You are on page 1of 29

Archipelag kłamstw

Nikołaj Jakowlew

Wydawnictwo Agencji Prasowej Nowosti

Moskwa 1974

Dla mnie, zawodowego historyka, pisanie na poruszony tu temat jest zajęciem nadzwyczaj
nieprzyjemnym i to z wielu powodów. Jednym z nich jest uczucie odrazy, a także niechęd do
odrywania się od swoich zajęd naukowych. Dłużej jednak milczed niepodobna. Trzeba stłumid w sobie
uczucie niechęci i pogodzid się z koniecznością straty cennego czasu.

Ze względu na tematykę swych zainteresowao zawodowych - amerykanistyka, teoria i historia


stosunków międzynarodowych - coraz częściej napotykam brudne ślady, pozostawione przez grupę
osób, których słusznie określa się jako dysydentów. Ściślej mówiąc - mam do czynienia ze skutkami
ich działalności w dziedzinie słowa mówionego i pisanego, która tysiąckrotnie wyolbrzymiona przez
imperialistyczną propagandę, przekształcana jest zgodnie ze sprawdzonymi regułami wojny
psychologicznej w stereotypy myślenia na Zachodzie.

Echo złowieszczych zawodzeo dysydentów, wzmocnione dzięki środkom technicznym - radiu,


telewizji, po prostu ogłusza ludzi za granicą, powoduje powstanie u nich nieprawdziwych i
niebezpiecznych opinii o naszym kraju. W sumie zaś komplikuje radziecko-amerykaoskie stosunki,
bowiem wciąż podsyca ognisko „zimnej wojny”. Już ponad pół wieku trwa na arenie
międzynarodowej konfrontacja dwóch przeciwstawnych systemów społecznych - socjalizmu i
kapitalizmu. Dzięki wzrostowi potęgi i autorytetu Związku Radzieckiego w stosunkach
międzypaostwowych coraz szerzej triumfuje zasada pokojowego współistnienia. Ci na Zachodzie,
którzy potrafią trzeźwo myśled i umią liczyd dawno doszli do wniosku, iż w epoce broni rakietowo-
jądrowej nie ma innej alternatywy. Aby jednak tę stosunkowo prostą prawdę uświadomid ludziom o
odmiennych niż nasze poglądach, trzeba było kolosalnych wysiłków i ofiar całego narodu, który
mocarstwu radzieckiemu nadał jego współczesne oblicze.

Przy obecnym układzie sił na świecie każda próba awantury wojennej przeciwko socjalizmowi z góry
skazana jest na niepowodzenie. Przecież nie abstrakcyjne przywiązanie władców krajów
kapitalistycznych do pokoju, lecz właśnie zrozumienie powyższej prawdy wyprowadziło stosunki
między USA i ZSRR na drogę pokoju, a nawet więcej - nadaje im obecnie charakter rzeczowej
współpracy. W okresie wielu lat w USA sumowano siły, które można by było obrócid przeciwko I
socjalizmowi. Uwzględniano materialne i ludzkie zasoby, sięgano do arsenałów ideologicznych. Przy
formułowaniu i wytyczaniu amerykaoskiej polityki wobec Związku Radzieckiego w wyższych kręgach
Waszyngtonu z reguły uwzględniana była rola dysydentów. Tym niemniej jednak, niezależnie od
nadziei, jakie wiązali z nimi zagorzali antykomuniści, politycy-praktycy w ostatecznym rachunku cele
ich uznawali za niebezpieczne dla paostwowych interesów Stanów Zjednoczonych. W sprawie tej nikt
chyba w Ameryce nie wypowiedział się bardziej wyraźnie, niż uczynił to ostatnio George F. Kennan.

W 1974 roku emerytowany dyplomata, którego uprzednie zajęcia odbiegały czasami niezbyt daleko
od działalności CIA, obchodzid będzie siedemdziesiąte urodziny. Jest to stosowna pora do snucia
rozmyślao nad minionym życiem i Kennan rok temu wydał pamiętniki. Profesor Kennan ze względu
na wiek niewiele ma już do stracenia, stąd też z łatwo dostrzegalną skruchą za swą uprzednią
działalnośd, dzieli się ku nauce obecnych i przyszłych amerykaoskich polityków myślami o
postępowaniu Waszyngtonu wobec Związku Radzieckiego. Nie są to poglądy dyletanta. Całe życie
Kennana, począwszy od studenckiej ławy aż po dzieo dzisiejszy, czyli ponad 50 lat, związane było ze
studiowaniem Związku Radzieckiego.

Kennan autorytatywnie stwierdza, że ilekrod w Waszyngtonie mówiło się o rozpętaniu wojny


przeciwko Związkowi Radzieckiemu, w pierwszych szeregach podżegaczy do niej znajdowali się
dysydenci, z tych czy innych powodów przebywający w USA. Do najbardziej szkodliwych należeli
zawsze wszelkiego rodzaju nacjonaliści. „W naszym kraju - pisze Kennan - istnieją hałaśliwe i
wpływowe elementy, które nie tylko pragną wojny z Rosją, lecz również dokładnie wiedzą, w jakim
celu należy ją prowadzid. Mam na myśli zbiegów i imigrantów, szczególnie niedawnych, z
nierosyjskich obszarów Związku Radzieckiego i niektórych krajów wschodnioeuropejskich. Namiętnie,
a niekiedy bezwzględnie głoszona przez nich idea jest stosunkowo prosta - Stany Zjednoczone
powinny w interesie tych ludzi walczyd z narodem rosyjskim, aby zburzyd tradycyjne paostwo
rosyjskie, co pozwoli im na ustanowienie na „wyzwolonych” terenach swojej władzy...

Elementy te z powodzeniem odwoływały się do uczud religijnych (w USA) i co ważniejsze, do


panującej histerii antykomunistycznej. O zasięgu ich politycznych wpływów świadczy fakt, iż w 1959
roku głosami swoich przyjaciół zdołały przeforsowad w Kongresie rezolucję o tak zwanych „krajach
ujarzmionych”. Według publicznego wyznania ich prowodyra dr L. Dobrianskiego, wówczas docenta
na uniwersytecie w Georgetown, została ona od początku do kooca przez niego zredagowana.
Dokument ten był uroczyście przyjęty przez Kongres jako wyraz amerykaoskiej polityki. Rezolucja
zobowiązywała Stany Zjednoczone do „wyzwolenia” w miarę możliwości dwudziestu dwu „narodów”,
z których dwa w ogóle nie istnieją, a nazwa jednego została prawdopodobnie wynaleziona w latach
minionej wojny przez nazistowską machinę propagandową. Osobiście nie żywię nadziei, iż
kiedykolwiek będzie mi dane napisad polityczne oświadczenie Kongresu odnośnie Rosji i Wschodniej
Europy, chociaż posiadam doświadczenie płynące z wieloletniej pracy w tej części świata.

Trudno sobie wyobrazid coś okropniejszego niż to, do czego chcieli nas zmusid ci ludzie - politycznego
i militarnego zaangażowania się nie tylko przeciwko radzieckiemu reżimowi, lecz także przeciwko
najsilniejszemu i najliczniejszemu elementowi etnicznemu w tradycyjnym paostwie rosyjskim.., Jest
to szaleostwo tak oczywiste, iż na samą myśl o nim nawet nasza awantura w Wietnamie wydaje się
byd nieważnym epizodem... Miałem jakie takie rozeznanie w możliwościach naszej potęgi i
wiedziałem, iż to czego od nas się domagano i oczekiwano daleko przekraczało jej granice”1.

Sformułowana przez Kennana ocena nacjonalistów stanowi zaledwie jeden z argumentów na liście
przytaczanych przez niego dowodów, świadczących o zgubnych skutkach liczenia się z opinią
dysydentów przy wytyczaniu amerykaoskiej polityki wobec Związku Radzieckiego. Zaostrzenie
stosunków z ZSRR i ewentualne doprowadzenie ich do wojny, twierdził Kennan - najpierw na
naradach służbowych, a obecnie w pamiętnikach - jest nonsensem z punktu widzenia interesów
paostwowych USA. Jest to na rękę jedynie dysydentom, do których pogarda dosłownie przebija ze
stron pamiętnika.

„Myśl o wojnie z Rosją jest odrażająca już chociażby ze względu na przelew krwi i zniszczenia, które
by za sobą pociągnęła, nawet gdyby, na co zresztą trudno liczyd, nie użyto broni jądrowej... Zdawałem
sobie doskonale sprawę i usiłowałem to wpoid swoim słuchaczom w Akademii Wojskowej (na
zamkniętych wykładach - przyp. aut.), że wojna między USA i ZSRR nie może się zakooczyd
całkowitym zwycięstwem militarnym... Na ogromnych obszarach Rosji, w tej jej części, którą USA i ich
sojusznicy mogliby, jak im się wydaje, okupowad przywódcy radzieccy - bezwzględni, doświadczeni i
znający sprawę ludzie, rozwinęliby taki ruch oporu, wobec którego wszystko to, co się działo w
czasach drugiej wojny światowej okazałoby się błahostką...

Wielu Amerykanów sądzi, iż wystarczy zająd częśd Rosji, by postawid tam u władzy, tak jak to miało
miejsce w okresie ostatniej wojny, dobrotliwy, proamerykaoski rząd złożony z rosyjskich „elementów
demokratycznych” i reżim ten będzie się cieszył popularnością wśród wyzwolonego narodu.. .

Wszystko co wiem o Rosji nauczyło mnie, iż są to najbardziej dalekie od rzeczywistości mrzonki. W


Rosji nie ma jakiś dostrzegalnych „elementów demokratycznych” (w rozumieniu Kennana, rzecz jasna
- przyp. aut.) ... Nasze doświadczenie ze zbiegłymi ze Związku Radzieckiego dysydentami wskazuje, iż
niezależnie od stopnia nienawiści, jaką żywią wobec radzieckich władców, ich koncepcje ... polegają
zazwyczaj tylko na oczekiwaniu, że pozwolimy i zachęcimy ich do postawienia pod mur niedawnych
przeciwników politycznych ... Następnie zaś sami się wezmą przy naszej pomocy za rządy,
ustanawiając dyktaturę według własnych wzorów”2.

1
G. Kennan. Memoirs 1950-1963. V. II, Boston 1972, pp. 97-99.
2
G. Kennan. Op. Cit. pp. 94-97
Dokuczyli, jak widad, dysydenci amerykaoskim działaczom typu Kennana i to do tego stopnia, iż
nawet po upływie czasu nie może pisad o nich bez przerażenia i odrazy...

W Stanach Zjednoczonych jest sporo polityków podzielających wyżej opisane poglądy, jednak nie
często urabiają oni opinię. Amplituda wahao barometru politycznego w tym kraju jest znaczna. W
USA istnieją i aktywnie działają potężne siły zainteresowane, niekiedy z bezpośrednich, czysto
materialnych względów, w utrwaleniu „zimnej wojny”. Zasadniczą przesłanką jej kontynuowania była
i pozostaje wrogośd wobec Związku Radzieckiego, stąd też każdy, kto występuje przeciwko
socjalizmowi, tym bardziej jeśli przebywa na stale w ZSRR, staje się sojusznikiem tych kręgów.

Wrogowie komunizmu w USA są jednocześnie gorliwymi zwolennikami amerykaoskiego stylu życia i


pierwszymi przeciwnikami totalitaryzmu. Burżuazyjno-demokratyczny ustrój w pełni im odpowiada. Z
politycznego punktu widzenia drogi ich rozchodzą się z drogami dysydentów, w których widzą
nosicieli doktryn totalitarnych. Tym niemniej amerykaoscy antykomuniści upatrują korzyści dla swych
celów w popieraniu na obecnym etapie każdego wroga ustroju radzieckiego. Jak się jednak dalej
przekonamy, żaden z nich dotychczas nie stwierdził kategorycznie, iż Kennan nie miał racji.

W oczach amerykaoskiej reakcji szczególnego znaczenia nabiera rozłamowa działalnośd dysydentów


w dziedzinie ideologii. Tym tylko można tłumaczyd szeroką propagandę na Zachodzie poglądów
dysydentów najwyższej rangi - Sołżenicyna i Sacharowa. Z niesłabnącym zapałem, chociaż zapewne z
różnych powodów, dostarczają oni pożywkę dla prowadzonej za granicą oszczerczej kampanii, której
istota sprowadza się do stwierdzenia, iż współpraca ze Związkiem Radzieckim jest jakoby niemożliwa i
z tego względu rozładowanie napięcia międzynarodowego jest nieziszczalnym marzeniem. Lansując
tego rodzaju tezę amerykaoscy antykomuniści umacniają jednocześnie swe pozycje we własnym
kraju, czyniąc wrażenie bacznych super-patriotów dbających o wyimaginowane interesy narodu
amerykaoskiego.

W ten sposób rozkręca się złowieszcza spirala antykomunizmu, co pociąga za sobą między innymi
nadzwyczaj niebezpieczny wyścig zbrojeo. Wszystko jest wzajemnie powiązane i jeśli niekiedy
narzekamy z powodu tych lub innych niedostatków i trudności, warto pamiętad, iż jest to bezpośredni
rezultat „zimnej wojny”.

Winę za taki rozwój wydarzeo ponoszą inicjatorzy „zimnej wojny”, wszyscy ci, którzy usprawiedliwiają
wyścig zbrojeo na Zachodzie powoływaniem się na rzekomą agresywnośd Związku Radzieckiego,
którzy usiłują oszczerczo obdarzyd nasze społeczeostwo cechami czyniącymi zeo pariasa w
międzynarodowej rodzinie narodów. Cała zaś działalnośd Sołżenicyna i Sacharowa zmierza właśnie w
tym kierunku. Dlatego też obecnie, gdy rozładowanie napięcia międzynarodowego stało się aktualną
sprawą, nastała właściwa pora, by dokonad analizy ich poglądów i stanowiska.

Pseudohistoryk i zdrajca
Łączy ich wszystkich nie tylko cel - nie przebierając w środkach oszkalowad ojczyznę, lecz również
zdumiewająca intelektualna jałowośd. Na każdym kroku usiłują odkryd dawno odkrytą Amerykę,
nieświadomie lub z rozmysłem nie dostrzegają tego, co dokładnie jest znane każdemu
wykształconemu człowiekowi, który chociażby powierzchownie zetknął się z historią. W rezultacie
dysydenci puszczają w obieg wyświechtane twierdzenia, kroczą po ścieżkach dawno przetartych przez
wrogów naszego kraju.
Paszkwil Sołżenicyna „Sierpieo czternastego” stanowi przede wszystkim tęskne biadolenie o
możliwościach lekkomyślnie straconych przez rosyjski wielki kapitał i soldateskę. U osób
współczesnych opisywanym wydarzeniom książka niewątpliwie wywołałaby znajome skojarzenia.
„Sierpieo czternastego” jest spóźnionym, sformułowanym z pozycji burżuazji aktem oskarżenia pod
adresem carskiego absolutyzmu, jakich w przededniu i w czasie pierwszej wojny światowej można
było spotkad bez liku. Gorące przemówienia wkładane przez autora w usta bohaterów książki są w
istocie płaskimi parafrazami gniewnych filipik przedstawicieli drapieżnego rosyjskiego wielkiego
kapitału, rwącego się w owych latach do ustanowienia swojej dyktatury.

Stanowisko Sołżenicyna w ocenie pierwszego miesiąca wojny z lat 1914-1918 pokrywa się całkowicie
ze stanowiskiem dobrze znanego zawodowym historykom przywódcy oktiabrystów3 A. Guczkowa i
Ski. Trudno posądzid leadera kadetów4 P. Milukowa o skłonności do przejaskrawieo, jednak i on
poczuł się zaskoczony ówczesnymi oświadczeniami Guczkowa: „Zgodnie ze swym temperamentem,
rozdrażniony w dodatku niewybraniem swojej osoby do Dumy, jeszcze w 1913 roku wystąpił on
(Guczkow) na zjeździe oktiabrystów ze skrajnymi propozycjami odnośnie „przejścia do ostrej opozycji
i podjęcia walki” - przy czym nie z bezsilnym rządem, a ze stojącymi za nim nieodpowiedzialnymi
„ciemnymi” siłami. Groził, iż w przeciwnym wypadku nastąpi „nieuchronna katastrofa”, pogrążenie
Rosji w „długotrwały chaos” itd. Natychmiast po wybuchu wojny oświadczył, iż „zakooczy się ona
niepowodzeniem” i zebrawszy w grudniu 1914 roku „przedstawicieli instytucji ustawodawczych”
(osobiście nie uczestniczyłem), „przedstawił im sytuację jako całkowicie beznadziejną”. Tego
posępnego nastroju nie podzielała wówczas ani jego frakcja, ani my”5.

Nie ma potrzeby wdawania się w dyskusję kto miał rację w sprawie rozstrzygniętej przez historię -
kadeci czy oktiabryści. Chodzi o coś zupełnie innego - rosyjska burżuazja, którą reprezentowali kadeci
i oktiabryści, poczynając od sierpnia 1914 roku konsekwentnie dążyła do przejęcia władzy, by
następnie doprowadzid wojnę imperialistyczną do „zwycięskiego kooca”.

Wielki Październik pogodził zarówno działaczy Carskiego Sioła i Mohylewa, jak też brudnych
intrygantów z Pałacu Taurydzkiego. Rosję uratowała partia bolszewików, a miotła Rewolucji oczyściła
kraj z pretendentów do panowania nad wielkim narodem. Ujawnione zostało wówczas prawdziwe
oblicze niedawnych rzeczników „dobra narodu”. Sięgnijmy do zdecydowanie antykomunistycznej
książki zachodniego „sowietologa” G. Katkowa, w której mówi się o dalszych losach Guczkowa:
„Wyemigrował, gdy białe armie opuszczały południe Rosji i niezwłocznie rozpoczął za granicą
kampanię antybolszewicką. Z czasem Guczkowa opanowały silne nastroje progermaoskie. Mieszkając
w Paryżu utrzymywał tajne kontakty z niemieckim Sztabem Generalnym. Popierała go niewielka
grupa polityków . . . Umarł w 1936 roku rozczarowany i nieszczęśliwy, zdradzony przez wielu, którym
wierzył, nie uzyskując zaufania tych, na których polityczne poparcie liczył”6. Koło się zamknęło. Tu
zaprowadziła Guczkowa droga, na którą wkroczył w 1914 roku - od głoszenia parafiaoskiego
patriotyzmu do wysługiwania się hitlerowcom.

3
Oktiabryści (Związek 17 października) – kontrrewolucyjna partia reprezentująca i broniąca interesów wielkiego
kapitału przemysłowego i obszarników w Rosji. Powstała jako polityczna partia w październiku 1906 roku.
Jednym z jej podstawowych zadao, podobnie jak i kadetów, było przystosowanie konstytucji do samowładztwa.
4
Kadeci (Konstytucjonaliści-demokraci) - członkowie kontrrewolucyjnej partii, utworzonej w październiku 1905
roku - głównej partii imperialistycznej burżuazji w Rosji.
5
P. Milukow. Wospominanija (1859-1917). T. 2, New York 1955, str. 193
6
G. Katkov. Russia 1917. London 1967, p. 339.
Jego duchowy sobowtór w dziedzinie literatury Sołżenicyn swoim „Sierpniem czternastego” uczynił
pierwszy krok w tym samym kierunku. Zbieżnośd między ówczesnymi przemówieniami Guczkowa i
argumentacją nawet bezpośrednią, autorską - Sołżenicyna jest zdumiewająca. Mamy przed sobą
prymitywny ideowy plagiat. Jako najnowsze odkrycie 1971 roku Sołżenicyn oświadcza: „Kto podejmie
się ukazad, która bitwa w tej czteroletniej wojnie miała decydujące znaczenie, powodując upadek
ducha narodowego? Było ich mnóstwo, więcej nieudanych niż zakooczonych sukcesem... I mimo
wszystko można stwierdzid, że pierwsza rosyjska porażka przesądziła, nadała ton całemu dalszemu
przebiegowi wojny dla Rosji: przystąpiwszy do pierwszej bitwy bez zebrania odpowiednich sił, nigdy
już w przyszłości nie zdołali ich zebrad .. . Od początku duch nasz został złamany i nie nabrał już więcej
dawnej pewności siebie; od pierwszego razu oklapnęli zarówno przeciwnicy, jak i sojusznicy - cóż z
nas za wojacy, i z tym lekceważącym piętnem dowojowaliśmy aż do upadku”7.

Jest to punkt widzenia ówczesnej opozycyjnej burżuazji, która z porażki w Prusach Wschodnich
uczyniła kartę atutową w walce o władzę. Z tych samych względów rosyjscy bogacze przedstawiali
rzeczywistośd w możliwie ciemnych barwach, chociaż sytuacja na froncie daleko odbiegała od
roztaczanych przez nich posępnych wizji. Zaciekłe spory na ten temat trwały w środowisku białych
emigrantów również długo po roku 1917. Nawet jednak te kręgi stopniowo uznały obiektywne fakty.
Biały emigrant, generał-leitnant, profesor N. Gołowin w pracy zbiorowej o wojnie, wydanej wiele lat
po opisywanych wydarzeniach, stwierdza:

„Na froncie rosyjskim strategiczne następstwa niepowodzeo armii generała Rennenkampfa i generała
Żylioskiego zostały zrekompensowane rozgromieniem czterech austro-węgierskich armii w Galicji.
Setki tysięcy jeoców wzięły do niewoli waleczne wojska Frontu Południowo-Zachodniego; cała Galicja
oczyszczona została z przeciwnika, który pospiesznie wycofywał resztki swych rozbitych armii w
kierunku Krakowa i za Karpaty. Chociaż zwycięstwo to odniesione zostało jednocześnie z naszą
porażką w Prusach Wschodnich, tym niemniej nie może ono zatrzed przygnębiającego moralnego
wrażenia wywołanego przez tę ostatnią... Na tyłach... opozycyjne elementy łatwo poddają się
mrocznym nastrojom pesymizmu. A. Guczkow... twierdzi, iż już w sierpniu 1914 roku „ostatecznie
doszedł do wniosku, że wojna jest przegrana”, przy czym źródłem podobnego pesymizmu były jego
„pierwsze wrażenia wyniesione z teatru działao wojennych, porażka pod Soldau” (gdzie walczył
lewoskrzydłowy korpus armii generała Samsonowa). Jeśli w taką panikę wpadali niektórzy z
najbardziej energicznych działaczy, jakiż musiał byd rezonans tych wydarzeo w środowisku
mieszczaoskim! Niemcy z dużą umiejętnością prowadzą w tym kierunku propagandę. Rozdmuchując
rozmiary swych sukcesów w Prusach Wschodnich, podrywają zaufanie zachodnich sojuszników do
rosyjskiej armii; w szeregach tej ostatniej zaś podrywają wiarę we własne siły”8.

Taka jest geneza głównej idei „Sierpnia czternastego”, zgodna mimo wszystko z wojenną propagandą
kajzerowskich Niemiec. Wstąpiwszy na tę ścieżkę snuje Sołżenicyn dalej swą nid, opluwając wszystko
co rosyjskie. Tymczasem sierpniowa bitwa w Prusach Wschodnich wyglądała zupełnie inaczej, niż ją
oceniają Guczkow i Sołżenicyn. Zatrzymajmy się chwilę przy faktycznym przebiegu omawianych
wydarzeo. Zachodnia propaganda usiłuje przedstawid autora jako człowieka znającego sprawę z
własnego doświadczenia. Sołżenicyn rzeczywiście przez jakiś czas służył w artylerii. Każdy słuchacz
wynosi ze szkoły wojennej znajomośd podstawowego faktu - w czasie pierwszej wojny światowej
prawie trzy czwarte strat armie ponosiły na skutek ognia artylerii.
7
A. Sołżenicyn. Awgust Czetyrnadcatogo. Paryż 1971, str. 349-350.
8
N, Gołowin. Wojennyje usilija Rossii w mirowoj wojnie. T. 2, Paryż 1939, str. 133-134
Nasz „miłośnik prawdy” usiłuje przekonad nas, iż monopol pod tym względem należał do Niemców.
W „Sierpniu czternastego” buszuje ogieo niemieckiej artylerii, co się zaś tyczy rosyjskiej, jest ona
nieobecna. Jak twierdzi w opisie jednego z epizodów, „w czternastym roku dwudziestego wieku
jedyną zaporą przeciw niemieckiej artylerii pozostawał... rosyjski bagnet”9. Odnośnie rosyjskiej
artylerii wrogowie wyrażali się nieco inaczej. W fundamentalnym studium zagadnienia radziecki
specjalista J. Barsukow wskazuje: „W sierpniu 1914 roku po rozbiciu 2 rosyjskiej armii Samsonowa w
Prusach Wschodnich niemieckie gazety i tygodniki przepełnione były artykułami wychwalającymi
swoich generałów i zwycięską armię.

Wśród tej informacji nieoczekiwanie w jednej z gazet pojawiła się notatka, zawierająca wysoką ocenę
działao rosyjskiej artylerii, pod sensacyjnym nagłówkiem „Czapki z głów przed rosyjską artylerią”10.

Swą książką Sołżenicyn usiłuje wskrzesid do życia wydarzenia minionych dni dla zniesławienia naszego
narodu. Rzeczywiście przeszły one do historii i na długo pozostały w ludzkiej pamięci, jednakże w
całkiem innym świetle niż przedstawia to autor. W latach pierwszej wojny światowej na Zachodzie
dokładnie zdawano sobie sprawę, iż w 1914 roku Rosja uratowała Francję. W wydanej w 1969 roku w
Chicago książce prof. S. Harpera, wybitnego ówczesnego amerykaoskiego eksperta do spraw
rosyjskich, specjalnego doradcy ambasadora USA w Piotrogrodzie Francisa, zawarte jest stwierdzenie:
„Wkroczenie rosyjskich armii do Prus Wschodnich spowodowało wzrost prestiżu Rosji w Ameryce.
Uważano nawet, iż stało się to głównym powodem uratowania Paryża przed niemieckim
natarciem”11.

W przededniu drugiej wojny światowej, gdy nad światem zawisła groza niemieckiego faszyzmu,
szereg trzeźwo myślących zachodnich polityków sięgnął do historii 1914 roku, by udowodnid, że
ludzkośd może wyżyd jedynie w sojuszu z naszym krajem. Występując w kwietniu 1939 roku w Izbie
Gmin David Lloyd George, premier Anglii z czasów pierwszej wojny światowej, powiedział: „Gdyby nie
ofiary ze strony Rosji w 1914 roku, niemieckie armie nie tylko zajęłyby Paryż, lecz ich garnizony
dotychczas znajdowałyby się w Belgii i we Francji”12. W obliczu śmiertelnego niebezpieczeostwa
ludziom zazwyczaj mówi się prawdę, o czym świadczy nie tylko oficjalna wypowiedź Lloyd Georga z
trybuny parlamentu, lecz również wydarzenia mające miejsce po upływie kilku lat.

W listopadzie 1942 roku pod Stalingradem zostało otoczone zgrupowanie wojsk hitlerowskich - 6
armia Paulusa. Pierwszym skojarzeniem, jakie powstało w umysłach siwych oficerów Wehrmachtu,
był rok 1914. Nie wspomnienia o katastrofie armii Samsonowa, lecz o mających później miejsce
ciężkich porażkach kajzerowskich wojsk. Generał artylerii Seydlitz, dowodzący znajdującym się w
kotle 51 korpusem, zaczął mówid o lekcji płynącej z operacji łódzkiej („łódzki przekładaniec”), gdy w
listopadzie 1914 roku zgrupowanie generała Scheffera, próbując powtórzyd oskrzydlenie
zastosowane z powodzeniem wobec armii Samsonowa, samo dostało się do okrążenia, z którego
ledwie zdołało ujśd, tracąc przy tym 40 tys. ludzi, czyli 80 proc. pierwotnego stanu13.

Naoczny świadek wydarzeo pod Stalingradem w latach 1942-1943, oficer wywiadu niemieckiej 6
armii Wieder pisał: gdy tylko hitlerowskie wojska znalazły się w okrążeniu, „Seydlitz zebrawszy

9
A. Sołżenicyn. Cyt. Utwór, str. 354.
10
J. Barsukow. Russkaja artillerija w mirowuju wojnu. T. 2, Moskwa 1940, str. 53.
11
S. Harper. Russia I believe in. Chicago 1969, p. 82.
12
Cyt. wg „Prawdy” z 5 kwietnia 1939 r.
13
Szczegóły p. „Wojenno-istoriczeskij żurnal”, 1964, nr 11, str. 1276-128.
starszych oficerów sztabowych swoich ośmiu dywizji otwarcie oznajmił im, iż armia postawiona
została przed alternatywą: Kanny lub Brzeziny, mając na myśli znane przerwanie rosyjskiego frontu
pod Łodzią w 1914 roku, w którym on, młody wówczas oficer, brał bezpośredni udział”14. Wyznania
te, czynione nie dla retorycznych popisów, lecz na naradzie sztabowej zwołanej celem omówienia
sposobów ratunku, potęgowały przerażenie hitlerowców przed Radzieckimi Siłami Zbrojnymi. W
wyjątkowych okolicznościach do głosu doszedł paraliżujący strach, zasiany w sercach kadrowych
zawodowców Wehrmachtu przez wielką rosyjską armię w 1914 roku.

***

Od 1914 roku minęło trzydzieści lat. Zbliżała się do kooca, tym razem zwycięskiego, druga w XX wieku
wojna z Niemcami. Wojska radzieckie dotarły do legowiska hitlerowskiej bestii - Rzeszy Niemieckiej. 3
armia generała A. Gorbatowa, wchodząca w skład 2 Frontu Białoruskiego, zbliżała się od południa do
granic Prus Wschodnich, zmierzając ku brzegom Bałtyku.

„Każdy z dowódców naszej armii - pisze A. Gorbatow - marzył o przekroczeniu jako pierwszy granicy
Prus Wschodnich. :i Zaszczyt ten przypadł żołnierzom i dowódcom 1172 pułku piechoty
dowodzonego przez podpułkownika Sieriogina, którzy pierwsi przekroczyli w dniu 20 stycznia 1945
roku granicę Prus Wschodnich. Łatwo powiedzied przekroczyli...

Wspominałem ciężkie walki ostatnich dni. W pamięci stawały mi walki pod Moskwą w czasie ciężkiej
jesieni 1941 roku, krwawa bitwa nad Wołgą, walka o Orzeł uczczona pierwszym artyleryjskim
salutem. Ileż tych salutów było później! A każdy rozkaz zawierający podziękowania dla zwycięzców,
wzywał do zachowania w pamięci bohaterów poległych za wolnośd swojej ojczyzny, swojego narodu.
W myślach widziałem znajome twarze towarzyszy broni. Wielu, bardzo wielu z nich nie ma już wśród
nas.

Oto co się kryje za słowami „przekroczyli granicę Prus”...

Z wysokiej dzwonnicy ujrzałem przed sobą morze pożarów okolone łamaną linią wznoszących się do
nieba czarnych dymów”15. Przed nimi Prusy Wschodnie i nieprzerwane wielomiesięczne walki.

Śnieżną zimą 1945 roku wojska radzieckie posuwały się po tych samych drogach, po których w
sierpniu 1914 roku w pyle i znoju nieśli swój krzyż żołnierze armii generała Samsonowa. Historia lubi
się powtarzad - radziecka 3 armia, wspomina K. Rokossowski, „w walce przedarła się przez silnie
bronione rubieże, zbudowane na długo przed wojną. Ujrzeliśmy tu murowane transzeje o pełnym
profilu, schrony, zasieki z drutu kolczastego, kopuły pancerne, artyleryjskie kaponiery”. Na tym
analogie się wyczerpują. „Wojska posuwały się tak szybko, iż przeciwnik nie zdążył na dobre zająd
tych pozycji”16.

W doniesieniach z pola walki pojawiły się wywołujące bolesne skojarzenia nazwy - Neidenburg,
Osterode, Allenstein. Na rubieży Allensteinu front przebił się przez drugą linię obronną
ufortyfikowanego rejonu, otwierając drogę w głąb Prus Wschodnich. W wyłom wprowadzona została
5 gwardyjska armia pancerna, która „pospiesznie ruszyła ku morzu, zmiatając po drodze rozproszone
i ogarnięte paniką jednostki wroga, nie pozwalając im zająd pozycji obronnych” - pisze K.
14
J. Wieder. Katastrofa na Wołgie. Moskwa 1965, str. 47.
15
A. Gorbatow. Gody i wojny. Moskwa 1965, str. 331-332.
16
K. Rokossowski. Sołdatskij dołg. Moskwa 1968, str. 315-316.
Rokossowski. Bojowe zadanie 5 gwardyjskiej armii pancernej doprowadziła do kooca posuwająca się
jej śladem 2 armia szturmowa, rozbijając nieprzyjacielskie punkty oporu, które obeszli czołgiści. Już
25 stycznia radzieckie czołgi wyszły na brzeg morza, odcinając Niemcom drogę odwrotu z Prus
Wschodnich. W 1945 roku czołgiści 2 Frontu Białoruskiego w ciągu niecałego tygodnia wykonali
manewr, którego nie zdołała wykonad 2 armia generała Samsonowa.

W mroźne styczniowe dni 1945 roku ziemia drżała pod gąsienicami radzieckich czołgów. Prusami
Wschodnimi wstrząsało tysiąckrotne echo kroków samsonowskich żołnierzy - męczenników gorącego
sierpnia 1914 roku. Nowe pokolenie rosyjskich żołnierzy, którzy przynieśli w 1945 roku pożar wojny
do gniazda pruskiego militaryzmu, oddawało hołd śpiącym tu na wieki rodakom. Wyczerpani do
ostatka czołgiści pamiętali nie tylko o bieżących zadaniach bojowych, lecz również o historii. Ludzie w
pancerzach wiedzieli, iż ich marsz naprzód otwiera nową kartę w historii sławy rosyjskiego oręża.

Gdy 21 stycznia 1945 roku 183 brygada pancerna gwałtownym uderzeniem wyparła Niemców z
Tannenbergu, na punkcie dowodzenia 5 gwardyjskiej armii pancernej panował świąteczny nastrój.
Generałowie i oficerowie winszowali sobie nawzajem. Generał-major F. Gałkin zanotował, o czym
mówili tego pamiętnego dnia sławni dowódcy.

„- Tak więc zrobiliśmy trzeci Tannenberg! - powiedział Gieorgij Stiepanowicz Sidorowicz. - Wiele
słowiaoskiej krwi wsiąkło w tę ziemię.

- Co prawda, to prawda - poparł go Wolski (generał-pułkownik, dowódca armii) - - Niemcy nie mogli
zapomnied porażki swoich teutooskich hufców; w 1410 roku i zwycięstwo nad armią Samsonowa w
czasie pierwszej Wojny imperialistycznej traktowali jako rewanż, nazywając ją bitwą pod
Tannenbergiem.

- Oznacza to poważne zachwianie prestiżu niemieckiej soldateski - zauważył generał I. Griszin. - W


ciągu trzydziestu lat wychowywała ona młodzież na „Bitwie pod Tannenbergiem”, będącej dowodem
iż oręż niemiecki jest niezwyciężony. Popatrzcie na ulice tutejszych miast: ile pomników i każdy głosi,
że Niemcy są niezwyciężone. A okolice Tannenbergu! Przecież to prawdziwy rozsadnik odwetowych
idei... Widzieliście w pobliżu miasta wrośniętą w ziemię kamienną bryłę? Miała ona przypominad
aryjczykom, iż w tym miejscu w 1914 roku znajdował się punkt dowodzenia „wielkich wodzów”-
Hindenburga i Ludendorffa, którzy podjęli nową wyprawę przeciwko Słowianom. - Tak, marzyła się im
nowa chwała Tannenbergu. Nic z tego jednak nie wyszło - powiedział Wasyl Timofiejewicz...

- Marzyli i podsycali nastroje odwetowe - kontynuował Piotr Grigorijewicz. - Opowiadał mi jeden z


korespondentów frontowych - pisarz Michał Bragin, że w pobliżu Hohensteinu odwetowcy zbudowali
grobowiec, w którym uroczyście złożyli prochy starych generałów, zwiezione niemal z całych Niemiec.
Ponod sam Hitler raczył wziąd udział w tej ceremonii”17.

Na ziemię tych, którzy przez wieki parli na Wschód przyszedł wraz z radzieckimi czołgami czas
odwetu. Tannenberg jako symbol rozbójniczej chwały niemieckich militarystów bezpowrotnie
rozpłynął się w przeszłości. Przydomek „tannenberskich” otrzymały wyróżnione w walkach pod tym
miastem jednostki i związki Armii Czerwonej.

17
F. Gałkin. Tanki wozwraszczajutsia w boj. Moskwa 1964, str. 235-236.
Krwawe, długotrwałe walki 1945 roku płożyły kres odwiecznemu teutooskiemu „Drang nach Osten”.
W styczniu 1945 roku wojska 3 Frontu Białoruskiego po wkroczeniu od wschodu do Prus Wschodnich
zdobywały te same miejscowości, o które w sierpniu 1914 roku walczyli w szeregach 1 rosyjskiej armii
ich ojcowie. Pod Gumbinnenem zastępca do spraw politycznych dowódcy batalionu 130 dywizji
piechoty kapitan Siergiej Gusiew w krytycznym momencie poprowadził kompanię do ataku. Zginął w
walce wręcz na przedpolach miasteczka. Gusiewowi przyznano pośmiertnie tytuł Bohatera Związku
Radzieckiego, a miasto Gumbinnen przemianowano na Gusiew.

Nieludzkie zmagania pociągały za sobą ogromne ofiary - ginęli radzieccy żołnierze, oficerowie,
generałowie, pozostając na wieki w ziemi przodków, która na zawsze powróciła we władanie naszego
narodu.

,,Wybuch wojny 22 czerwca 1941 roku zastał dowódcę 28 dywizji pancernej pułkownika I.
Czerniachowskiego na granicy Prus Wschodnich. Po trzech i pół latach walki o wyzwolenie ojczyzny tu
zakooczył swe życie. Obecnie imię dwukrotnego Bohatera Związku Radzieckiego Czerniachowskiego
nosi były Insterburg, nad którym 22 stycznia 1945 roku załopotał na wietrze czerwony sztandar jego
jednostki.

Wspaniale walczył w czasie szturmu Królewca 16 gwardyjski korpus piechoty generała-majora S.


Gurjewa, który pod murami starej rycerskiej twierdzy zdobył tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.
Zaraz potem gwardziści jego korpusu podeszli pod morską cytadelę Pillau, gdzie kula przerwała życie
generała Gurjewa. Dla uwiecznienia jego imienia dotychczasowy Neuhausen otrzymał nazwę
Gurjewsk.

Od nazwiska zastępcy dowódcy korpusu S. Niestierowa, poległego w Prusach Wschodnich, pochodzi


nazwa byłego Stallupönen18. Imię dowódcy batalionu 182 dywizji piechoty Piotra Romanowa nosi
dawne Pobethen, miasto, u którego wrót zginął. Miejscowośd Ludwigsort ma zaszczyt nosid obecnie
imię zabitego tu dowódcy kompanii czołgów Iwana Ładuszkina. Dla uczczenia pamięci dowódcy 331
pułku piechoty Nikołaja Momonowa imię jego nadano byłemu Heiligenbeil...

Rosyjską krwią zostały zmyte na zawsze z mapy nazwy budzące posępne wspomnienia o pruskim
militaryzmie.

A co wówczas, gdy ludzie radzieccy - od żołnierza do generała - za cenę życia wypełniali swój
żołnierski obowiązek, porabiał ten, według opinii antykomunistów, „rosyjski patriota” Sołżenicyn?
Wystarczyło, że Armia Czerwona dotarła do miejsc, skąd wyruszały wyprawy na Wschód, by
Sołżenicyn stracił cierpliwośd. Bito tych, przed którymi w myślach zawsze padał na kolana - pruskich
militarystów. Sołżenicyn zhaobił szlify oficera zajmując się szerzeniem nikczemnych pogłosek,
mających na celu poderwanie ducha bojowego wśród żołnierzy. Zgodnie z prawem czasów wojny za
ciężkie przestępstwo został wydalony z szeregów armii czynnej. Miliony żołnierzy poszły dalej dobijad
faszystowską bestię. Sołżenicyna odesłano na tyły - do więzienia.

Tam, przeniknięty dziką nienawiścią do własnego narodu przygotowywał w myślach paszkwil, który w
postaci książki „Sierpieo czternastego” pojawił się znacznie później, lecz zamierzany został jeszcze w
latach młodości. W epilogu książki Sołżenicyn uprzedza, iż jest ona zaledwie „pierwszym węzłem”
pracy obliczonej co najmniej na dwadzieścia lat. „Ogólny zamysł, którego niniejsza książka stanowi

18
A. Wasilewski. Dieło wsiej żyzni. „Nowyj Mir”, 1973, nr 12, str. 156-157.
pierwszą częśd, powstał w 1936 roku, gdy kooczyłem szkołę średnią. Od tej pory nigdy się z nim nie
rozstawałem, traktując go jako główne zamierzenie swego życia; odrywając się dla napisania innych
książek jedynie ze względu na pewne osobliwości mojej biografii i pod naporem bierzących wydarzeo.
Wszystkie jednak poczynania, przygotowania i gromadzenie materiałów miały na celu realizację tego
zamierzenia”19.

Pisząc paszkwil o roku 1914 Sołżenicyn zajął pozycje wyjściowe, oszkalował naród rosyjski
przygotowując zwolna grunt, aby wykonad swój główny zamiar - podjąd próbę zniesławienia ustroju
radzieckiego. Że niby to jedynie w „pogardzanym” przez wszystkich, według Sołżenicyna, kraju mógł
nastąpid Październik i powstad ustrój socjalistyczny. W tym właśnie kierunku zmierzają wysiłki
wszystkich bez wyjątku dysydentów.

Sługus kapitału
Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa nieodmiennie stanowi przedmiot studiów
zachodnich historyków, a dla „sowietologów” jest ona tematem całego życia. Zainteresowanie tym,
co nastąpiło w Rosji w 1917 roku, nie rodzi się z zamiłowania do wiedzy, lecz na gruncie przesłanek
praktycznych.

Amerykaoski profesor J. Billington dostatecznie przekonywająco wyjaśnił podłoże wzmożonego


zainteresowania na Zachodzie Wielkim Październikiem. „O ile dla myśliciela XIX stulecia - pisze
profesor - główne zadanie polegało na określeniu swego stosunku do Rewolucji Francuskiej, to dla
człowieka współczesnego sprawą centralną jest ocena rewolucji rosyjskiej. To ostatnie stało się
nawet kwestią bardziej kluczową, ponieważ obecnie prawie miliard ludzi na kuli ziemskiej, deklaruje,
iż są spadkobiercami i obroocami rewolucji rosyjskiej. Siły powołane do życia przez przewrót 1917
roku z jeszcze większą mocą dają o sobie znad, niż siły zrodzone przez Rewolucję Francuską w 1789
roku i wiek rewolucji demokratycznych”20.

W pięddziesiątą rocznicę Wielkiego Października na Zachodzie podsumowano wyniki badao nad


niektórymi problemami. Oceniając osiągnięte rezultaty jeden z wybitnych zachodnich
„sowietologów” profesor W. Laqueur w obliczonej na specjalistów przeglądowej pracy „Losy
Rewolucji. Interpretacja historii ZSRR” stwierdził: „Większośd (zachodnich) historyków jest obecnie
zgodna, iż carat w tej postaci, w jakiej istniał w 1914 roku nie mógł długo egzystowad, a szanse na
pokojową ewolucję były wysoce wątpliwe. Wojna i militarne porażki przyspieszyły upadek monarchii.
Są oni również zgodni, iż w wyniku błędów starego reżimu powstały skrajne napięcia, ostra nienawiśd
klasowa i ogólne niezadowolenie. Istniały wszelkie przesłanki dla ogólnego wybuchu. Podzielone są
natomiast zdania co do tego, czy forma w jakiej nastąpił ten wybuch była dziełem przypadku, czy też
nieuchronną koniecznością. Emigranci rosyjscy oraz większośd angielskich i amerykaoskich badaczy
tradycyjnie eksponują element przypadku. Polityczny empiryzm, jak podkreśla profesor Billington,
„skłania ich do odrzucania bardziej głębokich wyjaśnieo, a własne tradycje polityczne mimo woli

19
A. Sołżenicyn. Cyt. Utwór, str. 572.
20
J. Billington. Six Views of the Russian Revolution. „World Politics”, April 1966, p. 452.
zmuszają traktowad nagłe i konwulsyjne zmiany jako odrażające odchylenie w normalnym biegu
ludzkich spraw”21.

Abstrahując od właściwego burżuazyjnym ideologom dążenia do prezentowania pobożnych życzeo za


rzeczywistośd, tj. akcentowania „przypadkowości”, zauważmy, iż nikt, nawet zdecydowani anty
komuniści nie negują obecnie nieuchronności rewolucji w 1917 roku w Rosji. Do takiej ogólnej
konkluzji dochodzi, nie bez oporów, rzecz jasna, współczesna burżuazyjna historiografia. Łatwo więc
sobie wyobrazid zakłopotanie tych ludzi, których skądinąd trudno speszyd, gdy dysydenci rozpoczęli
przekazywad za granicę ZSRR obszerne „prace” pełne prymitywnych opinii, dawno odrzuconych przez
burżuazyjnych historyków. Wartośd ich, nawet z punktu widzenia „sowietologii”, jest równa zeru,
traktują bowiem po prostu o bzdurach, które gdyby zostały napisane przez autora zachodniego, nigdy
by nie znalazły sobie miejsca na łamach prasy.

W paszkwilu „Archipelag Gułag” motywem przewodnim całej książki jest „szataoska teoria historii”, a
mianowicie - rewolucja nie była rezultatem rozwoju Rosji, lecz została narzucona krajowi siłą. Nie
było dla niej jakoby obiektywnych przesłanek. Władza radziecka niby to przecięła jakiś inny kierunek
rozwoju Rosji. Jaki mianowicie?

Listę Sołżenicyna otwiera, jak należało oczekiwad, wychwalanie tego co legło u podstaw programu
przede wszystkim Związku 17 października Guczkowa, utworzonego po wydaniu znanego carskiego
manifestu 17 października 1905 roku. „Któż z nas - sugeruje Sołżenicyn - nie wyniósł ze szkolnej
historii, iż ten „prowokacyjno-nikczemny manifest” był naigrywaniem się z wolności, że car wydał
polecenie: „martwym - wolnośd, żywych - pod klucz”? Jednak epigramat ten jest fałszywy. Manifest
zezwalał na tworzenie partii politycznych i zwołanie Dumy, a amnestia udzielona była uczciwie i
maksymalnie szeroko”22.

Autor zdecydowanie nadużył różowej farby, by odmalowad skutki carskich ustępstw poczynionych
pod naciskiem mas. Głośna w ówczesnych latach dziennikarka, członek Komitetu Centralnego Partii
Kadetów, A. Tyrkowa-Wiljams pisała o sytuacji w Rosji po 17 października 1905 roku: „Stary ustrój nie
zawalił się. Car, dwór, ministerstwa, prowincjonalna administracja - wszyscy pozostali na miejscu.. .
Uchwalono prawo wyborcze do Dumy Paostwowej. Wśród ogólnego upojenia i podniecenia
niedocenili go nawet ci, którzy tak żarliwie domagali się narodowego przedstawicielstwa. Zaledwie
Duma Paostwowa... gdy wszyscy krzyczeli, iż jedynie Zgromadzenie Ustawodawcze może wprowadzid
nowy ustrój”23.

Tak więc Sołżenicyn z uwagi na swe poglądy należy do najbardziej prawego skrzydła kadetów.
Wylewa gorzkie łzy nad losem wszystkich burżuazyjnych partii po Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji
Październikowej. Wiadomo dobrze, iż w rozgorzałej wojnie domowej zostało postawione na jedną
kartę samo istnienie największej w historii zdobyczy mas pracujących - władzy radzieckiej. W ogniu
wojny zespalała siły zewnętrzna i wewnętrzna kontrrewolucja. Wśród niezliczonych jawnych wrogów
i ukrytych spiskowców znajdowali się również kadeci, których dosięgnął oczywiście miecz walczącej o
swe istnienie rewolucji. Środek historycznie usprawiedliwiony i nie budzący wątpliwości.

21
W. Laqueur. Fate of the Revolution. Interpretations of Soviet History. N.Y. 1967, p. 55.
22
A. Sołżenicyn. Archipelag Gułag. Paryż 1973, str. 198.
23
A. Tyrkowa-Wiljams. Na putiach k swobodie. New York 1952, str. 215, 228.
Zdaniem Sołżenicyna, uzbrojeni spiskowcy, członkowie różnych białych „rządów” należeli do
pokojowo usposobionych ludzi, bez uzasadnienia prześladowanych przez władzę radziecką. Jak
oświadcza: „Jedno z pierwszych uderzeo dyktatury wymierzone zostało przeciwko kadetom (w
czasach carskich - skrajna zaraza rewolucji, pod władzą proletariatu - skrajna zaraza reakcji)”. Co do
drugiego, nie ma wątpliwości i za popełnione przestępstwa szereg wybitnych działaczy partii kadetów
zasiadł na ławie oskarżonych wśród 28 osób odpowiadających w sprawie „Taktycznego Centrum”
(proces miał miejsce w Moskwie w sierpniu 1920 roku). Spisek został udowodniony, biorąc jednak
pod uwagę, iż wojna domowa miała się ku koocowi sąd ograniczył się do zamknięcia oskarżonych w
obozie pracy do czasu jej zakooczenia. Za co? - zapytuje Sołżenicyn pięddziesiąt lat po skazaniu tych,
którzy usiłowali obalid władzę radziecką, przecież „we współczesnym języku naukowym nazywa się to
studiowaniem alternatywnych rozwiązao”.

W gruncie rzeczy zaś kim byli owi kadeci, cierpiący jakoby nie za swoje winy. Sołżenicyn dosłownie nie
zna miary: „Zgarniali do więzieo inteligencję, tak zwaną „przykadecką”. Co oznacza termin
„przykadecką”? Nie monarchistyczna i nie socjalistyczna, czyli: całe środowiska naukowe,
uniwersyteckie, artystyczne, literackie, cała inteligencja techniczna. Oprócz skrajnych pisarzy,
teologów i teoretyków socjalizmu, pozostała inteligencja, 80 jej procent była „przykadecką”24. O co
chodzi, panie Sołżenicyn? Przywódcy kadetów nawet marzyd nie mogli o takiej bazie. W koocu
istnieją przecież obiektywne kryteria - w Dumie ostatniej IV kadencji spośród około 450 posłów
kadeci i ich poplecznicy posiadali raptem 59 mandatów25. W wyborach do Zgromadzenia
Ustawodawczego na listę kadetów padło 4,7 proc. głosów26. Co się zaś tyczy składu socjalnego partii,
to Tyrkowa-Wiljams z pewnością wiedziała lepiej pisząc - kościec stanowy kadetów tworzyła
obszarnicza szlachta5gi a więc „ci, którzy jako klasa panująca stanowili częśd władzy od dawna
należącej do ich przodków”27.

W każdej rewolucji, jak wiadomo, chodzi przede wszystkim o władzę. Nie inteligenckie pochodzenie,
co jest oczywistą bzdurą i bezczelną falsyfikacją, lecz walka z bronią w ręku przedstawicieli starych
klas rządzących była powodem stosowania represji przeciw aktywnym kontrrewolucjonistom
kadetom. Napawające Sołżenicyna przerażeniem represje wobec kadetów nie nosiły w owym czasie,
jak to widzimy na przykładzie „Taktycznego Centrum”, skrajnego charakteru. Władza radziecka
stosowała w zasadzie metody perswazji.

Dokonując fałszerstwa poprzez stawianie znaku równości między kadetami i 80 procentami


inteligencji, a w każdym razie całością „inteligencji technicznej”, Sołżenicyn traci wszelki umiar. Myśl,
iż władza przeszła w ręce mas pracujących dosłownie pozbawia go rozsądku: „Bardowie lat
dwudziestych, któż opiewa je jako świetlane wrzenie radości! Jeśliś się nawet brzegiem otarł, w
dzieciostwie ujrzał - już ich więcej nie zapomnisz. Te mordy, ta żulia tępiąca inżynierów - w latach
dwudziestych odpaśli się za wszystkie czasy. A jak teraz widzimy, już nawet z osiemnastego...” (str.
345-346). Pozostawmy na razie na boku sposób wysławiania się, pouczający jest inny fenomen -
zwyczajna, genetycznie uformowana nienawiśd klasowa latorośli rodziny, która w czasie rewolucji
straciła swe majętności. Takie sformułowania podsuwa człowiekowi nienawiśd klasowa. Gdzież się
podziały sołżenicynowskie ideały „pokory”, o których tyle mówi zachodnia propaganda?

24
A. Sołżenicyn. Archipelag Gułag, str. 39, 336, 44.
25
P. Milukow. Cyt. praca, str 396.
26
L. Spirin. Kłassy i partii w grażdanskoj wojnie w Rossii, 1917-1920. Moskwa 1968, str. 85.
27
A. Tyrkowa-Wiljams. Cyt. opr. str. 245.
Bezsilna wściekłośd z powodu zwycięstwa w Rosji socjalistycznej rewolucji zieje dosłownie z kart
książki. I jak należało oczekiwad, natychmiast podany zostaje przykład cudowne są te kraje, w których
nie ma socjalizmu, w pierwszej kolejności Stany Zjednoczone. Chociaż amerykaoskie porządki, jak się
dalej przekonamy, nie bardzo odpowiadają Sołżenicynowi - jego poglądy są bardziej prawicowe niż
poglądy zaoceanicznej burżuazji, ale przynajmniej w Ameryce nie było rewolucji. Z najwyższym
uznaniem cytuje słowa starego wroga Związku Radzieckiego, z którym dzielił celę więzienną i który
jeszcze przed pierwszą wojną światową mieszkał w USA i Kanadzie: „Swobodne, ustabilizowane życie
tych krajów wprawiało w podziw” rozmówcę Sołżenicyna; „był on zdania, iż żadna proletariacka
rewolucja nigdy tam nie nastąpi, a nawet uważał, iż jest ona tam niepotrzebna” (str. 200). Też coś,
przecież tam panuje wielka demokracja, w której między innymi obowiązuje „5 poprawka do
Konstytucji USA, „zabraniająca składania zeznao na swoją szkodę”. Zabraniająca! (Podobnie w
ustawie o prawach z XVII w.)” (str. 112).

W tym miejscu z całą jaskrawością wychodzi na jaw nieznajomośd historii przez autora. Nawet do
głowy mu nie przychodzi, iż „ustawa o prawach” została zatwierdzona w koocu XVIII wieku, a
wspomniana 5 poprawka do Konstytucji stanowi częśd tego dokumentu. Rzuca to snop światła na
poziom wiedzy człowieka usiłującego oceniad historię oraz na faktologiczną stronę jego pisaniny. W
radzieckiej szkole średniej za tego rodzaju znajomośd przedmiotu uczeo ósmej klasy, w której zgodnie
z programem przerabia się te zagadnienia, niewątpliwie otrzymałby zasłużoną dwójkę. Ważne jest
jednak coś innego - obrzucając obelgami Wielki Październik Sołżenicyn świadomie pomija fakt, iż
każda rewolucja pociąga za sobą ograniczenie praw tych, którzy uprzednio sprawowali władzę.

Ta sama Amerykaoska Rewolucja z kooca XVIII stulecia w żadnym razie nie była idyllą dla swych
przeciwników. Amerykaoski historyk H. Aptheker słusznie pisze: „W czasie rewolucji około 600 lub
700 tysięcy Amerykanów pozostało wiernych królowi i wielu z nich czynem potwierdzało swoje
przywiązanie do monarchii. Rewolucjoniści, wśród nich również Jefferson, pozbawili ich prawa głosu i
prawa zajmowania publicznych stanowisk, zabroniono im pełnienia funkcji nauczycieli i duchownych
oraz w ogóle prowadzenia jakiejkolwiek działalności społecznej. Bogatym skonfiskowano majątki (bez
sądu), wielu odniosło poważne obrażenia cielesne, wielu wtrącono do więzieo (bez sądu), skazując
ich na długie lata robót przymusowych, niektórych stracono (kilku również bez sądu), gazety torysów
skonfiskowano, ponad 100 tysięcy osób wydalono z kraju... Sprawa dotyczyła wszystkich
najważniejszych praw człowieka - prawa głosu, zgromadzeo, prawa do obrony sądowej itd. Praw tych
świadomie pozbawiono dziesiątki tysięcy ludzi na przeciąg dwunastu-trzynastu lat. Jeśli jednak
ktokolwiek wypowiedział na ten temat słowo potępienia i protestu, to śladu takiego stanowiska
autorowi mimo długotrwałych poszukiwao nie udało się odnaleźd ani w pracach Jeffersona, ani w
wypowiedziach Madisona, Monroe, Henry'ego, Washingtona czy Adamsów”28.

W taki sposób rozprawiała się amerykaoska burżuazja ze swymi prawicowymi przeciwnikami, ani na
minutę nie podając w wątpliwośd legalności swego postępowania. Właśnie w wyniku tej rewolucji
przyjęta została amerykaoska Konstytucja z „ustawą o prawach” i innymi. Została ona uchwalona w
rezultacie przemyślnego systemu wyborczego, dzięki któremu dla jej przeforsowania wystarczyło 100
tys. głosów na cztery miliony mieszkaoców ówczesnych Stanów Zjednoczonych (łącznie w wyborach
uczestniczyło 160 tys. osób). Taka jest geneza drogiej sercom dysydentów amerykaoskiej
„demokracji”, pozbawiającej prawa głosu przytłaczającą większośd mieszkaoców kraju.

28
H. Aptheker. O prirodie diemokratii, swobody i rewolucyi. Moskwa 1970, str. 24-25.
Zresztą kontynuowanie rozważao na temat oceny Wielkiego Października w „Archipelagu Gułag” jest
pozbawione sensu. Biorąc w obronę to, czego się obronid nie da, autor oczywistym racjom ludzi
radzieckich przeciwstawia argumenty w rodzaju „Wrr... hau, hau” (p. np. str. 334). Zaletą takiego
sposobu wyrażania się jest przynajmniej to, iż widad z niego, z jakim obliczem broni Sołżenicyn
klasowych interesów kapitału. Z obliczem łaocuchowego psa.

***

„Archipelag Gułag” jest logicznym ukoronowaniem tego co nakreślone już zostało w „Sierpniu
czternastego” - jest to manifest wojującego wroga narodu rosyjskiego. Na str. 277 Sołżenicyn
oświadcza:

„Prosta prawda, jednak i do niej dojśd trzeba poprzez cierpienie: błogosławione są nie zwycięstwa w
wojnach, lecz porażki! Zwycięstwa potrzebne są rządom, porażki - narodom. .. Zwycięstwo pod
Połtawą stało się dla Rosji nieszczęściem: pociągnęło za sobą dwa wieki ogromnych napięd,
spustoszeo, ucisku oraz wciąż nowych i nowych wojen... Na tyle przywykliśmy się szczycid naszym
zwycięstwem nad Napoleonem, iż nie dostrzegamy: właśnie wskutek niego wyzwolenie chłopów nie
nastąpiło o pół wieku wcześniej, właśnie wskutek niego umocniony tron rozbił dekabrystów.
(Francuska okupacja natomiast nie miała dla Rosji realnego znaczenia)”.

Sentencja ta, stanowiąca monstrualne pomieszanie pojęd, nie wymaga komentarzy - to


monumentalne wyznanie zaciekłej nienawiści do wszystkiego, co dla Rosjanina jest święte,
autozdemaskowanie się paszkwilanta.

Powyższe stwierdzenia stanowią wstęp do interpretacji przez Sołżenicyna znaczenia Wielkiej Wojny
Ojczyźnianej narodu radzieckiego w latach 1941-1945. Trudno to sobie uzmysłowid, jednak autor
rzeczywiście żałuje, iż zwyciężyliśmy w śmiertelnym starciu z faszyzmem, że uratowaliśmy ludzkośd.
Naród radziecki z radością witał zwycięstwo 9 maja 1945 roku, u Sołżenicyna zaś „udręczona wiosna,
rozbrzmiewająca marszami zwycięstwa, stała się dla mojego pokolenia wiosną zapłaty” (str. 244). I
dalej stwierdza oszczerczo: „Mój Boże, czy rzeczywiście wszystko przegapiliśmy? Gdy miesiliśmy
błocko na polach bitew, gdy kłębiliśmy się w lejach bombowych, wysuwaliśmy peryskopy z krzaków -
wyrosło jeszcze jedno pokolenie młodzieży i ruszyło z miejsca! Czy jednak tam ruszyło? Tam, gdzie
ruszyd nam zabrakło odwagi? - nie tak zostaliśmy wychowani. Nasze pokolenie powróci, zda broo i
brzęcząc orderami z dumą opowiadad będzie wojenne zdarzenia - a nasi młodsi bracia krzywiąc się
pomyślą: ech wy, niedorajdy!” (str. 606). Tak, zdaniem Sołżenicyna, myślała młodzież radziecka w
pierwszych powojennych latach!

O ile bohaterscy żołnierze Wielkiej Wojny Ojczyźnianej nie tak postąpili jak należy, tj. nie pozwolili się
pokonad, obronili ojczyznę i przynieśli wolnośd narodom Europy, to na pochwałę ze wszech miar
zasługują nasi wrogowie. Wśród nich nie brakuje w książce nikczemnych zdrajców - własowców,
występujących z bronią w ręku przeciwko własnemu narodowi. Okazuje się, że przechodząc pod
sztandary Wehrmachtu ,,zapragnęli dad o sobie znad, o swym groźnym doświadczeniu: iż oni również
są cząstką Rosji i chcą mied wpływ na jej przyszłośd” (str. 266). W tym miejscu popełniono drobną
pomyłkę: „Z tępą powierzchownością i zarozumialstwem pozwolili im Niemcy jedynie umierad za
Rzeszę, nie pozwolili natomiast myśled o niezawisłych losach rosyjskich” (str. 267). W „wilczym
gnieździe” - bunkrze Hitlera wyraźnie brakowało Sołżenicyna jako doradcy Führera, on by już mu
wytłumaczył co i jak.
Na dziesiątkach stron przewijają się opisy własowców o szlachetnych duszach, a w stosunku do ich
przywódcy - generała Własowa, autorowi dosłownie u braknie słów. Za to, że Własow nieudolnym
dowodzeniem w 1942 roku wpędził 2 armię szturmową do kotła Sołżenicyn, rzecz jasna, obarcza winą
innych - „jakby powtarzając losy 2 armii Samsonowa, tak samo bezmyślnie wpędzonej do kotła”. A
przecież wiadomo, ile wysiłku poświęciła Kwatera Główna, by wyzwolid z opresji żołnierzy i oficerów,
którzy znaleźli się w niej tylko z powodu niewybaczalnej winy Własowa. Wielu z nich zdołało się
wydostad z okrążenia, ale bez dowódcy, chociaż na jego poszukiwanie zostały skierowane specjalne
jednostki. Ich wysiłki nie przyniosły rezultatów. „W odróżnieniu od Samsonowa - pisze Sołżenicyn -
Własow nie skooczył ze sobą”, był bowiem potrzebny: Niemcom „brakowało liczącej się figury. Został
nią Własow” (str. 258).

W tym kontekście rozwija się jeden z wielu najbardziej nikczemnych wątków książki - „Wojna ta w
ogóle nam odkryła, że nie ma rzeczy gorszej na świecie, niż byd Rosjaninem” (str. 261). Do nich
Sołżenicyn zalicza wszystkich żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej, na śmierd i życie walczących z
faszyzmem. Walczyli oni jakoby wbrew swojej woli, o czym Sołżenicyn dokładnie wie, bowiem
„cementem dla fundamentu zwycięstwa pod Stalingradem... były kompanie karne” (str. 92).

Co się zaś tyczy Niemców, byli to, rzecz jasna, ludzie łaskawi, nadzwyczaj dobrzy, również w obozach
koncentracyjnych (str. 142), a jeśli chodzi o postępowanie z radzieckimi jeocami wojennymi - „rzecz
nie w Niemcach ... ZSRR nie uznaje rosyjskiego podpisu pod konwencją haską o jeocach” (str. 225).

Konwencja haska została w swoim czasie podpisana przez Rosję, co do zaś genewskiej konwencji z
1929 roku, to ZSRR nie umieścił pod nią swego podpisu. Jeden z jej artykułów przewiduje lokowanie
jeoców wojennych w obozach według kryteriów rasowych. Uznanie konwencji zawierającej tego
rodzaju klauzulę byłoby w pewnym stopniu równoznaczne z aprobatą rasowej polityki nazistów. Na
to Związek Radziecki nie mógł się zgodzid. Celowo wypaczając przyczyny odmowy uznania konwencji
genewskiej, Hitler wykorzystał ten fakt w swojej propagandzie. A nawet gdyby konwencja
obowiązywała, czyż w jakimkolwiek stopniu przeszkodziłoby to hitlerowcom w znęcaniu się nad
ludźmi, którzy wpadli w ich łapy. Listę podeptanych w czasie ostatniej wojny przez faszystowskie
Niemcy międzynarodowych umów, porozumieo i konwencji można mnożyd bez kooca...

Wystarczy jednak katalogowad nikczemności „Archipelagu Gułag”, jest ich niezliczona ilośd, cała
książka od pierwszej do ostatniej strony przepełniona jest brudnymi oszczerstwami pod adresem
naszego narodu, daleko wyprzedzającymi wymysły zachodnich „sowietologów”. Poglądy te ukazane
w sposób przedstawiony wyżej, tj. bez osłonek, wywołują gniew i pogardę ze strony wszystkich
uczciwych ludzi nie tylko w Związku Radzieckim. Zapewne Sołżenicyn i jego poplecznicy zdają sobie z
tego doskonale sprawę, bowiem swe oszczerstwa ukrywają pod osłoną tego, co wywołuje u nas ból -
spekulatywnych rozważao o naruszeniach praworządności socjalistycznej w latach kultu jednostki.
Starają się rozjątrzad stare rany i odwołując się do emocji przemycad swoje oszczerstwa wobec ZSRR i
socjalizmu w ogóle.

Jest to całkiem odrębna sprawa, co do której istnieje pełna jasnośd. Nie chodzi, rzecz jasna, o
wybaczanie tego co się zdarzyło, absolutnie nie. Tak, popełnione zostały przestępstwa przeciw wielu
ludziom radzieckim, wyrządzona została szkoda naszemu krajowi. Jest to jednak nasza sprawa, nasze
zmartwienie i nasze nieszczęście. A frymarczenie przed spasionym, szukającym silnych wrażeo
zachodnim mieszczuchem pamięcią tych, którzy niewinnie stracili życie w okresie kultu jednostki, jest
przestępstwem. W czasie, który minął od tej pory nie ma naruszeo k praworządności socjalistycznej,
zostały one wykorzenione.

Jak pisała „Prawda” w związku z wydaniem w Paryżu „Archipelagu Gułag”: „Burżuazyjna propaganda
usiłuje przedstawid sprawę tak, jakoby utworów Sołżenicyna nie drukuje się w Związku Radzieckim
niby dlatego, iż pisze on „prawdę” o pewnych dramatycznych momentach w historii paostwa
radzieckiego, szczególnie o mających miejsce nieuzasadnionych represjach.

Są to niegodziwe wymysły. Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego otwarcie poddała


bezkompromisowej krytyce związane z kultem jednostki naruszenia praworządności socjalistycznej,
w pełni przywróciła leninowskie zasady i normy życia partyjnego i społecznego, zabezpieczyła dalszy
rozwój socjalistycznej demokracji.

W naszym kraju ukazał się szereg utworów krytykujących popełnione w przeszłości błędy i
wypaczenia, o których mowa, a społeczeostwo radzieckie przyjęło je z aprobatą, ponieważ ich
autorzy pisali prawdę, nie popadając w jednostronnośd i nie tracąc poczucia historycznej
perspektywy.

Sołżenicyn do zagadnieo tych podchodzi z wprost przeciwnych pozycji. Usiłuje dowieśd, jakoby
naruszenia praworządności nie były odstępstwem od norm obowiązujących w socjalistycznym
społeczeostwie, lecz wynikały z samej istoty socjalizmu”29.

Co więcej, tragedia w historii kraju staje się dla Sołżenicyna pretekstem do szydzenia i złośliwej
satysfakcji z losów ludzi, którzy mimo aresztowania nie stracili wiary w partię. W obszernej książce
nie ma ani jednego słowa szacunku dla nich. Jedynie obrzydliwe drwiny. Bożyszczem dla Sołżenicyna
są inni spotkani przez niego w więzieniu. Oto na przykład „Niemiec - tyczkowaty, młody, jednak z
powodu zupełnej nieznajomości rosyjskiego - niemy”. A niemowa ta - to „znakomity as niemiecki”
walczący przeciwko ZSRR, z powietrza strzelający do kobiet i dzieci, zbrodniarz wojenny odsiadujący
wyrok (str. 594).

Zwierzał się Sołżenicynowi zażarty dywersant rumuoski, który według własnych słów przedostał się
do radzieckiego składu spadochronów i „gorączkowo pracując w ciągu ośmiu godzin uszkodził ponod
około dwóch tysięcy spadochronów”. Technologia pracy była według słów dywersanta następująca:
„przystawiał drabinę do stosu spadochronów i nie naruszając sposobu ich ułożenia” nożyczkami
nadcinał „do czterech piątych grubości” główną linkę, co powinno było spowodowad jej pęknięcie w
powietrzu. Prawda to, czy też nie? Prędzej chyba to ostatnie (po piętnaście sekund na spadochron!),
jednak na Sołżenicynie słowa dywersanta wywarły jak najlepsze wrażenie. „Zlikwidowałem radziecką
dywizję spadochronową!” - ze złośliwym zadowoleniem błysnął oczami” (str. 601).

Zgoda, załóżmy na chwilę, iż rzeczywiście tak było, jak twierdził ów dywersant. Przy skoku ginęli
ludzie, nie dwa tysiące ma się rozumied, lecz chociażby jeden żołnierz radziecki, młody chłopak z
automatem w ręku i prostym wyposażeniem żołnierskim, sprężony w skoku z pokładu samolotu, zabił
się w wynikli nikczemnej roboty dywersanta. Jak należy nazwad tego, który stał się powodem śmierci
żołnierza? Sołżenicyn ma gotową odpowiedź: „W całej tej długiej aresztanckiej kronice30 już więcej

29
„Prawda”, 14 stycznia 1974.
30
Archipelag Gułag” - dwie pierwsze części, cała zaś książka według zamierzeo autora składad się będzie z
siedmiu części (str. 476).
nie będzie mi dane spotkad takiego bohatera. W ciągu jedenastu lat więzieo, obozów i zesłania
miałem jedyne tego rodzaju spotkanie, a inni nawet i tego nie. Tymczasem nasze wielonakładowe
komiksy ogłupiają młodzież, iż właśnie tylko takich ludzi wyłapują organa” (str. 602). Tylko łotr zdolny
jest do takiego nieopisanego cynizmu i bluźnierstwa!

Przytoczona ocena nie stanowi jednorazowego wybuchu złości, lecz wynika ze strategii autora
przebranego w szaty Katona: Związek Radziecki winien zostad zniszczony! Wszystko, co robi się w tym
kierunku jest słuszne, ci zaś na Zachodzie, którzy z tym zwlekają, zasługują na najbardziej surowe
potępienie. Dlaczego, dygocze ze wściekłości Sołżenicyn, na skraju wojny i pokoju Zachód nie
przedsięwziął bardziej zdecydowanych kroków wobec ZSRR w skali współmiernej do sił USA i Anglii?
Byli przecież pod ręką „bohaterowie” typu nikczemnego płaza - rumuoskiego dywersanta.

„W swych krajach - tłumaczy Sołżenicyn - Roosevelt i Churchill uchodzą za wzory mądrości


politycznej. Dla nas natomiast, w rosyjskich rozmowach więziennych, z całą wyrazistością widoczna
była ich systematyczna krótkowzrocznośd, a nawet głupota. Jak mogli, poczynając od 41-go roku po
45-y, nie zapewnid żadnych gwarancji niepodległości Europie Wschodniej? Jak mogli w zamian za
śmiechu wartą zabawkę w postaci czterostrefowego Berlina (późniejszą piętę achillesową) oddad
obszerne rejony Saksonii i Turyngii?... Mówią, iż tym płacili za nieodzowny udział Stalina w wojnie z
Japonią. Płacili Stalinowi mając już w ręku bombę atomową... Czyż nie jest to dowodem ubóstwa
politycznego myślenia? Gdy później rugowali Mikołajczyka, wykaoczali Beneša i Masaryka, blokowany
był Berlin, płonął i zamierał Budapeszt, dymiła Korea, a konserwatyści zmiatali z Suezu - czyżby i
wówczas obdarzeni dobrą pamięcią nie wspominali Roosevelta i Churchilla” (str. 265).

Byd może Sołżenicyn w swoim czasie rzeczywiście prowadził tego rodzaju rozmowy w celi więziennej.
Dowodzi to między innymi, iż przytoczone wyżej opinie Kennana na temat dysydentów są zgodne z
prawdą - ludzie ci, stanowiący znikomą grupkę złośliwych odszczepieoców, żywią nadzieję, iż Zachód
wykorzysta swą potęgę militarną, aby rozbid Związek Radziecki i wykona to, na co nie starcza sił
Sołżenicynom - zniszczy komunizm. Rzecz tylko w tym, czy wbrew nadziejom dysydentów ręce
Zachodu nie okażą się zbyt krótkie.

Wskutek kompletnej ignorancji Sołżenicyn posługując się skrajnie antykomunistycznymi argumentami


podniósł problem, który na Zachodzie został już dawno rozstrzygnięty. Takie same zarzuty wysuwali
w swoim czasie pod adresem Roosevelta tamtejsi reakcjoniści. Niejaki G. Crocker w wydanej jeszcze
w 1959 roku broszurze pisał: „W wojnie tej Franklin D. Roosevelt nieodmiennie występował po
stronie Rosji Radzieckiej. Poparcie to było w istocie rzeczy warunkiem kontynuowania przez nią
natarcia. Głównym jego celem było danie Stalinowi broni do ręki, by przy pomocy amerykaoskiej
potęgi militarnej znieśd wszystkie przeszkody na drodze narastającej fali komunizmu w Europie i Azji
... Naród amerykaoski pozostający pod wpływem gęstniejących miazmatów propagandy Białego
Domu, nie rozumiał tego, co Roosevelt i Hopkins widzieli w swej kryształowej kuli - panowanie
komunistycznej Rosji w Europie”31.

Wycofanie się wojsk amerykaoskich z radzieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech oraz przystąpienie
ZSRR do wojny z Japonią były na Zachodzie bez miary rozdmuchiwane. I to nie tylko przez anty
komunistów. W pierwszych latach powojennych w akademickim światku USA nie wszyscy niestety
rozeznali się w faktach. W ostatniej sprawie na przykład amerykaoski profesor W. Langer pisał w

31
G. Crocker. Roosevelt's Road to Russia. Chicago 1959, pp. 21, 191.
kategoriach niemal dosłownie pokrywających się z sołżenicynowskimi: Roosevelt „zmuszony był
zapłacid za rosyjską interwencję tylko po to, by dowiedzied się później, iż radziecki udział w wojnie
dalekowschodniej wart był nie wiele więcej niż defilada wojskowa. Nasza własna bomba atomowa
była stokrod bardziej użyteczna dla naszych celów niż armia radziecka”32.

W latach maccartyzmu kampania ta osiągnęła w USA apogeum. Oficjalne koła niemało musiały
poświęcid wysiłku, by wyjaśnid prawdziwe motywy amerykaoskiej polityki i odciąd się od politycznych
łajdaków wzywających do natychmiastowej wojny z narodem radzieckim. Amerykaoskim, działaczom
paostwowym naturalnie nawet nie przyszło do głowy, iż w tym samym czasie przebywający w
radzieckich więzieniach wyznawcy poglądów maccartystów potępiali Zachód za niedostatek
antykomunistycznej gorliwości: „Wyśmiewaliśmy Churchilla i Roosevelta” - wspomina Sołżenicyn. -
Mieli żal do Zachodu, iż „Stalin zdecydował się na blokadę Berlina33 która udała mu się całkowicie”
(str. 548). Prowokatorzy za kratkami z założonym, w tym wypadku słusznie, „kagaocem” boleli nad
tym, że na naród radziecki, który tylko co wyszedł z ciężkiej wojny, nie spadł nowy najazd zbrojny
imperialistów!

Kryzys w stosunkach między Zachodem i ZSRR, mogący pociągnąd za sobą wojnę, nie nastąpił nie
dlatego, iż przywódcy USA i Anglii żywili przywiązanie do pokoju, lecz dlatego że wielkie zwycięstwo
narodu radzieckiego i jego Armii Czerwonej w wojnie 1941-1945 stworzyło równowagę sił między
imperializmem i socjalizmem. Wyraźne uświadomienie sobie tego w Waszyngtonie i Londynie
doprowadziło do porozumienia między Zachodem i Związkiem Radzieckim, z którym do walki staje
Sołżenicyn wypominając Rooseveltowi i Churchillowi popełnione błędy. Rzecz jednak nie w nich, a w
tym, iż amerykaoscy i angielscy przywódcy zdawali sobie sprawę z gigantycznej potęgi Kraju Rad.

To co proponuje poniewczasie Sołżenicyn - pozostawienie na miejscu wojsk amerykaoskich, które u


schyłku wojny zajęły częśd Saksonii i Turyngii, należących do radzieckiej strefy okupacyjnej, co już
dawniej było ustalone w trójstronnym porozumieniu, dokładnie pokrywa się z ówczesnymi
zamierzeniami Churchilla. 4 czerwca 1945 roku wysłał on do Trumana histeryczną depeszę, w której
mówił o „najpoważniejszych obawach wywołanych wycofaniem armii amerykaoskiej na linie naszej
okupacji w centralnym sektorze, co spowoduje wprowadzenie radzieckiej potęgi do serca Europy
Zachodniej i oddzielenie nas żelazną kurtyną od wszystkiego, co znajduje się na wschodzie”. Churchill
domagał się wykorzystania tej sprawy celem wywarcia nacisku na ZSRR34.

Truman zwrócił się o radę do wojskowych. D. Eisenhower odpowiedział z Niemiec, iż plan Churchilla
jest „nierealny”, bowiem „zainaugurowanie naszych bezpośrednich stosunków z Rosją odmową
wypełnienia zobowiązao własnego rządu oznacza przekreślenie wszelkich nadziei na współpracę z
ZSRR”35. W swych pamiętnikach Truman ujawnił: „Wydałem polecenie wycofania wojsk zgodnie z
radą naszego dowództwa wojskowego.... Istniały bardzo poważne względy militarne, których nie
mogliśmy i nie powinniśmy byli ignorowad”36. Cóż to były za względy?

32
W. Langer. Political Problems of a Coalition. “Foreign Affaires”, October 1947, p. 89.
33
Mowa o ograniczeniu dostępu do Berlina Zachodniego wprowadzonym przez władze radzieckie w latach
1948-1949 w związku z prowokacjami mocarstw zachodnich.
34
Memoirs by Harry S. Truman. V. 1, N. Y. 1965, p. 335.
35
D. Eisenhower. Crusade In Europe. N.Y. 1948, p.474.
36
H. Truman. Op. cit., p. 332.
Kwestia możliwości rozpoczęcia wojny ze Związkiem Radzieckim była na zlecenie rządów USA i Anglii
studiowana przez wyższe dowództwo wojskowe tych krajów jeszcze przed zakooczeniem walki z
paostwami „osi”. 16 maja 1944 roku amerykaoski Komitet Szefów Sztabów raportował rządowi:
„Oceniając tego rodzaju możliwośd (wojny z ZSRR - przyp. aut.) należy przede wszystkim podkreślid
fenomenalny wzrost drzemiącej do tej pory militarnej i gospodarczej potęgi Rosji, co zapewne
posiadad będzie epokowe znaczenie dla przyszłych politycznych i wojskowych stosunków
międzynarodowych, przy czym fenomen ten nie osiągnął jeszcze pełnego rozmachu, odpowiedniego
do zasobów Rosji... W przypadku konfliktu między tymi dwoma mocarstwami (Anglią i ZSRR – przyp.
aut.) różnica w siłach militarnych, które mogłyby one wystawid na kontynencie, będzie w obecnych
warunkach na tyle znaczna, iż nasza interwencja po stronie Wielkiej Brytanii nie zdoła jej
zrekompensowad ... Będziemy zapewne w stanie obronid Brytanię, jednak w obecnych warunkach nie
zdołamy pokonad Rosji. Innymi słowy, zaangażujemy się w wojnę, której nie możemy wygrad”37. Te i
podobne wnioski amerykaoskiego Komitetu Szefów Sztabów, formułowane w przededniu jałtaoskiej i
poczdamskiej konferencji szefów rządów trzech mocarstw, określiły granice politycznych możliwości
Stanów Zjednoczonych na międzynarodowej arenie. Po prostu brak było dostatecznych sił dla
utrzymania dyktatu.

Jeśli chodzi o Churchilla, pełniącego wówczas funkcję premiera Anglii, był on gotów bezzwłocznie
podjąd nową wyprawę krzyżową przeciwko komunizmowi. Niestety, nie starczało sił i generalicja
musiała dosłownie za poły powstrzymywad krewkiego polityka. Odnośnie planów Churchilla -
zatrzymania części radzieckiej strefy w Niemczech - Szef Sztabu przy premierze, generał Ismay pisał:
„Biorąc pod uwagę, iż uzgodniliśmy już z Rosjanami strefy okupacyjne w Niemczech uważam, ze
Winston absolutnie nie ma racji wykorzystując tę sprawę jako środek nacisku przy targach z ZSRR”38.
Możliwości wywarcia nacisku na Związek Radziecki były mniej niż znikome. Szef brytyjskiego
królewskiego Sztabu Generalnego feldmarszałek Alanbrooke zapisał w swoim dzienniku pod datą 24
maja 1945 roku: „Dziś wieczorem uważnie przestudiowałem referat planistów o możliwości
rozpoczęcia wojny z Rosją w wypadku, jeśli w przyszłych rozmowach z nią pojawią się trudności.
Mieliśmy zlecone przeprowadzenie tych badao. Sama koncepcja jest bez wątpienia najczystszą
fantazją. Szanse na sukces są równe zeru. Nie ulega żadnej wątpliwości, iż od tej chwili Rosja jest
wszechpotężna w Europie”39.

To, że ręce imperialistów okazały się zbyt krótkie nie było darem niebios, lecz rezultatem drogi, którą
przeszliśmy od rewolucji. Naród nasz kierowany przez partię przeobraził kraj, likwidując ciężkie
następstwa interwencji i wojny domowej, zbudował potężną gospodarkę, wyprowadził paostwo na
przodujące miejsce w nauce, technice i kulturze. Tylko ten, kto świadomie nie chce widzied, czym była
Rosja za czasów cara i burżuazji i czym się stała przy komunistach, może się pocieszad nadzieją, iż
Zachód podejmie próbę zbrojnej konfrontacji z naszym krajem i rozwiązania siłą spornych
problemów. W każdym razie Churchill, Roosevelt i wielu idących W ich ślady działaczy paostwowych
byli bardziej dalekowzroczni niż dysydenci, rozumiejąc, iż byłoby to przedsięwzięcie samobójcze.
Nawet dla tępaków los hitlerowskich Niemiec był dostateczną przestrogą, a bezsilnośd bomby
atomowej w rozstrzyganiu spornych zagadnieo przy istnieniu równowagi sił została przekonywająco
udowodniona przez zachodnich strategów.

37
“F. R. The Conferences at Malta and Jalta”. Washington 1945, pp. 107-108.
38
G. Alprovits. Atomic Diplomacy: Hiroshima and Potsdam. N. Y. 1965, pp. 44-45.
39
A. Bryant. The Triumph In the West. London 1959, p.470.
W sztabach generalnych kapitalistycznych paostw podsumowywano kolumny cyfr ilustrujące
gospodarczy potencjał kraju socjalizmu. Kryjąca się za nimi rzeczywistośd wzbudzała ogromny
szacunek i żadnemu z ekspertów nie przyszło do głowy głosid razem z Sołżenicynem: „Napisze ktoś
niedługo historię techniki tych lat! Przedstawi wam wszystkie przykłady i antyprzykłady. Oceni
wszystkie konwulsje waszej epileptycznej pięciolatki realizowanej w cztery lata... Dowiemy się, w jaki
sposób wszystkie najlepsze projekty były odrzucane, a realizowano najgorsze i w najgorszy sposób.
No tak, jeśli hunweibini kierują wysoko kwalifikowanymi inżynierami - co dobrego może z tego
wyniknąd ?”(str. 386).

Gdyby na Zachodzie któryś z ekspertów do spraw ZSRR poszedł po drodze takiej „analizy”,
natychmiast pozbawiłby się kawałka chleba. Z Oczywistych powodów: przy planowaniu polityki
konieczna jest znajomośd prawdy, w przeciwnym razie polityka taka kooczy się katastrofą. Mimo to
zachodnia burżuazyjna prasa, radio i telewizja z dobrze opłacaną gorliwością mówią obecnie o nim
jako o niemal monopoliście na „prawdę” o Związku Radzieckim. Najemni pismacy, tele- i radiołgarze
doskonale wiedzą, iż człowiek ten kłamie i tym niemniej kłamstwo to usiłują przedstawid jako
prawdę, bowiem Sołżenicyn wypełnia społeczne zamówienie reakcji - za pomocą dowolnych
chwytów oczernia socjalizm.

Świat od wielu dziesiątków lat dźwiga brzemię „zimnej wojny”, dlatego też sprawa jej genezy ma
ogromne znaczenie. Dysydenci do wtóru antykomunistycznym propagandystom głoszą, że wina za
ten pożałowania godny rozwój wydarzeo leży wyłącznie po stronie Związku Radzieckiego. Taki jest
sens „Archipelagu Gułag”.

Powyższy jednak punkt widzenia dawno już został odrzucony nawet przez burżuazyjne nauki
historyczne. Można z całą odpowiedzialnością stwierdzid, iż w najnowszej amerykaoskiej historiografii
poglądy zbliżone do wypowiedzi Sołżenicyna nie znajdują już poparcia.

Taka ocena polityki Związku Radzieckiego rzeczywiście miała miejsce ze strony niektórych działaczy
politycznych w Waszyngtonie na przełomie lat czterdziestych i pięddziesiątych. Lecz nawet wówczas,
w szczytowym okresie „zimnej wojny”, przecinko takiej interpretacji polityki ZSRR protestowali
niektórzy uczeni. „Ci ostatni - pisał D. Acheson, w owych latach sekretarz stanu USA - podawali w
wątpliwośd przekonanie politycznych planistów, które wówczas i ja podzielałem, iż w planach Kremla
pierwsze miejsce zajmuje dążenie do panowania nad światem. Dowodzili oni, iż politykę radziecką
oceniamy bardziej kategoriach trockistowskich niż leninowskich”. Z protestującymi uczonymi
postąpiono w Waszyngtonie prosto - rozpędzono ich. Jednakże, wzdycha D. Acheson, podsumowując
ten epizod w wydanych w 1969 roku pamiętnikach, „po upływie piętnastu lat od opisanych wydarzeo
w nauce uformowała się szkoła twierdząca, iż wykazaliśmy nadwrażliwośd w reakcjach na politykę
Stalina... Nie wykluczone, że tak było w istocie”40.

Ta elegancko nazwana przez Achesona „nadwrażliwośd reakcji” wyraziła się w próbach przywrócenia
w Europie „sanitarnego kordonu”, co między innymi stało się praprzyczyną kryzysu berlioskiego.
Wszystko to zostało obecnie udowodnione w licznych pracach wspomnianej szkoły, do której należą
dziesiątki amerykaoskich m historyków - profesorowie G. Kolko, A. Williams, D. Fleming i inni. Jeden z
wybitnych historyków tego kierunku G. Alprovits twierdzi: „Obecnie, gdy dostępne są archiwa z lat
1945-1946, łatwo udokumentowad transformację historycznych celów polityki USA w strategię

40
D. Acheson. Present at the Creation. N. Y. 1969, pp. 337, 753.
specjalnie obliczoną na zapobieżenie ustanowieniu przez siły lewicowe kontroli nad Europą
Wschodnią - spontanicznie lub na skutek wysiłków ZSRR. Stany Zjednoczone wykorzystywały wszelkie
środki nacisku z arsenału dyplomatycznego, za wyjątkiem interwencji zbrojnej, by niedopuścid do
utworzenia tam lewicowych rządów”41. Za rzekomą pasywnośd w tej sprawie Sołżenicyn potępia, jak
widzieliśmy, Churchilla i Roosevelta.

Nieocenione koncepcje dysydentów nie tylko rozpadają się w konfrontacji z faktami, lecz nie
odpowiadają również współczesnym poglądom burżuazyjnych historyków. Są one przydatne jedynie
dla antykomunistycznej propagandy podlejszego gatunku, obliczonej na prymitywne umysły. Dla
reakcji stanowią jednak pewną zdobycz. Nie dla planowania polityki (w rządowych agencjach na
Zachodzie zdają sobie dobrze sprawę z realnego znaczenia dysydentów), ale dla prowadzenia „wojny
psychologicznej”, w której kłamstwo i oszczerstwo stanowią powszechną broo. Dlatego też popiera
się ich nie tylko poprzez wylewanie krokodylich łez nad losem „bojowników” przeciwko
komunizmowi, lecz również w postaci datków. Na kontach Sołżenicyna w szwajcarskich bankach
spoczywało w 1973 roku 1,5 miliona dolarów. Każdy z nich, jak łatwo się domyśled, pokryty jest
warstwą brudu.

Odpadki postępu naukowo-technicznego


Epoka rewolucji naukowo-technicznej stawia przed ludzkością poważne problemy społeczne.
Zachwyty nad możliwościami nauki i techniki przeradzają się często na Zachodzie w głęboki pesymizm
wywołany myślą o nieszczęściach, jakie mogą spowodowad cuda XX wieku znajdując się w rękach
ludzi mało wartościowych moralnie. Jak organizowad społeczeostwo, w jaki sposób wykorzystywad
największe zdobycze naukowo-techniczne dla dobra ludzkości, nie pozbawiając ją życia? Na tej
podstawie rozwijają się różne teorie „technokracji”, wynikające ze stawiania znaku równości między
znajomością techniki i zdolnością do kierowania społeczeostwem.

Nie znające umiaru roszczenia zwolenników „technokracji” są przedmiotem badao futurologów i


stałym obiektem kpinek ze strony prawdziwej fantastyki naukowej. Jeden z twórców tego gatunku
włoski pisarz Lino Aldani wypowiada za pośrednictwem bohatera krótkiego opowiadania „Absolutna
technokracja” pouczające myśli:

„Steve pogrążył się w rozmyślaniach o technokracji... Dawnymi czasy społecznośd ludzka pozostawała
w stanie skrajnej dezorganizacji, na kierownicze stanowiska wysuwano najbardziej
niedoświadczonych, podczas gdy ludzie o wysokim poziomie intelektualnym całe życie mogli
zajmowad całkiem podrzędne stanowiska. Tak w każdym razie było napisane w podręcznikach. W
dwudziestym wieku wciąż jeszcze kwitł ustrój barbarzyoski. Władzę sprawowali nie technicy-
specjaliści, a politykierzy: ten gatunek ludzi cierpiących na manię wielkości i zbędną porywczośd
zniknął z nadejściem ery cybernetyki i absolutnej technokracji... Steve nie miał pojęcia, jakie wartości
kryje w sobie ta absolutna technokracja. Wiedział jedno - absolutna technokracja uważana jest za
prawdziwe dobrodziejstwo ludzkości. Wyrósł w religijnym szacunku dla praw społecznych, przyjmując
je z tą samą bezpośredniością, z jaką dzieci uczą się mówid”42.

41
G. Alprovits. Cold War Essays. Garden City 1970, p.97.
42
„Łuna dwadcati ruk. Sbornik fantasticzeskich rasskazow”. Pieriewod s italianskogo. Moskwa 1967, str. 52-53.
Wyimaginowany człowiek przyszłości, Steve, snuje swe rozmyślania w sytuacji dramatyczno-
humorystycznej - w trakcie zdawania egzaminów, między innymi z nieeuklidesowej geometrii i teorii
względności, na stanowisko zamiatacza ulic drugiej kategorii. Aldani pragnie skłonid czytelnika do
śmiechu z przypadku stanowiącego logiczną konsekwencję teorii „technokracji”. Rzeczywiście
śmieszne, chociaż niezbyt wesołe.

Bohaterowie naszego opowiadania są ludźmi znacznie poważniejszymi od prostaczka Steve, wiedzą


bowiem dokładnie na czym polegają dobrodziejstwa „technokracji”. Matematyk z wykształcenia
Sołżenicyn i fizyk Sacharow swoją niekompetencję traktują zupełnie serio jako szczytowe osiągnięcie
nauk humanistycznych. Do ich świadomości nie dociera również coś innego - w swoim czasie
rewolucja przemysłowa zrodziła anarchizm, teraz rewolucja naukowo-techniczna także pociąga za
sobą skutki - niektórzy w żaden sposób nie mogą sobie znaleźd odpowiedniego miejsca w
społeczeostwie. To jednak nie zbija ich z tropu. W nonszalanckim liście z 19 marca 1970 roku
adresowanym do kierownictwa partii i rządu Sacharow, poruszając skomplikowane kwestie życia
społecznego, usiłuje je analizowad zgodnie z jego fachowym wyrażeniem „w pierwszym przybliżeniu”
lub też zastrzega: „ważne jest, jak mówią matematycy, udowodnid „twierdzenie o istnieniu
rozwiązania”. Widocznie również pragnął dad o sobie znad.

Posługując się tak precyzyjną i właściwą metodą konstruują obaj model idealnego społeczeostwa.
Pierwszą próbę rozwiązania tego wielce trudnego zadania podjął Sołżenicyn jeszcze w „Sierpniu
czternastego”, zmuszając swych bohaterów do snucia rozważao nad tym, w jaki sposób uszczęśliwid
ludzkośd zaprowadzając niezbędny ład w jej życiu. Cieszący się łaskami fortuny kombinator
Archangorodski wypomina rewolucjonistom: „Są was tysiące. I od dawna nikt nie pracuje. I nawet
zwrócid uwagę nie wypada. I nie jesteście eksploatatorami. A produkt narodowy wciąż konsumujecie
i konsumujecie, niby w czasie rewolucji wszystko się pokryje” (str. 534). Mąż ten obdarzony
nadzwyczajną przenikliwością odrzuca uznane formy organizacji społeczeostwa: „Nie myślcie, że
republika to uczta, objadanie się. Zbierze się stu żądnych sławy adwokatów - któż jest większą
gadułą? - i zaczną się nawzajem przerzucad słowami. Naród sam sobą wszystko jedno nigdy nie
będzie kierował” (str. 536).

Rudymenta sołżenicynowskiego abecadła sprowadzają się w rezultacie do tego, iż polityka i partie


polityczne stanowią dla społeczeostwa zbędne obciążenie. Popełnili błąd - „stu żądnych sławy
adwokatów”, bod przecież tylu ich zasiada w Senacie USA - wyraźnie popełnili błąd. Ci, którzy szafują
środkami podatników na utrzymywanie dywersyjnych stacji radiowych, zaśmiecających eter
złośliwymi bredniami Sołżenicyna, nie zorientowali się, iż spisał on już na straty szacownych
senatorów jako osoby absolutnie nieprzydatne. Ale to ich sprawa. Idźmy dalej.

Inny mędrek, ciepło opisany w książce i obdarzony tytułem inżyniera, dodaje: „Sądzę, iż Związek
Inżynierów łatwo by się mógł stad jedną z przodujących sił w Rosji. Poważniejszą i bardziej skuteczną
od każdej partii politycznej ... Rzeczowi, rozumni ludzie nie panują, a tworzą i przeobrażają, władza -
to martwa żaba. Jeśli natomiast władza będzie przeszkadzad w rozwoju kraju - może trzeba by ją
wziąd w swoje ręce” (str. 527). Nic z tego nie wyszło w Rosji dokonała się Rewolucja Październikowa i
w „Archipelagu Gułag” Sołżenicyn powraca do tych samych planów, tym razem jednak we własnym
imieniu.

Sołżenicyn ordynarnie fałszując historię dowodzi, iż dyktatura proletariatu skierowana jest przeciwko
inteligencji technicznej. Tu popada w demagogię - świadomie miesza polityczne pojęcie dyktatury
proletariatu z konkretnym kierowaniem gospodarką. Rewolucja Październikowa otworzyła myśli
naukowo-technicznej rozległe perspektywy, według zaś Sołżenicyna było odwrotnie. „Jak mogli
inżynierowie poddad się dyktaturze robotników - tych podręcznych w przemyśle, słabo
wykwalifikowanych, nic rozumiejących ani fizycznych, ani ekonomicznych praw produkcji -
usadowionych nagle za biurkami, by kierowad inżynierami?” (str. 392). Ciekawe, gdzie się z tym
Sołżenicyn spotkał, czyżby w deklaracjach „opozycji robotniczej” bezkompromisowo potępionej przez
partię.

Wszystkie te niedorzeczności nie zasługiwałyby na uwagę, gdyby nie to, że ilustrują główną ideę
Sołżenicyna - w społeczeostwie winna rządzid „technokracja”.

Intelektualny poziom dzieła Sołżenicyna, stworzonego w wyniku charakterystycznej dla niego pracy
myślowej, porównad można jedynie z przytoczonymi rozważaniami bohatera opowiadania włoskiego
pisarza, łącznie ze zbieżnością tekstów. I tak, kolejne wynurzenie Sołżenicyna: „Dlaczego inżynierowie
nie mieliby uważad za bardziej naturalną taką strukturę społeczeostwa, na którego czele stoją ludzie
będący w stanie rozumnie kierowad jego działalnością? (Czyż nie do tego zmierza dzisiaj, pomijając
jedynie moralne kierowanie społeczeostwem, społeczna cybernetyka? Czyż zawodowi politycy nie są
czyrakami na szyi społeczeostwa, przeszkadzającymi mu swobodnie kręcid głową i poruszad rękami?).
Z jakiej racji inżynierowie nie mieliby mied poglądów politycznych? Przecież polityka to nawet nie
rodzaj nauki, to dziedzina empiryczna, nie poddająca się opisaniu przez jakikolwiek aparat
matematyczny, a w dodatku podatna na oddziaływanie ludzkiego egoizmu i ślepych namiętności”
(str. 392-393).

W ten sposób dotarliśmy do sedna sprawy, która jak widzimy, znakomicie się mieści w cytowanym
opowiadaniu satyrycznym. Tylko że tu autor przywdziawszy szaty proroka rozciągnął kwestię na wielu
setkach stron powieści.

Jeśli już Sołżenicyn powołał się na bliżej nieznaną „społeczną cybernetykę”, dając tym samym dowody
swej uczoności, zobaczmy, jak do problemu uszczęśliwiania społeczeostwa za pośrednictwem metod
matematycznych, cybernetyki itp. odnosi się sam N. Wiener. Przy całej szerokości horyzontów
myślowych, żarliwym przywiązaniu do nowych hipotez twórca cybernetyki wiedział dokładnie: „nauki
humanistyczne stanowią zbyt ubogie pole działania dla nowych metod matematycznych”. „Podoba
nam się to czy też nie, tym niemniej jednak wiele musimy pozostawid „nienaukowej”, narracyjnej
metodzie zawodowego historyka”43. W jednej ze swoich książek nawołuje: „Oddajcie człowiekowi co
ludzkie, a maszynom matematycznym co maszynowe”44.

Pojawienie się cybernetyki doprowadzało w swoim czasie do szaleostwa różnej maści adeptów
„technokracji”. Na długo przed Sołżenicynem zdążyli oni wykorzystad wszystkie możliwe argumenty
świadczące o wielkim znaczeniu nauk ścisłych w życiu społecznym. Wiener obserwując wysiłki
zmartwychwstałych swiftowskich Lapucian mówił o „daremnych nadziejach” wiązanych z nowymi
metodami nauk ścisłych. Ludzie ci są „przekonani, iż nasza zdolnośd do kierowania otaczającym nas
światem materialnym o wiele przewyższa naszą zdolnośd do kierowania i rozumienia otaczającego
nas środowiska społecznego. Dlatego też uważają, że główne zadanie najbliższej przyszłości polega na
zastosowaniu metod nauk ścisłych w dziedzinie antropologii, socjologii i ekonomii celem osiągnięcia

43
N. Wiener. Kibernetika. Moskwa 1968, str. 74, 238.
44
N. Wiener. Tworiec i robot. Moskwa 1966, str. 82-83.
podobnych sukcesów w dziedzinach społecznych. Sądząc, iż jest to niezbędne, dochodzą do wniosku,
że jest to możliwe. Uważam, iż w tym wypadku ujawniają zbytni optymizm i niezrozumienie istoty
każdego osiągnięcia naukowego”.

Pragnąc wyjaśnid swoją myśl w aspekcie ogólno teoretycznym Wiener pisze żartobliwie: „Nie
możemy przywiązywad zbyt wielkiego znaczenia do tego kierunku myśli opartych na pobożnych
życzeniach. Ich myśli są myślami myszy z bajki, które pragną powiesid na szyi kota dzwoneczek, który
by je uprzedzał o jego zbliżaniu się. Dla nas, myszek, byłoby bez wątpienia wygodne, gdyby drapieżne
koty całego świata nosiły takie dzwonki; któż jednak podejmie się to zrobid? Kto jest w stanie
zagwarantowad, że władza ponownie nie dostanie się w ręce tych, którzy jej najbardziej pragną?”45.
Wiener doskonale zdawał sobie sprawę, iż istnieją również uczone myszy o złych zamiarach. Że tak
jest w rzeczywistości można się przekonad z paszkwilu Sołżenicyna (pod względem naukowym nie
wytrzymującego żadnej krytyki) oraz z wypadów w dziedzinę polityki światłego akademika
Sacharowa.

O ile Sołżenicyn dla wyrażenia swych myśli potrzebował wielu tysięcy stron, które z grafomaoskim
uporem zamierza uzupełnid nowymi „węzłami” i „częściami”, to akademik jest na szczęście
lakoniczny. Na 38 stronach broszury „Rozmyślania o postępie, pokojowym współistnieniu i wolności
intelektualnej” zawarte zostały wszystkie bez reszty idee Sacharowa. Od chwili jej napisania w 1968
roku akademik nie uzupełniał swych niezrównanych wynurzeo. Zagłębiając się w nieznane sobie
regiony Sacharow, jak przystało uczonemu, wymienia tego, który służył mu jako gwiazda przewodnia
- „wybitnego pisarza A. Sołżenicyna” (str. 22). Czerpiąc „mądrości” z tego niezbyt wonnego źródła
akademik wypisuje bzdury na temat idealnego, w jego mniemaniu, społeczeostwa, bowiem paostwo
radzieckie Sacharowowi nie odpowiada.

Trudno powiedzied, iż stoi on na stanowisku antyradzieckim, on wrósł w nie. Słowo „haoba” jest
przez Sacharowa bez przerwy używane w odniesieniu do naszego kraju46. Właściwie dlaczego? Z tego
powodu, wyjaśnia Sacharow, że nie ma „demokracji” i nie bierze się pod uwagę opinii mądrali (jak
nietrudno się domyśled - akademika i jego zwolenników). Natrętne rozważania na ten temat
odgrywają u Sacharowa tę samą funkcjonalną rolę, co rozprawianie Sołżenicyna o naruszeniach
socjalistycznej praworządności - stanowią one celofanowe opakowanie istoty jego poglądów.
Nawiasem mówiąc, opakowanie mocno zużyte. W swoim czasie w opakowaniu tym podsuwali
prostaczkom swoje credo kadeci.

To właśnie oni nazywali siebie „mózgiem narodu” i na tej podstawie domagali się poparcia ze strony
mas. To oni burzliwą jesienią 1917 roku okleili miasta Rosji wezwaniami, by głosowad w wyborach do
Zgromadzenia Ustawodawczego na listę nr 1 (kadetów czyli partii „Wolności Ludowej”). Standartowy
tekst apelu głosił: „Partia „Wolności Ludowej” zawsze domagała się władzy dla ludu... Zawsze
wysuwała ludzi gospodarnych, o dużym doświadczeniu życiowym i wiedzy”. Jak wiadomo, w Rosji
doskonale się wówczas poznano na zamiarach tych, którzy sami siebie zaliczali do najmądrzejszych.
Światopogląd Sacharowa jest bez wątpienia recydywą poglądów kadeckich, z poprawką na rewolucję
naukowo-techniczną. Jest on bowiem jednomyślny z kadetami co do najważniejszego - władza winna
należed do kapitału.

45
N. Wiener. Kibernetika, str. 235-236.
46
Szczegółową analizę poglądów Sacharowa zawiera artykuł „Mieżdunarodnoje otnoszenija i ideołogiczeskaja
bor’ba”, „Kommunist”, nr. 14, str. 16-22
Sacharow domaga się wchłonięcia socjalizmu przez kapitalizm, ponieważ ustrój kapitalistyczny jest
jakoby bardziej doskonały. W istocie, na przykład takie Stany Zjednoczone, co za piękny kraj -
„istnienie w USA milionerów nie stanowi zbyt dużego obciążenia gospodarczego z uwagi na ich
nieznaczną ilośd. Łączne spożycie „,boogaczy” nie przekracza 20 proc, czyli jest mniejsze niż łączny
przyrost ogólnego spożycia w ciągu 5 lat. Z tego punktu widzenia rewolucja, która hamuje rozwój
gospodarczy na okres dłuższy niż 5 lat, nie może byd uważana za ekonomicznie korzystną dla mas
pracujących” (str. 29).

Sęk tylko w tym, w jaki sposób rozprzestrzenid ten znakomity ustrój na całą ludzkośd? Z pomocą,
rzecz jasna, przyjdzie nauka, „polityka międzynarodowa winna byd całkowicie przeniknięta
metodologią naukową” (str. 8). Należy jedynie skooczyd z pewnym drobiazgiem - marksizmem,
stanąd na pozycjach „realizmu” i wówczas do roku 2000 na Ziemi powstanie rząd światowy! Za czymś
takim od dawna tęsknią „technokraci”. Do swoich stronników starają się zaliczyd ludzi, którym myśl ta
nigdy nawet nie przyszła do głowy. Amerykaoski fizyk, osławiony „ojciec” amerykaoskiej bomby
wodorowej E. Teller z całą powagą stwierdza: „W żaden sposób nie mogę się pozbyd myśli, iż
prezydent Roosevelt nosił się z zamiarem wykorzystania bomby atomowej w charakterze potężnego
środka na rzecz rządu światowego”47. Za życia Roosevelta broo atomowa jeszcze nie istniała, a sądy w
rodzaju poglądów Tellera, zauważył amerykaoski historyk prof. W. Williams, nie mogą zostad
sprawdzone, bowiem „wysuwane później zarzuty, iż Roosevelt winien był na trzy miesiące naprzód
wybiec myślą w zakresie fizyki jądrowej, stanowią czysty nonsens”48.

Idea rządu światowego opanowała w swoim czasie również wielkiego fizyka A. Einsteina. Gdy zaczął
on po drugiej wojnie światowej wypowiadad się na ten temat, uczeni radzieccy uznali za swój
obowiązek otwarcie powiedzied, co o tym myślą. Uczynili to akademicy Wawiłow, Joffe, Siemionów i
Frumkin w liście zatytułowanym „O niektórych błędach profesora Alberta Einsteina”. Uczeni wysoko
ocenili działalnośd Einsteina, który „niejednokrotnie występował przeciwko hitlerowskim
barbarzyocom, a w okresie powojennym przeciwko niebezpieczeostwu nowej wojny, przeciwko
dążeniu amerykaoskich monopoli do całkowitego podporządkowania sobie amerykaoskiej polityki.
Radzieccy uczeni, podobnie jak całe społeczeostwo radzieckie, pozytywnie oceniają tę działalnośd
uczonego przepojoną prawdziwym humanizmem”.

Jednakże mówienie o rządzie światowym, stwierdzali radzieccy uczeni, „wydaje się nam nie tylko
niesłuszne, lecz także niebezpieczne dla sprawy pokoju, o którą pragnie walczyd Einstein”. Dalej
wyjaśniano, co oznacza hasło rządu światowego w obecnych warunkach: „Hasło ponadnarodowego
superpaostwa kryje pod głośno brzmiącym frazesem światowe panowanie kapitalistycznych
monopoli... Ironia losu doprowadziła Einsteina do faktycznego popierania planów i dążeo najgorszych
wrogów pokoju i współpracy międzynarodowej. Ponieważ wysoce cenimy Einsteina zarówno jako
wybitnego uczonego, jak i działacza społecznego, uważamy za swój obowiązek powiedzied o tym z
całą otwartością, bez żadnych dyplomatycznych upiększeo...”49. Nie zaszkodziłoby, gdyby fizyk
Sacharow ponownie przeczytał list swych starszych kolegów.

W rzeczy samej, jakież inne korzyści może przynieśd ludzkości „rząd światowy” prócz żelaznych
kajdan monopolistycznego kapitału USA? Bardzo wiele, zapewnia Sacharow. Powołując się na

47
E. Teller, A. Brown. The Legacy of Hiroshima. N. Y. 1962, p. 24.
48
W. Williams. American-Russian Relations, 1781-1947. N. Y. 1952, p. 277.
49
L. Lwow. Żizo Alberta Einsteina. Moskwa 1959, str. 297-298.
niebezpieczeostwo „technokracji” wspomnianej przez N. Wienera w książce „Cybernetyka” i
odżegnując się od zamiaru przeobrażenia ludzi w „kury lub szczury” z wmontowanymi w mózg
elektrodami, które umożliwiają kontrolę ich postępowania (str. 20-21), Sacharow roztacza takie
właśnie perspektywy przed ludźmi. Oto co pisze czarno na białym: rząd światowy będzie dysponował
szerokimi możliwościami, bowiem z chwilą jego utworzenia „postępy nauk biologicznych (w obecnym
i późniejszym okresie) pozwolą skutecznie kontrolowad i kierowad wszystkimi procesami życiowymi
na szczeblu biochemicznym, komórkowym, organizacyjnym, ekologicznym i socjalnym, poczynając od
rozrodczości i starzenia się na procesach psychicznych i dziedziczności koocząc” (str. 35).

Wesołą przyszłośd gotują nam „technokraci”! Oto do czego prowadzi kadecka ideologia w epoce
rewolucji naukowo-technicznej! Świat żywych robotów pod czujnym okiem i nadzorem finansowej
oligarchii. W tym celu konieczne są jednak stalowe nerwy, przynajmniej u inicjatorów tego
nieludzkiego świata. Czy posiadają je dysydenci? Sołżenicyn uspakaja - jesteśmy ludźmi
zdecydowanymi. W „Archipelagu Gułag” zapewnia, iż razem ze swymi zwolennikami jest gotów na
wszystko. „Jeden i ten sam człowiek - poucza Sołżenicyn - w różnym wieku, w różnej sytuacji życiowej
może byd całkiem odmiennym człowiekiem. To bliżej diabła, to znów świętego. A imię pozostaje to
samo i jemu przypisujemy wszystko...

Zawołałby nas Maluta Skuratow50 i chyba nie pokpilibyśmy sprawy” (str. 176).

Sołżenicyna, człowieka o przestępczej mentalności, łatwo sobie w tej roli wyobrazid, ale Sacharowowi
chyba ona nie pasuje. Jego poglądy przy całej swej absurdalności mimo wszystko mieszczą się raczej
w kategoriach dobrotliwej głupoty „technokraty” i można je skwitowad śmiechem. Można mu
również poradzid, by zechciał spojrzed na siebie krytycznie, co jak wiadomo stanowi przesłankę
każdego poszukiwania naukowego. Przynajmniej rzucid okiem do lustra. Wiele się wówczas wyjaśni.
W stroju pomocnika oprawcy Maluty Skuratowa wyraźnie mu nie do twarzy.

***

Opisane powyżej teoretyczne credo dysydentów legło u podstaw ich praktyk - działalności
wywrotowej przeciwko ojczyźnie. Stosowane chwyty i metody są różne. Ostatnio przeważają
bezpośrednie wystąpienia do kierowniczych kół na Zachodzie z uprzejmą prośbą o spotęgowanie
nacisku na Kraj Rad. Cierpiący na polityczną maniłowszczyznę51. Sacharow prosi Kongres USA o
niedopuszczenie do przyznania ZSRR klauzuli największego uprzywilejowania. Sołżenicyn złośliwie
twierdzi, iż rzeczowe kontakty z naszym krajem są „nowym Monachium” itd. Krótko mówiąc, starają
się oni przeszkodzid w rozładowaniu napięcia międzynarodowego, wychodząc z założenia, że w
warunkach „zimnej wojny” uda się pokonad socjalizm.

Dysydenci walczą z komunizmem, szkodę jednak przynoszą wszystkim nam bez wyjątku.
Rozładowanie bowiem napięcia i rozszerzenie handlu przynosi korzyści każdej rodzinie. Takie są
skutki ich „troskliwości” o naród.

50
Maluta Skuratow – zaufany cara Iwana IV Groźnego, panującego w Rosji w latach 1547-1584. Słynął z
okrutnych rozpraw z bojarską opozycją przeciw carowi.
51
Maniłowszczyzna – od nazwiska jednego z bohaterów powieści Gogola „martwe dusze” – Maniłowa, który
stał się uosobieniem czczego i ckliwego fantazjowania.
Wysiłki dysydentów są z aplauzem przyjmowane przez reakcyjne koła na Zachodzie, gdyż
proponowany przez nich sposób postępowania odpowiada wielkiej strategii antykomunizmu na
obecnym etapie. Sacharow mógłby wyciągnąd odpowiednie wnioski z tych oczywistych faktów.

Imperializm rozbudowuje swoją potęgę militarną, budżet wojskowy USA sięga sumy niemal 100 mld
dolarów. To, rzecz jasna, nieuchronnie wywołuje wzrost środków przeznaczanych przez paostwo
radzieckie na obronę. Zachodni zwolennicy takiego sposobu postępowania, który można określid jako
metodę „wycieoczania”, żywią nadzieję, iż uda im się zakłócid twórczą pracę naszego kraju, wywoład
określone braki, co wpłynie na stan ducha narodu radzieckiego.

Pod tym kątem widzenia oceniają oni zapewne działalnośd dysydentów - zobaczcie, znaleźli się już
ludzie, którzy opowiadają się za kapitulacją przed imperializmem! Traktują to jako jedną z rokujących
duże nadzieje, wyrafinowanych metod zniszczenia Związku Radzieckiego, gdy inne, czysto militarne
sposoby rozwiązania sprawy przestały wchodzid w rachubą.

Jeszcze w koocu lat pięddziesiątych ukazała się w Anglii książka wojskowego teoretyka W. Jacksona
„Siedem dróg do Moskwy”. Zawarte w niej opisy najazdów na Rosję od najdawniejszych czasów,
których autor naliczył siedem, kooczą się konkluzją:

„Zbrojne wyprawy na nią zawsze się kooczyły niepowodzeniem, jak to wykazały inwazje Szwedów,
Francuzów i Niemców. Go więcej, rozmiar katastrofy wzrastał z każdym kolejnym najazdem. Jedyną
skuteczną drogą do Moskwy jest droga Wikingów świadczących dobre usługi, których pragnął i o
które prosił sam naród rosyjski. Miejmy nadzieję, iż nie znajdzie się więcej chętnych do naśladowania
Karola XII, Napoleona czy Hitlera, usiłujących rozstrzygnąd sprawę z bronią w ręku, co jak uczy
historia kooczy się fiaskiem i może pociągnąd za sobą atomowe zniszczenie ludzkości”52.

Do tego zaś w gruncie rzeczy wzywają dysydenci - przybywajcie i panujcie nad nami, my wam
pomożemy. Paranoidalny charakter tych zamysłów, jak również samej koncepcji „Wikingów”, u nas,
ludzi radzieckich, nie budzi żadnych wątpliwości. Jednakże działalnośd dysydentów dodaje otuchy
określonym kołom na Zachodzie: w wielkim kraju istnieją jakoby wewnętrzne tarcia, czyli ZSRR to
kolos na glinianych nogach. A więc osiągnięto to, na co od wieków liczyli wrogowie naszego kraju:
rozdarta została jednośd narodu. Czyż nie tak uczył Klausewitz, posługując się przykładem najazdu
Napoleona na Rosję:

„Rosja nie należy do krajów, które można rzeczywiście podbid, tj. okupowad; w każdym razie nie
można tego dokonad ani siłami współczesnych paostw europejskich, ani przy pomocy 500 000 ludzi,
których w tym celu przyprowadził Napoleon. Taki kraj może zostad pokonany jedynie przez własną
słabośd i na skutek działania wewnętrznych waśni. Dosięgnąd te słabe miejsca życia politycznego
można jedynie drogą wstrząsu, który dotarłby do samego serca kraju... Wyprawa 1812 roku
zakooczyła się niepowodzeniem ponieważ rząd nieprzyjacielski okazał się twardy, a naród pozostał
wierny i wytrwały, tj. dlatego, że musiała się tak zakooczyd”53.

52
W. Jackson. Seven Roads to Moscow. London 1957, p. 319.
53
K. Klausewitz. O wojnie. T. 3, Moskwa 1932, str. 127, 129.
Stratedzy Pentagonu w trakcie szkolenia amerykaoskiego korpusu oficerskiego na przykładach z
drugiej wojny światowej stale cytują ten ustęp prac Klausewitza, nie przestając powtarzad:
„Zapamiętajcie, jak drogo musieli Niemcy zapłacid za ignorowanie tej zasadniczej rady Klausewitza”54.

Działalnośd dysydentów we współczesnych warunkach stanowi jawną próbę naprawienia błędu


wrogów naszego kraju, jest zachętą do kontynuowania twardego kursu wobec Związku Radzieckiego.
Sołżenicyn i jemu podobni są brudnymi prowokatorami, gotowymi współdziaład nawet na rzecz
rozpętania wojny, byle tylko osiągnąd niedorzeczne antykomunistyczne cele. Ludzie ci podnoszą rękę
na rzeczy dla nich nieosiągalne, jednak swym podjudzaniem i oszczerstwami pod adresem paostwa
radzieckiego komplikują sytuację międzynarodową, przeszkadzają w utrwalaniu pokoju na świecie,
stwarzają bowiem powody do wszczynania wciąż nowych kampanii antyradzieckich. Innymi słowy,
stwarzają parawan dla zamiarów najbardziej agresywnych kręgów międzynarodowej reakcji.

Н Яковлев
АРХИПЕЛАГ ЛЖИ
на полском языке
Цена 9 коп.

54
„The German Campaign In Russia (1940-1942)”. Washington 1955, p.111.