstawao oddolnie, wok postulatw, ktre byy zawsze konkretne, byy wyrazem denia do naprawy widocznych bolczek, chocia czyy si w nich czsto sprawy lokalne, szczegowe, z pastwowymi, oglnospoecznymi. W ten sposb to, co chciano naprawi w codziennym yciu, prowadzio ludzi ku oglnym sprawom. Ale konieczna bya wraliwo, ktra pozwalaa nazwa bolczki i pragn ich naprawy. Bolczki nie zniky z naszego ycia, wierz te w to, e nie znika spoeczna, ludzka na nie wraliwo. Jestem jednak bezradny wobec pytania, dlaczego zatem tak trudno o gest, ktry byby wyrazem wsplnego denia do poprawy tego, co jeli nie wszystkim, to wielu doskwiera.

Autor jest profesorem socjologii

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

"Gazeta Wyborcza" - 1997-02-01

Jacek Kuro O upadku komunizmu i wiecie u progu nowej epoki


I Proces ujednolicenia gospodarki wiatowej, czyli ksztatowania si spoecznego podziau pracy w skali globu przez integracj poszczeglnych jego elementw, trwa od bardzo wielu stuleci. Mona, za zwanym "up pape de l'histoire" Fernandem Braudelem, mwi o wiatowych imperiach gospodarczych staroytnej Fenicji, Kartaginy, Indii, Chin, Rzymu etc. Od wieku XIX trwa proces integracji gospodarczej dosownie caego wiata. W wieku XX mona ju mwi, e spoeczestwem dzielcym zadania, a tym samym wsppracujcym ze sob, staje si caa ludzko. W wiekach XV-XVIII, jak pisa Braudel, integracja gospodarcza dokonywaa si bardziej intensywnie na wybrzeach kontynentw ni na terenach pooonych w ich gbi. Z czasem te dysproporcje wyrwnyway si. Coraz intensywniej musieli wspdziaa ze sob ludzie odmiennych kultur, cywilizacji, religii. Za wspdziaa z ludmi odmiennymi ni my nie umiemy. W XX wieku proces globalizacji spoecznego podziau pracy postpowa. A jednoczenie przeylimy dwie prawdziwie wiatowe wojny, faszyzm i komunizm, krematoria i agry... II Po II wojnie wiatowej ostatecznie uksztatowa si pewien globalny system. Jego charakterystyczn cech bya dwubiegunowo. Powstay dwa wielkie mocarstwa, bloki, dwie wielkie idee, dwie zasadnicze propozycje systemowe. Oba systemy byy globalne i miay ambicje, by zapanowa nad wiatem. Oba systemy miay rodki i napd spoeczny, wywoyway entuzjazm ludzki. W tej dwubiegunowoci mocarstwa chciay i umiay si porozumie. Przeciwnik, a zarazem partner, by potrzebny. Tam, gdzie nie sigao adne z dwch mocarstw, natychmiast pojawia si chaos - a ten psu walk. Porzdek spoeczny - jako cao - moe by z gruntu wredny, ale zawsze ma jakie pozytywne cechy porzdku, czyli przewaa nad chaosem. Gdyby wtedy dziao si w Sarajewie to, co w ostatnich latach, oznaczaoby to, e ktre z mocarstw tego chce, a w istocie chc oba. Gdyby adne nie chciao, porozumiayby si natychmiast i tego samego dnia wojna byaby skoczona. Kiedy upada potga Kremla, zasadniczo skurczya si take potga Biaego Domu. Efektem

byo skurczenie nie tylko rywalizacji militarnej, ale i innych sfer, teraz waniejszych. Jedna z nich to wspzawodnictwo w pomocy innym krajom, zwaszcza w pomocy gospodarczej. Zachd nie ma ju dzisiaj dawnej motywacji do udzielania wsparcia i zdobywania nowych wpyww w pastwach wydartych komunistycznej stronie. Rywalizacja supermocarstw przyniosa niebyway rozwj technologii. Bitwa o coraz lepsze okrty podwodne, rakiety, w kocu bitwa o kosmos bya si napdow wielkiego postpu. Warto pamita, e Japonia swj cywilizacyjny skok zawdzicza m.in. wojnie w Korei. Chc by szczery, wic musz to napisa, cho z prawdziw przykroci: wojna lub przygotowania do niej zawsze byy gwn si napdow rozwoju ludzkoci. Moe stoimy przed epok wielu nieustajcych wojen. Teraz toczone byyby w sposb bezporedni - od sztyletw, przez kaasznikowy, po modzierze. Tak jakby ludzko obudzona po wojnie atomowej, ktrej nie byo, wracaa do najprostszych narzdzi. Poniewa tych wojen moe by duo i skala zagroenia nimi moe by porwnywalna z t, jak niosa ze sob rywalizacja mocarstw. Tyle tylko, e te wojny nie dayby ju adnego impulsu cywilizacyjnego. To okrutne i przeraajce. Fakt, e wojny przestay ju by si napdow rozwoju, stanie si naprawd radosny, gdy znajdziemy inne sposoby napdzania koniunktury. Zmienia si epoka. Nie wiemy jeszcze, czy na dobre czy na ze. Ale jedno wiemy na pewno: jaki si stanie wiat, zalee bdzie przede wszystkim od tego, jak wychowamy nasze dzieci. Jak pisze wybitny psycholog Wojciech Eichelberger: "Wydaje mi si, e w caym tym zamieszaniu schyku tysiclecia, kryzysu cywilizacji, zaczyna dochodzi do gosu powszechny odruch samoobrony biorcy w obron dziecko jako symbol i jako osob. Zakwestionowanie pozycji autorytetu rodzicw jest jedn z wielu konsekwencji renesansu dziecka". To, co my rodzice - moemy zrobi, to wspiera dzieci "w ich rozwoju i naturalnym deniu do prawdy, wolnoci i mioci". Jest w tym wszystkim miejsce dla ideologii. Cho wolabym uywa sowa "idei" - sowo "ideologia" z oczywistych przyczyn le si kojarzy. Arnold Toynbee twierdzi, e wszystkie wielkie cywilizacje powstay wok religii i wraz z nimi obumieray. Jednak od ostatniej wojny wiatowej - wida to bardzo wyranie - rol religii przejy idee wieckie. To one spowodoway, e dla ludzi powstay motywacje zbiorowe, uniwersalne. Jedna - to idea globalnego wyzwolenia spoecznego i sprawiedliwoci, druga - wolnoci indywidualnej wraz z pniej wprowadzonymi prawami czowieka. Obie te idee przejmoway od siebie nawzajem to, co byo w nich najbardziej atrakcyjne. Efektem byo powstanie kanonu praw ludzkich: moralnych, socjalnych i politycznych, ktre obie strony - z rnym skutkiem - staray si wdraa, a przynajmniej propagowa. Przez te 40 lat na caym wiecie dokonay si rzeczywicie gigantyczne przeomy: emancypacja pci, ras, narodw i klas. Dzisiaj si ju tego nie dostrzega. Mam na myli likwidacj kolonializmu, w duej mierze rasizmu i kastowoci, ktra przecie istniaa przed wojn take w Polsce. To skutek rywalizacji systemw - nie wydaje mi si, by mona t prawd zanegowa. Czy koniec epoki rywalizacji mocarstw, wraz z konsekwencjami globalizacji gospodarczej, nie staje si rdem recesji w wysoko uprzemysowionych krajach Zachodu? Czy jednym z doniosych skutkw tego procesu nie jest, zapowiadany implicite przez postmodernizm, kryzys idei uniwersalnych, mobilizujcych serca i umysy - bez ktrych niemoliwa jest cywilizacja? Czy nie dlatego w rnych punktach globu bior gr partykularyzmy, nacjonalizmy, fundamentalizmy religijne? Czy nie przypomina to wiata rzymskiego na krtko przed upadkiem wczesnego imperium?

Po upadku komunizmu spodziewalimy si okcydentalizacji Orientu. Niestety, nastpuje orientalizacja Okcydentu. Jeli takie s tendencje w dzisiejszym wiecie, czy moemy w Polsce rozwiza nasze problemy? Odpowied na ostatnie pytanie musi by przeczca w tym sensie, e nawet gdyby si nam wszystko udao, to i tak utoniemy wraz ze wiatem, ktrego jestemy czci. III Twierdz, e koniec epoki przeywaj nie tylko kraje postkomunistyczne, ale cay wiat, caa ludzko. Gdy upad komunizm - pojataski porzdek wiata - zaama si system dwubiegunowy. Znalelimy si w wiecie objtym wspprac gospodarcz, opart na podziale pracy caej ludzkoci. Ale ta wsppracujca w jednolitym systemie gospodarczym ludzko jest gboko zrnicowana nie tylko kulturowo, cywilizacyjnie, religijnie. Podstaw kultury, cywilizacji, religii s warunki ycia. Tymczasem niespena jedna trzecia ludzkoci yje w rzucajcej si w oczy ekstrawaganckiej konsumpcji. Natomiast ponad dwie trzecie - w ndzy, na granicy godu i w godzie, w cigym strachu o miejsce pracy, bez nadziei, ktra nadawaaby jakikolwiek sens ich egzystencji. Wszystko to wida - a zwaszcza ekstrawagancj i konsumpcj - na ekranach kolorowych telewizorw, ktre stoj take w slumsach. Te rnice istniay od pocztku cywilizacji, jednak nie rzucay si w oczy i byy uwicone przez kultury, religie, obyczaje. Teraz - po walce dwch blokw, systemw, etosw - powszechne stao si haso rwnych praw ludzi. Ale czy ma sens tumaczenie puchncym z godu, e maj te same prawa co ci, ktrzy yj w zbytku? Opisane rnice gospodarcze i kulturowe maj dwa przeciwstawne skutki. Z jednej strony, globalne zwizki gospodarcze bogatych prbuj zawadn wiatem biednych, ich zasobami naturalnymi i, niestety, w niewielkim stopniu - si robocz, za to w peni - rynkami zbytu. Z drugiej strony, rzesze biednych szturmuj kraje bogatych. Nic tu nie pomog uzbrojone po zby granice; biedni wdzieraj si i gro dobrobytowi bogatych. Jeli za kraje bogate zmieni si w twierdze, a wic - przez system kontroli wewntrznej - w pastwa policyjne, sami zniszczymy nasz cywilizacj. Zrnicowanie kulturowe Sarajewa, Boni i Hercegowiny jest mae w porwnaniu ze zrnicowaniem wspczesnego wiata. Dlatego tam moglimy zobaczy, jak bolenie kona nasza epoka. Razem z ni moe skona ludzko. Jak prorokuje amerykaski politolog Samuel P. Huntington, moe to si sta w "wojnie kultur" albo w ich rozkadzie. Kada kultura yje w swoim rytmie czasu - zwanym epok - i kiedy kultury zachodz na siebie, przeywamy ich mier. Jak moemy si ratowa? Chyba tylko w ten sposb, e wszyscy nauczymy si cakiem nowej, nieznanej dotd sztuki wspycia ludzi cakowicie od siebie rnych. I e stworzymy odpowiednie po temu warunki. Aby ocali ludzko, trzeba nada sowu "wspycie" prawdziwie ewangeliczny sens. Tymczasem Ewangelii sprzeniewierzamy si gwnie my - ludzie, ktrzy wyroli w jej wietle. Dlaczego wic mieliby wierzy w jej przesanie ludzie, ktrym jest ona obca? Stanowi oni olbrzymi wikszo mieszkacw naszego globu i wychowywali si w cieple i wietle innych witych ognisk, a wyznawcy Ewangelii przez ponad 500 lat nieli ich przodkom gd, wyzysk i mier. Pomylmy: co si dzieje, kiedy koczy si epoka, a wic jedyna prawdziwie dowiadczona przez nas cywilizacja, kultura, myl spoeczna? Na pewno ci, ktrzy to odczuwaj, cho raczej sobie tego nie uwiadamiaj, sigaj myl wstecz, przed ich epok. Inni, zapewne mniej liczni, prbuj wybiec myl naprzd, bezwiednie przeczuwajc, e nadciga nowa epoka. Musz jednak posugiwa si takimi narzdziami, jakie maj - prekursorskimi nurtami myli ideowej

mijajcej epoki. Wikszo spoeczestwa doznaje wwczas silnych napi, co uczenie nazywa si stresem - a ten, jak wiadomo, na og wywouje frustracj, ktra czsto przeradza si w agresj. Spjrzmy, jak bardzo naadowane jest agresj nasze ycie - choby tylko polityczne, w parlamencie i na ulicach. Myl, e ludzkoci grozi erupcja nienawici rasowej, religijnej i etnicznej, wielokrotnie silniejszej ni wybuch bomby atomowej. IV Znajdujemy si po raz pierwszy w dziejach razem, jako ludzko, u progu nowej epoki. Sprbuj, korzystajc z dorobku rnych mylicieli, sformuowa trzy podstawowe warunki przejcia do tej epoki tak, abymy umieli w niej y. Pamitajmy jednak, e dzieo jest determinowane przez proces tworzenia. Po pierwsze, trzeba, eby najbogatsze kraje wiata zrozumiay, e w ich interesie ley rozpoczcie wielkiego programu wyrwnywania szans. Mwic wielki, mam na myli skal porwnywaln z rozmachem niedawnego wycigu zbroje i podboju kosmosu. Jest to zadanie dla najbogatszych krajw wiata, dla ich obywateli, rzdw, organizacji pozarzdowych etc., by wymusi taki program. Nie chodzi jednak o to, eby dawa. Samo dawanie jest ze. Chodzi o to, eby organizowa aktywno ludzk, pomaga ludziom organizowa si do dziaania, wspiera ich, kiedy s ju gotowi do dziaania i wtedy, gdy s w stanie dawa sobie rad wasnymi siami. Po drugie i trzecie: jakie powinny to by dziaania i co ma by ich celem? Do czego mamy dy - my, do czego ma dy biedota wiata? Model bogactwa ogldany w kolorowych telewizorach, lansowany gwnie w Stanach Zjednoczonych, polega najoglniej mwic na tym, eby jak najczciej zmienia stare przedmioty na nowe i posiada jak najwicej nowych rzeczy. Gdyby wikszo krajw wiata przyja taki model rozwoju, katastrofa nastpiaby natychmiast. Ju teraz bowiem, z niezwyk ostroci, wyania si problem kurczenia si zasobw naturalnych Ziemi, choby takich jak woda i powietrze, oraz problem zamiecania Ziemi tymi wyrzucanymi przedmiotami. Jest take problem wzrastajcego przyrostu naturalnego. I jest oczywiste, e planowanie urodze, podobnie jak rozwijanie technologii, nie uratuje nas. Nic nie pomoe domniemanie, e rozpowszechnianie si zachodniego, konsumpcyjnego, modelu ycia powstrzyma przyrost naturalny. Ju teraz, jak na ten model, jest nas o wiele za duo. Dominacji konsumpcyjnego modelu ycia nasza planeta nie wytrzyma. Tu spotykamy si z problemem bezrobocia wywoywanego przez nowoczesne technologie. Tym nieszczciom moemy stawi czoo tylko w jeden sposb. Konieczne jest wylansowanie nowego modelu ycia, nowego modelu wartoci. Musimy przesta widzie warto w karierze rozumianej jako praca przynoszca wysokie dochody wydawane na coraz to nowe przedmioty. Wartoci powinien sta si czas przeznaczony na kontakt z ludmi, ksik i przyrod. Skracanie czasu pracy umoliwi dzielenie si t prac z innymi, za pienidze, z czci ktrych w ten sposb zrezygnujemy, nie bd nam tak bardzo potrzebne, gdy miejsce nowych zakupw zajm nowi przyjaciele. Podstawowe problemy naszej epoki musimy rozwiza wszyscy razem, to wymaga kompleksowego dziaania. Potrzebne s inicjatywy obywatelskie, dziaania organizacji pozarzdowych, powane zaangaowanie mediw i silna presja na rzdy i samorzdy, by popieray i wchaniay dziaania zmierzajce do tego celu. V Jest oczywiste, e gospodarcza integracja wiata opiera si na wolnym rynku. Jednak rynek "premiuje" silnych (na og bogatych) i "douje" sabych (na og biednych). Std prby jego likwidacji, z ktrych najpotniejsz by komunizm. Wanie z rynkiem ten system przegra - a

okaza si nie lekarstwem, lecz trucizn znacznie groniejsz od choroby, ktr mia leczy. Na szczcie, jak na razie, nikt nie prbuje powtrek. Niestety, rynek ze swej natury utrzymuje drastyczne rnice pomidzy strefami wiata. Premiowanie silnych jest niezbdne dla funkcjonowania rynku. Byoby to korzystne dla ludzkoci, gdyby w powszechnym wysiku udao si nam wyrwna szanse i warunki wszystkim oraz zapobiec "doowaniu" sabych. By tak si mogo sta, wysiek ten musiaby stanowi proces prawdziwie spoeczny. Wyrwnywanie szans, warunkw startu i ochrona sabszych musz opiera si nie tylko i nie przede wszystkim na podatkach, ale na powszechnym uczestnictwie we wasnoci i wadzy. Myl tu o rnych formach wspgospodarzenia, o aktywnym udziale w samorzdach wszystkich szczebli oraz wszelkich innych instytucjach demokratycznych - krajowych, makroregionalnych i globalnych. Rzecz w tym, aby upowszechnia si zasada regionalnego dziaania i globalnego mylenia. W lad za tym musi i funkcjonowanie wielo-szczeblowych samorzdw opartych na maksymalnej decentralizacji wadzy i wasnoci, ktre bdzie prowadzi przez parlamenty i obok nich do globalnej federacji. Piszc dokadniej: transgraniczne federacje samorzdowe w mikroregionach winny dziaa wesp z parlamentem w makroregionie (Europa rodkowoWschodnia, Unia Europejska itp.) i przy prymacie parlamentu - federacji globalnej. Zjawisk, ktre globaln struktur polityczn czyni konieczn, jest bardzo wiele. Wystarczy jednak, co prbowaem opisa, mono oddziaywania na skutki funkcjonowania globalnego rynku. Powoanie rzdu wiatowego oznaczaoby wywaszczenie mieszkacw wiata z politycznej, a co za tym idzie, take spoecznej aktywnoci. System federacji moe spenia wszelkie pozytywne role rzdu, a jednoczenie premiowa aktywno obywatelsk wszystkich mieszkacw wiata, bo na niej si opiera. VI Tworzenie nowego adu zaley od wykonania wielu zada w skali globalnej. Musimy, co bardzo trudne, uwiadomi to sobie, dyskutowa o tym, podj prace programowe i ksztacenie na wielk skal. Spoeczestwa jednak nie mog czeka na takie pospolite ruszenie. Kade musi podj dziaania ju, zaraz, i przezwycia swoje kryzysy jako wiatowe. Znaczy to, e w kadym dziaaniu winny uwzgldnia jego kontekst wiatowy. Oczywicie kontekst ten jest tym bardziej doniosy, im wiksze znaczenie ma wsppraca w danym kraju dla wsppracy wiatowej. Dlatego, o czym ju pisaem, szczeglnie wana, wrcz decydujca dla nowej epoki, jest transformacja w krajach najbardziej uprzemysowionych. Wspczesne technologie pracy kreuj ide partnerstwa, jednoci w rnorodnoci (tzw. human relation) i partycypacji. Idee, ktre mog sta si si napdow ludzkoci w tworzeniu nowej epoki, musz stanowi odpowied na podstawowe pytania stawiane przez kryzys globalny. Jak wynika z tego, co napisaem, podstawowe wyzwanie wspczesnego wiata to olbrzymie zrnicowanie kultur i cywilizacji, a zwaszcza nierwno warunkw ycia i wszelkich szans w obrbie wsppracy narzucanej przez jednolit w skali globu gospodark. Proces realizacji programu wyrwnywania szans i warunkw niesie w sobie wielk, dynamizujc ycie, ide. Zawiera olbrzymie zamwienia, inwestycje i rynki zbytu - dla jednych, miejsca pracy, rnorodne kwalifikacje i wyksztacenie - dla innych. Wszystkim zapewnia udzia we wszechstronnej konsumpcji godnej XXI wieku i wszystkich moe porwa rozmachem

najwikszego i najwspanialszego w dziejach ludzkoci zadania. Stwarza szanse dla idei partnerstwa i jednoci w rnorodnoci, ktre od wyznawcw rnych religii wymaga szeroko pojtego ekumenizmu, i ekumenizm taki wspiera.

Darmowy Hosting CBA.PL

POLITYKA - 05/2003 (2386)

JACEK AKOWSKI Afera towarzystwa


Afera Rywina, ktra byskawicznie przeksztacia si w "afer Michnika", teraz zaczyna si stawa "afer towarzystwa", czyli warszawskiej elity - zblatowanej, rozbawionej, yjcej ponad stan. Ggacze nie zostawiaj na niej suchej nitki, niespodziewanie do radykalnych krytykw elit doczy prezydent Kwaniewski.

Kryzys elit Najwiksz przeszkod w modernizacji nie s maorolni, lecz polskie elity". "III Rzeczpospolita wyczerpaa moliwoci samonaprawy. Czas zacz myle o IV Rzeczpospolitej". Taki jest dzi dominujcy ton publicystyki. Bo na wielu ludziach styl nagranej rozmowy zrobi wiksze wraenie od treci. Katastroficzny ton nie jest nowy. Nowy jest ostry ton prezydenta, jakiego do tej pory nie uywa. Prezydent Aleksander Kwaniewski o polskich elitach w rozmowie z Jackiem akowskim Zasadnicz deklaracj prezydent zoy w Polskim Radiu. "Ta sprawa - powiedzia - to bardzo powany sygna dla trzech co najmniej rodowisk, eby si zastanowiy, jak powinny wyglda wzajemne kontakty - to s politycy, biznes i media. Media te jakby tak gboko weszy w ycie publiczne, e te role si zamazuj, e mwi si co na ucho, a co innego oficjalnie. Wszyscy s ze sob dosy zakolegowani i tak dalej. (...) Musimy wrci do linii demarkacyjnych, ktre dziel te rodowiska i ktre pokazuj, e jednak pracujemy w rnych sferach, posugujemy si nieco innymi instrumentami, podlegamy pewnej wzajemnej kontroli. Czyli ten stopie przenikania musi by duo mniejszy, ni jest w tej chwili". Zabrzmiao to mocno, ale do niejasno. Bo nie wiadomo ani jak taka separacja miaaby wyglda, ani do jakiej tradycji prezydent chce nawiza. Sam przecie by dotd kojarzony z tymi rodowiskami i tymi mechanizmami, ktre krytykuje i prbuje zmienia. Wic o co mu chodzi? Polska - szczery kraj Prosz o rozmow i pnym wieczorem, przed wyjazdem do Davos, prezydent powica na ni sporo czasu. Zaczyna od genezy. Po 14 latach transformacji elita jest ju stabilna. Najwaniejsze pozycje zajmuj ludzie cay czas obecni na scenie. A Polska jest krajem do szczerym. Ludzie chc si przyjani. "Im duej to trwa, tym wraenie zbyt silnych powiza staje si powaniejsze. Powstaje wraenie 'zblatowania'. Te zwizki staj si obcieniem dla kadej ze stron". Zwaszcza e poziom interesw ronie. "14 lat temu wzajemne przenikanie

dotyczyo drobiazgw. Dzi dotyczy wielkich interesw. Wtedy Lew Rywin by odchodzcym wiceszefem telewizji z bardzo niejasn perspektyw; Leszek Miller by politykiem walczcym o polityczny byt, a Adam Michnik zaczyna budowanie 'Gazety'. Nikt nie przypuszcza, e stanie si ona najwiksz gazet w tej czci Europy". Wtedy zblatowanie nie miao wielkiego znaczenia. A dzi ma ogromne. Ludzie tej rnicy jako nie dostrzegaj. Dlatego "trzeba wyranie powiedzie, kto za co odpowiada, jakiego typu kontakty s normalne, a jakie nie powinny mie miejsca". Zdaniem prezydenta nawet "Adam (Michnik) jeszcze nie zrozumia, jak siln w ramach konstrukcji i destrukcji zbudowa sobie pozycj w Polsce. Przede wszystkim dziki sobie, poniewa by uczciwym rewolucjonist i to jest poza dyskusj, i moe by przez innych podziwiany. Dlatego, e zbudowa 'Gazet'. I dlatego, e jego styl i bardzo tolerancyjne dziaanie day mu kontakty w rnych rodowiskach. Zbudowa tak ilo wpyww i kontaktw, e sta si kopotem samym w sobie. Trudno jednoczenie by dobrze z Millerem, Buzkiem, Niesioowskim czy Kwaniewskim...". Zdaniem prezydenta "to nie jest aden dramat". Teczki i sprawa Oleksego to byy wstrzsy bardziej dramatyczne ni sprawa Rywina. "Ale moe jest dobry moment do namysu". Nawizuje do artykuy Zdzisawa Krasnodbskiego w "Rzeczpospolitej". Tytu artykuu "System Rywina - z socjologii III Rzeczpospolitej". Nadtytu: "Najwiksze zagroenie dla demokracji pynie nie z marginesu pastwa, lecz z jego kulturalnego, politycznego i gospodarczego centrum". Prezydent nie zgadza si z wieloma tezami autora, ale widzi podobny problem. "Najwiksze niebezpieczestwo - mwi - to jest wraenie, e rzdzi przenikajca siebie wzajemnie elita, towarzystwo, grupa; e to nie jest tylko wraenie 'zblatowania', e to jest rzeczywiste 'zblatowanie'". Z rautu na bal Co do diagnozy trudno si z prezydentem nie zgodzi. Wiele osb uwaa, e warszawskie elity rzeczywicie zrosy si do niebezpiecznie, tworzc silny negatywny kapita spoeczny. Wewntrzne lojalnoci czce wybitne osobistoci rnych dziedzin ycia stay si czsto silniejsze od lojalnoci wobec roli, jak peni w polskim yciu publicznym. Aleksander Smolar, politolog i szef Fundacji Batorego, uwaa, e Polacy nie umiej oddzieli penionej roli od osobowoci i ufaj tylko osobistym relacjom. Nawet w interesach nie polegaj na sowie pisanym. Zamiast wysa poczt podanie, ofert albo propozycj, wol przyj i spraw osobicie "zaatwi". To nie za kadym razem musi si wiza z korupcj. Ale zawsze jest to wyraz nieufnoci wobec bezosobowych regu, ktre rzdz demokratycznym porzdkiem. Mwic wprost: Polacy nie wierz w prawo i odruchowo prbuj mu pomc. Elity maj po temu najwicej okazji i chtnie z nich korzystaj. Zwaszcza e stay si te apczywe, bo zostay skaone bakcylem ostentacyjnej konsumpcji, na ktr wikszoci nie sta lub nie powinno by sta. Jan Krzysztof Bielecki, byy premier, ktry pracuje w Londynie, ale w Polsce jest wiele razy w roku, uwaa, e negatywna specyfika warszawskiej elity politycznej widoczna jest goym okiem. W Anglii, Ameryce, Francji politycy nie wyrniaj si specjalnie ubiorem. "W Warszawie jak kto chce si dowiedzie, jakie krawaty s modne, to idzie do Sejmu albo do Paacu". Poza tym rzuca si w oczy nadreprezentacja mulatw. Bo przecie Andrzej Lepper nie jest jedynym mulatem. W Londynie na polityka, ktry sprawujc urzd spdza czas w solarium, patrzono by nieufnie. A w Polsce mod na polityka zadbanego ponad krajow i nawet europejsk norm wprowadzi sam prezydent, zawsze perfekcyjnie ubrany posiadacz godnej pozazdroszczenia kolekcji eleganckich krawatw, ktry kiedy wylansowa ciemnoniebieskie koszule. Dzi, ladem prezydenta, kiepsko zarabiajca elita polityczna rujnuje si na koszule w delikatn kratk.

Czonkowie elity zbyt czsto nie rozumiej, albo nie chc rozumie, e rola dajca elitarn pozycj nakada te obowizki i ograniczenia. Nie chodzi tylko o skromno. Ostentacyjne lekcewaenie regu przypisanych do roli demonstrowa te Janusz Paubicki, ktry ministerialn nominacj odbiera w gralskim swetrze. Istot problemu jest to, e w kotle elit mieszaj si style i dua cz elity politycznej naladuje wzorce konsumpcyjne biznesu oraz styl bycia typowy dla gwiazdorw show-biznesu. To wida take po intensywnoci ycia towarzyskiego. Jak na sytuacj kraju elity polityczne za dobrze i zbyt intensywnie si bawi. "W Warszawie zdaniem Bieleckiego - najwaniejsze jest bankietowanie, krcenie si po salonach. Nawet wysocy urzdnicy i powani politycy powicaj na to po kilka godzin dziennie". Wrczanie nagrd, jubileusze, urodziny, aukcje dobroczynne, doroczne bale i gale gromadz polityczn czowk, obecnych i byych premierw, ministrw, parlamentarnych liderw, a jednoczenie ksit oraz baronw biznesu, mediw, kultury. Warszawska elita, ktra dopiero co wyrwaa si ze zgrzebnego Peerelu, wci jest zafascynowana nowym stylem ycia - rautami, przyjciami, wielkimi imprezami w rezydencjach polskich oligarchw. W Londynie nikt nie ma czasu na tak intensywne bywanie. By moe kluczem do zrozumienia "pdu bankietowego" jest take zgrzebno polskich elit. W Warszawie nie respektuje si prostej zasady dobrego wychowania, zgodnie z ktr na prywatnych przyjciach nie zamcza si goci subowymi sprawami. Warszawski savoir-vivre jest taki, e ju przy drzwiach sal bankietowych dostojnicy oraz biznesmeni porzucaj ony (jeli je w ogle zabrali) i pdz w wir interesw. Rang polityka poznaje si po liczbie oczekujcych w kolejce na rozmow. Rang biznesmena po dugoci rozmowy z premierem albo wanym ministrem. I to nie zawsze s angielskie czcze pogawdki na temat pogody. Brak ogady sprawia, e nawet to, czym w wielu krajach elity si szczyc - aukcje charytatywne, fundacje, sponsorowane przez biznes imprezy sportowe - w Polsce przesania zwykle szemrana otoczka interesw zaatwianych po ktach albo nie mniej krpujcy nuworyszowski przepych. Elito, przyhamuj! Prezydentowi te si to nie podoba. "Trzeba si opamita - mwi - z tymi wszystkimi galami w kraju, gdzie jest tyle bezrobocia, biedy, ludzkiego nieszczcia. Po co tam maj chodzi ci wszyscy wysocy urzdnicy? Trzeba mie troch skromnoci i wraliwoci. To nie jest moment na witowanie. Trzeba zrobi jedno wielkie wito, kiedy wejdziemy do Unii Europejskiej. Zacz 1 maja 2004 r. i witowa najdalej do dziewitego. Do tego czasu proponuj ascez". Prezydent nie jest zwolennikiem tworzenia spoeczestwa, "gdzie s hermetyczne wiee biznesu, polityki i mediw (...). To jest wbrew naturze. Natomiast z biznesem trzeba rozmawia na waciwych szczeblach, a nie przy okazji gali, bali i urodzin". Co wobec tego bdzie ze synnymi urodzinami w Paacu Prezydenckim, na ktrych w tym roku byo 600 osb, midzy innymi Lew Rywin? "No, ju na pewno nie 600. Dla wygody wszystkich bdzie lepiej, jeeli ten stan si istotnie zmniejszy. (...) Mam wite prawo kontaktowa si z przyjacimi (...). Natomiast staram si maksymalnie unika tych wszystkich urodzin, ktre s pniej eksploatowane przez media kolorowe". Krzysztof Janik rozumie prezydenta, ale auje prezydenckich urodzin, "bo to bya bardzo sympatyczna impreza". Prezydenccy ministrowie s mniej wyrozumiali, bo dostali od prezydenta szlaban. Od pocztku roku zakaza swoim ministrom uczestnictwa w wydarzeniach natury prywatno-osobistej ludzi biznesu czy ludzi mediw. "Zaczli mnie pyta, czy mog i na spotkanie klubu SLD, jak maj zaproszenia. Pytaj, czy maj mi przedstawi list zaprosze". Moe to nie brzmi specjalnie powanie, ale skoro niemal wszyscy si zgadzaj, e co trzeba zmieni, to od czego przecie trzeba byo zacz. Jerzy Szacki, socjolog, autor m.in. "Liberalizmu po komunizmie", uwaa, e decyzje prezydenta "s mdre, bo mog zmieni obyczaje niektrych rodowisk". Oczywicie, jak kto chce bra albo dawa apwki, to zakaz

imprezowania mu tego nie uniemoliwi. "Nie chodzi jednak o zmian ludzkiej natury, ale o pozory. Kto mdrze powiedzia, e obuda to hod skadany przez wystpek cnocie". Nie jest bez znaczenia, kogo si udaje. "A w polityce pozory s szczeglnie wane". Absencja "prezydenckich" - ktra wywoaa konsternacj na hucznych urodzinach prezesa Orlenu w jednym z warszawskich hoteli - troch przerzedzia salony. Ale to nie ich zblatowanie z biznesem rodzi najwicej problemw, bo decyzje gospodarcze nie zapadaj w Paacu. Jednak minister Janik, ktry jest przeoonym administracji rzdowej, nie widzi powodu, by i ladem prezydenta i ograniczy bankietowo-towarzysk aktywno, np. wojewodw, chocia w najbliszym czasie chce z nimi rozmawia na temat etyki. Jego zdaniem "krucjata powinna dotyczy przede wszystkim Warszawy". Zreszt Janik nie patrzy na ten problem "a tak krytycznie jak prezydent", chocia rozumie jego symboliczne gesty. Szkoa Busha i Pisudskiego Tu jednak nie chodzi tylko o wraliwo. Zdaniem prezydenta "w wiecie polityczno-biznesowomedialnym interesy si mieszaj, a linie podziaw si krusz". Kwaniewski zapyta prezydenta Busha, jak sobie z tym radz w Ameryce. Usysza, e to proste. "Funkcj publiczn kady z nas peni przez jaki czas. Wtedy nastpuje zamroenie kontaktw. Nie chodzi si na prywatne imprezy ani w te same miejsca co dziennikarze albo biznesmeni". Bush pewnie by si zdziwi, e to w Polsce nikomu nie przyszo do gowy. I pewnie spadby z krzesa, gdyby si dowiedzia, ilu wysokiej rangi politykw bawio si choby na zakopiaskim sylwestrze zorganizowanym przez jednego z wpywowych biznesmenw. "Post w tych sprawach - mwi prezydent - jest dla Rzeczpospolitej i dla polskiej demokracji potrzebny. Mwi to jako czowiek, ktry od czasu do czasu stosuje diety i wie, e dobrze su. (...) Polityka to nie jest zakon. Nie wymaga a takich powice. Ale wymaga wyrzecze". To jest niewtpliwe. Dieta towarzyska zmniejsza natenie pokus i hamuje powstawanie empatii, szczeglnej yczliwoci, nieformalnej wizi midzy politykami, biznesmenami i baronami mediw. Ale nie przekreli empatii i nie zmieni wizi, ktre ju powstay. Zreszt wcale nie jest pewne, e to rzeczywicie wizi s najwikszym problemem. Moe racj ma Bronisaw Geremek uwaajc, e wizi s wtrne, bo problemem s same elity, a dokadniej ich jako. Wiesaw Kaczmarek, do niedawna minister skarbu, uwaa, e jest za pno na subtelne dziaania. Wtpi, czy w ten sposb uda si zmieni zdegradowan polsk kultur polityczn. "Coraz czciej - mwi - mam skonno do mylenia policyjnego. Trzeba zrobi par pokazwek. Jak si chce co zmieni, ju nie ma innej recepty". Kaczmarek przey szok, kiedy rok temu po paru latach przerwy znw zosta ministrem. Bo nagle znalaz si pod potn presj wielkiego biznesu. Jako minister prywatyzacji w poprzednich lewicowych rzdach a tak jej nie odczuwa. Jego zdaniem w ostatnich latach "towarzystwo okrzepo. Midzy polityk, biznesem i mediami narosy zalenoci i zobowizania. Kozak za eb trzyma Tatarzyna. (...) W dodatku duy mecz si odby, a teraz jest strasznie ostra dogrywka o najwiksze stawki - gaz, energi, paliwa - czyli o wadz w pastwie na bardzo dugie lata. To powoduje, e pkaj hamulce, rodzi si inny styl. Innego rodzaju s naciski i kombinacje". W jakim sensie mleko ju si rozlao. Wizi wytworzone w okresie przeomu, kiedy powstaway elity III Rzeczpospolitej, trudno bdzie zmieni, podobnie jak obraz elit w oczach zwykych ludzi. "Pisudski mia dobry pomys na tak sytuacj. U niego nigdy szefem kadr nie by legionista. Chcia, eby chocia polityka kadrowa bya wolna od legionowego etosu" - mwi prezydent. To nawizanie wydaje si nieprzypadkowe przynajmniej z dwch powodw. Po pierwsze, dc do sformalizowania stosunkw midzy elitami prezydent (podobnie jak kiedy Marszaek) prbuje si przeciwstawi stylowi dwch wanych dla niego rodowisk. Wasnego rodowiska dawnego

ZSP i w ostatnich latach coraz mu bliszego rodowiska dawnej opozycji laickiej. Oba - cho wiele je rnio i rni - wyniosy z Peerelu nieformalny styl, zwyczaj mwienia sobie po imieniu i odruch budowania silnych osobistych wizi. Po drugie sowo "sanacja" i porwnanie do kryzysu przedwojennej elity - te uwielbiajcej rauty i przeartej przez kliki - pada w wielu rozmowach. Ten moment Trudno si dziwi zaskoczeniu politykw, e prezydent - dotychczas raczej gadki i dla wszystkich miy - zacz mwi nieprzyjemne rzeczy. Ale prezydent robi wraenie zdeterminowanego i moe nas jeszcze dalej zaskakiwa, naraajc si rnym elitarnym grupom. Na przykad wracajc do synnego opanowanego przez reporterw korytarza w Sejmie i dziennikarskiego stolika, przy ktrym kiedy poleg minister Geremek. "To jest po prostu nieporozumienie. To, co teraz mwi, jest prawd i przepraszam za prawd, bo prawdy maj to do siebie, e s nieprzyjemne. Tam z nudw si gada plotki, z nudw si opowiada historie i wymyla historie. Powinno by jedno miejsce, gdzie dziennikarze pracuj, komentuj, dyskutuj, robi audycje, i drugie - miejsce spotka z politykami. To musz by strefy rozczone. Dla mnie sytuacje, ktre ja sam przeywaem w Sejmie - gdzie nawet do toalety nie mona wyj bezpiecznie, bo zaraz pojawia si tum - s nienormalne. (...) Nigdzie na wiecie tak nie jest, e po parlamencie tum dziennikarzy biega za politykami". Prezydent zdaje si wiedzie, co robi, wchodzc na ciek wojenn z kilkoma grupami naraz. "S trzy rzeczy, ktre ograniczaj politykw - mwi. - eby by politycznie poprawnym, eby nie zadziera z mediami i eby si przypodoba opinii publicznej. Te trzy choroby wystarcz, by zdegenerowa najlepszy charakter. Ale s momenty, kiedy moe warto o takim problemie powiedzie". Wydaje si, e ten moment, zdaniem prezydenta, przyszed wanie teraz, kiedy elity, stajc si widocznym problemem, wywoay skandal. By moe i ta prezydencka diagnoza jest suszna. Bo skandal - jak sto lat temu pisa Wacaw Nakowski - jest reakcj obronn na naruszenie normy i dobrze leczony moe j umocni. Ale elazo trzeba ku pki jest gorce. Inaczej mwic, zmian mona uruchomi, dopki trwa skandal, pki szok nie minie. Tu wiele osb moe mie obaw, czy eksploatujc skandal nie wzmacnia si paranoicznej kultury podejrze, w ktrej kady jest podejrzany i ktra moe by rwnie destrukcyjna jak zblatowanie elit. Taka groba istnieje, jeeli i tym razem skoczy si na gadaniu. Zdaje si, e prezydent naprawd chce co zmieni, ale nie wiadomo, czy ma do determinacji i siy, eby wywoa rzeczywist zmian, co by wymagao kolejnych posuni. Bo problem z elitami nie ogranicza si przecie do stylu i zachowania pozorw - jak wane by one nie byy. Niepokojce wizi i ze obyczaje nie s tylko efektem marnej jakoci elit, historycznych zaszoci i polskiej specyfiki. System Rzeczypospolitej jest tak skonstruowany, e skania do patologii, a czasem wrcz do niej zmusza. Media elektroniczne i gospodarka s, w duym stopniu niepotrzebnie, poddane kontroli politykw albo uzalenione od ich arbitralnych decyzji. Decyzje polityczne s mao przezroczyste. Lobbyci, jak chc, manipuluj politykami i opini publiczn. Naduycia praktycznie pozostaj bezkarne. W tym sensie zblatowanie to nie jest choroba, lecz objaw choroby, ktra powstaje w patologicznym systemie. To wszystko wiadomo. Wszystko to ma rda w niedobrym polskim prawie, ktre trzeba i mona poprawi. To prawo prezydent moe sprbowa zmieni. Moe dla takiej zmiany zmobilizowa duo spoecznej, politycznej i intelektualnej energii. Nikt inny nie ma dzi takiej szansy - jeeli ona w ogle istnieje. Wsppraca Justyna Kapecka

Prezydent Aleksander Kwaniewski o polskich elitach w rozmowie z Jackiem akowskim


To jest problem typowy dla kraju ustabilizowanego. Skd si wzi problem. Po pierwsze Polska, ma za sob 14 lat transformacji. Grupa ludzi tworzcych elit, jest dosy stabilna. Po drugie, Polska jest krajem do szczerym. Ludzie chc si przyjani. Im duej to trwa, tym wraenie zbyt silnych powiza, staje si powaniejsze. Powstaje wraenie "zblatowania". Te zwizki staj si obcieniem dla kadej ze stron. Ja bym tego nie traktowa jako rzeczy negatywnej. Jestemy spoeczestwem otwartym, towarzyskim i przenikanie elit jest cen tej otwartoci. Ale jest i po trzecie: z czasem zmieni si poziom interesw. 14 lat temu wzajemne przenikanie dotyczyo drobiazgw. Dzi dotyczy bardzo wielkich interesw. 14 lat temu Lew Rywin by odchodzcym wiceszefem telewizji z bardzo niejasn perspektyw; Leszek Miller by politykiem walczcym o polityczny byt, a Adam Michnik rozpoczyna budowanie "Gazety". Nikt nie przypuszcza, e stanie si ona najwiksz gazet Europy. Trzeba wrci do pewnych linii demarkacyjnych. Najwiksze niebezpieczestwo to jest wraenie, e rzdzi przenikajca siebie wzajemnie elita, towarzystwo, grupa; e to nie jest tylko wraenie "zblatowania", e to jest rzeczywiste "zblatowanie". Trzeba wyranie powiedzie kto za co odpowiada, jakiego typu kontakty s normalne, a jakie nie powinny mie miejsca. Oczywicie to wymaga pewnego wysiku, ale mnie do tego wysiku przekona Bush. Zapytaem go: suchaj, yjecie w kraju, w ktrym stopie przenikania si biznesu i polityki jest najwikszy na wiecie. Jak sobie z tym radzicie? Odpowiedzia: funkcj publiczn kady z nas, peni przez jaki czas. Wtedy nastpuje zamroenie kontaktw. Nie chodzi si na imieniny, nie bywa na urodzinach, ani w tych samych miejscach co dziennikarze albo biznesmeni. Trzeba narzuci sobie samodyscyplin. Polityka to nie jest zakon. Nie wymaga a takich powice. Wymaga jednak wyrzecze. Na pewno nie powinnimy tworzy spoeczestwa, gdzie s hermetyczne wiee biznesu, wiee polityki i wiee mediw. Jestemy za maym krajem. Zreszt to jest wbrew naturze. Natomiast z biznesem trzeba rozmawia na waciwych szczeblach, a nie przy okazji gali, bali i urodzin. O prezydenckich urodzinach na 600 osb Ju na pewno nie 600. Dla wygody wszystkich bdzie lepiej jeli ten stan si istotnie zmniejszy. Zaczynam od siebie. Oczywicie mam wite prawo kontaktowa si z przyjacimi, zje ze znajomym kolacj, czy obiad. Natomiast staram si maksymalnie unika tych wszystkich urodzin, ktre s pniej eksploatowane przez media kolorowe. w odpowiedzi na pytanie, czy to jest normalne, e na przykad na imieninach jednego z dyrektorw telewizji pojawia si prezydent i premier: Mwimy o urodzinach Dyrektora Zieliskiego. Od trzech lat tam mnie nie ma. Bo zdaem sobie spraw, e nie panuj nad sum informacji, ktre powstaj przy takich okazjach. Powiedzia -

nie powiedzia, widzia, popiera, mwi, zachca itd. Nad tym nie da si zapanowa. Wic jedyna metoda to po prostu - nie uczestniczy. Oczywicie tu jest problem lojalnoci, przyjani. Niestety, w trudnym wiecie polityki przyjanie musz by ograniczone. Okres penienia wysokiej funkcji wymaga samodyscypliny, wstrzemiliwoci, eby nie powiedzie: rezygnacji. Nie z przyjani, ale z obecnoci. Jeeli np. szef komisji sejmowej do spraw mediw pojawia si na spotkaniu rolnikw czy ekologw, to ryzyko konfliktu interesw jest mae. Ale jeeli on si pojawia na bankietach mediw, ktre maj z wadz co do zaatwienia - konflikt wystpuje. Tego nie da si zapisa w aden kanon. Tu jest potrzebna czysto regu. [Teraz polityk] Absolutnie musi przejrze list goci zapraszanych na swoje imieniny i usun jakiekolwiek wtpliwoci, e przyjd ludzie, ktrzy maj interesy do zrobienia, nawet gdyby to byy bardzo przyzwoite interesy. Sprawa Rywina moe nas doprowadzi do wniosku, e zwyczaje s ze. To dotyczy take mediw. Nie da si by skutecznym wobec wydarze politycznych i przyjani si z politykami, ktrych si opisuje. wiat polityczno-medialny za bardzo jest oparty o, bale, imieniny i rne spotkania. Tu jest problem bo interesy si mieszaj, linie podziaw si krusz. Myl, e winnimy wzi na wstrzymanie. Post w tych sprawach jest dla Rzeczpospolitej i dla polskiej demokracji potrzebny. Mwi to jako czowiek, ktry od czasu do czasu stosuje diety i wie, e dobrze su. Mao tego, to spowoduje rwnie wiksz warto obecnoci. Na kogo by dzi nie spojrze, to wszyscy s bohaterami przeomu. Pisudski mia dobry pomys, mianowicie u niego nigdy szefem kadr w wojsku nie by legionista. Chcia, eby chocia polityka kadrowa bya wolna od etosu legionowego... O Adamie Michniku Adam jeszcze nie zrozumia jak siln w ramach konstrukcji i destrukcji zbudowa sobie pozycj w Polsce. Przede wszystkim dziki sobie, poniewa by uczciwym rewolucjonist i to jest poza dyskusj, i moe by przez innych podziwiany. Dlatego, e zbudowa "Gazet". I dlatego, e jego styl i bardzo tolerancyjne dziaanie day kontakty w rnych rodowiskach. Zbudowa tak ilo wpyww i kontaktw e sta si kopotem samym w sobie. Trudno jednoczenie by dobrze z Millerem, Buzkiem, Niesioowskim, czy Kwaniewskim. Dla Adama ta historia z Rywinem to jest bardzo powany powd, eby zastanowi si nad przyszoci "Gazety" i nad samym sob. "Gazeta" spisuje si znakomicie i odgrywa ogromn rol tam, gdy jest medium opinii, dyskusji, dialogu. I zarazem wielokrotnie pokazaa sw nieudolno jako medium zaangaowane politycznie. Ja z nikim nie przestaj by na ty. Natomiast jest niewaciwe, kiedy osoby, ktre prywatnie mwi sobie na ty, w sytuacjach oficjalnych te w ten sposb si do siebie zwracaj. "Gazeta" powinna by gazet, prezydent - prezydentem, rzd - rzdem, a biznes - biznesem. Tylko tyle i a tyle. wiat polityczny, biznesowy, medialny dobrze wie o czym mwi. Trzeba zrobi krok do tyu. Dla dobra sprawy. Tak dla wszystkich bdzie lepiej. Trzeba ten krok wstecz zrobi, eby mie pewno, e wygrany przetarg jest wygranym przetargiem, e decyzja, ktr podejmuje wadza nie ma adnego ta. To wymaga regu.

Fundacji Jolanty Kwaniewskiej Musz tutaj doceni moj on. Moim zdaniem dziaalno fundacji jest przejrzysta. W Polsce urzd prezydencki jest tak skonstruowany, e adna bezporednia decyzja ekonomiczna nie jest podejmowana. Tu nie ma ryzyka. Od pocztku roku zakazaem moim ministrom uczestnictwa w wydarzeniach natury prywatnoosobistej ludzi biznesu czy ludzi mediw. Powiedziaem, e maj nie chodzi na urodziny, imieniny. Oczywicie czym innym jest wydarzenie o charakterze publicznym. Zaczli mnie pyta czy mog i na spotkanie klubu SLD, jak maj zaproszenia. Pytaj, czy maj mi przedstawi list zaprosze. Mwi, e tam, gdzie maj stae grono - ja nie mam nic do tego, natomiast tam gdzie mamy do czynienia z wielkimi zbiorowiskami - to nie chc, eby pniej opowiadano, e ten powiedzia to, drugi tamto. Nie obawiam si adnych kontaktw, jakie maj miejsce oficjalnie w paacu. Normalnie paac jest otwarty, kontaktujemy si, wszystkie wejcia goci s zapisane. Rozmawia si o wszystkim, o polityce, sporcie, ekonomii; odbywaj si spotkania z grupami zawodowymi, nie ma problemw. Problem zaczyna by wtedy, kiedy pchaj si lobbyci, kiedy kr po korytarzach tego nie moe by. Std na przykad pytanie do marszaka Sejmu, czy Sejm nie mgby pracowa w bardziej luksusowych warunkach, to znaczy by bardziej niezaleny w podejmowaniu decyzji. To nie oznacza nie suchania ekspertw. W Sejmie jest przecie troch tak jak w sdzie - trzeba sucha. Lecz pniej jest moment, w ktrym dyskutuj i decyduj tylko posowie. Czy pomaga w tym w korytarz na pierwszym pitrze, nad ktrym wadz przejli dziennikarze? To jest po prostu nieporozumieniem. To co teraz mwi jest prawd i przepraszam za prawd, bo prawdy maj to do siebie, e s nieprzyjemne.... Tam z nudw si gada plotki, z nudw si opowiada historie i wymyla historie itd. Powinno by jedno miejsce, gdzie dziennikarze pracuj, komentuj, dyskutuj, robi audycje, i drugie - miejsce spotka z politykami. To musz by strefy rozczone. Dla mnie sytuacje, ktre ja sam przeywaem w Sejmie - gdzie nawet do toalety nie mona wyj bezpiecznie, bo zaraz pojawia si tum - s nienormalne. S trzy rzeczy, ktre nas ograniczaj. eby by politycznie poprawnym, eby nie zadziera z mediami i eby si przypodoba opinii publicznej. Trzy wystarczajce choroby, by spowodowa, e nawet bardzo dobre organizmy, dobre charaktery si zdegeneruj. S takie momenty, kiedy moe warto o takim problemie powiedzie. Bybym bardzo ciekaw jak rodowisko dziennikarskie dzi by to przyjo. Bo nigdzie na wiecie nie jest tak, e po parlamencie tum dziennikarzy biega za politykami. To nie jest jaki dramat - wstrzs demokratyczny - ale oczywicie jest to dobry moment do namysu. Od 1989 r. przeylimy dwa wstrzsy bardziej dramatyczne - teczki i spraw Oleksego. Dobrze byoby wycign wnioski z tego caego sporu jeli mamy z tego wyj mocniejsi. Usytuowanie prokuratury generalnej - to jest jedyna tak naprawd kwestia, ktr gdyby budowa kolejn konstytucj trzeba by przebudowa na nowo. O postulatach powoania niezalenych prokuratorw ? To s inne systemy. Woskich przykadw nie przywoujmy. Amerykaskie i anglosaskie s mao przydatne. Musimy to budowa na bazie kontynentalnej. Usytuowanie prokuratury generalnej

przydatne. Musimy to budowa na bazie kontynentalnej. Usytuowanie prokuratury generalnej moe by tematem dyskusji na kolejnym etapie. Jest problem, jak rozczy to, co jest zabieganiem polityka o popularno, od tego co jest sprawowaniem urzdu. Niestety, to trzeba rozczy. To jest najtrudniejsza sztuka. Trzeba si opamita z tymi wszystkimi galami w kraju gdzie jest tyle bezrobocia, biedy, ludzkiego nieszczcia. I po co tam chodz ci wszyscy wysocy urzdnicy? Trzeba mie troch skromnoci, wraliwoci. To nie jest waciwy moment na witowanie. Trzeba zrobi jedno wielkie wito jak wejdziemy do Unii Europejskiej. Zacz 1 maja 2004 r. i witowa najdalej do 9. Do tego czasu proponuj ascez. Wypowiedzi autoryzowane.

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

Rzeczpospolita - 29.04.2006

PIOTR GILLERT Koniec pewnej historii


Jak Francis Fukuyama rozszed si z neokonserwatystami i co z tego wynika dla Ameryki Fukuyama doskonale pamita moment owiecenia. By luty 2004 r., coroczny obiad w bastionie neokonserwatystw, waszyngtoskim American Enterprise Institute. Na mwnic wyszed jego wieloletni kolega, wpywowy publicysta Charles Krauthammer, i zacz wygasza mow pochwaln na cze sukcesw odnoszonych w Iraku. Sala reagowaa entuzjastycznymi oklaskami, a Fukuyama zrozumia, e ze swymi dotychczasowymi kolegami ma niewiele wsplnego. "Zastanawiam si od tamtej pory, czy to ja zmieniem pogldy w sposb dyskwalifikujcy mnie jako neokonserwatyst, czy to neokonserwatywni zwolennicy wojny bdnie realizowali nasze wsplne zasady" - pisze Fukuyama w najnowszej ksice "Ameryka na rozdroach". Caa prawda o kabale C to waciwie jest w neokonserwatyzm i jak rol odegra w amerykaskiej polityce ostatnich lat? "Ameryka na rozdroach" daje jedn z najpeniejszych i najbardziej wyrazistych odpowiedzi na to pytanie, jakie kiedykolwiek ukazay si w druku. To zrozumiae, w kocu przez lata Fukuyam uznawano za jednego z czoowych teoretykw tego nurtu. By uczniem Allana Blooma, jednego z ojcw myli neokonserwatywnej, i koleg ze studiw Williama Kristola, redaktora naczelnego sztandarowego tygodnika jej wyznawcw "Weekly Standard". W cigu swej dugiej kariery dyplomatycznej, doradczej i naukowej wsppracowa z Albertem Wohlstetterem, wybitnym strategiem podziwianym przez neokonserwatystw, i Paulem Wolfowitzem, byym zastpc sekretarza obrony, ktry mia okazj wciela neokonserwatywne pogldy w ycie. W zbiorowej wyobrani wielu liberalnych rodowisk w Ameryce i Europie wszyscy oni jawi si jako co w rodzaju niebezpiecznej sekty, ktra podstpnie przechwycia stery amerykaskiej historii i skierowaa ja na zgubne tory. Mwi si czsto o "neokonserwatywnej kabale", co jest mao zawoalowanym odniesieniem do ydowskiego pochodzenia wikszoci przedstawicieli tego nurtu. "Niektrzy neokonserwatyci zinternalizowali tward lini izraelskiej doktryny strategicznej i przyoyli j, niewaciwie moim zdaniem, do sytuacji Stanw Zjednoczonych po 11 wrzenia" - przyznaje Fukuyama we wstpie, ale zaraz dodaje, e neokonserwatyzm jest nurtem osadzonym gboko w historii amerykaskiej myli politycznej i niepotrzebujcym wsparcia z zewntrz. Kaba i inne spiskowe teorie odrzuca jako brednie. Z lewej na praw Jak przypomina Fukuyama, korzenie neokonserwatyzmu sigaj przeomu lat 30. i 40., gdy w

City College of New York (CCNY) zacza dziaa grupa lewicowych intelektualistw ydowskich, takich jak Irving Kristol, Daniel Bell czy Nathan Glazer. Wszyscy fascynowali si trockizmem i sprzeciwiali stalinizmowi. Od lat 50. rozpoczo si stopniowe dryfowanie na prawo rodowisk wywodzcych si z CCNY, coraz bardziej wpywowych. Gwnym powodem tej zmiany kursu bya ich znacznie bardziej krytyczna ni w przypadku innych grup lewicowych w USA ocena bloku komunistycznego i dostrzeganie zagroe z jego strony. Droga ta na przeomie lat 70. i 80. zaprowadzia wielu z nich do obozu Reagana. W ten sposb stali si nowymi konserwatystami. Tacy ludzie jak Richard Perle czy Paul Wolfowitz odegrali istotn rol w ksztatowaniu twardej linii wobec Sowietw, niepopularnej w wielu rodowiskach intelektualnych w USA. Ogromny sukces tamtej polityki zosta osignity dziki uporowi i pomimo krytyki chru defetystw. I wanie w sukces - zdaniem Fukuyamy - sprawi, e gdy z objciem wadzy przez Busha juniora wielu neokonserwatystw wrcio na wpywowe stanowiska rzdowe, byo w nich stalowe przekonanie o susznoci wasnych pogldw. Wtedy pogldy te byy jeszcze bardziej wyraziste. Gwnie za spraw publicystyki Williama Kristola i Roberta Kagana, ktrzy od poowy lat 90. zaczli promowa znacznie bardziej agresywn ni poprzednicy wersj neokonserwatyzmu, zwan przez niektrych krytykw wilsonizmem na sterydach. Krelc zarys twardej polityki zagranicznej nawizujcej do czasw Reagana, Kristol i Kagan twierdzili, e Ameryka powinna sta si "dobroczynnym hegemonem" aktywnie promowa rozwj demokracji na wiecie, stawia czoo dyktatorom, a gdzie nadarza si okazja, obala reimy, by otwiera drog demokratycznym przemianom. Ich wiara w moc sprawcz midzynarodowych traktatw i organizacji bya niewielka. Ameryka miaa polega przede wszystkim na sobie samej i nieodwracalnych procesach historycznych. Neokonserwatyci zaczli wierzy, e demokracj da si oywi, usuwajc si tumice j bariery. e amerykaskie ideay nie musz by wcale sprzeczne z amerykaskim interesem narodowym. Po 11 wrzenia 2001 r. ich pogldy zyskay w Biaym Domu i Pentagonie wielu nowych zwolennikw. Napoleoski triumf Nic nie powinno cieszy Francisa Fukuyamy bardziej ni mesjanistyczny ton wypowiedzi George'a W. Busha, ktry chce nie kaganek demokracji w najdalsze zaktki wiata. Czy to nie sam Fukuyama natchn neokonserwatystw oraz zwykych wielbicieli demokracji dodziaania, publikujc w 1989 r. esej "Koniec historii", ktry sta si podstaw wydanej trzy lata pniej rwnie gonej ksiki "Koniec historii i ostatni czowiek"? Okazuje si, e nie jest to takie proste. W "Kocu historii" Fukuyama obra za punkt wyjcia zaoenia swego arcymistrza Hegla, wedug ktrego historia skoczya si w roku 1806, wraz z napoleoskim triumfem nad prusk armi w bitwie pod Jen. W oczach Hegla byo to symboliczne zwycistwo nowego porzdku liberalnodemokratycznego nad wartociami starej, monarchicznej Europy. Ani Hegel, ani jego pniejsi zwolennicy, do ktrych zalicza si Fukuyama, nie twierdz oczywicie, e liberalna demokracja zwyciya na caym wiecie. Chodzi raczej o wejcie w ostatni etap procesu postpu historycznego. W heglowskim spojrzeniu na dzieje liberalna demokracja to koniec postpu, najwysza z moliwych forma ustroju, w ktrej czowiek ma mono realizacji swego naturalnego denia do wolnoci. "Koniec historii" wywoa w nastpnych latach tak wiele sprzecznych reakcji, e we wznowieniu, wydanym rwnoczenie z "Ameryk na rozdroach", Fukuyama postanowi doda posowie, w ktrym stara si sprostowa wiele narosych wok ksiki nieporozumie. Jak choby to, e autor wieszczy w swym dziele koniec wszelkich wydarze. Najwaniejsze jest zestawienie koca historii z opublikowanym kilka lat pniej "Zderzeniem

cywilizacji" Samuela Huntingtona, ktry przedstawia demokracj liberaln jako produkt specyficzny dla Zachodu, wyrastajcy z chrzecijastwa i trudny do przeniesienia na inne grunty kulturowe. Zdaniem wielu krytykw Fukuyamy wydarzenia po 11 wrzenia potwierdzaj tezy Huntingtona i jego zapowied starcia midzy wrogimi sobie kulturami. Fukuyama nie zaprzecza, e powane rnice cywilizacyjne istniej, ale podtrzymuje swe heglowskie spojrzenie na dzieje. Zaprzecza, jakoby w "Kocu historii" twierdzi, i wszystkie spoeczestwa chc demokracji. Jego zdaniem powszechne jest jednak denie do modernizacji, a liberalna demokracja jest jednym z jej instrumentw. Kwestia perspektywy Fukuyama odrzuca pogld, e walka, jak prowadzi Ameryka czy - szerzej - Zachd z dihadystami, to przejaw zderzenia cywilizacji. Jego zdaniem dihadyzm naley raczej pojmowa jako dziaanie polityczne, podobne w istocie do innych fanatycznych ruchw poprzedniego stulecia, takich jak hitleryzm czy stalinizm. Wyrasta on, wedug autora, nie z fundamentw islamu, lecz z wyalienowania muzumaskich imigrantw na Zachodzie, i czerpie penymi garciami z radykalnych zachodnich ideologii. Gwnym frontem walki z nim nie jest Irak czy Afganistan, lecz muzumaskie spoecznoci w Europie Zachodniej. Powoujc si na opinie kilku badaczy problemu, Fukuyama idzie jeszcze dalej, spekulujc, e midzynarodowy dihadyzm moe by jedynie trudn faz przepoczwarzania si wiata muzumaskiego w jego drodze do nowoczesnoci - tak jak Luter, a szczeglnie radyka Kalwin byli faz w procesie modernizacji Zachodu. Z tego punktu widzenia decyzja o inwazji na Irak bya bardziej grzechem nadgorliwoci i niecierpliwoci ni efektem zej woli. Opnia postp historii, zamiast go przyspieszy. "Demokracja prawdopodobnie ogarnie cay wiat, ale w dalszej perspektywie - wyjania Fukuyama. - Ale to, czy gwatowna i stosunkowo spokojna transformacja do demokracji i wolnego rynku dokonana przez Polakw, Wgrw czy nawet Rumunw moe by w dowolnym momencie historii skopiowana w innych zaktkach wiata, czy wprowadzona przy uyciu siy z zewntrz, pozostaje wtpliwe". Administracja Busha pocztkowo podpisywaa si pod tak ewolucyjn teori postpu demokracji. Po 11 wrzenia gwatownie j porzucia, przyjmujc lini Kristola i Kagana oraz misj budowy nowego, demokratycznego spoeczestwa w Iraku. Zdaniem Fukuyamy jest to karygodne odejcie od wczeniejszych zaoe neokonserwatyzmu, ktry tradycyjnie bardzo sceptycznie podchodzi do moliwoci takiej inynierii spoecznej. Demokracj mona krzewi, ale nie da sijej skonstruowa. Aby moga przetrwa, musi wyrasta z lokalnych fundamentw, ze spoeczestwa przynajmniej po czci gotowego na jej przyjcie. Realista wilsonista Czy wic neokonserwatyzm uda si jeszcze uratowa, przywrci do pierwotnej postaci? Fukuyama stwierdza, e nurt ten zacz by tak intensywnie kojarzony z polityk administracji Busha w pierwszej kadencji, e prba odzyskania jego dawnego znaczenia jest skazana na porak. Proponuje wic dla ratowania dobrego neokonserwatyzmu nada mu now nazw realistyczny wilsonizm. By w peni nawietli czytelnikowi, o co dokadnie chodzi, autor opisuje cztery gwne nurty w powojennej polityce zagranicznej USA. Poza neokonserwatyzmem jest wic wrd nich realizm z jego mistrzem w osobie Henry

Kissingera, ktry rozpatruje stosunki midzy krajami w kategoriach chodnej kalkulacji si i interesw oraz opiera si na przekonaniu, e wewntrzny charakter pastw ma niewielkie znaczenie dla ich zachowania na zewntrz. S liberalni internacjonalici, dla ktrych ideaem byoby stworzenie ponadpastwowego porzdku wiatowego opartego na prawie i instytucjach midzynarodowych. S wreszcie nacjonalici, patrzcy na polityk zagraniczn w wskich kategoriach amerykaskich interesw, nieufni wobec instytucji midzynarodowych, skorzy do izolowania si od reszty wiata w czasach spokoju i do agresywnych zachowa w chwilach zagroenia. Jak zauwaa Fukuyama, inwazja na Irak bya owocem aliansu tych ostatnich z neokonserwatystami, wbrew realistom. Jego realistyczny wilsonizm miaby sta si nowym, pitym nurtem. Z neokonserwatyzmu czerpaby przekonanie o znaczeniu wewntrznej natury reimw dla ich zachowania na arenie midzynarodowej, ale nakazywaby stosowanie realistycznych metod dziaania. Zamiast siga poprzez granice pastwowe do wntrza krajw i prbowa si formowa lokalne reimy wedug amerykaskiego widzimisi, USA powinny cierpliwie, przy uyciu "mikkiej siy", takiej jak edukacja lokalnych elit intelektualnych czy finansowanie ruchw obywatelskich, ksztatowa gleb pod demokratyzacj. Z polityki Wilsona powinny czerpa przywizanie do multilateralizmu, dziaa w strukturach midzynarodowych. Bo chocia spowalniaj zabiegi hegemona, to legitymizuj je i daj im znacznie wiksz skuteczno w duszej perspektywie. Taka polityka pozwalaaby Ameryce, by uy stylistyki Busha juniora, "zdobywa serca i umysy". Mikki policjant Propozycje Fukuyamy trudno uzna za odkrywcze. W gruncie rzeczy niewiele rni si od tego, co o stojcych przed USA wyzwaniach pisa Zbigniew Brzeziski w swej ostatniej ksice "Wybr". Wywd Fukuyamy wyglda elegancko na papierze, ale w codziennej pracy sekretarza stanu moe by trudny do wdroenia. Autor nie odpowiada choby na pytania: jak jedyna superpotga wiata ma promowa swe interesy w strukturach midzynarodowych, ktrych inni czonkowie maj za nadrzdny cel maksymalne krpowanie ruchw supermocarstwa?, jak ma by jedynym policjantem wiata, zapewniajcym za pienidze amerykaskiego podatnika bezpieczestwo Europie Zachodniej, Dalekiemu Wschodowi czy szlakom transportu ropy z Zatoki Perskiej, i jednoczenie poddawa si tym samym reguom gry co inni?, jak uywa wycznie "mikkiej siy", gdy jedynym argumentem trzymajcym wiele niesympatycznych reimw tego wiata w karbach jest realna groba uycia "twardej siy"? Nawet jeli si uzna, e demokracja liberalna jest rzeczywicie ostatni faz rozwoju spoeczestw (moim zdaniem z tak deklaracj naleaoby poczeka na ostateczny efekt eksperymentu ustrojowego prowadzonego w Chinach), to nie ma dowodu na to, e realistyczny wilsonizm przyspieszy jej wiatowy postp. Nie wyglda te na to, by inwazja na Irak osigna taki skutek.

11 Wrzenia 2001

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum ycie z dnia 2001-12-29

Modernizacja w Polsce jest ju nie do zatrzymania


O tym, co pcha modernizacj do przodu, o powodach, dla ktrych Polacy jej nie kochaj, oraz o tym, e jest ona dzi przedsiwziciem prawicowym z Januszem Lewandowskim rozmawia Robert Krasowski

Robert Krasowski: Ostatnio dowiedzielimy si, e w naszej gospodarce le si dzieje i potrzebna jest naprawa. Jednak w Polsce hasa modernizacyjne nie s ju modne. Janusz Lewandowski: By taki okres, tu po 1989 roku, kiedy Polacy pokochali modernizacj. Ale platonicznie, przez szyb, pki nie przyszo do pacenia kosztw. Przez ten krtki czas hasa cywilizacyjnego awansu cieszyy Polakw. Potem przysza krytyka. Z prawa i z lewa. Z lewa, bo zanegowano i niszczono "dorobek" PRL-u. Z prawa, bo uznano modernizacj za przyjcie cudzych standardw, obcych wzorw, potraktowano j jako co wrogiego rodzimej kulturze. Podobnie, jak dwiecie lat temu najazd owieceniowej francuszczyzny na sarmackie obyczaje. Walka z obcymi wpywami kulturowymi bywa zasadna. Natomiast walka z napraw gospodarki w momencie, gdy wszystkim najbardziej doskwieraj wanie wady gospodarki, wyglda bardzo dziwnie. Polacy nie maj wielopokoleniowej pamici funkcjonowania rynku. Byo kilka zryww, ale nie utrwaliy si one w postaci genetycznego zapisu. Nie zostao nam przekazane dowiadczenie ycia w wiecie, ktrego elementami s wolno, przyzwolenie na bogacenie si, poleganie na indywidualnej zapobiegliwoci. A take zmienno koniunktury, bezrobocie i coraz lepsze rozumienie praw ekonomii. Socjalizm, tu akurat wspomagany przez katolick nieufno wobec zysku i przedsibiorczoci, wyjaowi kulturow gleb gospodarki rynkowej. Jest to spucizna, ktra uatwia karier populistom, a utrudnia akceptacj gospodarczych koniecznoci. Jaki by charakter sprzeciwu wobec modernizacji, plebejski czy elitarny? Gwnie plebejski, wrcz parafialny. Ale nie brako odmowy ze strony elit, ktra braa si z niechci wobec kapitalizmu nuworyszw. By to zasadny odruch? Kapitalizm w pierwszym pokoleniu nie jest estetyczny. Od elit mona byo oczekiwa zrozumienia, e tak musi by. Ale wystarczy spojrze na Polakw portret wasny, jaki krel literatura i kino po roku 1989, by nabra wstrtu do nowej rzeczywistoci. Zaludniaj j kombinatorzy i cwaniacy, a nie przedsibiorcy, za dziaalno publiczna jest parad oszustw i dorobkiewiczw. Nie jest to zwierciado, ale krzywe zwierciado. Rodzcy si ad gospodarczy to co wicej ni bazarowa subkultura, a gruntowna przebudowa ustroju to co wicej ni polityczne kuglarstwo. Ten wykrzywiony obraz jest projekcj lkw wasnych twrcw kultury, ktrzy wypadli ze sfery budetowej i s skazani na kaprysy rynku. Dziel ich lki, gdy widz, jak tandeta i komercja wypieraj kultur wysz, ale to nie usprawiedliwia pozy intelektualisty, obraonego na wiat. Obraone elity uczestnicz niechccy w delegitymizacji nowego porzdku i wzmagaj nostalgi za ancien regimem.

porzdku i wzmagaj nostalgi za ancien regimem. To powd, by znielubi liberaln doktryn. Czemu jednak w biednym kraju zlekcewaono take elementarne koniecznoci gospodarcze? Czemu ich obronie przypisano czysto ideologiczne motywacje? Polski skrt w kierunku kapitalizmu dokona si pod parasolem "Solidarnoci", ale w niezgodzie z solidarnociow utopi samorzdowej gospodarki i demokracji bezporedniej. Mamy twarde realia rynku zamiast niespenionej obietnicy socjalizmu, o ktr upomnia si robotniczo-plebejski nurt "Solidarnoci". W tym sensie liberalna modernizacja bya naduyciem historycznego mandatu. Tym atwiej byo przezywa liberalnym doktrynerstwem to, co byo w istocie przywracaniem racjonalnego adu gospodarczego. Ale w trakcie modernizacji Polacy dowiaduj si, e chodzi o co wicej. Ale owo wicej wi z szokiem, jakiego doznali. Std coraz wiksze sukcesy coraz mielszego sprzeciwu wobec modernizacji. Lk i rozczarowanie zrodziy karier Tymiskiego i jego nastpcw, potpiajcych cay dorobek III RP. Spoeczne lki byy racjonalne? Socjalne lki s faktem. Klimat niepewnoci jest zreszt do powszechny na progu XXI wieku. C dopiero na wschodzie Europy, gdzie ycie spoeczne zostao odmroone po 50-ciu latach socjalizmu. Zawali si stary wiat i trzeba si odnale w nowym. Ale marzenia pozostay. I ich warunek, czyli naprawa gospodarki. Mimo to poparcie dla modernizatorw sabnie. Transformacja to co wicej ni zmiany pogody, to bya gwatowna zmiana klimatu. W Polsce nie byo rewolucji sensu stricto, za mao byo symbolicznej dekomunizacji, ale tempo zmian instytucjonalnoprawnych byo prawdziwie rewolucyjne. Ruchy obronne, w tym niech wobec modernizatorw, byy wic zrozumiae. Rwnie to, e wyrosy okopy polityczne w obronie status quo. T rol przejy m.in. zwizki zawodowe, ktre wczeniej byy formu spoecznego buntu. Status quo zawsze musi by blisze? Nie. Socjalizm by Polakom obcy. Ale problem zaczyna si wraz z kocem "miodowego" okresu przemian. Okazuje si, e interesy status quo s namacalne, teraniejsze, lepiej politycznie zorganizowane, za reformator dziaa w imi przyszoci, czyli czego odlegego, niepewnego. Reforma ustrojowa ma rozproszonych i niezorganizowanych beneficjentw. Rozwieraj si - nie tylko w Polsce noyce midzy dziejow i ekonomiczn potrzeb zmiany a saboci jej zaplecza politycznego. W Polsce wida to jak na doni, od szkolnictwa po grnictwo. Dlatego w Europie rodkowo-Wschodniej mandat polityczny na reformy zdobyli jedynie ci, ktrzy potrafili ubra je w populistyczne slogany. Przede wszystkim Vaclav Klaus w Czechach. Chocia jego wersja prywatyzacji bya gorsza od naszej, on jeden obroni si w demokratycznych wyborach i z ministra finansw sta si premierem. Dlaczego polscy reformatorzy wzdragali si przed populizmem? Bya to generacja ludzi, ktra w latach 70. i 80. dawaa wiadectwo prawdzie. Dla nich przeskok w stron demagogii by zbyt karkoomny. Co nie usprawiedliwia "dziecicej naiwnoci" mego pokolenia reformatorw w zakresie socjotechniki rzdzenia. Jaki populizm lepiej suy modernizacji? W XX wieku modernizacja kojarzya si z lewic, ktra jednak pod koniec stulecia stracia bezpowrotnie swj mit pozytywny. Socjalizm jako caociowy projekt zbankrutowa na Wschodzie, a jako nadmiar opiekuczoci sta si kul u nogi Zachodu. Inicjatyw przeja prawica, ale nie w imi nowej utopii, tylko w imi powrotu do sprawdzonych, liberalno-konserwatywnych zasad. W dodatku dobrze opakowanych. Wystarczy spojrze na sukcesy Reagana czy Thatcher. Potrafili przemwi do spoeczestwa ponad gowami elit, jzykiem prostych prawicowych hase - zmniejszenia biurokracji, podatkw, wyzwolenia inicjatywy. Bylimy marnymi uczniami Thatcher.

W Polsce modernizacja pojawia si w wersji technokratycznej Balcerowicza oraz liberalizmu integralnego KLD, czyli wraz z liberalizmem obyczajowym. Mielimy przekonanie, e modernizacja dotyczy nie tylko ekonomii, ale caoci ycia - take obyczajw, codziennych postaw. e oznacza wiksze pole jednostkowej wolnoci, ni toleruje przecitna plebania. Dzi widz to inaczej. Jeli chcemy by przeciwwag dla lewicy, musimy da ludziom wiksze poczucie zadomowienia. Da im nie tylko gwatowne zmiany, ale rwnie jak kotwic w postaci szacunku dla ich wiata wartoci. Dawniej bylimy obrazoburczy wobec rzeczywistoci, progresywistyczni i optymistyczni. Wierzylimy w nowy wspaniay wiat, no moe nie tyle nowy, ile triumfalny powrt wolnoci. Co byo powodem zmiany? Czy kalkulacja, e najwaniejsza jest gospodarka i dla jej naprawy warto si wtopi w polski krajobraz ideowy, z jego konserwatyzmem i religijnoci? Dokadnie tak wyglda nasz wybr. Z nadziej, e baza odmieni z czasem nadbudow. Kiedy Rokita rzuci pomys, aby biskupi poparli reformy. Bya to prba wczenia modernizacji w nasz tosamo, uwewntrznienia jej za porednictwem Kocioa. Koci wie, e modernizacja Polski to nie to samo co ewangelizacja. Zreszt w zachodnim krgu kulturowym modernizacja ma take wymiar sekularyzacji. Wystarczajc - jake potrzebn i odwan interwencj w ycie publiczne ze strony Kocioa byo wskazanie na Uni Europejsk. Wystarczajc, by liberaowie pogodzili si z Kocioem? Wystarczajc, by z szacunkiem odnieli si do jego misji. Mamy dzi kopoty gospodarcze. Ale si nimi nie martwimy. Nie dyskutuje si o gospodarce, Lepper wszystkim wydaje si ciekawszy. Co zrobi, by gospodarka znalaza si w centrum zainteresowania? Gospodarka jest w centrum zainteresowania, sk w tym, e znachorzy i magiczne patenty maj wiksz wiarygodno ni racjonalne recepty. Ludzie wierz, e sposobem na bied jest signicie do kieszeni bogatych. Jeszcze atwiej jest skierowa agresj przeciw zagranicznym inwestorom, chocia s bardzo potrzebni i ostatnio wcale nie pal si do Polski. Przecie uciek nam Philips, ucieka Toyota. Czy modernizacja zatrzymaa si? Nie. Modernizacja jest nie do zatrzymania z racji swej oddolnej natury. Jest bezimienna i bezpartyjna. Obywa si bez aski rzdzcych - mog j co najwyej spowolni, unikajc odgrnych reform, jak SLDPSL w latach 1993-97. Jest nieodwracalna. Skd ta pewno? Modernizacja atakuje oddolnie i od zewntrz - przez normy UE. Kiedy bdziemy je wspokrela, ale dzi jestemy w sytuacji zapnionego ucznia, naladowcy standardw Brukseli. Nawet jeli nasze dyskusje polityczne s nierozsdne, a decyzje rzdu niemdre, to cay czas idziemy do przodu. Szkoda jednak, e - w przeciwiestwie do Irlandii czy Estonii - Polakom zabrako ostatnio wasnego napdu. Czyli dzi modernizuj nas jedynie koniecznoci zewntrzne? Tak, bo polityczna poraka reform z lat 1997-2001 skania rzd do asekuracji. Najwyraniej wol konserwowa to, co jest i nie ryzykowa. Na jakim etapie modernizacji jestemy? Nadspodziewanie daleko od codziennoci ycia na Ukrainie czy Biaorusi. Znacznie bliej realiw Zachodu, ktry do roku 1989 kry si za elazn kurtyn. Niestety, ostatnio ten cywilizacyjny pocig uleg spowolnieniu. Dlaczego?

O przyczynach rozmawialimy. Nasz produkt globalny brutto ronie dzi wolniej ni w Unii Europejskiej, a zaniedbania w infrastrukturze i edukacji narastaj. Luka jest ogromna, jeli zway, e w roku 1939 roku bylimy na poziomie Austrii czy Finlandii, a teraz sigamy 39% redniej europejskiej. Jak Pan ocenia modernizacyjny zapa rzdzcej koalicji? Nisko. Leszek Miller nie chce by uczniem premiera Blaira czy kanclerza Schroedera. Bo przecie dzisiejsza zachodnia socjaldemokracja gwatownie zmienia kurs i pod przykrywk Trzeciej Drogi liberalizuje gospodark, wspomaga przedsibiorczo, chce si ciga z Ameryk. Leszek Miller jest winiem socjalnych obietnic, jakimi szasta w opozycji i coraz wyraniej jest zakadnikiem partyjnych dow, ktre czekaj na profity wadzy i nie zamierzaj bra na siebie ryzyka reformowania kraju. Skd zatem Paski optymizm co do kierunku zmian? Kto w kocu jest dzi w Polsce podmiotem modernizacji? We, the people. Elementarne warunki gospodarczej wolnoci cigle w Polsce s, cho silnie dawione. Problem polega dzi na tym, e ten wysiek jest spychany w szar stref. Demoralizuje to przedsibiorcw, osabia autorytet pastwa i prawa. Ale bezimienni modernizatorzy przetrwaj. Nawet w tych miejscach, w ktrych ich istnienia nie podejrzewamy. Na przykad ci rolnicy, ktrzy zbliaj si do farmerskiego modelu, a nawet stylu ycia waciwego dla warstwy redniej na Zachodzie. Niektrzy wyrusz wkrtce na narty w Dolomity. Ale wynika z tego, e wicej jest modernizatorw wrd zwykych ludzi ni wrd elit wadzy. A wbrew wadzy niewiele da si zrobi. Dziki ludziom przedsibiorczym mona byo w PRL-u zbudowa bazar. Ale to nie wystarczao, by postawi na nogi ca gospodark. Jako nieuleczalny libera wierz, e samo wyjcie z totalitaryzmu stworzyo miejsce dla ludzkiej inicjatywy. Normalno zwycia, bo jest naturalna, spontaniczna, wystarczy uchyli zakazy i da ludziom szans. Jednak to nie oni rzdz. Za wadza - zarwno elity, jak i wyborcy - nie chce przyj do wiadomoci elementarnych koniecznoci ekonomicznych. Wyznam szczerze, e sam nie wiem, czemu nadal tak atwo jest oszukiwa spoeczestwo, a tak trudno przekaza racjonalny komunikat. Na pewno jest w tym sporo winy politykw, ktrzy wykorzystuj kampani wyborcz dla ogupiania ludzi. Ostatnia kampania bya cyniczn produkcj frustracji, pesymizmu, niepokoju o przyszo. I to w ludziach zostaje. Propaganda klski jest tak czsta, wiadomo katastrofy tak przemona, e nikt nie omieli si oznajmi ludziom, e pace realne w Polsce ostatnio wzrosy. A wzrosy, nawet w roku 2001! A jak postpuj politycy na Zachodzie? Politycy amerykascy, w obliczu kryzysu, kc si o przyczyny i recepty, ale do ludzi mwi jzykiem, ktry ma mobilizowa i podtrzyma zaufanie do gospodarki. Patrz na nich nie tylko jak na wyborcw, ale take jak na konsumentw i inwestorw. Nie graj emocjami, buduj pozytywny wizerunek kraju, w czym zreszt pomaga szczeglny nastrj Ameryki po zamachach z 11 wrzenia. Zaufanie i rytmiczna konsumpcja spyca recesj za Oceanem i w Europie Zachodniej. W Polsce, niestety, bardziej wiarygodne jest czarnowidztwo. Polityk mwicy "ku pokrzepieniu serc" wyszedby na osob oderwan od rzeczywistoci. Wyamaby si z polskiego obyczaju biadolenia. A czy nie jest tak, e rysuje si dzi podzia na tych, ktrzy modernizacji chc, i tych ktrzy jej nie chc. Nie dlatego, e s ogupiani, ale dlatego, e dokonali innego cywilizacyjnego wyboru. Wikszo chce jednak wejcia do Unii Europejskiej, a wic aprobuje cywilizacyjny kurs, rozpoczty w 1989 roku. Ale blisko poowa nie. Czy nie jest tak, e Polska - kraj na pograniczu Wschodu i Zachodu rozdarta jest przez sprzeczne potrzeby cywilizacyjne? I e przeciwnicy modernizacji nie s nieracjonalni, a po prostu inni, wol przane realia PRL od ttnicego prac Zachodu. S jak Rosjanie, ktrzy od wiekw s niepodatni na zachodnie standardy.

W istocie Polska ma dwa oblicza. Pierwsze - zapobiegliwe i otwarte. Od kilku dekad jestemy Fenicjanami wspczesnej Europy krcymi po bazarach Zachodu i Wschodu. Jestemy zapalonymi konsumentami wszelkich zachodnich nowinek. Z drugiej strony, w tym samym kraju istniej pokady lku i nieufnoci wobec rynku i "bezbonej Europy", woania o protekcj i opiekucz rk pastwa. Wychylamy si wic od redniej europejskiej w obie strony. I dlatego by moe bdne jest zaoenie, e da si zmodernizowa ca Polsk. Moe pjdziemy tropem rosyjskim - trwaego wystpowania obok siebie obszarw o odmiennym cywilizacyjnym charakterze. Bo znajd si w Polsce rejony, ktrych zmodernizowa si nie da, ktre odrzucaj styl ycia i wartoci nowoczesnej Europy. Geografia modernizacji i braku modernizacji jest coraz bardziej czytelna. Polski zacianek ma nawet swoj reprezentacj w parlamencie. To wszystko, co wczeniej nie miecio si w ramach politycznej poprawnoci, dzi wystpio z otwart przybic. Radio Maryja, Liga Polskich Rodzin, Samoobrona. Bd wspistniay geograficznie i spoecznie rne Polski, ale nie tak kontrastowo jak w Rosji czy w krajach Trzeciego wiata. Bdzie podobnie jak w Grecji, czy we Woszech i to pomimo wielkich pienidzy, jakie Unia Europejska wkada w niwelowanie regionalnych rnic. Dowiadczenie Sycylii pokazuje, e s miejsca, w ktrych nie dziaa ani wdka ani ryba - miejsca, gdzie czas si zatrzyma. Gdyby polscy modernizatorzy dostali dzi peni wadzy... Nie byoby ju fajerwerkw, spektakularnych odgrnych dziaa. Po wygranej bitwie z pocztku lat 90tych, podmiotem modernizacji s cywile, zwykli ludzie, a nie reformatorscy ministrowie. Dzi chodzi o odblokowanie energii Polakw, bo ona w nich siedzi. Do tego potrzebne s dwie rzeczy. Po pierwsze, zmniejszenie podatkw i biurokracji. Po drugie, trzeba uwici i uhonorowa wysiek przedsibiorcy. Dlaczego? Bowiem strategicznym atutem Polski nie s nowe technologie, kultura korporacyjna czy sztuka marketingu, ale zaradno Polakw. Wyzwolenie tej zaradnoci wymaga ponownego liberalnego otwarcia, czyli uwolnienia ludzkiej inicjatywy z rozmaitych wizw. Wymaga take, by autorzy sukcesu stali si bohaterami masowej widowni, by byli pozytywnym wzorcem. Przedsibiorczo te jest rodzajem twrczoci i tak jak inne rodzaje kreatywnoci - artystycznej, czy naukowej - winna by doceniona, zyska peni praw obywatelskich. Dzisiejszy kanon patriotyzmu nie wymaga obrony granic z szabl w doni. Walka o midzynarodow rang kraju rozstrzyga si na pokojowej arenie, wanie na arenie twrczej pracy. Namacalny cel modernizacyjny? Polska jako penoprawny uczestnik europejskiej cywilizacji rozwoju, wyzbyta kompleksw zapnienia i peryferyjnoci.

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum ycie z dnia 2000-08-25

Kadrwka Ludzie spod znaku "Solidarnoci"


Ludzie spod znaku "Solidarnoci" trafiali pod rozmaite polityczne adresy. Ale to oni nadawali i nadaj ton polskim przemianom. Premierzy, ministrowie, partyjni liderzy, posowie i wysocy urzdnicy, eksperci. Ruch spoeczny Sierpnia '80 sta si "I kadrow" III RP.

Kiedy w 1980 roku w Stoczni Gdaskiej rozpocz si strajk, 21 sierpnia Tadeusz Mazowiecki z Bronisawem Geremkiem wsiedli do poloneza i ruszyli na Wybrzee. Mieli ze sob podpisany przez 64 intelektualistw list z apelem o pokojowe rozwizanie konfliktu. To bardzo pikne wieci, ale co my mamy robi z listami? My potrzebujemy pomocy - przywita ich Wasa. Kurierzy z Warszawy pozostali w Stoczni. Mazowiecki zosta szefem ekspertw Midzyzakadowego Komitetu Protestacyjnego. Negocjowa porozumienie z rzdem, pniej by doradc "Solidarnoci" i redaktorem naczelnym "Tygodnika Solidarno". W stanie wojennym przez rok internowany. Po wyjciu na wolno sta si jednym z najbliszych wsppracownikw Wasy, a pod koniec lat 80. jednym z gwnych architektw Okrgego Stou. 12 wrzenia 1989 r. wygosi expos jako pierwszy niekomunistyczny premier w naszej czci Europy. Miliony telewidzw obserwoway, jak pozdrawia ich gestem zwycistwa i jak omdlay osun si z sejmowej trybuny w momencie, gdy mwi o katastrofalnym stanie gospodarki. - Poprzedniej nocy koczy pisa przemwienie. Wypi przy tym morze kawy, wypali kilkadziesit papierosw - tumaczy pniej Jacek Ambroziak, szef URM w gabinecie Mazowieckiego. Mazowiecki po pgodzinnym spacerze wok Sejmu dokoczy mow. Pady wtedy sowa o "grubej linii", ktr niebawem przemianowano na "grub kresk" i na zawsze poczono z Mazowieckim. Przypisywan jego rzdowi polityk "grubej kreski" atakowali zwolennicy dekomunizacji i lustracji. Mazowiecki przez dugi czas wrcz alergicznie reagowa na pytania o ow nieszczsn kresk, zapewniajc, e nie chodzio mu o rozgrzeszanie komunizmu, lecz wyznaczenie cezury, od ktrej odpowiedzialno za kraj bierze jego rzd. Gabinet przetrwa 15 miesicy. Mazowiecki i jego ministrowie wprowadzili kraj na nowe tory. Z dnia na dzie run socjalizm. Plan Balcerowicza poskromi inflacj i zapeni pki w sklepach. Znikna cenzura, rozwizano SB. Ale pojawio si bezrobocie. "Wojna na grze" postawia Mazowieckiego przeciw Wasie w wyborach prezydenckich. Premier dozna upokarzajcej poraki. Wyprzedzi go nie tylko szef "Solidarnoci", ale rwnie nikomu nieznany Stan Tymiski. Mazowiecki poda si do dymisji. Stan na czele Unii Demokratycznej. Kolejnego upokorzenia dozna, gdy z partyjnego sioda wysadzi go Leszek Balcerowicz. Szybko udowodni jednak, e na scenie politycznej wci jest dla niego miejsce. Negocjacyjne talenty wykorzysta w pracach nad now konstytucj. Midzynarodowe uznanie zyska jako specjalny wysannik Komisji Praw Czowieka ONZ do b. Jugosawii. Zrezygnowa z tej funkcji, komunikujc sekretarzowi generalnemu ONZ: - Nie mog uczestniczy w pozornym tylko procesie obrony praw czowieka. Nie chcia startowa w ostatnich wyborach do Sejmu. W kocu da si namwi. Kieruje Komisj Integracji Europejskiej. Trzecia grupa inwalidzka

Omdlenie Mazowieckiego podczas wygaszania rzdowego expos Wasa mia skwitowa krtko: Nastpny bdzie Geremek. Nastpny by jednak Jan Krzysztof Bielecki. Wasa wycign asa z rkawa. Na czele rzdu postawi nieznanego dotd lidera raczkujcego dopiero Kongresu Liberalno-Demokratycznego. W "Solidarnoci" Bielecki nie by jednak postaci anonimow. Pamitano go z 1980 r. jako ekonomicznego eksperta zwizku. W stanie wojennym wsppracowa z podziemnymi wadzami "Solidarnoci". Za odmow podpisania lojalki straci prac w Orodku Szkolenia Kadr Ministerstwa Przemysu. Pracowa jako cykliniarz, a potem na spk z koleg kupi ciarwk i wozi drewno. W 1985 r. zaoy spk konsultingow "Doradca", w ktrej zatrudni kilkadziesit osb pozbawionych pracy w stanie wojennym. W gabinecie Bieleckiego pozosta Balcerowicz, co gwarantowao utrzymanie twardego kursu na gospodark rynkow. Na szerokie wody wypyn prywatyzacyjny guru liberaw Janusz Lewandowski. Powstaa Gieda Papierw Wartociowych, Klub Paryski zredukowa o poow polskie dugi. Na tym jednak skoczyy si sukcesy gabinetu. Sejm odmwi mu nadzwyczajnych uprawnie do wydawania dekretw z moc ustawy ani nie zgodzi si na wzmacniajce pozycj rzdu zmiany w konstytucji. W kraju mnoyy si strajki, afera gonia afer, Bagsik z Gsiorowskim uciekli do Izraela. Rozpady si relikty komunizmu RWPG i Ukad Warszawski. W Rosji doszo do puczu Janajewa. Dla Bieleckiego wydarzenia na Wschodzie byy najbardziej dramatycznymi przeyciami. Co zrobi, jeli puczyci zwyci, a w Polsce odezw si ich poplecznicy? Do Bieleckiego dzwonili prezydent Bush i premier Holandii, ktra wtedy przewodniczya Wsplnocie Europejskiej. - miaem si, e gdyby pucz trwa duej, to by nas od rki przyjli do Wsplnoty - wspomina Bielecki. Na premierowski urzd wprowadzi nieco luzu. Gra w pik, artowa z dziennikarzami (w komunikacji przeszkadzao mu lekkie jkanie), paradowa w sportowych strojach. Kiedy wybra si w lotnicz podr do Japonii ubrany w dres. Podczas midzyldowania w Nowosybirsku wysiad z samolotu w towarzystwie odzianego w nienaganny garnitur wiceministra spraw zagranicznych Jerzego Makarczyka. Gdy miejscowi zapytali o premiera, Makarczyk wskaza na Bieleckiego. W odpowiedzi usysza: - Wy szutnik (artowni), przecie to na pewno wy. Karier szefa rzdu skoczy w grudniu 1991 r. po pierwszych prawdziwie wolnych wyborach. Do rzdu Hanny Suchockiej wszed jako minister ds. kontaktw z EWG. Po upadku gabinetu obj intratn posad w Londynie. Od siedmiu lat jest przedstawicielem Polski w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Ostatni jego akcj polityczn w Polsce by udzia w nieudanej dla KLD kampanii wyborczej do Sejmu, w 1993 r. W Kielcach z opresji uratowaa go zaoga policyjnego radiowozu. Podczas ulicznego wiecu przechodnie pytali go o bezrobocie, prywatyzacj i emerytury. Jeden z rencistw spyta, jak mona przey miesic za 1,2 mln (starych) z. Bielecki rozjuszy tum odpowiedzi: - I tak pan dobrze wyglda jak na trzeci grup inwalidzk. Ostatni sprawiedliwy Po pierwszych demokratycznych wyborach teka premiera przypada Janowi Olszewskiemu. Pomys wyszed od lidera PC, Jarosawa Kaczyskiego. - Sejmowe stronnictwa centroprawicowe wysuny wtedy moj kandydatur. Nie wiem, dlaczego akurat moj, nie byem wwczas zaangaowany w dziaalno partyjn. Moe dlatego, e wikszo uczestnikw tego konwektyklu to byli kiedy moi klienci? - wyzna po latach na amach "Gazety Wyborczej" Olszewski. W czasach komunizmu, jako adwokat, broni wielu opozycjonistw. Jednym z pierwszych procesw bya obrona w 1965 r. Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. Ma pikny patriotyczny yciorys. onierz "Szarych Szeregw", cznik Powstania Warszawskiego, pozostaje w konspiracji do 1947 r. W okresie odwily 1956 r. pisze w tygodniku "Po prostu". W tym samym czasie publikuje tam mody Jerzy Urban. Tygodnik zostaje zamknity przez Wadysawa Gomuk, a Olszewski dostaje zakaz publikacji. Po pierwszych procesach, w ktrych broni opozycjonistw, zostaje pozbawiony prawa wykonywania zawodu adwokata. W latach 70. wsppracuje z KOR i ROPCiO. Od 1980 r. dziaa w "Solidarnoci". Wraz z Mieczysawem Si-Nowickim i Wiesawem Chrzanowskim redaguje statut zwizku i reprezentuje

Mieczysawem Si-Nowickim i Wiesawem Chrzanowskim redaguje statut zwizku i reprezentuje zwizek w procesie rejestracyjnym. W 1984 r. peni rol penomocnika rodziny ks. Jerzego Popieuszki w procesie jego zabjcw. Pierwsz propozycj objcia pre-mierostwa otrzymuje po dymisji Tadeusza Mazowieckiego. Po 18 dniach rozmw rezygnuje. Drugie podejcie koczy si sukcesem. Olszewski ogasza w expos utworzenie "rzdu nadziei". W Watykanie spotyka si z papieem. Jan Pawe II yczy mu, by tyle czasu by premierem, ile lat trwa jego pontyfikat. yczenia nie speniaj si. 4 czerwca 1992 r. po synnej "nocy teczek" (skandal zwizany z ujawnieniem tzw. listy Macierewicza z nazwiskami politykw podejrzanych o wspprac z SB) rzd Olszewskiego zostaje obalony. Od tej pory mecenas dla swoich zwolennikw na zawsze pozostanie jedynym sprawiedliwym na prawicy. Za najwikszy swj sukces uwaa odmow podpisania protokou do umowy polsko-rosyjskiej przewidujcej, e w Polsce w miejsce rosyjskich garnizonw powstan eksterytorialne przedsibiorstwa rosyjskie. Zwierzy si rwnie z najzabawniejszej historii, jako go spotkaa. - Gdy zostaem premierem, twrcy popularnego programu telewizyjnego "Polskie zoo" oblekli mnie w skr misia koala. Nie wiedziaem, jak wyglda australijski niedwiadek. Ale zaraz na pocztku urzdowania dyurujcy oficer zameldowa mi, e przybya pani, ktra przyniosa prezent. Poprosiem, by j wpuszczono. Wrczya mi bardzo zabawnego misia. Mam go do dzi. Bya to jedyna rzecz, ktr zabraem odchodzc z mojego gabinetu - opowiada pniej w jednym z wywiadw. Po rozstaniu z rzdem Olszewski nie mia szczcia do budowania partii politycznych. Sukces odnis w prezydenckiej elekcji 1995 r., zajmujc 4 miejsce wrd 13 pretendentw. W tym roku znw prbuje si. Niedawno mia grony wypadek samochodowy. Ley w szpitalu. Zapowiada, e z wyborw si nie wycofa. Nasza polska Hania Po nieudanej prbie utworzenia rzdu przez Waldemara Pawlaka tek premiera dostaa w 1992 r. Hanna Suchocka - pierwsza w Polsce kobieta sprawujca tak wysoki urzd. Nominacja niemal dla wszystkich bya niespodziank. Politycy UD wycignli j z tylnych szeregw swego ugrupowania, poniewa bya do zaakceptowania przez prezydenta Was, "Solidarno" i ZChN (zdecydowana przeciwniczka aborcji). Wiadomo zastaa Suchock w Londynie. - Byo to dla mnie kompletne zaskoczenie i w gruncie rzeczy ogromny ambaras. Bardzo nie miaam ochoty - zwierzaa si Jackowi akowskiemu. - Pierwszy raz usyszaem o Suchockiej w 1982 r. przez "kochonik" w celi, kiedy jako posanka SD gosowaa przeciw delegalizacji NSZZ "Solidarno" - wspomina dzisiejszy minister sprawiedliwoci Lech Kaczyski. Polityczn karier zaczynaa wanie w Stronnictwie Demokratycznym. W 1980 r. z nadania tej partii wesza do PRL-owskiego Sejmu. W tym samym roku zapisaa si do "Solidarnoci". Do parlamentu wrcia w 1989 r. dziki wsplnej fotografii z Was. Z politycznego cienia wysza jednak dopiero jako pani premier. Lansowana na polsk Margaret Thatcher (nosia nawet podobne fryzury) zdobya spor popularno. Prasa przecigaa si w przyznawaniu jej tytuw "czowieka (wzgldnie "kobiety") roku". Zapytywana, czy chce by drug elazn Dam, odpowiadaa skromnie, e woli by pierwsz Suchock. Jej rzd wprowadzi rygorystyczn ustaw antyaborcyjn i podatek VAT. Wykoczyy go nieustanne strajki i krucha koalicja w Sejmie. 28 maja 1993 r. Sejm po wniosku Alojzego Pietrzyka z "Solidarnoci" przewag jednego gosu odwoa gabinet. Do pogrzebania rzdu przyczyni si Zbigniew Dyka, b. minister sprawiedliwoci, ktry spni si na gosowanie. Kopoty odkowe zatrzymay go w azience. Po rozwizaniu Sejmu pani premier rzdzia jeszcze przez kilka miesicy. Na odchodne zdya podpisa konkordat ze Stolic Apostolsk. Posterunkowy z Sochaczewa, Wodzimierz G., poegna polsk elazn Dam strzaami z pistoletu gazowego. Wystrzeli w powietrze, prbujc zatrzyma nieoznakowany samochd z Suchock, przejedajcy skrzyowanie na czerwonym wietle. Po tym incydencie straci prac. Wrci do suby po wstawiennictwie pani premier.

incydencie straci prac. Wrci do suby po wstawiennictwie pani premier. Na szerokie wody prbowaa wrci w 1995 r., ubiegajc si w Unii Wolnoci o start w wyborach prezydenckich. - To jest taka nasza polska Hania - rekomendowa j Jan Maria Rokita. Przegraa jednak rywalizacj z Kuroniem. Na szczyty wadzy wrcia jako minister sprawiedliwoci w rzdzie Jerzego Buzka. Bya jednym z najbardziej krytykowanych szefw resortw. Wypominano jej inwigilacj prawicy wtedy, gdy bya szefem rzdu. Po wycofaniu si UW z koalicji stracia tek. Na otarcie ez pozostaje jej kariera filmowa. Suchocka ma by bohaterk pierwszego odcinka amerykaskiego serialu telewizyjnego o kobietach przywdcach pt. "Kobiety, ktre si odwayy". Karol z cienia Po czterech latach rzdw koalicji SLD-PSL do wadzy wrciy ugrupowania solidarnociowe. Na czele gabinetu AWS-UW stan Jerzy Buzek - pierwszy premier ewangelik. Tym razem zaskoczenia nie byo. O Buzku jako kandydacie na premiera mwio si tu po wyborczym zwycistwie AWS. Dla nikogo nie byo tajemnic, e profesor jest przyjacielem i politycznym mentorem lidera Akcji Mariana Krzaklewskiego. Mia due szanse jako gwny autor gospodarczego programu AWS. W "Solidarnoci" dziaa od 1980 r., ale zawsze bez rozgosu. W Sierpniu '80 przewodniczy obradom zjazdu Zwizku. By wwczas docentem w PAN w Gliwicach i czonkiem Komitetu Porozumiewawczego Pracownikw Nauki NSZZ "Solidarno". - Argumentowano, e wietnie prowadzi sesje naukowe, wic i zjazdem pokieruje. Radzi sobie z sal wspomina Tadeusz Jedynak, dawny szef grnolskiej "Solidarnoci". W stanie wojennym nie zosta internowany. Pod pseudonimem Karol kierowa "Solidarnoci" na lsku. Walczy o ycie ciko chorej crki Agaty (dzi dobrze zapowiadajcej si aktorki). Kiedy pod koniec lat 80. wybierano wadze zwizku, znw pozosta z boku. Do wielkiej polityki wciga go dopiero Krzaklewski. Buzek wystartowa z impetem, wprowadzajc w pierwszym roku urzdowania cztery wielkie reformy, ale potem byo ju coraz gorzej. Atakowano go za brak zdecydowania, zwlekanie z decyzjami, cige ogldanie si na Krzaklewskiego i miotanie si midzy sprzecznymi interesami koalicjantw. Buzek pobi rekord w dugoci zajmowania stanowiska premiera, ale jego gabinet okaza si rwnie rekordowy pod wzgldem niskich notowa w badaniach opinii publicznej. Paradoksalnie dopiero wyjcie UW z koalicji pokazao, e potrafi rzdzi. Kiedy spni si na spotkanie opatkowe z pracownikami swojej kancelarii. Podczas uroczystoci piewano kold "Wrd nocnej ciszy". Buzek wszed do sali akurat, gdy zacza si zwrotka: "Padniemy na twarz przed tob"... Europejczyk z fajk Poczet solidarnociowych premierw nie byby peny bez Bronisawa Geremka. Profesor wprawdzie nigdy nie stan na czele gabinetu, ale od 20 lat jest elaznym kandydatem na to stanowisko. Wasa powierzy mu misj w listopadzie 1991 r. Jednak wobec niepowodzenia Geremek zrezygnowa. Europejczyk w kadym calu, zawsze marzy o kierowaniu dyplomacj. Dosta t funkcj dopiero w rzdzie Buzka. Od pocztku zwizany z "Solidarnoci", internowany i wiziony. Jeden z gwnych negocjatorw przy Okrgym Stole. Prawa rka Wasy, a potem Mazowieckiego. Erudyta i ceniony historyk redniowiecza. Mistrz politycznej gry, dystyngowany i trzymajcy nerwy na wodzy. Raz tylko utraci stoicki spokj. Ciko narazi si prasie, zwracajc si do marszaka Sejmu o wydzielenie specjalnych miejsc, w ktrych dziennikarze mogliby rozmawia z posami i ministrami. Namitnie pali fajk. - Fajka jest czci mnie zwierzy si kiedy. - Mam do niej stosunek bardzo osobisty. Prawie zmysowy. Przez pi solidarnociowych rzdw przewino si kilkudziesiciu ministrw. Kogo opisa bliej, przy kim si zatrzyma? Trudny wybr. Przypomnijmy wic po jednym szefie resortu, najbardziej reprezentatywnym dla swoich czasw, najciekawszym lub wyjtkowo kontrowersyjnym. Dobr postaci

reprezentatywnym dla swoich czasw, najciekawszym lub wyjtkowo kontrowersyjnym. Dobr postaci bdzie zupenie subiektywny. Herbatka Kuronia Rzd Mazowieckiego mia dwa filary - Balcerowicza i Kuronia. Minister finansw by tym zym, minister pracy tym dobrym. Kuro - bo o nim bdzie w tym miejscu mowa - dawa bezrobotnym zasiki ("kuroniwki") i karmi bezdomnych (zup Kuronia). W kady wtorek wygasza w telewizji dobranocki dla dorosych, w ktrych przekonywa do reform. Mwi zachrypnitym gosem, odpala papierosa od papierosa, ale by wiarygodny. Jeden z najstarszych staem opozycjonistw, wielokrotnie wiziony, od Sierpnia '80 do "wojny na grze" zwizany z "Solidarnoci". Nawet najwysze odznaczenia pastwowe odbiera w dinsowej koszuli. W garnitur przebra si w 1995 r., gdy wystartowa w kampanii prezydenckiej. Eksperyment si nie powid. Zaj trzecie miejsce, ustpujc Kwaniewskiemu i Wasie. Garnitury rozda. Nie uywa rwnie synnego termosu. W Sejmie pojawia si rzadko. Kiedy wzbudza tym termosem ogromne zainteresowanie. Powszechnie podejrzewano, e pociga z niego jaki mocny trunek. Kuro zapewnia, e nosi tylko herbat. Ale niedowiarkw nie brakowao. - wczesny marszaek Senatu lisz spyta mnie kiedy: "A co ty tam nosisz?" - opowiada Kuro. Powiedziaem, eby sprbowa, a on na to: "Nie mog, prowadz". Skutecznie do termosu Kuronia dobra si pose PSL Jacek Soska. - Kiedy na posiedzenie komisji ds. ustawy antyaborcyjnej pose Jacek Soska przyszed z ksidzem mwi Kuro w miesiczniku "Press". - Kiedy gosowanie poszo po ich myli, stwierdzi: "Prosz ksidza, musimy to obla". Wzi termos, dwie szklaneczki i nala. A e herbata bya mocna, wygldao to na powany trunek. Ksidz: "Ja w zasadzie nie pij, ale takie pozytywne przemiany zachodz w ruchu ludowym, e wypij". No i wychylili. O may wos si nie udawili. Soska pierwszy si zorientowa i mwi do mnie: "Ksidz proboszcz prosi jeszcze herbatki". Niezmiennie od lat prowadzi w sondaach zaufania do politykw. Odcinanie kuponw Najbardziej kontrowersyjnym czonkiem rzdu Bieleckiego by Janusz Lewandowski. Pierwszy prywatyzator RP, posta znienawidzona przez ludowcw i KPN. Za rzekome prywatyzacyjne afery stawiany przed Trybuna Stanu, oskarany w sdach. Nigdy wos nie spad mu z gowy. Pod koniec lat 80. wraz z Janem Szomburgiem opracowa metod prywatyzacji poprzez uwaszczenie obywateli za pomoc bezpatnych bonw prywatyzacyjnych. To prawdopodobnie z tego pomysu Wasa zaczerpn swoje synne "100 milionw". Tzw. kuponwk bez sukcesu wprowadzio kilka krajw dawnego bloku socjalistycznego. Fiaskiem zakoczy si te zapocztkowany przez Lewandowskiego program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Pose UW zaciekle zwalcza teraz powszechne uwaszczenie w wydaniu AWS. Czowiek od teczek Znakiem firmowym rzdu Olszewskiego jest niewtpliwie Antoni Macierewicz, wczesny minister spraw wewntrznych. Po "nocy teczek" zyska przydomek naczelnego lustratora III RP. Sw list domniemanych agentw SB dostarczy do Sejmu w asycie gwardii przybocznej. To za jego urzdowania w resorcie powsta oddzia do zada specjalnych GROM. Uchodzi za jednego z najbardziej konfliktowych politykw. W adnej partii nie zagrza dugo miejsca. Z ZChN wyrzucony po aferze teczkowej. W 1993 r. opuszcza RdR, w 1997 r. rozbija ROP. W modoci zwolennik poudniowoamerykaskiego marksisty Che Guevary, dzi radykalny narodowiec. Z wyksztacenia historyk, iberysta. - Zostaem politykiem, bo nie byo innego sposobu, aby Polska odzyskaa niepodlego - tumaczy swj yciowy wybr. Ma pikn opozycyjn kart. W stanie wojennym wsawi si ucieczk z obozu dla internowanych w upkowie. Gdy prezydentur obj Wasa, sta si jego doradc ds. bezpieczestwa narodowego. Wkrtce potem zidentyfikowa prezydenta jako "Bolka". Niedawno obaj antagonici ucisnli sobie rce w Sdzie Lustracyjnym. Ale Macierewicz zdania nie zmieni. Kobra atakuje znienacka

Kobra atakuje znienacka Gwiazd rzdu Suchockiej by Henryk Goryszewski z ZChN. - Gdybym zosta wicepremierem odpowiedzialnym za sprawy gospodarki, to po trzech miesicach nazwisko Goryszewski bdzie tak znane jak dzi Balcerowicz - przechwala si w 1991 r. Wymarzone stanowisko trafio mu si wanie w gabinecie Suchockiej. Ale ekonomicznej sawy nie zdoby. Za to wszyscy powtarzali jego powiedzonka. Zwaszcza dwa: "Niewane, jaka bdzie Polska, wane, by bya katolicka" oraz "Katolik musi by skrajny". Na stae przylgn do niego przydomek Kobra. "Na podwrku koledzy nazywali mnie Kobr, bo zawsze atakowaem znienacka" - wyzna w przypywie szczeroci. Po odwoaniu rzdu Suchockiej Wasa mianowa go szefem Biura Bezpieczestwa Narodowego. Goryszewski paradowa w mundurze i robi sobie zdjcia na poligonach. W parlamencie obecnej kadencji pocztkowo mia wietne notowania. Przedstawiajc projekt budetu, pobi rekord dugoci parlamentarnych wystpie. Opozycja cenia go za niezaleno w kierowaniu Komisj Finansw Publicznych. Gwiazda Goryszewskiego zgasa nagle, gdy na jaw wyszy interesy, jakie rwnolegle z dziaalnoci parlamentarn prowadzi w swojej kancelarii. Z komisji finansw przenis si do komisji sportu. Koordynator w swetrze Najbardziej barwn, zagadkow i kontrowersyjn postaci wrd ministrw Buzka jest Janusz Paubicki. Koordynator ds. sub specjalnych odzywa si rzadko, ale jak co powie, huczy o tym caa Polska. Po wecie do ustawy o Instytucie Pamici Narodowej nazwa Kwaniewskiego "prezydentem wszystkich ubekw". Kilka lat wczeniej, tu po wygranych przez lidera SLD wyborach, owiadczy: "Kamca i oszust nie bdzie moim prezydentem". Przed rokiem sytuacj w GROM-ie okreli mianem "bagna". Dowdca jednostki gen. Sawomir Petelicki odparowa mu, mwic o "nieogolonym czowieku w czarnym brudnym swetrze". Ubir Paubickiego (dinsy, sweter, buty traktory) sta si przedmiotem owiadczenia jednego z senatorw SLD. "Prosz o udzielenie mi wyjanienia, dlaczego pan minister Paubicki reprezentuje nasz rzd w stroju trampkarza LZS" - zwrci si do premiera Buzka senator Grzegorz Lipowski. Paubicki przyznaje, e po raz pierwszy i ostatni naoy garnitur, gdy szed do Pierwszej Komunii. - Marynark nosiem, kiedy si maskowaem. Teraz ju nie musz - wyjania podczas zaprzysienia rzdu. Ciekawo budzi jego czarna torba. Niektrzy twierdz, e nosi w niej m.in. lornetk. Paubicki by jednym z zaoycieli poznaskiej "Solidarnoci" i kierowa ni 17 lat. Przez wiele lat by skarbnikiem Zwizku. W stanie wojennym konspirowa. Z tego powodu zosta wyrzucony z pracy na uniwersytecie (z wyksztacenia jest historykiem sztuki, jego specjalno to rzeba gdaska). Na dwa lata trafi do wizienia. Wyszed chory: ma wszczepiony rozrusznik serca, chorob wrzodow, urazy krgosupa. Do dzi czsto sabnie. Podczas duszych zebra i posiedze zawsze wybiera miejsce blisko wyjcia. W sali sejmowej na jego prob przydzielono mu miejsce w ostatnim rzdzie przy drzwiach. Po wyborze Kwaniewskiego na prezydenta zada od Skarbu Pastwa odszkodowania za przeladowania i utrat zdrowia. W 1996 r. wygra proces. Cao odszkodowania (24 tys. z) przekaza na archiwum poznaskiej "Solidarnoci". Zwizek z paacem Jeli odliczy postaci zupenie egzotyczne, okazuje si, e niemal co drugi kandydat na prezydenta 2000 jest lub by zwizany z "Solidarnoci". W szranki stan przewodniczcy zwizku i lider AWS Marian Krzaklewski. Dokona cudu zjednoczenia prawicy. Krytykowany za kierowanie rzdem Buzka "z tylnego siedzenia". Ale kiedy dla ratowania koalicji

prawicy. Krytykowany za kierowanie rzdem Buzka "z tylnego siedzenia". Ale kiedy dla ratowania koalicji zdecydowa si stan na czele rzdu, UW odrzucia jego ofert. Do dzisiejszej pozycji politycznej pi si mozolnie caymi latami. W "Solidarnoci" dziaa od 1980 r. Organizuje Zwizek w Polskiej Akademii Nauk. Przygotowujc si do doktoratu (automatyka i komputerowe systemy sterowania w przemyle), poznaje docenta Jerzego Buzka. W stanie wojennym redaguje podziemne wydawnictwa. Trafia do wizienia. W 1991 r. nieoczekiwanie wygrywa wybory na szefa zwizku. Cierpliwie wzmacnia pozycj. Jedzi po Polsce, odwiedza zakady. Wkrtce nikt nawet nie prbuje kwestionowa jego przywdztwa. W 1995 r. po raz pierwszy prbuje scali prawic. Konwent w. Katarzyny, ktry mia wyoni wsplnego kandydata na prezydenta, okaza si jednak wielkim niewypaem. Sukces przyszed dwa lata pniej. Krzaklewski na czele AWS wchodzi do Sejmu. Decydujc si na start w wyborach, wypyn na jeszcze gbsze wody. Sondae nie daj mu szans na wygran z Kwaniewskim. Ale kampania dopiero si rozkrca. Pika wci jest w grze. Solidarnociowy rodowd ma cay zastp pozostaych kandydatw do prezydentury. O najwyszy urzd w pastwie znw ubiega si Lech Wasa. W szranki stan Jan opuszaski - przeciwnik wejcia Polski do NATO i UE. Fotel gowy pastwa marzy si te Dariuszowi Grabowskiemu - ekonomicie, byemu kaskaderowi filmowemu (,Polskie drogi", "Czarne chmury"), doradcy Macieja Jankowskiego i Jana Olszewskiego. Z "Solidarnoci" niegdy zwizany by Piotr Ikonowicz - trybun ludowy z PPS, wspierany w kampanii przez Adama Gierka, syna Edwarda. Przygod z "Solidarnoci" przey rwnie prezes UPR Janusz Korwin-Mikke. W 1980 r. by doradc NSZZ "S" w Stoczni Szczeciskiej. Przed picioma laty o prezydentur ubiegaa si m.in. Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezes NBP. Ostro stara si wtedy z Lechem Was, ktry okreli jej postpowanie jako "solidarno hieny". - Nie spadam z Marsa, nie jestem adn klacz trojask ani kuzynk Tymiskiego - przekonywaa pani prezes. Zdobya niespena 3 proc. gosw, co nie przeszkodzio jej nadal z sukcesem czuwa w NBP nad kondycj zotwki. W wyborach startowa rwnie prezes Sdu Najwyszego Adam Strzembosz (wycofa si jeszcze przed rejestracj kandydatw przez PKW). Tak samo postpi wczesny prezes NIK, Lech Kaczyski. Partyjne przedbiegi do kampanii przegrali Aleksander Maachowski (Unia Pracy) oraz Hanna Suchocka i Janusz Onyszkiewicz (UW). W Sejmie i Senacie Przez gmach przy Wiejskiej przewino si kilkuset parlamentarzystw z solidarnociowymi znaczkami. Pierwszym marszakiem Senatu by prof. Andrzej Stelmachowski - prawnik, nauczyciel akademicki, w "Solidarnoci" od 1980 r. Minister edukacji w rzdzie Olszewskiego, dzi prezes "Wsplnoty Polskiej". Po Stelmachowskim rzdy nad Senatem obj August Chekowski - niedawno zmary profesor fizyki, w stanie wojennym jedyny internowany rektor wyszej uczelni. Od trzech lat solidarnociowe tradycje podtrzymuje w Izbie Wyszej Alicja Grzekowiak - wielka przeciwniczka kary mierci i aborcji. W Sejmie lask marszakowsk dziery Wiesaw Chrzanowski - nestor antykomunistycznej opozycji, wychowawca prawicowej modziey, wiziony i przeladowany. Przey dramat, gdy Macierewicz umieci go na swojej licie. Procesowa si z Janem Parysem, ktry nazwa go "komunistycznym kapusiem". Wygra, ale dopiero niedawno doczeka si satysfakcji - Sd Lustracyjny oczyci go z wszelkich podejrze. Po sztafecie marszakw z SLD i PSL paeczka trafia do Macieja Payskiego - dugoletniego wojewody gdaskiego (1990-96), ktrego ze stanowiska nie zdoali zmie nawet postkomunici. Do "Solidarnoci" trafi w 1988 r. jako honorowy czonek Zwizku w Porcie Gdaskim. W 1980 r. zakada NZS. W stanie wojennym organizowa studenckie strajki. Potem synna bya jego Spdzielnia Pracy Usug Wysokociowych, w ktrej zatrudnia zastpy gdaskich opozycjonistw.

Wysokociowych, w ktrej zatrudnia zastpy gdaskich opozycjonistw. Mimo administracyjnego dowiadczenia jego debiut na stanowisku marszaka Sejmu wypad blado. Gubi si w zawiociach sejmowego regulaminu, nie panowa nad sal. Ratowa si, odraczajc obrady. Zyska miano marszaka "Przerwy-Payskiego". Karta odwrcia si, gdy w okresie batalii o ustawy podatkowe ostro wystpi w obronie Sejmu przed Aleksandrem Kwaniewskim. Jego notowania gwatownie podskoczyy. Wymieniano go jako kandydata na premiera lub prezydenta. Sejmowi muszkieterowie Wrd setek parlamentarzystw kolejnych kadencji nie sposb nie wymieni "czterech muszkieterw" podziemnej "Solidarnoci": Bogdana Borusewicza, Zbigniewa Bujaka, Wadysawa Frasyniuka i Jana Rulewskiego. Trzej pierwsi s dzi w Unii Wolnoci. Borusewicz rozsta si niedawno ze stanowiskiem wiceszefa MSWiA. Bujak skoczy zaocznie studia i prezesuje Gwnemu Urzdowi Ce. Frasyniuka wymieniano jako kandydata Unii na prezydenta. Rulewski doczeka si pomnika upamitniajcego pobicie go podczas tzw. wydarze bydgoskich z marca 1981 r. Postument zyska przydomek "zba Rulewskiego". Wysok form utrzymuje Stefan Niesioowski (ZChN) - mistrz parlamentarnych polemik, profesor specjalista od owadw, dekomunizator, zaprzysigy wrg czerwonych, skazany w 1971 r. na 6 lat wizienia za przygotowanie podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie. Partie z lewa i z prawa Z solidarnociowego tygla wyoniy si ugrupowania, ktre day pocztek demokratycznemu ukadowi partyjnemu i pilotoway przemiany w kraju. Pierwszy, ju w 1989 r., powstaje ZChN. Korzeniami w Sierpniu '80 tkwi dwa modsze filary dzisiejszego AWS: SKL i PPChD. Z komitetw wyborczych Tadeusza Mazowieckiego, ROAD i Forum Prawicy Demokratycznej narodzia si w 1990 r. Unia Demokratyczna. Po wchoniciu liberaw z Kongresu Liberalno-Demokratycznego przemianowana na Uni Wolnoci. Dzieckiem "wojny na grze" jest rwnie Porozumienie Centrum - ugrupowanie, ktre wynioso Was na fotel prezydenta i zapewnio ogromne wpywy braciom Kaczyskim. Potem PC podupado i dzi praktycznie si nie liczy. Wci licz si natomiast najpopularniejsi w Polsce bliniacy. Jarosaw Kaczyski zrezygnowa z przewodzenia PC, ale jest posem. Lech (kiedy prezes NIK) zasiada w rzdzie jako minister sprawiedliwoci. Szczcia do ugrupowa nie mia Jan Olszewski. Tworzone specjalnie dla niego szybko rozkwitay, by zwidn zazwyczaj tu przed wyborami. Tak byo z RdR i z ROP. Na lewicy nie powid si eksperyment z parti, ktra miaa poczy dziaaczy PZPR z opozycyjnymi kombatantami. W Unii Pracy obok Ryszarda Bugaja, Zbigniewa Bujaka i Aleksandra Maachowskiego zasiedli Marek Pol, Wiesawa Zikowska i Tomasz Nacz. Dzi Bugaja i Bujaka w tej partii nie ma. Maachowski kieruje PCK, a Zikowska zasiada w Radzie Polityki Pieninej. Zwizki z "Solidarnoci" miaa rwnie PPS. Ikonowicz poprowadzi j jednak w stron SLD. Dziki temu zasiada w awach poselskich. Bez "Solidarnoci" nie oby si nawet SLD. Wiceszefem tej partii jest Andrzej Celiski - niegdy bliski wsppracownik Wasy, internowany w stanie wojennym, senator OKP i pose Unii Wolnoci. Aleksandra Kwaniewkiego wspiera Barbara Labuda, delegatka na I Zjazd "Solidarnoci", wiziona w stanie wojennym. Fachowcy doradz ,Solidarno" od pocztku otoczona bya doradcami i ekspertami. Niektrzy zdobyli samodzieln pozycj polityczn. Inni do dzi su rad, pozostajc raczej w cieniu. Do takich fachowcw mona zaliczy twrcw reformy samorzdowej - Michaa Kulesz i Jerzego Stpnia. W rzdzie Buzka zrobili swoje i

twrcw reformy samorzdowej - Michaa Kulesz i Jerzego Stpnia. W rzdzie Buzka zrobili swoje i odeszli. Nad integracj z EWG pracuje Jacek Saryusz-Wolski, na pocztku lat 80. zastpca rzecznika NSZZ "S" Ziemi dzkiej. W Radzie Polityki Pieninej nad kursem zotwki czuwa Bogusaw Grabowski, wspautor programu gospodarczego Akcji Wyborczej "Solidarno". Krzaklewski chcia zrobi go premierem. Grabowski odmwi. Najwikszy rozgos wrd solidarnociowych ekspertw zyska Lech Falandysz - prawnik, adwokat, wiktymolog, nauczyciel akademicki i - jak sam o sobie mwi - artysta kabaretowy z Boej aski. Saw zdoby jako naczelny prawnik Wasy. Przeciwnikw prezydenta nka, wynajdujc coraz to nowe kruczki prawne w konstytucji. Prasa rozpisywaa si o "falandyzacji prawa". A Falandysz tumaczy ze spokojem: - Jestem tylko skromnym prawnikiem u pana prezydenta. Nazywa siebie te "sierantem" Wasy. Odszed ze suby po konflikcie z Mieczysawem Wachowskim.

JERZY KUBRAK

Darmowy Hosting CBA.PL

Rzeczpospolita - 10.04.2004

SZKIC DO SCENARIUSZA

KRZYSZTOF KOPOTOWSKI Obywatel M.


Jak najlepiej pokaza wychodzenie Polski z komunizmu? Takim obrazem mgby by film fabularny oparty na wtkach yciorysu Adama M.

W postaci M. skupia si sens naszej transformacji. O tak gbokiej przemianie bohatera marzy kady scenarzysta. Byy wyznawca komunizmu wprowadza kapitalizm. Inteligent ateista wybija si z pomoc katolickich robotnikw. Czy wczeniej im suy, czy si tylko nimi posuy w bardzo ryzykownej grze o wielko, kiedy dziaa w KOR? Czy robotnikw w kocu zdradza, czy tylko na nich si obraa - za to, e woleli od niego Was? Dzi byy buntownik jest jednym z gwnych graczy w oficjalnej polityce pastwa. O co gra? Marksista staje si ojcem duchowym spki akcyjnej wartej prawie miliard dolarw. Jak naprawd ma ideologi? Film musi na to sprbowa odpowiedzie, by publiczno poja, co si z nami stao w cigu 15 lat transformacji. Romantyczna mga modzieczego, bohaterskiego okresu M. skrywa dzisiejsz tward walk o wadz tu i teraz. Cele tej walki nie s cakiem jasne. Chodzi o pomylno Polski? Zapewne, lecz warto pokaza, jak owa pomylno rnie rozkada si w rnych grupach spoecznych i towarzyskich. Kto wygra, kto przegra, kto tu rzdzi? Arcydzieo jako wzr Punktem odniesienia dla filmu o M. powinien by "Obywatel Kane" Orsona Wellesa. Welles i jego scenarzysta Herman Mankiewicz przeprowadzili demistyfikacj magnata prasowego Williama Randolpha Hearsta. Deklarowa, e chce broni prostego czowieka, uywajc w tym celu dziennikw bulwarowych o raczej swobodnym stosunku do prawdy. Gdy si bliej przyjrze postaciom Hearsta i M., podobiestwa s uderzajce. Obaj wywodz si z establishmentu, z ktrym potem podejmuj walk. Obaj maj kolosalne ego, uywaj prasy jako narzdzia wpywu na wiadomo publiczn i obaj s wyobcowani wobec obiektu swojej troski. Co miliarder Hearst mg wiedzie o yciu robotnikw? Co wie intelektualista polityk M. o codziennych problemach zwykych ludzi?

Obaj maj protekcjonalny stosunek do swoich spoeczestw. Kane/Hearst kolekcjonowa dziea sztuki. M. kolekcjonuje kontakty z ludmi jako narzdzia wpywu. Obywatel Kane chcia zosta prezydentem kraju, lecz trafi na barier, ktr uwaa za przejaw podoci. M. nigdy nie zostanie prezydentem Polski i moe uwaa to za przejaw ciemnej siy, siy "ciemnogrodu". Ta sptana ambicja daje obu postaciom napicie wewntrzne. Film Wellesa jest arcydzieem nie tyle z powodu fabuy, ile rodkw formalnych, ale jedno zaley od drugiego. W "Obywatelu Kane" wida, e forma wynika z treci. Wielkie napicia w yciu Hearsta zostay przeoone na napicia fabuy i obrazu. wietne zdjcia Gregga Tolanda i scenografia Van Nest Polglase wyraziy pene pychy ego bohatera, jego pasj i mrok, uywanie ludzi jak narzdzi dla wasnych celw. Film o M. wymaga innej stylistyki, lecz konkretne decyzje nale do realizatorw. Wtek Wielkiego Reysera W fabule winna pojawi si posta Wielkiego Reysera, ktry wzi M. pod swoje skrzyda - na wasne nieszczcie. To twrca najwaniejszego filmu o pocztku ubiegej epoki, "Popiou i diamentu", oraz kilku innych, ktre wyznaczay etapy rozwoju polskiej wiadomoci. Jednak za bardzo zbliajc si do M., straci temat najwaniejszego filmu o pocztku nowej epoki "Obywatela M.". Ta przyja ograniczya swobod Wielkiego Reysera, ktry w yciu M. moe znale przecie swj ulubiony materia: epick, romantyczn opowie narodow z wtkiem polsko-ydowskim w tle, gdzie si roi od okazji do malarskiego obrazowania. Oto one: apel w obronie "Dziadw" zdjtych przez cenzur, odczytany w 1968 roku u stp pomnika wieszcza. M. zaczerpn wtedy z energii Mickiewicza. Potem strajk sierpniowy w Stoczni Gdaskiej, ktremu patronuje polski papie z marzenia innego romantycznego poety, Sowackiego. Grudniowe odsonicie pomnika Polegych Stoczniowcw, gdy nad granic czogi sowieckie grzay silniki do inwazji. Potem Okrgy St ustawiony w - gdzieby indziej - dawnym paacu namiestnika rosyjskiego pod okiem kamer telewizyjnych dla gawiedzi i tajne rozmowy w Magdalence. Wybory czerwcowe z motywem z filmu "W samo poudnie", ktrego bohaterem by samotny szeryf z plakatu wyborczego "Solidarnoci". A wreszcie, narodziny biznesowej potgi najwikszej gazety w kraju - zupenie jak z "Ziemi obiecanej". To wszystko skada si na fascynujcy obraz pocztkw wolnej Rzeczypospolitej. Przecie Wielki Reyser cae ycie szykowa si do takiego filmu. Jednak nie zauway tego w por, a stao si za pno, by zerwa wizy krpujcej z tego punktu widzenia przyjani. Bo przecie Wielki Reyser musiaby w swoim filmie osdzi komunizm, a tego M. zabroni. Musiaby obali mit "etosu" kosztem przyjaciela. Obali tabu powanej - i arcyciekawej - roli polskich ydw w najnowszej historii kraju. Film Wellesa powsta u kresu wpyww Hearsta, cho wydawca cigle by potny. Sprawowanie przez M. rzdu dusz w Polsce rwnie wchodzi w okres zmierzchu, poniewa wyczerpuje si jego legenda bohaterska. Kiedy charyzm zastpuje naga wadza, powstaje klimat do chodnej analizy. Motywacja bohatera Po zwycistwie nad komunizmem M. wynosi swoje bliskie otoczenie do bogactwa i wadzy, ale sam rezygnuje z bezporedniej wasnoci. Nie bierze kilkudziesiciu milionw zotych w akcjach Agory. Przy takiej ambicji i dugu wdzicznoci caego otoczenia pienidze nie s motywem dziaania. Wadza jest waniejsza. Ta zasada panuje te w korporacji "New York Timesa", ktra jest wzorem dla Agory. Pienidze su "NYT" do zdobywania wpywu na Ameryk i przeksztacania wiata, nie odwrotnie. Trzeba pokaza, e rwnie M. chce przeksztaci Polsk. To nic zego, warto jednak pyta: w imi jakich racji i jakiej wizji kraju?

Jak to si stao, e wychowanek marksistw i rewizjonista zosta promotorem kapitalizmu w Polsce? Czy byo to wyczucie koniunktury historycznej, tego, co moliwe, aby si wybi do roli przywdcy? Moe jego najgbszym motywem jest ch przewodzenia? Na pocztku mia rzd dusz w wskiej grupie opozycjonistw. Potem potny wpyw na "Solidarno". Teraz siga po masy, chcc dokupi telewizj do swego prasowego koncernu. A moe w wyniku dojrzewania zasza w nim zmiana filozofii czowieka? Film powinien pokaza w s z y s t k i e motywy dziaania M. Wtek ydowski M. odegra wielk rol w wyzwoleniu Polski jako Polak pochodzenia ydowskiego. Ten fakt wyraa relacj midzy Polakami a ydami. Maj oni wybitne skonnoci przywdcze, organizacyjne i dynamik umysu. Std bierze si zawi, gniew i podejrzliwo wobec nich. M. naley do najwybitniejszych osb pochodzenia ydowskiego w Polsce. Wielcy myliciele i dziaacze judaizmu s praktycznie nieznani polskiej publicznoci, bo byli zamknici w gettach. A przecie to z polskich gett wyszli ludzie, ktrzy stworzyli Pastwo Izrael i przeksztacaj wiadomo Ameryki przez kino, pras, telewizj, uniwersytety, polityk. Na ile s obecni jako wzr w psychice naszego bohatera? Takie pytania mona stawia, unikajc jednak podsycania zawici wobec ydw. Przeciwnie, warto stawia za przykad ich szacunek dla wiedzy, ambicje, wytrwao, umiejtnoci organizacyjne i wnikliwo psychologiczn, a wreszcie - zdolno adaptacji. M. przyjani si z Jerzym Urbanem, ktry nie kryje pogardy dla Polakw. Czy szuka w ten sposb dopenienia, poniewa sam na pogard nie moe sobie pozwoli lub nie chce jej odczuwa? Przez t pozornie dziwaczn przyja wyraa to, co jest w nim stumione. Wedug psychologii gbi Urban stanowi archetypowy cie M. Dlatego tego ongi zapiekego wroga uczyni swoim przyjacielem. Uwiadomienie sobie wasnego za jest - wedug Carla Gustava Junga - wstpnym warunkiem rozwoju wewntrznego. To rwnie wyjania gbszy powd zbratania M z Jaruzelskim i Kiszczakiem. Obaj generaowie wyraaj bowiem pewne aspekty osobowoci M. Mg si z nimi zbliy bez tych wszystkich serdecznoci, ale jemu chodzi o spjno wewntrzn. Bo oprcz osignicia celw politycznych M. chce by po prostu w peni dojrzaym czowiekiem. Musi wic rozpozna wasne zo pod pozorem przebaczenia wrogom. Wtek polski M. naley do grona najwybitniejszych Polakw. Czy polsko jest tu tylko form, czy naley do najgbszej treci osobowoci? Trzeba odnale miejsce M. w rankingu najwaniejszych intelektualistw politycznych w polskiej historii. Czy jest jak Mochnacki? Jak Pisudski? A moe jak Dmowski? To ostatnie porwnanie wydaje si horrendalne, ale nie chodzi o tre przekazu, lecz o metody dziaania i wielki zasig wpywu. Dmowski uy niechci do ydw, by pobudzi wrd ludu wiadomo polsk. Najlepiej bowiem okrelamy si wobec wroga, ktrego trzeba stworzy. M. uywa jak cepa pojcia "ciemnogrd", by otworzy polsk mentalno na wiat i ochroni wasne zaplecze. Dmowski i M. zmanipulowali polsk wiadomo, eby narzuci Polakom swe koncepcje narodu, cho koncepcja Dmowskiego bya ekskluzywna, za M. - inkluzywna. Dla obu myl to raczej narzdzie dziaania anieli poznania. Jednak M. to raczej dziaacz polityczny ni chodny intelektualista. Gdzie jest jego spjny projekt pastwa i narodu? Cho z wielkim powiceniem pracowa w niewoli dla narodu, to wyranie obawia si Polakw. Czy susznie - trudno powiedzie. Na pocztku III

Rzeczypospolitej zapobieg dojciu do gosu penej gamy si politycznych, dlatego nie wiadomo, jaki jest ich potencja. Nawet jeli zrobi to dla dobra Polski, znw pojawiaj si pytania o konkrety: kto w rezultacie wygra, kto przegra, kto tu rzdzi? Punkty zwrotne Scenariusz powinien wyj od stanu obecnego, ukazujc rozmiar wpywu M. w Polsce: koleeskie wizyty u prezydenta i prywatne spotkania z premierem, pielgrzymki zagranicznych ministrw, bankiety w wskim gronie. Widownia musi od razu poczu, e oglda ludzi na szczytach wadzy, ktrzy decyduj o jej losie. Trzeba te pokaza wielk rol "Gazety Wyborczej" w modernizacji kraju. Dopiero potem nastpi retrospekcje: jak M. doszed do tej pozycji i jak stworzy wasn machin propagandow. Najpierw trzeba uwiadomi rozmiar stawki - wadza nad umysami w Polsce - a dopiero potem pokaza, jaki by przebieg niebezpiecznej gry naszego bohatera. Czy przewidywa a taki sukces? Chyba nie... Gwnym punktem zwrotnym fabuy powinien by najwaniejszy moment dziaalnoci publicznej M. - chwila, w ktrej rozstrzyga si bilans jego ycia. Wielko M. chyba najbardziej ujawnia si wtedy, kiedy na przekr opinii przyjaci, autorytetw narodowych i Kocioa upar si w wizieniu w 1984 roku, e nie wyemigruje z Polski. Jaruzelski z Kiszczakiem chcieli wwczas pozby si przywdcw opozycji. Inni winiowie polityczni dali si przekona czcigodnym obywatelom, by - dla dobra kraju - podj rozmowy z wadz na temat wyjazdu. Tylko M. odmwi, zatrzymujc na miejscu kolegw. W ten sposb przyspieszy upadek komunizmu. Trzeba pokaza w filmie prb wyprowadzenia si M. z celi wiziennej przez stranikw i jego rozpaczliwy opr, aby zachowa wolno przez pozostanie winiem. Bya to miertelna prba, przez ktr przechodzi kady bohater mityczny. W tym momencie zdecydowa o swym yciu lub mierci politycznej. Chyba te uzyska moralne prawo do przejcia "Gazety Wyborczej", przyznanej przecie caej opozycji antykomunistycznej, a nie tylko skupionej wok M. "lewicy laickiej". Kady dobry dramat ma trzy punkty zwrotne. Zaparcie si M. nogami i rkami w wiziennej celi stanowi gwny, drugi punkt zwrotny fabuy. Wanie wtedy zostaje przywdc narodu. Pierwszym punktem zwrotnym jest protest przeciw zdjciu "Dziadw" przez cenzur, odczytany w lutowy dzie 36 lat temu pod pomnikiem Mickiewicza. Wtedy M. przymierza si do odegrania wielkiej roli. Czytajc tekst protestu, zerka na cok dla wieszcza. Trzeci i ostatni punkt zwrotny to moment nagrania rozmowy z Lwem Rywinem. Jest to potwierdzenie wyboru, jakiego M. dokona pod pomnikiem Mickiewicza w 1968 roku, dajc impuls do protestw marcowych. Dzisiaj romantyczny bohater narodowy dostaje propozycj, aby da postkomunistom apwk za ustaw, ktra pozwoli mu na rozwj biznesu, czyli kupno telewizji. Byby to wielki krok w kierunku peni wadzy nad umysami mas, jak mia Mickiewicz przy uyciu innych rodkw i w innej sytuacji. W tym momencie a si prosi o retrospekcj sceny apelu w obronie "Dziadw". Dzi bya ofiara UB potajemnie nagrywa swego rozmwc, ktry okaza mu zaufanie jako koledze z towarzystwa. Rzecz szczeglna - M. uczyni to 22 lipca, w dniu rocznicy ogoszenia Manifestu PKWN, ktry przed laty otworzy jego rodzinie drog do establishmentu w Polsce. Wczajc magnetofon, nasz bohater schodzi z cokou wasnego pomnika. Moe uy nagrania Rywina dla kilku celw: uzyskania korzystnej dla siebie ustawy bez apwki, lecz dziki grobie, e rzecz ogosi publicznie; obalenia premiera, rozbicia SLD, zaoenia nowej partii wok prezydenta; spowodowania reformy pastwa. Zapewne chce osign wszystkie trzy cele naraz. ycie naszego bohatera nie jest jednoznaczne. Wykazuje mnstwo troski o dobro zbiorowoci, lecz take wiele osobistej motywacji, ktr warto przeanalizowa. Sprawa Rywina ujawnia, co si stao z M. Romantyk zosta przedsibiorc politycznym. W

opinii grupy trzymajcej wadz, ktra uwaa, e dobrze zna naszego bohatera, mona si z nim targowa o ustawy za pienidze. Czy to wyraz jej bezczelnoci i poczucia bezkarnoci? Czy moe wiedzy o innych targach, ktrych nie poznamy? "Obywatel M" a kino polskie Przemiana M. wyraa sens naszej transformacji ustrojowej, a film daje szans wielkoci realizatorom. Scenarzysta musi uj w metafor ycie jednego z najwybitniejszych Polakw naszych czasw. Reyser moe okreli si wobec Wielkiego Reysera, ktry ulk si tego tematu. Kto powiedzia: zwierz musi zabi drugie zwierz, aby przey, natomiast czowiek musi drugiego zdefiniowa. To samo dotyczy artysty. Aby doj do wybitnoci, powinien wyj z matecznika, w ktrym dojrzewa, czyli - zmieni paradygmat. Postulowana dziesi lat temu przez prof. Mari Janion zmiana paradygmatu kultury polskiej nie bdzie do gboka bez odrzucenia zmowy milczenia wok korzeni III Rzeczypospolitej. Zmiana paradygmatu zakada pen swobod w nowej interpretacji faktw. Najlepiej uczyni to kino. Jest najwaniejsz ze sztuk popularnych. Film fabularny o M. zdejmie kilka wizw krpujcych kultur od roku 1989: zakazu moralnego rozliczenia komunizmu, zakazu obnaania korzeni elity panujcej w Polsce od koca II wojny wiatowej, zakazu refleksji nad porozumieniem Okrgego Stou, ktre obok upadku komunizmu przynioso take uwaszczenie nomenklatury i - lub w zamian za - oddanie wadzy nad umysami jej rewizjonistycznym odszczepiecom. Postscriptum Kultura popularna pogra si u nas w tandecie i gupocie nie tylko dlatego, e taka jest bieca tendencja cywilizacyjna. Jest to take skutek odcicia twrcw od najwikszych problemw tego kraju. Nie moemy bezmylnie kopiowa Zachodu, poniewa jestemy na wczeniejszym etapie spoeczestwa liberalnego kapitalizmu. Mamy jeszcze czas na sybarytyzm, bo za wielu u nas ludzi biednych i godnych. Nie moemy te dla rozrywki bawi si okruciestwem, jak publiczno Zachodu, gdy w pamici zbiorowej tkwi jak cier cigle nieosdzone okruciestwo komunizmu. Kultura powinna budzi w nas ducha obywatelskiego. Niestety, panoszenie si byych aparatczykw PZPR zachca tylko do cynizmu. Kultura powinna wpaja etyk solidnej pracy i wyrzecze. Jednak panujce ukady, ktrych korzenie tkwi w PRL, podwaaj sens uczciwoci. Nie powstanie w Polsce moralno publiczna, jeli ycie spoeczne dalej pozostanie zakamane. W ludziach wzbiera gniew. Lepiej w debacie publicznej rozbroi t bomb i wykorzysta jej energi dla reformy III Rzeczypospolitej.

OBYWATEL M. - POLEMIKI Z KRZYSZTOFEM KOPOTOWSKIM

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

Gazeta Wyborcza - 12-01-2003

Kuro o sprawie Rywina Jacek Kuro


Dzi istot rzeczy jest to, czy bdziemy Rzeczpospolit Polsk, czy Rzeczpospolit zodziejsk. Tymczasem w aferze Rywina zamiast spraw zasadnicz zajmujemy si guzikami - pisze Jacek Kuro Po opublikowaniu sensacyjnego materiau "Gazety" o prbie nakonienia Adama Michnika przez Lwa Rywina do wrczenia mu apwki w wiecie mediw i polityki rozptaa si wrzawa, ktra wprawia mnie w zdumienie. Zdumienie tak wielkie, e musiay min ponad dwa tygodnie, bym publicznie powiedzia to, co widziaem ju od samego pocztku, ale wci zdawao mi si, e to jest chwila, e za moment dojdziemy do istoty rzeczy. A dzi istot rzeczy jest kwestia, czy bdziemy Rzeczpospolit Polsk, czy Rzeczpospolit zodziejsk. Tymczasem mwi si o wszystkim, tylko nie o sednie sprawy. Kiedy przed blisko 50 laty w zakadzie karnym na Pradze zwanym Toledo, ktry jeszcze wtedy by mskim wizieniem, weteran lwowskiej szkoy doliniarzy Jzef Kalinka przekazywa mi sekrety swego rzemiosa, mwi tak: - Robisz skr - to znaczy wyjmujesz portfel, podajesz "tycerowi" [pomocnikowi kieszonkowca - red.] i zaraz zaczynasz krzycze: "Zodziej, zodziej, kradn, kradn!". W tej caej wrzawie wywoanej afer Rywina mam wraenie, e najgoniej krzycz absolwenci szkoy Kalinki. Nie odwa si powiedzie, e to oni ukradli, a teraz prbuj zwali win na innych, ale z tego, co dzieje si w mediach, wnioskujc z wypowiedzi politykw, takie wraenie mona odnie. Naruszono bowiem tak potn grup interesw, tak utrwalony i rozpowszechniony obyczaj, e szok wywoany faktem naruszenia tego obyczaju i instytucji wywoa wielokrotnie wiksze wraenie ni to, co jest w tej sprawie zasadnicze. Nagle, o zgrozo, okazao si, e winnym w tej sprawie jest Michnik - bo zwleka, Miller - bo nie zawiadomi prokuratury, Kwaniewski - bo wraz z Michnikiem chcia obali Millera, wszyscy s winni - tylko nie Rywin. A co jest spraw zasadnicz? Zasadnicz kwesti dla pastwa polskiego jest, e oto po raz pierwszy mamy dowd, mamy nagranie oferty apwki. Fakt, e Rywin omieli si zoy tak ofert w taki sposb, dowodzi, e w naszym yciu publicznym jest to rzecz normalna, e to jest praktyka, e to jest instytucja. Jeeli w raporcie Banku wiatowego czytamy, e ustawa w Polsce kosztuje kilka milionw dolarw - to nie dzieje si tak bez przyczyny. Sam wielokrotnie pisaem o korupcji na szczytach wadzy, ale to byy tylko sowa. Napisano wiele rnych sw na temat rnych ustaw, ktre byy przedmiotem praktyk korupcyjnych. Mielimy histori decyzji o zakazie wwozu elatyny, kiedy docierano do wszystkich najwyszych czynnikw w pastwie. No i tak decyzj podjto. KERM j przyj, Rada Ministrw przyja, byy liczne artykuy prasowe - nie dao si z tego zrobi adnego prokuratorskiego zarzutu korupcji. Tymczasem tu mamy w garci dowd! Niewtpliwy

fakt. Nagran rozmow z ofert apwki! *** Sprbujmy wic odkry mechanizm funkcjonowania korupcji na szczytach wadzy. Mamy gorcy trop, wic idmy za nim. Wiemy, e to nie jest odosobniony przypadek, e taka jest praktyka i mamy obowizek si ni zaj! Adam Michnik nie jest tak gupi, eby si nie spodziewa, e i on bdzie obiektem atakw po ujawnieniu afery. Wic nie dziwi mu si wcale, e nieatwo byo mu podj decyzj o publikacji. Kiedy zajmiemy si zasadniczym wtkiem afery, to dopiero po wszystkim zastanawia si mona, dlaczego Agora czekaa. Ale tych prawie sze miesicy zwoki z rnych powodw to s przecie pestki z tego owocu, ktry nagle znalaz si na naszym stole. A jak si kto dziwi, to niech sam poda jakikolwiek tego typu fakt do publicznej wiadomoci. Czy sta go bdzie na podobn bezkompromisowo, z jak "Gazeta" ujawnia ofert Rywina? Zawsze mona si zastanawia, ile czasu mino od nagrania rozmowy do publikacji... Bya wszak kwestia pertraktacji z Uni Europejsk w Kopenhadze. Gdyby te negocjacje si nie uday, to oczywicie winien byby Michnik, ktry opublikowa materia o korupcji. Przedtem byy wybory samorzdowe, wic bardzo atwo byoby mona odczyta ten tekst jako gos poparcia "Gazety" dla ktrej ze stron. Byy pewnie te liczne inne powody, nad ktrymi moemy si tu zastanawia, ale dopiero wwczas, gdy podejmiemy spraw gwn, a my jej nie podejmujemy. Bo oto przy okazji sprawy Rywina dowiadujemy si z "Trybuny", e oto mamy do czynienia z prb obalenia rzdu Leszka Millera wsplnym wysikiem "Gazety Wyborczej" i Kancelarii Prezydenta. Komu w "Trybunie" zaley na tym, by ca t spraw gmatwa? Dlaczego miast spraw zasadnicz zajmujemy si guzikami? Ot wszyscy inni redaktorzy gazet po dowiadczeniu "Gazety" waciwie powinni wycign taki wniosek - w takich sprawach nie naley w ogle si odzywa. Zmie te mieci pod dywan i spokj, bo inaczej jest si zamieszanym w kradzie zegarka. On ukrad, jemu ukradli - nie wiadomo - jedyne, co pewne, to to, e delikwent by zamieszany w kradzie zegarka. Z ca stanowczoci trzeba teraz zabra si za wyjanienie wszystkich okolicznoci sprawy, za znalezienie rzeczywistych mocodawcw Rywina. Wszystkie inne wtki, ktre mona tu wysnuwa, si rzeczy schodz na drugi, jeli nie na ostatni plan. Kade inne podejcie jest bowiem robieniem szumu wedle zasady "apaj zodzieja" preferowanej przez weterana lwowskiej szkoy doliniarzy Jzefa Kalink. *** Zastanawiaem si, jak to moliwe, e taki cwany czowiek jak Rywin nie wykona rozmowy wstpnej. Takiej, ktra go podprowadza. Przecie jak chcemy i z kobiet do ka, to trzeba najpierw nawiza pewn ni porozumienia. Jeeli tego zaniecham, dostaj po pysku i nie powinienem niczemu si dziwi... Rywin nie wykona takiej rozmowy, bo czu si pewny i bezkarny. Ta sprawa stanie si punktem wyjcia do podjcia zasadniczej kwestii dla naszego pastwowego by albo nie by. Powstaje pytanie, czy polska klasa polityczna bdzie w stanie si samooczyci. Czy nadzwyczajna komisja sejmowa wystarczy? Na podstawie przebiegu ostatniej debaty w Sejmie mam co do tego powane wtpliwoci. Tu jest potrzebna szeroka spoeczna debata nad rozmiarami i sposobami walki z korupcj, a nie wok tego, ile czasu mino od nagrania do publikacji. Niestety, obawiam si, e sprawy zaszy tak daleko, e opinia publiczna ju nie wierzy w to, i klasa polityczna bdzie w stanie si samooczyci. Zdemoralizowane elity i nieufajce im

spoeczestwo stanowi wybuchow mieszank, ktra moe zakoczy si rewolucj. A to, nie waham si powiedzie, bdzie najwikszy po 1989 r. dramat polskiej demokracji. To bdzie katastrofa.

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

DZIENNIK - 9 stycznia 2007

Maciej Rybiski Koniec Polski Kiszczaka i Michnika


W niedziel 7 stycznia 2007 roku skoczya si III Rzeczpospolita. Skoczya si Polska postkomunistyczna, tymczasowe rusztowanie zbudowane przy Okrgym Stole, a moe w Magdalence, a moe jeszcze gdzie indziej - pisze w DZIENNIKU publicysta Maciej Rybiski.

Twr tymczasowy, przejciowy i pokraczny, trwajcy nad miar dugo, urgajcy swym istnieniem logice, poczuciu moralnemu i zwykej przyzwoitoci. Pozorna demokracja, w ktrej jednym z najwaniejszych instrumentw nacisku i wadzy byy informacje ukryte przed obywatelami dokonujcymi pozornie demokratycznych wyborw. Informacje na temat nieodlegej przeszoci naszych biskupw, politykw, sdziw... Ludzie, ktrzy dysponowali kompromitujcymi informacjami, mogli mie na naszych reprezentantw wikszy wpyw ni my, ktrzymy ich wybierali, albo ktrzy traktowalimy ich jako nasze duchowe autorytety - jeli byli np. hierarchami polskiego Kocioa. Wstyd przyzna, ale nie zburzylimy tej konstrukcji sami. Moe bylimy zbyt bojaliwi, zbyt sabi, a na pewno omamieni. Jednym dekretem Polsk opart na zrwnaniu komunistw i antykomunistw, rwnouprawnieniu ofiar i katw, moralnej rwnoci zdrajcw i niezomnych zburzy z dalekiego Watykanu Ojciec wity Benedykt XVI, orzekajc, e agent SB nie moe by arcybiskupem metropolit warszawskim. Mamy za sob 17 lat kamstwa, przeciw ktrym wystarczya jedna noc papiea studiujcego dokumenty Stanisawa Wielgusa zachowane w Instytucie Pamici Narodowej i wydajcego natychmiastowy werdykt moralny: agent bezpieki nie moe by nastpc Wyszyskiego na tronie metropolitalnym stolicy kraju, ktry wyda Karola Wojty i Jerzego Popieuszk. Kraju, ktry by ojczyzn "Solidarnoci", nadziej wolnego wiata, a ktry po 17 latach III RP zdegenerowa si w ubecki skansen, gdzie ycie moralne i intelektualne zastpia wiecka kazuistyka politycznych krtaczy. Niedobitki inteligencji polskiej, tej rozstrzelanej w Katyniu, polegej w Powstaniu Warszawskim, puszczonej z dymem w kacetach i zamczonej w piwnicach UB i Informacji Wojskowej nie znalazy w sobie do siy, aby przeprowadzi po 1989 roku operacj najprostsz i najbardziej konieczn przy tworzeniu zrbw wolnociowej demokracji - operacj "Prawda". Kto si wyamywa ze zmowy i ugody z kamstwem, by stygmatyzowany jako wrg pokoju spoecznego,

postpu, cywilizacji i kultury. Od ostatniej niedzieli powrotu do tej sytuacji ju nie ma. Polska stoi w przede dniu rewolucji. Nie rewolucji szubienic, krwi, odwetu, niewinnych ofiar rozszalaych szwadronw mierci, jak nam to wmawiano, tylko rewolucji moralnej polegajcej na odkrywaniu prawdy, przywracaniu waciwej hierarchii wartociom i prawdziwego znaczenia sowom. Tylko tyle i a tyle. Polska, jaka si z tej rewolucji wyoni, nie musi by IV Rzeczpospolit, ale na pewno nie bdzie ju PRL i p. Starajmy si i wierzmy, aby bya po prostu Rzeczpospolit, prawowitym dzieckiem naszej tysicletniej historii. Modzi ludzie patrz na nasze pokolenie, pokolenie ich rodzicw i dziadkw, ktrzy przeywszy wiadomie PRL, wspksztatowali ostatnie 17 lat. Patrz na nas i pytaj coraz goniej: jak to si stao, e niedawna przeszo, nasz cigle ywy fragment historii Polski zostaa przed nimi utajniona tak gboko? e zepchnito j w podwiadomo do tego stopnia, i uchylenie maego rbka wiedzy tajemnej otwiera dzisiaj czelucie piekielne. Wywouje skandal na skal nie tylko Polski, ale na skal Kocioa powszechnego. Jak to si stao, e podstawowa wiedza o komunistycznej przeszoci, dziaalnoci bezpieki, dziejach zdrad i upodlenia zostaa zrwnana z pornografi. Zohydzona i zakazana. Boj si, e modzi ludzie niczego z tej sytuacji nie rozumiej. A naley im si prawdziwa i rzetelna odpowied. Do jej udzielenia nie potrzeba, jak do lustracji, ani ustawy, ani instytutu naukowego, ani podpisu prezydenta. Potrzeba autorefleksji, uczciwoci i nazwania osobicie odpowiedzialnych za zbudowanie chorej, wypaczonej atmosfery moralnej. Ludzi, ktrzy nie s na szczcie chronieni jak dawni TW przepisami prawa. Nie mam zamiaru, duej ju nie mona, jeli Polska ma by normalnym krajem, stosowa wykrtw - gwnym udziaowcem budowy tego gmachu zakamania jest redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik. Autor napisanej w wizieniu i wydanej w PRL-owskim podziemiu ksiki "Z dziejw honoru w Polsce", ktry w wolnej Rzeczpospolitej uzna za ludzi honoru swoich oprawcw. Niestety, nie tylko swoich. Oprawcw nas wszystkich. Uzna ich za takich, bo postanowi podzieli si z nimi wadz nad III RP. Po tym, jak ludzie generaa Kiszczaka zniszczyli cz archiww - przy tym je kopiujc dla wasnego uytku, to wanie Adam Michnik zamyka usta wszystkim, ktrzy domagali si prawdy o przeszoci swoich politycznych i duchowych autorytetw. To on wbija w gowy Polakw kilka lustracyjnych kamstw: e teczki nie s wane, e materiay, ktre mog zniszczy i skompromitowa najwaniejsze autorytety nowej Polski - w ogle nie istniej. e przeszo w aden sposb nie oddziauje na polityczne i etyczne wybory wspczesnych polskich elit. Powtarza tezy, o ktrych wiedzia, e s faszywe. Ale powtarza je, bo w ten sposb mg uczestniczy w sprawowaniu wadzy nad III RP. I wszystkie te dogmaty fanatycznej, antylustracyjnej wiary zostay obalone jedn decyzj. Decyzj Benedykta XVI w sprawie abp. Wielgusa. Prawda o przeszoci powrcia i obalia faszywe autorytety. Fundamentem postkomunistycznej Polski przez ostatnich 17 lat byy pitrowe kamstwa. Naczelnym z nich byo kamstwo o niewanoci historii, o koniecznoci patrzenia tylko w przyszo, ktra jest moliwa bez poznania prawdy o przeszoci, bez uwolnienia si od jej ciaru. Bya to teza postawiona z cakowitym cynizmem, z pen wiadomoci, e ten, kto ma wadz nad histori, ma te wadz nad teraniejszoci i przyszoci. Ci, ktrzy nawoywali do powszechnej amnezji, sami dysponowali wiedz o przeszoci, wiedz teczek, ktra umoliwiaa im panowanie. Bo gra teczkami nie bya wynalazkiem "poktnych historykw" jak nazywano (a to okrelenie jeszcze najagodniejsze) historykw z Instytutu Pamici Narodowej. Ludzi lepiej wyksztaconych, lepiej przygotowanych do badania przeszoci ni oskarajcy ich i obrzucajcy wyzwiskami publicyci "Gazety Wyborczej" - cznie z jej

redaktorem naczelnym. Tymczasem esbeckimi teczkami w III RP grano od pocztku jej istnienia. Teczki miay by narzdziem wymuszania posuszestwa u wszystkich, ktrych yciorysy lub ich fragmenty byy tam zawarte. Skuteczno tej gry teczkami mogo gwarantowa tylko ich wiekuiste utajnienie. Z wyczeniem grupy wtajemniczonych, mogcych dziki temu zastpowa w przypadku politykw normalny, demokratyczny, selekcyjny tok wyborw, ocen obywatelskich i odpowiedzialnoci przed spoeczestwem. A co mymy robili przez te 17 lat? Cierpielimy. Jczelimy - mam na myli te setki, moe tysice artykuw o niemonoci, niewaciwoci i amoralnoci lustracji. Nauczylimy si y w niewoli neurotycznych lkw i fobii grupy maniakw ideowych, zwanej rodowiskiem "Gazety Wyborczej", ktrej przywdca uroi sobie, e dekomunizacja i lustracja otworz drog do zawadnicia Polsk przez najbardziej obskuranckie i ksenofobiczne siy wstecznego katolicyzmu. Albo lustracja, albo Ciemnogrd, stosy, polowania na czarownice - taki by prostacki manicheizm Adama Michnika. Albo Europa i postp, albo kruchta i teczki. Bo wadza sprawowana za pomoc teczek, za pomoc powszechnej amnezji, za pomoc strachu przed przeszoci bya tylko rodkiem do ideologicznego celu. Michnikowi zamarzya si wolna Polska jako spoeczestwo homogeniczne ideowo. Bez podziaw, bez dyskusji, bez fermentu, a przede wszystkim bez ocen historycznych. W drodze do tego ideau po drodze byo mu z kadym, kto go uzna za Arcykapana i dzieli z nim jego wiar. By to przede wszystkim dawny aparat partyjny i aparat bezpieczestwa. Dla nich ideologiczny fanatyzm by polis na ycie. A waciwie nie na ycie, bo w 1989 nikt nie chcia stawia w Polsce szubienic. Antylustracyjny fanatyzm Michnika by dla dawnych esbekw i aparatczykw polis na zachowanie przez nich wadzy i wasnoci. Dawa im gwarancj, e pozostan elit III RP. Religia wymaga przynajmniej pozorw jakiej konstrukcji etycznej. I Michnik j stworzy: w sylwestrowym numerze "GW" z roku 2000 da jej wykad, opierajcy si na dwch zasadach. Po pierwsze prawda jest relatywna. Po drugie postpki ludzkie naley ocenia wycznie po ich deklarowanych motywach, nigdy po skutkach. Jasne, e skoro donosicielstwo i zdrada s tylko relatywne, a poczciwe intencje usprawiedliwiaj tragiczne skutki, lustracja nie ma adnego sensu. Zwaszcza moralnego. Religia potrzebuje te dogmatw. W synnym wsplnym artykule Michnika i Wodzimierza Cimoszewicza autorzy zaproponowali ustalenie zestawu dogmatw, wedle ktrych bdzie si na wieki wiekw amen opisywa dzieje PRL. W imi pokoju spoecznego i mioci bliniego przestanie si oddziela ziarno od plew, zdrajcw od bohaterw, wszystko stanie si szare. A poniewa szlachetny apel nie odnis spodziewanych skutkw, Michnik dobrawszy sobie do pomocy znawc tematu generaa Czesawa Kiszczaka, da w kwietniu 2001 na 14 stronach bitego druku w "Gazecie Wyborczej" kodeks dogmatyczny najnowszej historii Polski. Najwaniejsze paragrafy: orientacja akowska nie miaa adnej realistycznej propozycji dla Polski, a wobec komunistw nie byo alternatywy; s chwile, kiedy wadza musi strzela do robotnikw, aby ocali spoeczny porzdek; w Polsce midzywojennej winiw politycznych byo wicej ni w PRL; lustracja krzywdziaby uczciwych ludzi. W tych czasach arcykapastwo Michnika sigao ju witoci. W maju roku 2000 Adam Michnik, wezwany na wiadka do Sdu Lustracyjnego, odmwi wypowiedzi dla prasy w obecnoci dziennikarza PAP, gdy PAP nie stosowaa si do dokadnie do zasad kultu. Majc religi, Arcykapana, dogmaty i zasady etyczne, ten koci antylustracyjny atakowa bez litoci kadego, kto pozwoli sobie podwaa kanony nowej wiary. Wiary w lepsz przyszo bez archiww, lustracji i bez historii. Kto oponowa przeciwko kolektywizmowi mylenia, a przede wszystkim jego najobrzydliwszej odmianie, mieszance kolektywizmu z egocentryzmem by potpiany za herezj i niszczony.

Dzisiaj, w dniach afery abp. Wielgusa, cae pokolenie wychowane przez "Gazet Wyborcz" zobaczyo, e wiat zbudowany dla nich przez Czesawa Kiszczaka i Adama Michnika by kamstwem. Nie otwiera nas na zachodni demokracj, ale od niej izolowa. Dzisiaj cay wiat poczwszy od dziennikarzy lewicowego "Liberation" po publicystw konserwatywnego "Corriere de la Sera" - pyta Polakw: jak byo moliwe, by w kraju "Solidarnoci" i Jana Pawa II kto mg za wszelk cen broni agenta SB jako moralnego autorytetu, jako czowieka godnego, by przewodzi polskiemu Kocioowi? To nie s pytania do nas, to s pytania do Adama Michnika i Czesawa Kiszczaka. Niech na nie odpowiedz. Bo to oni bronili honoru i pozycji takich ludzi w polskim Kociele, w polskiej polityce, w polskiej kulturze. Bronili agentw SB, niszczc ich akta, manipulujc nimi, zabraniajc zadawania pyta o ich przeszo. Jaki jest efekt tych dziaa, moglimy usysze w niedziel w katedrze witego Jana i zobaczy przed katedr. Najgorliwszymi zwolennikami kocioa antylustracyjnego, gotowymi poprzebija parasolami ydw i masonw omielajcych si grzeba w teczkach, s ci, przeciwko ktrym ca t ideologi budowano. Ciemnogrd, tum dewotek i dewotw, niektrzy w kontuszach, uosabiajc to, co w polskiej tradycji najgorsze: lk przed prawd, zamanie charakterw. Po 17 latach wielkiej manipulacji, jedynymi sojusznikami Kiszczaka, Michnika i "Gazety" pozostali ksidz Rydzyk z "Naszym Dziennikiem" i Roman Giertych na czele Modziey Wszechpolskiej. Antylustracyjna ideologia, ktra poczya w katedrze Ciemnogrd z Postpem, a ktrej rezultatem byy take polityczne i gospodarcze afery ostatnich lat i legion ponurych kreatur na wysokich stanowiskach w administracji i gospodarce jeli nie skoczya si jeszcze, to dogorywa. Nic nie moe jej uratowa. Jest to najlepsze, co mogo nam si zdarzy, bo od prawdy, od samowiedzy, od znajomoci historii zaleymy my sami i caa nasza przyszo.

NAGY UPADEK ADAMA M. - antologia tekstw

Darmowy Hosting CBA.PL

Rzeczpospolita - 2002.12.30

MACIEJ RYBISKI Przychodzi Lew do Adama

Rne byy reakcje na rewelacje "Gazety Wyborczej" w sprawie sposobw ustalania treci nowej ustawy o mediach. Od wzburzenia przez zdziwienie po bagatelizacj. Poczuem si odsunity, a nawet odtrcony. Po prostu z marginesu. Wyrzutek spoeczny. I w takiej roli ustawia mnie moja wasna firma. Jak moja gazeta, "Rzeczpospolita", moe odgrywa jakkolwiek rol polityczn, jak moe ujawnia albo choby ukrywa nieprawidowoci, skoro jej kierownictwo nie uczestniczy w gwnym i rozstrzygajcym nurcie ycia kraju? Przecie mj naczelny redaktor Maciej ukasiewicz nie tylko nie caowa si nigdy z adnej okazji z adnym premierem, nie tylko nie jest na ty ani z Millerem, ani z Rywinem, ani z Jaruzelskim, ale nawet nie ma w gabinecie ukrytego magnetofonu, i gdyby kto jednak do niego przyszed na poufn rozmow, to nie mgby jej nagra. A nie ma magnetofonu i nie nagrywa, bo yjc w izolacji od zwyczajw elity, nawet nie wie, e trzeba nagrywa, w pierwszym rzdzie przyjaci i kolegw. Albo wemy prezesa spki wydajcej "Rzeczpospolit" Grzegorza Gaudena. Przecie on z krgw wadzy najblisze kontakty ma z prokuratorami dzielnicy Ochota i to wycznie w czasie przesuchania, kiedy to oni nagrywaj kade sowo na magnetofon. adnych mikw politycznych, adnych bruderszaftw z wadz i pienidzem. I czy do firmy, do gazety, ktr kieruj jednostki tak aspoeczne, przyjdzie kto i zaproponuje, eby da, wzi, sprzeda, kupi? A po co? Sfrustrowaem si tak, bo przecie caa afera, ujawniona przez "GW", ma charakter towarzyski. Do Adama przyszed Lew i si ucaowali. Potem Adam nagra Lwa na tam i poszed z tym do Leszka. Ucaowali si. Leszek posucha, co na tamie Adama mwi Lew i stwierdzi, e Lew zwariowa i nie bd si wicej caowa. W caej sprawie uczestniczyli jeszcze: Wanda, Piotrek, Robert i Wodek, ktrzy - niewykluczone - te si ucaowali. A my, w "Rzeczpospolitej", jestemy poza towarzystwem. Niektrzy z nas wierz nawet, e demokracja przedstawicielska, w jakiej yjemy, to troch co innego ni zaatwianie spraw pastwowych midzy Leszkiem, Adamem, Lwem i Robertem. Jeli jest w tej aferze co rzeczywicie przygnbiajcego, to fakt, e wszystkie osoby tego dziwnego dramatu s ze sob po imieniu. atwiej chyba byoby znie wiadomo, e w III Rzeczypospolitej mona kupi ustaw za pienidze, mona by nawet czerpa pewn satysfakcj z tego, e jest stosunkowo tanio, moe nawet taniej ni w Ameryce Poudniowej albo w Afryce. Ale wiedza o tym, e elit, klas polityczn, przedstawicielstwo narodu czy jak kto woli spoeczestwa, stanowi nie posowie i senatorowie, ale faceci, ktrzy si nagrywaj i cauj, jest ponura.

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

Alfabet Rokity
Tadeusz Mazowiecki, Bronisaw Geremek

Pokorny onierz Solidarnoci


Pod koniec 1989 roku Rokita zostaje szefem sejmowej komisji majcej bada zbrodnie i przestpstwa z czasw stanu wojennego. Zaczyna dostawa informacje, e z MSW s wynoszone i palone akta. Docieraj do niego ludzie, ktrzy przynosz mu resztki spalonych dokumentw. Co zrobi? W MSW wci rzdzi Czesaw Kiszczak. Rokita dugo si zastanawia, waha, wreszcie postanawia zadzwoni do samego premiera Tadeusza Mazowieckiego. - Z trudem przebiem si przez sekretariaty i uzyskaem poczenie wspomina. - Ale to, co usyszaem, byo dla mnie wstrzsajce. Premier najpierw z wyran niechci mnie wysucha, a potem stwierdzi: Niech pan poinformuje o tym Kiszczaka, on bdzie wiedzia, co z tym zrobi!

- Jak Pan pozna Tadeusza Mazowieckiego? - Nazwisko szefa "Wizi" syszaem wielokrotnie w Wolnej Europie. Jego pogldy zaczem jednak poznawa dopiero wtedy, gdy w krakowskim antykwariacie przy ulicy witego Tomasza kupiem jego troch nudn ksik "Rozdroa i wartoci". Bezporednio spotkaem Mazowieckiego dopiero w czasie okrgego stou, potem na posiedzeniach OKP. Nie byy to jednak jakie dugie rozmowy, raczej incydentalna wsppraca. czy nas pogld na ksztat listy Solidarnoci w wyborach 4 czerwca 1989 roku. Wspieraem go, gdy walczy, by kandydaci do parlamentu wywodzili si z szerokiego spektrum opozycji lat 70. i 80. Przegralimy, ale wycignlimy odmienne wnioski. Mazowiecki w protecie zrezygnowa z kandydowania do Sejmu. Ja uwaaem, e te wybory to przepustka do dziaania w wolnej Polsce. - Ale potem Mazowiecki zosta premierem, a Pan oklaskiwa go w Sejmie. - Tak, pamitam te moment desygnowania przez Was Tadeusza Mazowieckiego na premiera. Spotkalimy si w Sejmie, ja jako pose OKP, Mazowiecki jako premier. - Jakie nadzieje Pan czy z tym politykiem?

- Postrzegaem premiera jako osob, ktra ma zrealizowa plan, ktrego nie zrealizowaa rozbita przez Jaruzelskiego Solidarno w roku 1981. Plan niepodlegoci. Byem absolutnie zachwycony. Byo rzecz oczywist, e zwycistwo jest historyczne i doznawaem patriotycznych uniesie, widzc machajcego z rzdowych aw solidarnociowego premiera. Miaem 30 lat, byem modym czowiekiem, ktry zosta wiceszefem OKP i mia by jednym z wykonawcw politycznego planu solidarnociowego. Czuem si tak zaszczycony, jakby sieranta z okopw zaproszono do sztabu generalnego. - By Pan onierzem Solidarnoci. - Bytem onierzem Solidarnoci i nie byo wtpliwoci, e tak ma by. To by dalszy cig polskiego powstania. Byo dowdztwo, byy rozkazy, trzeba je byo wykonywa. Jak kazali i naprzd, to trzeba byo prze, jak kazali si cofa, to zawracaem. To bya przecie wojna z komunistami o woln Polsk, a ja byem onierzem na polu bitwy. - Jakie cele stay przed rzdem Mazowieckiego? - Dzi jestem starym, dowiadczonym politykiem. 15 lat temu w 1989 roku, kiedy ten rzd powsta, moje marzenie byo jedno - jak najlepiej wykona swoje zadania. Tyle. Wtedy do gowy mi nie przyszo, e mona podwaa to, co postanowi premier. To byaby myl obrazoburcza! Dzisiejsze dyskusje, dlaczego jesieni 1989 roku z czym si pan solidaryzowa, a czemu sprzeciwia, brzmi abstrakcyjnie, nie maj z tamtym czasem nic wsplnego. Ja wtedy miaem inny problem. Na moim odcinku frontu, a klub powierzy mi funkcj szefa komisji do spraw Kiszczaka, MSW i stanu wojennego, co zaczo zgrzyta. - Zgrzyta? - Zaczem coraz wyraniej zauwaa, e co si dzieje nie tak. Otrzymaem informacje, e z MSW s wynoszone i palone akta. Dotarem do premiera, co dla zwykego posa OKP nie byo atwe, ale Mazowiecki da mi rad absurdaln: ebym poinformowa o tym Kiszczaka, tego samego, ktry na palenie akt co najmniej zezwala. - Pogodzi si Pan z tym - jako onierz tego rzdu? - Zdecydowaem si na rzecz, ktra bya aktem niesubordynacji. W grudniu 1989 roku zorganizowaem konferencj prasow i pokazaem dziennikarzom dowody niszczenia dokumentw MSW. Sdziem, e skoro premier i rzd nie potrafiy temu przeciwdziaa, to moe zaalarmowanie opinii publicznej wywoa jaki efekt. No i pewien efekt by - powstaa burza i Kiszczak musia owiadczy, i wyda zakaz niszczenia akt. Miaem wtedy moment triumfu, ale triumfu gorzkiego, zrodzonego z niesubordynacji. To nie byo poczucie wsplnej wygranej, tylko wygranej na bocznym, lepym torze. - Taki wstrzs powinien rodzi jakie wnioski. - To byt pierwszy moment zwtpienia. Potem te zwtpienia zaczty si mnoy. W kwietniu 1990 roku napisaem w "Czasie Krakowskim" tekst o przyspieszeniu, pierwsz, bardzo delikatn, ale jednak krytyk linii rzdu. Uwaaem, e czas historyczny biegnie szybciej ni dziaalno rzdu Mazowieckiego, e ten gabinet rozmija si z czasem historycznym. Chodzio o to, by pogoni histori. Wtpliwoci narastay, ale do koca istnienia gabinetu Mazowieckiego byem wobec niego lojalny. Problem zacz si w momencie, gdy obz Solidarnoci zacz si dzieli na podobozy Wasy i Mazowieckiego. Bo nie da si rozmawia o stosunku do Mazowieckiego bez rozmowy o Wasie. Ja go wtedy nie lubiem i wierzyem wtedy w tez, ktr dzi uwaam za nieprawdziw: e sposb dziaania Lecha Wasy stanowi zagroenie dla rodzcej si polskiej demokracji. e on odwouje si do najbardziej niskich emocji czci opinii

publicznej, e jest przeciw demokratycznym instytucjom, przeciwko naturalnej spoecznej hierarchii, w ktrej mdrzejsi rzdz gupszymi. Wydawao mi si, e to jest zwiastun radykalizujcej si ludowej rewolty, ktra moe zniweczy szans zbudowania nowoczesnej Polski przez zwycisk Solidarno. - Co Pana pchao do takiego wniosku? - Cay konflikt, ktrego zenit przypad na dzie 24 czerwca 1990 roku, w dniu moich imienin. Wtedy doszo do tej karczemnej awantury w Komitecie Obywatelskim pomidzy Was z jednej a Jerzym Turowiczem i Andrzejem Wielowieyskim z drugiej strony. A jednak nie miaem ochoty wypowiada si ani po jednej, ani po drugiej stronie tego konfliktu. Patrzyem na obie strony z uczuciem alu, nawet politowania. Uwaaem wtedy, e naley zachowa jedno, a nie rozpoczyna rujnujc walk wewntrzn. Nie chciaem si samookreli. A moi przyjaciele mieli do mnie wtedy wielkie pretensje, e cho zazwyczaj zabieraem z du atwoci gos na posiedzeniach OKP, tym razem milczaem. Odmwiem te podpisania listy osb, ktre wystpuj z Komitetu Obywatelskiego. Zostaem w tym komitecie, ale nie zaangaowaem si te po stronie Wasy, co z kolei ta strona uznaa za akt nielojalnoci. l p roku pniej profesor Zdzisaw Najder, razem z Janem Olszewskim, wyrzuci mnie z Komitetu Obywatelskiego, uznajc najwyraniej za element niepewny. - Ale w wyborach prezydenckich opowiedzia si Pan jednak po stronie Mazowieckiego. - Tu ju ucieczki od wyboru nie byo. Z tym, e wczeniej w Krakowie, w trakcie jednego z kolejnych zebra obozu mazowiecczykw u jezuitw, powstaa idea podjcia prby pogodzenia Wasy z premierem. U podstaw tej prby staa taka oto logika: Wasa jest zagroeniem dla stabilnej polskiej demokracji. S obawy, e ten toporek, ktry z pewn przesad, ale wyrazicie rysuje rzecznik rzdu Magorzata Niezabitowska, rozupie polsk demokracj. Ale przecie ten toporek bdzie jeszcze bardziej niebezpieczny, jeli Wasie nie zapewni si jako przywdcy caego ruchu istotnego miejsca w pastwie. Przekonywaem wtedy obz Mazowieckiego, e byoby straszliwym bdem podjcie prby odrzucenia Wasy. To dopiero naprawd zdestabilizuje sytuacj w Polsce. Wic musimy mu znale miejsce w polityce. Najlepszym takim miejscem bdzie prezydentura o ograniczonych uprawnieniach. Nastroje po "mazowieckiej" stronie nie byy jeszcze radykalne i atwo uzyskaem zgod na powoanie deputacji, ktra miaa zbada moliwoci zaagodzenia konfliktu. Wraz z profesorem Jackiem Woniakowskim i senatorem Jerzym Stpniem udalimy si do Urzdu Rady Ministrw, gdzie przyj nas premier. - Do pojednania Pan, jak wiemy z historii, nie doprowadzi. - Pierwszy raz duej rozmawiaem z premierem Mazowieckim. Spotkalimy si w synnym Cyrankiewiczowskim gabinecie, ze synnymi, wykonanymi w latach 50. jasnymi meblami nieco przypominajcymi ksztatami architektur warszawskiego MDM. Przedstawialimy swoje racje, mwilimy, dlaczego warto by si pogodzi. To spotkanie bd pamita do koca ycia, bo jeden szczeg zbudowa mj obraz Tadeusza Mazowieckiego. Byo tak: Premier milczc sucha. Po czym wsta od stolika, przy ktrym siedzielimy, przeszed na drug stron pokoju, gdzie stao jego biurko. Tam leay wycinki z gazet z zakrelonymi flamastrami fragmentami. Mazowiecki sign po ktry z tych wycinkw, bardzo, bardzo wolnym krokiem wrci do nas, po czym swoim cichym, penym zniechcenia gosem wycedzi: "Tak to jest. Panowie namawiaj mnie do pojednania z nim, a popatrzcie, co on tutaj o mnie mwi. On mwi, e ja jestem bardziej powolny ni w i e nie jestem zdolny do apania pche" (miech). Nie byo sensu dalej rozmawia. - By Pan potem w sprawie pojednania u Wasy?

- Nie byem u Wasy, bo atmosfera spotkania z premierem wskazywaa, e pojednania nie bdzie. Ale take dlatego, e Wasa w typowy dla siebie wadczy sposb wyznaczy termin spotkania, ktry kolidowa z jakimi pracami w Sejmie i by dla mnie absolutnie niedogodny. Deputacja do Gdaska pojechaa beze mnie, a efekt by take zerowy. Nie ma co ukrywa, zainicjowana przeze mnie prba pojednania nie bya klsk, to bya katastrofa. Trzeba byo wybiera: Wasa czy Mazowiecki. Nie miaem wtpliwoci, bo przy wszystkich wadach Mazowieckiego, z tym jego niedoczasem wobec historii, proces odbudowy wolnej Polski jednak szed naprzd. Co wicej przekonaem si wczeniej, e jeli mimo biernoci rzdu jak spraw chce si pcha do przodu, to mona odnie sukces. Wiosn 1990 roku absolutnie sam, przy pomocy krakowskich ekspertw, przeforsowaem ustawy likwidujce Milicj Obywatelsk, rozwizujce Sub Bezpieczestwa, wprowadzajce weryfikacj funkcjonariuszy SB. Utworzylimy policj pastwow i Urzd Ochrony Pastwa. Mazowiecki i rzd wili si w tej sprawie jak piskorze, ale nie mieli odwagi wprost si przeciwstawi. Udao mi si. To zrodzio we mnie przekonanie, e przy tym premierze, przy wszystkich jego wadach, mona popycha sprawy naprzd. Natomiast zupenie nie jest jasne, co si stanie, gdy przyjdzie Wasa. Wobec tego mj wybr by do jasny. Ale to nie by wybr ideowy. Traktowaem go w kategoriach wyboru pomidzy znanym, cho powolnym, sposobem odchodzenia od komunizmu a nieznan mi jak inn i niepewn drog w tym samym kierunku. - Po wyborach prezydenckich Mazowiecki skrzykuje swoich zwolennikw. Pamitam taki wiec przed Politechnik Warszawsk, gdzie premier postawi tez, e demokracja jest zagroona. mieszna to troch bya scena, bo Mazowiecki przyjecha dorok z mod asystentk, a przywitaa go piewana przez tum "Pierwsza Brygada". - Te pamitam, bo tam byem. Pamitam te t dziewczyn. Jeszcze nie umielimy prowadzi profesjonalnych kampanii politycznych. - Zatem po klsce Pan pozostaje przy Mazowieckim. Co dalej? - Poznajemy si bardzo dobrze, spdzam z nim mnstwo czasu, setki godzin na prowadzonych przez Mazowieckiego, miertelnie nucych zebraniach Unii Demokratycznej. On si strasznie irytowa, e ja nuc w trakcie tych zebra, musiaem si wic pilnowa, eby go nie denerwowa. l drugie wspomnienie z tych spotka to taka podskrna rywalizacja midzy Tadeuszem Mazowieckim a Bronisawem Geremkiem. Kiedy osigaa punkty wikszego napicia, Bronisaw Geremek przez cae spotkania nie odzywajc si ani sowem czyta gazety. Wzbudzao to z kolei niezadowolenie Mazowieckiego. Czasami, kiedy zo Geremka sigaa zenitu, czyta te gazety do gry nogami i nawet tego nie zauwaa. Niema, niezauwaalna gra emocji midzy tymi dwoma politykami bya niezmiernie ciekawa. Ale profesor Geremek to osobna historia. - A zarazem Mazowiecki stawa si Panu z biegiem lat coraz bliszy. - To prawda, najlepszy by mj ostatni okres wsppracy z panem Tadeuszem. W latach 19941995 Mazowiecki ju jako szef Unii Wolnoci coraz bardziej przekonywa si do prawicy, a jego partia coraz bardziej odpywaa od niego. W kocu Leszek Balcerowicz, Aleksander Smolar, Jan Krzysztof Bielecki, a nawet filozof Krzysztof Michalski przygotowali akcj usunicia Mazowieckiego z szefostwa partii. Pozostalimy przy nim do koca z Donaldem Tuskiem nieomal jak ostatni Mohikanie, skazani na klsk. Wtedy szczerze go polubiem, przekonaem si do jego gbokiej wewntrznej poczciwoci. Klska pana Tadeusza bya dla mnie sygnaem do odejcia z tej partii. - Kiedy zaczo by Panu z tym obozem nie po drodze? Dzi jest Pan postrzegany jako polityk centroprawicowy albo wrcz prawicowy.

- Nie sdz, ebym od tamtego czasu istotnie zmieni pogldy. Co nie znaczy, e w ogle ich nie zmieniem. Niewtpliwie przez te lata ewoluowa mj pogld na problem restrykcyjnoci pastwa. Po dowiadczeniach komunistycznej bezpieki miaem troch naiwn wiar, e maa opresywno pastwa powinna by naturaln reakcj na pastwo totalitarne. Dzi wiem, e to pogld niesuszny. Zmieniay si moje pogldy na lustracj. W pocztku lat 90. mj dobry kolega, starszy ode mnie, Krzysztof Kozowski przekona mnie, e stan archiww dawnej bezpieki jest taki, e lustracji nie da si przeprowadzi. e bdzie to wycznie fala podejrze, ktrych nie da si rozstrzygn. Wierzyem, bo skd miaem wiedzie, e nie jest tak do koca. Po latach wiem, e stan archiww by moe rzeczywicie nie pozwala odtworzy wielu szczegw dziaalnoci danego agenta, ale pozwala stwierdzi w 90 procentach, czy kto by agentem bezpieki, czy nie. Trudno wyobrazi sobie czowieka Solidarnoci, ktry w cigu 13 ostatnich lat nie modyfikowaby swoich pogldw na pastwo. Przecie nabralimy tylu nowych dowiadcze. - Przez przecitnego wyborc Unia Demokratyczna bya odbierana chyba po prostu jako zaprzeczenie pogldw wczesnej polskiej prawicy. - Mona byo mie inne w pewnych sprawach pogldy ni pozostali i jednoczenie pozostawa we wsplnym gronie. To chyba Pisudski uwaa, e kto nie by za modu socjalist, ten na staro bdzie wini. Tak p-serio odnisbym t uwag Marszaka do Unii. Tak wielu ludzi za modu byo w Unii, e co jest na rzeczy. Teraz s w PiS, w Platformie, nawet w SLD, cho nie wiem, czy to akurat dobrze. A sama Unia - jak socjalizm - stawaa si coraz bardziej anachroniczna. Gwn si sprawcz, motorem mojego dziaania w UD by motyw modernizacji pastwa i gospodarki. - Unia Demokratyczna jako gwarantka reform. - Kiedy projekt modernizacyjny kraju przesta by projektem kluczowym, trzymanie si Unii przestao mie sens. Wczeniej uwaaem, e jest nas, reformatorw, tak mao, e musimy trzyma si razem. Taki by fundament rzdu Suchockiej: jestemy z Unii, ZChN, partii chopskich, ale chcemy zmienia kraj i musimy si trzyma razem. Jednym marzy si pastwo wieckie, innym bliskie Kocioowi, jedni byli za Was, inni za Mazowieckim, ale zostawmy to na boku, bo mamy do przeprowadzenia fundamentalne zmiany, l tego typu mylenie znalazo fanatycznych wyznawcw, czsto dziaajcych wbrew swoim partiom. Myl o rycerzach jednoci tamtej koalicji - o Stefanie Niesioowskim po stronie ZChN i Bronisawie Geremku w Unii. To dwaj zasueni politycy, ktrzy wbrew swoim rodowiskom i wyznawanym przez siebie ideologiom bronili tego rzdu i wiem, e duo za to zapacili. Myl, e robili to z patriotyzmu. Tylko e w poowie lat 90. na pierwszy plan ycia publicznego zaczy wychodzi inne problemy: przestpczo, rozpad wizi spoecznych, nasilajca si niech Polakw do wasnego pastwa, korupcja. To byy po czci skutki popiesznej modernizacji, a Unia nie miaa na nie recept. Wtedy wanie z niej odszedem. - Geremek i Rokita to bya staa zbitka medialna. Zreszt profesor Geremek wielokrotnie to potwierdza. Gdy Pan wyszed z Unii, by bardzo rozczarowany, mwi o zawodzie swoim uczniem. - Bronisaw Geremek jest niewtpliwie jedn z dwch osb, od ktrych nauczyem si praktycznej polityki. Pierwszym moim mistrzem by w drugiej poowie lat 80. Zbigniew Romaszewski, drugim - wanie Geremek.

W 1989 roku w sposb przypadkowy zostaem jego zastpc na stanowisku szefa OKP. Pracowalimy potem niemal codziennie przez lat sze. Na przeomie 1995 i 1996 nasze wizje, jak prowadzi polityk, zaczy si rozchodzi, a rok pniej rozeszy si definitywnie. Ale Geremek pozostanie dla mnie nauczycielem "dyplomacji" rozumianej jako metody prowadzenia dziaalnoci politycznej, nauczycielem gabinetowej rozmowy, politycznych konsultacji, caej tej ludwicjasko-dworskiej strony polityki. Tak dzi wyobraam sobie polityk na dworze francuskich Ludwikw. Dla czowieka parajcego si dziaalnoci publiczn to lekcja bardzo cenna, pobierana nie w jakiej dyplomatycznej akademii, ale w codziennej pracy. Prosz pamita, e w czasie pierwszych lat naszej wsppracy Bronisaw Geremek trzs pastwem, mia olbrzymi cz realnej wadzy. W ogle nauka polityki w oderwaniu od realnej polityki jest czym niemoliwym. Obserwuj czsto bardzo inteligentnych studentw i absolwentw nauk politycznych i podobnych akademickich kierunkw, zafascynowanych polityk, ktrzy si naczytali ksiek o polityce, a po krtkiej rozmowie zazwyczaj nabieram pewnoci, e nie maj oni adnych kwalifikacji do zajmowania si polityk. Co wicej - by moe w trakcie tych studiw zostali tych umiejtnoci kompletnie pozbawieni. - A jak doszo do wyboru Pana na zastpc Geremka w OKP? - Pierwszy raz OKP zebra si w czerwcu 1989 roku, w Audytorium Maximum na Uniwersytecie Warszawskim. By tam Wasa, by Geremek. Obaj mieli z gry przygotowane wszystkie decyzje - kto zajmie jakie stanowisko, jak si zorganizujemy. Dziaali w porozumieniu i byli pewni, e kada ich wsplna decyzja zostanie bez szemrania zaakceptowana. Straszliwie si jednak przejechali. Cz osb bya mocno zdegustowana dodatkowym uprzywilejowaniem komunistw przy okazji tak zwanej listy krajowej. Tli si te bunt spowodowany przekonaniem, e za chwil Jaruzelski zostanie wybrany prezydentem. Jak wszedem, to ju po piciu minutach czuem, e co jest nie tak. A jednak nikt nie mia odwagi, by dorwa si do mikrofonu i wypowiedzie co przeciwko Geremkowi i Wasie. l pojawia si jaka sprawa czysto techniczna, zaproponowana przez nich procedura, ktrej ju nie pamitam. Rzecz w tym, e ta propozycja wydaa mi si tak skandaliczna, e podniosem rk, ku zdumieniu prowadzcych zebranie dostaem mikrofon i zaczem w sposb ostry i zasadniczy krytykowa. Sala musiaa by mocno zdumiona, e jaki mokos z Krakowa takie rzeczy wyprawia. Efekt by jednak piorunujcy. - Wygra Pan, zgodnie z wczesn, wci troch rewolucyjn atmosfer, dziki krytyce. - Zaproponowano mnie, nieznanego bliej wikszoci tych ludzi, na wiceprzewodniczcego OKP. Chodzio o zablokowanie proponowanego przez Was i Geremka ksztatu kierownictwa. Przy jawnym oporze Geremka, niewielk wprawdzie wikszoci gosw, ale zostaem wybrany. Taki by pocztek mojej znajomoci z Geremkiem w OKP. Profesor zachowa si z klas, niezwocznie po wyborze mi pogratulowa i stwierdzi, e to, co si wydarzyo, byo dla niego niezwykle interesujce. l e chce ze mn wsppracowa i zaprasza na spotkanie prezydium klubu. Po prostu zaczem pracowa, co si chyba profesorowi bardzo spodobao. Zacz mnie traktowa bardzo serio i stopniowo si zaprzyjanilimy. Pomimo bardzo ostrego pniejszego konfliktu, kiedy Geremek krzycza na mnie, e jestem najwikszym szkodnikiem politycznym, jakiego Unia Wolnoci wydaa, ja zachowaem dla niego wiele szacunku, sympatii, przyjani. - Na prawicy to nie jest popularny punkt widzenia. - Na prawicy to jest punkt widzenia okrelany jako nikczemny i zdradziecki. Bronisaw Geremek

na prawicy uchodzi za tajemniczego demona za. Za czowieka, ktry by wulkanem intryg i inicjatyw majcych na celu zduszenie polskiej prawicy. Ja mam akurat to szczcie, e przez te sze lat, gdy mia rzekomo przeciw prawicy knu, pracowaem z nim na co dzie. Wiem, e to nieprawda. Zreszt, trzeba pamita, e Bronisaw Geremek te zmienia swoje pogldy, cho bardzo nie lubi tego pokazywa. Ale zmienia - na gospodark, od cigot socjalistycznych ku umiowaniu konkurencji. Na samorzd terytorialny - powoli przesuwa si ku decentralizacji. Na Koci - coraz bardziej docenia jego spoeczn rol. l na prawic - by coraz mocniej otwarty na wspprac z ni. - Czego konkretnie nauczy si Pan zatem w akademii prof. Geremka? - To nie jest jaki kodeks zasad, ktrych w polityce naley przestrzega. Warto tego, o czym tu mwi, polegaa na moliwoci codziennego obserwowania i uczestnictwa w gabinetowej polityce bardzo dobrej jakoci. To tak jak z malowaniem dobrych obrazw - nie ma regu, ktre pozwoliyby modemu malarzowi odpowiedzie na pytanie, czego nauczy si od Moneta. - Ale czego modzi absolwenci nauk politycznych, nie wiedz, a czego Pan si nauczy od profesora? - Z nimi problem jest taki, e maj przeintelektualizowany pogld na polityk, to znaczy cigle opisuj rzeczywisto polityczn. A rzeczywisto polityczna nie nadaje si do tego, eby j opisywa, jeli chce si w niej uczestniczy. Istnieje fundamentalna sprzeczno pomidzy permanentnym komentarzem rzeczywistoci politycznej, a realnym ksztatowaniem polityki. Nie ma wybitnych politykw, ktrzy byliby wybitnymi komentatorami politycznymi. To s role kompletnie od siebie rozdzielne. Kto, kto pisze doskonae analizy w gazecie, na og nie nadaje si do polityki. - Bo si odsania? - Chociaby dlatego, e uczestnictwo w polityce nie polega na tym, eby ujawnia cao swoich przekona, intencji, sdw na temat innych uczestnikw politycznej sceny. Jak si to robi, to si tych partnerw nie ma. Gdybym ja dzisiaj powiedzia panom wszystko, co sdz o motywach i efektach dziaania moich kolegw z Platformy, z PiS, politykw PSL - to w zasadzie napisalibymy dzieo, ktre raz na zawsze zakoczyoby moj dziaalno publiczn. - Wygosi Pan na cze Geremka pean. Ale przy wszystkich przerysowaniach, wiele zarzutw wobec niego byo racjonalnych. Na przykad ten, e profesor traktuje ludzi z gry, jest zanadto salonowy. - Absolutnie tak. Pamitam chociaby Waldemara Pawlaka, ktry przyszed tu przed tym, gdy zosta po raz drugi premierem. Geremek, wkurzony, e PSL nie chce i na jaki ukad, na ktry oczywicie powinno pj, wyrzuci nieomal Pawlaka z pokoju. Pawlak grzecznie ze spuszczon gow wymaszerowa. Premier Turyngii Vogel tumaczy mi kiedy, e ilekro przychodzi mu zestawi w Unii Europejskiej si Niemiec i Luksemburga, nigdy nie powie: "Wielkie Niemcy i maleki Luksemburg". Nie powie nawet: "Niemcy s wiksze od Luksemburga". Powie raczej, e Luksemburg nie jest tak duy jak Niemcy. Takiego stosunku do Luksemburga Geremek nie byby w stanie znie. - l to byo jedn z waniejszych przyczyn jego klski? - Moe. Dlatego z Unii Wolnoci odeszli liberaowie z dawnego KLD, sprowokowani w 2000 roku przez Geremka. W efekcie zaamaa si jego kariera polityczna i doszo do samolikwidacji caej partii. Ten cig zdarze jawi mi si jako pasmo poraek i bdw wynikajcych wycznie z

tego, e profesor by przekonany o swojej wietnoci politycznej, a politykw z dawnego KLD uwaa za choptasi, ktrym gdzie tam przy Wasie nogi urosy. l e powinni oni nadal tapla si w gdaskim bajorku, a nie bra do powanej polityki. Geremek ma wady charakterologiczne i one utrudniy mu wspprac z wieloma osobami. Tylko e kiedy ja to mwi, brzmi to troch miesznie, bo naturalna reakcja panw powinna brzmie: "przygania kocio garnkowi". - W 1992 roku dziennikarze mieli jeszcze zwyczaj chodzi na posiedzenia klubw parlamentarnych. Pamitam, e doszo pomidzy Panem a Geremkiem do potwornej awantury w sprawie jakiego gosowania nad orzeczeniem Trybunau Konstytucyjnego dotyczcego waloryzacji emerytur. To by czas rzdu Olszewskiego. Obaj si potwornie zaperzylicie i najpierw Pan mwi: "Panie przewodniczcy, prosz nie absurdalizowa moich wnioskw!". A profesor na to: "Pan pose Rokita chodzi do innej szkoy ni ja. Moja szkoa uczya logiki politycznego mylenia!" (miech). - l to byo absolutnie w stylu Geremka. Ja z kolei nie miaem adnych oporw w mwieniu mu, e co widz inaczej. Nie wyobraam sobie podobnie otwartej rozmowy na przykad z Tadeuszem Mazowieckim. Pan Tadeusz by si obrazi. Z Geremkiem koczyo si godzinn awantur, w trakcie ktrej mona byo krzycze, a po kolejnej godzinie znajdowalimy porozumienie. To byo cenne, tym bardziej e on by moim politycznym przeoonym. - W stylu Geremka byo te synne zdanie wypowiedziane po rozpadzie Unii Wolnoci: trzech zbiegw to jeszcze nie partia. - Geremek ma poczucie wyszoci nad wiatem, ale ja samego poczucia wyszoci, o ile nie paraliuje ono politycznej skutecznoci, nie uwaam za co zego. - Tym razem chyba sparaliowao. Ale jest jeszcze jeden rys polityki Geremka wart omwienia. On nigdy nie poszed na wspprac z SLD, ale chyba mia w tym kierunku powane pokusy. - W tej sprawie mam wiedz, bo rozmawiaem na ten temat z profesorem dziesitki razy. l wiem, e jego pogldy w tej sprawie byy inne ni Michnika. O ile Michnik ewidentnie lgn do czci obozu postkomunistycznego, to Geremek tym obozem pogardza. Wiedzia oczywicie, e nie moe wyraa tego publicznie. Jego poczucie wyszoci, o ktrym tu mwilimy, obejmowao wszystkich postkomunistw z Aleksandrem Kwaniewskim na czele. Nie dzieli ich, za to mia do nich wszystkich stosunek lekcewacy. Uwaa, e musi prowadzi wobec nich gr. Zreszt podobnie patrzy na PSL. Miller nie rni si dla niego od Kwaniewskiego, Kwaniewski od Pawlaka. To w jego wyobrani byo jedno towarzystwo. - Ale na pocztku lat 90. Pan uwaa, e trzeba szybko zrobi solidarnociow rewolucj w pastwie, Geremek - nie. Jego zachowania publiczne wskazyway na to, e przynajmniej do czasu rzdu Suchockiej za wikszego wroga uwaa solidarnociow prawic ni postkomunistw. - To jest posta, o ktrej ciekawie si rozmawia, gdy odrzucimy stereotypy, a zostawimy fakty. W latach 1989-1996, kiedy kto w Unii Demokratycznej podnosi projekt wsppracy z komunistami, Geremek reagowa zdecydowanym sprzeciwem. Uwaa takie projekty w tamtych latach za polityczny absurd i polityczne samobjstwo, l odwrotnie - pamitam, z jakim trudem "yka" ten neoendecki ZChN, bo caej tej formacji pod wzgldem ideowym rzecz jasna szczerze nie cierpia. On poza wszystkim jest polskim ydem, wic dlaczego miaby szczeglnie kocha nacjonalistw. Ale od kiedy stao si jasne, e wywodzce si z KOR grono jego wsppracownikw nie jest w

stanie utrzyma monopolu wadzy w pastwie, partnerw szuka tylko na prawicy. To owocowao jego wsplnymi ze Stefanem Niesioowskim z ZChN konferencjami prasowymi w obronie rzdu Suchockiej - z jednej strony przed brami Kaczyskimi, z drugiej - przed SLD. To owocowao szczytem jego kariery politycznej, jakim byo ministrowanie w rzdzie Buka i Krzaklewskiego. Oczywicie nie ulega te wtpliwoci, e Bronisaw Geremek by twrc i wykonawc koncepcji utrzymania caej wadzy w rkach postkorowskiej elity. Nie ulega wtpliwoci, e by przeciwny szybkiemu tworzeniu si w Polsce systemu partyjnego. Geremek jest politykiem skrajnie inteligenckim, pozbawionym poczucia wanoci ludu w polityce. Myl, e jako jeden z ostatnich ludzi w polskiej polityce zorientowa si, e to, co dzieje si wrd ludu, moe mie istotne znaczenie. - Dlaczego profesor Geremek przegra, dlaczego znikn z polskiej polityki? - Dzi w polityce trzeba by twardym, prostym, szczerym i zrozumiaym. Mwi do ludzi od serca i szczerze. Bo polityka staje si demokratyczna, ludowa. Na tym polega wyszo Platformy nad Uni Wolnoci. A u Geremka wszystko byo wyrozumowane, nie do koca jednoznaczne, wszystko na p-, wiertonie, a tak naprawd na semkach i szesnastkach. Trzeba byo bardzo uwanej obserwacji, by rozrni, e danego dnia sygna profesora Geremka jest o wier tonu silniejszy ni dnia poprzedniego i e oznacza to istotny zwrot polityczny. To jest w jaki sposb pikne, ale na dzisiejsze czasy anachroniczne. Zatem profesor Geremek... To tak jakby kto chcia zaadaptowa kardynaa Richelieu do czasw burzenia Bastylii. To s rzeczy, ktre do siebie nie pasuj. Ale nie zgodzibym si z pana tez, e Geremek przegra. On odegra kolosaln rol w najnowszej historii Polski. Cho nie sprawowa najwyszych politycznych funkcji, mia wielki wpyw na "czyst" polityk. Nie dlatego, e by krlem, cesarzem, premierem, ale dlatego, e trzyma w swoich rkach kluczowe instrumenty wadzy w pastwie. - Z perspektywy historycznej moe by jednak zapomniany, to midzy innymi dlatego politycy d do urzdw. - Czy ja wiem? Korneliusz Scypio by ledwie przez dwa lata konsulem w Rzymie, jednym spord dwch tysicy wybieranych kadego roku przez 250 lat. Tum, ktrego nikt nie pamita. A Scypiona pamitamy. Chodzi o to, e dla polityka rzecz o wiele bardziej podniecajc s sytuacje, w ktrych kto wywiera realny, potny wpyw, nie sprawujc adnych instytucjonalnych funkcji. Ja nie chc twierdzi, e w normalnym, przyzwoicie rzdzonym pastwie to jest dobra sytuacja. Tylko e Geremek by politykiem czasw rewolucji, a nie czasw spokojnych. W mojej ocenie obok Wasy by najwaniejsz postaci polskiej rewolucji z lat 1989-1990. - A dzisiaj? Bronisaw Geremek zapytany ostatnio, dlaczego proczne ledztwo "Gazety Wyborczej" nie przynioso efektw, stwierdzi, e najprawdopodobniej nie miaa odpowiednich rodkw. - Naprawd? (miech). - To wstp do powanego pytania: czy on i jego rodowisko rozumiej wspczesne czasy? - Szczerze mwic, nie wiem, bo moje rozmowy i z Tadeuszem Mazowieckim, i Bronisawem Geremkiem od paru lat s zdawkowe. Czytaem jaki duszy wywiad w "Gazecie Wyborczej" z Mazowieckim o sprawie Rywina. l wyoni si z tej rozmowy czowiek gboko przyzwoity, zniesmaczony rzeczywistoci, ale pozbawiony nawet najbardziej czstkowych recept na

ulepszenie tego wiata. By to nie tyle wywiad polityka, co moralisty, pisarza. A dzi w polityce trzeba uywa jzyka twardego potpienia, konfliktu, jzyka pozbawionego pcieni. To nie jest wiat, w ktrym Bronisaw Geremek czuby si dobrze. l lepiej, mwi to bez zoliwoci, e nie ma go w tym parlamencie. Bo to nie jest ju jego wiat, miejsce, okolicznoci. Ale przecie Geremek wci jest obecny na salonach wiatowej polityki, uniwersytetach. Tam mwi dobrze i mdrze o Polsce, i to jest dla Polski bardzo przydatne. - Teraz Panowie si spotykacie? - Rzadko. l bardzo tego auj... Tak, tym pytaniem uwiadomi) mi pan, e powinienem do niego zadzwoni.

Rzdy Olszewskiego i Suchockiej

Std rzdzi si Polsk!


Pocztek lipca 1992 roku, ciepe przedpoudnie. Jan Rokita wkracza pewnym krokiem do swojego nowego gabinetu w Urzdzie Rady Ministrw. Oglda wielkie ciemne socrealistyczne biurko, z zadowoleniem spostrzega ca mas szuflad po obu jego stronach. - Przydadz si - myli czowiek, ktremu zawsze brakuje miejsca na papiery. Towarzyszy mu kolega ze studiw Aleksander Galos, ktry zostanie szefem jego gabinetu. - Widzisz Olek, to std rzdzi si Polsk - Rokita podnosi rami, pokazuje leniwie. Ma 31 lat i wanie odnis wielki sukces polityczny.

- W grudniu 1991 roku nowy parlament, pierwszy wybrany w cakowicie demokratycznych wyborach, powoa rzd Jana Olszewskiego. Rzd, ktremu by Pan zajadle przeciwny. - Tadeusz Mazowiecki chcia odbudowa pod kierownictwem Olszewskiego wielki rzd solidarnociowy. W susznych, szlachetnych intencjach. Ale po pierwsze - Olszewski nie chcia dopuci do swego rzdu nikogo spoza uznawanej przez siebie sekty "czystych". Po drugie jego rzd by w wojnie z prezydentem Was. Po trzecie wreszcie - Olszewski kompletnie nie nadawa si na premiera. To zacna posta, ale z powodu charakteru niezdolna do kierowania powan organizacj czy instytucj. - Co to znaczy niezdolna? - To znaczy tyle, e pod jego kierownictwem mona byo obserwowa degrengolad, rozkad instytucji publicznych. Potem przyszy jeszcze gorsze rzeczy - na przykad premierostwo

Waldemara Pawlaka. One potwierdzay suszne przypuszczenie Pisudskiego, ktry mianujc Sawoja-Skadkowskiego mia powiedzie, e chce sprawdzi, czy premierem Polski moe by kady. Ale z perspektywy roku 1992 to wcale nie byo jeszcze oczywiste, e premierem moe by kady. Wierzyem w wielkie porozumienie solidarnociowych partii, ale nie pod kierunkiem Olszewskiego. - Kiedy Pan pozna Jana Olszewskiego? - Poznaem go w poowie lat 80. - przez Zbyszka Romaszewskiego. To wtedy minister sprawiedliwoci Lech Domeradzki odmwi mi wpisu na aplikacj adwokack. Byem w tamtych latach przewiadczony, e decyzje komunistw warto zaskara przed sdami. Oni nie byli na to zupenie przygotowani, powstawa szum, mona byo wywoa spr. Przekonywaem do tej metody innych. Odmow wpisu mogem zaskary do Sdu Najwyszego. Poprosiem Romaszewskich, eby mi znaleli sensownego adwokata. Zbyszek si ucieszy: Jan poprowadzi t spraw z ochot. - l poprowadzi? - Poprowadzi, cho zupenie bez entuzjazmu. Spotkalimy si w jakiej kawiarni i Olszewski od pocztku dawa mi do zrozumienia, e spraw uwaa za przegran i nie bardzo wart zachodu. Ale podj si z przyjani do Romaszewskiego. Przegralimy j razem. Wtedy par razy z nim rozmawiaem, byem nawet u niego w mieszkaniu. - Jak Pan wspomina kontakty z nim? - Jako sympatyczne, kurtuazyjne. Romaszewski mwio Olszewskim, e to ostatni yjcy socjalista, co budzio mie historyczne skojarzenia. Z rozmw z samym mecenasem wywnioskowaem, e to posta jak z "Rodowodw niepokornych" Bogdana Cywiskiego. Typ Abramowskiego. Idealistyczny marzyciel, a rwnoczenie czowiek o umyle manichejskim. Kto, komu wiat dzieli si bardzo precyzyjnie na zych, a tych jest ogromna wikszo, i cienk warstewk dobrych, gwnie osobistych znajomych mecenasa. To mi si pniej sprawdzio. Rzd Olszewskiego to mia by rzd dobrych nad zymi. Wiedziaem o tym, e dla niego Mazowiecki, Geremek, Wasa znajduj si po stronie ciemnoci, wic o adnym porozumieniu nie moe by mowy. - Ale to by czowiek bardzo zasuony dla opozycji, polityczny obroca. Okaza si a tak bardzo zym premierem? - Niestety tak. Pamitam gigantyczne problemy ze skompletowaniem samego skadu tego rzdu. Ministerstwa przez cae miesice nie miay penoprawnych szefw, bo planowano je zlikwidowa, ale nie likwidowano. Ministrem finansw zosta Karol Lutkowski, skdind utalentowany ekonomista, ktry przez duszy czas obserwowa z przeraeniem rosncy stos dokumentw do podpisania i decyzji do podjcia, a wreszcie poda si do dymisji. Pamitam informacje o wielogodzinnych zamknitych naradach Olszewskiego z kierownictwem rzdu. One pochaniay lwi cz czasu samego premiera i jego ministrw. Nikt z personelu tego rzdu nie wiedzia, co na nich postanowiono. Pastwo stao w oczekiwaniu na decyzje, a mecenas-premier, tak jak przez cae swoje adwokackie ycie, gawdzi sobie z klientami. Potem pojawiy si skandaliczne - z obu stron - wojny rzdu z Was. Ich symbolem sta si minister obrony Jan Parys. To potwierdzao najgorsze stereotypy kreowane przez dawny aparat PZPR-owski: Wy, ludzie Solidarnoci, nie potraficie rzdzi.

- Obserwujc z zewntrz, mona byo jednak odnie wraenie, e to nie kwestia sprawnoci tego rzdu stanowia gwny przedmiot sporu. Olszewski i niektrzy z jego ministrw byli zwolennikami walki z dawnym PZPR-owskim aparatem, najszerzej rozumianej dekomunizacji. Pana partia, Unia Demokratyczna, si temu sprzeciwiaa. Symboliczny by fina - wojna o lustracyjn uchwa, ktr zrealizowa Antoni Macierewicz. - To byo jak w greckiej tragedii. Obie strony poszy na spr symboliczny, ktrego nie chciay. Tego sporu chcieli radykaowie po obu stronach - Macierewicz z Michnikiem. l w obu obozach byo wielu ludzi, ktrzy tak ostro tego sporu nie chcieli definiowa. Obz Jana Olszewskiego go jednak tak zdefiniowa - w synnej nocnej mowie premiera z 4 czerwca. A obz opozycji zdefiniowa go poprzez radykalny sprzeciw wobec lustracji, l jedno, i drugie byo nieprawdziwe. Sposb, w jaki Macierewicz zaproponowa lustracj - jako obron upadajcego zego rzdu - by porak idei lustracji. A w szeregach przeciwnikw tego rzdu nastpowao wanie wtedy przewartociowanie polityki, jak prowadzi Mazowiecki. Przekonywalimy si coraz bardziej do fiaska antydekomunizacyjnej polityki. Niestety, obie strony stany pod radykalnymi sztandarami. - Ale Pan nigdy nie by zwolennikiem dekomunizacji rozumianej jako zakaz sprawowania stanowisk przez byych komunistw. - Nie byem. Pniej jako szef URM w rzdzie Suchockiej gosiem program dekomunizacji pokoleniowej. Chciaem, aby w administracji, w yciu publicznym, gospodarczym zacza dominowa generacja nieobciona przez komunizm. W warunkach, gdy przeforsowanie programu powszechnej prywatyzacji wymagao kompromisu z czci aparatu komunistycznego, upieranie si, e trzeba ten aparat wypchn z ycia publicznego, nie miao sensu. To prowadzio wycznie do krzykactwa. Tak zreszt postrzegaem dorobek rzdu Jana Olszewskiego. To jak z bajki Lafontaine'a o kogucie i lisie. Kto jest groniejszy dla kur? Czy panoszcy si na podwrku krzykliwy wyniosy kogut. Czy skradajcy si lisek o sympatycznym pyszczku. Dla mnie rzd Olszewskiego - Macierewicza uprawia polityk koguci. Ja wolaem polityk lisi. - W Niemczech czy w Czechach symboliczna dekomunizacja si jednak powioda i przyniosa wymierne efekty. - To prawda. To byo w Polsce moliwe na pocztku 1990 roku. Rne historyczne przedsiwzicia maj swj czas. Tamten czas zosta zmarnowany - przez Mazowieckiego i Was. W 1992 roku zwolennicy radykalnej dekomunizacji byli spnieni o dwa lata. Jej zwolennikw nazwaem nieco pniej wyznawcami manicheizmu dla ubogich. Wystarczy podzieli wiat na dobrych i zych, potem nazwa wiat zych wiatem ciemnoci. Ale ten wiat nie zniknie od gonych krzykw. A o to, e ta ciemno ogarnia coraz nowe obszary rzeczywistoci, tacy manichejczycy ju si nie martwi. Wystarczy, e s po dobrej stronie. To postawa antypolityczna. - W swoich atakach na tamten obz - to Pan referowa wniosek o wotum nieufnoci dla rzdu Olszewskiego - by Pan brutalny, wrcz okrutny. Moe tamten premier by nieudolny, ale sam Pan mwi, e chcia dobrze. - Kiedy przychodzi do sporu o odwoanie rzdu, jzyk polityki staje si szczeglnie ostry. Nie mona obala gabinetu, mwic opinii publicznej, e ma on pewne dobre strony czy choby dobre intencje. Mwi si o nim jak najgorzej. Z kolei bronicy si rzd przedstawia opozycj jako grup czynic zamach na najywotniejsze interesy pastwa. Tylko tym mog wytumaczy swoj wczesn brutalno.

wytumaczy swoj wczesn brutalno. Ponadto jeli decyduj si wej w konflikt polityczny, staram si prowadzi go w sposb twardy. To warunek sukcesu. Chciaem zrealizowa scenariusz, w nastpstwie ktrego to moja partia miaa rzdzi, a nie Olszewski. - Po drodze zdy Pan jeszcze popiera Waldemara Pawlaka jako kandydata na premiera. - No tak, ale Pawlaka poparem nie po to, eby on stworzy rzd. Bez PSL nie mona byo obali rzdu Olszewskiego. Plan by prosty. Najpierw z Pawlakiem doprowadzi do dymisji Olszewskiego. A potem z istotn czci obozu Olszewskiego stworzy rzd solidarnociowy bez Pawlaka. To bya strategia racjonalna. - Eje, ja pamitam, e cz politykw Unii Demokratycznej traktowaa koalicj z PSL, ba take i z SLD, zupenie serio. - Nie byo czego takiego jak stanowisko Unii. Byli tacy, ktrzy chcieli wchodzi do rzdu Olszewskiego - Mazowiecki, Hali. Tylko e oni nie mogli odnie sukcesu. Pamitam zabawn scenk. Mazowiecki wraca z kolejnej tury negocjacji z Olszewskim na spotkanie z prezydium Unii. Prycha, pociera rk okulary, siorbie herbat, a wreszcie kto go pyta: Panie premierze, co si stao? A on na to cedzi sylaba za sylab: To nie do wy-trzy-ma-nia. Jak ten Ol-szew-ski wo-lno m-wi. Byli te w Unii tacy ludzie, ktrzy zgadzali si z Adamem Michnikiem, gotowi ju wtedy na antyklerykaln koalicj z SLD. Oni chcieli chroni Polsk przed klerykalizacj i dekomunizacj. - Kto by w tej drugiej grupie? - Mam wraenie, e na przykad Geremek si do tego przymierza, ale te bardzo si waha. l bya trzecia opcja, bardzo aktywistyczna. Ona zakadaa obalenie Olszewskiego po to, eby stworzy now solidarnociow koalicj. Ten plan pozwoli mnie, modemu czowiekowi, zosta wkrtce szefem Urzdu Rady Ministrw w nowym rzdzie - Hanny Suchockiej. Po zablokowaniu palenia akt MSW i likwidacji bezpieki to mj drugi wielki sukces na scenie politycznej. Osignem go w duej mierze obok mojej wczesnej partii. - Pamita Pan, jak Pan gosowa nad uchwa lustracyjn, ktra pozwolia Macierewiczowi ogosi list agentw w rzdzie i parlamencie? - Nie pamitam. Moja partia nie wzia udziau w gosowaniu, cz posw wstrzymaa si od gosu. Nie byem ju wtedy zdecydowanym przeciwnikiem lustracji. Przeywaem rozterki. - W nastpstwie upadku rzdu Olszewskiego solidarnociowa strona sceny politycznej podzielia si w sposb trway. Nie bylicie w stanie pozyska jej czci zwizanej z Olszewskim do udziau w rzdzie Suchockiej i musielicie pniej siga do poparcia SLD. A to bardzo wzmocnio postkomunistyczn lewic. - Porozumienie si Unii z obozem Olszewskiego czy Macierewicza byo niemoliwe. Ale porozumienie z PC byo moliwe - niezalenie od konfliktu z 4 czerwca. - Dlaczego nie potrafilicie wcign Porozumienia Centrum do rzdu Suchockiej? - Na przeszkodzie stan spr czysto personalny. Nie chc o tym mwi. Nieobecno PC, skonfliktowanego przecie wczeniej z Olszewskim, w rzdzie Suchockiej bya absurdem. Przez cay rok trwania rzdu Suchockiej zabiegaem o wejcie PC do rzdu. Potem oni zaczli si domaga lustracji urzdu prezydenta, a my uwaalimy to za awantur szkodliw dla

pastwa i dla obozu solidarnociowego. Ale jeszcze w maju 1993 roku w prywatnym mieszkaniu czowieka, do ktrego i ja, i Kaczyski mielimy zaufanie - Janusza Niedzieli, wtedy dyrektora kadr w URM - spotykaem si z Jarkiem. Nie udao si. - Jak Pan pozna swoj pniejsz szefow Hann Suchock? - W 1989 roku, kiedy ona i ja zostalimy wybrani posami OKR Od pocztku symbolizowaa dla mnie niebanalne poczenie. Z jednej strony, niesychane oddanie Bronisawowi Geremkowi on ni po prostu dowodzi. Z drugiej strony, chtnie manifestowany ludowy katolicyzm, co dla rodowiska Geremka nie byo raczej typowe. Miaa rozliczne powizania z klerem. Co rusz widziao si j z jakim duchownym, najczciej biskupem. Ta dwoisto mnie do niej zbliya. Ja te byem bliski Geremkowi, cho nasze relacje byy nieco inne. Tam stosunek dowdcy i onierza, tu mistrza i ucznia, l ja te, cho w sposb daleko mniej manifestacyjny, zachowywaem mocne poczucie wizi z Kocioem katolickim. - Przyjani si Pan z ni? - Wtedy nie, ale w OKP bylimy sobie bliscy. Kiedy upad rzd Olszewskiego, dla mnie byo jasne, e podstaw nowego rzdu musi by porozumienie ognia z wod: Unii Demokratycznej i ZChN. Partnerem w poszukiwaniu takiego porozumienia sta si rozumny, otwarty, skonny do przeamywania wasnych uprzedze Stefan Niesioowski. Konspirowalimy w sejmowych kuluarach i restauracjach. A wreszcie ktrego dnia spotkaem Niesioowskiego na korytarzu i spytaem: A co by powiedzia, gdyby premierem zostaa Suchocka, a on mi na to: wietny pomys, sprbowabym to przepchn w ZChN. - Uzgadnia Pan to z kolegami w Unii Demokratycznej? - Zaczem dopiero po tej rozmowie. Jestem dzi przekonany, e ta kandydatura zrodzia si w tej jednominutowej rozmowie. Ona bya wprost idealna: jako osoba bliska Geremkowi i zarazem bardzo wiarygodna dla biskupw. - Rozwaa Pan inne kandydatury? - To Balcerowicz wziby pewnie list posw, a moe nawet wrzuciby j do komputera i co by mu wypado. Ja tak polityki robi nie umiem. - Co Pan dalej z tym robi? - Z pewnoci id do Geremka. On si krzywi, ale mwi na koniec, e jeli uda mi si to przeprowadzi, on to zaakceptuje. To byo istotne. Nie mona byo przeprowadzi czegokolwiek w Unii wbrew Mazowieckiemu i Geremkowi. A byo jasne, e Mazowiecki szybkiego rozstrzygnicia problemu premiera nie chce. Chce spraw przecign, liczy na porozumienie z Janem Olszewskim. - Ale po co? Sam chcia zosta premierem? - By moe. Na pewno nie chcia szybkiego rozstrzygnicia. A sprawy byy pilne, bo w Urzdzie Rady Ministrw siedzia Waldemar Pawlak, mody czowiek bez politycznego yciorysu i jego minister Aleksander uczak, przedstawiciel starego establishmentu, ktry wyrzuca ludzi Solidarnoci i przywraca komunistw. l w dodatku kupowa Pawlakowi za publiczne pienidze skarpetki. Ja byem jednym z tych ludzi, ktrzy przyczynili si do obalenia poprzedniego gabinetu, wic na mnie ciy obowizek stworzenia nowej ekipy. - Przychodzi wreszcie pamitna noc w lipcu 1992 roku, podczas ktrej zapada decyzja o

- Przychodzi wreszcie pamitna noc w lipcu 1992 roku, podczas ktrej zapada decyzja o stworzeniu rzdu Suchockiej. - Mam w pamici taki oto obraz. Obraduje w Sejmie Prezydium Unii Demokratycznej pod przewodnictwem Mazowieckiego i nie moe podj adnej decyzji. Ja wpadam, tumacz, e decyzj podj trzeba, po czym bez adnych penomocnictw wybiegam do innej sali - w Senacie. A tam obraduje siedem partii prawicowych. Wic przekonuj z kolei ich. Tak naprawd z gry wiedziaem, e skoczy si na Suchockiej, cho w typowej dla Polski atmosferze, dla dziwacznej gry paday jakie kontrpropozycje. Na przykad Jarosaw Kaczyski zgosi na premiera Gabriela Janowskiego. Skoro jest kandydat Unii Demokratycznej, to dlaczego ma nie by kandydata PC? - Kto szybciej podj decyzj? - O dziwo prawicowa szstka, bo PC opucio wczeniej sal. Unia miaa dosta premiera, a jednak to Mazowiecki przewleka, jak mg. Chodzilimy po sejmowym korytarzu z Aleksandrem Hallem. On by z Mazowieckim bardzo zaprzyjaniony, a jednak powiedzia mi: Suchaj, to trzeba zrobi. Postaw wszystko na jedn kart. Wreszcie nad ranem zawarem porozumienie z prawic - bez formalnego mandatu wasnej partii. Unia tak naprawd odmwia udziau w rzdzie pod swoim kierownictwem i zatwierdzia te decyzje dopiero pniej. A rzd i tak powsta - cho powoywany lekko awanturniczo. - Jak to awanturniczo? - Znalelimy kilku najwaniejszych ministrw, a reszt resortw trzeba byo obsadzi ludmi z mniejszych partii. Nie wiedzielimy, co zrobi z Ministerstwem Zdrowia, a rwnoczenie musielimy da jakie stanowisko malej chopskiej partii - Stronnictwu ChrzecijaskoLudowemu. Okoo czwartej rano powiedzielimy liderom tej partii: Arturowi Balazsowi i Jzefowi liszowi, eby w cigu godziny znaleli w swoich szeregach lekarza. Po godzinie odpowiedzieli, e jest taki. Andrzej Wojtya. Wszyscy natychmiast si na niego zgodzili. - Parlamentaryzm w stanie czystym. Pan myla dla siebie od pocztku o jakiej roli w tym rzdzie? - Od pocztku chciaem by szefem Urzdu Rady Ministrw, bo interesowaem si administracj. By problem, czy w tej roli bdzie mnie widzie Hanna Suchocka. A jej nie byo. Siedziaa w Anglii na jakich wykadach i w ogle nie wiedziaa, e jest kandydatk na premiera. Powiadomia j o wszystkim polska ambasada. - Pan biega z sali do sali za jej kandydatur, a ona nic nie wiedziaa? - Nic a nic. Pamitam, jak si pojawia na lotnisku kompletnie zdezorientowana. Czeka na ni tum dziennikarzy chccych zapyta o jej zamiary jako premiera. Co miaa im odpowiedzie? Podczas pierwszej rozmowy z ni honor mi nie pozwala, eby powiedzie wprost, jakiego chc dla siebie stanowiska. W kocu sama mi zaproponowaa: Janku musimy tam pj razem. Zgodziem si od razu na URM, bo jeszcze by si rozmylia. Wtedy ja na trzeciego wziem mojego koleg z Krakowa Tadeusza Syryjczyka. Tga gowa mia zosta szefem doradcw szefa rzdu. Zaanektowalimy wsplnie pokj w Sejmie i zaczlimy wszystko planowa: pisa tekst expose, wymyla kandydatw do ekipy. Napisalimy tekst, ktry pani premier odczytaa w Sejmie. - URM by wtedy potniejsz instytucj ni dzi.

- Bo szef URM by jednym z waniejszych czonkw rzdu, a sam Urzd - rwnoczenie Ministerstwem Administracji, Wyzna Religijnych i Modziey. Wchodzc tam, nie odczuwaem wikszych obaw. Raczej nie do koca uzasadnion pewno siebie. Mj przyjaciel Aleksander Galos, ktrego zrobiem szefem swojego gabinetu, przypomina mi zabawn historyjk. Weszlimy razem do pokoju, gdzie miaem urzdowa, a ja powiedziaem ze sztuback emfaz: Widzisz Olku, std rzdzi si Polsk. Musiao mi to sprawia sporo satysfakcji. - Paski plan polityczny? - Uspokojenie rozszalaego na pocztku lat 90. sporu ideowego midzy liberaami a katolick prawic. Przeprowadzenie reformy decentralizacyjnej. l zbudowanie sprawnego aparatu szefa rzdu. Tak eby wadza pani premier bya realna inaczej ni wadza Olszewskiego - a jej autorytet jak najwikszy. Umwilimy si co do podziau rl. Ona miaa wystpowa z dobrymi nowinami, ja - ze zymi. Myl o tym do dzisiaj z dum. - Jak z wiadomo byo Panu szczeglnie trudno powiedzie. - Mnstwo byo takich rzeczy. To na przykad ja uzasadniaem wyrzucanie wojewodw majcych poparcie rnych frakcji sejmowych i stawiaem czoa poselskim awanturom. A kiedy byo co budzcego nadziej, przygotowywaem ze swoimi wsppracownikami schemat przemwienia i niosem w zbach do pani premier. - Lubilicie si? - Tak naprawd sabo si znalimy. To, e staem si z dnia na dzie jej najbliszym wsppracownikiem, wytworzyo midzy nami siln wi. Nie oznacza to, e nie byo midzy nami konfliktw. Pord licznych zalet Suchocka miaa jedn wad. Dysponowaa spor grup kompetentnych wsppracownikw, ktrzy wszystko jej przygotowywali. Jednak nie do koca potrafia korzysta z ich pracy. Premier musi to umie. Przynosz ci informacje, e jest tak i tak. e masz co powiedzie, co zrobi. Jeli zaczniesz poprawia, wtrca si, sprawdza, to bdzie katastrofa. Nie moesz nagle powiedzie, e nie podoba ci si sidme zdanie po przecinku. Liczba spraw jest za dua. A Suchocka prbowaa czasami wszystko poprawia, wywraca w ostatniej chwili wasne wystpienia. - Pamita Pan jaki szczeglnie ostry konflikt? - Kiedy doszo do sporu o tre przemwienia w gabinecie pani premier. Tumacz, e jest zaledwie godzina, wszystko jest przygotowane, ma tylko pj i powiedzie. Wysza z siebie, zacza na mnie wrzeszcze, w kocu zawoaa: To rzd sobie sam! Potem walna mnie torebk i zacza naprawd wychodzi. - Zatrzyma j Pan? - Bya ju za sekretariatem. Miaa tward wol wyjcia z URM i niepowrcenia nigdy. Oczywicie, e j zawrcilimy - ja i sekretarki. - Nie chciaa by manipulowana. Na czym ma polega wadza premiera, skoro ma tylko wzi przygotowane przez kogo przemwienie i je wygosi? Tak naprawd rzdz ci, ktrzy przygotowuj wystpienia i pisz analizy z danymi. - Premier powinien mie generaln wizj kierunku polityki pastwowej. To jest podstawowa

- Premier powinien mie generaln wizj kierunku polityki pastwowej. To jest podstawowa umiejtno, ktrej nie mona si nauczy. l powinien wysysa wiedz swoich wsppracownikw, majc do nich pene zaufanie. Nie moe tych wsppracownikw sprawdza. Musi za to umie mobilizowa ludzi, tworzy wok siebie atmosfer solidarnoci z pastwem. Premier, ktry wchodzi w szczegy, jest postaci tragiczn. - Jak odrni generalia od szczegu? - Jzef Oleksy, skdind najlepszy premier z lewej strony, powiedzia mi kiedy, e problem Leszka Millera polega na tym, e z orodka premierowskiego wychodz wycznie dyrektywy dotyczce personalnej intrygi. Nie wychodz za to adne bodce dotyczce polityki jako takiej. Z dziedziny gospodarki, edukacji, zdrowia, turystyki, wszystkiego. Rozstrzyga si tylko to, kto jest waniejszy od kogo. Albo kogo poprze w walce z kim. Tymczasem nie moe by tak, e prawdziwe kierunki polityki pozostawia si poszczeglnym resortom, jeli nie urzdnikom. Gdy pojawiaj si spory, premier musi je rozstrzyga. Ale nie na takiej zasadzie, e my ufamy Iksiskiemu, a Igrekowski jest w nieasce. Na takiej zasadzie, e w sektorze zbrojeniowym prywatyzacja ma by albo ma jej nie by. Na tym polega narzucanie kierunku polityki. Premier musi mie zdanie w kadej sprawie - na duym stopniu oglnoci, l musi umie ten cel nakreli w paru zdaniach, a wsppracownicy przekuwaj to w szczegy. To si nazywa po angielsku policy making. Z kolei pniej jeli ci wsppracownicy podsuwaj premierowi opracowanie na 30 stron, on musi umie skorzysta z kilku ostatnich linijek zakrelonych czerwonym mazakiem. - Hanna Suchocka bya takim premierem? - Miaa kopoty z korzystaniem ze wsppracownikw, a niezbyt wielu premierw miao ekip tak bezinteresown i tak lojaln jak nasza dwjka: ja i Syryjczyk, uzupeniona jeszcze potem przez Jerzego Komiskiego. Czasem miej si ze swojej wczesnej naiwnoci, braku dowiadczenia, ale w sumie tworzylimy dobr ekip. - Zasmakowa Pan we wadzy? Podobao si Panu? - To nie jest adne uczucie. To jest praca, brzemi powizane z poczuciem, e czowiek potrafi odcisn pitno wasnych przekona na kraju. e dziki temu "nie wszystek umrze". Ale nie porwnywabym tego ze zjedzeniem dobrego obiadu czy do ogldania piknego dziea sztuki. - Uchyla si Pan od odpowiedzi. Odbierano Pana w czasach rzdu Suchockiej jako czowieka, ktry upaja si wadz, gustuje w narzucaniu innym wasnej woli. Ktry ma duo radoci, kiedy moe gromi posw opozycji - z rkami w kieszeniach. - Ale sowo przyjemno tu nie pasuje. Ono nie opisuje ani ciaru, ani yciowej satysfakcji z dobrego rzdzenia. - Rzd Suchockiej by rzeczywicie taki wspaniay? - Nigdy tak nie twierdziem. By obarczony mas saboci, ktrych nie potrafi przezwyciy. Przede wszystkim nie mia wikszoci parlamentarnej. Ciya te na nim rekordowa liczba partii, ktre wchodziy w skad popierajcej go koalicji. Wynikay z tego przygody, ktre prowadziy nieraz do kompromitacji - cho nie a tak wielkich jak przy nastpnych koalicjach: SLD - PSL czy AWS - Unia Wolnoci. Demokracja parlamentarna ju wwczas niejednokrotnie zmieniaa si w demokracj przepychankow. - Jakie szczeglne przykady? - Kopoty byy zwaszcza z mniejszymi ugrupowaniami. Pod koniec rzdu zbuntowa si Gabriel

- Kopoty byy zwaszcza z mniejszymi ugrupowaniami. Pod koniec rzdu zbuntowa si Gabriel Janowski, minister rolnictwa z partii, ktrej nazwy dzi nie bardzo ju pamitam. - PSL - Porozumienie Ludowe. - No wanie. W sytuacjach koalicyjnych awantur staralimy si nie reagowa, w szczeglnoci pani premier. Ale Janowski, poirytowany brakiem tych reakcji, sam zoy dymisj. Dla nas to byo tak, jakbymy zapali Pana Boga za nogi. Wolelimy jego szybkie odejcie ni przewleky kryzys rzdowy. Wiedzielimy, e musimy mu t dymisj jak najszybciej dorczy. On si zorientowa, e zrobi bd i zacz unika wszystkich przedstawicieli rzdu. W kocu wysaem nieznanego Janowskiemu wiceministra z URM Roberta Karwowskiego, eby pojecha o 6 rano pod Ministerstwo Rolnictwa i czatowa. O 6 rano dlatego, e Janowski pojawia si w swoim resorcie tylko na moment - o wicie. Wic on czeka w hallu, udajc petenta. Dopiero po kilku dniach dopad Janowskiego wysiadajcego z samochodu i wrczy mu pismo. Janowski by szczerze zdumiony - wszystko odbyo si o 7 rano w bramie. Dokument w kadym razie odebra. - Zabawna historia. - Mnie nie mieszy. Operetka wadzy budzi moje obrzydzenie, zwaszcza gdy jej akcja umieszczona jest w Polsce. Wstyd mi, gdy o tym opowiadam. By jeszcze inny problem: styl sprawowania wadzy przez prezydenta Lecha Was. Jej symbolem staa si dla mnie piekielna awantura z ogromn mas wyzwisk, jak zrobi mi Wasa przez telefon z tego powodu, e Suchocka nie posza poprzedniego dnia egna jakiego wyjedajcego z Polski - chyba afrykaskiego - krla. Wasa wstawa wczenie rano i wydzwania do ministrw. Mia wtedy impet do wpywania na polityk, ktry sab gdzie okoo 9. Moje sekretarki przychodziy do pracy przede mn i wpaday w panik, gdy Wasa osobicie odzywa si o 7 rano i domaga si Rokity. Powiedziaem im, eby przeczay prezydenta bezporednio do hotelu sejmowego. W sprawie krla o tyle mia racj, e wedug protokou premier powinien by obecny podczas poegnania. Suchocka pojechaa do Poznania i zawiadomiem, e premiera bdzie reprezentowa wicepremier Pawe czkowski. - Jak pan mia - krzycza Wasa, zreszt prawdopodobne, e zwraca si do mnie per wy: jak wycie mieli? Od czego mam premiera? Od tego, eby siedzia razem ze mn w poczekalni. - Jak Pan reagowa? - Zawsze grzecznie: Z pewnoci ma pan racj, panie prezydencie, chciabym tylko, eby pan wiedzia, e pani premier Suchocka... - Co pan mi tu tumaczy! - wrzeszcza, wic czekaem i znw wracaem do swoich wyjanie. Dzwoni, eby zrobi awantur, a kiedy j zrobi, natychmiast si uspokaja. Pod koniec pyta nawet, co u nas sycha. - Niech pan si nie martwi, panie prezydencie, u nas wszystko w porzdku, rzdzimy - odpowiadaem. Tego rodzaju rozmw z Was miaem wiele. - To bya najwiksza trudno? - Nie, to byo stosunkowo niegrone, chocia mczce. Ale fakt, e Ministerstwo Spraw Wewntrznych pod kierownictwem Andrzeja Milczanowskiego, czowieka Wasy, wymykao si spod kontroli premier Suchockiej, by ju powanym problemem. Musielimy przekn rzecz skandaliczn - mianowanie bez udziau premiera szefa wywiadu - zosta nim z woli Wasy i z nominacji Milczanowskiego - Bogdan Libera. Publiczne postawienie tego problemu oznaczao jednak karczemny, gorszcy spr rzdu z gow pastwa, wic milczelimy. Podobny spr grozi, kiedy Wasa powoa bez kontrasygnaty premiera przewodniczcego Krajowej Rady

grozi, kiedy Wasa powoa bez kontrasygnaty premiera przewodniczcego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji - Marka Markiewicza. Mona byo zakwestionowa legalno decyzji prezydenta, co logicznie prowadzio do prby postawienia go przed Trybunaem Stanu, albo przyj pokrtne prawnicze wywody Lecha Falandysza. Wybralimy to ostatnie, co nie byo mie. A wieci, e Wasa przyjmuje na niadaniu rozmaitych prawicowych politykw i oznajmia im, e s jego kandydatami na premiera, byy jeszcze bardziej deprymujce. Wobec Wasy przyjlimy jednak prost strategi: nie drani, nie drani, nie drani. Bo jak si podrani, bdzie awantura, niekorzystna nie tyle dla rzdu, co dla pastwa. Mielimy wieo w pamici awantury Wasy z rzdem Olszewskiego. Rol Jana Parysa mg z atwoci odegra na przykad Jan Rokita. - Tu si pojawia pytanie o Pask rol w sprawie inwigilacji prawicy. To jeden z bardziej niejasnych i ponurych epizodw rzdu Suchockiej, l do dzi ludzie zwizani z Kaczyskimi o to Pana obwiniaj. - Ten wtek znowu pojawi si ostatnio - w zwizku z SLD-owsk prowokacj wymierzon w komisj ledcz, za ktr mia sta Jacek Podgrski, jeden z organizatorw akcji inwigilacji prawicy. Przy tej okazji doszo do dyskusji nad tamt histori w Radiu ZET. Lech Kaczyski zoy tam znamienn deklaracj. Powiedzia, e jego zdaniem za inwigilacj prawicy sta orodek prezydencki, a Urzd Rady Ministrw nie by w to zamieszany. To wiadectwo prawdy. Rzd Suchockiej okaza si niesterowalny dla Wasy, a rwnoczenie wyzbyty pokus awanturnictwa, wic trudny do zaatakowania. Wtedy w orodku prezydenckim pojawi si pomys wyjcia rnych resortw spod kontroli premiera. Powtrz: Andrzej Milczanowski przenis swoj lojalno w caoci na prezydenta i jego otoczenie. Zupenie inaczej zachowywa si szef MSZ Krzysztof Skubiszewski. Jego lojalno bya wrcz niezwyka. Wiosn 1993 roku zrezygnowa ze stanowiska sdziego Trybunau w Hadze, bardzo atrakcyjnego dla prawnika, eby tylko nie opuszcza chwiejcego si ju rzdu. Posaem mu za to kosz z 50 rami. - Nie rzdzilicie w ogle policj, subami specjalnymi? - Nawet kiedy nam si wydawao, e to my podejmowalimy decyzje, podejmowa je kto inny. Mnie si wydawao, e to ja kazaem policji interweniowa podczas manifestacji w pierwsz rocznic powstania rzdu Olszewskiego - 4 czerwca 1993 roku. Tymczasem ja tylko firmowaem t decyzj. To wymagao akceptacji Wasy. Belweder stara si te ograniczy nasz wpyw na Ministerstwo Sprawiedliwoci i na prokuratur. Pamitam, jak wiosn 1993 roku razem z Tadeuszem Syryjczykiem zorganizowalimy narad prokuratury w sprawie coraz bardziej drastycznych wybrykw Samoobrony Andrzeja Leppera. Chcielimy ich zachci do wikszej stanowczoci - twardego reagowania na takie przypadki, jak wywiezienie na taczce burmistrza Praszki czy napady na dzierawcw PGR-w. Dwa dni pniej w "yciu Warszawy" ukaza si sensacyjny artyku o tym, e z inicjatywy Rokity wywiera si polityczne naciski na prokuratur. Po tym artykule zrozumiaem, e nie moemy liczy na ciganie bezprawia Leppera, a co wicej, e rzd nie ma w ogle wpywu na prokuratur. - Nie mia Pan adnych sygnaw, e funkcjonariusze Urzdu Ochrony Pastwa podsuchuj politykw prawicowej opozycji, organizuj przeciw nim prowokacje, inspiruj artykuy? - No, no spokojnie. O tych podsuchach i prowokacjach to si w tej chwili dowiaduj od panw... l wydaje mi si, e jakie bajki chcecie tu opowiada. Owszem, wiem o szafie pukownika Lesiaka, gdzie zgromadzono jakie materiay kompromitujce politykw prawicy. Dowiedziaem si o tym w 1997 roku - kiedy ca spraw ujawni polityk SLD Zbigniew Siemitkowski.

si o tym w 1997 roku - kiedy ca spraw ujawni polityk SLD Zbigniew Siemitkowski. Oczywicie syszaem wypowiedzi Kaczyskich, e byli przedmiotem dziaa sub, ale miaem wraenie, e to dalszy cig sporu politycznego z czasw rzdu Suchockiej. - No dobrze, pozbawiono Pana wpywu na Ministerstwo Spraw Wewntrznych, na UOP. Ale polityk odpowiada take za zaniechanie. - Nie mnie to ocenia. Chyba nie mogem zachowa si inaczej. Wojna rzdu Suchockiej z Was, niezalenie od jej doranych wynikw, zakoczyaby si klsk caego obozu solidarnociowego - jeszcze wiksz ni ta z wrzenia 1993 roku. - A kto ponosi odpowiedzialno za dziaania tych sub? - Formalnie - premier i minister spraw wewntrznych. Historycznie odpowiedzialno spoczywa na ludziach z otoczenia Wasy. Czy wiedzia o tym sam Wasa - nie wiem. Na tle wszystkich saboci, zaniecha tego rzdu, sprawy szy jednak do przodu. Obecne rzdy maj do dyspozycji o wiele silniejsz machin pastwow, o wiele lepsze przepisy, a jednak niesprawno jest duo wiksza. W dodatku jedno bym podkreli bardzo mocno: bezinteresowno wikszoci ministrw, ktrzy w skad tego nieidealnego rzdu wchodzili. - Musimy jednak spyta wprost: czego ten rzd dokona. Bo z perspektywy historii nie za wiele - nawet jak na rok dziaalnoci. - Po pierwsze, zacz reformowa system podatkowy. To podatkowi VAT nastpcy Suchockiej: Pawlak i Oleksy zawdziczali moliwo spokojnego rzdzenia. Dysponowali gr pienidzy, w dodatku zbieranych w sposb nowoczesny. Gdybymy zdyli przeprowadzi reform podatku dochodowego, dzi byoby inaczej. Po drugie, zacz przygotowywa pastwo do decentralizacji. Zostay po nim projekty, ktrych nastpne ekipy nie mogy zignorowa. l wreszcie po trzecie: zacz wielk prywatyzacj. Oczywicie z perspektywy lat wida, e sztandarowy projekt tej ekipy, zreszt mocno popsuty przez parlament - Narodowe Fundusze Inwestycyjne - to niewypa. Ale minister prywatyzacji Janusz Lewandowski uruchomi przeom w mentalnoci, dziki ktremu kolejne przedsibiorstwa coraz atwiej wchodziy na drog zmian wasnociowych. Przecie Balcerowicz zostawi po sobie w 1991 roku dobr walut i absolutnie komunistyczne stosunki wasnociowe. Ten rzd zrobi te sporo w sferze wartoci. Mwiem ju o kompromisie midzy liberaami a katolick prawic. Wyrazem tego kompromisu by konkordat. Budowalimy klimat, ktry na dusz met zakoczy wojn religijn. To si wyraao w drobnych wydarzeniach, na przykad wsplnych entuzjastycznych konferencjach Stefana Niesioowskiego i Bronisawa Geremka. l klimat naprawd si zmieni, pomimo prby powrotu do wojny religijnej na pocztku rzdw SLD. To dziki temu kilka lat pniej do nowej konstytucji mona byo wpisa, za zgod politykw Sojuszu, religijn preambu. Dzi chadecy w rnych krajach marz, aby podobna preambua rozpoczynaa konstytucj europejsk. - Czy te wszystkie osignicia nie zostay popsute przez przejawy arogancji? Ju po odejciu ekipy Suchockiej, ktra wiele nie zdya dokona, okazao si, e jedno zdya na pewno. Przyzna ministrom premie - stosunkowo due jak na niskie zarobki w biednym kraju. - Mechanizm przyznawania tych premii funkcjonowa nieprzerwanie od czasw PRL. l funkcjonuje do dzi. Raz jeden powoano w nowym Sejmie komisj, ktra miaa poprzedni rzd napitnowa, jeli nie ukara. Wielu niegodziwoci ekipy Suchockiej ta komisja nie znalaza, wic zrobia afer z premii. Kwoty rzeczywicie wyglday powanie.

Jest pytanie, czy wynagrodzenia czonkw rzdu powinny by okrelane precyzyjnie, czy ich cz powinna by ruchoma - tak eby nagradza za dobr prac. Skaniam si ku tej drugiej wersji. Ale to oznacza bulwersowanie opinii publicznej. Ta sprawa miaa zreszt swj drugi groteskowy wymiar. Poszczeglni ministrowie i ich partyjni koledzy znali tylko wysoko wasnych nagrd. Gdy gazety napisay o wszystkich, poszczeglni liderzy partyjni mczyli mnie pytaniami: dlaczego wyrniem parti "a", a skrzywdziem parti "b". Byem oskarany o polityczn dyskryminacj. Nikt nie wierzy, e pienidze byy przyznawane wedug zasug. - Kto mia najwiksze pretensje? - Na przykad koledzy z KLD. Jeszcze przed ogoszeniem liczb w prasie strasznie narzekali, e Rokita z Suchock dawali premie tylko udekom, a nie liberaom. A z gazet okazao si, e Jan Krzysztof Bielecki, wczesny minister do spraw europejskich, by nagradzany przez pani premier. - Po odejciu ze stanowiska premiera Hanna Suchocka stopniowo znikaa z ycia publicznego. Poza jednym momentem - w 1995 roku, kiedy zgasza j Pan w Unii Wolnoci na prezydenta - znaczya coraz mniej. W jakim stopniu jej najblisi wsppracownicy, w tej liczbie Pan, powinni do takiego zanikania dopuci? - To jest w Polsce problem wikszoci byych premierw. To przypadek Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego, Waldemara Pawlaka, Wodzimierza Cimoszewicza, w skrajnej postaci Jerzego Buzka. U nas byli szefowie rzdu po utracie wadzy nie za bardzo maj co ze sob zrobi. Reaguj na to czasem rozpaczliwie - na przykad prbujc zatrzyma poza ustawowy termin towarzyszcego im BOR-owca albo przeduy moliwo korzystania z rzdowej limuzyny. To nie wynika z maodusznoci. Premier yje zupenie inaczej ni inni ludzie. Wstaje o szstej rano, jest wieziony na sygnale do swojego urzdu. W cigu dnia ycie wyznacza mu rytm spotka, ktre rzadko kiedy przekraczaj pitnacie minut. O 13 bywa zabierany samolotem do jakiego kraju, a o 19 przywoony z powrotem, tak e o 20 nie bardzo ju pamita, jaki to by kraj (Cimoszewicz pomyli kiedy nazw kraju ju na lotnisku). O pierwszej w nocy ta sama limuzyna odwozi go do domu, eby si par godzin przespa i o szstej rano znowu byt gotw. - Niefajny tryb ycia. - Zgoda, ale dopiero jego gwatowne przerwanie jest katastrof. W pewnym momencie taki czowiek jest odwieziony limuzyn do domu po raz ostatni, a nastpnego dnia sam musi zadba o wasne sprawy i zorganizowa sobie dzie. P biedy, jeli jest liderem czy wanym politykiem swojej partii - wtedy ma zajcie. Ale nasi premierzy s czsto ludmi troch z drugiego planu. Wic czasem si zaamuj. Trac zdolno normalnego obcowania z ludmi, bo przez dwa, trzy, cztery lata rozmawiali po 12 minut z ludmi zapisanymi w kalendarzu. Nieatwo w takich warunkach odwojowa swoj pozycj w polityce. To rodzi poczucie samotnego ycia na wygnaniu. - Hanna Suchocka przesza tak chorob? - Tak i staralimy si jej pomc - ja czy Tadeusz Syryjczyk. Ale takie starania nigdy nie s do koca skuteczne. Tym bardziej to byo smutne, e we wasnej partii, Unii Demokratycznej, trafia akurat na okres rozsypki, konfliktw, destrukcji. Wkrtce ja i Syryjczyk stanlimy w wewntrzunijnych sporach po dwch stronach barykady. Bya w tym wszystkim nieco zagubiona. Odrodzia si na moment, kandydujc w wewntrzpartyjnej rywalizacji na prezydenta. Namawiaem j, eby odesza ze mn z Unii, ale nie chciaa. Zachowaa du lojalno wobec partii Tadeusza Mazowieckiego. Trwa w niej nadal, nawet gdy odszed sam Tadeusz Mazowiecki.

Tadeusz Mazowiecki.

Adam Michnik

Mio i gniew
Padziernik 2003 roku. Pose Jan Rokita siedzi za stoem komisji ledczej. Redaktor Adam Michnik za stoem wiadka. W miar wymiany kolejnych zda atmosfera staje si coraz bardziej napita. - Czy mona ukara wiadka Michnika kar administracyjn grzywny - pyta z kamienn twarz pose Rokita po tym, jak naczelny "Gazety Wyborczej" nie chce odpowiada na pytania o kontakty z Aleksandr Jakubowsk. Michnik zrywa si i krzyczy: - Prosz o maksymaln grzywn, skoro ju chce mnie pan ciga po sdach. W rzeczywistoci s ze sob na ty. Iskrzy midzy nimi od lat. Kade ich spotkanie - czy na oficjalnym przyjciu, czy podczas przypadkowej podry pocigiem z Warszawy do Krakowa - koczy si dzik awantur.

- Rozmowa o Adamie Michniku zawsze budzi emocje. Jak zacza si Pana znajomo z szefem "Gazety Wyborczej"? - Adam Michnik to wielka posta czasw mojej modoci. Jeden z niewielu bohaterw lat 80., ktry w czasach, kiedy postawa ludzi z establishmentu Solidarnoci budzia moje zastrzeenia, mg stanowi wzorzec z Sevres. Romantyczny bohater. Adam Michnik by kim. Wyranie si odznacza na tle przecitnoci wielu innych przywdcw Solidarnoci, z ktrych jeden poszukiwa przez pilnujcych go ubekw kontaktu z wadzami komunistycznymi, inny zastanawia si nad emigracj, jeszcze inny nawoywa do dugiego marszu. A Michnik - z wizienia w Biaoce pisa obelywy list do Kiszczaka, odmwi spotkania z przedstawicielem prymasa i pisa "Z dziejw honoru w Polsce". C mona byo robi lepszego? Jako dwudziestoparoletni czowiek kochaem Adama Michnika. Na dodatek wiedziaem, e ten niemal mickiewiczowski bohater jest ydem. ydem z tradycji Berka Joselewicza, oficera Kociuszki, ktry pad za Polsk przy boku ksicia Jzefa. Imponowao mi, e polskim bohaterem romantycznym moe by yd. - Wiemy ju, e Wasa na pierwszym zjedzie Solidarnoci zrobi na Panu paskudne wraenie. Michnik z kolei jako bysn? - Mign. Toczy synny spr o Komitet Obrony Robotnikw zakoczony omdleniem Jana Jzefa Lipskiego. Oczywicie ja byem caym sercem po stronie KOR-owcw, przeciw "prawdziwym

Lipskiego. Oczywicie ja byem caym sercem po stronie KOR-owcw, przeciw "prawdziwym Polakom". Tych ostatnich widziaem jako ludzi, ktrzy z niezrozumiaych dla mnie powodw chc zakwestionowa donios warto KOR jako najwaniejszej instytucji, ktra obudzia w Polsce opr przeciwko komunistom. To byo dla mnie niezrozumiae. - Paday wtedy argumenty, e to koncesjonowana opozycja, e to oni hamuj prawdziw rewolucj. - Tylko e ja znaem wydarzenia z lat 70. z Radia Wolna Europa, w zwizku z tym mnie trudno byo oszuka. - Co Pan wtedy wiedzia o pogldach Michnika? - Znaem spr Michnika z ksidzem Jzefem Tischnerem. Przeczytaem "Koci, lewica, dialog", reakcj na Tischnera "Polski ksztat dialogu". wiatopogldowo byem po stronie modego ksidza Tischnera, ktry podchodzi wtedy z du ostroci do pomysu zacierania rnic midzy Kocioem, a dysydentami wywodzcymi si z PZPR. Ale dla mnie w tamtym czasie najwaniejszy by wsplny front w walce z komunizmem. Michnik byt czowiekiem otwarcia po stronie lewicy. Jawi mi si jako posta bdca kontynuatorem socjalizmu pisudczykowskiego. By gotw na przystanku niepodlego wej w sojusz z ludmi wiatopogldowo od niego odlegymi: katolikami. - Osobicie pozna Pan Michnika dopiero gdzie pod koniec lat 80. - Chyba jeszcze przed pierwszym zebraniem Komitetu Obywatelskiego na przeomie listopada i grudnia 1988 roku, ale niedugo wczeniej. Po moim wejciu do Komitetu zaczem go spotyka czciej i wyrabia sobie o nim opini na podstawie wasnej obserwacji. Niewtpliwie wiosn 1989 roku byem w Komitecie Obywatelskim po stronie tych, ktrzy z pewnym sceptycyzmem patrzyli na kierunek, w jakim id porozumienia okrgego stou. Ale ze sceptycyzmem nie tak dalekim, eby to otwarcie kontestowa. Napisaem wtedy w "Arce" artyku lekko wykpiwajcy atmosfer, niejasne cele, struktur Komitetu Obywatelskiego. Miaem wraenie, e Komitet oddala si od tego, czego oczekuje opinia publiczna. - To Komitet Obywatelski desygnowa Adama Michnika na szefa powstajcej "Gazety Wyborczej". By Pan za tym wyborem? - Tak. Zreszt nie pamitam, aby ktokolwiek by przeciw. Olszewski, Mazowiecki, Hali, Geremek - wszyscy byli za. Pewnie gdybym mg przewidzie niektre konsekwencje, to rka by mi zadraa. Cho z drugiej strony nie ulega wtpliwoci, e Adam Michnik stal si autorem jednego z najwikszych sukcesw na rynku mediw w Europie rodkowej. l Bogu dziki, e takie pismo jak "Gazeta Wyborcza", przy wszystkich wadach, sabociach i irytujcych mnie publikacjach, funkcjonuje. Ja nie jestem w stanie si utosami z ludmi, ktrzy maj za ze sukces "Wyborczej". Linia mi si nie podoba, ale ciesz si, e ludzie Solidarnoci byli w stanie osign tak wielki sukces na trudnym rynku mediw, gdzie przetrway gwnie tytuy wywodzce si z komunizmu. A tu nowa gazeta, robiona przez modych ludzi, staa si koncernem rwnowacym wpywy zdeprawowanych mediw publicznych. "Gazet" czytam, ceni i z jej istnienia si ciesz. - Skd bierze si sukces "Wyborczej"? - rdem sukcesu jest Michnik. To on stworzy zesp, on zatrudni najlepszych dziennikarzy, to on wynalaz genialny zespl menederw z Wand Rapaczysk, ktrzy przeprowadzili t firm z pozycji solidarnociowej gazetki do wielkiego wiata europejskich mediw. To jedno z najwikszych dokona biznesowych w wolnej Polsce.

Ale jest i druga strona medalu. Michnik to typ czowieka, ktry kadc si spa, prosi Boga o rzd dusz. Na razie go ma. Fakt, e znaczna cz Polakw akceptuje stan wojenny i Jaruzelskiego jako wzr patriotycznego zachowania, jest w znacznym stopniu dzieem Adama Michnika. To te miara tego sukcesu, cho ja ten sukces uwaam za zgubny dla polskiej wiadomoci narodowej. - Michnik synie z pewnego rodzaju uwodzenia nowych znajomych - inteligencj, wiedz, osobowoci. Pan te by zapewne przedmiotem takich "zalotw". - Nie, tego nie pamitam. Wtedy, na przeomie 1988 i 1989 roku, Adam Michnik chyba nie bardzo mia czas, eby uwodzi modego czowieka z Krakowa. A wkrtce zostalimy kolegami w OKP. Wtedy rozpocz si czas czstej, pracowitej znajomoci. Odbylimy wiele ciekawych rozmw w cztery, sze czy osiem oczu. Jego styl bycia odbieraem nie tyle jako "zalotny", co ekspansywny. Michnik by gony, ja cichy. Michnik towarzysko zaborczy, a ja preferowaem ludzi siadajcych w ktach sali. Zderzenie romantycznej legendy lat 80. z osob niezwykle inteligentnego, ale zaborczego, krzykliwego, gonego, pijcego duo wdki czowieka wzbudzao zahamowanie. Niedawno spotkalimy si na jakim balu dziennikarskim. Michnik, jak ma to w zwyczaju, przysiad si do stolika, przy ktrym gawdziem z Monik Olejnik i kilkoma innymi osobami. Jego krzykliwo, gony miech, ch zapanowania nad caym towarzystwem skoniy mnie do kwadransa milczenia i wreszcie cichego oddalenia si od tego stolika. Po prostu nie przepadam za tak atmosfer. - By Pan kiedy u Michnika w domu? Upi si Pan z nim? - Jak si Michnika zna, to nie da si z nim nie pi. Pijaem wdk z Michnikiem, w domu byem raz czy dwa we wczesnych czasach OKP. Nigdy si z Adamem Michnikiem nie upiem. - Prace komisji ledczej pokazay duy stopie zayoci wielu osb z Adamem Michnikiem, nie tylko prezydenta, ale i Urbana, z ktrym wsplnie zjedli, jak zrelacjonowa Urban, "biedaka zajca z buraczkami". Zaskoczyo to Pana? - Nie przyszo mi rzecz jasna do gowy, e w trakcie prac komisji ledczej, bezporednio po przesuchaniach Adam Michnik szed do willi Urbana w Konstancinie i tam przy wdce komentowali swoje zeznania. Wydawao mi si, e pewien takt, umiar, zdrowy rozsdek nakazuje, aby gwni wiadkowie w czasie prac komisji trzymali si od siebie w pewnej odlegoci. Ale o tym, e znaj si od lat 60., e jest to znajomo nie polityczna, a osobista, wiedziaem dobrze. Osobicie bardzo dbaem, aby od momentu, kiedy komisja ledcza powstaa, Adama Michnika nie spotka. Udao mi si z wyjtkiem debaty w "Gazecie Wyborczej" midzy politykami opozycji. Michnik nas tam mio przywita i ucisnlimy sobie donie. Na dusz rozmow przyjdzie czas, jak wszystkie prace si zakocz, powstanie raport komisji i wycignite zostan wnioski. O ile oczywicie te wnioski nie spowoduj zerwania kontaktw. Mam nadziej, e tak si nie stanie. - Dzisiaj czy Was chyba niewiele. - Wszystkie nasze kontakty w latach 90. przeradzay si w spr. Kiedy przypadkowo spotkalimy si na dworcu w Krakowie, wsiadalimy razem do pocigu, usiedlimy wic w tym samym przedziale. Doszo oczywicie do potwornej awantury i do Warszawy dojechalimy w innych przedziaach.

Michnik wrzeszcza na mnie, e ja jestem inteligentnym czowiekiem, ktry mgby suszne rzeczy robi, ale nie robi tych susznych rzeczy, bo ma gupie i bezsensowne pogldy. A ja odpowiadaem mu, e swj autorytet polityczny zdobyty w latach 80. u ludzi takich jak ja przemienia na kompromitujce konszachty z Wojtkiem i Czesiem, swoimi nowymi przyjacimi. Skdind pamitam jeszcze inn zabawn sytuacj zwizan z podr, notabene take na krakowskim dworcu. Jaki miy mody chopak podszed do nas, proszc o poyczk na bilet, bo go okradziono. Michnik natychmiast znikn. A chopak okaza si uczciwy - jego rodzice odesali mi pienidze i gorce podzikowania. Gdziekolwiek si spotkalimy temperament nas obu doprowadza do ostrego sporu. Obojtnie gdzie - Sejm, pocig, redakcja. Tak jest do dzisiaj. Jeszcze w pocztkach OKP zorientowaem si, e Adam Michnik nie docenia niebezpieczestwa sojuszu z formacj postkomunistyczn. Mwi wprost na posiedzeniach OKP, e najlepszy dla Polski jest sojusz Solidarnoci z postkomunistami. Gosi to od samego pocztku, konsekwentnie i odwanie. - Z jakich powodw? - Po pierwsze, tego pokonanego komunistycznego przeciwnika znal, a hipotetycznego wroga na prawicy nie zna, za to bardzo si go ba. Uwaa - poniekd susznie - e prawica sprbuje go pozbawi w Polsce rzdu dusz. e z komunistami jest si w stanie zaprzyjani, a z ludmi prawicy - nie. e strzaskani ideowo komunici nie podejm z nim ideowej rywalizacji, a wygrywajca prawica moe by grona zarwno dla jego wpyww, jak i ideaw. Drugi powd to obawa o to, e polski katolicyzm w warunkach wolnoci stanie si jej wrogiem. Jak myl dzisiaj o jego ksice "Koci, lewica, dialog", to sdz, e napisa j pod koniec lat 70. z powodw taktycznych. Tak naprawd uwaa, e z polskiego Kocioa zrodzi si potwr pchajcy Polsk w kierunku anachronizmu, nie nowoczesnoci. - Dowiadczenia ze sporem o KOR, agresja obozu "prawdziwych Polakw" na zjedzie Solidarnoci, troch tumacz te obawy. - W jakiej mierze tak. Trzecim kluczowym czynnikiem w postawie Michnika byo ydowskie pochodzenie. O czym krytycy Michnika boj si mwi otwarcie, a o czym on mwi wprost. ydowskie pochodzenie Michnika skaniao go do widzenia prawicy w kategoriach ONR-owskiej bojwki tworzcej awkowe getta na uniwersytetach. Dla yda, romantycznego polskiego patrioty, jakim jest Michnik, odrodzenie antysemityzmu byoby klsk. By gotw wej w pakt z diabem, eby odrodzenie polskiej prawicy zahamowa. T prawic widzia w kategoriach, w jakich widzieli j socjalici Polscy na przeomie XIX i XX wieku. Tak jak widzieli j czonkowie organizacji bojowej PPS wyruszajcy pod przywdztwem Pisudskiego na akcje terrorystyczne. Oni bali si endecji bardziej ni carskiej ochrany i rosyjskich andarmw. Michnik ba si endecji bardziej ni komunistw. Widzia przyszo w kategoriach przeszoci. - Pobrzmiewa w Pana sowach due rozczarowanie postaw Michnika w III Rzeczypospolitej. - Chyba za due sowo, bo ja oddzielam dzi Adama Michnika, mojego bohatera lat 80., od Adama Michnika, ktry popsu polsk wiadomo narodow i obywatelsk w latach 90. Moe to brzmi paradoksalnie, ale dla mnie to s dwie rne postacie polityczne. Za nimi jest czowiek, do ktrego ywi i zawsze bd ywi gboki szacunek za postaw w latach komunizmu. Michnik chyba ju zawsze bdzie mi si rozdwaja na ucznia Herberta z jednej i kumpla szefa komunistycznej bezpieki z drugiej strony. Na czowieka, ktry w wizieniu napisa ksik "Z dziejw honoru w Polsce", a 10 lat pniej dowodzi, e czowiekiem honoru jest Czesaw

dziejw honoru w Polsce", a 10 lat pniej dowodzi, e czowiekiem honoru jest Czesaw Kiszczak, szef tajnej komunistycznej policji odpowiedzialnej za zabjstwo ksidza Popieuszki. - Spr midzy Panami wyranie si zaostrza w drugiej poowie lat 90. To wynik ewolucji Paskich pogldw? - Tak, ale Michnik te si zmienia. W 1992 roku nie opublikowaby wywiadu z Kiszczakiem, w ktrym prezentuje go jako polskiego bohatera narodowego, a w 2001 to okazao si moliwe. Ale prawd jest, e rozchodzilimy si w polskiej polityce na dwa przeciwlege krace. Im duej trwaa polska wolno, tym liczba sporw bya coraz wiksza. Ja z coraz wiksz niechci czytaem jego oceny na amach "Gazety", a Michnik, jak przypuszczam, z rwn niechci sucha moich. - Spotkalicie si Panowie ponownie przy sprawie Rywina. Pan - jeden z czonkw komisji ledczej, Michnik - wiadek, ktry ujawni afer w "Gazecie Wyborczej". - Postawa Michnika w tej sprawie okazaa si dla mnie kolejnym rozczarowaniem. - To przecie Michnik ujawni ca spraw. - Niewtpliwie tak. Tylko e z jednej strony jest Michnik pogromc korupcji, autorem patetycznego przemwienia przed komisj ledcz o dwch Polskach - uczciwej i skorumpowanej. Przemwienia, ktre zy z oczu moe wyciska u przyzwoitego patrioty polskiego. l z drugiej jest Michnik, ktry ukrywa winy Kwaniewskiego i Millera, a w obliczu prostych pyta wywouje awantury i krzyczy, e on nie musi zeznawa. Michnik - libera i demokrata w istocie odrzucajcy prost regu liberalnego i demokratycznego pastwa - regu rwnoci wobec prawa. Michnik, ktry ponad prawem, sdami i komisjami sejmowymi chce rozstrzyga ostatecznie o winie i niewinnoci. To jest paradoksalnie Michnik antyliberalny i antydemokratyczny. Nie podobao mi si zwaszcza zachowanie Michnika w prokuraturze. To tam faszywie pojmowana tajemnica dziennikarska staa si dla niego pretekstem do uchylenia si od odpowiedzi na pytania. Zasania si ni przy pytaniu o znajomo notatki przekazanej przez Lwa Rywina prezydentowi Kwaniewskiemu, o rozmowy z Grzegorzem Kurczukiem, o spotkanie 22 lipca u premiera Millera, zreszt spotkanie w najwyszym stopniu naganne. To jest cay szereg spraw, w ktrych przykrywka tajemnicy dziennikarskiej jest mask, a nie rzeczywistym powodem uchylenia si od odpowiedzi. Adam Michnik jest jedn z osb dysponujcych kluczem do wyjanienia tej sprawy i mam mu cigle za ze, e nie zdecydowa si woy tego klucza w drzwi. - Mona zrozumie Pana al, ale nam, dziennikarzom, trudno nie przyj za wiarygodne wyjanienia o obowizujcej dziennikarza tajemnicy. W pewnych sytuacjach ujawnienie rde naszej wiedzy grozi zawodow kompromitacj. - Pan artuje. - Tajemnica zawodowa to wielki przywilej wiata dziennikarskiego, dany nam nie bez przyczyny. Bez cakowitego zaufania rozmwcw ten zawd nie istnieje. - Zacytuj Panu fragment protokou przesuchania Adama Michnika przez prokuratora, protokou, ktrego Pan zapewne nie zna. - Panie redaktorze, czy zna Pan notatk Lwa Rywina sporzdzon dla Aleksandra Kwaniewskiego? - Odmawiam odpowiedzi ze wzgldu na tajemnic dziennikarsk.

- Odmawiam odpowiedzi ze wzgldu na tajemnic dziennikarsk. - Panie redaktorze, czy by Pan u prezydenta Aleksandra Kwaniewskiego po konfrontacji 22 lipca u Leszka Millera? - Odmawiam odpowiedzi ze wzgldu na tajemnic dziennikarsk. - Panie redaktorze, czy zawiadomi pan ministra sprawiedliwoci Grzegorza Kurczuka o sprawie Rywina? - Odmawiam odpowiedzi ze wzgldu na tajemnic dziennikarsk. - Panie redaktorze, czy zaprosi pan Helen uczywo na spotkanie u Leszka Millera 22 lipca? - Odmawiam odpowiedzi ze wzgldu na tajemnic dziennikarsk. - Panie redaktorze, czy kiedy zeznawa pan 4 miesice temu i opowiada o swoim spotkaniu z ministrem Kurczukiem, wtedy nie byo to tajemnic dziennikarsk, a dzisiaj uwaa to Pan za objte t tajemnic? - Odmawiam odpowiedzi ze wzgldu na tajemnic dziennikarsk. - Panie redaktorze, czy wszelkie czynnoci, jakie pan podejmowa w tej sprawie po 22 lipca, byy podejmowane w ramach ledztwa dziennikarskiego? - Odmawiam odpowiedzi ze wzgldu na tajemnic dziennikarsk. Nie wiem, czy panw przekonaem? Chce pan by takim dziennikarzem? Jeli ma pan minimum zdrowego rozsdku, to wie pan dobrze, e w sprawie Rywina nie byo adnego dziennikarskiego ledztwa. Nie dlatego e "Gazeta Wyborcza" nie chce pozna caej prawdy. Dlatego e prawdziwe ledztwo musiaoby oznacza danie wyjanie od Kwaniewskiego, Millera, Czarzastego, Jakubowskiej, Kwiatkowskiego. A to byo - poza konfrontacj u Millera kompletnie niemoliwe. A zatem tu nie ma adnej tajemnicy dziennikarskiej. Powoywanie si na ni suy wycznie do uchylenia si od odpowiedzi na pytania. Michnik mwic prawd, musiaby sypa czerwonych albo osania ich kamstwem. A nie chce ani jednego, ani drugiego. - Zdarzyo mi si przeprowadzi kilka ledztw dziennikarskich i wiem, e po pierwsze moe nie przynie ono adnych efektw, a po drugie - czasem dla obserwatorw z zewntrz nie pozostawia ladw. - Pozostamy przy swoich opiniach. Ja liczyem na to, e Adam Michnik powie absolutnie wszystko, co moe pomc w odkryciu prawdy, Tak si nie stao. To dla mnie zawd.

Jacek Kuro

Termos kontra zarkawki


Minister pracy w rzdzie Hanny Suchockiej - Jacek Kuro domaga si, by szef Urzdu Rady Ministrw Jan Maria Rokita skierowa do podpisu pani premier nominacje dla nowych wiceministrw. Ale zdaniem Rokity ju byo ich zbyt wielu, wic przeciga spraw, jak mg. Pewnego dnia, gdy szef URM siedzia za ulubionym ogromnym biurkiem w gabinecie, omijajc sekretarki i bez zapowiedzi wbiega Kuro. W jednej rce trzyma termos, w drugiej wymit kartk. Rzuca kwitek na biurko i bez sowa wybiega. Rokita odczytuje dwa krtkie zdania: "Pan Jan Rokita. Skadam Panu rezygnacj z funkcji ministra pracy".

- Na kogo Pan gosowa w wyborach prezydenckich w 1995 roku - w pierwszej turze? - Na Was. - Kandydatem Unii Wolnoci, Pana partii, by Jacek Kuro. Dlaczego nie dosta Pana gosu? - Byem skonfliktowany z przewodniczcym Leszkiem Balcerowiczem i z lini partii. Mona powiedzie, e przebywaem w unijnym przedpokoju, czekajc tylko, a uchyl si szerzej inne drzwi i bd mg wyj. Kierownictwo Unii tego zreszt ode mnie oczekiwao. A dlaczego nie gosowaem na Kuronia? Po pierwsze dlatego, bo marzyem o jednolitym froncie centroprawicy stojcym naprzeciw SLD. Co wicej, wierzyem, e zbudowanie takiego frontu okae si moliwe. Warunkiem zrealizowania takiego planu by wsplny kandydat centroprawicy na prezydenta. Z rachunku si wynikao, e moe nim by tylko urzdujcy prezydent. By i inny powd. Wybr Jacka Kuronia na kandydata prezydenckiego Unii Wolnoci by gwodziem do trumny mojej solidarnoci z t parti. Z powodu rnic ideowych. To by kolejny sygna - po odsuniciu Tadeusza Mazowieckiego - e coraz mniej z Uni mnie czy. - Nie wierzy Pan w szans popularnego Kuronia? Na czym one polegay? - Na samym pocztku kampanii prezydenckiej z powodu wielkiej popularnoci Kuronia mona byo jeszcze sdzi, e s w Unii ludzie, ktrzy w jego sukces wierz. Pniej stawao si jasne, e jest bez szans. Jego zgoszenie traktowaem jako ch zaszkodzenia Wasie i jako efekt wewntrzunijnych rozgrywek - Balcerowicz i Geremek chcieli pokaza, e maj peni wadzy w partii. Rozmawiaem z Leszkiem Balcerowiczem krtko przed wyborami. Mia wiadomo, e wystawienie Kuronia byo bdem. Ale moj sugesti, e moe by to jeszcze przedyskutowa, zby zdaniem: Teraz jest ju za pno. Nie wolno podkopywa morale we wasnych szeregach. - Trudno odmwi mu racji. - Trudno przyzna mu racj. Zmiana stanowiska Unii bya moliwa nawet w ostatniej chwili. Prawdziwy spr o Polsk toczy si nie midzy Kuroniem i Kwaniewskim, a midzy Was i Kwaniewskim.

- Mwi Pan o ideowych rozbienociach z Kuroniem. - Wsppracowaem z Kuroniem w kierownictwie Unii Demokratycznej i w rzdzie Suchockiej. A jednak rnio nas nieomal wszystko. Mnie uksztatowa mieszczasko-inteligencki Krakw z siln tsknot do II Rzeczypospolitej. Jego - robotniczo-inteligencki, lewicowy oliborz fascynujcy si jeli nie komunizmem, to demokratycznym socjalizmem. Za rzdu Suchockiej byo zabawnie. Z duym przekonaniem wykonywalimy wsplne przedsiwzicia, kierujc si odmiennymi motywami, l ja, i on popieralimy Pakt o Przedsibiorstwie. Ja - bo widziaem w nim recept na uzyskanie zgody zwizkw zawodowych na prywatyzacj. On - bo widzia chocia czstkowe spenienie ideau udziau zag w zarzdzaniu. A rwnoczenie gdy odbywalimy nie koczce si debaty w Urzdzie Rady Ministrw, mylelimy o pastwie zupenie inaczej. Jacek mwi cigle o oywianiu ruchw spoecznych. By przekonany, e gdzie tam w Polsce jest maa organizacja, komrka zwizkowa albo grupa ludzi domagajca si czego od pastwa i trzeba jej pomc. Ja tumaczyem, e z perspektywy rzdu takich zjawisk nie da si indywidualnie ogarn, e trzeba zaj si instytucjami, zwaszcza samorzdem. Odpowiada, e samorzd jest drugorzdny. Wani s ludzie, a nie rady, zarzdy, procedury. Mwi jeszcze, e ja nadawabym si do rzdzenia w czasach cesarsko-krlewskiej administracji Austro-Wgier i e warto mi sprawi zarkawki. - Uwaa Pana za arcybiurokrat. - A ja pytaem go, skd wzi si w budynku Urzdu Rady Ministrw. e bardziej pasowaby do ulicy, na ktrej tworzy si rewolucyjny komitet. To byy wzajemne zoliwoci - ale yczliwe. Z drugiej strony, one oddaway rnice midzy nami. Miaem z nim na pieku w sprawie stosunkw z Kocioem. Uwaaem konkordat za symboliczny koniec wojny ideologicznej, religijnej. Jacek mia dokadnie przeciwne zdanie. - Z zewntrz tego sporu prawie nie byo wida. - Bo wzajemne lojalnoci rzdowe byy bardzo mocne, potrafilimy ukry - inaczej ni w pniejszych rzdach - nasze rnice. Ale wewntrz rzdu toczya si prawdziwa batalia. Nie tylko zreszt z Kuroniem. Jego gwnym sojusznikiem by minister finansw z Unii Demokratycznej Jerzy Osiatyski. Pamitam autentyczn wojn z Osiatyskim o wie w owiczu. Obiecaem jej zwrot biskupowi Alojzemu Orszulikowi i spowodowaem odpowiedni decyzj komisji majtkowej zajmujcej si kocielnymi nieruchomociami. Pech chcia, e w tej starej wiey z krtymi schodami mieci si urzd skarbowy. Osiatyski szala, zwaszcza e nic mu wczeniej nie powiedziaem. - Trudno mu si dziwi. - Ale urzd skarbowy dosta znacznie wygodniejszy budynek. W kadym razie minister finansw wdziera si po wielekro do mojego gabinetu i oskara o rozptanie wojny religijnej. Do koca nie pogodzilimy si w tej sprawie. Cen za przeforsowanie tej decyzji - byem w tej sprawie silniejszy - staa si trwajca do koca rzdu wojna o wie z ministrem finansw. Nigdy nie zwtpiem w sens reprywatyzacji. Ale jej brak nie byt dla mnie argumentem przeciw reprywatyzacji mienia kocielnego. Ta wiea nie nadawaa si zreszt zupenie na siedzib urzdu skarbowego. Spr o ni by sporem czysto ideologicznym. - Wsppracowao si Panu dobrze z Kuroniem, a przecie jestecie kompletnie rnymi osobowociami.

osobowociami. - Ja pracuj przy biurku wrd papierw, rzeczywicie pasowayby do mnie zarkawki. A Kuro wiecznie biega - zdyszany i z termosem. Wpada do mnie zawsze do gabinetu, nie zwracajc uwagi na sekretarki, i krzycza o jakiej sprawie, ktra go w danej chwili emocjonowaa. Przyjmowaem to pocztkowo ze zdumieniem, ale szybko si przyzwyczaiem. - adnych spektakularnych konfliktw? - Miaem wtedy piecztk "Rekomenduj do podpisu prezesa Rady Ministrw". To byo w znaczcym stopniu rdo mojej wadzy. Przystawiaem t piecztk midzy innymi na nominacjach podsekretarzy i sekretarzy stanu. Na samym pocztku doszo do sporu o liczebno i skad wiceministrw w resorcie pracy. Kuro zgromadzi tam swoich wsppracownikw, ale byo ich zbyt wielu, a poza tym stanowisk w tym ministerstwie domagali si koalicjanci. W zwizku z tym chowaem jego wnioski personalne do szuflady. Razu pewnego wpada do mojego gabinetu Kuro i skada rezygnacj na wymitej kartce. By w tej sprawie na tyle uparty, e ostatecznie uzyska, czego chcia. Taki by jego styl. Nie umawia si na rozmowy, nie poszukiwa kompromisu. - By Pan zadowolony z jego dziaalnoci jako ministra pracy? - On si zmienia. Za rzdu Mazowieckiego popar, wbrew swoim w wczeniejszym pogldom, liberalny program Balcerowicza, ale nie za darmo. W zamian dosta zgod na potne rozdawnictwo pienidzy publicznych - dla sfery budetowej, emerytw, bezrobotnych. Nauczyciele do dzi wspominaj Mazowieckiego i Kuronia jako swoich dobroczycw. Zacz te budowa potny aparat administracji socjalnej pastwa. Ja najwyej oceniam drug faz Kuronia - z czasw rzdu Suchockiej. Wtedy nie mia ju wielkiego trzosu pienidzy i by skonny bardziej powici swoj wizj stosunkw spoecznych dla racji stanu. To Kuro firmowa decyzje o ciciach budetowych, nawet o zamroeniu wzrostu pac i emerytur, angaowa si w prywatyzacj. Powica swoje pogldy dla interesu pastwa. Pniejsza ewolucja Kuronia zaprowadzia go tam, gdzie jest dzisiaj. On mwi, e auje nie tylko tego drugiego okresu, ale nawet czasw rzdu Mazowieckiego. auje nieomal wszystkiego, co zrobi w yciu publicznym po roku 1989. Dzisiejszy Kuro jest dramatycznym anachronizmem. Ja si z tym samokrytycznym bilansem nie zgadzam. - A jak Pan ocenia ten bilans? - Odegra rol pozytywn. Swoj spoeczn popularnoci, zdolnoci do rozmowy z ludmi, swoimi wystpami w charakterze brata aty uatwi przeksztacenie Polski w poowie lat 90. w tygrysa Europy rodkowej. Jego telewizyjne pogaduchy z czasw rzdu Mazowieckiego do mnie nie trafiay. Byy le przygotowane, bekotliwe, czsto bez podmiotu albo orzeczenia. Ale one odegray dobr spoeczn rol. Przekonay Polakw do zgody na przeobraenie gospodarki i pastwa. - Ale czy Kuro nie ma troch racji, e si dzisiaj wstydzi tych swoich pogaduch? On zaprzecza swoim wczeniejszym, mocno socjalistycznym pogldom. Moe dzi uwaa, e oszukiwa ludzi. Wystpujc jako brat ata, przygotowywa ludzi na wyrzeczenia. - Jzyk pogaduch Kuronia nie byt jzykiem kamstwa. Kuro nie mwi: dajemy, jeeli nie dawalimy. Nie mwi: obiecujemy, jeli odbieralimy. On tym swoim nieskadnym ludowym jzykiem mwi szczerze. Jzyk mwiony moe by przewodnikiem duszy. Jest jeden warunek, aby tak byo. Nie

Jzyk mwiony moe by przewodnikiem duszy. Jest jeden warunek, aby tak byo. Nie elegancka forma, nawet nie kompetentna tre. Jedynym warunkiem jest szczero. Ludzka zbiorowo potrafi t szczero w jaki tajemniczy sposb rozpozna. Lud wie, czy polityk mwi od serca czy czstuje go mow-traw. Ten nieopisany przez naukowcw termometr rozpoznawa szczero Kuronia.

Micha Karnowski, Piotr Zaremba "Alfabet Rokity", 2004 r.

Darmowy Hosting CBA.PL

Newsweek Polska - 09.05.2005

Micha Karnowski, Piotr Zaremba

Koniec wiata Redaktora


Pkaj przyjanie, szwankuje zdrowie, malej wpywy i zrozumienie. Adam Michnik, bardziej samotny ni kiedykolwiek, zamyka kolejny etap swojego barwnego ycia. Dokd zmierza?

Gdzie jest Adam Michnik? Jedni nazywaj ten nowy czas w yciu Michnika wygnaniem. Inni ostateczn klsk jego projektu politycznego. - Za wczenie na bilans, ale na pewno czekaj go rekolekcje - ucina moe jedyny yczliwy naczelnemu "Gazety Wyborczej" przedstawiciel prawicy, Aleksander Hall. Od kilku miesicy wiadomo, e Michnik jest chory na puca. Na przeomie roku podyktowa na Wyspach Kanaryjskich spowied ycia trzem dziennikarzom "Gazety Wyborczej". Jego stan zdrowia poprawi si, ale mimo to Michnik daje o sobie zna sporadycznie. A to opublikuje we wasnej gazecie esej, a to podpisze list wzywajcy do przyjcia eurokonstytucji. Kiedy w Warszawie byo go peno, teraz sycha jedynie niepewne plotki o cichych wyjazdach i rwnie cichych powrotach do stolicy. Nawet francuski "Le Point" zauway, e na amach "Wyborczej" nie skomentowa ukraiskiej rewolucji, cho ten kraj zawsze bardzo go obchodzi. Kady chce mwi o najsynniejszym polskim redaktorze, ale niewielu dysponuje sprawdzonymi informacjami. Co dalej z Michnikiem? - Dobre pytanie, tym bardziej e on sam mnie o to niedawno pyta - mwi Zbigniew Siemitkowski, polityk lewicy, ktry nie kryje fascynacji legendarn postaci. Jego wiat rozsypa si na kawaki. Jak opowiadaj bliscy mu ludzie, po wybuchu korupcyjnego skandalu i kolejnych wystpach przed komisj ledcz Michnik sta si mniej pewny swoich racji, zacz popada w depresj. Poczu si odrzucony i niezrozumiany. Rwnoczenie coraz trudniej byo mu narzuca swoj wol innym w "Gazecie Wyborczej", gdzie jego zdanie stao si nagle mniej wane ni czonkw zarzdu Agory, kierujcych si nieubaganymi prawami rynku, a nie najwikszymi nawet zasugami z dawnych czasw. Ma te coraz mniej do powiedzenia w wiecie polityki. - Kwaniewski ograniczy z nim kontakty. Belka, inaczej ni Miller, nie uwaa go za swojego mentora - wylicza Jerzy Urban. - Jeli na czele rzdu stanie po wyborach Rokita lub Kaczyski, Michnik po raz pierwszy nie bdzie przyjmowany w Kancelarii Premiera jak u siebie w domu - dodaj zoliwie politycy prawicy. Co sdzi o tym sam Michnik? Odrzuca prob reporterw "Newsweeka" o rozmow - jest chory, nie bdzie si wypowiada. Woli milcze. Ta cisza staje si coraz bardziej dojmujca. Rakowski symbolizuje kolejn grup znajomych, pochodzcych przede wszystkim z elit

postkomunistycznych, z ktrymi Michnik straci kontakt lub bardzo go rozluni. Kolejn, bo nie pierwszy to zwrot w yciu 58-letniego bohatera opozycji, polityka i dziennikarza. - Dla mnie Michnik przeamuje si na dwie postaci. Wybitna posta sprzed 1989 roku, dzielna i bezkompromisowa. I czowiek ciko szkodzcy Polsce w okresie III Rzeczypospolitej - to ocena Jarosawa Kaczyskiego, ktry dziaa z Michnikiem w KOR. Nawet jeli nie wszyscy formuuj swoje opinie tak ostro, to przecie dla wikszoci dawnych ludzi Solidarnoci, cznie z najbliszymi znajomymi Michnika, nazywanie generaa Kiszczaka "czowiekiem honoru" i natrtne promowanie Leszka Millera stanowio nie lada problem. Ale Redaktora spotkao co znacznie gorszego ni krytyczny osd tego czy innego krgu znajomych. Jego teksty przestay by po latach punktem odniesienia, zaczynem dyskusji, wyroczni dla innych dziennikarzy i dla polskiej inteligencji. Nic tego lepiej nie symbolizuje ni kolejne suche owiadczenia adwokata Michnika, ktry grozi procesami adwersarzom naczelnego "Wyborczej" w tej czy innej sprawie. Kiedy guru polskiej publicystyki nie musia si ucieka do takiej broni. Jego sowo byo ostateczne. Dzi poprzez prawnikw przyznaje si do bezradnoci. Moe dlatego zamilk? I moe dlatego, niezalenie od stanu zdrowia, czeka go nowy okres. Ten nowy etap wida wyranie w mieszkaniu Michnika przy alei Przyjaci, dzi rzadko witajcym goci. Krluje w nim... okrgy st, symboliczny mebel, przy ktrym siadyway setki biesiadnikw wanych dla historii Polski. Pod szkem wida zdjcia Michnika z najwaniejszymi - od Giedroycia po Kwaniewskiego, od Sartre'a po Havla. To wiadectwo kolejnych wyborw Michnika, take zmian sojuszy, przymierzy z tymi, z ktrymi jeszcze wczoraj walczy. Ale te wspomnienie minionej potgi, bezgranicznych wpyww, bdcych przedmiotem plotek i mitw. To mieszkanie od zawsze byo wanym atutem w dziaalnoci opozycyjnej - nie kady mia w czasach PRL mieszkanie, i to tak due, mogce pomieci liczne towarzystwo. To mieszkanie stao si te symbolem sporw o wczesn rol Michnika. Przy alei Przyjaci mieszkali przewanie dawni i aktualni komunici. Adam pochodzi z rodziny ydowskiej inteligencji. Jego ojciec Ozjasz Szechter by przedwojennym dziaaczem komunistycznym. Wielu krytykw, ale i dawnych kolegw Michnika powtarza, e jemu i kolegom z jego rodowiska byo mimo wszystko atwiej, e nie odczuwali wielkiego strachu przed komunistycznym systemem, ktrym rzdzili dawni znajomi rodzicw. - Mieli lepsze warunki startu, choby telefon w domu, a nikt z moich przyjaci nie mia telefonu - zauwaa Antoni Macierewicz, najpierw kolega, a potem rywal Michnika w opozycji. Na Uniwersytecie Warszawskim Michnik, Lityski i grupa przyjaci stworzyli grup komandosw, zwart i hermetyczn. - Nieatwo si byo dosta do niej komu z innych rodowisk - opowiada Ryszard Bugaj, ktry wspdziaa z komandosami, ale by wyjtkiem - jako syn cieli z mazowieckiej prowincji. Rozruchy studenckie w 1968 roku zaprowadz Michnika i innych komandosw do wizienia. Nie po raz ostatni, bd tam pniej trafia czsto. - Nie by opozycjonist na niby, cho teraz jest moda, aby pomniejsza jego zasugi z tamtych czasw - ocenia historyk PRL Jerzy Eisler. I opowiada o nakrconym przez samych milicjantw filmie z zatrzymania Michnika. Ofiara szarpie si, funkcjonariusze bij pakami. - To musiao naprawd bole - mwi poruszony historyk. W latach 70. Michnik staje si jednym z przywdcw Komitetu Obrony Robotnikw. W latach 80. jest doradc Solidarnoci, czowiekiem coraz bliszym Lechowi Wasie. - Imponowa mi tym, e w 1977 roku, gdy innych KOR-owcw wsadzono, wrci z Francji, eby te siedzie w wizieniu. A w 1984 r., po stanie wojennym, odmwi jako jedyny z grupy kilkunastu historycznych przywdcw Solidarnoci wyjazdu na Zachd, cho namawiali go do tego doradcy i ludzie Kocioa. Po prostu nie chcia wyj z celi - wspomina Aleksander Hall. Ta odmowa zmusia wadze do rezygnacji z pomysu wypchnicia czowki Solidarnoci za granic.

Jerzy Urban pozna Michnika w modoci i spotyka go na przyjciach u synw komunistycznych dygnitarzy, ale po 1980 r. by po drugiej stronie barykady. Co ciekawe take i on twierdzi, e podziwia go jako czowieka niezomnego. A Wojciech Jaruzelski zapewnia po latach, e Michnik by moe wrcz uratowa Solidarno. - Gdyby oni wtedy wyjechali, ludzie uznaliby to za zdrad i opozycja mogaby si zaama - twierdzi genera, na ktrego rozkaz przeprowadzano operacj pozbywania si ludzi Solidarnoci. Michnik ujawnia wwczas swoje najlepsze cechy. Ciekawy wiata i ludzi ju jako licealista, pomimo lewicowych przekona, namwi kolegw z Klubu Poszukiwaczy Sprzecznoci, aby nawizali kontakt z ksidzem Bronisawem Dembowskim, warszawskim duszpasterzem akademickim. Potem wielokrotnie szuka wsplnego jzyka z Kocioem, stara si pogodzi lewicow inteligencj z katolikami. By erudyt nie stronicym od subtelnych rozwaa na temat kultury, ale przede wszystkim przewidujcym analitykiem sceny politycznej. - W drugiej poowie lat 80. stawia na Solidarno, cho wielu dziaaczy opozycji si od niej odwrcio. Obserwowa przemiany w Rosji, Gorbaczowa. Ody przy Okrgym Stole - przypomina Lityski. Co powodowao, e porywa, pociga za sob, e tak wielu uznao go wtedy za autorytet? Ludzie, ktrzy go wwczas znali, opisuj jego ogromny talent oczarowywania innych i narzucania im swojej woli. - Nazwabym go nie intelektualist, a emocjonalist, bo umia przekazywa innym swoje potne emocje - tak go pamita Wojciech Arkuszewski, kolega z KOR, ktry si z nim w kocu porni. By mistrzem pozyskiwania ludzi, czasem manipulowania nimi. Wrd kolegw z opozycji kryy opowieci, e Michnik debiutowa w tej roli bardzo wczenie. Jako dwunastolatek zosta wysany przez swoj podstawwk do pisarza Antoniego Sonimskiego. Mia go zaprosi na szkolne spotkanie. Literat za dziemi nie przepada i pj za bardzo nie chcia. - Prosz pana, ale paski "Alarm dla miasta Warszawy" to dzieo na miar "Pana Tadeusza" - zawoa rezolutny ucze i ju mia Sonimskiego owinitego wok palca. Pniej zosta jego sekretarzem i powiernikiem. - T sam metod stosowa w opozycji. Na przykad podczas obrad Okrgego Stou czeka na przyjedajcego z Gdaska do Warszawy Was na peronie i nis za nim teczk. Albo zaprasza mao zainteresowanego teori solidarnociowego bohatera Wadysawa Frasyniuka, eby z nim konsultowa swj najnowszy esej - wspomina z przeksem dawny opozycjonista. Mg go napisa, bo dosta do rki wany instrument - "Gazet Wyborcz". Ten dziennik przyzna mu Lech Wasa. Fakt przejcia pisma budzi do dzi ogromne emocje. Ryszard Bugaj: - Oni wzili pismo, ktre na pocztku byo wasnoci caej opozycji i dziki temu odnioso sukces rynkowy. Wiem, e Michnik wytacza procesy ludziom, ktrzy tak twierdz, ale powtrz to nawet i sto razy. Ten zarzut pobrzmiewa te w sowach Macierewicza: - Rozumiem al ludzi, ktrzy powierzyli Michnikowi wynegocjowan dla caej Solidarnoci gazet, a on j wzi sobie. Mnie te byoby przykro - mwi polityk. Wzili gazet, ale czy zawdziczaj sukces wycznie opozycyjnym korzeniom z 1989 roku? Jarosaw Kaczyski te uwaa przejcie pisma za nieuczciwe, a jednak dodaje: - Wykorzystali to skdind koncertowo. Potrafili pracowa pdarmo, a nawet poycza od znajomych znaczne kwoty. Czsto daj to za przykad prawicy, ktra zaczyna swoje medialne przedsiwzicia od wypacania sobie wielkich pensji - krci z podziwem gow. "Gazeta" staa si sprawnym narzdziem propagowania koncepcji Michnika. Dla Bugaja przykadem - nazywa to manipulacj - jest choby karykatura z roku 1992 przedstawiajca nielubianego przez "Wyborcz" premiera Olszewskiego z maszynk do drukowania pienidzy. -

Przedstawiano tak czowieka, ktrego rzd przygotowa rkami Andrzeja Olechowskiego jeden z najbardziej twardych i oszczdnych budetw - oburza si Bugaj. "Wyborcza" bya i jest krytykowana za stronniczo i agresywno. Wiele razy wchodzia w zwarcie z innymi mediami, take z "Newsweekiem", ktrego wydawc jest Axel Springer, gwny konkurent Agory. A rwnoczenie podziwiana za profesjonalizm przecieraa nowe szlaki w dziejach polskiego dziennikarstwa. Michnik ju w opozycji swoje sukcesy zawdzicza atrakcyjnym i odwanym tekstom. - To prawda, e mia kontakty na Zachodzie, z lewic europejsk i jej pras. Ale mia te talent mwi Eisler. I dzi te nie jest chodnym analitykiem. Woli styl peen pasji. Dziedziczy tradycj wielkich publicystw midzywojennych. Stanisaw Cat Mackiewicz czy Adolf Nowaczyski nie zawracali sobie gowy czym takim, jak waenie racji, czasem i szacunkiem dla przeciwnika. Kopot polega na tym, e piszc w ten sposb, Michnik jest pierwszym apostoem waenia racji i zasypuje innych apelami, by tak wanie postpowali. e bdc sdzi stronniczym i kaprynym, da od innych powcigliwoci. Mwi to nie tylko przeciwnicy. Andrzej Celiski, dawny kolega z opozycji, dzi na lewicy, uwaa naczelnego "Wyborczej" za jednego z najwybitniejszych politycznych autorw. A rwnoczenie zauwaa, e Michnik sta si nieznony w traktowaniu ludzi nie tylko o pogldach przeciwnych, ale nawet bliskich. Jako przykad daje potraktowanie dominikanina ojca Macieja Ziby. Udostpniono mu amy, a kiedy si okazao, e nie myli dokadnie tak jak Michnik, zosta wykpiony i sponiewierany. Jeli przyj twierdzenia krytykw, e "Gazeta" to rodzaj kocioa, a Michnik jest jego kapanem, to trzeba przyzna, e to duszpasterz oddany swoim wiernym caym sob. Wybierajc kierowanie gazet, rezygnuje w 1991 roku z posady posa i cho figuruje na listach honorowych goci, nigdy nie przychodzi na kolejne kongresy Unii Demokratycznej, a pniej Unii Wolnoci. Wystarczy, e popiera to ugrupowanie przy okazji kadych wyborw snistym komentarzem. Rwnoczenie nie wyrzeka si polityki. - Kojarzy ludzi, forsuje pomysy - tak streszcza aktywno Michnika Jerzy Urban, ktry w latach 90. nawizuje stae kontakty towarzyskie ze swoim dawnym znajomym i niedawnym przeciwnikiem. Zbigniew Siemitkowski wspomina spotkanie z Redaktorem w 1991 roku w klubie dyskusyjnym w Warszawie i ukute wwczas przez Michnika haso, ktremu do dzisiaj pozosta wierny: "Amnestia tak, amnezja nie". To wtedy Michnik zaczyna oddala si stopniowo od ludzi Solidarnoci i zblia do dziaaczy byej PZPR. Jeszcze w 1989 roku objeda kraj razem z Aleksandrem Kwaniewskim, zachwalajc go jako rozsdnego polityka. Jego sympatie dla dotychczasowych przeciwnikw byy gorce, a gust czasem mao wybredny. Kiedy Sejm kontraktowy powoa komisj majc osdzi rzd Rakowskiego, Michnik, dopiero co wybrany pose Solidarnoci, podbieg do jej przewodniczcego Ryszarda Bugaja: - Pamitaj, kurwa, Rysiu, e Sekua jest reformatorem szepn mu do ucha. Byy wicepremier Ireneusz Sekua ju wwczas uchodzi za symbol aroganckiego partyjnego aparatczyka z yk do interesw. W 1992 roku wyjecha do Parya, eby promowa ksik Jaruzelskiego. Byy szef WRON take i dzi opowiada o nim jako o swoim przyjacielu. - miejemy si, rozmawiamy - rozmarza si genera w czasach, gdy tylu innych opucio Michnika. Pi wdk nie tylko z Kwaniewskim, take z innymi politykami tego obozu: Markiem Borowskim,

Wiesawem Kaczmarkiem, Zbigniewem Siemitkowskim. Wywiera na nich ogromny wpyw. Przyznaj si do kultu Michnika. Wielogodzinne debaty przy szklaneczce whisky o historii Komunistycznej Partii Polski, ruchach wewntrznych w PZPR, opowieci o jego ojcu, sdzonym w latach 30. KPP-owcu, tego nie da si przeceni - wspomina Siemitkowski. Stawiajc mosty porozumienia z ludmi byej PZPR, Michnik dziaa na wasne konto, ale by kojarzony z Uni Wolnoci. - Nigdy nie poszlimy na jego koncepcj porozumienia z tamt stron - zapewnia jeden z historycznych przywdcw UW Jan Lityski. Pytany, dlaczego Michnika tak cigno w kierunku postkomunistycznej lewicy, Lityski wspomina najpierw, e dawny przywdca KOR zawsze lgn do rnych ludzi i rodowisk, e by rwnie ciekaw ksidza Dembowskiego w roku 1964, jak Kwaniewskiego w 1989. Ale zaraz dodaje: - Na pewno z nimi byo mu atwiej ni z nami. Mg ich do wielu rzeczy przekona. Suchali go. Dobrze znajcy Michnika polityk prawej strony opowiada, jak naczelny "Wyborczej" zwierza mu si, e to on przekona Kwaniewskiego do przyjcia kursu na Zachd, do Unii Europejskiej i NATO. Powiedziaem, e i tak by to zrobili. No co ty? - odpowiedzia. - To si decydowao w gronie kilku osb. Suchali Michnika, ale nie do koca. Bo on rol przywdcz w ewentualnym porozumieniu cay czas wyznacza swoim kolegom: Bronisawowi Geremkowi i Jackowi Kuroniowi. Po pomylnych dla lewicy wyborach 1993 roku Jzef Oleksy ali si posom innych partii: - Ten Michnik chce, eby Kuro zosta premierem, a Kwaniewski uczy si przy nim jako wicepremier. W kocu to mymy wygrali. Apogeum tej komedii omyek nastpuje w 1995. Kwaniewski wygrywa pierwsz tur wyborw prezydenckich. Wasa jest drugi. W telewizyjnym studiu Michnik domaga si, aby Kwaniewski zrezygnowa na rzecz Kuronia. Jest to prawnie niemoliwe, a politycznie nonsensowne. Lider SLD oczywicie odrzuca ten pomys. - To cay Michnik, wierzcy w to, e ludzie z dawnej PZPR, wstydzcy si wasnej przeszoci, bd mu ulegli - zauwaa Wojciech Arkuszewski. Mogli mu by skdind wdziczni. Lityski wskazuje na inny motyw sympatii Michnika dla postkomunistycznej lewicy: strach przed agresywn prawic. Potwierdza to Aleksander Hall. Czyta uparcie skrajne narodowe pisemka i by przekonany, e to realne zagroenie - opowiada Hall, polityk umiarkowanej prawicy i felietonista "Wyborczej". Ale podobny styl dziaania, zakulisowe gry i podchody byy charakterystyczne dla Michnika jeszcze w czasach opozycji. To dziki niemu utrzymywa dyscyplin w grupie komandosw, a pniej wygra konkurencj w KOR z Antonim Macierewiczem. To dziki temu stylowi zbliy si do historyka Bronisawa Geremka, chocia jeszcze na pocztku lat 80. Geremek i inni eksperci traktowali KOR niechtnie, jako zapor na drodze do porozumienia z komunistycznymi wadzami. Bugaj nazywa rodowisko Geremka i Michnika "famili". - Typowe dla nich jest przekonanie, e mona rzdzi na podstawie porozumienia elit. e zwykych wyborcw pyta si o zdanie niechtnie - opisuje Bugaj. - To francuski styl uprawiania polityki i prowadzenia debat. Polityka jako koci dla wtajemniczonych - dodaje Jan Rokita. Lata 90. to czas takiego politykowania. I czas wielkiej potgi Michnika. Pisa i redagowa, spotyka si, patronowa politycznym spotkaniom, biesiadowa. Mia ogromny autorytet, dziennikarze stacji radiowych i telewizyjnych zaczynali dzie od studiowania "Gazety Wyborczej", w tym zwaszcza komentarzy jej redaktora naczelnego. Popiera Uni Wolnoci, cywilizowa SLD, ale mia drog otwart na wszystkie polityczne salony. Kiedy do wadzy doszed premier Jerzy Buzek z AWS, prawie co tydzie wpada do Michnika lub zaprasza do siebie, cho "Gazeta Wyborcza" na og krytykowaa jego rzd. Michnik by te przyjacielem wszystkich wielkich spoza polityki. - Ludzie gorsz si, e by po imieniu z kolejnymi premierami, a on by na ty rwnie z Giedroyciem i Mioszem - zauwaa Eisler.

To w SLD znajdowa i pielgnowa kolejnych pupili. Na przykad Wodzimierza Cimoszewicza. Pod koniec 1993 roku arogancki, niechtny Solidarnoci Cimoszewicz sta si bohaterem krytycznego reportau na amach "Wyborczej". Nieco ponad rok pniej ten polityk jest ju na ty z Michnikiem i pozostajc nieco na marginesie SLD, staje si nieomal uczniem publicysty. Wsplnie pisz tekst wzywajcy do wypracowania kompromisowej wersji historii przez dawnych solidarnociowcw i ludzi PZPR. Nic te dziwnego, e w 1996 roku Cimoszewicz zaprasza Michnika do konsultacji skadu rzdu. Ten doradza mu podobno prof. Jerzego Wiatra jako ministra edukacji. Ale Cimoszewicz nie jest jedyny. W tekcie "Im gorzej, tym gorzej", kwitujcym w 1993 roku zwycistwo wyborcze SLD, Michnik da rozliczenia przez samych postkomunistw sprawy moskiewskich pienidzy. Nigdy tych da nie odwoa. Mieczysaw Rakowski twierdzi, e to on pozna Michnika z Leszkiem Millerem, bohaterem afery moskiewskich pienidzy. - Wtedy zawarli porozumienie, e nie bd si mocno atakowa - wspomina. Ju wkrtce Miller, kreowany (take przez "Wyborcz") na czoowego przedstawiciela SLDowskiego betonu, staje si intymnym towarzyszem publicysty. Ten zabiera go w 1996 r. na wypraw do Szwecji. Tam na kongresie organizacji ydowskich Miller zostaje przedstawiony przez swego opiekuna, odczytuje owiadczenie SLD, odcinajce si od wydarze z Marca '68, po czym obaj panowie wymykaj si dyskretnie i id w Sztokholm. Co z tej wyprawy wyniko? Wiemy, e Michnik sta si wielkim sympatykiem Millera mimo jego rywalizacji z innym staym rozmwc Redaktora - prezydentem Aleksandrem Kwaniewskim. Jerzy Urban tumaczy t zayo podlizywaniem si Millera Michnikowi. Przyszy premier mia si dosownie nawrci na orientacj liberaln w gospodarce i proamerykask w polityce zagranicznej. Mona jednak odnie wraenie, e Michnik zaufa Millerowi na kredyt. Ten zwizek sta si pocztkiem jego kopotw. Ten wtek podnosi Siemitkowski, ktry uwaa, e ta zaleno zbyt wika Michnika publicyst. Mwi o tym i Celiski, zwracajc uwag, e akcjonariusze spki giedowej naciskaj na rozwj firmy, co na regulowanym rynku medialnym wymusza kontakt z wadz. I rodzi niebezpieczne pokusy wykorzystania wpyww redaktorskich. - Wykorzystali to Kwiatkowski czy Czarzasty, ktrzy potraktowali go nie jak ikon opozycji, ale partnera w biznesie, ktrego mona sprbowa wykiwa - mwi Siemitkowski, a w jego gosie sycha zdziwienie, e Michnik ich nie przegoni. Wydaje si, e Michnik nie doceni niechci czci postkomunistw, bo cho zawsze wadczo wydawa "swoim" postkomunistom certyfikaty moralnoci, to pozostali tylko czyhali na okazj do odegrania si za upokorzenia. - On myla, e oni zawsze bd go czcili. A oni uwaali, e czas pokuty dawno min opowiada znajomy Michnika. I kiedy w wyborcz noc 2001 roku, noc szalonej radoci pijanego zwycistwem SLD, Michnik wydzwania do zaprzyjanionych politykw z gratulacjami, nie mg wiedzie, e ta mio le si dla niego skoczy. Miller da ustaw medialn modym partyjnym wilczkom i jednej wilczycy, oni wysali Rywina do Michnika, a Michnik go nagra, ale p roku zwleka z publikacj skandalu. Ten zwizek przyczynowo-skutkowy zna dzi w Polsce kady. Ale niewielu wie o tym, co dziao si za kulisami. W zszokowanym rodowisku postkomunistycznym narasta niezrozumienie dla postawy Michnika, ktry uruchomi afer bdc pocztkiem koca SLD. Pka misternie budowana przez lata sie przyjani. - Michnik i Urban tworzyli z Rywinem co w rodzaju krgu towarzyskiego, tak to widziaem. I nie wiem do dzi, jak doszo do tego, e koledzy, ktrzy niejedn szklaneczk whisky w gardo wlali, nagle stanli na antypodach. O co tu chodzio... zastanawia si Rakowski. Nadwerony zosta te wizerunek Michnika, ktry bronic przed komisj ledcz reputacji

Nadwerony zosta te wizerunek Michnika, ktry bronic przed komisj ledcz reputacji wasnej gazety i firmy, postawi wszystko na jedn kart. Zniechci nawet wielu z tych, ktrzy dugo wybaczali mu polityczne grzechy. - Miaem wraenie, jakby chcia stan ponad komisj i ponad prokuratur - wspomina z niesmakiem Hall, deklarujcy nadal ciepe uczucia dla naczelnego "Wyborczej". Dodaje: - To nie bya dobra lekcja dla obywateli. I to przymio jako t niewtpliw i potn zasug Michnika - ujawnienie prby bezczelnej korupcji na szczytach pastwa. Destrukcja podkradaa si do wasnego, najwszego obozu. W zgrany niegdy, okopany na obronnym pozycjach kierowniczy zesp Agory i "Gazety" zaczy wkrada si rozdwiki. Wedug politykw prawicy Helena uczywo i szefowie Agory, spotykajc si z nimi ju po aferze, ubolewali nad zbyt bliskimi zwizkami Michnika z ludmi lewicy. Pojawiy si sugestie, aby zmieni lini gazety na mniej zaangaowan politycznie. Z drugiej strony dla Michnika przyszy cikie czasy take z innego powodu. Nie chcia si zgodzi na okrojenie stron z powan publicystyk. Odwoywa si do inteligenckiej tradycji, do swoich dowiadcze redaktora z czasw opozycji. Jego polemistami stali si dwaj czonkowie zarzdu Jarosaw Szaliski i Jacek Bk, pracujcy wczeniej w normalnych firmach. S nazywani w gazecie "danonkami" - to aluzja, e rwnie dobrze mogliby "robi" w artykuach spoywczych, jak w prasie. Ale nerwowo managementu te da si zrozumie, bo "Wyborcza" musi stawia czoo nowej konkurencji, dziennikowi "Fakt", wydawanemu przez Axel Springer Polska, wydawc take tygodnika "Newsweek Polska". Jego czas mija. Pomys na historyczne porozumienie z postkomunistami sta si nieaktualny, bo ten obz si sypie - i to za spraw Michnika. Mija te czas uprawiania polityki na mod francusk. Debata - ma to swoje wady, ale ma i wielkie zalety - przestaje by kocioem dla wtajemniczonych. Michnik, dawny kapan i autorytet, staje si anachroniczny. Nie wiemy, czy to ju emerytura, czy tylko rekolekcje. Szefowie redakcji te odmawiaj rozmowy. Ale wydaje si, e Redaktor coraz bardziej zanurza si w wiat, z ktrego przyszed, w ktrym zakocha si jako cudownie zdolny nastolatek - wiat starcia idei, wspomnie, wielkiej historii i jej herosw. Tyle e teraz on sam jest jednym z tych herosw i niezalenie od tego, jak bardzo zdarzao mu si bdzi, tego nikt mu nie odbierze.

NAGY UPADEK ADAMA M. - antologia tekstw

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

WPROST - 13 lutego 2005

Michnik z Urbanem
Musiao si sta co naprawd dramatycznego. Adam Michnik niespodziewanie wrci do kraju. I spotka si z Jerzym Urbanem w restauracji orientalnej na warszawskim MDM. W spotkaniu uczestniczya ona naczelnego "Nie", Magorzata Daniszewska. Michnikowi dopisuje apetyt - podczas spotkania jad dania tajskiej kuchni, pi do obiadu czerwone wino. Niestety, nadal pali duo papierosw. Przyjacielska pogawdka skrzya si historyjkami w rodzaju tej o przypadkowym spotkaniu maego Adasia z przeraajcym pk. Jzefem wiato (wicedyrektorem Departamentu X Ministerstwa Bezpieczestwa

Publicznego). wiato zatrzyma maego Adasia, gdy ten przechodzi przez ruchliw ulic. Wydobywszy z przyszego opozycjonisty adres i nazwisko rodzicw, odprowadzi go pod drzwi mieszkania. Przeraona matka mylaa, e to po ojca przyszli - wspomina Michnik, trzsc si ze miechu. Urban opowiada Michnikowi o bankietach i rautach, na ktrych bywa. - A czy Toeplitz [Krzysztof Teodor] by na tej imprezie? - dopytywa Michnik. - A jak w tym wszystkim Jzio? - interesowa si. - Raz jest czuy, raz nie. Nie ma z nim tyle rozrywki co kiedy - odpar Urban. Humor zepsuy biesiadnikom teczki SB. Michnik opowiedzia, e zobaczy w telewizji Puls rozmow na temat lustracji i dekomunizacji, gdzie wypowiada si "mody gnj": - Co strasznego. Oni wszyscy si nazywaj: Warzecha, Paliwoda, Perzyna, Jeyna... - Semka - dorzuci Jerzy Urban. W sobot wieczorem zapytalimy naczelnego "Nie", czy by pierwsz osob, z ktr Adam Michnik zjad obiad po powrocie do kraju. Urban rzuci do suchawki: "A chuj komu do tego, z kim ja jem obiad, i to jest cay mj komentarz". Nie udao nam si porozmawia z Michnikiem.

Jarosaw Jakimczyk

Salonowy nihilista
Warszawa, stycze 1981 roku. Pity miesic karnawau Solidarnoci. W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich toczy si zaarta dyskusja na temat "Strach jako towarzysz pracy dziennikarza". Wybucha awantura. Koledzy zarzucaj Jerzemu Urbanowi, e jest autorem kamliwych, zwalczajcych Solidarno komentarzy w "Dzienniku Telewizyjnym". Oskaraj go o tchrzostwo, bo nie podpisuje ich wasnym nazwiskiem. Urban jest wcieky. Broni si: - Tak, pisz komentarze! A co, nie wolno mi? Przez sal przetacza si szmer dezaprobaty. Wstaje Adam Michnik: - Urban, mj stary przyjacielu! zaczyna. Mwi, e szanuje go, bo wbrew wikszoci stan w obronie aresztowanego za finansowe malwersacje byego szefa TVP Macieja Szczepaskiego. - Dlaczego takiej odwagi nie miae wczeniej? Dlaczego nie bronie uwizionych opozycjonistw? - pyta jednak Michnik. Urban prosi go, eby nie przesadza, bo nie jest jego przyjacielem. - Ju teraz nie musisz si ba - odpowiada Michnik. - Nie boj si i nie przyjani - ripostuje Urban. Demonstracyjnie wypisuje si te z SDP. Kilkanacie lat pniej to Urban bdzie si afiszowa znajomoci z Michnikiem. Bdzie zazdroci mu prestiu, towarzyskiej popularnoci i wadzy nad opini publiczn. Poznali si za wczesnego Gomuki, na przeomie lat pidziesitych i szedziesitych. Najpierw spierali si w Klubie Krzywego Koa, potem dyskusje przeniosy si do koktajlbaru w Bristolu, gdzie popijali "harcerzyki", czyli wdk zmieszan z grapefruitem. Kilka lat pniej Urban pomaga modszemu o

trzynacie lat koledze zamieszcza w "yciu Gospodarczym" teksty pisane pod pseudonimem. W 1960 roku powstaje "Polityka". Urbana zatrudnia w niej Mieczysaw Rakowski. Trzy lata pniej Urban dostaje zakaz pisania od samego Wadysawa Gomuki. Nie z powodu antysocjalistycznych treci, lecz przez artyku o dziaaczu antyalkoholowym z Krakowa. Wystrzegajcy si alkoholu "towarzysz Wiesaw" nie tolerowa kpin z ascetycznych upodoba. A Urban wymiewa si: "Czym bya midzynarodwka ydw, masonw i cyklistw dla idei chrzecijasko-narodowej, tym pijacka fraternia dla boga trzewoci i jej proroka". Za panowania Edwarda Gierka drogi Urbana i Michnika si rozchodz. Michnik staje si znanym dziaaczem opozycji, a Urban nowym szefem dziau krajowego "Polityki". Na pocztku lat osiemdziesitych Jerzy Urban bawi z on na zimowym urlopie w Zakopanem. Ich samochd zagrzebuje si w niegu przed Domem Turysty. Na dworze kilkunastostopniowy mrz, a wok ywej duszy. Na szczcie z naprzeciwka nadchodzi kilka osb. Rozpoznaj Urbana i pomagaj wydosta si z zaspy. - Widzisz, warto wystpowa w telewizji, by popularnym - mwi do ony. Wczeniej bardzo zabiega o pojawianie si w telewizji. Kiedy redakcja "Polityki" przyznawaa nagrod "Drody", wybucha awantura. Urban koniecznie chcia, aby otrzyma j Janusz Rolicki, jeden z szefw w telewizji. Cz zespou mocno si temu sprzeciwiaa, nie chcc honorowa medium, ktre byo tub propagandow ekipy Gierka. Ale Urban dopi swego. W 1981 roku powstaje rzd Wojciecha Jaruzelskiego. Genera docenia zasugi Jerzego Urbana w atakowaniu Solidarnoci i mianuje go rzecznikiem rzdu. Jaruzelski liczy si z opini Mieczysawa Rakowskiego, a redaktor naczelny "Polityki" wystawia swojemu przyjacielowi najlepsze referencje. Za t protekcj Urban odwdziczy si Rakowskiemu ju w wolnej Polsce. Sfinansuje jego operacj w szpitalu w Berlinie i bdzie sponsorowa niedochodowy miesicznik "Dzi", redagowany przez ostatniego premiera PRL. Funkcja rzecznika rzdu wyzwala u Urbana najgorsze cechy charakteru, niewidoczne wczeniej nawet dla najbliszych. "Intryganctwo, bezwzgldno, skonno do podstpu i brak hamulcw moralnych" nie oszczdza swego byego ma Karyna Andrzejewska. Niewane, e nienawidz go miliony. Wane, e jest w samym centrum zainteresowania. Jerzy Urban wsawia si wypowiedzi, e "rzd sam si wyywi". Na cotygodniowych konferencjach prasowych organizowanych w Interpressie korzysta z materiaw MSW. Cieszy si jak dziecko, gdy Suba Bezpieczestwa odkrywa, e ksidz Jerzy Popieuszko ma prywatne mieszkanie w Warszawie. "Liczy, e uda si wrobi ksidza w jakie dziwki albo narkotyki" - wspomina Andrzejewska. Na miesic przed zamordowaniem ksidza Urban pisze o nim felieton: "W kociele ksidza Popieuszki urzdzane s seanse nienawici. Popieuszko jest organizatorem sesji politycznej wcieklizny". Po zabjstwie Urban dostaje bro i osobist ochron. W tym samym czasie pisze listy do generaa Czesawa Kiszczaka: "Nie istnieje taki urzd, ktry byby na miar zasug i walorw Towarzysza Generaa". Staje si najbliszym doradc Jaruzelskiego. Wraz ze Stanisawem Cioskiem i generaem Wadysawem Poog tworzy "zesp trzech", ktry przygotowuje scenariusz rozwoju wydarze w kraju, w tym wariant podzielenia si wadz z opozycj. We wrzeniu 1988 roku premierem zostaje jego przyjaciel, Mieczysaw Rakowski. Kilka miesicy pniej Urban zostaje ministrem informacji i prezesem Radiokomitetu. Nadchodzi 6 czerwca 1989 - dwa dni po wyborach do Sejmu kontraktowego. Urban jest w szoku. Przecie kandydowa w okrgu Warszawa-rdmiecie, do ktrego spyway gosy Polakw z placwek dyplomatycznych. By pewien zwycistwa. A przegra z "marnym aktorzyn", jak okrela Andrzeja apickiego, startujcego z listy Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wasie. Urban wygrywa jedynie w ambasadzie w Uan Bator. Nie tylko nie zostaje posem, ale musi poegna si z funkcj ministra. Jest rozgoryczony. Ma duo wolnego czasu. Pisze Alfabet Urbana, ksik z krtkimi, przemiewczymi charakterystykami politykw, artystw i dziennikarzy. Alfabet staje si bestsellerem, sprzedaje si w siedmiusettysicznym

nakadzie. - "Wielu bohaterw Alfabetu Urban zwyczajnie szkaluje, po to eby uczyni atrakcyjnymi swoje wypociny. Jest pewien, e nikt mu si nie zrewanuje. Dla zasady: nie rusza si gwna, bo mierdzi" - mwi bya ona Urbana. Ale pienidz nie mierdzi. Urban twierdzi, e na Alfabecie zarobi sto dwadziecia tysicy dolarw. Wiosn 1990 roku dostaje papier z pastwowego koncernu wydawniczego RSW. Sprzedaje ten deficytowy wwczas towar, a zarobione pienidze inwestuje w handel piwem. Jego wsplnikiem jest Mariusz witalski, biznesmen z Poznania i zaoyciel Elektromisu. Zarobek jest szybki i prosty. Pac za puszk po osiemnacie fenigw, w kraju sprzedaj j pi razy droej. Urban tskni jednak za polityk i gr na najwyszych szczeblach wadzy. Wpada na pomys stworzenia tygodnika. Razem ze witalskim zakadaj spk. Pierwszy numer "Nie" wychodzi w stu tysicach egzemplarzy. l cay nakad rozchodzi si. Pismo jest pene wulgaryzmw i nienawici do nowej wadzy. Zawiera te pornograficzne zdjcia. Trafia w gusta sfrustrowanych now rzeczywistoci. Z dnia na dzie Jerzy Urban staje si milionerem. Za sukcesem finansowym idzie te wpyw na now lewic. "Nie" ma niezaprzeczalny udzia w powrocie do wadzy byych towarzyszy. Po wygranych wyborach w 1993 roku Jerzy Urban zjawia si w siedzibie SdRP. Triumfuje. Z wystawionym jzykiem i wielk butl szampana wituje powrt kolegw do wadzy. Ma powody do satysfakcji. Spenia si jego prognoza sprzed czterech lat. "Myl si ci, ktrzy twierdz, e czerwoni skompromitowali si i odchodz w przeszo - pisa w "Polityce". Ale czeka go kolejne rozczarowanie. Liderzy lewicy chtnie korzystaj z jego rad i medialnego wsparcia. Jednak niechtnie si do niego przyznaj. Urbana spotyka afront za afrontem. Najwikszy ze strony Jzefa Oleksego. Premier nie zaprasza go na spotkania urzdzane dla szefw najwikszych polskich redakcji. Urbana bardzo to boli i irytuje. Jest sybaryt. W III Rzeczpospolitej moe sobie pozwoli na wszystko. Ma dwie spki: Urma - od "Urban ma" - ktra wydaje tygodnik "Nie" i przynosi wielkie dochody, oraz Kier, wydajc miesicznik "Dzi"'. Urban szacuje swj majtek na czterdzieci milionw dolarw. Konstancin pod Warszaw. Druga poowa lat dziewidziesitych. Pod okaza will podjedaj samochody. Ruchem sprawnie kieruje siedmiu ochroniarzy. Jerzy Urban i Magorzata Daniszewska witaj goci. Prowadz dom otwarty. Wszyscy mog si tu czu swobodnie. Pomaga w tym siedemset pidziesit metrw kwadratowych powierzchni oraz podawany bez ogranicze alkohol. Na jednej ze cian wisi pornograficzny pastisz obrazu Jana Matejki Bitwa pod Grunwaldem: w tle zarys bitwy z Krzyakami, a na pierwszym planie kopulujce pary. To najwikszy salon lewicy. Chtnie odwiedzany przez generaa Wojciecha Jaruzelskiego, Jerzego Wiatra czy Aleksandra Gudzowatego. Lubili tu przychodzi Lew Rywin i jego ona Elbieta. Razem z maestwem Urbanw spdzili nawet urlop w Izraelu. W willi Urbana bywa te Leszek Miller. Czsto korzysta z basenu. Dom w Konstancinie to miejsce, gdzie rozmawia si przede wszystkim o polityce. Urban jest zawsze znakomicie poinformowany. Po przegranych przez SLD wyborach w 1997 roku redaktor naczelny "Nie" wszed do grupy nieformalnych doradcw Millera. W kameralnych konwentyklach "dinozaurw" lewicy uczestniczyli te Mieczysaw Rakowski, profesor Janusz Reykowski i Wodzimierz Konarski, byy peerelowski dyplomata. Urban jednych przyjmuje, innych krytykuje. Nawet wobec prezydenta Aleksandra Kwaniewskiego nie stosuje taryfy ulgowej. W jednym z wywiadw przyznaje, e swoj obecn pozycj towarzysk i finansow zawdzicza temu, z czym przez wiele lat walczy: wolnoci sowa. Jest zadowolony z ycia. Dobrze si bawi. Ma wielk przyjemno, jak komu "dopieprzy". Potrafi si te wzruszy. Najczciej zdarza mu si to przy poezji Wisawy Szymborskiej.

Bogdan Rymanowski, Pawe Siennicki - "Towarzystwo Lwa Rywina", 2004 r.

NAGY UPADEK ADAMA M. - antologia tekstw

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum

ycie z dnia 2002-06-15

Niemcy - nard zorganizowany


O miejscu i roli Niemiec w epoce globalizacji z prof. Zdzisawem Krasnodbskim rozmawia Cezary Michalski

Cezary Michalski: Obserwujemy dzisiaj bunty populistyczne przyjmujce w wielu krajach Europy Zachodniej form masowego poparcia dla tzw. partii i politykw protestu. Pastwo demokratyczne z trudem kontroluje procesy ekonomicznej globalizacji. Jurgen Habermas mwi niedawno o fatalizmie, ktry zaciy nad polityk demokratyczn. Czy rzeczywicie mamy do czynienia z wyczerpaniem polityki demokratycznej na naszym kontynencie? Zdzisaw Krasnodbski: Jeli mwi si o kryzysie czy wyczerpaniu polityki demokratycznej, dotyczy to raczej Europy ni Ameryki. W Ameryce po 11 wrzenia mamy do czynienia raczej z szerok mobilizacj polityczn. Natomiast w Europie koczy si by moe epoka przejciowa, ktra trwaa od 1989 roku. Po okresie zamieszania i popochu poznawczo-moralnego spowodowanego upadkiem komunizmu, wyksztaci si tutaj wyrany projekt polityczny. By to projekt nowej Europy, kulturowo liberalnej, gospodarczo socjaldemokratycznej lub opartej na zasadzie spoecznej gospodarki rynkowej. Ten projekt znalaz te wkrtce jasno zdefiniowanego przeciwnika - przyczyni si do tego konflikt na Bakanach. Przeciwnikiem by nacjonalizm rozumiany jako rdo chaosu, nieporzdku, ktremu naley przeciwstawi ad europejski. Ale rok 1989 oznacza te ostateczny koniec projektw alternatywnych, ktre wyraay si w jzyku marksistowskim lub marksizujcym. Zbudowano szerokie porozumienie, w ktrym znalazo si miejsce take dla dawnej radykalnej lewicy. Jak to mwi Habermas czy Joschka Fischer: "lewica niemiecka pogodzia si z Republik Federaln". Nawet Zieloni stali si parti systemow. To szerokie porozumienie sprawiao, e mao byo miejsca dla polityki, dla sporw ideowych. W oparciu o to, co Pan mwi, daje si opisa pewien proces. Najpierw pewien potencja protestu tworzcy si na marginesie systemu po lewej stronie zostaje wchonity wraz z politykami, ktrzy go reprezentowali. Troch na lewo przesuwa si jednoczenie cay pejza polityczny. Teraz wybucha bunt na prawym marginesie systemu: Haider, Le Pen, silne partie protestu w Holandii, Belgii, Danii. Czy elity demokratyczne reaguj na ten impuls z prawej strony? Czy doprowadzi to do przesunicia caej sceny na prawo? W Europie zawsze byy grupy ludzi niezadowolonych, ktre nie bardzo si mieciy w systemie i ktrych interesy, zarwno ekonomiczne jak te idealne (w sensie Weberowskim), nie byy artykuowane w dominujcym jzyku. Ale teraz chodzi o co wicej. Co si nie udaje. W kryzysie znalaz si cay projekt europejski. Ten kryzys jest do pewnego stopnia konsekwencj integracji europejskiej. Europa przestaa by tylko projektem. Zacza by rzeczywistoci. Wida koszty i konsekwencje procesw integracyjnych. Prasa niemiecka zaczyna na przykad przebkiwa, e by moe reforma walutowa nie do koca si udaa, bo po wprowadzeniu euro nastpi silny wzrost cen. W Niemczech przez ostatnie miesice usiowano wytumaczy ludziom, e nie jest droej, e tylko im si tak wydaje. Co wicej, przytaczano dane statystyczne, ktre miay pokaza, e aden ruch cen nie nastpi. Dopiero trzy tygodnie temu minister finansw przyzna, e jednak nastpi skok cen. Haso, e "Euro ist Teuro" czyli "euro oznacza droyzn", ktre ju kursowao wrd ludzi, okazao si prawdziwe, co niechtnie musieli przyzna politycy. Zorganizowano oficjaln akcj przeciwko droynie. Pani minister rolnictwa z partii zielonych, ugrupowania, ktre chce zachowa pewien potencja krytyczny, wzywaa, eby obywatele

zielonych, ugrupowania, ktre chce zachowa pewien potencja krytyczny, wzywaa, eby obywatele meldowali o nieuzasadnionych podwykach . Reakcj na napicia pojawiajce si - powiedzmy umownie - po prawej stronie systemu jest wyrana renacjonalizacja polityki europejskiej. Ujawniaj si rwnie wyrane rnice interesw gospodarczych midzy czonkami Unii Europejskiej. Kanclerz Schreder zacz ostatnio ostro reagowa na krytyki ze strony instytucji europejskich. Bruksela zarzucia rzdowi Niemiec powikszanie deficytu budetowego i inne dziaania zmierzajce do oywienia gospodarki narodowej. Kanclerz wyranie da do zrozumienia, e instytucje nie s od tego, by wystawia ze cenzury jego rzdowi. Bardziej liberalni komentatorzy prasowi formuowali obawy, e jego twardy kurs bdzie szkodzi proeuropejskiemu wizerunkowi Niemiec. Podobne tendencje ujawniy si w dyskusji dotyczcej koniecznoci liberalizacji niemieckiego rynku samochodowego oraz subwencji dla niemieckich kopalni wgla. Zawsze gdy pene przystosowanie si Niemiec do zalece Komisji Europejskiej nie byoby dla Niemiec korzystne, zacicie i skutecznie broni si interesw narodowych, cho stroni si od retoryki narodowej, uywajc innych argumentw, np. socjalnych. A zatem istnieje prawidowo, e spoeczne interesy, naciski i oczekiwania bardziej wyrazistej polityki zostaj przejte przez elity demokratyczne, tak jak w USA, albo te s do samego koca odrzucane jako "niebezpieczny populizm" i wtedy na pograniczu systemu pojawia si silna partia protestu. Amerykaski system polityczny ma ze swej natury niesychan zdolno absorpcji takich silnych emocji politycznych. Nie boi si zaostrzania retoryki patriotycznej i definiowania wasnych interesw. Natomiast w Niemczech zwrot w stron polityki silniej akcentujcej interesy narodowe nastpi dopiero w cigu ostatniej dekady. Oczywicie Niemcy maj te silny filtr antypopulistyczny. Narodowe interesy formuuje si chtniej na zewntrz, a i wtedy w zawoalowanej formie. Nie dopuszcza si natomiast bardziej radykalnego jzyka w polityce wewntrznej, np. w dyskusjach dotyczcych imigracji czy mniejszoci narodowych. Ale si dziaa. Jeli porwna liczby, to od kilku lat praktycznie zablokowano imigracj do Niemiec (pomijajc Niemcw z Rosji i ydw rosyjskich), nawet jeli nadal skutecznie usuwa si z debaty publicznej hasa antyimigracyjne czy ksenofobiczne. 11 wrzenia doprowadzi w USA do zaostrzenia polityki pastwa w zakresie bezpieczestwa. W Europie sprawi natomiast, e pod znakiem zapytania stana polityka wielokulturowoci. Zaczto publicznie mwi o zagroeniach stwarzanych przez wielomilionowe skupiska imigrantw reprezentujcych inne wartoci cywilizacyjne. Czy dopracujemy si nowego projektu zachodniej tosamoci, czy tylko kontrolowanego wybuchu ksenofobii? Ksenofobia narastaa w Europie ju wczeniej, ale rzeczywicie 11 wrzenia omieli wszystkich do publicznej dyskusji na temat problemw, jakie powoduje codzienne wspistnienie bardzo rnych tradycji i modeli cywilizacyjnych. W Niemczech jeszcze przed dziesiciu laty panowaa ideologia multikulturalizmu. Lewicowcy pisali, e prawdziwy multikulturalizm to ju nawet nie rwnouprawnienie, ale wiadomy projekt pastwa bez kultury dominujcej. Pojawiao si haso odniemczenia Niemiec, wspierane argumentami odwoujcymi si do grzechw przeszoci. Ale w ostatnich latach to si gruntownie zmienio. Polityka azylowa ulega zaostrzeniu. Nawet lewica porzucia multikulturalizm. Zaczto podkrela, e imigranci s gomi i musz przystosowa si do zasad obowizujcych w miejscu, do ktrego przybyli. Rok temu odbya si w Niemczech wana dyskusja na temat kultury wiodcej. Znowu mwi si o tym, e mimo pluralizmu obywateli musi czy jedna autorytatywna kultura, cho ta kultura wiodca jest dzi definiowana jako lojalno wobec instytucji demokratycznych, procedur, a nie jako pene nawizanie do tosamoci i kultury rdzennie niemieckiej (jednak w praktyce nadawania obywatelstwa zawsze tego wymagano i nadal si wymaga). Zwolennicy zamknicia granic definiuj si dzisiaj jako obrocy demokracji, otwartoci, tolerancji przed ideologiami i fanatyzmem religijnym napywajcym wraz z imigrantami. To wtrnie przyczynio si te do legitymizacji bardziej konserwatywnych przeciwnikw wielokulturowoci, prbujcych definiowa i broni niemieckiej tosamoci. Zaostrzenie jzyka zachodniej tosamoci wydaje si by wiadectwem ywotnoci demokracji. Demokratyczne elity reaguj na oczekiwania obywateli. Ale czy nie ma w tym pewnej puapki? atwo jest zapomnie, e to Zachd potrzebowa kiedy w Europie taniej siy roboczej - z Afryki, Azji. We Francji dziki tanim i niezorganizowanym imigrantom zamano si zwizkw zawodowych. W okresie dekoniunktury ci ludzie stali si niepotrzebni, a nawet niebezpieczni. Teraz demokratyczne elity pozwalaj gono mwi o islamskim zagroeniu.

Teraz demokratyczne elity pozwalaj gono mwi o islamskim zagroeniu. W skutecznej polityce chodzi o to, eby nie dopuci do wybuchu, ale jednak artykuowa realne napicia. Tutaj tak si wanie dzieje. Ogranicza si imigracj, ale jednoczenie nie uywa si zbyt radykalnej retoryki wobec "obcych", eby nie doprowadzi do gwatownych konfliktw. Niemcy zawsze starali si imigrantw wczy w uporzdkowane struktury spoeczne. Politycy prbuj wic uwzgldnia nastroje ludnoci. To jest taka gra z "cinieniem z dou", ktre trzeba wprowadza w instytucje demokratyczne, take po to, aby mc je kontrolowa. Z drugiej jednak strony Bundestag ostatnio nie zgodzi si, eby wprowadzi instytucj referendum. Istnieje wic obawa przed niekontrolowanym gosem ludu. Czy idea pitnowania jednej trzeciej elektoratu, jako ciemnogrodu, przed ktrym naley broni demokracji mogaby si pojawi we wspczesnych Niemczech? Oczywicie intelektualici walcz z ciemnogrodem, tak jak wszdzie. Ale politycy nie mog pozwoli sobie na arogancj. Tutaj traktowanie wyborcw jak ciemnej, prymitywnej masy jest nie do pomylenia. Niemiecka demokracja to demokracja negocjacyjna. Zaufanie pomidzy elitami i ludem utrzymywane jest dziki funkcjonowaniu gstej sieci instytucji: lokalnych wadz, stowarzysze i oczywicie zwizkw zawodowych. Zwizki zawodowe s w Niemczech bardzo silne i suy to raczej stabilnoci spoecznej. Tymczasem w Polsce zwizki zawodowe bardzo czsto przedstawia si jako gwne zagroenie dla efektywnoci systemu gospodarczego czy politycznego. Tu nigdy nie byo rewolucji neoliberalnej. Zawsze mwiono - po prawej i lewej stronie - e model niemiecki i caa Europa ma by alternatyw dla modelu amerykaskiego. Tutejsze spoeczestwo jest zorganizowane i solidarne. Od chrw, zespow tanecznych, a po zrzeszenia religijne czy zwizki zawodowe. To z jednej strony powoduje, e konflikty s wyraane mniej radykalnie. Z drugiej jednak strony wanie dziki owej sieci instytucjonalnej stale negocjuje si interesy grupowe, rne punkty widzenia. Rozumiem, e przy tak gstej strukturze spoecznej nie do pomylenia byoby uznanie za sukces demokracji tego, e kilkanacie procent obywateli znalazo si poza systemem, a ich lki i interesy nie bd reprezentowane przez wadz. A tak dzieje si nie tylko w Polsce, ale nawet we Francji. W Niemczech zerwanie porozumienia spoecznego na tak skal byoby uznane za katastrof. Ale w Niemczech nie ma warstwy spoecznej wyrzuconej poza system. Problem pojawi si dopiero po zjednoczeniu Niemiec. Niemcy wschodni s warstw, ktr ten system bardzo powoli wcza i absorbuje. I to tam pojawiaj si gwatowne przepywy elektoratu pomidzy partiami i szukanie wyrazu dla politycznego protestu ze strony grup jeszcze niewczonych w ten niemiecki ad polityczny i spoeczny. Krytycy modelu niemieckiego twierdz, e w kontekcie globalizacji tak uporzdkowane spoeczestwo jest zbyt mao dynamiczne, by poradzi sobie z nowymi wyzwaniami. Zapewne pod naciskiem tych wyzwa, zmieni si, ale stopniowo i do pewnych granic. Bo taka jest polityczna kultura tego kraju, jego tradycja, niezalenie od tego, czy rzdz socjaldemokraci czy konserwatyci. Zreszt tutejsi konserwatyci to nie torysi, ale chadecy z projektem spoecznej gospodarki rynkowej i z ordoliberalizmem zamiast neoliberalizmu. Do lat 80. ten niemiecki model korporacyjny odnosi sukcesy. Potem nastpi czas presji neoliberalnej. Zrozumiano, e system naley uelastyczni, zdynamizowa. Ale nie oznacza to jego odrzucenia. Sdzi si raczej, e skoro tego modelu nie da si obroni na poziomie Niemiec, trzeba si stara obroni go na poziomie oglnoeuropejskim. Mwi si: stwrzmy duy rynek europejski i alternatywny model globalizacji. Wszyscy niemieccy politycy deklaruj, e nie chc amerykanizacji tutejszych stosunkw. Nie chc powtrzenia konsekwencji rewolucji Reaganowskiej, kiedy cz klasy redniej zostaa zepchnita w d i nastpio silne zrnicowanie spoeczne. Tutaj zawsze hierarchia spoeczna bya troch bardziej spaszczona ni w Ameryce. Charakterystyczne byo oburzenie niemieckiej opinii publicznej po tym, kiedy okazao si, e zarzd jednej z najwikszych firm niemieckich, Telekomu, przyzna sobie wysokie wynagrodzenie, mimo e spada warto akcji tej firmy i stracili drobni akcjonariusze. Szefowie Telekomu mwili, e to globalizacja wymusza na nich zrwnanie dochodw z norm anglosask, e inaczej uciekn od nich najlepsi fachowcy. Ale ta argumentacja jest odrzucana, jako niezgodna z niemieck ideologi solidarnoci spoecznej.

W Polsce czsto si mwi, e np. kierownictwo polskiego banku centralnego musi mie pensje porwnywalne z pensjami szefw zachodnich bankw. Taka argumentacja przyczynia si tylko do powikszania napi, bo cae spoeczestwo jest silnie spauperyzowane. W Niemczech aden z politykw czy urzdnikw pastwowych nie omieli si powiedzie, e musz zarabia o wiele wicej od innych grup w sytuacji, gdy spoeczestwo musi zaciska pasa. Dba si o to, eby rnice dochodw nie byy zbyt due - albo przynajmniej usiuje si zachowa pozory. Ta solidarystyczna blokada manifestuje si w rnych dziedzinach: poprzez kontrolowanie wysokoci funduszy reprezentacyjnych w wielkich korporacjach niemieckich oraz poprzez styl ycia elit, ktre nie mog zbyt ostentacyjnie manifestowa swego bogactwa. A jak przywizane do solidaryzmu spoeczestwo niemieckie broni si przed najprostszymi mechanizmami globalizacyjnymi. Czy Volkswagen nie wyprowadzi caej produkcji na Filipiny, gdzie praca jest tasza ni w Niemczech? A jeli tego nie zrobi, to czy nie przegra konkurencji z Amerykanami, ktrzy ju to zrobili? Volkswagen jest kontrolowany przez rzd Dolnej Saksonii, to instytucja niemal narodowa, wic wyprowadzenie caej produkcji w ogle nie wchodzi w gr, a globalizacja przyjmuje si jako wyzwanie. Odpowiedzi na to wyzwanie mia by take projekt europejski. I wanie dlatego Niemcy, mimo problemw, od niego nie odstpuj. Renacjonalizacja polityki niemieckiej wiadczy jednak o tym, e pomidzy dzisiejszym ksztatem Europy a owym projektem niemieckim pojawiaj si rnice, coraz wyraniej pojawia si konieczno negocjowania pomidzy niemieckimi i europejskimi interesami. Ale gdy chodzi o sprawy zasadnicze, broni si interesw niemieckich. A jak to dzisiejsze akcentowanie wasnych interesw i tosamoci narodowych moe wpyn na stosunek do Polski? Polacy s tutaj imigrantami. Europa, na razie, nie zamyka granic w naszej obronie, ale troch przeciwko nam. Wrd elit politycznych nadal panuje jzyk przedstawiajcy poszerzenie Europy jako konieczno i wsplny dobry interes. Na poziomie realnego poparcia spoecznego jest troch inaczej. Na przykad tylko 37 proc. Niemcw i zaledwie nieco ponad 20 proc. Austriakw popiera przystpienie Polski do Unii. Lud tak naprawd nie chce rozszerzenia. Ci politycy, ktrzy, tak jak Haider, kontestuj system, odwouj si do tej powszechnej tu obawy, e w wyniku poszerzenia z Europy rodkowej przybdzie spora liczba ludzi, ktrzy we wasnych spoeczestwach nie maj swojego miejsca. I tutaj, na Zachodzie, zaczn oni tworzy warstw ludzi niemajcych swojego miejsca w tym uporzdkowanym systemie, wraz z konsekwencjami dla jego stabilnoci politycznej. Dlatego tak istotne jest budowanie stabilnego adu spoecznego w Polsce. Nie mona wierzy, e ucieknie si do Europy przed nierozwizanym problemem ludzi nieznajdujcych sobie miejsca w polskim systemie spoecznym czy politycznym. Bo ci ludzie take wejd do Europy, pozostan problemem take po integracji. To samo dotyczy innych problemw. My cigle mwimy o procesie integracyjnym w ten sposb, e dokonalimy wielkiego wysiku transformacyjnego, ktrego uwieczeniem bdzie przyjcie nas do UE. Tymczasem jest dokadnie odwrotnie. Najatwiejsz rzecz byo zdemontowanie, zreszt nie do koca, absurdalnego systemu komunistycznego. O wiele wiksze wyzwania pojawi si przed polskimi elitami politycznymi ju po oficjalnym przyjciu nas do Unii. Ale znalezienie waciwej odpowiedzi na te wyzwania pozwoli take zracjonalizowa, unowoczeni polskie spoeczestwo.

Darmowy Hosting CBA.PL

Res Publika - luty 2001 r.

Nina Krako, Sergiusz Kowalski Przegld liberalny


Przedwionie

Nieatwo krytykowa liberaw, bo sprzedaj hurtem trzy towary: swoj ekonomiczn recept, styl ycia oraz wolno tout court. Nie kupujesz? Znaczy masz zniewolony umys i autorytarn osobowo. Nietrudno zosta w Polsce dziedzicem myli Locke'a, de Tocqueville'a, Milla, Berlina, Poppera, Rawlsa, Smitha, Ricardo, von Misesa, Hayeka, Friedmana lub choby Thatcher i Reagana. Wystarczy nazwa si liberaem, dononie sawi rynek jako oczywiste rozwizanie wczorajszych, dzisiejszych i jutrzejszych problemw ludzkoci i doda mimochodem, e jest si - w odrnieniu od innych - przyjacielem wolnoci. Od czasu do czasu warto nawiza do klasykw i w zacnym towarzystwie poubolewa nad ludzk gupot i niewdzicznoci. Jedno niech bdzie jasne: nasze uwagi dotycz wspczesnej polskiej formacji politycznomedialnej, w tym osb, ktre cytujemy i ktre zabieraj gos jako liberaowie. Nie odnosimy si do liberalizmu jako doktryny filozoficznej i politycznej ani nie s naszym gwnym tematem rozwizania ekonomiczne pod tym hasem w Polsce propagowane lub realizowane. Interesuj nas uzasadnienia, zwaszcza te, ktre prbuj wspiera "filozofi rynku" ide wolnoci jednostki. I jeszcze jedno. Nie sposb nie zauway koincydencji naszych rozwaa z ostrym konfliktem w onie Unii Wolnoci midzy dawnym KLD a "etosowcami" z dawnej UD. Nie byo naszym zamiarem wczanie si w ten personalny i polityczny spr: zbieno jest najzupeniej przypadkowa. Nie bdziemy jednak przeczy, e nasze oceny czciej pokrywaj si z opiniami politycznie zaangaowanych "etosowcw" ni ich antagonistw. Mamy w pamici sowa Jerzego Szackiego: "Podnoszony niejednokrotnie lament - jaki to straszny rozpanoszy si u nas liberalizm - opiera si na grubym nieporozumieniu albo jest wiadomie stosowanym chwytem propagandowym". "Nie chc - dodaje Szacki - broni liberalizmu ekonomicznego, bo nie moja to religia. Ale przeraa mnie sposb mylenia, wedle ktrego to on jest wszystkiemu winien i gdyby nie liberaowie ylibymy w kraju mlekiem i miodem pyncym". Jednak zapamitalimy te inn jego opini z ksiki Liberalizm po

komunizmie: "Gdyby na podstawie analogii historycznych mona byo cokolwiek przewidywa, usprawiedliwione byoby domniemanie, i mamy kolejny raz do czynienia z - charakterystyczn dla przeomowych momentw dziejowych - iluzj znalezienia ostatecznego rozwizania". Wierzymy, e uda si nam nie przerazi Szackiego. Nie bdziemy lamentowa - moe troszk. Ale przede wszystkim chcemy przyjrze si iluzji czy religii, o ktrej mwi.

O niewdzicznoci

Liberaowie nie maj wtpliwoci - to im zawdziczamy obecny wzgldny dobrobyt. W licznych ich tekstach przewija si charakterystyczny wtek zasug i niedoceniania. Mwi Janusz Lewandowski: "Byy wic gwizdy, rzadziej oklaski, ale nikt nie kwestionuje pierwszoplanowej roli liberaw. Od nich pochodzi pierwszy impet reformy, jasno celu i upr w stawianiu dalszych krokw". "Reformatorzy byli osamotnieni"1. "Byli wyrazistymi przewodnikami reformy i na nich skupia si frustracja masowego wyborcy. Odegrali rol ywej tarczy, do ktrej celowaa zarwno lewica, jak i prawica". Trzeba sporej dozy mioci wasnej pomieszanej z pogard dla tumu, eby mwi z takim uniesieniem o sobie i kolegach - nawet w trzeciej osobie liczby mnogiej. Czy ma racj pokolenie gdasko-krakowskich liberaw, twierdzc z ca powag, e jemu zawdziczamy wyjcie z PRL? Tak, jeli miaoby to znaczy, e gdyby nie plan Balcerowicza, ylibymy dzi jeszcze bardziej ubogo w jakim na poy rynkowym reformowanym postsocjalizmie. Nie, jeli znaczyoby to, e politycy psuli, a liberaowie reperowali, e w kluczowym momencie, jak zawsze, liczya si tylko ekonomia, e niewane byy polityczne decyzje Okrgego Stou. A takie wanie zawenie percepcji do ekonomicznych wskanikw i lekcewacy stosunek do polityki, nawet z czasu epokowego przeomu, widzimy u Janusza Lewandowskiego: "Ekonomiczny zacznik do porozumienia 'okrgego stou' - czytamy pokazuje, czym moga by alternatywa wobec liberaw. Byyby to mechanizmy indeksacyjne nieczue na moliwoci budetu i grob inflacji, byoby umacnianie samorzdnoci pracowniczej oraz mnoenie obowizkw socjalnych pastwa". Syszymy ostrzeenia: "jestem przekonany - powiada Lewandowski - i oznaczaoby to lepy zauek, pozostawiajcy nas w krgu niemocy, w jakim tkwi po dzi dzie te kraje dawnego RWPG, ktre nie odwayy si na przeomow reform". Lewandowski nie zauwaa, e przy Okrgym Stole nic nie byo wane poza samym Okrgym Stoem - tym e mia miejsce i rozpocz Wielk Przemian. Wtek niewdzicznego tumu, ignorancji i niekompetencji powraca w jego rozwaaniach o korzeniach nowoytnej demokracji i jej zwizkach z modym kapitalizmem. Czytamy: "Kapitalizm - pojty jako wzr cywilizacyjny - dojrzewa pord praw stanowionych przez oligarchiczne ciaa przedstawicielskie, wybierane przez kilka, kilkanacie procent ludnoci (w Anglii prawo wyborcze posiadao 3-4 proc. ludnoci w pierwszej poowie XIX wieku i 8 proc. w roku 1867). Mimo ewolucyjnego wrastania w kapitalizm wejcie mas na aren publiczn za porednictwem powszechnego prawa wyborczego zachwiao podstawami zachodniego adu rynkowego i demokratycznego", tu nastpuje rytualne wyliczenie klasykw, w tym przypadku Le Bona, Pareto, Znanieckiego, Ortegi y Gasseta, Spenglera i Fromma. Niech do mas narasta z kadym zdaniem: "w polityczn i gospodarcz przestrze wolnoci wchodz ludzie, ktrzy nie ceni sobie wolnoci. Korzystajc z dobrodziejstw dobrze zorganizowanego ycia, uwaaj ten stan za dany raz na zawsze, nieomal przesdzony, a nie jako ciko zapracowany wytwr pewnej kultury i organizacji. Niedojrzao wyraa si w swobodnej ekspansji yciowych de i potrzeb, bez poczucia obowizku i wizi z przyczynami osignitego dobrobytu. Kryje si w tym oczywiste zagroenie dla demokracji". Swego czasu - czytamy dalej - nie czujce wolnoci masy wyniosy do wadzy Hitlera i Mussoliniego. W Szwecji zaday pastwa opiekuczego i dostay je - by to "socjalny wariant ucieczki od wolnoci (i od rachunku ekonomicznego)" - lecz tylko bardzo bogate pastwo mogo sprosta, cho nie za dugo, rwnie absurdalnym

wymaganiom. Masy nie znaj si na ekonomii. Chwilami nie moemy oprze si wraeniu, e liberaom marz si dawne czasy, cenzus ograniczajcy prawo wyborcze - powiedzmy do absolwentw wydziaw ekonomicznych renomowanych uczelni. atwo pozna polskiego liberaa po charakterystycznym, na poy protekcjonalnym, na poy cierpitniczym tonie. Janusz Lewandowski przypomina: "Formacja liberaw wybiegaa (...) przed orkiestr. Nasze pogldy uwaano za herezj. Nie wykrystalizowao si jeszcze w Polsce zaplecze dla partii goszcej wprost hasa liberalne. Hasa te byy wtedy dla ludzi prowokacyjne, cho teraz stay si norm. Jako partia reform bylimy yw tarcz, do ktrej zaciekle strzelano" (znw "ywa tarcza"!). Wojciech Gadomski, gwny ekonomiczny publicysta "Gazety Wyborczej", gotw nawet usprawiedliwi "spoeczestwa przywyke do sytuacji dziecka, karmionego i zabezpieczanego przez struktury pastwa komunistycznego", ktre "przestraszyy si odpowiedzialnoci za swj los, za utrzymanie siebie, swoich rodzin, za zapewnienie im przyszoci". Odwaga cywilna, poczucie niedopenionej misji i al w obliczu powszechnego niezrozumienia - oto chleb powszedni polskiego liberaa. Niedoceniani, przezywani od "aferaw", szarpani z lewa i prawa broni na wysunitym posterunku ideaw wolnoci i przedsibiorczoci. Interesujce bywaj listy do "Rzeczypospolitej", ktra w 1996 roku wszcza debat o liberalizmie. Zawieraj te same myli, co u znanych liberaw, jednak wyraone w sposb, powiedzmy, mniej powcigliwy. Oto gos czytelnika wyjaniajcego, dlaczego masowe zwolnienia zwikszaj zatrudnienie: "Wyobramy sobie, i prywatny waciciel postanawia zwolni ze swojego zakadu ok. 20 proc. ekipy pracowniczej. Co jest tego efektem? Ano, produkcja w tym zakadzie staje si tasza, wobec czego zarwno waciciel, jak i pracownicy zaczynaj zarabia wicej (nie duo wicej, ale zawsze). A jeli wicej zarabiaj, to i wicej wydaj. Tym samym daj zatrudnienie (...) tak wanie wolny rynek reguluje poziom bezrobocia". Czy to nie proste? Mechanizm ten ma dodatkowy walor wychowawczy: "lenie i warchoy id do pracy, a zasiek jest ask pastwa przyznawan nielicznym (np. samotnym matkom), miast 'wiadczenia', ktre 'si naley', jak psu gnat". Jak widzimy, autor listu wierzy w czowieka, jego przedsibiorczo i zdolnoci adaptacyjne: "ci, ktrzy dzi 'nie potrafi' znale sobie pracy, wypuszczeni na gbokie wody, szybko si tego naucz". Z tych samych powodw ciekawe s teksty mniej znanych autorw. Pobrzmiewa w nich atwo rozpoznawalny tenor posiadaczy jedynej prawdy. Powiada Maciej Rybiski: "Jestem tylko prostym publicyst, ktry - aby odwoa si do sw pana Woodyjowskiego - tylko infim minorum praktykowa i ledwie adjectivum cum substantivo pogodzi umie. Dlatego pokornie prosz o wyjanienie, czy musz si z tego spowiada i czy mam szans na otrzymanie rozgrzeszenia, ale - wyznaj ze skruch - jestem liberaem. To u nas w ogle rodzinne. Mj Dziadek jeszcze za sanacji by liberaem, mj Ojciec za Najlepszego Ustroju uchodzi za liberaa i to na dodatek zgniego. Wyssaem wic liberalizm niejako z mlekiem Matki i Ojca, co w yciu codziennym objawia si yczliwoci wobec blinich, a w pogldach politycznych przekonaniem, e jednostkom ludzkim przynaley moliwie najwikszy zakres wolnoci i e w zwizku z tym spada na nich pena odpowiedzialno, take moralna, za wasne czyny i zaniechania". Libera, syn i wnuk liberaa, opisuje swj wiatopogld jako przyjemny i dobrotliwy, a polegajcy na umiowaniu wolnoci. Kto go odrzuca, jest w yciu codziennym gburem, a w polityce nieodpowiedzialnym autokrat. Niewykluczone, e Rybiski jest miym czowiekiem, dobrym i yczliwym ssiadem. Jednak jego liberalny dowcip wydaje si przyciki, podszyty zoliwoci. Ascetyczn elegancj Milla i de Tocqueville'a - nieustannie przywoywanych patronw polskich przyjaci wolnoci - zastpuje zjadliwe szyderstwo, ironia wszechwiedzcych mdrali. T sam niewzruszon pewno siebie znajdujemy u zdecydowanej wikszoci liberaw, jak u matematykw, ktrzy woleliby, eby nie poddawano gosowaniu, ile jest dwa a dwa. Liberaowie wzdychaj ciko i podejmuj od nowa beznadziejny trud wyoenia profanom podstawowych

prawd.

Ekonomia jest nauk cis

Balcerowicz, Lewandowski i Gadomski nie maj co do tego wtpliwoci. Ich wiat spoeczny zbudowany jest z pracodawcw i pracobiorcw, producentw i konsumentw. Nie ma w tym wiecie miejsca dla idei innych ni te, ktre dotycz wymienionych, praktycznych stron ludzkiej egzystencji. Nie ma takich rzeczy, jak pikno i wspczucie - moe s, a nawet na pewno s, tyle e gdzie poza decydujc o wszystkim ekonomiczn pragmatyk. W jej ramach istnieje tylko surowe pikno dobrze skonstruowanego budetu i wspczucie dla nie dostrzegajcych tego ignorantw. Ekonomia to nauka cisa, a liberalizm to w istocie ekonomia. Osobicie nie mamy nic przeciwko fascynacji liberalnych ekonomistw zapit na ostatni guzik ustaw budetow. Nie yczymy sobie tylko, eby jako fachowcy decydowali o celach ycia zbiorowoci, redukujc wolno jednostki do swobody produkowania, reklamowania i konsumowania. Libera powie, e jako libera nie zamierza wtrca si w to, co robi ludzie w czasie wolnym od wymienionych czynnoci. Zamy. Ale skoro tak, niech nie rozprawia o wolnoci niczym wytrawny filozof. Podsumowujc pierwszy etap dyskusji w "Rzeczypospolitej", Leszek Balcerowicz stwierdza: "To nie dyskusja, ale szum informacyjny czy te bijatyka w ciemnociach. Pierwsze teksty miay raczej charakter paszkwilu. Nie byy spenione elementarne warunki logiczne, eby mona byo ten cig tekstw nazwa dyskusj. Przede wszystkim trzeba by okreli jej przedmiot", czyli liberalizm. Poproszony o to powiada: mona zacz od "sfery historii filozofii (...), ale lepiej od razu wzi byka za rogi i spyta, co jest punktem wyjcia. Jest to problem wolnoci". Dalej, w trybie nauczania podstawowego, omawia bd marksistw mylcych ndz z brakiem wolnoci i ywion przez nich iluzj, e "likwidacja biedy moe nastpi jedynie na drodze wprowadzenia etatyzmu, odebrania wolnoci i skupienia decyzji gospodarczych w rkach pastwowego aparatu". Bdy te nadal pokutuj, "zmieniy si tylko hasa"; zo pleni si, a o wolno i prawd trzeba walczy z wielk determinacj. Definiujc wolno, Balcerowicz stwierdza: "Mona chyba traktowa jako rozszerzenie zakresu wolnoci to, e im mniej bdziemy oddawa pienidzy budetowi, to wraz ze wzrostem naszej siy nabywczej o wikszej liczbie spraw bdziemy decydowa sami. To jest rozszerzenie naszego zakresu wolnoci". Nastpnie konkluduje: "Jak wida, problem wolnoci prowadzi nas do bardzo konkretnych rozwiza. I tylko wtedy dyskusja o liberalizmie ma sens, jeli prowadzi nas do konkretw". Podsumujmy my sami: konkret to ekonomia, ekonomia to liberalizm, a liberalizm to wolno; albo odwrotnie: wolno to liberalizm, liberalizm to ekonomia, a ekonomia to konkret. Polscy liberaowie skonni s relegowa wiele wanych dla nas rzeczy do kategorii tak zwanych problemw zastpczych: "Zasug liberaw - powiada Lewandowski - byo to, i energi naszej odrodzonej pastwowoci ukierunkowali na sprawy najwaniejsze dla rozwoju. Lustracja, aborcja, spory o wojsko, konkordat i mass media zaczy nas przeladowa pniej". Sformuowanie "nasza odrodzona pastwowo" kieruje myl ku wsplnocie, wzajemnych zobowizaniach, trosce i odpowiedzialnoci; lustracja, aborcja, media to co, co "nas przeladuje". Mamy wraenie, e liberaom byo wszystko jedno, jak rozstrzygn si te sprawy byleby jak najszybciej mie je z gowy. (Przyzna jednak naley, e swego czasu o problemach zastpczych mwili te liczni socjaldemokraci, najczciej bdcy zarazem ekonomistami. Ich wiat wydaje si podobnie zbilansowany, a troska o ludzi pracy wyraa si tym samym jzykiem stp wzrostu, proporcji pracy i kapitau.) U niektrych osb koncentracja na rynku i wskanikach znosi wraliwo nie tylko polityczn

(patrz ocena Okrgego Stou), ale i etyczn. Lewandowski powiada: "wraz z utworzeniem rzdu Mazowieckiego zadziaaa uderzeniowa dawka liberalnego lekarstwa", po czym uoglnia: "I tylko taka recepta stawiaa na nogi wspczesne gospodarstwa narodowe, zrujnowane przez II wojn wiatow, mirae pastwowej industrializacji i chorobliwe ambicje dyktatorw. Nie znam innego przypadku rzeczywistego wyleczenia. Powojenne Niemcy Zachodnie, Wochy i Japonia, pniej 'tygrysy' Azji Poudniowo-Wschodniej, a jeszcze pniej Chile, Hiszpania i Argentyna zaczynay od dyscypliny finansowej oraz odblokowania mechanizmu rynku i konkurencji, w miejsce reglamentacji i wszechwadzy pastwa". Pojawia si tu przykad Chile. Rozumiemy, e chilijski genera by w porzdku, bo radykalnie poprawi bilans patniczy, a wic zwikszy wolno - o ile oczywicie dla rozumienia jej natury nieistotne s tortury stosowane dla wydobycia zezna od marksistowskich wrogw rynku. Pinochet, jak naley rozumie, nie mia "chorobliwych ambicji dyktatora". W nauce nie ma miejsca na wybory ideowe i moralne. S rwnania. Polemizujc z Wojciechem Gieyskim (ktry otworzy debat w "Rzeczypospolitej"), Gadomski tumaczy rzeczy, jego zdaniem, elementarne: "Nie ma odrbnej ekonomii liberalnej, ekonomii Smitha czy Keynesa. Jest nauka, ktra prawidowo przedstawia zalenoci i wyciga z nich wnioski albo pseudonauka. (...) Zarwno ekonomici neoklasyczni, jak i Keynes swoje rozwaania zaczynali od tych samych rwna makroekonomicznej rwnowagi. Tyle e koncentrowali si na rnych jej obszarach. (...) Przekonanie o istnieniu nauki ekonomii jest podzielane przez liberaw, lecz nie jest to warunek wystarczajcy do tego, by by liberaem. Podobnie wiara w ekonomiczn szarlataneri nie jest jeszcze wystarczajcym warunkiem dla bycia socjalist". "Ekonomia jest albo naukowa, albo bzdurna, za polityka gospodarcza moe nauk uwzgldnia lub nie". Koncentracja na "rnych obszarach" moe prowadzi do zrnicowania opinii wrd prawdziwych ekonomistw, jednak, jak rozumiemy, trudno do nich zaliczy Ryszarda Bugaja czy Tadeusza Kowalika. Inaczej z Januszem Korwin-Mikkem - atrakcyjnym dla mediw przywdc dwuprocentowej UPR, ktry twierdzi, e w Polsce "euromasoneria trzyma media elazn ap" i drukuje skazanego za kamstwo owicimskie Ratajczaka. Lewandowski umieszcza go wrd ojcw-zaoycieli polskiego liberalizmu: "Wczeniej nurt liberalny istnia w postaci felietonw Kisiela, Korwin-Mikkego i publikacji drugiego obiegu. To bya praca dla przyszoci - wiatopogldowa, a nie polityczna"2. Dla Korwin-Mikkego socjalistami s niemal wszyscy, a ju na pewno Bugaj czy lord Conrad Russell z brytyjskiej partii liberalnych demokratw. Ten ostatni powiada bowiem: "John Stuart Mill wierzy w wolno i w wolny rynek. Jednake te przekonania byy od siebie niezalene. Celem liberalizmu jest stwarzanie jednostce swobody wyboru w sprawach, ktre nie przynosz szkody innym. Handel jest aktem spoecznym. (...) Jeeli liberaowie przekonuj si, e w pewnych okolicznociach rynek nie funkcjonuje tak, jak powinien, to s w stanie zmieni zdanie, nie rezygnujc ze swych wolnociowych pryncypiw". Lord brnie dalej, niepomny, e mog go czyta prawdziwi liberaowie: "W dziewitnastym wieku, kiedy partia liberalna sformuowaa zasady wolnego rynku, rynek ten przewanie dziaa na korzy warstw spoecznie upoledzonych, zapewniajc konkurencj przeciwstawn monopolom. Jednake w przypadku, kiedy konkurencja nie dziaaa na korzy upoledzonych, liberaowie byli zdolni do zaakceptowania pastwowej interwencji i regulacji". A oto zupenie ju nienaukowa opinia lorda, istna herezja: "Zasada 'yj i pozwl y innym' wymaga interwencji wadzy pastwowej, niezbdnej dla jej przestrzegania". Nasze przypuszczenie, e i na odwrt, polscy liberaowie nie spodobaliby si liberaom anglosaskim, podtrzymuje Andrzej Walicki, zarzucajcy tym pierwszym zerwanie z gwnym nurtem myli reprezentowanej w Stanach Zjednoczonych przez, powiedzmy, Johna Rawlsa. Ich rozumowanie to dla Walickiego "powrt do prymitywnej Spencerowskiej apologetyki, wedle ktrej bogactwo spoeczne wytwarzaj tylko prywatni pracodawcy, a ludzie pracy najemnej s niepoprawnymi 'roszczeniowcami', rdem spoecznych kopotw".

Czy J.S. Milla przyjto by do KLD?

I tak, i nie. Raczej nie. Polscy liberaowie zainteresowani s, jak powiedzielimy, sprawnym funkcjonowaniem rynku. Jednak, o czym te wspominalimy, chtnie przydaj splendoru swoim ekonomicznym propozycjom - i szerzej, wizji ycia, w ktrej wasno i rynek s wite, a dominuje idea umiechnitego sprzedawcy, "ycz pastwu miego dnia, polecamy nasze usugi" - przez odwoanie si do panteonu klasykw. Jak stwierdza Janusz A. Majcherek, ju oni, klasycy, odkryli zbawienny efekt egoistycznych motywacji, ktre "mog, paradoksalnie, suy, niezalenie od intencji, pomnaaniu dobra wsplnego zarwno w dziedzinie materialnej, jak i duchowej. Adam Smith pokaza dziaanie tego mechanizmu (znanego jako 'niewidzialna rka rynku') w gospodarce. Jeremy Bentham wyjani jego funkcjonowanie w dziedzinie etyki spoecznej, rozwijajc je w swojej teorii 'arytmetyki moralnej'. Obaj, i nie tylko oni, nie byli ani zimnymi cynikami, ani naiwnymi idealistami. Byli, jak wikszo liberaw, realistami co do natury czowieka, spoeczestwa i pastwa". Majcherka zachwyca prostota, logika i suszno tych idei. To, co pokazane, zostao pokazane i jest widoczne. Co wyjanione, jest wyjanione raz i na zawsze. Publicysta broni prawdy objawionej i jej patriarchw przed zarzutami wysuwanymi nie tyle przeciw nim, co yjcym uczniom. Buduje ideow wsplnot represjonowanych depozytariuszy ponadczasowej prawdy. Bijesz we mnie, w liberaw powiada - znaczy bijesz w Benthama i Smitha. Wedle tej "filozofii" J.S. Mill i inni staj si inicjatorami dokonujcej si za spraw liberaw - polskich liberaw - konsumpcjonistycznej redukcji naszej ideowej wspwyobrani. W podobnym duchu wypowiada si nieyjcy Dariusz Fikus: "Miltona Friedmana - wyznawa czytaem po raz pierwszy w drugim obiegu (...) i obok pracy Friedricha A. von Hayeka Konstytucja wolnoci byo to najwiksze moje odkrycie tamtych czasw. Zdumiewajca i zaskakujca wrcz jest jego konsekwencja i logika, z jak przekonuje nas o tym, e wszelkie ograniczenie wolnoci osobistej, gospodarczej i politycznej w konsekwencji jest zgubne". Jesieni 1990 roku sam mistrz odwiedzi Polsk i "wygosi odczyt na swj ulubiony temat, czyli o destruktywnym dziaaniu rzdu amerykaskiego na gospodark". "Uzasadnia, dlaczego Stany Zjednoczone nie s odpowiednim modelem dla Polski, a to dlatego, e dziki swemu nagromadzonemu wczeniej bogactwu mog pozwoli sobie na wspieranie marnotrawnych wadz (federalnych, stanowych i lokalnych), narzucajc przepisy i mechanizmy kontroli sprzeczne z istot gospodarki. Radzi polskim ekonomistom wzorowa si na Hongkongu lub Stanach Zjednoczonych sprzed wieku". Zwrmy uwag na charakterystyczn zbitk: wolno osobista, gospodarcza i polityczna. U Lewandowskiego, przypomnijmy, Szwedzi wybieraj socjalny wariant ucieczki od wolnoci. Liberalne rozumowanie streci mona tak: wolno jest niepodzielna i tylko liberaowie wyznaj j w caej peni. Ich pogld uzasadniaj racje tyle emocjonalne (umiowanie swobd), co rozumne (naukowa ekonomia). Nieprzyjaci wolnoci trzeba bi po gowie raz Frommem, raz Hayekiem. I niestrudzenie przypomnie, e ju klasycy liberalizmu... Jednak u klasykw znale mona rzeczy zupenie z punktu widzenia polskiego liberaa niestosowne. U Johna Stuarta Milla czytamy: "Historia podaje nam przykad smutnego dowiadczenia, jakie przeszed rodzaj ludzki, uczc nas, e o tyle szanowano ycie, wasno i szczcie pewnej klasy ludzi, o ile moga je obroni sama. Widzimy w tym, e opr stawiany zbrojnej wadzy, chociaby ucisk z jej strony by najstraszniejszy, mia przeciwko sobie nie tylko prawo mocniejszego, ale wszystkie inne prawa i wyobraenia o obowizkach spoecznych. Ci, ktrzy si jej opierali, uchodzili wzgldem ogu nie tylko za sprawcw zbrodni i to najciszej, ale cigali na siebie najsrosze kary, jakie byy w mocy czowieka. Pierwsze przebudzenie si sabego poczucia obowizku zwierzchnika wzgldem podwadnego nastpio wwczas, gdy

widzia w tym swj interes i gwoli onemu czyni obietnice. Mimo uroczystych przysig wspierajcych te obietnice przez cig wiekw zrywano je i odwoywano, korzystajc z najbahszych powodw. Naley jednak przypuszcza, e te pogwacenia sprawiay winowajcom wewntrzne udrczenie, jeeli moralno ich nie staa na najniszym szczeblu". Rozumiemy frustracj Pawa piewaka, ktry swego czasu - jako historyk idei i partyjny dziaacz - na pytanie "kto jest, pana zdaniem, liderem polskich liberaw?" odpowiedzia: "jeli oderwiemy si od Kongresu [Liberalno-Demokratycznego], to za takiego lidera polskiego liberalizmu uwaam Leszka Koakowskiego". Mona jednak spyta, dlaczego musia si odrywa? Dla J.S. Milla rynek nie by wity. Lewandowski nie powinien przyj go do KLD - chyba e na czonka honorowego bez gosu stanowicego. Popraby go zapewne filozof Piotr Bartula, ktry przypomina, e "przez twardych liberaw zosta on [Mill] oskarony o bezmylne pomieszanie idei liberalnych i socjalistycznych" - i susznie, dodaje. My chtnie przyjlibymy Milla do jeszcze nie zaoonej Partii Konstruktywnego Eklektyzmu.

Przypyw podnosi wszystkie odzie

Na murach Warszawy widniej w wielu miejscach graffitti "zjadaj bogatych". Byby to istotnie nowatorski eksperyment socjalny, prawdziwa trzecia droga. Jednak tak samo jak kanibalizm odrzucaj liberaowie kad myl o dalszym - po traumie komunizmu - eksperymentowaniu na ywym ciele spoeczestw. Niech raczej realizuje si, powiadaj, naturalny porzdek rzeczy niech najbogatsi bogac si jak najpilniej, eby jak najwicej konsumowa, niech zatrudniaj innych, mniej bogatych, ktrzy te bd konsumowa, zatrudnia i oczywicie wytwarza i sprzedawa towary - w ten sposb wzrasta bdzie popyt, ad maiorem Dei gloriam, a jego promocj zajm si wyksztaceni specjalici od marketingu, "ycz miego dnia". Na tym perpetum mobile skorzystaj, rzecz jasna, wszyscy, nawet bezrobotny i ebrak (to te praca), prostytutka, rumuska Cyganka, a take polska pielgniarka. Proste to i zrozumiae (przypominamy cytowany list do "Rzeczypospolitej"). Kto twierdzi inaczej, jest komunist i populist. Za rad Miltona Friedmana Korwin-Mikke, libera uznany przez Lewandowskiego, a nawet Szackiego, odwouje si (czy prawomocnie, to ju inna sprawa) do osigni liberalizmu dziewitnastowiecznego. Jest przeciw ubezpieczeniom spoecznym, obowizkowi szkolnemu i prawu wyborczemu dla kobiet, za tym za, eby obnianie krawnikw finansowali sami niepenosprawni, ewentualnie rowerzyci, ktrym na tym zaley. Jego zdaniem, a take zdaniem Lewandowskiego i Gadomskiego (raczej nie Szackiego), idealne pastwo ograniczaoby si do organizowania policji i wojska. Jednak rzeczywisto daleka jest od kanonicznego ideau. Lewandowski i Gadomski wic akceptuj przymus szkolny, obowizkowe ubezpieczenia spoeczne, nakaz jazdy w pasach, ograniczenie szybkoci na drogach i tak dalej. Gadomski pomstuje niekiedy na wiat daleki od liberalnego ideau: "Bogaci w rnych krajach pac podatek od dochodw osobistych, podatek korporacyjny (od dochodw swoich przedsibiorstw), katastralny od swoich nieruchomoci, spadkowy (eby bogactwo nie byo staym przywilejem rodziny) od dochodw kapitaowych, akcyz od towarw luksusowych, obcia si ich penymi kosztami usug publicznych. Polityk tak prowadz dzi niemal wszystkie rzdy". Wszystko to w oczywisty sposb nie sprzyja realizacji jedynego celu cywilizowanej ludzkoci, jakim jest produkowanie, promowanie, sprzedawanie i kupowanie jak najwikszych iloci proszkw do prania, samochodw, telefonw komrkowych czy klockw Lego. Powtrzmy dla penej jasnoci: po pierwsze, nie mamy nic przeciwko produkowaniu, promowaniu, sprzedawaniu i kupowaniu tych i innych produktw, jednak wolelibymy, eby te do banalne czynnoci nie urastay do rangi Istoty Wolnoci; i po drugie, nie sprzeciwiamy si nierwnociom spoecznym, jednak przy zaoeniu, e jest moliwa publiczna dyskusja o ich

nierwnociom spoecznym, jednak przy zaoeniu, e jest moliwa publiczna dyskusja o ich rozpitoci, a mwic dokadniej, e dyskusji takiej nie uznaj liberaowie za zo konieczne, koncesj na rzecz populizmu. Bardzo nie lubimy te "filozofii rynku" anektujcej ideay wolnoci i stawiajcej nam za wzr dealera, brokera, designera, developera, head huntera, specjalist od public relations - ludzi, ktrzy yjc w wiecie firm, kontraktw, klientw, nie widz innego wiata, a syszc, e na przykad Muzeum Narodowe lub Akademia Wychowania Fizycznego ma kopoty finansowe, odpowiadaj: no to sprywatyzujcie si. A przecie inny wiat to nie tylko pegeery. Co do nierwnoci, Gadomski stwierdza, e wysiki rzdw Stanw Zjednoczonych poszy na marne, a pienidze wydane na pomoc spoeczn nie zlikwidoway ani nawet nie zmniejszyy obszarw ndzy. Z nostalgi wspomina, e jeszcze przed wiekiem prezydent Stanw Zjednoczonych Grover Cleveland odmwi podpisania ustawy o pomocy farmerom-ofiarom suszy: "A przecie sowa Clevelanda wynikay nie tyle z doktrynerstwa, egoizmu i braku wraliwoci spoecznej, ile z przekonania, e ingerencja rzdu w ycie spoeczne zagraa wolnoci jednostek; raz otwarta furtka dla ingerencji rzdu nawet w przypadku tak oczywistym jak pomoc dla dotknitych klsk ywioow nigdy nie zostanie zamknita, zachcajc rzdy do zwikszania zakresu swej omnipotencji". Najwyraniej my i Gadomski zupenie inaczej definiujemy doktrynera: dla nas jest nim ten, kto przedkada zasad nieingerencji nad ycie ludzkie. Doktrynerstwem wydaje nam si te przekonanie, e otwarcie najmniejszej "furtki" dla interwencjonizmu to prosta droga do omnipotentnego pastwa. Tak rozumujcy libera chciaby zerowego deficytu budetowego, zerowej inflacji i podatkw ograniczonych do finansowania "stra". Jest te nauczycielem-moralist: ograniczenie podatkw do minimum to nie tylko wymg ekonomicznych rwna, ale i lekcja, e zabieranie ludziom ich dorobku jest niemoralne, burzy rynek, zniechca do dalszych wysikw. Gadomski widzi, e w kraju jest sporo biedy. "Co z t bied trzeba jednak zrobi". S dwa pomysy - jeden bardzo dobry, drugi bardzo zy. "Jedni twierdz, e naley uczyni wszystko, by kraj rozwija si jak najszybciej, by rs redni poziom bogactwa; drudzy, e bogatym trzeba zabiera, a biednych obdarowywa, wwczas poziom ycia si wyrwna i wszyscy bd yli we wzgldnym dostatku". Gadomski nie pozostawia wtpliwoci, ktra strategia bardziej mu odpowiada. Wyjania dlaczego: "Spaszczenie dochodw, na przykad poprzez wprowadzenie ostrzejszej progresji podatkowej, musiaoby doprowadzi do drastycznego spadku oszczdnoci w grupie bogatych bez odpowiedniej rekompensaty w grupie biednych. Tym samym przyczyniby si do obnienia oszczdnoci, inwestycji i tempa wzrostu. Strategia szybkiego wzrostu gospodarczego przy utrzymywaniu znacznych dysproporcji dochodowych pozwala na szybsze zmniejszenie obszarw biedy ni strategia wyrwnywania dochodw kosztem niszej stopy wzrostu PKB". Dobry byby podatek liniowy, przeciwiestwo socjalistycznej progresji, cho i to wydaje si zgniym kompromisem; mamy nieodparte wraenie, e dla konsekwentnego liberaa nieliberalne jest wszystko, co kiedykolwiek i gdziekolwiek zrealizowano. Gadomski parokrotnie przypomina recept Kennedy'ego: przypyw podnosi wszelkie odzie. Jego przesanie do pracobiorcw jest proste: kady jest kowalem swojego losu i odpowiada za swoj pomylno. Tak samo uwaa cytowany czytelnik "Rzeczypospolitej", przypomnijmy: "ci, ktrzy dzi 'nie potrafi' znale sobie pracy, wypuszczeni na gbokie wody, szybko si tego naucz". Gadomski daje dwa przykady. ebrzcy przybysze z Bakanw odwouj si do naszego wspczucia, obnosz si z kalectwem, prosz o pomoc. Wietnamczycy wprost przeciwnie, wasnymi siami staraj si pokona ndz. Zaczynaj od taniego mieszkania, inwestuj w dzieci, mozolnie buduj przyszo w naszym kraju. Bior sprawy we wasne rce, jak zachca Lech Wasa. Gadomski apeluje: "Ludzie, od was zaley, czy w waszym domu jest czysto, czy wasze dzieci si ucz, czy pracodawca zaoferuje wam prac. Nie lecie, nie czekajcie, zrbcie co, eby nie by biednym". Jak piewa popularny zesp rockowo-gralski Golec uOrkiestra: "Tu na razie jest ciernisko/ ale bdzie San Francisco/ a tam, gdzie to kretowisko/ bdzie sta mj bank!".

Polscy liberaowie czsto przypominaj, e gdybymy ich nie suchali, nigdy nie wyrwalibymy si z krgu niemocy, w jakim tkwi do dzi, powiedzmy, Biaoru. Jeli mielimy i mamy kopoty, to dlatego, e nie bylimy konsekwentni. Rysuje si rnica stanowisk. Gadomski uwaa, e tak naprawd nie suchalimy wcale, e polityka rzdw Mazowieckiego i Bieleckiego nie bya liberalna: "Leszek Balcerowicz doprowadzi do elementarnej rwnowagi gospodarczej. Tego wymaga nie liberalizm, ale zdrowy rozsdek". "Nawet z wielk lup trudno byoby tu dostrzec polityk liberaln. Elementarna rwnowaga gospodarcza, czyli zdrowy rozsdek, to jeszcze nie liberalizm". Wylicza: "wprowadzono hojne zasiki dla bezrobotnych i pseudobezrobotnych, rozszerzono zakres rent rolniczych, obniono de facto wiek przechodzenia na emerytury i eby sfinansowa t rozrzutn polityk socjaln, z roku na rok podnoszono podatki". Przykadem ulegania grupom nacisku moe by "popieranie przez premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego 'Paktu dla przedsibiorstwa', majcego wiele wsplnego z korporacjonizmem, a nic z liberalizmem". Jest to stanowisko pryncypialne. Lewandowski prezentuje pogld bardziej umiarkowany i mniej konsekwentny. Raz mwi o "uderzeniowej dawce liberalnego lekarstwa", ktr zaaplikowa spoeczestwu rzd Mazowieckiego, kiedy indziej przyznaje, e byy kompromisy, za duo kompromisw. Z kim? Ze zwizkami zawodowymi, z mentalnoci i nawykami przesiknitych socjalizmem mas. "Mymy nie doceniali - wyznaje - lku czowieka przed nieznanym. Przed wolnoci, ktra niesie ciar odpowiedzialnoci". W kompromisy uwika si zwaszcza rzd Suchockiej; to by - powiada - deszcz, a za Pawlaka trafilimy pod rynn. Trzeba byo robi swoje, tylko chytrzej: sowem czsto powracajcym u tego autora jest "socjotechnika". Gdyby liberaom udao si w por przechytrzy niemdre spoeczestwo, sprawa byaby prosta, wszyscy wzbogaciliby si - take ci, ktrzy teraz tak zaciekle protestuj, powiedzmy: pielgniarki.

Nasz kapitalizm jest naprawd dziewitnastowieczny

Liberaom podoba si to bardzo, nam mniej. W listopadzie 2000 roku Unia Wolnoci, Konfederacja Pracodawcw Prywatnych, Konfederacja Pracodawcw Polskich i Business Centre Club skieroway do Sejmu projekt nowelizacji kodeksu pracy. Powane organizacje, powana partia, wany problem. Jeli proponowane zmiany zostan wprowadzone, pracodawca bdzie mg: (a) zatrudnia bez ogranicze na czas okrelony (teraz tylko dwa razy, pniej musi podpisa sta umow); (b) obniy dodatki za prac w godzinach nadliczbowych z pidziesiciu i stu do dwudziestu piciu i pidziesiciu procent; (c) zwolni pracownika bdcego na zwolnieniu lekarskim; (d) paci za trzydzieci dni zwolnienia, a nie jak dotd za trzydzieci pi, oraz obniy wynagrodzenie za ten czas z osiemdziesiciu piciu do siedemdziesiciu piciu procent; (e) zamiast dotychczasowej pitnastominutowej patnej przerwy niadaniowej wprowadzi dusz, lecz bezpatn; nadto: (f) pracownik bdzie mia prawo do patnego zwolnienia na poszukiwanie pracy tylko wwczas, gdy zosta zwolniony; (g) w firmie zatrudniajcej do pidziesiciu osb waciciel nie bdzie musia tworzy regulaminu wynagrodzenia; (h) Fundusz Pracy bdzie zwraca koszty wstpnych bada lekarskich; (i) znikn odprawy dla odchodzcych na emerytur pracownikw maych firm; (j) firmy zagroone upadkiem bd mogy przez p roku nie akceptowa niektrych przepisw prawa pracy; (k) roczny limit godzin nadliczbowych wzronie ze stu pidziesiciu do dwustu. Komentatorowi gazety propozycje te bardzo si podobay, midzy innymi dlatego, e firmy zostan uwolnione od balastu biurokracji, praca potanieje, bardziej opacalne bdzie tworzenie nowych miejsc pracy, atwiej bdzie zatrudnia i zwalnia pracownikw, ograniczy si naduycia, na przykad plag lewych zwolnie, a przepisy stan si bardziej jednoznaczne. Propozycje te wymagayby dyskusji, ale jak dyskutowa nad tym, co, zdaniem liberaw, jest

Propozycje te wymagayby dyskusji, ale jak dyskutowa nad tym, co, zdaniem liberaw, jest rwnie oczywiste jak elementarz i arytmetyka? S jednak tacy, ktrzy dyskusj podejmuj. Krzysztof Wolicki stwierdza: "mno si przejawy wiadczce o tym, e potny odam polskiej klasy politycznej wraz z jej zapleczem biznesowym i medialnym - z grubsza jest to rodowisko, z ktrego rekrutuj si laureaci nagrd Kisiela pisma 'Wprost' - rozpocz ofensyw na kolejne gwarancje prawne i zabezpieczenie socjalne ludzi pracy. (...) Gwnym orem tego nacisku jest szczeglny argument: interesy ludzi pracy s sprzeczne z interesami bezrobotnych, trzeba zabiera prac tym pierwszym, eby da prac tym drugim. Ta propaganda przybiera ju takie natenie jak u dawnych socjalistw - walka klas. Tym razem 'walczy' klasa pracujcych z klas bezrobotnych. To wyglda na kpin, ale rzecz jest miertelnie serio". Wyobramy sobie szwaczk zatrudnion na czas okrelony w niewielkiej firmie, ktra zaczyna mie kopoty ze zbytem. Mona j bez trudu zwolni po wyganiciu kontraktu i nawet lewe zwolnienie nie pomoe. Ale po wejciu w ycie nowelizacji bdzie j mona spokojnie wyrzuci, nawet kiedy zachoruje naprawd, bo nie bdzie chroniona adnym prawem. Proponowane przepisy byyby moe mniej drakoskie, gdyby niektre obowizki pracodawcw przej ZUS czy kasy chorych, ale o tym nie ma w projekcie mowy. A sytuacja wielu zatrudnionych ju teraz jest niewesoa. Nie mamy na myli grnikw ani - zwaszcza - dyrektorw wglowych holdingw (ich monstrualne apetyty pacowe nie maj adnego usprawiedliwienia) tylko, powiedzmy, otrzymujce mieszne wynagrodzenie pracownice hipermarketw, ktrym nie wlicza si do patnego czasu godziny na przygotowanie i godziny na zwinicie "warsztatu pracy". Niekwestionowan zdobycz transformacji ustrojowej jest zanikanie sektora pastwowego w produkcji na rzecz sektora prywatnego. Jednak mao kto zauwaa, e towarzyszy temu zanik de facto zwizkw zawodowych. Jak powszechnie wiadomo, gwne zwizki to OPZZ i "Solidarno". Maj one reprezentacj parlamentarn, nadto "Solidarno" gra kluczow rol w zawiym procesie budowania i niszczenia politycznej platformy polskiej prawicy, wypowiada si w wanych sprawach takich jak aborcja, pornografia, edukacja seksualna w szkoach, konstytucja groca czwartym rozbiorem czy reprywatyzacja mienia kamienicznikw. "Solidarno", ktra obalia dawny ustrj, jest wic nadal podmiotem politycznym. To, e jest rwnie podmiotem zwizkowym, wydaje si oczywiste - wiemy z prasy i telewizji, z jak determinacj organizuje publiczne protesty. Jednak podobnie jak w przypadku OPZZ - i na to chcemy zwrci uwag - jej si i ostoj s skazane na rych mier pastwowe molochy. Kiedy zakoczy si proces prywatyzacji, wyjdzie na jaw smutna prawda: zwizki s potg, by tak rzec, wirtualn. Prbowalimy dowiedzie si w obu centralach, jaki jest procent uzwizkowienia w obejmujcym ju ponad siedemdziesit procent sektorze prywatnym, a jaki w produkcyjnym sektorze publicznym. Niestety nikt nie dysponowa tak statystyk, ani w "Solidarnoci", ani w OPZZ. Przyznano, acz niechtnie, e w przedsibiorstwach cile prywatnych zwizki s rzadkoci - ma je okoo piciu-dziesiciu procent firm, nie wiadomo, jak liczne. "Solidarno" prbuje organizowa si w hipermarketach. OPZZ utworzyo, z myl o sektorze prywatnym, Oglnopolski Pracowniczy Zwizek Zawodowy - Konfederacj Pracy. Prywatni waciciele nie musz nawet broni si przed zwizkami, mwi "u mnie zwizkw nie bdzie" - zakadanie ich uniemoliwia kontraktowe zatrudnienie. Podobno najbardziej bezwzgldni s polscy przedsibiorcy, ci, ktrzy od "szczk" doszli do majtku - ci nie przestrzegaj nawet istniejcych przepisw. Natomiast zagraniczni inwestorzy zakadaj, e w Polsce nie musz obowizywa pewne reguy cywilizujce stosunki pracy, w ich krajach oczywiste. Propozycja UW i Business Centre Club - jak twierdzi Grzegorz Ilka ze wspomnianej Konfederacji Pracy - jest prb prawnego usankcjonowania obecnej "rozbjniczej" praktyki. Jakkolwiek zgodno prawa z rzeczywistoci jest wielce podana, nie sdzimy, iby w tym przypadku by to suszny kierunek przemian. Nieatwo krytykowa liberaw, bo sprzedaj hurtem trzy towary: swoj ekonomiczn recept, styl ycia oraz wolno tout court. Nie kupujesz? Znaczy masz zniewolony umys i autorytarn osobowo.

Wiele osb podejmujcych dyskusj o liberalizmie, midzy innymi Pawe Koczowski, podkrela: "Nie ma jednego liberalizmu, jest wiele rnych liberalizmw, a jednym z najwaniejszych sposobw odrniania rozmaitych liberalizmw jest lista 'praw czowieka', ktre okrelony liberalizm traktuje jako niezbywalne. W miar rozwoju tradycji liberalnej okazao si bowiem, e lista tych praw moe by bardzo rna, co wicej rozmaite liberalizmy mog by pod wzgldem siebie w stanie permanentnego konfliktu". Wedug Koczowskiego liberaowie w rnych okresach uznawali za najwaniejsze rne uprawnienia: w XVII wieku wolno sumienia i tolerancj, w XVIII wieku prawa wasnoci, wolnej przedsibiorczoci i wymiany handlowej, w XIX wieku wolno sowa, prawo zrzeszania si i prawa socjalne. Wersja liberalizmu, o ktrej mwimy, koncentruje si na prawach wolnego przedsibiorcy. Jerzy Szacki przypomina opini Davida Starka: "Kapitalizm zaprojektowany upodabnia si nieuchronnie do innych racjonalistycznych utopii, ktrych punktem wyjcia s abstrakcyjne zasady, a nie praktyka" oraz opini Kazimierza Z. Poznaskiego: "coraz wicej wskazuje na to, e liberalizm jest w tym regionie czsto sprowadzany przez swych najbardziej oddanych 'uczniw' do niewielu zasad, pozbawionych cakowicie zwizku z gwnym nurtem doktryny liberalnej. W znacznej mierze pozbawia si go tradycyjnej troski o powszechny dobrobyt, wychwalajc natomiast 'dungl' walki o byt czy te 'prywatn wojn' ". Szacki zgadza si z t krytyk, jednak usprawiedliwia polskich liberaw. Zwraca uwag, e konieczne byo przyjcie skrajnie liberalnych zaoe funkcjonowania gospodarki, bo tylko wwczas liberalizm stawa si systemem ekonomicznym, ktry mona byo wprowadza w ycie. To prawda. Ale co zrobi z gosem sumienia?

Teksty wykorzystane: P. Bartula, "Nowoczesna destrukcja liberalizmu", [w:] Liberalizm u schyku XX wieku, red. J. Mikaszewska, Meritum, Krakw 1999, s. 266. "Co po rewolucji? Z profesorem Jerzym Szackim rozmawia Jacek Piasecki", "Rzeczpospolita" z 1.10.1994 roku. D. Fikus, "Aposto wolnego rynku. Kapitalizm i wolno", "Rzeczpospolita Plus-Minus" z 16.12.1993 roku. W. Gadomski, "Bieda z gowy", "Gazeta Wyborcza" z 9-10.01.2000 roku. W. Gadomski, "Pogoda dla liberaw. Polemika z Wojciechem Gieyskim", "Rzeczpospolita Plus-Minus" z 7.09.1996 roku. "Jak doszlimy do kapitalizmu", z J. Lewandowskim rozmawia R. Januszewski, "Rzeczpospolita Plus-Minus" z 23.01.1999 roku. R. Kalukin, "Propozycja Unii Wolnoci i pracodawcw. Kodeks na bezrobocie", "Gazeta Wyborcza" z 9.11.2000 roku. P. Koczowski, "Czy liberalizm wystarczy", [w:] Liberalizm u schyku..., op. cit., s. 200. J. Lewandowski, "Sztafeta liberaw i bunt mas", "Rzeczpospolita" z 26.11.1994 roku. J.A. Majcherek, "Nieporozumienia pojciowe i faktograficzne", "Rzeczpospolita Plus-Minus" z 10.12.1996 roku. "Marksizm a rebours", z P. piewakiem rozmawiaa M. Suboti, "Rzeczpospolita Plus-Minus" z

29.11.1993 roku. J.S. Mill, O rzdzie reprezentatywnym. Poddastwo kobiet, tum. G. Czernicki, Znak i Fundacja im. Stefana Batorego, Warszawa-Krakw 1995, s. 291. "Pokorna proba", "Rzeczpospolita Plus-Minus" z 8.06.1996 roku. M.W. Popawski, odnonie artykuu "Pogoda dla liberaw", "Rzeczpospolita Plus-Minus" z 28.09.1996 roku. J. Szacki, Liberalizm po komunizmie, Spoeczny Instytut Wydawniczy Znak, Fundacja im. Stefana Batorego, Warszawa-Krakw 1994, s. 9. "To problem wolnoci", rozmowa z L. Balcerowiczem, "Rzeczpospolita Plus-Minus" z 23.11.1996 roku. A. Walicki, "Od wulgarnego socjalizmu do wulgarnego kapitalizmu, czyli... rda spoecznych kopotw", "Przegld" z 6.11.2000 roku. A. i K. Wilkowie rozmawiaj z lordem Conradem Russellem, "Pienidz jest jak woda w czasie powodzi", "Rzeczpospolita Plus-Minus" z 8.05.1999 roku. K. Wolicki, "Farsa i rzeczywisto", "Przegld" z 20.11.2000 roku.

Sergiusz Kowalski - socjolog. Opublikowa prac Krytyka solidarnociowego rozumu. Pracuje w Instytucie Studiw Politycznych PAN.

Nina Krako - socjolog. Opublikowaa prac Instytucjonalizacja socjologii w Polsce 19201970. Pracuje w Bibliotece Narodowej.

Przedwionie?

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum

ycie z dnia 2001-03-20

Wadcze telewizory
O demokracji i mediach z socjologiem prof. Zdzisawem Krasnodbskim rozmawia Pawe Paliwoda

W USA mwi si, e gdyby tak wana osobisto medialna, jak Kaczor Donald, wzia udzia w wyborach prezydenckich, to ju na starcie uzyskaaby 25-procentowe poparcie. Czy to nie potwierdza tezy Mieczysawa Rakowskiego, e kto ma dostp do telewizji, ten ma wadz? Mieczysaw Rakowski mia wadz i doskonay dostp do telewizji, a mimo to wadz straci, cho - jak pamitamy - w tamtym czasie jego dewiza brzmiaa: "Wadzy raz zdobytej nigdy nie oddamy". Ju jego polityczny los wiadczy wic o tym, e rzecz jest bardziej skomplikowana. Sytuacja, o ktrej pan mwi, jest w demokracji moliwa tylko tam, gdzie mamy do czynienia z daleko idc patologi sfery politycznej - brakiem kultury obywatelskiej. Wtedy najsilniej ujawnia si kreujca i opiniodawcza funkcja mediw. Kontrola mediw publicznych przez obywateli, pluralizm rodkw masowego przekazu, a zwaszcza zainteresowanie obywateli problemami pastwa, to czynniki redukujce podobne niebezpieczestwa w demokracji, w ktrej media rzeczywicie urosy do roli czwartej wadzy. Jednak wpyw rodkw masowego przekazu jest zrnicowany. Wedug bada amerykaskiego socjologa Roberta Putnama istnieje zaleno midzy typem rodka przekazu, na podstawie ktrego ludzie ksztatuj swj obraz rzeczywistoci, a poziomem obywatelskiej wiadomoci i aktywnoci. Mwic najkrcej, ludzie, ktrzy czytaj pras, czciej bior udzia w rnych inicjatywach politycznych i spoecznych. Sowo pisane skania do namysu i przez to wpywa pozytywnie na wiadomo i na aktywno obywatelsk i spoeczn. Niestety, wrcz przeciwnie jest u telewidzw, cho i tu wystpuje zrnicowanie w zalenoci od rodzaju ogldanych programw. Czy to znaczy, e ludzie uksztatowani przez telewizj s gupsi od czytelnikw gazet? Nie wiadomo, jaki jest tutaj zwizek przyczynowy: czy ludzie mniej sprawni intelektualnie czciej wybieraj telewizj, czy te to telewizja z czasem ksztatuje gupcw. Zdaniem Putnama wielbiciele talkshow, oper mydlanych i cyklw w rodzaju "Big Brother" s w yciu spoecznym i politycznym mniej zorientowani, pasywni i atwiejsi do sterowania. Inne badania pokazuj, e telewizja buduje pytkie zainteresowanie polityk, ktre nie przekada si na prawdziw wiedz polityczn. Ludzie znaj twarze i nazwiska politykw, lecz w gruncie rzeczy nie s "dobrze poinformowanymi obywatelami", nie rozumiej problemw politycznych, wszystko sprowadzaj do spraw personalnych i do cech zewntrznych politykw. Modni myliciele lewicy, w rodzaju Vattimo czy Derridy, neguj warto wiedzy politycznej. Nie ma obywateli mdrzejszych czy gupszych, s rwnoprawne punkty widzenia i techniki ich ekspresji. Nie ma prawdy, jest permanentny proces perswazyjny. yjemy w dobie rewitalizacji ateskiej sofistyki. Telewizja doskonale wspiera ten proces. Zapewne Vattimo i Derrida nie zgodziliby si z tak charakterystyk ich pogldw. Jednak rzeczywicie nowa lewica po tym, gdy stracia swoj utopi, staa si do cyniczna. Jej przedstawiciele mwi teraz o mierci tego, co realne, o zastpieniu wszystkiego przez przestrze wirtualn, w ktrej toczy si nieustanna gra zmiennych tosamoci. Ale myl, e to obraz zbyt pesymistyczny. W Ameryce ju odzywaj si gosy krytyczne - mwi si: telewizja i komputery nie zastpi dobrego wyksztacenia.

odzywaj si gosy krytyczne - mwi si: telewizja i komputery nie zastpi dobrego wyksztacenia. Internet jest tu najnowsz pokus, a powoli zostaje "odczarowany". Owszem, dziki niemu mona czyta YCIE, bdc w Bremie, ale nie wyczyta si z niego obywatelskiej mdroci. To moe da tylko dobre wychowanie i tradycyjne ksztacenie. Czy w dobie masowych mediw zanik kryteriw selekcji informacji nie jest powanym zagroeniem dla demokracji? Kto, kto spdza od wczesnego dziecistwa 4-6 godzin przed telewizorem i nigdy niczego nie czyta, nie rozmawia z rodzicami - pniej nie jest w stanie dokona wiadomego wyboru politycznego. Zawsze bdzie manipulowany, podatny na mody. W tym sensie zgadzam si, e istnieje niebezpieczestwo masowych iluzji. Par lat temu szerzy si na Zachodzie przesd, e jeli dzieci dostan komputery, to przez to stan si lepsze, mdrzejsze. To jest nieporozumienie, ktre w Polsce dominuje do tej pory. Akt selekcji to akt dyskryminacji - mwic jzykiem ponowoczesnego dyskursu. Czowiek uksztatowany w takim klimacie boi si dokonywa wyborw. Wybr jest traktowany jako dyskryminacja tego, co nie zostao wybrane. Dlatego lewicowi ideolodzy homogenizuj przestrze kulturow i informacyjn. Jeli kultur pojmuje si jak wielki supermarket, to naley pamita, e w supermarkecie i tak dokonuje si wyborw. Nie mona chcie wszystkiego naraz skonsumowa, nie naraajc si na wymioty. Ideologia, o ktrej pan mwi, to ideologia swobodnego wyboru. Ale nieustannie dokonujemy take pewnego typu selekcji informacji, produktw, wzorw zachowa. Oczywicie pozostaje pytanie o kryteria owych wyborw. Skd je bierzemy? Dzisiaj modne teorie gosz zanik hierarchii wanoci informacji. Obywatel ma si sta bezkrytycznym odbiorc medialnego misz-maszu. Zacieraj si gatunki w sztuce, podstawowe rozrnienia polityczne i filozoficzne. To nie jest jednak do koca prawdziwy obraz kultury Zachodu. Globalna kultura masowa to tylko strawa dla mas. Elity, warstwa rednia, dbaj o wychowanie swych dzieci, pielgnuj hierarchiczn kultur. Im niej jest si spoecznie, tym wicej oglda si telewizji, tym wicej konsumuje si kultury popularnej, tym bardziej podlega si jej wpywom. Obraz spoeczestwa, jaki przedstawia si w uproszczonych wersjach postmodernizmu, to nie tyle obraz spoeczestw Zachodu, co obraz spoeczestw postkomunistycznych, dopiero tworzcych z magmy swe struktury, spoeczestw spauperyzowanych mas i nuworyszy, chaosu kulturowego. Cigle spotykam si z takim argumentem: ma pan telewizyjnego pilota, moe pan sobie wybiera, co pan chce. Jeeli mona sobie klika pilotem, to znaczy, e z liberaln demokracj wszystko jest w porzdku. Mona to przedstawi tak: pan siedzi przed telewizorem, a kto za pana troszczy si o pluralizm oferty. Mao tego, dba o to, eby nic z niej nie zostao wykluczone, bo wtedy, gdy co wykluczymy, ograniczymy wolnoci i znajdziemy si w systemie totalitarnym czy autorytarnym. Wybr naley do pana. To niezwykle naiwne rozumowanie! Co wicej, zupenie nie do utrzymania. I ludzie, ktrzy gosz tego typu pogldy, te w nie tak naprawd nie wierz, bo w gruncie rzeczy dobrze wiedz - na og duo lepiej od nas - co powinnimy wybiera i jakie treci powinno si nam podsuwa, aby si dobrze sprzedaway. Z natury rzeczy s te bardziej przyjani pewnym pogldom politycznym, filozoficznym, kulturowym. Takim, ktre gosz radosn nowin niczym nie ograniczonego wyboru, niczego nie wymagaj, niczego - pozornie nie wykluczaj. Dlatego sugeruj nam nachalnie, e powinnimy wybra tego polityka, a nie innego, sucha o tym, a nie o czym innym, wspomina to zdarzenie historyczne, a nie inne, i w odpowiedni sposb. Czy mona zatem powiedzie, e opiniotwrcze media s zdominowane przez lewic? Jest rzeczywicie pewna przewaga lewicy w rodkach masowego przekazu: publicznych i prywatnych. W telewizji publicznej na Zachodzie jest to jednak gwnie dawna, moralistyczna lewica. Wany jest te status wasnociowy, bo w mediach prywatnych, niezalenie od lewicowoci czy prawicowoci, licz si przede wszystkim pienidze. Oczywicie jeeli robi si w telewizji synne "Big Brother", to z punktu widzenia tradycjonalisty jest to akt barbarzystwa kulturowego. Jednak to niewiele ma wsplnego z politycznym zaangaowaniem wacicieli takiej stacji. W takim wypadku licz si pienidze, a nie przekonania. TVN robi "Wielkiego Brata", bo Mariusz Walter kocha dukaty. I chce zadouczyni apetytom, ktre ju s na rynku, i bro Boe niczego nie korygowa, nie moralizowa, za wszelk cen nie

ktre ju s na rynku, i bro Boe niczego nie korygowa, nie moralizowa, za wszelk cen nie poszy widza. Tolerancja, pluralizm, bogatsza oferta dla widza, ble-ble. Caa logika tego systemu jest taka, e TVN nie wszczyna lewicowych krucjat, tak jak to robi "Gazeta Wyborcza", ale zaspokaja i zarazem podsyca lewicowe apetyty, udaj przy tym koryfeusza liberalizmu. Sposb, w jaki pan mwi o mediach, wskazuje, e ma pan jednak lewicowe pogldy. Przecie radykaln krytyk rodkw masowego przekazu moemy znale w szkole frankfurckiej, w ruchu studenckim lat szedziesitych. Prosz sign do tego, co pisali Adorno, Marcuse i inni. Dawna lewica wystpowaa wanie przeciwko manipulacji mediw, przeciw kapitalistom i imperialistom, przeciw kulturze masowej, konsumpcji ogupiajcych ludzi. Mwiono: to jest wanie prawdziwie autorytarny system, zniewalajcy od wewntrz, system "represywnej tolerancji". To lewica zwalczaa pras Springerowsk, sensacyjn telewizj, reklamy itd. Skoro Pan nie lubi socjalizmu, pomwmy o telewizji publicznej, ktra powinna by od niego wolna. Telewizja publiczna powinna by wolna nie tylko od socjalizmu, ale w ogle od lepej ideologii - i od zideologizowanych dziennikarzy. Musi ona zapewnia rzeteln, powan informacj. Ponadto telewizja publiczna ma stanowi forum dyskusji obywateli midzy sob oraz debat obywateli z politykami. Jest nie do pomylenia, eby telewizja publiczna robia programy typu "Big Brother". To medium pewnych rzeczy nie pokazuje, nie jest nastawione przede wszystkim na sensacj i zysk - tutaj nie pokazuje si programw i filmw pewnego rodzaju, na przykad bardzo erotycznych, ju nie mwic o pornograficznych. Rozumiem, e mwi Pan o telewizji publicznej na Zachodzie. Czy tam moliwa byaby taka rozmowa, jak Piotra Gembarowskiego z Marianem Krzaklewskim? Nie, tak skandaliczne wydarzenie nie byoby moliwe. Tam nie wystpuje w ogle taki agresywny ton w tego typu sytuacjach. Zasad jest staranie si o obiektywno, niepokazywanie, e jest si partyjnym, e popiera si pewn lini. Dziennikarz wystpuje raczej jako rzecznik ogu. Czy w polskiej telewizji publicznej nie zostay ju dawno przekroczone wszystkie granice przyzwoitoci? Rzeczywicie dominuje styl prasy bulwarowej. Ta telewizja tak naprawd nigdy nie staa si telewizj publiczn. Na Zachodzie jest nie do pomylenia, eby kto, kto by zaangaowany w polityk, np. jako szef kampanii wyborczej jakiejkolwiek partii, mia wysok pozycj w telewizji publicznej. Taka sytuacja, jak w Polsce, nie gwarantuje obiektywnoci, dystansu wobec klasy politycznej. Sdz, e naley telewizj zdecentralizowa, a w radach nadzorczych i programowych powinni zasi przedstawiciele wanych grup i organizacji spoecznych. Austria wanie "odpartyjnia" sw telewizj publiczn - moe warto si dowiedzie, jak to si robi? Czy ta sytuacja nie jest zawiniona przez intelektualn elit? Dzisiejszy ksztat telewizji publicznej, tak jak wielu innych instytucji, jest wynikiem pewnych iluzji, ktre zdominoway gwny nurt refleksji politycznej po 1989 roku. Mam na myli rodowiska opiniotwrcze czy, jak pan woli, klas interpretatorw. Ich zdaniem budowa demokracji polega na cigym rozszerzeniu oferty politycznej i kulturowej. Nie troszczymy si o to, co czy spoeczestwo, albo o normy, na ktrych wspiera si porzdek, nie interesujemy si tradycj, tym, co czy, tylko raczej dekonstrukcj tradycyjnych wzorw, autorytetw, sposobw ycia, bo to wszystko moe zniewala, ogranicza. Im wicej rnorodnoci, tym lepiej. A jeli kto wybiera jakie paskudztwa - w polityce, supermarkecie, w telewizji - to jego sprawa. Sondae pokazuj, e wikszo badanych jest zadowolona z telewizji publicznej. Na te dane nieustannie powouj si wadze telewizji i postkomunici. Wadze telewizji publicznej wiadome swojej roli nigdy nie bd si powoywa tylko na tego rodzaju dane. Nie moe si po prostu kierowa gustami widzw, cho powinna je - w pewnym zakresie uwzgldnia. Telewizja publiczna ma szczeglne zadania, np. transmisje debat parlamentarnych, mimo e wikszo ludzi uwaa je za nudziarstwo. Nawet gdyby 100 proc. widzw byo niesamowicie zadowolonych, nie wykluczaoby to faktu, e poziom programw jest katastrofalny, a podstawowe

zadowolonych, nie wykluczaoby to faktu, e poziom programw jest katastrofalny, a podstawowe zadanie telewizji publicznej nie jest realizowane. Jakie zagroenia stwarza obecna sytuacja? Myl, e jeeli telewizja publiczna zachowa swj dotychczasowy ksztat, to po najbliszych wyborach parlamentarnych moe si sta zupenie bezwolnym narzdziem jednej partii. Wadza ustawodawcza, wykonawcza i wadza czwarta dostan si w rce jednego ugrupowania politycznego. To przypominaoby bardzo sytuacj sprzed 1989 roku.

Zdzisaw Krasnodbski jest profesorem uniwersytetu w Bremie, autorem wielu prac z zakresu socjologii i filozofii. W jzyku polskim opublikowa m.in. "Postmodernistyczne rozterki kultury", "Upadek idei postpu", "Rozumienie ludzkiego zachowania". Jest take cenionym tumaczem i wydawc.

Darmowy Hosting CBA.PL

ANGORA - 5.VI.2005

W wyniku ujawnienia pierwszej wielkiej afery korupcyjnej w III Rzeczypospolitej, Lech Rywin trafi za kratki. A co si stao z tym, ktry to wszystko zdemaskowa? Gdzie jest Adam Michnik i dlaczego znikn?

TOMASZ GAWISKI Od bagna po wiat idei


Jest czowiekiem wielce zasuonym dla Polski. Cieszy si ogromnym szacunkiem nie tylko w Polsce, ale i w wiecie. Jego teksty w "Gazecie Wyborczej" kreoway rzeczywisto, byy punktem odniesienia, zaczynem w dyskusji. Jego sowa, jeli nawet nie byy ostateczne, to na pewno bardzo wane. Czy jednak jego moralno podoba si wszystkim? Czy Adam Michnik dzisiaj, to ten sam redaktor, ktry przed laty budowa wasne imperium wpyww?

Jego osoba zawsze wzbudzaa emocje. Silna osobowo, klarowno pogldw, wielka waleczno i konsekwencja w dziaaniu. Bezsprzeczny autorytet, posta wybitna. Z czasem zmienia jednak punkty widzenia, sojusze, oceny. Ale czy mona by blisko wartoci chrzecijaskich, idei "Tygodnika Powszechnego", naucza, poucza, a jednoczenie przyjani si z byymi wrogami, pi z nimi wdk? Czy takie s dzi standardy, e wrogowie staj si przyjacimi, a przyjaciele wrogami? Czy to jest etyka? Ile w Adamie Michniku jest idealisty, czowieka wielkiego ducha i honoru, a ile gracza, hipokryty, chorego na wadz polityka? Polityczn aktywno wynis z domu. Rodzice dziaali w Komunistycznej Partii Polski. l to, zdaniem niektrych jego znajomych, mimo oporu wobec PRL, pomagao mu w yciu. Nikt jednak nie neguje jego zasug w tamtym okresie, jego dorobku i dowiadcze. Mieszka w Warszawie, w alei Przyjaci, w ssiedztwie alei R, gdzie zawsze mieszkali partyjni przywdcy. Jerzy Urban spotyka go przed 1980 rokiem na przyjciach u synw komunistycznych dygnitarzy. To te musiao mie wpyw na jego postawy, oceny, przyjanie. Przeomem w jego yciu, podobnie zreszt jak i w yciu wielu Polakw, byy obrady Okrgego Stou. Gra tam jedn z pierwszoplanowych rl. Potem jego pozycja ju tylko rosa. By nie tylko redaktorem naczelnym najwikszej polskiej gazety, ale take osob kreujc polityczne pomysy, rozwizania, koncepcje. Do dzi wielu kolegw ma mu za ze, e przywaszczy sobie to, co Lech Wasa przekaza mu podczas spotkania Komitetu Obywatelskiego.

- Oni wzili gazet, ktra na pocztku bya wasnoci caej opozycji i dziki temu odniosa sukces rynkowy - mwi "Newsweekowi" Ryszard Bugaj. - Otrzymali na to pienidze - stwierdza Marian Krzaklewski. - A Adam Michnik mia gazet kierowa, a nie ni zawadn. Na pocztku redakcja miecia si w budynku po byym obku przy ulicy lwickiej. Jej trzon stanowili ludzie z "Tygodnika Mazowsze". Gazet redagowano w trudnych warunkach, a rnego rodzaju dysputy odbyway si wtedy w... piaskownicy. - Tworzeniu "Gazety" towarzyszy ogromny zapa i zaangaowanie - mwi Stanisaw Remuszko, byy dziennikarz "GW", m.in. autor ksiki ">>Gazeta Wyborcza<< pocztki i okolice". Pierwszy niepokj pojawi si jesieni 1989 roku, kiedy zauwayem, e co jest nie tak. Bo tytu, ktry mia by wasnoci caej opozycji solidarnociowej, dosta si w rce kilku osb. Potem Stanisaw Remuszko kilkakrotnie przeciwko temu protestowa i w efekcie odszed z "GW". - Nie mogem si z tym pogodzi - opowiada. - Stanisaw Lem napisa wwczas do mnie: "To pan jeste wikszy kozak ni mylaem, skoro rzuci si pan z luksusowego pokadu "Gazety Wyborczej" w odmty dziennikarskiego bezrobocia"... - Jakie pienidze, jakie zawaszczenie? - dziwi si Ernest Skalski, jeden z zaoycieli "GW", przez osiem lat zastpca red. naczelnego, od niedawna publicysta "Rzeczpospolitej". - Wasa desygnowa do tworzenia gazety trzy osoby, bowiem kto musia ni kierowa i organizowa prac. Kapita zakadowy wynosi 50 tys. wczesnych zotych. A to bya symboliczna kwota. Milion dolarw, ktry dostaa "Solidarno" w 1988 roku, wydano podczas strajkw. Ci, ktrzy gazet zakadali, nie mieli z tego adnych korzyci. Przez jaki czas pracowali bez wynagrodze, a udziay byy niezbywalne. - W gazecie byo i jest ogromne kombatanctwo - zauwaa pragncy zachowa anonimowo pracownik Agory. - W stowce, gdzie kiedy gotowa Maciek Kuro, nie rozmawiao si o niczym innym, jak o "styropianie". Ci ludzie stanowili trzon redakcji i zawsze byli houbieni przez redaktora. Potem nastpio jakby odcicie od korzeni, bowiem Lech Wasa zabra "Gazecie" znaczek "Solidarnoci". - le, e tak uczyniono - mwi Bogdan Borusewicz, byy dziaacz "S", obecnie czonek Zarzdu Wojewdztwa Pomorskiego. - Bo stracono wpyw na ni. Ja gosowaem przeciw. Ale jeli kto robi gazet od pocztku do koca, to za ni odpowiada. Mimo sprzeciww i krytyki wielu osb, redaktor Michnik par do przodu i tworzy medialne imperium. Brata si z niedawnymi przeciwnikami, promowa Aleksandra Kwaniewskiego, Ireneusza Seku, Leszka Millera, broni i tumaczy generaa Wojciecha Jaruzelskiego. - Z wieloma sprawami si z nim nie zgadzaem - zauwaa Bogdan Borusewicz. - M.in. w kwestii gen. Jaruzelskiego. Przez jaki czas nasza znajomo bya nawet zamroona. Ale nigdy mnie w niczym nie zawid. Nie widziaem w nim gracza i nie widziaem merkantylnego wykorzystywania. Jan Lityski, jeden z byych liderw UW, stwierdzi w "Newsweeku", e: "Dawny przywdca KOR zawsze lgn do rnych rodowisk, e by rwnie ciekawy ksidza Dembowskiego w roku 1964, jak i Kwaniewskiego w roku 1989". Doda jednak, e na pewno z nimi byo mu atwiej ni z nami. Mg ich do wielu rzeczy przekona, suchali go. - By gwnym ideologiem i politykiem "Gazety" - zauwaa Stanisaw Remuszko. - Potem okazao si, e nie tylko gazety.

Wierzy w swoj si, w ulego byych postkomunistw. Wielokrotnie te atakowa prawic. Wojowa z Kocioem, z wrogami i przyjacimi. W 1994 roku awantur zakoczy wspprac z dominikaninem, Maciejem Zib. - To byo smutne, wrcz dramatyczne - wspomina ojciec Ziba na amach "Rzeczpospolitej". - Nie zgadza si z moim artykuem, nawymyla mi. Uwaa, e to, co napisaem o "Gazecie", jest faszem, a "Gazeta" bya jego dzieckiem. (...) Od tego momentu "Gazeta" zacza mi co pewien czas dokopywa. (...) To by dla mnie strasznie bolesny cios. Pozosta wielki al". - W bardzo wielu sprawach stara si peni rol decydenta, ksztatowa wiele procesw, by szar eminencj polskiego ycia politycznego - mwi Marian Krzaklewski. - Potwierdza to zreszt wielu analitykw. Prbowa np. oddziaywa poza mn na premiera Jerzego Buzka. l ten niesamowity obszar, na ktrym dziaa. Od Jerzego Ubrana po ludzi prawie witych. Tak dua elastyczno, e co najmniej dziwna. - Pluralizm pogldw zamieni na monopol - dodaje Stanisaw Remuszko. - Bardzo si zmieni. Chcia ustala standardy postpowania, politycznej poprawnoci. Uchodzi za wyroczni, za guru, za kapana. - Nie dostrzegam u niego politycznej ewolucji - przekonuje Ernest Skalski. - Jakby tylko zmniejszenie pewnej ostroci. Sprawy, ktre pocztkowo miay w redakcji polityczny charakter i byy ostre, traciy z czasem na sile. Pracownicy Agory i "GW" nie chc oficjalnie wypowiada si na tematy zwizane z gazet i z byym szefem. - To chyba zrozumiae - mwi. - Nie zawsze prawda jest dobrze odbierana dodaj. - Wany moment w jego yciu to proces w sprawie wydarze w Kopalni "Wujek", bodaj w poowie lat 90., na ktrym wsta i powiedzia, e genera Kiszczak za to nie odpowiada stwierdza pragncy zachowa anonimowo dziennikarz "GW". - Dla wielu ludzi upad wtedy mit jego autorytetu. Potem wychodziy inne sprawy, np. e wcale nie walczy z SLD. Tak wic z jednej strony w redakcji uprawiano i promowano "kombatanctwo", a z drugiej - bratano si z postkomunistami. - W nim przenikaj si cechy gracza i czowieka pragncego tworzy wizje - mwi Marian Krzaklewski. - Zawsze balansowa od bagna po wiat idei. By jak aktor szukajcy nie tylko roli, ale i publicznoci. By w okrelonym ukadzie intelektualistw i dziki temu zyska pozycj. - Adam to czowiek aktywnie wcignity w polityk, a polityka jest gr - stwierdza Ernest Skalski. - W tym zawodzie ma si rne kontakty. Taka profesja. l nawet redaktor naczelny moe by zaangaowany w rne rozmowy z rnymi ludmi. W kocu gen. Jaruzelski to ciekawa posta historyczna, Urban za to czowiek z du wiedz i osobowoci. - By i jest moim dobrym koleg, z ktrym si spieraem, ale ktry potrafi przewidywa wiele spraw - zapewnia Bogdan Borusewicz. - Jest czowiekiem kompromisu, ale i walki. Osoby z bliskiego mu otoczenia w redakcji twierdz, e jest chory na wadz. - To wida w jego gestach, w zachowaniu, ma kompleks wyszoci. Owszem, schyli si, podyskutuje, ale zawsze ma wiadomo, e jest lepszy. Ernest Skalski ma inne zdanie. - Jest bardzo pobudliwy, potrafi si bardzo zdenerwowa. Ale zawsze mona z nim dyskutowa. On nigdy si nie gniewa. A czasem mona go nawet przekona. - Jest z pewnoci czowiekiem wybitnym - zauwaa Stanisaw Remuszko. - Ale jednoczenie osob o ogromnym gruczole mioci wasnej. l chorym na wadz. Jednak bez

odpowiedzialnoci formalnej. Za idee, pogldy tak, ale w poczuciu wolnoci i niezalenoci. W opinii Jarosawa Kaczyskiego ("Newsweek") Michnik przeamuje si na dwie poowy. Wybitna posta sprzed 1989 roku, dzielna i bezkompromisowa. l czowiek ciko szkodzcy Polsce w okresie III Rzeczypospolitej. Z tak opini nie zgadza si Bogdan Borusewicz. Ale nie chce tego komentowa. - Kierowana przez niego gazeta nie tylko opisywaa ycie, komentowaa je, ale take kreowaa rzeczywisto - mwi. - Byo tak zwaszcza w pierwszej poowie lat 90. Potem ta sia gazety zacza ju traci na mocy, zmieni si bowiem rynek medialny. Zdaniem ludzi z "GW", przeom nastpi w chwili, kiedy gazeta przeksztacaa si z produktu politycznego, ideowego - w icie rynkowy. A redaktor cay czas by wierny swoim zasadom, nie zgadza si na zmiany, nie chcia ograniczenia publicystyki politycznej. - By niewygodny - mwi. - Dlatego wielokrotnie pojawiao si pytanie, czy "afera Rywina" nie bya take na rk ludziom z kierownictwa Agory. Wszak Lew Rywin przyszed do redakcji jak do kolegw, a wic musia czu si bezpiecznie. Mona zatem domniemywa, e caa sprawa wysza na jaw nie tylko dlatego, e wszyscy w wydawnictwie byli tacy przyzwoici, lecz e dziki temu mona byo zrobi dobry interes. Znano bowiem Adama i wiedziano, e zachowa si jak rasowy dziennikarz. Czyby w istocie Michnik sta si instrumentem w sprawie, a potem ponis jej konsekwencje? Da si wmanewrowa w pewne dziaania, choby w to, e nie naley od razu ujawnia afery, lecz czeka - przekonuj pracownicy "GW". - Tymczasem prowadzone potem dziennikarskie ledztwo suyo raczej pewnym interesom, a nie ustalaniu prawdy. Adam dziaa w interesie kraju i z dobrych pobudek, wierzy w prawd, ale w istocie by manipulowany. - W sprawie Rywina Adam okaza si sob, czyli czowiekiem, ktrego lubiem i powaaem przekonuje Bogdan Borusewicz. - Na pewno zdawa sobie spraw, e to uderzy take w gazet i w niego. e medialni przeciwnicy bd to wykorzystywa. Zdaniem rozmawiajcych ze mn dziennikarzy "GW". Michnik to posta tragiczna. - Po sprawie Rywina dosta bowiem "kopa" z redakcji - mwi. - Wiele na to wskazuje, e to efekt rozgrywki w kierownictwie Agory. Szefostwo doszo bowiem do wniosku, e gazeta traci na aferze pienidze. Wanda Rapaczyska sprzedaa swoje 10 procent akcji, szokujc w ten sposb ludzi w redakcji. Dokonano sporo przetasowa kadrowych. Oprcz Michnika znikn take Piotr Niemczycki. A potem pojawiy si plotki, e gazet - poprzez nabycie pakietu wikszociowego akcji - chce kupi Axel Springer, najwikszy jej konkurent na rynku. Dziennikarze przekonuj, e nie mona tego uczyni bez Heleny uczywo i Wandy Rapaczyskiej, ktre maj wikszociowy pakiet. - Piotr te ma spore udziay, ale jego odsunito i o niczym ju nie decyduje - dodaj. - Helena zrzeka si funkcji czonka zarzdu Agory, czyli przestaje zarzdza w kwestiach wydawniczych, a oficjalnie zajmuje si kwestiami redakcyjnymi. - Potem, kiedy Helena opowiadaa w innych mediach, e naley zmieni profil i oblicze gazety, da szans ludziom modym itd., Adam wypisuje si ze szpitala pucnego i przyjeda do Agory - wtrca jeden z rozmwcw. - Pojawia si w redakcji i... nagle wychodzi zdenerwowany i znika. Wicej praktycznie ju do redakcji nie zaglda. Oficjalnie Adam Michnik znika na pocztku jesieni 2004 roku. Mwi si, e jest powanie chory. Jedni wspominaj o grulicy, inni o nowotworze. Zoliwi twierdz, e zwariowa, e jest na odwyku. S i tacy, co uwaaj, e musia odej w wyniku personalnej rozgrywki w Agorze, bo psu wydawnictwu interes. Nie brakuje te gosw, e to tylko gra, e wycofa si, aby

przeczeka trudne chwile. Pewne jest, e nie funkcjonuje w yciu publicznym. Wyjeda na Wyspy Kanaryjskie, aby odpocz. Tam te trzech dziennikarzy "GW" spisuje jego wypowiedzi do powstajcej wanie biografii. Jeden z nich, Mikoaj Lizut, nie chce rozmawia o byym szefie. - Dopki pan redaktor bdzie milcza, ja te nic nie powiem - mwi. - On nas o to prosi, wic dotrzymam sowa. Sam Adam Michnik te nie chce zabra gosu. - Tak mi powiedzia - przekonuje Mikoaj Lizut. A Helena uczywo jest nieuchwytna. l cho sekretarka w "Gazecie" obiecuje oddzwoni, do dzi tego nie czyni. Redaktor Michnik sporo czasu spdza teraz w Sopocie. Tu mieszka jego syn i bya ona. Widywany jest w "Grand Hotelu" i na spacerach. Milczy. - Dla Adama oddanie gazety to koniec jego wiata - mwi dziennikarze "GW". - Po prostu zosta odstawiony na boczny tor. On nigdy sam tego nie powie, bo gazeta to jego dziecko, a on nie depcze tego, co sam stworzy. Mia ogromny potencja i monopol medialny oraz uznanie wrd inteligencji. Ksztatowa polityk, kreowa rzeczywisto. l straci to. Troch na wasne yczenie. - Pisuje czasem eseje, ale rzadko - wtrca inny z kolegw. - Gdzie jednak jego dynamika, wnikliwe analizy, polemiki...? Przesta by zapraszany do innych mediw. Zszed na margines Z drugiej jednak strony nie mona wykluczy pewnej gry. Wszak to on by kojarzony z afer, wic aby oczyci wizerunek gazety, moe si wyciszy. Ale to naprawd mao prawdopodobne. Zreszt, czy to wyciszenie nastpio za jego zgod? - To adna gra - zapewnia Bogdan Borusewicz. - To choroba. Doprowadzi do niej zbyt aktywnym trybem ycia i niefrasobliwoci. Nie dba o siebie. Wiele miesicy spdzi w szpitalu. Wygldao to bardzo gronie. Na pewno nie jest to choroba dyplomatyczna ani ucieczka. - Ta nieobecno jest zastanawiajca - zauwaa Stanisaw Remuszko. - Bo jeli kto przez kilkanacie lat nazywany jest wiceprezydentem tego kraju, jednym telefonem do premiera zmienia porzdek obrad rzdu, jest szar eminencj, ale i ma realn wadz, i... nagle znika, to chyba nie jest normalne. Ernest Skalski nie zauway po zakoczeniu "afery Rywina" specjalnego wyciszenia u Adama Michnika. Nie widzi te adnej metamorfozy. - Jedyne, co w sobie przemienia, to mylenie o gazecie, jako o przedsibiorstwie. Dla niego to cigle jest nonik pogldw, idei, informacji. Ale te zrozumia, e taka jest konieczno, cho zawsze by w opozycji do tego. Nie zgadza si take, e Michnik by szar eminencj, a teraz znikn. - Mia kontakty, wpywy, suchali go - tumaczy. - Przez minione 15 lat zrobi wiele dla Polski. Nie wszystko musi si nam podoba. On jednak stworzy "Gazet" i promowa swoim autorytetem. Zreszt dalej to czyni. Przeciwnikw zawsze maj ludzie aktywni. A kady czowiek ma prawo mie dosy. Na pewno si jeszcze pojawi, ale moe w zupenie innej roli. Na razie pisuje czasami w "Gazecie". - By powanie chory, wic ratowa zdrowie - mwi Lech Wasa. - To chyba jedyny powd jego zniknicia. Innych motyww nie znam. W innej sytuacji on by nie wytrzyma. To czowiek walki. On by si nie chowa. Byy prezydent tumaczy, e zabranie znaczka "Solidarnoci" "Gazecie Wyborczej" wcale go nie pornio z redaktorem Michnikiem. - On mi nawet potem za to dzikowa. Wiedzia bowiem, e i

tak by ten znaczek straci. - Myl, e wybra rozwizanie dla siebie najlepsze - stwierdza Marian Krzaklewski. - Nie przegra, ani nie zyska. Mia w swoim yciu rne okresy. Godnoci, honoru, wzlotw, ale potem upad, a idee signy bruku. Cige wahado suce utrzymaniu wadzy. l tej w polityce, i w "Gazecie Wyborczej". Waldemar Pawlak, byy premier, szef Klubu Parlamentarnego PSL, nie umie i nie chce komentowa zniknicia Adama Michnika. - To jest zbyt powana sprawa, a ja mam zbyt ma wiedz, abym wypowiada si na ten temat - przekonuje. - Z tego, co wiem, mia powane problemy ze zdrowiem - mwi Bogdan Lewandowski, czonek sejmowej komisji ledczej do zbadania tzw. afery Lwa Rywina, pose SdPI. - On jest przykadem czowieka otwartego, ktry w praktyce realizuje koncepcje postmodernistyczne - dodaje. Roman Giertych, lider LPR, uwaa, e Adam Michnik wcale nie znikn. - Moe mniej rcznie steruje, ale wpyw ma identyczny. Negatywnie oceniam jego pogldy, dziaalno, styl, uprawianie polityki. l uwaam, e s szkodliwe dla Polski. - Walka o rzd dusz moe odbywa si nawet z diabem - twierdzi jeden z dawnych znajomych redaktora. - wiadomo, e jest najwikszy i najlepszy, e pociga za sznurki, dawaa mu prawo do rozmw i picia wdki z kadym. Dla niego to byo normalne. Zrobi w Polsce bardzo wiele dobrego, ale i zego te. Wprowadzi relatywizm prawdy w polityce. Pokaza, e mona by przestpc, wydawa rozkaz strzelania do grnikw, ale jednoczenie mona by fajnym facetem, bo takie byy czasy. By takim Broniewskim naszych czasw, czowiekiem, ktry uwierzy, e mona rozkada karty, pijc z "czerwonymi" i majc z nimi ukady. Taka nowa forma moralnoci. l nie politycznej, ale ludzkiej. -To posta tragiczna - przyznaje Marian Krzaklewski. - Nie kwestionujc jego martyrologii i zasug dla "Solidarnoci", zastanawia spektrum jego dziaa, przyjani. Jest jakby czowiekiem bez krgosupa, cigle czego poszukujcym, przykadem zdemoralizowanej europejskiej lewicy intelektualnej. Zdaniem Mariana Krzaklewskiego, z Adama Michnika zawsze epatowaa ch wadzy. - On realizowa swoje wizje. Kreowa premierw, prezydentw, stojc z boku, wygodnie, ale skutecznie. l w kadym obozie, poprzez rozhutanie pogldw, udawao mu si manewrowa i manipulowa. Ogromna elastyczno. - Jest czowiekiem na tyle inteligentnym, e zauwaa, i inni inteligentni ludzie zasadniczo rni si od niego etyk - twierdzi Stanisaw Remuszko. - e wyznaj inn moralno i uznaj inne autorytety. Ale czy wyciga z tego wnioski? Z "Gazety" odeszo ju wiele osb, ktre przez lata razem z nim j tworzyy. Ostatnio opucili redakcj Ernest Skalski i Jerzy Jachowicz. Z historycznej ekipy pozostao niewielu. Prawd jest take, e rzadko kto jawnie krytykowa Agor. Media w tej sprawie byy hermetyczne i solidarne. Potwierdzia to take ksika Stanisawa Remuszki, ktrej reklamy, za pienidze odmwiy najwiksze i najbardziej wpywowe polskie gazety. Dlaczego? Zdaniem ludzi z Agory, gazeta wielokrotnie si kompromitowaa i tracia wiarygodno. - Choby sprawa dziennikarzy "GW", ktrzy brali pienidze z Orlenu za doradztwo. Dzi trudno odzyska dawne, dobre imi. Ale nadal, patrzc chociaby na dochody z reklam, jest to nadal najbardziej opiniotwrcza gazeta w Polsce. - Polska od chwili ujawnienia afery Rywina staa si jakby inna - zauwaa Bogdan Borusewicz. Inaczej dziaaj prokuratury, organy ledcze. Opinia publiczna otrzymaa sygna, e na

szczytach wadzy le si dzieje. A ta sprawa przerwaa pewn niemono. Dzi kady bardziej si pilnuje, uwaa, z kim rozmawia. Powstrzymano proces oligarchizacji, a zatem tworzenia pewnego biznesu, ktry mia wpyw na polityk. l wielka jest w tym zasuga Adama Michnika. TOMASZ GAWISKI

ADAM MICHNIK urodzi si w Warszawie, w rodzinie przedwojennych dziaaczy Komunistycznej Partii Polski, Ozjasza Szechtera i Heleny Michnik. W szkole podstawowej by aktywnym czonkiem Hufca Walterowskiego ZHR ktre prowadzi wtedy Jacek Kuro. W liceum, po likwidacji Hufca w 1961 roku, zaoy z kilkoma kolegami dyskusyjny Klub Poszukiwaczy Sprzecznoci, w ktrym rozczarowani rzeczywistoci PRL-u modzi ludzie dyskutowali nad sposobem jej naprawy. Studiowa histori na Uniwersytecie Warszawskim. Dwukrotnie zawieszany w prawach studenta za rozpowszechnianie na uczelni listu otwartego do czonkw PZPR, autorstwa Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, oraz zorganizowanie dyskusji z udziaem Leszka Koakowskiego, wyrzuconego wczeniej z PZPR za krytyk jej wadz. W marcu 1968 roku relegowany z UW za aktywny udzia w tzw. wydarzeniach marcowych, a nieco pniej aresztowany i skazany na trzy lata wizienia za "wybryki chuligaskie", czyli w istocie za udzia w wydarzeniach marca 1968 roku. Opuci wizienie w 1969 roku na mocy amnestii, ale otrzyma zakaz kontynuowania jakichkolwiek studiw wyszych w Polsce. Dopiero w poowie lat 70. ukoczy eksternistycznie histori na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z rekomendacji Jacka Kuronia by osobistym asystentem Antoniego Sonimskiego. Po strajkach w Radomiu w 1976 roku zaangaowa si w dziaalno Komitetu Obrony Robotnikw, stajc si obok Jacka Kuronia jednym z najbardziej aktywnych dziaaczy opozycji. Redagowa te niezalene pisma. W 1980 i 1981 roku by doradc Regionu Mazowsze "Solidarnoci" oraz Komisji Hutnikw "S". Internowany w stanie wojennym, a nastpnie oskarony o "prby obalenia ustroju socjalistycznego". Do 1984 roku przebywa bez wyroku w areszcie. Zwolniono go na mocy amnestii. Rok pniej znowu trafi za kratki - skazany na trzy lata wizienia za udzia w prbie zorganizowania strajku w Stoczni Gdaskiej im. Lenina. Dziki kolejnej amnestii wyszed w 1986 roku na wolno. W 1988 roku by doradc nieformalnego Komitetu Koordynacyjnego Lecha Wasy, a nastpnie zosta czonkiem Komitetu Obywatelskiego. Bardzo aktywnie uczestniczy w przygotowaniach, negocjacjach i obradach Okrgego Stou. Po zakoczeniu obrad otrzyma od Lecha Wasy zadanie zorganizowania wraz z Helen uczywo i Ernestem Skalskim duej, oglnopolskiej gazety. Miaa ona funkcjonowa tylko do koca wyborw do Sejmu w 1989 roku, a Adam Michnik zosta jej redaktorem naczelnym, a take posem na Sejm.

NAGY UPADEK ADAMA M. - antologia tekstw

Darmowy Hosting CBA.PL

Rzeczpospolita - 1999.05.08

Dziesita rocznica "Gazety Wyborczej"

RAFA KASPRW, LUIZA ZALEWSKA Od ndzy do pienidzy


Takiego deszczu milionerw jeszcze w Polsce nie byo. Kady z pakietw akcji, ktre posiada kilkudziesiciu pracownikw spki Agora, wydawcy "Gazety Wyborczej", wart jest okoo miliona dolarw. Nie byoby to moliwe, gdyby nie wielki sukces, jaki odnis najwikszy dzi w Polsce dziennik.

Agora to waciciel najwikszego dziennika w Polsce - "Gazety Wyborczej" i wspwaciciel dziewiciu lokalnych stacji radiowych i jednej rozgoni ponadregionalnej, drukarni oraz kodowanej telewizji Canal Plus. Roczny przychd ze sprzeday reklam tylko w samej "Gazecie Wyborczej" wynosi w 1997 r. 307, 3 mln z, co stanowio 73 proc. przychodw spki. Przykad Agory pokazuje, e mona jednoczenie by jedn z najbardziej opiniotwrczych i najbogatszych instytucji w Polsce. Nie ma wolnoci bez "Solidarnoci" Pierwszy niezaleny od wadz PRL dziennik powsta dziki porozumieniu zawartemu podczas obrad Okrgego Stou. Ustalono wwczas, e "Gazeta Wyborcza" skorzysta z ulgowych cen reglamentowanego papieru. Tytu dziennika nawizywa do czerwcowych wyborw parlamentarnych, w wyniku ktrych po raz pierwszy od dziesitek lat Polacy mogli wybra w demokratyczny sposb jedn trzeci posw i cay Senat. O tym, e "Gazet" bdzie kierowa wanie Adam Michnik, zdecydowa Lech Wasa. Pierwszy numer ukaza si w poniedziaek 8 maja 1989 r. Wydaa go spka Agora, ktr zaoyli Andrzej Wajda, Zbigniew Bujak i Aleksander Paszyski. Kapita zakadowy wynosi 15 z

(150 tys. starych z), a kady z zaoycieli obj po jednej trzeciej akcji. W pierwszym numerze zamieszczono zdjcie i list Lecha Wasy oraz sylwetki kandydatw do parlamentu z listy Komitetu Obywatelskiego. Tu pod tytuem znajdowa si napis "Nie ma wolnoci bez <<Solidarnoci>>" wraz z symbolem popularnego wwczas zwizku zawodowego. Drugi numer "Gazety Wyborczej" ukaza si rwnie jako dodatek do francuskiego dziennika "Liberation", ktry tego dnia kosztowa o dwa franki droej. Pienidze zostay przeznaczone na rozwj "Gazety". Dziennik zaczyna od zera, bez ogosze i reklam. - Na pocztku nie bylimy w stanie drukowa wystarczajco duo egzemplarzy, by zaspokoi popyt. Ludzie odbijali gazet na ksero i sprzedawali. Nam to jednak nie przeszkadzao - mwi Rawicz. Pierwsze numery przewozia starym maluchem Helena uczywo. Przez pierwsze tygodnie pracownicy "Gazety" nie otrzymywali pensji. O pienidze nie wypadao pyta, bo dziennik by czym wicej ni zwykym miejscem pracy. Nawet solidarnociowi drukarze z innych drukarni przyjedali do "Gazety" pracowa za darmo, po godzinach. Pienidze z zagranicy Znaczna cz dziennikarzy trafia do "Gazety" z wydawanego w podziemiu "Tygodnika Mazowsze". Przejto z niego rwnie cz sprztu. Do "Tygodnika" trafiao wiele pienidzy i darw zarwno z Polski, jak i zagranicy. W 1990 r. w paryskiej "Kulturze" Irena Lasota, ktra zajmowaa si pomoc dla podziemnej prasy w Polsce, opublikowaa sprawozdanie finansowe, z ktrego wynikao, e "TM" otrzyma dwa razy po 500 dolarw w latach 1985 - 1986. To niewielka kwota - duo mniejsze podziemne gazety otrzymyway zazwyczaj wicej pienidzy. - Do "Tygodnika" i tak trafiaa znaczna cz pomocy z zagranicy. Uznalimy wic, e tym razem wsparcie naley si te innym gazetom wyjania Irena Lasota. Pocztkowo poyczek udzielay "Gazecie" take osoby prywatne m. in. dwoje Amerykanw, Rea Hederman i Robert Silvers, pniejsi wspudziaowcy. Oboje zwizani z "The New York Review of Books". W lipcu 1991 r. Jacek Maziarski, wczesny dziaacz Porozumienia Centrum, powiedzia "yciu Warszawy", e Agora "powstaa z pienidzy przeznaczonych na ca wczesn opozycj". Agora pozwaa go do sdu. Maziarski proces przegra i musia przeprosi gazet za swoj wypowied. W trakcie procesu sd ustali, e "Gazeta" dostaa kredyt z X oddziau Banku PKO BP w lipcu 1989 r. Poza tym Stowarzyszenie Solidarnoci Francusko-Polskiej przekazao ok. 400 tys. dolarw, gwnie na sfinansowanie przekazania przez "Le Monde" maszyn drukarskich oraz wsparcie rozruchu gazety. Maszyn nie udao si nigdy zoy, ale Agora moga wzi pod nie kredyty. W 1990 r. Kongres Polonii Amerykaskiej przekaza "Gazecie" 55 tys. dolarw od National Endowment for Democracy na pokrycie podstawowych wydatkw technicznych dziennika. W tym samym czasie 20 tys. funtw trafio z brytyjskiego know-how na modernizacj systemu komputerowego. Jak wspomina Wanda Rapaczyska, dopiero w poowie 1993 r. firma przestaa si martwi, czy wystarczy w kasie pienidzy na wypaty. Wtedy Agora dostaa pierwszy duy kredyt - 8 mln dolarw - z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Pierwszy niekomunistyczny dziennik

"Gazeta" byskawicznie zdobya siln pozycj na rynku prasowym. rde sukcesu byo kilka, ale najwaniejsze to ogromna sympatia czytelnikw do nowego, niekomunistycznego tytuu oraz wielka rewolucja w polskim dziennikarstwie, jakiej dokona ten dziennik. Prostota i komunikatywno jzyka oraz nieograniczony dobr tematw (cho pocztkowo redaktorzy dziennika musieli jeszcze zmaga si z cenzur) sprawiy, e PRL-owskie gazety nie byy dla "Wyborczej" powan konkurencj. Nic wic dziwnego, e pod koniec 1990 r. redni dzienny nakad "Gazety" siga ju 500 tys. egzemplarzy. W tym samym czasie inne rodowiska opozycyjne przejmoway stare, PRL-owskie tytuy (np. "ycie Warszawy", "Sztandar Modych", "Express Wieczorny", "Rzeczpospolit"), ale najczciej okazywao si, e nowi szefowie dziennikw nie radz sobie z takimi wyzwaniami. "Gazeta" przejmowaa nie tylko czytelnikw tych dziennikw, ale i powan cz drobnych ogosze, szybko stajc si liderem i w tej dziedzinie. Rwnolegle rozrasta si majtek Agory. W sierpniu 1993 r. spka zyskaa amerykaskiego inwestora firm Cox, ktra nabya 13,2 proc akcji spki. Rok 1993 przynis te duy kolorowy dodatek - "Magazyn". Dwa lata pniej wprowadzono nowoczesne metody usug ogoszeniowych i dokonano istotnej zmiany szaty graficznej. Gazeta niecaej opozycji "Gazeta" miaa by dziennikiem caej opozycji okrgostoowej, ale ju po roku okazao si, e jest gazet tylko jej czci. - To naturalne, opozycja przecie sama si rozbia. Zreszt nie zamykamy si przed nikim. Publikuj u nas przecie i Stefan Niesioowski, i Leszek Moczulski mwi Juliusz Rawicz, zastpca redaktora naczelnego "GW". Sw lini polityczn "Gazeta" ujawnia jeszcze przed pierwsz rocznic powstania. Zaangaowaa si w "wojn na grze", czyli spr w obozie solidarnociowym midzy zwolennikami Tadeusza Mazowieckiego a Lecha Wasy, po stronie wczesnego premiera. Oburzona atakami na Was Komisja Krajowa "Solidarnoci" jesieni 1990 r. pozbawia dziennik prawa do uywania logo zwizku. Nie wszyscy dziennikarze "Wyborczej" byli zadowoleni z opowiedzenia si po jednej ze stron. Zdarzao si, e z tego powodu tracili prac. - Jestem reporterem, ktrego rol jest dostarczanie faktw, a w trakcie kampanii prezydenckiej nalegano, bym wartociowa kandydatw i w swych tekstach opowiedzia si za Mazowieckim - wspomina Krzysztof Leski, dzi dziennikarz BBC. Popadem wwczas w powany konflikt z kierownictwem "Gazety", potem zawieszono mnie pod byle pretekstem w prawach reportera, przeniesiono do dziau zagranicznego, a potem wysano na ptoraroczny bezpatny urlop. - Nie pamitam, z jakich powodw odszed Krzysztof Leski. Jeeli dlatego, e uwaa, e reprezentuje inn lini polityczn, to by moe tak wanie byo - mwi Rawicz. Jednak dla wielu dziennikarzy gazeta Michnika to wymarzone miejsce pracy. - Kady tytu ma swoje sympatie i antypatie. Czasami kogo nie wypada zaatakowa na amach i takie sytuacje zdarzaj si we wszystkich dziennikach w Polsce - mwi publicysta "Gazety", przez pi lat szef dziau kultury, Micha Cichy. Jego zdaniem, to najciekawsze i najbardziej rnorodne pismo w kraju. - Mona tu na przykad zamieszcza obszerne eseje, na ktre w innych pismach nie ma miejsca - dodaje. Dla wielu dziennikarzy "Gazeta" bya drugim domem. - Tak byo i ze mn. Na ptora roku odszedem do telewizji, bo chciaem sprbowa czego innego, ale wrciem - mwi Artur Domosawski, publicysta. Nie wszyscy zadowoleni

W tamtym okresie Adam Michnik zacz publicznie okazywa sympati Wojciechowi Jaruzelskiemu. Podczas wsplnego wystpu w telewizji francuskiej naczelny "Wyborczej" stan w obronie wczesnego prezydenta atakowanego przez dziennikarzy. - Odpieprzcie si od generaa - rzuci w stron telewizyjnych kamer, kiedy dziennikarze indagowali Jaruzelskiego. Kolejnym powodem niezadowolenia czci dziennikarzy "Gazety" by wewntrzny oklnik wydany na pocztku 1991 r. Ogranicza on wspprac z innymi mediami, ale - co waniejsze zakazywa dziennikarzom publicznego prezentowania pogldw sprzecznych z lini programow pisma. - Linii programowej nigdy nie sformuowano na pimie, spytalimy wwczas szefw, co moemy mwi na temat ustawy antyaborcyjnej. Usyszelimy, e "Gazeta" nie zajmuje wyranego stanowiska w tym sporze, wic nie moemy sprzeciwia si nowym przepisom ani ich popiera - mwi Grzegorz Grny, wwczas mody dziennikarz dziau reportau dziennika Michnika, dzi redaktor "Frondy". - "Gazeta" coraz mocniej nas krpowaa, zdarzao si, e wysyano mnie na reporta z gotow instrukcj: poprze tego, zaatakowa tamtego. Ten sposb pisania nie odpowiada mi i gdy odszedem, poczuem wielk ulg. Adam Michnik auje Gdy koczya si kadencja Lecha Wasy, naczelny "Gazety" uzna zaangaowanie w wybory sprzed piciu lat za duy bd. aowa jednoznacznego poparcia dla Tadeusza Mazowieckiego, aowa rwnie czynnego udziau w "wojnie na grze". - W tym dramatycznym konflikcie nie zachowalimy neutralnoci. Zajmowalimy wyraziste stanowisko, stojc po stronie Mazowieckiego, po stronie polityki Balcerowicza, Kuronia, Skubiszewskiego. Aprobowalimy filozofi "grubej kreski" w tym znaczeniu, ktre nadawa jej Mazowiecki - pisa Adam Michnik w szst rocznic "Gazety" i przyznawa: - Nie szczdziem zoliwoci politykom Porozumienia Centrum i Zjednoczenia Chrzecijasko-Narodowego, nie szczdziem ich take prezydentowi Wasie. Szczerze dzisiaj bolej nad kad niesprawiedliwoci, ktr wyrzdziem swoimi sowami. "Wyborcza" kreuje Jednak i pniej "Gazeta" wielokrotnie zajmowaa wyrane stanowisko w sporach politycznych. Jej rola jednak znacznie rni si od innych dziennikw (na przykad "Trybuny" czy "ycia"), ktrym czsto zdarza si popiera publicznie zgoszone koncepcje zaprzyjanionych politykw, a potem wciela je w ycie. "Gazeta" jest duo bardziej samodzielna - sama kreuje wydarzenia polityczne albo przynajmniej starannie przygotowuje pod nie grunt. Pierwsze prby zakoczyy si wielkim sukcesem. Haso "Wasz prezydent, nasz premier" zaskoczyo pono nawet Tadeusza Mazowieckiego, ktremu przyszo osobicie je zrealizowa. Skuteczna okazaa si kampania "Gazety Wyborczej" przeciwko rzdowi Jana Olszewskiego. Z pogldami gazety sprzgy si wwczas dziaania politykw Unii Demokratycznej: wczesny pose UD Jan Maria Rokita zoy wniosek o wotum nieufnoci dla tego rzdu, ktrego gosowanie przyspieszya afera lustracyjna. Lustracja brudzi Dugo skuteczny by rwnie ostry sprzeciw wobec lustracji (pocztkowo podzielany przez UD), ktry bardzo opni ujawnianie wsppracownikw PRL-owskich sub specjalnych. - Bylimy i jestemy przeciwnikami lustracji przede wszystkim dlatego, e nie wierzymy w wiarygodno materiaw Suby Bezpieczestwa. Nie udao nam si jednak przekona wszystkich, dlatego mamy to, co mamy. Lustracja bardziej brudzi ni czyci - mwi Juliusz Rawicz, wicenaczelny "Gazety".

Czy pogldy "Wyborczej" w sprawie lustracji nie maj adnego zwizku z udziaem Adama Michnika w tzw. komisji ds. zbiorw archiwalnych? W 1990 r. naczelny "Gazety" i zarazem pose Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, zosta czonkiem komisji, ktra zajmowaa si badaniem zasobw archiww suby bezpieczestwa. Jak wynika z odpowiedzi Janusza Paubickiego koordynatora sub specjalnych na interpelacj poselsk w tej sprawie, Michnik mia dostp do teczek tajnych wsppracownikw SB. Wedug Paubickiego, w zbiorach archiwalnych UOP nie ma adnych dokumentw wyjaniajcych, na jakiej podstawie ta komisja dziaaa. Niewykluczone, e zasug "Gazety" jest w pewnej mierze obecny ksztat Unii Wolnoci. Wczesn wiosn 1995 w czasie rywalizacji o przywdztwo tej formacji dziennik Michnika delikatnie popiera Leszka Balcerowicza - tak przynajmniej interpretowali to sami unici. "Gazeta" forsowaa rwnie Jacka Kuronia - jako unijnego kandydata na prezydenta w 1995 r. - i ostatecznie to Kuro ubiega si o prezydencki fotel. Z Kwaniewskim i Cimoszewiczem Nie zawsze jednak starania "Gazety" koczyy si sukcesem. Sam Kuro - mimo silnego poparcia gazety i dramatycznych apeli Michnika, by na jego rzecz wycofa si Aleksander Kwaniewski - zdoby w wyborach nieco ponad 9 proc. gosw. Podobnie byo w czasie burzliwych miesicy dziaania koalicyjnego rzdu SLD - PSL, ktry nie mg upora si ze "spraw Olina". W ostatnich dniach stycznia 1996 r. na amach "Gazety" Michnik wezwa SLD i PSL oraz UW i UP do "przedoenia interesu pastwowego ponad interesy partykularne swoich ugrupowa", czyli stworzenia wielkiej koalicji. I jeszcze tego samego dnia prezydent Kwaniewski zaprosi do siebie liderw UW. Ci jednak odrzucili ten pomys, proponujc w zamian ponadpartyjny Rzd Odbudowy Wiarygodnoci Pastwa. Ostatecznie powsta rzd Wodzimierza Cimoszewicza. Do dzi nie udao si zrealizowa wsplnego manifestu Michnika i wicemarszaka Sejmu Wodzimierza Cimoszewicza (SLD) z wrzenia 1995 r. We wsplnym artykule "O prawd i pojednanie" apelowali o przerwanie konfrontacji midzy obozem posierpniowym i postkomunistycznym. Apel o "dialog w prawdzie na rzecz prawdy i pojednania" ukaza si na dwa miesice przed wyborami prezydenckimi. "Uwaamy, e winna powsta grupa zoona z osb zaufania publicznego, ktra przygotowaaby swj <<raport dla prawdy i pojednania>>. Musz tam znale si ludzie z rnych obozw, z rnych stron polskiej barykady. Musz oni podj prb wsplnej oceny naszej najnowszej historii, ukazujc moliwie najpeniej prawd o wydarzeniach, ludziach, ich postawach, motywach, wyborach, o panujcym systemie" - napisali Michnik z Cimoszewiczem. Apelowali, by nowy prezydent podj si takiego zadania. Jestemy gazet polityczn - Jestemy gazet niezalen od biznesu, reklamodawcw i politykw, ale nie od polityki. Bo jestemy gazet polityczn - mwi Juliusz Rawicz. - Kreujemy sytuacje, wydarzenia, gdy chcemy popularyzowa nasz pogld na dan spraw. Tak robi wszystkie gazety. Ale bez przesady z t skutecznoci: w 1990 r. Mazowiecki przegra, pi lat pniej przegra Wasa, lustracji nie udao si zablokowa - mwi Rawicz. Przez wiele lat "Gazeta" nie zmienia sposobu przedstawiania czytelnikowi wasnych opinii. Znaczna cz wiatowych dziennikw wyodrbnia specjaln stron na redakcyjne komentarze i bardzo dba o to, by wyranie oddzieli je od informacji. "Gazeta" tymczasem do dzi publikuje komentarze bezporednio pod tekstem nawet na pierwszej stronie. - Prbowalimy wprowadzi osobn stron z komentarzami, ale to nie wyszo. Stara koncepcja pod wzgldem dziennikarskim bya atrakcyjniejsza - mwi Rawicz.

Z sonday opublikowanych trzy lata temu w "GW" wynika, e jeli chodzi o powizania z partiami politycznymi, czytelnicy najbardziej utosamiaj j z Uni Wolnoci. Ostatecznym potwierdzeniem tak bliskich zwizkw stao si przekazanie przez Agor na konto wyborcze UW 300 tys. z przed ostatnimi wyborami do parlamentu. Lider wszystkich rankingw Pierwszy numer "Gazety" ukaza si w 150 tys. egzemplarzy. Dzi nakad dziennika w tygodniu waha si midzy 470 a 520 tys. egzemplarzy, w weekendy dochodzi do 750 tys. rednia dzienna sprzeda w dwch pierwszych miesicach tego roku wyniosa 458 tys. egzemplarzy (wedug danych Zwizku Kontroli Dystrybucji Prasy). "Gazeta" przewodzi we wszystkich zestawieniach - jest dziennikiem o najwikszym nakadzie i najwikszym czytelnictwie w Polsce. W pierwszym kwartale tego roku (jak wynika z Polskich Bada Czytelnictwa '99 prowadzonych przez SMG/KRC) "Gazet" kadego dnia czytao przecitnie 2,2 mln Polakw powyej 15. roku ycia. Kady egzemplarz "Gazety" skada si z trzech czci: grzbietu gwnego, dodatku tematycznego (np. motoryzacyjnego, mieszkaniowego, komputerowego) i dodatku regionalnego (ktry przygotowuje 18 redakcji regionalnych). Znaczenie, jakie dziennik przywizuje do dodatkw regionalnych, i ich silny wpyw w regionach Polski spowodoway, e "Gazeta" dawno przestaa mie charakter wycznie gazety oglnopolskiej. Dodatki stanowi niejednokrotnie powan konkurencj dla silnie zakorzenionych w regionie lokalnych tytuw. Aby wzmocni obecno na lokalnych rynkach prasowych, Agora wydaje jeszcze sze tygodnikw regionalnych, w tym cztery w samym tylko regionie bydgosko-toruskim. Tygodniki redaguj dziennikarze regionalnych oddziaw "Gazety". W czwartki oglnopolska "Gazeta" poszerza si o "Magazyn", w pitki o "Gazet Telewizyjn", w soboty o nowy dodatek dla kobiet "Wysokie Obcasy". Wielkie sukcesy i udane akcje W cigu dziesiciu lat istnienia "Gazety" opublikowano na jej amach wiele istotnych artykuw. Maciej Gorzeliski i Piotr Najsztub ujawnili korupcj w polskiej policji. Opisanie afery zwizanej z bankiem Davida Bogatina doprowadzio do jego ekstradycji do USA. "Gazeta" szczegowo ledzia rozwj imperium Elektromisu i badaa przyczyny uchwalenia przez Rad Ministrw zakazu importu elatyny. Bez wtpienia najwiksz akcj spoeczn "Gazety" bya walka o prawa kobiet, ktre w godnych warunkach chc rodzi dzieci - "Rodzi po ludzku". Publiczne pitnowanie szpitali, ktre najmniej dbaj o pacjentki, i chwalenie placwek, ktre polecay czytelniczki, zrewolucjonizowao polskie oddziay poonicze. Mniejsze efekty przyniosa akcja "Mieszka po ludzku", w ramach ktrej dziennik radzi, jak tanio i adnie zbudowa wasne mieszkanie. Trudno te zaliczy do udanych walk z naduywaniem alkoholu. "Gazeta" pomaga nawet rzuci palenie papierosw. Zwycizcy corocznego konkursu "Rzu palenie razem z nami" mog wyjecha na tygodniow wycieczk do Rzymu. Na amach dziennika roi si od wielu drobnych akcji - kojarzenia osb, ktre chc wyjecha autem na wakacje czy gotowe s przygarn bezdomne zwierzta. Radiowe imperium

Niezauwaalnie zaczo rozrasta si radiowe imperium Agory. Ju w rok po uruchomieniu dziennika firma zacza inwestowa w media elektroniczne. Pierwsze byo Radio Zet, ktre zaoya spka Radio-Gazeta naleca do Agory. Zdaniem wielu obserwatorw, szyld i konotacje polityczne "Gazety" uatwiy zdobycie koncesji dla tej stacji. W 1991 r. Agora przekazaa 90 proc. udziaw pracownikom stacji, a w 1998 r. odsprzedaa ju wszystko. - Jako mniejszociowy udziaowiec nie mielimy wpywu na strategi i dziaalno Radia Zet. Poza tym aktywnie zaangaowalimy si w stacje lokalne - tumaczya w prasie Wanda Rapaczyska. Agora zacza kupowa udziay lokalnych stacji od 1996 r. Dzi zwizana jest z dziesicioma rozgoniami. W samym Poznaniu ma udziay w dwch stacjach: Radiu 88,4 FM, Radiu POP, a z trzeci - Klasyka FM - jest stowarzyszona poprzez Biuro Obsugi Radiowej. Teraz, w nowym procesie koncesyjnym, Agora ubiega si o poszerzenie czstotliwoci dla ponadregionalnej stacji Tok FM (dawne Inforadio). Stara si te o koncesje dla nowych rozgoni w omiu miastach m.in. w odzi. Telewizja nieprzewidywalna Z duo mniejszym powodzeniem Agora inwestuje w rynek telewizyjny. Pierwsza - i jak na razie ostatnia inwestycja to kupno 22,5 proc. akcji (dzi ma 17,9 proc.) Telewizyjnej Korporacji Partycypacyjnej, czyli kodowanej telewizji Canal Plus. W 1997 r. Agora zapacia za to 98 mln z. Pocztkowo intensywnie wspomagaa Canal Plus: nie zabezpieczonymi poyczkami w wysokoci 5,5 mln dolarw na 50 lat i kredytem - w ramach umowy akcjonariuszy TKP - w wysokoci 1,7 mln marek. Nie pomogo to jednak kodowanej stacji, gdy na rynku pojawi si nie koncesjonowany konkurent - telewizja HBO oraz zagraniczna platforma cyfrowa Wizja TV. Zmusio to Canal Plus do uruchomienia wasnej platformy o dwa lata wczeniej ni planowano, a wic do dodatkowych gigantycznych wydatkw. Agora postanowia ju w to nie wchodzi - w prospekcie emisyjnym zapewnia, e na razie nie zamierza inwestowa w Canal Plus, nie ma obowizku wspiera finansowo TKP i nie pomoe platformie cyfrowej tworzonej przez kodowan stacj. - Rynek telewizyjny jest dzi nieracjonalny, nieprzewidywalny i uwikany politycznie. Nasze dalsze inwestycje byyby wic niecelowe - mwi Wanda Rapaczyska. Mocne wejcie Trzy tygodnie przed dziesit rocznic wydania pierwszego numeru "Gazety" Agora zadebiutowaa na giedzie. Tego dnia jedna akcja warta bya 49,9 z (wczoraj w poudnie kurs wynosi 45,5 z). Agor wyceniono na 2,83 mld z, co oznacza, e jest obecnie jedn z najwikszych giedowych spek w Polsce. Debiut okazao si wielkim sukcesem. W tym samym dniu w Polsce pojawio si kilkadziesit osb, ktre posiadaj akcje warte okoo miliona dolarw. Przynajmniej pi osb z tego grona uplasuje si w czowce najwikszych prywatnych inwestorw giedowych. Prospekt emisyjny Agory informuje, e sukces spki zaley w duym stopniu od aktywnego zaangaowania trzech czonkw zarzdu: Wandy Rapaczyskiej, Piotra Niemczyckiego, Heleny uczywo, a take redaktora naczelnego Adama Michnika. Wedug prospektu odejcie kadej z tych osb mogoby spowodowa niekorzystny wpyw na dziaalno spki. Czonkowie zarzdu s wanie najwikszymi beneficjentami wejcia spki na gied. Nie mylelimy o pienidzach

Akcje Agory otrzymao okoo 1,6 tys. pracownikw. Jednak 96 spord nich, bdcych kluczowymi pracownikami firmy, posiada pakiety znacznie wysze ni pozostali (oni te gwnie zdecydowali o takim wanie rozdziale akcji). Osoby te w wikszoci byy zwizane z "Gazet" od pocztku jej istnienia. Ponad dwadziecia osb stao si wspwacicielami gazety jeszcze w 1990 roku. W 1998 r. osoby te zgodziy si na to, aby dodatkowe 75 osb zostao wspwacicielami spki. 96 kluczowym pracownikom przypada w udziale od kilku tysicy do ponad 1,7 mln akcji - w sumie ponad 19 mln akcji o wartoci prawie 1 mld z. Najwicej otrzymay cztery osoby: Helena uczywo (wiceprezes Agory), Piotr Niemczycki (wiceprezes Agory), Wanda Rapaczyska (prezes Agory), Juliusz Rawicz (wicenaczelny "Gazety"). Niewiele mniej ni milion akcji otrzymali rwnie: Seweryn Blumsztajn (kieruje lokalnymi dodatkami), Ernest Skalski (komentator "Gazety") i Piotr Pacewicz (wicenaczelny "Gazety"). Rekordzist jest Piotr Niemczycki ktrego 1,7 mln akcji warte jest ok. 80 mln z. Mimo e posiadane akcje maj znaczn warto, nie zawsze osoby, ktre je otrzymay wiedz, ile ich maj. - Nie wiem, ile akcji posiadam. Nigdy mnie to nie interesowao - mwi Juliusz Rawicz. Helena uczywo stanie si jedn z najbogatszych Polek. Pakiet akcji bdcych wasnoci Niemczyckiego plasuje go wrd najwikszych polskich inwestorw giedowych midzy Michaem Soowowem, wspwacicielem Echo Investment, a Sobiesawem Zasad, znanym potentatem samochodowym. - Kiedy zakadalimy gazet, nikt nie myla o pienidzach. I teraz w moim yciu rwnie nic si nie zmieni - mwi Piotr Niemczycki. W grupie pracownikw, ktrzy mogli naby spore pakiety akcji warte po kilka milionw zotych, jest wielu znanych dziennikarzy: Micha Cichy, Piotr Stasiski, Edward Krzemie, Joanna Szczsna, Anna Bikont i Ewa Milewicz. Akcje warte ponad 1 mln dolarw stan si take wasnoci zaoycieli dziennika: Zbigniewa Bujaka, obecnie polityka UW, i Andrzeja Wajdy, reysera filmowego. Pracownik sekretariatu redakcji uzyska akcje o wartoci 4,4 mln z, byy szef jednego z dziaw, a obecnie dyrektor w spce - 24,3 mln z, za obecny szef jednego z dziaw - 7,5 mln z. Pakiet akcji jaki ma szef innego dziau wart jest 5,8 mln z, za szefa jeszcze innego dziau - 11,5 mln z. Szef jednego z dodatkw regionalnych ma akcje warte 14,9 mln z, a innego - 2,7 mln z. adna z akcji posiadanych przez kluczowych pracownikw spki nie moe jednak by sprzedana od razu. Dopiero w lipcu przyszego roku bd mogli zby 20 proc. akcji, a potem co roku po 10 proc. W rezultacie cao akcji bdzie mona sprzeda dopiero po 10 latach. Michnik nie wzi akcji Rwnoczenie pi osb: uczywo, Rapaczyska, Niemczycki, Blumsztajn i Rawicz przejo kontrol nad Agor Holding posiadajc z kolei 19,2 mln akcji Agory, wartych dzi blisko miliard zotych. - To system wzorowany na wielu gazetach zachodnich, szczeglnie amerykaskich. Te pi osb odgrywa rol stranikw niezalenoci gazety. Posiadanie akcji Agory Holding nie wie si z adnymi korzyciami. Jeeli kiedy doszoby do ich sprzeday, to pienidze uzyskane w ten sposb, zgodnie ze statutem spki Agora Holding, mog by przekazane wycznie na cele charytatywne - wyjania Rapaczyska. Adam Michnik nie wzi adnej akcji. Timothy Garton Ash, angielski historyk i publicysta, napisa niedawno, e: "Michnik nie ma adnego problemu, co zrobi z tymi pienidzmi. Ju wczeniej zdecydowa si nie wzi akcji. Zrezygnowa z miliona dolarw. Powiedzia mi, e jego niezaleno intelektualna i redagowanie gazety mogyby na tym ucierpie, zmusza do

niezaleno intelektualna i redagowanie gazety mogyby na tym ucierpie, zmusza do mylenia o tym, jaki to ma wpyw na warto akcji. Nikt dzi nie moe oskary Michnika o kierowanie gazet w celu zarobienia pienidzy. Ale to nie znaczy, e kto nie sprbuje, kiedy ludzie uzmysawiaj sobie, jak bogata i wpywowa jest Agora." - pisa Ash w lutym 1999 w amerykaskim tygodniku "The New Yorker". Pozostali dostali mniej Do rk reszty pracownikw spki - od pracownikw technicznych po dziennikarzy - trafiy ju duo mniejsze pakiety akcji - do ok. 6 tysicy. W sumie midzy 1,5 tys. pracownikw rozdzielono 2,2 mln akcji. Kto dokadnie ile dosta, nie ujawniono. Znane s tylko oglne zasady rozdziau pakietw - premiowany by przede wszystkim sta pracy ze szczeglnym uwzgldnieniem okresu zakadania gazety i pierwszych lat jej istnienia. Ofert adresowano do konkretnych osb, dlatego kilkuset z pracownikw Agory z najkrtszym staem pracy nie mogo w ogle kupi akcji. - Zdarzyo si, e dobry dziennikarz, ktry pracuje u nas od niedawna, otrzyma znacznie mniej akcji ni sprztaczka pracujca od pocztku - mwi Rawicz. Jeden ze znanych dziennikarzy dziau krajowego "Gazety", pracujcy tam od koca 1991 r., otrzyma na przykad okoo 4 tysicy akcji. - Sdz, e inni otrzymali podobn liczb, cho wiem, e kierownictwo wicej. Swoich akcji nie zamierzam sprzeda. To bdzie rodzaj mojego zabezpieczenia na przyszo - mwi. Spora cz akcji zostanie jeszcze podzielona w ramach programw "motywacyjnych". Dostanie je w przyszoci ok. 300 pracownikw spki, m.in. dziennikarze, kierownicy pionw i firm Agory, jeli zrealizuj zaoony wczeniej plan zwizany z rozwojem spki. Na przykad szefowie stacji radiowych, kiedy podwysz o okrelony procent suchalno swojej rozgoni. Ustalanie efektu, jaki powinno si osign, odbywa si w wyniku negocjacji. W ten sposb wyznacza si grn granic realnych moliwoci i mobilizuje do ich osignicia - tumaczy Rapaczyska. Film na urodziny Co roku "Gazeta" bardzo uroczycie wituje swoje rocznice. Piciolecie uwietni film dokumentalny w telewizji publicznej, kierowanej wwczas przez Wiesawa Walendziaka. - Film ten powstawa w duych blach - wspomina Piotr Zaremba, wczesny szef publicystyki I programu TVP. - Jeszcze przed napisaniem scenariusza, podczas rokowa z szefami "Gazety" najpierw nie zgodzili si oni, by film przygotowaa "podejrzana" dla nich ekipa "Pulsu Dnia". Potem odrzucili wikszo kandydatur osb z prawej strony, ktre miay wypowiada si o "Gazecie", m.in. Ryszarda Legutki, Czesawa Bieleckiego i Tomasza Strzembosza. Nikt, kogo szefowie dziennika nie zaakceptowali, w dokumencie ostatecznie nie wystpi. "Gazeta" wymusia na telewizji pen kontrol nad kad sekund tego filmu. W tym roku telewizja publiczna planuje powici "Gazecie" trzy programy.

JAK TO ZROBIONO W styczniu 1998 do Agory Holding przystpio 75 udziaowcw stanowicych wysz kadr kierownicz gazety. Ze spki wystpi wwczas Adam Michnik, ktrego udziay umorzono. Kapita wasny podniesiono ze 150 z do 52,14 tys z. Po tej operacji inwestorzy posiadali udziay o wartoci od 5 z do 468,37 z. Nastpnie wniesiono je do spki Agora-Gazeta w zamian za jej

udziay. Za wkady wydano 38 1396 udziaw Agory-Gazety o wartoci nominalnej 19,2 mln z. Jednoczenie na Agor-Gazet przeniesiono udziay w Agorze-Poligrafii. Po zarejestrowaniu tych operacji zdecydowano o przeksztaceniu spki Agora -Gazeta w Agor i jej wejciu na gied. W ten sposb 98 udziaowcw w zamian za udziay w Agorze-Holding o wartoci 52,14 tys z uzyskao 19 069 800 akcji o wartoci emisyjnej 572 mln z. Dodatkowo po wzajemnym umorzeniu udziaw pomidzy Agor Gazet a Agor Holding wacicielami tej ostatniej stao si 5 osb, ktre kontroluj w ten sposb 19 235 350 mln akcji wartych po cenie emisyjnej 577 mln z.

Darmowy Hosting CBA.PL

Dziennik - 14 lutego 2009

Helena uczywo - legenda "Gazety Wyborczej"


To poegnanie, zanim nazwisko Heleny uczywo znikno ze stopki "Gazety Wyborczej", rozcignite byo nawet nie na miesice, a na lata. Miao by cicho i bez rozgosu. Pewnie dlatego, e nage odejcie jednej z zaoycielek Agorowego imperium w tym samym czasie co rzeczywiste wycofanie si Adama Michnika, mogo osabi pozycj firmy i wystraszy giedowych inwestorw.

Luiza Zalewska, Piotr Zaremba Pani na Agorze


Nawet z poegnaln imprez dwa lata temu nie byo atwo. uczywo nie znosi pompy. Trzeba byo sign po podstp. Koniec epoki W rol przynty wcieli si Bronisaw Geremek - umwili si na wsplny obiad na miecie. Eurodeputowany podjecha pod redakcj, uczywo wsiada, ruszaj, mijaj okoliczne uliczki, a profesor znienacka mwi: - O, przecie tu zaraz jest obek (pierwsza siedziba "Gazety Wyborczej", ktra rzeczywicie znajdowaa si w prawdziwym obku z toaletami poniej kolan). Wiele sentymentu wywouje we mnie to miejsce. Podjedmy tam na chwil. uczywo nie wietrzy podstpu, auto zajeda pod dawny obek, a tam... na schodach wielki transparent i tum przyjaci, ktry przygotowa w tajemnicy poegnaln imprez. uczywo pono najpierw wcieka przyjmuje bukiet kwiatw, ale ze zoci stuka obcasem w podog. Powoli zo j opuszcza. Na koniec wzrusza si i wpada w wir zabawy. Jest co witowa. To koniec epoki. Owszem, jeszcze teraz w chwilach szczeglnie istotnych, gdy wybucha po filmie w TVN 24 po raz drugi sprawa Lesawa Maleszki albo gdy modym dziennikarzom zarzuca si plagiat, uczywo, Michnik i Juliusz Rawicz spotykaj si w nadzwyczajnym trybie na tak zwane konsylia, jak to si artobliwie okrela w redakcji, ale rozstanie stao si faktem. W gabinecie wicenaczelnej ju dawno rozsiad si nastpca. To koniec legendy, ktra zanim staa si legend wsptwrczyni wanej gazety, bya przez lata legend wanej postaci antypeerelowskiej opozycji. Wanej, cho - tak jak i teraz - troch w cieniu. Wszyscy, ktrzy pamitaj j z lat 70. i 80., opisuj j tak samo. "Pracujca po 16 godzin

na dob, nieustraszona, uporzdkowana i na og sodkim, nieznoszcym sprzeciwu tonem narzucajca swoje zdanie" - tak charakteryzuje j Krzysztof Leski, jej wsppracownik z "Tygodnika Mazowsze", a potem z "Wyborczej". A Jan Lityski, jej kolega z podstawwki i liceum, jeden z filarw KOR, tak mwi o jej opozycyjnej dziaalnoci: "Gdyby nie byo Heleny, nie byoby wielu przedsiwzi, artykuw, wielu wydarze". Co ciekawsze, nie zawsze bya taka sama. Wspomina Ryszard Bugaj, jej kolega ze studiw ekonomicznych. "Helena z koca lat 60. to dziewczyna nieuporzdkowana, gubica papiery. Dlatego z zaskoczeniem suchaem pniej relacji o jej organizacyjnych sukcesach". Panna z czerwonego dworku Bya te osob, ktrej droga do opozycji jawi si jako nieprosta, jak wielu innych opozycjonistw, zwaszcza ze rodowisk skupionych wok KOR. Jej ojciec Ferdynand Chaber, przedwojenny komunista ydowskiego pochodzenia, peni przez 20 lat funkcj zastpcy kierownika wydziau propagandy Komitetu Centralnego PZPR. To oznaczao przynaleno do grupy, ktr zwykli Polacy nazywali "czerwon buruazj". Jeli wierzy pamitnikowi Viktorii Korb, przyjaciki uczywo z dziecistwa, pierwsze dwie dekady ycia naszej bohaterki upyny pod znakiem wielkich jak na tamte czasy luksusw mieszkaa w kamienicy na Litewskiej, gdzie osobne wejcie przeznaczone byy tylko dla suby i gdzie za gwne utrapienie uznawano surowe nakazy gosposi, ktra kazaa my zby i nosi ciepe skarpetki. Wakacje spdzaa w orodku rzdowym. Pierwsze przejawy obywatelskiej aktywnoci Heleny Chaber (rocznik 1946) byy mocno kontrowersyjne. W szkole podstawowej zaoyy z koleankami nielegaln organizacj, co zwaszcza w czasach stalinowskich grozio najsroszymi konsekwencjami. Rzecz w tym, e dziecice konspiratorki miay... tropi imperialistycznych szpiegw. Jednak ludowe pastwo nie potrzebowao takiej pomocy. Skoczyo si (po denuncjacji innej dziesiciolatki) na wezwaniu rodzicw do szkoy. Ze wspomnie przyjaci wynika, e dugo miaa nad kiem portrecik Lenina. Ale okoo roku 1968 Helena goci u siebie na spotkaniach grup przyjaci zbuntowanych przeciw systemowi. "To by dziwny dom, z jednej strony bywa tam syn generaa wierczewskiego i partyjni ssiedzi, z drugiej - my" - wspomina Bugaj. Pojawiaj si tam postaci z krgw komandosw, zwaszcza Jan Lityski. Zaangaowanie samej gospodyni w wydarzenia marcowe polega na przepisywaniu ulotek. Ukryte w bieliniarce, zostaj znalezione przez suc, co staje si przyczyn domowej awantury. Przypomina to historie panienek z dobrego domu, ktre staway si rewolucjonistkami. Ferdynand Chaber mawia koleankom crki, e gimnastykuje si codziennie, bo chce dugo poy peen ciekawoci, czy komunizm zwyciy na caym wiecie. Gdy razem z Helen poszed do sklepu po teniswki, przekonywa ekspedientki, e niemoliwe, by w socjalizmie nie byo butw o jej rozmiarze. Nawet w 1968 r., gdy przesunito go na rent, tumaczy, e to efekt wypacze. Ocena crki bya ju wtedy duo surowsza: "Musz ich zwalczy, eby si nie ba". Po rozwizaniu wydziau ekonomii Helena Chaber zostaje wyrzucona ze studiw. Potem broni jednak prac magistersk, pracuje w banku, studiuje drugi fakultet - anglistyk. Do opozycji ju na serio trafia w poowie lat 70., wraz z mem - inynierem Witoldem uczyw. Zaczyna od tego, e wietnie znajc angielski, pomaga Jackowi Kuroniowi w kontaktach z zagranicznymi dziennikarzami. Egzamin z rewolucji W 1977 roku midzy innymi z Lityskim i maestwem Wujcw zaczyna redagowa pismo

"Robotnik". Oznaczao to definitywny wybr stylu ycia - mieszkanie (ju wasne na Stegnach) zawsze pene ludzi, czste rewizje i zatrzymania. "Rnilimy si: ja mylaem ju wtedy kategoriami wielkiej polityki, ona traktowaa zaangaowanie w opozycji jako cik prac. Kiedy powstaway Wolne Zwizki Zawodowe na Wybrzeu, ja to popieraem. Ona przekonywaa, e to bd, bo zwikszy represje. Kto z nas wemie za te represje odpowiedzialno, pytaa" wspomina Lityski. Po roku 1980 angauje si pen par w "Solidarno" - gwnie jako dziennikarka. Organizuje Agencj Solidarno (AS), ktra w regionie Mazowsze staje si bastionem wpyww tak zwanej laickiej lewicy i budzi ywe emocje ludzi o bardziej prawicowych skonnociach. Na zjedzie "Solidarnoci" dziennikarze agencji kierowanej przez uczywo zawzicie rywalizuj z Biurem Informacji Prasowej "Solidarnoci" zorganizowanej przez ludzi Ruchu Modej Polski, takich jak obecny pose PO Arkadiusz Rybicki i Tomasz Woek, dzi publicysta midzy innymi "Wyborczej". Emocje, czasem wielkie, s te udziaem samej uczywo. Podczas zjazdu "Solidarnoci" ze wzburzeniem obserwuje scen, gdy dziaacz robotniczy z Mazowsza Pawe Niezgodzki wnioskuje, aby nie dzikowa specjaln uchwa KOR-owi, tylko caej opozycji. Niezgodzki by kojarzony z grup tak zwanych prawdziwych Polakw ostro atakujc solidarnociow lewic. Po jego brutalnym wystpieniu jeden z historycznych liderw KOR Jan Jzef Lipski zasab na sali. 35-letnia Helena uczywo podchodzi do Niezgodzkiego i pluje na niego. Po wprowadzeniu stanu wojennego uczywo unika aresztowania i tworzy swoje wielkie dzieo: "Tygodnik Mazowsze", niepozorne pisemko bdce organem podziemnych wadz zwizku. To gwnie beznamitny rejestr zdarze: informacje z terenu o oporze i represjach plus stanowisko ukrywajcych si liderw. Bdzie jednak "Tygodnik" przez siedem lat moe najwaniejszym punktem odniesienia dla czonkw nielegalnej "Solidarnoci", coraz potniejszym dziki zagranicznej pomocy (redakcja ma pod koniec lat 80. prymitywne laptopy). Trzonem zespou s kobiety: poza uczywo midzy innymi jej pniejsze koleanki z "Wyborczej" Joanna Szczsna i Anna Bikont. "Tak miao by bezpieczniej, i rzeczywicie z moich konspiracyjnych dowiadcze wynika, e panie lepiej si sprawdzay jako rewolucjonistki, konkretne i ostrone" - opowiada Lityski, ktry za namow uczywo nie wrci po wyjciu na przepustk do wizienia i przez par lat si ukrywa. "Helena dawaa z siebie wszystko, ale te wymagaa. Jestem u niej w mieszkaniu, mam napisa jaki tekst. Kae mi siedzie do pnej nocy. A sama kadzie si spa... na godzin, bo potem czeka j redagowanie" - opowiada Joanna Kluzik-Rostkowska, wsppracownica "Mazowsza", dzi posanka PiS. uczywo, niekwestionowana liderka tego przedsiwzicia, przywizuje ogromn wag do jzyka pisma. Ma by najprostszy, wrcz suchy. "Umiaa znakomicie redagowa, pod jej rk nawet teksty Jadwigi Staniszkis staway si zrozumiae" - opowiada Lityski. Ale dodaje, e miao to swoj cen. "Mwilimy: co to jest sup? To drzewo zredagowane przez zesp Tygodnika Mazowsze. Inne pisma podziemne po prostu drukoway publicystyk. Z Helen trzeba si byo wykca o kade sowo". Z jednej strony posiada umiejtno, ktr wykorzysta potem w prawdziwej komercyjnej gazecie. Z drugiej - coraz mocniej utwierdzaa si w przekonaniu, e redagowanie jest uyteczne w walce o jedynie suszn prawd. Powica konspiracji kad chwil, zwaszcza po rozwodzie z mem. No moe prawie kad. Krzysztof Leski wspomina, jak podczas narady nad jednym z numerw w mieszkaniu uczywo, gospodyni co chwila odrywaa si od pracy. Powd by prosty: jej pitnastoletnia crka ucja posza na imprez do ssiada z gry Maksa Cegielskiego (dzi znanego dziennikarza). "Co tam tak cicho, pjd tam" - denerwowaa si, nasuchujc. Ale numer powsta. Jak zwykle.

Technokratka w trampkach Wiosn 1989 roku Adam Michnik dosta "Gazet Wyborcz" od Lecha Wasy i zdecydowa, e nie zrobi jej bez Heleny uczywo. Z jednej strony byo to naturalne. czyo ich wszystko: identyczny wiek, uzalenienie od tytoniu, ostry, czsto wulgarny jzyk (u uczywo rzadszy ale tym straszniejszy), to samo rodowisko, zblione pogldy. Oboje wywodzili si z komunistycznych rodzin, oboje w latach 80. stawiali na "Solidarno", oboje byli liberalnymi lewicowcami. Oboje wystpi pniej przeciw rozliczaniu komunizmu. Wrd nielicznych komentarzy Heleny uczywo w "Wyborczej" poowa zawieraa gorce sprzeciwy wobec lustracji. A jednak ich drogi rzadko si do tej pory przecinay, podobno w latach 70. nawet niezbyt si lubili. Jeli tak, Michnik wykaza si wyjtkow intuicj. Dobra sobie osob, ktra idealnie go uzupeniaa. "On by od byszczenia, ideologii, reprezentacji, ona, unikajca pisania i innych mediw - od cikiej pracy" - relacjonuje byy dziennikarz "Wyborczej". Cho uczywo wahaa si przez moment, czy funkcj przyj (nie chciaa porzuca ukochanego "Tygodnika Mazowsze"), gdy ju si zaangaowaa, to na caego. Potrafia podczas tworzenia gazety nocowa w obku na Iwickiej. Pocztkowo jak w czasach opozycyjnych w trampkach, potem ju na obcasach, staa si uosobieniem nowej instytucji. "Rzadko mwia o pogldach, jawia si jako technokratka" - wspomina ten sam byy dziennikarz. A jednak miaa czas i na pilnowanie przecinkw, i dogldanie linii. Gdy w roku 1990 Krzysztof Leski porni si ze swoj redakcj na temat tego, jak relacjonowa kampani prezydenck: bardziej z dystansu (jak chcia on), czy z mocnym atakiem na Was (jak chciao kierownictwo), wytyczne przekazywaa mu uczywo. "Tu ju nie byo dyskusji, ma by tak i tak" wspomina. Co ty, kretynie, narobi? Gdy przed dziesiciu laty Agora wchodzia na gied, prospekt emisyjny mwi jasno - to spka oparta na czterech postaciach: Michniku, uczywo, prezes Agory Wandzie Rapaczyskiej i wiceprezesie Piotrze Niemczyckim. To ich odejcie miao niekorzystnie wpyn na dziaalno firmy. Mino kolejne dziesi lat, z caej czwrki ocala Niemczycki i czciowo Michnik, a opinia giedowych analitykw okazaa si niezbyt celna. Mona raczej postawi tez, e to przez t trjk wielkie "gazetowe" imperium zaczo si kruszy. Zwaszcza po roku 2003, gdy wybucha afera Rywina. Nawet jeeli prawdziwe s pogoski, e korupcyjna oferta producenta filmowego, czy raczej to, jak j postanowiono rozegra, wprowadzia wielki rozdwik midzy Michnikiem a uczywo, faktem jest, e caa trjka tamtego lata w sposb niestandardowy pertraktowaa z Leszkiem Millerem i jego ministrami zapisy nowej ustawy medialnej. To uczywo jechaa wieczorem 22 lipca do kancelarii premiera i to j Miller (wiedzc ju o nagraniu Rywina) pyta, pokazujc ostateczny projekt: "Czy to was zadowala?". Moe uczywo nie miaa wyjcia i musiaa uczestniczy w tej historii? Zapewne jak caa redakcja staa na stanowisku, e skoro postkomunici specjalnie przygotowuj prawo, ktre ma uderzy w Agor, to wszelkie formy przeciwdziaania s dopuszczalne. Ale zapewne te nie zachwycaa jej arogancja Michnika, ktry beszta i posw, i dziennikarzy innych mediw, gdy prbowali rozwika t afer. Do dzi w pamici reporterw "Wyborczej" utrwalia si scena, kiedy Michnik po swych pierwszych, ostrych komentarzach wchodzi do redakcji, a uczywo wcieka, nie baczc na osoby towarzyszce, wita go sowami: "Co ty, kretynie, narobi?". T rnic byo wida take w wyjanieniach przed komisj ledcz. Michnik przyszed przed ni w intencji zdominowania posw, a sam spraw przedstawia bardzo wybirczo. uczywo -

uprzejma, spokojna, jak mao kto przyczynia si do wywietlenia prawdy - take tej niekorzystnej dla Agory - przekazujc posowi Zbigniewowi Ziobrze wydruki e-maili, jakie kryy midzy kierownictwem Agory i minister Aleksandr Jakubowsk. E-maile demaskoway gr Jakubowskiej, ale take ujawniay co, co Jan Rokita nazywa "korupcyjnym targiem". Targiem, w ktrym firma Michnika i uczywo uczestniczya do pewnego momentu jako strona. To nie by wyjtek - stosunki midzy dwjk liderw "Wyborczej" bardzo czsto byy napite. Mimo wsplnoty pogldw kolegia w pierwszych latach przypominay czasem spektakle teatralne: Michnik co proponuje, uczywo natychmiast to zbija, atakuje i odwrotnie. Gdy uczywo bya i wicenaczeln, i prezesem firmy, a Michnik w ferworze awantury wykrzycza: "Zwalniam ci!", uczywo miaa mu odrzec: "Nie, to ja ci zwalniam!". W efekcie ciko si obraali, by zaraz si pogodzi, a nawet pojecha na wsplne wakacje. Spory byy wpisane w ten ukad dwch silnych charakterw. "Michnik jest jak w, ktry godzinami si wije i peza, ona - jak Godzilla, ktra potrafi uderzy w twarz i za chwil za to przeprosi. Osobowo silna jak Jzef Stalin z okresu demokracji: elazna wola i konsekwencja" - charakteryzuje byy szef dziau kultury Micha Cichy. Szepty i krzyki Ekstrawertyczno Michnika, jego pewno siebie trcca o arogancj odbijaa si o odmienne usposobienie jego zastpczyni, zawsze raczej zamknitej w sobie, bardzo zasadniczej (kiedy jej jedyna crka zastanawiaa si nad prac w Agorze, uczywo uznaa, e to wykluczone), cho nie zawsze cichej i spokojnej. Owa gwatowno i emocjonalno, dla niektrych z uczywo cakowicie nierozdzielna, innym, modszym dziennikarzom jest ju nieznana. Jeden z tych ostatnich wspomina: "Siedzimy na kolegium, artujemy, a Helena zupenie wyczona czyta Gazet. I nagle szeptem pyta: Jak kto mg tak bzdur napisa? Kto to puci?. Zapada cisza, wszyscy sparaliowani". Czytaa wszystko: od polityki do sportu, listy czytelnikw, reportae, wykresy giedowe. Od 9 rano do pnych godzin nocnych, sze dni w tygodniu. Miao to swoj cen - ycie w redakcji przysaniao jej wszystko, co dziao si poza ni. I to na kadym poziomie, nawet najbardziej przyziemnym. Redagujc przepisy kulinarne jednego z modnych kucharzy, zacza si apa za gow. "Oliwki!? Kapary!? Ile to kosztuje? Skd ludzie maj to wzi?" - pytaa zagniewana, cho to ju dawno nie byy rarytasy z peweksu. Wszystko opierao si na niej, jako doskonay redaktor potrafia wyapa gupstwa, bdy, niecisoci. A wtedy dzwonia do autora i cichym gosikiem zapraszaa: "Wpadnij, kochany, do mnie na chwileczk". "Ze strachu dostawalimy palpitacji" - wspomina jeden z naszych rozmwcw. Ale za dawnych lat nie tylko szeptaa. Potrafia przebiec przez korytarz "Gazety", walc pici w cian i krzyczc: "Co wy mylicie, e ja jak k.... jestem?". Tylko dlatego, e poproszono j w dziale zagranicznym, by pokazaa si na raucie w niezbyt wanej ambasadzie. Budzia postrach nie tylko wrd modziakw, ale nawet starszych kolegw. Pewnego dnia jeszcze w starym obku dziennikarze zobaczyli Ernesta Skalskiego, ktry pdzi przez amfilad z plikiem kartek w doni, ktre wypaday mu po drodze. To niecodzienny widok, Skalski zwykle porusza si statecznym krokiem. A po chwili z pokoju, z ktrego wybieg, wychyla si gowa drobnej uczywo, ktra krzyczy na cay gos: "Ernest, Ernest, ty, ch...!". Wikszo jej dawnych podwadnych zapewnia, e za sw wybuchowo po chwili

przepraszaa, e nie wynosia si ponad innych, tak naprawd szanowaa ludzi. W dziejach "Gazety Wyborczej" mona jednak znale historie, ktre pokazuj j jako menedera nie tylko twardego, ale cokolwiek bezdusznego. Co prawda dotycz one kadego szefa, ktry tak jak uczywo bierze na siebie ciar zaatwiania spraw kadrowych, a jednak. Ostatnio o jednej przypomniaa wdowa po korespondencie gazety w USA Jacku Kalabiskim. Helena uczywo zadzwonia do niego, gdy dopiero co wyszed ze szpitala chory na raka w marcu 1997. Chwalia siebie i kolegw, e jako "humanitarni demokraci" czekali z wypowiedzeniem, a poczuje si nieco lepiej. Domagaa si, aby wrci jak najszybciej do Polski, ale nie przedstawia mu adnych propozycji. "Powiedziaa: Jak przyjedziesz, to pogadamy. Bya gucha na argumenty kontynuowania leczenia na miejscu, w Stanach. Ani na to, e rok szkolny naszej 13-letniej crki koczy si w czerwcu, e zlikwidowanie domu i przeprowadzka wymagaj czasu i si" - opisaa ona Kalabiskiego. Jeden z wicenaczelnych "Wyborczej" zaprzeczy takiej treci tej rozmowy. Wraenie pozostao. Na kopoty - praca! Czy zrwnowa je inne opowieci? Choby o legendarnej i cichej dobroczynnoci, take finansowej Heleny uczywo? Z pewnoci respekt u pracownikw zawdzicza temu, e bya zawsze profesjonalistk. "To ona nauczya nas, e pisanie o polityce nie polega na obsugiwaniu konferencji, e wane s tematy spoeczne, ekonomiczne. No i e tekst nie moe by przegadany. My czsto bylimy zachwyceni naszymi dokonaniami, a to dopiero ona wyciskaa z nich sedno" - opowiada Dominika Wielowieyska (w "Wyborczej" od 1991 roku). Dlaczego z biegiem czasu przycicha? Moe to kwestia wieku, a moe skutek wasnej pierwszej dotkliwej poraki? "Wyborcza" ma ju za sob pierwsz dekad na rynku: jedno wielkie pasmo sukcesw i pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach: czytelnictwo, sprzeda, rynek ogosze. Teraz czas na internet. Synca z elaznej konsekwencji i twardej rki wicenaczelna sie zna raczej powierzchownie. Umie sa e-maile, ale na pocztku nie potrafi jeszcze opatrywa ich zacznikami. Cho jest po pidziesitce, uczy si wszystkiego od podstaw i na dobry rok znika z newsroomu. Wszyscy s pewni zwycistwa, zgodnie z przewiadczeniem: jestemy wielcy i sami moemy wszystko. Tymczasem portal "Wyborczej" zajmuje wysokie lokaty, ale nie o to chodzio, mia by pierwszy. Dla firmy wynik jest jednoznaczny - to poraka. To niewtpliwie obciyo konto uczywo. Od tej pory nie jest ju postrzegana jako Midas, ktry wszystko zamienia w zoto. Projekt trzeba byo odda w rce ludzi, dla ktrych sie to cae ycie. uczywo wraca do newsroomu, "Gazeta" znowu spoczywa na jej barkach, nadal szeptem potrafi zmrozi dziennikarza za zbyt saby tekst, ale to ju nie to samo. Wybucha afera Rywina, komisja ledcza wzywa na przesuchania, ktre s powodem wielkiego stresu (w redakcji organizowane s nawet symulacje sejmowych przesucha - dziennikarze wcielaj si w rol ledczych, przygotowujc do ostrych pyta). Panuje przekonanie, e kompromitacja odbije si na sprzeday. "Zareagowaa najprociej: jeszcze wicej pracy. Kiedy do niej poszedem, zobaczyem, e nadal osobicie wyrcza korekt. To bya jej recepta na kopoty" - wspomina tamte czasy dziennikarz "Wyborczej". Obcy nieprzyjazny wiat Na dokadk wybory 2005 nios zaskakujce wyniki - wygrywa prawica, ktrej widmo przysaniao zawsze wszelkie inne niebezpieczestwa. W "Wyborczej" s w szoku, naprawd koczy si jaka epoka. Nie ma ju obozu III RP, ktry to rodowisko nie tylko wietnie znao, ale samo wykreowao. Postkomunici, od ktrych Michnik przynosi najwiesze newsy, zaszyli

si na Rozbrat, politycy z Unii Demokratycznej - przepadli albo odjechali do Brukseli. Moe jeszcze najmniej bulwersujca wydaje si dla ludzi "Wyborczej" prezydentura Lecha Kaczyskiego, znajomego z czasw opozycji, co dla samej uczywo jest podobno pocztkowo waniejsze ni jego pniejsze wybory. Gdy redakcja organizuje debat Kaczyski - Tusk, uczywo serdecznie wita si "z Leszkiem". Tusk jest kim z innego wiata, nieznanym, poza tym zniszczy Uni Wolnoci, a takich rzeczy sie nie wybacza. Ale i w tym przypadku koczy si szybkim i penym, wzajemnym rozczarowaniem. Jarosaw Kaczyski, z ktrym uczywo nosia kiedy pod koniec lat 70. torb z egzemplarzami "Robotnika", a eby zmyli milicj udawaa jego dziewczyn, mwi o ludziach "Wyborczej" per "rodowisko KPP". Dla niej to atak na jej biografi, jest rozalona. Ale nie udmy si, o porozumieniu, w ogniu wojen o lustracj, take dziennikarzy, sporw ideologicznych, tak czy inaczej nie mogo by mowy. Nawet jeli "Wyborcza" zapraszaa na poficjalne spotkanie Kazimierza Marcinkiewicza, a uczywo wrcia rozpromieniona z jednego z publicznych spotka z opowieci, jak to poznaa modego PiS-owca Pawa Kowala i jak jest zaskoczona, e na prawicy poza Leszkiem (Kaczyskim) i Ludwikiem (Dornem) s inni ludzie, z ktrymi mona porozmawia. A wic to ju inny wiat, po czci z powodu zmian politycznych, po czci presji komercji. Ludzie czciej kupuj popularn gazet "Fakt" ni wypieszczone dziecko Agory. "Wyborcza" przestaje wyznacza trendy, nawet gdy do wadzy po PiS przychodzi bardziej strawna Platforma. uczywo, mwi dziennikarze, sprawia wraenie coraz bardziej zagubionej, coraz czciej zawodzi j legendarna intuicja. W kocu odchodzi, ale poza najnowsz siedzib gazety, ktr osobicie planowaa i urzdzaa, y ciko. "Wyborcza" jest dla niej czym wicej ni miejscem pracy - jest ideow wsplnot i rodzin. Jej kontakty poza gmachem na Czerskiej, cho rozlege, mocno si rozluniy. yczliwy jej Jan Lityski przyznaje: - Spotykamy si rzadko. Widziaem rne kwestie, na przykad lustracji, inaczej ni "Wyborcza". To zbudowao midzy nami dystans. Jest zapewne jedn z najbogatszych kobiet w Polsce. Posiadane przez ni akcje Agory warte s kilkadziesit milionw zotych. Jej dawny kolega Ryszard Bugaj uwaa to za przykad uwaszczenia si, zwaszcza e - jak przypomina - pozycj na rynku "Wyborcza" zawdzicza u swoich pocztkw temu, e reprezentowaa ca antykomunistyczn opozycj. Ale Helena uczywo nie poszukuje tak naprawd pienidzy, wygd, rozrywek. Redakcyjni koledzy opowiadaj histori z zamierzchych czasw, jak to z Adamem Wajrakiem i grup przyjaci wybraa si do Puszczy Biaowieskiej. Zamiast szuka ubrw, zostaa przy samochodzie pogrona w lekturze "Wyborczej". Nagle od stada odczyo si kilka gronych samcw. Koledzy pobiegli ratowa szefow. Ale ona nawet nie zauwaya zbliajcych si zwierzt. "Gazeta witeczna jest wietna, po byku" - rzucia na widok znajomych twarzy nieco zapomnian slangow pochwa. Teraz bawi za granic, a jej znajomi zastanawiaj si, jak jej si podoba ycie emerytki. Chyba nie bardzo.

Darmowy Hosting CBA.PL

Gazeta Wyborcza - 26-12-2002

Ustawa za apwk czyli przychodzi Rywin do Michnika Pawe Smoleski


Pisalimy ten tekst od pocztku sierpnia. Prbowalimy dziennikarskiego ledztwa, chcielimy si czego dowiedzie, zrozumie. Drukujemy wszystko, co udao si ustali. - Michnik oszala ze szcztem - pomylaem, gdy powiedzia mi: "Musz nagra jednego faceta. Kup najlepszy magnetofon, jaki znajdziesz. Cena nie gra roli". W tym, e oszala, utwierdzia mnie jego asystentka. - Po co nowy magnetofon - urgaa. - Jak to: "Cena nie gra roli!". To on nie wie, e musimy ci koszty! Ale magnetofon kupiem. - Naucz mnie, co z tym robi - poprosi Adam, ktremu atwiej poj rnic midzy ONR Falanga i ONR ABC ni dziaanie magnetofonu. Szczliwie cyfrowy sony ma jeden przycisk wystarczy dotkn, by zacz dziaa. Kiedy rozgrylimy zasady funkcjonowania japoskiego cacka, Adam wyj z portfela zoon wiartk papieru. - Czytaj - powiedzia. Notatk napisaa Wanda Rapaczyska, prezes Agory SA, wydawcy "Gazety". Czytaem moe ze dwie minuty, przelatujc po kilkanacie razy kade zdanie. Poczuem si, jakbym podrowa po innym wiecie.

Stycze 2002 Pierwsze harce prezesa

Jeszcze rok temu nic nie zapowiadao takiej wojny. Eksperci Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dopiero przymierzaj si do zapisw nowelizujcych ustaw o mediach elektronicznych, konsultuj w zaciszu gabinetw. I tylko prezes TVP Robert Kwiatkowski mwi dziennikarzowi "Gazety", Vadimowi Makarenko, podczas poficjalnej rozmowy, e gdyby Agora SA kupia telewizj Polsat, nastpiaby "znaczca

dekompozycja rynku medialnego". Nic wicej. Vadim ani si domyla, e rozmawia o sprawie, ktra ju niebawem trafi na czowki mediw. 15 stycznia projekt nowej ustawy o radiofonii i telewizji trafia z Krajowej Rady do rzdu. Zakada rozszerzenie kompetencji KRRiTV i wzmocnienie publicznej TV. Wprowadza ograniczenie dla nadawcw radiowych - w jednym miecie ten sam waciciel nie moe mie wicej ni jednej lub dwch (w zalenoci od wielkoci miasta) rozgoni radiowych. Do tego rzd dopisuje paragraf zakazujcy gazecie oglnopolskiej kupna telewizji. Zakaz koncentracji bije w prywatnych nadawcw i wydawcw. Oznacza, e Agora SA nie bdzie moga kupi Polsatu. Oraz e ma zamknit drog do rozwijania biznesu radiowego, co wicej, straci cz posiadanych ju stacji radiowych.

Kwiecie 2002 Wybuch wojny

Na pocztku kwietnia nowela trafia do Sejmu. Wybucha wojna na linii media prywatne - rzd. Nowelizacji broni wiceminister kultury Aleksandra Jakubowska, ale mwi o niej i premier Leszek Miller, i wczesny minister kultury Andrzej Celiski, i wicepremier Marek Pol, i szef MSWiA Krzysztof Janik. W sukurs rzdowi idzie nawet... Andrzej Lepper, cho podwczas w konflikcie z SLD i z PSL. Na konsultacje z ekspertami Ministerstwa Kultury chadza, pono w imieniu KRRiTV, sekretarz Rady Wodzimierz Czarzasty z SLD, powszechnie postrzegany jako pomysodawca i pilot nowelizacji. Nowelizacja prawa radiowo-telewizyjnego staje si tematem numer jeden prywatnych mediw, od tygodnikw "Wprost" i "Polityka" po Radio Zet i RMF FM oraz telewizje Polsat i TVN. Media mwi jednym gosem: nowelizacja jest szkodliwa. Coraz czciej pojawia si rwnie wtek, e to przepisy rozmylnie skrojono tak, by skarci "Gazet Wyborcz" i Agor. Pojawia si termin Agora Lex. Kilku czonkw Krajowej Rady, m.in. przewodniczcy Juliusz Braun i desygnowany przez prezydenta Waldemar Dubaniewski, odcinaj si od zaostrzonej wersji przepisw (Braun: "Rzd zmieni sens naszego projektu"). Przeciw nowelizacji s posowie opozycji, od Marka Jurka z PiS po Iwon ledzisk-Katarasisk z PO. Nowelizacja nie podoba si te prezydentowi. - Propozycja rzdu oznacza - mwi Aleksander Kwaniewski w radiowych "Sygnaach dnia" - e ju waciwie proponujemy wykupienie tych mediw przez partnerw zagranicznych. Bo jeeli ci, ktrzy maj pienidze w Polsce, zgodnie z t ustaw nie bd mogli kupi, to kto jest w stanie kupi tak telewizj jak Polsat? "Rzd - pisze w "Gazecie" Grzegorz Piechota - chce tak zmieni ustaw, by np. spka Agora nie moga mie telewizji, Polsat nie mg stara si o drug koncesj oglnopolsk, a Radio Zet i RMF FM nie mogy inwestowa w kolejne rozgonie... Nie boj si pisa o zamachu pastwa na wolne media...".

Te gosy mediw nie spotykaj si ze zrozumieniem rzdu. - To protest paru podmiotw gospodarczych, ktre widz swj interes w tym, eby zmonopolizowa rynek - twierdzi Jakubowska. Tymczasem - replikuj prywatni nadawcy - jeli ktokolwiek ma w Polsce zadatki na monopolist, to nie media prywatne, lecz pastwo. Najwikszym multimedialnym koncernem w Polsce nie jest wydawca "Wyborczej", "Super Expressu" czy waciciel TVN, lecz skarb pastwa, ktry kontroluje producentw informacji - Polsk Agencj Prasow i Polsk Agencj Informacyjn - i najwiksze media - Telewizj Polsk i Polskie Radio... Na obsad stanowisk w pastwowych firmach ma wpyw rzd SLD-PSL. Rwnie dobrze wic moemy mwi o interesie tych partii, by utrzyma podlegy sobie monopol na rynku medialnym.

Lato 2002 Rzd szuka kompromisu?

Rzd ani myli zmieni front. W odwodzie ma publiczne radio i telewizj oraz proeseldowsk "Trybun" zgodnie chwalce nowelizacj. Gdy mwienie o monopolu mediw prywatnych okazuje si nieskuteczne, rzd odwouje si do "wymogw prawa europejskiego". Gdy wychodzi na jaw, e Unia Europejska nie wymaga zakazu koncentracji kapitau, wskazuje na poszczeglne kraje Zachodu. Gdy "Gazeta" przypomina, e mimo restrykcyjnego prawa Berlusconi i tak opanowa wosk telewizj, prawdopodobnie posugujc si setkami kopert wypchanych grubsz gotwk, za w Wielkiej Brytanii wanie toczy si debata, jak zliberalizowa prawo rzdzce eterem, rzd wraca do tezy, e broni kraju przed informacyjnym monopolem. Wedug Wandy Rapaczyskiej, prezes Agory SA, nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji jest dla rzdu, jak powiada si w Ameryce, "PR disaster", czyli katastrof w ksztatowaniu publicznego wizerunku. Jakubowskiej nie udao si przekona opinii publicznej, e rzd broni demokracji i wolnej konkurencji, za prywatnym mediom idzie tylko o szmal i wadz nad duszami. Na tapecie jest rwnie inny PR disaster - wojna z NBP oraz jego prezesem Leszkiem Balcerowiczem. Spadaj notowania gabinetu Millera. W tej sytuacji rzd, jak si wydaje, postanawia wygasi konflikt z mediami. Publiczne radio i telewizja nabieraj wody w usta. Na lipcowym spotkaniu z prywatnymi nadawcami i wydawcami z inicjatywy premiera Millera wiceminister Jakubowska oznajmia, e rzd przygotowuje wanie autopoprawk do ustawy dotyczc tzw. zapisw koncentracyjnych. Wanda Rapaczyska: - Rozmawiaam z wiceminister Jakubowsk. Powiedziaa, e nie jest osobistym wrogiem Agory, e reprezentowaa stanowisko rzdu, ale zlecenie si skoczyo, nadszed czas na porozumienie.

11 i 15 lipca 2002 Rywin proponuje

Rywin proponuje
Rapaczyska: - Ministrem kultury by ju Waldemar Dbrowski. Na czwartek, 11 lipca, zaprosi do siebie przedstawicieli prywatnych mediw, by podyskutowa o rzdowej autopoprawce. Tu przed spotkaniem zadzwoni do mnie Lew Rywin. Powiedzia, e chce pomc przy zawarciu kompromisu, a z prob o mediacje z Agor zwrcia si do niego "druga strona". Lew Rywin - prezes rady nadzorczej Canal+, waciciel firmy producenckiej Heritage Films, od lat jedna z najwaniejszych postaci na rynku mediw elektronicznych, m.in. producent "Listy Schindlera" i "Pianisty". Rapaczyska zna go z czasw, gdy Agora SA bya wspudziaowcem cyfrowej telewizji Canal+. Rapaczyska: - 11 lipca przy kawie Rywin poprosi mnie o notatk okrelajc "warunki brzegowe", jakie zdaniem Agory powinna spenia nowelizacja. Napisaam to, co przekazywalimy ju Krajowej Radzie i Ministerstwu Kultury, to samo, co postuloway inne media prywatne. Rywin powiedzia, e do jego domu na Mazurach przyjeda na ryby premier Miller. I e na tych rybach przekae mu nasze uwagi. Potem poszlimy razem do ministra Dbrowskiego. Cay czas mylaam, co takiego stao si Rywinowi, e chce pomaga. W poniedziaek, 15 lipca, Rywin dzwoni do Rapaczyskiej, nalega na spotkanie. Rapaczyska: - Rozmawialimy moe dziesi minut. Rywin przedstawi propozycj, ktr zapewnia - usysza wanie na rybach. Jakbym dostaa pak po gowie. Na korytarzu Rywin spotyka Piotra Niemczyckiego, wiceprezesa Agory. Rywin streszcza "propozycj z ryb". Niemczycki: - Najpierw byem przekonany, e czego nie dosyszaem. Potem pomylaem, e albo ja zwariowaem, albo zwariowa Rywin.

16 lipca Rapaczyska do Michnika

Rapaczyska: - Trzso mn z obrzydzenia. Przecie Rywin musi wiedzie, e taka propozycja jest dla mnie i dla Agory po prostu uwaczajca. Jak kto odway si przyj do nas z czym tak odraajcym! Mylaam: jeli tak ma wyglda wiat polskiego biznesu, jeli z propozycj apwki mona przyj do firmy, ktra zawsze bya poza podejrzeniem, jeli w korupcj angauj si ludzie na takich stanowiskach, to finis Poloniae. We wtorek, 16 lipca, Rapaczyska pisze notatk dla Michnika. Informuje, e Rywin, powoujc si na premiera, sygnalizuje ustpstwa rzdu w sprawie przepisw antykoncentracyjnych w nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji w zamian za przekazanie 5 proc. od 350 mln dolarw na konto jego firmy Heritage Films, czyli ok. 17,5 mln dolarw (30 proc. z tej ostatniej sumy ma by zapacone zaraz po wejciu ustawy w ycie, a 70 proc. - po kupnie Polsatu). Jednoczenie Rywin sugeruje, e pienidze bd spoytkowane przez Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Pozostae warunki: "Gazeta" ma zaprzesta krytykowania premiera, za po przejciu Polsatu zatrudni tam Rywina, ktry przypilnuje w Polsacie interesw lewicy. Rywin powiedzia, e oczekuje odpowiedzi na pimie zawierajcej konkretne zobowizania Agory. Odpowied nie musi by natychmiastowa, lecz jeli Agora nie zobowie si do realizacji zgoszonych oczekiwa, nie ma szans na ustaw w formie akceptowanej przez spk. Rapaczyska wysuchaa Rywina bez komentarzy i poinformowaa go, e przekazuje spraw Michnikowi. Adam Michnik: - Jakby strzeli we mnie piorun. Pierwszy raz w yciu zaproponowano mi co takiego. Nie rozumiaem, e mona zoy tak ofert, e robi to Rywin, ktrego przelotnie znaem i wiedziaem, e jest czowiekiem, by tak rzec, z towarzystwa, e powouje si na nazwisko Millera. Sowem - nie rozumiaem nic.

17 lipca Agora na tarasach

Rapaczyska i Michnik obraduj wycznie na tarasach budynku Agory. Nastrj pody, nawet histeryczny. Jak postpi, jak si zachowa? Dzwoni do Heleny uczywo, wiceprezes Agory i zastpcy redaktora naczelnego "Gazety". Unikaj komrek i redakcyjnych telefonw. Skoro pada taka propozycja, skoro mowa o takich pienidzach i tak wanych ludziach, podsuch telefonw i gabinetw te wydaje si moliwy. uczywo: - Natychmiast wrciam z urlopu do Warszawy osobicie poniona i dotknita. W kocu w Agorze pracuj ludzie z biografiami, w kocu dostalimy wiele midzynarodowych nagrd za czytelno i czysto prowadzonych przez nas interesw. Nie miecio mi si w gowie, e mona do nas wystpi z czym takim. Michnik: - Rywin ustawi si w trzech rolach. By jednoczenie zaatwiaczem, beneficjentem (w zamian za zaatwienie ustawy mia zosta szefem Polsatu), a jego firma miaa transferowa pienidze z apwki. Trzy w jednym, troch za duo. Rapaczyska: - Gdy ochonam, zaczam analizowa. Co tu nie grao. Wszyscy wiemy, e w Polsce jest korupcja polityczna i e siga gboko. Ale takich spraw nie zaatwiaj ludzie ze wiecznika. Rywin zbyt otwarcie szermowa nazwiskiem Millera. To by pierwszy sygna ostrzegawczy. Drugi: Rywin zada odpowiedzi Agory na pimie. Nic tak nie brudzi jak atrament. Wasnorczne dokumentowanie wasnej korupcji to samobjstwo dla politykw, ale te dla firm, ktrych pozycja jest cile zwizana z przejrzystoci i rzetelnoci interesw. Moe kto chce mie haka na Agor? Trzeci: Przez 12 lat istnienia Agory nikt nie omieli si zoy nam korupcyjnej propozycji. W trzynastym roku oferta Rywina bya trzeci z kolei. Dwie poprzednie zakamuflowano, chodzio w nich o mniejsze pienidze, nie dotyczyy bezporednio tak wanych ludzi. Ale byy... Rapaczyska: - Pomylaam, e trzeba spraw zaatwi po amerykasku: nagra Rywina i wszystko przekaza FBI. Ale nie miaam miaoci, by poprosi o to Adama. Nie pasowao mi to do jego stylu.

Ale Michnik wpad na taki sam pomys: - Ty, Wandziu, jeste dobra w rozmowach z amerykaskimi bankierami. Na tutejszy grunt ja jestem lepszy. Powiedz Rywinowi, eby do mnie wpad. Nagram go. Rapaczyska: - Chciaam Adama wycaowa z radoci. Michnik: - Zdecydowaem si nagranie, cho byem pewien, e Rywin nie powtrzy propozycji. Nie wierzyem, e si omieli. Tymczasem Rywin nalega na spotkanie z Michnikiem. Wydzwania do Rapaczyskiej: "Premier wie, e jedziesz niedugo na urlop. Spraw warto zaatwi przed wyjazdem". Michnik: - Wanda pytaa mnie, czy - na mojego nosa - to moliwe, by za ofert Rywina sta premier. Odpowiedziaem, e raczej nie. Millera oskarano o wszystko, ale nie o to, e jest skorumpowany, oraz e jest gupi. A przecie wikanie si w tak afer to gupota, to samobjstwo.

18 lipca Michnik mwi Millerowi

Posiedzenie Rady Integracji Europejskiej; jej czonkiem jest Michnik. Michnik: - Zadzwoniem do premiera z prob o rozmow w cztery oczy przed posiedzeniem. Powiedziaem ogldnie, cho byem zdenerwowany jak cholera, e przyszed do nas jego penomocnik z pewn propozycj personaln i biznesow... Premier zrobi wielkie oczy. Leszek Miller: - Michnik zapyta, czy wysyaem do Agory emisariusza. Gdy zaprzeczyem, pokaza mi notatk Wandy Rapaczyskiej. Wpadem w osupienie. Michnik: - Premier zapyta mnie: "Ale przecie ty w to nie wierzysz?". - Wierz, nie wierz mwi. - Bye z Rywinem na jakich rybach. Miller: - Nigdy nie byem z Rywinem na adnych rybach. Nigdy nie owiem z nim adnych ryb ani duych, ani maych. Widziaem go ostatni raz na pokazie "Pianisty" w poowie czerwca. Doszedem do wniosku, e musimy zrobi konfrontacj: Michnik, Rywin i ja. Michnik: - Midzy spotkaniem z Millerem a rozmow z Rywinem miny cztery dni. Moim zdaniem to dowd na to, e premier nic nie wiedzia o ofercie. Bo gdyby wiedzia, ostrzegby Rywina, by mi jej nie zgasza, a przynajmniej bez powoania si na jego nazwisko.

22 lipca, godz. 11 Michnik nagrywa Rywina

22 lipca, o godz. 11 Rywin przychodzi do gabinetu Michnika. Rozmawiaj mniej wicej p

22 lipca, o godz. 11 Rywin przychodzi do gabinetu Michnika. Rozmawiaj mniej wicej p godziny. Magnetofon stoi za ksikami. Jako nagrania jest dobra. Spisuj bez skrtw:

Rywin : - Zrobi ci wstp, co ja mog ci powiedzie. Jest grupa, ktra powiedziaa mnie: "Suchaj, chodz po miecie takie te, e ty im si przygldasz, e ty chciaby ewentualnie z Adamem porozmawia, jak on chce ten Polsat kupi". Ja: "Czy to s arty, czy nie, ale jeli chodzi o mnie, nie ma adnego problemu". Oni: "Chcielibymy ciebie wykorzysta, eby przekaza pewien message...". I ta grupa po prostu z jednej strony gwarantuje ci ustaw i gwarantuje ci akceptacj zakupu. Czy dojdzie do tego, czy nie - wasza sprawa, ja na ten temat te mam swj pomys. Chc wykorzysta mnie do zrobienia, eby to byo bardzo koszerne i czyste. Poniewa ta grupa trzyma w rku wadz, a jest zainteresowana rodkami, bo s im potrzebne. Wadza daje im gwarancje, e to bdzie przeprowadzone. A jak nie, to bierzesz jak gdyby sam na siebie ryzyko, jakie bd walki w Sejmie i w Senacie. Adam Michnik : - I ty to usyszae wszystko na rybach, tak? Rywin : - Ja to usyszaem gdzie tam. Michnik : - Na rybach. Rywin : - Ja nie mog ci wszystkiego... Michnik : - Co w ustawie bdzie? Rywin : - W ustawie bdzie to, co bdziecie chcieli, wszystkie wasze postulaty. Przecie ja nie wchodziem w szczegy. Michnik : - Klucz jest w dwch miejscach tak naprawd. Po pierwsze - jeeli to jest message od Leszka Millera, to ja to bior serio. adnego innego nie bior serio. Ju za duo mnie wykiwali. Rywin : - Nie, to ja jestem gwarantem. Michnik : - e od Leszka. Rywin : - Ale on nie jest sam. Michnik : - Mnie wystarczy, e Miller, ale e nie kto inny ci to mwi, e to on ci powiedzia. Mnie ju dziesi osb gwarantowao, a wszystko okazao si nieprawd. Rywin : - Wanda i Piotrek znaj powag mojej osoby... [chodzi o Wand Rapaczysk i Piotra Niemczyckiego]. Michnik : - Ja to wszystko wiem. Ja chc od ciebie usysze. Rywin : - Nie usyszysz tego sowa. Michnik : - Nie usysz?

Rywin : - Nie usyszysz, nie mog ci tak powiedzie. Ja musz to inaczej jako umieci. Mog ci powiedzie, e masz racj. Michnik : - No dobrze, tylko teraz powiedz mi o terminach, jak to wszystko... Rywin : -...jestem zobowizany wrci tam i powiedzie, e wy si zastanawiacie, e nie, cokolwiek. Musz im co powiedzie. Trzeba to spisa i ustali. Pierwsze zadanie moje byo dowiedzie si od was, czy w ogle jest o czym rozmawia, i ustali, e tak powiem, te technologie rozmw. Michnik : - Jak to sobie wyobraasz? Rywin : - Wyobraam sobie, e zostanie to napisane tutaj, i ja to zanios, ewentualnie jakie uwagi do tego, i w pewnym momencie to bdzie powiedziane, prosz bardzo, tak to ma by. Moe by Piotrek, moe by Wanda. Piotrek jest dla mnie doskonaym rozmwc, bo tu ma dowiadczenie, ale tu mi wszystko jedno, grupa moe by i wiksza. W kadym razie nikt z tamtej strony si nie pokae. A w ogle bd rozmawia w bardzo wskim gronie, to oczywiste. Michnik : - Dobrze, a powiedz mi, co na takim papierze powinno by? Rywin : - Na tym papierze powinny by warunki. Zreszt ten papier istnieje, Wanda mi go daa, co bycie chcieli tam [tzn. w ustawie - przyp. P.S.] mie. Michnik : - Nie. Co bymy chcieli, to mymy informowali wszystkich. Rywin : - Natomiast innych papierw nie ma. Ja jestem zakadnikiem po jednej i po drugiej stronie. Michnik : - W jakim terminie my bymy mieli zapaci kas? Rywin : - Po rozmowie z Wand byy to dwa punkty. Jeden - z chwil, kiedy ustawa jest zaatwiona, drugi... Michnik : - Rozumiem, ale jaki termin? Rywin : - Nie rozmawialimy na temat terminu. Michnik : - Dlatego ci pytam. Rywin : - Ty mwisz po fakcie? Michnik : - Nie, teraz. Rywin : - Teraz nie ma adnych ukadw. Michnik : - Nic takiego nie ma? Rywin : - Nie, ja nic nie chc. Michnik : - Dobrze. Rywin : - Ja nic nie chc, ja chc tylko za efekt i wystarczy mi twoje sowo, e tak bdzie. Ja tak to widziaem, ja mwiem, e ja adnych dokumentw nie chc.

to widziaem, ja mwiem, e ja adnych dokumentw nie chc. Michnik : - 30 proc. najpierw, tak? Rywin : - Tak, nie najpierw, z chwil, kiedy prezydent podpisuje ustaw. Michnik : - A 70 proc.? Rywin : - Kiedy ty kupisz, po zakupie. Michnik : - Po zakupie? Rywin : - Tak. Michnik : - Jak sdzisz, skd ta grupa wpada na pomys, eby skada tak ofert? Rywin : - Ja myl, e jako partia potrzebuj rodkw, myl, e to jedna z gwnych moliwoci signicia po rodki. Dwa: cz przynajmniej z tych ludzi, cz w ogle mieje si z tego, e chcesz kupi Polsat. Bo nie wiedz, w ktrym kierunku pjdziesz, jaka to bdzie widownia, czy bdziesz wypycha TVN, w ogle ju jest dua dyskusja, merytoryczna, nazwijmy to. Cz chce niepisanego sojuszu na zasadzie - to zreszt to, co mwili ostatnio - e nie to, e ty bdziesz ich pomagierem, nazwijmy to, ale e nie bdziesz sta w pierwszym szeregu, ale w drugim, trzecim, jeli trzeba przypierdoli, to dopiero wtedy. Chc takiego powizania nieformalnego, boj si, gdzie musz szuka oparcia. Michnik : - Czy ty to wiesz w jakikolwiek sposb z wewntrznymi podziaami w towarzystwie? Rywin : - Moim zdaniem Miller czuje si saby, potrzebuje jakiego oparcia, nie wiem, moe zaczyna si czego ba. Nie sdz, eby to by oryginalny jego pomys, myl, e kto go na to namwi. Michnik : - Dlaczego oni wol si w takiej sprawie porozumie ze mn, a nie z Solorzem? Rywin : - Bo ty jeste wariat, ale obliczalny wariat i z tob ja si dogadam, z Solorzem nie. Zreszt ja im sam odmawiaem od Solorza. To bandyta, nie zodziej, z nim si nie da namwi, ja prbowaem, zreszt Wanda i Piotr mog o tym dokadnie... uoy si potrzebowaem, ale nie, nie. To facet, ktry ci wbije rdzawy n w plecy. Wiem, e on chodzi tam i tego. Bo by ruch odwrotny, Polsat wchodzi... Michnik : - A wedle twojej opinii skd wzi si pomys tej ustawy? Rywin : - Pocztek ustawy to by Czarzasty i Robert, kady chcia zaatwi swj interes (Wodzimierz Czarzasty, zaoyciel wydawnictwa Muza, czonek KRRiTV. Robert Kwiatkowski, prezes telewizji publicznej). Robert - sprywatyzowa Dwjk, Czarzasty - eby stworzy koncern nowy, nazwijmy to prasowy, kontra- Agora. Michnik : - Twoim zdaniem to dostatecznie mocna oferta, eby przebi Roberta? Rywin : - Robert jest w tym, ale nie bdzie mia nic, e tak powiem, do tego. Michnik : - Nie sdzisz, e on szykuje zagroenie? Rywin : - Nie, dlatego e Robert wymyli, e jeli to pjdzie w tym kierunku, bdzie mia atwiej z prywatyzacj Dwjki w przyszoci.

Michnik : - Wic tak, ja rozumiem, pierwsza rata, jak prezydent podpisuje. Jedna rzecz, ktrej nie umiaem wydoby od Wandy. Jaka suma wchodziaby w gr? Rywin : - Ich rozumowanie jest nastpujce - warto Polsatu jest 350 i oni chc 5 proc. od tego. Michnik : - 5 proc. od 350 to jest 10. Rywin : - Nie. 3,5 razy 5 to 17,5. Ja myl, e jestem w stanie to troszk w d, e to z ich strony troszk przesada. Nie mog ci powiedzie, jaka cena, ale takie byo mniej wicej ich mylenie. Michnik : - Mniej wicej rozumiem. To sprawa bardzo powana, ja sobie zastrzegem w tej sprawie decyzj, cho to decyzja biznesowa. Ja si boj jednej rzeczy. Wedle mojej oceny, ktra nie opiera si na mediach, ja si na tym za sabo znam, ale innej - tam bardzo rozmaici ludzie krc. Rywin : - Bardzo rni. Michnik : - Kady inny. Od pewnego momentu ty masz szum informacyjny, co si rusza, ale kto kogo gryzie, nie wiesz. Rywin : - Ja nie szukaem tego, zostaem w pewnym momencie poproszony, staem z boku, rwnie na zasadzie pewnego zmczenia materiau z tamtej strony, oni tak samo si czuj. Ja te nigdy nie rozmawiaem tte-a-tte, zawsze bya rozmowa w dwie, trzy osoby. Zapytaem, czy mog takie pytanie postawi, czy jeste zainteresowany. Uwaam, e sprawa jest powana i tak interesujca, e mog jaki ruch wykona. Ale bym zacz od koca, bo powiedzmy, jest problem decyzyjny, ale co dalej, co ty chcesz zrobi, czy ty ju wiesz do koca. Bo nie moesz utraci widowni Polsatu. Michnik : - Jak ja bym ci powiedzia, e wiem... Rywin : -...to byoby ci prociej podj decyzj. Michnik : - To po pierwsze, a po drugie - bym sam siebie uwaa za hochsztaplera... Jeli dobrze rozumiem, to Robert ma interes, bymy kupili Polsat. Rywin : - Ma. Michnik : - To dlaczego zaangaowa si w poparcie ustawy? Rywin : - eby nie by sam. Ty nie jeste dla Roberta wielkim zagroeniem. Front si podzieli rwno.

22 lipca, godz. 19.30 Konfrontacja u Millera

Tego samego dnia, o 19.30, ze spisan rozmow i pyt kompaktow z nagraniem Michnik idzie do premiera. Rywin mia wyjecha w interesach do Kijowa, lecz rezygnuje, gdy premier prosi go telefonicznie o pilne spotkanie. W saloniku przy gabinecie Millera Rywin natyka si na Michnika. Rywin zastyga. Nie zamieniaj ani sowa. Razem wchodz do premiera. Miller: - Od razu daem Rywinowi do przeczytania notatk Rapaczyskiej. Zapada cisza. Rywin blad, zielenia, ta na twarzy. Zapytaem, dlaczego to zrobi, kto mu kaza, kto go inspirowa. Wymieni dwa nazwiska: byego czonka KRRiTV Andrzeja Zarbskiego i Roberta Kwiatkowskiego. A potem powiedzia: "Co mam zrobi? Mam si zastrzeli?". Michnik: - Powiedziaem Rywinowi, e nasza rozmowa zostaa nagrana. Niczemu nie zaprzeczy. Miller go wypytywa: - Lwie, to Robert dyktowa ci te wszystkie cyferki? Rywin na to: "Rozstrzelajcie mnie, zabijcie, popeni samobjstwo". Miller zapyta: - Naprawd tak potrzebujesz pienidzy? Miller: - Kazaem wyj Rywinowi bez poegnania. Wyglda jak czowiek, ktry dosta kopniaka w twarz. Powiedziaem Michnikowi, e widzielimy wanie pacjenta zakadu psychiatrycznego, ktry oszala dla pienidzy. To tragiczne i aosne zarazem. A co do nazwisk, jakie poda, maj one uprawdopodobni jego chore urojenia i to wszystko. Od tamtej pory nie miaem z Rywinem kontaktu.

Lato, jesie Kiedy to opublikowa?

uczywo: - Pocztkowo chcielimy opublikowa rozmow Michnik - Rywin od razu. To odruch wyniesiony z opozycji demokratycznej: dzieje si co strasznego, wic pisz o tym. Ale gazety nie publikuj od razu wszystkich informacji. Chcielimy zweryfikowa wersj Rywina, odkry, czy pomys apwki powsta w jego gowie, czy moe rzeczywicie jest tylko listonoszem. A jeli tak, to kto jest faktycznym autorem tej propozycji? Kto jest tak ustosunkowany, e moe zaatwi tre ustawy? Na redakcyjnym zebraniu Michnik relacjonuje przebieg rozmowy z Rywinem. O propozycji "ustawa za apwk" wiedz setki dziennikarzy "Gazety" i pracownikw Agory, powoli dowiaduj si ludzie spoza firmy. Redakcja zakada, e moe w ten sposb uda si zapa jaki trop. e co moe zrobi sam Rywin. Niemczycki: - Rywin prosi mnie, bym umwi go z Michnikiem, chcia przeprasza, mwi, e nie ma pojcia, co robi. Wyemigrowa? Strzeli sobie w eb? Namawiaem go: "Jeli nie wiesz, co robi, powiedz prawd. Jeli jeste tylko listonoszem, jeli dae si wmanewrowa, kto ci uy, napisz to, nasze amy s otwarte. My tej sprawy nie zakopiemy, jaki fina musi by". Rywin odpowiedzia, e wyjeda na Mazury, e musi nad wszystkim si zastanowi, e pewnie co napisze, jeli nie do "Gazety", to dla wasnego bezpieczestwa "do sejfu"... Czy napisa? Piotr Niemczycki nie wie. Wiadomo natomiast, e - cho mino kilka miesicy -

Czy napisa? Piotr Niemczycki nie wie. Wiadomo natomiast, e - cho mino kilka miesicy Lew Rywin nie zoy w redakcji "Gazety" ani jednej kartki papieru. uczywo: - Teksty ledcze nie powstaj szybko. Wstrzymywalimy si z publikacj, liczc na to, e bdziemy mogli uzupeni zapis rozmowy o konkretne nazwiska, e odkryjemy przynajmniej cz prawdy. Michnik: - Czy Rywin wszystko sam wymyli, czy te stali za nim potni mocodawcy? Czy szo tylko o pienidze z apwki? Czy moe o to, by skompromitowa "Gazet" i Agor: chwal si, e s tak czyci, a siadaj do rozmowy o milionowej apwce? Dziennikarskie ledztwo nie wyjanio, niestety, wtpliwoci. Co nie znaczy, e nie domylamy si odpowiedzi na te pytania. Rywin: To bya rozmowa negocjacyjna i biznesowa Zapytaem Lwa Rywina o jego rozmow z Michnikiem. Odpar: - To bya rozmowa negocjacyjna i biznesowa. Miaem obj Polsat, chciaem sprzeda Agorze moj firm Heritage Films. Wicej komentowa nie bd.

Wiara i wina - rozmowa z Pawem Smoleskim, reporterem "Gazety Wyborczej"


PRESS - grudzie 2005 r.

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

Res Publica - kwiecie 2003

Pawe piewak Dlaczego IV Rzeczpospolita?


Afera Rywina zatacza coraz szersze krgi i w toku kolejnych bada ukazuje si ju nie tylko zagmatwane zwizki midzy politykami, dziennikarzami, biznesmenami, ale rwnie nieudolno organw pastwa Grozi nam prnia wadzy oraz spoeczna implozja, ale nie eksplozja. Mniej obawiabym si zawsze nieprzewidywalnego w skutkach spoecznego wybuchu, co zamykania si ludzi, wycofania, poczucia klski, zapadania w stan otpienia.

Rok temu pisaem w "RPN", e nasza demokracja staje si jawnie dekoracyjna. Spenione s wszystkie formalne warunki rzdw ludu, natomiast faktyczna wadza przechodzi w rce grup nacisku, nieformalnych ukadw, partyjnych oligarchw. Ten fakt dostrzegaj obywatele i reaguj na t sytuacj wycofaniem, apati i przede wszystkim nieufnoci do caej sfery publicznej. Obecnie o demokracji dekoracyjnej czy minimalnej mwi si ju szeroko. Pojawio si jednak zagroenie kolejne, z pewnoci powaniejsze i groniejsze w skutkach. Dominanta czynnika korupcyjnego w polityce i gbokie skaenie nieefektywnoci instytucji pastwa poczone z zapaci gospodarcz, rosncym bezrobociem prowadzi ku prni wadzy. Okazuje si, miem sdzi, e partie i politycy zarwno obozu rzdzcego, jak i opozycji, cho dysponuj formalnymi uprawnieniami, trac moliwo rzdzenia i decydowania o sprawach istotnych. Nadzwyczaj szybko uleg dekompozycji obz rzdowy. Po ptora roku mamy saby rzd mniejszociowy niezdolny, mona sdzi, nawet do administrowania pastwem, tym bardziej niezdolny do radzenia sobie z wyzwaniami czasu. Premier stan przed zarzutem najpowaniejszym i sformuowa go, co niezwykle znaczce, publicysta od lat zwizany z komunistycznym ukadem wadzy Jerzy Urban. Jerzy Urban stwierdzi mianowicie, e Leszek Miller de facto kryje korupcj lub nie jest zdolny j zwalczy, i e jeli nie zostan przecite zwizki midzy biznesem i polityk "demokracj szlag trafi". Podzielony i skcony obz postkomunistyczny nie dysponuje adnym wiarygodnym programem gospodarczym. Urzdnicy Unii stwierdzaj, e Polska nadal nie jest przygotowana prawnie i instytucjonalnie do akcesji. Premier obiecuje napraw. Jednak nie posiada adnych wiarygodnych narzdzi politycznych i prawnych. acno okae si, e szanse modernizacyjne zwizana z UE zostan po prostu zmarnowane. Afera Rywina zatacza coraz szersze krgi i w toku kolejnych bada ukazuje si ju nie tylko zagmatwane zwizki midzy politykami, dziennikarzami, biznesmenami, ale rwnie nieudolno organw pastwa: od prokuratury po KRRiTV. Mona sobie wyobrazi, jakie fakty wyszyby na jaw, gdyby podobnym jawnym procedurom poddano najwaniejsze instytucje

pastwa: od Sejmu po urzdnikw ministerialnych. Nie sposb ufa nikomu i wierzy w rzetelno administracji. Sprawa pana Kluski oskaronego o wyudzenia podatkowe pokazuje arbitralno i ukadowo dziaania instytucji podlegych ministerstwom Finansw oraz Sprawiedliwoci. Podobnie rzecz si ma ze spraw pobitego w areszcie Grzegorza Wieczerzaka. Moe to robi wraenie, e zmusza si go do zezna zgodnych z oczekiwaniami prokuratury. Przed opini publiczn uchyla si tylko cz spraw. Wikszo, sdzi mona, przysycha lub wyparowuje. Media uwikane w skomplikowane gry z pastwem, mog z natury rzeczy, jedynie ujawnia cz afer i spraw. Cakowicie bezradna jest opozycja parlamentarna. Zarwno PiS jako i PO nie maj ani programw, ani wiarygodnych liderw. Nie mam podstaw, by sdzi, i maj oni przemylan diagnoz stanu pastwa, a tym bardziej by mieli w zanadrzu jakie istotne projekty zasadniczej reformy na przykad finansw publicznych, systemu podatkowego, ordynacji wyborczej. Wydaje si, e liderzy PiS powtarzaj oklepane banay domagajc si surowych kar, a PO od lat pozostaje w krgu liberalnych frazesw. Oskaraj obecnie rzdzc klas polityczn, ale z pewnoci nie rozliczyli si z wasn przeszoci i nie dowiedli, i s wolni od dawnych uwika i katastrofalnych dla siebie sposobw dziaania oraz podejmowania decyzji. Poparcie polityczne dla opozycji jest nadal minimalne i nawet w tej dramatycznej sytuacji opozycja nie ma narzdzi zdobywania gosw i poparcia spoecznego. Trudno te oczekiwa, e jest gotowa do wsppracy z SLD czy z obozem prezydenckim w sytuacji pogbiajcego si kryzysu politycznego. Obawy zwizane z wertykaln inwazj barbarzycw z krgu Samoobrony oraz LPR na szczcie nie sprawdzaj si. Wzrost poparcia dla nich nie jest tak duy, jak mona si byo spodziewa. Poza tym oba kluby s wyjtkowo sabe. Poza osobami liderw nie maj adnych politycznych atutw. Ich jzyk jest a nadto prymitywny, by mg zdoby przychylno szerszych krgw spoecznych. Niewiele wiadomo o politycznych zamiarach Prezydenta. Szczliwie nie jest atakowany przez adn si. Tym samym moe nadal odgrywa rol ponadpartyjnego arbitra i by moe okaza si kotwic systemu. Podkrelam, by moe, bo kadencja prezydencka zblia si do koca i nie s jasne zamiary Aleksandra Kwaniewskiego. Spodziewam si w tym roku wzrostu napicia spoecznego. Stale bd nam towarzyszy demonstracje. Coraz wicej obywateli bdzie miaa poczucie, e istniejcych problemw nie sposb rozwiza lub te, e adna z si politycznych nie tylko nie ma wystarczajcego poparcia, by stworzy silny orodek wadzy, ale i nie ma pomysu, jak postpowa w tej chwili. Atmosfera spoeczna przypomina mi jawnie t, jaka panowaa w kocu lat 80. W sytuacji, gdy wadza jest saba, ma nik wiarygodno i jest nieskuteczna, gdy nie jest zdolna do egzekucji prawa na elementarnym poziomie, wwczas mona si racjonalnie spodziewa, i wygrywa bd partykularne interesy lokalne (politycy, urzdnicy oraz tak zwani ludzie interesu), suby specjalne, grupy nacisku korzystajce z dostpu do pienidzy publicznych oraz organw stanowicych prawo. Im sabsze pastwo, tym bardziej bdzie ono rozszarpywane i dzielone. Tym bardziej te obywatele bd czuli si bezradni i nieodpowiedzialni. Anarchizacja i jawna sabo systemu politycznego w takiej sytuacji prowadzi musi do utraty sterownoci systemu. Pracodawcy narzekajcy na olbrzymie koszta pracy zarazem poniaj pracownikw powiadajc zwykle: jak ci si nie podoba, na twoje miejsce czekaj setki ludzi. Niebezpiecznie czsto zarzdzanie firmami przypomina bardziej kierowanie obozem pracy ni aktywnym wspdziaaniem. Wyklucza wszelk wspodpowiedzialno pracownikw za wynik pracy. Mamy do czynienia, mam wraenie, ze zwykym wyzyskiem, tym bardziej, e pastwo wycofuje si z obowizkw dbania o pracownikw. Tak wic zmusza si ludzi albo do samozatrudniania, albo te do pracy w warunkach niezgodnych z reguami bezpieczestwa. Lub, co bywa ju

zjawiskiem nagminnym, nie paci si terminowo pensji i wiadcze socjalnych. W prywatnych i midzynarodowych przedsibiorstwach ograniczana jest przy tym swoboda dziaania zwizkw zawodowych. Te powstaj zwykle wtedy, gdy zakad przeznaczony jest do likwidacji. Im gorsze stosunki pracy, im wiksza bezwzgldno i wynioso pracodawcw (jak powiedzia waciciel fabryki odzieowej w Elblgu: "pani sobie nie wyobraa, e bd jad to samo, co pani", tym silniejsze poczucie pomiatania ludmi i rosncego rozwarstwienia spoecznego. Odpowiedzi moe by w pierwszym rzdzie wycofanie, w dalszym bunty i demonstracje o tyle bezsilne, e napotykajce sabego partnera rzdowego, ktrego sta bdzie na obietnice, ale ju nie zobowizania. Grozi nam spoeczna implozja, ale nie eksplozja. Mniej obawiabym si zawsze nieprzewidywalnego w skutkach spoecznego wybuchu, co zamykania si ludzi, wycofania, poczucia klski, zapadania w stan otpienia. Oczywicie taki stan rzeczy trwa moe przez wiele lat. Tak si rzeczy maj w Bugarii, na Ukrainie, w Rumunii, Rosji. I wszystko wskazuje na to, e im bliej jestemy wejcia do Europy, tym bardziej Polska traci cechy pastwa europejskiego opartego o rzdy prawa i sprawny system instytucji. Czy taki stan rzeczy by konieczny? Czy czeka nas prnia wadzy? Czy grozi nam faktyczne zawalenie si systemu demokratycznego? Alexis de Tocqueville patrzc na rewolucj (refolucj, jak czasem mwiono) roku 1989, zapewne ciekawiby si nie tyle programami zmian, nowymi aktorami politycznymi, ideologiami, ale tym, jakie instytucje, potrzeby, siy polityczne i spoeczne w starym reimie zapowiaday nowy ustrj. Zapewne doszedby do wniosku, e za zmian nie staa adna realna sia, adne wielkie grupy spoeczne, nowe interesy i nowe instytucje. Nie byo nic nowego w onie dawnego ustroju, co by miao na stae wyznaczy jakie ramy dla przyszych politycznych konstelacji. Zakumulowany kapita w rkach prywatnych (rolnicy, waciciele maych firm) byli zbyt sabi i rozproszeni. Pozycja inteligencji nadto zalena od wadzy. Robotnicy skazani byli na prac w pastwowych fabrykach i mogli zyska na rozbudowie, a nie na zamykaniu nierentownych przedsibiorstw. Tym zapewne ta rewolucja rnia si od Rewolucji Francuskiej. Przygotowyway j trwajce przez dziesitki lat zmiany prowadzce do zwycistwa warstw rednich oraz biurokracji pastwowej. Rewolucja odsonia nowy i ju uksztatowany ukad si, i oczycia nard z tradycyjnych kostiumw. U nas tymczasem nic poza nadziej i przekonaniem o wyczerpaniu modelu peerelowskiego, z odziedziczonymi z przeszoci instytucjami, podziaami grupowymi, nawykami, nie wyznaczao kierunku zmian. Impuls przemiany: hasa modernizacji, wolnego rynku, przejrzystoci struktur pastwa nie miay szczeglnie silnych politycznych i spoecznych sojusznikw. Nie stay za nimi grupy spoeczne, partie, nawyki. W tym sensie PRL nie da szansy ujawnienia si i zaistnieniu nowego ukadu si. Wic hasa i szlachetne zawoania napotkay opr spoecznej materii. Niezachwiana pozostaa inercyjna sia biurokracji. Siy prorynkowe byy za sabe, by stworzy - jeli mona w ogle stworzy - mechanizmy swobodnej gry ekonomicznej. Tym bardziej, e nikt, poza osobami majcymi dostp do dawnych dbr, nie mia wikszych kapitaw. Wszak wasno zostaa starannie zniszczona. Niewiele pozostao miejsca dla przemiany spoecznej. Skoro przetrway dawne spoeczne podziay, to i gra demokratyczna o elektorat - nie tyle trzeba si z nim liczy, ile o jego wzgldy zabiega - tylko wzmacniaa dawn drabin spoeczn. Zmieni si jedynie nieco ksztat warstw wpywowych. Poza tym siy polityczne dawnego ustroju zachoway prawie nienaruszone zasoby i wizy. Przetrway w sumie nietknite struktury administracyjne, ktre potrafiy przystosowa si do roszad politycznych. Zachoway si te dawne obyczaje i to, co bywa nazywane kultur organizacyjn. Impuls zmian by i jest za saby. Nowe siy polityczne chcc przetrwa w tej sytuacji musiay raczej dostosowa si do ustalonych regu, wpisa w ukad si ni tworzy nowy ad i tak samo, jak przeciwnicy, postkomunici, zabiega o wyborcw, budowa swoje finansowe oraz medialne zaplecze. Jedyne, co zyskao swobod istnienia, to stara i czasem oywcza namitno do dobrobytu. Nie trzeba ju przysania jej tymi firankami. Ukrywa w

kufrach i skarpetach. Ta namitno moe udwign najwiksze ciary. Moe skania do finezji, odkrywczoci, ale rwnie do korupcji i kradziey. Tak wic rewolucja uda si nie moga lub jej cele naley mierzy nie oczekiwaniami i nadziejami, szczytnymi hasami, ale odziedziczonym kapitaem kulturowym, biograficznym i majtkowym. Gdyby jeszcze do tego doda gbsze historyczne uwarunkowania - brak szacunku dla prawa i procedur, talent w przemylnym omijaniu przepisw, nepotyzm - to tym bardziej wynik zmian jest tyle zrozumiay, co godny ubolewania. adnych marze panowie (i panie) - naley sobie powiedzie. Nie ma co liczy na wicej. Tak sobie mog wyobrazi tocquevillowskie rozwaania o przyczynach i skutkach transformacji. Wynika z tego, e wiele, bardzo wiele da si wyjani dziedzictwami przeszoci, spoecznymi i psychologicznymi prawidowociami. Rewolucja 1989 roku bya przede wszystkim rewolucj ideow, bo o cele moralne w pierwszym rzdzie w niej chodzio. Stawiaa sobie cztery zasadnicze zadania. Pierwszym byo odzyskanie suwerennoci, takiej suwerennoci, jaka moliwa jest w zagszczajcym si i wspzalenym wiecie. Drugim, odbudowa instytucji i procedur demokratycznych. Mona rzecz nazwa inaczej, chodzio o przywrcenie polityce godnoci i znaczenia. Trzecim, odbudowa spoeczestwa obywatelskiego. I wreszcie czwarty, to wolna wymiana gospodarcza. Za kadym z tych z tych celw sta impuls wyzwolenia, uruchomienia indywidualnej i zbiorowej energii, zaradnoci, kreatywnoci, pomysowoci, ktra moga przeama dawne skostniae struktury i odgrnie narzucone hamulce rozwoju. Suwerenno oznaczaa, e to od nas maj zalee nasze zobowizania midzynarodowe i prawa wewntrzne. Demokracja miaa ujawni nowych aktorw i nowe jzyki polityczne, a przede wszystkim uczyni wadze polityczne odpowiedzialne i wraliwe na interesy spoeczne. Spoeczestwo obywatelskie otworzy na inicjatywy oddolne. Rynek uruchomi pozytywny potencja tkwicy w zawici, chciwoci i pomysowoci. Rewolucja roku 1989 miaa wic by rewolucj wolnoci. Histori ostatnich trzynastu lat mona wic interpretowa jako stawanie si i instytucjonalizacj ideaw wolnociowych z koniecznymi prawami, porzdkiem i skuteczn egzekutyw a bieda i bezradno zbiorowa nie byy, wbrew pierwotnym przekonaniom, czynnikami na tyle potnymi by mogy wolnoci zagrozi. Socjologowie skonni s interpretowa procesy spoeczne w perspektywie gbszych uwarunkowa strukturalnych. Ich wzorem mylenia bdzie zapewne de Tocqueville, Marks czy Braudel lub Wallerstein. Wskazywa bd na dziedzictwo przeszoci, trudnoci startu, w mniejszym stopniu doceniajc znaczenie samej inicjatywy i kreatywnoci, zdolnej przeamywa ustalone i gbokie koleiny ycia zbiorowego. Blisza im bdzie perspektywa deterministyczna i historyczna ni orientacja przyszociowa. Socjologowie i historycznie zorientowani badacze zapewne i nie bez powanych racji, bd bardziej zorientowani deterministycznie umniejszajc tym samym rol politycznoci i aktywnoci. Chtniej bd wyjania i po czci usprawiedliwia zastany stan rzeczy ni myle w kategoriach kontrfaktycznoci zastanawiajc si, jak tego chcia midzy innymi Max Weber, nad tym, jakich bdw politycznych mona byo unikn i tym samym, co mona byo zyska podejmujc poszczeglne decyzje polityczne. Jedn z takich wakich dyskusji prowadzono wok dekomunizacji oraz innych sposb prywatyzacji gospodarki. Pyta wic mona bez koca, czy gdyby zakazano dziaalnoci politycznej czci dawnych dziaaczy PZPR i ZSL czy uksztatowaaby si bardziej przejrzysta scena polityczna. Czy, gdyby wybrano inn strategi prywatyzacyjn (przekazanie czci majtku publicznego bezporednio w rce obywateli) i unikno planu Balcerowicza, czy rezultaty nie byyby lepsze? Jak ju pisaem na wstpie, po trzynastu latach transformacji widzimy, e autorytet instytucji demokratycznych jest wyjtkowo niski, e stopie zaufania obywateli do pastwa, prawa wskazuje na stan kryzysu. Tak wic mylenie o IV Rzeczpospolitej nie wynika z kaprysu znudzonego umysu czy z woluntarystyczno- rewolucyjnych sympatii. Wynika z przekonania, e

grozi nam nawet nie tyle katastrofa, ile miernota, prowincjonalizm, dryfowanie, poczucie bezradnoci, a przede wszystkim prnia wadzy. Ta konkluzja nie jest efektem rozwaa nad dziedzictwem historycznym, ale z przekonania fundamentalnego, e zagroona jest wolno, albo dokadniej, w pierwszym rzdzie, nasza polityczno. Jeeli wic przyjmiemy, e od jakoci ycia publicznego, politykw, dyskursu publicznego zaley ksztat ustaw, hierarchie zda, wraliwo obywatelska, samowiedza, i e s to czynniki ywo ksztatujce ad zbiorowy, to tym samym zakadamy nie tyle, e przeszo uda nam si oddzieli grub krech, ale e odnajdziemy si w perspektywie nadziei czyli aktywnoci. Mylenie o IV Rzeczpospolitej wynika nie z naiwnej wiary w moc kreacji i konstruowania, ile z przekonania, e bez powaniej refleksji nad bdami ostatnich lat oraz rozwaania radykalnych zmian zmarnujemy cakowicie nadzieje z roku 1989. Upadkowi komunizmu nie towarzyszyy szczeglnie liczne i powane studia nad jakoci nowego ustroju. Lubiano wtedy powtarza, nie trzeba nic wymyla, naley jedynie implantowa gotowe, sprawdzone wzorce znane ju w krajach zachodnich. Recepta ta okazaa si nie tylko uboga, ale i zdecydowanie nietrafna. Zabrako zarwno socjologicznej, jak i politycznej wyobrani. Socjologowie, jak zwykle, mao co opisali i jeszcze mniej zapowiedzieli, a zupenie nie potrafili myle w jzyku polityki. Politycy ugrzli w grach taktycznych i szybko si wypalili. Tym razem jestemy bogatsi o liczne dowiadczenia i zapewne mniej naiwni. Wiemy, w jaki sposb oligarchie przejmuj nieformaln kontrol nad instytucjami pastwa, jak i dlaczego rzdy staj si coraz mniej racjonalne i trac zdolno kontrolowania oraz wpywania na bieg wypadkw. Wiemy, jakie grupy straciy na zmianie spoecznej. Umiemy opisa zjawiska demoralizacji i degeneracji instytucji politycznych. Wiedzc tyle, moemy projektujc due fragmenty instytucji i praw wiedzie przynajmniej, jak unikn znanych ju puapek i zwykych ludzkich podoci. Wiemy przede wszystkim jedno. Zmiana roku 1989 bya moliwa i konieczna midzy innymi dlatego, e stary reim nie mia do si i wiarygodnoci, by sprosta kosztom reform. Potrzebne byy nowe podstawy legitymizacyjne systemu. Problem zaczyna si powtarza. Mao kto wierzy w jzyk wolnego rynku i demokracji. Pojcia te zatraciy sens, ulegy degradacji czy wrcz kompromitacji. Wraz z nimi podwaone zostay etyczne podstawy politycznej przemiany. Koalicji rzdzcej brakuje spjnoci i woli politycznej, by uczyni co wicej ni zabiega o przyjcia nas do UE. Niewiele pomoe zmiana elity wadzy. Owa gra, ktra toczya si przez trzynacie lat - raz wybierano prawic, by zastpi j lewic - chyba ju si skoczya. Potrzebna jest nadzieja. Tej nie da si oywi, bez zmian powanych w sferze podatkw, finansw publicznych, ustroju samorzdowego, opieki zdrowotnej i spoecznej, wyborczej ordynacji, uporzdkowania systemu administrowania prawem, i wreszcie, potrzebne jest, gbokie odpartyjnienie struktur pastwa. Impuls zmian musi by gboki i przyj moe tylko z powanego namysu nad stanem pastwa i polityki. Potrzebne nam s, co zabrzmi paradoksalnie, liczne, a jawnie dziaajce komisje ledcze przewietlajce decyzje i dziaania podstawowych instytucji politycznych pastwa. Jawno ycia publicznego musi sta si norm. Wadza wymaga odpowiedzialnoci i tej odpowiedzialnoci nie moe przerzuca na prokuratury czy izby kontroli. Tym bardziej, e i one utraciy wiele ze swej wiarygodnoci. Jeli powiada si, e ponad poowa budetu pastwa jest przejmowana przez rnego rodzaju agencje, instytucje poredniczce midzy pastwem, a rynkiem, to mog domaga si jawnego sprawozdawania i jawnej oceny ich dziaalnoci. Tajno, jaka otacza pastwo, daje poywk chciwoci i pozwala nielicznym cign nieuczciwe zyski bez obawy niesawy. Oczywicie najlepsze pomysy mona uzna atwo za nierealistyczne. Zapewne takimi rzeczywicie bd, ale nic nie zwalania nas od mylenia tym bardziej, e istniejce partie polityczne, z obozu rzdzcego, jak i z krgu opozycji, nie s w stanie wygenerowa adnych idei. One same pozbawione s idei, pomysw i projektw.

W zwarciu midzy koniecznoci, logik wadzy, siami starego porzdku, potnymi mechanizmami oligarchizacji gospodarki i polityki, upartyjnienia pastwa przegrywa niezbdny czynnik moralny bdcy podstaw i racj istnienia III Rzeczpospolitej, przegrywa racjonalny interes modernizacji pastwa i praworzdnoci. Kurczy si przestrze inicjatywy, mylenia, czyli miejsce dla woli politycznej. I zapewne rzecz dotyczy wanie politycznoci, ktra nie byaby sug utrwalonych interesw, ale rdem przemian i ugruntowania podstawowych zasad etycznych. Pawe piewak - historyk idei, socjolog. Publikuje midzy innymi w "Res Publice Nowej" i "Przegldzie Politycznym".

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

Res Publica

Pawel Spiewak Klopoty z pamiecia - dyskusje prasowe o historii PRL

Przegrywajac walke o pamiec, nie potrafilismy tym samym nadac sensu ludzkiemu cierpieniu, wyjasnic, dlaczego konieczne sa nasze dzisiejsze wyrzeczenia, wyjasnic, skad i dokad idziemy.

Z pewnoscia wiemy jedno: rozliczenie przeszlosci, odbudowa pamieci nie moga sie dokonac bez odwolania do wartosci, wedle ktrych nastapi ocena dziedzictwa komunizmu. Myli sie ten, pisal Marcin Krl, kto mniema, ze mozna opisac rzeczywistosc bez wyraznego jej oceniania. Identyczna opinie wyrazila Krystyna Kersten, twierdzac: Nawet dazac do maksymalnego obiektywizmu, nie zdolamy calkowicie uwolnic sie, jesli nie od wartosciowania, to od porzadkowania wedle okreslonych norm Tuz przed wyborami w 1993 roku Aleksander Smolar pisal: Obz wywodzacy sie z opozycji demokratycznej przegral spoleczna walke o pamiec. Przegrywajac walke o pamiec, nie potrafilismy tym samym nadac sensu ludzkiemu cierpieniu, wyjasnic, dlaczego konieczne sa nasze dzisiejsze wyrzeczenia, wyjasnic, skad i dokad idziemy. Czy mozna to osiagnac bez mwienia o winie i odpowiedzialnosci? Bez wymierzania kary, chocby symbolicznej, czysto moralnej. Chodzi nie tylko o zemste. Chodzi o przywracanie ladu moralnego, o zwrcenie godnosci ofiarom, o oddanie im pelni praw obywatelskich - ktrych nie ma bez poczucia rwnosci wobec prawa, bez wiary w sprawiedliwosc. Jak mozna nadac sens spoleczny takim pojeciom jak - cierpienie i grzech, odwaga i tchrzostwo, bez uznania winy i odpowiedzialnosci. Wszystko utonelo w brei: zlej woli, krtkowzrocznosci, urzedniczego pragmatyzmu, sentymentalnego moralizatorstwa. W tej brei utonal nawet autentyczny heroizm wczorajszych dzialaczy opozycji demokratycznej1. Amnezja spoleczna jest faktem i dla losw nowego panstwa faktem o znaczeniu podstawowym. Skutkiem czy po prostu korelatem amnezji jest chaos w sferze etycznej. Nie bedac w stanie ocenic i zrozumiec ludzkich postepkw w przeszlosci, brakuje nam moralnych kategorii do oceny dzisiejszych czynw. Znaczenie etyczne, relatywizowanie nie tylko zalozen moralnych, lecz rwniez praw logiki, zepsucie jezyka zaczyna sie od terazniejszosci i siega w peerelowska przeszlosc. Piotr Wojciechowski sadzil, ze to jest jeden z najgorszych, bo mniej jawnych, spadkw po PRL2. Ta sama przestroge formulowal Jan Nowak-Jezioranski, ostrzegajac w 1995 roku przed zwyciestwem w wyborach prezydenckich kandydata postkomunistw. Gdy spadkobiercy PZPR przejma pelnie wladzy, pisal, wwczas przegramy walke o pamiec spoleczna. A nard bez pamieci traci swa ciaglosc, przestaje byc narodem3. Nie chodzi tu tylko o skutki etyczne i spoleczne braku rozliczenia sie z przeszloscia. Przeciez scisle z tym sa zwiazane polityczne decyzje. Partiom postkomunistycznym pozwolono

zachowac znaczna czesc majatku pochodzacego z nieuczciwego wzbogacenia, partia i bezpieka nie zostaly uznane za organizacje zbrodnicze chociaz, pisal Nowak-Jezioranski, dokonywaly przestepstw na oczach calego spoleczenstwa. Nie pociagnieto do odpowiedzialnosci zbrodniarzy, nie oczyszczono wymiaru sprawiedliwosci, lustracja toczy sie niemrawo. Nie restytuowano uroczyscie odrodzenia Rzeczpospolitej. Fakt, ze nadal mieszkamy w panstwie postkomunistycznym, ktre zachowalo ten sam bezwlad organizacyjny i ciaglosc instytucjonalna, wynika z tego, ze nigdy nie odbyla sie gruntowna i powazna dyskusja nad PRL, a Sejm nie doprowadzil do jednoznacznej, a opartej na solidnych studiach oceny dawnego rezimu. Wprowadzam te glosy po to, by wskazac na zasadniczy byc moze kontekst wszystkich niemal dyskusji o dziedzictwie PRL, a mianowicie: znaczenia pamieci i rozliczen przeszlosci (pozostawiajac na razie na boku pytanie o formy tego rozliczenia) dla funkcjonowania demokracji, przekroczenia glebokich podzialw ideowych, zwiazku miedzy tym, co bywa nazywane moralnym indyferentyzmem, a brakiem rzetelnej oceny rzadw komunistycznych. Niekiedy tez kreuje sie czarna wizje dekomunizacji. Zostaje ona wtedy sprowadzona do polityki jakiegos nowego apartheidu, a potrzebe rozliczen utozsamia z postawami nienawisci. Stanowisko takie sklonny jest prezentowac na przyklad Adam Michnik. Sprawa ta warta jest dalszego obszerniejszego komentarza.

Wartosci i miary

Z pewnoscia wiemy jedno: rozliczenie przeszlosci, odbudowa pamieci nie moga sie dokonac bez odwolania do wartosci, wedle ktrych nastapi ocena dziedzictwa komunizmu. Myli sie ten, pisal Marcin Krl, kto mniema, ze mozna opisac rzeczywistosc bez wyraznego jej oceniania. Identyczna opinie wyrazila Krystyna Kersten, twierdzac: Nawet dazac do maksymalnego obiektywizmu, nie zdolamy calkowicie uwolnic sie, jesli nie od wartosciowania, to od porzadkowania wedle okreslonych norm4. Podstawowym wiec zadaniem historykw (ale i publicystw, filozofw, pisarzy) jest wypracowanie teoretycznych kategorii, ktre pomoga nam zrozumiec minione wydarzenia. I temu celowi podporzadkowane byly najciekawsze wypowiedzi na temat spuscizny PRL. Autorzy o glebszych aspiracjach teoretycznych stawiaja sobie pytanie nie tylko o to, wedle jakich miar oceniac historie, ale rwniez, jaki jest status owych wartosci. Czy sa one, jak pisali wsplnie Michnik i Cimoszewicz, pochodna odmiennych losw i doswiadczen, a wiec sa wyrazem naszych w koncu zmiennych emocji (postawa zwana niekiedy emotywizmem), czy tez owe wartosci maja ponadczasowe zakorzenienie, czy tez sa one, jak pisal brytyjski filozof Michael Oakeshott, wywiedzione z doswiadczenia narodowego. Sa to rozrznienia niebagatelne. I nie tylko chodzi o sposb uzasadnienia wartosci, ale za tym ida dalsze rozstrzygniecia dotyczace porzadku panstwa (nowoczesni liberalowie wszelkie nieemotywistyczne teorie wartosci uwazaja za wstep do dyktatury i teokracji, z kolei katoliccy integrysci emotywistw i historycystw uwazaja za relatywistw i ludzi malej wiary), problemu politycznej i karnej odpowiedzialnosci za dokonane przestepstwa czy po prostu polityczne bledy. Pytanie o status wartosci rodzi tez problem, czy wszystkie obrazy przeszlosci traktowac bedziemy na rwnych prawach i te wielosc wizji PRL uwazac za wyraz normalnego pluralizmu idei, czy tez uznamy, ze obraz przeszlosci projektowany przez postkomunistw, uwazanych za spadkobiercw obozu represji i dyktatury, nie bedzie uwazany za watpliwy. Tym samym co najmniej w kwestii rozliczen ustawimy ich poza debata publiczna. Racje, ktre stoja za taka

postawa, moga byc rzne: od przekonania, ze komunisci w ogle sie nie zmienili, nadal sa konformistami, a dobro swojej grupy stawiaja ponad dobro, jakim jest prawda i rzetelne poznawanie przeszlosci, po przekonanie, ze ludzie, ktrzy czynili tyle zla lub na zlo sie godzili, a nigdy nie tylko, ze nie zerwali ze swoja przeszloscia, ale tez nigdy nie zdobyli sie na prawdziwy akt skruchy i wewnetrznego oczyszczenia, nie sa w stanie uczciwie ocenic siebie, historii formacji politycznej, z ktra sie utozsamiali i utozsamiaja. Brak im jest elementarnej odwagi moralnej i dla samousprawiedliwienia beda falszowac fundamentalne zasady moralne i tym samym opacznie oceniac swoje dzieje. Innymi slowy, rozmowa o historii i przeszlosci mozliwa jest (wykluczajac grupe profesjonalistw, ktrzy powinni kierowac sie ponadpolitycznymi regulami warsztatu badawczego) jedynie posrd osb zarazem wolnych od uczucia nienawisci, jak i tez tych, ktrych stac, na tyle, na ile jest to mozliwe, na prawdziwe zrozumienie i ocene swoich dzialan. Wtedy dyskusja toczy sie nie o faktach, o tym, kto bardziej lub mniej finezyjnie potrafi dobrac argumenty, skonstruowac sensowny porzadek wydarzen, objasnic mechanizmy podejmowania decyzji, dyskusja przenosi sie ku pytaniu, jakie powinny zostac spelnione warunki etyczne przez wszystkich uczestnikw takiej debaty, by mogla w sposb zadowalajacy wyswietlic i objasnic sens przeszlosci. Mozemy rwniez zastanawiac sie - watek ten rwniez bywa podnoszony - czy ocena przeszlosci ma sie dokonywac wedle miar nam wsplczesnych (wiedzac ex post, czym i jak komunizm sie skonczyl), czy tez powinnismy osadzac te wydarzenia z perspektywy historycznej, a wiec czasu, w jakim poszczeglni politycy, pisarze, partyjni funkcjonariusze wchodzili do formacji komunistycznej, czyli ze powinnismy niejako ze wsplczynnikiem historycznym patrzec na motywy i tym samym iluzje ludzi. Czy wiec oceny powinny byc kazdorazowo kontekstualizowane, czy tez (co nie znaczy, ze te dwa stanowiska sie zupelnie wykluczaja) odnoszone do racji bardziej bezwzglednych i przeto oglniejszych? Jzef Tischner powiadal, ze w naszym mysleniu o czasach komunizmu przed utopia sprawiedliwosci trzeba postawic wartosc prawdy. Zeby poznac prawde, nalezy powstrzymac sie od ferowana ocen, a jedynie wysluchac zarwno tych, ktrzy byli ofiarami, jak i wspltwrcami komunizmu. Trzeba wiec poznac czas, motywy kogos, kto wstepowal do partii komunistycznej. Nalezy zrozumiec, kiedy od niej odszedl. Wartoscia pierwsza jest zrozumienie, jak to bylo mozliwe - wchodzenie i wychodzenie z komunistycznej iluzji, a nie wymierzanie kar. A zrozumienie zawsze wymaga tego, by uchwycic doswiadczenie konkretnej osoby, pojac czas i okolicznosci decyzji. Nie sposb wszystkiego sprowadzac do jakiegos jednego motywu (heglowskie ukaszenie, strach, chec wladzy). Najwazniejsze jest widzenie konkretnych ludzi i ich spraw. Tischner kladzie nacisk wlasnie na slowo konkretnosc, kontekst, jakby powiadajac: zadnej latwizny, zadnych uproszczen, oddzielajac przy tym etyke z wyobrazni od etyki rzeczywistosci5.

Ktra to faza?

Znane mi artykuly czy eseje podsumowujace dzieje PRL koncentruja sie wokl czterech czy pieciu podstawowych kwestii. Pierwsza wiaze sie z pojeciem totalitaryzmu. Problem mozna sformulowac w sposb nastepujacy: czy mimo wszelkich zmian i zwrotw w historii PRL mozna mwic o tym, ze rzady komunistw byly ugruntowane i na trwale zwiazane z totalitarnym projektem, czy tez daje sie w historii PRL wyraznie odseparowac dwie, trzy fazy jego istnienia: faze totalitarna zwiazana z okresem stalinowskim i faze, zwana najczesciej autorytarna, zapoczatkowana przelomem pazdziernikowym. Okres stalinowski w tej sytuacji opieralby sie na innej niz pzniejsze podstawie legitymizacyjnej. Odmiennie przedstawialby sie zakres wolnosci obywatelskich, jak i rzny bylby stosunek spoleczenstwa do panujacego ustroju. Sprawa ma

rwniez swj wymiar etyczny. Przyjmujac, ze historia PRL posiada swoje wyraznie wyodrebnione fazy, wwczas inny zakres odpowiedzialnosci spoczywalby na twrcach ustroju, inny na jego epigonach. Tischner powiadal w 1992 roku, ze juz za pzno na dekomunizacje. Komunisci dawno wymarli. Zostali ich epigoni. Tym samym niejako rozstrzyga nie tylko, ze inne jest brzemie odpowiedzialnosci twrcw ustroju, inne ich nastepcw, ale rwniez uznaje, ze istnieja dwie fazy ustroju, ktrych zakres zbrodni, stopien winy jest niewsplmierny. To, co Tischner zdaje sie tylko sygnalizowac, jest rozbudowane i powazniej teoretyzowane przez historyka idei Andrzeja Walickiego6. Walicki odrznia faze totalitarna i autorytarna rezimu. Rznica tkwi nie w monopolizacji wladzy, ale w zakresie, celu i sposobie sprawowania wladzy. Totalitaryzm, powiada historyk, realizuje ideal konformizmu absolutnego i czyni to za pomoca nieustannej i wszechobecnej zorganizowanej presji moralno-politycznej wspomaganej terrorem, z kolei autorytaryzm zadowala sie biernym posluszenstwem obywateli i pozostawia stosunkowo obszerny zakres swobd i mozliwosci realizowania interesw, potrzeb ludzi. Historia PRL dzieli sie jawnie na dwie fazy i przeto wieksza jej czesc byla de facto odchodzeniem od totalitaryzmu poprzez kolejne fazy detotalizacji. Obalenie pezetpeerowskiego monopolu wladzy bylo jedynie (podkreslic warto tu slowo jedynie, bo przeciez caly proces liberalizacji ustroju juz sie prawie w calosci dokonal - P.S.) ostatnim, najbardziej spektakularnym aktem tego procesu. Czyli rzecz nazywajac nieco innymi slowy: kierownictwo PZPR zrozumialo, ze rzadzic da sie tylko poprzez legitymizacje narodowa (co, jak rozumiem, oznacza odejscie od jezyka marksistowskiego oraz zyskanie pewnego poparcia spolecznego) i ze trzeba liczyc sie zarwno z Zachodem, potrzebami konsumpcyjnymi obywateli, a nawet ich aspiracjami politycznymi (tolerowanie opozycji politycznej). Funkcjonariusze PRL krok po kroku, jak mozna wnosic z wywodw pana profesora, rozmontowywali totalitarna ideologie i totalitarne podstawy ustroju, by w koncu oddac wladze obywatelom. Czyli, prawdziwa i z pewnoscia jedynie skuteczna sila, ktra przeprowadzila Polske ku wolnosci, byla ta sama PZPR, ktra wczesniej terrorem i indoktrynacja chciala nas zaprowadzic ku wysnionemu komunizmowi. Opozycja antykomunistyczna zachowuje swoje miejsce w historiozofii Walickiego, ale jej znaczenie i miejsce ulega znacznemu pomniejszeniu. Wynika z tego wniosek jeszcze jeden: byli czlonkowie PZPR, a szczeglnie jej wybitni przywdcy, bezwiednie czy intencjonalnie (raczej intencjonalnie) przeprowadzili nas od komunizmu typu sowieckiego do demokracji i jako demokratom w sercu nalezy im sie pelnoprawne miejsce w nowym ustroju. Nie ma mowy o jakims rozliczaniu, dekomunizacji (bo cz by to byc mialo, skoro od 1956 komunizmu de facto nie bylo), a przeciwnie: niezbedne jest docenienie wysilkw wolnosciowych samej PZPR. Walicki w swoich analizach pomija wszystkie te kwestie, ktre akurat niezwykle ciekawia innych badaczy: suwerennosci narodowej, wplyww ZSRR, roli partii w kierowaniu panstwem i gospodarka, represjami policyjnymi, ale za to w swoich wywodach jest spjny i konsekwentny. Krystyna Kersten, odwolujac sie do wypowiedzi Walickiego, pisala: Pogladowi temu przeciwstawilabym teze, iz w Polsce komunistycznej totalitaryzm nigdy nie osiagnal pelnego ksztaltu, ale tez mimo dekompozycji, jakim ulegal, ewolucyjne zmiany oslabiajace rygoryzm ideologiczny, polityczny, ekonomiczny - i poszerzajace enklawy swobody nie naruszyly porzadku opartego na niezmiennych w swej istocie podstawach7.

Pytanie o patriotyzm

Spr to niezwykle istotny, bo nie tylko chodzi o definicje tego, co za PRL bedziemy uwazali, ale tez o to, czy rok 1989 i nastepne stanowia cezure w dziejach panstwowosci polskiej, czy tez w

roku 1989 zmienil sie w sposb spektakularny nie tyle model ustroju, ile krag elit dopuszczonych do wsplrzadzenia krajem. Po 1989 roku zdjeto decyzja generalw LWP ostatecznie dawne ograniczenia polityczne i dopuszczono do wsplrzadzenia krajem tolerowana dotad opozycje polityczna. Jest to tez spr o pojecie patriotyzmu. Z wywodw Walickiego chyba slusznie mozemy wnosic, ze komunisci drugiej i nastepnych generacji byli patriotami (choc dzialali w warunkach trudnych i ograniczajacych swobode ich ruchw, no ale to wina Zachodu, ktry narzucil nam porzadek jaltanski), z kolei krytycy jego historiozofii sklonni sa raczej przeciwstawiac kategorie komunizm i patriotyzm. (Co zreszta charakterystyczne: owo slowo komunizm, a tym bardziej postkomunizm w analizach historyka mysli rosyjskiej prawie nie wystepuje.) Z kolei zakladajac, ze mimo wszystkich odmiennosci okres PRL stanowi jednak wzglednie jednolita calosc, na politykach komunistycznych spoczywa odpowiedzialnosc za cala wsplnote, do ktrej dobrowolnie przystapili. Epigoni PRL, przejmujac wladze w latach siedemdziesiatych czy osiemdziesiatych, obejmowali cala schede po minionym rezimie i korzystali z calej spuscizny po PZPR, biorac tym samym odpowiedzialnosc nie tylko za lata swoich rzadw, ale rwniez za cala formacje i system komunistyczny. Gdy wiec uznamy, ze kazdy funkcjonariusz panstwa i partii korzysta z calego dziedzictwa PZPR, wwczas stosuje sie do niego formula przedstawiona przez Aleksandra Smolara: Nie mozna akceptowac tylko czesci zapisu testamentowego: albo w calosci odmawia sie jego przyjecia, albo w calosci sie go akceptuje8. W takiej sytuacji polityk PZPR pznego okresu jej istnienia nie moze powiedziec: nie mialem nic wsplnego z UB, nie ja organizowalem kampanie nienawisci w 1968 roku, nie ja wyrazalem zgode na strzelanie do robotnikw w 1970 roku. Ten dorobek jego partii wchodzi tez na jego konto. Nie obowiazuje wwczas prawo laski pznego urodzenia. Wszelako uwazajac nawet, ze cala partia i wszyscy jej czlonkowie wzieli na siebie, chcac nie chcac, caly testament i zgodzili sie na istnienie tego pseudopanstwa, to nie wolno czy raczej nie powinno sie, na co zwracal uwage Leszek Kolakowski, nie dostrzegac rznych postaci adaptacji do ustroju peerelowskiego: Czym innym bylo opluwac ludzi i donosic na znajomych do policji, czym innym tylko glosic piekno socjalistycznego ustroju, czym innym jeszcze okazywac lojalnosc przez glosowanie w wyborach. (...) Nazywac ludzi z tych wszystkich kategorii kolaborantami bez rznicowania (...) to tyle, co powiedziec, ze bylismy narodem kolaborantw niemal w calosci9. Oczywiscie ten sam argument (wszyscy byli jakos umoczeni) daje sie stosowac na dwa sposoby. Raz po to, by wszystkich w czambul potepic, dwa po to, by usprawiedliwiac rzne podlosci i powiedziec wtedy sobie, ze przeciez wszyscy w PRL kolaborowali, a wiec miedzy aktywnym agentem a jedynie przestraszonym nauczycielem z malego miasteczka, ktry nauczal o Leninie, rznic nie ma. Co ciekawe, tak sformulowany argument pada zarwno z ust bylych sekretarzy wybielajacych swoje postepowanie, jak i liderw niegdysiejszej opozycji. Niezrozumiala jest dla mnie tajemnica tego dziwnego retorycznego aliansu. Dla Jakuba Karpinskiego nie ulega watpliwosci, ze niezaleznie od tego, jak nazwiemy PRL totalitaryzmem, despotyzmem (bez tych pojec mozemy sie obyc, by zrozumiec, jak funkcjonowala PRL; fakt ten ma kapitalne znaczenie, poniewaz tak wiele naroslo interpretacyjnych nieporozumien wokl pojecia totalizmu), niezaleznie od tego, ile cezur w historii tego politycznego okresu wprowadzimy, to jedno nie ulega watpliwosci: PRL, partyjne, komunistyczne i namiestnicze pseudopanstwo, istniala od roku 1944 do 1989 r. W wypowiedzi Karpinskiego nacisk pada na sformulowanie pseudopanstwo, bo choc wypelnialo ono wiele funkcji oglnospolecznych (na przyklad system opieki zdrowotnej i oswiaty), to pytaniami zasadniczymi pozostaje: jakie bylo zrdlo legitymizacji tego systemu oraz kto i dlaczego rzadzil krajem?. Zrdlem legitymizacji od poczatku do konca istnienia tej fikcyjnej panstwowosci byl ZSRR (PRL byla panstwem nieprawomocnym, o ile prawomocnosci nie bedziemy utozsamiac ani z uznaniem zewnetrznym wladz przez wsplnote miedzynarodowa, ani z ideologia). Poza tym wladza w panstwie byla wladza partii. Panstwo bylo partyjne, bylo odgalezieniem partii. I

dlatego o panstwie w tym znaczeniu, w ktrym uzywa sie go w tradycji liberalnodemokratycznej, nie sposb mwic. Podobnie dzieje PRL widzi Andrzej Paczkowski, wedle ktrego jadrem systemu od poczatku do konca jego istnienia byla zasada monopolu partii komunistycznej, a to, co Andrzej Walicki nazywa aktywna detotalitaryzacja systemu dokonywana przez aparat partii, Paczkowski okresla mianem koncesji udzielanej wylacznie w wyniku oddolnej presji10. Nie znalazlem do tej pory przekonywajacego dowodu, ze stalo sie tak w wyniku szczeglnego natezenia dobrej woli wsrd czlonkw elity polskich komunistw. Jesli uwazali za konieczne, potrafili wydac rozkaz strzelania do strajkujacych11. Andrzej Friszke pisal, ze modyfikacje systemu odbywaly sie w ramach tego modelu (stalinizmu - dopisek P.S.) i nie prowadzily do naruszenia jego cech najistotniejszych: rzadw nomenklatury, podleglosci administracji panstwowej aparatowi partyjnemu, scislego sterowania z KC informacja, kultura, wydawnictwami, szkolami, sadami, oczywiscie polityka i aparatem zarzadzajacym gospodarka12.

Pragmatyzm lub nikczemnosc

Historycy czesto podkreslaja rznice miedzy suwerennoscia i niepodlegloscia. Czy wiec PRL, bedac panstwem suwerennym (autonomiczna czescia Imperium13), zdolala zachowac czy bronic, chocby w pewnym stopniu, niepodleglosci, czyli inaczej rzecz nazywajac, czy uznamy wladcw PRL za reprezentantw moskiewskich wladz, czy tez bedziemy sklonni myslec, ze mimo wszelkich narzuconych ograniczen, w tym jaltanskich umw, polscy komunisci reprezentowali i wyrazali interesy zgodne z polska racja stanu. Ryszard Legutko pisal, ze czesto przedstawia sie polskich komunistw jako pragmatykw, ktrzy w trudnej sytuacji (podzial Europy, Jalta) podjeli wysilek osiagania realistycznych celw; mieli oni na wzgledzie dobro Rzeczpospolitej, a od niepodleglosciowcw rznila ich tylko metoda14. Najwyrazniej takiego stanowiska bronil Jerzy J. Wiatr oraz jego kanadyjsko-polski przyjaciel Adam Bromke, ktrzy przeciwstawiali postawe insurekcyjno-romantyczna (opozycja polityczna), szlachetna w swoich pragnieniach, ale pozbawiona politycznej odpowiedzialnosci postawie realistycznej, bioracej pod uwage geopolityczne uwarunkowania. Wynika z tego rozumowania, ze cele insurekcyjnych i komunistycznych politykw byly w zasadzie takie same, rzne dobierano srodki. Jesli polityke chcemy pojmowac w duchu etyki odpowiedzialnosci, a nie etyki przekonan (by pozostac przy prostym rozrznieniu Maksa Webera), to mozemy nawet wnioskowac, ze komunisci byli jedynymi, ktrzy odpowiedzialnie walczyli o niepodleglosc i interes narodowy Polski. Michal Glowinski ten rodzaj postawy nazywa trafnie antykomunizmem bezobjawowym15. Oczywiscie trudno jest rozstrzygnac, czym jest polska racja stanu, trudno, bez glebokich badan archiwalnych, dowiedziec sie, jak przebiegaly rozmowy z funkcjonariuszami radzieckimi. Wszelako problem istnieje i stale mozemy pytac, czy w danych okolicznosciach mimo wszelkich ograniczen polskie wladze potrafily, chcialy bronic narodowych interesw. Zdaniem wielu (w tym Ryszarda Legutki, Jakuba Karpinskiego) twierdzenie, ze komunisci byli tylko bardziej odpowiedzialnymi, bo realistycznymi egzekutorami polskiej racji stanu, jest nie tylko historycznie nieuzasadnione, nie tylko jest bzdura, ale nikczemnoscia16. Trudno z wnioskiem Legutki sie nie zgodzic, tym bardziej ze nie sposb znalezc zadnych przekonywajacych dowodw na to, ze komunisci rzeczywiscie dbali o interesy narodowe. W obronie spuscizny PRL stawalo wielu kombatantw po nieboszczce PZPR piszacych do miesiecznika Dzis, a szczeglnie obroncy Gomulki i Jaruzelskiego. W publicystyce nie tylko postkomunistycznej czesto powtarza sie teza o tym, ze general wybral mniejsze zlo, ze musial uprzedzic inwazje radziecka, ktra politycznie i spolecznie bylaby o wiele bardziej kosztowna. Adam Michnik pisal, ze general Jaruzelski w historycznym momencie dobrze zasluzyl sie Polsce i ze wyrazal patriotyzm ludzi, ktrzy byli

przeswiadczeni, ze dla jaltanskiego porzadku nie ma rozwiazan alternatywnych17. Wynika z tego, ze byl on prawdziwym patriota skazanym na wielce tragiczny dylemat i nalezy go podziwiac za odwage przy podejmowaniu decyzji i zarazem cenic za to, ze stan wojenny byl przeprowadzony dosc lagodnie i skonczyl sie umowami Okraglego Stolu. Wiele, a nawet zbyt wiele przemawia jednak za teza, ze w grudniu 1981 roku Zwiazek Sowiecki nie zamierzal wkraczac do Polski i tym samym cale to rozumowanie nalezy uznac za balamutne i niegodne. Niegodne dlatego, ze jesli cnoty patriotyzmu, odwagi i roztropnosci przypiszemy zarwno Jaruzelskiemu, jak i Michnikowi z 1981 roku, to wwczas ich sens doskonale sie rozmywa. Nawet nie szare staje sie piekne, jak pisal naczelny Gazety Wyborczej, ale przestaje byc mowa o jakichkolwiek kolorach. Bo do osb rwnie moralnych zaliczamy zarwno oficerw SB, jak i ich ofiary. Co gorsza, podwazony zostaje sens wszelkich dzialan i pism dysydentw z czasw PRL. Ich apele o godnosc, honor, wolnosc staja sie tylko wyrazem ich zmiennych preferencji osobistych, a nie jakichs trwalych racji moralnych, nie wspominajac juz o racjach politycznych. Nie sposb mwic rwniez o wewnetrznej tozsamosci i ciaglosci biograficznej dawnych opozycjonistw, a dzisiejszych ministrw czy dziennikarzy. Bo okazuje sie, ze wtedy wazne byly dla nich zupelnie inne wartosci niz obecnie.

Tysiac szkl

Czesto mwi sie o cywilizacyjnych osiagnieciach w epoce PRL, o tym, ze socjalizm, choc narzucony, gleboko zmodernizowal kraj, spoleczenstwo, kulture i ze mozna wskazac na trwale i korzystne efekty wielu dziesiecioleci rzadw komunistycznych. Obroncy peerelowskiej spuscizny chetnie przypominaja glebokie zacofanie cywilizacyjne Polski przedwojennej, zniszczenia wojenne, odbudowe gospodarki. Na konto PRL wpisuja odbudowe miast, infrastruktury, walke z analfabetyzmem, slynna akcje tysiac szkl na tysiaclecie. Inni autorzy twierdza, ze nawet jesli uznamy, ze w okresie powojennym dokonano wielkich i pozytecznych zmian, to nie sa one zasluga wladz ludowych, ile po prostu spoleczenstwa, pracy wielu milionw ludzi18. Generalnie jednak postep cywilizacyjny mozna uchwycic jedynie w perspektywie porwnawczej, biorac za punkt wyjscia stan krajw o podobnym poziomie cywilizacyjnym i zadajac sobie najprostsze pytanie kontrfaktyczne: jakby wygladal stan Polski, gdybysmy jak Hiszpania czy Grecja przyjeli inny model rozwojowy?19. Wielu krytykw cywilizacyjnego dorobku wskazywalo raczej na stopien dewastacji naszej infrastruktury gospodarczej, opznienia technologiczne, niski poziom edukacji, zniszczenia ekologiczne. Spr trwa i powinien dalej sie toczyc. Jest wreszcie jeszcze jeden aspekt spuscizny czasw, ale juz nie systemu PRL. Jerzy Szacki odrznial ocene systemu politycznego od oceny dorobku spoleczenstwa. Ocena systemu to ocena wielkiej historii, najczesciej z polityka utozsamianej. Ocena zycia spolecznego, osiagniec i klesk poszczeglnych ludzi, zbiorowosci, srodowisk dokonywana jest z innego punktu widzenia. W tym sensie nawet najlepsze dokonania polskich poetw czy polskich inzynierw lat 1944-1989 nie daja sie interpretowac ani jako sukces wladz PRL, ani jako wyraz sprzeciwu wobec polityki wczesnej partii. Historii spolecznej czy po prostu historii poszczeglnych srodowisk, osb nie sposb utozsamic z historia polityczna i tylko totalitaryzm byl szalencza prba utozsamienia malej i wielkiej historii20. To podwjne widzenie epoki PRL nakazuje nam nie tylko stosowanie odrebnych miar do oceny obu sfer zycia, ale rwniez oddzielenie projektu ideologicznego i jego realizacji od rzeczywistego dzialania spolecznych zywiolw. Oznacza to, ze oceniamy ludzkie postepowania, twrczosc artystyczna nie tylko przez odniesienie do sfery politycznej (za, przeciw ustrojowi), ale tez wprowadzamy inne kryteria: estetyczne czy moralne. Czy rzecz nazywajac jeszcze prosciej: Nie wszystko, co sie dzialo w Polsce w okresie PRL,

nalezy do PRL, Polska jest nazwa kraju, natomiast PRL jest nazwa panstwa tworzonego przez komunistw, partyjnego i niesuwerennego... Natomiast pod wladza PRL zyli ludzie i to, co robili, bylo ich zyciem, a nie PRL21. Zreszta to wlasnie dzieki tym dokonaniom ludzi i niezaleznej kulturze moglismy latwiej uporac sie z przeszloscia. Istnialy czy zostaly podtrzymane znaczne obszary niezaleznej aktywnosci i ludzkiej zaradnosci, ktrych ani z wezwaniami opozycji politycznej utozsamic nie sposb, ani tym bardziej na konto schorowanego ustroju zapisywac. Warunkiem niezaleznosci twrcw w epoce komunizmu, pisal Michal Glowinski, bylo po pierwsze, wziecie PRL--owskiego swiata w nawias, a wiec niekoniecznie negowanie go w akcie swiadomego buntu czy swiadomej opozycyjnej krytyki, lecz przyjecie, ze cala oficjalnosc... nie ma wplywu na to, co robie i po drugie, przyjecie zasady autentycznosci, czyli dzialanie, pisanie tak, by robic swoje, czyli to, w czym moge byc soba. Czyli, ze autentyczna kultura powstawala ani w buncie, ani w biernej rezygnacji wobec rezimu, ale poprzez aktywnosc pozapolityczna, tak jakby PRL nie istniala. Owo rozrznienie na dwie historie PRL ma niebagatelne znaczenie polityczne i moralne. Czesto bowiem zarwno postkomunisci, jak i niegdysiejsi opozycjonisci utozsamiaja je ze soba i wtedy wszelka krytyka dawnych wladz zostaje uznana za krytyke calego dorobku i wysilku ludzi zyjacych w tamtej epoce. Niezwykle charakterystyczna jest wypowiedz Jacka Kuronia (podobna do wypowiedzi Kwasniewskiego i innych socjaldemokratw): atakujac przeszlosc PRL-owska, popelniono niewatpliwy blad. Dla bardzo wielu ludzi w Polsce byl to okres ciezkiej pracy, z ktrej sa bardzo dumni. Uwazaja te prace za dorobek swojego zycia, czuli sie wiec bardzo rozzaleni, kiedy nagle dowiedzieli sie, ze czterdziesci lat ich zyciorysu zostalo skreslonych22. Wszelako blad, i to powazny popelnili nie tyle antykomunisci, ale autor owych slw, zapominajac naraz o dwch sprawach. Po pierwsze, ze historii parapanstwa i historii ludzi utozsamic nie sposb, a po drugie, Kuron, mwiac to, co mwil, zapomnial, ze walczac z PRL, nie walczyl z okresem dziejowym ani z dorobkiem ludzi ciezkiej pracy, ale z systemem, ktry ludzi zniewalal i deprawowal23.

Raport dla prawdy i pojednania

Artykulw, esejw, dokumentw, reportazy, felietonw o przeszlosci komunizmu opublikowano w ciagu ostatnich dziesieciu lat tysiace. Nie ma bodaj zadnego waznego artykulu o sprawach wsplczesnych, ktry by w jakiejs formie nie odwolywal sie albo do czasw PRL, albo do spuscizny, ktra komunisci pozostawili. Wszelako duza ilosc tych mniej lub bardziej wazkich materialw prasowych przyniosla jedynie kilka istotnych dyskusji, ktrych przedmiotem byl calosciowy bilans niedawnej historii. Istotnych, czyli takich, w ktrych prezentowany jest wzglednie spjny obraz dziedzictwa i przeszlosci PRL, lub takich, ktre przyczynily sie do przemyslenia kryteriw oceny starego rezimu. Poza pismem srodowiska dawnych funkcjonariuszy PZPR Dzis, ktre konsekwentnie lansuje wizje ciaglosci ustrojowej i rehabilituje obraz PRL, znalazlem tylko cztery obszerniejsze bloki wypowiedzi na ten temat. Jeden w Tygodniku Powszechnym zapoczatkowany esejem profesor Krystyny Kersten, drugi w Gazecie Wyborczej sprowokowany artykulem Michnika i Cimoszewicza O pojednanie i prawde, nastepny otwarty artykulem Bronislawa Wildsteina Wybieranie przyszlosci, czyli choroba pamieci z Zycia oraz ostatni w Przegladzie Politycznym wywolany obszernym esejem Andrzeja Walickiego Sprawiedliwosc okresu przejsciowego i walki polityczne. Zacznijmy od zasadniczego tekstu pisanego przez wieloletniego wieznia politycznego, czlonka KOR Adama Michnika i Wlodzimierza Cimoszewicza, kandydata do fotela prezydenckiego z ramienia SLD w 1990 roku. Artykul powstal, co nie jest dla jego lektury bez znaczenia, tuz przed

kolejnymi wyborami prezydenckimi, po tym, jak dwie partie wywodzace sie z PRL przejely wladze, a premierem zostal Jzef Oleksy, dawny sekretarz Komitetu Wojewdzkiego PZPR. Kluczowym dla obu autorw slowem jest porozumienie czy inaczej: pojednanie bez uzycia sily. Wybieraja oni krytyczna refleksje, rozmowe, w ktrej strony sporu maja dobra wole, a jesli bladza, to bynajmniej nie dlatego, iz sa osobami nikczemnymi. Co jest przeciwstawione wrogim monologom, potepieniom, pogardzie, szyderstwu. Wynika z tego wprost, ze jesli ktos podwaza sens takiego porozumienia (bez wzgledu na motywy i racje, ktrymi sie kieruje), to swiadczy to o jego czystym negatywizmie i niecheci do demokratycznych procedur. Oczywiscie porozumienie nie oznacza zgody w ocenie poszczeglnych faktw. Kazda ze stron zastrzega sobie prawo do wlasnego zdania. Porozumienie nie jest jakims gotowym stanem, lecz dazeniem, wola rozmowy, z ktrej, jak rozumiem, nikt nie moze zostac wykluczony. Kazde zdanie, kazda wizja i ocena przeszlosci, jak chce liberalna ideologia, sa rwnie prawomocne, jesli tylko powodowane sa i ozywione owa tesknota do pojednania. Opinie katw i ofiar, cenzorw i pisarzy zmuszanych do milczenia, oficerw bezpieki i ich wiezniw maja taka sama wartosc poznawcza. Wystarczy, ze chca ze soba powaznie pogadac, nie bojac sie ani o swoje zycie, prace, paszport, ani nie obawiajac sie, ze ich artykuly zatrzymane zostana co najmniej do dalszego wyjasnienia. Dyskusja ma sie toczyc o wartosciach - bo nie o faktach - te, jak twierdza autorzy, nie podlegaja zmianie (autorzy zdaja sie unikac klopotliwych problemw postawionych przez wsplczesna historiografie, gleboko problematyzujacych samo istnienie faktu historycznego). Mozna to samo wydarzenie odmiennie interpretowac, wszelako oceny nasze, twierdza obaj autorzy, sa pochodna odmiennych losw i doswiadczen, dawnego i wsplczesnego zaangazowania, czyli wiec nasze wartosci sa jakas wiazka emocji i do zadnych trwalszych standardw nie moga byc przywiazane. Zyjemy w swiecie pluralistycznym i kazdy moze nadawac odmienny, czyli dowolny, sens pojeciom zdrady, odwagi, prawdy, uczciwosci, a wszelkie prby nadawania tym wartosciom jakiegos mocniejszego statusu mozna odczytac za czastke postawy zwanej tutaj wrogim monologiem. Poglad Michnika i Cimoszewicza smialo da sie przypisac do typowego postmodernistycznego liberalizmu r la Rorty czy r la Walicki. I wszelkie prby nadawania tym pojeciom/wartosciom sensu nieprzypadkowego beda pewnie mieli za jakas ukryta forme tyranii intelektualnej czy duchowego paternalizmu. Sens porozumienia widza autorzy tez w sferze politycznej. Najwieksze obawy wiaza z polaryzacja sceny politycznej, nieprzewidywalnoscia rozwoju wydarzen i kltniami, ktre naruszaja autorytet instytucji publicznych. Nie jest istotne, kto i o co sie klci, dlaczego scena publiczna jest skonfliktowana. Wazne, ze jestesmy podzieleni i przez to mniej wiarygodni. Potrzebna nam jest jakas forma zgody narodowej, zwana tutaj utrwalonym rozumieniem dobra wsplnego. Zgoda nie przekresla rznic, ale wyklucza istnienie rznic fundamentalnych i uwaza je za zlo smiertelne dla demokracji. Zlem w zwiazku z tym jest posiadanie tak zwanych mocnych pogladw (na przyklad dotyczacych aborcji czy prawa bylych komunistw do wsplnego dyskutowania przeszlosci PRL) i w zwiazku z tym uczestnicy dialogu demokratycznego musza albo swoje mocne poglady zawiesic i traktowac je jako jedne z mozliwych opinii, albo tez relegowac je do sfery przedpolitycznej, czyli sfery prywatnej. Wtedy inne poglady wolno nam posiadac jako obywatelom uczestniczacym w procesie politycznym, inne natomiast (lub w odmiennej postaci) posiadac i respektowac w zaciszu domowym. Autorzy wielekroc wracaja w swoim artykule do zagrozenia przez radykalizm, mowe nienawisci, polaryzacje polityczna tak, jakbysmy byli w przededniu jakiejs kolejnej fali rewolucyjnej i nie nazwani z imienia radykalowie (pewnie grozniejsi sa ci z prawej strony) chcieli zaraz wywrcic polska demokracje. Ton ostrzezenia przed jakims zdziczeniem obyczajw oczywiscie ma zwiekszyc atrakcyjnosc tezy o pojednaniu. Pogodzona wreszcie opozycja z dawnymi wrogami ma byc chyba tym zdrowym trzonem systemu politycznego.

Wiarygodnosc partnerw rozmowy miedzy bylym funkcjonariuszem PZPR i prominentnym dzialaczem SLD a bohaterem opozycji demokratycznej potwierdzaja rzekomo wydarzenia historyczne. Z jednej strony gotowosc do kompromisu obecna byla w ruchu Solidarnosci w latach 1980-1981, z drugiej posrd nomenklatury partyjnej, gdy przystapila do rozmw Okraglego Stolu i pokojowo oddala wladze. Czyli byly komunista moze sie dogadac z bylym opozycjonista, byle tylko chcieli z dobra wola sie porozumiewac. Dziesiec lat z punktu widzenia historiozofa nie stanowi istotnej cezury czasowej. Historia narodu przeciez liczy sobie ponad tysiac lat. Przy lekturze artykulu okazuje sie, ze panuje miedzy nimi dosc daleko idaca zgoda w ocenie najwazniejszych faktw. Jedynie wszystkie kwestie biograficzne (czyli kwestie smaku?) sa opatrzone znakiem zapytania, co powodowalo, ze ludzie bliscy sobie dokonywali rznych politycznych wyborw? Ile dali Polsce ci, ktrzy przechodzili do opozycji? Itd. Itd.. Z wypowiedzi obu autorw dowiadujemy sie, ze w historii PRL daje sie z pewnym trudem wyodrebnic kilka etapw. Jest okres stalinowski, jednoznacznie potepiony, potem przychodzi euforia pazdziernikowa przerywana erupcjami zlych sil (rok 1968, 1970, 1976). Zarazem jednak obraz przeszlosci ulega dalszemu wycieniowaniu: stalinizm przynisl represje, ale i szanse awansu spolecznego i cywilizacyjnego warstw ubogich, pracy, wyksztalcenia dla wielu Polakw. Brakuje tylko wzmianki o radiofonizacji kraju i wszechobecnych wwczas na ulicach i w urzedach szczekaczkach. W kazdym razie dowiadujemy sie, ze PRL miala niewatpliwe osiagniecia cywilizacyjne i modernizacyjne. Gierek obudzil w Polakach nadzieje, uczyl nowoczesnej gospodarki, ale potem przyszlo rozczarowanie propaganda sukcesu, marnotrawstwo kredytw, nekanie opozycji, ale juz nie jej niszczenie. Mozna powiedziec: nic w tej przeszlosci nie jest jednoznaczne, nic nie ma swego mocnego sensu. To, jak bedziemy oceniac poszczeglne wydarzenia, zalezy od doswiadczen indywidualnych i tylko przez te doswiadczenia da sie je zinterpretowac. Nie proponuja autorzy zadnych kryteriw ocen przeszlosci. Nie ma tu refleksji nad tym, czy Polska Ludowa byla krajem niepodleglym, czy suwerennym, nie ma mowy o tym, czy mielismy do czynienia z projektem totalitarnym, autorzy unikaja slowa demokracja (albo raczej jej braku) w opisie dawnego rezimu; nie odnosza sie do kwestii praw czlowieka i obywatela. Nad tekstem unosi sie duch calkowitego relatywizmu, pytan bez odpowiedzi, watpliwosci bez kresu. Nie wiadomo, wedle jakich miar oceniac przeszlosc, jakby te rwniez byly tylko produktem zblakanego i przypadkowego ludzkiego doswiadczenia. Wsplny jest, powiadaja zgodnie, polski los i dziedzictwo. Brzmi to jak frazes i frazesem jest nawet, gdy zestawimy to stwierdzenie z dalsza czescia wywodu. Bo inne jest dziedzictwo bylego wieznia, inne funkcjonariusza aparatu wladzy. Inne tez sa losy i doswiadczenia. Ale mimo to niemal na zakonczenie artykulu pada jedno zdecydowane stwierdzenie: Paliwem napedzajacym ten mechanizm (polaryzacji - dopisek P.S.) jest nie rozliczona przeszlosc i brak pojednania. Amnezja i skleroza zle sluza Polsce. Lepiej posluzy jej prawda i skrucha, zal i pojednanie. Brzmi to jak wypis z kazania lub jakiejs prawicowej gazety. Tym bardziej wiec warto i wypada pytac, czy pojednanie przez nierozstrzyganie o wartosciach, przez stawianie pytan w sumie dosc oczywistych przybliza nas do rozliczania przeszlosci i zapobiega chorobie zwanej amnezja. Ostateczna prbe pojednania maja w mniemaniu autorw uczynic historycy, przygotowujac raport dla prawdy i pojednania. W takiej grupie mieliby sie znalezc badacze z rznych obozw (uwaga: pluralizm), aby ukazac mozliwie najpelniej prawde (uwaga: obiektywizm i rzetelnosc warsztatowa). Artykul konczy sie i zaczyna idea Okraglego Stolu, tym razem maja przy nim zasiasc historycy i mozna jeszcze tylko pytac: czy ich obecnosc przy takim stole ma uniewaznic zasadnicze rznice w kryteriach oceny historii, czy zmieni nasze poglady na temat tego, co jest tym faktem historycznym. Albo pytac mozna: czy istnieje granica kompromisw tak w badaniach historycznych, jak i w ocenie przeszlosci?

Artykul doczekal sie licznych polemik, krytyk, rzadziej pochwal. Sprbujmy je tu zrekapitulowac.

Watpiacy i sprzymierzency

Najczesciej pojawialy sie glosy krytykujace mozliwosc napisania wsplnej wizji historii PRL. Dawid Warszawski pisal kasliwie, ze przedstawiona i wyjatkowo uboga wizja jest juz efektem zmudnych targw politycznych. Tego nie da sie zalatwic, ze ja ci ustapie troche w ocenie stalinizmu, a ty mi podzyrujesz paru partyjnych reformatorw. Tak sie mozna pojednac, jesli komus ogromnie zalezy, ale do prawdy dojsc nie sposb24. Adam Michnik dal wyraz wyjatkowemu niezadowoleniu z opinii Geberta-Warszawskiego, w krtkiej notce sugerujac, ze autor nie odrobil lekcji. Znaczna czesc polemistw stawiala pytanie: czy byli komunisci maja rzeczywiscie dosc dobrej woli, by taki dialog podjac. Jan Litynski dowodzil, ze po stronie SLD brak jest politycznej rzetelnosci i dlatego dialog z nimi nie jest mozliwy25. Podobnie rozumowal Witold Beres, ktry uwazal, ze formacja postkomunistyczna (choc tego okreslenia nie uzywal) zachowuje sie cynicznie, naduzywa wladzy i hamuje reformy. Nie dokonala samooczyszczenia. Dopiero, gdy sama sie uzdrowi, dialog stanie sie mozliwy26. O wiele bardziej stanowczo stawial sprawe Zbigniew Gluza, piszac, ze z komunistami nie ma i byc nie moze porozumienia. Jesli ktos uznal za swoje reguly PRL, a wiec zasade klamstwa w zyciu politycznym, zasade terroru wobec nieakceptowanej innosci, a przede wszystkim - zasade hierarchicznego serwilizmu, ten nie moze byc partnerem do refleksji nad tamta przeszloscia27. Jest tak, poniewaz nie tylko byli komunisci beda wybielac siebie, ale dlatego ze zapadli na wyjatkowo trudno uleczalna chorobe konformizmu. Rzecz nazywajac bardziej wprost: oni nie moga byc naszymi rwnorzednymi partnerami w rozmowie o rozliczaniu historii, poniewaz nie zmienili sie od czasw PRL i brak im nie tylko stosownego dystansu do siebie z tamtych czasw, ale tez nie czuja zadnej potrzeby skruchy. Piotr Nowina-Konopka pisal o tym, ze ludzie PRL nie sa gotowi poniesc odpowiedzialnosci moralnej i politycznej, choc na koncu w sposb nie dosc dla mnie zrozumialy uznal artykul za dobry zaczyn debaty zmierzajacej do pojednania zwasnionych28. Na tle wspomnianych tu wypowiedzi wyjatkowo stanowczo zabrzmial glos Jana NowakaJezioranskiego. Wypowiedz Adama Michnika uznal nie tylko za zaklamana - bo o tym, czy komunisci chcieli polski wasalnej, czy Polski demokratycznej - dyskutowac po prostu nie sposb, zbyt oczywiste sa tu fakty - ale i sluzacy wyborczej kampanii Aleksandra Kwasniewskiego. A Kwasniewskiego i jego obz ma za kolejna mutacje tej samej formacji, ktra juz wielokrotnie przemalowywala swoje szyldy i kamuflowala swoja tozsamosc. Oczywiscie, powiada dyrektor Wolnej Europy, czesc z nich, i to niewielka, zerwala z wartosciami opartymi na bezprawiu i falszu, ale doswiadczenie przeszlosci nakazuje odnosic sie do spadkobiercw PZPR nieufnie29. Zapominanie o przeszlosci - haslo wyborcze kandydata SLD - moze tylko przyczynic sie do powtrzenia narodowego nieszczescia. Jednie dwch autorw poparlo przeslanie zawarte w wypowiedziach Cimoszewicza i Michnika. Byli to Mieczyslaw Rakowski, ktry przedstawial sie jako dlugoletni funkcjonariusz PZPR, oraz Andrzej Drawicz, ktry porwnywal Aleksandra Kwasniewskiego do Aleksandra Wielkiego. Obaj byli poruszeni nie tyle ich wizja przeszlosci, nie zrobily na nich wrazenia poszczeglne stwierdzenia historiograficzne (historiozoficzne), ale poczuli sie dotknieci, jak pisali, lawina zacietrzewienia, prawicowa nienawiscia, zaslepieniem, nietolerancja. (Musze przyznac, ze zawsze, gdy czytam takie pouczenia dawane przez dawnego aparatczyka, czuje sie obrazony i moge pytac: dlaczego tej samej lekcji sobie nie zadawali przed rokiem 1989? Pytanie jest oczywiste i wielekroc powtarzane, ale nigdzie nie znalazlem na nie przekonywajacej

odpowiedzi.) Odpowiedzialnoscia za brak porozumienia obarczali tylko jedna strone, a wszelkie zarzuty takie, jakie stawial im Litynski czy Nowak-Jezioranski, mieli za calkowite nieporozumienie, ktrego nawet dyskutowac nie bylo warto. Kultura polityczna polega, zdaniem tych dwch mentorw, na tym, ze rozmawia sie grzecznie ze wszystkimi obywatelami i nie prowadzi dyskusji ad personam czy ad systemam, i traktuje bylych komunistw jak pelnoprawnych obywateli demokratycznego panstwa, ktrzy moga co najwyzej odpowiadac za swoje indywidualne przewiny, nie zas za winy systemu, ideologii30. Wina zbiorowa partii, bezpieki nie da sie pogodzic z umilowana (nagle) przez nich liberalna filozofia czlowieka. Zdaniem Rakowskiego nie ma mowy o zapisie testamentowym tak, jak go przedstawial Aleksander Smolar. Jest natomiast jedna okolicznosc, ktra zmienila cala formacje: Okragly Stl, ktrym utorowano droge demokracji. Tak oto sam fakt, ze generalowie ze swoimi cywilami siedli do stolu rozmw, stal sie podstawa ideologiczna nowej socjaldemokracji, jakby po pierwsze, siadajac do rozmw, byli oni gotowi od razu oddac calosc wladzy (fakty tego stanowiska nie potwierdzaja), oraz po drugie, jakby bez Okraglego Stolu nadal panowalby komunizm i Rakowski albo jego nastepca byl nadal I sekretarzem PZPR, po trzecie, zakladaja, ze gdyby nie Okragly Stl to pewnie by wybuchla krwawa rewolucja (co tylko stawia komunistw dodatkowo w zlym swietle). Nie wchodze juz w rozwazania, czy Okragly Stl rzeczywiscie nie zatrzymal dynamiki zmian, to i tak ideologia Okraglego Stolu na podstawie tekstu Rakowskiego robi wrazenie, ze potrzebna jest do uprawomocnienia sie przede wszystkim bylym komunistom, zwanym obecnie socjaldemokratami. Mieczyslaw Rakowski jest obecnie redaktorem naczelnym pisma Dzis finansowanego przez Jerzego Urbana. To, jak sobie dzieje PRL wyobrazaja autorzy tego powaznego miesiecznika, najlepiej pewnie oddaje tresc artykulu Feliksa Siemienskiego, profesora prawa z UAM31. Autor nie tylko uwaza, ze PRL byla krajem bardziej suwerennym niz I Rzeczpospolita, jak i obecne panstwo, ale tez twierdzi, ze byl to kraj demokratyczny, bo ustrj cieszyl sie poparciem spolecznym, nie byla nigdy panstwem totalitarnym (choc wystapily pewne bledy w okresie stalinowskim), a terror daje sie wyjasnic i usprawiedliwic zbrodniczym zachowaniem bojwek poakowskich. Osiagniecia spoleczne i cywilizacyjne PRL byly niewatpliwe. Tak wiec bilans ustroju wyglada imponujaco i pewnie tylko zlowrogim imperialistom mozna przypisac to, ze wiekszosc obywateli w 1989 roku glosowala na liste OKP i ze tyle milionw ludzi wstapilo do Solidarnosci. Jak wynika z publikacji firmowanych przez Rakowskiego, PRL byla kolejna Rzeczpospolita prowadzaca niezalezna polityke zagraniczna, dysponujaca swoim wojskiem, bedaca podmiotem prawa miedzynarodowego, cieszac sie przy tym pelnym poparciem narodu. Tak wiec mozna tylko plakac nad ta trumna, nieslusznie umeczona i zamordowana Polska Ludowa. W sumie dyskusja po artykule Cimoszewisza i Michnika miala charakter wybitnie spolityzowany i sprowadzala sie tylko do kwestionowania (bez glebszych uzasadnien) gotowosci badz komunistw, badz zacietrzewionych ich wrogw do kompromisowej formuly poszukiwania prawdy historycznej. Na szczescie historie pisze sie niezaleznie od takich dyskusji i bardziej mozna liczyc na wymogi warsztatu badawczego niz na polityczna i moralna gotowosc do takiej rozmowy politykw. Jedynym i istotnym faktem okazala sie wsplna publikacja obu autorw, bo same ich wywody historyczne byly i sa nader oglnikowe i nieciekawe. W ten oto sposb Michnik raz jeszcze rzucil, by uzyc jego wlasnej formuly, line swoim dawnym przeciwnikom tak, jakby nadal tej liny ratowniczej potrzebowali, i dowidl, ze jego prawdziwym i jedynym przeciwnikiem nadal pozostaje polska prawica. (Nie zauwazylem w Gazecie Wyborczej nawet jednej wzmianki o publikacjach w Dzis, natomiast stale, krytycznie komentuje sie wypowiedzi z pism prawicowych.)

Soc-postmodernizm...

Rwniez prawica podjela swoja dyskusje o przeszlosci. Otworzyl ja szkic Bronislawa Wildsteina z Zycia. I ta wymiana argumentw dotyczyla bardziej terazniejszosci niz historii czy rzetelnej pracy nad kryteriami oceny przeszlosci. Za nierozliczanie przeszlosci odpowiadaja postkomunisci (sztandarowe haslo wyborcze Kwasniewskiego wybierzmy przyszlosc) swietnie wpisujacy sie w kulture masowa oraz poglady znacznej czesci niegdysiejszej opozycji demokratycznej lansujacej czarna wizje dekomunizacji. Odrzucenie czy zapomnienie o przeszlosci prowadzi do tego, ze za nic nie bierzemy odpowiedzialnosci, bo nie istnieja konsekwencje dzialania lub nie mysli sie o nich. Jesli nie ma konsekwencji zadnych aktw, to nie ma podstaw do przeprowadzenia zadnego rozumowania. A wiec jest to swiat bezmyslny z zalozenia. Bezmyslny, a wiec bezkonfliktowy. Jest to, zdaniem autora artykulu, swoista wersja postmodernistycznego nihilizmu. Z kolei przeciwnicy dekomunizacji doprowadzili do zamazania rznicy miedzy katem i ofiara, kto tworzyl aktywnie system, a kto, chcac nie chcac, byl zmuszony do uczestniczenia w zbiorowej hanbie. Powiada sie wwczas, ze wszyscy byli umoczeni. Mozna mwic tylko o rznicach stopnia, a nie o jakosciowej odmiennosci wyborw. Taka wizja sprawia, ze wszyscy sa tak samo moralnie brudni i w sumie nikt nie musi sie z niczego rozliczac, i nikt nikogo rozliczac nie jest w stanie. Poza tym zwolennicy grubej kreski chcieli dzialac w zgodzie z prawem, ale prawo, jakie mieli do dyspozycji, bylo prawem komunistycznym. I zgoda na praworzadnosc byla w tym wypadku tozsama z akceptacja filozofii pozytywizmu prawniczego. A wiec do akceptacji tezy, ze kazde prawo, nie wazne jakie, jak powolane i jak skonstruowane, musi byc szanowane, bo posiada status prawa. Przyjeto taka wizje, chcac powstrzymac proces radykalizacji postaw rozliczeniowych, co w konsekwencji doprowadzilo do skutkw odwrotnych, bo podwazony zostal autorytet calego prawa. Ksiadz Maciej Zieba uwazal, ze brak rozliczen z komunizmem, niewiedza o niedawnej przeszlosci wynikaja z dominujacej w kregach intelektualnych III Rzeczpospolitej prefilozofii postmodernistycznej - soc-postmodernizmu32. Powiada dominikanin, iz wtedy, gdy zalozymy, ze wszystko jest relatywne, prawda jawi sie jako kategoria opresywna, a rozstrzygniecia, co bylo dobre, a co zle, nie sposb dokonac, wwczas nie sposb nijak rozstrzygnac, co w naszej przeszlosci bylo hanbiace, co wzniosle. Skrajny relatywizm w ocenie przeszlosci okazuje sie rozmazywac wszelki sens, poglebia chaos moralny i doskonale sluzy formacji postkomunistycznej. Nie musza za nic brac odpowiedzialnosci - ani za przeszlosc, ani za terazniejszosc. Na problem rozmywania odpowiedzialnosci zwrcil uwage tez Edmund Wnuk-Lipinski, piszac, ze odrzucenie przeszlosci jest zgoda na odrzucenie odpowiedzialnosci za wlasne czyny i ze nastepuje stopniowe zacieranie rznicy miedzy skutkiem i przyczyna. Jesli nasze czyny sa niewazkie, jesli nie rodza konsekwencji, to oznacza, iz w sprzyjajacej koniunkturze mozna lamac pewne zasady moralne, bo lamanie tych zasad nie rodzi skutkw, a zatem uniewaznia same zasady33. Krytycy Wildsteina poza argumentami merytorycznymi (co Jacek Kuron mial na mysli, piszac o wsplnej winie) uzyli argumentw prawnych. Jerzy Jedlicki pisal, ze jezyk prawny nie stosuje sie do dekomunizacji, bo jest zbyt oglny, bo jak na przyklad karac komunistycznych pismakw, czy da sie znalezc na to paragraf, i argumentu Krzysztofa Wolickiego ad personam: w gruncie rzeczy kazda dekomunizacja jest ukryta postacia kombatanctwa, bo ten pragnie podzielic ludzi na odznaczonych i pokutnikw. Jak do tego sformulowania doszedl redaktor Wolicki, trudno sie rozeznac. Moze dwa watki tej wymiany artykulowej, bo nie dyskusji, warto w tym miejscu podniesc: pierwszy - podobnie jak wczesniej juz cytowany Smolar, Wildstein, Wnuk-Lipinski i Zieba zwracaja uwage na zwiazek miedzy obecnym moralnym chaosem a rozmyciem znaczen w przeszlosci. Drugi - szukania uzasadnien dla obecnego chaosu w filozofii postmodernistycznej,

ktra gorliwie byli komunisci wymienili na deterministyczny marksizm. Spr o przeszlosc okazuje sie nie tylko sporem o wydarzenia i ich interpretacje, ale tez podstawowym sporem swiatopogladowym czy wrecz filozoficznym. Staje sie przez to glebszy, ale i bardziej zawziety.

Pawel Spiewak - historyk idei, socjolog. Lubi publikowac w Res Publice Nowej i Przegladzie Politycznym.

1 Aleksander Smolar, Co bedzie, jesli wygra SLD?, Gazeta Wyborcza z 4-5.09.1993 r. 2 Piotr Wojciechowski, Dziedzictwo zametu, Tygodnik Powszechny z 28.08.1994 r. Podobne stanowisko wyraza Wojciech Roszkowski, piszac o relatywizmie w ocenie przeszlosci, ktry jest jawnym dzielem postkomunistw, ale ktremu uleglo wiele elit postsolidarnosciowych. 3 Jan Nowak-Jezioranski, Od III Rzeczpospolitej do Drugiej Polski Ludowej, Tygodnik Powszechny z 25.09.1994 r. 4 Krystyna Kersten, Bilans zamkniecia, Tygodnik Powszechny z 15.05.1994 r. 5 Jzef Tischner, Nieszczesny dar wolnosci, Znak, Krakw 1993, s. 110. 6 Andrzej Walicki, Czy PRL byla panstwem totalitarnym, Polityka z 21.07.1990 r. 7 Krystyna Kersten, Bilans zamkniecia, Tygodnik Powszechny z 15.05.1994 r. 8 Aleksander Smolar, Polska Kwasniewskiego, Tygodnik Powszechny z 7.01.1996 r. 9 Leszek Kolakowski, PRL - wesoly nieboszczyk, Tygodnik Powszechny z 12.02.1995 r. 10 Andrzej Paczkowski, Wojna o PRL, Tygodnik Powszechny z 7.08.1994 r. 11 Ibidem, patrz rwniez: A. Paczkowski, Obrachunki Andrzeja Walickiego, Przeglad Polityczny 42/1999. 12 Por. nastepny przypis. 13 Andrzej Friszke, Autonomiczna czesc Imperium, Tygodnik Powszechny z 20.09.1994 r. 14 Ryszard Legutko, Ich baza, ich nadbudowa?, Zycie z 31.08.1998 r. 15 Michal Glowinski, PRL-owskie mity i realia, Tygodnik Powszechny z 17.07.1994 r. 16 Ryszard Legutko, op. cit. 17 Adam Michnik, Syndrom Goloty, Gazeta Wyborcza z 21--22.12.1996 r.

18 Jerzy Turowicz, PRL dla doroslych, Tygodnik Powszechny z 5.11.1995 r. 19 Leszek Kolakowski, PRL - wesoly nieboszczyk, Tygodnik Powszechny z 12.02.1995 r. 20 Jerzy Szacki, Dwie historie, Tygodnik Powszechny z 11.09.1994 r. 21 Jakub Karpinski, Wielka fikcja, Tygodnik Powszechny z 8.01.1995 r. 22 Jacek Kuron, glos w dyskusji Zabraklo woli politycznej, Wiez 7/1994, s. 48. 23 Wojciech Roszkowski, Wczoraj czy dzis?, Tygodnik Powszechny z 2.10.1994 r. 24 Dawid Warszawski, Beton ze styropianem, Gazeta Wyborcza z 13.09.1995 r. 25 Jan Litynski, Magia odswiezonej nowomowy, Gazeta Wyborcza z 26.09.1995 r. 26 Witold Beres, Dialog niezbedny, wiec go nie bedzie, Gazeta Wyborcza z 3.10.1995 r. 27 Zbigniew Gluza, Z Polski do Peerelu, Gazeta Wyborcza z 22.09.1995 r. 28 Piotr Nowina-Konopka, O pojednanie z prawda, o prawde pojednania, Gazeta Wyborcza z 19.09.1995 r. 29 Jan Nowak-Jezioranski, Doswiadczenie i terazniejszosc, Gazeta Wyborcza z 28.09.1995 r. 30 Mieczyslaw Rakowski, Nie ma chetnych do rozmowy, Gazeta Wyborcza z 6.10.1995 r. 31 Feliks Siemienski, Spr o PRL, Dzis 8/1994. 32 Maciej Zieba OP, Soc-postmodernizm, Zycie z 23-24.11.1996 r. 33 Edmund Wnuk-Lipinski, Kac po wygranej rewolucji, Zycie z 23.12.1996 r.

Darmowy Hosting CBA.PL

Rzeczpospolita - 2003.01.23

Wiele wskazuje na to, e III Rzeczpospolita wyczerpaa swoje moliwoci samonaprawy. Czas zacz myle o IV Rzeczypospolitej.

Pawe piewak

Koniec zudze
Jzyk Rywina i Michnika jest jdrny, rzeczowy. Nie ma tu dwuznacznoci, duserw, ktrymi karmi si obcych. Mowa jest pozbawiona wszelkich naleciaoci jzyka oficjalnego i politycznie poprawnego. Od pocztku do koca intencje obu rozmwcw s jasne. Nie tylko przejrzysty jest sens wypowiedzi, ale rwnie klarowny jest sposb mylenia. Wszystko jawi si jako gra, w ktrej chodzi o wpywy i pienidze. adnej taniej moralistyki, wynoszenia si ponad przecitno. Gra wymaga pienidzy, znajomoci (Robert, Andrzej, Leszek i wiele innych postaci) i chodzi w niej tylko o jedno: o skuteczno. Nie wolno da si wykuglowa. Wszystko ma by czyste dla maluczkich.

Zapewne na poziomie gminy czy powiatu bohaterami bd osoby o podobnych imionach, ale nieco innych stanowiskach, jednak cele i reguy gry nie bd si wiele rniy. Lekcja jest prosta: jeli chce si bra udzia w podziale upw, nie ma znaczenia, czy kto by opozycjonist, czy oficerem komunistycznych sub specjalnych. Biografia do niczego nie zobowizuje i nie zapewnia wiarygodnoci. Wygrywa twardy realizm, zwany te cynizmem. Poza tym w tej rozgrywce chodzi rzeczywicie o bardzo du stawk. Handel na Jarmarku Europa Mona by zaprawd wdzicznym za to, e ta rozmowa zostaa opublikowana. Nawet najbardziej naiwny czytelnik teraz wie, jak wyglda demokracja polityczno-towarzyska. Bardziej wyrobieni politycznie obserwatorzy zapewne potwierdzili swoje intuicje. Polityk uprawia si w Polsce jak handel na Jarmarku Europa lub w pubie podmiejskim. Koniec zudze. Zmowa milczenia zostaa zerwana. Jeszcze raz jawno ycia publicznego zatriumfowaa, co jest budujce i wane. Rzecz idzie o media. Nie sposb bez nich zaistnie dla opinii publicznej. Najwaniejsza jest oczywicie telewizja. Pras codzienn kupuje nieco ponad dwadziecia procent dorosych obywateli. Telewizj ogldaj prawie wszyscy. Media to te wielkie pienidze. Do penego obrazu doda trzeba stosowne uregulowania prawne. I tu natrafiamy na wiele raf. Pierwsza to pomieszanie rl. Wygrywa demagogia i tupet

Redaktor "Gazety Wyborczej" chce najwyraniej peni rol polityka, a swoj redakcj i pismo ma za swoiste ugrupowanie polityczne. Chce rwnie peni rol trzewego czowieka interesu. I wreszcie, rzetelnego, niezalenego, wiarygodnego dziennikarza. Tych rl nie sposb pogodzi. I chwaa Michnikowi za to, e zdoby si na odwag ujawniajc swoj zoon sytuacj. Odkry prawd na temat swojego dziennika wiedzc, e grozi to utrat` wiarygodnoci. Jednak, co doceni trzeba, otwartym tekstem powiedzia, gdzie jest. Zapewne w tej sytuacji nie jest on jeden. Media, bez ktrych demokratyczna opinia publiczna nie istnieje, s uwikane w gry polityczno-finansowe. Rodz si niezwykle wane pytania, tak o niezaleno dziennikarzy od politykw (bez wzgldu na polityczne sympatie dziennikarzy), jak i o niezaleno finansow wydawcw od aktualnych politycznych koniunktur. Zapewne nie doszoby do tej rozmowy, gdyby czonkowie gabinetu Leszka Millera nie forsowali wyjtkowo nieudanej ustawy o mediach i nie prbowali wykorzysta do tego swej liczbowej przewagi w parlamencie. Kluby rzdzce zachoway si po dyktatorsku lekcewac racje strony przeciwnej. Odmwiy jakiegokolwiek dialogu, ba nie wykazali chci zrozumienia racji przeciwnych. Tak samo zapewne dzieje si z kolejnymi ustawami sejmowymi (patrz: nieszczsna ustawa o biopaliwach, subie zdrowia czy abolicyjna). Parlament traktuje si nie jako miejsce, w ktrym opinie s dyskutowane, dojrzewaj, ale miejsce, w ktrym zaatwia si interesy i narzuca swoj wol nie liczc si z gosami krytycznymi. Wygrywa wic demagogia i tupet. Pozostaje wtedy tylko wta nadzieja - prezydent i sd konstytucyjny. Fasadowa demokracja Nie tylko koalicja bronia tego projektu ustawy medialnej, ale, co gorsza, z braku w Polsce przyzwoitej opozycji, nie byo partii, ktra by potrafia skutecznie tej ustawie si przeciwstawi. Politycy opozycyjni okazali si, jak zwykle, bardziej ni nieporadni, bo po prostu gupi. W tej sytuacji sami zainteresowani, waciciele mediw, musieli stworzy wasn grup nacisku i wprost odgrywa rol politykw. Gdy okazuje si, e ustawy przepycha si, dlatego, e stoj za nimi silne lobbies (biopaliwa), to znaczy, e ustawy si kupuje w jakiej postaci. Kto robi lub chce na nich robi due pienidze, a partia polityczna zamienia si w reprezentacj grup interesu i ginie jej zwizek z wyborcami, nie wspomn, naiwnie, o dobru wsplnym czy interesie publicznym. Kilka lat temu wiele sobie obiecywano po ustawie dotyczcej finansowania partii z budetu pastwa. W ten sposb miaa zosta ukrcona korupcja. Okazao si, e ta kolejna ustawa majca oczyci polskie ycie polityczne niczemu nie suy. Od dwunastu lat wprowadza si prawne rozwizania antykorupcyjne. Korupcji to nie przeszkadza. Powiedziabym nawet - wprost przeciwnie. Wniosek z tego wynika dramatyczny. Prawo sabo broni przed naduyciami. Jest albo le skonstruowane, albo mona je lekceway. Jeeli tak jest, to znaczy, e polska demokracja ma charakter fasadowy. Wybory jeszcze si odbywaj. Gosy zapewne liczone s skrupulatnie, ale ju wybracy zachowuj si tak, jakby prawo w Polsce nie zawsze musiao obowizywa. Propozycja apwki, z ktr wystpi Lew Rywin, jest szokujca tyle swoj bezgraniczn szczeroci, ile tym, e moe by czym normalnym dla naszego porzdku politycznego. Zapewne liczne ustawy si "kupuje" w taki lub inny sposb i pisze pod lobbies, pod aktualne interesy, rzadziej, dlatego, e s oczekiwane lub potrzebne. Jeli ustawy s produkowane z tak nonszalancj, a potem i tak bywaj omijane, to podstawowa norma demokracji - rzdy prawa - jest ju nie tyle zagroona, ile po prostu lekcewaona i gboko podwaona. By moe wejdziemy do Unii Europejskiej, ale z takim nieporzdkiem prawnym krajem europejskim nie bdziemy. Moemy si pociesza tym, e zapewne wikszo pastw na wiecie jest chora; nie respektuje si prawa, lekceway interesy obywateli. W tym jestemy podobni do Argentyny, Kenii, Bugarii czy Ukrainy. Ale o adnej Europie by mowy nie moe. Bowiem Europa to nie jest tylko wielka instytucja zwana Uni Europejsk, ale to przede wszystkim europejski duch praw. Choroba rodem z PRL

Choroba rodem z PRL System polityczny Polski jest chory, podobnie jak chore s dziesitki pastw na wszystkich kontynentach. Okazao si, e ow chorob przenielimy razem z instytucjami i personelem z PRL. Z t jedn rnic, e teraz sekretarze Komitetu Centralnego, funkcjonariusze komunistycznych sub specjalnych wraz z dziaaczami ZSL, mog powoywa si na mandat demokratyczny, a nie jak dawniej na konieczno historyczn, geopolityczne racje lub wol partii rzdzcej. Sprawuj jednak wadz tak samo, jak przed wielu laty, lekcewac prawo, partnerw politycznych i obyczaj spoeczny. W mediach mowa jest o kryzysie zaufania do wadzy, instytucji pastwa, politykw. I jest to fakt bezsprzecznie o znaczeniu podstawowym. Trudno przestrzega prawa, czyli wsplnych regu gry, gdy jedna strona, i to ta silniejsza (politycy, liczni przedsibiorcy), w potrzebie je omija. Trudno oczekiwa niezbdnego poczucia stabilizacji, gdy wiemy, e reguy s zmieniane, dowolnie interpretowane. Trudno ufa wadzy, gdy okazuje si - vide rozmowa Rywin - Michnik w jaki sposb podejmuje si czy choby dyskutuje najwaniejsze decyzje dla pastwa. Duch demokratycznego towarzystwa oraz korupcji przenika wiele warstw spoecznych i psuje kraj. Polski kryzys jest przede wszystkim kryzysem politycznym, kryzysem zaufania. Bez kapitau spoecznego nie zbuduje si rynku, sprawnej administracji. A przez ostatnie dziesi lat dzieje si bardzo wiele, by pogbi stan anomii. Co tydzie od wielu lat jestemy informowani o kolejnej aferze gospodarczej, politycznej. Nikt nie zosta skazany. Jest jeden wyjtek, ale wyrok w tym przypadku zapad bez wystarczajcych dowodw, ale staa za nim nagonka prasowa i zwyke ploty. Nie ma adnego powodu, by sdzi, e "sprawa Rywina" zostanie wyjaniona. Z dwch powodw. Po pierwsze, dlatego e cae pastwo, jak za dobrych czasw PRL, jest upartyjnione. Kolejny rzd, po objciu wadzy zaczyna najpierw od wyrzucania dawnych prokuratorw i mianowania swoich, zapewne nie mniej rzetelnych i nie mniej lojalnych wobec politycznych mocodawcw. Tak samo rzecz si ma w parlamencie. Komisja ledcza skada si w wikszoci z czonkw partii koalicyjnej i trudno komukolwiek uwierzy, e komisja zechce pracowa odwanie i radykalnie. W Polsce wszystko zostao upartyjnione (znam przypadki wyrzucania wonych, bo nie s z waciwej partii) i nie rozumiem, dlaczego tego rodzaju sd nie mgby si skada ze zwykych obywateli, jak sd przysigy w Ameryce. Po drugie, sprawa ta nie zostanie wyjaniona, bo nikt chyba (poza pras) nie jest zainteresowany jej wyjanieniem. Bo logicznie rzecz biorc - na co wikszo komentatorw zwraca uwag - w caej tej historii nic si kupy nie trzyma. Ostatnia instancja Gdy partie nie wypeniaj swojego powoania, gdy polityka sprowadza si do gry interesw ekonomicznych, gdy porzdek prawa jest gboko obraony, pozostaj wolne media. Po wielekro okazywao si, e tylko dziennikarze ujawniali wielkie i mae afery gospodarcze, polityczne. Niekiedy mona byo odnie wraenie, e skutecznie zastpowali prokuratorw, policjantw, komisje sejmowe. Czwarta wadza w Polsce bywa ostatni instancj sprawiedliwoci i prawdy. Dziennikarstwo ledcze "Gazety Wyborczej", "Rzeczpospolitej" okazao si niezwykle wane. Tym wiksze znaczenie ma wanie dobra ustawa o mediach, jak bardzo wany jest pluralizm mediw i ich zdrowe ekonomiczne podstawy. Adam Michnik podj olbrzymie ryzyko upubliczniajc spraw Rywina i tym samym odsaniajc swoje plany. Jednak doceniabym fakt, e spraw ujawni, e uczyni j przedmiotem publicznej debaty. To, e zarazem odkry choroby, jakie niszcz nasze ycie publiczne, nie moe by wobec niego zarzutem. Raz jeszcze pad dowd na to, e bez wolnych mediw nie zdoamy ocali nawet pamici naszych obywatelskich wolnoci i praw. Ale bez wzgldu na to, jak dalej potoczy si ta konkretna afera, pozostaj bez odpowiedzi pytania o wymiarze zasadniczym. Nic si nie zmieni, jeli nie odbudujemy zaufania do instytucji pastwa, prawa, parlamentu, administracji, rynku gospodarczego. Co ostatecznie pko i si skoczyo. Rzecz nie moe si sprowadzi do kolejnej fali moralistycznych poucze i rad.

skoczyo. Rzecz nie moe si sprowadzi do kolejnej fali moralistycznych poucze i rad. Niewiele wynika z narzekania i czarnowidztwa. Co najwyej mog zaciera rce populici i nacjonalici, ktrzy bd zdobywa poparcie wraz z narastajcym rozczarowaniem polsk demokracj. Tymczasem bardzo wiele wskazuje na to, e III Rzeczypospolita wyczerpaa swoje moliwoci samonaprawy. Czas zacz myle o IV Rzeczypospolitej.

Autor jest profesorem socjologii, redaktorem "Res Publiki Nowej"

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

Res Publica Nowa - padziernik 2002 r.

To tylko moda

Pawe piewak Sowniczek sw modnych i niemodnych (w humanistyce)


Alienacja - sowo jawnie niemodne, wywodzi si ze sownika Hegla, Marksa i Sartre'a. Ostatnio stosowane w encyklice o pracy przez Papiea. Oznaczao wyobcowanie, utrat kontroli, wadzy nad wasnymi wytworami pracy. Wok sowa "alienacja" toczyy si przed laty zaarte spory, czy w socjalizmie pozostao jeszcze ladowe formy alienacji. Sowo niemodne nie dlatego, by brakowao zwolennikw Hegla czy Marksa, ale dlatego e pachnie naiwnoci, bo kt dzisiaj uwierzy, e moliwe jest zniesienie alienacji pracy czy alienacji stosunkw midzyludzkich. Wizja transparentnej spoecznej rzeczywistoci jest cakowicie nie do przyjcia. Poza tym jest to pojcie trudne, niejasne. Jego rozumienie wymagaoby wczytywania si w przykurzone dziea zawiych filozofw. Czsto stosowane jest sowo "alienowa", czyli wyobcowa si wtedy, kiedy na przykad kto na imprezie trzyma si z boku. Wtedy mona go zapyta: dlaczego tak si alienujesz? Z pewnoci tak postawione pytanie bdzie zrozumiae. Inaczej bywa ju z pojciem alienacji. Ambiwalencje, ambiwalentny - zapewne wskazuje na to, e co jest wieloznaczne, zoone, pene napi czy wrcz sprzecznoci. Sowo umiarkowanie modne. Antyglobalizacja, ruchy antyglobalizacyjne - zwykle uchodzi za nowe wcielenie lewicy. O ile dawniej lewica walczya z kapitalizmem i kapitalistami we wasnym kraju, to dzisiaj jest wiadoma, e kapitalizm jest zjawiskiem globalnym lub te, e globalizacja jest narzdziem, za pomoc ktrego wielkie korporacje (gwnie amerykaskie) zdobywaj wadz polityczn, gospodarcz i kulturow nad ludami, szczeglnie biedniejszymi, wiata. Antyglobalici sugeruj, e pogbiaj si nierwnoci midzy krajami rozwinitymi. Antyglobalizm cile czy si z antyamerykanizmem, a konkretnie z ywioow wrcz niechci do restauracji McDonald's. Oto symbol panowania ducha amerykaskiego nad wiatem. Z kolei antyamerykanizm lewicy spotyka si z antyamerykanizmem islamu, gwnie Palestyczykw, co prowadzi do tego, e

demokratyczna lewica, dawniej otwarcie zwalczajca antysemityzm, dzisiaj zdaje si co najmniej obojtna wobec tej kwestii. Dostrzega sojusz Izraela ze Stanami Zjednoczonymi i z jawn niechci odnosi si do Izraela i rzdu Szarona w szczeglnoci, a wtedy chtnie ulega propalestyskiej propagandzie. Antyglobalizm ma swoje rwnie oblicze anarchistyczne i bywa wtedy utosamiane z przemoc, zamieszkami, a ulubionym celem takich grup anarchistycznych s obiekty amerykaskie lub na amerykaskie wygldajce. Archetyp - sowo niemodne. Niegdy popularne. Jego karier zawdziczamy pierwszym lekturom Carla Junga i Mircei Eliadego. Razem z kocem mody na tych autorw sowo wycofane z obiegu. Poza tym archetyp sugeruje istnienie jakich ponadhistorycznych czy ponadkulturowych fenomenw. Dzisiaj jestemy bardziej przesiknici niemodnym ju historyzmem, a przede wszystkim kulturalizmem. Nie ma lub nie wierzymy w to, e s jakie trwae cechy religijnoci, kobiecoci, mskoci. To pachnie esencjonalizmem. S, w opinii wspczesnej humanistyki, tylko teksty, wypowiedzi szczeglnych kultur, tradycji. Asertywny - sowo to zrobio niezwyk karier, szczeglnie w tak zwanej prasie kobiecej. Oznacza stanowczy, pewny swego, wymagajcy. Zwizane z pewn wizj waciwych zwizkw midzyludzkich. Mamy prawo da, by szanowano nasze zdanie, emocje, by liczono si z naszymi opiniami. Wymagamy uznania dla naszego "ja". Nie ma tu miejsca na postaw uleg, przestraszon. Trzeba wiedzie, czego si chce. Kobiety, jako klasa upoledzona w opinii feministek, powinny szczeglnie domaga si, by ich gos by syszany i brany pod uwag. Raz trzeba powiedzie "nie", kiedy indziej "tak". Byle wyranie i stanowczo. Kada psychoterapia zaczyna si od treningu asertywnoci. Asertywna komunikacja - stanowczo, ktra jest ju otwarcie manifestowana w dyskursie. Autorytaryzm, postawa autorytarna - wypado z obiegu, ale czy stracio swoj warto? Nie wiem. Ja sdz, e trafnie opisuje pewne typy osobowoci. Dekonstrukcja - dekonstruuje si zwykle tekst, czyli odczytuje jego ukryte znaczenia. Temat filozoficznych rozwaa. Cay nurt w teoriach kultury. Traktowabym to sowo powanie, cho czasem nie rozumiem, o co chodzi. Szczeglnie, e wszystkie tumaczenia Derridy powinny zosta wreszcie przetumaczone na jzyk zrozumiay. Demos - to tyle, co po grecku lud. Sowo "lud" nie jest ani stosowne (sugeruje istnienie pozycji czy napicia, przedziau midzy szerokimi warstwami spoecznymi a elitami, pachnie wic paternalizmem, poczuciem wyszoci), ani trafne. Wielu badaczy twierdzi, e skoczya si ju epoka ludu. Takiej grupy ju nie ma. S farmerzy, technicy, urzdnicy, ale nie ma ludu yjcego w przywizaniu do tradycji. Nie ma ludu jako zbiorowoci. Dominujc pozycj zajmuje klasa rednia. W demokracji rzdzi ma teraz demos, a nie lud. Diachronia i synchronia - byy ulubionymi sowami strukturalistw i kady, kto przeczyta LeviStraussa, musia si nimi posugiwa. Sowa te umary z wyczerpania. Byy eksploatowane zbyt intensywnie. Poza tym nikt przy zdrowych zmysach nie bdzie ju powoywa si na LeviStraussa i jego krg intelektualny. Dokadnie - kalka z jzyka angielskiego ("exactly"). Jest wanie tak, jak jest. Nie mwi si, e kto dokadnie namalowa map lub dokadnie wykona polecenie. Dokadnie to tyle, wanie tak, trafnie. Wyraz zgody dla czyich pogldw: "jest dokadnie, jak mwisz". Drugi - patrz: inny. Sowo zapoyczone z filozofii dialogu. Brzmi dobrze. Dyskurs, dyskursywizacja, dyskursywny - bodaj najwaniejsze sowo w humanistyce

wspczesnej. Szalenie modne. Zapewne stao si wszechobecne za spraw Michaela Foucault, najczciej obecnie cytowanego w wiecie filozofa. S dyskursy polityczne, obyczajowe, prasowe, telewizyjne. Wszyscy prowadz dyskurs. S do niego wczani i ze eliminowani. Kady dyskurs ma swoje reguy prawomocnoci i reguy wykluczania. Ju nie rozmawiamy i nie gawdzimy, ale prowadzimy dyskurs. Oczywicie dyskurs prowadzi si nie tylko za pomoc sw, ale i za pomoc strojw, konstruujc wystawy w muzeach, urzdzajc polityczne manifestacje, wypisujc recept w przychodni, zamykajc winia. Nie sposb wskaza takiej sytuacji, w ktrej dyskurs milknie. Skoro wszyscy bior udzia w jakim dyskursie, to kada, w tym naukowa, wypowied jest czci jakiego pola dyskursu i warto oraz waga danej wypowiedzi daje si oceni tylko w jego obrbie. Lepiej sobie z tego sowa nie artowa, bo brane jest w akademickich rodowiskach bardzo powanie. Na ten temat powstao wiele ksiek. Czasem warto je czyta. Emancypacyjny - sowo chtnie uywane przez mod lewic. Nie ma nic wsplnego z emancypantkami. Raczej wskazuje na potrzeb zmiany, naprawy, wyzwolenia uciskanych rnej maci. Jest bardzo pojemne. Zwolennicy emancypacji posuguj si dwudzielnym obrazem wiata. S oni, a reszta to prawica i konserwatyci. Moliwe uycie: dyskurs emancypacyjny. Epifania - sowo zaczerpnite ze sownika Eliadego. Lubi si nim posugiwa Leszek Koakowski. Z czasem przeniesione poza obszar religii i wtedy mowa bya o epifanii historycznej czy kulturowej. Nieco zuyte, cho odradza si wrd krytykw literatury. Esencjonalizm, esencjonalistyczny - teoria czy stanowisko chtnie i ywo krytykowane przez feministki i postmodernistw. Gdy kto mwi o kobiecoci lub mskoci, zwykle pada wobec niego zarzut, e przypadkowe, czyli historyczne, zmienne formy odgrywania roli kobiety czy mczyzny uznaje za zjawiska wiecznotrwae. Przeciwnicy esencjonalizmu powiadaj, e wszelkie zjawiska s tylko kulturowo bd historycznie ugruntowane, a wic e mona je zmienia, jak zmienia si obraz kobiety i mczyzny w kulturze. Zapewne kariera sowa "tosamo" wie si wanie z krytyk wszelkich form esencjonalizmu. Etos - nie wypada o tym mwi. Etos kojarzy si bowiem wycznie z "Solidarnoci" i opozycj antykomunistyczn. Etosowcy - maj wydwik ironiczno-przemiewczy. Tak si stao i nic na to nie poradzimy. Fallokracja - sowo ze sownika feministycznego. Wskazuje na dominacj mczyzn w kulturze. Ale zapewne chodzi te moe o si, przemoc obecn w obyczajach czy kulturze popularnej. Oczywicie wszystkiemu winni s faceci. Fallologokracja - najpewniej pewna posta fallokracji, tyle e ukryta (w nowym jzyku zakodowana) w kulturze, w mowie potocznej czy nawet nauce, oglniej w tekstach kultury. Fantazmat - ma w sobie co perwersyjnego. Jest fiksacj (sownik freudowski) na jakim obrazie, sprawie, idei. Kady ma swj fantazmat. Niech tylko chwil pomyli. Patrz: refleksyjno. Filozofia - zwykle pewna wyspecjalizowana dyscyplina poznawcza ze swoimi mistrzami, sporami, jzykiem. Dzisiaj okazuje si, e filozofi moe by wszystko. Jest filozofia wydawania pienidzy, konstruowania budetu, marketingu, podejmowania decyzji. Wszystko moe by filozofi, co prowadzi do tego, e sowo traci wszelki sens. Pozostaje jedynie pewna powaga, ktra niegdy w filozofii istniaa. Generowa - zjawia si na przykad w zdaniu: agresja jest generowana przez... (tu mona wpisa dowolne sowo). Generowa, czyli tworzy, wywoywa, powodowa. Zapewne jedna z

licznych kalek z jzyka angielskiego. Szczeglnie modna pord socjologw i psychologw. Globalizacja - proces, ktry rzekomo zacz si w latach 90., po upadku imperium sowieckiego i rozpowszechnieniu Internetu. Sprawia, e nie ma miejsca ani na izolacj polityczn, ani kulturow. Wszyscy ludzie uczestnicz w tej samej grze ekonomicznej, kulturowej. Zwykle ma prowadzi do upodobnienia ludw i zaniku ich kulturowych odrbnoci. Wiele osb skonnych jest sdzi, e promotorami globalizacji s megakoncerny, gwnie amerykaskie. Przeto globalizacja i amerykanizacja ulegaj atwemu utosamieniu. Gboka ekologia - czsto si pojawia, ale trudno je poj. Chodzi chyba o to, e wiat stanie si czysty dopiero wtedy, gdy zniszczymy globalny kapitalizm. Brzmi radykalnie. Godno - bardzo wane sowo obecne zarwno w sowniku chrzecijaskim, jak i liberalnym. cile zwizane z pojciem osoby ludzkiej. Godnoci jestemy obdarzeni. Jest czym, czego uznania od wszystkich domaga si moemy. Zawarta w nim jest olbrzymia sia patosu. Chtnie dlatego stosowane przez wszelkie ruchy wyzwolecze (na przykad "Solidarno"). Dzisiaj skryte w cieniu, niemodne czy wrcz niestosowne. Hipertekst - tekst, ktry istnieje przez odwoanie do innych tekstw. W nim spotykaj si inne teksty, ale nie jest dzieem samowystarczalnym. Historyzm, historycyzm - sowa te zrobiy zawrotn karier dziki Popperowi. Nieodzowne w sowniku liberaw z czasw zimnej wojny. Dzi zbliony do nich sens ma sowo metanarracja. Obecnie w fazie schykowej. Wskazuje te na zmienno wszystkiego. W istocie wszyscy przeniknici jestemy historyzmem. Zdecydowanie niemodne. Homofobia - sowo, jak najbardziej nowiutkie, przez ktre opisuje si niech do jawnego homoseksualizmu przez osoby, ktre przed samymi sob ukrywaj skonnoci homoseksualne. Ma w sobie smak perwersji. Okazuje si, e wikszo przeciwnikw swobd dla homoseksualistw to homofobi. Idiom - nie ma nic wsplnego z idiomami w dawnym sensie tego sowa. Kady ma swj idiom, czyli sposb wypowiedzi, czyli styl mwienia, ubierania, gestw. Ikona - trway wizerunek idola czy bohatera naszych czasw w kulturze popularnej. Moe to by ikona Madonny lub Papiea. Moe te by wzorzec, spenienie. Ikona ten wzorzec zapisuje, zatrzymuje ku pamici. Inny - jedno ze sw-kluczy naszej epoki. Dawniej mwio si obcy czy wrcz wrogi albo dziwny, jaki nie taki. Inny, czyli ten drugi, kogo mam szanowa i dostrzega w nim ludzkie cechy, nawet jeli wyda mi si zaskakujcy. Innego trzeba szanowa. Ma gwnie sens polemiczny. Sowo o silnym etycznym zabarwieniu. Intertekstualny - kada wypowied jest zrozumiaa przez kontekst, odniesienie do innych tekstw. I dopiero analiza intertekstualna pozwala nam zobaczy sens wypowiedzi. Kapita lub zasb ludzki - czyli pracownicy lub potencjalni pracownicy. Brzmi to strasznie, ale rne badania pokazuj, jak inwestowa w kapita ludzki, jaki kapita jest potrzebny na rynku pracy. Kapitay zreszt bywaj rne: chtnie i czsto mwi si o kapitale spoecznym (zaufaniu midzy ludmi i zaufaniu do instytucji), kapitale kulturowym, biograficznym. Dopiero te zsumowane kapitay pozwalaj nam zbliy si do kapitau w tym starowieckim wydaniu, czyli pienidzy. Katharsis - czyli oczyszczenie przez bl, cierpienie. Nie pojawia si ju w naszej literaturze. Nie

ma te mowy o dowiadczeniach katartycznych. mier sowa bez podania przyczyn. Kod, kodowa, dekodowa - w pewnym artykule przeczytaem takie zadnie: "Kodem groteski Czesi posuguj si doskonale". Nie wystarczy ju powiedzie: kultura czeska ceni grotesk czy twrcy kultury czeskiej wietnie posuguj si grotesk. Trzeba doda sowo kod, co zwrci ma w tym wypadku uwag nie tyle na sam grotesk, ile na pozycj i samowiadomo tego, kto to zdanie wypowiada. Kod wskazuje na to, co ukryte, niejawne, a autor tego tekstu przedstawia si jako czowiek, ktremu dostpne jest wtajemniczenie i narzdzia rozpracowywania tego, co dane jest nie wprost. Konsensus, konsens - zwykle oznaczao zgod polityczn. Konsens pojawi si w pismach nowoczesnych. Dlaczego? Nie wiem. Konstytuowa, konstytuujcy, konstytutywny - mona przestrze rozmowy, spotkania. To tyle, co tworzy, powoywa do istnienia. Konstytutywny, czyli najwaniejszy, tak jak konstytucja ma tworzy podstawy prawa. Kontekstualizacja - zrozumienie sowa, dziea, gestu wymaga umieszczenia w kontekcie szerszym, a to przez odniesienie do kodw kultury czy w obrbie tekstu. Kontekstualizacja czy si te ze sowem "kontekstowy". Oglnie pewne zalecenie co do sposobu czytania i interpretowania wydarze. Kontrowersyjne - najczciej pogldy. Uporczywie trwa i zwykle oznacza, e czego nie lubimy, ale nie potpiamy. Oznacza dyskusyjny, wtpliwy, trudny do przyjcia. Kontrybucja - zwykle to sowo czyo si z kar naoon na przykad na miasto przez okupanta. Dzi oznacza wkad w dyskusj, prac. Czasem wystpuje w formie czasownikowej jako kontrybuowa. Kreatywny - niegdy bez wtpienia twrczy. Najczciej pracownik agencji reklamowej. Dzisiaj moe oznacza cwany, chytry. Pojawia si w zwizku z ksigowoci w wielkich firmach. Kultura popularna - niegdy chtnie mwio si o kulturze masowej. Dzisiaj ju nie wypada uywa tego staromodnego okrelenia, poniewa zawiera w sobie mniej lub bardziej ukryty podzia na kultur wysz i nisz, dobr i z, wyrafinowan i prostack. Sugeruje wic, e jest jaka hierarchia w dziedzinie kultury. Poza tym stoi za ni podstawowy przesd spoeczny: lud (masy), ktry ju nie istnieje lub o ktrym nie wypada mwi (patrz demos), jest w ten sposb traktowany z lekcewaeniem, a uprzywilejowan pozycj przyznaje si elitom umysowym, w tym inteligencji. To ona ma, w teoriach kultury i spoeczestwa masowego, zamieszkiwa wysze rejony ducha i poucza maluczkich, co maj myle i czu. Kultura popularna unika stosowania tego podziau na gorsze i lepsze. Masowe oznacza te podobne, takie same. Tymczasem badacze kultury masowej wskazuj na obecny w niej pluralizm mediw, treci, sposobw uczestnictwa w kulturze. Lepperyzacja - wystpuje w jzyku publicystycznym i socjologicznym jako okrelenie brutalizacji ycia politycznego i propagowania hase populistycznych. Logocentryzm - zapewne wskazuje na kultur zdominowan przez sowo i do tego majc pretensje do wypowiedzi racjonalnej, uporzdkowanej, w miar obiektywnej. Chyba obdarzone negatywn konotacj. Macdonaldyzacja - inaczej amerykanizacja lub upodobnienie kultury na sposb amerykaski. Oczywicie amerykaski uznany jest za pytki, prymitywny, wrcz mieciowy, jak fast food w restauracji. Czsto uwaa si przy tym, e macdonaldyzacja oznacza erowanie na najniszych

potrzebach i instynktach. Zwykle prowadzi do odrzucenia tradycji i zastpienia jej papk kulturow: tacem techno, tymi samymi fryzurami, strojami, czapkami baseballowymi na caym wiecie. Mainstream - cho sowo jawnie niepolskie (jak weekend), szeroko stosowane. Nurt gwny, co nie znaczy modny czy szanowany. Mae ojczyzny - regiony czy wsplnoty kulturowe, ktre pozwalaj si nam zakorzeni w tradycji, przeszoci i znale podobno swoje miejsce w wielkiej ojczynie. Modne w pocztkach lat 90. Obecnie weszo do sownika politykw i dlatego zemrze. Z maymi ojczyznami zwizana jest tak zwana literatura korzenna, ktra do mniej lub bardziej wyimaginowanych lokalnych kultur si zwraca i prbuje je oywi. Metafizyka obecnoci - klasyczna filozofia, ktra sens uznaje za dany, a naszym zadaniem jest ten sens odczyta, nie nadawa, nie wymyla. Metanarracja - bardzo wane sowo postmodernistw. Pozwala ich natychmiast rozpozna. Metanarracje dawniej zwane byy historiozofiami, czyli caociujcymi opowieciami o losach cywilizacji, wiata. Metanarracjami s na przykad marksizm, heglizm lub teorie postpu. Dzisiaj nikt pretensji do tak wielkiej wiedzy nie tylko nie ma, ale uwaa, e nie naley sili si na uoglnienia. Wszak mwimy sob, swoimi narracjami. Narracja, moe by moe maa i dua - jedno z najwaniejszych okrele w jzyku humanistyki. Jego kariera jest fascynujca i bardzo dziwna. Nie wiadomo, kto je upowszechni. By moe Alisdair MacIntyre. Moe Anthony Giddens. Nie jest to istotne. Wskazuje przede wszystkim na to, e kada wypowied naukowa, codzienna, polityczna jest osadzona (ale ju nie zakorzeniona) w narracji czyjego ycia lub rodowiska. Innymi sowy jest i powinna by czytana jako wypowied sformuowana w konkretnym momencie i w konkretnej sytuacji. Mwic o wiecie, mwimy, prezentujemy siebie, czyli swoj narracj, opowie o sobie samym. Narracja wskazuje na element stawania w naszych jednostkowych i zbiorowych biografiach. Stawania i niedomknicia. Sens opowieci jest zawsze ulotny i jego prezentacja, jak i odczytanie zale od tego, przez kogo jest czytany i do kogo kierowany. Bez pojcia narracji nie zrozumiemy kolejnego, kluczowego dla naszej epoki sowa - tosamo. Narracjami s wszystkie idee, cznie z naukowymi. Wszelkie pretensje do posiadania wiedzy pewnej, obiektywnej s podwaone i wymiane. Narracja kieruje uwag humanistw na badanie powieci. Na sesjach naukowych antropologw i etnografw chtniej analizuje si modne powieci ni obyczaje. Narracja maa to zwykle narracja osobista. Dua lub wielka do opowie o historii narodu, kraju. Neo - jest neoliberalizm, neofeudalizm, neosocjalizm, neofaszyzm. Nie wiemy, jak nazywa nowe zjawiska, i oswajamy je, nadajc im dobrze znane nazwy, ale dla zaznaczenia, e jest to jednak co nowego, dodajemy przedrostek neo-. Neoliberalizm - sowo to wystpuje zwykle jako synonim liberalizmu a la Milton Friedmann, czyli liberalizmu gospodarczego w klasycznym jego wydaniu. Tym samym powiada si chyba, e liberalizm ma zarwno wymiar kulturowy, jak i polityczny, a neoliberalizm ogranicza si tylko do problemw ekonomicznych i nadaje, na podobiestwo marksizmu, uprzywilejowan pozycj procesom gospodarczym. Neptyczne - tyle, co czujne, uwane, wraliwe na przykad na upyw czasu. Nomadyczny - czyli wdrowny, dawniej niezakorzeniony. Wskazuje na element ruchu, poszukiwania, cigego odradzania si i stawania. Kto, kto nie znajduje spoczynku i spenienia

w adnej gotowej roli, wzorze bycia. Sposb ycia ceniony przez postmodernistyczne autorytety. Oniryczny - senny, nicy. Pewien typ obrazu i obrazowania. Niestety sowo umiera, co chyba nie znaczy, e przestajemy ni. Opresywny - ograniczajcy, narzucajcy, wymuszajcy. Wskazuje na element szeroko rozumianej przemocy istniejcej gwnie w kulturze. Opresywna moe by propaganda czy polityka, ktra jedn posta na przykad rodziny chce narzuci wszystkim ludziom. Opresywny to tyle, co niezgodny z ludzk wolnoci, spontanicznoci, swobod wyboru. Orientacja seksualna - dawniej zboczenie (tak si ju nie mwi) albo skonnoci homoseksualne. O heterykach nikt nie powie, e maj orientacj seksualn. Sposb na oswojenie i uprawomocnienie innych, przepraszam, ni wikszoci seksualnych preferencji. Osoba ludzka - niegdy bylimy osobami ludzkimi, czyli istotami obdarzonymi wasn duchow treci, niejako dan nam z racji tego, e jestemy ludmi. Zawsze wzbogacane o pojcie godnoci. Bardzo popularne w sowniku chrzecijaskim, rzadziej pord liberaw. Przede wszystkim szeroko kolportowane przez wyznawcw personalizmu Maritaina i Mouniera. O ile wiem, nikt ju ich ksiek nie czyta. Pojcie odeszo z tego wiata. Cho chciaoby si wierzy, e nadal jestemy kim wicej ni narracjami. Owieceniowy - owiecenie ma wicej krytykw ni sympatykw i dlatego owieceniowy to zarazem pyszny, zarozumiay, niesceptyczny, przekonany o sile rozumu. Istnieje ciekawy alians: owiecenie krytykuj rwnie chtnie konserwatyci, katolicy, jak i postmodernici, cho kady z innego powodu. Paradygmat - dawniej wskazywano i mwiono o paradygmatach w nauce (patrz ksika Kuhna) lub w kulturze. Dzisiaj paradygmaty si skoczyy. Sowo to umiera z bliej mi nieznanych przyczyn. Troch szkoda. Peryferie - sowo to bynajmniej nie oznacza peryferii wielkich miast. Peryferie maj przede wszystkim posta kulturow. Peryferie to miejsce obok, z dala od centrum (centrw) kulturowych. Podobno na peryferiach yje si lepiej. Pluralizm - sowo bardzo wane w sowniku opozycji antykomunistycznej oraz w pierwszych latach III Rzeczpospolitej. By pluralizm polityczny, obyczajowy. Pluralizm przeciwstawiano zarwno paternalizmowi, dogmatyzmowi, jak i narzucaniu jednolitych pogldw. Niemal synonim wolnoci. Domaga si zwykle tolerancji. Ale o niej mwi si coraz gorzej, wic i pluralizm albo si zbanalizowa, albo nie wytrzymuje krytyki przeciwnikw tolerancji. Polityczna poprawno - temat wielu telewizyjnych i prasowych debat. Nie lubi jej zarwno konserwatyci, jak i liberaowie. Chtnie o niej wspomina lewica. Pierwsi twierdz, e niszczy jzyk i obraz rzeczywistoci. Drudzy, e eliminuje jzyk nienawici. Lewica dostrzega naduycia politycznej poprawnoci, ale powiada: pomys dobry, realizacja za. Niektrzy uwaaj, e w Polsce stranikiem politycznej poprawnoci jest "Gazeta Wyborcza". Przeciwnicy Michnika i jego gazety lubi podkrela swoj niezaleno, mwic: "bd politycznie niepoprawny". Ponowoczesno - nikt nie wie, kiedy si zacza i czym ma si skoczy. Pisa o tym najwicej Zygmunt Bauman i liczni postmodernici. Postnowoczesno to koniec epoki metanarracji i koniec pewnej, naukowej, scjentyficznej, inaczej postowieceniowej koncepcji racjonalnoci. Koniec nauki, bo nauka, wiedza s postaciami wadzy. Epoka postnowoczesna to epoka radykalnej wolnoci, stawania si, poszukiwania siebie, swego niepowtarzalnego gosu lub idiomu mwienia. Nie sposb powiedzie, czy epoka ta ju nastaa, czy nastpi, jak nie

bardzo wiadomo, czy wicej te hasa mwi o elitach intelektualnych, czy o szerokich faktach spoecznych. Take nie wiadomo, czy jest to ju ostatnia epoka w dziejach, czy te pocztek jakiej nowej sekwencji kulturowych wydarze. Idea ta niesie w sobie ciar zerwania z ca filozofi (rzekomo absolutystyczn). Jest w niej te nadzieja na co nowego. Zwykle zwolennicy ponowoczesnoci nie s zainteresowani histori, przeszoci. Nowa epoka bdzie ju samowystarczalna i tradycji ma ju nie potrzebowa. Due uznanie zdobywa na lewicy. Prawica, konserwatyci i zwykli liberaowie jej albo nie cierpi, albo po prostu nie zauwaaj. Posesywny - czyli skonny do zawaszczania czyich myli, idei, potrzeb. Jednym sowem okropny. Post - chtniej powiada si, e yjemy w epoce postkomunistycznej, postinustrialnej, postkapitalistycznej, postnowoczesnej, posthistorycznej Jestemy gdzie po, ale nie przed. Bo zaiste nie wiemy, co bdzie jutro. Problematyzowa - stawia problemy. Nie wystarczy powiedzie, co autor ma na myli lub co ludzie myl o jakiej sprawie, trzeba zaraz rzecz sproblematyzowa. Brzmi dostojnie i powanie, cho nic nowego to sowo nie wnosi. Podobne sowo: tematyzowa. Promieniowanie ojcostwa - takie okrelenie rozplenio si pord katolickich publicystw. Ojcostwo pojte jest tu czysto duchowo i nie ma wiele wsplnego z ojcostwem w dosownym tego sensie. Promieniuj ojcostwem zwykle hierarchowie kocielni. Przestrze - metaforyka przestrzenna zyskuje bardzo na znaczeniu. Jest przestrze spotkania, przestrze mowy, dyskursu, tekstu. Nigdy nie chodzi o przestrze w jej dosownym sensie. Przestrze to miejsce wymiany, komunikacji, tworzenia. W tej przestrzeni sycha gos. Refleksyjny - sowo robi si znw modne, czyli wiadomy siebie, analizujcy wypowiedzi, jzyk. Polecam lektur Giddensa. Wymg stawiany przed ludmi postnowoczesnymi: powinni by moliwie refleksyjni i nie kierowa si przesdami, nawykami, tradycj. Refleksyjni, czyli rozumni. Sacrum - profanum - niegdy ulubiony temat niezliczonych rozpraw. Otto i Eliade nadali mu wielk rang. Pisano ksiki o miejscu sacrum, o oddzieleniu tego, co wieckie i wite. Nie wiadomo dlaczego, odeszo na cmentarzysko idei. By moe zastpuje je sowo duchowo. Duchowo moe by liberalna, katolicka, buddyjska, codzienna. W kadym razie o duchowoci, promieniowaniu tego, co ukryte, a zarazem wysze, wypada obecnie si wypowiada. Samorealizacja - jedno z najniebezpieczniejszych sw wzitych z psychologii i terapii humanistycznej. Rzekomo kady mia odnale siebie i speni si w tym, co dla niego jest dobre i suszne. Ulego banalizacji w powiedzeniu: "bd sob". Weszo do jzyka reklam i oznacza tyle, bdziesz sob, jak wypijesz pienisty pyn koloru czerwonego i staniesz si taki, jak inni, ktrzy ju tego pynu zasmakowali. Sie - wizi sieciowe przeciwstawione ukadom hierarchicznym. Przeto mniej sztywne. Nikt nimi nie zarzdza i nie kieruje. Porzdek ksztatuje si w wyniku negocjacji uczestnikw sieci. Zwizane cile z jzykiem komputerowym. Subwersywny - czyli wywrotowy, opozycja wobec opresywny. Zwykle te dwa sowa wystpuj w parze. Symbol - wystpuje rzadko i przypadkowo. Nikt ju zapewne nie czyta prac z symbolem w tytule.

tytule. Syntonia - to tyle, co wspodczuwanie, bliskie pojciu empatii. Bywa modne. Szczeglnie - sowo najczciej stosowane przez katolickich kaznodziei. Pozdrawia si zawsze "szczeglnie", by zaznaczy wyjtkowo jakiej grupy. Target - ma co z celu i rynku. Gdy kto pyta, kto jest twoim targetem, zapewne oznacza to, komu chcesz sprzeda swj towar, czyli jak i w jakim celu co robisz. Popularne w biznesie, ale i w nauce. Tekst - obecnie wszystko jest ju tekstem, wypowiedzi. Zarwno artyku w gazecie, jak i plan miasta czy obyczaj nastolatkw. Dlatego wszystko czytamy. Czytanie okazuje si podstawowym zajciem kadego humanisty. Wyparo analiz, rozwaania, obserwacj. Kady tekst ma swoje kody, tropy i tym podobne. Odczytujemy ukryte sensy, jakie tekst zawiera, jakie zawar w nich nadawca i odbiorca tekstu. Uczmy si czyta! Oto zawoanie wspczesnej humanistyki. Tematyzowa - sdz, e znaczy to samo, co sproblematyzowa. Prosz nie czy ze synn formu Wasy: w tym temacie. Tolerancja - sowo to coraz mniej si wszystkim podoba. Konserwatyci pisz, e nie lubi tolerancji, bo tolerancja pachnie im "zgniym kompromisem" z komunistami. Poza tym dla prawdziwych zwolennikw tradycji i prawdy wartoci nie jest tolerancja ale przyjcie jedynie susznych pogldw. Tolerancja kojarzy si z relatywizmem, a ten jawi si jako grony demon. Z kolei postmodernici uwaaj cnot tolerancji za zbyt mikk. Tolerancja wszak oznacza znoszenie kogo lub czyich pogldw mimo odrazy, jak w nas budzi(). A czowiek otwarty nie moe sobie pozwoli na odraz, bo prowadzi to do wykluczenia, wszystkie racje za uwaa za godne roztrzsania i zasadniczej akceptacji. Nasz blini wszak jest tym drugim lub innym. Topos - sowo spoczywa na cmentarzu. By moe spotka je tak okrutny los, bo gdzie spotykao si z archetypem. Poegnajmy je bez alu. Totalny - dzi uywane na okrelenie czego mocnego, ywioowego, skrajnego. Totalny moe by "odjazd" lub muzyka, ale rwnie "obciach". Oderwao si zupenie od dawnych znacze. Z pewnoci nie kojarzy si z totalitaryzmem. Tosamo - trudno sobie wyobrazi wspczesn myl bez tego sowa. Wydaje si tak, jakby dawniej ludzie nie mieli tosamoci, bo o niej nie mwili. Obecnie wszyscy miewaj tosamo, a raczej tosamoci. Tosamo nawet nie tyle si ma, ale j negocjuje, wybiera, poszukuje, buduje, stwarza. W tym pojciu zawarty jest ruch, proces. Tosamo powstaje zwykle w procesie narracyjnym, gdy opowiadamy sobie swoje ycie (a opowiadajc je, zarazem wybieramy to, co dla naszego ycia w tej opowieci jest wane) i wobec tego wydobywamy element cigoci czy niecigoci. Awans pojcia tosamoci, jak sdz, zwizany jest przede wszystkim z krytyk esencjonalizmu. Nie sposb ju by Polakiem, ydem, kobiet wedle raz ustalonego wzorca. Nie ma istoty polskoci czy kobiecoci. Jest przez nas wybrana, czasem wywalczona posta bycia Polakiem, kobiet. I to nazywa si wanie tosamoci. Transgresja, transgresywny - to sowo zawdziczamy Marii Janion. Transgresja kieruje nasz uwag na przekraczanie tego, co jest, lub tego, co byo. Przede wszystkim przekraczanie ustalonych kanonw, zwyczajw, wraliwoci, jzyka mwienia. Zdaje si zawiera pewne przesanie polityczne i moralne. ad spoeczny oceniany powinien by przez poszukiwaczy nowoci, burzycieli adu i z ich perspektywy. Dobry ad, gdy otwarty na eksperymenty, nowe sowa, zy jeli pozostaje w krgu ustalonych regu. Ci, ktrzy uprawiaj transgresj, s moralnie dowartociowani. Nazywani ludmi wolnymi i odwag syncymi.

Transparentny - kalka z jzyka angielskiego; transparentny to tyle, co przezroczysty, widoczny, widomy, czasem jawny. Uwaga nie ma nic wsplnego z dawnym transparentem. Ubogaci - sowo wzite ze sownika kaznodziei katolickich i zapewne zastpi ma niebezpieczne sowo "wzbogaci". To ostatnie kojarzy si z pienidzmi, a ubogacenie ma wskazywa na "bogacenie si" duchem. Ubogaci si mona, suchajc sw wanej osoby, czytajc suszne prace. Ubogaci to tyle, co rozwin, wzrosn. Zaczyna by uywane w sposb przemiewczy. Uniwersum - zawsze znakw. Zapewne jaka cao. Waginalny, literatura i krytyka waginalna, monologi waginalne - kobiecy, pisany, wypowiadany z perspektywy intymnego, bezporedniego dowiadczenia kobiet. Czasem nabiera nieco ironicznego charakteru. Brzmi okropnie dla ludzi staromodnych. Wirtualny - moe by komunikat, obraz, galeria, rwnie seks. Wszystko w komputerze. Wykluczenie i wkluczanie - wykluczonym jest kady inny. Moe nim by czowiek o innej orientacji seksualnej, kobieta, mniejszo etniczna, ubogi, cierpicy, pogardzany, chory. Czowiek wykluczony nie ma swego miejsca ani w uznanej kulturze, ani w dostatku ekonomicznym, ani w porzdku spoecznym. Pojcie lewicy utosamia si obecnie z trosk o wykluczonych, niezalenie od tego, kogo zalicza si do tej grupy. Opozycj wobec wykluczonych jest wikszo albo uznany dyskurs, albo bogaci, albo kultura mieszczaska czy mczyni. Wkluczenie - jawna kalka z angielskiego - to proces wczania wykluczonych do wsplnoty publicznej czy kulturowej, ale na prawach, ktre wykluczani proponuj. Wykluczony tak jak osoba transgresywna wyznacza kanon politycznej i kulturowej poprawnoci. Zakorzeni - niegdy szeroko stosowane. Nie bez wpywu byy lektury Simone Weil oraz pisarzy konserwatywnych. Bywalimy zakorzenieni w tradycji, w obyczaju, w prawdzie. Dzisiaj swobodnie wdrujemy i wybieramy sobie miejsce. Ulubione czy cenione jest ycie nomadyczne. By moe wyparte przez postnowoczesny sownik liberaw. Ze sowem zakorzeni cz si mae ojczyzny. Zmetapoziomowa - zawiera dwa czstki "meta-" i "poziom". Czyli chodzi o to, by na wypowied, spraw spojrze z perspektywy oglniejszej, wyszej, co pozwala poczy zjawiska rne w jedn cao. Uwaga: sowo trudne, ale polecam osobom szalenie modnym, manifestujcym swoj postnowoczesno.

Dzikuj za pomoc, podpowiedzi, wyjanienia kolegium "Res Publiki Nowej".

Pawe piewak - historyk idei, socjolog. Publikuje midzy innymi w "Res Publice Nowej" i "Przegldzie Politycznym".

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum

ycie z dnia 2001-03-09

I mieszno, i straszno Piotr Semka


Mj wuj, najuwaniejszy recenzent moich felietonw, zdziwi si niedawno, e nawet sowem nie wspomniaem w swoich tekstach o synnym ju wywiadzie Adama Michnika z generaem Kiszczakiem. To proste - broniem si nieporadnie pod surowym spojrzeniem wuja - felietonista pisze o tym, co jest dla niego nowe lub o tym, co go dziwi. W tym sensie mio naczelnego "Wyborczej" do ekipy stanu wojennego to dla mnie nic nowego. Ostatni raz dziwiem si dziewi lat temu, gdy z kamer telewizyjnego programu Reflex filmowaem nieco zdumiony randk Michnika z Urbanem w radiowej Trjce. Teraz zdziwienie i oburzenie pozostawiam innym moim szanownym kolegom po pirze. Czy jednak nic w dziaaniach Adama Michnika ju mnie nie dziwi? W ostatnich czynach i pismach tego sawnego ma jest w czym wybiera i czemu si dziwowa. Oto Adam Michnik co rusz dzieli si ze swoimi czytelnikami - wycinkami na swj temat. Autoobsesja Michnika wok wasnej osoby przekracza granice, do ktrych latami zdy nas ju przyzwyczai. Niczym przeczulona na swoim punkcie gwiazda przekopuje si przez stosy gazet, by z noycami w rku wycina wszelkie opinie na swj temat. Wystarczya krtka wzmianka Piotra Zaremby na temat roli Michnika w szykowaniu historycznego sojuszu UW-SLD, ktra ukazaa si na amach "Rzeczpospolitej", by ju na drugiej stronie "Wyborczej" sam naczelny cytowa j jako nonsens dnia i okraszajc j rysunkiem z "Polityki" o tym, jak straszna babcia zasuchana w Radio Maryja straszy wnuczka Michnikiem. Naczelnego "Gazety" art na swj temat najwyraniej niele ubawi, bo uhonorowa go tytuem Dowcipu Tygodnia. W tym tygodniu mistrz noyc trafi na nowy trop. Na desk haby na drugiej stronie "Wyborczej" trafi redaktor naczelny "Znaku" Jarosaw Gowin, ktry pozwoli sobie na niedostatecznie unione wobec "Gazety" opinie. Kto bdzie nastpny, skoro ju nawet w krakowskim "Znaku" hula demon nonsensu? Czy mona sobie wyobrazi naczelnego "Frankfurter Allgemeine Zeitung", ktry na czowce swojej gazety cytuje ze witym oburzeniem w oczach tych niegodziwcw z innych gazet, ktrzy osmielili si z nim nie zgodzi? Czy miewa takie zachcianki choby Serge July - bliski druh Michnika z paryskiej "Libration"? W tej sytuacji ze zdumieniem przeczytaem na amach "Wyborczej" list otwarty Jacka Kuronia, w ktrym ten rzadko wypowiadajcy si ostatnio polityk wyraa aprobat dla wywiadu Adama Michnika z generaem Kiszczakiem. Swoje poparcie Kuro uzasadnia w specjalnym licie do gazety, w ktrym wyjania, e sytuacja jest szczeglna, bo Adam "znalaz si w opaach". Jak pisze Kuro - "burza, jak wywoaa rozmowa Adama Michnika z generaem Czesawem Kiszczakiem, robi na mnie wraenie zbiorowej potrzeby potpienia moralnego. Nic tak nie poprawia naszej samooceny jak negatywna ocena postpowania bliniego. Wprawdzie Ewangelia przestrzega nas - nie sdcie, abycie nie byli sdzeni - ale jake trudno zrezygnowa z moliwoci poprawy swojego samopoczucia". Przecieram oczy. Czy to list z poowy lat 70., gdy Michnik nie mia okazji broni si w oficjalnych mediach przed nagonk propagandy totalitarnego pastwa? Czy przyjaciel Jacka Kuronia jest bezbronny wobec jakiej nagonki? Bo przecie od okrelenia "zbiorowa potrzeba potpienia" ju krok od wizji moralnego linczu na pozbawionym moliwoci obrony druhem.

linczu na pozbawionym moliwoci obrony druhem. Z tekstu Kuronia nie mona si domyle, e wystpuje on w obronie czowieka, ktry dysponuje do woli najwiksz gazet w Polsce. Ktrego zawsze wiernie wspieraj prezydent RP, powana partia, intelektualici od Nowego Jorku po Sydney, tuzin tygodnikw, najostrzejsza dziennikarka telewizyjna i nawet kilku duchownych. Owszem, znalazo si paru publicystw i paru penych dobrej woli kapanw, ktrzy podjli dyskusj lub nawet wyrazili tylko swj al wobec wybielania generaa Kiszczaka i deformowania prawdy o stanie wojennym. Naczelny "Gazety Wyborczej" do obrony swojego wywiadu zmobilizowa czowk swoich publicystw, cign ten temat przez par tygodni, mobilizujc (w ramach redakcyjnej apanki?) do komentowania wywiadu z Kiszczakiem nawet recenzentw muzycznych swojej gazety. I oto okazuje si, e w tej sytuacji mona postrzega Michnika jako ofiar nagonki i najniszych instynktw pismackiej sfory, w ktrego obronie - jak za dawnych lat - staje druh z korowskich czasw. Co znamienne, tego typu tyrada ukazuje si na amach, na ktrych ju bez najmniejszej enady obraa si i pozbawia praw do jakiegokolwiek godnego traktowania rzecznika Nizieskiego. Dawni wojownicy z czasw opozycji z ochot sigaj po si medialn wielosettysicznych nakadw, samemu nie gardzc drastycznymi ocenami adwersarzy, lubi prowokujcy styl i wyraziste gesty, ale w razie krytyki natychmiast czuj si bezbronnymi ofiarami. Broni si nawzajem - oskarajc krytykw o "zbiorow potrzeb osdzania moralnego". Jak gosi wie gminna - redaktorzy "Wyborczej" z niepokojem konstatuj, e odejcie Heleny uczywo do pracy nad portalem internetowym "Gazety" nie suy jakoci tekstw, trafiajcych na amy "Wyborczej" spod pira Adama Michnika. Helenie uczywo zdarzao si ju nieraz przeprasza na amach "Wyborczej" za wybryki szefa. Kada wadza demoralizuje, ale wadza absolutna demoralizuje absolutnie. W dziennikarstwie ta prawda take si sprawdza.

Ada i spka

Darmowy Hosting CBA.PL

DZIENNIK - 15 listopada 2008

Piotr Zaremba Demiurg na emeryturze


Udzia Adama Michnika w programie Tomasza Lisa w TVP nie sta si sensacj, cho reklamowano go jako pierwszy od 5 lat taki wystp naczelnego "Wyborczej". Da za to jego oponentom okazj, by znowu troch si podenerwowa, a troch pocieszy.

Trudno im si nie denerwowa, gdy dawny bohater oporu przeciw komunistom, "nasz Ada", jak mwi o nim solidarnociowy lud (np. moja mama), znajduje kolejn porcj kunsztownych uzasadnie dla bezkarnoci generaa Jaruzelskiego czy obrony przywilejw dawnych funkcjonariuszy SB. Trudno si nie denerwowa, nawet jeli cz obecnych entuzjastw tej postaci ledwie pamita o jej dawnych zwizkach z "Solidarnoci", a spora cz jego wrogw uwaa go za "zdrajc od zawsze". I trudno im nie odczuwa zoliwej radoci, gdy Adam Michnik mwi wiecznie to samo. Gdy tropicy prawicowe obsesje i antykomunistyczn nienawi wydaje si dzi publicyst paru tematw, ktry traci grunt pod nogami, kiedy nie podrzuci mu si jednego z dyurnych hase: IPN, lustracja, bracia Kaczyscy... Gdy odwoujc si do duchw endeckiego motochu zaszczuwajcego w roku 1922 Gabriela Narutowicza, staje si autorem pastiszu czy moe wrcz parodii wasnej dawniejszej twrczoci. Politycy nie id na wdk Tote cho u Lisa Michnik wytrwa w roli dobrotliwego starszego pana, cho zachowa nawet nieco dawnego uroku (ktrym niegdy uwodzi tak liczne panie i panw), tych, ktrzy mu le ycz, musiao ogarnia przyjemne podniecenie. Antykomunici i tradycyjni katolicy, prawicowcy i liberalni odszczepiecy mog si umocni w nadziei: Michnik przegra. Ma wprawdzie siln gazet, jest fetowany na caym wiecie, ale za to nie otrzsn si po aferze Rywina, nie produkuje nowych idei, nie ma nic do zaoferowania. Przesta wpywa na rzeczywisto. Zatrzyma si w miejscu. W roku 1995 jego tekst "O prawd i pojednanie" napisany z Wodzimierzem Cimoszewiczem budzi u jednych ekscytacj, u innych zo i ch polemik, ale z pewnoci traktowany by jako wany drogowskaz, i to nie tylko w teoretycznej debacie. Mia by kolejnym ruchem w kierunku historycznego pojednania rodowisk solidarnociowych z postkomunistyczn lewic. Trzynacie lat pniej Michnik jest autorem dziwacznych tekstw penych odniesie do literatury, a tak naprawd koncentrujcych si obsesyjnie na temacie lustracji. Tekstw, ktre nie posuwaj adnej sprawy do przodu, ktrych nikt nie traktuje powanie - cznie z redaktorami "Wyborczej" odstawiajcymi je nastpnego dnia po przeczytaniu na zakurzon pk.

W roku 1996, gdy formowa si rzd Cimoszewicza, tum reporterw by skonfundowany pojawieniem si w Sejmie ubranego jak zawsze nieco niedbale Redaktora, ktry szybko znikn za drzwiami gabinetu marszaka, gdzie przyszy premier przepytywa przyszych ministrw. Michnik wystpi wwczas jako odrbny polityczny podmiot, arcykonsultant, demiurg. Nie jego gazeta, ale on sam. Odgrywajc pniej tak sam rol przy Aleksandrze Kwaniewskim, zasuy na ksywk wiceprezydenta. Dwanacie lat pniej nikt ju nie czeka na niego w adnym gabinecie. I w rzdzie, i w opozycji dominuj ludzie, ktrzy, jeli pili z nim wdk, to sporadycznie. Dla ktrych waniejsze jest kumplowanie si z byle redaktorem komercyjnego radia lub telewizji. Trudno zreszt umniejsza znaczenie takich wydarze jak niedawna choroba Michnika, wspomniany ju kryzys po aferze Rywina czy nieatwe do ukrycia (nawet jeli w kocu zaegnane) nieporozumienia z czonkami kierownictwa Agory. A wic rwnia pochya? Moe, cho nie naley przecenia dawniejszych triumfw Michnika. Kryzys i rozsypywanie si jego kolejnych politycznych projektw to stan permanentny. Ostatnim tekstem, ktry posuy jako w peni zrealizowany scenariusz by chyba "Wasz prezydent, nasz premier" z 1989 roku. Cho z drugiej strony wikszo aktorw krztajcych si niegdy po scenie o nazwie III Rzeczpospolita chciaaby skoczy tak "klsk" jak ta Michnikowa... Jeli zaryzykuj twierdzenie, e sam Michnik nie czuje si dzi ani speniony, ani szczliwy, to dlatego e nigdy nie by komentatorem. W kadym razie nie przede wszystkim. By politykiem. Moliwo bezsilnego rozdawania laurek i rzg u Tomasza Lisa to dla niego mniej wicej to samo co sczenie soczkw dla dawnego alkoholika. Z drugiej strony nie czuje si szczliwy chyba i dlatego e przez lata by rycerzem kilku cile okrelonych spraw: walki z "bolszewick prawic", powstrzymania rozlicze komunistycznych czasw, wprowadzenia ludzi dawnej PZPR do nowej rzeczywistoci. Wszystkie te boje zakoczyy si remisem. Ani sukcesem, ani klsk. Dzi one przede wszystkim zblady, straciy na znaczeniu, a adnego trwaego projektu Michnik po sobie nie zostawia. Musi sobie za to znale nowe zajcie, cel, nowe hobby. Moe ograniczy si do prognozowania przyszoci Polski i wiata, do metapolityki? Dla Michnika to co jakby wygnanie. Najskrajniejszy ze skrajnych Piszc o ograniczonym wpywie Adama Michnika na bieg zdarze w III RP, nie zamierzam twierdzi, e nic istotnego nie stao si pewnego wiosennego dnia w 1989 roku, kiedy Lech Wasa nie poddajc nawet swojej decyzji pod gosowanie, oznajmi Komitetowi Obywatelskiemu, e wanie podarowa Michnikowi "Gazet". Jedyny opozycyjny dziennik od Wadywostoku po ab. Tak rni ludzie jak Aleksander Hall, Jan Olszewski, Wiesaw Chrzanowski, Tadeusz Mazowiecki, Bronisaw Geremek czy Jan Rokita zapewne nie w peni pojli sens tego, co si stao. Pniejsze podziay jawiy si jeszcze bardzo mglicie. Ale powtarzam - nie znaczy to, e nie zdarzyo si nic wanego. W teorii mona sobie wyobrazi, e "Gazet" dostaby kto z zupenie innej strony - kto, kto nie postawiby sobie za cel leczenia Polakw z nacjonalizmu i ludowego katolicyzmu czy wybijania im z gowy takich pomysw jak dekomunizacja. e byo to moliwe pokazuje przykad Jarosawa Kaczyskiego kierujcego "Tygodnikiem Solidarno". Mona te sobie wyobrazi, e szefem dziennika zostaje inny lewicowy solidarnociowiec z korowskiej rodziny, jednak nie tak radykalny w swym zapale przestawiania zwrotnic po dawnych podziaach. W kocu nie jest wcale powiedziane, e europejskoci, laickoci czy antyendeckoci musiao towarzyszy ciskanie si z Jaruzelskim i Kiszczakiem. W Niemczech na czele Instytutu Gaucka stana pani wiatopogldowo nachylona w tym samym kierunku co zesp "Wyborczej". W wielu krajach postkomunistycznych wok takich

procedur jak lustracja panuje wzgldny konsensus. Powizanie liberalno-lewicowych przekona z - na przykad - wiar, e dziennikarzom nie za bardzo godzi si grzeba w ludzkich yciorysach, jest czysto polsk specyfik. I cho mona t wiar wiza z rnymi zabobonami lewicy europejskiej, mona te szuka dowodw na brak takich zwizkw. Jeli w Polsce ten zwizek jest cisy, to wanie dziki Michnikowi. Moliwe wic, e byy inne scenariusze, cho nie bardzo wierz w ich ewentualne spenienie. Przykady innych inicjatyw medialnych o solidarnociowym rodowodzie ka wtpi, czy ktokolwiek inny uyby tego instrumentu rwnie sprawnie jak rodowisko postkorowskie. Ono za byo na tyle zdominowane przez ekspansywn osobowo Michnika, e pewnie i tak skoczyoby si na nim. Warto zwrci uwag i na to, e zarwno we wasnej gazecie, jak i w rodowisku, ktre si wok niej skupio, Michnik nie reprezentowa jakiego centrum mediujcego midzy skrzydami. Przeciwnie, by najskrajniejszym ze skrajnych, raczej wlokcym za sob wszystkich tych ludzi, czsto nie wszystko rozumiejcych - od pierwszych flirtw z Jaruzelskim po spraw Maleszki. Moliwe, e bardziej mikki reprezentant tej samej opcji prbujcy w 1990 roku dialogowa z prowasowsk wikszoci zaoferowaby Polakom mniej forsowny kurs na reedukacj. Michnik nigdy nie mia tego typu dylematw i dziki temu wygra. Okazao si, e mona z rnych powodw reprezentowa mniejszociowy na starcie punkt widzenia i stworzy dziennik dominujcy na rynku. Dziennik objaniajcy codziennie tysicom inteligentw, w tym setkom dziennikarzy innych mediw (to ostatnie wydaje mi si nawet waniejsze), co maj myle. Przegrane bitwy i wojny Rwnoczenie jednak pocztkowa egzotyczno grona skupionego wok "Wyborczej" (w 1993 roku Ryszard Legutko opisywa ich jako ludzi wierzcych, e caa Polska przypomina ich redakcj) uczynia t mocarstwowo czym raczej pozornym. Intencje nie zawsze przekaday si na polityczne fakty. Mona by nawet twierdzi, e czciej si nie przekaday. U pocztkw III RP redakcyjni koledzy Michnika snuli scenariusze zamroenia politycznych podziaw, zdarzay im si nawet porwnania wymarzonego przez nich systemu politycznego do mao majcego wsplnego z demokracj modelu meksykaskiego (zainteresowanych odsyam do wietnej dokumentacji tego zjawiska w "Pamici po komunizmie" Pawa piewaka). Logika wasowskiego przypieszenia szybko pokruszya te misterne konstrukcje. W roku 1990 Michnik przeksztaci "Gazet" w antywasowski sztab wyborczy dziaajcy w cisej symbiozie z wikszoci dziennikarzy mediw elektronicznych, przewanie dawnych komunistw. A jednak kampania zostaa przegrana, a sam Michnik niezrcznym udziaem w debacie telewizyjnej z Jarosawem Kaczyskim tylko pogorszy szanse swojego kandydata Tadeusza Mazowieckiego. Wielokrotnie, cho nie zawsze wprost, Redaktor apelowa do Unii Wolnoci o przeamanie historycznych barier. A jednak, cho na kadym kongresie Unii na Michnika czekao krzeso honorowego gocia (nigdy go nie zaj), jego koledzy i przyjaciele mu nie ulegli. Nawet wtedy gdy byli kuszeni bezporednio - jak na przeomie lat 1995/1996 podczas afery Oleksego Balcerowicz i Geremek. W tym samym roku Michnik domaga si od Kwaniewskiego ustpienia w prezydenckich wyborach Kuroniowi, i mimo caej estymy, jak by darzony przez liberalnych postkomunistw, zosta wrcz wymiany w telewizyjnym studiu. U schyku lat 90. Michnik owin sobie wok palca premiera Buzka. A jednak nie by w stanie uzyska od nie wiem jak przejtych jego wielkoci AWS-owcw tego, na czym mu najbardziej zaleao - wstrzymania projektu stworzenia IPN z wszystkimi tego konsekwencjami. Rozkrcenie afery Rywina byo z kolei aktem targnicia si na spoisto establishmentu III RP. Na te zdarzenia Michnik mia wpyw ograniczony. A mimo to jego gniewne tyrady przed komisj Nacza te jako przyczyniy si do wyhodowania najgorszego upiora, czyli IV RP.

Nawet jego ostatni triumf nad Jarosawem Kaczyskim dokona si nie tak, jak sobie Redaktor wyobraa. Scenariusz wsplnego rzdu PO i lewicy zosta odrzucony przez Donalda Tuska, cho Michnik wyoy go przecie wyjtkowo dobitnie w jednym ze swoich najbrutalniejszych komentarzy. Co wicej, rzdz nie ci, ktrzy mieli rzdzi - koledzy Tuska i Schetyny od piki to jednak kto cakiem inny ni wychowankowie Geremka i Mazowieckiego. Wikszo ludzi, ktrych Michnik lubi i promowa, zostaa zepchnita na margines. Zupenie jakby gorliwe, utwierdzane kolejnymi edytorialami jego akty poparcia byy pocaunkami mierci. Oczywicie byy czasy, kiedy triumfowa, a ju na pewno te poraki rzadko byway totalnymi klskami. W roku 1990 nie udao si powstrzyma Wasy, ale nieco pniej udao si wyegzorcyzmowa na chwilowy margines antykomunistyczn prawic. Brak historycznego kompromisu dawnych kolegw z KOR z postkomunistyczn lewic zrekompensowaa, cho nie do koca, duga prezydentura Kwaniewskiego. W ostatecznoci aden z projektw wrogw Michnika take nie doczeka si realizacji - z jakkolwiek pojmowan dekomunizacj na czele. A po wyborach 2007 roku zastpca Redaktora Piotr Pacewicz mg sobie pogratulowa na amach "Wyborczej": wygralimy. I bya w tym czstka prawdy, nawet jeli znaczna cz modziey pieszcej do urn, by powstrzyma "Kaczorw", nie pochylaa si zbyt uwanie nad edytorialami obu panw. Jeszcze trudniejszy do podwaenia jest metapolityczny sukces gazety Michnika - odwoam si znw do zastpu intelektualistw i inteligentw mwicych "Wyborcz", czasem jak Molierowski pan Jourdain nawet bez wielkiej wiadomoci, e tak si dzieje. Nowy czowiek, konserwatywne pastwo Z jednej strony, "Wyborcza" miaa duy udzia w wykreowaniu wojny o "nowego czowieka". To bya wojna przeciw "pastwu wyznaniowemu", do ktrej na pocztku lat 90. zmobilizowano nawet Czesawa Miosza i Leszka Koakowskiego. To bya wojna z rozmaitymi tradycyjnymi mniemaniami i sentymentami zwizanymi z katolicyzmem i polskoci - e przypomn tekst Michaa Cichego odzierajcy z jakiej czci nimbu Powstanie Warszawskie. By to wreszcie bj o liberaln modernizacj gospodarki. Pocztkowo napotykajcy na opr spoecznie wraliwych czonkw zespou takich jak Dawid Warszawski, a dzi niehamowany niczym. Zarazem gazeta Michnika postawia na konserwatyzm - rozumiany nie jako ideologia, lecz jako postawa. Wprzgnity pocztkowo przede wszystkim w sub idei wygaszenia rzeczywistej wojny midzy Polsk postsolidarnociow i postkomunistyczn. Polak mia si wyzby w miar szybko swoich tosamoci narodowych i religijnych (a w kadym razie powanie je zrewidowa), mia pokocha w przypieszonym tempie kuracj Balcerowicza, ale rwnoczenie mia akceptowa bez oporw nazwy ulic z czasw PRL i peerelowskich fachowcw w strategicznych miejscach cznie ze subami specjalnymi. Z czasem ten konserwatyzm nabra wyrazistoci, sta si zrytualizowanym kultem III RP - z jej mitem zaoycielskim (Okrgy St, nie, e broniony - przedstawiany od razu wrcz w konwencji bajki), zastpem bohaterw (Mazowiecki, Geremek, Kuro, Balcerowicz, w kocu Wasa), z czytelnymi symbolami, czczonymi instytucjami i atwymi skojarzeniami. Z wiar w idealn konstytucj i pastwo niewymagajce wikszych korekt, bo standardy i reguy s gwarantowane przez autorytety. Upraszczam, nie caa "Gazeta", skdind wietnie redagowana, dawaa si wtoczy w ten schemat. Ale z publicystyki samego Michnika, z komentarzy jego zastpcw, z fundamentalnych politycznych tekstw taki obraz da si wyczyta i gdyby tylko odda go innymi sowami, myl, e jego twrcy nie odrzuciliby takiej interpretacji. To w imi tego mitu Michnik na pocztku lat 90. patologie prezydentury Wasy i rzdw SLD kwitowa sowami: "Moe w tym, co twierdz Kaczyski i Olszewski, jest co na rzeczy", cho nigdy nie sprawdzi co. To w imi tego zespou odruchw najodwaniejszym publicystycznym manifestem o tym, e z III RP co jest nie w porzdku, okaza si tekst Jacka akowskiego "Co pko, co si skoczyo", w

ktrym jako najgroniejsze zjawiska opisywano machinacje PC z firm Telegraf, a take lekkomylno, z jak Bielecki dopuci swoich ministrw do spek, a Suchocka rozdaa czonkom rzdu nagrody. Nie powsta w "Wyborczej" publicystyczny tekst, ktry posunby si dalej w tropieniu patologicznych zjawisk i mechanizmw - cho dziennikarze ledczy ten konkret podsuwali. W publicystyce obowizywa na og obraz lukrowany, baniowy - poza krtk przerw na rzdy Kaczyskiego. Tylko one okazay si koszmarem porwnywanym przez Michnika do rzdw stalinowskich. Zaszczepienie tego praktycznego konserwatyzmu znacznej czci polskich elit to moe najwikszy pedagogiczny sukces gazety Michnika - nawet jeli debaty o IV RP podwayy go odrobin. Z tego punktu widzenia obecna ekipa prezentuje si nie najgorzej - "szarpania cuglami" wyrzeka si wraz z osob Rokity, cho zapewne nie z powodu ideologicznego uwielbienia dla III RP, a gwnie po to, by zapewni Tuskowi triumf w wyborach prezydenckich. Czyby wic Michnik mia si z czego cieszy? Problem w tym, e nie sdz, by jego samego to szczeglnie poruszao. Jednak w zym humorze Uwana lektura jego tekstw od 1989 roku po dzie dzisiejszy pozwala zauway, e spr o ksztat polskiego pastwa sam w sobie nigdy go specjalnie nie interesowa. Wiem, e zabrzmi to jak herezja, ale prosz sprawdzi: najwaniejszy polski publicysta polityczny nie mia zdania w lwiej czci kontrowersji - od ksztatu ustroju po poszczeglne instytucje. Odwoywa si do nich podczas sporw, najczciej o ocen biografii ojcw III RP, ale bez wikszego zainteresowania. Nie zawraca sobie gowy gospodark, a spytany o to, czy jest za budetem zadaniowym, czy za reform policji, byby pewnie ciko zdziwiony. Gdy ju dotyka realnego dylematu, to tylko wtedy gdy wiza si on z doranym starciem z wrogami. I tak w roku 1991 wymiewa radykalizm w walce z korupcj, bo wymachiwa nim znienawidzony Kaczyski. W 2004 roku z kolei opowiedzia si za tym radykalizmem - zdawkowo i na chwil - bo poczu si zagroony przez grup trzymajc wadz. I dlatego stopnia zadowolenia Michnika oceni nie sposb. Jedno wiemy na pewno: jest maksymalist przywizanym do najprostszych symboli. Jeli funduje swoim przeciwnikom terapie szokowe, uywajc brutalnego jzyka, to nie tylko dlatego, e taki jzyk lubi. Niedobity IPN czy moliwo kwestionowania dobrego imienia twrcw III RP przez "oszczercw" mog by dla niego duo boleniejsz zadr ni, powiedzmy, zamroenie wszelkich przymiarek do zmiany idealnego pono ustroju. A co z t czci misji "Gazety", ktr nazwaem lepieniem "nowego czowieka"? Tu te Michnik odnis tylko czstkowe sukcesy. Rzd PO przy caej proeuropejskiej retoryce rni si wprawdzie od narodowopastwowych idei Kaczyskich, ale nie spenia do koca oczekiwa. W swoim sawnym tekcie z 1994 roku "Aksamitna restauracja" nawoujcym elity do pogodzenia si z dominacj SLD naczelny "Wyborczej" dowodzi, e konserwatywny katolicyzm prowadzi nieuchronnie do nacjonalizmu. Nic nie wskazuje na to, by zmieni to zdanie, nawet jeli rwnoczenie prbowa wpywa na Koci tak gorliwie, e "Libration" nazwaa go w poowie lat 90. publicyst... katolickim. Ot hydrze nie udao si uci gowy. Politycy PO nie bardzo si do tego pal, a polski Koci, i to nawet w swoim segmencie antyradiomaryjnym, nie jest Kocioem Michnika. Oczywicie logika integracji europejskiej i cywilizacyjnych przemian czyni scenariusz michnikizacji narodowych i religijnych wartoci prawdopodobnym w dalszej przyszoci. Jednak rzecz w tym, e ludzie starsi - a Michnik ma ju 62 lata - staj si coraz bardziej niecierpliwi. Co najwaniejsze za, mam wraenie, e rwnie w marzenia o "nowym czowieku" czy moe o

"nowym Polaku" Michnik angaowa si zawsze poowicznie. Najgorliwiej zmierza do rozstrzygnicia bojw najbardziej doranych: za Jaruzelskim, za Kwaniewskim czy przeciw nikczemnikom z IPN. W tym sensie by politykiem toczcym od kilkunastu lat jedn i t sam wojn. Dzisiejsze narzekania, e Michnik zatrzyma si w miejscu, e jest nietwrczy, o tyle nie maj sensu, e to czasy si zmieniy, a nie on. Gdy kilka lat temu pisaem z Michaem Karnowskim jego sylwetk, ludzie mu yczliwi, mniej yczliwi i nieyczliwi nie mieli wtpliwoci, co go tak naprawd, jak mwi polska modzie, "krci" najbardziej: opowiadanie na lewo i prawo, jak skutecznie ociosa postkomunistyczny beton (nawracajc np. SLD na prozachodni opcj), i lektura skrajnych prawicowych pisemek, w ktrych wyczytywa ustawicznie zagroenia dla Polski. I z jednego, i z drugiego wyniky nie najlepsze rzeczy. Najpierw dla Polski, bo lepota Michnika na patologie postkomunistyczne nie bya okolicznoci szczliw - nawet owiadczenia majtkowe politykw wprowadzono w Polsce z wieloletnim opnieniem. A potem i dla samego naczelnego "Wyborczej" - wszak najwiksze zagroenie, jakie nad nim zawiso wraz z wizyt Rywina, nie pochodzio od Antoniego Macierewicza ani podopiecznych ojca Rydzyka. Ono przyszo ze strony modych wilczkw z krgw SLD. Tych, ktrzy mieli by sol przemian. Ale niezalenie od tego, dzi to rozdzia w duej mierze zamknity, cho oczywicie lektura narodowokatolickich pisemek moe jeszcze dugo suy Michnikowi do, jak sam mwi, "ggania", czyli przestrzegania przed PiS i rozliczania "zbrodni" Kaczyskich. Wci istnieje wierna publiczno, dla ktrej Michnik nie przestanie by autorytetem. Za to do wielkiej gry politycznej raczej ju nie wrci. Na czowieka, ktry przeprowadza czerwonych przez Morze Czerwone, nie ma ju popytu. Dmowski, czyli Michnik Tomasz Nacz porwnywa kiedy ciekawie Jarosawa Kaczyskiego do Romana Dmowskiego. Mnie pan Roman bardziej kojarzy si - jakkolwiek by to byo obrazoburcze dla wielbicieli obu postaci - z Michnikiem. To przecie Dmowski budujcy podstawy polskiej niepodlegoci i ideowe fundamenty wielkiego obozu politycznego jako pose niepodlegej RP nie chcia nawet przychodzi na posiedzenia Sejmu. W Michniku odnajduj t sam abnegacj. Naczelny "Wyborczej" jest publicyst rwnie papierowym jak twrca Narodowej Demokracji. Papierowym, bo dziaajcym w sferze czystych idei, rzadko odnoszcym si do takich konkretw jak ksztat prawa czy interesy poszczeglnych grup spoecznych i rodowisk. Wiele pisano o motywach Michnika - jego strach przed prawic symbolizowany natrtnym przywoywaniem Narutowicza jest pewnie gboki i prawdziwy, tak jak prawdziwy by strach Dmowskiego przed spiskiem ydw i masonw. Jednak tak jak wielu podobnym zawodnikom idee suyy im obu rwnie do mobilizowania druyn, plutonw, pukw i armii. Michnik zawsze z poziomu kompletnej abstrakcji atwo przechodzi na poziom najbardziej przyziemnego konkretu: starcia, zwodu, zagrywki. I nazwisk, na ktre mg postawi. Z tego te powodu wierz, e zastanawia si dzi nad jeszcze jednym, skutecznym wistem, nad powrotem do gry. e jak wie gminna niesie, zerka tsknie na Wodzimierza Cimoszewicza jako polityka, ktry pomgby mu speni marzenie o nowej lewicy i nowym rozdaniu. To jednak nie czyni go spenionym, za to jeszcze bardziej upodabnia do pana Romana - i to tego z drugiej poowy lat 30. Oczywicie Dmowski zepchnity przez Pisudskiego na gboki margines by jeszcze mniej szczliwy ni naczelny wielkiej gazety, ale... Obu niespenienie pogra w dziwactwach odpowiednikiem powieci przywdcy endecji o masoskich knowaniach s dziwne rozwaania Redaktora o Mickiewiczu i Stendhalu walczcych z lustracj. Obaj Michnik i Dmowski maj te

poczucie, e kto inny realizuje bez nich ich wasny program - ma si rozumie gorzej i nie w peni. Dmowski musia oglda, jak pisudczycy odwouj si selektywnie do programu endecji. Polsce uspokojenie po "szalestwach" Kaczyskich nios przy uyciu cakiem innych metod i uzasadnie politycy zabawiajcy si pik. Lekkomylni na pierwszy rzut oka koledzy Tuska nie dobijaj takich drczcych Redaktora zmr jak IPN czy "klerykalizm", a pozbawiaj go rwnoczenie rzdu dusz. Pozbawiaj rzecz jasna nie do koca. Michnik, podobnie jak Dmowski u schyku lat 30., ma troch atutw, by wrci do gry - przede wszystkim wierzcych we adoratorw. Zrytualizowany kult III RP to przecie po czci jego wasny kult dajcy mu prawo do ustanawiania wasnych regu. Dowid tego, zmieniajc pogrzeb zaprzyjanionego polityka w agresywny wiec i zbierajc za to pochway i oklaski. Czy jednak ma wielkie szanse? I na co? Niewykluczone, e forsujc niegdy namitnie sojusz z postkomunistami, pozbawi swoich liberalno-lewicowych kolegw czci autorytetu zbudowanego w czasach oporu przeciw komunistycznej wadzy. Czy ten autorytet by do utrzymania? Moe nie. Ale zmasowana kampania przeciw solidarnociowemu kombatanctwu przypieszya marginalizacj takich ludzi jak Geremek czy Mazowiecki. Niewykluczone, e dzi kres ery postkomunizmu odbiera, cho powoli i nie do koca, racj bytu samemu Michnikowi . Na dokadk podmywa j te duch nowoczesnoci, ktrej Redaktor tak mocno kibicuje. W wiecie popkultury jego homilie bd ju wkrtce mao zrozumiae. A e niespecjalnie - to mu trzeba przyzna - gustuje w wiecie PR-owskich sztuczek, czasu ma coraz mniej. Moe jeszcze czym zaskoczy? Ale przecie tak naprawd nie zaskakiwa od lat.

NAGY UPADEK ADAMA M. - antologia tekstw

Darmowy Hosting CBA.PL

Dziennik - 31 grudnia 2007

Piotr Zaremba Sowa ostre niczym miecz, czyli o plotkach w polityce


Synny film Akira Kurosawy "Rashomon" pokazuje dramatyczne zdarzenie midzy ludmi szlachetnie urodzonymi z perspektywy trzech rnych postaci. Kada opowiada radykalnie odmienn, korzystn dla siebie wersj. Ostatecznie moemy obejrze take i prawd. Bo znalaz si czwarty uczestnik, a raczej widz zdarze. Ubogi zodziej. Obserwowanie z bliska polskiej polityki (podejrzewam, e niepolskiej te) przypomina siedzenie na widowni niekoczcego si "Rashomona". Najczciej bez kocowego wystpu naocznego wiadka. Kieliszek dla prezydenta Przypomniaem sobie niedawno o tym filmie, relacjonujc stosunki wewntrz SLD. Zwolennicy szefa tej partii Wojciecha Olejniczaka oskaraj jego konkurenta, Grzegorza Napieralskiego, o do niezwyky spisek. Mia si przyczyni do tego, e Aleksander Kwaniewski podczas kampanii wystpi na mwnicy w stanie daleko posunitego "przemczenia". Rzecz dziaa si w Szczecinie, a Napieralski kontroluje tamtejsz organizacj partyjn. Celem miao by zdyskredytowanie linii Olejniczaka, ktry postawi mocno na Kwaniewskiego. Jak miao do tego doj? W wersji hard Napieralski wrcz podsun zowrogi kieliszek. W wersji soft tylko nie dopilnowa trzewoci byego prezydenta. Sekretarz generalny Sojuszu zaprzecza, jakoby mia przed feralnym wystpieniem jakikolwiek dostp do Kwaniewskiego. Plotka ma charakter wewntrzpartyjny, cho rozesza si ju na tyle, e powtarzaj j rwnie politycy innych ugrupowa. Nie wzbudzia natomiast ekscytacji innego rodowiska, do ktrego takie historie s zwykle adresowane - dziennikarzy. Moe dlatego, e stosunki wewntrz zmarginalizowanej lewicy nie budz ju dzi takiego zainteresowania jak kiedy. To nie objania nam jednak zasadniczej kwestii: czy jest w tym cho cie prawdy. Komentator jest skazany na rol widza posadzonego w platoskiej jaskini. Moe obserwowa i opowiada o cieniach. Trudno mu jednak uchwyci realne ksztaty. Platoska jaskinia

Nie tylko w tym wypadku. Mamy klasyczne pytanie: jak to si stao, e Jan Rokita odszed niespodziewanie z polityki. I co najmniej dwie wersje zdarze. Wedug jednej liderzy PiS na zimno zaplanowali intryg. Na komitecie politycznym tej partii spreparowano akcj skaptowania ony polityka, Nelly, na jej listy wyborcze. To postawio go w niezrcznej sytuacji. Rozalony na on, ktra skomplikowaa mu i tak skomplikowane stosunki z Platform Obywatelsk, zdecydowa si na ten desperacki krok. Ale wielu ludzi krccych si wok polityki przedstawia wersj alternatywn. Wedug niej skcony z Donaldem Tuskiem Rokita wrcz umwi taki scenariusz z on. Ten wariant bywa przedstawiany w sposb bardzo drastyczny. Rokita mia pa ofiar szantau zmontowanego przez prominentnych politykw PO. Mam na ten temat wasny pogld, ale nie on jest wany. Wane, e rne wersje kr, a przecie moliwy jest te scenariusz bdcy ich mieszanin. Czy Rokita pozostawi po sobie pamitniki pozwalajce pozna przynajmniej jego punkt widzenia? Bardziej prawdopodobne, e bdziemy musieli y jedynie z domniemaniami jak byo naprawd. W tym przypadku mamy do czynienia ze zoonym splotem rnych zdarze i ludzkich motywacji. A przecie w wiecznym cieniu pozostaj te stosunkowo proste fakty. Podczas poprzedniej kadencji parlamentu ludzi mediw zelektryzowaa pogoska o tajnym spotkaniu lidera PO Donalda Tuska z szefem Samoobrony Andrzejem Lepperem. Obaj panowie mieli omawia w zacisznym hotelu taktyczne wspdziaanie wymierzone w hegemona sceny politycznej, czyli PiS. Poniewa w tym wypadku plotka zostaa ujawniona przez pras, wywoaa zaprzeczenia obu stron. Byy one jednak mikkie i nieprzekonujce. Oczywiste, e ani Tuskowi, ani Lepperowi nie mogo zalee na ujawnieniu tego zdarzenia kompromitujcego ich przed wyborcami. Historia musi wic by dooona do teczki ze sprawami niewyjanionymi. Pocielowe rewelacje Pojawiay si oczywicie gone plotki, ktre znalazy swj jednoznaczny fina. Naleaa do nich historia rzekomego romansu prezydenta Kwaniewskiego z piosenkark Edyt Grniak. Poniewa opatrywano j tez, e kobieta zasza w ci, odpowied przynis sam czas. Nie zmienia to faktu, e jeszcze zanim plotka zostaa opisana (w tonie sensacji przez tygodnik "Nie" i z zakopotaniem przez "Newsweek"), trafia, inaczej ni wikszo tego typu plotek, pod strzechy. Mj kolega dziennikarz by szczerze zdumiony, gdy przynis mu j "z miasta" lekarz jego dziecka. Jej sugestywno polegaa m.in. na tym, e przekazywano sobie z ust do ust wiele szczegw. Grniak miaa wyjecha ze wzgldw zdrowotnych do Portugalii. Podawano nawet nazwiska funkcjonariuszy prezydenckiej kancelarii i ochrony, ktrzy mieli jej pomc w przygotowaniu porodu za granic. Mona by twierdzi, e nie bya to plotka polityczna, cho dotyczya jednego z najistotniejszych politykw III RP. Polityczny by jednak mechanizm jej rozprzestrzeniania. Dziao si to na pocztku 2003 r., rwnolegle do wybuchu afery Rywina. W dostarczaniu caej tej historii, moe nie do uszu opisanego internisty, ale do uszu dziennikarzy w sejmowych kuluarach ju tak, uczestniczyli wani politycy SLD. Dlaczego? Wewntrz tej formacji narastaa irytacja na prezydenta oskaranego, chyba bezpodstawnie, o inspirowanie rewelacji dotyczcych Rywina, o zmow z Adamem Michnikiem przeciw Leszkowi Millerowi. W tej sytuacji historia godna brukowych magazynw staa si czci politycznego skandalu. Afery, ktra skdind zaowocowaa dziesitkami, jeli nie setkami innych plotek dotyczcych pytania, w czyim interesie dziaa Rywin i kto wchodzi w skad grupy trzymajcej wadz.

Czy ludzie SLD obmawiajcy prezydenta spreparowali ca histori jako zemst na prezydenckim paacu, czy tylko przechwycili plotk, ktra pojawiaby si i tak? O tym historia milczy. Ale widok powanych parlamentarzystw opowiadajcych znanym dziennikarzom pocielowe detale kae spyta o tych, ktrzy s rdem bd przekanikiem plotek. Jak one powstaj? W czyim interesie? Przeciw komu? Komu posad? W wielu wypadkach okolicznoci takiego powstawania s zgoa niewinne. Sami dziennikarze potrafi wykreowa niejedn plotk, zwaszcza podczas formowania si kolejnych rzdw, gdy listy kandydatw na wane urzdy s czsto rekonstruowane na podstawie czystej logiki, a nie rzeczywistych poufnych informacji. Takie plotki mog stworzy pretendenta do urzdu, cho mog go rwnie i spali. Sam uczestniczyem w 1992 r. podczas powstawania rzdu Suchockiej w zabawie polegajcej na wymyleniu na sejmowym korytarzu w gronie reporterw jednego z politykw centroprawicy jako kandydata na wicepremiera. Czowiek ten zosta wicepremierem. Trafilimy? A moe pomoglimy mu w karierze? Na pocztku lat 90. dyurnym kandydatem na stanowiska rzecznika prasowego rnych instytucji by dziennikarz Antoni Styrczula. Podobno sam wypuszcza te informacje a wreszcie zosta rzecznikiem prezydenta Kwaniewskiego. Ten mechanizm potrafi si powtarza. Po ostatnich wyborach parlamentarnych pewien znany ekspert finansowy, dawny wsppracownik Leszka Balcerowicza, wynaj konkretn usug firmy PR-owskiej. Polegaa ona na kolportowaniu wieci, e to on ma zosta ministrem finansw. W tym przypadku plotka raczej mu zaszkodzia, budzc zo przyszego premiera Tuska. Pomysowy aspirant do urzdu musia si obej smakiem. Wiele plotek rodzi si gdzie na pograniczu wiata polityki i mediw jako skutek formuowania rnorakich hipotez. Afera Oleksego na przeomie 1995 i 1996 r. obrosa mnstwem czsto radykalnie sprzecznych interpretacji - w zalenoci od tego, kto je formuowa. Wedug jednej za wszystkim mieli sta Rosjanie chccy skompromitowa Polsk na arenie midzynarodowej. Wedug innej prezydent Kwaniewski nie udzieli Oleksemu dostatecznej pomocy, a nawet by zadowolony z pogrenia wieloletniego konkurenta w wewntrzlewicowych rozgrywkach. Takich plotek nikt nie musi wiadomie preparowa. Wystarczy, e polityk X (albo dziennikarz Y) odda si rozwaaniom przy kawiarnianym stoliku, a jego suchacz przedstawi czyst analiz jako zasyszan wie. Wrzutki, czyli czarny PR Trzeba jednak przyzna, e znaczna cz plotek to po prostu "wrzutki". O ich autorstwo podejrzewano czsto suby specjalne. Trudno oceni, na ile susznie, a na ile przesadnie. Sam pamitam histori, opisan ju przez Igora Zalewskiego, jak to w 1993 r. dwjka moich kolegw z "ycia Warszawy" zostaa namwiona do napisania tekstu o rzekomych kopotach lustracyjnych polityka SLD aspirujcego do wanego stanowiska w MSW. Ten, kto informacj podrzuci, by teoretycznie dziennikarzem krccym si po Sejmie, ale nie kojarzonym z adnym tytuem, natomiast kojarzonym ze subami. Skoro potrafi zainspirowa powstanie konkretnego tekstu, wiele innych wiadomoci mg po prostu wypuszcza, korzystajc z korytarzowych kontaktw. Ile z nich zostao opisane, a ile kryo jedynie w przestrzeni? Nie zmienia to faktu, e rdem najwikszej liczby plotek s sami politycy. Stay si one narzdziem swoistego czarnego (cho czasem i biaego) PR-u. Za mistrzw tej metody uwaa si politykw PiS, zwaszcza synnych spindoktorw Adama Bielana i Michaa Kamiskiego. Ale

trzeba przyzna, e inne partie staraj si za nimi nady. Kada ma co najmniej kilku specjalistw od wpuszczania do obiegu rnych wieci. Czasem s one obliczone na niszczenie konkurentw z innych ugrupowa, czasem wewntrzpartyjnych oponentw, a czasem na wychwalanie wasnych liderw (jeszcze niedawno dowiadywalimy si, jak bardzo z Angel Merkel lubi si prezydent Kaczyski, dzi ta sama kanclerz jest przedstawiana jako przyjacika Tuska). Najczciej jednak bije si w "nie swoich". Z jakiego to powodu nagle wielu ludzi PiS zaczo ostatnio opowiada t sam histori o Radku Sikorskim, ktry jako minister obrony mia si wykaza na Ukrainie infantyln fascynacj czapami tamtejszych gwardzistw? Gdy mnie lub moim kolegom opowiada o tym pity polityk Prawa i Sprawiedliwoci, i to z grnej pki, o przypadku mwi trudno. Nie kada taka opowie przeznaczona jest do druku, czasem opowiada si j wrcz jako "nie do pisania". Chodzi raczej o urobienie opinii. Nie zapomn posa PO, te z najgrniejszej pki, ktry w mi konwersacj wplata anegdoty o swoich rywalach. Ich tre bya niewinna, tyle e ludzie ci jawili si jako skrajnie niepowani. By moe anegdoty byy prawdziwe, by moe podbarwione, a moe wymylone. W kadym z tych przypadkw cel mg by jednak osignity. Piszc o ich bohaterach, miaem mie w tyle gowy jedno: zajmuj si ludmi niewiarygodnymi. Kto zamkn cmentarz? Ale te wiele plotek jest chyba opowiadanych zgodnie z najgbszym przekonaniem opowiadajcego, a czasem bywa produktem swoistych psychoz rnych rodowisk. Oto w 2001 r. Marek Belka, kandydat lewicy na ministra finansw, swoim nierozwanym wystpieniem dopuszczajcym moliwo oszczdnoci na emeryturach pozbawi prawdopodobnie SLD penego wyborczego zwycistwa. Zoono to na karb jego profesorskiego dogmatyzmu. Po latach poznaem inn interpretacj: Belka jako czowiek Kwaniewskiego mia to zrobi celowo, bo prezydentowi zaleao, aby Miller nie kontrolowa cakowicie sytuacji. Prawda? Nieprawda? Wane, e moi rozmwcy szczerze w to wierzyli, a caa interpretacja pojawia si grubo po fakcie jako reakcja na konflikty midzy dwoma orodkami wadzy: prezydenckim i premierowskim. Takie psychozy ujawniaj si, rzecz jasna, w wojnach midzy partiami. Moim traumatycznym przeyciem byo wysuchanie opowieci pewnego bardzo wanego polityka Platformy Obywatelskiej. Jesieni 2005 r. zapewnia mnie, e w dzie Zaduszek zamknito na kilka godzin cz warszawskiego Cmentarza Brdnowskiego po to, aby minister Zbigniew Wassermann mg spokojnie odwiedzi czyj grb. Sprzedawa to jako dowd na, delikatnie mwic, dziwactwo polityka PiS. Gdy to usyszaem, dreszcz przeszed mi po plecach, bo byem tego dnia na Brdnie i widziaem, e cz cmentarza bya rzeczywicie niedostpna. Pobiegem do swojej wczesnej redakcji, proszc, aby wie jak najszybciej sprawdzono. Okazao si jednak, e Wassermann feralnego dnia by... w Krakowie. Nic si nie potwierdzio, a jednak mj rozmwca opowiada o incydencie z penym przekonaniem. Wiedzc, e moe by sprawdzony, wicej, zachcajc do takiego sprawdzenia. Od kogo si o tym dowiedzia? Przecie cmentarz by rzeczywicie zamknity. A moe mj rozmwca dziaa w zej wierze? Mam jednak wraenie, e w jak najlepszej. A moe by to cie jakiej prawdziwej, tyle e mocno znieksztaconej historii? Tak czy inaczej - jego opowie bya produktem szczeglnie toksycznych stosunkw midzy partiami Kaczyskiego i Tuska. Czy istnieje jaka metoda weryfikowania rewelacji opowiadanych przez politykw? W tym przypadku byo to stosunkowo atwe. Ale gdy mamy do czynienia z typow plotk dotyczc

politycznej kuchni, czyich zamiarw? Wielkich politycznych planw. Wwczas jest trudniej, bo nawet naturalna nieufno wobec tego, co opowiada (jaki ma w tym interes?), nie musi przesdza, e informacja jest nieprawdziwa. Wiosn i latem 2005 r. politycy PiS rozsiewali plotk sugerujc, e Jan Rokita ma by tylko tymczasowym premierem z ramienia PO, a jako zakulisowy kandydat szykowany jest Jan Krzysztof Bielecki. Platformersi przedstawiali si jako ofiara czarnego PR-u machiny Bielana i Kamiskiego. Ale gdy ju podczas kampanii wyborczej wany polityk PO powtrzy mi to samo, pojem, e w opowieci bya jaka prawda o stosunkach wewntrz tej partii. Lustereczko, powiedz przecie... Niezalenie od motyww ludzi roznoszcych plotki w polskiej polityce funkcjonuje kilka szczeglnie ywotnych mitw. Pierwszym jest mit cudzej ambicji. Ju w 1995 r. Aleksander Kwaniewski szczerze wierzy w prezydenckie aspiracje Jzefa Oleksego. Wiele jego zachowa wobec marszaka byo podyktowanych wanie pogoskami przedstawiajcymi jowialnego Jzia jako potencjalnego prezydenta. Kwaniewski wsplnie z Was tak zabiegali, aby Oleksy zosta szefem rzdu, bo miao mu to utrudni start w wyborach. Co zabawne, Wasa wierzy, e osobicie popularny polityk moe by dla niego groniejszym rywalem ni Kwaniewski. Przed 2000 rokiem nastpi ju wysyp prezydenckich kandydatw wewntrz AWS, przyprawiajc Mariana Krzaklewskiego o nerwowe drgawki. W niektrych przypadkach wieci byy prawdziwe, w innych przesadzone. W otoczeniu przewodniczcego na dugo przed oficjalnym typowaniem pretendenta owiono kad informacj majc demaskowa rywali. Z Gdaska dochodziy pogoski, e ona marszaka Macieja Playskiego zamwia sobie medialne szkolenia. No tak - widzi si ju w roli pierwszej damy! Kopot polega na tym, e jedni plotki preparuj, a inni dziaaj pod ich wpywem. Wrogowie Jerzego Szmajdziskiego chtnie przedstawiali go jako potencjalnego konkurenta Leszka Millera do urzdu premiera. Koronnym dowodem miaa by grzywka upodabniajca wczesnego ministra obrony do... Johna Fitzgeralda Kennedy'ego. Nie wiadomo, kto w to wierzy naprawd, a kto udawa. W kadym razie Milller od pewnego momentu uwierzy. Trudno, aby politycy, sami ambitni, nie pamitali o ambicjach innych. Wielu liderw dziaa zgodnie z logik zej macochy z "Krlewny nieki" siadajcej przed zwierciadem i pytajcej: "Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpikniejszy na wiecie". A lustro, czyli wierni wsppracownicy, czsto wskazuj na innych uczestnikw w konkursie piknoci. Dzi to Tusk jest raczony przez swj dwr dug list potencjalnych prezydentw z PO, a padaj nawet tak absurdalne nazwiska, jak minister obrony Bogdan Klich. Mit kasety Innym wanym mitem jest mit "hakw obyczajowych". W kadym rodowisku rozmawia si o tym, kto z kim spa. Na dokadk polskie media, cho nie s tak powcigliwe jak francuskie ukrywajce przez dziesiciolecia romans prezydenta Mitterranda, to przecie nie dokonuj jeszcze dogbnych wiwisekcji ycia prywatnego czoowych postaci. Tym wiksze pole dla domysw i pogosek. W mnoeniu rozmaitych list politykw homoseksualistw i opisywaniu czsto wyssanych z palca romansw premierw z ministrami wiele jest po prostu niezdrowej ciekawoci. Ale i troch owego czarnego PR-u, o ktrym ju pisaem. W roku 1999 grupa posw AWS z tak zwanej Spdzielni prbowaa przedstawia nieomal cae kierownictwo Stronnictwa KonserwatywnoLudowego, czyli wasnego koalicjanta, jako "band pedaw". Te rewelacje byy preparowane tak nieudolnie, e szybko poszy w zapomnienie. Ale ju wieloletnia akcja przedstawiania czoowego polityka prawicy jako bohatera jakich

obyczajowych rewelacji bya skuteczniejsza. Wystpowali z tym konkurenci z jego kolejnych partii, a cae generacje dziennikarzy trway w oczekiwaniu na obiecywane im poktnie mityczne zdjcia czy kasety. Rzecz w tym, e zdjcia i kasety nigdy si nie pojawiy. A polityk ten ma tak wielu wrogw, e powinny si pojawi ju dawno. Bywa, e wieci o kompromitujcych kasetach staj si, lub raczej maj si sta, atutem w szeptanej kampanii przedwyborczej. W 2000 r. politycy AWS chtnie sugerowali, e s w posiadaniu nagrania mogcego skompromitowa on prezydenta Kwaniewskiego. Jak wiadomo wiato dzienne ujrzaa kaseta pokazujca ministra Siwca caujcego ziemi kalisk. Na kaset z Jolant Kwaniewsk zapewne nie doczekamy si nigdy. Chopcy na posyki Kolejny mit powiza biznesowych powinien by ju potraktowany powaniej. Oczywicie, gdy Kazimierz Marcinkiewicz opowiada, jak to prbowano go niszczy w PiS szeptanymi w ucho prezesa Kaczyskiego wieciami o milionowej apwce wzitej od CitiBanku, kreli tylko psychologiczny portret klasy politycznej. Ale wielu wanych parlamentarzystw i ministrw bierze na siebie rol eksponenta wanych, a prywatnych interesw. W USA mwiono o takich "chopiec na posyki Morgana" (J. P. Morgan by wielkim bankierem z Wall Street). W Polsce mamy naprawd do czynienia z chopcami Kulczyka czy Krauzego. Po raz pierwszy na wielk skal wtek ten pojawi si za kadencji AWS w latach 1997 - 2001. Obserwowaem wwczas prace komisji kultury. Ze zdziwieniem zauwayem, e wan poprawk do Ustawy o radiofonii i telewizji, korzystn dla komercyjnych stacji, zgasza znany parlamentarzysta AWS, a wspiera rwnie znany pose lewicy. Bardziej biegli w tej tematyce dziennikarze wytumaczyli mi szybko, e obaj nale do ponadpartyjnego grona wielbicieli waciciela Polsatu Zygmunta Solorza. Nieco pniej Jacek ski i Rafa Kasprw opisali w "Rzeczpospolitej" tak zwan Polsk Parti Solorza - wielu jej przedstawicieli z rnych partii, cho gwnie z prawicy, podja pniej nawet zinstytucjonalizowan wspprac z t prywatn telewizj. arty o PPS bdcej jakoby najsilniejsz parti w tamtym parlamencie kryy na dugo przed postawieniem tej kwestii przez media. Zreszt wiele plotek potwierdza sie czsto dopiero po latach. Prawdziwe okazyway si na og wiadomoci o potencjalnych lustracyjnych kopotach czoowych postaci. Nazwiska Lecha Wasy, Janusza Tomaszewskiego czy Zyty Gilowskiej byy powtarzane na dugo przed postawieniem im jakichkolwiek zarzutw. Take ekscytacja pono wielkim majtkiem Pawa Piskorskiego wyprzedzia o kilka lat jego pierwsze owiadczenie majtkowe z 2001 r. Dzi Piskorski bdzie prawdopodobnie paci specjalny domiar podatkowy od nadzwyczajnego wzbogacenia. Teatrzyk cieni A jednak jake liczne informacje, czy moe tylko domniemania, nigdy nie ujrz wiata dziennego. Nie ujrz, bo poszlaki s najczciej zbyt wte, a groba procesu sdowego zbyt dolegliwa dla redakcji. W efekcie polityka przypomina czasem teatrzyk cieni. Cienie rzucane s przez realnych aktorw, cho czasem ulegaj znieksztaceniu. Rodzi to w wielu dziennikarzach zblazowanie ludzi dopuszczonych do tajemnic niedostpnych dla ogu, a czsto i niewiar w dochodzeniu do prawdy. Zgadzam si z tymi, ktrzy wielomiesiczn zwok w ujawnieniu afery Rywina uwaaj za nastpstwo spoecznej atmosfery kacej trzyma tajemnice rozmaitych salonw pod dywanem. Sam napisaem przed blisko rokiem "Traktat o wyciszaczach". Dotyczy tych, ktrzy ujawnienie tam z rozmw Jzefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym przyjli odruchem zatykania

uszu. A przecie niezalenie od tego, e i byy premier powtrzy niesprawdzone plotki, te dialogi to nieoceniony zapis obyczajowoci polityczno-biznesowego rodowiska obu rozmwcw. Niemniej, gdy ja sam latem 2002 r. usyszaem opowie o wizycie Rywina u Michnika, zareagowaem zainteresowaniem, ale i niewiar, e to co wicej ni kolejna plotka do opowiadania w sejmowej restauracji. Pisz to tonem samokrytyki, ale prosz zrozumie: zobojtnienie jest rzecz ludzk, cho niekoniecznie chwalebn. eby si z niego wytumaczy, zakocz anegdot. Id kiedy korytarzem ze znanym posem AWS uwaanym za czowieka bardzo przedsibiorczego. Mijamy innego polityka tej samej formacji. - Pan patrzy, to jest typ spod ciemnej gwiazdy - komentuje mj rozmwca. Ale kilka tygodni pniej mijam tego, ktry to powiedzia, tym razem w towarzystwie jeszcze innego polityka prawicy. - O, znowu tu si krci ten typ spod ciemnej gwiazdy - mwi mj kolejny znajomy. No wanie.

Darmowy Hosting CBA.PL

Dziennik - 2006-12-23

Piotr Zaremba W poszukiwaniu smakw i zapachw polityki


Nawet najbardziej pragmatyczny polityk bdzie podejrzewa dziennikarza o ze intencje. Nie ufaj do koca politykom, ale pamitaj: oni bardziej nie ufaj tobie" - pisze w DZIENNIKU Piotr Zaremba.

To byo jedno z licznych widowisk tak lubianych przez wicepremiera i ministra finansw Grzegorza Koodk. Gospodarskie spotkanie polityka z dziennikarzami na wieym powietrzu. Po spotkaniu reporterk radiow (dzi znan dziennikark telewizyjn) dopad patrol policji. Parkowaa w nieprzepisowym miejscu. Ju mieli wlepi jej mandat, gdy jak spod ziemi wyrs Koodko. Swoim charakterystycznym gosem nakrzycza na funkcjonariuszy. "Macie natychmiast zostawi t pani!" - wrzeszcza. Dziennikarka odjechaa. Koodko odszed w poczuciu dobrze spenionego obowizku. A wwczas jeden z policjantw spyta drugiego: suchaj, co to by waciwie za facet? W szklanej kuli To jedna z rozlicznych historii krcych w rodowisku dziennikarskim niczym miejskie legendy. Nasuchaem si ich w cigu 15 lat swojej pracy niemao. Niemao te widziaem. Byem wiadkiem scen dramatycznych. 4 czerwca 1992 pewien pose Unii Demokratycznej zabra mnie i mojego dziennikarskiego partnera z "ycia Warszawy" Igora Zalewskiego, aby palc nerwowo papierosa, powiedzie nam, e prezydent Wasa jest na licie Macierewicza. "Zagroone s podstawy pastwa" - powiedzia zduszonym gosem. Jak si wkrtce okazao, przesadzi. Polskie pastwo przetrwao wszystkie niesamowite momenty, jakie dane mi byo widzie. W grudniu 1995 obserwowaem z sejmowej loy prasowej przemwienie ministra spraw wewntrznych Andrzeja Milczanowskiego oskarajcego o szpiegostwo siedzcego par metrw dalej Jzefa Oleksego. W pewnym momencie premier podnis donie do oczu. "Jeszcze teraz fotografuje" - zaartowa kto okrutnie na galerii. Suchaem "na ywo" expos kolejnych premierw. Mogli ich wysucha normalni obywatele. Ale czy do tych samych obywateli mogy dotrze sarkastyczne arty Leszka Millera rzucane podczas wielkiego konfliktu Sejmu z prezydentem, e w razie ataku Wasy na Sejm posowie

bd bronili kadego okna? A ja to syszaem i zachowaem dla potomnoci - w mojej pierwszej gazecie, w "yciu Warszawy". Czasem miaem wraenie, e przebywam w jakiej szklanej kuli: my, dziennikarze, razem z posami w restauracji czy barku, a na zewntrz kolejna demonstracja, protest, sztandary i po raz kolejny barierki ustawiane piesznie przez policjantw na Wiejskiej. Znw kto chce wykrzycze swoje oburzenie, al, czasem tylko opowiedzie o swoich sprawach. Po ktrej byem wtedy stronie? Ale przecie wiosn 1993 staem bezpiecznie za sejmowym oknem, kiedy rzucali w nie ludzie Leppera, dziaacze Samoobrony. Rzucali czym popadnie: kamieniami, a nawet wiskim misem. "Bij si, bij! " - wrzeszcza przy innym oknie Ryszard Czarnecki (wtedy ZChN, dzi Samoobrona), skrzykujc kolejnych widzw. Osiem lat pniej Lepper by posem i wicemarszakiem Sejmu. My oberwacy Na pewno bylimy na pocztku bardzo modzi. Tak jak ta profesja. Owszem, gdzie w tle majaczyli mistrzowie zawodu: spece od reportau, publicyci. Ale poszukiwanie politycznego newsa, rozmowy z politykami, zagldanie za kulisy partyjnych gabinetw i sejmowych pokoikw byo now specjalnoci bez nauczycieli. Bylimy kolorowi, wolelimy nosi dinsy ni spodnie od garnituru, a dziewczta spodnie ni eleganckie spdnice. Pod wzgldem stroju na korytarzach Sejmu i dostojnych urzdw polepszyo si troch dopiero, gdy reporterzy coraz liczniejszych stacji telewizyjnych zaczli nieco podnosi standard. Od pocztku bya tylko jedna granica nie do przekroczenia. Mj pierwszy towarzysz reporterskiej niedoli Igor Zalewski prbowa wej do Sejmu w szortach. Odpdzony, wlizgn si przez budynek Senatu. Ale zosta pochwycony przez stranikw na korytarzu po efektownej pogoni. Utkwia mi w pamici szczeglnie mocno jedna scena z 1992 roku. Tum z lekka oberwanych modych ludzi, reporterw radiowych, prasowych, fotografw, wystaje w hallu Urzdu Rady Ministrw. Trwaj negocjacje ostatniej szansy midzy mniejszociowym premierem Janem Olszewskim i popierajcymi go partiami a liberaln opozycj spod znaku UD i KLD ("sidemka" z "trjk"). Mija godzina, potem sze. Dostajemy mapiego rozumu. Dwie dziennikarki zaczynaj w kocu "gra w pik" w tym dostojnym wntrzu, przerzucajc si jak torb. Torba fruwa w powietrzu. Reszta gapi si na piknie oprawne lustra i purpurowe dywany. Przed zamknitymi drzwiami W kocu jednak, czasem duo pniej, dowiadywalimy si, co byo za drzwiami. Pewien polityk opisa mi scen negocjacji premiera Olszewskiego z szefem Unii Demokratycznej Tadeuszem Mazowieckim. A waciwie opowie Mazowieckiego o negocjacjach. Byy premier opowiada temu politykowi: Nieeech ....(pauza)... pan sobie wyyyyobrazi...(pauza)... , jak ten Olszewskiiiii....(pauza)... woooolno mwi. Wystawanie pod drzwiami byo przez lata treci mojego zawodowego ycia. Po drugiej stronie wani politycy naradzali si, podejmowali decyzje. Trzeba si byo potem dowiedzie, co mwili. Latem 1992 roku przesiedziaem w Sejmie ca noc, pilnujc negocjacji koalicyjnych, ktre doprowadziy do powstania rzdu Suchockiej. Wraz ze mn czuwa kwiat dziennikarstwa polskiego: Ewa Milewicz z "Gazety Wyborczej", Monika Olejnik, wtedy z radiowej "Trjki", Tomasz Lipko wtedy z "Zetki" i inni. Take mj obecny naczelny Robert Krasowski reprezentujcy niestniejc ju agencj SIS. Politycy wchodzili, wychodzili, plotkowali o sobie nawzajem. W pewnym momencie obraony wiceszef ZChN Henryk Goryszewski opuci obrady na dobre, ale duo starszy Wiesaw Chrzanowski dogna go i zacign z powrotem. Usiowalimy nawet, my dziennikarze, z korytarza podsuchiwa oddzielne narady w pokoikach Unii Demokratycznej. Zoy mi si z tego pniej - po raz pierwszy w yciu - reportayk

polityczny. Rok pniej Jan Rokita odchodzcy wanie ze stanowiska szefa URM w ekipie Suchockiej powiedzia mnie i Igorowi ze swoim charakterystycznym umieszkiem, e znaczn cz takich nasiadwek zajmuj gorczkowe dyskusje, co powiedzie czekajcym na zewntrz dziennikarzom. Zarwane wieczory zociy nas i bez tej wiedzy. Kiedy dziennikarze wyczekujcy bezowocnie podczas jednej z narad politykw koalicji tworzcej rzd Suchockiej postanowili, e wszyscy sobie po prostu pjd. Ja z Igorem zrobilimy co jeszcze. Podeszlimy do drzwi klubu Unii Demokratycznej, gdzie toczyy si obrady. Na zewntrz tkwi klucz. Przekrcilimy go i ucieklimy. Nie wiem do dzi, kto i kiedy ich wypuci. Jednym z pierwszych moich sukcesw dziennikarskich byo rozszyfrowanie pewnej uchway wadz UD podjtej gdzie w poowie istnienia rzdu Olszewskiego. Nie potrafilimy jej zrozumie. Znajomy pose pozna nas wtedy z jedn z waniejszych postaci w UD. A ten, wywoany na moment w kuluary z sali posiedze, rzuci nam niedbale: Chodzi o to, e moemy stworzy now koalicj. Z rnymi koalicjantami, nie wyczajc SLD. Jako dni sawy dziennikarze pognalimy do faksu w biurze prasowym Sejmu i wysalimy stosowny tekcik. Ukaza si nastpnego dnia. A jeszcze nastpnego - sprostowanie naszego rozmwcy, ktry zarzuci nam kamstwo. Nie wiedzielimy jeszcze wwczas, e takie rewelacje wkada si w usta anonimowemu "politykowi Unii", bo zacytowany z nazwiska wszystkiego si wyprze. Nauka pierwsza: polityk nigdy nie skamie, chocia i prawdy nie powie. Pierwszy mj Sejm Sejm pierwszej kadencji, wybrany w 1991 roku w pierwszych w peni wolnych wyborach. Sala czeka na gosowanie w sprawie zaoe spoeczno-gospodarczych rzdu Suchockiej. W duej czci pod dobr dat - std gone wybuchy miechu i ironiczne oklaski przechodzce w owacje, jakie opozycja serwuje wicepremierowi Henrykowi Goryszewskiemu. Goryszewski upaja si wasnym gosem, dwornie kania, zalotnym ruchem odrzuca synn grzywk. A tu sekretarz przynosi mu karteczk. A na karteczce pani premier napisaa: "Niech pan koczy mow, bo ludowcy wrc z restauracji i przegramy gosowanie". Rzd trzyma si przewag zaledwie kilku niepewnych gosw. Rwnie mocno jak wieczory przed zamknitymi drzwiami wkurzay nas takie tasiemcowe debaty zakoczone jeszcze pniejszymi gosowaniami, o ktrych trzeba byo napisa przed gazetowym deadlinem. Ale tamten Sejm by rwnie niewprawny jak my. Sdziwy marszaek Chrzanowski nie wpad jeszcze na pomys, aby zblokowa gosowania o jednej porze. W rezultacie dzwonki nieustannie zwoyway posw na sal. W restauracji pozostaway niedojedzone posiki i nieoprnione kieliszki. By to Sejm zdecydowanie sprzed epoki wszdobylskich tabloidw. Owszem, pojawia si Anastazja Potocka ze swoimi skandalami i oglne przekonanie propagowane przez "Nie" Urbana, e na Wiejskiej dziej si straszne rzeczy. Ale tak naprawd politycy niczego si nie bali. Wystarczyo pj wieczorem do sejmowego hotelu, ba, zosta duej w budynku. Posowie PC ledwie trzymajcy si porczy. KPN-owcy maszerujcy po pijaku z "Pierwsz Brygad" na ustach. Zawsze rozlunieni liberaowie. Albo znany polityk lewicy, ktry ledwie trafi w wahadowe drzwi z kuluarw na sal posiedze, a potem kiwa si na swoim fotelu, podczas gdy reporterzy na galerii zakadali si, czy puci pawia. Nie puci. Nikt o tym nie napisa. Powani dziennikarze (a wszyscy byli powani) czym takim si nie zajmowali. Rekord dyskrecji pobito w przypadku incydentu, ktry z perspektywy lat mona by uzna za nieprawdopodobny. Nieoceniony w takich przypadkach Ryszard Czarnecki zacz zwoywa kolegw, bo "co dzieje si w ubikacji". Chodzio o toalet w sejmowym hotelu, ale tak na dole, dostpn dla wszystkich. Okazao si, e w kabinie zabawiali si: crka jednego z ministrw

prezydenta Wasy i ochroniarz, ktry wozi jej ojca. Ostatecznie sposzeni haasami amatorzy przyjemnoci uciekli, przebijajc si przez tumek gapiw. Ca histori znali chyba wszyscy sejmowi dziennikarze. Nikt nie puci pary z ust. Zmow milczenia prbowaa przerwa "Gazeta Wyborcza", donoszc o pijanym pole znalezionym przed poselskim hotelem. Ale swojego ledztwa nie kontynuowaa. Podobno nieszcznik by, o dziwo, z Unii Demokratycznej. By to Sejm rozedrgany wielkimi emocjami, jakich potem ju nigdy nie widziaem. Sejm, w ktrym o mao nie doszo do rkoczynw midzy Jackiem Kuroniem i Stefanem Niesioowskim poszo o lustracj. Sejm maksymalnie rozdrobniony i peen historycznych twarzy i nazwisk jak aden nastpny. Sejm, ktry moe si kojarzy z Antonim Czajk, reprezentantem Partii X, wynalazc maszyny do rozrzucania gnoju o nazwie "Czajka", ktr bardzo si chwali. Kiedy ten przysadzisty mczyzna o ziemistej cerze (dzi cakowicie zapomniany) przemawia, to zbiegali si posowie ze wszystkich zaktkw gmachu na Wiejskiej. A on mwi na przykad: "Caa moja rodzina polega pod Lenino. Tylko kilku zostao". Ale tamten parlament moe si te kojarzy ze wietnymi mwcami, erudytami - takimi jak Marek Jurek, Jarosaw Kaczyski, Jan Rokita, Stefan Niesioowski czy Ryszard Bugaj. Ich debaty wprawiay czsto kraj, i nas dziennikarzy przy okazji, w narastajcy chaos poznawczy. A rwnoczenie o co im chodzio. Nigdy nie zapomn tamtej niezwykej politycznej gorczki. Ona jest nie do powtrzenia. To tam przekonaem si, e Marek Jurek uwaany przez mnie na podstawie komentarzy w mediach za ciasnego obskuranta, jest uroczym towarzyskim czowiekiem, a Jarosaw Kaczyski na telewizyjnym ekranie wydymajcy wargi w grymasie bufona konstruuje przenikliwe analizy i ma wielkie poczucie humoru. Ale te, e Jzef Oleksy przypominajcy na pierwszy rzut oka co najwyej dobrodusznego aparatczyka potrafi by wietnym dowcipnym kompanem. Nie wierzcie tym dziennikarzom, ktrzy wzywaj kolegw, aby trzyma na dystans politykw. Nie tylko dlatego, e ci, co wzywaj najgoniej, czsto s zaprzeczeniem tej zasady. Przede wszystkim dlatego, e bez dobrego kontaktu z politykami nie zdobdziesz newsa, a tym bardziej nie zrozumiesz ich racji. Oczywicie nadmierna sympatia do pogldw czy do konkretnego czowieka moe uzaleni. Ale nastroszenie czy poczucie wyszoci nie jest w tym zawodzie dobrym doradc. To koronkowa robota dla czowieka ciekawego innych ludzi. Dziennikarstwo siowe Jeeli Sejm pierwszej kadencji mia wiele twarzy, to nastpny w latach 1993-1997 - z siln dominacj partii peerelowskich - mia dla dziennikarzy przede wszystkim dwie: Zbigniewa Siemitkowskiego (SLD) i Janusza Piechociskiego (PSL). Ten pierwszy by rzecznikiem prasowym Sojuszu i prbowa moe jako pierwszy prowadzi PR na wiksz skal, chodzc z dziennikarzami na piwo i sprzedajc im kontrolowane przecieki. Uwielbia rwnoczenie opowiada, jak wielki wpyw ma na Aleksandra Kwaniewskiego i jak ciekawe tezy formuuje na biesiadnych spotkaniach z Michnikiem. Ten drugi by jeszcze ciekawszym przypadkiem. Posowie PSL jak ognia bali si dziennikarzy. Jedynym, ktry si nie ba, by Piechociski. Zawsze na sejmowym korytarzu, zawsze gotw do radiowego nagrania czy komentarza dla prasy. Rzecz w tym, e Piechociski skonfliktowany z Waldemarem Pawlakiem by cakowicie niemiarodajny dla pogldw swojego Stronnictwa i wyjtkowo le poinformowany. Ale mwi, mwi, mwi, podczas gdy jego koledzy chowali si po ktach. Przekonalimy si o tym pewnego razu, gdy od wanych politykw SLD dowiedzielimy si o

zdymisjonowaniu ministra finansw Marka Borowskiego przez premiera Pawlaka. Stao si to pocztkiem wielkiej awantury w koalicji. Poniewa rzecz i tak musiaa wyj na jaw jeszcze tego samego dnia, jako dziennikarze pracujcy w gazecie (ktra wychodzi nazajutrz) nie robilimy z tego tajemnicy. Najpierw opowiedzielimy to Piechociskiemu (niech pan Janusz wybaczy mi t anegdot), a nieco pniej reporterowi Radia ZET Tomkowi Lipko. Ten drugi przygalopowa do nas po paru minutach bardzo przejty. "Potwierdzi mi to Piechociski" - oznajmia zdyszany. "A skd on o tym wie?" - pytamy rozbawieni. "Podobno premier do niego zadzwoni i mu powiedzia" - pada odpowied. Ale ten Sejm mia jeszcze jedn twarz. Biegali po nim i Monika Olejnik, i Andrzej Morozowski. Na pocztku kadencji przechadza si dumnie reporter telewizyjnych "Wiadomoci" Tomasz Lis. Ale mnie chodzi o twarz reportera telewizyjnej "Panoramy" Wojciecha Nomejki. Barczysty Wojtek by reprezentantem dziennikarstwa siowego. Nie mia pocztkowo wielkiej konkurencji (dopiero w 1993 roku pojawiy si w Sejmie kamery Polsatu, na TVN trzeba byo jeszcze poczeka), a mimo to uwielbia si rozpycha okciami. Nie byo mnie przy tym, jak - zreszt wiele lat pniej - poturbowa koleank dziennikark, ale widziaem, jak w tumie reporterw wok wanego polityka wyrywa radiowcom mikrofony i ciska za siebie. Nomejko pozostawa w zayych stosunkach z politykami w ogle, ale z politykami lewicy w szczeglnoci. I to on udziela im pierwszych lekcji obycia w mediach. Byem wiadkiem takiej oto sceny: trjka politykw Sojuszu - Leszek Miller, Jerzy Szmajdziski i kto jeszcze - schodzi ze schodw, a filmuje ich kamerzysta "Panoramy" dowodzony przez Nomejk. "Nie, le, wracajcie i jeszcze raz" - decyduje, gdy ju znaleli si na samym dole. I SLD-owcy posusznie wspinaj si po schodach po to, aby za chwil znw maszerowa w d. Reporter "Panoramy" mia przy tym szczeglne poczucie humoru. To on dopad i nakrci Aleksandra Kwaniewskiego uciekajcego przed reporterami po drabinie z pomieszczenia swojego klubu. Kiedy powstawa rzd Oleksego - w 1995 roku - przyszy premier kroczy dumnie korytarzem, odmawiajc tumowi dziennikarzy jakichkolwiek informacji na temat skadu gabinetu. "Nie potrzebujemy. Siemitkowski ju rozdaje listy ministrw" - zawoa do Oleksego Nomejko, wskazujc na nieszczsnego rzecznika SLD. Nowy szef rzdu pogrozi Siemitkowskiemu, wydajc z siebie grone warknicie i oddali si z godnoci. A Nomejko obj czule rzecznika swym potnym ramieniem. "Prosz mnie natychmiast puci" - wyrywa si czerwony ze wstydu Siemitkowski. W kocu cakowicie narazi si swoim kolegom. Zagosowa w sejmowej komisji za konkordatem i Izabela Sierakowska grozia na korytarzu, e "urwie mu jaja". Kwaniewski - protektor kariery Siemitkowskiego - wysa go na stypendium do Ameryki. A propos Kwaniewskiego, postaci dominujcej w Sejmie drugiej kadencji - by on bohaterem zabawnej sytuacji z moim udziaem. Zawsze wydawao mi si, e mam znakomit pami. Nigdy niczego nie nagrywaem, czasem rezygnowaem z notowania. I wpadem. Piszc o spotkaniu liderw SLD z Lechem Was, tym razem publicznym, ostr wypowied Oleksego woyem w usta Kwaniewskiemu. Nastpnego dnia spotyka mnie lider SLD i zwykle grzeczny, tym razem wybucha. "Oczywicie, wszystko co dobre, to marszaek Oleksy, a wszystko, co ze, to Kwaniewski!" - eksploduje. Obaj panowie rywalizowali wwczas sekretnie o to, ktry z nich wystartuje na prezydenta, a my, reporterzy "ycia Warszawy", znalimy lepiej wanie Oleksego. Kwaniewski by wic wicie przekonany, e zamieniem wypowiedzi celowo. Lekcja trzecia: nawet najbardziej pragmatyczny polityk bdzie podejrzewa dziennikarza o ze intencje. Nie ufaj do koca politykom, ale pamitaj: oni bardziej nie ufaj tobie. My, detektywi Tymczasem wzajemne zaufanie bywao potrzebne, gdy praca sejmowych reporterw zmieniaa

si w prac detektyww. W Sejmie pierwszej kadencji troch si miotalimy w poszukiwaniu informacji. W nastpnym parlamencie mielimy ju kreta, czyli informatora uczestniczcego w najwaniejszych zebraniach koalicji SLD - PSL. cile mwic, to dwch kretw: wanego polityka PSL, ktry informowa nas na co dzie, i prominentnego polityka SLD, ktry raczy nam przekazywa newsa od wita. Informator codzienny - ludowiec - bywa czasem rdem kopotw. Na przykad przynosi nam zapisan piesznie na karteczce list trzech kandydatw na szefa MSZ w ktrym z kolejnych lewicowych rzdw. By jeden kopot - nie potrafi jej odczyta. Kiedy podalimy informacj, e koalicja szykuje odwoanie Lecha Kaczyskiego z funkcji prezesa NIK, Kwaniewski przybieg do nas wcieky, woajc: X (tu nazwisko ludowca) zapaci za wynoszenie informacji. Nie wzi jednak pod uwag naszej skomplikowanej gry. Tym razem informacj obdarzy nas askawie nasz SLD-owski przyjaciel. Nie zawsze byo jednak tak atwo. I wtedy trzeba byo posuy si prowokacj. Dowiedzielimy si z Igorem, e Unia Wolnoci i Unia Pracy zoyy podczas kryzysu wywoanego spraw Oleksego wizyt prezydentowi Kwaniewskiemu. Idziemy do naszego rozmwcy, wanego polityka Unii Pracy. On napity, mwi, e zosta zobowizany do dyskrecji. "Ale my ju wiemy od ludzi z Unii Wolnoci, e zaproponowa wam stworzenie wsplnego rzdu z SLD" cakowicie bluffujemy. "No tak, skoro ju wiecie..." - nasz rozmwca rozlunia si. I zaczyna opowiada. Ale czasem ani niezawodni informatorzy, ani nawet wyrafinowane psychologiczne rozgrywki nie daway stuprocentowej pewnoci, czy doszlimy do prawdy. Najwiksz wtpliwo budzi we mnie do dzi informacja, ktr wiosn 1996 roku podaem na podstawie przepisowych rozmw z dwoma rdami: e Unia Wolnoci dogadaa si z SLD w sprawie odwoania prezesa telewizji Wiesawa Walendziaka. Popeniem wwczas jeden z najpowaniejszych bdw warsztatowych, nie pytajc - choby pro forma - kogo z UW. Ale te zaprzeczenia czoowych unitw byy tak gwatowne, wydaway si tak szczere, pene tak witego oburzenia, e nabraem wtpliwoci, czy tym razem nie spudowaem. Nieco, ale tylko nieco, wiary w siebie przywrcia mi znamienna scena, jaka rozegraa si na zamknitym zebraniu klubu Unii Wolnoci. Profesor Geremek oburza si na "obrzydliw publikacj", wzywa, by nie rozmawia z "yciem Warszawy". Kto z posw pyta go: Ale panie profesorze, rozmawia pan z komunistami czy nie? - No nie, w tych kategoriach to ja nie bd odpowiada - prycha w charakterystyczny sposb Geremek. A ja do dzi nie wiem, jak byo. Lekcja czwarta: nie zawsze ustalisz, jaka jest prawda. Nawet po latach. Jak w takich przypadkach postpowa? Pisa czy nie? Chyba jednak nie, chocia... W par miesicy pniej SLD do spki z Uni Wolnoci rzeczywicie odwoa Walendziaka. W konwencji groteski Sejm trzeciej kadencji (1997 - 2001) uchwali wielkie fundamentalne reformy pastwa: emerytaln, zdrowia, edukacyjn oraz ubezpiecze spoecznych i powoa do ycia na dokadk IPN. Dla mnie jednak ten Sejm mia znowu dwie twarze. Na samej grze zawsze pewne siebie oblicze lidera AWS Mariana Krzaklewskiego. Czowieka, ktry stworzy wielkie i do pewnego momentu sprawnie dziaajce ugrupowanie. A rwnoczenie lidera, ktry potrafi cae posiedzenie swojego wielkiego klubu parlamentarnego powici na ledztwo: Kto tak naprawd przekazuje informacje Dominikowi Zdortowi, dziennikarzowi "Rzeczpospolitej". Na dole bya to twarz posa AWS Stanisawa Misztala. Ten okulista z regionu lubelskiego zasyn tym, e na kadej najwaniejszej konferencji AWS siada za stoem prezydialnym albo ukazywa si za plecami Krzaklewskiego, kiedy ten mwi do kamery. W kocu dosta oficjalny

ukazywa si za plecami Krzaklewskiego, kiedy ten mwi do kamery. W kocu dosta oficjalny zakaz takiego postpowania, wydany przez wadze klubu. Innym jego charakterystycznym zachowaniem byy owiadczenia wygaszane na kocu posiedze, ktre nastpnie rozsya wyborcom. Pose Misztal po ich wygoszeniu sam sobie klaska. Chodzio o to, aby w stenogramie by zapis: "Oklaski". Poznaem posa Misztala na samym pocztku tamtej kadencji. Rozmawiaem - ja i Igor - z innym politykiem, gdy nagle poczulimy jeszcze czyj obecno. Za moimi plecami sta pose Misztal, przysuchujc si nam z zachwytem. W kocu zwrci si do Igora: pan powinien by szefem wszystkich mediw w Polsce. "Dlaczego nie ja?" - pomylaem. I tak to si krcio. Ja przeszedem z "ycia Warszawy" do "ycia", potem do "Nowego Pastwa", wreszcie do "Newsweeka", a jeszcze pniej DZIENNIKA. Igor Zalewski z sejmowego tropiciela zmieni si w powanego felietonist. Podobnie jak inny towarzysz moich peregrynacji Robert Mazurek. Ja dorobiem si w kocu kolejnego dziennikarskiego partnera Michaa Karnowskiego. A obok mnie nadal dziaa si wielka i maa polityka. Mona mi zarzuci, e opisuj j dzi w konwencji groteski. Przecie dostrzegam w niej te wymiar serio. Byem wiadkiem epokowych wydarze, swoich bohaterw za widz jako ludzi maych, ale w wielu wypadkach jednoczenie wielkich, a w prawie kadym zasugujcych na zrozumienie. Co jednak poradz, e gdy inni rozwaaj wady i zalety rzdu Buzka, mnie przypomina si od razu kolejna historia. Gwny doradca premiera Teresa Kamiska jest zaproszona poza Warszaw na otwarcie szkoy czy innego obiektu. W ostatniej chwili dzwoni do organizatorw imprezy. "Ja nie mog, ale kogo wam podel" - oznajmia. I przyjeda... premier Buzek. Czy mona inaczej ni przez takie historie rozpozna co, co Micha Karnowski nazywa "smakiem i zapachem polityki"? Kto inny moe mi wypomnie, e zajem si starymi historiami, nie sigajc do wspczesnoci. To prawda - jak wszyscy ludzie starsi lepiej pamitam dawniejsze czasy, a moe nimi wol si zajmowa. Kieruj si te zdrow zasad wygoszon niegdy przez Jana Rokit w wywiadzie rzece, ktry spisalimy wraz z Michaem. "Gdybym chcia powiedzie, co myl o innych politykach, musiabym si z polityki wycofa" - twierdzi Rokita. Wic ja te wol si zajmowa tematami dawno ju zamknitymi. Kto zreszt uwierzyby mi w najnowsze anegdoty. Na przykad tak. Siedz sobie w Sejmie poprzedniej kadencji z wybitnym politykiem lewicy. Nagle dosiada si Roman Giertych. Wybitny polityk SLD do Giertycha: - Panie Romanie, pan si w tej orlenowskiej komisji dobiera do skry Kwaniewskiemu w nieodpowiedni sposb. To trzeba inaczej. Nie powiedzia tylko jak. A historia toczy si dalej na naszych oczach.

Darmowy Hosting CBA.PL

Archiwum ycie z dnia 2001-09-10

Robert Krasowski Pochwaa kultury masowej


Z gry si przyznaj: lubi kultur masow. miesz mnie jej dowcipy, ciekawi jej bohaterowie. Nie potrafi z ni y nonstop, ale nie ma serialu, ktrego bym nie zna, nie ma programu, ktrego bym nigdy nie widzia, nie ma gwiazdy, ktrej bym nie rozpozna. Mao tego. Mnie take, jak i wszystkich, dotyczy ta prawidowo, e staymi odbiorcami tej kultury s moi najblisi. Matka, wujowie, sympatyczna ssiadka, uprzejmy listonosz. Kiedy wic sysz ataki na masowy gust, to wiem, e wanie o nich chodzi. I budzi si we mnie wrogo. Najbardziej irytujce jest to, e krytycy kultury masowej udaj, e nie ma ona historii, ktra pokazaaby, jak przesadne s obawy na jej temat. Bo zrodziy si one sto lat temu, wraz z narodzinami demokracji. Wtedy elity dostrzegy jak bawi si masy, o czym marz, czego chc. I przeyy szok. Zobaczyy, e wadza dostaa si w rce analfabetw, pozbawionych majtku, wierzcych wszystkim demagogom. Spoeczestwo masowe, dyktatura mas czy wreszcie sawny "bunt mas" Gasseta to byy hasa, ktre strcay elitom sen z powiek. O dziwo nic si nie stao. Dziki kulturze masowej. Bo to ona - i to w swych najgupszych produkcjach ucywilizowaa biedot. Filmy, reklamy, supermarkety, cho nastawione na komercyjne cele, przy okazji uczyy rzeczy waniejszych ni subtelny gust. Uczyy higieny, uczyy, e ony si nie bije, e z blem idzie si do lekarza. Z jej przekazw rodzia si potrzeba edukowania dzieci, posiadania adnych przedmiotw, dbania o wasny wygld. wczesne elity widziay w tym jedynie pretensjonalno i tandet. W teatrach wymiewano si z fabu popularnych melodramatw, z nieporadnego wykwintu pa sklepowych, z paskich pz fryzjerw. W rodzinnych wycieczkach do supermarketw szukano zoliwych analogii do napadw na arystokratyczne majtki, w czasie ktrych zrewoltowane tumy rozkraday paace, a potem z dum paradoway z nocnikami na gowach. Mijay lata, a dzieci wymiewanych "kulturowych pproduktw" zdobyy wyksztacenie i wdary si na szczyty spoecznej hierarchii. A spoeczestwo masowe stao si ostoj stabilnej demokracji. Nawet ludzie stojcy najniej w hierarchii osobistej kultury okazali si wystarczajco cywilizowani, by zrozumie i doceni demokratyczne reguy. I sprawiy to cywilizacyjna dziaalno kultury masowej oraz rosnca zamono, ktre pozwolia zrealizowa masowe marzenia. Tyle historii. W przypadku Polski niedawnej, bo to w cigu ostatnich 10 lat zgina cywilizacyjna przepa midzy Polakami. To, co rozrywao rozwarstwienie majtkowe, umiejtnie zszywaa wanie kultura masowa. Wejdmy dzi do supermarketu. Kierowca nie rni si od klienta, ktrego wozi, a sprztaczka od doktorantki. Wszyscy szukaj najadniej opakowanego serka, delikatnej ciereczki do okularw, barwnej rkawicy kuchennej. Nawet papier toaletowy wybieraj pachncy. Dzi robotnik budowlany nie wyglda jak ajza, jak to byo jeszcze 10 lat temu. Ma adny kombinezon, kolorow czapk, a w teczce kilka torebek kawy capuccino, ktr wypija w czystej filiance. Jego crka nie wstydzi si, gdy ojciec odbiera j ze szkoy. I to jest cywilizacja! Zaszczepia j Polakom owa wzgardzona kultura masowa. Co na to krytycy kultury masowej? Ani sowa. Z uporem powtarzaj obawy sprzed wieku, z uporem pomijaj jej osignicia. Wikszo nieporozumie wok kultury masowej bierze si z przeoczenia jej istoty. Tego, e jest ona po prostu wesoa. Oraz e stworzenie wiecznie penego rda radoci jest osigniciem na miar rozpalenia pierwszego ogniska. Bierzemy telewizyjnego pilota i w zalenoci od upodoba komedi, romansem, go babk lub sportem przenosimy si do wiata naszych marze. e jest w tym jaka

romansem, go babk lub sportem przenosimy si do wiata naszych marze. e jest w tym jaka sabo? Oczywicie. e nie zawsze s to wyszukane radoci? I to jest prawd. Ale te prawdy ukadaj si w bana - czowiek nie jest istot doskona. Mao tego. Kultura wysoka nie moe zgasza pretensji wobec jakoci masowej rozrywki, odkd sama zrezygnowaa z dostarczania rozrywki. Nie ma ju Molierw, Szekspirw, Arystofanesw. Przy czym zatem ludzko ma si bawi - przy wierszach Miosza, przy mszach Pendereckiego, przy filmach Wajdy? Mamy dzi podzia pracy - kultura wysoka jest miertelnie powana, a kultura masowa ostentacyjnie rozrywkowa. Wszyscy dobrze si z tym czuj, poza krytykami. Ich jednak chciaem zapyta, czy pamitaj jeszcze t kultur wysok, ktra staraa si bawi ludzi? Czy pamitaj Gargantu i dziesitki sposobw na podcieranie zadka, szczegy spkowania z Brantmea, dowcipy Falstaffa, albo pewnego porucznika z Haka, ktry wsadza sobie ryb do dupy i udawa syren? Naprawd trzeba mie krtk pami, by postrzega histori kultury jako gr subtelnoci i wyrafinowania. Najzabawniejsze jest jednak co innego. Obrocy elitarnego gustu wcale nie chc tego, co sami gosz. Dowd? Wystarczy na chwil wyobrazi sobie kultur masow opart o elitarne wzorce... Chwila mina. Ot pytam si teraz naszych krytykw, czy zamiast "tandetnych" brazylijskich seriali o mioci chc oferowa "subtelne" kawaki erotyczne z Witkacego, Henry Millera czy Charlesa Bukowskiego? A moe z Geneta? Jednym tekstem nie sposb wyprostowa wszystkich stereotypw. Ale nie mog nie wspomnie o tzw. prasie kobiecej krytykowanej gwnie przez prawic. Ot ma ona wiksze zasugi dla promowania rodziny ni wszystkie partie prawicy razem wzite. Bez natrtnej moralistyki ciepo opisuje ludzi, ich rodziny, ich marzenia. Nikogo nie poucza, nie prowadzi ideowych krucjat. Bawi, pociesza, a uwag Polakw skupia na rodzinie, domu, gotowaniu i wychowywaniu dzieci. Czego chcie wicej? I najwaniejsza kwestia. Ot nie wiem, czy elity naprawd nie lubi kultury masowej. Wiem natomiast, e nie lubi kultury wysokiej. Liczba profesorw, doktorw, reyserw, plastykw, kompozytorw, krytykw sugerowaaby, e elitarna twrczo powinna mie przynajmniej kilkadziesit tysicy odbiorcw. Tymczasem tomiki poezji sprzedawane s w nakadach kilkuset egzemplarzy, galerie odwiedza kilkadziesit osb, a pyty... C, yjemy w kraju, ktrego elity poznay Greckiego poprzez brytyjsk list przebojw. Smutna prawda jest taka, e polski intelektualista niczego ju nie czyta, niczego nie sucha, niczego nie oglda. Moe nie ma czasu? Wpada na kwadrans na uczelni, by odebra korespondencj, a potem tumaczy Harlequina i kadzie sie komputerow w zaprzyjanionej instytucji. Rozumiem frustracj, rozumiem poczucie upadku, ale to jest wasz upadek, a nie mas. One akurat pn si do gry. Dokonuje si to wanie poprzez kultur masow. Dlatego nie musimy si wstydzi polskiej kultury masowej. Powstaa z niczego, a ju po dziesiciu latach daa Polsat i TVN, daa "Viv" i "Twj Styl", "Zetk" i RMF, daa Pasikowskiego i lesickiego, Pazur i nowego Lind, daa wydawnictwo Pruszyskiego. Bo to wanie jest polska kultura masowa, a nie kilka programw erotycznych, ktre si wbio w pami krytykw. Dziki niej yje si nam przyjemniej i miejemy si czciej ni kiedy.

Darmowy Hosting CBA.PL

Newsweek POLSKA - numer 02/2003

Wojciech Maziarski, Micha Karnowski

Polityka signa bruku


Nie ma jasnej definicji patologii. Ale to, co zrobilimy z naszym yciem publicznym, na pewno przekroczyo ju prg normalnoci.

Jeden z najpotniejszych ludzi w polskim biznesie filmowym, czowiek bdcy gwiazd salonw towarzyskich i politycznych III Rzeczypospolitej, w biay dzie przychodzi do redaktora najwikszej polskiej gazety i proponuje: "Kup pan ustaw". Prbuje negocjowa warunki, wyznacza cen, podaje konto. Mwi, e przychodzi w imieniu "grupy trzymajcej wadz". Wybucha skandal, bo Adam Michnik propozycj Lwa Rywina nagrywa i po szeciu miesicach ale waciwie dlaczego dopiero po szeciu? - publikuje w "Gazecie Wyborczej". To ju nie przypadek, to kolejny sygna, e patologia zawadna Polsk. Dotara do najwyszych szczebli struktury spoecznej i pastwowej. Elity polityczne, ktre w zaoeniu miay reprezentowa wyborcw i podlega spoecznej kontroli, wyemancypoway si i zaczy pasoytowa na organizmie RP. Traktuj pastwo jak up do podziau po kolejnych wyborach. Dobro publiczne zostao podporzdkowane interesom grupowym poszczeglnych koterii partyjnych, ktre rywalizuj ze sob o wpywy. Do tych rodowisk lgnie biznes, potrzebujcy wsparcia politycznego dla swoich interesw. Do politykw garn si szefowie potnych grup przestpczych, traktujcy dostp do wadzy jako gwarancj bezkarnoci. I wreszcie wok tych znaczcych graczy wiruje chmara podrzdnych cwaniaczkw, awanturnikw i snobw. A nad wszystkimi unosi si zapach pienidzy. Czy dowiemy si, kto przysa Rywina i dokd miay trafi pienidze? Prokuratura na polecenie ministra Grzegorza Kurczuka rozpocza ledztwo w tej sprawie. Przesuchane maj by osoby, ktrych nazwiska pady w tekcie "Wyborczej". Czy jednak prokuratura zdoa doj prawdy? Czy bdzie jak w Watergate, czy raczej, jak to u nas zwykle bywa, wszystko rozmyje si - patrz sprawy Polisy, inwigilacji partii politycznych za rzdw Suchockiej czy rzekomego zbierania kwitw na Kwaniewskiego przez AWS. Mechanizm umierania takich spraw jest podobny i prosty - ledztwo zwykle trwa miesicami, temat schodzi z czowek dziennikw, w kocu prokuratura z braku dowodw po cichu umarza postpowanie. Nie ma winnych. A za kilka miesicy ci sami ludzie wystpi w kolejnej farsie politycznej na pierwszych stronach gazet. Amerykascy neokonserwatyci, jak Irving Kristol, poszukujcy ratunku dla degenerujcych si demokracji, twierdz, e grupy wpyww zawaszczyy dla siebie cae pastwa. Coraz wysze koszty prowadzenia kampanii wyborczych spowodoway, e politycy staj si zakadnikami pienidzy i koncentruj si na ich zdobywaniu - albo od wielkiego biznesu, ktrego w Polsce wci mao, albo poprzez prb budowania wasnych zapleczy finansowych. Poszczeglne firmy polityczne, jak nazywa takie partie Kristol, zaczynaj konkurowa midzy sob nie o

wyborcw, ale o pienidze. Coraz wicej czasu powicaj wasnym interesom i coraz mocniej s odizolowane od realiw i potrzeb spoecznych. Bezrobocie oraz bezpieczestwo to najwiksze polskie problemy spoeczne - zobaczmy, ile czasu i uwagi powici im Sejm w ostatnim roku w porwnaniu z innymi zagadnieniami - np. ustawie o radiofonii albo reformie sub specjalnych, polegajcej na wymianie dawnych agentw na "swoich". Ile czasu politycy strawili na powoywanie spki Cukier Polski, tworzenie nowych zapisw w ustawie lustracyjnej czy dziwaczne inicjatywy ministra zdrowia Mariusza apiskiego. Nie wiemy, o co chodzi w wikszoci tych projektw, ale wiemy, e dla politykw s waniejsze od naszych problemw. Wyborcy staj si klas zapomnianych. Obok niej na naszych oczach rodzi si natomiast nowa kasta spoeczna. Nietykalni. Uwaaj si za wacicieli Rzeczypospolitej. Przekonani s, e stoj ponad prawem obowizujcym zwykych obywateli. I rzeczywicie, coraz czciej pozostaj bezkarni - niczego nie mona im udowodni i niczego zarzuci. Gdy w poowie 2001 roku liderzy PO ujawnili owiadczenia majtkowe, okazao si, e byy prezydent Warszawy Pawe Piskorski, ktry nie ma nawet czterdziestu lat, posiada ponad 300 tys. z, dziak o powierzchni 2,4 ha (wasno ony i jej matki), kilka mieszka, akcje i kolekcj antykw. Media wyceniy jego majtek na p miliona dolarw. Pytany przez dziennikarzy, jak zgromadzi taki majtek, dziaajc przez cay czas tylko w polityce, Piskorski odpowiedzia: graem na giedzie i handlowaem antykami. Urzd skarbowy to potwierdzi, ale polityk nie ujawni opinii publicznej adnych dokumentw. Kilka miesicy pniej Piskorski zbiednia: wacicielk czci jego dbr zostaa ona Aleksandra. Podobnie byo, gdy dziennikarze wytropili, e minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziski ma 300 tysicy zotych poyczki niewiadomego pochodzenia. - Poyczyem od przyjaci odpowiedzia minister i odmwi ujawnienia ich nazwisk. Nietykalnych, jak sama nazwa wskazuje, tyka i pyta nie wolno. Oni sami natomiast mwi bez ogrdek, daj i sigaj po publiczne jak po swoje. Ich jzyk jest prosty i wulgarny, jak sowa zabitego ministra sportu Jacka Dbskiego, ktry w wywiadzie prasowym cytowa rzekomych szantaystw, majcych si domaga: "Znajd kwity na Kwaniewskiego, bo jak nie, to my znajdziemy kwity na ciebie". Ci ludzie nie boj si kompromitacji i spoecznego potpienia. I susznie - bo jak wykazaa praktyka, od sankcji spoecznej groniejsza jest dla nich zemsta ze strony partnerw ze wiata przestpczego. W kocu to nie spoeczny ostracyzm przerwa polityczno-finansow karier Jacka Dbskiego, lecz strzay oddane przez wynajtego bandziora. Opinia publiczna nie bya nawet specjalnie zdziwiona, e w chwili zabjstwa byy minister i biznesowy partner gangsterw jad kolacj w knajpie z luksusow dziwk i znanym dziennikarzem. To w kocu normalne. Taki jest skad spoeczny elit III Rzeczypospolitej. Nie tak miao by. Nie takie byy plany i nadzieje. Czy pamitaj Pastwo tamten entuzjazm i zaangaowanie? Tumy walce w 1989 roku drzwiami i oknami do siedzib Solidarnoci i komitetw obywatelskich. Te kolejki licealistw, studentw, ludzi w rednim wieku i emerytw, domagajcych si, by da im co do roboty, cokolwiek - mog rozkleja plakaty, roznosi ulotki, parzy herbat dla dziaaczy. Oczywicie wszystko za darmo, dla sprawy. Taki by klimat tamtej epoki i wielu osobom wydawao si, e te standardy moralne bd obowizywa w III RP. Jeszcze w czasach rzdu Tadeusza Mazowieckiego powszechne byo przekonanie, e uda si stworzy pastwo obywatelskie. Nie przypadkiem do terminu "gospodarka rynkowa" dodawano wwczas okrelenie "spoeczna". Powsta wtedy nawet specjalny fundusz Mazowieckiego przeksztacony pniej w Fundusz Daru Narodowego - na ktry obywatele wpacali dobrowolne datki. To miaa by wsplna, obywatelska kasa III RP, suca zaspokajaniu potrzeb tych, ktrzy wymagaj pilnego wsparcia. Entuzjazm wyczerpa si i fundusz zlikwidowano w roku 1992. Dzi sowo "kasa" budzi cakiem inne skojarzenia - przywodzi na myl raczej wsplne interesy

sowo "kasa" budzi cakiem inne skojarzenia - przywodzi na myl raczej wsplne interesy Dbskiego i gangstera "Baraniny" ni szczytne plany z czasw tamtego premiera. Jeszcze w czasach rzdu Tadeusza Mazowieckiego powszechne byo przekonanie, e uda si stworzy pastwo obywatelskie. Nie przypadkiem do terminu "gospodarka rynkowa" dodawano wwczas okrelenie "spoeczna". Powsta wtedy nawet specjalny fundusz Mazowieckiego przeksztacony pniej w Fundusz Daru Narodowego - na ktry obywatele wpacali dobrowolne datki. To miaa by wsplna, obywatelska kasa III RP, suca zaspokajaniu potrzeb tych, ktrzy wymagaj pilnego wsparcia. Entuzjazm wyczerpa si i fundusz zlikwidowano w roku 1992. Dzi sowo "kasa" budzi cakiem inne skojarzenia - przywodzi na myl raczej wsplne interesy Dbskiego i gangstera "Baraniny" ni szczytne plany z czasw tamtego premiera. Program polityczny, z jakim Polska wchodzia w epok III RP, dawa nadziej na stworzenie pastwa, ktre bdzie suyo wszystkim obywatelom, a nie tylko wskiej grupie wadcw. W wikszoci europejskich demokracji powstaa klasa urzdnicza, nie tylko przekadajca i stemplujca papiery, ale bdca te swoistym bezpiecznikiem, buforem midzy klas polityczn a reszt spoeczestwa. I u nas aparat pastwowy poniej szczebla ministrw mia by odpolityczniony i wyaniany z szeregw korpusu cywilnego, ksztaconego w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. Odpolitycznione miay by media publiczne. Pamitaj Pastwo prezesa Radiokomitetu Andrzeja Drawicza, ktry mawia, e dziennikarze wchodzcy do gmachu TV powinni zostawia legitymacje partyjne w portierni? Prywatyzacja miaa odebra politykom dostp do "kasy" i doprowadzi do wyonienia si klasy redniej, bdcej depozytariuszem etosu obywatelskiego. Budowa samorzdu miaa doprowadzi do narodzin obywatelskich spoecznoci lokalnych, ktre bd si rzdzi same, bez ingerencji ze strony partii i warszawskich elit. Wanie tak miao by. Jednak stopniowo, pod presj rnych grup interesu, cele i ideay z pocztkw III RP poszy w niepami. Dzi pastwo jest traktowane przez pazerne elity jak up polityczny. I znw, jak w zamierzchych czasach PRL, nabiera aktualnoci wiersz Wisawy Szymborskiej, ktra tak pisaa o relacjach midzy elit wadzy a spoeczestwem: Midzy nimi i ludem miay by tylko drzewa, to tylko, co si w liciach przemilczy i przepiewa. Midzy nimi i ludem. A tu mosty zwodzone, a tu wwz z kamienia (...) Kristol przekada sowa poetki na jzyk politologw, mwic o demokratycznym kryzysie autorytetu. Obala popularne twierdzenie, e brak zaufania spoecznego i niech do uczestniczenia w yciu publicznym to wytwr popkultury. Nie, to produkt uboczny umacniania klasy nietykalnych. We wspczesnym wiecie kady indywidualnie podejmuje decyzje, gdzie i w jakim stopniu chce by aktywnym obywatelem, i kady uzalenia to od tego, czy czuje, e jego dziaania przynosz efekty. Jeeli widzi, e kade dziaanie natychmiast staje si upem klasy politycznej, ingerujcej we wszystkie dziedziny ycia, od samorzdw po kultur, to szybko si wycofuje. Polacy w coraz mniejszym stopniu wierz, e w tym kraju mona co jeszcze zaatwi bez pacenia okupu nietykalnym. Wedug sondau CBOS (z sierpnia 2001 roku) a 68 procent ankietowanych twierdzi, e korupcja jest w Polsce wielkim problemem. Dziesi lat wczeniej opini t podzielao 33 procent pytanych. Polska spada w midzynarodowych rankingach, ktre oceniaj przejrzysto prawa i ycia polityczno- gospodarczego. W 1997 roku "antykorupcyjny" ranking organizacji Transparency International dawa nam do wysok 29. pozycj (im wysza pozycja, tym mniejsza skala korupcji), w roku 2000 ju 43. (na 91 miejsc). Zdaniem wielu organizacji monitorujcych walk z patologiami skala korupcji w Polsce jest zastraszajca. Tak opini zawiera m.in. ubiegoroczny raport wgierskiego Open Society Institute (Instytutu Spoeczestwa Otwartego) omawiajcy zjawisko korupcji w dziesiciu pastwach kandydujcych do UE.

Dwa lata temu wstrzs wywoaa informacja zawarta w raporcie Banku wiatowego, e ustaw w Polsce mona kupi. Podano nawet cen - 3 miliony dolarw za zmiany w prawie dotyczcym gier losowych. Jak mwi Grayna Kopiska, dyrektor programu Przeciw Korupcji Fundacji im. Stefana Batorego, coraz wyraniej wida, e nasila si opisane w tamtym raporcie zjawisko tzw. state capture, czyli zawaszczanie pastwa i prywatyzowanie jego struktur. - Prawo tworzone przez Sejm i inne urzdy pastwowe coraz czciej powstaje na zamwienie silnych grup interesu - mwi Kopiska. Dzi argument "dobra publicznego" w ogle przesta si pojawia w publicznej debacie. Dla nowej epoki charakterystyczna jest postawa Jarosawa i Lecha Kaczyskich, ktrzy w peni podzielaj przekonanie, e wejcie do Unii Europejskiej ma fundamentalne znaczenie dla przyszoci Polski, lecz dla doranych korzyci politycznych gotowi s zaryzykowa los kraju, puszczajc oko do eurosceptykw. W dzisiejszej Polsce ton nadaj osoby pokroju Andrzeja Leppera, pomstujcego na Wojciecha Mojzesowicza, ktry zrezygnowa z czonkostwa w klubie Samoobrony, a przecie przydzielono mu najlepszy pokj w hotelu sejmowym. Rwnie typowa dla dzisiejszej rzeczywistoci jest argumentacja szefa Klubu Parlamentarnego PSL Zbigniewa Kumiuka, ktry w czerwcu powiedzia "Rzeczpospolitej", e kopoty z wyborem prezesa radia naruszaj prawa PSL, bo "dotd prezesa telewizji publicznej rekomendowa SLD, a prezesa radia - PSL". Nikt nie przyzna janiej ni Kumiuk, e nowa kasta wacicieli rozparcelowaa kraj i poszczeglne dziaki oddaa we wadanie rnym ekipom partyjnym, czyli dokadniej - firmom partyjnym. Po kadych wyborach przez Polsk przejeda polityczna miota, ktra zwalnia stanowiska dla swoich. Mianowania polityczne zeszy ju grubo poniej poziomu wojewodw, a rok temu do ustawy o subie cywilnej wpisano artyku pozwalajcy powoywa dyrektorw z pominiciem procedury konkursowej. - Przepis sta si furtk do omijania konkursu - mwi "Rzeczpospolitej" szef suby cywilnej Jan Pastwa. Wprowadzono go na rok i 1 stycznia 2003 r. przesta obowizywa, jednak nadal mona obsadza p.o. dyrektorw departamentu albo wydziau w urzdzie wojewdzkim i ich zastpcw. W ubiegym roku pierwszy raz nie wszyscy absolwenci Krajowej Szkoy Administracji Pastwowej otrzymali oferty pracy. Tak jakby ich apolityczno bya wrcz przeszkod. Po kadych wyborach przez Polsk przejeda polityczna miota, ktra zwalnia stanowiska dla swoich. Mianowania polityczne zeszy ju grubo poniej poziomu wojewodw, a rok temu do ustawy o subie cywilnej wpisano artyku pozwalajcy powoywa dyrektorw z pominiciem procedury konkursowej. - Przepis sta si furtk do omijania konkursu - mwi "Rzeczpospolitej" szef suby cywilnej Jan Pastwa. Wprowadzono go na rok i 1 stycznia 2003 r. przesta obowizywa, jednak nadal mona obsadza p.o. dyrektorw departamentu albo wydziau w urzdzie wojewdzkim i ich zastpcw. W ubiegym roku pierwszy raz nie wszyscy absolwenci Krajowej Szkoy Administracji Pastwowej otrzymali oferty pracy. Tak jakby ich apolityczno bya wrcz przeszkod. O najbardziej intratne posady, na przykad w oddziaach terenowych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, toczy si zacity bj midzy poszczeglnymi koteriami partyjnymi. Tak zacity, e w niektrych powiatach umowy o podziale stanowisk midzy SLD i PSL zawarto na pimie. Niewane, e formalnie powinny decydowa konkursy i fachowo. Wprawdzie politycy koalicji rzdzcej zaprzeczaj istnieniu takich dokumentw, ale faktem jest, e wikszo stokw objli ludzie z partyjno-towarzyskiego nadania. Agencja buduje wanie potne struktury do obsugi systemu IACS, czyli Zintegrowanego Systemu Zarzdzania i Kontroli, ktry ma zinwentaryzowa polskie rolnictwo i okrela nadziay unijnych pienidzy. Kiedy prasa informuje o kolejnej kuzynce czy koledze prominentw zatrudnianych na podstawie midzypartyjnej umowy, szef rzdu i szef agencji powtarzaj: "To pojedyncze przypadki". W

witokrzyskiem tych "pojedynczych przypadkw" wystarczyo, by ludmi SLD i PSL obsadzi wszystkie kierownicze stanowiska 12 powiatowych oddziaw Agencji. W spkach skarbu pastwa roi si od takich menederw. Choby prezes Zakadw Chemicznych Police Krzysztof yndul, ktry ma za sob karier PRL-owskiego milicjanta oraz szefa ochrony szczeciskiego hotelu Radisson. Nietykalni nawet nie ukrywaj, do czego suy im wadza. Andrzej Piat, wiceminister infrastruktury i szef mazowieckiego SLD, zapowiedzia, e nie pozwoli skrzywdzi "naszych ludzi" - czyli dziaaczy SLD - ktrzy zostan zwolnieni z pracy w samorzdzie, gdy PSL stworzy w Sejmiku Samorzdowym koalicj z prawic. "Poniewa pienidzy na nowe miejsca pracy nie ma, wykorzystamy te, ktre s i na ktre mamy wpyw - w instytucjach podlegych wojewodzie, w Mazowieckiej Kasie Chorych, w instytucjach, ktre podlegaj rzdowi. Panowie z PSL bd musieli tu ustpi miejsca naszym ludziom" - stwierdzi Piat w "Trybunie". Prosto, szczerze, bezporednio. To przykady z ostatniego okresu, kiedy u wadzy znajduje si koalicja SLD-PSL. Jednak prawica - dzi w opozycji - sprawujc wadz, postpowaa podobnie. Wszyscy mamy w pamici chociaby skandal z angaowaniem pienidzy spek skarbu pastwa - a wic de facto funduszy publicznych - w TV Familijn, czyli w partyjn telewizj prawicy, stanowic zagbie stanowisk do obsadzenia przez prawicowych krewnych. Pamitaj Pastwo Stanisawa Alota, zwykego nauczyciela z prowincji, ktry nie mia adnego dowiadczenia w kierowaniu wielkimi firmami, a nagle zosta szefem ZUS-u? Albo Wadysawa Jamroego, zwykego lekarza z prowincji, ktry najpierw zosta szefem PZU, a potem Totalizatora? Akurat Jamroy siedzi teraz w areszcie pod zarzutem przekrtw, co kae przypuszcza, e osigny skal daleko wykraczajc poza to, co dzi w Polsce uznaje si za dopuszczaln norm. Albo - co rwnie prawdopodobne - e nie dzieli si upami. Nowa kasta, kiedy przypomina si jej o spoecznych potrzebach, coraz czciej daje wyraz irytacji. Minister apiski czy minister finansw Koodko obraaj si na media. Odmawiaj komentarzy czy nawet tumaczenia si przed opozycj w parlamencie. Nasz zapomniany wiat przestaje dla nich istnie. A kiedy zbyt natrtnie daje o sobie zna, politycy ograniczaj ostatnie bastiony niezalenoci. Jednym z nich miaa by Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Miaa chroni media publiczne przed naciskami ze strony politykw. Przy jej powstawaniu powoywano si na chwalebny przykad angielskiej Independent Television Commission. Dzi Rada staa si narzdziem, za pomoc ktrego czonkowie nowej kasty sprawuj kontrol nad wiatem mediw elektronicznych, kontrol cyniczn i ostatnio nawet ju nieskrywan. Wos z gowy nie spad sekretarzowi rady Wodzimierzowi Czarzastemu po ujawnieniu, e sugerowa nadawcom, by wybrali inwestora, ktrego im wskae. Od tego moe zalee przeduenie koncesji - mia sugerowa. - Powiedzia, e to niedobrze, gdy na inwestora wybralimy Agor. Zapowiedzia problemy i oto s - mwi Maciej Strzelecki, szef Twojego Radia Wabrzych. Problemy to do powane: Twoje Radio Wabrzych musiao zamilkn, bo Rada nie przeduya mu koncesji. Szef krakowskiego Radia Blue FM Andrzej Lenart, ktre spotka ten sam los, mwi wprost: - Krajowa Rada jest dla mnie zodziejem i paserem. Podobny rak toczy telewizj publiczn. - Jest pod kontrol pewnego ukadu politycznego przyzna kilka miesicy temu rzecznik praw obywatelskich Andrzej Zoll. Janusz Rolicki, b. naczelny "Trybuny", ujawni, e w pierwszej poowie 1998 r. co wtorek w gabinecie Leszka Millera spotykali si wysocy rang przedstawiciele wadz TVP i PR oraz szefowie lewicowej prasy, by wsplnie ustala strategi propagandow. - Miller mwi, co wanego zdarzy si w nadchodzcym tygodniu, a reszta to notowaa - ujawni Rolicki. Gdyby kto nam opisa dzisiejsz Polsk w roku 1989 - nie uwierzylibymy. Uznalibymy, e to opowie o yciu skorumpowanej republiki bananowej gdzie w Trzecim wiecie. Od tamtej

opowie o yciu skorumpowanej republiki bananowej gdzie w Trzecim wiecie. Od tamtej pory jednak zdylimy si ju tak przyzwyczai do tego, co nas otacza, e nie czujemy si szczeglnie zbulwersowani. W cigu dekady nasze normy si rozmyy. Ostatni przykad to ustawa o biopaliwach. Obie strony: zarwno lobby przemysu naftowego, jak i waciciele wielkich przetwrni zaangaowali wyspecjalizowane firmy pracujce na ich rzecz, prboway te wykorzysta dziennikarzy. W efekcie Sejm uchwali ustaw, ktra zmusza klientw - chc tego czy nie - do kupowania produktu grupy producentw, wacicieli gorzelni zwizanych z politykami albo wrcz bdcych czonkami rzdzcych partii. Na kilometr pachnie to manipulacj i przekrtem oraz ogranicza wolno wyboru, jaka w systemie rynkowym przysuguje obywatelom. Niewtpliwie sprawa kwalifikuje si do Trybunau Konstytucyjnego, podobnie jak niedawny skandal z deklaracjami majtkowymi. Jak mwi Grayna Kopiska, w dziedzinie lobbingu w Sejmie panuje kompletny brak regu. Nie wiadomo, kto jest lobbyst, a kto ekspertem, kto przemawia w czyim imieniu i wystpuje w czyim interesie. - Jak sysz, na posiedzeniach komisji zasiadaj osoby, przyprowadzane przez posw, przedstawiane jako eksperci, cho pniej okazuje si, e to osoby pracujce na zlecenie jakiej firmy - mwi szefowa programu przeciw korupcji. Jeden z takich przypadkw "Newsweek" opisa w grudniu ubiegego roku. Profesor Witold Modzelewski wymyli poprawk do ustawy o nieuczciwej konkurencji, ktra odebraa hipermarketom prawo do wydawania bonw. Najwicej zyskaa na tym firma Sodexho, ktra zajmuje si dystrybucj bonw towarowych - mona je wymienia na towar w 11 tysicach sklepw. Profesor Modzelewski w Sejmie wystpowa jako niezaleny ekspert. ledztwo "Newsweeka" wykazao jednak, e jednoczenie pracowa na rzecz firmy Sodexho. Podobnie postpi pose poprzedniej kadencji Karol Dziaoszyski z Unii Wolnoci. Na jego wniosek Sejm w 1998 roku uchwali nakaz korzystania z zestawu gono-mwicego podczas rozmw przez telefon komrkowy w trakcie prowadzenia samochodu. Wkrtce potem okazao si, e Dziaoszyski jest wacicielem firmy zajmujcej si m.in. handlem tego typu urzdzeniami. - Wsplnym elementem tych wszystkich spraw jest powizanie tych, ktrzy uchwalaj ustawy, z tymi, ktrzy z nich korzystaj; tych, ktrzy maj ciga przestpcw, z tymi, ktrzy maj by cigani. To wszystko si coraz bardziej zamazuje - mwi "Newsweekowi" Julia Pitera, szefowa polskiego oddziau Transparency International. W kraju, gdzie sukces i zawarcie transakcji jest wszystkim, metody, jakimi si do tego dochodzi, s drugorzdne. Pose nie musi si liczy ani z jzykiem, ani z powszechnie obowizujc moralnoci. Moe kama, jedzi po pijanemu, defraudowa. Na naszych oczach kasta polityczna tworzy swj wasny kod niemoralnoci, w ktrym bezkarny znaczy "lepszy". Amerykaski politolog Daniel Bell w latach 80. ostrzega, e produktem ubocznym nietykalnoci klasy politycznej musi by rosnca przestpczo. Politycy tworz swoist mod na bezkarno - szybko zaciera si nam rnica midzy Lwem Rywinem grajcym mafioso czy mafioso grajcym polityka. Bagsik pojawiajcy si w hotelu sejmowym w towarzystwie politykw nikogo tam nie dziwi. Coraz czciej okazuje si, e s to ludzie z tego samego towarzystwa - znaj si, spdzaj ze sob czas, s ze sob na ty, bywaj w tych samych miejscach, knajpach, klubach, prowadz ze sob jakie mtne interesy, co wyszo na jaw przy okazji mierci b. ministra Dbskiego. Czasem wrcz status polityka czy urzdnika pastwowego i status przestpcy harmonijnie cz si w jednej i tej samej osobie. Byy pose AWS Marek Kolasiski siedzi w areszcie podejrzany o wyudzenie, we wsppracy z mafi pruszkowsk, kilkudziesiciu milionw zotych podatku VAT i kolejnych kilkudziesiciu milionw kredytw bankowych. W ostatnim dniu kadencji poprzedniego Sejmu pose zbieg za granic, wykorzystujc paszport dyplomatyczny. Zosta

poprzedniego Sejmu pose zbieg za granic, wykorzystujc paszport dyplomatyczny. Zosta zatrzymany na Sowacji i przekazany Polsce. W tej samej sprawie aresztowany jest byy senator Aleksander Gawronik. Podejrzany o apwkarstwo Zbigniew Farmus, asystent AWS-owskiego wiceministra obrony, zosta w 2001 r. zatrzymany przez UOP na promie do Szwecji w czasie ucieczki z kraju. Afery, ktre wszdzie na wiecie skoczyyby si dymisj rzdu, u nas zaatwiane s jednym pokazowym procesem. Inni pozostaj wrd nietykalnych - w lepszej klasie. Czasem wrcz status polityka czy urzdnika pastwowego i status przestpcy harmonijnie cz si w jednej i tej samej osobie. Byy pose AWS Marek Kolasiski siedzi w areszcie podejrzany o wyudzenie, we wsppracy z mafi pruszkowsk, kilkudziesiciu milionw zotych podatku VAT i kolejnych kilkudziesiciu milionw kredytw bankowych. W ostatnim dniu kadencji poprzedniego Sejmu pose zbieg za granic, wykorzystujc paszport dyplomatyczny. Zosta zatrzymany na Sowacji i przekazany Polsce. W tej samej sprawie aresztowany jest byy senator Aleksander Gawronik. Podejrzany o apwkarstwo Zbigniew Farmus, asystent AWS-owskiego wiceministra obrony, zosta w 2001 r. zatrzymany przez UOP na promie do Szwecji w czasie ucieczki z kraju. Afery, ktre wszdzie na wiecie skoczyyby si dymisj rzdu, u nas zaatwiane s jednym pokazowym procesem. Inni pozostaj wrd nietykalnych - w lepszej klasie. Do lepszej klasy chcia wkra si trener z Malborka, ktry 13-letni Justyn zmusza do stosunkw pciowych. Prokuratura zamiast zaj si zaaleniem rodzicw, gubia dokumenty i nie chciaa przesuchiwa wiadkw. Przyja za to kilkadziesit zezna wiadkw trenera. Sprawa przeciwko trenerowi Justyny trafia w grudniu do sdu tylko dlatego, e w kocu t afer zainteresowaa si TVP i "Gazeta Wyborcza". Wszystko inne zawodzi, a przede wszystkim wymiar sprawiedliwoci. Jeeli co jeszcze rni Polsk od cakowicie skundlonej sceny politycznej Ukrainy czy Rosji, to wanie chyba tylko wolne media. W opisywanych aferach nie tylko wskazyway na anomalie, ale te od czasu do czasu dobiy si o sprawiedliwo, jak to byo w przypadku prokuratora Hopa. Ale i tu pojawia si coraz wicej zagroe. Niewybredne prby ograniczenia siy mediw poprzez nowel ustawy o radiofonii i TV. Naciski polityczne na sabsze media. Jak choby przypadek "Nowin Nyskich", gdzie na polecenie Prokuratury Rejonowej w Prudniku policja dokonaa przeszukania w redakcji tygodnika. Zdaniem dziennikarzy by to odwet i prba zastraszenia dziennikarzy za opisywanie afer osb rzdzcych miastem. Prokuratura oskarya take redakcj "Kuriera Porannego", ktry rzekomo mia odmawia drukowania sprostowa podlaskiego Urzdu Wojewdzkiego. Sd szczliwie przyzna jednak racj dziennikarzom pisma urzdu miay charakter publicystyczny, a nie sprostowa faktw. Sia prasy zaleaa od jej niezalenoci i spoecznego zaufania, wynikajcego z nieprowadzenia przez redakcje wasnej polityki. Kiedy radia i telewizje staj si zakadnikami politykw albo kiedy syszymy, e "Gazeta Wyborcza" wstrzymuje si z opublikowaniem jako pierwsza rewelacji o arcybiskupie Paetzu molestujcym ksiy, bo to niepolityczne, czy p roku czeka ze spraw Rywina, bo to zaszkodzi Unii Europejskiej, zaczynamy zadawa sobie pytanie, z czym jeszcze czekaj gazety. I z jakich powodw? I czy aby same redakcje gazet nie staj si czci nowej klasy nietykalnych, podejmujc tak gr.

AFERA RYWINA

Darmowy Hosting CBA.PL

Polska szkoa opisu upadku komunizmu


12 czerwca 2004 00:00, ostatnia aktualizacja 18 wrzenia 2009 10:35

Robert Krasowski Przeoczylimy dwa doniose opisy upadku systemu komunistycznego. Dlaczego? Narodziny komunizmu wywoay w polskiej kulturze olbrzymie zainteresowanie, a dwa dziea - "Zniewolony umys" Czesawa Miosza i "Gwne nurty marksizmu" Leszka Koakowskiego - stay si gone na caym wiecie. Zmierzch komunizmu nie wywoa ju takiego poruszenia umysw. Nawet historycy nie stawiaj sobie pytania: "dlaczego upad komunizm?", poprzestajc na mechanicznym wyliczaniu towarzyszcych temu zdarze. Ten brak zainteresowania sprawi, e naszej uwadze umkny dwa opisy - intelektualnie rwnie doniose - Andrzeja Walickiego i Jadwigi Staniszkis. Opisy te odrzucono, bo ich autorw uznano za politycznych radykaw. Zacznijmy od Walickiego. Cho jest wybitnym historykiem idei, jego uwagi na temat upadku komunizmu uznano za ekspresj osobistych fobii. Nie bez powodu. Walicki nigdy nie kry niechci do antykomunistycznej opozycji i ju w latach 70. polemizowa z lansowanym przez ni czarnym portretem komunistw. Polemizowa z takim zapaem, e jego teksty uoyy si z czasem w apologi. Komunici wyaniali si z niej jako patrioci, ktrzy mdrze i ostronie robi to, co sw niecierpliwoci opozycja moe jedynie zepsu. Gdy wic w poowie lat 90. Walicki uporzdkowa swoje pogldy, zupenie je zlekcewaono. Przeoczono tym samym byskotliw teori, ktra objania mechanizm upadku komunizmu w sposb, jaki nikomu wczeniej nie przyszed do gowy. Jego zrozumienie wymaga jednego wysiku - nie wolno si skupia na ledzeniu korzyci, jakie wynie z niego mog komunici. Cho na chwil warto uwierzy, e autorowi chodzi o now perspektyw widzenia, z ktrej historia upadku komunizmu przedstawi si zupenie inaczej. Walicki, czyli droga zwtpienia Punkt wyjcia Walickiego jest typowy dla zagorzaych antykomunistw. Opar si bowiem na totalitarnym rozumieniu komunizmu, czyli takim, ktre terror i totalne zniewolenie wpisuje w jego natur. Wbrew temu co twierdzili sentymentalni lewicowcy (z Zachodu i ze Wschodu), nieludzkie represje nie byy przypadkiem, ale konsekwencj lecej u podstaw komunizmu totalitarnej ideologii. Stawiajc szaleczy cel - budow Nowego Czowieka ideologia uzasadnia totaln kontrol, terror i ludobjstwo jako niezbdne po temu rodki. Uznanie stalinizmu za istot komunizmu ma puent, ktrej si z reguy nie zauwaa. Ot w stalinowskim wiecie nie ma miejsca na odwil. W stalinowskim wiecie kade zelenie totalitarnych wizw jest zdrad idei, a wic aktem dekomunizacji. Jest podwaeniem komunistycznej normy, ktra wszelkimi siami kae zmierza w stron utopii. Patrzc z perspektywy wielkich czystek, kolektywizacji i ludobjstwa - perspektywy dla komunizmu miarodajnej - Chruszczow, Gomuka czy Gierek okazuj si dekomunizatorami. Niszczyli komunizm, odupujc prawdy wiary i praktyki, na ktrych si opiera. Warto to powtrzy. Zdaniem Walickiego, to nie byy "poluzowania", to bya prawdziwa dekomunizacja. Chruszczow wyrwa z korpusu doktryny masowe represje, Gomuka ocali prywatne rolnictwo i Koci, Gierek sprowadzi socjalizm do masowej produkcji pralek i samochodw. To byy rewolucje, ktre niszczyy stalinowskie realia. Uywajc takich poj jak "poluzowanie", przegapiamy istot wydarze. To mianowicie, e kade poluzowanie byo zburzeniem wanego filaru ideologii, a efektem upadku kadego filaru by znaczcy wzrost wolnoci, co kady mieszkaniec imperium z miejsca odczuwa na wasnej skrze. Konsekwencj teorii Walickiego jest teza, e to komunici zwrcili swym ludom wolno. Ale przypadkiem. Zmczeni pogoni za socjalizmem i kopotami, jakie rodzia ideologia, zapominali o Sprawie. Coraz blisza im bya myl, e wygodniej jest rzdzi bardziej pragmatycznym systemem. Czas pokaza, e by to bd - rozmikczanie systemu byo samobjstwem i gdyby komunici o tym wiedzieli, zapewne by tego nie zrobili. Nie zmienia to faktu, e to oni sami, wasnymi rkami, cega po cegle, rozmontowali gmach komunizmu. Przyjmujc za punkt odniesienia stalinowski totalitaryzm, Walicki przesun rodek cikoci historii. Wydarzenia koca lat 80. - ktre zwykle okrela si mianem upadku komunizmu - w jego opisie stay si ostatni faz upadku postkomunizmu. Sam komunizm upad znacznie wczeniej, ale ten fakt - uwaga! - zosta p r z e o c z o n y. Z dwch powodw. Po pierwsze, nikt nie by zainteresowany ogaszaniem kolejnych faz upadku. Sami komunici nie eksponowali tego, bo komunistyczne slogany stanowiy ich oficjalny tytu do wadzy. Z kolei antykomunici dowodzili staej natury komunistycznego totalitaryzmu, aby demonizowa przeciwnika i w ten sposb zwiksza poparcie dla swojej sprawy. "I jednym i drugim - pisze Walicki - chodzio o to, aby ukry wzrastajc sabo ruchu komunistycznego. Pierwsi obawiali si ideologicznej delegitymizacji, drudzy za ideologicznej demobilizacji". Nic dziwnego, e upadek komunizmu zaczto przeywa, gdy historia zasza ju duo dalej - gdy sypay si autorytarne reimy, powstae po komunizmie. Nieudolne, ze zrujnowan gospodark, czasem brutalne, ale poza resztkami ideologicznej fasady niemajce z komunizmem wiele wsplnego. Drugi powd przeoczenia upadku komunizmu by natury intelektualnej. I dawniej, i dzi myli si proces dekomunizowania z demokratyzowaniem, czyli zaprowadzaniem adu, ktry dla krytykw komunizmu stanowi cywilizacyjn norm. Dlatego rozumuj oni tak: skoro nie byo demokratyzacji, nie byo te dekomunizacji. Problem w tym, e kruszenie si komunizmu i budowa demokracji to rne rzeczy. Komunizm mia wasn tosamo, swoje przekonania i cele, a wic jego upadek jest erozj tych tosamoci, tych przekona i tych celw.

Teza o samobjstwie komunizmu, dokonanym w sposb niezauwaony zarwno dla publicznoci, jak i samej ofiary, brzmi dziwacznie. Jednak rozumowanie Walickiego opiera si na oczywistym postulacie - e zrozumienie historii wymaga uwolnienia si od wyobrae wasnej epoki. Z perspektywy liberalno-demokratycznych standardw upadku komunizmu nie pojmiemy. Pierwszych aktw dekomunizacji - zwaszcza w ZSRR - w ogle nie dostrzeemy. Te staj si wyrane, gdy spojrzymy oczami komunistw w stalinowskim stylu - a zatem komunistw sensu stricto. Z ich punktu widzenia Chruszczow dopuci si zdrady - rezygnujc z zinstytucjonalizowanego terroru, wytraci rewolucyjny dynamizm. Wyrwa z systemu element, ktry zmusza nie tylko masy, ale i przywdcw do szaleczego pocigu za utopi. Albo Breniew. Z naszej perspektywy dogmatyczny komunista, tymczasem, patrzc "od tyu", by ewidentnym odszczepiecem - pierwszym szefem KPZR, ktry zarzuci utopijne ideay. Budow socjalizmu zastpi pragmatycznym umacnianiem istniejcego systemu wadzy. A kadrom partyjnym, czyli rycerzom rewolucji, pozwoli si zamieni w obrastajc w tuszcz - wskutek korupcji - klas rzdzc. Wraliwo mieszkaca liberalnej demokracji nie rejestruje tych zmian. Odbiera monotonny obraz systemu, ktry zniewala umysy mas i nadal siga cho rzadziej - po mord i gwat. I dlatego jego uwadze umyka najwaniejsze wydarzenie epoki - agonia komunistycznej idei. Historia opowiadana przez Walickiego rni si od tej, jak zapamitali dziaacze polskiej opozycji. Dla nich sytuacja po 1956 roku niewiele si zmienia. Cay czas nie mogli politykowa i dlatego - tak odtwarza Walicki ich sposb mylenia - uwaali, e system totalitarny trwa w niezmienionej postaci. W dodatku, im bardziej saby represje, tym dotkliwiej byy odczuwane. Bardziej upokarzay i budziy wikszy gniew. To sprawiao, e opozycja pozostawaa lepa na zachodzce zmiany. Co by zobaczya, gdyby przejrzaa na oczy? Gwatowny upadek ideologii, ktry wyrzebi nowe realia. Czujc, e wystarczajce oparcie dla ich wadzy stanowi czogi Wielkiego Brata, polscy komunici nie pielgnowali ideowego fanatyzmu. Ju Gomuka odszed od ortodoksji tak daleko, e w zasadzie trudno go nazwa komunist. Bo c to za komunista - pyta si Walicki - ktry chce, by polska droga do socjalizmu bya "moliwie jak najdusza"? I ktry dla swojej wadzy zabiega o legitymizacj narodow? Komunizm jako idea umar w Polsce za czasw Gierka. "Wikszo czonkw PZPR-u okresu gierkowskiego - pisze Walicki - jawnie gardzia marksizmem, nie lubia, gdy nazywano j komunistami, uzasadniaa swoje opcje polityczne na gruncie pragmatycznie pojmowanego patriotyzmu". Partia skupia si na eksponowaniu swoich sukcesw w modernizowaniu gospodarki i podnoszeniu stopy yciowej. Nauce i kulturze oddaa potn porcj wolnoci, bo po upadku idei nie miaa wobec niej konkretnych roszcze. Zaakceptowaa nawet pojawienie si opozycji antysystemowej. Kropk nad "i" postawi Jaruzelski, ktry zrezygnowa z wszelkich ideologicznych pozorw. Stan wojenny, ktry uznano za symbol jego rzdw, jeli czego dowid, to saboci wadzy. Partia nie daa ju poparcia, ona tylko walczya o brak jawnego sprzeciwu. Nawet nie miaa pomyle, eby jakie idee wbija komu do gowy. Scenariusz polski, byskawicznej erozji ideologii, by lokaln osobliwoci. Ale to chyba on naprowadzi Walickiego na myl, e charakter komunistycznego systemu i kondycja ideologii s cile ze sob zwizane. A zwaszcza, e najwaniejszy parametr systemu - zakres spoecznej wolnoci zaley od intensywnoci komunistycznych przekona. Im wiara rzdzcych mniejsza, tym wolno rzdzonych wiksza. Z czasem Walicki uzna, e rola ideologii bya jeszcze powaniejsza. e wyznaczya ona stan caego systemu komunistycznego. W sensie zasadniczym ot motorem upadku komunizmu by uwid ideologii. Oczywicie taka teza brzmi zawrotnie. Nie do, e uzalenia kondycj imperium od jednego tylko parametru, to jeszcze od czynnika najbardziej irrealnego - od idei, a nie gospodarki czy armii. Zarwno sowietolodzy, jak i opozycjonici zwykli powanie traktowa ideologi jedynie w fazie instalowania komunizmu. Potem jej rola miaa nikn na rzecz realnych instrumentw wadzy. Walicki rozumuje inaczej. Komunizm zrodzi si z wiary w kilka marksowskich myli i upad, gdy ta wiara si zaamaa. O ile polski scenariusz szybkiego uwidu ideologii otworzy Walickiemu oczy na natur upadku komunizmu, to typowe dla ZSRR powolne tempo ukazao logik tego upadku. Ot moc idei komunistycznej skruszya si w trzech taktach. Chruszczow zamieni przymus wiary w wiar. Breniew wiar w obud. Gorbaczow obud w wolno sowa. Kady z tych ciosw by silny i w zasadzie zabjczy, cho wyszo to na jaw dopiero pniej. Mechanizmy ideologicznej kontroli, stosowane w ZSRR niemal do koca, sprawiy, e przeoczono rosnc sabo ideologii. Nie to nawet, e przestaa by politycznym kompasem dla mas, ale e przestaa by wana dla elit. A przestaa na tyle, e Gorbaczow sprbowa pogodzi radziecki socjalizm z jego zaprzeczeniem: wolnoci, demokracj i rynkiem. Gorbaczow popeni ten sam bd co sowietolodzy, ktrzy dwie dekady wczeniej twierdzili, e system moe przetrwa bez ideologii, bo realne instrumenty wadzy nie zale od ideologicznych zakl. Okazao si, e byo odwrotnie. Dlatego tak powierzchowne - zdaniem krytykw - zmiany, jak pierestrojka i gasnost, w caoci skruszyy podstawy komunistycznej wadzy. Dlatego komunizm nie zdoa si przeksztaci w autorytaryzm, nie okrzep w nieideologicznej formie w oparciu o armi. Bo komunizm istnia w gowach. Narodzi si w gowach, a potem dziery wadz nad realnym wiatem, dopokd w niego wierzono. Gdy wiara zwida, z gmachu komunistycznej tyranii nic nie zostao. Walicki nie przypisuje komunistom szczeglnej zasugi. Procesy rozpadowe przebiegay chaotycznie, poza ich wol i wiedz. Jak pisze: "system pad, bo wykruszya si do koca totalitarna wola jego zwolennikw". Ale takie stwierdzenie to zarazem dowd, e komunici przeszli autentyczn konwersj. Staniszkis, czyli rewolucja w wyobrani Drugi model upadku komunizmu zbudowaa Jadwiga Staniszkis. Podzieli on ten sam los, co model Walickiego, i dokadnie z tych samych powodw. Rwnie Staniszkis uznano za radykaa. Mao kto dostrzeg, e jej rozpoznania opublikowane dekad po upadku komunizmu opieraj si na innych przesankach ni te, pisane przez ni na gorco. Staniszkis rwnie uwaa, e komunizm upad w gowach. Rewolucje bior swj pocztek w wyobrani - powtarza za Heglem i w oparciu o t konstatacj buduje swj model. Motorem zmian w wyobrani, ktre obaliy komunizm, nie bya jednak utrata wiary w ideologi, ta bya skutkiem. Podstawowe dowiadczenie komunistycznej wyobrani miao charakter cile polityczny - byo to gwatowne sabnicie wadzy. Wskutek mechanizmw, o ktrych niej bdzie mowa, komunici coraz szybciej tracili kontrol nad rzeczywistoci. Prbujc zrozumie, co si dzieje,

uwiadomili sobie rzecz bodaj gorsz - e rzeczywistoci nie tylko nie kontroluj, ale nawet nie pojmuj. e komunizm tak odizolowa ich od realiw, i procesy zachodzce w spoeczestwie i w gospodarce stay si dla nich zagadk. Prby wyrwania si z izolacji, nawizania kontaktu z realnym wiatem, by odbudowa si wadzy, pchny komunistw do szukania nowych poj. Logika systemu sprawia jednak, e wybrano pojcia dla nich samobjcze, e za reformy wzmacniajce wadz uznano te, ktre j ostatecznie dobiy. Opis upadku komunizmu, zaproponowany przez Staniszkis, to rekonstrukcja intelektualnych bdw popenionych przez komunistw i pokazanie ich jako bdw systemowych. Biorcych si nie z przypadku ani ze saboci konkretnych umysw, ale z natury sytuacji. Analiza Staniszkis posza w inn stron ni typowe politologiczne modele. Te koncentruj si na wyliczaniu saboci komunizmu (ktre s raczej oczywiste) oraz na ustalaniu, ktre z nich zadecydoway o jego upadku (co jest ju mniej przekonujce). Staniszkis odwrcia problem - istot analizy uczynia nie saboci, ale sposb przeywania tych saboci przez komunistyczn wadz. Dokadnie wedle recepty Hegla wiadomo zostaa uznana za pole, na ktrym tocz si dzieje. Staniszkis skupia si na wiadomoci w kluczowej sprawie - przy opisie procesu sabnicia wadzy. Jasno dostrzega, e gwne pytanie nie dotyczy przyczyn upadku komunizmu, ale postawy komunistw wobec tego upadku. Zagadkowe jest nie to, e upado imperium, ale sposb w jaki upado - bez sprzeciwu wadzy, a czsto z jej akceptacj. Taki przebieg wydarze stawia wiadomo komunistw w centrum uwagi. Staniszkis ustalia, e gwnym dowiadczeniem elit pnego komunizmu byo sabnicie wadzy. Zupenie irracjonalne, bo nie biorce si z faktu jej utraty na rzecz kogo innego. Komunici tracili po prostu kontrol nad realnymi procesami. Na przykad nad procesami gospodarczymi. Ich wadza nominalnie rzecz biorc - pozostawaa ta sama, nadal ustalali wszystkie parametry ekonomiczne, od cen i pac po mare i poda pienidza, a jednak kocowy rezultat, czyli wysoko produkcji, od nich ju nie zalea. System traci sterowno. Z pocztku komunici prbowali j odzyska prostymi ingerencjami - np. zmieniajc pace lub ceny. Jednak okazao si, e rzeczywisto nie reaguje, e uniezalenia si od wszystkich dostpnych instrumentw wadzy. Mao tego. Komunici uwiadomili sobie, e nawet nie widz konsekwencji swoich dziaa. Poddane ich wadzy wielkoci gospodarcze ulegy takiemu odrealnieniu, e o niczym ju nie informoway. Stay si elementami wiata fikcji. Rzeczywisto stawaa si wic coraz bardziej zagadkowa. Co si naprawd dzieje w gospodarce? Co jest zepsute, a co sprawnie dziaa? To byy pytania, na ktre nikt ju nie potrafi odpowiedzie. Podobne trudnoci mieli komunici w innych sferach rzdzenia. Ale kruszya si nie tylko ta cz wadzy, ktr opisuje si jako wadz nad czym - nad gospodark, nad postawami spoecznymi. Sab take sam krgosup wadzy - sprawno aparatu rzdzenia. Decyzje wadzy w nim grzzy i gubiy racjonalno. I znowu - proces ten by dla elit komunistycznych o tyle dziwny, e dotyczy wadzy totalnej, ktra z zaoenia nie powinna natrafia na aden opr. Jako pierwszy natur tych problemw dostrzeg Stalin, twrca komunistycznego systemu wadzy. "Stalin - pisze Staniszkis - zwraca uwag na antypastwowy charakter totalnej wadzy, woluntaryzm, zacieranie granic midzy spoeczestwem a administracj, dziaanie poza prawem i bez ustalonych procedur (jak bymy yli w konspiracji), na podstawie nieformalnych powiza osobistych". Pod koniec epoki Breniewa wady wadzy totalnej byy ju widoczne dla caej komunistycznej elity. Skupiona na wiadomoci komunistycznych wadcw, Staniszkis uwanie przewertowaa raporty pisane przez analitykw Kremla. A w nich coraz bardziej uporczywie zacz pojawia si wtek ograniczenia wadzy. Uwiadomiono sobie na przykad, e gdyby istniay w gospodarce sfery wolne od kontroli, wadza miaaby miernik, ktrym mogaby oszacowa skuteczno swoich dziaa. Miaaby lustro, w ktrym mogaby si przejrze, szczelin, przez ktr mogaby oglda realny wiat. Podobne intuicje pojawiy si w przypadku organizacji aparatu wadzy. Nastpca Breniewa - Andropow uzna, e bardzo poyteczna jest praworzdno, ktra cho wadz krpuje, to zarazem likwiduje jej arbitralno. Reformy Andropowa, jego walka z korupcj, byy w istocie zakamuflowanym programem walki z t arbitralnoci. Materiau do rozmyla dostarczay rwnie biece wydarzenia. Na przykad, gdy w Polsce wybucha "Solidarno", analitycy z Kremla uwiadomili sobie - do szefw KPZR prawda ta dotara dugo pniej - korzyci pynce z zalegalizowania zwizkw zawodowych. Bo nie do, e kanalizuj one gniew spoeczny, to jeszcze pozwalaj tym gniewem manipulowa. Gdy pod tym ktem spojrzano na demokratyczne instytucje, wiele z nich wykazao podobne zalety. Co prowadzio do wniosku, e na ich istnieniu wcale nie trzeba straci. Przeywajc sabo swych rzdw, analizujc jej powody, komunici dotarli do paradoksu wadzy totalnej. Cho tego dowiadczenia nie potrafili jasno nazwa, jego mora by wyrany - zbyt szeroka wadza niszczy wasne podstawy. Pod wpywem tego dowiadczenia zmieni si ich sposb rozumienia wadzy. W poowie lat 80. komunici wiedzieli ju, e wadza nie polega na decydowaniu o wszystkim, ale na kontroli nad oglnym kierunkiem realnych procesw. Wiedzieli te, e kontrola jest moliwa tylko wtedy, gdy istniej sfery od wadzy niezalene. Czy byli wiadomi, jak daleko zrywali z komunistycznymi dogmatami? Bez wtpienia pomniejszali przed sob skal rewizji. Nie zmienia to faktu, e ich wyobraenie silnej wadzy przybrao zupenie nowy ksztat - formu rzdw totalnych, sprawowanych nad kadym czowiekiem i kadym wydarzeniem, zastpia formua wadzy sterujcej generalnymi procesami za pomoc generalnych regu i korygujcej swe bdy dziki istnieniu sfery od niej niezalenej. Nowe rozumienie wadzy przynioso prawdziw rewolucj. Doprowadzio komunistw do konkluzji e - uwaga! - warunkiem wzmocnienia wadzy jest jej c z c i o w e o d d a n i e. e liberalizujc i demokratyzujc system, odbuduj jego moc. W ten wanie sposb zrodzi si scenariusz, ktry by realizowany w latach 80. i doprowadzi komunizm do upadku. Komunizm upad, bo w nkanych przez codzienne kopoty gowach komunistw zasza rewolucyjna zmiana. Zmiana, ktr Staniszkis umieszcza na poziomie epistemologii. To nie by nowy koncept polityczny, ktry jednego dnia si przyjmuje, a drugiego mona odrzuci. To by nowy sposb patrzenia na wiat, nowa perspektywa, z ktrej wszystko stao si inne - to, co byo dawniej racjonalne, stao si gupie, co byo skuteczne, wygldao miesznie, co byo korzystne, okazao si ewidentn szkod. Taka rewolucja jest wydarzeniem w swym przebiegu niewiadomym. Z pocztku jest wtpliwoci co do starych regu, i jako taka jest jeszcze niewyrana, natomiast gdy staje si pewnoci nowych zasad, ginie dawny punkt odniesienia. Sami zainteresowani maj wraenie, e lcz nad t sam gr i nawet nie dostrzegaj momentu, w ktrym reguy szachw zostay zastpione w ich umysach zasadami warcabw. Robi co zupenie innego, bo za spraw epistemologicznej rewolucji widz inny wiat, a i siebie postrzegaj zupenie inaczej. Jeli to przeoymy na interesujcy nas kostium historyczny, otrzymamy tez podobn do tezy Walickiego. Rwnie w ujciu Staniszkis to nie

aspiracje spoeczestw, nie walka opozycji ani dania Zachodu, ale zmaganie si elit komunistycznych z paradoksem wadzy totalnej pchno je w kierunku liberalizujcych i demokratyzujcych reform. To, co potem doprowadzio komunizm do upadku, byo pomysem na jego transformacj. Ale nie w demokracj, lecz w prny autorytaryzm, ktry mia si pozby tych elementw wadzy, ktre j osabiaj. Motorem tych zmian byo nowe pojmowanie mechanizmw rzdzenia, niemajce nic wsplnego z demokratyczn czy liberaln konwersj. Komunistw zdekomunizowa nie kryzys wiary, jak chcia Walicki, ale kryzys wadzy. Odstpili od komunizmu, bo znaleli lepsz formu ustabilizowania swoich rzdw. W Polsce do szukania nowych rozwiza komunici zostali zmuszeni po tym, jak Gorbaczow wycofa si z doktryny Breniewa. Stan przed nimi problem, jak zapanowa nad spoeczestwem bez pomocy rosyjskich czogw. Wrd partyjnych intelektualistw staa si wwczas modna tzw. szkoa praw wasnoci. W zmianach wasnociowych dostrzeono pomys na odzyskanie wpywu na gospodark. By to zarazem pomys na przeprowadzenie rewolucji "odgrnej" i "kontrolowanej". Nie przewidziano, e te zmiany, w tym uwaszczenie nomenklatury, wprowadz nowe interesy, ktre rozsadz komunistyczny system i sprawi, e nawet elity PRL zapragn jego obalenia. Choby po to, by za pomoc liberalnych instytucji zabezpieczy swoje ekonomiczne zdobycze. Konkluzje Zasadnicze elementy intelektualnych konstrukcji Walickiego i Staniszkis s uderzajco podobne. Po pierwsze teza, e komunizm upad wczeniej, ni si powszechnie mniema i e fazy tego upadku zostay przeoczone. Po drugie, komunizm nie zosta obalony - podmiotem jego upadku byli sami komunici. Po trzecie, komunici zniszczyli komunizm bezwiednie, wskutek swoich bdw. Po czwarte, bdy te byy nieprzypadkowe, miay charakter systemowy. Po pite, natura tych bdw miaa charakter intelektualny, a wic upadek komunizmu dokona si gowach, w politycznych pojciach. Po szste wreszcie, zmiany, jakie zaszy w gowach, miay charakter rewolucji - komunici wyszli z niej jako zupenie inna formacja polityczna, ideowa i intelektualna. Konstrukcje te s polemik z ustaleniami historykw. Ci maj skonno do traktowania polskiego komunizmu jako zjawiska lokalnego. Wydarzenia w Polsce w latach 1982-89 opisuj jako cao z wasn dynamik, ktr wyznaczaj lokalni bohaterowie - "Solidarno", Koci i formacja polskich komunistw. Tymczasem przy caej nietypowoci polskiego komunizmu jego upadek nie by wydarzeniem lokalnym. Nie tylko dlatego, e wymaga zgody Moskwy. On po prostu kruszy si wedle tych samych regu, co wiatowy komunizm. Specyfika lokalna dotyczya tempa upadku, ale nie jego logiki. Polski punkt widzenia trzeba odrzuci, bo nie pozwala nam zrozumie ani istoty komunizmu, ani istoty jego upadku. Jest ciekawy tylko jako materia do oceny Polakw - elit, opozycji, spoeczestwa. Ich roztropnoci i patriotyzmu. Komunizm polski suy zatem badaniu Polakw, a nie komunizmu. W modelach Walickiego i Staniszkis "Solidarno" w ogle si nie pojawia, co wyranie sugeruje, i zdaniem tych autorw komunizm upad wskutek si powaniejszych ni procesy rozpadowe w prowincjach. Tym jednak, co buduje podstawowe napicie midzy modelem Walickiego a ustaleniami historykw, jest tempo kruszenia si totalitaryzmu. Historycy sdz, e proces ten zachodzi wolniej, zdaniem wikszoci totalitaryzm przetrwa a do lat 80. Np. Krystyna Kersten, polemizujc z Walickim, pisze: "ewolucyjne zmiany [...] nie naruszyy porzdku opartego na niezmienionych w istocie podstawach". Podobn lini odnale mona w historiografii zachodniej. Jej wybitny przedstawiciel Martin Malia przyznaje, e przywdcy komunistyczni szybko odwrcili si od ideologii (kiedy Breniew uci wywody Susowa, gwnego stranika ortodoksji, mwic, e nic z nich nie rozumie). Jednak - jak twierdzi Malia - nie mona spyca zwizku midzy ideologi a praktyk. A ten polega na tym, e podstawowe instytucje porzdku radzieckiego, utworzone do 1935 roku, byy tworami ideologii, byy "programem partii utrwalonym w stali, betonie i wszechobecnym aparacie". Te struktury nie wymagay dalszego ideologicznego zaangaowania, a nawet wiary u ludzi bdcych trybikami tej maszyny. Niemal wszyscy badacze utrzymuj, e stalinizm trwa do koca epoki Breniewa. Nawet Zbigniew Brzeziski. Jednak wydaje si, e to wanie Walicki ma racj. Jego koronny argument brzmi: gdyby ZSRR wraz z krajami satelickimi pozosta totalitarny a do lat 1989-91, to zaamanie si sowieckiego imperium "byoby teoretycznie niewytumaczalne i praktycznie niemoliwe". W istocie wszystkie opisy oparte na dugim trwaniu niezmiennego totalitaryzmu rozbijaj si o nago upadku. Malia, intelekt chodny i konsekwentny, dobrze to zrozumia i aby wyjani upadek komunizmu, buduje teori rewolucji z Jelcynem w roli gwnej w 1991 roku. Ma przy tym poczucie, e rewolucja ta potrzebna mu jest raczej ze wzgldu na logik systemu, ni ze wzgldu na podobiestwo do realnych zdarze. Ale taka jest cena za odrzucenie teorii niezauwaonego, stopniowego upadku. Ci, ktrzy jej nie chc zapaci, musz przyj ide rewolucji, ktrej rwnie nikt nie zauway. Nagy upadek komunizmu racj przyzna Walickiemu. Skoro komunizm upad tak szybko i atwo, widocznie zacz pada na dugo wczeniej (a e pada wolno, huku nie byo sycha). I to jego padanie byo substancj wydarze ostatnich lat, a nie jego trwanie. Walicki nie neguje za, ktre komunistyczny system nadal wyrzdza. On tylko wskazuje, e od pewnego momentu to nie zo byo istot wydarze, ale procesy rozpadowe, ktre notabene - zmniejszay zakres za. Teoria Walickiego sprawnie tumaczy zarwno okolicznoci upadku komunizmu, jak te ich wewntrzn konieczno. Generalnie rzecz ujmujc, komunizm musia pa ze wzgldu na niemono zrealizowania swej idei. Nie mg da tego, co obiecywa, wic wiara w niego musiaa si z czasem wypali. A e nawet terror by owocem entuzjazmu, nie mona go byo podtrzymywa w nieskoczono. Komunizm nie wytworzy normalnych instytucji wadzy. Tu nawet armia nie bya zwyk si - nag i realn. Ona rwnie wymagaa ideologicznego paliwa. Walicki gosi w istocie tez o nierealnoci komunizmu. Istnia on w gowie jako sia przekona i pki w niego wierzono, wydawa si potg. Gdy przestano, rozwia si bez ladu jak doznania ze zbiorowej hipnozy. Co ciekawe, do podobnych tez doszed rwnie Malia (dugo uwaany przez Walickiego za antykomunistycznego radykaa). Uwiadomi on sobie, e kryzys gospodarczy nie mg obali komunizmu, bo ten - w czasie wielkiego godu czy wojny - funkcjonowa przy znacznie niszych wskanikach. Upadek gospodarki by wany gwnie w wymiarze mentalnym - jako destrukcja mitu podtrzymujcego system. Mitu o wyszoci socjalizmu nad kapitalizmem. Konkluzja Malii okazuje si zatem podobna jak Walickiego komunizm upad w gowach. A byo to moliwe dlatego, e istnia on wanie w gowach. Mg si rozsypa jak domek z kart - konkluduje Malia - tylko dlatego, bo by w istocie takim domkiem z kart.

Metafora domku z kart pojawia si te u Staniszkis, ale w nieco innym kontekcie. "Komunizm rozpad si w 1989 roku niczym domek z kart. To, e poszo tak atwo, byo policzkiem - zarwno dla ofiar reimu, jak i dla jego operatorw, a take dla najliczniejszej w nim grupy: oportunistw". To zapewne jest powodem, e owe ofiary, operatorzy, oportunici, a nawet historycy staraj si udramatyzowa upadek komunizmu. Zwaszcza antykomunici. Groteskowo jego zgonu, ujawniony dobitnie surrealizm systemu zdaj si kamieniem obrazy dla stu milionw ofiar komunizmu. Std poszukiwanie siy, ktra w imieniu tych stu milionw odesaa komunistw na mietnik historii. Jednak chodna analiza cofa nas do elementarnego pytania: w jaki sposb co tak maego, jak wczesna opozycja, mogo pokona co tak duego, jak moskiewskie imperium. I okazuje si, e jest to niemoliwe, e jedyn si, ktrej moemy przypisa pobicie komunizmu by... sam komunizm. Modele stworzone przez Andrzeja Walickiego i Jadwig Staniszkis s ciekawsze ni to wszystko, co ma do zaproponowania caa wspczesna - i polska, i zachodnia - historiografia. A mimo to oba opisy wegetuj na obrzeach gwnego nurtu ycia intelektualnego. I to w dodatku ze wzgldu na rzekomy radykalizm polityczny autorw. A przecie jest dokadnie odwrotnie - skoro rzekomy filokomunista i pono radykalna antykomunistka stworzyli co tak zbienego, to trudno o lepszy dowd ich intelektualnej bezstronnoci. A co do polityki... Warto dostrzec, e Staniszkis i Walickiemu udao si to, co kiedy zaproponowali. Adam Michnik i Wodzimierz Cimoszewicz. Ot udao im si stworzy zrby wsplnej historii PRL. Robert Krasowski Robert Krasowski Przeoczylimy dwa doniose opisy upadku systemu komunistycznego. Dlaczego? Narodziny komunizmu wywoay w polskiej kulturze olbrzymie zainteresowanie, a dwa dziea - "Zniewolony umys" Czesawa Miosza i "Gwne nurty marksizmu" Leszka Koakowskiego - stay si gone na caym wiecie. Zmierzch komunizmu nie wywoa ju takiego poruszenia umysw. Nawet historycy nie stawiaj sobie pytania: "dlaczego upad komunizm?", poprzestajc na mechanicznym wyliczaniu towarzyszcych temu zdarze. Ten brak zainteresowania sprawi, e naszej uwadze umkny dwa opisy - intelektualnie rwnie doniose - Andrzeja Walickiego i Jadwigi Staniszkis. Opisy te odrzucono, bo ich autorw uznano za politycznych radykaw. Zacznijmy od Walickiego. Cho jest wybitnym historykiem idei, jego uwagi na temat upadku komunizmu uznano za ekspresj osobistych fobii. Nie bez powodu. Walicki nigdy nie kry niechci do antykomunistycznej opozycji i ju w latach 70. polemizowa z lansowanym przez ni czarnym portretem komunistw. Polemizowa z takim zapaem, e jego teksty uoyy si z czasem w apologi. Komunici wyaniali si z niej jako patrioci, ktrzy mdrze i ostronie robi to, co sw niecierpliwoci opozycja moe jedynie zepsu. Gdy wic w poowie lat 90. Walicki uporzdkowa swoje pogldy, zupenie je zlekcewaono. Przeoczono tym samym byskotliw teori, ktra objania mechanizm upadku komunizmu w sposb, jaki nikomu wczeniej nie przyszed do gowy. Jego zrozumienie wymaga jednego wysiku - nie wolno si skupia na ledzeniu korzyci, jakie wynie z niego mog komunici. Cho na chwil warto uwierzy, e autorowi chodzi o now perspektyw widzenia, z ktrej historia upadku komunizmu przedstawi si zupenie inaczej. Walicki, czyli droga zwtpienia Punkt wyjcia Walickiego jest typowy dla zagorzaych antykomunistw. Opar si bowiem na totalitarnym rozumieniu komunizmu, czyli takim, ktre terror i totalne zniewolenie wpisuje w jego natur. Wbrew temu co twierdzili sentymentalni lewicowcy (z Zachodu i ze Wschodu), nieludzkie represje nie byy przypadkiem, ale konsekwencj lecej u podstaw komunizmu totalitarnej ideologii. Stawiajc szaleczy cel - budow Nowego Czowieka ideologia uzasadnia totaln kontrol, terror i ludobjstwo jako niezbdne po temu rodki. Uznanie stalinizmu za istot komunizmu ma puent, ktrej si z reguy nie zauwaa. Ot w stalinowskim wiecie nie ma miejsca na odwil. W stalinowskim wiecie kade zelenie totalitarnych wizw jest zdrad idei, a wic aktem dekomunizacji. Jest podwaeniem komunistycznej normy, ktra wszelkimi siami kae zmierza w stron utopii. Patrzc z perspektywy wielkich czystek, kolektywizacji i ludobjstwa - perspektywy dla komunizmu miarodajnej - Chruszczow, Gomuka czy Gierek okazuj si dekomunizatorami. Niszczyli komunizm, odupujc prawdy wiary i praktyki, na ktrych si opiera. Warto to powtrzy. Zdaniem Walickiego, to nie byy "poluzowania", to bya prawdziwa dekomunizacja. Chruszczow wyrwa z korpusu doktryny masowe represje, Gomuka ocali prywatne rolnictwo i Koci, Gierek sprowadzi socjalizm do masowej produkcji pralek i samochodw. To byy rewolucje, ktre niszczyy stalinowskie realia. Uywajc takich poj jak "poluzowanie", przegapiamy istot wydarze. To mianowicie, e kade poluzowanie byo zburzeniem wanego filaru ideologii, a efektem upadku kadego filaru by znaczcy wzrost wolnoci, co kady mieszkaniec imperium z miejsca odczuwa na wasnej skrze. Konsekwencj teorii Walickiego jest teza, e to komunici zwrcili swym ludom wolno. Ale przypadkiem. Zmczeni pogoni za socjalizmem i kopotami, jakie rodzia ideologia, zapominali o Sprawie. Coraz blisza im bya myl, e wygodniej jest rzdzi bardziej pragmatycznym systemem. Czas pokaza, e by to bd - rozmikczanie systemu byo samobjstwem i gdyby komunici o tym wiedzieli, zapewne by tego nie zrobili. Nie zmienia to faktu, e to oni sami, wasnymi rkami, cega po cegle, rozmontowali gmach komunizmu. Przyjmujc za punkt odniesienia stalinowski totalitaryzm, Walicki przesun rodek cikoci historii. Wydarzenia koca lat 80. - ktre zwykle okrela si mianem upadku komunizmu - w jego opisie stay si ostatni faz upadku postkomunizmu. Sam komunizm upad znacznie wczeniej, ale ten fakt - uwaga! - zosta p r z e o c z o n y. Z dwch powodw. Po pierwsze, nikt nie by zainteresowany ogaszaniem kolejnych faz upadku. Sami komunici nie eksponowali tego, bo komunistyczne slogany stanowiy ich oficjalny tytu do wadzy. Z kolei antykomunici dowodzili staej natury komunistycznego totalitaryzmu, aby demonizowa przeciwnika i w ten sposb zwiksza poparcie dla swojej sprawy. "I jednym i drugim - pisze Walicki - chodzio o to, aby ukry wzrastajc sabo ruchu komunistycznego. Pierwsi obawiali si ideologicznej delegitymizacji, drudzy za

ideologicznej demobilizacji". Nic dziwnego, e upadek komunizmu zaczto przeywa, gdy historia zasza ju duo dalej - gdy sypay si autorytarne reimy, powstae po komunizmie. Nieudolne, ze zrujnowan gospodark, czasem brutalne, ale poza resztkami ideologicznej fasady niemajce z komunizmem wiele wsplnego. Drugi powd przeoczenia upadku komunizmu by natury intelektualnej. I dawniej, i dzi myli si proces dekomunizowania z demokratyzowaniem, czyli zaprowadzaniem adu, ktry dla krytykw komunizmu stanowi cywilizacyjn norm. Dlatego rozumuj oni tak: skoro nie byo demokratyzacji, nie byo te dekomunizacji. Problem w tym, e kruszenie si komunizmu i budowa demokracji to rne rzeczy. Komunizm mia wasn tosamo, swoje przekonania i cele, a wic jego upadek jest erozj tych tosamoci, tych przekona i tych celw. Teza o samobjstwie komunizmu, dokonanym w sposb niezauwaony zarwno dla publicznoci, jak i samej ofiary, brzmi dziwacznie. Jednak rozumowanie Walickiego opiera si na oczywistym postulacie - e zrozumienie historii wymaga uwolnienia si od wyobrae wasnej epoki. Z perspektywy liberalno-demokratycznych standardw upadku komunizmu nie pojmiemy. Pierwszych aktw dekomunizacji - zwaszcza w ZSRR - w ogle nie dostrzeemy. Te staj si wyrane, gdy spojrzymy oczami komunistw w stalinowskim stylu - a zatem komunistw sensu stricto. Z ich punktu widzenia Chruszczow dopuci si zdrady - rezygnujc z zinstytucjonalizowanego terroru, wytraci rewolucyjny dynamizm. Wyrwa z systemu element, ktry zmusza nie tylko masy, ale i przywdcw do szaleczego pocigu za utopi. Albo Breniew. Z naszej perspektywy dogmatyczny komunista, tymczasem, patrzc "od tyu", by ewidentnym odszczepiecem - pierwszym szefem KPZR, ktry zarzuci utopijne ideay. Budow socjalizmu zastpi pragmatycznym umacnianiem istniejcego systemu wadzy. A kadrom partyjnym, czyli rycerzom rewolucji, pozwoli si zamieni w obrastajc w tuszcz - wskutek korupcji - klas rzdzc. Wraliwo mieszkaca liberalnej demokracji nie rejestruje tych zmian. Odbiera monotonny obraz systemu, ktry zniewala umysy mas i nadal siga cho rzadziej - po mord i gwat. I dlatego jego uwadze umyka najwaniejsze wydarzenie epoki - agonia komunistycznej idei. Historia opowiadana przez Walickiego rni si od tej, jak zapamitali dziaacze polskiej opozycji. Dla nich sytuacja po 1956 roku niewiele si zmienia. Cay czas nie mogli politykowa i dlatego - tak odtwarza Walicki ich sposb mylenia - uwaali, e system totalitarny trwa w niezmienionej postaci. W dodatku, im bardziej saby represje, tym dotkliwiej byy odczuwane. Bardziej upokarzay i budziy wikszy gniew. To sprawiao, e opozycja pozostawaa lepa na zachodzce zmiany. Co by zobaczya, gdyby przejrzaa na oczy? Gwatowny upadek ideologii, ktry wyrzebi nowe realia. Czujc, e wystarczajce oparcie dla ich wadzy stanowi czogi Wielkiego Brata, polscy komunici nie pielgnowali ideowego fanatyzmu. Ju Gomuka odszed od ortodoksji tak daleko, e w zasadzie trudno go nazwa komunist. Bo c to za komunista - pyta si Walicki - ktry chce, by polska droga do socjalizmu bya "moliwie jak najdusza"? I ktry dla swojej wadzy zabiega o legitymizacj narodow? Komunizm jako idea umar w Polsce za czasw Gierka. "Wikszo czonkw PZPR-u okresu gierkowskiego - pisze Walicki - jawnie gardzia marksizmem, nie lubia, gdy nazywano j komunistami, uzasadniaa swoje opcje polityczne na gruncie pragmatycznie pojmowanego patriotyzmu". Partia skupia si na eksponowaniu swoich sukcesw w modernizowaniu gospodarki i podnoszeniu stopy yciowej. Nauce i kulturze oddaa potn porcj wolnoci, bo po upadku idei nie miaa wobec niej konkretnych roszcze. Zaakceptowaa nawet pojawienie si opozycji antysystemowej. Kropk nad "i" postawi Jaruzelski, ktry zrezygnowa z wszelkich ideologicznych pozorw. Stan wojenny, ktry uznano za symbol jego rzdw, jeli czego dowid, to saboci wadzy. Partia nie daa ju poparcia, ona tylko walczya o brak jawnego sprzeciwu. Nawet nie miaa pomyle, eby jakie idee wbija komu do gowy. Scenariusz polski, byskawicznej erozji ideologii, by lokaln osobliwoci. Ale to chyba on naprowadzi Walickiego na myl, e charakter komunistycznego systemu i kondycja ideologii s cile ze sob zwizane. A zwaszcza, e najwaniejszy parametr systemu - zakres spoecznej wolnoci zaley od intensywnoci komunistycznych przekona. Im wiara rzdzcych mniejsza, tym wolno rzdzonych wiksza. Z czasem Walicki uzna, e rola ideologii bya jeszcze powaniejsza. e wyznaczya ona stan caego systemu komunistycznego. W sensie zasadniczym ot motorem upadku komunizmu by uwid ideologii. Oczywicie taka teza brzmi zawrotnie. Nie do, e uzalenia kondycj imperium od jednego tylko parametru, to jeszcze od czynnika najbardziej irrealnego - od idei, a nie gospodarki czy armii. Zarwno sowietolodzy, jak i opozycjonici zwykli powanie traktowa ideologi jedynie w fazie instalowania komunizmu. Potem jej rola miaa nikn na rzecz realnych instrumentw wadzy. Walicki rozumuje inaczej. Komunizm zrodzi si z wiary w kilka marksowskich myli i upad, gdy ta wiara si zaamaa. O ile polski scenariusz szybkiego uwidu ideologii otworzy Walickiemu oczy na natur upadku komunizmu, to typowe dla ZSRR powolne tempo ukazao logik tego upadku. Ot moc idei komunistycznej skruszya si w trzech taktach. Chruszczow zamieni przymus wiary w wiar. Breniew wiar w obud. Gorbaczow obud w wolno sowa. Kady z tych ciosw by silny i w zasadzie zabjczy, cho wyszo to na jaw dopiero pniej. Mechanizmy ideologicznej kontroli, stosowane w ZSRR niemal do koca, sprawiy, e przeoczono rosnc sabo ideologii. Nie to nawet, e przestaa by politycznym kompasem dla mas, ale e przestaa by wana dla elit. A przestaa na tyle, e Gorbaczow sprbowa pogodzi radziecki socjalizm z jego zaprzeczeniem: wolnoci, demokracj i rynkiem. Gorbaczow popeni ten sam bd co sowietolodzy, ktrzy dwie dekady wczeniej twierdzili, e system moe przetrwa bez ideologii, bo realne instrumenty wadzy nie zale od ideologicznych zakl. Okazao si, e byo odwrotnie. Dlatego tak powierzchowne - zdaniem krytykw - zmiany, jak pierestrojka i gasnost, w caoci skruszyy podstawy komunistycznej wadzy. Dlatego komunizm nie zdoa si przeksztaci w autorytaryzm, nie okrzep w nieideologicznej formie w oparciu o armi. Bo komunizm istnia w gowach. Narodzi si w gowach, a potem dziery wadz nad realnym wiatem, dopokd w niego wierzono. Gdy wiara zwida, z gmachu komunistycznej tyranii nic nie zostao. Walicki nie przypisuje komunistom szczeglnej zasugi. Procesy rozpadowe przebiegay chaotycznie, poza ich wol i wiedz. Jak pisze: "system pad, bo wykruszya si do koca totalitarna wola jego zwolennikw". Ale takie stwierdzenie to zarazem dowd, e komunici przeszli autentyczn konwersj. Staniszkis, czyli rewolucja w wyobrani

Drugi model upadku komunizmu zbudowaa Jadwiga Staniszkis. Podzieli on ten sam los, co model Walickiego, i dokadnie z tych samych powodw. Rwnie Staniszkis uznano za radykaa. Mao kto dostrzeg, e jej rozpoznania opublikowane dekad po upadku komunizmu opieraj si na innych przesankach ni te, pisane przez ni na gorco. Staniszkis rwnie uwaa, e komunizm upad w gowach. Rewolucje bior swj pocztek w wyobrani - powtarza za Heglem i w oparciu o t konstatacj buduje swj model. Motorem zmian w wyobrani, ktre obaliy komunizm, nie bya jednak utrata wiary w ideologi, ta bya skutkiem. Podstawowe dowiadczenie komunistycznej wyobrani miao charakter cile polityczny - byo to gwatowne sabnicie wadzy. Wskutek mechanizmw, o ktrych niej bdzie mowa, komunici coraz szybciej tracili kontrol nad rzeczywistoci. Prbujc zrozumie, co si dzieje, uwiadomili sobie rzecz bodaj gorsz - e rzeczywistoci nie tylko nie kontroluj, ale nawet nie pojmuj. e komunizm tak odizolowa ich od realiw, i procesy zachodzce w spoeczestwie i w gospodarce stay si dla nich zagadk. Prby wyrwania si z izolacji, nawizania kontaktu z realnym wiatem, by odbudowa si wadzy, pchny komunistw do szukania nowych poj. Logika systemu sprawia jednak, e wybrano pojcia dla nich samobjcze, e za reformy wzmacniajce wadz uznano te, ktre j ostatecznie dobiy. Opis upadku komunizmu, zaproponowany przez Staniszkis, to rekonstrukcja intelektualnych bdw popenionych przez komunistw i pokazanie ich jako bdw systemowych. Biorcych si nie z przypadku ani ze saboci konkretnych umysw, ale z natury sytuacji. Analiza Staniszkis posza w inn stron ni typowe politologiczne modele. Te koncentruj si na wyliczaniu saboci komunizmu (ktre s raczej oczywiste) oraz na ustalaniu, ktre z nich zadecydoway o jego upadku (co jest ju mniej przekonujce). Staniszkis odwrcia problem - istot analizy uczynia nie saboci, ale sposb przeywania tych saboci przez komunistyczn wadz. Dokadnie wedle recepty Hegla wiadomo zostaa uznana za pole, na ktrym tocz si dzieje. Staniszkis skupia si na wiadomoci w kluczowej sprawie - przy opisie procesu sabnicia wadzy. Jasno dostrzega, e gwne pytanie nie dotyczy przyczyn upadku komunizmu, ale postawy komunistw wobec tego upadku. Zagadkowe jest nie to, e upado imperium, ale sposb w jaki upado - bez sprzeciwu wadzy, a czsto z jej akceptacj. Taki przebieg wydarze stawia wiadomo komunistw w centrum uwagi. Staniszkis ustalia, e gwnym dowiadczeniem elit pnego komunizmu byo sabnicie wadzy. Zupenie irracjonalne, bo nie biorce si z faktu jej utraty na rzecz kogo innego. Komunici tracili po prostu kontrol nad realnymi procesami. Na przykad nad procesami gospodarczymi. Ich wadza nominalnie rzecz biorc - pozostawaa ta sama, nadal ustalali wszystkie parametry ekonomiczne, od cen i pac po mare i poda pienidza, a jednak kocowy rezultat, czyli wysoko produkcji, od nich ju nie zalea. System traci sterowno. Z pocztku komunici prbowali j odzyska prostymi ingerencjami - np. zmieniajc pace lub ceny. Jednak okazao si, e rzeczywisto nie reaguje, e uniezalenia si od wszystkich dostpnych instrumentw wadzy. Mao tego. Komunici uwiadomili sobie, e nawet nie widz konsekwencji swoich dziaa. Poddane ich wadzy wielkoci gospodarcze ulegy takiemu odrealnieniu, e o niczym ju nie informoway. Stay si elementami wiata fikcji. Rzeczywisto stawaa si wic coraz bardziej zagadkowa. Co si naprawd dzieje w gospodarce? Co jest zepsute, a co sprawnie dziaa? To byy pytania, na ktre nikt ju nie potrafi odpowiedzie. Podobne trudnoci mieli komunici w innych sferach rzdzenia. Ale kruszya si nie tylko ta cz wadzy, ktr opisuje si jako wadz nad czym - nad gospodark, nad postawami spoecznymi. Sab take sam krgosup wadzy - sprawno aparatu rzdzenia. Decyzje wadzy w nim grzzy i gubiy racjonalno. I znowu - proces ten by dla elit komunistycznych o tyle dziwny, e dotyczy wadzy totalnej, ktra z zaoenia nie powinna natrafia na aden opr. Jako pierwszy natur tych problemw dostrzeg Stalin, twrca komunistycznego systemu wadzy. "Stalin - pisze Staniszkis - zwraca uwag na antypastwowy charakter totalnej wadzy, woluntaryzm, zacieranie granic midzy spoeczestwem a administracj, dziaanie poza prawem i bez ustalonych procedur (jak bymy yli w konspiracji), na podstawie nieformalnych powiza osobistych". Pod koniec epoki Breniewa wady wadzy totalnej byy ju widoczne dla caej komunistycznej elity. Skupiona na wiadomoci komunistycznych wadcw, Staniszkis uwanie przewertowaa raporty pisane przez analitykw Kremla. A w nich coraz bardziej uporczywie zacz pojawia si wtek ograniczenia wadzy. Uwiadomiono sobie na przykad, e gdyby istniay w gospodarce sfery wolne od kontroli, wadza miaaby miernik, ktrym mogaby oszacowa skuteczno swoich dziaa. Miaaby lustro, w ktrym mogaby si przejrze, szczelin, przez ktr mogaby oglda realny wiat. Podobne intuicje pojawiy si w przypadku organizacji aparatu wadzy. Nastpca Breniewa - Andropow uzna, e bardzo poyteczna jest praworzdno, ktra cho wadz krpuje, to zarazem likwiduje jej arbitralno. Reformy Andropowa, jego walka z korupcj, byy w istocie zakamuflowanym programem walki z t arbitralnoci. Materiau do rozmyla dostarczay rwnie biece wydarzenia. Na przykad, gdy w Polsce wybucha "Solidarno", analitycy z Kremla uwiadomili sobie - do szefw KPZR prawda ta dotara dugo pniej - korzyci pynce z zalegalizowania zwizkw zawodowych. Bo nie do, e kanalizuj one gniew spoeczny, to jeszcze pozwalaj tym gniewem manipulowa. Gdy pod tym ktem spojrzano na demokratyczne instytucje, wiele z nich wykazao podobne zalety. Co prowadzio do wniosku, e na ich istnieniu wcale nie trzeba straci. Przeywajc sabo swych rzdw, analizujc jej powody, komunici dotarli do paradoksu wadzy totalnej. Cho tego dowiadczenia nie potrafili jasno nazwa, jego mora by wyrany - zbyt szeroka wadza niszczy wasne podstawy. Pod wpywem tego dowiadczenia zmieni si ich sposb rozumienia wadzy. W poowie lat 80. komunici wiedzieli ju, e wadza nie polega na decydowaniu o wszystkim, ale na kontroli nad oglnym kierunkiem realnych procesw. Wiedzieli te, e kontrola jest moliwa tylko wtedy, gdy istniej sfery od wadzy niezalene. Czy byli wiadomi, jak daleko zrywali z komunistycznymi dogmatami? Bez wtpienia pomniejszali przed sob skal rewizji. Nie zmienia to faktu, e ich wyobraenie silnej wadzy przybrao zupenie nowy ksztat - formu rzdw totalnych, sprawowanych nad kadym czowiekiem i kadym wydarzeniem, zastpia formua wadzy sterujcej generalnymi procesami za pomoc generalnych regu i korygujcej swe bdy dziki istnieniu sfery od niej niezalenej. Nowe rozumienie wadzy przynioso prawdziw rewolucj. Doprowadzio komunistw do konkluzji e - uwaga! - warunkiem wzmocnienia wadzy jest jej c z c i o w e o d d a n i e. e liberalizujc i demokratyzujc system, odbuduj jego moc. W ten wanie sposb zrodzi si scenariusz, ktry by realizowany w latach 80. i doprowadzi komunizm do upadku. Komunizm upad, bo w nkanych przez codzienne kopoty gowach komunistw zasza rewolucyjna zmiana. Zmiana, ktr Staniszkis umieszcza na poziomie epistemologii. To nie by nowy koncept polityczny, ktry jednego dnia si przyjmuje, a drugiego mona odrzuci. To by nowy sposb

patrzenia na wiat, nowa perspektywa, z ktrej wszystko stao si inne - to, co byo dawniej racjonalne, stao si gupie, co byo skuteczne, wygldao miesznie, co byo korzystne, okazao si ewidentn szkod. Taka rewolucja jest wydarzeniem w swym przebiegu niewiadomym. Z pocztku jest wtpliwoci co do starych regu, i jako taka jest jeszcze niewyrana, natomiast gdy staje si pewnoci nowych zasad, ginie dawny punkt odniesienia. Sami zainteresowani maj wraenie, e lcz nad t sam gr i nawet nie dostrzegaj momentu, w ktrym reguy szachw zostay zastpione w ich umysach zasadami warcabw. Robi co zupenie innego, bo za spraw epistemologicznej rewolucji widz inny wiat, a i siebie postrzegaj zupenie inaczej. Jeli to przeoymy na interesujcy nas kostium historyczny, otrzymamy tez podobn do tezy Walickiego. Rwnie w ujciu Staniszkis to nie aspiracje spoeczestw, nie walka opozycji ani dania Zachodu, ale zmaganie si elit komunistycznych z paradoksem wadzy totalnej pchno je w kierunku liberalizujcych i demokratyzujcych reform. To, co potem doprowadzio komunizm do upadku, byo pomysem na jego transformacj. Ale nie w demokracj, lecz w prny autorytaryzm, ktry mia si pozby tych elementw wadzy, ktre j osabiaj. Motorem tych zmian byo nowe pojmowanie mechanizmw rzdzenia, niemajce nic wsplnego z demokratyczn czy liberaln konwersj. Komunistw zdekomunizowa nie kryzys wiary, jak chcia Walicki, ale kryzys wadzy. Odstpili od komunizmu, bo znaleli lepsz formu ustabilizowania swoich rzdw. W Polsce do szukania nowych rozwiza komunici zostali zmuszeni po tym, jak Gorbaczow wycofa si z doktryny Breniewa. Stan przed nimi problem, jak zapanowa nad spoeczestwem bez pomocy rosyjskich czogw. Wrd partyjnych intelektualistw staa si wwczas modna tzw. szkoa praw wasnoci. W zmianach wasnociowych dostrzeono pomys na odzyskanie wpywu na gospodark. By to zarazem pomys na przeprowadzenie rewolucji "odgrnej" i "kontrolowanej". Nie przewidziano, e te zmiany, w tym uwaszczenie nomenklatury, wprowadz nowe interesy, ktre rozsadz komunistyczny system i sprawi, e nawet elity PRL zapragn jego obalenia. Choby po to, by za pomoc liberalnych instytucji zabezpieczy swoje ekonomiczne zdobycze. Konkluzje Zasadnicze elementy intelektualnych konstrukcji Walickiego i Staniszkis s uderzajco podobne. Po pierwsze teza, e komunizm upad wczeniej, ni si powszechnie mniema i e fazy tego upadku zostay przeoczone. Po drugie, komunizm nie zosta obalony - podmiotem jego upadku byli sami komunici. Po trzecie, komunici zniszczyli komunizm bezwiednie, wskutek swoich bdw. Po czwarte, bdy te byy nieprzypadkowe, miay charakter systemowy. Po pite, natura tych bdw miaa charakter intelektualny, a wic upadek komunizmu dokona si gowach, w politycznych pojciach. Po szste wreszcie, zmiany, jakie zaszy w gowach, miay charakter rewolucji - komunici wyszli z niej jako zupenie inna formacja polityczna, ideowa i intelektualna. Konstrukcje te s polemik z ustaleniami historykw. Ci maj skonno do traktowania polskiego komunizmu jako zjawiska lokalnego. Wydarzenia w Polsce w latach 1982-89 opisuj jako cao z wasn dynamik, ktr wyznaczaj lokalni bohaterowie - "Solidarno", Koci i formacja polskich komunistw. Tymczasem przy caej nietypowoci polskiego komunizmu jego upadek nie by wydarzeniem lokalnym. Nie tylko dlatego, e wymaga zgody Moskwy. On po prostu kruszy si wedle tych samych regu, co wiatowy komunizm. Specyfika lokalna dotyczya tempa upadku, ale nie jego logiki. Polski punkt widzenia trzeba odrzuci, bo nie pozwala nam zrozumie ani istoty komunizmu, ani istoty jego upadku. Jest ciekawy tylko jako materia do oceny Polakw - elit, opozycji, spoeczestwa. Ich roztropnoci i patriotyzmu. Komunizm polski suy zatem badaniu Polakw, a nie komunizmu. W modelach Walickiego i Staniszkis "Solidarno" w ogle si nie pojawia, co wyranie sugeruje, i zdaniem tych autorw komunizm upad wskutek si powaniejszych ni procesy rozpadowe w prowincjach. Tym jednak, co buduje podstawowe napicie midzy modelem Walickiego a ustaleniami historykw, jest tempo kruszenia si totalitaryzmu. Historycy sdz, e proces ten zachodzi wolniej, zdaniem wikszoci totalitaryzm przetrwa a do lat 80. Np. Krystyna Kersten, polemizujc z Walickim, pisze: "ewolucyjne zmiany [...] nie naruszyy porzdku opartego na niezmienionych w istocie podstawach". Podobn lini odnale mona w historiografii zachodniej. Jej wybitny przedstawiciel Martin Malia przyznaje, e przywdcy komunistyczni szybko odwrcili si od ideologii (kiedy Breniew uci wywody Susowa, gwnego stranika ortodoksji, mwic, e nic z nich nie rozumie). Jednak - jak twierdzi Malia - nie mona spyca zwizku midzy ideologi a praktyk. A ten polega na tym, e podstawowe instytucje porzdku radzieckiego, utworzone do 1935 roku, byy tworami ideologii, byy "programem partii utrwalonym w stali, betonie i wszechobecnym aparacie". Te struktury nie wymagay dalszego ideologicznego zaangaowania, a nawet wiary u ludzi bdcych trybikami tej maszyny. Niemal wszyscy badacze utrzymuj, e stalinizm trwa do koca epoki Breniewa. Nawet Zbigniew Brzeziski. Jednak wydaje si, e to wanie Walicki ma racj. Jego koronny argument brzmi: gdyby ZSRR wraz z krajami satelickimi pozosta totalitarny a do lat 1989-91, to zaamanie si sowieckiego imperium "byoby teoretycznie niewytumaczalne i praktycznie niemoliwe". W istocie wszystkie opisy oparte na dugim trwaniu niezmiennego totalitaryzmu rozbijaj si o nago upadku. Malia, intelekt chodny i konsekwentny, dobrze to zrozumia i aby wyjani upadek komunizmu, buduje teori rewolucji z Jelcynem w roli gwnej w 1991 roku. Ma przy tym poczucie, e rewolucja ta potrzebna mu jest raczej ze wzgldu na logik systemu, ni ze wzgldu na podobiestwo do realnych zdarze. Ale taka jest cena za odrzucenie teorii niezauwaonego, stopniowego upadku. Ci, ktrzy jej nie chc zapaci, musz przyj ide rewolucji, ktrej rwnie nikt nie zauway. Nagy upadek komunizmu racj przyzna Walickiemu. Skoro komunizm upad tak szybko i atwo, widocznie zacz pada na dugo wczeniej (a e pada wolno, huku nie byo sycha). I to jego padanie byo substancj wydarze ostatnich lat, a nie jego trwanie. Walicki nie neguje za, ktre komunistyczny system nadal wyrzdza. On tylko wskazuje, e od pewnego momentu to nie zo byo istot wydarze, ale procesy rozpadowe, ktre notabene - zmniejszay zakres za. Teoria Walickiego sprawnie tumaczy zarwno okolicznoci upadku komunizmu, jak te ich wewntrzn konieczno. Generalnie rzecz ujmujc, komunizm musia pa ze wzgldu na niemono zrealizowania swej idei. Nie mg da tego, co obiecywa, wic wiara w niego musiaa si z czasem wypali. A e nawet terror by owocem entuzjazmu, nie mona go byo podtrzymywa w nieskoczono. Komunizm nie wytworzy normalnych instytucji wadzy. Tu nawet armia nie bya zwyk si - nag i realn. Ona rwnie wymagaa ideologicznego paliwa.

Walicki gosi w istocie tez o nierealnoci komunizmu. Istnia on w gowie jako sia przekona i pki w niego wierzono, wydawa si potg. Gdy przestano, rozwia si bez ladu jak doznania ze zbiorowej hipnozy. Co ciekawe, do podobnych tez doszed rwnie Malia (dugo uwaany przez Walickiego za antykomunistycznego radykaa). Uwiadomi on sobie, e kryzys gospodarczy nie mg obali komunizmu, bo ten - w czasie wielkiego godu czy wojny - funkcjonowa przy znacznie niszych wskanikach. Upadek gospodarki by wany gwnie w wymiarze mentalnym - jako destrukcja mitu podtrzymujcego system. Mitu o wyszoci socjalizmu nad kapitalizmem. Konkluzja Malii okazuje si zatem podobna jak Walickiego komunizm upad w gowach. A byo to moliwe dlatego, e istnia on wanie w gowach. Mg si rozsypa jak domek z kart - konkluduje Malia - tylko dlatego, bo by w istocie takim domkiem z kart. Metafora domku z kart pojawia si te u Staniszkis, ale w nieco innym kontekcie. "Komunizm rozpad si w 1989 roku niczym domek z kart. To, e poszo tak atwo, byo policzkiem - zarwno dla ofiar reimu, jak i dla jego operatorw, a take dla najliczniejszej w nim grupy: oportunistw". To zapewne jest powodem, e owe ofiary, operatorzy, oportunici, a nawet historycy staraj si udramatyzowa upadek komunizmu. Zwaszcza antykomunici. Groteskowo jego zgonu, ujawniony dobitnie surrealizm systemu zdaj si kamieniem obrazy dla stu milionw ofiar komunizmu. Std poszukiwanie siy, ktra w imieniu tych stu milionw odesaa komunistw na mietnik historii. Jednak chodna analiza cofa nas do elementarnego pytania: w jaki sposb co tak maego, jak wczesna opozycja, mogo pokona co tak duego, jak moskiewskie imperium. I okazuje si, e jest to niemoliwe, e jedyn si, ktrej moemy przypisa pobicie komunizmu by... sam komunizm. Modele stworzone przez Andrzeja Walickiego i Jadwig Staniszkis s ciekawsze ni to wszystko, co ma do zaproponowania caa wspczesna - i polska, i zachodnia - historiografia. A mimo to oba opisy wegetuj na obrzeach gwnego nurtu ycia intelektualnego. I to w dodatku ze wzgldu na rzekomy radykalizm polityczny autorw. A przecie jest dokadnie odwrotnie - skoro rzekomy filokomunista i pono radykalna antykomunistka stworzyli co tak zbienego, to trudno o lepszy dowd ich intelektualnej bezstronnoci. A co do polityki... Warto dostrzec, e Staniszkis i Walickiemu udao si to, co kiedy zaproponowali. Adam Michnik i Wodzimierz Cimoszewicz. Ot udao im si stworzy zrby wsplnej historii PRL. Robert Krasowski

Ringier Axel Springer. Artyku wydrukowany z Newsweek.pl.

Archiwum

ycie z dnia 2002-05-11

Cezary Michalski Postkomunizm Jadwigi Staniszkis


Dzisiaj formuowane przez Jadwig Staniszkis tezy o bardzo pytkich rezerwach polskiego modelu transformacji ustrojowej przemawiaj do wyobrani bardziej ni przed kilku zaledwie laty

W swojej najnowszej ksice - "Postkomunizm. Prba opisu" Jadwiga Staniszkis znw okazuje si mylicielem niepokornym. Przedstawia histori i dzie dzisiejszy "kapitalizmu politycznego". Unika przy tym zarwno jaowej moralistyki, jak te fatalistycznego przyzwolenia dla negatywnych konsekwencji tej specyficznej, rodkowoeuropejskiej formy ustrojowej. Jadwiga Staniszkis jest bez wtpienia socjologiem kultowym. Co znaczy okrelenie "kultowy"? Zawiera w sobie zarwno szczery podziw, jak i sporo ambiwalencji. Marshall McLuhan sformuowa kiedy prowokacyjn definicj wspczesnego analfabety. Dawniej analfabet bya osoba, ktra nie znaa jedynego istniejcego medium, to znaczy pisma. Dzisiaj, w wiecie, w ktrym istnieje wiele mediw, analfabeta to zdaniem McLuhana kto, kto zna tylko jedno z nich. Jadwiga Staniszkis jest przeciwiestwem McLuhanowskiego analfabety. Z t sam sprawnoci posuguje si medium teoretycznego jzyka (jej "patologizacje transformacji" czy "ontologizacje patologii" przeszy ju do legendy), jak te medium telewizyjnego talk show, 45-sekundowej wypowiedzi w programie publicystycznym, a wreszcie felietonu w kobiecych pismach ilustrowanych. Jej ulubion metodologi jest bricolage - skadanie z pojawiajcych si w jej polu widzenia danych empirycznych, fragmentw teoretycznych jzykw socjologii, filozofii, a nawet teorii literatury, porcznego narzdzia, ktre pozwala formuowa ciekawe twierdzenia o wiecie. To jest Panama... Wanie dlatego, e Jadwiga Staniszkis jest socjologiem kultowym, zacht do lektury jej najnowszej ksiki pozwol sobie poprzedzi cytatem, ktry pochodzi z ksiki innego kultowego autora Johna Le Carre. W "Krawcu z Panamy" ten skonny do czarnowidztwa autor poczytnych powieci sensacyjnych ukazuje dzie dzisiejszy maego latynoskiego kraiku, z zanikajcym pastwem i skorumpowan sfer publiczn. Amerykanie usunli Norieg i "odbudowali panamsk demokracj", jednak do stabilnego zarzdzania tym mao istotnym ogryzkiem pastwa przytwierdzonym do bardzo wanego Kanau Panamskiego wykorzystuj oportunistyczne kadry dawnej noriegowskiej nomenklatury. Zamiast "prywatyzowania" funduszy publicznych podstawowym rdem "akumulacji pierwotnej kapitau" jest narkobiznes, jednak inne parametry opisywanej rzeczywistoci bardzo przypominaj Trzeci RP. Zdanie, ktre za chwil zacytuj, pochodzi z rozmowy prowadzonej przez dwu sympatykw dawnej antynoriegowskiej "opozycji demokratycznej". Obaj wierzyli w cywilizacyjne i moralne odrodzenie swej ojczyzny po upadku narkotykowego barona, ale po jakim czasie ich wiara znacznie osaba. Jeden z nich mwi do drugiego sentencjonalnie: "To jest Panama, tutaj kady dobry uczynek zostanie ukarany". Podobna konstatacja otwiera ostatni ksik Jadwigi Staniszkis, zatytuowan "Postkomunizm. Prba opisu". Autorka pisze: "Komunizm rozpad si w 1989 roku niczym domek z kart. To, e poszo tak atwo, byo policzkiem - zarwno dla ofiar reimu, jak i dla jego operatorw, a take dla najliczniejszej w nim grupy: oportunistw. Przedstawiciele dwch ostatnich kategorii szybko jednak odzyskali rezon - w

grupy: oportunistw. Przedstawiciele dwch ostatnich kategorii szybko jednak odzyskali rezon - w ostatecznym rozrachunku okazao si, e to oni s zwycizcami. Mniej wicej poowa czonkw obecnej elity wadzy i pienidza w Polsce zajmowaa w czasach komunizmu stanowiska kierownicze, jedna trzecia - wykonywaa zawody 'specjalistw, a tylko 11 procent plasowao si na niszych szczeblach drabiny spoecznej." To samo rozpoznanie, ktre braciom Kaczyskim pozwolio ongi sformuowa podstawowe tezy ich programu politycznego, a mniej witalnym moralistom, wypchnitym na margines ycia publicznego wspczesnej Polski, kae dzi wygasza bezsilne jeremiady, dla Jadwigi Staniszkis jest po prostu punktem wyjcia do dalszych analiz. Opisuje ona model ustrojowy powstay w wyniku "prywatyzacji nomenklaturowej" z prawdziwie bezosobowym chodem. Historia nieuczestnictwa Kada wspczesno ma swoj histori. Take ksika Jadwigi Staniszkis rozpoczyna si od krtkiego kursu historii przemian ustrojowych w Europie Wschodniej. Polacy odgrywaj w tej historii rol istotn, cho odmienn od tej, ktr znamy z gazet i telewizji. W oficjalnej wersji to masy dzielnych ludzi, pod wodz demokratycznej opozycji i za przyzwoleniem Czesawa Kiszczaka obaliy system, odzyskay suwerenno i pooyy podwaliny pod spoeczestwo obywatelskie. Wersja Jadwigi Staniszkis wyglda odrobin inaczej. Rosjanie decyduj si na podzielenie z Amerykanami kontrol nad Europ rodkow gwnie pod naciskiem zapocztkowanego przez administracj Ronalda Reagana kolejnego etapu wycigu zbroje. Czyni to take dlatego, e pogbiajca si niewydolno systemu moe doprowadzi do wybuchu o wiele groniejszego ni najbardziej nawet niekontrolowana wersja "pieriestrojki". Polacy (bo to nas w kocu interesuje) mieli wpyw na ten proces o tyle, e powstanie, a pniej zgniecenie pierwszej "Solidarnoci", pozwolio uwiadomi zachodniej opinii publicznej agresywny charakter sowieckiego "imperium za". Po drugie skala wydarze w Polsce zasiaa u co rozsdniejszych "technokratw" z kierownictwa KGB i partii wtpliwoci co do dalszej sterownoci systemu komunistycznego w jego dotychczasowym ksztacie, a take na penym obszarze jego dotychczasowego panowania. Tak wic "Solidarno" okazaa si jednym z detonatorw wielkiego wybuchu, cho (tutaj autorka "Postkomunizmu" nie pozostawia nam wikszych nadziei), elity "Solidarnoci", nie mwic ju o jej masach czonkowskich, nie bray w owych przemianach podmiotowego, wiadomego udziau. Nie znaczy to, e nie byy w tym procesie uywane. Prosz si nie martwi, przydalimy si na co Historii przez due H. Nasz entuzjazm w kawiarni Niespodzianka, nasze masowe uczestnictwo w wyborach 4 czerwca 1989 roku pozwoliy, zdaniem Jadwigi Staniszkis, stworzy przekonujc symboliczn oson i uzasadnienie dla najbardziej istotnego wymiaru transformacji. Pod oson "siy spokoju" dokonywaa si przemiana wasnoci kolektywnej, niewyodrbnionej, trudnej do zarzdzania w mieszan wasno prywatno-publiczn. Realny socjalizm zosta zastpiony przez kapitalizm nomenklaturowy, nastpnie kapitalizm polityczny, a wreszcie przez co, co zostaje w tej ksice nazwane "kapitalizmem pastwowym bez pastwa". I znowu pojcia uywane gdzie indziej do bezsilnego moralizowania ("kapitalizm nomenklaturowy" by niemoralny, niemoralny i jeszcze raz niemoralny!) lub traktowane jako tabu ("kapitalizm polityczny" jest wymysem oszoomw, w Polsce mamy, jak powszechnie wiadomo, wolny rynek i liberaln demokracj!) s u autorki "Postkomunizmu" po prostu przedmiotem drobiazgowych analiz. Jeli "kapitalizm polityczny" okazuje si w kocu zy, to nie dlatego, e jest niemoralny, e nagradza oportunistw i wyklucza moralistw. Jest zy, poniewa wyklucza z rwnoprawnej gry gospodarczej ogromn wikszo spoeczestwa - zarwno tych, ktrzy gosuj na SLD, jak te tych, ktrzy przez ca ubieg dekad gosowali na rne formacje postsolidarnociowe. Polski model transformacji doprowadzi do zaniku pastwa, do trwaego wyprowadzenia publicznych rodkw finansowych spod publicznego zarzdu i kontroli, a wreszcie do nieodwracalnego pomieszania wasnoci publicznej i prywatnej. Dzisiaj, gdy mamy w Polsce 18-procentowe bezrobocie i zbliajcy si do zera wzrost gospodarczy, formuowane przez Jadwig Staniszkis tezy o bardzo pytkich rezerwach polskiego modelu transformacji ustrojowej przemawiaj do wyobrani bardziej ni przed kilku zaledwie laty, kiedy z mass mediw laa si nowa propaganda sukcesu, a kady czytelnik tygodnika "Wprost" sdzi, e nosi w plecaku buaw smallbusinessmana. Co robi? Ale do jaowego pesymizmu. Nas, polskich humanistw ksztacono w kocu po to, abymy dostarczali

Ale do jaowego pesymizmu. Nas, polskich humanistw ksztacono w kocu po to, abymy dostarczali naszym czytelnikom entertainmentu, czyli rozrywki, a nie po to, bymy zasmucali ich na mier. Jadwiga Staniszkis nie jest jaow Kasandr. Proponuje odbudow polskiej polityki, na razie choby na szczeblu lokalnym. Opisuje mechanizmy, ktre nawet w granicach "kapitalizmu pastwowego bez pastwa" mogyby pozwoli na bardziej precyzyjne wyodrbnienie wasnoci prywatnej i publicznej. Przede wszystkim zachca jednak do podjcia uczciwego wysiku poznawczego, zamiast kontynuowania czego, co ona sama nazywa sporami rytualnymi, przesaniajcymi rzeczywisto. Propozycja uczciwego wysiku poznawczego ma w jej ustach swoj wag. Sama czsto czya bowiem moralne zaangaowanie z eksperck uczciwoci i zainteresowaniem dla faktw. Od sierpnia 1980 roku bya jednym z doradcw "Solidarnoci". Jednoczenie, jako jedna z pierwszych, zdefiniowaa pojcie "martwej struktury" schykowego realnego socjalizmu. Masowe protesty spoeczne peniy w owej strukturze rol partnera wadzy w stabilizowaniu systemu. Zgaszay roszczenia, ktre jedynie zcentralizowane pastwo komunistyczne byo w stanie zaspokoi. W drugiej poowie lat 90. z nadziej witaa pojawienie si AWS-u, a nastpnie zwycistwo wyborcze Akcji. Jednoczenie jako pierwsza, w poowie kadencji rzdu premiera Jerzego Buzka, ogosia publicznie, e Akcji Wyborczej Solidarno ju praktycznie nie ma. Nie istnieje ani jako orodek wadzy, ani te nie peni swej funkcji w systemie spoecznej reprezentacji. Dzisiaj Jadwiga Staniszkis z ogromnym zainteresowaniem obserwuje SLD. Zawsze prbowaa analizowa struktury realnej wadzy, a Sojusz ma do swojej dyspozycji Sejm, Senat, orodek prezydencki, posiada siln pozycj w biznesie i sprawuje totaln kontrol nad publicznymi mediami. Innymi sowy znajduje si w sytuacji lepszej ni jakiekolwiek inne ugrupowanie rzdzce formalnie Trzeci Rzeczpospolit. Jej zainteresowanie wydaje si bra z przekonania, e jeli postkomunici nie bd w stanie rzdzi Polsk, znaczy to, e III RP jest krajem definitywnie nierzdnym, zaprojektowanym w taki sposb, aby w ogle nie mona w nim byo sprawowa suwerennej wadzy. Warto jednak pamita, e dzisiejsze zachwyty Jadwigi Staniszkis nad Belk czy Kaczmarkiem s warunkowe. Mog zosta wycofane tak samo jak wczeniejsze pochway dla Akcji Wyborczej Solidarno. *** Jakie s wnioski z metody wybranej i konsekwentnie stosowanej przez Jadwig Staniszkis? Czym innym jest wiedzie, a czym innym osdza i wybiera. Nasze dobre chci nie powinny przesania nam obrazu rzeczywistoci. S sytuacje, w ktrych moralnie uzasadnione jest dziaanie wbrew doranemu ukadowi si. Jednak moralno nie powinna zabija w nas ciekawoci, jaki jest w stosunek si. Jeeli bowiem dokonujemy wyborw moralnych wycznie za cen niewiedzy o wiecie, w ktrym ich dokonujemy, wwczas nie mamy do czynienia z moralnoci, a jedynie z gupot.

Darmowy Hosting CBA.PL

Gazeta Wyborcza - 03-02-2001

Poegnanie z broni. Adam Michnik - Czesaw Kiszczak cz 1


Z gen. Czesawem Kiszczakiem i Adamem Michnikiem rozmawiaj Agnieszka Kublik i Monika Olejnik.

(Michnik mwi o koniecznoci strzelania do robotnikw w grudniu 1970 r. !!! )

Kto pierwszy czyta list Michnika? Kiszczak: Przede mn? Szef wizienia. Gdy podwadni przynieli mi ten list, oczekiwali mojej reakcji. Nie daem si sprowokowa. Nigdy wczeniej Pan takiego listu nie dosta? Kiszczak: Nigdy. Co Pan pomyla o Michniku? S...syn? Kiszczak: Takich mocnych sw to nie uywaem. No, co sobie w duszy pomylaem, w kadym razie nic przyjemnego pod adresem autora. Odoyem list do szafy. I pniej par razy go czytaem, ju na spokojnie. Oniemia Pan po pierwszej lekturze?

Kiszczak: To moe za mocne sowo. Na pewno byem zdumiony. Mia Pan taki odruch, eby Michnika ukara, przenie do gorszego aresztu? Kiszczak: Ja mam taki dobry zwyczaj, e nie podejmuj decyzji pod wpywem chwili. Jeli s jakie sprawy tego typu, to odkadam je na bok i wracam do nich na spokojnie. Do tego listu te wrciem. I doszedem do wniosku, e autor musi by czowiekiem gboko wierzcym w swoje racje, skoro odway si napisa taki list. Wczeniej nie dostrzega Pan odwagi dziaaczy Komitetu Obrony Robotnikw? Kiszczak: Nigdy tak refleksyjnie nie oceniaem tych ludzi. Ten list to by mocny impuls, ktry pobudzi mnie do mylenia. Doszedem do wniosku, e napisa go czowiek gboko ideowy. Przecie musia wiedzie, ile ryzykuje, wysyajc taki list. I dlatego wyda Pan rozkaz, e nie moe mu spa wos z gowy? Kiszczak: Tak. I kaza mu Pan da kolorowy telewizor do celi, dodatkowe spacery, widzenia? Kiszczak: Tak. Dosta Pan kolorowy telewizor? Michnik: Nie dostaem. Kiszczak: Mia pan dosta na moje polecenie. Michnik: Nie wtpi, e pan genera mwi prawd, ale ja kolorowego telewizora nie dostaem. Ani dodatkowych widze czy spacerw. W tym resorcie bya bardzo mocno zakorzeniona nienawi do nas. Wic oni po prostu zbojkotowali te polecenia. Natomiast faktem jest - i to chc podkreli - e adne represje, ktrych si spodziewaem, nie nastpiy. Nie byem idiot i nie pierwszy raz siedziaem w wizieniu. Wiedziaem, e to musiaa by osobista decyzja gen. Kiszczaka. Podwadni Pana oszukali. Kiszczak: Tak z tego wynika. Do dnia dzisiejszego byem przekonany, e moje polecenia zostay wykonane. Teraz widz, e nie. Michnik: Po wysaniu tego listu byem przygotowany na najgorsze. Wiedziaem jednak, e czowiek raz w yciu ma tak powinno. Drugi raz tej moliwoci mia nie bdzie. Musi wic powiedzie to, co mu sumienie nakazuje. To by bardzo trudny moment dla podziemia. Wielu moich kolegw byo zdecydowanych i na kompromis. Ja uwaaem, e na kompromis i nie wolno. I uwaaem, e musz wykona taki gest, eby nikomu nie pozwoli na kompromis. Kady, kto po takim licie poszedby na jakie ukady z wadz, miaby dyskomfort etyczny. Kiszczak: A zaczo si od tego, e we wszystkich rozmowach, ktre prowadziem od poowy grudnia 1981 r. z hierarchami kocielnymi - m.in. z kard. Franciszkiem Macharskim, abp. Bronisawem Dbrowskim, bp. Jerzym Dbrowskim, bp. Bronisawem Dembowskim, bp. Wadysawem Miziokiem, obecnym biskupem Alojzym Orszulikiem i innymi - bez przerwy dryem temat winiw politycznych. Mwiem, e jestem przeciwny represjonowaniu za dziaalno polityczn, trzymaniu ludzi w wizieniach, e to nie jest metoda. Wszyscy biskupi si ze mn zgadzali, kiwali gowami, dokadali jeszcze swoje - ale nigdy nie pada propozycja, jak ten problem rozwiza.

To Pan trzyma ludzi w wizieniach, nie biskupi. Kiszczak: Tak, oczywicie. Ale chodzio o to, jak rozwiza problem. Ja przecie nie byem czowiekiem wszechwadnym, ktry moe zrobi wszystko. Byo jeszcze Biuro Polityczne i Sekretariat KC, ktrego szef sprawowa nadzr nad MSW. By Komitet Centralny i kilka wpywowych komitetw wojewdzkich partii, ktre mogy mi odmwi zaufania. I znalaz Pan sposb - wysa winiw politycznych za granic. Kiszczak: To bya jedna z propozycji. Byy te inne - np. zwolnienie za porczeniem biskupw ordynariuszy diecezji, z ktrych pochodzili aresztowani, czy osb o znanych nazwiskach. 19 padziernika 1983, jeli dobrze pamitam, w rozmowie z abp. Dbrowskim i bp. Orszulikiem postawiem kropk nad "i". Wysunem jeden z wariantw rozwizania problemu winiw niech jad na stypendia zagraniczne, z wykadami do Woch. Ale bez moliwoci powrotu? Kiszczak: Z moliwoci powrotu. Michnik: Ale nie wczeniej ni za dwa lata. Kiszczak: To bya jedna z propozycji. Poprzeczk podnielimy wysoko, by w trakcie negocjacji mona byo ustpowa. Dlaczego Koci angaowa si w te rozmowy? Kiszczak: Kierowa si wzgldami ludzkimi, humanitarnymi, co wynika z samej jego istoty. Podobnie zachowa si w 1986 r. Wwczas byo dwch ludzi, ktrych nie moglimy zwolni w ramach powszechnej amnestii - Kornel Morawiecki i Andrzej Koodziej. Ich dziaalno zahaczaa o dywersj i co tam jeszcze, co nie miecio si w ustawie amnestyjnej. Ich trzeba by byo sdzi. Bya jeszcze w Krakowie taka maa grupka - zrobili jakie urzdzenia, ktre mogy wywoa wielk panik wrd ludzi. I wtedy - nie pamitam, czy ten pomys wysunem ja, czy bp Orszulik, ale chyba ja - zgodzilimy si, e trzeba ich wysa za granic na fikcyjne leczenie, z takimi chorobami, ktrych nie mona leczy w kraju. I tak, za zgod Koodzieja i Morawieckiego, wysalimy ich za granic. Przekonywa ich do wyjazdu mecenas Jan Olszewski i bp Orszulik, nie pamitam, czy take doc. Wiesaw Chrzanowski. Mwi Pan, e wyda polecenie, i Michnikowi nie moe spa wos z gowy. Co mogo mu si sta po takim licie? Kiszczak: Nie wiem. Wszystko. Gdyby podwadni zorientowali si, e Kiszczakowi zaley na tym, by Michnikowi zrobi krzywd, toby znaleli tysice sposobw. W wizieniu s sposoby. Czy mgby zgin? Kiszczak: Nie sdz, by kto dopuci si takiej skrajnoci. Michnik: To by rok 1983, panie generale. Moim zdaniem to byo moliwe. Wystarczyo, eby mnie sprowokowano i eby w obronie koniecznej jaki funkcjonariusz do mnie strzeli. Kiszczak: W wizieniach byo sporo tzw. agentury celnej [donosicieli osadzonych w celach]. Poprzez t agentur mona byo sporo rnych brzydkich rzeczy zaatwi. Czyja to bya agentura? Kiszczak: Nasza, oczywicie. W kadym wizieniu bya komrka Suby Bezpieczestwa, ktra

werbowaa agentur. Mg Pan zapanowa nad t agentur? Kiszczak: Nie. A kto mg? Kiszczak: Caa, by tak rzec, drabina w. Augustyna. Od oficera SB, poprzez kierownika sekcji, dalej mamy zastpc kierownika wydziau, kierownika wydziau, dyrektora biura, zastpc dyrektora departamentu, dyrektora departamentu, zastpc szefa suby, szefa suby, wiceministra, ministra. Sowem, ca hierarchi podwadnych, na czele ktrej staem ja. Nie da si rcznie sterowa 200 tys. podwadnych. To moe za duo ich byo, Panie Generale? Kiszczak: Dzisiaj jest jeszcze wicej. Dalej jest agentura w wizieniu? Kiszczak: Oczywicie.To moe nieetyczne, ale to jest podstawowy rodek pracy operacyjnej. Z tego adna policja na wiecie nie zrezygnuje. Nie da si. Teraz policja wprowadzia do pracy operacyjnej nowe metody - wiadka koronnego, wiadka incognito, zakup kontrolowany itp., ktre te trudno uzna za etyczne. Ale s to metody konieczne, jeli chce si zwalcza przestpczo. Po jakim czasie zauway Pan, e nie represjonuj Pana za list. Co Pan sobie pomyla o gen. Kiszczaku? Michnik: e to duy cwaniak. Doskonale wie, e jak nie teraz, to pniej, w bardziej sprzyjajcych okolicznociach. Ale pomylaem te z pewnego rodzaju szacunkiem. Kto pierwszy mwi o wypuszczeniu winiw politycznych - Pan czy Koci? Ks. Jzef Tischner twierdzi, e rozmowy z Kocioem zmieniy Pana, e zacz Pan mie coraz wicej wtpliwoci. Kiszczak: Moliwe. Z ca pewnoci te rozmowy nie pozostaway bez wpywu na mnie. Koci dry. Mymy, a przynajmniej ja, niczego zego panu Adamowi nie yczyli. Wrcz przeciwnie, bardzo chciaem, e tak powiem, rozwiza jego spraw. O uwolnieniu Michnika - po jego licie i odmowie udania si na rozmowy o warunkach zwolnienia winiw politycznych rozmawiaem wielokrotnie z abp. Dbrowskim i bp. Orszulikiem. Fakt ten odnotowa m.in. Peter Raina w swej ksice "Droga do Okrgego Stou", posikujc si notatk z rozmowy ze mn. Chcia Pan uwolni Michnika, cho wczeniej traktowa go Pan jak wroga. Kiszczak: Tak, do tego sawetnego listu.

Straszni korowcy
W 1985 r. sierant SB sporzdzi notatk o Michniku. Pisa tak: "W toku przeprowadzonego wywiadu o Adamie Michniku s. Ozjasza Szechtera i Heleny z d. Michnik (...) ustalono, e jest jedynym lokatorem mieszkania o powierzchni 114,5 m kw. W miejscu zamieszkania spoecznie w sensie pozytywnym nie udziela si, nie pracuje od kilkunastu lat, nie s znane rda jego

w sensie pozytywnym nie udziela si, nie pracuje od kilkunastu lat, nie s znane rda jego utrzymania. Opiniowany posiada dwch braci - Jerzy Michnik (...) przebywa w USA, Stefan Michnik (...) przebywa w Szwecji pod przybranym nazwiskiem. (...) Adam Michnik od 1967 r. do chwili obecnej aktywnie wystpuje przeciw PRL. (...) W 1968 r. karany sdownie z art. 36 i 49 par. 2 mkk. (...) W dniu 1984.08.04 A. Michnik opuci areszt ledczy i ponownie wczy si do organizowania wrogiej dziaalnoci przeciwko PRL i jej organom. W opinii ssiadw A. Michnik jest bardzo niechlujny, nie przywizuje wagi do czystoci ani te ubioru. W rnych porach dnia i nocy odwiedzany jest przez NN osoby pci obojga, ktre zakcaj czsto spokj mieszkacw". Kiszczak: To znaczy tylko tyle, e Michnik nadal by ledzony. Docierao to do Pana? Kiszczak: Nie. Takie sprawy zaatwiano gdzie na szczeblu naczelnika wydziau, wicedyrektora czy dyrektora departamentu. Michnik: Sierant sporzdzi t notatk na yczenie prokuratury, ktra zwrcia si do SB o wywiad rodowiskowy. Napisa dokadnie to, co byo obiegow opini w jego rodowisku. Dla mnie ten dokument jest ciekawy wanie przez to, e jest tak bardzo stereotypowy. Nie ma w nim nic oryginalnego. Taki by nasz wizerunek, tak o nas naleao pisa, eby zasuy na uznanie szefw. Sowem, sierant zosta wyuczony, e tak ma pisa. Michnik: Owszem. A kto go wyuczy? Michnik: Jego przeoeni co najmniej od 1968 r. Co najmniej. Jak w oczach Ministerstwa S