You are on page 1of 33

Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym Bookarnia Online.

pl wy​d aw​nic​two@zie​lo​na ​so​wa. z o. Al.pl Skład wersji elektronicznej: Virtualo Sp. Tekst: Agniesz​k a Stel​ma ​szyk..o. 00-807 War​sza ​wa. Ilu​stra ​cje: Ja ​cek Pa ​ster​nak. © Co​p y​ri​g ht for this edi​tion by Wy​d aw​nic​two Zie​lo​na Sowa Sp. Wy​d aw​nic​two Zie​lo​na Sowa Sp.o.Po​mysł se​rii: Agniesz​k a So​bich i Agniesz​k a Stel​ma ​szyk.zie​lo​na ​so​wa. Je​ro​zo​lim​skie 96 tel. Re​d ak ​tor pro​wa ​d zą ​cy: Agniesz​k a So​bich. z o. War​sza ​wa 2012 All ri​g hts re​se​rved. z o.o. © Co​p y​ri​g ht for text by Agniesz​k a Stel​ma ​szyk © Co​p y​ri​g ht for il​lu​stra ​tions by Ja ​cek Pa ​ster​nak. . Pro​jekt gra ​ficz​ny i DTP: Ber​nard Pta s ​ zyń​ski. Ko​rek ​ta: Agniesz​k a Skó​rzew​ska. fax 22 576 25 51 www. ISBN 978-83-7623-889-0. 22 576 25 50.

Spis treści Dedykacja Rozdział I Pośród piasków pustyni Rozdział II Sensacyjne odkrycie Rozdział III Tajemniczy spadek Rozdział IV Zapach przygody Rozdział V Romantyczny wielbiciel Rozdział VI Cressida Finch Rozdział VII Pierwszy poranek w Egipcie Rozdział VIII Na tropie legendy Rozdział IX W cieniu Sfinksa Rozdział X Tajna narada Rozdział XI Sprawy się komplikują Rozdział XII Tajemnica Cressidy Finch Rozdział XIII Święty Graal Z Kronik Archeo Rozdział XIV Sesja fotograficzna Z Kronik Archeo Z Kronik Archeo Rozdział XV Gdzieś na Nilu Rozdział XVI Wiadomość od Cressidy Finch Rozdział XVII Zaskakujące znalezisko Z Kronik Archeo Rozdział XVIII Rozszyfrowana wiadomość Z Kronik Archeo .

.Rozdział XIX Łzy bogini Rozdział XX Potop Rozdział XXI Granitowe wrota Rozdział XXII A jednak spóźnieni? Rozdział XXIII Gra o życie Rozdział XXIV Porwanie Rozdział XXV Spotkanie z księciem Rozdział XXVI Bransoletka Rozdział XXVII Uwięzieni Rozdział XXVIII Straszliwe widmo Rozdział XXIX Wejście smoka Rozdział XXX Niespodziewane odkrycie Rozdział XXXI Znowu ucieczka Rozdział XXXII Super-Ofelia Z Kronik Archeo Rozdział XXXIII Niespodzianka Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Dla Krzy​sia. . mo​je​go naj​cen​niej​sze​go skar​bu. S. A.

na razie zabieramy tylko sarkofag – mówił dalej Achmed. przy któ​rym sie​dzia​ło kil​ku męż​czyzn po​dob​nych do Be​du​inów. . Roz​cią​ga​ją​ca się wo​kół cmen​ta​rzy​ska pu​sty​nia – ci​cha i prze​ra​ża​ją​ca. – Achmedzie. – Po resz​tę przyj​dzie​my póź​niej.– Już czas! – Achmed dał znak. zim​na noc. a jeśli ktoś odkryje ten grobowiec i sprzątnie nam wszystko sprzed nosa? – zapytał prze​zor​nie Ali. Jego czarne oczy błysnęły złowrogo w krwawym blasku ogniska. – Pamiętajcie. – Niech nikt nie waży się do​tknąć in​nych kosz​tow ​no​ści! – uprze​dził i wy​mow ​nie oparł dłoń na klin​dze ostre​go szty​le​tu. Była ciem​na.

Nie wracali jed​nak z próż​ny​mi rę​ka​mi. że wasze kości umiesz​cza​no drew ​nia​ną skrzy​nię z mu​mią zmar​łe​go. – Wy dwaj zostańcie na straży! – wskazał dwóch uzbrojonych towarzyszy. . Achmed z Alim odsłonili zamaskowane wejście do wykutego głęboko w skale grobowca. Po​tem sta​ran​nie za​sy​pa​no żar pia​skiem. Na ra​mio​nach nie​śli cięż​ki. Ukazały się stopnie scho​dów i po chwi​li wszy​scy ze​szli do pod​ziem​ne​go tu​ne​lu. idący na przedzie kolumny z pochodnią w dłoni. we​w nątrz któ​rej znacząco na mężczyzn – przysięgam. Na sar​ko​fag było stać tyl​ko bar​dzo za​moż​nych po​chło​nie pu​sty​nia! – za​gro​ził. szcze​ro​zło​ty sar​ko​fag… – Prędzej! Prędzej! – popędzał Achmed.– Już moja w tym głowa. Nasz kupiec już czeka! Jal​la! Chodź​my! Każdy z mężczyzn zapalił w dogasającym ognisku po​chod​nię. żeby nikt się tu nie szwendał – odparł z ironicznym uśmieszkiem Achmed. – A jeśli przyjdzie wam do głowy jakiś głupi pomysł – spojrzał Sar​ko​fag: ka​mien​na trum​na. – Bierzcie się do roboty! Bo na czczym gadaniu upłynie cała noc. Egip​cjan. Minęła godzina nim pojawili się znowu.

– Niedługo będziemy z powrotem – powiedział Achmed. Odwrócił się i już po chwili zniknął w mro​ku pu​sty​ni. wraz ca​łym po​cho​dem nio​są​cym zło​ty sar​ko​fag.Straż​ni​cy po​tul​nie ski​nę​li gło​w a​mi. .

niesamowicie energiczna blondynka prowadziła dom i pilnowała dzieci. Zawsze. która już od tygodnia niepodzielnie królowała w domu Ostrowskich. – Pora wstawać. Tym ra​zem było do​kład​nie tak samo: wciąż te uszy i lek​cje.Sko​ro świt pan​na Ofe​lia Łycz​ko wpa​dła do po​ko​ju Ani i gwał​tow ​nym ru​chem pod​nio​sła ro​le​ty. żeby nie narażać się na pełne oburzenia gderanie panny Ofelii. – A czemu nie? – Ania pomyślała z przekorą. śniadanie już dawno na stole! Nie chcesz chyba moja droga spóźnić się do szko​ły? – ener​gicz​ny głos opie​kun​ki obu​dził dziew ​czyn​kę. . to właśnie ta drobna. czy mają czyste uszy i od​ro​bio​ne lek​cje. a szczególnie tego. gdy rodzice Ani gdzieś wyjeżdżali. ale wolała tego nie mówić głośno.

.

cumulusy. czy widzisz cumulonimbusy. Ania naprawdę nie miała ochoty na jakąś chmurologię od samego rana. – Nie je​stem już małą dziew ​czyn​ką! . to po co w ogóle cho​w ać ma​te​ria​ły? Kie​dy w koń​cu wła​ści​w e skar​pet​ki zna​la​zły się na wła​ści​w ych sto​pach. Ania zaczęła się ubierać. Ania. że za parę dni wrócą rodzice. Uważała. Ania ze​szła na śnia​da​nie. Tam ich nie było. czego szukała. nie znalazła tego. Przy sto​le sie​dział jej star​szy brat Bar​tek i czy​tał ga​ze​tę. nie należała do najporządniejszych dziewczynek i wszędzie zostawiała swoje prace na wierzchu. Cały jej pokój wyglądał jak wielka pracownia malarska. Jednak ani tam. Ostatnio prze​ra​bia​ła z Anią za​gad​nie​nia za​w ią​za​ne z kli​ma​tem i po​go​dą. na którym leżała paleta. że skoro i tak rysowała w każdej wolnej chwili. W jej pokoju wiecznie panował bałagan. – Przyjrzyj się dokładnie i powiedz.– Spójrz na niebo i powiedz. – Ze​ru​sy! – Ania od​par​ła bez na​my​słu. którzy przebywali akurat w Paryżu na konferencji naukowej. cirrusy czy może stra​tu​sy? – pan​na Ofe​lia za​py​ta​ła pod​chwy​tli​w ie. błę​kit​ne nie​bo. – Nie mów do mnie bzy​ku! – Ania zło​ści​ła się. Stąd tak dziw ​ne py​ta​nie o po​ran​ku. W prze​ci​w ień​stwie do Ani try​skał do​brym hu​mo​rem. Po​mru​cza​ła coś jesz​cze pod no​sem i wy​szła do kuch​ni. tubki z farbami i pędzle. Najpierw sprawdziła. i te poranne ka​tu​sze wkrót​ce się skoń​czą. Miała nadzieję. Spojrzała więc na stolik. – Też coś! – Ofe​lia prych​nę​ła gło​śno i wzru​szy​ła ra​mio​na​mi jed​no​cze​śnie. – Cześć bzy​ku! – przy​w i​tał we​so​ło sio​strę. ani pod stosem porozrzucanych kartek. pa​trząc na czy​ste. czy przypadkiem nie wiszą na rozstawionych przy oknie sztalugach. więc jak zwykle miała problem z odnalezieniem pasujących do siebie skarpetek. choć przeurocza istota. jakie chmury dzisiaj widzisz! – poleciła panna Ofelia.

– Je​stem cie​ka​w y. – Przeczytałem właśnie coś bardzo ciekawego – zmienił temat i stuknął palcem w ga​ze​tę. – O czym? – Ania oży​w i​ła się na​gle. – W Egip​cie od​kry​to nowy gro​bo​w iec! – po​w ie​dział za​afe​ro​w a​ny. po​słu​chaj: . Potem nalał siostrze do miski mleka i dosypał garść jej ulubionych płatków. że skończyłaś już przecież osiem lat! – Bartek wstał od stołu i złożył jej głęboki. przebacz o pani! Zapomniałem.– Och. – Prze​czy​tam ci. rycerski ukłon. czy ro​dzi​ce o tym wie​dzą – mruk​nął w za​my​śle​niu.

.

.

należy do Bractwa Rycerskiego i pojedynkuje się z innymi chłopakami rycerzami. Ania prze​łknę​ła szyb​ko ostat​nią łyż​kę płat​ków i burk​nę​ła pod no​sem: – I bądź tu czło​w ie​ku wol​nym! . – My​ślisz.Bar​tek skoń​czył czy​tać. bo idę jesz​cze przed lek​cja​mi na pły​w al​nię – uprze​dził. – Też bym chciała mieć dwanaście lat! Byłabym wreszcie wolna! – mruk​nę​ła bun​tow ​ni​czo. w Zalesiu Królewskim. W tej sa​mej chwi​li na pro​gu kuch​ni sta​nę​ła pan​na Łycz​ko. i już go nie było. że w tym gro​bow ​cu na​praw ​dę były ja​kieś skar​by? – Ania za​py​ta​ła za​cie​ka​w io​na. na pewno rozwiązalibyśmy tę zagadkę – dziewczynka stwierdziła z przekonaniem. – Tak jak wtedy. a rodzice są w Paryżu – wes​tchnął z ża​lem Bar​tek. – Muszę wyjść wcześniej. – To na razie bzyku! – rzucił czule do siostry na pożegnanie. – Kto wie – od​parł fi​lo​zo​ficz​nie brat. bo się spóźnimy! Czas się dla nas nie za​trzy​ma! – z su​ro​w ą miną po​ka​za​ła ze​ga​rek. Zło​żył ga​ze​tę na pół i wstał od sto​łu. – Gdybyśmy tam byli. – Ale nas nie ma w Egipcie! Jesteśmy tu. – Star​szy brat to ma do​brze – Ania po​my​śla​ła z za​zdro​ścią. gdy z muzeum znikł obraz. – Może chodzić sam na basen. albo gdy pan Walenty znalazł na polu sko​ru​py na​czyń i zu​peł​nie nie wie​dział. – Aniu. musimy już wychodzić! Kończ wreszcie to śniadanie. co z tym zro​bić.

Sły​nął z za​mi​ło​w a​nia do sa​mo​cho​dów i szyb​kiej jaz​dy. Cie​płe i su​che po​w ie​trze mia​ło po​móc lor​do​w i roz​sta​w ać się ze swo​j ą pa​nią. leżał gruby album oprawiony w skórę. Totmesik łypnął zielonym okiem na fotografię i miauknął. uro​dził się 26 czerw ​ca 1866 roku. ale już nig​dy nie od​zy​skał peł​ni sił. na okrągłym stoliku. jego złoty tron i wiele innych pięk​nych ar​te​fak​tów wy​do​by​tych z gro​bow ​ca. Czę​sto cho​ro​w ał na Totmesik zeskoczył miękko z pufy i podążył za nią. – Spójrz Totmesiku. a kot zno​w u miauk​nął z apro​ba​tą. Starsza pani przyglądała się czarno-białej fotografii. któ​ry sie​dział na sto​ją​cej obok puf​ce. – W porannych wiadomościach w radio podawali coś o odkryciu kolejnego grobowca w Amarnie w Egipcie – lady mówiła do Totmesika. dla​te​go le​karz za​le​cił mu dla zdro​w ia wy​jazd do Egip​tu. na której lord razem z archeologiem Howardem Carterem uśmiechają się dumnie przed wejściem do grobowca Tutanchamona. w przepięknym zamku Highclere. Przed nią. . bo złocone zdobienia były w niektórych miejscach wytarte.W uroczym miasteczku Newbury. uległ w 1901 roku. Lady Ginevra bardzo lubiła go przeglądać. to było odkrycie wszechczasów! – powiedziała lady Ginevra do swojego ukochanego rudego per​skie​go kota. – To odkrycie w żaden Geo​r​ge Edward Stan​ho​pe Mo​ly​neux Her​bert pią​ty lord sposób nie może się równać z dokonaniem George’a! – Car​nar​von prych​nę​ła. Nie lubił płu​ca. Cu​dem unik​nął wów ​czas śmier​ci. Wstała i wolnym krokiem udała się do biblioteki. lady Ginevra Carnarvon małymi łyczkami popijała popołudniową herbatę. a na​stęp​nie od​kry​ty w trak​cie prac ar​che​olo​gicz​nych. Pa​sja Lady podumała jeszcze chwilkę. Na innym zdjęciu widniała słynna złota maska młodziutkiego faraona. jakby w zupełności zgadzał się z tym stwier​dze​niem. a potem zamknęła ta sta​ła się przy​czy​ną groź​ne​go wy​pad​ku. Musiał być bardzo stary. W środku były starannie wklejone zdjęcia jej sławnego przodka – piątego lorda Geo​r​ge’a Car​nar​vo​na. ja​kie​mu album. – Ale nie znaleziono w nim żadnych skarbów – wzruszyła ramionami. w hrabstwie Berkshire w południowej Anglii. Ar​te​fakt: przed​miot wy​two​rzo​ny lub uży​w a​ny przez czło​w ie​ka.

Lady wyjęła go. Ho​w ar​da Car​te​ra. Znaj​do​w a​ły się w nim nie​tknię​te bez​cen​ne skar​by sprzed trzech ty​się​cy lat. Pro​w a​dził rów ​nież wy​ko​pa​li​ska. Swo​ją ka​rie​rę za​czy​nał od ko​pio​w a​nia in​skryp​cji i ma​lo​w i​deł w egip​skich gro​bow ​cach. Wie​le lat po . ale ja​koś nie mo​gła so​bie przy​po​mnieć. któ​re za​owo​co​w a​ły wprost nie​zwy​kłym od​kry​ciem – od​na​le​zie​niem gro​bu Tu​tan​cha​mo​na. Lady Ginevra włożyła na jedną z półek album ze zdjęciami i już miała odejść. Ho​w ard Car​ter uro​dził się 9 maja 1874 roku w Bromp​ton w An​glii. gdy stanęła na wyższym stopniu. W koń​cu ostroż​nie roz​ło​ży​ła po​żół​kłą kart​kę. gdy nagle jej uwagę przykuła pewna książka. Trzymała te znaleziska na kolanach i zupełnie nie wie​dzia​ła. Wkrót​ce ra​zem roz​po​czę​li wy​ko​pa​li​ska w Do​li​nie Kró​lów. Sta​ro​żyt​ne za​byt​ki pań​stwa fa​ra​onów wy​w ar​ty na nim ogrom​ne wra​że​nie i na​tchnę​ły do no​w ej pa​sji – ko​lek​cjo​no​w a​nia egip​skich an​ty​ków. Zamek Highclere. od pokoleń należący do rodziny lady Carnarvon. Zo​stał ar​che​olo​giem ama​to​rem. spoczywał odłamek wapiennej skały. Dzię​ki nie​mu prze​trwa​ły one do na​szych cza​sów i na​stęp​ne po​ko​le​nia mogą po​dzi​w iać ich kunszt oraz pięk​no. – To nie​moż​li​w e! – mruk​nę​ła zszo​ko​w a​na. przez całą grubość tomu! A w środku. We wnętrzu książki znajdowała się wielka dziura! Była starannie wycięta we wszystkich stronach. aby ją czy​ta​ła. Wresz​cie otwo​rzy​ła księ​gę. Od urodzenia mieszkała w zamku Highclere. Książka znajdowała się dość wysoko i starsza pani musiała przysunąć sobie do regału rozkładaną drabinkę. Ser​ce za​bi​ło jej moc​niej. Car​ter zmarł 2 mar​ca 1939 roku. Lady usia​dła w fo​te​lu z ta​jem​ni​czą książ​ką w dło​niach. ale na szczęście udało się jej zdjąć z półki opasłe to​mi​sko. liczącą tysiące cennych woluminów biblioteką. Za​mek Hi​ghc​le​re… Sie​dzi​ba lor​da Car​nar​vo​na okry​ta jest mgłą ta​jem​ni​cy i zwią​za​na jest z nie​zwy​kły​mi zda​rze​nia​mi. co o tym wszyst​kim są​dzić. Trochę zakręciło się jej w głowie. ale dzię​ki ogrom​nej de​ter​mi​na​cji. mógł poszczycić się wspaniałą. Resz​tę ży​cia Ho​w ard Car​ter po​świe​cił na ba​da​nie. Car​nar​von zmarł 5 kwiet​nia 1923 roku.w re​kon​w a​le​scen​cji. po​świę​ce​niu i nie​zwy​kłym zdol​no​ściom stał się ar​che​olo​giem zna​nym na ca​łym świe​cie. czegoś takiego jeszcze nie wi​dzia​ła! Zaniepokojony Totmesik wskoczył na oparcie fotela i za​in​try​go​w a​ny pa​trzył na lady Gi​ne​vrę. ilu​stro​w a​nie. – Mój Boże! – wy​krzyk​nę​ła. Był to dość gruby tom. Nie po​sia​dał grun​tow ​ne​go wy​kształ​ce​nia. Regały i przeszklone wi​try​ny były wy​peł​nio​ne rów ​niut​ko usta​w io​ny​mi książ​ka​mi. Nie​ste​ty. bra​ko​w a​ło mu nie​zbęd​nej wie​dzy i do​świad​cze​nia. Lady od razu rozpoznała charakter pisma lorda Car​nar​vo​na! Cie​ka​w ost​ki ze świa​ta. jak w szkatułce. W 1914 roku wraz z lor​dem Car​nar​vo​nem roz​po​czął pra​ce wy​ko​pa​li​sko​w e w Do​li​nie Kró​lów. ani tytułu. 4 li​sto​pa​da 1922 roku pod zwa​ła​mi gru​zu ze​spół Car​te​ra na​tra​fił na pierw ​szy sto​pień scho​dów pro​w a​dzą​cych do gro​bow ​ca Tu​tan​cha​mo​na. Może właśnie dlatego lady nigdy wcześniej nie zwróciła na nią uwagi. Na​gle ogar​nę​ła ją wiel​ka cie​ka​w ość. a wówczas pod spodem zo​ba​czy​ła zło​żo​ny w kwa​dra​cik ka​w a​łek pa​pie​ru. Ale czego? Na grzbiecie książki nie było ani nazwiska autora. Zdmuchnęła z okładki kurz i z uwagą przyjrzała się po​pę​ka​nej skó​rza​nej opra​w ie. Za​trud​nił więc in​ne​go An​gli​ka. kon​ser​w a​cję i ka​ta​lo​go​w a​nie wszyst​kich za​byt​ków z gro​bow ​ca. – Co to?! – lady w najwyższym zdumieniu wpatrywała się w stronę tytułową. Doprawdy.

ale nie spodziewała się. Ale czy na pew ​no był to ostat​ni skarb? Na karteluszku skreślono drobnym maczkiem tylko dwa zdania: Klejnot Nefertiti. że zu​peł​nie przy​pad​kiem tra​fi na trop jed​nej z nich! – Cóż to za ka​mień? – lady ob​ró​ci​ła wa​pien​ny odła​mek. Były to wazy. ma​jor​do​mus Ro​bert Tay​lor do​ko​nał w zam​ku za​ska​ku​ją​ce​go od​kry​cia. że zamek Highclere krył niejedną tajemnicę. . Ostat​ni za​by​tek z tej ko​lek​cji zna​le​zio​no w 1989 roku w spe​cjal​nej ko​mód​ce na pi​sto​le​ty. Legenda jest praw ​dą. Egipcjanie często używali takich odłam​ków ska​ły lub gli​nia​nych ta​bli​czek do róż​nych za​pi​sków i no​ta​tek. W taj​nej skryt​ce od​na​lazł ko​lek​cję egip​skich za​byt​ków. pa​pi​ru​sy. pie​czę​cie.śmier​ci lor​da. Dobrze wiedziała. Przyj​rza​ła mu się uważ​nie i już po chwi​li była pew ​na! Tak! To był starożytny egipski ostrakon! Ponieważ papirus był drogi. fi​gur​ki uszeb​ti i wie​le in​nych bez​cen​nych przed​mio​tów. na​szyj​ni​ki. – Co to wszystko ma znaczyć?! Nic nie rozumiem! – Lady Ginevra miała coraz większy zamęt w głowie.

Uszeb​ti mia​ły znalezionych wcześniej przedmiotów? – rozważała lady wy​rę​czać zmar​łe​go w pra​cach. Lady za​my​śli​ła się głę​bo​ko. Może więc ten ostrakon to jeden z takich Uszeb​ti: fi​gur​ki słu​żą​cych. że to plan gro​bow ​ca! – zdu​mia​ła się lady Gi​ne​vra. w po​bli​żu sar​ko​fa​gu. tak uparcie szukał miejsca pochówku Tutanchamona. że musi się ono znajdować w Dolinie Królów. Totmesiku. sta​ro​żyt​ny ry​su​nek. mimo wielu niepowodzeń.Na ostra​ko​nie wid​niał prze​dziw ​ny. Tak jak jej przodek. – Coś mi się wydaje. – To mi przypomina jakiś plan – lady Ginevra obracała ostrakon na wszystkie strony i przypatrywała się rysunkowi pod każdym możliwym kątem. . To dlatego Howard Carter. W pierwszej chwili pomyślała. któ​re umiesz​cza​no w gro​bow ​cu. Tot​me​sik ostroż​nie po​w ą​chał ostra​kon i mruk​nął. – Zo​bacz Tot​me​si​ku! – po​ka​za​ła kotu swo​je zna​le​zi​sko. że jest to szkic bądź plan grobowca Tutanchamona. doskonale znała się na sztuce egip​skiej. Na długo przed ich słynnym odkryciem napotykali w różnych innych miejscach i grobowcach przedmioty z imieniem młodziutkiego faraona. do ja​kich Gi​ne​vra. w za​świa​tach mo​gli we​zwać go bo​go​w ie. Miał przeczucie. Lord Carnarvon i Howard Carter szukali go przecież wiele lat.

przedstawiał o wiele większy gro​bo​w iec. Po​dob​no. Składał się on z wielu pomieszczeń i wielu poziomów! Wy​glą​dał wręcz jak plan ja​kiejś świą​ty​ni! „Czyżby lord Carnarvon i Howard Carter byli na tropie na​stęp​ne​go skar​bu? Skar​bu kró​lo​w ej Ne​fer​ti​ti?” śmia​ła myśl prze​mknę​ła przez gło​w ę lady Gi​ne​vry. Do dziś legenda o klątwie W ran​kę wda​ło się za​ka​że​nie. za​czął roz​my​śla​ła. twa Fa​ra​ona? Rysunek wykonany na ostrakonie. później planował z lordem Carnarvonem odnaleźć klejnot. gdzie mieszkała Nefertiti. Być może to wia​do​mość o klą​twie rzu​co​nej przez mu​mię. Na dodatek widoczne było. skarbiec i komorę grobową. któ​rzy ośmie​li​li się za​kłó​cać jego wiecz​ny spo​czy​nek. czyli w starożytnym Achetaton. Przy​czy​ną śmier​ci lor​da było uką​sze​nie owa​da. o którym mówi zdanie na karteczce? Może nie zdążyli do Pierw ​szy zmarł sam lord Car​nar​von. . bo lorda dosięgła klątwa Tutanchamona? – w chwi​li gdy umarł. że klą​twa była praw ​dzi​w a… ro​dzi​ny. lady Gi​ne​vra pod​ję​ła od​w aż​ną de​cy​zję: – Tot​me​si​ku! Roz​w i​kła​my tę za​gad​kę! – ob​w ie​ści​ła kotu. i że pierwotnie przeznaczony był dla kogoś innego. komorę boczną. a jego wier​ny pies. Starsza pani wzdrygnęła się. Grób Tutanchamona posiadał przecież tylko cztery pomieszczenia: przedsionek. Ga​ze​ty do​no​si​ły o ta​jem​ni​czych zgo​nach osób zwią​za​nych z pra​ca​mi ar​che​olo​gicz​ny​mi w gro​bow ​cu. Nawet nie ozdobiono odpowiednio ścian. któ​re wy​w o​ła​ło in​fek​cję. a malowidła rytualne wykonano jedynie w komorze. że to niemożliwe. niego dotrzeć. przejmowała zabobonnym lękiem wszystkich członków Roz​w i​nę​ło się za​pa​le​nie płuc i lord Car​nar​von zmarł. któ​ry po​zo​stał w Lon​dy​nie. który trzymała lady Ginevra. w której znaj​do​w ał się sar​ko​fag.Po głębszym zastanowieniu doszła jednak do wniosku. prze​raź​li​w ie wyć i za​raz po​tem sam padł mar​twy. że został przygotowany w wielkim pośpiechu. w ca​łym Ka​irze zga​sły świa​tła. świat ze​lek​try​zo​w a​ła emo​cjo​nu​ją​ca terenie ówczesnego miasta szkicował plan dróg. Mimo to. Jak na króla był to niewielki grobowiec. Na Kil​ka mie​się​cy po otwar​ciu gro​bow ​ca Tu​tan​cha​mo​na w Do​li​nie Kró​lów. Mło​dy właśnie tam znalazł ten ostrakon? I może w wiele lat fa​ra​on rze​ko​mo miał mścić się na tych. Lady doskonale pamiętała. Praw ​do​po​dob​nie ta na​gła śmierć Tu​tan​cha​mo​na wszyst​kich za​sko​czy​ła. Nie​któ​rzy wie​rzą jed​nak. że Howard Carter zaczynał swoją przygodę z archeologią między innymi w Amarnie.

Po lekcjach po Anię jak zwykle miała przyjść panna Ofelia. że przed bramą zgromadzili się niemal wszyscy ucznio​w ie. . – Wu​jek? – Ania prze​cie​ra​ła oczy ze zdu​mie​nia. ale tym razem stało się inaczej. Przed bramą szkoły stał wujek Ryszard! Właściwie to siedział na koniu! Miał na sobie kolczugę i długie buty z cholewami. a z jego ramion spływał długi czerwony płaszcz z białym orłem w koronie na prawym ramieniu. Widok był tak niecodzienny.

– Przy​je​cha​łeś nas od​w ie​dzić? – za​py​tał Bar​tek. – Pewnie miał ważnych gości na zamku i nie zdążył się przebrać – Ania domyśliła się skąd nie​co​dzien​ny strój wuj​ka. że nic się jej nie sta​ło. Kasz​te​lan zsiadł z ko​nia i przy​trzy​mał jego uzdę. Dlatego rodzeństwo tak bardzo zdziwiło się. Kie​dyś na​zwa​no go Kasz​te​la​nem i tak już zo​sta​ło. Wujek Ryszard był dyrektorem Muzeum Regionalnego. Swoją niezwykłą pasją i zamiłowaniem do epoki średniowiecza zarażał młodzież w całym Zalesiu Królewskim. na pewno wszystko jest w porządku – Bartek otoczył siostrę ramieniem. a na​w et dziew ​cząt. Ostatnio wujek miał niewiele czasu dla Ani i Bartka ponieważ zajęty był organizowaniem Międzynarodowego Turnieju Rycerskiego. Dostojnie siedział na siwym koniu o imie​niu Lan​dor i z pod​nie​sio​ną przy​łbi​cą wy​pa​try​w ał Ani i Bart​ka. – Ciekawe. dlaczego przyjechał? Przecież miała po mnie przyjść panna Ofelia! – Anię za​nie​po​ko​iła ta za​mia​na. do którego wstąpił Bartek i wie​lu in​nych chłop​ców. – Też bym takiego chcia​ła! – Nic z tego. I ro​dzi​com też! – Nie martw się. naj​w ięk​sze​go ory​gi​na​ła w mia​stecz​ku. A Kasztelan tego dnia wyglądał naprawdę imponująco. Sam jed​nak po​czuł lek​ki nie​po​kój. . które mieściło się w odrestaurowanym średniowiecznym zamku.– Twój wujek jest odjazdowy! – pisnęła z zazdrością Jagoda. koleżanka Ani. który właśnie pojawił się za plecami dziew ​czy​nek. Ro​dzeń​stwo szyb​kim kro​kiem po​de​szło do ry​ce​rza. to wersja limitowana – roześmiał się Bartek. widząc Kasz​te​la​na przed szko​łą. – Mam na​dzie​ję. Założył nawet Bractwo Rycerskie.

– A pan​na Ofe​lia rów ​nież ma się do​brze – do​dał i od​chrząk​nął nie​co za​kło​po​ta​ny. Nie jestem tu tylko po to. że waszym rodzicom nic nie jest – Kasztelan powiedział uspokajającym tonem. – Zapewniam. – No dobrze już. macie trochę racji. a potem na​chy​lił się do uszu dzie​ci i po​w ie​dział szep​tem: – Mam wam coś waż​ne​go do po​w ie​dze​nia. . – Co ta​kie​go? – ro​dzeń​stwo za​py​ta​ło rów ​no​cze​śnie. – Rano dzwo​nił do mnie z Pa​ry​ża wasz oj​ciec… – A dla​cze​go tata do nas nie za​dzwo​nił?! – Ania za​py​ta​ła z wy​rzu​tem. – Ojej. żeby na was popatrzeć… – rzekł za​gad​ko​w o. Ania z Bart​kiem wy​mie​ni​li spoj​rze​nia. jakby sprawdzał. Wujek rozejrzał się ukradkiem kilka razy. – Na pewno zadzwoni – uspokoił wujek. a to bardzo pilna spra​w a. – Pew ​nie ro​dzi​ce mu​szą dłu​żej zo​stać i nie przy​ja​dą w so​bo​tę! – Ania zmar​twi​ła się.– A co. – Myślałam. nie wolno mi łobuziaki? – z uśmiechem zwichrzył włosy bratankowi i cmoknął w policzki Anię. że coś się stało rodzicom albo Ofelii – dziewczynka uważnie zajrzała wujkowi głę​bo​ko w oczy. a co może być aż tak pil​ne​go? – Bar​tek za​sta​na​w iał się gło​śno. czy nikt go nie śledzi. – Po prostu byliście jeszcze w szkole.

tro​chę dzi​w acz​ne​go. a Ania momentalnie posmutniała. – Coś jednak jest nie tak? – Bartek pociągnął Kasztelana za połę płaszcza.– Zgadłaś! – odparł Kasztelan. Miała nadzieję. – Chodźmy dalej. – Co ta​kie​go? – brat i sio​stra za​py​ta​li nie​mal rów ​no​cze​śnie. tu wszyscy na nas patrzą – rzekł. Wujek położył rękę na jej ramieniui dodał przyciszonym głosem: – Mama i tata otrzymali niezwykłą wiadomość z Kairu i mu​szą na​tych​miast tam le​cieć. że w ten weekend będą już wszy​scy ra​zem. Ro​dzeń​stwo zno​w u spoj​rza​ło na sie​bie. – Psst! – Kasztelan gwałtownym gestem położył palec na ustach i znowu rozejrzał się z niepokojem. Ania umil​kła i ze zdzi​w ie​niem po​pa​trzy​ła na wuj​ka. Po​cią​gnął Lan​do​ra za uzdę i ru​szył w stro​nę za​cisz​nej ulicz​ki. – Wy też le​ci​cie do Egip​tu! Spo​tka​cie się z ro​dzi​ca​mi w Ka​irze! – Hur​ra! – Ania wy​krzyk​nę​ła gło​śno. za​cho​w a​nia. Za nic nie mógł roz​gryźć jego dzi​siej​sze​go. . – Ale… – wu​jek za​czął mó​w ić z we​so​łą miną – mam dla was coś na po​cie​sze​nie. A po​tem po​słusz​nie po​szła za nim. ruchem głowy wskazując wlepione w nich oczy in​nych uczniów. Pro​sto z Pa​ry​ża! – O nie! – jęknęła Ania i łzy zakręciły się jej w oczach.

Zresztą wujek często podróżował z całą rodziną i brał udział w różnych wyprawach archeologicznych brata i bratowej. że w jednej chwili w całym Zalesiu Kró​lew ​skim za​pach​nia​ło wiel​ką przy​go​dą. Tylko że… – na chwilę zawiesił głos. Przywoził z nich mnóstwo ciekawych eksponatów do swojego muzeum w zam​ku. nie – za​prze​czył ener​gicz​nie wu​jek. chodzi po prostu o jakieś odkrycie w Egipcie. którzy byli archeologami. W takich przypadkach Kasztelan zawsze towarzyszył dzieciom. . Wasi rodzice zostali nagle we​zwa​ni do jego zba​da​nia. skoro nie będą mogli podróżować z rodzicami. Miała wrażenie. wujku? – dla Ani było to oczywiste. – Nie martwcie się. – Jedziesz z nami. a potem dodał konspiracyjnym szeptem: – Wszystko jest ści​śle taj​ne! Ania poczuła dreszczyk emocji na plecach.– Nie.

że wyjeżdżają do Egiptu. Kiedy wasi rodzice powiadomili ją. że spędzicie z Gardnerami kilka fantastycznych dni! Jak was znam. skarbeńki. albo i jeszcze więcej! Dziewczynka wyobrażała już sobie lot samolotem i Ofelię. że na jej policzkach pojawiły się czerwone ru​mień​ce. – Melindę i sir Edmunda – Kasztelan miał na myśli rodziców Mary Jane. te kobiety! – Kasztelan pokręcił głową. Wy​bacz​cie. sko​ro nie mo​gła po nas przyjść? – za​in​te​re​so​w ał się Bar​tek. – Mówiłem jej. Z angielskimi przyjaciółmi ostatni raz widziała się prawie rok temu! To kawał czasu i bardzo się już za nimi stę​sk​ni​ła. – Oj! Byłbym zapomniał! – wujek klepnął się w przyłbicę. Trwają przygotowania do turnieju. Ofelia od razu pobiegła na zakupy. że panna Ofelia bardzo się po​do​ba wuj​ko​w i. – Wiedziałem. Zanosi się więc na to. Willę otaczały drzewa i trochę zarośnięty. Wiedziała. – Zobaczycie piramidy i wszystkie te cudowne zabytki! – pokręcił z uznaniem głową. – Muszę teraz zaprowadzić Landora do stajni – powiedział Kasztelan. – W Kairze spotkacie się z waszymi przy​ja​ciół​mi z An​glii! – Z Mary Jane? Z Jimem i Martinem? – Ania wymieniła wszystkich jednym tchem. ale nie mogę wam to​w a​rzy​szyć – roz​ło​żył bez​rad​nie ręce. że się ucieszycie! – wujek Ryszard uśmiechnął się na widok ich reakcji. Gdy tylko dowiedziała się. Prowadziła ona do starej. Bartek uśmiechnął się pod nosem. – Och. – No. – Ja nie mogę. pięknej willi. że będzie im towarzyszyć panna Ofelia. – Gdzie jest te​raz Ofe​lia. ale ona w ogó​le nie chcia​ła mnie słu​chać – wes​tchnął roz​ma​rzo​ny. – Mam nadzieję! – Ania była tak podekscytowana. która wypytuje ją o rodzaje chmur! „W trakcie kilkugodzinnego lotu zrobi chyba ze mnie specjalistkę od chmu​ro-lo​gii” – dziew ​czyn​ka my​śla​ła z prze​ką​sem. przybędą goście z całej Europy. Ani ze​bra​ło się na płacz.– Nie tym razem. Ania kochała to miejsce. ani Bartkowi nawet na pół sekundy. Bar​tek ro​ze​śmiał się. muszę wszyst​ko zor​ga​ni​zo​w ać. Zatrzymali się właśnie przed furtką z kutego żelaza ozdobioną finezyjnymi esami floresami. Pojedzie z wami panna Ofelia – uśmiechnął się pod nosem Kasztelan. nie bę​dzie tak źle! – po​kle​pał sio​strę po ple​cach. – Nie ma sprawy wujku. że nie ma w czym jechać! Ach. Ania całkiem się zasępiła. a dom na​zwa​ła Bursz​ty​no​w ą Wil​lą. to prze​ży​je​cie mnó​stwo przy​gód! – mru​gnął zna​czą​co okiem. żeby się upew ​nić. któ​ry cią​gle był jesz​cze ka​w a​le​rem. żeby przywieźć jakąś pamiątkę do naszego Muzeum Regionalnego! – przy​ka​zał Kasz​te​lan. Jima i Martina – również wezwano do Egiptu. że zawsze wy​glą​da ład​nie. że będą to małe wakacje w trakcie roku szkolnego. na pewno coś przywieziemy z kraju faraonów! – obiecał solennie Bartek. że opiekunka i korepetytorka w jednym nie odpuści ani jej. – Ge​nial​nie! – za​w o​łał Bar​tek. – A właściwie to jest na zakupach. bo stwierdziła. – Potem przyjdę pomóc wam przy pakowaniu – puścił do dzieci oko. – Spo​ko. – Tylko pamiętajcie. ale wy rów ​nież po​w in​ni​ście za​cząć się pa​ko​w ać! – wu​jek zmie​nił te​mat. – Aku​rat! – burk​nę​ła na​bur​mu​szo​na. . że musi lecieć z wami do Egiptu. lecz niezwykle przez to tajemniczy ogród. w której mieszkali Ania i Bartek. Ale na wieść. trochę zazdroszczę wam tego wyjazdu – westchnął. wi​dząc nie​szczę​śli​w ą minę sio​stry. – Pakuje się – odparł Kasztelan. Będzie ciągle sprawdzać czy mają czyste uszy i przerobi z nimi cały zaległy materiał ze szkoły. Już dawno zauważyli z Anią. miała nadzieję.

Stała przez chwilę i patrzyła.a po​tem otwo​rzył furt​kę i ro​dzeń​stwo po​gna​ło w pod​sko​kach do domu. . Ania zatrzymała się jeszcze na ganku i pomachała stryjowi na pożegnanie. jak Kasztelan wsiada na konia i prędko odjeżdża w stronę wzgórza. w któ​rej na dnie szu​fla​dy spo​czy​w a​ła cięż​ka księ​ga. Zdy​sza​na sta​nę​ła przed ko​mo​dą. na którym wznosił się ma​je​sta​tycz​ny za​mek. po czym weszła do domu i wbie​gła po scho​dach do swo​je​go po​ko​ju na pod​da​szu. Czer​w o​ny płaszcz wuj​ka po​w ie​w ał za nim na wie​trze. – Muszę koniecznie zabrać Kronikę Archeo! – przypomniała sobie Ania.

któ​rzy mie​li zja​w ić się lada mo​ment. Swo​im no​w iut​kim ni​ko​nem pstryk​nę​ła od razu kil​ka zdjęć. Pomimo egipskiego słońca. Z wielką niecierpliwością wy​pa​try​w a​ła pol​skich przy​ja​ciół. by uwiecz​nić przy​jazd przy​ja​ciół. Wreszcie pod hotel podjechała taksówka. . które nadal niemiłosiernie paliło. tato.W Kairze było późne popołudnie. Wysiedli z niej Ania i Bartek ze swoimi rodzicami oraz pan​na Ofe​lia Łycz​ko. – Na​praw ​dę już są? – młod​si bra​cia Mary Jane wpa​dli na ta​ras. już przy​je​cha​li! – za​w o​ła​ła Mary Jane. Mary Jane Gardner od dłuższego czasu stała na tarasie hotelu Ramzes. – Już są! Mamo.

Obaj mieli jasne.Bliźniacy Jim i Martin byli do siebie podobni jak dwie krople wody. jak bardzo się cieszę. lekko ru​da​w e wło​sy oraz mnó​stwo pie​gów na no​sie i po​licz​kach. Kil​ka mi​nut póź​niej ro​dzi​na Ostrow ​skich wi​ta​ła się z ro​dzi​ną Gard​ne​rów w po​ko​ju ho​te​lo​w ym. że znowu będziemy razem pracować! – z radością po​w ie​dzia​ła Me​lin​da. – Jak się masz Be​ato? – uści​skał ser​decz​nie mamę Ani i Bart​ka. – Nie macie pojęcia. – Dzię​ku​ję. żona sir Ed​mun​da. do​brze – od​par​ła. – Dzień do​bry! – sir Ed​mund Gard​ner ści​skał dłoń pro​fe​so​ra Ada​ma Ostrow ​skie​go. . – Hej! Cześć! – po​ma​cha​li Ani i Bart​ko​w i.

Chłopcy z kolei wymieniali powitalne kuksańce – tacy już są chłopcy. przerywanymi co chwilę kolejnym uściskiem. Po prostu rzuciły się na siebie z radości.Dzieciaki witały się na swój. Dziewczynki zasypywały się pytaniami. a ci klepali go po ramieniu. sposób. Będę teraz mogła swobodnie pogadać sobie z Mary Jane. nieco odmienny. „Całe szczęście. Choć tu akurat Bartek stanowił wyjątek – był najstarszy z całej ferajny i nad wyraz rozsądny. nie mógł być im przecież dłużny. Bar​tek przy​bi​jał już chy​ba dwu​dzie​stą pią​tą piąt​kę z pod​eks​cy​to​w a​ny​mi bliź​nia​ka​mi: . kiedy ledwie dukałam” – pomyślała Ania i choć raz przy​zna​ła ra​cję pe​da​go​gicz​nym wy​ma​ga​niom pan​ny Łycz​ko. Kiedy jednak chciał uścisnąć dłoń bliźniakom. porządny lewy sierpowy wyraża więcej uczuć niż uścisk dłoni. Dojrzałość i dobre wychowanie to jedno. a porządne. męskie powitanie to już cał​kiem inna spra​w a. że panna Ofelia piłowała ze mną angielski. nie jak w zeszłym roku.

. .o. Zabrania się jej od-sprzedaży. z o. operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. zgodnie z regulaminem serwisu. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym Bookarnia Online. oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji.Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji.