You are on page 1of 252

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 2

Prawa autorskie nale do autora, autorw tumaczenia


i ilustracji, Wydawnictwa CZYTELNIK,
ich spadkobiercw oraz innych osb fizycznych
i prawnych majcych lub roszczcych sobie takie prawa.

Indeks: 00183/2015/12K_07
Pozycja e-book_JW48: 075

Opracowanie edytorskie: Jawa48


na podstawie egzemplarza ze zbiorw prywatnych
Tylko do uytku wewntrznego i osobistego bez prawa przedruku i publikacji
tak w czci jak i w caoci.
Grudzie 2015

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 3

Powie bya wydana w serii z Jamnikiem przez Wydawnictwo CZYTELNIK


Warszawa, 1969

JaWa48

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

SPIS ROZDZIAW
Rozdzia I

str. 7

Rozdzia

II

str. 39

Rozdzia

III

str. 58

Rozdzia

IV

str. 84

Rozdzia

str. 108

Rozdzia

VI

str. 135

Rozdzia

VII

str. 161

Rozdzia

VIII

str. 181

Rozdzia

IX

str. 208

Rozdzia

str. 233

Nota edytorska

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 249

str. 6

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wszystkie adresy oraz postacie


biorce udzia w akcji s fikcyjne

Rozdzia pierwszy

Wartownik poruszy si niecierpliwie. W hallu znowu zadzwoni telefon, uwzili si dzwoni wtedy, kiedy jad kolacj. Waciwie mg nie podej, rozmyla, mg by przecie teraz na zewntrz gmachu, powinien
tam by od czasu do czasu, naleao to do jego obowizkw subowych,
ktre lekceway, jeeli pada deszcz.
Niechtnie odoy nadgryzion buk, poczeka jeszcze chwil, ale
telefon dzwoni uparcie, wic wsta i szurajc butami podszed do aparatu.
Sucham, Instytut Chemii powiedzia, nastawiony nieyczliwie do kogokolwiek, kto by po tamtej stronie suchawki. Prosz siedemnacie
gos by obcy, obojtny. cz odpar machinalnie, chocia wiedzia,
ze w pracowni nie ma nikogo, tego wieczoru pusto byo w Instytucie, wida
nie mieli pilnych analiz. Poczy rozmwc z siedemnastym wewntrznym,
oczywicie nikt si tam nie odezwa, wic przerzuci kabelek z powrotem i
powiedzia: Nie ma nikogo. Zaraz... siedemnasty, to jest pracownia

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 7

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

krystalicznych materiaw dielektrycznych? Gos chcia si upewni.


Bo moe ja pomyliem.
Wartownik zerkn na drukowany spis.
Tak. Ale nikogo nic ma powtrzy. Ju pno, jedenasta dochodzi. Kto by, to dawno poszed do domu.
Dzikuj. Do widzenia odpar rozmwca. Szczkna suchawka.
Dokoczy kolacji, posiedzia troch, wypali sporta. Potem uzna, e
jednak trzeba obej gmach, moga wpa kontrola, komendant stray lubi
takie nocne wypady, a ostatnio mieli ze sob drobne porachunki. Wyjrza
przez okno. Deszcz usta, ale wci byo parno, miao si na burz. Lipiec w
tym roku zacz si burzami, czasami po dwie, trzy dziennie.
Zdj czapk z wieszaka, sign po karabin, przez chwil pomyla,
czy te kiedykolwiek z niego wystrzeli, chyba jednak lepiej, eby nie, po co
mu to, mona kogo trafi i potem cigania po sdach, po prokuraturach.
Spojrza wyczekujco na telefon, ale ten milcza.
Chytry jeste mrukn, wychodzc na dwr.
Noc bya bardzo ciemna, dopiero po duszej chwili oswoi oczy z t
ciemnoci i zacz rozrnia krzaki, okalajce Instytut, troch janiejsz
ciek i dalekie wiata latarni kolo przystanku autobusowego. Gmach by
wielki, odsunity od ulicy trawnikiem i krzakami, cisza tu bya, zwaszcza w
nocy. Ta cz Mokotowa najrzadziej wymagaa interwencji milicji, chuliga-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 8

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

ni nie zagldali w te strony, nie byo tu knajp, budek z piwem, kina, nic z
tych rzeczy. Surowa atmosfera dokoa Instytutu odstraszaa tak zwany element.
Wartownik zagbi si w mrok ogrodu, z wolna zataczajc szerokie
koa, to bliej, to dalej od murw, jeszcze rozgrzanych socem. Pod okapem
tylnego wejcia przystan na chwil, ociay po jedzeniu, senny. Zapali
papierosa, cign z wysikiem, bo by wilgotny, popatrywa po krzakach, po
ulicy. Z przystanku ruszy autobus, po chwili dolecia stamtd saby zapach
spalin, autobus skrci w kierunku rdmiecia, potem znw nastaa cisza.
Kiedy spojrza w gr, co raptem bysno, by to sekundowy bysk,
gdzie w gmachu czy nad budynkiem, nie mg si zorientowa, ale na wysokoci drugiego pitra, mniej wicej koo okien pracowni, do ktrej obcy
facet przed pgodzin chcia si dodzwoni. Patrza teraz uwanie, czy
bysk si powtrzy, ale nic ju nie dostrzeg.
Burza idzie powiedzia do siebie. Nie sycha byo jednak
grzmotu, widocznie burza czaia si dopiero nad horyzontem.
Obszed gmach, spogldajc co chwila w gr, nie by zbyt czujny, ale
ten bysk go zastanowi. Wiedzia, ze w pracowni nikogo nie ma, wszystkie
klucze wisiay w hallu na tablicy, sprztaczki pozamykay pokoje, a kierownik przynis klucze na d. Nagle przyszo mu na myl, e moe kto nieostronie zostawi nie wyczone aparaty i w pracowni nastpio spicie.
A ze spicia mg wynikn poar i potem wszystko zwal na niego,
e nie dopilnowa.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 9

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Psia ich ma! zakl, wracajc do budynku. Poszuka na tablicy


klucza z pracowni, po namyle zgarn wszystkie z drugiego pitra, moe to
byo w innym oknie, musiaby potem wraca, a nie lubi zbytnio si fatygowa. Ciko stpajc, wchodzi na gr, zapala po drodze wiata na schodach i w korytarzach.
Przed drzwiami pracowni materiaw, jak j w skrcie nazywano,
przystan na chwil i nasuchiwa. Nikt si tam nie porusza. Pocign nosem, nie poczu dymu, poaru nie byo.
Ale mg by, za par minut. Sign po klucz, spojrza na drzwi i nagle zdrtwia.
Zamiast zwyczajnej dziurki od klucza, bya tam teraz dziura wielkoci maego jabka, dokadnie w tym miejscu, gdzie wsadza si klucz, tak jakby kto wypali otwr w zamku, stapiajc jego metal. Wartownik dotkn
otworu, brzegi byy jeszcze ciepe. Poruszy klamk. Drzwi byy otwarte,
oczywicie wskutek tego, e zamek diabli wzili, i nic ju nie bronio dostpu do pokoju.
Przeraony tym, co widzi, nic nie rozumiejc, pchn drzwi i zawieci wiato pod sufitem. Na pozr wszystko tu byo w porzdku, adnego
ognia, nic si nie tlio, chocia... tak, pocign mocno nosem, mierdziao
spalenizn lub czym podobnym.
Nieufny ju i ostrony, rozglda si uwanie dokoa. Jeeli, myla
powoli, ale dokadnie, kto rozwali zamek od pracowni, chocia w hallu s
klucze, Bg wie, czym on to zrobi i po co, ale jeeli zrobi, to mia w tym ja-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 10

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

ki cel, chcia si tu dosta, wic musia co zabra albo zostawi, raczej zabra, tylko co i z ktrego miejsca?
Pracownia skadaa si z trzech pokoi w amfiladzie, poczonych
nigdy nie zamykanymi drzwiami. Na samym kocu by gabinet kierownika,
docenta Straszewskiego.
Wartownik przypomnia sobie, e docent jest na urlopie, co zreszt
w tej chwili nie miao adnego znaczenia, bo znany chemik na pewno nie
dobieraby si w taki sposb do wasnej pracowni.
Jeszcze raz wcign mocno powietrze. Tak, to szo gdzie stamtd,
od gabinetu. Nagle zorientowa si, e ktokolwiek tu by, nie wyszed przecie z gmachu, nie mg wyj, bo ktrdy, gdyby szed przez hall, on by go
zobaczy, a wic jeszcze jest w budynku. Moe wanie w gabinecie.
Drcymi palcami cign z plecw karabin, wprowadzi nabj do
komory. Oto moe bya ta pierwsza okazja do uycia broni, pomyla, i
cierpa mu skra. Nie chcia strzela do adnego czowieka, c jednak pocz, jeeli tamten bdzie chcia zastrzeli jego?
Jest tam kto? krzykn ochrypym gosem. Kaszln, odchrzkn i czeka w napiciu. Ale nikt si nie odezwa, w gabinecie panowaa zupena cisza. Czy tam kto jest? zawoa jeszcze raz i posun si o dwa
kroki w stron uchylonych drzwi.
Wreszcie zdecydowa si. Z karabinem przy ramieniu, kadej sekundy gotw do strzau, zdenerwowany do ostatecznoci, mocno pchn kolanem drzwi.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 11

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Gabinet by pusty. Jeszcze nie wierzc, rozglda si dokoa.


Wtedy zobaczy, e drzwiczki od elaznej szafy obok okna s otwarte. Podszed bliej, nie wypuszczajc broni z rki. I tutaj zamek by stopiony,
jak tamten w drzwiach. Przez dusz chwil sta bez ruchu przygldajc si
szafie, ostronie dotkn zamka i sykn, prawie sparzyo mu palce. Skoczy
nagle, bo co zaszelecio w kcie, ale to bya chyba mysz, buszujca wrd
papierw. Pochyli si nad tymi papierami, poczu zimny pot na plecach.
Leay tu, porozrzucane w nieadzie, jakie wykresy, dokumenty, rysunki.
Na pewno prace badawcze docenta Straszewskiego albo jego asystentw.
Te, ktre zawsze zamykano starannie w elaznej szafie.
Nie, to wszystko byo ponad jego moliwoci. Trzeba natychmiast
zawiadomi kogo tylko si da, w takiej sytuacji mona komendanta stray
bez skrupuw wycign z ka, kierownictwo Instytutu te.
Zbieg do hallu tak szybko, jak tylko potrafi, odszuka w spisie domowe telefony, zacinajc si z wraenia zawiadamia o wszystkim, co zobaczy. Potem dopiero, kiedy czeka przed frontowymi drzwiami na pierwszy
samochd, opad go najwikszy strach. Bo przecie on tu by na stray i to,
co zaszo, stao si w czasie jego suby, diabli wiedz kiedy i jak...
Moe kto zakrad si duo wczeniej i ukry w ktrej pracowni, byy tu rne zakamarki, na trzecim pitrze po remoncie pozostay jeszcze nie
poustawiane szafy, stoki, rne paki. Ale jeeli ten kto wszed, kiedy on
by ju na subie? To co wtedy?
Przyjdzie siedzie mrukn zrezygnowany.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 12

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Usysza z daleka szum motoru, po chwili samochd gwatownie zahamowa przed gmachem, z wozu wyskoczy komendant stray. Tu za nim,
niemal dotkna go zderzakiem, czarna woga dyrektora Instytutu.
Teraz si zacznie pomyla wartownik, przykadajc palce do
czapki.
*
Nie rozumiem komendant stray bezradnie rozoy rce.
Czym to zostao zrobione?
Dyrektor Glabisz wzruszy ramionami. On te nie rozumia. nie tylko
tego, w jaki sposb otwarto szaf i drzwi, ale i wielu innych rzeczy. Wiedzia, e docent Straszewski pracuje od dwch lat nad wykorzystaniem niektrych krysztaw do laserowania, badania te na pewno miay du warto, nie sdzi jednak, eby wyniki, jakie docent osign, mogy zainteresowa na przykad obcy wywiad. W kocu, tam na Zachodzie mieli w tej
dziedzinie o wiele wiksze rezultaty. Kt wic w kraju mg si uciec do a
tak przestpczych metod, aby zdoby naukowe prace docenta?
Raz jeszcze przyjrza si wntrzu prawie pustej szafy.
Papiery, starannie poukadane przez komendanta na biurku, nie byy chyba najwaniejszymi dokumentami, ale sam nie potrafi togo oceni.
Straszewski przebywa na urlopie w Bugarii, trzeba byo si zastanowi,
czy ciganie go z zagranicy jest w peni uzasadnione, kady ma prawo spokojnie odpoczywa.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 13

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Podszed do telefonu stojcego na biurku.


Niech pan mi da miasto powiedzia, kiedy na dole wartownik
podj suchawk. Potem czeka chwil, a tamten upora si z centralk, nie
mia w tym wprawy.
Wreszcie usysza sygna i nakrci numer jednego z asystentw docenta, modlc si w duchu, aby by w domu. Kiedy odezwa si zaspany gos
inyniera Rawicza, powiadomi go krtko, co zaszo, i poprosi o natychmiastowy przyjazd.
Posyam panu mj wz doda i zaraz sobie przypomnia, e
przecie o tej porze nie ma kierowcy, musiaby wic pojecha sam. Ale asystent odpar cakiem przytomnie, e przyjedzie swoim moskwiczem, bo tak
bdzie lepiej, samochody mog by komu potrzebne. Mwic to, mia na
myli innych kolegw z Instytutu, ktrzy pracowali z docentem nad krysztaami.
Na miejscu Rawicz potrzebowa dwch minut, aby z ca stanowczoci stwierdzi, e wrd rozoonych na biurku papierw nie ma najwaniejszych wykresw i opracowa.
Zodziej, czy jak go naleao nazwa, zabra do gruby maszynopis,
zawierajcy ukoczon niedawno prac Straszewskiego o spjnym promieniowaniu, wynikajcym z domieszek jonw optycznie czynnych do krysztaw. Nie wdajc si w szczegy inynier powiedzia, e jest to praca nadzwyczaj poyteczna, a metody, jakimi docent si posugiwa, cakowicie
oryginalne.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 14

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Czy on ma kopie? spyta dyrektor, czujc niespokojne omotanie serca, w kocu nie by ju taki mody ani zdrw.
Nie pamitam odpar Rawicz ostronie. Chyba tak. Takie
rzeczy zawsze robi si z kilku kopiami.
Nie doda, e kopie, ile ich tam byo, mogy rwnie znajdowa si w
szafie i znikn razem z oryginaem. Przejrza raz jeszcze notatki i wykresy
na biurku, potrzsn gow, to byy zwyke notatki, jakie sporzdza si odrcznie w trakcie przeprowadzania wicze i analiz, nie miay wikszego
znaczenia dla kogo, komu zaleao na ostatecznych wynikach.
Ten Rawicz zamyli si na chwil, by zdumiony i wstrznity
bardziej ni dyrektor, bo lepiej od niego zdawa sobie spraw z sytuacji
ten czowiek, ktry zabra maszynopis, musia bardzo dobrze orientowa
si w krystalicznych materiaach dielektrycznych.
Glabisz spojrza na inyniera z przeraeniem.
Nie sdzi pan chyba, e... e to kto z Instytutu? spyta, to byoby najgorsze, nie chcia tego za nic, aby tylko nie kto std!
Rawicz wzruszy ramionami.
Skd mog wiedzie? burkn niegrzecznie, dyrektor mu przeszkadza, jego przestrach i bezradno irytoway.
Zawiadomi pan milicj?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 15

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Milicj? Nie. To straszne... Po co tu milicja? Moe jako sami...


umilk, przesun jzykiem po wyschych wargach.
Co sami? Co? A te dziury w zamkach, przecie tu popeniono
wamanie, przestpstwo! inynier prawie krzycza. Niech pan dzwoni
po milicj zwrci si do komendanta stray. Najlepiej do Paacu Mostowskich.
Do gabinetu wbieg drugi asystent Straszewskiego, Rakowski, ktrego Rawicz zawiadomi jeszcze przed wyjazdem z domu. Mia spodnie wcignite na pidam, wosy sterczay mu jak piropusz, ale nikt nie zwrci na
to uwagi. Trzscymi si rkami przekada na biurku papiery, gryzc usta
w zdenerwowaniu. +
Pracy nie ma szepn, na wp do siebie. Caego maszynopisu. I obydwch kopii.
Nie pamitasz, czy docent mia jeszcze jedn w domu? mrukn Rawicz, przyjmujc od komendanta papierosa. Rakowski potrzsn
gow przeczco. Doskonale wiedzia, ile byo kopii, sam je przepisywa na
maszynie, a potem razem z docentem wkadali do grnej szuflady w elaznej szafie. Kopie nie byy ostatnio potrzebne, wic nikt ich stamtd nie wyciga.
Teraz szuflada bya pusta.
Pierwszy asystent odcign go pod okno, spojrza bystro w oczy.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 16

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Suchaj, Jurek, co mylisz o tym wszystkim? A c ja mog myle? Nic nie rozumiem. Komu mogo to by potrzebne?
Kademu, kto miaby w tym jaki interes.
Mylisz, e dla zagranicy? E, nonsens. Oni maj swoje opracowania.
Jak gdzie odpar Rawicz dyplomatycznie. Zreszt, niekoniecznie dla zagranicy. Ten, kto ukrad prac, wietnie si w tym orientuje,
wzi akurat to. co jest najistotniejsze. Specjalnie dobra si do tej, nie innej
pracowni. Zaleao mu na tym. Mao tego: wiedzia, e to jest tu, nic gdzie
indziej.
Rakowski zblad, na nosie wystpiy mu drobne kropelki potu.
A wic powiedzia z determinacj najbardziej podejrzani jestemy my dwaj.
Tak zgodzi si tamten. Ale nie tylko. Wszyscy, ktrzy wiedzieli o pracy. Wszyscy z materiaw. Jedenacie osb.
Odlicz szeciu, ktrzy s teraz na urlopie. Jeeli rzeczywicie
gdzie wyjechali. Zamy, e tak, to pozostaj prcz nas jeszcze trzy osoby.
A oprcz tego cae mnstwo ludzi, ktrzy mogli wiedzie to i owo
o pracy. Docent przecie kontaktowa si z fizykami, jedzi na lsk, sam
mu przywoziem z Katowic niektre materiay. Zdaje si, e rozmawia te o
pracy w ministerstwie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 17

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

No, chyba bez szczegw.


Niech to cholera wemie.
Nie patrzyli teraz na siebie, to byo straszne, ale w ich star, wyprbowan przyja wdar si nagle cie nieufnoci. Moe nie od razu podejrzenie, aden z nich nie potrzebowaby si ucieka do wamania, mieli przecie przedtem tysice okazji, aby mc swobodnie skopiowa prac docenta.
Jeeli jednak ktry z nich powiedzia o tym tam, gdzie to byo niewskazane,
w gronie ludzi mao znanych, moe nawet zbyt gono w kawiarni...
Na schodach zrobi si ruch, zastukay liczne kroki, Glabisz zgnbiony wprowadza do pracowni dwch ludzi w cywilnym ubraniu i jednego w
milicyjnym mundurze. Pierwszy cywil od razu zainteresowa si zamkiem u
drzwi i pozosta przy nich, tamci weszli do gabinetu. Dyrektor przedstawi
obu inynierw. Cywil przywita ich pobienym uciskiem doni, sierant w
mundurze zlekceway formy towarzyskie, zbliy si do szafy i zacz oglda stopiony zamek.
Zostaem zawiadomiony telefonicznie przez wartownika zacz Glabisz o tym, co zaszo...
To znaczy, o czym? przerwa mu cywil, przygldajc si dokadnie twarzom obu inynierw, jakby oglda obrazy na wystawie.
Nerwowy Rawicz odwrci gow w bok, nie znosi natarczywego
spojrzenia.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 18

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wic... wartownik powiedzia mi, e kto wama si do drzwi tej


pracowni i otworzy elazn szaf.
Dyrektor usiowa skupi myli i mwi krtko, zwile e szafa
jest pusta, a papiery porozrzucane w kcie. Nikogo nie zauway, obchodzi
gmach dookoa. Zreszt, moe on to sam powie wskaza wartownika,
ktry sta na progu, wiadom wszystkiego, co go czeka.
Mam subowy samochd do dyspozycji, sta przed domem, gdzie
mieszkam, wic ubraem si jak najszybciej i przyjechaem. Drugim wozem,
prawie razem ze mn, przyjecha komendant stray. Weszlimy na gr, no
i zastalimy to wszystko pokaza rk pokj. Zawiadomiem telefonicznie pierwszego asystenta z pracowni, magistra inyniera Henryka Rawicza. Potem przyjecha drugi asystent, magister inynier Jerzy Rakowski.
Kto pana zawiadomi? cywil zwrci si do Rakowskiego.
Ja odezwa si Rawicz. Jeszcze z domu. Uwaaem to za
wskazane.
W gosie jego bya ledwo znaczna nutka jakiego uporu czy hardoci,
cywil zapamita to, ale nie okaza bliszego zainteresowania.
W tej szafie, panie... przepraszam, nie znam stopnia? Glabisz
umiechn si, wypado to jak skrzywienie.
Porucznik Nowak. Chwileczk odwrci si i podszed do swego kolegi, ktry obejrza ju drzwi i pojawi si w gabinecie. Wezwij wz

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 19

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

techniczny, dobrze? I zadzwo do starego. Wiesz, eby potem nie byo jakich tam...
Chod na chwil drugi oficer w cywilnym ubraniu pocign go
do drzwi i wymownym ruchem pokaza wypalon dziur. Widziae kiedy co takiego?
Nowak pochyli si i uwanie przyglda otworowi.
Palnikiem wzruszy ramionami. Tlen, acetylen. Normalne.
Nie sdz tamten potrzsn gow.
A czym? Przecie wypalone. Moe zapak? Zostaw to, id dzwoni. Waniejsze s teraz dokumenty.
Wrci do gabinetu. Mimo woli jednak zbliy si do szafy, dotkn
palcem stopionego metalu. Palnikiem? pomyla zdziwiony. To musiao do dugo trwa. Grubo szafy ma kilka dobrych milimetrw. Jeszcze
przedtem drzwi. Potem szukanie wrd papierw. Chyba z p godziny.
Raptownie odwrci si w stron wartownika.
Spalicie - rzek surowo. Prosz chuchn!
Ja sprawdzaem. Nie pi zastrzeg si komendant stray, obrzucajc podwadnego wciekym spojrzeniem.
Wartownik chuchn posusznie, a potem powiedzia: ebym tak
zdrw by, panie poruczniku, ani na minutk nie zasnem. Mog w kociele

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 20

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

przysiga. Po dziesitej, znaczy si dwudziestej drugiej, zjadem w hallu


kolacj...
Co? przerwa porucznik.
Kolacj powtrzy goniej wartownik.
Ja sysz dobrze. Co jedlicie na kolacj?
Aha. No wic, jadem dwie buki z salcesonem, piem herbat.
Jedzenie przynielicie ze sob?
Tak, ona szykowaa. Jak zwykle. Herbat miaem w termosie.
Kiedy ona kupowaa salceson? Jedlicie go ju przedtem, w domu?
Nie. Wczoraj kupia. Ale w domu zosta jeszcze kawaek. Chyba
eby ona zjada. Nie mg zrozumie, co ma gupi salceson do tego
wszystkiego.
Przed kolacj obeszlicie gmach w rodku?
Tak, panie poruczniku.
Wszystkie pitra? Korytarze, pokoje?
Korytarze tak, pokoje nie, bo s zamykane.
Kto je zamyka?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 21

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Kada pracownia ma wyznaczonego dyurnego, ktry ostatni zamyka pokoje wtrci si dyrektor. Potem klucze wieszaj w hallu, na
tablicy. O szesnastej przychodz sprztaczki, bior klucze z hallu. Kierownik
administracyjny gmachu sprawdza po sprztaniu, czy nie pozosta jaki nie
wyczony aparat, wie pan, moe wybuchn poar, tu s rne chemikalia.
Jeeli w jakiej pracowni przeprowadza si wielodniowe dowiadczenie i
aparaty s w ruchu, to kierownik jest o tym uprzedzony i sprawdza ich stan
wraz z ktrym z pracownikw. Potem zamyka wszystkie pokoje i zostawia
klucze na tablicy.
Wic ja obszedem pitra, wszdzie by spokj, cisza, potem posiedziaem w hallu, czytaem gazet... Zaraz po smej byo troch telefonw,
potem znowu cisza. Jak jadem kolacj, kto jeszcze zadzwoni, prosi o poczenie z siedemnastym wewntrznym. Wanie z t pracowni, tutaj.
Kto to by? Nowak oywi si wyranie.
Nie wiem odpar wartownik. Gos by obcy. Poczyem go,
chocia tu nikogo nie byo, tak na prb, ale nikt si nie odezwa, wic powiedziaem tamtemu, e wszyscy ju dawno poszli. No i on si wyczy.
Skoczyem je, wypaliem papierosa i wyszedem przed dom, na obchd.
Jak byem koo tych krzakw, gdzie jest awka, co bysno w oknie, tak
jakby wanie tutaj, w pracowni. Pomylaem, e to byskawica, miao si na
burz, i wiato pewnie odbio si w szybie. Ale potem postanowiem jednak sprawdzi. Mogo by spicie w aparatach. Kiedy stanem przed
drzwiami pracowni, zobaczyem, e zamek w drzwiach jest spalony. Potem,
e w gabinecie szafa otwarta, no i te papiery na pododze. Zbiegem na d,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 22

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

zadzwoniem do naszego komendanta i do pana dyrektora Glabisza. Potem


nie wchodziem ju na gr, tylko czekaem, a przyjad.
Ile tu jest wej? zwrci si porucznik do dyrektora.
Dwa. To frontowe i jeszcze jedno z tyu, ale zawsze zamknite.
Sam zakadaem tam piecz, taki mamy przepis.
Sprawdcie powiedzia do sieranta, ktry wysun si z gabinetu. Potem zastanawia si chwil. Jeeli wartownik by pniej przez cay
czas w hallu i jeeli tylne wejcie jest rzeczywicie zamknite, to przestpca
moe by jeszcze w gmachu. W takim razie, trzeba cign tu jeszcze paru
ludzi z komendy.
Sierant wrci. Na tylnych drzwiach bya nie naruszona piecz, a
na niej gruba warstwa kurzu. Tamtdy na pewno nikt nie wyszed.
Co byo w szafce? spyta Nowak, zwracajc si do inyniera
Rakowskiego. Czy panowie stwierdzilicie ju, co zgino?
Tak. Zabrano bardzo wan prac docenta Straszewskiego, kierownika pracowni. Zgin orygina maszynopisu i dwie kopie.
Kto wiedzia, e praca i kopie s w tej szafie?
Caa pracownia odezwa si Rawicz. A przede wszystkim
obaj asystenci. Patrza na oficera ostro, jakby odpierajc wzrokiem spodziewane uderzenie. Ale cios nie pad, Nowak umiechn si przelotnie,
wic inynier doda z naciskiem: Ja i kolega Rakowski.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 23

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Do gabinetu wszed pukownik Brezga, naczelnik wydziau z Komendy Stoecznej Milicji. Wraz z nim pokazao si jeszcze dwch funkcjonariuszy mundurowych, fotograf, ktry zaraz zabra si do roboty, i technik
dochodzeniowy z walizk ledcz w rku.
Nowak odcign szefa na bok i cicho referowa mu swoje spostrzeenia. Potem przeszukano dokadnie cay gmach i ogrd; nie znaleziono
jednak nikogo. Nie byo te adnych ladw, ktre wskazywayby na obecno w ogrodzie czowieka z aparatem do cicia metali, chocia dokadniej
mogli si o tym przekona dopiero rano, przy wietle dziennym.
Brezga dugo, uwanie przyglda si stopionemu zamkowi elaznej
szafy. Technik, specjalista od palnikw i aparatw tlenowych, waha si.
Wedug niego, uyto tutaj palnika z ogromn moc ciepln albo te przestpca ci metal bardzo dugo, chyba dobre p godziny. Powinny jednak
byy pozosta lady na pododze, krople stopionego elaza, poza tym otwr
by dziwnie gadki, nie nadszarpnity po bokach, natomiast pomie palnika
musia by tak silny, e nadtopi nawet brzegi szuflady wewntrz szafy.
Jakby ig... mrukn technik rozgrzan do paru tysicy
stopni. Nieprawdopodobne!
Pan powiedzia: ig wietln? spyta inynier Rawicz, marszczc czoo ze zdumienia.
Nie odpar technik. Dlaczego wietln? Rozarzon. Ale takiej igy nie ma, mwiem w przenoni: tak jakby iga.
Pukownik popatrzy na inyniera, co mu przyszo na myl.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 24

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

No, a gdyby ig wietln? spyta. Co pan chcia przez to powiedzie?


Rawicz zmiesza si, zawaha.
Nie, to nonsens odpar piesznie. Zupenie wykluczone.
Ale co pan mia na myli? nalega tamten.
Laser rzek inynier, wzruszy ramionami. Tutaj w pracowni
nie mamy lasera, w ogle w caym Instytucie nie ma. Zreszt, gdyby nawet
by, nie mona by go przenie, to jest wielkie urzdzenie, nie da si wsadzi do teczki rozemia si, odszed w gb pokoju.
Brezga patrzy za nim chwil, potem przenis wzrok na technika.
Ten raz jeszcze obejrza otwr, a potem rzek:
Tak. Gdyby istniaa taka moliwo, praktycznie, to iga laserowa,
przy duej energii impulsu, powiedzmy parset duli, mogaby stopi nawet
grubszy zamek od tego i napocz brzegi metalowej szuflady.
Tu by bardzo mocny zamek zauway porucznik Nowak, podchodzc do nich chyba jaki specjalny stop metali.
Laser wszystko zere mrukn technik z wyszoci w gosie.
Nawet wolfram, nawet diament czy molibden. To cholernie wysoka temperatura, kady materia wyparowuje w sekund albo uamek sekundy.
Wiem, bo na ostatnim kursie mielimy dodatkowo o laserach.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 25

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Jak dugo trwa taka... taki proces uderzenia igy laserowej?


spyta pukownik, powracajc wzrokiem do Rawicza, ktry sta w kcie gabinetu i rozmawia z Glabiszem.
Mikroeksplozja? Jakie uamki sekundy, mwiem.
I wtedy wida bysk? zainteresowa si nagle Nowak.
S lasery widzialne, s i niewidzialne. Ale po co o tym teraz mwimy zniecierpliwi si technik, w rodku nocy robi komu wykad z
fizyki, kiedy tutaj jeszcze mnstwo roboty. Nie ma takich laserw, z ktrymi mona by chodzi, jak z aparatem fotograficznym, i rozwala nimi
zamki. Tutaj musia by jaki mocny palnik zafrasowa si, umilk. Nie
lubi, kiedy co mu si w robocie nie zgadzao. Jeeli to zrobi naukowiec,
chemik, to moe zmajstrowa ekstrapalnik, nie na tlen czy acetylen, ale na
jaki cholernie silnie dziaajcy gaz. Innej moliwoci nie widz.
Chyba waniejsza jest kradzie pracy docenta Straszewskiego ni
sposb, w jaki facet wszed do pracowni zauway inny oficer.
Brezga nic odpowiedzia. Zastanowiy go sowa technika: jeeli to
zrobi chemik. Gdyby tak byo, przestpcy naleaoby szuka przede
wszystkim wrd pracownikw Instytutu. Ale c mogo nim kierowa? Zazdro, zawi wobec kolegi, ktry mia lepsze osignicia. Ch niszczenia
wszystkiego, co ma warto naukow. Robota polityczna. Szpiegostwo. Ci
dwaj twierdz, e praca nie miaaby wikszego znaczenia za granic.
Trzeba sprawdzi. Trzeba chyba cign z urlopu tego docenta. Z
laserem to nonsens, oczywicie. Po prostu palnik gazowy. Jednak musiao to

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 26

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

trwa bardzo dugo, wszystko razem. Wartownik zasn, teraz si nie przyzna. Gdyby mu kto wsypa rodek nasenny, toby po tak krtkim czasie nie
chodzi, nie rozmawia zupenie przytomnie. wic to chyba odpada.
Przestpca ukry si w Instytucie gdzie po poudniu, wida zna tu
rne zakamarki, to te by wskazywao na tutejszego pracownika.
A wyszed pewnie wtedy, kiedy...
Ruchem rki przywoa do siebie wartownika.
Jak wyszlicie na obchd gmachu, to drzwi frontowe zostay
otwarte czy zamknite na klucz? spyta.
Ton jego gosu by spokojny, dobroduszny, tga posta w cywilnym
ubraniu wygldaa jako swojsko i wartownik odpowiedzia szczerze, e nie
zamyka na klucz, bo po co, przecie by na warcie, czuwa.
Ale chodzilicie dokoa budynku, tak?
A jake, chodziem odpar i nagle zrozumia. Czyli e w tym
czasie, kiedy wy bylicie po drugiej stronie domu, kto mg wej frontowymi drzwiami. A potem, kiedy zrobi ju, co chcia, w pracowni, ukry si
gdzie w korytarzu, bo usysza, e idziecie po schodach. Jak weszlicie do
pracowni, zbieg na d i wyszed na ulic. wietne wartowanie. Piciu zodziei mogo tu buszowa.
Wartownik milcza, zgnbiony do reszty. C, tak chyba byo.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 27

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wierz wam, e nie spalicie doda Bryzga ale w gmachu


musiao was nie by dobre p godziny. Albo i wicej.
*
Oba zamki z wypalonymi w nich dziurami zostay wyjte i dostarczone do laboratorium kryminalistycznego w Komendzie Miasta. Specjalici, po duszych wahaniach, potwierdzili opini technika dochodzeniowego: palnik ogromnej mocy, wprost nieprawdopodobnej. Teoretycznie zastrzegali si: wycznie teoretycznie! mg to by laser, pasowaby jak
ula, ale praktycznie rzecz niemoliwa, nikt u nas nie chodzi z laserem pod
pach, takich cudw nie ma. Owszem, zgodzili si te z pogldem, e przestpca mg by chemikiem lub fizykiem, na to wygldao. Zatrzymali zamki
do dalszego badania, postanowili bowiem skonsultowa swoj opini z Zakadem Kryminalistyki Komendy Gwnej MO.
A czterech pracownikw z wydziau pukownika Brezgi zostao
przydzielonych do tej sprawy, prcz tego milicja sprbowaa podrzuci j
kontrwywiadowi, wskazujc na ewentualne motywy szpiegowskie, ale
kontrwywiad, po zorientowaniu si w treci pracy docenta Straszewskiego,
odrzuci pik z powrotem do Paacu Mostowskich, to nie byo nic dla nich.
Zagranica znaa podobne osignicia, rzecz miaa znaczenie tu, w kraju, co
w rodzaju produkcji antyimportowej, jeeli mona byo tak si wyrazi o
naukowej pracy.
Trudno powiedzia Brezga do swoich oficerw. Musimy na
dobre zacz si w tym grzeba. Potraktujemy jako zabr mienia

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 28

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

umiechn si, to mienie, jak ju zdy si zorientowa, warte byo jednak setki tysicy zotych.
Odtworzenie pracy z urywkowych notatek, poinformowa go Rawicz, wymagao dobrych kilku miesicy wytonej roboty.
Chyba e docent zachowa gdzie w domu brudnopis.
Tak czy owak, Straszewskiego naleao zawiadomi i poprosi o
szybki powrt do kraju, co te zrobiono, nie wdajc si przez telefon w
szczegy. Zdziwiony, troch zy, obieca jednak, e najbliszym samolotem
przyleci do Warszawy.
Uatwiono mu to, porozumiawszy si z odnonymi wadzami bugarskimi.
Na lotnisku czekali: pukownik Brezga i dwaj asystenci docenta, podenerwowani przykr sytuacj, w jakiej si znaleli.
Rawicz spod oka spoglda na oficera, sdzi, e tamten zwleka tylko
z aresztowaniem ich obu, ale e to aresztowanie kadej chwili moe nastpi. Nie wiedzia, e Brezga by od tej myli bardzo daleki. Brak mu byo
motyww, dla ktrych asystenci mogli dokona wamania, poza tym wiedzieli przecie, e w razie czego posdzenie padnie przede wszystkim na
nich jako na najbliszych wsppracownikw.
Bdzie cholernie zmartwiony rzek Rakowski, patrzc na niebo, na ktrym za par minut mia si ukaza samolot z Bugarii.
Chyba e ma jeszcze gdzie brudnopis odpar Rawicz.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 29

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rakowski zaprzeczy ruchem gowy. Orygina i dwie kopie, po c


byo jeszcze przechowywa brudnopis. I komu mogo przyj do gowy, e
przestpca wamie si do Instytutu i zabierze wanie t prac.
Brezga sta troch z boku, czu na sobie nieprzychylne spojrzenia
modego inyniera i stara si wyglda dobrodusznie, co mu si zwykle
udawao, jeeli kto nie zna go bliej. Myla troch o tym, jaki jest ten docent i czy mu w jakikolwiek sposb uatwi dochodzenie, a troch o swoich
czterech pracownikach, ktrzy zbieraj od dwch dni mnstwo informacji,
rozmawiaj z pozostaymi inynierami i laborantami z pracowni materiaw dielektrycznych, z wartownikiem po raz dziesity, z dyrektorem
Glabiszem, ze sprztaczkami, kierownikiem administracyjnym Instytutu i
Bg wie, z kim jeszcze, aby spraw posun naprzd. I pojawi si na
niebie, zniy lot, zatoczy par krgw, co mu si wida nie podobao na
dole, potem jednak dotkn koami ziemi, potoczy si i zahamowa.
Jest rzek Rawicz, dojrzawszy na schodkach potn posta
docenta.
Straszewski by wielki, gruby, schodzi koyszc si troch na boki.
Dojrza inynierw i pomacha im teczk, by nawet umiechnity.
Zaraz przestanie si mia mrukn pierwszy asystent, przepychajc si do wejcia. Rakowski szed tu za nim.
Pukownik pozosta tam, gdzie by, niech si przywitaj i powiedz
mu sami, na wszystko inne bdzie czas pniej.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 30

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Obserwowa jednak uwanie twarz Straszewskiego podczas spiesznej rozmowy i widzia, jak rysy tej twarzy tej, a w oczach pojawia si
przeraenie. Pomyla, e pewnie brudnopisu te nie ma.
Podszed, przedstawi si i zaproponowa podwiezienie docenta
swoj warszaw. Rawicz przyjecha moskwiczem razem z koleg, odpada
wic konieczno wsplnej jazdy, co pukownikowi byo raczej na rk.
Straszewski zawaha si, spojrza na asystentw, w oczach mia jeszcze nie wystygy przestrach i zdumienie. Machinalnie kiwn gow i skierowa si za Brezg. Formalnoci przyjazdowe docenta trway niedugo, po
kwadransie siedzieli ju w samochodzie. Prowadzi milicyjny kierowca,
ubrany po cywilnemu, pukownik zwykle obywa si bez niego, tym razem
chcia jednak ca uwag skupi na rozmowie.
Nie mog uwierzy powiedzia Straszewski, ocierajc twarz z
potu: na dworze byo gorco. Po prostu nie mog uwierzy! powtrzy
bezradnie.
Brezga milcza chwil, chcc mu da czas na ochonicie z wraenia,
potem rzek ostronie:
Czy przychodzi panu na myl, komu mogo zalee na zabraniu tej
pracy? Tak dalece, e zastosowa wamanie?
Zalee? Docent cign brwi, twarz mia tust, wargi troch
wywinite, oczy bystre, mdre. Pan myli, e na przykad... nie wiem, co
by mu z tego przyszo, bo przecie caa moja pracownia orientuje si, e doszlimy do takich, nie innych, wynikw, e to jest moje, nasze wsplne

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 31

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

poprawi si szybko osignicie, wic nikt by u nas w kraju nie mg


opublikowa tego jako swoje. To wykluczone.
A za granic?
Oni ju znaj wyniki domieszek fluorku wapnia z trjwartociowym jonem uranu... uranu pewnego typu zmiesza si, odchrzkn.
Brezga powcign umiech; docent mu nie dowierza, jeeli chodzio o te rzeczy. Pukownik wiedzia jednak, e to by jon uranu U3+,
mniejsza z tym, gorzej bdzie, jeeli Straszewski okae tak sam nieufno
w innej dziedzinie.
A czy nie mona przypuci powiedzia, zastanawiajc si nad
sowami e kto, kto orientuje si w paskich pracach, bdzie prbowa
czerpa z nich fragmentami, stopniowo ogaszajc jako swoje wasne osignicia? Ostatecznie, zdarza si tak, e dwaj, trzej uczeni, nieraz w rnych
krajach, pracuj nad tym samym zagadnieniem, czasem o tym nie wiedzc, a
pniej kto pierwszy, ten lepszy zaartowa. Przestpca, ktry zabra
paski maszynopis, moe korzysta z niego i nikt mu nie udowodni, e sam
tego nie opracowa.
Docent milcza chwil, posapujc z gniewem.
Ja wiem, kto z naszych chemikw mgby opublikowa tego typu
prac, co moja odpar. Tych ludzi mona w Polsce na palcach policzy,
i to jednej rki. Ale aden z nich nie wamaby si do mojej szafy. Nigdy w to
nie uwierz! To uczeni, a nie zodzieje.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 32

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Swoich asystentw pan o to nie posdza, prawda?


Ach, skde! wykrzykn chemik z oburzeniem. Zreszt, po
co mieliby to robi? W imi czego?
Czy kogo?... dokoczy pukownik ciszej. Ma pan do nich
pene zaufanie?
Absolutne. A jeeli pan przed chwil chcia zasugerowa, e Rawicz albo Rakowski mogli to zrobi dla kogo... Nonsens. Nie widz przyczyn. Gdyby chcieli, mogliby skorzysta z wynikw duo wczeniej i bez
wysiku wamywania si do elaznej szafy. Czym ona zostaa otwarta?
Brezga zawaha si na chwil. Palnikiem gazowym, ale o niezwykej mocy. Dlatego przypuszczamy, e by to kto, kto wietnie zna si na
chemii. Ten kto wyj z szafy jedynie paski maszynopis i obydwie kopie, a
reszt papierw, mniej wanych, pozostawi w gabinecie.
A wartownik? Spa czy co?
Twierdzi, e nie. Obchodzi w tym czasie gmach. W pewnej chwili
dojrza w oknie pracowni jakie przelotne wiato, jakby byskawic, wic
zawrci i wszed na gr. Nikogo ju tam oczywicie nie zasta.
Bysk wiata? Przelotny? Panie pukowniku, szafa jest zrobiona z
metalu gruboci chyba szeciu milimetrw, moe nawet wicej. eby w niej
palnikiem wyci otwr, potrzeba na to co najmniej dwudziestu minut. On
spa.
Nie rozcito cianek szafy. Wytopiono duy otwr w jej zamku.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 33

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

W zamku? Straszewski osupia. Ale to... to absolutnie niemoliwe! Tam by wolfram, specjalna konstrukcja na moje zamwienie. Czy
pan wie, jaka jest temperatura topnienia wolframu? I nie czekajc na odpowied, ktra dla Brezgi byaby kopotliwa, wyjani: Trzy tysice trzysta siedemdziesit stopni Celsjusza! Jak pan chce to osign palnikiem? W
dodatku byskawicznie?
Wzruszy ramionami. Nagle poblad, zmarszczy brwi. Z trudem wykrcajc na bok swoj zwalist posta, odwrci si w stron oficera i patrzc mu prosto w oczy, spyta szeptem:
Naprawd zamek zosta stopiony?
Tak. We drzwiach te, ale to ju mniejsza. Co pan o tym sdzi?
Chciabym zobaczy ten zamek, a raczej to, co z niego zostao.
Dobrze.
Przez reszt drogi docent milcza. Kiedy dojedali ju do rdmiecia Warszawy, odezwa si, jakby do siebie:
Byoby to moliwe tylko wtedy, gdyby zastosowano zupenie inne
urzdzenie ni palnik.
Na przykad, co?
Na przykad kwantowy generator wietlny. Ale to jest praktycznie
niemoliwe, w tej sytuacji.
Co to jest, ten generator?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 34

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Laser mrukn Straszewski z roztargnieniem. Taki skrt.


Pierwsze litery angielskiej nazwy: Light Amplification by Stimulated Emission of Radiation. Po polsku: wzmacnianie za pomoc wymuszonej emisji
promieniowania, w zakresie wietlnym dla lasera, a mikrofalowym dla masera. Jeeli pan nie zna dobrze nowoczesnej fizyki, to pan nic z tego nie zrozumie.
Byo to powiedziane z brutaln szczeroci, Brezga jednak nie poczu si dotknity. Nie zna si na elektronice kwantowej i nie wstydzi si
tego, to nie bya jego dziedzina wiedzy.
Ukoczy Wydzia Prawa, orientowa si wcale dobrze w kryminalistyce, to byo mu potrzebne w pracy zawodowej, a od innych spraw byli
eksperci, czowiek nie jest omnibusem i nie powinien nim by. Od tego gowa puchnie.
Poprosi docenta o przyjcie do komendy nazajutrz rano, ale Straszewski nie chcia czeka, wic mimo pnej godziny Brezga postara si o
dostarczenie szcztkw obu zamkw do swego gabinetu w Paacu Mostowskich. Przynis je ktry z oficerw laboratorium i z zaciekawieniem obserwowa, jak Straszewski dugo, dokadnie oglda otwory. Poprosi o szko
powikszajce, potem bada jeszcze zamek od szafy przez kilka minut, mruczc co do siebie ze zdumieniem. Wreszcie odoy lup i potrzsn gow,
jakby nie wierzy wasnym oczom.
Oficerowie patrzyli na niego z uwag, czekajc, co powie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 35

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Tam... jak jechalimy samochodem z lotniska rzek wreszcie,


zwracajc si do pukownika powiedziaem panu, e taki otwr w cigu
paru sekund, a moe nawet i krcej, mona by wypali tylko laserem. Podtrzymuj to twierdzenie. Albo wartownik spa i czowiek, ktry to zrobi,
mia wiele czasu na swoj czynno, a w dodatku dysponowa niezwykle
silnym palnikiem... ale musiaa to by godzina, moe ptorej. Albo te, co
jest waciwie zupenie niemoliwe, ten czowiek stopi zamek laserem. A to
jest dlatego niemoliwe, e nie mamy w kraju laserw maych, stosunkowo
lekkich, mam na myli: atwo przenonych dla czowieka. W dodatku, musiaaby to by energia impulsu co najmniej kilkuset duli, a wic na przykad laser na baterie atomowe. Wtpi, czy co takiego maj nawet w Stanach.
W takim razie, laser odpada rzek pukownik ze wzmoon
energi. Nie czuby si pewny, gdyby w gr wchodzio co tak skomplikowanego. Pozostaje palnik bardzo duej mocy. I dugi sen wartownika.
Moe mu wsypano co do jedzenia czy do picia? podda laborant, ktry nie zna szczegw sprawy.
Brezga zaprzeczy. Zbadano skrupulatnie resztki herbaty, pobrano
wartownikowi krew do analizy, zreszt by, czy nie by rodek nasenny, faktem jest, e wartownik musia spa, jeeli nie by w zmowie z przestpc.
Dlatego jeszcze tamtej nocy, waciwie ranka, zosta osadzony w areszcie
ledczym, pod zarzutem niedopilnowania obowizkw subowych, a co si
okae w praniu, to si dopiero zobaczy.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 36

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

W tej chwili co innego zaprztao pukownika.


Panie docencie rzek, ruchem gowy wysyajc laboranta z gabinetu doszlimy do wniosku, e chemikom w kraju praca paska na nic
by si nie przydaa, jeeli chodzi o wykorzystanie dla wasnej sawy, pienidzy i czy ja wiem czego. Wywiezienie lub przekazanie jej za granic, jak pan
twierdzi, byoby o tyle bez materialnego poytku, e na Zachodzie te rzeczy
s ju opracowane, chocia innymi metodami. Tu zreszt mam troch wtpliwoci... moe paskie metody s korzystniejsze, ekonomiczniejsze?
Ja sdz, e tak, ale nie znam wszystkich innych.
Zamy, e sprzedanie tego obcym firmom odpada. Ale w takim
razie, co nam pozostaje? Kradzie bez sensu, bez celu? Tak skomplikowana i
ryzykowna? A wic, wariat?
Nie. Tego nie zrobi czowiek obkany, przeciwnie. Cao wyglda na wietnie zaplanowan i zorganizowan. Zreszt, mogo ich by kilku.
Dobrze, ale po co? powtrzy Brezga niecierpliwie.
Nie wiem odpar Straszewski, ze znueniem w gosie. A potem
doda bez zoliwoci: Widzi pan, ja jestem chemik, do mnie naley praca
nad materiaami dielektrycznymi. A te rzeczy wskaza rk na zamki lece na biurku to ju wasza dziedzina.
Ma pan racj odpar Brezga ywo. Sdziem jednak, e pan
mi w tym pomoe. To nie jest zwyke przestpstwo. Ono siga bardzo gboko, w rodowisko uczonych, wynalazcw, przepraszam... paskich kole-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 37

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

gw i znajomych. Nie chodzi tu o zodzieja, ktrego moglibymy poszukiwa


wrd elementu przestpczego, pan rozumie co mam na myli.
Owszem, rozumiem. Nie uchylam si od pomocy, w kocu to
przecie ja tu jestem najbardziej poszkodowany. To mnie skradziono rzecz,
ktrej powiciem wiele miesicy pracy. Cikiej pracy. Ale nie bardzo widz, w czym mgbym panu pomc. Przecie nie wska palcem na ktrego
chemika: to ten.
Mwmy szczerze, nikogo pan nie podejrzewa o t kradzie, obojtnie z jakich powodw by to zrobi?
Straszewski myla przez chwil, potem zaprzeczy niechtnym ruchem gowy.
Nie. Nie mam adnych podstaw, aby kogokolwiek o to posdza.
Pan jest ze mn szczery?
Ale tak. Nie mam nic do ukrywania.
Czy poda mi pan nazwiska chemikw, ktrzy pracuj w podobnej
dziedzinie? Tych, ktrych, jak pan si przedtem wyrazi, mona policzy na
palcach?
No, c... W kocu, to nie jest tajemnica, dowie si pan nie ode
mnie, to od innych. Prosz, niech pan zapisze.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 38

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia drugi

Fortepian umilk. Pianistka przez chwil siedziaa jeszcze bez ruchu,


z rkami bezwadnie opuszczonymi w d, jakby zasuchana w ostatnie
akordy. Ale zewszd, ze wszystkich stron parku, dobiegy do niej owacyjne
oklaski, najbliej siedzcy podnieli si nawet z miejsc i podeszli do fortepianu, umiechajc si yczliwie, serdecznie, kto pooy na jej kolanach
wizank kwiatw. Wic szybko ockna si z zamylenia, wstaa, kaniajc
si na prawo i lewo, to by ju ostatni utwr i moga i do domu, czekay j
jeszcze wielogodzinne wiczenia mimo niedzieli. Rzadko kiedy pozwalaa
sobie na zupeny wypoczynek. Ludzie w parku pod pomnikiem Szopena nie
ruszali si jednak, dzie by pikny, ciepy, koniec sierpnia zapowiada zot polsk jesie, co zreszt czsto si nie sprawdzao. Korzystali wic z
resztek lata, opaleni, na og wypoczci, koncert nastroi ich troch rzewnie, a troch agodnie. Przyjemnie byo patrze na ten tum kolorowy, rozrzucony wrd kwietnikw i drzew, wyjtkowo spokojny jak na warszawiakw, i w tej chwili nastawiony yczliwie do caego wiata.
Piknie graa, prawda? spytaa pani w jasnym kostiumie swego
ssiada z awki.
Tak odpar z lekkim roztargnieniem.
Szopen nie interesowa go, przyszed do azienek, eby posiedzie
na powietrzu, i natrafi na koncert przypadkiem.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 39

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Ma takie delikatne, a przecie mocne uderzenie snua dalej pani monotonnym gosem, rozdzielajc troch sylaby.
To byo nieznone, wsta i odszed cicho, a ona mwia w dalszym
cigu, nie zauwaywszy odejcia. Waciwie byo jej wszystko jedno, czy
kto sucha. Cierpliwie wymijajc mnstwo dzieci, dziewczyny w kusych
spdniczkach, siwowose maestwa i cay ten tum niedzielny, przeszed
do Belwederu, skrci w d, nad staw, potem jeszcze dalej, a do kawiarni
pod dbami czy kasztanami, nigdy nie przyglda si tym drzewom, ale lubi
kawiarni, jej pcie nad stolikami, ciemnozielony w socu, zapach kawy
nie zmieszany z normalnym zaduchem lokali gastronomicznych i spalin dolatujcych z ulicy. Nawet papieros smakowa tu lepiej. Wszystkie stoliki na
dworze byy jednak zajte, dojrza tylko jeden wolny na tarasie, wic zawrci, obszed budynek dokoa, wejcie byo od tyu. Przeszed przez sal,
w ktrej kilka osb wpatrywao si cierpliwie w ekran telewizora, czekajc,
a zakoczy si reporta z budowy jakiej drogi w jakiej wsi, potem mia
by film usiad na tarasie, zamwi kaw, mietank i wod mineraln. W
cukierniczce znalaz osy, moe zreszt byy to pszczoy, kelnerka wygarna
je yeczk, pofruny ociale, miay sodkie skrzydeka.
Witam inyniera usysza, zagbiony w studiowaniu ycia
Warszawy.
Podnis gow. Za barierki tarasu stal jego znajomy, wyranie szuka wolnego miejsca. Nie byo rady. Umiechn si, zapraszajcym gestem
pokaza krzeseko obok siebie. Tamten radonie pokiwa gow i znik za
budynkiem, aby po chwili znale si koo niego przy stoliku.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 40

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Mylaem, e pan za granic rzek znajomy, rozpinajc pod szyj konierzyk kraciastej koszuli. By bez marynarki, opalona ysina poyskiwaa brzowo nad ciemnymi okularami.
Ju byem odpar, dolewajc mietank do kawy.
Gdzie?
We Woszech.
Fiu, to piknie! A ja nad polskim morzem. Chodniej, ale taniej.
Lubi Ustk, chocia tam zwykle najnisza temperatura. Bardzo adne miasteczko. W tym roku otworzyli now kawiarni rozemia si sowo
daj, jak to my dzisiaj... gdziekolwiek si znajdziemy, zaraz szukamy kawiarni.
Warszawskie przyzwyczajenie rzek, aby co powiedzie.
Pewnie. Znajomy rozejrza si, pokiwa gow. Odkd ten
lokal zosta wydzierawiony ajentowi, nie przynosi jak przedtem deficytu,
tylko zupenie niezy zysk. A przecie tu jest duo kelnerek i on musi im
niele paci... Zamyli si. Moe i pan si skusi na co takiego? zaartowa.
E! - tamten wzruszy ramionami. Za duo roboty. Wie pan, podobno docent Straszewski zrezygnowa z odtworzenia tej pracy, ktr mu
skradziono. Sysza pan o tym?
Nie odpar niedbale. Dlaczego?
Kto mi mwi, e przepady wszystkie kopie i brudnopis, e w
notatkach mia za mao danych na szybkie opracowanie na nowo, i szkoda
mu teraz czasu, eby zaczyna wszystko od pocztku. Swoj drog, dziwna
historia, nie? Jak pan myli, kto to mg zrobi?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 41

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie mam pojcia. Moe szpieg?


Pan artuje - znajomy zniechci si nagle. Dopi swojej kawy, zapaci, poegna si chodno.
Wsta od stolika w kwadrans po nim, przeszed powoli przez azienki do Alei Ujazdowskich, gdzie mia zaparkowany samochd. Ciemnoszary opel record 1700, dugi, lnicy lakierem, prowadzony pewn rk,
cicho sun po asfalcie. Wjecha na szos wilanowsk, przypieszy. Mia
przed sob blisko godzin jazdy, noc byoby mniej, ale teraz szosa pena
bya pojazdw, musia jecha ostronie. Nie uderzy i nie da si uderzy
tak mia zasad, przy czym to drugie sprawiao duo wicej kopotu, za
siebie odpowiada, za tamtych nie, polega mg jedynie na swoim byskawicznym refleksie i zimnej krwi.
Dochodzio wp do czwartej, kiedy skrci w lewo i zagbi si w
las. Tutaj droga bya pusta, nie prowadzia do adnej wsi ani miasta, chodziy ni czasem dzieci, teraz jednak nie byo nikogo. Opony zagbiy si w
mikkim piachu, o przedni szyb uderzy jaki owad, upad martwy na
mask i stoczy si na bok.
Jaki czas jecha t drog, potem znowu skrci, mode wierki stay
teraz gsto po obu stronach, ten las by sadzony ju po wojnie. Poprzez
szum motoru usysza dalekie szczekanie psa. Z naga wz wydoby si na
otwart przestrze, bya to spora polanka, a na niej zabudowania gospodarskie. Spomidzy domw wybiegy dwa psy i z gonym ujadaniem rzuciy si w stron samochodu, ale zaraz umilky, poznay swego. Postawi opla
z boku, pomidzy budynkami, jego kolor dobrze stapia si z wyszarza
barw cian i gin w oczach. Z mieszkalnego domu wyszed jaki mczy-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 42

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

zna w wysokich butach, pozdrowi przybyego z wyran, troch nieprzyjemn unionoci i czeka, jakby na polecenia. Podszed do niego, przywita si, poczstowa papierosem.
Co tu sycha? - spyta, rozgldajc si dokoa.
A nic. Wszystko w porzdku, panie inynierze. Cisza, spokj.
Ze wsi kto przychodzi? Pyta o co?
Nie. Co im tam... Nie maj do mnie interesu.
Dobrze. Ma pan co do zjedzenia?
Znajdzie si. A co by pan inynier zjad? Moe jajka usmay? Jest
chleb, maso, zsiade mleko. Moe upiec kuraka, ale to by troch potrwao.
Chyba e pan si nie pieszy patrzy wyczekujco.
Wystarcz jajka. Nie mam duo czasu.
Weszli do domu. Gospodarz znikn w kuchni, gocinnie otwierajc
przed przybyszem drzwi do pokoju. Sta tam st, nakryty lnian serwet,
ko wysoko zasane, par krzeseek, szafa, kredens. Jeden z psw wpad
zziajany do pokoju, skoczy mu do rki, poliza, a uciszony skuli si pod stoem, czekajc na poczstunek, ale gospodarz wypdzi go stamtd lekkim
kopniciem. Po posiku wypalili papierosa, po czym inynier wsta, zapaci
za jedzenie, cho tamten wzdraga si, ale przyj pienidze ze le ukrywanym zadowoleniem. Potem poegna si i ju nie wychodzi z domu, zajty
swoimi sprawami. Inynier skrci w stron obory, gdzie sta przyczajony
opel, min niewielk stodo i zatrzyma si przed niskim, prawie ziemi
sigajcym budyneczkiem, co jakby magazyn na narzdzia gospodarskie
albo may warsztat. Wyj z kieszeni pk kluczy, wybra dwa o oryginalnym
ksztacie, woy w zamek i przekrci jednoczenie obu rkami. Drzwi

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 43

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

uchyliy si bez szmeru, wida doskonale naoliwione. Tu za nimi wskie


schodki biegy w d, na gboko jednego pitra. Dalej znowu byy drzwi.
Otworzy je innym, pojedynczym kluczem i wszed do rodka. Bystrym
wzrokiem bada przez par chwil wntrze pomieszczenia, w ktrym si
znajdowa, sprawdzajc, czy co si tu nie zmienio od jego ostatniej bytnoci. Wreszcie uspokojony sign do wieszaka i zdj z niego ciemnogranatowy kombinezon roboczy, przebra si, na rce wcign gadko przylegajce, gumowe rkawiczki. Potem zbliy si do metalowego stou, dugiego
na kilka metrw, zastawionego aparatur i przyrzdami pomiarowymi. Mia
troch nowej roboty, chcia si z ni upora w cigu najbliszych paru tygodni. Podszed do ciany, wczy dynamo.
Tak. Ale przedtem jeszcze czekao go inne, bardzo przyjemne zajcie.
Ju od dawna mia to zrobi, wci jednak zwleka, odkadanie przyjemnoci na pniej miao w sobie wszystkie cechy samoudrczenia, poczone z
jak trudn do okrelenia rozkosz. Postanowi jednak, e dzisiaj to zrobi.
Z elaznej szafy, ktr otworzy innymi, te podwjnymi kluczami, wyj
gruby maszynopis, ze stronami penymi wykresw, oblicze i znakw chemicznych. Przez dobr chwil przyglda mu si w zadumie. Jego pociga
twarz o ostrych, suchych rysach i troch zapadnitych policzkach miaa teraz wyraz ogromnego zadowolenia. A moe?... zastanawia si chwil,
marszczc czoo pofadowane zmarszczkami. Potem stanowczo potrzsn
gow. Nie. Po co? Zreszt, pozostawienie maszynopisu byo mimo wszystko ryzykowne. Przez chwil rozglda si dokoa, jakby szuka najlepszego
sposobu, aby uczyni to, co zamierza. Wtedy lekki umiech przewin mu
si przez wargi. No c... pogrzeb bdzie pikny. Z honorami. Najwyszymi,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 44

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

na jakie go sta. Pooy maszynopis na stole i wzi do rk sporej wielkoci


aparat, mogo to by co w rodzaju mikroobrabiarki przedziwnego ksztatu,
ale nie musiao by zbyt cikie, w kadym razie inynier bez wikszego
wysiku oddali si z nim kilka krokw od stou.
Okulary... przypomnia sobie. Ale nie chciao mu si odstawia
aparatu, zreszt mikronowe uamki sekundy nie mogy mie wikszego
znaczenia. Wiedzia co prawda, e wpyw tego wiata, w ultrafiolecie, moe
mie nieobliczalne skutki dla wzroku, przede wszystkim dla rogwki i soczewki oka, ale przecie teraz jego aparat mia mie do czynienia z papierem, nie z metalem, i wystarczy energia jednego dula, no, moe dwch, nie
wicej, a bysk potrwa milisekund. Potem uruchomi aparat.
wietlista wizka promieni tak przelotna, e jego oczy nawet nie
zdyy jej zarejestrowa pozostawia w maszynopisie malek, prawie
niewidoczn dziurk na wylot.
To jest mier - powiedzia z triumfujcym umiechem, odkadajc aparat na specjalny, mniejszy st. Dotkn palcami wypalonego otworu
i przymkn oczy. Wyobrazi sobie nagle tak przewiercon nag czaszk
ludzk, spopielay mzg, martwe tkanki, raz na zawsze pozbawione moliwoci tworzenia... Tak, ale to nie byo potrzebne. Stokro lepiej zniszczy
dzieo ni jego twrc, od dawna wykalkulowa to sobie na zimno, z wrodzon mu logik i wyrachowaniem. Uderzenie jest wtedy celniejsze, o wiele
dotkliwsze. Ginie owoc wieloletniej pracy, przepada czsto na zawsze, bo
jego twrcy nie starcza ju si na zaczynanie wszystkiego od pocztku.
Otworzy maszynopis na ktrej stronie, rozwichrzy kartki, eby
miay dostp tlenu, i pooy zapalon zapak. Patrza dugo, jak pomie z

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 45

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wolna ogarnia stron po stronie, jak papier czernieje, skrca si niby w blu, wreszcie szarzeje i rozsypuje w py, z ktrego nikt ju nic nie odczyta.
Popi zgarn starannie do plastykowego woreczka, wsun do kieszeni.
Potem zabra si do swoich oblicze i prb.
Pracowa dugo, dochodzia sma wieczorem, kiedy zamkn starannie drzwi budyneczku podziemnego laboratorium i wyprowadzi opla
na podwrze. Gospodarz spiesznie wyszed przed dom, przecierajc oczy,
wida pooy ju si spa. Inynier poegna go krtko, obojtnie, nakazujc jak zwykle, aby w razie czego zawiadomi go telefonicznie o kadym fakcie, ktry mgby wzbudzi zaniepokojenie. Kiedy by ju w lesie, zatrzyma
wz, wyj z kieszeni plastykowy woreczek i wysypa jego zawarto w gst, pok traw. Poczu wtedy rozpierajc go, jedyn w swoim rodzaju,
rado. Ruszy z miejsca, na szosie poderwa samochd niecierpliwie, bya
teraz prawie pusta i mg pozwoli sobie na szybsz jazd. W Warszawie
pojecha od razu na Mokotw, zaparkowa opla na podwrzu; garae w jego
domu dopiero zaczto budowa, osiedle liczyo sobie chyba ze dwanacie
lat, nie przewidziano wwczas burzliwego rozwoju motoryzacji. W mieszkaniu przyszykowa sobie kolacj, a potem do pnocy pracowa, sigajc
czasami do pek bibliotecznych, gsto upchanych ksikami. Byy tam i jego wasne.
*
Od samego rana la deszcz, pogoda wyranie si popsua. Niebo zacignite byo chmurami dokadnie i bez jednej fady, jak wyprasowana
szara firanka, nie wryo to poprawy na najblisze godziny.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 46

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

A tamta niedziela bya taka liczna westchn wywiadowca ze


rdmiecia, zabierajc si do niadania.
Moe si przetrze powiedziaa jego ona i trzepna po rku
syna, ktry wsadzi palec w dem. Dugo musisz by na tej giedzie?
Do szesnastej, jak zwykle. Normalna suba. Maj by te z Sanepidu... umilk, poderwa si do telefonu. Kiedy wraca, spojrzaa na niego
wyczekujco, moe odwoali akcj, ale nie, to dzwoni kolega, e nie przyjdzie.
Dlaczego? Chory?
Nie, dziadek mu wyszed.
Dziadek? zdziwia si. I co, zgin?
Dziadek zgin p roku temu, a teraz wyszed tumaczy z penymi ustami, mylc o czym innym.
Ty masz le w gowie powiedziaa surowo.
Bo co? ockn si, spojrza na ni pytajco. Bardzo dobrze,
e wyszed. No, nie rozumiesz? Sprawa zabjstwa tego dziadka na Targowej
nareszcie wysza, sprawcy si znaleli. Tak ci musz tumaczy, jakby nie
bya on milicjanta.
A, ja tam si na tym nie znam wzruszya ramionami. Milicjanta nie milicjanta, a ty si popiesz, Znowu? krzykna na syna, ktry
korzystajc z nieuwagi wsadzi w soik rk.
Wywiadowca woy nieprzemakalny paszcz, kapelusza nie uznawa, choby lao mu si na gow, zreszt deszcz si troch zmniejszy, sipio teraz monotonnie i nudno. Mimo zej pogody, na Dzikiej stao ju kilkadziesit samochodw. Krcili si koo nich jacy niewani amatorzy czte-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 47

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

rech kek, tacy od ogldania, prawdziwe interesy miay si zacz dopiero


w poudnie. Dzielnicowi w mundurach spogldali to na niebo, to na ulicznych handlarzy z kiebas, bukami i piwem. Handlarze udawali, e ich nie
widz, mimo wczesnej godziny ludzie coraz czciej kupowali to i owo, moe przyszli tu bez niadania, towaru ubywao, a pienidzy przybywao, tak
by powinno i tak zawsze byo na giedzie. Po jedenastej, kiedy samochodw i motocykli stao ju chyba parset, szczupy, niewysoki mczyzna w
granatowym ortalionie zatrzyma si obok jednego moskwicza i przyglda
mu si okiem fachowca. Waciciel czas jaki obserwowa go obojtnie, potem mu si znudzio, wyszed z wozu i zagada. Mczyzna w ortalionie
wda si z nim w dusz rozmow, z ktrej po chwili wyniko, e moskwicz
jest dla niego za drogi, ale rozmowa nie urwaa si, bo obaj byli rozmiowani w motoryzacji i dobrze im si o tym gawdzio. Wreszcie niedoszy klient
poegna si i odszed. Kiedy przystan troch z boku, aby zapali, kto
podsun mu ogie.
Spojrza na twarz, podzikowa z umiechem.
Kapitan w charakterze nabywcy? spyta ten z zapalniczk, bdzc oczami po tumie. Oczy mia niedue, bystre, czujne. Ten moskwicz
cakiem do rzeczy, ale Granowski tanio nie sprzeda.
Znacie go?
Tak, to stary handlarz samochodowy. Zreszt, uczynny go, ma
warsztat i chtnie pomoe, jak co nawali w gablocie. On teraz ma renaulta,
kupi za granic i przytarga, to tego moskwicza chce opyli.
Mczyzna w ortalionowym paszczu przygadzi rk swoje jasne,
prawie biae wosy, dobrze kontrastujce ze niad cer. Nagle wzrok jego

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 48

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

napotka co, co oywio spokj czarnych, wskich oczu. Bokiem jezdni,


prawymi koami na chodniku, posuwa si cicho po mokrym asfalcie dugi,
ciemnoszary opel record 1700.
Wywiadowca take spojrza w t stron.
Dobry wzek, co? powiedzia z uznaniem. Taki by sobie kapitan kupi.
Nie na moj kiesze. Nie wiecie, czyj to?
Jakiego inyniera czy profesora. Chyba inyniera.
To moe by razem umiechn si kapitan Szczsny.
No, tak. Mieszka gdzie na Mokotowie. Ale on tego wozu nie
sprzedaje. Pewnie przyjecha szuka czci. Dojrza przynaglajcy wzrok
swego kolegi, ktry pracowa w tumie, poegna piesznie kapitana i znik.
Szczsny cigle obserwowa szarego opla, oceniajc w myli jego zalety i wady. Wad rozmyla jest przede wszystkim cena. No, dla
mnie byby zbyt rzucajcy si w oczy. Ale zryw musi mie pierwsza klasa. I
sto pidziesit, moe sto osiemdziesit wyciga bez oporu. Silnik pewnie z
osiem cylindrw... Ech, szkoda marzy.
Opel zatrzyma si, byo ju tak ciasno, e nie dao si przejecha.
Kapitan bezwiednie zacz i w tamtym kierunku. Przystan pod drzewem, by teraz z tyu za wozem. Waciciel wysiad nie zatrzaskujc drzwiczek, wida szuka tylko moliwoci przejazdu. Wda si w rozmow z kierowcami ssiednich pojazdw, machn rk niecierpliwie. Potem odwrci
si i Szczsny napotka jego wzrok. Inynier mia chud twarz, lekko opalon, oczy jakby wyblake i zaczerwienione, wygldao, e ma zapalenie spo-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 49

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

jwek albo co w tym rodzaju. Szczsny zbliy si dwa kroki, chcia obejrze opla z bliska.
Nie moe pan przejecha? zagadn. Trzeba byo z tamtej
strony pokaza rk.
Tak odpar tamten. Zagapiem si i utknem.
Chyba nie sprzedaje pan swego opla? Taki pikny wz.
Podoba si panu? Cie umiechu rozchyli mu wskie wargi.
Nie, nie sprzedaj. Lubi go. Waciwie, to chciaem tu znale wiece. Nie
wie pan przypadkiem, kto by je mia?
Kapitan nie wiedzia, ale przyszo mu na myl to, czego dowiedzia
si od wywiadowcy.
Niech pan zapyta Granowskiego, waciciela warsztatu. Podobno
obrotny go. By tu, takim jasnoniebieskim moskwiczem. Nie wiem, gdzie
jest jego warsztat, ale pewnie znajdzie pan adres w ksice telefonicznej.
Dzikuj. Inynier wycign paczk carmenw, poczstowa,
zapalili.
Duo pan ju nim przejecha? Szczsny wskaza oczami na
opla.
Nie. Okoo dwudziestu tysicy.
Dym wszed mu pod powieki, zazawi oczy. Przetar je chusteczk,
zacign si jeszcze par razy i zdepta niedopaek.
Co pan ma z tymi oczami? spyta kapitan mimo woli. Jakie
zapalenie?
Zdumia go ostry, gniewny bysk we wzroku inyniera. Nie odpowiedzia, kiwn mu tylko gow i wsiad do samochodu. Na chwil prze-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 50

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

rzedzio si na jezdni, opel ruszy z miejsca, po paru sekundach znik midzy pojazdami.
Szczsny, troch zaenowany, przecisn si na chodnik po drugiej
stronie ulicy. Milicjanci mundurowi, wraz z lekarzem stacji SanitarnoEpidemiologicznej, koczyli z energi likwidacj knajpy w prywatnym
mieszkaniu jakiego alkoholika. W jednej, ciasnej izbie mieciy si tu zgodnie: sypialnia, kuchnia i jadalnia, pta kiebasy zwisay z wieszaka obok
brudnej cierki, a chleb przechowywano midzy butami i bielizn. Ale klientom to nie przeszkadzao, jedli t kiebas i ten chleb, pili piwo z nie mytych
kufli, bo w izbie nie byo zlewu ani ciepej wody.
Czowiek nie winia, wszystko zere powiedziaa melancholijnie jedna z kobiet, obserwujc z zaciekawieniem lekarza, ktry z grymasem
na ustach oglda brudne talerze.
Jeszcze po moich obiadach nikt nie umar! wykrzykna
gniewnie ona knajpiarza. A po pastwowych ludzie choruj.
Cicho bd, kobieto, bo ci zamkn upomina j m, dowiadczony w tych sprawach. Przed godzin sprzeda oficerowi milicji po cywilnemu paczk sportw za cztery zote i pidziesit groszy, co ju byo jawnym wykroczeniem.
Cholera by go wzia myla, zdumiony i rozalony skd mogem wiedzie, taki siwy, starszy, grzeczny pan pod parasolem, a tu nagle
glina...
Poudnie mino, Szczsny poczu, e jest godny, wic wrci do
komendy, zjad obiad w kasynie, a e si wypogodzio, przebra si w domu
i pojecha na pla. Piasek by ju suchy, soce przygrzewao mocno, ze-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 51

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wszd cigali ludzie z kocami, rcznikami, aby wykorzysta reszt niedzieli, ktra zacza si tak niefortunnie. Opala si dugo, potem popywa i
znowu uoy si na piasku, przymykajc oczy. Dobrze byo tak lee, nie
mylc o niczym, mao mia takich godzin. Z pdrzemki obudzi go porucznik Krglewski, ktry nudzi si samotnie, bo on i dzieci wysa na wakacje.
pisz? spyta, nie czekajc odpowiedzi, wycign si na kocu,
zapali. Wczoraj Andrzej opowiada mi szczegy tej kradziey w Instytucie Chemii. Wiesz, tej na pocztku lipca.
Mhm mrukn Szczsny, nie otwierajc oczu. Dziwna historia. Kto to mg zrobi, jak mylisz?
Nie myl. Nie moja sprawa.
Wiem, e nie twoja ani moja, bo to zabr mienia, ale tak sobie o
tym rozmawialimy z Andrzejem. Suchaj, laserem mona zabi czowieka.
I co z tego? Kijem te mona.
Taka iga wietlna... Cholera, dziura w czaszce, ledwie j wida i
trup. A potem szukaj sprawcy.
Przestaniesz? Szczsny by zy. Takie rozmowy mogy wywoa
wilka z lasu. Trzy tygodnie nie byo adnego zabjstwa, ju ci co swdzi? Masz dwa nie wykryte na swoim koncie, jeeli wolno ci przypomnie. I
to nie adnym laserem, ale zwykym, bandyckim noem.
No, dobra Krglewski umilk. Nie obrazi si, wiedzia, e tamten nie chce kusi zego, on te tego nie chcia.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 52

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Pracowali w wydziale zabjstw, oni dwaj i Andrzej, i porucznik


omnicki, cay wydzia liczy siedem osb, a roboty czasem jak dla dwudziestu. Jaki czas leeli w milczeniu, ale Krglewski dugo nie wytrzyma.
Suchaj, ju nie mwi o zabjstwie, ale czy takie promienie laserowe mog olepi?
Chyba mog. Nie wiem. Zdaje si, e s lasery widzialne i niewidzialne. Poczytaj sobie fizyk.
Jak kto si przy tym grzebie, to w kocu chyba olepnie cign porucznik sennym gosem. Maj pewnie jakie okulary ochronne.
Kto robi t spraw?
Brezga. I mnstwo ludzi, cznie z dzielnic.
S ju jakie wyniki?
Zdaje si, e nie.
Szczsny pooy si na brzuchu, opar gow na rkach. Soce smalio mu plecy, by ju opalony na brz, ale chcia t brzowo utrwali i zatrzyma do nastpnego lata. Zazwyczaj mu si to udawao. Mimo woli zacz rozmyla o kradziey w Instytucie Chemii. Dlaczego Krglewski
wspomnia o laserze? Aha, te stopione zamki. Oczywicie, nie laserem. Jaki
palnik. Pewnie, e jak kto pracuje w krgu takich promieni, to moe olepn. Na pewno w laboratoriach zakadaj ochronne okulary. Ciekawe, czy to
mog by zwyczajne ciemne, takie od soca, czy te jakie specjalne. By
kiedy w Wojskowej Akademii Technicznej i widzia laser rubinowy, ale nie
mg sobie teraz przypomnie, czy tamci inynierowie mieli na oczach
ciemne okulary.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 53

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Taka dziura w czaszce mogaby by zupenie niewidoczna odezwa si nagle. Wyszoby to dopiero na sekcji.
Spojrza na Krglewskiego, tamten mia oczy otwarte, umiecha si
drwico.
Co jest? zniecierpliwi si, a potem mu si przypomniao, e
mieli nie rozmawia o zabjstwie, ale to byo na nic, zawsze, jak si zeszli
we dwch czy trzech, o czym by nie bya rozmowa, schodzia w kocu na
sprawy zawodowe.
Zwoje mzgowe przepalone... kto wie, moe czowiek by wyy?
powiedzia Krglewski w zadumie. Jaka byskawiczna operacja czaszki. Tak, ale lekarz by nie wiedzia, co si stao, jeeli nie znalazby takiego
mikroskopijnego otworu, wic kto by posa faceta na operacj?
Skra musi by wtedy w tym miejscu osmalona.
Nie sprzeciwi si. Przy tak maym otworze? Nic by nie dojrza. Lekarz te nie.
Nieprawda! Musi by osmalenie wlotu igy wietlnej.
Sprzeczali si przez dusz chwil, wreszcie Szczsny rzek zrezygnowany:
Nikt tego jeszcze nie widzia, wic caa dyskusja jest do chrzanu.
Moe si powicisz, dla dobra kolegw? Mielibymy pierwszy
przypadek w dziejach ludzkoci. Komenda Gwna pomiertnie da ci order,
a twj portret powiesz w hallu Paacu Mostowskich.
Pamitaj, e wtedy byoby was szeciu w wydziale i miaby czciej dyury.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 54

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Ale zajbym twoje biurko odpar Krglewski bezwstydnie,


odwracajc si na plecy, bo co go w bok uwierao. Wyj spod siebie zgniecion w piasku buk i zakl.
*
Okulista kaza mu usi na maym, okrgym krzeseku, a sam
umieci si naprzeciw, dotykajc go kolanami. Pachnia mydem i jak
wod kolosk, zapach jej przypomina inynierowi co gorzkiego, ale nie
mg go z niczym skojarzy.
Dawno pan to ma? spyta lekarz, zapuszczajc mu krople do
prawego oka.
To zaczerwienienie? Od... chyba od tygodnia, moe troch wicej.
Krople wpady do lewego oka.
Prosz nie wyciera powiedzia okulista, widzc chusteczk w
jego rku. Zaraz przestanie szczypa. Czy pan pracuje w bardzo ostrym
wietle?
Zawaha si przez chwil.
Siedziaem na play bez ciemnych okularw odpar i to chyba z tego.
Bardzo nierozsdnie. Pan ma w ogle sabe oczy, trzeba je
oszczdza.
Tak, wiem.
Lekarz przyglda mu si uwanie. Na socu siedzia i zupenie nie
opalony. Dziwny facet. A gono powiedzia: Ostre zapalenie spojwek.
Zapisz panu krople. Inne ni te, ktre wpuciem. I ma, antybiotyk. Bdzie pan nakada pod doln powiek tak szklan paeczk, malek ilo.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 55

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie wiem, czy potrafi. Wolabym tylko krople.


No, wprawdzie to nie zastpi, ale jak pan uwaa. W ten sposb
jednak kuracja bdzie trwaa duej. I prosz nie wychodzi na soce bez
ciemnych okularw. Sto zotych.
Zapaci; poegna si. Na schodach pomyla, e jak na prywatn porad, nie byo to duo. Ktry ze znanych specjalistw wziby dwiecie,
bada duej, moe wyleczy radykalniej. Tak, ale do znanego lekarza nie
chcia i, nie mg ryzykowa. Tacy zwykle zapisuj adres, nazwisko, naturalnie mg poda pierwsze z brzegu, zaczyby si jednak komplikacje, a
tego wola unikn. Oczy musz by wyleczone do koca urlopu, bdzie
chodzi w ciemnych okularach, zapuszcza krople, oszczdza wzrok. Opla
zostawi na strzeonym parkingu, w tej czci Pragi porusza si niezbyt
pewnie i wola nie naraa si na kradzie wozu. Okulary kupi w najbliszym sklepie, byy do ciemne i wiato przestao go razi. Potem zaszed
do apteki.
Farmaceutka spytaa, czy ma zakraplacz, by gdzie w domu, ale na
wszelki wypadek wzi, krople otrzyma gotowe, wic nie trzeba byo przyjeda drugi raz. Kiedy podchodzi do samochodu, z drugiego wozu kto
wesoo pomacha mu rk. By to jeden z profesorw Politechniki Wrocawskiej, poznali si na jakim zjedzie, mieszkali nawet w tym samym hotelu i chodzili wsplnie na kolacje.
Co sycha, panie Ryszardzie? pyta wrocawianin, wychylajc
si przez opuszczon szyb. Nie wybiera si pan w moje strony?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 56

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Na razie nie odpar. Podszed bliej, przywitali si. Profesor


wraca przez Warszaw z urlopu na Krymie, porozmawiali troch o Jacie i
Auszcie, ktre inynier zna z wycieczki.
A wie pan, doktor Mikolc koczy ju swoj prac o modulacji
wiata laserowego rzek profesor w pewnej chwili.
Zna pan Mikolca?
Nie. To z Politechniki?
On by u nas, ale niedawno przeszed do Orodka Elektroniki w
Warszawie. Wstpiem do niego wczoraj i wanie mi mwi o tej pracy.
Chodzi o modulacj amplitudy, kryszta KDP i tak dalej. Ale na mnie czas. Do
widzenia, inynierze. A niech pan si wybierze do Wrocawia.
Do widzenia. Moe kiedy przyjad.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 57

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia trzeci

Dochodzia dziesita wieczr, kiedy zdecydowa si. Wycign rk


po suchawk, nakrci numer. Chwil czeka, potem usysza krtkie, niecierpliwe: Halo!
Przepraszam bardzo, e dzwoni o tak pnej porze odezwa
si pynn angielszczyzn czy mgbym mwi z doktorem inynierem
Stanisawem Mikolcem?
Imi wymwi z trudem, a nazwisko przekrci: Majkolc, tamten jednak zrozumia.
Jestem przy telefonie odpowiedzia poprawnie w tym samym
jzyku. Kto mwi?
Tutaj profesor Raoul Charrigan z Londynu. Jestem fizykiem, pracuj w tej dziedzinie co i pan i gdyby zechcia mi pan powici p godziny
rozmowy, bybym zaszczycony.
Ale... czy pan doktor zajkn si z wraenia Skd pan profesor zna w ogle moje nazwisko?
Rozemia si, wypado to bardzo naturalnie.
Zapewniam pana, doktorze Mikolc, e paskie osignicia w kwestii modulacji wiata laserowego znane s nie tylko w Polsce doda
uprzejmie. Zreszt, pamitam pana poprzedni prac o jonach chromu w

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 58

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

rubinie, jeeli si nie myl... zawiesi gos. Rzeczywicie doktor by


zmieszany i uradowany jak to dotaro do Anglii?
Byo przecie publikowane w jednym z waszych pism technicznych, nie pamitam nazwy. U nas si te rzeczy ledzi i czsto przedrukowuje. Paska praca jest ogromnie interesujca. Szkoda, e nie by pan dotychczas w Krlewskim Instytucie Elektroniki Kwantowej. Ja tam pracuj.
Tak si zoyo, e nie odwiedziem jeszcze Anglii. Byem w Paryu i w Niemczech. Czy pan profesor nie zechciaby po prostu wstpi do
mnie do domu, zamiast spotyka si w kawiarni? Wprawdzie moja rodzina
jeszcze na urlopie, ale umiem zaparzy dobr kaw albo herbat, mam
prawdziw angielsk doda szybko, przypominajc sobie tamtejsze zwyczaje.
Serdecznie dzikuj, ale tak si skada, e musz w hotelu czeka
na telefon z kraju i niestety nie mog opuci budynku. Zapraszam wic pana do siebie umiechn si. Mam pokj w tym... jake si nazywa?
Grandzie wymwi to sowo le po polsku.
Aha, na Kruczej. W Grand-Hotelu, wiem. W takim razie Mikolc
spojrza na zegarek jeeli pan pozwoli, to bd tam za... (musz si
przebra pomyla) za pitnacie, najdalej dwadziecia minut, mam
samochd na dole. Gdzie mam si zgosi?
Moe w kawiarni, bo w pokoju zawaha si, chrzkn bd
tu rozmawia z Instytutem, pan rozumie...
Nie ma do mnie zaufania pomyla Mikolc. No c, ja na jego
miejscu te bym nie mia.
Doskonale, przyjd do kawiarni. Zaraz, ale jak my si poznamy?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 59

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Niech pan sidzie przy stoliku, ja panu poznam. Paskie zdjcie


byo u nas zamieszczone razem z prac o jonach, mam je zreszt przy sobie,
wyciem z gazety, bo chciaem si z panem zobaczy. Tak si nieszczliwie skada, e jutro rano odlatuj, jeszcze raz wic przepraszam, e wycigam pana z domu o takiej godzinie.
Ale nic nie szkodzi. Ja nie spaem, pracowaem jeszcze.
Moe wanie nad modulacj amplitudy?
Tak. Ju prawie zakoczyem.
Doskonale, gratuluj. Wic za dwadziecia minut, powiedzmy dla
pewnoci za p godziny, w hotelowej kawiarni. Do zobaczenia.
Tamten chcia chyba jeszcze co powiedzie, ale nie miao sensu cign tego dalej. Odoy suchawk na wideki, zerwa si z miejsca, wszystko byo przygotowane, pozostao jedynie wzi aparat, zamkn drzwi zej
na d, do samochodu. Szary opel przemyka ulicami z wizgiem opon na zakrtach. Trzeba byo si pieszy. Jest teraz dwadziecia dwie po dziesitej.
Mikolc ma by w kawiarni pi albo dziesi po wp do jedenastej. Wejdzie, nie, najpierw zaparkuje swj samochd, to troch potrwa, potem wejdzie, chyba bdzie mia paszcz, bo zimno na dworze, koniec wrzenia. Wic
najpierw skieruje si do szatni, odda paszcz, wemie numerek... powiedzmy, razem z parkowaniem siedem minut. Nie, za dugo, lepiej liczy mniej.
Niech bdzie pi. Czyli, za kwadrans jedenasta Mikolc znajdzie si w kawiarni, najpierw przejdzie ca sal tam i z powrotem, ebym go zobaczy,
jeeli ju jestem. Bdzie stara si pokaza, zajrzy w kady kt, potem pomyli, e trzeba poszuka wolnego stolika, ale tam o to nie jest atwo, moe

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 60

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

zwrci si do kelnerki, moe zreszt znajdzie od razu. Usidzie, spojrzy na


zegarek. Bdzie czeka. Jedenasta.
Potem pomyli, e moe ja teraz wanie rozmawiam z Londynem.
Zamwi kaw. Bdzie czeka. Kwadrans po jedenastej... Zacznie si niecierpliwi. Ale jeszcze nie odejdzie, przecie ja jestem profesorem z Krlewskiego Instytutu Elektroniki Kwantowej, to brzmi wspaniale, warto dla takiego poczeka, nawet i godzin.
Nie, Mikolc godziny czeka nie bdzie. Gdzie o wp do dwunastej
pjdzie do recepcji, zapyta o mnie. Tam najpierw chwil bd si zastanawia, teraz w Grandzie mieszka sporo cudzoziemcw, potem powiedz mu,
e nie. Nie ma i nie byo. Wtedy on pomyli, e... co moe pomyle? e pomyli hotele. Pojedzie do Bristolu... Nie, na to nie mog liczy. Co ja bym
zrobi w takiej sytuacji? Chyba bym jednak pojecha do Bristolu i do Europejskiego. Na wszelki wypadek, profesor Raoul Charrigan, to przecie kto!
Tam zapyta, dowie si, e nie ma, nie mieszka. Zacznie podejrzewa gupi
kawa ze strony kolegw. Wtedy oczywicie wrci do domu. Dwunasta, moe kwadrans po. Czyli e spojrza znowu na zegarek teraz wp do jedenastej, a wic mam do dyspozycji okoo ptorej godziny. Wystarczy. Musi wystarczy. Zahamowa opla przed duym, nowoczesnym domem w
rdmieciu. Mikolc mieszka dwa numery dalej, bezpieczniej jednak byo
nie zatrzymywa tam wozu. Wyj aparat, ukryty w opakowaniu z ciemnozielonego tworzywa, bardzo lekkiego, eby nie obciao i tak ju duej wagi lasera. Naoy wielkie, ciemne okulary, zasaniajce ca gr twarzy, jak
maska, i gumowe rkawiczki. Zamkn starannie samochd, gdyby kto go
teraz ukrad, byaby klska.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 61

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Na schodach wiecio si jeszcze, to mu byo nie na rk, wyczy


jednak nie chcia, mogo to wzbudzi podejrzenie dozorcy. Szybko, jak tylko
ciar aparatu na to pozwala, wszed na drugie pitro. Wyj z kieszeni co
w rodzaju misternego wytrycha, taki wichajster otwiera wiele drzwi, tylko
z tymi w Instytucie Chemii nie mg si wwczas upora, wic trzeba byo
stopi zamek. Pomyla, e bardzo duo ryzykuje. Kadej chwili kto mg
ukaza si na schodach, jego wygld w olbrzymich okularach, z jakim pudem czy walizk i z podejrzanym kluczem w rku mg wywoa krzyk,
strach, nawet panik lokatorw: Stawka sza jednak o wielk gr, bez ryzyka niczego by nie osign.
Wszed do przedpokoju, zapali wiato, zamkn starannie drzwi.
Przez chwil sta bez ruchu, nasuchujc, czy kto si nie odezwie, moga
by gosposia, o ktrej Mikolc nie wspomnia. Ale nikt si nie poruszy. Byy
tu dwa pokoje, azienka i kuchnia, obejrza wszystko pobienie. W pierwszym mieszkay widocznie dzieci czy dziecko Mikolcw, natomiast drugi
urzdzony by w poowie jak sypialnia, a w poowie jak miejsce do pracy.
Zapali ma boczn lamp, upewniwszy si, e zasony s zacignite. Potem przyjrza si temu, co leao na biurku, i twarz pojaniaa mu zadowoleniem. Zdaje si myla, przegldajc papiery e obejdzie si bez
otwierania zamkw. Wszystko chyba jest na wierzchu.
Tak. To bya wanie ta najnowsza praca Mikolca, o ktrej wspomina profesor z Wrocawskiej Politechniki. Kryszta KPD... skrcenie paszczyzny polaryzacji... modulacja polaryzacyjna, no, to ju jest znane fachowym okiem przeglda kartk po kartce. Mikolc zastosowa jednak

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 62

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

zupenie nowy sposb uzyskania 100-procentowej modulacji amplitudy nonej fali wietlnej. Przez kilka minut zagbia si w studiowanie wykresu.
Ciekawe... mrukn, przekonawszy si, e zamiast krysztau
KPD doktor uy tutaj jakiego zwizku amonowego o nie uywanym dotd
skrcie AR. Przerzuci znowu kilka stron, zerknwszy przedtem na zegarek,
ale mia jeszcze co najmniej dwadziecia minut. W poowie tego czasu zorientowa si, e praca nie bya jeszcze skoczona, brakowao ostatecznego
wyniku, niemniej wynik ten zarysowa si tak wyranie, e nie mogo by
wtpliwoci: to byo powane osignicie. Za dwa, trzy tygodnie Mikolc
ogosi je w fachowej prasie, uzyskujc saw wynalazcy w tej dziedzinie.
Biurko byo otwarte, widocznie doktor pieszy si na spotkanie z londyskim profesorem.
Znw spojrza na zegarek, pozostao ju tylko kilka minut, mimo to
musia przekona si, czy rozoone na biurku kartki to jedyny rkopis. Ale
przecie Mikolc nie pracowa nad tym przez kalk, z tak licznymi poprawkami, wstawkami i skreleniami, wic chyba poza rkopisem nie byo ju
nic wicej. Zgarn ze szklanego blatu wszystkie papiery i notatki, wsadzi je
do obszernych kieszeni kurtki, obrzuci pokj uwanym wzrokiem, czy
wszystko jest na miejscu i czy czego przypadkiem nie zostawi. Kiedy wyciga rk w kierunku lampy, aby przekrci kontakt, we drzwiach wejciowych zazgrzyta klucz. Znieruchomia, potem byskawicznie zgasi wiato, chwyci aparat, cofn si w rg pokoju, zasonity uchylonymi drzwiami pomidzy pokojem a przedpokojem. Namaca w ciemnoci wycznik
lasera, zobaczy malekie, zielonkawe wiateko magiczne oko, znak, e
baterie rtciowe wczyy si do akcji.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 63

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Kto zdejmowa paszcz w przedpokoju, szeleci ortalion, na szybie


w drzwiach rysowa si zarys wysokiej postaci. Mikolc... Wrci wczeniej,
ni mylaem. Mia kilka sekund do powzicia decyzji, ale dobrze wiedzia,
e w tej sytuacji jest tylko jedno wyjcie, ktre mg zaakceptowa. Wic
wybra je, nie bez oporu, bo bya to pierwsza tego rodzaju decyzja w jego
yciu, a takie sprawy nie nale do atwych. Moe, myla pniej o tym,
gdyby mia troch wicej czasu na wybr, znalazby jeszcze inn moliwo
rozwizania tego problemu teraz jednak byy to naprawd tylko sekundy.
Mikolc wszed do pokoju, zapalajc grn lamp. Wzrok jego pad na
biurko. Stan w miejscu jak wryty, rozchylajc usta ze zdumienia, zmarszczy brwi, jakby usiujc sobie co przypomnie. Odwrci si w stron
drzwi.
Wtedy zobaczy. Bysk by ledwo uchwytny dla oka, na ulicy, gdyby
nawet zasony nie byy zacignite, nikt by go nie zauway. Przez malek
chwil doktor sta na rodku pokoju, w jego oczach nie byo ani blu, ani
strachu, tylko ogromne zdziwienie. Potem powoli osun si na dywan.
No, wiec tak. Od tego nie byo ju odwrotu, wiedzia, e nie musi nawet sprawdza, bra za puls, zbyt dobrze zna potn si swego aparatu.
Wyczy go, zapi pokrowiec. Ostronie stpajc podszed do lecego,
mimo wszystko chcia zobaczy...
Ale w tym celu trzeba byo nachyli si i odgarn rk gste, ciemne
wosy na czaszce, a co go od tego wstrzymywao, nie obawa, wic chyba
wstrt fizyczny, cho przecie w lecej postaci nie byo nic brzydkiego,
przeciwnie, Mikolc by bardzo przystojny, wysoki, mody, twarz miaa regu-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 64

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

larne rysy, powleczone zotaw opalenizn. Czy wic to, co go hamowao,


mona byo nazwa alem?
Nie wiedzia. Od dawna zna tylko jedno uczucie, a z alem nie miao
ono nic wsplnego. Zastanowi si, jakiej wielkoci jest otwr, chyba kilku
mikronw, kierowa laserem troch po omacku, nie spuszczajc wzroku z
Mikolca. Tak, na pewno poniej dziesiciu mikronw. Potem pomyla, e
bezpieczniej byoby poczeka teraz i opuci mieszkanie gdzie koo drugiej
nad ranem, wtedy ulice s zupenie puste. Ba si jednak, e kto dobierze
si do opla, kradziee samochodw byy wci jeszcze na porzdku dziennym, a wwczas moe to mie dla niego nieobliczalne skutki.
Zgasi lamp w pokoju, przy drzwiach wyjciowych posucha, czy
kto nie idzie po schodach, ale panowaa cisza. Dochodzia pnoc, o tej godzinie ludzie pi ju spokojnie na swoich tapczanach, wyczywszy radia i
telewizory. Nie spotka nikogo schodzc na d. Bram otworzy wasnym
kluczem. Opel czeka na niego cierpliwie, nie tknity przez adne obce rce,
byszczcy w wietle latarni. Ruszy cicho, dopiero kawaek dalej doda gazu, ale nie bya to szybka jazda, teraz nie chcia ju nic ryzykowa. Przypomnia sobie o gumowych rkawicach, wic zwolni, przyhamowa i zdj je z
doni. Ogromne okulary zastpi zwykymi, lekko przyciemnionymi, cho
oczy byy ju prawie wyleczone, krople lekarza z Pragi okazay si skuteczne. Tu przed placem Trzech Krzyy zobaczy jadcy mu naprzeciw milicyjny patrol motocyklowy. Chcia go min, miejsca na Nowym wicie byo
duo, ale zobaczy wycignit w jego kierunku rk w skrzanej rkawicy i
z lizakiem. Zahamowa, zjedajc troch bardziej w prawo, gorczkowo
zastanawia si, dlaczego, wiata mia w porzdku, wic o c mogo im

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 65

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

chodzi... Motocykl zatrzyma si tu koo niego, milicjant, podpierajc nog


pojazd, zasalutowa uprzejmie i powiedzia:
Dobry wieczr panu, kontrola drogowa, poprosz o kart wozu i
prawo jazdy.
Prosz bardzo odpar, sigajc do portfela, rce mia wilgotne
od potu i od tych rkawic, zapomnia wysypa je w rodku talkiem. Poda
dokumenty, czeka w milczeniu, patrzc przed siebie. Funkcjonariusz w biaym kasku z literami MO przejrza papiery, porwna numer, wyprbowa
wiata i sygna. Zrobi to wszystko szybko, sprawnie, odda dokumenty,
zasalutowa, warkn motorem i odjecha.
No, c, zwyka kontrola myla, wysiadajc przed domem. A
swoj drog, dziwne, nigdy jeszcze nie sprawdzali w samym centrum. Moe
skradziono komu podobnego opla i teraz szukaj.
*
Doktor Mikolc spnia si na konferencj. Sekretarka wiceministra
bezskutecznie nakrcaa wci ten sam numer, wsuchujc si w monotonny sygna. Mikolca nie byo w domu, bo przecie zupenie niemoliwe, eby
spa o jedenastej przed poudniem, wic wyszed, ale dokd, trzy dni temu
by zawiadomiony o spotkaniu w ministerstwie. Inni zaproszeni czekali,
niecierpliwic si i spogldajc na zegarki, wiceminister nie chcia jednak
zaczyna bez Mikolca. Mieli omawia budow filii Orodka Elektroniki w
Poznaniu, a doktor by najlepszym znawc jej potrzeb, zreszt wiedzia, e
zostanie mianowany kierownikiem, to nie bya tajemnica urzdowa.
Dlaczego wic nie przychodzi? Byo ju prawie dwadziecia minut
po jedenastej, kiedy wreszcie zaczli, wci spogldajc na drzwi i ocigajc

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 66

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

si z formuowaniem wnioskw. Wiceminister by wyranie niezadowolony, zna dotd modego uczonego z najlepszych stron i, przysuchujc si
wypowiedziom, cigle myla, co te mogo si sta, e Mikolc nie przyszed.
W kocu go to zaniepokoio.
Przepraszam na chwilk... powiedzia, przerywajc czyj wywd w p sowa. Nacisn kontakt selektora, a kiedy odezwaa si sekretarka, rzek: Niech pani pole kierowc do mieszkania doktora Mikolca.
Jego rodzina jest w tej chwili na urlopie i moe mu si co stao, moe zasab.
Dobrze, panie ministrze. Zaraz posyam Szewczyka.
Dzikuj. Kontynuujcie, towarzyszu dyrektorze zwrci si do
kierownika departamentu inwestycji. I skupi myli na jego sowach.
Kiedy koczyli konferencj, sekretarka ostronie uchylia drzwi. Wiceminister dojrza j i zapyta:
No co? Szewczyk wrci?
Tak, ale... zawahaa si. Doktora Mikolca chyba nie ma w
domu. Kierowca mwi, e dzwoni bardzo dugo, stuka, dobija si i nic. Pyta ssiadw, ale nie widzieli go dzisiaj.
Moe nagle gdzie wyjecha? podda kto z zebranych. Chcia
doda: i zapomnia o konferencji, ale ugryz si w jzyk. Lubi Mikolca.
Na pewno nie! stanowczo zaprzeczy dyrektor Orodka Elektroniki. Ja bym o tym wiedzia.
Inynier o twarzy rowego prositka i zadartym nosie zauway zatroskanym tonem, e by moe doktor Mikolc otrzyma poprzedniego dnia

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 67

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

depesz od rodziny na urlopie, mogo tam si co sta, i dlatego nie zdy


ju nikogo zawiadomi o wyjedzie.
On by i tak zawiadomi upiera si dyrektor. - Zadzwoniby do
mnie o trzeciej rano, ale nie wyjechaby tak bez sowa. Jeszcze wczoraj rozmawialimy o tej konferencji. Przecie pan go zna, panie Jacku, Mikolc jest
niezwykle obowizkowy.
Wiceminister rozwaa przez chwil t nieprzyjemn sytuacj. On
te nie wierzy, eby doktor wyjecha z Warszawy, nie uprzedziwszy bodaj
jednej osoby, ktra miaa by dzi na naradzie. Ale w takim razie co si z
nim stao? Czyby ten mody, przystojny chopak zabaagani si gdzie i
trafi, powiedzmy, do Izby Wytrzewie czy nawet do szpitala? Nie, to do
niego nie pasuje.
No, trudno powiedzia, podnoszc si zza stou konferencyjnego, przy ktrym siedzieli. Musimy wobec tego zebra si jeszcze raz w
tym gronie i z Mikolcem, aby omwi wszystkie szczegy. Zwaszcza chodzi mi o wyposaenie laboratoriw. Dzikuj, towarzysze. Do zobaczenia.
Potem byo wiele spraw, pilnych i wanych, wiceminister nie zapomnia jednak o Mikolcu. Gdzie przed szesnast sign po specjalny telefon, tak zwan rzdwk. Nakrci numer, a kiedy usysza znajomy gos,
powiedzia:
Jak si masz, Tadeusz. Suchaj, mam do ciebie tak spraw. Jestem
troch zaniepokojony o jednego z naszych najzdolniejszych fizykw, doktora inyniera Stanisawa Mikolca. Mia by dzi u mnie na naradzie, nie przyszed i nie zawiadomi do tej pory, to znaczy, prawie przez pi godzin, a to

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 68

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

do niego zupenie niepodobne. Jeszcze wczoraj by w Orodku Elektroniki,


gdzie pracuje, cay i zdrw.
Posucha chwil swego rozmwcy z tamtej strony aparatu, potem
rozemia si i rzek:
Nie, nie sdz. Mode maestwo, dziecko... wiesz, takie rzeczy to
nie Mikolc. Chocia wszystko moliwe, oczywicie. Jestemy ludmi. W ogle bym do ciebie nie dzwoni w tej sprawie, ale przypomniaa mi si kradzie w Instytucie Chemii, pamitasz, jaki tajemniczy przestpca zabra
prac docenta Straszewskiego, taka dziwna sprawa. Nawiasem mwic,
czas byby j wykry, nie uwaasz?... Nie, to tak na marginesie. Wic moe
by tam kto z twoich dzielnych warszawskich milicjantw, ostatnio tak opisywanych w prasie... Pozytywnie, oczywicie, ja si zgadzam z t opini, jeeli zapomn na chwil o kradziey w Instytucie... Wanie, masz racj. No
wic polecam ci doktora Mikolca, tylko eby go znaleli ywego i zdrowego,
bo jest nam bardzo potrzebny... Widzisz, budujemy fili Orodka Elektroniki
i on bdzie kierownikiem. To wyjtkowo zdolny chopak. Cze, Tadeusz.
Do zobaczenia. Jutro mamy zebranie w ZBoWiD-dzie, to si tam spotkamy.
W kwadrans pniej, kiedy hierarchia waciwych osb zostaa telefonicznie uwzgldniona, major Daniowicz, kierownik wydziau zabjstw w
Komendzie Stoecznej Milicji Obywatelskiej, powiedzia do porucznika
omnickiego:
We mj wz i jed na... rzuci okiem na kartk, podyktowa
adres. Tam mieszka Stanisaw Mikolc, ten fizyk. Sprawd, co z nim jest.
omnicki spojrza na swego szefa ze zdziwieniem.
A co z nim ma by?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 69

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wanie e nie wiadomo. Moe zachorowa, w kadym razie musisz si przekona. Mia by na konferencji w ministerstwie i nie przyszed,
nawet nie zawiadomi.
I major mnie tam posya? omnicki by rozalony. Nie wystarczy dzielnicowy? Ja mam kup roboty z tymi zwokami na Hibnera, wanie miaem jecha do medycyny na Oczki. Moe Szczsny tym si zajmie?
Id do cholery mrukn kapitan, pogrony w swoich notatkach.
Nagle unis gow, co mu si przypomniao.
Jak mwie? podnis si, podszed do Daniowicza.
Jaki fizyk?
Tak. Telefon od samej wierchuszki. Obiecujcy, genialny, jednym
sowem pewnie wczoraj zala pa i pi, nie wiedzc, e za nim tskni. Pojed tam, wsad mu gow pod kran, niech si wbije w garnitur i poprzeprasza, kogo trzeba. Co si tak patrzysz?
Czarne, wskie oczy Szczsnego przyglday si majorowi z uwag.
Daniowicz wiedzia, e to tylko pozr, kapitan by w tej chwili myl nieobecny.
To fizyk? powtrzy troch nieprzytomnie.
Fizyk. A jeeli jeszcze raz ktry mnie spyta... przerwa, zastanowi si przez chwil. Syszae co o nim?
Nie odpar Szczsny. Tak jako.
Instytut Chemii?
Wanie.
Co ma jedno do drugiego?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 70

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Pewnie nic. Ale ty te o tym pomylae, Stefan.


Major zawaha si.
Dobra, pojedziemy razem. Niech to diabli, mam tyle pracy.
Doktor Mikolc mieszka na drugim pitrze, na drzwiach bya wizytwka z imieniem, nazwiskiem i penym tytuem naukowym. Szczsny nacisn biay guzik dzwonka. Poczekali troch, ale w mieszkaniu panowaa
kompletna cisza. Nacisnli jeszcze par razy, dzwonienie sycha byo doskonale a na schodach.
Wp do pitej mrukn major. Do tej pory dawno by wytrzewia.
A moe wyszed przed p godzin, siedzi teraz u swego szefa i
pacze mu w kamizelk? Wiesz co, ja zadzwoni do Orodka Elektroniki,
moe czego si dowiem. Poczekaj, zejd do automatu.
Po kilku minutach Szczsny wrci z zakopotan min. Dyrektor
Orodka ma narad, a wartownik przyszed na zmian o szesnastej i nic nie
wie.
Trudno zdecydowa Daniowicz. Wejdziemy. W razie czego,
zwal to na komendanta. On ju sobie poradzi. Zreszt, mamy moralne
prawo zatroszczy si o zdrowie tego geniusza.
Drzwi day si otworzy zupenie atwo. Zdziwio ich wiato palce
si w przedpokoju, tak jakby kto wanie wszed do mieszkania i nie zdy
jeszcze zgasi.
Panie doktorze, czy jest pan w domu? spyta kapitan gono,
byo im troch gupio, nie przyszli przecie do adnego przestpcy. Nikt si
nie odezwa.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 71

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie ma go, to jasne rzek Daniowicz. Postpi par krokw,


zajrza do pierwszego pokoju. Chyba dziecinny, bo jakie zabawki.
Wycofa si, wszed do nastpnego i zawoa:
No, tak... Chod tutaj!
Szczsny szybko poszed za nim. Na rodku pokoju, troch bokiem
do drzwi, lea jaki czowiek. Obu oficerom wystarczyo jedno spojrzenie,
aby zrozumie, e czowiek ten nie yje, palce jednej rki zacinite byy
kurczowo na fadzie dywanu, w takiej pozycji nikt nie pi.
Stali kilka minut bez ruchu, rozgldajc si dokoa oczami dugoletnich pracownikw milicji, tak robili zawsze, zanim zabrali si do normalnych ogldzin, chcieli mie utrwalony w pamici obraz pokoju dokadnie
tak, jak go zastali, jego atmosfer, zapach, temperatur, wszystko to, co
skada si na otoczenie, najbardziej osobiste i prywatne, jakiego czowieka.
Kapitan wcign nosem powietrze. Unosia si w nim bardzo lekka
wo papierosw, pokj by wida starannie sprztany, podoga pod cianami, gdzie nie siga dywan, byszczaa od pasty, pewnie ona Mikolca wyczycia j tu przed wyjazdem albo te przychodzia tu sprztaczka.
Zaczynamy? spyta pgosem, czu si dziwnie nieswojo, nie
rozumia tego uczucia.
Tak.
Major ostronie podszed do zwok, przysiad na pitach, odwrci
gow lecego. Bya to adna, moda twarz, teraz ju bez adnego wyrazu, o
spokojnie zamknitych powiekach, wygldaa jak rzeba.
Daniowicz obejrza dokadnie czaszk, rozchyli bujne, ciemne wosy, unis brwi ze zdziwieniem.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 72

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nic? Szczsny nachylony ledzi wytonym wzrokiem ruchy


jego wprawnych rk. Major przeczco poruszy gow. Obejrza skr na
szyi, kark, rozpi guziki biaej nylonowej koszuli, poszuka serca. Nigdzie
jednak nie znalaz ladu krwi, pocisku, uderzenia czy nawet zadrapania. Nic
te nie wskazywao na uduszenie.
Serce? mrukn z powtpiewaniem. Chyba zawa.
Pooy zmarego w takiej pozycji, w jakiej go zastali, wsta. Odnalaz
telefon, uj suchawk przez chusteczk, poczy si z komend, przy telefonie by Krglewski.
Wz techniczny... nie, najpierw lekarz zdecydowa. Ale
trzymajcie, poruczniku, wz w pogotowiu. Poda adres, odoy suchawk.
Szczsny w skupieniu przyglda si zwokom.
Suchaj, czy to jest on?
Zaraz sprawdzimy.
W kieszeni marynarki znaleli dowd osobisty, porwnali zdjcie.
Nie byo wtpliwoci, zmary nazywa si doktor Stanisaw Mikolc, niedosza chluba i sawa polskiej elektroniki kwantowej.
Stefan, wezwij wz techniczny powiedzia kapitan z naciskiem.
Patrza na biurko, marszczy brwi. Tu mi si co nie podoba.
Dobrze.
Daniowicz jeszcze raz poczy si z Krglewskim. Lekarz zabierze
si z ekip, w porzdku. Porucznik spyta ostronie, czy jeszcze kogo zawiadomi, orientowa si, e chodzi tu o wan spraw. Major zaprzeczy.
Na razie nie. Nie by przecie pewny, czy w mieszkaniu Mikolca popeniono

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 73

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

jakiekolwiek przestpstwo i wywoywanie alarmu byoby przedwczesne.


Bal si zreszt, e jak w Orodku dowiedz si o mierci doktora, zwali si
tu zaraz cae kierownictwo, a tego chcia unikn. Uprzedzona o tym
wszystkim grupa operacyjno-dochodzeniowa zatrzymaa nys o kilka domw dalej. Lekarz medycyny sdowej, docent Stern, poczeka na progu pokoju, a fotograf zrobi, co do niego naley, potem przyklk przy zwokach, z
pewnym trudem, bo mia zreumatyzmowane kolana, i zabra si do ogldzin.
No i jak? zniecierpliwi si Szczsny, kiedy wedug niego trwao to ju za dugo.
Stern nie odpowiedzia, mao go to obchodzio, e si komu pieszy,
oglda trupa naleao dugo i cierpliwie. Zwaszcza takiego trupa, na ktrym nie ma adnych ladw przestpstwa. Powie: atak serca, a potem
przy sekcji okae si jakie cholerne zatrucie, pknita wtroba, cios mona
zada tak, e na zewntrz nie wystpi obraenia.
Wreszcie podnis si z klczek, spyta o azienk i poszed umy rce, a wrciwszy do pokoju, rzek do obu oficerw:
Prawdopodobnie zawa. By sam w mieszkaniu, nie otrzyma pomocy. Tak sdz, ale oczywicie dokadniej bd mg orzec po sekcji. Zgon
nastpi w nocy, przypuszczalnie krtko przed dwudziest czwart albo
troch potem.
adnych ladw obrae? Szczsny by zamylony, niespokojny. Docencie, a gdyby... umilk, machn rk. Nie, nic.
Na gdyby, to ja panu nie odpowiem, kapitanie uci Stern.
Gdyby moe by wszystko, ja musz stwierdzi to, co jest.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 74

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Stefan, chciabym by przy sekcji zwrci si Szczsny do majora. Ten skin gow. Bardzo nie lubi asystowania w prosektorium i rad
by, jeeli kto go przy tym zastpi.
Kiedy pan to bdzie robi, panie docencie?
C, to chyba pilne, zwaywszy na osob denata. Jutro, powiedzmy o jedenastej, wczeniej nie zd, mam wykad. Niech pan do mnie
zreszt zadzwoni z samego rana, zanim wyjd z domu, bo moe si co
zmieni. Szkoda, eby pan czeka.
Stern szanowa cudzy czas tak samo, jak swj wasny, i byli mu za to
wdziczni; oni mieli czasu zawsze za mao, jeeli chciao si zrobi to
wszystko, co sobie kady z nich zaplanowa.
Jakie odciski palcw? spyta Daniowicz technika dochodzeniowego, ktry delikatnie zdejmowa z biurka linie papilarne na foli. Na
razie tylko jedne. Chyba jego wasne pokaza gow na zwoki. W tamtym pokoju mnstwo drobnych, pewnie dziecinnych, i jeszcze inne, sdz,
e kobiecej rki. Ale tutaj, w kuchni i azience zupenie wiee, wyrane linie, wci te same.
Zdjlicie ju z jego palcw?
Nie, zaraz to bd robi.
Chciabym jak najszybciej porwna.
Okazao si, e wszystkie odciski mskich rk nale do doktora Mikolca. Wygldao na to, e podczas nieobecnoci ony i dziecka nie byo tu
nikogo obcego. Oczywicie, jeeli ten obcy nie by w rkawiczkach i nie siedzia w nich przez ca wizyt, co byo troch absurdalne, jeeli uwaa go
za gocia.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 75

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie rozumiem, dlaczego upare si, e to zabjstwo rzek Daniowicz, troch zirytowany. adnych ladw, umar na serce, to si
przecie ludziom zdarza. Nawet, jeeli byli modzi i wygldali zdrowo. Mwi mi lekarz, e mona mie zawa i nawet o tym nie wiedzie, dopiero
pniej EKG wykae lady. Mikolc mg si czym zdenerwowa, przej do
tego stopnia, e serce nie wytrzymao. Trzeba sprawdzi, czy przedtem chorowa. I w ogle...
Podszed do telefonu, poczy si z central Orodka Elektroniki i
poprosi z dyrektorem naczelnym. Po dwuminutowej rozmowie zawiadomi
te o wszystkim, co tu znaleli, komendanta miasta.
Krtko potem, mieszkanie Mikolca zapenio si jeszcze bardziej.
Ambulans z Zakadu Medycyny Sdowej nie zdy jeszcze przyjecha, wic
zwoki, nakryte biaym przecieradem, wci leay na dywanie.
Dyrektor, wstrznity i blady z przeraenia, uchyli ostronie rg
ptna, przyjrza si martwej twarzy, zrobio mu si sabo. Duym wysikiem opanowa to, ponad wszystkim innym dominowao w nim uczucie
gbokiego alu. Lubi i ceni modego uczonego, lubili go chyba wszyscy w
Orodku, dawa si lubi mwiono o nim artem.
Jak to si mogo sta? powtarza dyrektor, przysiadszy na fotelu. Przecie on nigdy nie chorowa na serce! By wysportowany, chodzi po grach, pywa...
Szczsny podszed do niego. Od paru chwil uparcie powraca myl
do swojej rozmowy z porucznikiem Krglewskim, wtedy na play, bya to
teraz niemal obsesja, co absolutnie nieprawdopodobnego, ale musia si o
tym przekona.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 76

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Panie dyrektorze rzek z naciskiem, chcia, eby tamten skupi


si i odpowiedzia przytomnie czy doktor Mikolc przygotowywa jak
wan, odkrywcz prac naukow?
Dyrektor spojrza na niego, jak wyrwany ze snu, mia zy w oczach i
kapitan uszanowa jego smutek, milcza przez chwil, nie ponawiajc pytania. Wreszcie tamten wierzchem rki nieznacznie otar powieki, odchrzkn, pomyla nad pytaniem.
Naturalnie, e tak odpar z gorycz w gosie. Teraz to
wszystko przepado... Staszek, to znaczy doktor Mikolc, wanie koczy
bardzo ciekaw, oryginaln prac z dziedziny modulacji wiata laserowego. Mia j potem zgosi jako referat na Midzynarodowy Kongres Elektronikw w Hadze.
Czy pan dyrektor widzia t prac?
Tak, oczywicie. Konsultowa ze mn niektre wykresy.
A gdzie on to trzyma?
Jak to gdzie?
No, tutaj czy w Orodku?
Daniowicz, ktry przysuchiwa si rozmowie, zamieni ze Szczsnym byskawicznie spojrzenie. Czyby znowu...? pomyla.
Nie jestem pewien odpar dyrektor ale chyba mia j w domu. Zreszt mona sprawdzi. Dlaczego pan pyta?
Chciabym wiedzie odpar kapitan wymijajco.
Biurko byo otwarte. Oficerowie przygldali si, jak dyrektor przeglda szuflad po szufladzie, pomaga mu jego zastpca, inynier z zadar-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 77

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

tym nosem i zasmuconymi oczami. Przejrzeli wszystko skrupulatnie, ale


pracy nie byo.
Widocznie ostatnio trzyma j w swojej pracowni, w Orodku
rzek wreszcie dyrektor, starajc si nie patrze na to, co leao pod biaym
przecieradem.
Jedmy tam. Zaraz! Szczsny czu coraz wikszy niepokj.
Daniowicz poda mu kluczyk od stacyjki.
Masz, we nasz wz. Ja jeszcze zostan. Potem wr tutaj i powiedz mi, co i jak. I on by zatroskany, caa sprawa dziwnie zacza mu
si kojarzy z kradzie w Instytucie Chemii.
Niech pan jedzie z nami, panie Jacku rzek dyrektor do swego
zastpcy. We dwch prdzej si w tym zorientujemy.
Wsiedli do kremowoszarej warszawy, Szczsny zapuci motor i zawaha si, nie by pewien, gdzie jest Orodek. Ale dyrektor przyszed mu z
pomoc. Moe pan za jedzie od Bielaskiej, bo frontowe wejcie jest wanie w remoncie.
Wtedy przypomnia sobie duy, biay budynek przy Bielaskiej i doda gazu. Byo wp do sidmej, w niektrych oknach Orodka jeszcze paliy
si wiata, widocznie nie zakoczono zaj w pracowniach.
Zajecha, jak mu powiedziano, od Bielaskiej. Niespokojny, drc z
niecierpliwoci, szed po schodach za tamtymi i rozglda si dokoa.
Dyrektor zatrzyma si przed drzwiami z napisem: Technika modulacji, nacisn klamk. W pracowni siedziao dwch laborantw. Na widok
wchodzcych unieli si troch z krzese, wida byo jednak, e mylami pozostali przy swoich dowiadczeniach, oczy mieli nieprzytomne, dalekie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 78

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Panie Zdzisawie rzek inynier z zadartym nosem czy doktor Mikolc tutaj zostawi prac, czy te zabra j do domu?
T o modulacji polaryzacyjnej z AR?
Tak.
A bya jeszcze jaka inna? wtrci szybko kapitan.
Laborant obrzuci go badawczym spojrzeniem. Nie odpowiedzia.
Moe pan mwi westchn dyrektor. Ten pan jest z milicji.
O ile ja wiem odpar laborant ostronie to doktor Mikolc
pracuje na razie tylko nad modulacj wiata laserowego ze zwizkiem
amonowym AR.
Gdzie jest ta praca?
U niego, w domu. Zabra jeszcze wczoraj rzek drugi laborant.
Wiem, bo byem przy tym. Moe doktor jest u siebie? Mona zadzwoni
i... urwa, twarze dyrektora i jego zastpcy byy jakie dziwne. Czy co
si stao? mimo woli zniy gos.
Doktor Mikolc nie yje. To si stao.
Zapada cisza. Obaj laboranci byli wyranie przeraeni i zdumieni.
Przez chwil spogldali na przybyych, jakby nie znajdujc sw, wreszcie
jeden z nich zapyta:
Wypadek samochodowy?
Nie. Zmar na serce. Prawdopodobnie zawa. Ale gdzie wobec tego
moe by ta praca? dyrektor bezradnie rozglda si po pracowni. Kto
ma klucz od jego biurka?
Doktor mia przy sobie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 79

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Szczsny wysun si troch do przodu, na jego otwartej doni lea


pk kluczy rnego ksztatu.
Ktry z tych? spyta, patrzc na laborantw z uwag. Kady z
nich mg to zrobi, cznie z dyrektorem i jego zastpc, wszyscy byli fachowcami w dziedzinie elektroniki, on jeden bdzi tu prawie po omacku,
musia im wierzy na sowo, e bya taka praca, e naprawd nie ma jej ani
w mieszkaniu Mikolca, ani w jego biurku. Moga w tej chwili lee na ssiednim stole, tu pod jego nosem, a on nie byby w stanie oceni, zrozumie, nawet odnale jej wrd innych. Jeeli doktor Mikolc zmar na serce,
jego cenna praca powinna bya znajdowa si tu albo tam, chyba e jest
jeszcze jaka inna moliwo, o tym wszystkim musi dowiedzie si jak najprdzej.
A jeeli zosta zamordowany...
To ten laborant wskaza na may kluczyk, zaczepiony na kku.
I to biurko odwrci si, dotkn palcami duego, nieco ju podniszczonego sprztu ze szklan pyt na wierzchu. Waciwie: chcia dotkn,
alb kapitan go uprzedzi. Byskawicznym ruchem zatrzyma jego do.
Nie powiedzia.
Woy kluczyk w otwr zamku, przekrci, wycign szuflad. Dyrektor i zadartonosy pochylili si nad ni, przekadali teczki z papierami,
rysunki, wykresy. Potem przejrzeli jeszcze boczne szuflady.
Wreszcie dyrektor wyprostowa si, westchn ciko.
Nie ma powiedzia, cho i tak wszyscy ju o tym wiedzieli.
Dobrze. Czy doktor mg zoy swoj prac w innym miejscu?
spyta kapitan. Na przykad w ministerstwie? Albo w ktrej z katedr Po-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 80

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

litechniki? Albo wysa, bo ja wiem, do Krakowa? Do Wrocawia? Moe


chcia j z kim skonsultowa?
Zaraz dyrektor nie zapamita wszystkich pyta naraz. Sdz, e nie. To byoby przedwczesne, praca nie zostaa zakoczona. Do konsultacji... Chyba nie. Ja bym o tym wiedzia.
Jak mgby gdzie j wysa, kiedy jeszcze wczoraj rano mwi mi,
e bdzie w domu nad tym pracowa rzek jeden z laborantw. Wanie po to j zabra z pracowni. Wczoraj przed poudniem siedzielimy razem z koleg pokaza na drugiego laboranta wykonywalimy dla doktora Mikolca pewn analiz. A on mia t prac rozoon tu, na biurku.
Przecie widziaem.
Ja te przywiadczy kolega.
Wic panowie jestecie pewni, e doktor Mikolc wczoraj po poudniu zabra std swoj prac, tak? Szczsny zanotowa nazwiska i adresy
laborantw. O ktrej doktor wyszed z Orodka?
Gdzie koo pitej.
Okoo siedemnastej. I mia prac w teczce?
Tak. Zawsze nosi t swoj czarn teczk.
Czy potem ju aden z panw go nie widzia?
Nie odparli obaj jednoczenie. A jeden doda: Nawet dziwilimy si, e dzisiaj nie przyszed. Mylelimy, e pewnie pracuje w domu,
chocia nigdy tego rano nie robi. Jak mia jak konferencj, to nas uprzedza telefonicznie.
A dzi telefonowa?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 81

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie. Na serce umar? Taki zdrowy, mody czowiek? Wierzy si


nie chce... starszy z laborantw potrzsa gow ze zdumieniem.
Nie narzeka ostatnio na ze samopoczucie? Moe go co bolao?
On by zdrw powtrzy laborant. Zdrw, jak aden z nas.
Nigdy go nawet gowa nie bolaa. Uprawia sporty, pywa, wiosowa. Ja nie
wierz, eby umar na serce. Moe si czym stru?
Sekcja wykae odpar Szczsny wymijajco. Potem zwrci si
do dyrektora. Czy mgby pan sprawdzi jutro, bo dzi ju za pno, czy
jednak doktor Mikolc nie da komu wczoraj swojej pracy? Jakiemu koledze, do przegldu?
Poszukam, podzwoni. Przede wszystkim u nas, w Orodku. Pewnie, e jest taka moliwo. Zabra prac do domu, ale na jeden dzie mg
j u kogo pozostawi. Sprbuj si dowiedzie.
W p godziny pniej Szczsny wszed do mieszkania Mikolca.
Zwoki zabrano ju do Zakadu Medycyny Sdowej i Daniowicz siedzia
sam, wygnawszy technika i fotografa do roboty. Chcia jak najprdzej
otrzyma zdjcia, linie papilarne, protok ogldzin. Mia ju za sob telefony z ministerstwa, powiedzia tyle, ile mg, waciwie najwicej zaleao od
wyniku sekcji.
Po twojej twarzy widz, e pracy nie ma rzek, kiedy Szczsny
milczc zapala papierosa. Co mylisz o tym wszystkim?
Wiesz, co ja myl? Zastanawiam si, czy sekcja wykae otwr
wielkoci paru mikronw. W czaszce. To si mogo zasklepi. Ale chyba nie
mogo odpar sam sobie. Musi by lad spalenia tkanek.
No, a jeeli nie wykae? To co wtedy?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 82

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wtedy... umilk, wzruszy ramionami. Zobaczymy. Praca Mikolca moe by u ktrego z elektronikw, mg j tam podrzuci i cay raban jest niepotrzebny. Nie ma sensu teraz si zastanawia. Nic nie wymylimy przed sekcj.
Ty na serio przypuszczasz, e Mikolca zabito ig laserow?
Stefan, ja przecie nic nie wiem. Ale jeeli kto stopi wolframowy
zamek, to tym bardziej mg laserem zabi czowieka.
Po co? eby wzi jego prac?
Tak, jak zabra prac docenta Straszewskiego. A po co, tego nie
wiem.
Z tego wszystkiego, trzeba mi si bdzie na staro zabra do studiowania elektroniki mrukn major. Ciekawe, co zrobimy, jak zaczn
u nas mordowa jacy faceci z kosmosu. Cholerny wiat.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 83

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia czwarty

Znajomy lekarz, dawny kolega szkolny, by chyba arokiem, moga o


tym wiadczy nieprawdopodobna wprost ilo zaksek, ktre zamwi,
nawet kelner by zdziwiony.
Lubi je powiedzia lekarz, kiedy kelner odszed, unoszc p
bloczka zamwie. Co sobie bd aowa, i tak mnie czeka owrzodzenie
odka albo inna cholera. A ty, czemu taki chudy? Chorujesz?
Nie odpar, i bya to prawda. Jego organizm musia mie niewyczerpane zapasy zdrowia, jeeli dotychczas nie zrujnowa go trybem ycia, jaki prowadzi.
Gdzie pracujesz?
Spotkali si po paru latach niewidzenia, lekarz przebywa za granic,
gdzie w Ghanie czy Nigerii, teraz wpadli na siebie na rogu Marszakowskiej, a e obaj mieli w planach obiad, postanowili zje go razem. Restauracja Bristolu wydala im si odpowiednim lokalem.
Ja? A, tak si zaczepiem w jednej przychodni, no w domu przyjmuj, trzy razy w tygodniu. Mam propozycje w dwch szpitalach miejskich,
ale jeszcze nie zdecydowaem si na aden. Musz przewcha stosunki,
wiesz, atmosfera pracy, to dla mnie nawet waniejsze ni stanowisko czy
zarobki. Te s zreszt na og jednakowe. A ty? W dalszym cigu ryjesz pod
konkurencj? zamia si haaliwie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 84

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Zesztywnia, odoy widelec.


Co przez to rozumiesz? spyta, mierzc tamtego ostrym wzrokiem, ale lekarz na niego nie patrzy, pochonity by szynk z sosem tatarskim.
Zawsze bye taki - odpar, smarujc buk masem. W szkole,
nie pamitasz? Podare kiedy moje wypracowanie i wrzucie do kosza,
bo byo lepsze ni twoje. A Chciskiemu podstawie nog na gimnastyce,
jak skaka przez kozio, bo chciae mie pierwsze miejsce. No, teraz takie
rzeczy nie przechodz. Nie jestemy dziemi. Dlaczego nie jesz?
Jem odpar. Sign po koniak, tamten widzc jego ruch unis
w gr swj kieliszek, mruknli co dla zwyczaju, wypili.
Masz racj, to stare dzieje. Wyrasta si z takich rzeczy.
Albo nie pomyla lekarz, nic jednak nie powiedzia, nie obchodziy go te sprawy. Mia pogodne usposobienie, pacjenci uwielbiali go, sam
widok tej okrgej, umiechnitej twarzy poprawia im samopoczucie.
Zreszt, by dobrym diagnostykiem i nie aowa czasu dla chorych.
Uporawszy si z szynk, zaatakowa befsztyk tatarski z sardynk. W
pewnej chwili spojrza w rg sali, unis si troch i ukoni.
Nie znasz tej babki? rzek pniej, mieszajc z upodobaniem
surowe miso, tko i ryb. Powiniene zna. Nie tyle j, ile jego, to co z
twojej brany. Chocia waciwie, niezupenie.
Jej m? Jak si nazywa?
Straszewski, docent chemii. Eryk Straszewski. Ma takie niepolskie
imi, bo jego matka bya Szwedk. Wielki, gruby, te lubi dobrze zje. Ale
bestia ma rozum!

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 85

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Czekaj... syszaem gdzie, e mu skradziono prac naukow. To


prawda?
Nie wiem. Jak chcesz, mog si dowiedzie. Co jemy na gorco?
Wybra z karty byle co, dyskretnie obserwowa stolik, przy ktrym
siedziaa Straszewska.
Elegancka myla, taksujc wzrokiem ciemnozielony kostium,
przybrany brzowym futerkiem. Zaraz potem si poprawi: Bogata. To nie
byo to samo, kostium z zagranicznego tweedu by le uszyty, nie pasowaa
do niego zota torebka z jakiego byszczcego metalu. Niebrzydka, ma
pewnie ze trzydzieci pi, sze. Za duo tych piercionkw, bransoletek.
Jeden chyba prawdziwy, bo kamie rzuca adne byski. Ciekawe, dlaczego
siedzi sama. Wyglda, jakby si nudzia.
Ona tu czsto przychodzi?
Kto? Lekarz unis gow znad talerza, obejrza si.
Straszewska? Widziaem j tu kilka razy. M cigle zajty, czsto
wyjeda, dzieci nie maj... Wiesz, jak to jest z kobietami. Jeeli nie pracuj,
to na og nudz si, histeryzuj albo plotkuj po kawiarniach. Sdz, e
Straszewscy s ju dzisiaj mocno niedobrani.
Co to znaczy: dzisiaj? A przedtem byli dobrani?
Tak. W kadym razie, nie byo midzy nimi takich rnic jak dzi.
Pobrali si kilkanacie lat temu, on by wwczas modym, pocztkujcym
asystentem na politechnice, yli skromnie, oszczdzali. Potem on zacz si
wybija, cigle si ksztaci, nauczy si trzech obcych jzykw, zupenie nie
wiem, kiedy zdy to wszystko zrobi. No a ona wci bya t panienk po
technikum czy nawet jakiej szkole zawodowej, bez zawodu, bez ambicji,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 86

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

eby mu cho troch dorwnywa, wyrwna poziom. Nie mwi, eby zostaa uczon, ale moga przecie te si pouczy choby jzykw, czyta czasopisma, chodzi do teatru i tak dalej. Pewnie uwaaa, e jej to niepotrzebne. A teraz on to znany fizyk, docent, kulturalny, obyty, a ona zachowuje
si czasem, jak... nie chc ju mwi. S zamoni, w domu suca, wasny
samochd, Boena palcem nie musi kiwn, cay dzie obija si po lokalach,
po sklepach.
Skd ty to wszystko wiesz?
Bywam u nich czasami. Coraz rzadziej, bo jak na to patrz, to si
zoszcz. W tym roku byem tylko dwa razy, na Wielkanoc i krtko potem,
jak on dosta jak nagrod pastwow. Chcesz, abym ci z ni zapozna?
Prawd mwic, wolabym nie. Jestem z ni troch na bakier, ona czuje, e
mam do niej al o Eryka. Straszewski waciwie nie ma domu.
Nie, nie chc. Tak sobie pytam. O nim syszaem, oczywicie. Pracuje w Instytucie Chemii, ma kilka patentw.
W godzin pniej jecha swym oplem przez miasto, bya godzina
szczytu, co w przekadzie na prosty jzyk oznaczao nieprawdopodobny
tok ludzi i pojazdw, posuwa si wolno midzy jak ciarwk a czarnym humberem, z prawej strony mia nowy typ warszawy, z lewej tramwaj,
pomidzy tym wszystkim pltali si przechodnie, ktrzy w Warszawie chodz, jak chc i ktrdy chc.
Przyszo mu na myl, e powinien na par godzin pojecha do swego
laboratorium, tam w lesie, ale byo ju troch pno. Jutro koczy si jego
urlop, naleao przygotowa to i owo, zebra materiay, podzwoni do kolegw. Biuro Projektw F2, w ktrym pracowa od szeciu lat, byo niedu,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 87

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

skromn instytucj, mao kto o niej sysza, wychodziy std drobne projekty urzdze dla pracowni fizycznych w szkoach i mniejszych laboratoriach.
Kiedy trafio si jakie wiksze zamwienie, dyrektor zwoywa narad
wszystkich pracownikw, takie to byo wito, czasom stawiano nawet kaw albo lampk wina.
Wybra F-2 umylnie. Nie podpada tu nikomu, nie przejawia adnych wikszych uzdolnie, kry si starannie z kadym osigniciem, zaciera dokadnie lady swoich odkry i wynalazkw, ktre mogyby wprawi w
osupienie nie tylko cae biuro, ale i wielkie instytuty naukowe. Parokrotnie,
podczas wyjazdw za granic, udao mu si po cichu zrealizowa tu i wdzie sprzeda, ktra umoliwiaa dalsze postpy w dziedzinie elektroniki
kwantowej, pozwalaa na zakup czci i niezbdnych materiaw. Zakupy
takie odbyway si za porednictwem tamtych, obcych firm, niebezpiecznie
byo przewozi przez granic drogie materiay, wic dostarczano mu je tutaj, jako cz zapaty za kupno wynalazku. Patent opiewa na cudze nazwisko, jaki Smith czy Brown, tak si umawia, a tamtym byo nawet wygodniej i bez kopotw. Gdyby kto zapyta go, jak to wszystko godzi z wasnym
sumieniem, musia przecie wiedzie, e niektre z tych patentw trafiaj
do firm zbrojeniowych obcych mocarstw nie potrafiby na to odpowiedzie. W kadym razie, nigdy si nad tym nie zastanawia. Moe najlepiej
czuby si bez adnej ojczyzny, bez adnego sumienia. Mieszka tu, bo tu si
urodzi, sdzi, e to kwestia przypadku, nie czu si zwizany z adnym narodem ani pastwem.
*

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 88

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Zastanawia si, czy moga go wwczas zapamita i doszed do


wniosku, e chyba nie. Siedzia bokiem do jej stolika, by tok, cigle po sali
krcili si kelnerzy. Mimo to, naleao sprawdzi. Gdyby tak byo, cay plan,
ktry sobie nakreli, stawa si niewany. Przyhamowa opla przed pasami,
postanowi, e zaparkuje go do daleko od Bristolu, taki wz zdradza waciciela.
Kiedy oddawa paszcz w szatni, potrci jakiego mczyzn w
ciemnym ubraniu. Czowiek ten mia niad twarz i bardzo jasne, niemal
biae wosy, ale nie siwe, na pewno nie przekroczy jeszcze czterdziestki,
by szczupy i zwinny w ruchach.
Przepraszam powiedzia.
W tym momencie zawaha si. Zdawao mu si, e to jest kto znajomy, nie mg jednak przypomnie sobie, kim jest ten mczyzna i gdzie go
widzia. Aktor filmowy? Jaki znany facet, polityk czy dziaacz spoeczny?
Inynier? Gubi si w przypomnieniach, ale adne nazwisko ani zawd nie
kojarzyy mu si z t postaci.
Nic nie szkodzi odpar niady, obrzuciwszy go przelotnym
spojrzeniem. Wzrok jego by obojtny, nic nie zdradzao, e si znaj, wic
to chyba bya pomyka albo te pamita t twarz tylko z widzenia. Obcy
odebra od szatniarza granatowy paszcz z ortalionu i znik. Nie byo naprawd adnego powodu, by duej nim si zajmowa, tote wszed na sal i
zapomnia o tym spotkaniu. Wybra wygodny stolik, rozejrza si. Straszewskiej nie byo. Oczywicie, wcale nie musiaa przyj, moga wybra tego
dnia inny lokal albo w ogle nie wyj z domu. Sdzi jednak, e prdzej czy
pniej j spotka. Kiedy koczy obiad, sala bya ju tak pena, e par osb

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 89

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

stao we drzwiach, rozgldajc si bezradnie po stolikach. Wtedy wanie


zobaczy Straszewsk. Dobrze pomyla. Jeeli tylko nie jest z kim
umwiona...
Nie bya albo te ten kto nie przyszed, bo widzia, jak niecierpliwie
przygryza wargi, idc w jego kierunku. Miaa na sobie sukienk z jerseyu,
koloru czerwonego wina, tym razem nieco mniej biuterii, tak byo lepiej.
Czeka, a podejdzie bliej, mia zamiar zaprosi j do swego stolika, ale ona
go uprzedzia.
Przepraszam pana, czy nie mogabym si przysi? spytaa
umiechajc si, troch z zaenowaniem.
Spniam si i nie ma ju wolnego miejsca.
Prosz bardzo odpar uprzejmie. Przyszedem sam, wic z
przyjemnoci poasystuj pani przy obiedzie.
A pan ju zjad?
Tak. Czekam na kaw. Duy ruch dzisiaj podtrzyma rozmow.
Rzeczywicie, nie spodziewaam si... podja z widoczn chci. Ja waciwie jadam w domu, ale mam ochot napi si koniaku.
Zaraz zamwi rozejrza si za kelnerem.
Po godzinie wiedzia ju o niej nie tylko, kim jest i gdzie mieszka, ale
nawet co robi w cigu dnia, na jakim filmie bya ostatnio i u ktrego fryzjera
si czesze.
W nastpnej godzinie zamwi po raz trzeci koniak i kaw, suchajc
z uwag jej wynurze na temat maestwa w ogle, przytakujc w miejscach, w ktrych byo to wskazane i zaprzeczajc tam, gdzie si tego spodziewaa.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 90

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wie pan co powiedziaa w jaki czas pniej, spogldajc na


niego zamglonymi oczami wydaje mi si, jakbymy znali si od wielu lat.
Z panem to si wietnie rozmawia. Mj m nigdy...
Wiedzia, e teraz zacznie si o mu i nie omyli si. Zrcznie naprowadza j na interesujcy go temat, usiujc wywnioskowa, do jakiego
stopnia orientuje si w pracach docenta. Bya na tyle sprytna, e to i owo
zapamitaa, musiaa sysze z rozmw, jakie prowadzono w domu, z telefonw, nawet z gazet.
Mj Boe, to m pani pewnie ogromnie zmartwiony, e mu skradziono wan prac naukow rzek ze wspczuciem w gosie.
Lekcewaco wyda wargi.
Gdzie tam mrukna. Mia kopi.
A wic jednak. Pierwsza cz planu powioda si nadspodziewanie,
czu si oszoomiony nie tyle koniakiem, ile tempem osignicia informacji,
ktra bya mu potrzebna. Straszewski mia kopi! C, naleao si tego
spodziewa. W takim razie jednak, trzeba bdzie zrealizowa drug cz
planu, i to do szybko.
Pani m powinien trzyma t kopi w domu, nie zostawia jej w
Instytucie powiedzia. Nie znam si na tych chemicznych osigniciach, jestem jak ju pani mwiem, tylko zwykym urzdnikiem, ale gdybym to ja napisa wan prac, trzymabym j pod kluczem we wasnym
mieszkaniu.
On te tak robi odpara niedbale, nudzi j ten temat. Od tej
kradziey ma wszystko w domu, w kasie elaznej. Stamtd ju nikt nie zabierze.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 91

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Postanowi, e na dzisiaj dosy. I tak dowiedzia si wicej, ni przypuszcza, nie naleao zbytnio interesowa si pracami pana docenta, Straszewska bya ju troch pijana, ale natarczywe pytania mogy mimo
wszystko obudzi w niej podejrzenie. Prcz tego ba si, e mog spotka
kogo ze znajomych, ryzykowa wiele, przedstawiajc si jej pod zmylonym imieniem i nazwiskiem.
Uregulowa rachunek, szatniarz przywoa takswk. Straszewska
zadaa odwiezienia do domu, wic ulokowa si obok niej, jeszcze bya
mu potrzebna.
Zdzisiu, kiedy si zobaczymy? spytaa, przytulajc twarz do jego ramienia.
Speszy si, tego nie przewidzia, ale jego mska prno zostaa
mile poechtana, cho zwycistwa na tym polu mao go interesoway. Pogaska jej policzek, pocaowa przelotnie.
Widzisz znalaz dobry wykrt chciabym si z tob spotka,
ale gdzie? U ciebie w domu m, u mnie ona, dzieci, teciowa. Moglibymy
tylko wyjecha poza Warszaw. Musiabym jednak wzi urlop, a teraz mi
nie dadz.
Moesz mnie odwiedzi umiechna si. M jutro wyjeda na cztery dni, a gosposi powiem, eby nie przychodzia. Jestem sama.
No, jak? zajrzaa mu w oczy. Nie myl, e ja tak zawsze, z kadym. Ja
tylko z tob. Podobasz mi si zachichotaa. Przyjdziesz?
Przyjd odpar z zadowoleniem. Oto wszystko skadao si po
jego myli, pchao si po prostu w rce, czu w tej chwili wdziczno do

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 92

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Boeny, e mu tak uatwia robot. Jutro nie, ale pojutrze. We czwartek.


Dobrze?
Dobrze. O ktrej? Moe gdzie o szstej? Kiedy wychodzisz z biura?
O czwartej, ale musz by w domu. Przyjd koo dwudziestej,
wczeniej nie da rady. Powiem, e mam nocn prac. Co przynie?
Nic, ja przygotuj kolacj. Mam sporo wdki, wino, radeberger.
Nic nie przyno. Najwyej kwiaty.
Powtrzya mu adres, i tak wiedzia, ale zapisa starannie w notesie.
Przed jej domem nie chcia wysi, trzeba by ostronym powiedzia,
wic poegnali si oficjalnie. Kiedy wesza w bram, kaza takswkarzowi
odwie si niedaleko parkingu, gdzie sta opel.
W dwa dni pniej dzwoni do drzwi jej mieszkania, w rku trzyma
bukiet kwiatw, jak przystao na zakochanego mczyzn, troch obawia
si, czy nie urzdzia mu jakiego kawau, wic przygotowa si, e moe mu
otworzy drzwi sam docent, a wwczas powie po prostu, e pomyli mieszkania, ukoni si i odejdzie.
Nie byo jednak adnych niespodzianek. Boena uchylia drzwi
umiechajc si z widoczn radoci. Miaa na sobie obcisy szlafrok z cienkiego jedwabiu, poczu mocn wo perfum, kiedy musna mu wargi pocaunkiem. Musia przyzna, e wyglda wietnie, daleko lepiej ni tam w Bristolu, to uatwiao sytuacj, bo chcia, eby tego wieczoru wszystko byo po
jej myli. Wtedy myla tylko o swoich planach, dzi podobaa mu si jako
kobieta. Wprowadzia go do pokoju, suy on wida za sypialni, bo szeroki
dwuosobowy tapczan zajmowa w nim najwicej miejsca, szafy ukryte byy

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 93

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

w cianach, troch obrazw i telewizor oraz may podrczny barek stanowiy reszt umeblowania. Rozejrza si uwanie, szuka wzrokiem elaznej
szafy, o ktrej wspomniaa, ale tu jej nie byo. W jaki czas pniej spyta z
umiarkowan ciekawoci, ot, jak kady obcy przybysz, o reszt mieszkania, wic pokazaa mu drugi pokj, wyjaniajc, e to gabinet ma. elazna
szafa staa w rogu, niedua, troch starowiecka, moe docent odziedziczy
j po przodkach albo kupi okazyjnie, takich szaf teraz nikt nie robi. Obejrza j dokadnie, zainteresowanie byo w tym przypadku usprawiedliwione
wanie t starowieckoci mebla. Zorientowa si, e zamek nie jest
skomplikowany, zwyczajne podwjne klucze, osdzi, e chyba nie byoby
trudno to zrobi, ale oczywicie, o tym trzeba byo si upewni.
Chod tutaj... zawoaa Boena, kiedy sta jeszcze w tamtym
pokoju i zapamitywa jego rozkad, rozstawienie mebli, pooenie drzwi i
okna.
Leaa na tapczanie, sennie umiechnita, przyzywajca, pena oczekiwania. Kiedy podszed, wolnymi ruchami zrzucia z siebie szlafrok. Dasz
mi nie tylko to pomyla, obejmujc jej nagie plecy.

Pukownik Stablewski potrzsn gow, by zniecierpliwiony, troch zy.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 94

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

To zakrawa na jakie idiotyczne arty powiedzia, odkadajc


protok na biurko. Nieznana bro wietlna? Kto to wymyli? Nie wierz!
A jednak, chyba bdziemy musieli uwierzy odpar major Daniowicz. Docent Stern, sam zaskoczony, powoa do sekcji dwch swoich
kolegw. Potwierdzili jego opini.
Zrozumcie, majorze, wystawimy si na miech, jeeli uwierzymy
w jakie tam promienie mierci czy co w tym rodzaju. Owszem, byo ju
kiedy zabjstwo przy pomocy igy, ale normalnej igy metalowej, ktra
przeszya czaszk. Natomiast tutaj...
Urwa, wzi znowu do rki protok sekcji zwok Stanisawa Mikolca i czyta gono: Drobne wylewy krwawe w okolicy skroniowej prawej
i ciemieniowej lewej, w tkance podskrnej gowy... Dobrze, to jasne. Ale
dalej: Na skrze w tych miejscach zwglenie, dostrzegalne tylko pod mikroskopem. Skd zwglenie? Przypumy, e zosta poraony prdem, w
jaki specjalnie skomplikowany sposb, ale... Wzruszy ramionami, zastanawia si chwil. Potem znowu czyta: W miejscach, odpowiadajcych zmianom na skrze i tkankach mikkich, znajduj si ubytki koci czaszki, w ksztacie malekich punkcikw, poczone jakby kanaem, biegncym przez cay mzg.
Tym kanaem biega wanie iga wietlna lasera odezwa si
kapitan Szczsny, siedzc swoim zwyczajem na parapecie. Pukownik spojrza na niego spod oka. Nie odpowiedzia. Stern dodaje w protokole, e
badania wosw, skry i koci nie wykazay obecnoci adnych czstek metalicznych zauway Daniowicz.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 95

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Std wniosek, e pocisk nie mia nic wsplnego z metalem.


Wniosek, moim zdaniem, pochopny. Czstek mogo nie by, mogy by tak mikroskopijne, e nie day si zauway. Ale Stern wnioskuje
dalej, e Mikolca zabito za pomoc wizki promieni o niezwykle wysokiej
temperaturze kontynuowa Szczsny. Sugeruje, e bya to nie znana
nam bro wietlna. Stern ma racj, pukowniku!
Widz, e koniecznie chcecie to poczy ze spraw w Instytucie
Chemii. Tam laser i tu laser. Nonsens! Sapn gniewnie, zacz kry po
gabinecie duymi krokami. Dobrze, zamy nawet, e macie racj. W takim razie, skd si wzi u nas w Polsce taki aparat laserowy, ktry jeden
czowiek przenosi z miejsca na miejsce, a wic musi by to przedmiot lekki,
stosunkowo nieduy, w dodatku pracujcy na jakim niewiarygodnie silnym rdle mocy, na bateriach, bo ja wiem? Atomowych, czy co w tym rodzaju. Skd taki aparat, jeeli dotychczas nie wynaleziono go nawet w bardziej uprzemysowionych, bogatszych krajach? Tam, gdzie technika jest posunita o wiele dalej ni u nas?
Skd wiecie, pukowniku, e ten aparat nosi jeden czowiek?
zauway Daniowicz. Moe byo ich dwch, a nawet trzech. Skd wiecie,
e nie wynaleziono go w innych krajach? Tak sdzi Straszewski, tak mwi
inni fizycy i chemicy u nas. A jeeli si myl?
Musiaby zosta przywieziony do Polski mrukn pukownik z
powtpiewaniem w gosie. Przez granic. Celnicy nie przepuciliby nieznanego urzdzenia, ktre w dodatku moe by straszliw broni.
Celnicy nie badaj bagay dyplomatycznych.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 96

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

W takim razie, ta sprawa kwalifikuje si dla kontrwywiadu


pukownik rozoy rce.
By moe. Ale niekoniecznie. Nie mamy adnego dowodu, e kto
przewiz przez granic cudzoziemskie urzdzenie laserowe. Nie mamy
wic dowodu na to, e nie wymyli i skonstruowa go nasz rodak. Tu, w
kraju. Kontrwywiad nie podejmie takiej sprawy.
Musimy tam i Szczsny zerwa si z miejsca. - Moe w mieszkaniu Mikolca jest jednak co, co przeoczylimy. Jakie urzdzenie... trzeba
wzi eksperta-fizyka. Dobrego inyniera. Mikolc mg ostatecznie zosta
zabity wskutek wasnej nieostronoci. Moe szukalimy nie pod tym ktem. Nawet na pewno nie. Przecie wpierw wydawao si, e to zawa serca.
Dobrze zgodzi si pukownik. Pojad z wami.
Poczy si z Zakadem Kryminalistyki, przedstawi prob o eksperta. Poinformowano go, e bdzie za dwie godziny, zaproponowa, e
podjad po niego pod Zakad. Potem odoy suchawk i jeszcze raz zacz
studiowa wyniki sekcji, marszczc brwi w niedowierzaniu.
Mieszkanie Mikolca stao jeszcze puste. Wysano depesz do jego
rodziny, ogldn w sowach, ale stanowczo domagajc si przyjazdu. Okazao si jednak, e ona i dziecko doktora wraz z ca grup znajomych
urzdzili co w rodzaju rajdu samochodowego po Mazurach. Depesza leaa
wic w Mikoajkach, czekajc na dzie, kiedy zmotoryzowana wycieczka
zjawi si tam na parodniowy wypoczynek. Nadano parokrotnie wezwanie
przez radio, jak dotd bez odpowiedzi.
Pukownik Stablewski rozglda si po cianach gabinetu naukowca,
ledzc prac grupy operacyjnej, ktra po raz drugi, tym razem w innym

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 97

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

skadzie, przystpia do wizji lokalnej. Ekspert-fizyk, dyplomowany magister inynier, w lot poj, o co Szczsnemu chodzio. Mia ze sob potrzebne
do tego przyrzdy, bada ciany, podog i sufit cierpliwie i dokadnie, centymetr po centymetrze, w kocu zabra si do mebli, okien i drzwi.
Po godzinie owiadczy stanowczo: adnych urzdze elektrycznych,
adnej ukrytej aparatury, ktra mogaby wywoa nage poraenie prdem.
Nic z tych rzeczy.
Niemoliwe mrukn pukownik, zawiedziony.
W jakim pooeniu byy zwoki? spyta nagle technik dochodzeniowy. Sta na najwyszym szczeblu aluminiowej, skadanej drabinki i z
tej wysokoci mierzy oczami odlego pomidzy nim a podog.
Szczsny poda mu dwa zdjcia.
Dlaczego pytacie? zdziwi si Stablewski.
Waciwie chodzi mi o co innego odpar technik. Doktor Mikolc, sdzc z pooenia ciaa, tu przed osuniciem si na dywan sta w tej
pozycji, mniej wicej... zeskoczy z drabiny i stan niedaleko biurka.
Tak?
Zgadza si potwierdzi kapitan. Wskazuje na to ukad zwok.
Znalaze lad na cianie?
Nie jestem pewien rzek tamten z wahaniem. By moe, jest
to dalszy cig tej wizki promieni. Bardzo nieznaczny lad, ale...
Wspi si z powrotem na gr, ostronym ruchem zdj ze ciany
nieduy obrazek w drewnianej, szerokiej ramie, zszed na dywan i pooy
obraz na biurku.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 98

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Tutaj powiedzia, wskazujc kocem owka na ledwie widoczny znak, jakby opalenia, porodku ramy. Pod lup wida mikroskopijny otworek. Oczywicie, trzeba to zbada dokadniej, ale jeeli Mikolc sta
wanie w takiej pozycji, to ta iga wietlna po przebiciu czaszki moga, e
tak powiem, skoczy swj bieg na ramie.
Pomiary rzek niecierpliwie Stablewski.
Zaczli wymierza, posugujc si danymi o wzrocie, tuszy i innych
wymiarach zmarego. Trzeba byo doda troch na obuwie, ustali kierunek
lotu nieznanych promieni mierci.
Wic tak powiedzia wreszcie Szczsny. Zabjca ze swoim
aparatem czy innym mierciononym urzdzeniem sta w kcie pokoju,
chyba zakryty drzwiami. By moe, a wiele na to wskazuje, znajdowa si tu,
kiedy Mikolc wszed do mieszkania. Wic ukry si w kcie, a widzc wchodzcego do pokoju doktora strzeli, celujc w gow. Iga wietlna przebia
czaszk, nastpnie doln ram obrazu.
To by sugerowao zauway major e Mikolc o pewnej godzinie opuci mieszkanie, a potem wrci i zasta tu zabjc. Jak wiemy z
owiadczenia laborantw w Orodku Elektroniki, wyszed stamtd o godzinie siedemnastej. Zabra ze sob w teczce prac. T, ktra potem znikna. A
wic, chyba przynis j do domu. Kto o tym musia wiedzie.
Nie tylko o tym wtrci Szczsny. Kto musia zauway, e
Mikolc opuci mieszkanie na pewien czas. Jeeli zaleao mu na pracy, a tak
mona sdzi, to nagy powrt doktora w pewnym sensie zmusi go do zabjstwa. To znaczy, przypuszczam, e zabjstwo byo rzecz wtrn, byo
przypadkowe, co oczywicie nie usprawiedliwia, chc tylko rozumowa

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 99

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

przez chwil tak, jak zabjca. Nie wydaje mi si, eby ten czowiek chcia
zabi, raczej chcia tylko zabra prac. Do czego zmierzam? Moe to on sam,
celowo, wywoa Mikolca z mieszkania, aby mc swobodnie poszuka pracy
i zabra j?
Chyba si mylisz zaprzeczy Daniowicz. Gdyby tak byo,
urzdziby to tak, aby Mikolc nie wrci zbyt wczenie. Nie. Ja myl, e po
prostu obserwowa dom i zauway, e tamten wyszed. Nie wiedzia jednak, na jak dugo, i dlatego Mikolc zasta go w mieszkaniu.
Bdziemy musieli zatrzyma tamtych dwch laborantw rzek
pukownik. Oni wiedzieli, e Mikolc wyszed z prac i e zabra j do domu. Ktry z nich moe by zabjc albo jego wsplnikiem, prdzej to drugie.
Zajm si lokalami mrukn kapitan. Moe doktor wyszed
co zje. By sam w domu, w kuchni nie wida adnych zapasw, wic
pewnie jada na miecie. Moe umwi si z kim na kaw. Potrzebuj cae
mnstwo odbitek jego zdjcia.
Z tym wszystkim mwi pniej pukownik, kiedy wracali radiowozem jeeli przyj, e to rzeczywicie byy promienie laserowe,
bdziemy mieli bardzo cikie zadanie! Pomylcie, czowiek, ktry skonstruowa taki aparat, to waciwie niemal geniusz w dziedzinie fizyki. Gdzie
s u nas ci geniusze? I gdzie on mg tak rzecz wykona, przecie w kadym instytucie czy orodku musiaby uy do pomocy technikw, laborantw, rzecz byaby znana od pocztku do koca, nie daaby si ukry.
Moe nie jeden czowiek, a caa grupa ludzi powiedzia major
w zamyleniu. Ludzie, ktrzy w niewiadomym celu niszcz prace zna-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 100

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

nych fizykw i chemikw. Moe to naprawd jest robota dywersyjna i naleaoby j odda kontrwywiadowi.
Nie odezwa si Szczsny. To nasza sprawa.
Milczeli potem, zatopieni kady w swoich mylach, zdumieni niezwykoci morderstwa, wprawdzie za pomoc genialnego mzgu, ale jednak fakt pozostawa faktem morderstwa.
Kiedy wysiadali ju z samochodu, Stablewski rzek z powtpiewaniem:
A jeeli Stern si omyli?
Tam byo ich trzech przypomnia major. Mog si myli co
do rodzaju broni, ale na pewno nie myl si co do wyniku sekcji.
Do tej pory nie znalaz si nikt, do kogo Mikolc tamtego wieczoru
zanisby swoj prac rzek Szczsny. Pytalimy wedug listy naukowcw i technikw, przygotowanej przez Orodek Elektroniki. Rozmawiaem te z docentem Straszewskim i innymi w Instytucie Chemii.
Owszem, znali Mikolca, niektrzy nawet do blisko, ale nikt go wtedy nie
widzia. Czyli, jeeli nikt si dalej nie zgosi, to naley uzna, e Mikolc przynis prac do domu.
Wrcili do Komendy, usiedli w gabinecie Stablewskiego. Kapitan zaparzy kaw, wyrczajc nieobecn sekretark. Potem wyj z teczki kilka
arkuszy papieru i rozoy je na stoliku.
Spisaem wszystkie instytucje, fabryki, orodki, zjednoczenia i tak
dalej, ktre maj co wsplnego z elektronik, fizyk i chemi powiedzia. Gdyby mona tutaj cign... o, wanie pan jest nam potrzebny
rzek na widok eksperta-fizyka, ktry zaglda do gabinetu.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 101

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Przepraszam bardzo ekspert by w codziennym yciu niemiay i maomwny, oywia si tylko podczas pracy czy ktry z panw nie
znalaz mego dugopisu?
Taki zielony? Owszem, zostawi pan na biurku Mikolca.
Bardzo dzikuj. Fatalny dugopis, ale nie mog go zgubi, zawsze
kto mi oddaje. Do czego mog by jeszcze potrzebny?
Chodzi o to rzek kapitan, wskazujc stolik. Pan jako fizyk
zna si na tych sprawach. W ktrych instytucjach powinnimy szuka, aby
natrafi na przypuszczalnego zabjc? To, co mwi, moe si okaza absurdalne, bo mam na myli jedynie wybitnych, wyjtkowo zdolnych naukowcw... Zakadam jednak, e istnieje czowiek albo paru ludzi, ktrzy
postawili sobie za cel niszczenie dorobku polskich fizykw i chemikw.
Rzeczywicie, chyba absurdalne odpar ekspert, spogldajc na
papiery. czy pan to morderstwo z kradzie pracy docenta Straszewskiego?
Tak.
Zdaje si, e w tej chwili nie mamy innego wyjcia, jak uwierzy w
tak koncepcj mrukn Stablewski. Poza tym, w zbrodni nie ma motyww nie do uwierzenia. Innymi sowy, wszystko jest moliwe i ze wszystkim trzeba si liczy. Take z tym, e mamy do czynienia z nieobliczalnym
szalecem, moe nawet: genialnym szalecem. Pomysy takiego czowieka
wcale nie musz by logiczne, zgodne ze zdrowym rozsdkiem.
Czyli, musimy nastawi si na tok mylenia wariata major wyoy to janiej, odstpujc ekspertowi swoj filiank kawy.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 102

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Zaraz ci dam. Szczsny jeszcze przez chwil bawi si w pani


domu, po czym obaj z fizykiem pochylili si nad list.
Orodek Elektroniki... oczywicie rzek inynier, stawiajc
ptaszka swym fatalnym, zielonym dugopisem, ktry dugo skroba po papierze, zanim zdecydowa si pisa. Instytut Chemii... Politechnika i oba
wydziay Uniwersytetu... Instytut Fizyki Jdrowej te. Instytut...
Wiele ptaszkw pojawio si na licie. Pukownik westchn ciko.
Trzeba byo porozumie si z Brezg, wzi do pomocy wydzia gospodarczy, poinformowa komendantw wszystkich dzielnic, zaprzgn do roboty sub wywiadowcz, zwrci si do kontrwywiadu...
Fabryka Przyrzdw... nie, tam nie ma co szuka. Orodek Informacji Fizyko-Chemicznej, chyba te nie, oni nie maj adnych laboratoriw,
adnych urzdze, Zakad T-6... tak, tam s inynierowie elektronicy. Biuro Projektw F-2... nie warto. Robi takie drobiazgi, raczej dla szk.
Zielony dugopis omin Biuro Projektw F-2 i przesun si dalej.
Szczsny ledzi jego ruchy ze zmarszczonymi brwiami. Im wicej ptaszkw, tym wicej roboty. Nieprawdopodobnie cikiej, roboty. Powinni
ochrania i czuwa nad wszystkimi naukowcami, ktrzy przygotowuj teraz
jakie nowe prace, a jednoczenie powinni tyche samych naukowcw
uwaa za podejrzanych o kradziee i zbrodni.
Potworny paradoks! - dokoczy na gos myli. Suchaj, Stefan
zwrci si do Daniowicza nie pamitasz, czy docent Straszewski mia
kopi skradzionej pracy, czy te zabrano mu wszystko?
Brezga mwi mi, e skradziono wwczas orygina i obie kopie.
Chyba nic nie pozostao.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 103

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

A Mikolc? Mia kopie?


Dyrektor Orodka i laboranci twierdz, e nie. Praca bya jeszcze
nie zakoczona, nie przepisana na czysto.
Po przejrzeniu listy okazao si, e powinni zbada sytuacj w siedemnastu instytucjach. W kadej z nich, wedug opinii eksperta, mg znajdowa si wybitnie zdolny fizyk lub chemik, zorientowany w elektronice
kwantowej i w pracach dotyczcych tej dziedziny.
Chyba t drog nie ujedziemy daleko rzek Daniowicz ze zniechceniem. To moe potrwa par lat.

W cigu nastpnych dni pracownicy suby wywiadowczej odwiedzili wszystkie lokale w centrum stolicy i wikszo w innych dzielnicach.
Mieli przy sobie zdjcia doktora Stanisawa Mikolca, ktre cierpliwie i
skrupulatnie okazywali portierom, szatniarzom, kelnerom, babkom klozetowym, barmanom, windziarzom, sprzedawczyniom w hotelowych kioskach Ruchu i komu tam jeszcze. W tym samym czasie inni robili to samo
z takswkarzami, ale bez wikszej nadziei, gdy byo wiadome, e Mikolc
mia wasny samochd i z takswek raczej nie korzysta. Wreszcie czwartego dnia pod wieczr, kiedy Szczsny z Krglewskim mieli wanie wyj z

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 104

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Komendy, na schodach spotka ich jeden z wywiadowcw ze rdmiecia,


szczupy chopaczek o drobnej, delikatnej twarzy, ubrany jak typowy bywalec lokali nocnych, na oko tak niepozorny, e czsto podpici gocie zaczepiali go dla wywoania draki, mylnie sdzc, e maj przed sob potencjaln
ofiar. Wywiadowca ten obdarzony by bowiem niezwykle szybkim refleksem i zdawa si widzie wszystko naraz, z przodu, z tylu i z bokw, nie
sposb byo go podej i zaskoczy. Gumowa paka wyskakiwaa mu z rkawa tak niespodziewanie, jakby tkwia tam na stalowej sprynie, dziaajcej na zasadzie fotokomrki.
Co, nowego, Andrzej? spyta kapitan przyjanie. Zna tego
wywiadowc i docenia.
Chyba tak umiechn si milicjant. Mikolc by w kawiarni
Grand-Hotelu, gdzie od wp do jedenastej wieczorem. Pozna go na zdjciu ten facet z recepcji, bo pyta go o jakiego Anglika, profesora. Taki Anglik
nie mieszka w hotelu, podobno Mikolc by tym bardzo zdziwiony. Kelnerki
te pamitaj, rozmawiaem z dwiema. To by przystojny go, taki kobietom wpada w oko. Siedzia sam przy stoliku, rozglda si, patrza na zegarek, ale nikt do niego nie podszed. Wic potem pyta w recepcji, no i wyszed.
To ju jest co westchn Krglewski z zadowoleniem. Jedziemy tam?
Tak odpar Szczsny. I to zaraz.
Pojechali w trjk. Kapitan wypytywa o kady szczeg, nawet o
ubranie Mikolca. Okazao si, recepcjonista mia doskona pami, e doktor by ubrany tak, jak go znaleli zabitego w mieszkaniu. Nie by to strj, w

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 105

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

jakim mczyzna zwykle pracuje w domowym zaciszu, prcz tego Szczsny


pamita, e w azience Mikolca leay niedbale porzucone flanelowe, troch
ju zniszczone spodnie, sweter i kolorowa koszula. Wygldao na to, e doktor otrzyma niespodziewanie jaki telefon czy innego rodzaju zawiadomienie, aby przyszed do kawiarni w Grand-Hotelu; przebra si wic spiesznie
i wyszed. Oczywicie mg umwi si na to spotkanie wczeniej, jednak
wiele wskazywao na to, e doktor by niezwykle porzdny i utrzymywa
swoje osobiste rzeczy niemal w idealnym adzie. Nie przebieraby si wic
tak w popiechu, porzucajc koszul na pododze, a sweter na brzegu wanny, gdyby nie jaka naga wiadomo. Dziwne byo, e pyta o Anglika, ktry
w ogle w hotelu nie mieszka, cho wedug jego zapewnie mia mieszka,
recepcjonista nie mg sobie wprawdzie przypomnie nazwiska tego Anglika, ale pamita, e przeszukiwa dokadnie, dwa razy, list goci, mia to
by jaki angielski profesor.
Moe panowie zapytaj w Europejskim albo w Polonii? podsun ktry z pracownikw hotelu.
Po godzinie sprawdzili wszystkie hotele. aden angielski profesor w
tamtych dniach nie mieszka.
Nabrali go stwierdzi Krglewski. Kto wywoa go z mieszkania, bo chcia ukra prac. Sdzi, chyba susznie, e dla byle jakiego spotkania Mikolc nie wyjdzie z domu pnym wieczorem. Wic wymyli zagranicznego profesora, pewnie fizyka albo chemika.
By moe, e jest to nowa cecha zabjcy, ktr znamy: mwi po
angielsku rzek Szczsny. A Mikolc zna angielski?
Podobno bardzo dobrze.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 106

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Co nam to da, ta cecha? P Warszawy mwi dzi po angielsku.


Zobacz, jakie kolejki stoj jesieni do Metodystw, na placu Zbawiciela.
Dusze ni po bilety na zagranicznych bitelsw.
W kadym razie pozostaje jeszcze drugie p, ktre po angielsku
nie mwi rozemia si Szczsny.
Mimo wszystko, by zadowolony. Pierwsza ni, fakt bytnoci Mikolca
w kawiarni i poszukiwanie przez niego jakiego Anglika, zostaa uchwycona. Przyszo mu jednak na myl, e w tej sytuacji sprawa trci szpiegostwem, i zaspi si.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 107

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia pity

Poczta, panie dyrektorze sekretarka pooya na biurku stos listw, drukw i kartek. Tego nie otwieraam, bo napisane: do rk wasnych zaakcentowaa ostatnie sowo z leciutk irytacj, kto tam przypuszcza, e sekretarka i tak nie wie o swoim dyrektorze wszystkiego, co
chciaaby wiedzie.
Pooya list oddzielnie, bya to zwyka biaa koperta, pismo maszynowe, bez adnych nadrukw ani piecztki. Dyrektor Gob spojrza na list
obojtnie. Nie mia nic do ukrywania przed sekretark, w kadym razie w
poczcie, kochanki miewa rzadko i nigdy nie pisay do niego listw.
Niech pani otworzy mrukn, przegldajc impertynenckie pismo ze Zjednoczenia; nie mg si obrazi, bo potrzebowa dodatkowych
etatw, postanowi wic, e rewan odoy na dalsze terminy. Zdziwia go
naga cisza.
Spojrza na sekretark, bya blada i jakby zmartwiaa, przestraszy
si, e zemdleje.
Co pani jest? zawoa, a widzc, e wci wpatruje si w otwarty list, bezceremonialnie wyrwa go z jej rki. Szybko przebieg oczami
tre, wykrzykn:
Co takiego!... i zacz czyta jeszcze raz, wolniej i uwaniej.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 108

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Panie dyrektorze pisa kto, podpisany Przyjaciel tak si


zoyo, e otrzymaem wiadomo, ktr musz si z Panem podzieli, bo
moe mie najgroniejsze skutki. Chodzi o prac naukow profesora Zaklickiego, zatrudnionego w Zakadzie ETO, ktrym Pan kieruje. Przestpca, ktry ukrad ju prac docenta Straszewskiego i zabi doktora Mikolca, zamierza teraz ukra cenny dorobek naukowy profesora Zaklickiego. Prosz pilnowa pracy! Prosz pilnowa profesora! Ostrzegam, pki czas.
List pisany by na maszynie, podpis te. Dyrektor Gob obraca w
rku bia kartk, zastanawiajc si, co powinien z tym zrobi. Nie wolno
byo lekceway ostrzeenia, w ETO wiedziano o wszystkim, co zaszo zarwno w Instytucie Chemii, jak i w Orodku Elektroniki. Pierwsz jego myl byo zawiadomi jak najszybciej Zaklickiego. Poniewa jednak przywyk
dobrze si namyli, zanim co postanowi, wstrzyma si z t decyzj, ostatecznie nikt nie zamorduje profesora w biay dzie, w pracowni Zakadu
ETO, tego by pewien.
Dobrze powiedzia, odkadajc list na biurko.
Popatrza spod oka na sekretark, ktra z wolna przychodzia do
siebie.
Ale pani strachliwa! To anonim. Powinienem wrzuci do kosza.
A jeeli naprawd profesorowi co grozi? spytaa, przypominajc sobie wszystko, co jej mwiono o Mikolcu.
W kadym razie, nie w tej chwili odpar stanowczo. W ETO
profesor jest bezpieczny. Niech mu pani powie... albo nie, niech mnie pani z
nim poczy. I prosz nikomu ani sowa o licie.
Rozumiem, panie dyrektorze.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 109

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wysza do sekretariatu. Po chwili na biurku dyrektora odezwa si


brzczyk telefonu. To by Zaklicki. Troch zniecierpliwiony, pyta o co chodzi, mia pilne analizy do wykonania.
Prosz zaj do mnie, profesorze rzek Gob z naciskiem i
odoy suchawk. Potem siedzia przez kilka minut nieruchomo, a twarz
jego stopniowo przyoblekao coraz wiksze zdziwienie. Wiedzia bowiem,
e obecne prace profesora nie s ju adn rewelacj naukow. grzeba si
od roku w jakich mao wanych dowiadczeniach z wknami optycznymi,
nic z tego nie wychodzio, trzymano go w ETO tylko ze wzgldu na dawne
osignicia, o ktrych zreszt mao kto ju pamita. Czyby teraz udao mu
si odkry co niezwykego? Ale jeeli tak, to dlaczego si z tym kryje i o co
tu chodzi?
Zapukano do drzwi. Zaklicki wszed swym drobnym, denerwujcym
kroczkiem i od progu zacz zrzdzi na jakie nie dostarczone materiay.
Gob sucha go niecierpliwie, wreszcie widzc, e tamten nie zamierza
skoczy, przerwa mu wp sowa.
Niech pan siada, profesorze wskaza fotel, kto wie, moe stary
si wystraszy i zasabnie, mia ju dowiadczenie z sekretark.
Zaklicki usiad i zabiera si do dalszych wywodw, ale dyrektor poda mu list, wic umilk, popatrzy niechtnie na bia kartk, potem wzi
j do rki. W miar jak czyta, na jego twarz zacz wypywa mocny rumieniec. Gob obserwowa go ze zdumieniem. To nie by strach. Oczy Zaklickiego rozbysy, przygarbiona posta jakby rozprostowaa si.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 110

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

On si z tego cieszy zrozumia wreszcie dyrektor. To byo nie do


uwierzenia, ale Zaklicki naprawd ucieszy si z listu, ktry mia wywoa w
nim strach.
A wic jednak doceniaj gdzie tam moje prace powiedzia z
nie ukrywan dum w gosie. Zupenie nie zwrci uwagi na grone ostrzeenie, zawarte w licie Przyjaciela. No, pewnie, maj racj. Moje ostatnie dowiadczenia z rdzeniem ze szka neodymowego...
Trudno, nic nie dao si poradzi. Gob musia wysucha dugiego
wywodu na temat tego szka i w ogle wkien optycznych, prby wtrcenia choby jednego zdania nie powiody si. Sysza tylko bez koca: ja, moje, przeze mnie, o mnie. Ostrzegawczy list lea spokojnie na biurku, zapomniany przez tego, komu miao grozi niebezpieczestwo. W kocu dyrektor zdenerwowa si.
Panie profesorze! wykrzykn. Chodzi moe o paskie ycie,
a pan mi tu... urwa, powcign jzyk, nie wypadao uy brzydkiego
sowa wobec szanowanego starca.
Zaklicki speszy si, zamruga obwisymi powiekami.
Sdzi pan, e... zaniepokoi si jednak. To co mam zrobi?
Wanie o tym myl. Chyba trzeba bdzie zawiadomi milicj.
A moe to gupi art? Profesor wyranie posmutnia. Co
prawda, wtpi, eby kto sobie wobec mnie pozwoli na takie arty. W
kadym razie lepiej, ebym swoj prac trzyma w ETO, nie w domu. Chocia u mnie dom peen, syn, synowa, wnuki, nieatwo byoby komu zakra
si niepostrzeenie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 111

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Chyba ma pan racj, ale prosz jednak nie zabiera pracy do domu. I prosz te uwaa na siebie, profesorze.
Na tym poprzestali, aczkolwiek pniej Gob mia wyrzuty sumienia. A jeeli naprawd kto zamierza zabi starego profesora...
Na drugi dzie poradzi si swego zastpcy i, na wszelki wypadek,
sekretarza organizacji partyjnej. Zastpca cakowicie zlekceway ostrzeenie, jego zdaniem by to niemdry kawa, komu mogo zalee na starym i
na jego pracach. Sekretarz by ostroniejszy. radzi porozumie si z milicj.
Mimo to, Gob postanowi jeszcze zaczeka.
W trzy dni pniej przyszed nastpny list. Zawiera ju tylko kilka
sw: Ratujcie profesora Zaklickiego! Dzie napaci zblia si.
Niech mnie pani poczy z Paacem Mostowskich powiedzia
Gob do sekretarki. Najlepiej z szefem wydziau zabjstw, bo kto wie, co
tu si szykuje.
Jaki czas potem siedzia w gabinecie majora Daniowicza i przyglda si, jak tamten uwanie studiuje oba listy. Dwa lata temu milicja odnalaza jego skradziony samochd, stao si to w cigu niespena godziny od
chwili zawiadomienia komendy dzielnicowej i, prawd mwic, wywiadowca natrafi na tego moskwicza zupenie przypadkowo, w trakcie innej
roboty. Ale dyrektor oceni to jako byskawiczne dziaanie, by zachwycony
i nabra dla milicji szacunku. Teraz wic zda si cakowicie na jej decyzj,
niech powie, co naley robi w tak skomplikowanej sytuacji. Ale major Daniowicz sam nie by pewien, co zrobi z profesorem i jego pracami. Zna
tylko jedno absolutnie bezpieczne miejsce, tam jednak profesor na pewno
nie zgodziby si przebywa. Odszukanie ewentualnego nadawcy anoni-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 112

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

mw wycznie za pomoc maszynowego pisma i biaej koperty byo zadaniem obliczanym na miesice, tu za chodzio o tygodnie, moe dni.
Czy to s powane prace naukowe? spyta ostronie, nie sysza nigdy o profesorze Zaklickim, a moe powinien by wiedzie o nim to i
owo.
Gob zmarszczy nos, westchn i odpar ze szczeroci w gosie:
Wcale nie. Dlatego sam si dziwi... Chyba e profesor dokona jakiego wyjtkowego odkrycia i nie zawiadomi o tym kierownictwa ETO.
Ale w takim razie wiedzieliby inni pracownicy Zakadu, takiej rzeczy nie da
si ukry w laboratorium.
Moe zwierza si ludziom spoza ETO, e opracowuje co bardzo
istotnego, wynalazek czy rewelacyjn metod, i o tym dowiedzia si autor
listw. Jaki cel miaoby alarmowanie dyrekcji, gdyby nic si za tym nie kryo?
Wic co mamy robi? odpowiedzia dyrektor pytaniem. Pomyla, e naprawd mg to by wynik gadulstwa. Stary by gboko przekonany o swojej wiedzy i na tyle zarozumiay, ze pewnie celowo stwarza dokoa siebie atmosfer wielkiego uczonego i odkrywcy. Taka rzecz nie miaa
wikszych szans w samym ETO, ale moga si doskonale uda w innym rodowisku, gdzie trudno byo sprawdzi, ile profesor umie i co jest wart.
Trzeba uwaa odpar Daniowicz. Uwaa na Zakad. Profesorem my si zajmiemy, to znaczy przydzielimy mu niewidoczn opiek,
ale oczywicie poza murami ETO. Niech pan zwrci uwag na wartownikw, na zamknicia szaf, pokojw. Niech pan wpadnie, powiedzmy, co dru-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 113

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

g, trzeci noc na kontrol, o nieregularnych porach, to dobrze robi. Czy podejrzewa pan kogo z pracownikw ETO?
Nie. To zupeny nonsens Gob wzruszy ramionami. Kradzie w Instytucie Chemii i zabjstwo doktora Mikolca wskazuj, e mamy
do czynienia z przestpc-fizykiem lub chemikiem. Przykro mi, ale musimy
zwrci uwag rwnie i na pracownikw ETO.
Tak, ten major mia racj. Czy dyrektor mg rczy, e listw nie
wysa aden z nich? Jasne, e nie mg.
*
Boena wyja z barku butelk koniaku.
Co pijesz, Zdzisiu? spytaa, patrzc w gb szafki; staa tam
jeszcze wdka eksportowa i jakie wino. Miaa wczoraj kupi jarzbiak, ale
zapomniaa.
Koniak, jeli mona odpar uprzejmie. Wiedzia, e wanie w
nim najmniej czuje si smak tego, co miao znale si w jej kieliszku. Wyprbowa to ju kiedy na sobie, spa potem chyba ze dwanacie godzin, ale
pijc nie poczu nic przykrego, nic, co by wyranie zmieniao smak alkoholu.
Kiedy twj m wraca z Francji? spyta, kiedy usiada obok
niego na tapczanie i podaa mu kieliszek.
W przyszym tygodniu. We czwartek czy rod, nie pamitam. Czy
to wane?
Nie. Tak sobie zapytaem. Odstawi ostronie kieliszek, zacz
j caowa, obj ramieniem i zasoni sob stolik.
Boena przymkna oczy. W palcach lewej rki mia przygotowan
tabletk, bya bezbarwna, bezwonna, znakomity rodek nasenny dla ludzi,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 114

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

ktrzy nie powinni wiedzie, e go zaywaj. Przywiz sobie kiedy te tabletki z zagranicy i chowa, przeczuwajc, e si kiedy przydadz. Wrzuci
narkotyk do jej kieliszka. Tabletka rozpuszczaa si w cigu trzydziestu sekund, przez ten czas caowa oczy Boeny, ca twarz pokrywa pocaunkami, uwany, chodny, kady ruch mia obliczony i przygotowany.
Wypijmy powiedzia, sigajc po swj koniak.
Podaj mi szepna leniwie.
Prosz...
Umylnie nie patrza, jak pije, ba si, e wzrok go zdradzi, Boena
bya sprytna i dociekliwa. Spojrza, kiedy usysza leciutki stuk kieliszka o
szklan pyt stolika przy tapczanie. Wypia. W p godziny pniej zobaczy, e co chwila przymyka powieki, ziewna raz i drugi, umiechajc si
do niego przepraszajco.
Taka jestem senna mrukna, przykadajc gow do poduszki.
Przepij si, kochanie odpar, nakrywajc jej nogi rowym
pledem.
A ty? Po si te.
Ja sobie co poczytam.
Wzi z pki kolorowe czasopismo francuskie, pewnie docent przywiz je z ktrej podry.
Usiad w fotelu obok tapczanu, zacz przerzuca kartki. Od czasu do
czasu rzuca na ni przelotne spojrzenie. Zasna, ale jeszcze wola poczeka. I tak bdzie spa dostatecznie dugo, nie obudzi si prdzej ni jutro
koo poudnia. Po dwudziestu minutach usiad kolo niej, wzi j za rk,
powiedzia par sw. Nie otworzya oczu. Oddychaa lekko, spokojnie, tak

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 115

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

pi ludzie pogreni w gbokim nie. Mimo to jeszcze czeka kwadrans.


Nachyli si, odgarn jej wosy z czoa, sprbowa wycign spod gowy
poduszk. Gowa zsuna si na tapczan, oczy nawet nie drgny. Podoy
wic poduszk z powrotem i wsta. Zgasi grne wiato, zostawi ma
boczn lamp. Na palcach wyszed do drugiego pokoju, zamykajc drzwi za
sob.
elazna szafa daa si otworzy zupenie atwo, widocznie docent
nie bawi si w zakadanie specjalnych zamkw, wystarcza mu podwjny
klucz. Cicho zachrzciy zawiasy, kiedy otworzy drzwiczki. W rodku byy
trzy pki, pene teczek i papierw. Oprni najpierw grn, zwracajc
uwag na kolejno i ukad, aby pniej pozostawi wszystko w takim samym stanie. Rozoy zawarto na duym, pustym biurku i zacz przeglda. Na adnej z pek nie znalaz jednak kopii pracy docenta o spjnym
promieniowaniu, wynikajcym z domieszek jonw optycznie czynnych, do
krysztaw. Nie byo nawet jakiej prby odtworzenia tamtego opracowania, adnych notatek ani wykresw. Caa zawarto szafy to byy stare,
dawno ju opublikowane prace, widocznie przechowywane z naukowego
sentymentu lub przezornoci.
Uoy wszystko starannie na pkach, zamkn szaf i zamyli si.
Albo Boena si omylia, albo te docent przed wyjazdem do Francji odda
komu kopi do przechowania. To byo cakiem moliwe. Nauczony dowiadczeniem, nie dowierza ju elaznym szafom w kadym razie, nie w
domu ani chyba w Instytucie. Z pewnoci mg znale kilka innych, daleko bezpieczniejszych miejsc, choby tylko w ministerstwie czy w ktrym z
dobrze strzeonych obiektw wojskowych.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 116

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wrci do sypialni. Boena spaa w tej samej pozycji; nie drgna,


kiedy wszed. Nie miao sensu tkwi tutaj do nastpnego dnia, ba si jednak zostawia na stole kartk. Postanowi, e zatelefonuje jutro i wytumaczy swoje odejcie jak piln robot. Ale kiedy tak o tym myla, nagle zrozumia rzecz bardzo prost, ktra w konsekwencji nie wymagaa ju telefonw ani wizyt w tym domu. Oto zadanie, jakie chcia tutaj wykona, zostao
wykonane i wanie teraz naleao odej na zawsze, nie odezwa si wicej. Wprawdzie nie zabra z szafy kopii, dowiedzia si jednak, e jej tam nie
ma, a wic przeduanie znajomoci z Boen nie byo ju potrzebne. Przeciwnie, kadej chwili grozio przecie zdemaskowanie jego roli rzekomego
urzdnika, w dodatku o faszywym nazwisku.
Tak. Kopii nie ma w domu, by moe nie ma jej wcale, Boena moga
o tym nie wiedzie. Nie sdzi, aby celowo wprowadzia go w bd, nie widzia ku temu adnej przyczyny. Naleao wic odej. Spojrza na pic,
przez chwil byo mu al, zaraz jednak odpdzi to uczucie. Miych kobiet
jest dostatecznie duo, aby nie zajmowa si jedn. Zreszt potrafi obywa
si bez nich, jeeli nie byo ku temu wygodnej okazji.
Wyszed, zatrzaskujc drzwi wyjciowe. Przedtem jednak starannie
umy oba kieliszki, wytar i ustawi na swoim miejscu, jak rwnie butelk z
koniakiem. Teraz, gdyby nawet docent wrci niespodziewanie, nie znajdzie
w mieszkaniu adnych ladw libacji.
*
Zjadbym co powiedzia porucznik Krglewski. Przystan na
rogu Marszakowskiej i Alei Jerozolimskich, posyajc tskne spojrzenie w
kierunku baru Cybernetyk.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 117

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie mamy czasu mrukn Szczsny.


Podnis konierz czarnego, skrzanego paszcza. Dzie by zimny,
od Wisy cign porywisty, przejmujcy wiatr. Ale jego towarzysz zdecydowanie skierowa kroki w stron Cybernetyka. Nie miao sensu si upiera. Kiedy may porucznik by godny, a bywa bardzo czsto, adna sia nie
potrafia go zapdzi do roboty. Poszli wic do baru, wybrali piecze woow i pyzy. Krglewski z alem przypomnia sobie, e musz wrci do Komendy, wobec czego adne sto gramw nie przejdzie, zwaszcza e mieli
pniej narad z komendantem.
Pyzy byy dobre. Tak dobre, e wzili jeszcze po jednej porcji.
Suchaj Szczsny rozpi paszcz, w barze byo gorco co by
myla o facecie, ktry zostawia na parkingu samochd, a potem dojeda
do niego takswk, aby si pniej z powrotem przesi do swego wozu?
Gdzie w co si przesiada? Mw tak, ebym rozumia. Ja si wysilam tylko z przestpc z tob nie musz.
Baranie, przecie mwi jasno. Na parkingu niedaleko Bristolu
sta opel record 1700, wasno pewnego inyniera. Akurat tamtdy przechodziem i przystanem, eby popatrze. A tu nadjeda takswka, wysiada mj inynier...
Dlaczego twj?
Waciciel opla. Nie denerwuj mnie. Paci takswkarzowi, przesiada si do swojego wozu, odjeda. Co moe oznacza taki manewr?
Czy ja wiem... Moe tam, dokd pojecha takswk, a w kadym
razie tam, skd wrci, nie chcia si pokazywa takim piknym wozem?
Szczsny zamyli si.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 118

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Co to za facet? spyta porucznik, nie zna adnego waciciela


opla record 1700.
Nie wiem. Widziaem go raz na giedzie samochodowej, w jak
deszczow niedziel. Mia zapalenie spojwek. I obrazi si, jak go o to spytaem.
Bardzo susznie. Na drugi raz nie pytaj obcych ludzi o adne zapalenia. Zwaszcza takich, ktrych sta na opla record 1700. Ten inynier musi
niewsko zarabia. A w ogle, co ci obchodz jego spojwki? Jak ci znam,
to pewnie zanotowae numer gabloty.
Jego wozu? Znam ten numer na pami.
Nie. Takswki.
Szczsny umiechn si. Rzeczywicie, mia w notesie zapisany numer tej takswki, sam nie wiedzia po co. Czsto notowa rne niepotrzebne rzeczy, wyrzuca je potem razem z notesem, bywao jednak i tak, e na
pozr zbyteczna notatka okazywaa si potem bezcenn. Tak ju byo w jego trudnym zawodzie.
A co on robi na giedzie?
Szuka czci, zdaje si wiecy czy karburatora. No, idziemy.
*
Profesor Zaklicki otworzy wielki, czarny parasol i przeoy teczk
do lewej rki. Z wrodzonego skpstwa nie wzi takswki, mimo i ulic
pyny potoki wody, w ktrych brodzi desperacko, czujc, e przemoky
mu skarpetki. Wszystko to jednak nie przeszkadzao mu w poszukiwaniach.
Unoszc co chwila w gr parasol, rzuca wzrokiem to w prawo, to w lewo,
czasem oglda si raptownie w ty, a wtedy strumie wody z parasola

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 119

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wlewa mu si za konierz. Na razie nie dostrzega nikogo, wiedzia jednak,


e gdzie s, jeden albo kilku, obserwuj go spod swoich kapeluszy albo
siedz w samochodzie i przez szyb ledz kady jego krok. Wczoraj natkn si na takiego jednego, sta w bramie i zapala papierosa, tak dugo i
dokadnie, jak nikt tego naprawd nie robi, oczywicie by tam tylko po to,
aby przyjrze si profesorowi z bliska, kiedy bdzie go mija. A dzisiaj rano
zauway innego, krci si w hallu ETO, niby co oglda, niby na kogo
czeka, ale naprawd to czeka na niego, to byo jasne. Przypieszy kroku,
wpad w wielk kau i zakl. Grypa pewna, a w jego wieku moe by
grona. Kto potrci go przed wystaw Delikatesw. Odwrci si gwatownie, a wwczas tamten znik, jakby go zdmuchn wiatr.
Jeszcze jeden pomyla profesor. To przestao ju by interesujce, zaczynao mczy i denerwowa.
Kiedy dobrn wreszcie do domu, by spocony i serce bio mu nierwnym rytmem. Postanowi, e zaraz si pooy, wemie asprocol i napije
si gorcej herbaty.
Jaki czowiek sta na ppitrze, wysoka sylwetka rysowaa si niewyranie w pmroku, jak zwykle dozorca zapomnia wczy wiato. Zaklicki wchodzi wolno po stopniach, byo mu duszno i le. Teczk przyciska
bezwiednie do paszcza, cho nie byo w niej najwaniejszych papierw, zostawia je ju teraz zawsze w Zakadzie. Zbliy si o dwa stopnie do stojcego i zatrzyma.
Ogarn go strach.
Dobry wieczr, panie profesorze odezwa si tamten pgosem.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 120

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Okropna pogoda.
Tak odpar Zaklicki, nie wiedzc, co to znaczy i z kim rozmawia, ale ba si zapyta.
le si pan czuje?
Kim pan jest? odway si jednak, przecie to mg by kto ze
znajomych, kogo nie poznawa w tych ciemnociach. Przepraszam, ale tu
nic nie wida.
Nie szkodzi. Mnie teraz wiato niepotrzebne.
Jak to: niepotrzebne? Zaklicki zlk si na dobre, nie wiedzia,
czy lepiej bdzie zbiec szybko na d, czy min tamtego i dopa do drzwi
wasnego mieszkania.
A pan wkrtce bdzie mia wiata za duo cign dalej ten
gos, ktry by zupenie obcy, kryo si w nim jednak co straszliwego.
Milicja! wrzasn nagle profesor z caych si, a poczu bl w
gardle.
Rozpaczliwym skokiem poderwa si, min obcego, przesadzajc po
dwa stopnie i krzyczc wci:
Milicja! znalaz si wreszcie na swoim pitrze. Mia klucze, ale
zacz dzwoni na alarm, nie odrywa palca od guzika dzwonka, zdawao
mu si, e tamten pobieg za nim, ba si jednak obejrze.
Drzwi otworzyy si gwatownie, na progu sta jego syn, zdumiony i
przestraszony, za nim wyjrzay dzieci, zaciekawione niezwykym wygldem
dziadka.
Co si stao, tato? spyta mody lekarz, zapalajc wiato w
przedpokoju.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 121

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Tam, na schodach... dysza ciko profesor ale nie wychod,


prosz ci... on tam stoi...
Kto?!
Doktor Zaklicki wyjrza na klatk schodow, zszed par stopni w
d.
Nie byo nikogo. Tylko od ssiadw kto otworzy drzwi, zaniepokojony wzywaniem milicji. Zapytany jednak o obcego, wzruszy ramionami.
Nikogo nie widzia, sysza tylko woanie profesora. Nagle na schodach rozbyso wiato. Wtedy zobaczyli, e po stopniach idzie w gr jaki mczyzna w szarej jesionce, bez kapelusza.
To ten? szepn lekarz.
Tak... Nie! Nie wiem profesor mimo woli cofn si do przedpokoju.
Obcy zatrzyma si przy nich i zapyta:
Czy kto z pastwa wzywa milicj?
Ja odezwa si profesor.
By ju teraz bezpieczny i odwany. Mczyzna w jesionce wyj legitymacj, pokaza j lekarzowi i rzek:
Chciabym wej do rodka i porozmawia.
Prosz bardzo odpar doktor Zaklicki, robic mu przejcie.
Kiedy wszyscy trzej znaleli si ju w mieszkaniu i profesor zdoa
ochon, sierant Kotela powiedzia z lekkim zdziwieniem:
Dlaczego pan wzywa milicj, profesorze? Przecie lepiej byo...
urwa, zorientowa si, e przecie Zaklicki go nie zna i, by moe, nie wie
jeszcze, e jest obserwowany.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 122

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Czy to pan zaczepi mnie na schodach? profesor przyglda mu


si troch nieufnie. Tam, na ppitrze?
Kto pana zaczepi? Na pewno nie ja, staem w bramie. Widziaem, jak pan profesor wszed na schody i wanie miaem ju odej. Prosz
opowiedzie, jak to byo i co ten czowiek mwi.
Zaklicki treciwie zreferowa rozmow, dodajc, e obcy mczyzna
by wysoki, ale wskutek ciemnoci nie mg rozrni jego rysw ani ubrania. Mia kapelusz i paszcz czy kurtk.
Kotela zastanawia si chwil. Kiedy sta w bramie, mino go par
osb, dwie kobiety weszy w podwrze, jaki mczyzna ale to by robotnik w kombinezonie, pochlapanym wapnem otar si prawie o niego
wychodzc na ulic... a potem... tak, chyba jeszcze kto wyszed... zdaje si,
e by wysoki i w kapeluszu. Zaraz potem usysza to woanie: milicja! i pobieg na schody. Cholera, eby przypuszcza co takiego, odprowadziby
profesora a pod drzwi mieszkania.
I powiedzia, e pan bdzie mia wkrtce za duo wiata? powtrzy w zadumie. No, nic. Prosz si nie obawia, profesorze. Teraz
bdziemy pilnowa kadego paskiego kroku, od drzwi mieszkania do
drzwi ETO i z powrotem. Troch to dla pana kopotliwe. C robi.
Nie szkodzi odpar mnie Zaklicki. Wol, eby za mn chodzia milicja ni jakie podejrzane typy. Zreszt, w moim wieku umiechn si nie wchodz ju w gr adne randki ani szalestwa w lokalach.
Moe ja si zwolni z dyurw w szpitalu i bd przychodzi po
ciebie do ETO? zaofiarowa si doktor. Albo Renia?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 123

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie trzeba zaoponowa sierant. My musimy dowiedzie si,


kim jest autor anonimowych listw, ktry grozi paskiemu ojcu. Prosz tylko nikomu nie mwi, e profesor jest pod nasz obserwacj, bo to by nam
zepsuo robot.
Oczywicie przyrzekli obaj i jednoczenie obejrzeli si na
drzwi, za ktrymi byy dzieci.
Doktor machn rk: One nie syszay. Mwimy przecie bardzo
cicho.
Za drzwiami dzieci spojrzay na siebie znaczco.
*
Major Daniowicz spyta ze zdziwieniem:
Jak to moliwe, e wycie go nie zauwayli?
Obywatelu majorze, doprowadziem profesora a do domu,
wszed na schody, wic sdziem, e ju dalej lepiej nie i, mieszka na drugim pitrze, mia minut drogi. Godzina taka, e ludzie z pracy wracaj, nie
byo powodu do... urwa i zmiesza si.
Okazuje si, e jednak by powd. Wanie w cigu tej jednej minuty mielicie szanse, przynajmniej tak mona sdzi, uchwycenia przestpcy. W kadym razie, zobaczenia jego twarzy. To by duy bd z waszej
strony, sierancie! Poza tym, Zaklicki mg zosta zabity i nie chciabym
wtedy znale si w waszej skrze.
Kotela milcza, zdesperowany. Rozumia, e major mia racj. Zaprzepaci tak szans!

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 124

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

No, dobra. Znam was nie od dzi, wiem, e to si nie powtrzy.


Zaklicki, z ktrym widziaem si dzi w ETO, mwi mi o ludziach, ktrzy
go ledz, chodz za nim i tak dalej. Co to znaczy?
Majorze, to niemoliwe! Sierant stanowczo potrzsn gow.
Nasi by spostrzegli, jakby kto obcy ledzi profesora. Gdzie to miao by
i kiedy?
No, wic jednego podobno widzia przedwczoraj, to znaczy we
rod, w bramie domu okoo godziny siedemnastej, jak zapala papierosa. A
drugiego zauway wczoraj rano, kiedy wchodzi do hallu ETO. Potem, jak
wraca do domu, kto go potrci przed Delikatesami i zaraz uciek. Szlicie przecie wtedy za profesorem, nic nie zauwaylicie?
Zaraz Kotela wyj notatnik, przebieg oczami we rod w
bramie jego domu byem ja, ale nie zapalaem papierosa, bo w ogle nie pal. Szedem bardzo blisko profesora, miaem mundur listonosza i torb.
Tamten czowiek mia by w ciemnej jesionce i berecie.
Sierant umiechn si.
To wywiadowca z oliborza, Michaowski, wraca po subie. Rzeczywicie, zapala wanie sporta, przypominam sobie. By duy wiatr i
chopak wszed do bramy, bo mu gasy zapaki.
A ten w hallu ETO jak wyglda?
By bez paszcza i bez nakrycia gowy. Granatowe ubranie.
I szary krawat uzupeni Kotela. To ja. Profesor przyjecha
samochodem, bo rano po niego posyaj z Zakadu, a ja byem ju wczeniej,
chciaem pokrci si troch po ETO.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 125

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Dzi przed Delikatesami nikogo nie byo, po prostu o tej porze


tumy chodz po ulicach, wic cigle kto kogo potrca.
W porzdku. Dzikuj, sierancie.
Daniowicz zamyli si. Taka opieka nie moga cign si tygodniami, bo chocia profesor, stosujc si do jego proby, rzadko wychodzi
po pracy na miasto, to jednak cakowicie nie dao si tego unikn. Byy
przecie rne sprawy domowe, narady w instytucjach, a w kocu trudno
wymaga od czowieka, aby cakowicie wyczy si ze rodowiska, w ktrym yje, i zamkn si w domu jak w klatce. Tak, ale dobrych, dowiadczonych wywiadowcw milicja wcale nie miaa za duo. Przestpca mg jeszcze dugo nie wykona swojej groby, czekajc cierpliwie na dobr okazj.
Wizao to siy suby wywiadowczej, osabiao komend dzielnicow.
Major podzieli si tymi wtpliwociami ze Szczsnym, kiedy Kotela
odszed, wci nie mogc sobie darowa, e nie wykorzysta jedynej okazji,
jaka si nadarzya.
Wiem, e komendant dzielnicy jest niezadowolony rzek kapitan.
A swoj drog, pomyl, Stefan, ile bymy zyskali, gdyby wczoraj
Kotela nie nawali. Przecie mia go prawie pod nosem! Musieli min si na
schodach czy w bramie. Cholera, taka szansa przesza nam bokiem.
No, bo kt inny to mg by? mrukn major, jakby odpowiadajc na. wasne wtpliwoci.
Tylko ten, kogo szukamy.
Mylaem ju nad tym. Na przykad, e autor anonimowych listw
nie ma nic wsplnego z laserowym morderc, lecz wykorzystuje atmosfer

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 126

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

dokoa tej sprawy i rozprawia si z Zaklickim, z ktrym ma jakie porachunki. Chce wywoa w nim coraz silniejsze uczucie strachu. Starego moe
w kocu szlag trafi.
Czowiek na schodach powiedzia: Bdzie pan mia wkrtce za
duo wiata. Rozumiesz? Olepiajcy bysk igy wietnej.
Tak. Albo i nie. Nie tak trudno dowiedzie si, e laser to moe
by dla kogo: za duo wiata. Chyba jednak masz racj, e to by czowiek, ktrego szukamy. Std wniosek, e nie wolno nam przerwa obserwacji profesora ani na chwil. Odwrotnie, trzeba j rozszerzy. Nie spuszcza z niego oka. By w nocy niedaleko jego mieszkania. Albo nawet w
mieszkaniu, jeeli Zaklicki si zgodzi. Moe bdzie anonimowy telefon, list,
prba wamania w nocy.
Profesor Zaklicki zgodzi si, dodajc, e chtnie pomieciby u siebie
nawet ca komend dzielnicow, gdyby mia wiksze mieszkanie. Od tajemniczego spotkania na schodach nie prbowa nawet udawa, e si nie
boi.
Jestem stary, ale chc jeszcze y owiadczy szczerze.
Tote wywiadowcy nie opuszczali go ani w dzie, ani w nocy. Dzieci
doktora Zaklickiego zostay na jaki czas przeniesione do jego teciw, co
przyjy z duym zadowoleniem, bo dziadkowie rozpuszczali je do niemoliwoci.
*
Przez cay dzie nie ustawa gwatowny, przejmujcy wiatr. Ludzie
na przystankach kulili si z zimna, zdawao im si, e w ten sposb mniej
odczuwaj ostre podmuchy, albo uciekali za ciany kioskw, przywierajc

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 127

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

do nich plecami. Pod wieczr zaczo pada i wichura zmniejszya si troch.


Leje powiedzia inynier Rakowski do ony, uchylajc firank.
Po szybie spyway potoki deszczu. Z naszej jutrzejszej wycieczki nici.
Bo kto wyjeda do Zegrza w listopadzie wzruszya ramionami. Poza tym, dzwonia pani Straszewska. Zapraszaj nas na jutro, na
bryda.
Nie mam biaej koszuli Rakowski wpad w popoch.
Zawsze tak byo, cho czyste koszule stale wisiay w szafie. Jego ona
zajmowaa si tylko domem i procznym dzieckiem, a zajmowaa si dobrze. Mimo to, kada wizyta u Straszewskich wywoywaa u inyniera tysice obiekcji. ona podejrzewaa troch, e dzieje si tak nie wskutek stosunku podwadnego do swego szefa, lecz wskutek przewrotnego usposobienia
szefowej, ktra nie przepuszczaa adnej okazji do flirtu.
Masz cztery odpara z odrobin irytacji. Cigle ta sama historia. Cztery nylonowe i mnstwo zwykych. A spodnie sobie uprasujesz.
Jutro rano zgodzi si.
Nie, dzisiaj. Jutro rano mog przyj twoi rodzice, wiesz przecie,
e... urwaa, podnoszc si do telefonu.
Po chwili wrcia:
Do ciebie.
Ojej, trzeba byo powiedzie, e mnie nie ma zniecierpliwi si.
Sobotnie wieczory chc mie wolne.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 128

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

To trzeba byo mnie uprzedzi. Wykr si, jeeli dzwoni z Instytutu. Moesz powiedzie na przykad, e leysz obonie chory. Suchaj, co
to znaczy: obonie?
Nie wiem. Co od oa. e si ley.
Wyszed do przedpokoju, podnis suchawk.
Inynier Rakowski? Gos by daleki, przytumiony. Tak. Kto
mwi? Prosz goniej, bo le sysz. Mwi Glabisz... Dyrektor Glabisz...
Syszy mnie pan? Bardzo sabo. O co chodzi, dyrektorze?
Jestem w Instytucie... komisja... Glos rwa si, widocznie co
przeszkadzao na linii ...jechali towarzysze z komisji rzdowej... te notatki, w sprawie... cznika optycznego na diodzie la...
e co? Nie sysz, dyrektorze! Rakowski krzycza w suchawk.
Co przynie?
Wreszcie zrozumia, e chodzi o projekt laserowego przecznika
optycznego, opartego na pprzewodnikach. Projekt by dzieem jego wasnym i kolegi Rawicza, ultraszybki przecznik tego typu nie by czym zupenie nowym, lecz zastosowali w nim innego rodzaju diody. W produkcji
przecznik taki byby szeciokrotnie taszy, a przy tym mg wywoa may przewrt w elektronicznej technice obliczeniowej. Od tygodnia pracowali
z Rawiczem nad projektem, to u jednego w domu, to u drugiego. Dzi wanie Rakowski mia u siebie teczk, sdzi nawet, e Henryk wpadnie po kolacji i posiedz jeszcze troch nad obliczeniami.
Zastanowi si przez chwil, co to za komisja. Rzdowa? Chyba resortowa, le usysza. I dlaczego przychodz tak pno?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 129

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Spojrza na zegarek, byo pi po sidmej. Od kiedy to komisje urzduj po nocach. Ziewn, zachciao mu si spa. By zmczony, za wiele
ostatnio pracowa.
Wlazbym teraz do wanny powiedzia, nacigajc marynark
potem bym si napi kieliszek dobrego koniaku, do tego par kanapek z
szynk, zreszt mog by z tym serem. Albo z jajkiem. Wzibym jaki
krymina do czytania... Czego ta komisja moe chcie?
Pewnie dadz ci nagrod.
Za co? Suchaj, gdzie druga skarpetka?
Trzymasz w rku.
Ale druga!
To jest druga. Pierwsz masz na nodze. A Heniek te jedzie?
Nie wiem. Jakby zadzwoni, powiedz, e Glabisz mnie wezwa i e
zabieram projekt. Cholera, kiedy ja si dorobi jakiego grata na kkach
jkn, spojrzawszy na mokre szyby.
Jak wygramy w totka.
W pobliu domu nie znalaz adnej takswki. Na rogu placu stay
dwie, ale kierowcy owiadczyli zdecydowanie, e pojad tylko na Ochot, bo
mieli wanie zjazd do bazy, cho godzina bya wcale nie po temu.
Zrezygnowany, postawi konierz paszcza, kapelusz nasun gboko na czoo, teczk wcisn pod pach i zacz i krokiem szybkim, energicznym w kierunku popiesznego C. Na ulicach ludzi jakby wymioto,
siedzieli w ciepych lokalach albo w mieszkaniu.
Tylko osio w tak pogod idzie piechot wymyla sobie, omijajc kaue. Na ksieczce samochodowej mia tyle, ile trzeba, aby wygra

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 130

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

adnego wartburga czy warszaw, ale chyba podpad Komu Na Grze, bo


los wci udawa, e go nie dostrzega. Mimo to, inynier cierpliwie czeka.
Min skrzyowanie, wszed w boczn uliczk na skrty, troch dalej
autobus mia swj przystanek. Pniej nie potrafi sobie przypomnie, czy
to si stao tu przed ciemn, wielk bram, czy dalej, ale chyba przed bram, bo ten kto znalaz si przy nim tak nagle, e nie byo innej moliwoci
tylko brama, tam si musia ukry i raptownie wyskoczy. W kadym razie,
nie tyle szarpnicie teczk, ile zaskoczenie, wanie ta nago dziaania
sprawia, e nie mino ani dziesi sekund i ju sta znw samotnie na ulicy, bezradny, oszoomiony bez teczki z projektem.
Kiedy oprzytomnia, dokoa niego byo pusto, nie sysza te adnych
krokw, nikt nie ucieka ze zdobycz, pewnie napastnik by ju daleko.
Zodziej! wykrzykn inynier. Podbieg w kierunku skrzyowania, zawrci, wbieg w ciemn bram, podwrze byo owietlone, ale nie
dojrza w nim nikogo, wic wybieg z powrotem, miota si po ulicy, jeszcze
nie mylc, nie precyzujc straty, cho musia pomyle o tym za chwil,
wiedzia przecie, e by to j e d y n y egzemplarz.
Co si stao? usysza gos kobiecy. Z bramy wysza moda
dziewczyna w krciutkim paszczu i w kolorowej chusteczce na gowie.
Pan kogo szuka?
Okradli mnie powiedzia, zacinajc si ze zdenerwowania.
Kiedy? Gdzie?
Teraz. Tu, przed chwil... Czy pani nie widziaa czowieka z teczk? Tak brzow, skrzan?
Wyrwa panu teczk?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 131

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Tak. Rozglda si dokoa, wargi mu dray. Gdzie tu jest...


aha, ju wiem. Pjd na milicj, zgosz... moe znajd. Nikogo pani nie widziaa?
Dopiero co wyszam z domu. Na schodach nie byo nikogo. Tam
byy pienidze, w tej teczce?
Machn rk, nie byo czasu na rozmowy. Z pmroku wyonia si
takswka, zwolnia koo nich, bya wolna. Teraz to jest pomyla
wcieky i rozgoryczony, ale wskoczy do rodka, zatrzasn drzwiczki.
Instytut Chemii warkn do kierowcy.
Dobrze, prosz pana odpar tamten uprzejmie. Oczywicie, nie
miao sensu zrzuca na niego odpowiedzialnoci za kolegw, moe naprawd zjedali do bazy, faktem jednak byo, e gdyby nie szed pieszo,
miaby teraz teczk przy sobie.
Przed gmachem Instytutu nie sta aden samochd. Troch si zdziwi, komisja powinna bya przyjecha wozem, nie widzia te subowej
wogi Glabisza. Czyby ju odjechali? zdziwi si przelotnie, w tej sytuacji byo jednak waciwie wszystko jedno, projekt diabli wzili i nie ma o
czym dyskutowa. Zadzwoni do drzwi frontowych, niecierpliwie czeka na
wartownika.
Kiedy mu otworzono, wbieg do rodka i zatrzyma si w hallu, niezdecydowany.
Gdzie oni siedz? rzuci piesznie.
Kto, panie inynierze? zdziwi si wartownik.
No, ci z komisji. I dyrektor Glabisz.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 132

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Tu nie ma nikogo. Pan dyrektor wyjecha, bdzie ze trzy godziny


temu albo i wicej. adna komisja nie przyjedaa.
Jak to... nikogo nie ma? Rakowski patrza na wartownika ze
zdumieniem. Nikt nie by?
Nie. A co si stao?
Dyrektor dzwoni do mnie, e czeka w Instytucie, razem z komisj. Przecie to... podszed do telefonu, w zdenerwowaniu myli numery i
trzy razy nakrca, zanim zrobi to prawidowo.
Wreszcie usysza niski, dobrze znany gos Glabisza.
Panie dyrektorze, tu Rakowski, ja jestem w Instytucie. Co z t komisj?
Z jak komisj? Glabisz by wyranie zdziwiony.
No, przecie pan do mnie dzwoni o sidmej do domu i...
Ja? Do pana? Czowieku, przed kwadransem z kina wrciem.
Nie dzwoni pan?
Inynierze, chyba pan ju poznaje mnie po gosie, nie? Chwaa
Bogu, znamy si cztery lata. Co to za historia?... Halo! Dlaczego pan nie odpowiada?
Rakowski milcza, ciskajc suchawk w doni, mokrej od potu. W
kocu rzek:
To ju dla mnie jasne. Kto si podszy pod pana, ten gos w telefonie by bardzo daleki, niewyrany, mylaem, e jakie uszkodzenie na
linii. Szedem pieszo, bo nie byo takswki. Kto na mnie napad... Szedem z
projektem, pan rozumie?
Z projektem! Laserowego przecznika optycznego?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 133

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Tak. Pan... znaczy ten kto w telefonie, powiedzia, e w Instytucie


jest komisja rzdowa czy resortowa, e mam zabra projekt i zaraz przyjeda... Boe drogi! Rakowski opar si o cian. By tak blady, e wartownik piesznie podsun mu krzeseko.
I co? Zabra pan ten projekt?
Zabraem. A potem kto wyszarpn mi teczk... na Bocznej, wie
pan, tamtdy si idzie do autobusu popiesznego C... I uciek. Nie zdyem nawet si obejrze. Z bramy chyba wyskoczy...
Nic nie rozumiem! Jak to moliwe, e pan nie pozna mego gosu,
inynierze?
Mwi panu, e byo bardzo le sycha, trzaski i szumy.
Zawiadomi pan milicj?
Nie. Przyjechaem od razu tutaj, bo mylaem... no, byem pewien,
e pan tu jest... i ta komisja.
Czy ma pan w domu jeszcze jakie notatki? Chodzi mi o to czy...
Nie przerwa mu Rakowski. Ani ja, ani Rawicz nie mamy ju
nic wicej. Wszystko, nad czym pracowalimy wsplnie, byo w mojej teczce. A teczki nie ma.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 134

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia szsty

Pod koniec listopada nagle zrobio si ciepo, usta porywisty wiatr


pnocny i blade, ju prawie zimowe soce udawao troch, e grzeje. W
poudnie wyszed z F-2, aby zaatwi kilka spraw dla dyrektora. By rad,
e moe odetchn od biura, nudnych kolegw, caej tej atmosfery urzdniczej, ktr znosi z trudem, cho rozumia, e daje mu doskonale zabezpieczon pozycj. Tu, wrd szelestu przewracanych, mao wanych papierkw, wrd ubogich plotek i zwidych dowcipw, nikt nie bdzie szuka
twrcy lasera na rtciowych bateriach. Tu byo szaro, zwyczajnie i cicho.
Szed ulicami, nie zwracajc uwagi na przechodniw, wstpi do
ksigarni technicznej, wybra ksiki dla biurowej biblioteki, potem odwiedzi bank i Zjednoczenie, wszystkie sprawy daway si zaatwi bez oporu i
czekania, wic zaszed na kaw do ktrego z barw przy Marszakowskiej.
Jak si masz, Ryszard! usysza czyj wesoy gos.
Odwrci gow. Za nim sta dawny kolega szkolny, dzi magister
farmacji. Spotykali si od czasu do czasu, gawdzili o tym i owym, bya to
znajomo bez zobowizania, mogli nie widywa si nawet rok, nie miao to
wpywu na ich wzajemny stosunek. Lubi go, bo farmaceuta by inteligentny, oczytany, zna si dobrze na chemii, mieli o czym porozmawia przy
spotkaniu. I teraz te podjli interesujcy ich temat, zagbiajc si w dyskusj.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 135

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wreszcie spojrza na zegarek; trzeba byo wrci do biura. Wyszli


razem na ulic, znajomy zaofiarowa si, e go odprowadzi do F-2. Byli tak
zajci rozmow, e nie zauway czyich oczu, ktre patrzay na niego najpierw ze zdumieniem, potem prawie z obraz. Dopiero kiedy stana przed
nimi zagradzajc drog, ockn si, spojrza i urwa wp sowa, zaskoczony. Nie by przygotowany na spotkanie, dawno wyrzuci t kobiet z pamici, teraz jednak dostrzeg w jej oczach wyrzut, a take i rado, ktr na
prno staraa si ukry. Dostrzeg jednak rwnie niebezpieczestwo tego
spotkania.
Nie przywitasz si ze mn, Zdzisiu? spytaa, gos jej troch
dra. Umiechaa si lekko, bya adna jak zawsze, licznie ubrana i kolega
w peni wida doceni te walory, bo rzuci mu spojrzenie aprobujce.
Pani wybaczy odzyska ju rwnowag, zdecydowa si byskawicznie na t wanie, nie inn taktyk widocznie jestem bardzo podobny do ktrego z pani znajomych. Szczerze auj... zawiesi gos,
wzrok mia uprzejmy, ale obojtny.
Jak to, Zdzisiu?... urwaa, zmarszczya brwi.
Przygldaa mu si z uwag.
Tak szybko zapomniae?
Bardzo pani przepraszam odezwa si farmaceuta, chcc pomc koledze ale mj znajomy nie ma na imi Zdzisaw, a znam go jeszcze
z czasw szkolnych. Jak po nas wida, niestety, byo to do dawno prbowa zaartowa.
Straszewska spogldaa to na jednego, to na drugiego. Sytuacja stawaa si gupia, tak w kadym razie myla kolega, ktremu byo troch al

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 136

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

adnej, eleganckiej pani, by jednak przekonany, e nastpia tu przedziwna


pomyka.
Dobrze odpara w kocu, twarz miaa teraz rozgniewan, zacit. Moe mi pan jednak wytumaczy, panie Zdzisawie zaakcentowaa te sowa co takiego zaszo, e nie chce pan mnie pozna? Chyba
mam prawo wiedzie, panie referencie z magistratu...
Strasznie mi przykro odpar chodnym tonem ale ja naprawd nie wiem, za kogo pani mnie bierze.
Kolega ma na imi Ryszard wtrci farmaceuta i jest inynierem, nie referentem. Nie pracuje w magistracie, zapewniam pani. To
rzeczywicie jakie przykre nieporozumienie.
Chwil milczeli wszyscy troje, wreszcie Straszewska powiedziaa z
wysikiem:
W takim razie... przepraszam, e zatrzymaam panw.
Odwrcia si gwatownie i znika w bocznej uliczce.
C za historia! rzek kolega, gonic wzrokiem za dziwn nieznajom. Musi chyba bardzo kocha tego Zdzisia, a facet pewnie puci j
kantem. Swoj drog, ja bym na jego miejscu tego nie zrobi. Babka na medal.
Ale ma troch niepoukadane w gowie wzruszy ramionami.
Normalna kobieta poznaaby przecie swego kochanka.
Moe kochali si tylko po ciemku rozemia si farmaceuta.
Ale heca! Opowiem znajomym. Nie wiesz, kto to jest?
Ta pani? Nie mam pojcia. Nigdy jej nie widziaem. Chodmy,
piesz si.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 137

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozstali si przed biurem F-2, umawiajc si niedbale na nastpne


spotkanie.
Kady z nich myla ju w tej chwili o swoich sprawach. Wszed do
gabinetu dyrektora, zrelacjonowa mu wykonanie polece, potem zanis
ksiki do biblioteki. By tu zawsze przykadnym urzdnikiem i cieszy si
uznaniem. W tych murach z rzadka tylko pozwala sobie wybiega mylami
do laboratorium w gbi lasu lub do tego, co zamierza na najblisze tygodnie. Bo przecie ani na chwil nie opuszczaa go wiadomo ogromnej,
wspaniaej przewagi, ktr mia nad tymi ludmi tak uwaa. Umoliwiaa mu ona zachowanie wzorowej; niemal pokornej grzecznoci wobec dyrektora, ktrego uwaa za durnia. Bawia go ta gra, rozgrywa j tak, jak
chcia, a zakoczy, kiedy tylko zechce. Tymczasem F-2 byo mu jeszcze
potrzebne.
Pnym popoudniem opuci biuro. Obiad zjad w stowce, robi to
od czasu do czasu, skary si wwczas na samotno, chwali wty krupniczek i duszone miso z kapucian surwk, koledzy dziwili si. e majc
taki samochd nie jada w Bristolu. Tyle razy jednak tumaczy im, e to
wz kuzyna, ktry przebywa na delegacji w Anglii, tyle narzeka na koszty
garaowania i napraw, tak rzadko zajeda oplem przed biuro, e w kocu
chyba uwierzyli w te koszty i w skromny tryb ycia, jaki samotnie prowadzi. Szed pieszo, wmieszany w tum wracajcy z pracy, dojrza na wystawie sklepu chemicznego odczynniki, ktrych wanie potrzebowa, wic
wstpi do rodka, zaatwi kupno. Postanowi, e w niedziel przez cay
dzie bdzie pracowa w laboratorium. Z notatek znalezionych w teczce
inyniera Rakowskiego dowiedzia si niejednego, naleao to jednak wy-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 138

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

prbowa w praktyce. Dobrze, e tamten da si tak atwo zaskoczy. Nie


chcia, aby powtrzyo si to, co z Mikolcem by jednak przygotowany na
opr, nie przywyk bowiem rezygnowa ze swoich planw. Wszed do
mieszkania, wczy elektryczny ekspres do kawy, przebra si w wygodne,
domowe ubranie i mikkie pantofle. Przypuszcza, e odwiedzi go jeden z
pracownikw biurowych, obieca mu ma poyczk, takie rzeczy byy dobrze widziane, zwaszcza przed pierwszym, i wyrabiay opini solidnego, a
przy tym koleeskiego. Do jego domu mg wej kady, nie byo tu nic, co
by musia ukrywa przed cudzym wzrokiem, wszystko znajdowao si tam,
w podziemnym laboratorium.
Dzwonek odezwa si gdzie po godzinie. Odoy papierosa, podnis si z fotela i podszed do drzwi. Na progu staa Boena.
Trwao kilka sekund, zanim opanowa nage oszoomienie. Ogarn
go gniew, tak silny, e nie by zdolny przemwi sowa. Straszewska spogldaa na niego bez umiechu. To ju nie bya kochajca kobieta. To by
wrg, zdawa sobie z tego spraw. Jeszcze nie wiedzc, co potem zrobi, odsun si na bok, wpuszczajc j do mieszkania.
Milczeli oboje, kiedy zdejmowa z niej paszcz i umieszcza na. metalowym wieszaku w przedpokoju. Wolnymi ruchami rozwizywaa pod szyj
jedwabn chusteczk, cigna j z gowy, niedbale rzucia na stolik pod
lustrem.
Prosz... wskaza otwarte drzwi do pokoju. Napijesz si kawy?
Osuna si na fotel, nie odpowiedziaa, nie podaa mu te rki na
przywitanie. Usiad za biurkiem. To milczenie byo mu na rk, mg spo-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 139

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

kojnie zastanowi si, co dalej. Oczywicie, musiaa go ledzi, sza za nimi


a do F-2, potem pewnie czekaa na jego wyjcie.
Zadziwi go ten upr, nigdy by jej o to nie posdzi. Taka wielka mio? myla, obserwujc jej twarz. Moe raczej: uraona kobieca ambicja - rozstrzygn. Tak czy owak, stao si bardzo le. Cierpliwie czeka,
a si odezwie. Chcia, eby to ona zacza, bdzie wtedy wiedzia, jak zareagowa.
Wreszcie spytaa na pozr spokojnym gosem:
Kim ty jeste waciwie?
Tym, kogo widzisz przed sob odpar. Na ustach mia ledwo
dostrzegalny umiech.
Ukrywasz si? pytaa dalej, jakby nie syszc wykrtnej odpowiedzi. Jeste szpiegiem? Przestpc?
Unis brwi ze zdziwieniem.
A przestpc? Dlaczego tak mylisz?
Przygldaa mu si z nateniem, marszczc czoo. Wygldaa teraz
duo starzej ni na ulicy.
Czego szukae w szafie, gdzie mj m trzyma swoje prace? Ja
nie spaam. Wylaam koniak, nie zauwaye tego. Sprbowaam, by jaki
niedobry w smaku. Chciae mnie otru.
Jeszcze nikt si nie otru jedn tabletk rodka nasennego odrzek z pobaliwym umiechem. Chciaem, eby zasna. To wszystko.
Czego szukae w szafie? powtrzya z uporem.
Nie znasz si na tym. Nic nie zabraem.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 140

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Ale chciae zabra. Nie okamuj mnie. Przedstawie mi si pod


innym nazwiskiem, a potem znikne. Jeste inynierem, nazywasz si Ryszard Nort... wiem, nie przerywaj. Dowiedziaam si. Nie byo znw tak
trudno. Szam za tob a tutaj.
Po co?
eby wiedzie. Obrazie mnie, udawae, e mnie nie znasz. Tego
nie wybaczy adna kobieta.
Postanowi sprbowa, czy znajdzie jakie inne wyjcie prcz tego,
ktre rysowao si przed nim coraz wyraniej.
Suchaj, Boeno pochyli si w jej stron, umiechn przepraszajco. Jestem onaty, rozumiesz? ona na razie nie mieszka ze mn, ale
w tych dniach wraca do Polski. Jest pracownikiem jednej z central handlu
zagranicznego. Bardzo zdolna, rozumna kobieta, c, kiedy ogromnie zazdrosna! Nie wybaczyaby mi, gdyby chocia cie zdrady pojawi si midzy
nami. Dlatego... przyznaj, postpiem bardzo brzydko wobec ciebie, ukrywajc to wszystko. Ale mylaem, e to z twojej strony tylko przelotny flirt,
taka maa przygoda, o ktrej zapomina si po tygodniu. Wic wolaem, aby
mnie znaa pod innym nazwiskiem. To w kocu przecie nie ma znaczenia.
A tam... na ulicy, wobec twego kolegi... przecie moglimy by po
prostu zwykymi znajomymi!
To ty wszystko zepsua. Owszem, moglimy si zwyczajnie
przywita, jak znajomi. Ale ty od razu: Nie chcesz mnie zna, co to znaczy
i tak dalej. Musiaem jako z tego wybrn, kolega bywa u nas w domu, a
jest troch plotkarzem.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 141

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Milczaa chwil, patrzc na niego oczami penymi gniewu i podejrze. Potem potrzsna gow.
Nie wierz ci. Znowu kamiesz. Gdyby tak byo, gdyby to z twojej
strony byo zwyke mskie tchrzostwo, nie prbowaby mnie upi. Nie
zagldaby do elaznej szafy.
Zerwaa si z fotela, stana tu przy nim. Oczy miau roziskrzone,
twarz jej poczerwieniaa.
Po co tam zaglda? krzykna ze zoci. Czego szukae?...
Milczysz? To ja ci powiem: ty jeste zodziej! Tak, zodziej. Kradniesz cudze
prace naukowe! Mj m si o tym dowie. To pewnie ty ukrade mu prac z
Instytutu Chemii. Ciebie trzeba zamkn, syszysz?
A nadto dobrze odpar.
Wsta rwnie, zacz chodzi po pokoju. Ju nie namyla si: czy,
szuka tylko sposobu: jak. Laser by w laboratorium, a wic t drog pj
nie mona. Pozostaway wyjcia najprostsze, chocia czu do nich wstrt.
Brzydzio go nie tyle samo dziaanie, ile prymityw takich sposobw, niezgodnych z jego umysem, inteligencj, moliwociami technicznymi.
Jak zwyky bandzior pomyla przelotnie. Ale konsekwencje tego, co zaszo w cigu ostatniej godziny, a waciwie ju od chwili spotkania
Boeny na ulicy, mogy by dla niego katastrofalne.
Suchaj powiedziaa nagle, gos jej teraz by inny, mikki, agodny. Ja ci przecie kocham.
Nic nie odrzek. Sta kilka krokw przed ni, z rkami w kieszeniach,
zdecydowany i spokojny. Czeka tylko na waciwy moment.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 142

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie powiem mowi cigna dalej, na prno szukajc w jego


wzroku cho odrobiny serdecznoci czy przyjani. Jeeli ty te mnie...
Umilka nagle, przeraona. W spojrzeniu tych ostrych, jasnych oczu
czaio si okruciestwo. Ogarn j strach.
Dlaczego tak patrzysz? krzykna, cofajc si w stron drzwi.
Szed ku niej z wolna, potem przypieszy kroku.
*
Sdzi, e najlepiej si do tego nadaje duy szwajcarski kufer, w ktrym kiedy przywiz z Genewy aparatur do neutralizacji kwasw. Potrzebowa prcz tego kilku szerokich arkuszy folii polietylenowej lub czego
podobnego, ale to wanie byo w kufrze, szwajcarski spedytor uy folii do
zawijania szklanych butli i retort.
Starannie rozoy arkusze na pododze, umieci na nich najpierw
jej paszcz, na tym dopiero ciao, chusteczk jedwabn, ktr porzucia w
przedpokoju i torebk. Zawin wszystko dokadnie, spi w kilku miejscach
agrafkami, sprawdzi, czy czego nie zapomnia. Potem uoy to w kufrze.
Miecio si z trudem na wskim dnie, kufer by jednak tak wysoki, e na
samym wierzchu pozostao jeszcze troch wolnego miejsca. Pomyla, e na
wszelki wypadek dobrze byoby pooy tam troch osobistych rzeczy, jak pidam, koszul, tak, aby wygldao, e naprawd wybiera si w podr. Zrobi wic to, na samej grze przykry bielizn duym biaym rcznikiem, odstpi krok i przyglda si w skupieniu, prbujc wczu si w tej
chwili w milicjanta, ktry obojtnie, z jakiej przyczyny kufer na chwil
otworzy. Nic nie sprawiao wraenia, e pod osobistymi rzeczami znajduje
si zupenie inna zawarto.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 143

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Spojrza na zegarek. Sze po wp do smej. Byo jeszcze o wiele za


wczenie na wyjazd, musi poczeka do nocy. Dwign kufer, poczu jego
ogromny ciar przez chwil zwtpi, czy sam doniesie go do samochodu.
Nie byo jednak innego wyjcia. Z trudem wytaszczy kufer do przedpokoju.
Kiedy wrci, zobaczy nagle, e na pododze, w miejscu gdzie przedtem leay zwoki, ciemnieje spora kaua krwi. Zdrtwia z przeraenia. Jak mg
o tym zapomnie! Widocznie uderzenie metalowym wiecznikiem przecio
ttnic na szyi. Trzeba byo natychmiast usun te lady.
Zrzuci marynark, zagi rkawy koszuli. Z azienki przynis misk
pen ciepej wody i szmaty, ktrych uywa przy porzdkach. Z szafki w
przedpokoju wyj plastykowe pudeko, otworzy, do biaego proszku dosypa troch zielonego, wymiesza. Powinno momentalnie rozpuci krew.
Wszed do pokoju, uklk obok plamy dokadnie, klepka przy klepce, wyciera podog wilgotn szmatk, posypan proszkiem. Z zadowoleniem widzia, jak krew znika z drewnianych prostoktw, nie pozostawiajc adnych ladw. Znika jednak rwnie pasta do podogi, wic wytar klepki do
sucha, a nastpnie posmarowa past. Potem wyla brudn wod, wyszorowa misk i postawi na miejsce, szmaty zabarwione krwi doczy do kufra, pod bielizn.
Wreszcie usiad w fotelu, sign po papierosa. Trzeba byo czeka.
Po godzinie wyfroteruje ten kawaek podogi, po trzech lub czterech wyjedzie. Obejrza bardzo starannie spodnie, ktre mia na sobie i koszul, czy
nie ma na nich ladw krwi, ale nie znalaz. Dugo my rce pod biec wod, szorujc szczoteczk paznokcie. Wyrzuci do miski w ubikacji reszt
mieszaniny i schowa w szafce plastykowe pudeko.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 144

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Gdzie okoo dziewitej zaparzy sobie kaw, zjad w kuchni kilka


kawakw chleba z pasztetem i jabko. Przebra si w szare ubranie, upozorowa w mieszkaniu wyjazd porzdnie ustawione meble, zasonite
okna, nic na kuchni, nic na stole, z azienki zabra maszynk do golenia, mydo, szczotk do zbw i past.
Teczka pomyla. Wrzuci do niej rne papiery, potem siad
przy biurku i wypisa sam sobie delegacj subow do Wrocawia. Blankiety z piecztk mia zawsze przygotowane na tak okazj. Wyfroterowa zapastowan podog, a kiedy zacza byszcze, zadepta troch butami, aby
nie wydawaa si zbyt inna od reszty. Nie zapomnia wyczy i odstawi na
miejsce froterki. Potem siedzia ju spokojnie i czeka, spogldajc co pewien czas na zegarek.
Krtko przed pnoc woy paszcz, kapelusz, rkawiczki, pogasi
wiata, wynis kufer na schody i zamkn drzwi.
Opel record by w podwrzu, mia tam swoje stae miejsce obok murowanego mietnika, miejsce moe mao reprezentacyjne, lecz wygodne.
Wiedzia, e dozorca najczciej nie zamyka bramy, nie by to dozorca etatowy, lecz obsugiwa po trochu trzy kamienice, a mieszka w czwartej, tote rzadko kiedy chciao mu si przykada do roboty. Z okna klatki schodowej wida byo, e na podwrzu nie ma nikogo. Par znanych mu wozw
stao na swoich miejscach, dwa w pokrowcach, inne te wyranie opuszczone przez wacicieli, ktrzy przyjechali ju pewnie z godzin temu albo
wicej. Wytajc minie, nie nawyke do takiej roboty, schodzi ostronie
z trzeciego pitra, kufer by ciszy ni si na pocztku zdawao, niemal

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 145

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wlk go po stopniach, w dodatku w drugiej rce mia teczk i nie mg


opiera si o porcz.
Kiedy dobrn jako do samochodu, by cay spocony, serce walio
mu mocno, a przed oczami latay wietliste krgi. Poczeka chwil, rozgldajc si, czy kto nie nadchodzi, ale nie byo nikogo. Wreszcie serce uspokoio si, wic otworzy baganik, umieci w nim kufer, zamkn starannie.
Sprawdzi, czy brama jest otwarta, potem zapuci motor i wolno wyjecha
na ulic.
Mimo szalonej chci, aby z miejsca wystrzeli setk, jecha najwyej
szedziesitk, tak byo bezpieczniej, szybka jazda moga niepotrzebnie
zwrci uwag lotnej. Dopiero za miastem, na nie owietlonej, pustej szosie, doda gazu i coraz mocniej naciska peda, chcia jak najszybciej znale
si w lesie, chcia ju to wszystko mie poza sob. Z szerokiej drogi nie
skrci w bok, jak zwykle do laboratorium, lecz min boczny wiadukt i jecha dalej. Pamita, e gdzie tutaj jest inna lena droga, znalaz si tam raz
przez pomyk i potem musia wraca na wstecznym biegu, bo nie dao si
zakrci, po obu stronach rosy gste drzewa i krzaki. Znalaz teraz t drog, jecha ni uwanie, powoli.
Zatrzyma wz mniej wicej po kilometrze, wysiad i sta par minut
bez ruchu, nasuchujc, ale nie dosysza nawet szczekania psw ani szelestu lici, dokoa bya zupena cisza i pustka. Wic wszed w zarola, przywiecajc sobie latark. O par metrw od drogi znalaz niewielkie miejsce
wolne od drzew i krzeww, pokryte mokr, jesienn traw. Tutaj pomyla.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 146

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wrci do samochodu, wytaszczy kufer na drog. Na dnie baganika


leaa niedua, lecz ostra opatka, kiedy potrzebowa jej w laboratorium,
kupi i przywiz, lecz nie nadawaa si, wic wrzuci do baganika, moga
si przyda podczas jazdy.
Kopal dugo. Ziemia bya mokra, korzenie traw owijay si dokoa
ostrza opaty, by zreszt zmczony tym wszystkim i gniewny.
Po dwch godzinach d by gotowy. Przycign kufer, otworzy,
zabra z wierzchu swoj bielizn, odoy na bok. Potem, z twardo zacinitymi szczkami, wyj owinite ciao i spuci do dou. Opado ciko, folia
zaszelecia i ucicha. Wrzuci na wierzch zakrwawion szmat, zacz spycha ziemi. Nie wiadomo dlaczego, troch jej zabrako, nie mg wyrwna
powierzchni. Rozejrza si wic po trawie, odszed na bok i zerwa kawaek
darni pod jednym krzakiem, pod drugim, uoy na zasypanej ziemi, wrzuci
na to zeschnite gazie, troch zkych lici. Dugo przypatrywa si, czy
wyglda to naturalnie, poprawi jak sczernia gazk, potem zabra
swoje rzeczy, jeszcze raz obejrza cay teren, czy czego nie pozostawi.
Schowa bielizn do kufra, by teraz lekki, mg go nie jedn rk.
Postawi go w baganiku, otrzepa paszcz, rkawiczki. Wycofywa samochd powoli, ba si, aby o co nie zawadzi, aby na lakierze nie zrobia si
rysa od otarcia gazi czy kamieniem. Przez miasto przejecha nie zaczepiony. W domu raz jeszcze sprawdzi, czy wszystko w porzdku. Zasn
do szybko.
*
Docent Straszewski zbudzi si jak zwykle o wp do sidmej rano.
Usiad na tapczanie, przecign si, ziewn. Ju mia wsta, kiedy pewna

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 147

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

myl uderzya go nieprzyjemnie. Z t myl zasypia gdzie koo pnocy i


potem raz jeszcze zbudzi si nad ranem, na pewno byo to co przykrego,
ale w pierwszej chwili nie mg sobie przypomnie, czego dotyczyo. Bdzi
spojrzeniem po pokoju, potem wzrok jego spocz na drzwiach, ktre oddzielay gabinet od sypialni Boeny.
Oczywicie, to chodzio o Boen. Nie przysza na noc do domu. Zastanawia si chwil, gdzie te moga przenocowa. Wrci z Krakowa pnym wieczorem i nie zasta w mieszkaniu adnej kartki, ktra mogaby wyjani, dokd ona posza i co zamierza. Sdzi wic, e zjawi si gdzie koo
jedenastej. Ale nie przysza. Zaraz... a moe jednak wrcia, tylko on nie
usysza? Wsta z tapczana, rozsun zasony na duym oknie, ktre zajmowao ca cian, ale na dworze by jeszcze mrok, wic zapali grn lamp,
chocia nie lubi wstawa przy sztucznym wietle, zdawao mu si wtedy, e
zrywa si w rodku nocy. Wyszed do przedpokoju. Przez chwil posta pod
drzwiami sypialni, byy zamknite i nie mg sobie przypomnie, czy tak je
zostawi przed pjciem spa. ale jeeli Boena wrcia pno, nie chcia jej
teraz budzi.
Drzwi od kuchni uchyliy si, wyjrzaa gosposia, przychodzia zawsze kilka minut po szstej, aby przygotowa mu niadanie.
Czy pani jest u siebie? spyta dudnicym szeptem.
A gdzie ma by? odpowiedziaa troch zadziornie, bya pyskata, ale lubili j oboje, miaa w sobie co typowo warszawskiego, co czasem
drani, ale do czego czowiek si przyzwyczaja i potem bez tego trudno ju
si oby.
Niech gosposia zajrzy, tylko ostronie poprosi.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 148

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

A pan to nie moe? mrukna, w gosie jej by miech.


Przesza cicho w mikkich pantoflach przez przedpokj, uchylia
drzwi, potem otworzya je szeroko i powiedziaa ze zdziwieniem:
Przecie pani nie ma! Tak rycho si zerwaa?
Stan na progu sypialni i rozglda si dokoa ze zdziwieniem. Nic
nie wskazywao na to, e Boena wyjechaa. Zostawiaby przecie jak
wiadomo. Oczywicie, moga otrzyma depesz, e matce nagle si pogorszyo, chorowaa od miesicy na serce, a mieszkaa w Lublinie. Na stoliku
ani na toaletce nie byo jednak adnej depeszy czy te listu.
Walizka jest i obie torby s, to pani z miasta nie wyjechaa powiedziaa gosposia, zagldajc do pawlacza w przedpokoju. Pewnie posza gdzie w goci i zanocowaa. Na obiad przyjdzie.
Machna rk, wrcia do kuchni.
Dawa niadanie? krzykna stamtd. Co pan bdzie jad,
jajka, ser czy kiebas?
Wszystko odpar, by godny, wczoraj nie zjad kolacji.
Nieobecno Boeny zirytowaa go; powinna bya zostawi jednak
wiadomo. Wszed do azienki, goli si i my z roztargnieniem, myla o
sesji naukowej, ktra miaa si rozpocz pojutrze i na ktrej powinien wygosi referat, a nie mia na to adnej ochoty. Od czasu kradziey w Instytucie Chemii nie mia ochoty waciwie na nic, bya to apatia wywoana utrat
pracy, ale chyba nie tylko to. Myla do czsto o mierci doktora Mikolca,
zna go i lubi, odczu wic t mier jako co osobistego i bardzo tragicznego. Poza tym, ba si. Kradzie jego pracy, zabjstwo Mikolca, napad na inyniera Rakowskiego wszystko to wizao mu si w logiczn cao. Na-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 149

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

kazywao rwnie mie si na bacznoci, uwaa na kady krok, pilnowa


wszystkich notatek i analiz, bo przestpca kimkolwiek by na pewno
na tym nie poprzestanie.
Nie mia pretensji do milicji, wiedzia, e tu nie chodzi o zwykego
rabusia, bandyt, morderc, takich odnajdywali szybko, wiedzieli, gdzie ich
szuka, znali kontakty i powizania w przestpczym rodowisku. Ale tutaj...
Moe nikt tak dobrze jak on nie orientowa si, kim musi by czowiek, ktry z precyzyjn dokadnoci uderza wanie tam, gdzie narodzi
si oryginalny pomys, gdzie dokonano nowego, interesujcego osignicia
w dziedzinie elektroniki kwantowej. Czowiek ten musia mie dostp do
szerokiego wiata naukowcw, musia w tym wiecie obraca si zupenie
swobodnie, bywa na sesjach i obradach, porusza si bez przeszkd po instytutach i orodkach.
Dlatego czowiek ten wiedzia. Mao tego: umia celowo wprowadza
w bd i skierowywa czujno milicji nie tam, gdzie nastpnie chcia uderzy. Straszewski od pocztku nie wierzy w prby zamachu na profesora
Zaklickiego, cho nie przyznawa si do tego gono, z rnych wzgldw.
Tamten czowiek specjalnie cign uwag milicji i kierownictwa
Instytutu Chemii na profesora, ale sam musia wiedzie, e prace Zaklickiego nie maj adnej wartoci. Musia to bya elazna logika i konsekwencja jego postpowania, dwukrotnie bowiem przywaszczy sobie wanie te
prace, ktre byy swego rodzaju rewelacj, wic i za trzecim razem nie mg
si omyli. Genialny zbrodniarz myla o nim Straszewski i odczuwa
coraz silniejszy lk przed tym czowiekiem. Lk ten paraliowa w nim zapa do pracy, wiza rce, obezwadnia. Moe wanie o to tamtemu chodzi-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 150

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

o? Moe to bya dalsza cz jego przestpstw, nieuchwytna, na pozr nie


majca nic wsplnego z kodeksem karnym, ale przez to tym niebezpieczniejsza. Ilu jeszcze kolegw odczuwa ten lk, ktry niszczy im nerwy i hamuje rozwj nauki?...
W niewesoym usposobieniu zasiad do niadania. Jad, bo by godny, ale jad bez apetytu. Przed wyjciem zostawi w sypialni Boeny kartk,
aby zatelefonowaa do Instytutu zaraz po powrocie. Podczas pracy zapomnia o tym, zwalio si na niego mnstwo spraw, odby dwie konferencje,
uoy szkic referatu na sesj i dopiero koo godziny szesnastej zorientowa
si, e czas na obiad. Zagarn papiery do teczki, postanowi, e referat napisze w domu.
Wtedy przypomniaa mu si Boena.
Czy moja ona nie telefonowaa? spyta sekretarki, ktra nakadaa ju paszcz.
Nie, panie docencie odpara, troch zdziwiona. Pani Straszewska prawie nigdy nie dzwonia do Instytutu. Jeeli pan jeszcze zostaje, to
moe poczy z domem?
Dzikuj, zaraz tam jad.
Nagle ogarn go dziwny niepokj o Boen. Tak jeszcze nigdy nie
byo. Zaniedbuj j pomyla, peen przekonania o swojej winie. Jest
modsza ode mnie, nudzi si w domu. Gdybymy mieli dziecko...
Tak, ale Boena nie chciaa dziecka. Obawiaa si, e zbrzydnie, roztyje si, straci urok modoci. No c, trzeba bdzie jednak bardziej si ni
zaj. Moe jaki wyjazd za granic, bo w kraju o tej porze roku nie ma dokd pojecha. Wic na przykad do Francji. Na Nowy Rok. Ma tam sporo

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 151

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

frankw, tumaczyli kilka jego ksiek, zapacili niezgorzej. Mona by spdzi ze dwa tygodnie w Paryu.
Zadzwoni do drzwi w nieco lepszym usposobieniu. Jeeli Boena
dsa si o co, to taka perspektywa na pewno j udobrucha. Zaraz jej o tym
powie.
A gdzie pani? zapytaa gosposia, otwierajc drzwi.
Jak to, jeszcze nie przysza? zdumia si i zaniepokoi na dobre.
I nie telefonowaa?
Nie.
Przez chwil stali, patrzc na siebie z zafrasowaniem, wreszcie gosposia powiedziaa niepewnie:
Moe pani co si stao? Ciemno na tych ulicach, wiatr taki, e mao czowieka nie przewrci.
Zadzwoni do Pogotowia.
Zrzuci paszcz, odnalaz numer, poczy si i czeka cierpliwie, a
tam odnajd, potem odoy suchawk z westchnieniem ulgi.
Nie odpar, widzc utkwione w siebie niespokojne spojrzenie.
Nie mieli takiego wypadku. Chyba eby gdzie w szpitalu...
Przecie szpital daby zna! wykrzykna z kuchni, stawiajc
zup na gazie. Pani nosia w torebce dokumenty, tam by adres i telefon.
Moe zgubia torebk.
Eee, tam. Niech pan teraz je, moe jak raz pani nadejdzie. Polec
pniej do dozorcy, zapytam, czy nie zostawia u niego wiadomoci.
Kiedy gosposia widziaa pani ostatni raz? spyta, siadajc przy
stole.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 152

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

No, kiedy... zastanowia si, z kuchni zapachniao ogrkow


zup. Dzisiaj mamy pitek, wczoraj pan wrci z Krakowa, to by czwartek, a ja... Jake, no przecie wczoraj rano! Przyszam jak zwykle, kiedy pana
nie ma, gdzie koo smej. Pani zaraz wstaa, zjada niadanie, ja o dziesitej
wyszam na miasto po sprawunki. Potem wrciam, bya chyba dwunasta.
Ale pani nie byo. I na obiad nie przysza. Czekaam do pitej, potem zostawiam piecze i surwk na stole, zupy pani nie chciaa, to nie gotowaam,
ziemniaki byy pokrajane do smaenia i kompot sta w lodwce, pani lubi
zimny. No i poszam do domu.
A dzi rano?
Zobaczyam, e nic nie ruszone, tom sobie pomylaa, e pani bya
w gociach i wrcia niegodna. A tu masz, wcale nie przysza.
No, dobra. Niech gosposia poda zup. I kaw prosz zaparzy.
Mia wielk ochot spyta j, czy kto Boeny nie odwiedza podczas
jego nieobecnoci, wstydzi si jednak troch takiego wypytywania, nie
znosi plotek we wasnej rodzinie.
Zjad obiad, potem przenis telefon z przedpokoju do gabinetu, wyj notes z adresami wszystkich przyjaci i znajomych i zacz po kolei wydzwania, pytajc artobliwym tonem, czy nie ma tam jego ony, bo wanie
wrci z podry i si stskni.
Nigdzie jednak jej nie byo, poczu wic coraz silniejszy niepokj.
Wreszcie gdzie koo sidmej wieczr wyszed do kuchni, aby zrobi sobie
jeszcze kawy i zobaczy, e gosposia siedzi pod oknem, cicha jaka i niespokojna.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 153

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Czemu gosposia nie posza do domu? zdziwi si. Zwykle odchodzia koo pitej.
Tak mi jako markotno odpara, wzruszajc ramionami.
Gdzie te ta pani posza?
Siad w kuchni przy stole, opar gow na rku. Boena wiedziaa, e
on ma wrci we czwartek. Gdyby nawet pomyla, nie chcc precyzowa bliej tego, o co j teraz posdza to musiaa si przecie liczy z moim powrotem, wic gdyby nawet to zrobia, miaa do czasu, aby w por
przyj do domu. Ale kto to moe by?
Przebieg myl tych znajomych, ktrych kiedy podejrzewa o podkochiwanie si w jego onie i tych, ktrymi ona, jak sdzi, moga si zainteresowa. Jeeli z ktrym z nich wyjechaa...
Nikt tu nie przychodzi? wyrwao mu si, zanim powcign
jzyk.
Kto by tam mia przychodzi odpowiedziaa, nie patrzc w jego
stron. Zdawao mu si, e w gosie jej bya jaka dziwna nuta.
Siedzieli tak jeszcze z kwadrans, milczc i mylc kade co innego,
cho myli te biegy w jednym kierunku. Wreszcie gosposia podniosa si z
krzesa, signa po paszcz.
Przyjd rano, to pani na pewno ju bdzie zawoaa, chcc go
pocieszy. A pan mgby zadzwoni do Lublina, moe tam si co stao.
Pani dostaa pewnie wiadomo i tak si zacukaa, e zapomniaa kartki zostawi. Matka pani jest stara, to i pogrzeb moe by.
Ma gosposia racj.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 154

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Jednake w Lublinie Boeny nie byo. Musia tumaczy zaniepokojonej teciowej, e wyjechaa i po drodze miaa do niej wstpi, dlatego
dzwoni, ale pewnie jeszcze nie dojechaa, wykrzykiwa to wszystko nieporadnie, nie umia zmyla na poczekaniu, poza tym czno bya fatalna, a
teciowa miaa przytpiony such. Odoy suchawk, nie wiedzc, co robi.
Prbowa skupi myli nad referatem, praca nie sza mu jednak, cigle apa si na tym, e nasuchuje krokw na schodach i chrobotania klucza
w zamku, ale nikt nie przychodzi i w miar, jak upyway godziny, zdenerwowanie jego roso coraz bardziej.
O pnocy pooy si, nie mg jednak zasn. Nad ranem zmorzy
go krtki, ciki sen, po ktrym zbudzi si wymczony i z obola gow.
Wsta, otworzy drzwi do sypialni. Boeny nie byo.
Przed szst przysza gosposia. Nie musiaa pyta, wystarczyo jedno spojrzenie na poblad twarz docenta z gbokimi cieniami na policzkach.
Pan musi da zna do milicji powiedziaa cicho. Bg wie, co
si mogo sta.
Sam wiedzia. Odwleka jednak t chwil, wzdrygajc si przed wywlekaniem w milicji swoich osobistych spraw. Zaczn pyta o ich maeskie poycie, o to, czy si nie kcili, zaczn patrze na niego podejrzliwie,
sprawdza, kiedy wrci i co robi w Krakowie, czy Boena ma kochanka
albo czy on sam jej nie zdradza... Wstrtne.
Nagle przypomnia sobie, e przecie w Paacu Mostowskich jest ten
sympatyczny starszy pukownik, ktry prowadzi spraw kradziey w In-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 155

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

stytucie Chemii. Jak on si nazywa? Aha, Brezga. Moe wic daoby si t


drog...
Odszuka numer telefonu pukownika, spojrza na zegarek. Byo kilka minut po smej. Poczy si, odezwaa si sekretarka, spytaa, kto mwi,
powiedzia swoje nazwisko. Po chwili usysza niski gos Brezgi:
Dzie dobry, panie docencie.
Dzie dobry, pukowniku. Ja... zawaha si.
Brezga inaczej to wahanie zrozumia i rzek.
Niestety, nic jeszcze nie wiem w tej sprawie. W dalszym cigu
szukamy.
Ja nie o tym.
Tak, sucham?
Chciabym... Wolabym nie mwi tego przez telefon zdenerwowa si nagle.
W takim razie prosz przyjecha. Ma pan wz, czy przysa?
Nie mam, ale przyjad takswk.
Niech pan nie bierze przepustki, uprzedz milicjantw w bramie.
Dzikuj.
W p godziny pniej Straszewski siedzia naprzeciwko pukownika i zastanawia si, jak zacz.
Brezga czeka cierpliwie, ssa ma, drewnian fajeczk i postukiwa
ni od czasu do czasu o kant biurka. O co mu moe chodzi? myla,
przygldajc si zmczonej twarzy docenta. Martwi si t kradzie czy
jeszcze co innego...

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 156

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Ma pan jakie kopoty? spyta, nie mogc doczeka si, a tamten rozpocznie rozmow.
Wtedy Straszewski powiedzia. Skpymi, urywanymi zdaniami, nakreli przecie jasny obraz sytuacji.
Pukownik sucha nie przerywajc, czoo sfadowao mu si, odoy
fajeczk. Potem zada kilka pyta, ktrych docent tak si obawia, ale ktre
w ustach tego niemodego ju, znajcego wida ycie czowieka, brzmiay
duo atwiej do zniesienia.
Czy sdzi pan rzek wreszcie, notujc co na kartce e zniknicie ony mogo mie jaki zwizek z paskimi pracami naukowymi?
Straszewski spojrza na niego ze zdumieniem.
To przecie nonsens odpar porywczo. Boena nigdy nie interesowaa si moj prac. Nie zna si na elektronice.
Brezga umiechn si lekko. Zdaje si, emy si nie zrozumieli.
Ja bynajmniej nie posdzam paskiej ony o kradzie pracy albo o wsplnictwo w kradziey. Ale czy pan nie przypuszcza, e jest w tym pewien
punkt wsplny? Dajmy na to, e kto uderza w osoby lub w przedmioty,
ktre s dla pana bliskie. Cenne.
Docent poblad jeszcze bardziej.
Czy to znaczy... czy myli pan, e Boenie co si stao?
Mog si myli rzek pukownik ostronie. I chciabym w
tym przypadku myli si gruntownie. Ale jeeli pan twierdzi z ca pewnoci, e nic podobnego dotd si nie zdarzyo, e nigdy ona nie wyjedaa
tak nagle, bez pozostawienia wiadomoci, w dodatku bez rzeczy, bo walizki

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 157

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

s w domu... Przyszed pan tu, do milicji, bo chyba panu rwnie wydaje si


to wszystko niezrozumiae i budzi niepokj. Czy tak?
Skin gow. Tak byo, przyszed tutaj po pomoc.
Wic czy chce pan, ebymy zajli si odszukaniem ony? Pytam,
bo musz mie podstawy do wszczcia poszukiwa. Nie zawsze rodzina sobie tego yczy od razu, czasem wol czeka tydzie lub dwa. Tutaj nie mamy jeszcze adnych danych, aby przypuszcza, e paskiej onie stao si
co zego. Zdarza si do czsto, e w maestwie kto nagle odchodzi i to
s na og prywatne sprawy.
Pan powiedzia: jeszcze. e nie ma jeszcze adnych danych. To na
co mam czeka? A wyowicie zwoki z Wisy?
Niech pan si uspokoi, panie docencie. C to za przypuszczenia!
Powiedzmy sobie szczerze: pani Straszewska moga z powodw zupenie
osobistych odej od pana z innym mczyzn. Naprawd pan jest przekonany, e tego nie zrobia?
Docent zwiesi gow. Nie, wcale nie by przekonany. Wiedzia, e
Boena lubia atwe flirty, nie by dotd zazdrosny, bo w gruncie rzeczy,
myla, byy to sprawy nic nie znaczce, jakie przelotne sympatie, nudzia
si w domu, a on mg jej powica bardzo niewiele czasu. Ale skd moe
wiedzie, czy wrd tych przelotnych znajomoci nie narodzio si raptem
prawdziwe uczucie?
A wtedy kontynuowa Brezga nasze milicyjne poszukiwania
mog panu sprawi troch przykroci i kopotw maeskich. Oczywicie,
bdziemy dyskretni, o ile si da, wolabym jednak to i owo si dowiedzie,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 158

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wanie po to, aby pan nie przypuszcza rzeczy najgorszych. Zepsute maestwo da si naprawi. Co innego, nie doda ciszej.
Dobrze. Prosz rozpocz poszukiwania. Niech ja chocia wiem,
co zaszo. To prawda, nie jestem dobrym mem. Nie mam na nic czasu.
Rzadko z ni gdzie chodz. To wszystko prawda.
Brezga milcza. Myla o tych onach pracownikw milicji, ktre tygodniami widuj mw tylko przez par godzin na dob, miesicami nie
chodz z nimi do kina lub na zabaw, czasem przez kilka lat nie wyjedaj
z nimi na urlop, a przecie jako te maestwa trwaj, lepsze lub gorsze,
co je wie, moe obustronne zrozumienie, moe licho wie co. Oczywicie, i
tutaj bywa inaczej.
Umwmy si tak rzek na zakoczenie poczekamy jeszcze
do jutra rana. Jeeli do tego czasu ona nie wrci i nie otrzyma pan od niej
adnych wiadomoci, nasz pracownik zgosi si do pana do domu, powiedzmy: jutro pod wieczr i zajmiemy si tym. Bdzie to oficer dowiadczony i dyskretny, moe pan rozmawia z nim otwarcie. Nie umiem w tej
chwili poda jego nazwiska, bo nie wiem, ktry z kolegw dysponuje wolniejszym czasem, ale on si panu przedstawi i powoa na nasz dzisiejsz
rozmow.
Poegnali si, Straszewski wyszed. Brezga siedzia dobry kwadrans,
bawic si fajeczk i rozmylajc. Daby wiele, aby wiedzie ju teraz, czy
zniknicie ony docenta ma jakikolwiek zwizek z kradzie jego pracy, czy
te Straszewska po prostu wyjechaa z jakim facetem w sin dal, bo miaa
ju ma do. Dziwne tylko, e nie zabraa rzeczy, kobiety s na og przywizane do wasnych fataaszkw. Wedug tego, co mu docent mwi, nie

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 159

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

miaa przy sobie wiele pienidzy. Chyba e odoya na boku troch gotwki albo te jej amant dysponowa niezgorsz sum.
Westchn z irytacj. Podnis suchawk wewntrznego telefonu,
nakrci trzy cyfry.
Stefan?... Brezga mwi. Suchaj, czy ktry z twoich ludzi ma troch czasu?... Ja wiem, e s zajci przez cay rok, ale to si chyba wie ze
spraw kryptonim Laser... Nie wiem, tak przypuszczam. Obym si myli...
Przylij do mnie kapitana Szczsnego. Cze.
Diabli nadali warkn Szczsny, kiedy major Daniowicz powtrzy mu polecenie. Czego on chce?
Nie wiem. Mwi, e to si wie ze spraw Laser. Id, to si
dowiesz.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 160

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia sidmy

Nie powiedzia kapitan Szczsny. Ja wiem, co pan robi w


Krakowie, i nie bd o to pyta.
Ju pan wie? docent by zdziwiony i uraony.
Ju. A jeeli pan bdzie mnie traktowa jak natrta, nigdy si nie
porozumiemy. Podjem si zadania nieatwego, bo dotyczy ono najbardziej
osobistych spraw pomidzy dwojgiem ludzi. Jednym z nich jest pan, docencie. To nie jest towarzyska rozmowa, z ktrej mog pniej wynikn plotki.
Chc panu pomc w odnalezieniu ony, chc to zrobi dostpnymi mi rodkami, ale nie dam rady, jeeli pan mi tego nie uatwi. A w kadym razie, bdzie to trwao o wiele duej.
Nie chciaem pana urazi. Jest mi ciko w tej chwili. Ja przecie rozumiem.
Straszewski popatrzy na niad, pocig twarz oficera; spojrzenie
czarnych oczu byo naprawd yczliwe, daby jednak duo, aby caa ta rozmowa nie bya w ogle potrzebna. Ale mija ju czwarty dzie od chwili,
kiedy Boena wysza z domu, aby do niego nie powrci. W tej chwili by
niemal pewien, e opucia go z innym czowiekiem, nie mg tylko zrozumie, dlaczego zrobia to tak bez sowa, bez adnego usprawiedliwienia czy
wyjanienia.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 161

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Potraktowaa mnie jak obcego rzek na wp do siebie, koczc


myl. Przepraszam... pan mnie przedtem o co pyta?
Czy przechowuje pan w domu swoje prace naukowe?
Tak w gosie docenta byo zdziwienie, nie tego si spodziewa.
Wikszo prac pisz w domu.
Gdzie pan je tutaj trzyma?
W szafie ruchem gowy wskaza na elazn szaf w kcie pokoju.
Zawsze jest zamykana, kiedy pan wychodzi?
Tak.
Czy w ostatnich tygodniach czsto pan do niej zaglda?
Do czego pan zmierza?
Niech pan odpowie zniecierpliwi si Szczsny.
Stan przed szaf i oglda j uwanie.
Przyznam si, e nie otwieraem jej chyba od dwch tygodni. Byem zajty innymi pracami w Instytucie.
Prosz j teraz otworzy. Albo nie, prosz da mi klucze.
Delikatnymi ruchami manipulowa przez chwil przy zamku, potem
uchyli drzwiczki. Zajrza do rodka, leay tam rne teczki i dokumenty.
Prosz, niech pan tu podejdzie, ale nic nie dotyka rzek, przygldajc si ciankom wntrza. Niech pan spojrzy. Tak to leao, kiedy
pan ostatni raz zaglda do szafy?
Straszewski milcza, prbujc przypomnie sobie zupenie niewane
dla niego szczegy sprzed paru tygodni. Wzruszy ramionami.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 162

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie potrafi panu odpowiedzie. Moe i tak. Nie pamitam. Sdzi


pan, e kto tu grzeba? Nonsens. I w ogle, jaki to moe mie zwizek z
odejciem mojej ony?
Nie wiem mrukn Szczsny. Wszystko moe by rzuci
niedbale, wyjmujc z kieszeni przybory do daktyloskopowania. Opyli argentoratem teczki i papiery, cign lady linii na foli. Byy do wyrane.
Prosz odcisn palce zwrci si do docenta, ktry mimo woli
zaciekawi si t operacj. Dzikuj. Zaraz bd gotowy.
Usiad przy biurku, wycign lup, dugo porwnywa linie papilarne. Potem umiechn si z zadowoleniem.
Kto by mocno nieostrony powiedzia. Niech pan spojrzy.
Tu, na te linie, zwaszcza kciuka. To jest mska rka, ale nie pana. Dawa
pan komu klucze od tej szafy?
Nikomu, miaem je z sob w podry. Nie moja rka? A czyja?
Kapitan rozemia si.
Oczywicie, powiedziaem gupstwo zreflektowa si docent.
Ale tak mnie pan zaskoczy... Myli pan, e...
Wpatrywa si to w foli, to w otwart szaf, czu zamt w gowie,
wszystko byo coraz bardziej niezrozumiae. I stawao si grone.
Co ja mam o tym sdzi? szepn, przecierajc czoo. Boena
nagle znika z domu, kto obcy otwiera moj szaf, wyciga teczki... Zerwa si, podbieg do szafy, zacz nerwowo przerzuca papiery.
Szczsny przyglda mu si z uwag.
Zgino co?
Nie odpar docent po duszej chwili. Nic.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 163

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Mia pan tu jakie wane opracowania?


Nie. Tak si zoyo, e waniejsze wykresy i obliczenia s w Instytucie, pracujemy nad nimi w laboratorium.
Czowiek, ktry zaglda do szafy, by w chemii dobrze zorientowany zauway kapitan. Dlatego nic nie zabra. Przypuszczam, e to
ten sam czowiek, ktry ukrad pask prac o spjnym promieniowaniu.
Wtedy, z Instytutu Chemii. I ten sam, ktry... urwa.
Nie chcia dokoczy myli.
Ale Straszewski i tak wiedzia.
Ktry zabi doktora Mikolca, prawda? Straszne. Na mio bosk,
kapitanie, co ma do tego... jaki to ma zwizek z moj on? Ja musz wreszcie zrozumie, zna jej rol w tym... Prosz powiedzie wyranie, podejrzewa pan j o co?
Nie odpar Szczsny, twarz mu si zaspia. Obawiam si o
ni. Czowiek, ktry to wszystko zrobi, nie zawaha si przed niczym. Czy
nie mogo by tak, e paska ona go znaa? e go zna? poprawi si
szybko. Bd zupenie szczery: rozmawiaem ju z gosposi, ona ma
pewne podejrzenia, e w czasie pana nieobecnoci przychodzi tu jaki
mczyzna. Wprawdzie nie widziaa nikogo, ale rano znajdowaa, dwa lub
trzy razy, lady... no, kolacji wsplnie jedzonej, kieliszki i tak dalej.
Nic mi o tym nie mwia!
To zrozumiae. Nie wie pan, kto to mg by?
Nie mam pojcia.
Jeszcze jedno pytanie. Czy nie podejrzewa pan o to wszystko ktrego z naukowcw? Fizykw lub chemikw? To nie jest absurdalne pyta-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 164

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

nie. Wiele szczegw wskazuje tu na dziaanie wybitnego fachowca, powiedziabym, niemal geniusza w dziedzinie elektroniki.
Ma pan na myli ten laser? To jest zupenie niemoliwe, kapitanie.
Nie istniej lasery tej mocy, ktre dawayby si przenosi z miejsca na miejsce, jak walizka. Nikt jeszcze nie wyprodukowa laserw na baterie atomowe czy rtciowe.
A jednak doktor Mikolc zosta zabity ig wietln niezwykej mocy. I tak sam ig, tak wizk potwornie silnych promieni, zosta stopiony zamek w szafie Instytutu. Pan widzia ten zamek, te stopione resztki, docencie!
Straszewski dugo milcza, zgnbiony i postarzay nagle o kilkanacie lat. Wreszcie potrzsn gow przeczco.
W kadym razie rzek cicho ja nie znam adnego fizyka czy
chemika, ktrego mgbym posdzi o kradziee i zbrodni.
Dobrze, wobec tego odwrmy pytanie: a czy zna pan takiego,
ktry mgby skonstruowa przenony laser na atomowe lub inne baterie?
Take nie. Czy pan zdaje sobie spraw, czym byby taki laser?
Rewelacj na skal wiatow! I jak pan sobie wyobraa, e on to zrobi?
Sam? W domu, za pomoc widerka i motka? Absurd! Musiaby mie do
dyspozycji cae laboratorium, wspaniale wyposaone, i ze dwch, trzech
rwnie genialnych pomocnikw. I co to ma wsplnego ze znikniciem mojej
ony! O czym pan myli, kapitanie?
Myl, e czowiek, ktry otworzy obie szafy, zna pask on. I
wie, gdzie ona jest.
*

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 165

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Bya niedziela. Szczsny szed przez azienki, prawie puste o tej porze roku, co w zupenoci odpowiadao jego nastrojom. Potrzebowa pustki
i ciszy, aby przemyle co bardzo trudnego i nieuchwytnego, bdzi w tym
jak w gstej mgle, nie chcia niczyjej rady, sam musia ze swymi mylami
doj do adu. Fakty zastanawia si i prbowa je podliczy, uporzdkowa, ale faktw byo niesychanie mao, dla mniej dociekliwego czowieka waciwie nie byo ich wcale. Bardziej wic liczy na swj instynkt ledczy, do czego za nic w wiecie nie przyznaby si kolegom. W komendzie od
dawna utaro si przekonanie, e pomc mog tylko dowody przestpstwa i
zeznania, nie za instynkt, o ktrym nie bardzo byo wiadomo, co to jest i
czym si charakteryzuje. Przysiad na awce, dzie by do ciepy, mimo
pocztkw grudnia, na stawie woda jeszcze nie zamarza i wida byo buszujce w niej wielkie karpie. Z gry grzbiety ich wyglday jak dugie, czarne smugi.
Fakt pierwszy myla, rzucajc rybom kawaki precli spotkanie z tym czowiekiem na giedzie samochodowej. Zapalenie spojwek lub
co w tym rodzaju, to bezsporne. Dlaczego tak si nagle rozgniewa? Pikny
opel record 1700. Inynier, mieszka na Mokotowie, pracuje w F-2, mae
biuro, robi troch projektw... Inynier Ryszard Nort. Niepolskie nazwisko,
to bez znaczenia. Fizyk albo chemik.
Rzuci wikszy kawaek, karpie zatrzepotay, krgi wody rozbiegy
si dokoa.
Fakt drugi: spotkanie w szatni Bristolu. Znowu te oczy, chyba troch podleczone, ale jeszcze wida lady choroby. Nie pozna mnie, adnego
drgnienia na twarzy, bysku we wzroku, nic. Albo udawa. Dlaczego? Nie,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 166

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

nie wolno mi si sugerowa, po prostu nie pozna, zreszt c to wtedy bya


za rozmowa, kilka zda.
Otrzepa rce, sznurek od precli zagrzeba butem w niegu. Karpie
czekay cierpliwie tu pod powierzchni wody.
Fakt trzeci: opel na parkingu, inynier Nort przyjeda takswk,
przesiada si do swojego wozu, odjeda. Dziwne, e kierowca takswki
pamita, skd zabra tego pasaera. Widocznie co mu w nim podpado.
Mniejsza z tym. Nort wsiad do takswki przed Bristolem. I nie sam. Kierowca odwiz tych dwoje na ulic Szwoleerw. Kobieta wysiada, Nort
pojecha na parking. Kobieta bya adnie ubrana, niestara, wicej takswkarz nie pamita.
Wsta z awki, wszed w szerok alej. Na Szwoleerw mieszkaj
Straszewscy. To jeszcze nic nie znaczy, ale mieszkaj pod szstym, tam
gdzie wysiada z takswki adnie ubrana, moda kobieta. Kierowca dugo
oglda zdjcie Boeny Straszewskiej, nie powiedzia jednak na pewno: ta
czy nie ta. C, trudno mu si dziwi. Kelnerzy w Bristolu... jeden pamita,
e Straszewska jada niedawno obiad czy kolacj z mczyzn, ktrego bardzo pobieny rysopis przypomina inyniera Norta. on docenta znaj tam,
bywaa bardzo czsto. Zamy, e tych dwoje znao si naprawd. Co z tego
wynika?
Nic mrukn, wsuwajc rce w kieszenie kurtki. Znowu zgubi
rkawiczki, chyba trzeci raz w tym roku.
Poszukiwania Straszewskiej trway ju przeszo tydzie. W miar
jak upyway dni, Szczsny coraz bardziej wtpi, czy znajd j yw. Byo
nie do pomylenia, aby ta kobieta jak mona byo sdzi z licznych wy-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 167

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

powiedzi znajomych, krewnych, przyjaci, ssiadw znikna z wasnej


chci i woli, porzucajc nagle wszystko, co miaa w domu, a miaa sporo.
Gdyby kogo pokochaa powiedzia mu docent dabym jej
rozwd bez sowa protestu. Wiem, e ycie ze mn, dla takiej kobiety jak
Boena, nie byo niczym atrakcyjnym. Mam do duo pienidzy, dawaem
jej, ile chciaa, ale zdaj sobie spraw, e pienidze to nie wszystko.
Nie kcili si twierdzia stanowczo gosposia. Pan by dobry,
tyle e go byo mao w domu. Ale pani radzia sobie, jak chciaa... Sukien
miaa w szafie tyle, e trzy by obdzieli. Na mj rozum, to pan troch wiedzia, e pani z tym i tamtym chodzi, ale nigdy nie krzycza, jak to inni mowie. Smutna? Nie, smutna nie bya. Moe tylko, na krtko przed tym nim
odesza, troch jakby zmizerniaa, martwia si czym, wci mnie pytaa,
czy kto nie dzwoni. I do skrzynki na listy biegaa... Docent stanowczo zaprzeczy: nie zna adnego inyniera Norta i nawet o nim nie sysza. Nie byo wic adnych podstaw, aby nad tym czowiekiem rozcign dyskretn
obserwacj. Straszewska moga pj z nim do lokalu, potem odwiz j do
domu, uprzejmy towarzysz, nic wicej. Szczsny westchn z irytacj. Wiedzia, e Nort jest w Warszawie, chodzi codziennie do biura, nie wyjechali
wic we dwoje i chyba naleao si od inyniera odczepi. A jednak nie
potrafi.
*
Dochodzia jedenasta w nocy. Siedzieli we trzech w gabinecie majora
Daniowicza, rozoywszy na jego biurku notatki i plan miasta. Tu byo wygodniej ni w ich ciasnym pokoju na drugim pitrze, gdzie od czasu do cza-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 168

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

su odzyway si telefony albo wpada kto z innego wydziau. omnicki wygrzeba resztk kawy i zaparzy.
Zestawiem daty powiedzia Szczsny, gryzc w zamyleniu
koniec dugopisu. Czwarty lipca: kradzie pracy Straszewskiego z Instytutu Chemii. Potem troch spokoju. Dwudziesty szsty wrzenia: zabjstwo
Mikolca i kradzie jego pracy. Nasz wydzia docza do grupy pukownika
Brezgi, oglny kryptonim sprawy: Laser. Drugiego padziernika przeprowadzamy w mieszkaniu Mikolca wizj lokaln, znajdujemy lad na ramie
obrazu. Znowu par tygodni ciszy i czternastego listopada kto zabiera Rakowskiemu teczk z projektem pracy. Dzi ju jestem pewien, e caa ta historia z profesorem Zaklickim bya z gry ukartowana, aby odwrci nasz
uwag od innych osb. Przestpca celowo wysa par anonimw, a potem
zaryzykowa nawet zaczepk Zaklickiego na schodach, tak, abymy byli
pewni, e profesor bdzie obiektem nastpnej napaci. C... przechytrzy
nas, to prawda. No i ostatnie: dwudziesty szsty listopada, Boena Straszewska znika z domu, aby do dzi nie powrci. Dzi mamy szsty grudnia.
To znaczy, e babki nie ma ju dziesi dni.
Ja nie wiem, czy to ma jaki zwizek Krglewski skrzywi si i
podrapa za uchem. Nie rozumiem, po co zestawiasz tamte rzeczy ze
znikniciem Straszewskiej. W kocu, kobieta to nie spjne promieniowanie.
Moe j kto rbn w ciemnej bramie, zwyczajnie dla rabunku, i pewnego
dnia znajdziemy zwoki w jakiej piwnicy albo wyowimy z Wisy.
Mnie te si wydaje, e to dwie zupenie inne sprawy rzek
omnicki: Czowiek, ktry zabi Mikolca i trzykrotnie ukrad cenne prace
naukowe, to przestpca idcy konsekwentnie w jednym kierunku, a tacy

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 169

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

rzadko kiedy zbaczaj z obranej drogi. Nie pasuje mi to do niego, rozumiesz? Oczywicie, jeeli przyj, e zabi Straszewsk. Po co miaby to robi? Babka, jak si wydaje, nie grzeszya rozumem. adnych naukowych
opracowa nie miaa na sumieniu, to fakt. Ja bym tych spraw nie czy.
Brezga i jego ludzie zajmuj si kradzieami prac, do nas naley zabjstwo
Mikolca, a Straszewskiej niech szuka kto inny.
I w ogle, skd ci przyszo do gowy, e tych dwoje si znao?
zauway Krglewski. Pytae docenta?
Jakich dwoje?
No, Straszewska i czowiek, ktry zabi Mikolca i ukrad prace.
Czyli, Straszewska i anonim. Zabrniemy tak, e nikt si potem z tego nie
wyplcze.
Szczsny milcza, patrzc to na jednego, to na drugiego czarnymi
oczami. Waha si, czy powiedzie im o swoich podejrzeniach.
Wydu z siebie, bo ci urzdzimy formalne przesuchanie
mrukn omnicki, dolewajc mu kawy. Od nas si tak atwo nie odczepisz.
Dobrze. Wic suchajcie...
Kiedy skoczy, tamci zastanawiali si par minut, wreszcie omnicki potar czubek nosa, wyj z paczki giewonta i powiedzia:
Na obserwacj faceta to troch za mao. Ale wiesz, co ja bym zrobi?
No?
Ja bym sprbowa dowiedzie si, czy w dni, w ktre nastpiy
kradziee, zabjstwo Mikolca i zniknicie Straszewskiej, ten twj inynier

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 170

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

komu nie podpad. Na przykad, czy czwartego lipca nie krci si w pobliu Instytutu Chemii. Albo czy go kto nie widzia niedaleko mieszkania Straszewskich, mniej wicej od poowy listopada a do dwudziestego szstego.
Moe przyuwayli go z drogowej, jed przecie stale po nocach, kontroluj wozy. Taki adny opel record podpada. Moe zapamitali. Oczywicie, to
bd bardzo wte poszlaki, ale sprbowa mona. I pocign w tym kierunku. A nu chwyci?
Andrzej ma racj przytakn Krglewski. On jest inynierem, ten Nort?
Tak.
Jakiej specjalnoci?
Zdaje si, fizyk.
Tylko nie zapdzajmy si za daleko ostrzeg omnicki. Mog
to by dwie zupenie rne sprawy: tamte laserowe i ta ze znikniciem
Straszewskiej. Nort moe ja mie na sumieniu, ale moe by absolutnie nie
zaangaowany w kradziee prac i zabjstwo Mikolca. Chocia wykluczy si
nie da, e to jeden i ten sam facet.
Za duo szczcia! mrukn Krglewski. Zreszt, my mwimy: czowiek, a jeeli to jest kilku ludzi?
Zapomniaem wam powiedzie o ladach linii papilarnych
rzek piesznie Szczsny. Obce lady, na teczkach z dokumentami i rnymi papierami w elaznej szafie, ktra stoi w gabinecie docenta.
Sprawdzie w Centralnej Registraturze Daktyloskopijnej?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 171

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Oczywicie. Nie maj takich. Docent jest pewien, e nikomu nie


dawa kluczy od szafy. S to linie mskiej rki, bardzo wyrane, kciuk prawej i wskazujce z obu rk.
Trzeba zdoby linie papilarne Norta. Chyba nie bdzie trudno,
wymyli si jaki interes do tego biura F-2. Ale jeeli nawet si okae, e
na dokumentach s jego linie, to wiele z tym nie zdziaamy. Nort moe na
przykad powiedzie, e zna Straszewsk, przychodzi do niej do domu i
kiedy, na jego prob, pokazaa mu prace swego ma.
A klucze?
On powie, e leay na biurku. Albo wisiay przy drzwiach szafy.
Albo Straszewska miaa w torebce. Docent mg zapomnie, e je zostawi.
Docent czsto wyjeda, babka si nudzia i zapraszaa rnych facetw,
ktrych on mg wcale nie zna i na oczy nie widzie. Raz zaprosia inyniera-fizyka, ktry zainteresowa si pracami docenta. Jak udowodnisz, e tak
nie byo? Chyba e kobieta si znajdzie i sama to wyjani.
Nie zapominajmy, e nie mamy w tej chwili adnych dowodw na
to, e Nort rzeczywicie zna Straszewsk! dorzuci omnicki. To s
tylko przypuszczenia. Trzeba by mu najpierw udowodni, e j zna.
Jeeli nie zna, to jakim cudem jego linie papilarne znalazy si na
dokumentach, ktre byy w mieszkaniu Straszewskich? Jeeli, oczywicie,
linie si zgodz.
Sprytny go znajdzie na to dziesi zupenie logicznych wyjanie, z ktrych potem ty bdziesz musia kade po kolei obala. Na przykad powie ci, e widzia te prace w Instytucie Chemii i oglda, bo go zacie-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 172

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

kawiy. Czy sam Straszewski potrafi zapewni, e jego teczki nigdy tam si
nie znajdoway?
Gdzie on mieszka, ten Nort? spyta Krglewski.
Na Odyca. Mokotw.
Poka plan.
Dugopis zakreli lini pomidzy ulic Odyca a Szwoleerw. Potem drug, midzy Odyca a Rutkowskiego, gdzie byo mieszkanie doktora
Mikolca. Trzeci do Instytutu Chemii. I czwart na Boczn.
Pojad jutro do Wydziau Ruchu Drogowego rzek may porucznik. Zostaw mi ten plan miasta. Moe uda si co odnale. Czy docent zgodzi si, eby opublikowa w prasie zdjcie jego ony?
Nie odpar Szczsny.
*
Po przerwie obiadowej zjazd wznowi obrady. Poniewa jednak do
gosu zapisao si dwch profesorw o skrajnie przeciwnych pogldach na
stosowanie wzoru Plancka w widmowym rozkadzie mocy promieniowania
oczywicie, chodzio o promieniowanie ciaa doskonale czarnego
wikszo zebranych wiedziaa z gry, e dyskusja pomidzy tymi dwoma
panami potrwa co najmniej godzin, a nie wniesie przy tym nic nowego, nic,
czego by uczestnicy wielu poprzednich zjazdw ju nie syszeli. Tote sala
zapeniona bya tylko w poowie, za to w bufecie nie byo miejsca przy adnym stoliku, a przed lad staa duga kolejka. Zagraniczni gocie rozgldali
si za swymi tumaczami albo po prostu wskazywali palcem na t czy inn
kanapk, porcj saatki w majonezie lub wgierskiego tortu.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 173

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Inynier Ryszard Nort dopcha si wreszcie do sprzedawczyni w bufecie, otrzyma kaw i porcj parwek na gorco, wycofa si ostronie z
niecierpliwego tumu i umieci zdobycz na parapecie najbliszego okna.
Nie byo to jednak dobre miejsce do jedzenia parwek.
Tu jest jeszcze jedno krzeso - usysza czyj gos. Prosz, moe
kolega skorzysta.
Spojrza w t stron. Twarz bya troch znajoma, cho nie mg jej
skojarzy z adnym nazwiskiem, pewnie jaki fizyk z warszawskiego oddziau NOT-u albo z ktrego z instytutw.
Jeeli mona... z ulg postawi parwki i kaw na obrusie, zaj
ostatnie puste krzeso.
Okropny tok doda, obrzucajc uwanym spojrzeniem twarze
pozostaych goci przy stoliku. Nie zna adnego. Tym lepiej, dadz zje
spokojnie, obejdzie si bez konwencjonalnej rozmowy w rodzaju: ciekawa
dyskusja albo nudna dyskusja, zalenie od punktu widzenia. Tamci rozmawiali z sob, wymieniajc uwagi na temat referatu. Postanowi nie miesza si, musia jednak sucha, co mwili. W pewnej chwili rozmowa go
zainteresowaa. Skoczy je, zapali papierosa i przyjrza si temu, ktry
od paru minut cign na siebie jego uwag.
By to mczyzna do jeszcze mody, w okularach o bardzo grubej
czarnej oprawie, ktre przysaniay mu prawie p twarzy. Rysy mia regularne, wosy lekko szpakowate, gste, koo ust gbokie bruzdy. Z rozmowy
wynikao, e przyjecha na zjazd ze Szczecina.
To troch nieprawdopodobne umiechn si jego ssiad z lewej strony, ktry zaprosi przedtem Norta do stolika. Wprawdzie foto-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 174

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

grafia w podczerwieni to nie moja specjalno, ale co nieco w niej si


orientuj, panie docencie.
Zdaj sobie spraw, e moe to brzmie nieprawdopodobnie
odpar tamten. Przeprowadziem jednak szereg prb. Wyniki byy zaskakujce, nawet dla mnie samego.
Pan jest fizykiem? spyta trzeci z mczyzn.
Nie. Paleontologiem i botanikiem. Ale zajmuj si przede wszystkim mikrofotografi w podczerwieni.
Przyznam si, e... fizyk z warszawskiego NOT-u zastanawia
si przez chwil. Wiem, e w paleontologii mona wykorzysta ten sposb fotografowania do ronego typu skamieniaych szcztkw, odciskw
organizmw kopalnych, rolin czy zwierzt. Powiedzmy, szcztki owadw
w bryle bursztynu lub zwierzt w bryach wgla, w mineraach i tak dalej.
To jest zrozumiae. Promieniowanie podczerwone... chlorofil dziaa na nie
nawet przez ile tam milionw lat, podczas ktrych rolina tkwia w skale.
Nie tylko chlorofil zauway trzeci. Ksantofil te odbija
promieniowanie podczerwone.
Tak zgodzi si docent. Ale nie o to przecie mi chodzi. To s
rzeczy znane. Ja si zajem badaniem rolin ywych, rosncych w polu czy
w lesie. Za pomoc fotografii w podczerwieni uzyskano ju ciekawe wyniki
w badaniu przezroczystoci drzew, ich rnych gatunkw. Mj aparat... no,
nie chc teraz wchodzi w szczegy budowy. Krtko mwic, wykrywa on
obecno obcego organizmu w promieniu kilkunastu metrw od najgbiej
sigajcych korzeni drzewa czy krzaku, pod ziemi oczywicie, wzgldnie
pod wod. I okrela ten organizm, jego struktur chemiczn, wag, wiel-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 175

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

ko, pooenie w ziemi. Nastpnie za pomoc fotografii w podczerwieni


mog uzyska do dokadny obraz organizmu.
Niezwykle interesujce rzek fizyk. Byby to na pewno cenny wynalazek dla rolnikw, ogrodnikw, lenikw...
Owszem, ale nie tylko. Dla budowniczych rwnie. Dla architektw. Aparat rejestruje w podobny sposb kady organizm, znajdujcy si w
ziemi, choby tam nie byo drzew. A wic, przy budowie domu. Przy badaniu piwnic, podziemnych przej. Zdarzyo mi si tu docent umiechn
si okreli moim aparatem, i to bardzo dokadnie, ukryty pod piwnic
skad win i wdek, schowany chyba przed wielu laty. Kiedy pniej zaczto
w tym miejscu kopa, miejscowy architekt dawa mi kilkadziesit tysicy
zotych za sprzeda aparatu. Oczywicie, nie zgodziem si.
Przepraszam, e si wtrcam... Nort zawiesi gos.
Prosz bardzo, panie kolego rzek fizyk z roztargnieniem, tamci skinli gowami.
Jeeli dobrze zrozumiaem Nort zwrci si w stron docenta
ze Szczecina paski aparat okrela, mwic oglnie, kady organizm,
znajdujcy si pod ziemi wzgldnie pod wod. A wic jest to jak gdyby
ulepszone wydanie wykrywacza min, kretw i butelek alkoholu?
Wszyscy rozemieli si, a docent pogrozi mu palcem.
Niech pan si nie gniewa Nort przybra skruszony wyraz twarzy. Naturalnie, to by art.
Tak te go zrozumielimy rzek fizyk, troch zdziwiony.
art, z paskiej strony doda Nort, umiechajc si do wynalazcy. Taki aparat nie istnieje.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 176

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Na chwil zapada cisza. Docent poprawi okulary i odpar zupenie


spokojnie:
Taki aparat istnieje. Mam go w swoim pokoju hotelowym, na drugim pitrze. Ale nie dziwi si, e panu trudno uwierzy.
Przepraszam, panie docencie wtrci si skonsternowany fizyk,
bd co bd to on zaprosi Norta do stolika czy aparat wykrywa rwnie
organizmy ywe?
Skde! zawoa trzeci z mczyzn. Przecie wykry skad
butelek.
Owszem, ywe i martwe. Z martwych, na przykad zwoki ludzkie.
Raz ju to zrobi, na dnie gbokiej glinianki. W wojewdztwie biaostockim,
za maym miasteczkiem powiatowym, cign si glinianki i wykopy chyba
przez par kilometrw. Utono tam dziecko. Zaoszczdziem wtedy milicji
dugich poszukiwa.
Przywiz pan ze sob aparat, aby go zademonstrowa na zjedzie? spyta fizyk.
Nie. Po co? I co ja bym tu wykrywa? umiechn si docent.
Prawdopodobnie ofiaruj ten model warszawskiej milicji. Zreszt, jeszcze
nie wiem. Bd w stolicy dwa tygodnie, wic mam duo czasu do zastanowienia si.
Dlaczego akurat warszawskiej milicji?
Widzi pan... to jest taka skomplikowana sprawa. W ostatnim czasie zagina w Warszawie pewna bliska mi osoba. Zreszt, mniejsza o to.
Nie chciaem sprawi panu przykroci rzek fizyk. Ale jeeli
paski aparat stwierdzi obecno... chrzkn, zawaha si przecie to

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 177

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

bdzie oznaczao, e ten czowiek nie yje, wic czy nie bdzie to dla pana
bardzo przykre? Fotografia zwok, ewentualnych zwok poprawi si szybko i wszystko z tym zwizane...
Jeeli ona nie yje odpar docent niech chocia znajd ciao.
Ale nie mwmy ju o tym.
Podnis si, skoni wsptowarzyszom przy stoliku i odszed w
stron sali obrad.
Trzeci z mczyzn wsta rwnie, dojrza przy bufecie kogo znajomego.
Dlaczego pan tak powiedzia? rzek fizyk z wyrzutem w gosie.
Nie sdzi pan chyba, e na zjazd zaproszono nieuka czy szarlatana.
Kto to jest? odpar Nort pytaniem. Docent Modrzewski ze
Szczecina. Znany botanik. Ma za sob kilka cennych prac z dziedziny wpywu promieniowania na wzrost i ywotno zi leczniczych. Nie wiedziaem, e zajmuje si rwnie fotografi w podczerwieni. A ten aparat... c,
moe odda cenne usugi w rnych dziedzinach wiedzy praktycznej.
On to sam skonstruowa?
Niezupenie. Wynalazek jest jego wasny, ale aparat zosta wykonany w jakim instytucie. Nie potrafiliby go jednak zdublowa bez dokumentacji, a t docent zawsze trzyma przy sobie. Nawiasem mwic, nie
dziwi mu si. Zanim nie opatentuje konstrukcji, mgby mu kto wej w
parad.
Tak, to zrozumiae. Zwaszcza e mielimy ostatnio kilka wypadkw kradziey prac naukowych zauway Nort z trosk w gosie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 178

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

E, nie wierz w to! fizyk machn rk lekcewaco. Wicej


w tym wszystkim plotek i niepotrzebnego rozgosu ni prawdy.
No, nie! zaoponowa ywo. Skradziono przecie prac docenta Straszewskiego, zamordowano doktora Mikolca, a potem ten napad
na inyniera Rakowskiego... chyba do, nie sdzi pan?
Te-te-te! I pan naprawd wierzy w to wszystko? Ja jestem niemal
pewien, e ani zabjstwo Mikolca, ani napad na Rakowskiego nie miay
adnego podoa zawici, konkurencji zawodowej albo cech szpiegostwa.
Uwaam, e kady wypadek trzeba rozpatrywa oddzielnie. I nie podciga
motyww pod wsplny mianownik. Rakowskiego obrabowa zwyky zodziejaszek w ciemnej i pustej uliczce. Mikolc... podobno zabrano mu pienidze i biuteri ony. Wic morderstwo z chci zysku, jakie bandziory.
A praca Straszewskiego? w gosie Norta bya nuta rozbawienia.
Nie wiem, jak tam byo, ale nie wierz w adne lasery przenone,
to bzdura! Wytrawni wamywacze potrafi stopi rne zamki, pewnie
przynieli ze sob palnik acetylenowy, a wartownik spa.
Zwykli wamywacze nic zabieraliby prac naukowych. Przecie tego u nas nikt nie kupi.
Tote na pewno nic zabrali. Sdzili wida, e w szafie s pienidze. Straszewski jest bardzo roztargniony, moe zostawi teczk z prac
gdzie w pocigu czy w hotelu. Pewnie niedugo si znajdzie.
Pan jest urodzonym optymist rozemia si Nort. Dawno
pan zna docenta Modrzewskiego?
O, tak! odpar fizyk z przekonaniem w gosie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 179

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

I bya to prawda. Przeszli potem na sal, fizyk zmiesza si z tumem


i znik, Nort manewrowa tak, aby znale si blisko Modrzewskiego i udao
mu si to. Podczas nastpnej przerwy i jeszcze pniej, nie biorc udziau w
rozmowie, zdoa usysze wiele dalszych szczegw, dotyczcych wynalazku. A byy to sprawy, ktre day mu sporo do mylenia.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 180

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia smy

Sdzi, e zbyteczne bdzie w kadym razie na pocztek zabieranie aparatu, choby ze wzgldu na jego objto i wag. Modrzewski
okreli swj wynalazek jako cenny, lecz jeszcze nie dopracowany w produkcji, wanie z powodu zbyt duej wagi. Aparat przypomina w obecnym
stanie odbiornik telewizyjny typu Orion. Docent liczy, e do szybko uda
mu si zmniejszy gabaryty prawie o poow. Dokumentacja oto, co naleao zabra. Teczk z dokumentacj zobaczy ju podczas przerwy w dyskusji na zjedzie, Modrzewski pokazywa komu wykresy i obliczenia, byo
tego chyba ze trzydzieci stron maszynopisu, kilkanacie rysunkw i zdj.
Mieciy si w ciemnozielonej plastykowej teczce, ktr docent wsun potem do wikszej, z czarnej wytaczanej skry.
Nie mia wtpliwoci, kim jest osoba zaginiona niedawno w Warszawie, a bliska Modrzewskiemu tak bardzo, e dla jej odnalezienia
choby tylko zwok gotw by odda swj cenny wynalazek. W trakcie
rozmowy, prowadzonej przyciszonym gosem na sali pomidzy docentem a
ktrym z jego znajomych, pado imi Boena. Wwczas tamten znajomy
spyta:
Sdzisz, e ona nie yje? na co Modrzewski skin gow twierdzco. Wtedy znajomy doda jeszcze: Teraz rozumiem, dlaczego Straszewski dzi nie przyszed. Wicej ju na ten temat nie mwili.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 181

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

W domu, lec wieczorem na tapczanie, zastanawia si, co czyo


docenta z Boen. Dziwne, ale przecie poczu jakby cie zazdroci o t znajomo, ktra nie musiaa by czym bahym. Czu te pewne zadowolenie,
e oto pomidzy tym dwojgiem wszystko raz na zawsze si skoczyo, cho
nie kocha Boeny ani przez chwil, bya mu tylko potrzebna, a potem zacza przeszkadza, wic j usun, jak usuwa si przedmiot stojcy na drodze. Wiedzia, e zrobi wszystko co naley, aby nikt nigdy nie mg mu zarzuci: Ty j zabie. Nie pozostawi adnych ladw, nie zosta zauwaony przez nikogo tam w lesie, wrd nocy, ani te pniej, kiedy wraca do domu. Tego by pewny. Ta pewno dawaa mu spokj, bardzo potrzebny do dalszego dziaania. Umia zdoby si na ogromny wysiek, kiedy
chodzio o realizowanie wasnych planw, umia odrzuca od siebie wszelkie zbdne myli i uczucia, koncentrowa si tylko na jednej, w danej chwili
zamierzonej czynnoci. Wymagao to jednak zupenego spokoju.
Wymagao rwnie opanowania wielu rodzajw wiedzy, cigego
kontynuowania studiw nad fizyk, chemi, elektronik kwantow zwaszcza, w ktrej coraz to kto odkrywa nowe prawa, metody, koncepcje. Studiowa te prawa i metody, niektre wyprbowywa w swoim laboratorium,
chwilami jednak ogrom cudzych osigni przytacza go tak dalece, e bezradnie opuszcza rce. Mcio mu si w gowie, czasami nawet zdarzao si,
e czego nie mg rozwika samodzielnie.
Wiedzia, e potrzebni mu s asystenci, zazdroci ich profesorom z
instytutw, ale jednoczenie strzeg swych tajemnic tak zaciekle, z tak wielk ostronoci zaciera za sob wszelki lad, e nie pozostawao mu naprawd nic innego, jak tylko praca absolutnie samotna, pustelnicza.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 182

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Incydent z Boen nigdy sam przed sob nie nazywa tego, co zaszo inaczej, zamci na krtki czas jego spokj, szybko postara si jednak,
aby o tym zapomnie. Teraz, na zjedzie, inni przypomnieli mu w sposb,
ktry mg w rezultacie okaza si pomylnym. Nadarzaa si okazja, aby
wydrze z czyich rk cenny wynalazek i zabra go na wasny uytek. Nie
mia adnych wtpliwoci, e uyje go lepiej ni ktokolwiek inny. Jego przekonanie o wasnej wartoci od dawna przekroczyo wszelkie moliwe granice.
W dwa dni po zjedzie, kiedy siedzia skromnie przy biurku w jednym z pokojw F-2, zadzwoni telefon. Nie pieszc si, wycign rk po
suchawk.
Sucham, wydzia induktorw szkolnych.
Chciabym mwi z inynierem Nortem usysza obcy gos.
Nort przy telefonie. Sucham pana.
Mwi porucznik Cichocki z Wydziau Kontroli Ruchu Drogowego
Milicji Obywatelskiej. Dzie dobry panu.
Dzie dobry. O co chodzi, poruczniku?
Pan jest wacicielem samochodu opel record 1700, numer rejestracyjny szesnacie trzydzieci cztery?
Tak.
Prosz zgosi si jutro z rana do Wydziau, pokj siedemnacie.
Najlepiej pomidzy sm a dziewit. Prosz wzi kart wozu i prawo jazdy. To nie potrwa dugo.
Ale o co chodzi? zniecierpliwi si. Wiedzia, e wszystkie dokumenty ma w najwikszym porzdku.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 183

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nic takiego, ale trzeba pewn rzecz wyjani. Pan jecha tym wozem w nocy z dwudziestego szstego wrzenia na dwudziesty sidmy przez
Nowy wiat?
Naprawd nie pamitam. We wrzeniu? Panie, przecie teraz jest
grudzie! Niech pan nie wymaga ode mnie cudw. Jed swoim oplem
prawie codziennie.
No wic trzeba to wyjani. By pan zatrzymywany przez sub
ruchu i mia pan si zgosi nastpnego dnia do Wydziau.
I dopiero teraz panowie sobie o tym przypomnieli? Wzruszajce!
Ale ja nie pamitam absolutnie adnego zatrzymywania przez milicj. Mog
pana zreszt zapewni, e gdybym mia si zgosi, to bym si zgosi. Nie
uciekam przed wami. Nie mam powodu.
Wie pan, to nie byo adne wezwanie, zagroone sankcjami karnymi. Po prostu, mia pan co uzupeni w karcie wozu. Chcemy do koca
roku zlikwidowa wszystkie zalegoci. Wic prosz przyjecha jutro rano,
wyjanimy spraw i bdzie spokj.
Dobrze. Przyjad.
Odoy suchawk i zamyli si. Co uzupeni w karcie wozu?
Nonsens, nie ma nic do uzupeniania. A moe wtedy byo? Dwudziestego
szstego... wyj notes, przerzuci kartki. Przy dacie dwudziestego szstego
wrzenia zobaczy maleki znaczek. No, tak. Teraz sobie przypomnia. Kiedy wraca do domu, opuciwszy mieszkanie doktora Mikolca, w pobliu placu Trzech Krzyy zatrzyma go milicjant ze suby ruchu. Ale czy to moliwe, e kazano mu wwczas zgosi si do Wydziau, a on o tym zapomnia?
By niemal pewien, e nic takiego nie zaszo. Respektowa wszelkie przepisy

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 184

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

porzdkowe i administracyjne, wychodzc z zaoenia, e tylko przy takim


postpowaniu uwolni si od zalewu drobnych, dokuczliwych, a nawet czasami niebezpiecznych potkni, ktre dla niego mog mie nieobliczalne
skutki. Przede wszystkim za, nie chcia dopuci do jakichkolwiek zetkni
z milicj. Siedzia przy biurku ze cignitymi brwiami, prbujc przywoa
w pamici szczegy tego nocnego spotkania. A wic, patrol by na motocyklu, zatrzymano go lizakiem, zahamowa natychmiast i czeka. Pamita,
e na krtko przed tym to byo moe minut wczeniej zdj gumowe
rkawiczki i... chyba odrzuci je na tylne siedzenie? Czy te leay obok niego? Rce mia jeszcze wilgotne, kiedy podawa milicjantowi kart wozu i
prawo jazdy. Ale tamten nie mg tego wyczu, mia na rkach skrzane rkawice.
Zaraz... mia czy nie mia? Moe tylko na lewej rce? Ale przecie nie
zrobi adnej uwagi ani na temat papierw, ani gumowych rkawiczek.
Pewnie wcale ich nie dojrza na siedzeniu. W wozie palio si wiato, mg
dojrze. No i co z tego? Co z tego, u licha, e kto ma gumowe rkawiczki?!
Przetar twarz, zapali papierosa.
Jestem przewraliwiony pomyla. Nie wolno. Nie wolno sobie na
to pozwoli, musz by cakowicie spokojny, opanowany. Wanie przy takich drobiazgach zdarzaj si ludziom nerwowe zaamania, ktre...
Nie chcia kontynuowa tej myli. Nic si nie stao, wszystko jest w
porzdku, pojedzie jutro na Kotsisa, zaatwi co trzeba i na tym sprawa si
zakoczy. Nazajutrz, uzyskawszy zwolnienie z biura, przejrza raz jeszcze
dokadnie wszystkie dokumenty opla i prawo jazdy, byy w porzdku, nawet ubezpieczenie mia opacone. Blisko godzin przeglda samochd,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 185

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

sprawdzi biegi, wiata, stan silnika, nie zapomnia o wycieraczkach, nie


chcia, aby mogli do czegokolwiek si przyczepi.
Przyjecha umylnie dopiero o jedenastej, to oni mieli do niego interes, nie on. Porucznik Cichocki, ktry przywita go w pokoju numer siedemnacie prcz niego by tam jeszcze jaki cywil, zajty pisaniem na maszynie nie powiedzia jednak ani sowa na temat godziny. Wskaza krzeso, poprosi o dokumenty i zagbi si nie z uwag. Robi to do wolno, a Nort
zniecierpliwiony zacz go przynagla, mia przecie wrci jeszcze do biura.
Ju kocz odpar porucznik. Zdaje si, e wszystko jest w
zupenym porzdku.
Machinalnie podsun gociowi otwart papieronic zapaki. Nort
spojrza na poduny, ciemnobrunatny przedmiot i zdziwiony przyjrza si
papieronicy z obu tron. Bya wykonana z jakiego stopu metali, przypominaa opalone zoto, z tym wszystkim waya nie wicej ni par dekagramw.
Z czego to jest zrobione? spyta, obracajc w palach dziwny
wytwr nieznanego rkodzielnika.
Cichocki umiechn si z roztargnieniem.
A, to... kto mi przywiz z dalekich krajw. Nie wiem dokadnie.
Jaki metal, chyba. Raz jeszcze rzuci okiem na kart wozu, poda mu dokumenty i rzeki z pewnym zaenowaniem:
Okazuje si, e mnie mylnie poinformowano. Zmyj gow temu
pracownikowi. Moe ma pan krewnego o tym samym imieniu?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 186

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie. Wobec tego, bardzo przepraszam. Niepotrzebnie pana fatygowaem.


Nic nie szkodzi.
Stojc ju w drzwiach, zapyta z pumiechem:
Nie sprzedaby pan tej papieronicy?
O, nie! odpar Cichocki. To pamitka. Ten kolega zgin w
wypadku samochodowym. Czubym si gupio, gdybym sprzeda.
Rozumiem rzek, chocia zupenie nie mg tego zrozumie,
nie uznawa adnych pamitek, tym bardziej po zmarych.
Poegnali si i Nort opuci pokj. Cywil przy maszynie odczeka kilka minut, wyjrza przez okno, a upewniwszy si, e inynier jest ju przy
samochodzie, wrci do pokoju, rozpostar szeroko czyst chustk do nosa i
pooy na niej prawie nie dotykajc palcami pamitkow papieronic. Potem szybkim ruchem obsypa przedmiot proszkiem i czeka chwil, patrzc
na ciemny metal.
Nie uywasz argentoratu? zagadn go Cichocki.
Tym razem nie - odpar tamten. Na wiee lady lepsza jest rodamina-B. Popatrz, jak one nabieraj lekko czerwonego koloru!
Aha. Zdejmiesz na foli?
Raczej nie. Wol sfotografowa, przy rodaminie to pewniejsze.
Ten facet... on rzeczywicie mia co nie w porzdku w papierach?
Daj Boe kademu mie takie dokumenty, jak on. I wtedy, w nocy,
te nic nie zaszo, zwyka kontrola. Nie wiem, dlaczego kapitan Szczsny tak
si interesuje tym dwudziestym szstym wrzenia.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 187

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie wiesz? To sobie przypomnij. Tej nocy kto rbn doktora Mikolca, w jego mieszkaniu. Ci z wydziau zabjstw dotd nie mog wpa na
aden lad.
Mylisz, e to Nort?
Nie mam pojcia.
Bo jeeli to on Cichocki koczy swoj myl to trzeba zwrci uwag na jego opla record. Zrobi to, na wszelki wypadek.
*
Kilka minut po sidmej rano w pokoju hotelowym numer dwiecie
dwanacie biay telefon na stoliku zabrzcza dyskretnie. Docent Modrzewski odoy rcznik, wyoni si z mikroskopijnej azienki i uj suchawk.
Prosz.
Czy pan docent Modrzewski?
Jestem przy telefonie. Kto mwi?
Tutaj inynier Nort. Poznalimy si na zjedzie, w bufecie, moe
pan sobie przypomina? Byem wwczas na tyle nieostrony, e wyraziem
wtpliwo w istnienie paskiego aparatu. W glosie Norta bya przepraszajca nuta, nie pozbawiona odrobiny przekory.
A, tak. Przypominam sobie. I c, zmieni pan zdanie?
Czy mgbym zobaczy ten aparat?
Myl, e nic nie stoi na przeszkodzie. Kiedy pan chce przyj?
Uzaleniam to od paskiego wolnego czasu.
Wic dobrze. Na sm musz wyj do ministerstwa. Bd tam na
konferencji i pokazie, wanie z moim aparatem, to potrwa par godzin. Potem jestem umwiony w jednym ze Zjednocze, pojad tam prosto z mini-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 188

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

sterstwa. Pniej id na obiad do znajomych, na czwart po poudniu. Powiedzmy, e gdzie koo szstej, dobrze? Do tej pory wszystko ju pozaatwiam i wrc do hotelu.
O szstej wieczorem? A wczeniej pana nie bdzie?
Nie. W aden sposb nie mog wczeniej.
Dobrze. Przyjd o osiemnastej. Do widzenia panu.
Do zobaczenia.
Modrzewski odoy suchawk i sta par minut obok stolika, zastanawiajc si nad czym. Wreszcie zmarz, dosta gsiej skrki, wic narzuci
pidam, usiad przy telefonie i poprosi central o miasto. Potem wykrci
numer, a kiedy kto si odezwa z drugiej strony, powiedzia pgosem:
Dzwoni... Tak, przed chwil... Na osiemnast... Nie, tu w hotelu...
To co proponujecie?... Tak, rozumiem.
Ubra si szybko, z czarnej teczki wyj ciemnozielon plastykow,
pooy na stole i przyglda jej si przez chwil, jakby zobaczy teczk po
raz pierwszy w yciu. Nie by pewien, czy powinna lee na stole, czy te
lepiej byo umieci j w szafie. Wreszcie schowa zielony plastyk do walizki, niedbale przekrci kluczyk i pozostawi go tam.
W kwadrans potem schodzi do baru na niadanie. Pokojwce spotkanej na schodach powiedzia, e wrci dopiero na szst wieczr. To samo powtrzy portierowi, kiedy wychodzi ju z hotelu. Zaatwiwszy w ten
sposb co do niego naleao, zapomnia o Norcie, teczce i caym tym problemie.
Okoo poudnia inynier Nort wszed do hallu, rozejrza si uwanie
dokoa, wyranie kogo szukajc, a nie znalazszy, usiad z boku w fotelu i

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 189

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

zaj si gazet. W chwil pniej z zagranicznego autokaru, ktry zatrzyma si przed hotelem, wysypaa si gromadka zmczonych turystw i
wtoczya do hallu, wytwarzajc na pewien czas swoisty baagan. Nort podnis si z fotela, uprzejmie ustpi miejsca starszej pani w fokowym futrze
i, rzuciwszy okiem na pomieszczenie recepcji, przemkn schodami na drugie pitro. Wiedzia, e o tej porze pokojwki skoczyy ju sprztanie. Krciy si jednak po korytarzu, mogy wic w kadej chwili zainteresowa si
gociem, ktry wchodzi nie do swojego pokoju, a w dodatku posuguje si
innym kluczem, ni naley. Pokj dwiecie dwanacie by ostatnim po prawej stronie, na samym kocu korytarza. Dziwnym trafem nie palia si arwka w lampie i korytarz pogrony by w pmroku.
A jeeli mimo wszystko nie wyszed? przyszo mu na myl. Zapuka
do drzwi, wpierw ostronie, potem goniej. Nikt nie odpowiedzia. Tam w
hallu nie chcia podchodzi do portiera, a tablica z kluczami umieszczona
bya nieco z boku i z miejsca, w ktrym siedzia, nie mg dojrze, czy klucz
dwiecie dwanacie wisi na swoim gwodziu.
Nacisn klamk. Drzwi byy zamknite. Czeka jeszcze chwil,
wreszcie wyj z kieszeni doskonay, angielski wytrych, woy w zamek,
par razy przekrci. W chwil potem by ju w pokoju. Teraz naleao bardzo si popieszy. Rozejrza si dokoa: st, stolik kolo tapczanu, szafa,
walizka. Na obu stoach nie byo zielonej plastykowej teczki, nie znalaz jej
te w szafie. Przyklkn na pododze, kluczyk od walizki tkwi w zamku, co
go troch zastanowio. Widocznie docent Modrzewski mia pene zaufanie
do hotelowej suby. Teczka leaa na samym wierzchu. Otworzy j, przez
cay czas manipulujc w cienkich gumowych rkawiczkach, zgarn wszyst-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 190

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

kie papiery, zwin w rulon, wsun do duej wewntrznej kieszeni kurtki.


Teczk pooy na to samo miejsce, zatrzasn walizk, pozostawiajc kluczyk tak, jak by. Wyszed na korytarz, zamkn pokj. Wtedy odetchn z
ulg. Reszta to ju byo bez znaczenia, na schodach mg spotka nawet cay
tabun pokojwek, nie byy niebezpieczne. W recepcji wci jeszcze kbi
si tum zagranicznych turystw.
Wyszed na ulic, opla mia do daleko na parkingu, te kilka ulic
przeszed jednak pieszo, dzie by pogodny, peen soca. Z parkingu pojecha prosto do domu. By pitnasty grudnia, kadego pitnastego zaatwia
rne sprawy na miecie, w biurze o tym wiedzieli. Nie wiedzieli tylko, e
tym razem pozaatwia je ju wczeniej, ale to nie powinno byo ich obchodzi. W domu rozoy na biurku dokumenty wynalazku i zacz je dokadnie studiowa.
W miar jak czyta, twarz cigaa mu si przykrym grymasem, a
usta ciy w ostr, wsk lini. Czyta coraz wolniej, wraca po kilka razy
do pocztku zdania, way sowa i cyfry coraz dokadniej. W kocu rzuci
si na oparcie fotela i trwa przez jaki czas w zamyleniu, peen zdumienia
i obawy. Po raz pierwszy zdarzyo mu si, e nie by w stanie zrozumie treci tego, co czyta. Albo Modrzewski by geniuszem, albo te on sam... Nie, to
wykluczone. Wiedzia, e ma umys sprawny jak nigdy, gotw do rozwikania najtrudniejszych problemw w dziedzinie fizyki i chemii. Skd wic nagle ta bezradno wobec dokumentacji wynalazku, ktry przecie zosta
wyprodukowany we wasnym kraju, maszynami i przyrzdami, ktre na
pewno zna, w fabryce, ktra z pewnoci nie miaa dla niego tajemnic...

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 191

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wzi jeszcze raz do rki szkic projektu, przyjrza si uwanie fotografiom, przestudiowa opis aparatu.
To bzdura! powiedzia nagle na cay gos. Twarz mu si rozjania, rysy wygadziy. To jasne, e nie mg zrozumie czego, co nie miao
w ogle adnego sensu z punktu widzenia tak nauki, jak i techniki. Modrzewski okama naiwnych, w jakim sobie tylko wiadomym celu, albo te
ma le w gowie.
Zerwa si z fotela, zacz kry po pokoju. Mona byo z caym
spokojem odnie teczk z papierami tam, gdzie bya. Oczywicie, nie zrobi
tego, po co si naraa. Z ironi popatrzy na lece na biurku dokumenty.
Kupa bzdur! wykrzykn, poirytowany, e dla takiego miecia
traci czas i ryzykowa. Zepchn papiery na podog, kopn, a rozpierzchy si dokoa z szelestem.
Genialny wynalazek! Przecie to imbecyl. Kretyn! Albo kamca.
Mwi tak sam do siebie, zy, e da si nabra. Nagle przypomniao
mu si, e aparat jednak istnieje i on ma go obejrze w hotelu. Spojrza na
zegarek, byo wp do trzeciej. Jeszcze trzy i p godziny. Nie, nonsens, nie
bdzie tam chodzi. Nakrci numer recepcji, zada poczenia z pokojem
dwiecie dwanacie.
Z kim pan chce mwi? spyta portier.
Z gociem, ktry tam mieszka odpar niecierpliwie.
Ten pokj jest ju wolny.
Jak to wolny? spyta zdumiony. Chc mwi z docentem
Modrzewskim. O ile wiem, mieszka w tym pokoju.
Pan Modrzewski przed godzin wyjecha do Szczecina.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 192

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wyjecha? Nort nie mg ukry osupienia. Przecie umwi


si ze mn na godzin osiemnast, w hotelu. Czy nie zostawi jakiej wiadomoci? Moje nazwisko Nort.
Nie, prosz pana. Nic nie zostawi i nie mwi, eby kogo zawiadomi.
Nort milcza par sekund. W kocu rzuci oschle:
W porzdku. I odoy suchawk.
Co si musiao sta. Moe wezwano go nagle do domu i zapomnia o
czekajcej wizycie. Musia si ogromnie pieszy, jeeli nie zauway, e zielona teczka jest pusta. Bo gdyby zauway, podnisby alarm i nie wyjecha,
w kadym razie nie tak od razu. W domu wyjmie teczk, otworzy...
A jeeli to j e s t genialny wynalazek? Schyli si, pozbiera rozsypane
dokumenty i zdjcia, uoy na biurku.
Trzeba jeszcze raz... mrukn.
Tutaj jednak nie moe tego trzyma. Modrzewski wyjecha gdzie
koo wp do drugiej, na miejscu bdzie najwczeniej wieczorem, chyba e
polecia samolotem. Tak czy owak, ju wieczorem moe w hotelu by milicja.
Nagle pomyla, e Modrzewski mg przecie zasta go w pokoju
hotelowym, grzebicego w walizce, i zrobio mu si mdo. Byby cakowicie
bezbronny, zdany na ask tamtego. Paskudna sytuacja. A w dodatku, nie
wiadomo jeszcze, czy byoby o co walczy. Zwin papiery, owiza sznurkiem, zrobi z tego byle jak paczk, ktra na oko nie wzbudzaa zainteresowania. Ubra si szybko, zbieg do opla, wyprowadzi go na ulic. Po p
godzinie by ju na drodze do lasu. Min wski wiadukt, zawsze teraz w

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 193

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

tym miejscu odwraca gow w bok, nie chcia pamita ani nawet spojrze
na krzaki, pod ktrymi pochowa ciao Boeny.
By tak pochonity niespodziewanym wyjazdem Modrzewskiego, e
nie zauway skromnej szarej warszawy, ktra towarzyszya mu wiernie,
trzymajc si w pewnej odlegoci od opla, a do szosy wiodcej do lasu.
Tam mina go w pdzie i znika. Gdyby zwraca wicej uwagi na to, co go
otacza, moe dostrzegby t sam warszaw w dwie godziny pniej, jak
pojawia si znowu na szosie i, niby przypadkiem, doprowadzia go a do
samego domu. Tam powtrzya swj manewr, znikajc w tumie pojazdw.
Ale Nort myla tylko o dokumentach dziwnego wynalazku, ktre na razie
umieci w podziemnym laboratorium, aby w wolnej chwili raz jeszcze
sprbowa je rozwika.
W kadym razie rozwaa pniej w domu bez nich nie uda si
skonstruowa drugiego aparatu. Nie uda si w ogle rozpocz fabrycznej
produkcji. Wobec tego Modrzewski bdzie musia wszystko zaczyna od
pocztku.
Umiechn si, zadowolony; oto znowu komu wytrci z rki przepustk do sawy i krtko mwic wystawi go do wiatru. Nie przyszo
mu tylko do gowy, e przecie mogo by odwrotnie.
*
Czowiek by ju niemody, przekroczy na pewno szedziesitk,
ale trzyma si prosto, wzrok mia bystry, twarz ogorza, pen bruzd, brwi
gste i skbione nad bladoniebieskimi oczami. Wszed do pokoju ubrany w
krtki kouszek, przepasany szerokim skrzanym pasem, buty otrzepa ze
niegu, przyjrza si wpierw siedzcemu za biurkiem majorowi, z kolei

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 194

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

przenis uwany wzrok na Szczsnego i powrci wzrokiem do Daniowicza, uznawszy w nim wida starszego rang.
Prosz, niech pan siada rzek major. Tutaj ciepo, moe
zdejmie pan kouch. Papierosa?
Dzikuj odpar przybysz. Palce mia jak grabie, troch sztywne i rozstawione, z trudem wybra z paczki jednego sporta, zapali.
Sucham. Chcia pan nam co powiedzie. Paskie nazwisko Mikoajczak?
Aleksy Mikoajczak. Leniczy. Tu, prosz pooy na biurku legitymacj subow wraz z przepustk do gmachu Komendy. Daniowicz
zerkn na dokumenty, skin gow Sucham pana powtrzy.
Wic... ja em to miejsce zakry gaziami, bo lisy tam si dobieray. Ale nie chciaem sam nic rusza. Dlatego em przyszed tutaj. Moe kto
ze mn pojedzie.
Prosz powiedzie dokadniej: jakie miejsce, gdzie? I co pan tam
znalaz?
Po prawdzie leniczy umiechn si to nie ja, a mj pies. Bo
lisy ju zaczy odgrzebywa. Wida pytko zakopane. Miejsce to jest w lesie, niedaleko drogi do Gacwki, to taka... taki dom z gospodarstwem, na polanie. Tam mieszka jeden, ja go znam. Gospodarz. W bok od drogi jest leny
wiadukt, tamtdy mao kto chodzi, bo koczy si wod. Bagnem, znaczy si.
Przy wiadukcie, w krzakach, lisy zaczy si dobiera do czego i mj pies
zwszy, a on na lisy chytry, jak mao ktry. Poszedem za nim, patrz i zaraz widz, e tu co nie tak. Gazie niby poukadane i trawa ronie, nieg to
zasypa, ale moje oczy jeszcze dobre i las znam. Czterdzieci lat po nim cho-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 195

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

dz. Piesek mi si zjey, warczy. Schyliem si, odgarnem te gazie, odmiotem nieg... Czuj butem, e tu ziemia bya ruszana. Mrozu duego teraz
nie ma, to grunt mikki. Patrz, a pies szmat jak targa zbami, wida lisy
wycigy. Wyjem mu z pyska, a na szmacie krew. Stara, sczerniaa, ale
krew. Ja na wojnie byem, to si troch znam. Myl sobie, kto te tu pokrwawione rzeczy zagrzeba i po co. Rozgrzebaem dalej i czuj, e co w
ziemi ley. Jakby worek czy pakunek. Zasypaem gaziami, oznaczyem
miejsce i przyjechaem do Warszawy. Krewniaka mam w komendzie na
Mokotowie, powiedziaem mu o tym, a on do mnie, ebym tu do pana majora przyszed, bo to moe co, co panowie szukaj.
Tak... Daniowicz notowa popiesznie, potem rzuci: Chwileczk sign po telefon, poczy si. Komenda Wojewdzka? Dajcie
mi pukownika Maciga... Obywatelu pukowniku, melduje si major Daniowicz z Komendy Stoecznej, wydziau zabjstw... Zgosi si do nas leniczy Aleksy Mikoajczak z informacj, e znalaz w lesie zakopane zakrwawione szmaty i prawdopodobnie zwoki... Nie, nie odkopywa... Po prostu,
on ma w Warszawie krewnego milicjanta i ten mu doradzi... Wanie, nie
chc si w tej chwili sugerowa, ale by moe... Dobrze... Jeeli pozwolicie, to
tam zaraz pojedziemy... Wobec tego czekam na waszego oficera i zabierzemy go. Do widzenia.
Odoy suchawk, spojrza na Szczsnego. Ten westchn. Ba si
zbyt pochopnie osdza sytuacj, wola zaczeka, cho i on przypuszcza, e
wreszcie natrafili na lad.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 196

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Prosz, niech pan przejdzie do poczekalni rzek, otwierajc


drzwi przed leniczym pojedziemy najdalej za dwadziecia minut. Kiedy
byli ju sami w pokoju, major powiedzia w zamyleniu:
Jak daleko jedzie wtedy za Nortem?
W zeszym tygodniu? A do drogi, ktra od szosy biegnie w las.
Dalej nie ryzykowaem, mg zauway. Ale to jest wanie kierunek, o ktrym mwi leniczy. Nie rozumiem tylko, po co Nort tam znowu jedzi.
Moe chcia si przekona, czy kto albo co nie odkopao.
Moe. Chocia wtpi. Wezwa ekip z wozem technicznym?
Tak, oczywicie. Niech jad za nami. My wemiemy wz z wydziau, pojedziemy obaj z tym z Wojewdzkiej i z leniczym.
Jaki czas pniej milicyjna warszawa i techniczna nysa posuway
si wolno przez gboki nieg drog wiodc daleko w las. Porucznik z Komendy Wojewdzkiej rozmawia pgosem ze Szczsnym; ze wzgldu na
obecno leniczego nie poruszali jednak spraw milicyjnych. Mwili o
wsplnym znajomym, kierowniku jednej z fabryk podwarszawskich. Daniowicz prowadzi wz, obok niego siedzia Mikoajczak i wskazywa drog.
Tutaj powiedzia w pewnej chwili.
Warszawa zahamowaa, leniczy wyskoczy na drog, rozsun gste
krzaki i wszed w las. Poszli za nim, z nysy gramoli si lekarz i fotograf.
Dwaj podoficerowie z opatami w rku rozgldali si niechtnie dokoa. Nie
lubili takiej roboty.
Tutaj powtrzy Mikoajczak.
Zatrzyma si obok kilku rozrzuconych gazi, przyklk, odsun je,
oczyci rkami ziemi.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 197

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

To jest ta szmata poda im zwinity, poczerniay kbek ptna.


W porzdku. Niech pan teraz odejdzie na bok rzek major.
Fotograf wysun si do przodu, zrobi kilka zdj i wycofa si.
opaty zaczy odrzuca ziemi.
Ostronie! napomina Daniowicz. Moecie zaczepi ostrzem
o twarz.
Szczsny przyklkn obok dou, dotkn wyaniajcy si z ziemi pakunek, pomaca.
To jest chyba plastyk mrukn. Jaka torba.
Powieci latark, bo krzaki i osypane niegiem drzewa le przepuszczay wiato soneczne. Pod na wp przezroczyst oson z grubej
folii mona ju byo dostrzec zarysy ludzkiej postaci. Kapitan chwil przyglda si twarzy, potem wsta.
Ona powiedzia nieosobowo, ale major i tamci zrozumieli, o
kogo chodzi. Oficerowie znali twarz Boeny Straszewskiej z wielokrotnie
ogldanych zdj, nie mieli wic wtpliwoci.
Kiedy d by ju dostatecznie gboki, wycignli zwoki i uoyli na
rozpostartej pachcie z brezentu. Lekarz z trudem rozsupa zmarznity,
jedwabny sznurek, ktrym folia zwizana bya z jednej strony, bardzo delikatnie zsun j z ciaa, odoy na bok. Wtedy spostrzegli, e na wosach i
czci twarzy kobiety czernieje zastyga krew.
Uderzona ostrym, cikim przedmiotem powiedzia lekarz,
obmacujc pobienie koci czaszki.
Chodcie, panowie zwrci si do obu podoficerw zabierzemy babk do wozu. I prosto na sekcj, tak? spojrza na Daniowicza.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 198

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Major popatrzy na porucznika z Komendy Wojewdzkiej. Ostatecznie, to


by ich teren i oni tutaj decydowali.
Myl, e poprowadzimy to wsplnie? zaproponowa.
Porucznik przytakn. Zna na tyle spraw zaginicia Straszewskiej,
e docenia w peni wag makabrycznego odkrycia.
Zawieziemy teraz zwoki na Oczki, ale przed sekcj trzeba jednak
tam cign docenta Straszewskiego.
Po co? Nie ma adnych wtpliwoci zauway Szczsny. W
torebce s dokumenty, zreszt poznaj jej twarz.
Ja rwnie, ale...
Daniowicz zawaha si. Okazywanie docentowi zwok jego ony, w
dodatku w tak przygnbiajcym otoczeniu, jakim jest Zakad Medycyny Sdowej, nie byo logicznie biorc najkonieczniejsze. Straszewski mg
jednak potem mie pretensje.
Postanowi, e pojedzie do niego i sam przedstawi sytuacj. Zaspi
si, westchn ciko. No c, to by jego paskudny obowizek. Szczsny
podnis z ziemi polietylenowy worek i oglda go w wietle latarki. Z boku,
ukosem, bieg ciemny, wyrany napis, wymalowany farb: ELECTRONIC
UTILISATION LTD, a poniej: SWISS, Geneva.
Facet by troch nieostrony porucznik przyjrza si napisowi.
To nam moe pomc.
Tak. Szwajcarska firma, chyba jakie aparaty elektryczne, przyrzdy... Zobaczymy, co si z tym da zrobi.
Zebrali z ziemi wszystko, co mogo mie jakikolwiek zwizek z zakopaniem zwok, nawet par gazek wierkowych i troch ziemi, zmieszanej

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 199

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

z zesch traw. Kiedy fotograf zakoczy swoje czynnoci, zasypano d i


zamaskowano go bardzo starannie. Przestpca nie powinien bowiem dowiedzie si zbyt wczenie, e to, co kry tak gboko, zostao ju zabrane.
Zastanawiam si, czy moglibymy jeszcze odnale lady samochodu rzek major, mierzc wzrokiem wski, zasypany niegiem wiadukt. To jasne, e nie przytaska tego wszystkiego na plecach. Ale jeeli
ziemia bya wwczas mokra, a nikt tdy po nim nie przejeda, by moe w
koleinach... Zamyli si, rozejrza po zanieonej drodze.
Tdy jad wozy do cegielni odpar leniczy. Trzy razy w tygodniu. Przed bagnem skrcaj w lewo:
No, to nie ma co nawet prbowa. Doktorze, jak pan sdzi, kiedy
ta kobieta zostaa zabita?
W tej chwili trudno mi powiedzie. Chyba par tygodni temu.
Dokd pana podwie? spyta Daniowicz leniczego.
Ten umiechn si.
Nigdzie. Jak ja w lesie, to ja w domu.
Szczsny, ktry odszed kilka krokw dalej, zawrci nagle i zbliywszy si do Mikoajczaka, rzek prawie obojtnie:
Ta Gacwka, o ktrej pan wspomina, gdzie to jest?
Trzeba jecha drog na pnoco-wschd pokaza rk. Samochodem to bdzie ze dwadziecia minut albo p godziny, bo droga cika. Las si urywa, jest polana i dom.
Jak si nazywa gospodarz?
Berych.
Co to za jeden? Sam mieszka?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 200

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Sam, tylko z pieskami. Sadu ma troch, ziemniaki, winie chowa...


Jedzi do roboty na cegielni. Spokojny czowiek. Wdowiec, ona mu zmara
ze sze lat temu albo i wicej. Krewniaka chyba ma w miecie, bo samochodem do niego czasem przyjeda. Kiedy si spytaem, mwi, e adwokat czy co takiego.
Adwokat? Szczsny nie spuszcza oczu z twarzy leniczego.
Tak powiedzia ten Berych?
Ano tak. Jakim wozem przyjeda? Takim jak nasz? pokaza
milicyjn warszaw.
O, nie! Nie uraajc, on ma pikny samochd. Dugi, wski, jak jakie cygaro.
Czy taki? Kapitan wyj z portfelu zdjcie opla record i podsun leniczemu.
Ten wycign rk, chwyci papier, odsun od oczu, bo by dalekowidzem, i przyglda si zdjciu w skupieniu. Wreszcie odda je i powiedzia:
Taki samiusieki. Ciemny w kolorze, jak... rozejrza si, dokoa
nie byo nic takiego no, jak mysz.
Ciemnoszary?
Tak.
Numeru pan nie widzia?
Widzie to widziaem, alem nie zapamita, bo po co. Mnie adwokat niepotrzebny rozemia si. A tego adwokata pan widzia?
Nie. Pewnie by w chaupie albo w sadzie. Bo to byo latem. Potem
to jeszcze raz zobaczyem ten samochd, jak jecha drog.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 201

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Kiedy?
Chyba w padzierniku. Ja tak czsto do Gacwki nie chodz, nie
mam po co.
Berych powtrzy Szczsny. Jak ma na imi?
Zaraz... Grzegorz. Tak, Grzegorz Berych. Mwi, e on z Niemcw
pochodzi. Tego to ja ju nie wiem.
Prosz absolutnie nikomu nie mwi o znalezieniu zwok rzek
major do leniczego. Ani w ogle, e tu bya milicja.
Tak jest, panie majorze Mikoajczak mimo woli przybra postaw, jak na baczno. Ja w wojsku byem. Starszy sierant jestem, na
wojnie dowodziem kompani, jak oficerw wybio. U mnie musia by posuch. Pan major moe by spokojny.
Dzikuj, sierancie Daniowicz z umiechem poda rk wyprostowanemu subicie leniczemu. Jeeli bdzie trzeba, przylemy po
was.
Poegnali si, warszawa ruszya pierwsza, za ni nysa, kolebic si w
twardych koleinach. Lekarz spoglda przez chwil na twarz zmarej, potem
powiedzia do fotografa:
To musiaa by adna kobieta.
Daj pan spokj! wzdrygn si fotograf. Zimno od niej leci
jak z lodwki. I zakry brezentem twarz Boeny.
*
Straszewski dugo, w milczeniu wpatrywa si w martw, sczernia
twarz swojej ony. Potem uklk na chwil przy sekcyjnym stole, opar gow na rkach i trwa tak bez ruchu, egnajc si z t, ktr mimo wszystko

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 202

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wci jeszcze kocha, cho drogi ich rozeszy si wczeniej, ni mg przypuszcza.


Kiedy opucili ponury budynek, Daniowicz pooy mu rk na ramieniu i powiedzia ze wspczuciem:
Szczerze mi pana al. Rozumiem, e potrzeba troch czasu, aby
pan si otrzsn z tego wszystkiego. Z drugiej strony jednak, niech pan nas
zrozumie...
Ja wiem przerwa mu docent. Nie uchylam si od rozmowy.
Zreszt, ja te chc wiedzie, jak to si stao. Prosz, pozwlcie, panowie, do
mnie, tam bdzie nam najwygodniej.
W mieszkaniu na Szwoleerw major i Szczsny siedli wraz z gospodarzem w gabinecie, spakana gosposia podaa kaw i koniak. Po jej wyjciu
Straszewski rzek:
Nic nie rozumiem, ani jak to si stao, ani dlaczego. Nie wiem, kto
j zabi i czemu wywiz a gdzie w las... Chc wic zrobi, co tylko potrafi, aby wam pomc w rozwikaniu tej potwornej zbrodni. Tego jednego
chc dzisiaj, i tylko tego! powtrzy z naciskiem.
Rce dray mu tak silnie, e rozla koniak. Szczsny wyj mu z rki
butelk, sam ponalewa, postawi przed nim kieliszek.
Niech pan wypije zachci major. Dobrze panu zrobi. C...
My te nie wiemy jeszcze, kto to zrobi ani dlaczego. Mamy jednak pewne
dane, zreszt na razie do skpe, aby przypuszcza, e mier paskiej ony powizana jest w jaki sposb z uprzedni kradzie pracy z Instytutu
Chemii. By moe, rwnie i z zabjstwem doktora Mikolca. Dlatego chc
teraz prosi, aby moliwie szybko zorientowa si pan wrd tych znajo-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 203

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

mych, ktrzy znali was oboje, czy nie zauwayli oni, z kim pani Straszewska
ostatnio pokazywaa si np. w kawiarni czy restauracji, na spacerze, w samochodzie. Pan czsto wyjeda, ale ludzie na og sporo widz, sporo zapamituj. Jeeli pan si dowie cokolwiek na ten temat, prosz si natychmiast z nami porozumie. Dobrze?
Docent w milczeniu pokiwa gow. Rozmawiali potem jeszcze o
kradziey pracy, major wysun przypuszczenie, e sprawca jej rekrutuje
si chyba spord fizykw czy chemikw, czemu docent sprzeciwi si, aczkolwiek ju nie tak zdecydowanie, jak kiedy.
Wreszcie poegnali si i oficerowie wyszli. Na ulicy Szczsny powiedzia:
Chcesz mu zada robot, eby nie wpad w depresj? Bo z tymi
znajomymi to nam wiele nie da.
Tak, raczej chodzio mi o to, aby si otrzsn i zaj czym konkretnym. Chocia, kto wie, moe uzyskamy jakie dobre informacje.
Wiesz co? kapitan otworzy drzwiczki samochodu, ale nie
wsiad. Ja bym jeszcze raz przemaglowa tego dozorc.
Jakiego dozorc? Daniowicz marszczy brwi bolenie, uderzy
si w nog i rozciera j, stkajc.
A std, tutaj pokaza na bram. Wydaje mi si, e na poprzednim przesuchaniu on co ukrywa.
Ty zawsze masz jakie... No, dobra. Dawaj go do wozu, pojedziemy
do komendy. Ale pewnie nic wicej nie powie.
Wbrew przypuszczeniom majora, dozorca okaza pewn skruch i
ch naprawy swoich poprzednich zezna.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 204

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Powiem jak na spowiedzi zacz, kiedy znaleli si ju w gabinecie Daniowicza. Miaem nie mwi, ale kiedy kobieta nie yje, to nie
bd skrywa. Moe jest w tym co, moe nic, ale jak pan docent jedzi, jak
to mwi, w teren, to pani... no, do niej kto przychodzi. Obcy. Nigdy go
przedtem nie widziaem.
Czsto przychodzi?
Ja go widziaem tak ze cztery razy.
Od kiedy pan go zacz widywa?
Dozorca zamyli si gboko. Potem rzek:
Bdzie chyba gdzie... od wrzenia, ale pod koniec. Tak moe
dwudziesty dziewity, trzydziesty. Takswk przyjechali. Za dwa albo trzy
dni on sam przyjecha.
Samochodem?
Takswk. Tak zielon warszaw. No i wanie potem pani Straszewska mnie spotkaa na ulicy i... tego, no, prosia, eby nic mowi nie
mwi, e tu kto przyjeda.
Zapacia panu rzek Szczsny surowo.
Zapacia przyzna dozorca. Bo ten jej m to zazdrosny by,
jak dzi mao kto. Jak tylko z podry wraca, zaraz na drugi dzie pyta mi
si, a co w domu byo, a kto przyjeda, a czy ona pno wracaa, czy sama, i takie tam.
Jak wyglda ten czowiek, ktry przyjeda ostatnio?
Dobrze mu si nie przygldaem, ale elegancki mczyzna, dobrego wzrostu. Nosi kapelusz, taki jaki szary, paszcz ciemny. Teczk mia
zawsze ze sob, brzow, ze skry.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 205

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Poznaby go pan na zdjciu?


Na zdjciu? Moe bym i pozna, jakby byo due. I on w paszczu.
Kapitan rozrzuci przed nim na biurku kilkanacie rnych fotografii. Byli tam mczyni w paszczach, kapeluszach, w marynarkach, w roboczych kombinezonach, nawet w mundurach wojskowych.
Prosz wybra. Jest tutaj?
Dozorca dugo, w skupieniu, przyglda si zdjciom, odkadajc po
kolei na bok. Wreszcie potrzsn gow.
Nie rozpoznam, prosz pana. Gdybym go zobaczy, to tak.
Zapamita pan numery tych takswek?
Nie. Ale jednego takswkarza znam. Nawet jak ten obcy wszed
ju do bramy, to sobie z kierowc pogadaem chwil.
Prosz poda nazwisko i adres.
Szczsny zanotowa. Potem spyta:
I nigdy pan togo obcego nie widzia?
Nie.
A docentowi pan nic nie mwi?
Panu Straszewskiemu? Nie. Obiecaem onie, no to jake... Dopiero teraz, jak usyszaem, e j kto zamordowa, pomylaem sobie, e trzeba powiedzie prawd. Bo moe to ten obcy j zabi?
Kiedy pan go widzia ostatni raz?
Pod koniec padziernika. I potem ju go wicej nie widziaem. Ta
ich gospodyni mwia mojej onie, e pani Straszewska jaka chodzi smutna
czy chora. Moe si martwia, e on nie przyjeda.
Dobrze. Dzikujemy panu.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 206

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Dozorca wsta, obejrza si za czapk. W drzwiach odwrci si jeszcze i powiedzia:


Dobra bya kobieta, to mi jej al.
al mu, bo pacia mrukn Szczsny po odejciu dozorcy.
Nie rozpozna Norta na zdjciu. Ale z tym takswkarzem to ja ju raz rozmawiaem.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 207

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia dziewity

Szczsny zameldowa si subicie u pukownika Brezgi, a na lekcewace machnicie rk przysiad na parapecie i rzek bez wstpw:
Potrzebny mi opel record. Najlepiej 1700.
I co jeszcze? mrukn Brezga, zmieniajc wkad w dugopisie.
Wkad by za gruby i nie mieci si. Pukownik zakl, pogrzeba w biurku,
wycign kilka innych.
Na p dnia cign kapitan, nie zwracajc uwagi na humor
zwierzchnika. W teren. Ale w wojewdztwie.
Chcesz jecha do Gacwki?
Szczsny umiechn si. Wiedzia, e Brezgi nie uda si przechytrzy.
Pukownik da mi opla record?
Wiesz, ile kosztuje taki samochd?
Nie. Pukownik da?
Jak dziecko! W lesie duy nieg, utkniesz i bd ci musia ciga.
Rozbijesz wz. Kto bdzie paci?
Komenda rzek Szczsny bezwstydnie.
Ju wiedzia, e dostanie opla.
Chciabym na jutro.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 208

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Grzegorz Berych ma za sob dwa wyroki sdowe, zwracam ci


uwag. Jeden za rozbj, drugi za wamanie. Sam chcesz jecha?
Tak.
Ryzykujesz.
On teraz bdzie w strachu. Na pewno wie, emy znaleli zwoki.
Wszystko jedno, ryzykujesz. Niech ci diabli. Masz tu kartk do
gospodarczego. eby mi opel wrci nieuszkodzony! Razem z tob. Rozumiesz? I ja nic nie wiem o tej caej... majwce.
Szczsny pokaza zby w umiechu. Wzi kartk, nie omieszkawszy
sprawdzi daty i innych szczegw, podzikowa i znik z gabinetu.
Pocztek stycznia by mrony, nieg iskrzy si w socu, a im bkitniejsze byo niebo, tym niej opadaa rt w termometrze. Dziao si to
wszystko pewnie dlatego, e zapowiedzi meteorologw zgodnie prorokoway ni i wzrost temperatury.
Szczsny wyprowadzi opla na podwrze komendy i przyglda mu
si krytycznie. Kolor by inny, wprawdzie nie raco, ale w sonecznym
wietle mona byo na pierwszy rzut oka zauway rnic. Wobec tego naleao jecha pnym popoudniem, kiedy na dworze robio si ju szaro.
Nastpne kilka godzin powici na dokadne studiowanie garderoby w magazynie gospodarczym. Przy pomocy omnickiego, ktry ostatnio
widywa Norta wielokrotnie, cho z pewnej odlegoci, dobra sobie paszcz,
w drobn, nieznaczn kratk z czarnym konierzem futrzanym i czapk karakuow oczywicie, bya to tylko imitacja, kierownik magazynu odznacza si wrodzonym skpstwem doczywszy do tego brzow, grub
teczk.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 209

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Ciemne okulary przypomnia omnicki.


Rozejrza si, ze stosu okularw wygrzeba jedne, poda kapitanowi:
Przymierz.
Spadaj. Mona tamte?
Nie. S prostoktne, on nosi okrge.
Zobacz jeszcze te.
W kocu dobrali okulary, wynieli si z magazynu.
Przedtem nie nosi szkie zauway kapitan. Widocznie pogorszy mu si wzrok. Popatrza na zegarek. Chod do kasyna, zjemy
co. Potem pojad.
Zaoye w oplu radiostacj?
Tak. Dasz mi zna, gdyby Nort wsiad do swego samochodu.
Oczywicie. Ale licz si z tym, e ona dziaa tylko do trzydziestu
kilometrw. To stare urzdzenie. W razie czego, pojad za nim, wtedy bd
si do ciebie zblia. Poczekaj, a jeeli on nie pojedzie do lasu, tylko w innym
kierunku? Przecie moe dosta na przykad delegacj subow do Krakowa czy Rzeszowa.
Wtedy zobaczysz, zorientujesz si w trakcie jazdy. Zakadam, e
Nort nie ma pojcia o tym, e jest u nas na widelcu. Gdyby wic mia zamiar pojecha do lasu, zrobi to w najprostszy sposb, nie okrajc i nie
mylc nikogo. Jeeli za wie, e jest obserwowany, to na pewno w ogle nie
ruszy si w tamtym kierunku.
Sdz, e komunikat w prasie troch mu spraw zagmatwa.
Ten o mierci Straszewskiej?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 210

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Tak. Morderstwo rabunkowe, milicja na tropie znanego bandyty, i


tak dalej. Waciwie nigdy nie podajemy tak uoonych komunikatw
rozemia si.
Nie, dlaczego? zaprzeczy Szczsny. Ukazuj si przecie
rne ostrzeenia, apele do spoeczestwa...
Kwadrans po czwartej Szczsny wyjecha ostronie z bramy Paacu
Mostowskich, skrci w lewo, doda gazu. Opel record szed mikko, delikatnie, dawa si prowadzi jak dobrze wytresowany ko. Za granicami
miasta naoy ciemne okulary, byy tylko nieznacznie przyciemnione, wic
nie przeszkadzay w kierowaniu wozem.
Wyj suchawk i odezwa si, nie podnoszc gosu:
Czajka, tu Kocur, jak mnie syszysz?
Kocur, tu Czajka, sysz ci dobrze rozpozna w goniku troch zachrypnity gos omnickiego. W porzdku. Siedzi w domu. Gdzie
jeste?
Szczsny spojrza na desk rozdzielcz.
Na szesnastym od granicy. Kiedy wrci do domu?
Jakie dziesi minut temu.
Sam?
Tak.
Wyczam si, Czajka.
Dobra. Cze.
Woy suchawk do szufladki, zatrzasn drzwiczki.
Przypieszy biegu. Nort jest w domu, trzeba korzysta z tego, e nie
wychodzi. Jeeli Berych bdzie w Gacwce rozmyla, wjedajc w po-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 211

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

ciemniay od zmroku las to plan powinien si uda. Jeeli go nie bdzie,


przetrzsn t ca melin. Co tam powinno by.
nieg na drodze by gboki, ale mikki, dawa si atwo rozrzuca
koami na boki. Psy przypomnia sobie nagle. Tych nie zwiedzie przebraniem. Trudno, jako da sobie rad.
Kocur, tu Czajka - usysza.
Gos by cichy, ale wyrany.
Gdzie jeste?
Wyj suchawk.
Bardzo blisko odpar, zapominajc o kryptonimie. omnicki
jednak zrozumia.
Ju nie bd si odzywa, Kocur. Czekam na twoje meldunki.
Dobrze, Czajka. Wyczam si.
Psy usysza ju z daleka. Poszczekiway jednak do leniwie, nie wyaziy pewnie z budy.
Kiedy drzewa przerzedziy si i otworzya si przed nim rozlega polana, wsun rk do kieszeni paszcza, odbezpieczy bro. Z Nortem i jego
sojusznikami nie byo artw. Zahamowa tak, aby w razie czego mie przed
sob woln drog do wykrcenia wozu z powrotem. Nie zgasi motoru. Wysiad, otworzy mask i, udajc, e co naprawia w motorze, obserwowa
spoza ramienia budynki. Psy wylazy z budy, przecigajc si i ziewajc. Byy to rose, szare wilczury, chyba jednolatki. Spoglday na niego sennym
wyrokiem, czochray si, znowu zieway, potrzsajc acuchami. Skrzypny drzwi budynku, ktry wyglda na mieszkalny. Jaki czowiek w narzuconym na plecy kouchu ukaza si w progu.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 212

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wiata reflektorw samochodowych pady mu prosto w twarz,


zmruy oczy i osoni je rk.
Dobry wieczr, panie inynierze zawoa. Co si zepsuo?
Nagle psy zjeyy si, zawarczay.
Cicho, gupie! gospodarz spojrza na psy, potem rozejrza si
dokoa. Lisa pewnie czuj. Zrobi herbaty?
Szczsny wyprostowa si, poprawi okulary. Berych podchodzi bliej, mwic co o mrozie i lisach.
Raptem zatrzyma si, otworzy usta i umilk. Psy szczekay ochryple, rwc si i skaczc na wypronych acuchach.
Dobry wieczr, panie Berych odezwa si kapitan.
Kim pan jest? W glosie gospodarza byo zdumienie i strach.
Przyjechaem z polecenia inyniera Norta. Jego wozem, jak pan
widzi.
W jednej sekundzie kapitan zmieni nieco swj plan. Ale Berych nie
odpowiedzia. Wzrok jego przesuwa si od samochodu do twarzy Szczsnego i z powrotem.
Inynier Nort nie moe teraz tu przyjecha kontynuowa kapitan. Pan chyba sysza, co wykopano w lesie... zawiesi gos.
Berych skin gow w milczeniu. Wida byo, e nie wie, co ma robi. Niby poznawa samochd, ale wci by niepewny, zdumiony i przeraony pojawieniem si obcego czowieka.
Czego pan chce? spyta wreszcie, cofajc si troch w stron
domu.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 213

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Niczego. Inynier prosi mnie tylko, aby panu to powiedzie. Ma


pan by bardzo ostrony, z nikim teraz si nie kontaktowa, nikomu nie
wierzy.
Ale... ale przecie wyjka Berych, zupenie zdezorientowany
pan inynier nie... tego trupa, co wykopali, to... to cakiem inna sprawa, jaki
bandzior j... dlaczego pan inynier...
Myl pan mdrzej, panie Berych! ofukn go Szczsny ostro.
Nie wystarczy panu, e milicja krci si po lesie?
Ju ich teraz nie ma. Co by tu mieli szuka?
Wszystko jedno. Zawsze mog znale, czego nie szukali. Nie wie
pan, do diaba?! Podnis gos, psy zaniosy si okropnym wrzaskiem.
Cicho, bydlaki! krzykn Berych.
Zaskomliy z wyrzutem, wiedziay, e maj racj.
Wejdzie pan do domu?
Nie. Spiesz si.
A z tym, co? pokaza gow na ssiednie budynki.
Bystre oczy kapitana dojrzay w wietle reflektorw drzwiczki jakiego nieduego magazynu, umieszczone nisko nad ziemi.
Nic odpar stanowczo. Niech zostanie, jak byo. Inynier
Nort wrci tu, jak tylko w lesie bdzie troch spokojniej.
Ale... Berych zbliy si, chwyci go za rkaw paszcza.
Palce Szczsnego zacisny si mocniej na rkojeci pistoletu.
Jakby tu przyszli, to co ja mam robi? Jeeli t o znajd? znw
pokaza gow na tajemnicze drzwiczki. Co mam robi? Co mwi?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 214

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nie znajd. Niech pan naniesie niegu, przysypie troch. Moe pan
tam co postawi, jakie graty Szczsny mwi niecierpliwie, chcia, eby
tamten pomyla: pieszy si, aby tylko pozby si kopotw, plecie byle co
na odczepne.
Musz ju jecha. Do widzenia. Niech pan pamita: nikomu ani
sowa! Inynier Nort dobrze panu radzi. I ostrzega.
Ja wiem. Ja mu wierz. Ale miaem wczoraj dosta za stycze
upomnia si, mimo strachu pamita o tym, co mu si naleao.
Inynier nic panu nie da?
Chciwymi oczami patrza na twarz kapitana.
Nic. Ile to miao by?
No, jak zwykle wzruszy ramionami.
Pytam, bo moe mam t sum przy sobie uda, e siga do
portfela.
Wic ile?
No, pi tysicy.
Tyle nie mam. Inynier ma teraz kopoty, pewnie zapomnia. Dzi
trzeci stycznia, przywioz panu za dwa dni. O tej porze.
Ale na pewno?
Na pewno. Co pan taki ubogi? zaartowa.
Wsiad do wozu. Psy znowu wypady z budy, dwiczc acuchami i
naszczekujc.
To pitego pan przyjedzie, tak? Berych jeszcze raz nachyli si
w jego stron.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 215

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Przyjad skrzywi si, jakby mu ju dokuczyo to natrctwo.


Do widzenia.
Ostronie wyjecha z polany, cay czas obserwujc w lusterku ruchy
gospodarza, prowadzi wz lew rk, prawej nie wyjmowa z kieszeni, w
ktrej by pistolet.

Wiedzia, e Berych nie ma telefonu. Gdyby wic chcia sprawdzi,


czy ta nieoczekiwana wizyta rzeczywicie bya przedtem uzgodniona z Nortem, musiaby i przez las pieszo, bo rowerem w niegu nie ujedzie, a do
najbliszej osady, to znaczy par kilometrw. Stamtd dopiero mgby zadzwoni do Warszawy. Ale wszystkie okoliczne drogi, wychodzce z lasu od
strony polany, jak rwnie wszystkie najblisze budynki, w ktrych znajdowa si telefon, byy w mniej lub bardziej wyrany sposb obstawione przez funkcjonariuszy Komendy Wojewdzkiej. Szczsny nie dziaa
bowiem w pojedynk. Stawka w grze, ktr mieli rozegra, bya na to zbyt
wielka.
Wyjecha z lasu na drog, odczeka jeszcze chwil, potem uruchomi
radiostacj.
Czajka, tu Kocur odezwa si.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 216

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Natychmiast zatrzeszczao w odbiorniku i omnicki zawoa tak gono, jakby sta tu koo niego:
Kocur, tu Czajka! Gdzie jeste?
Wracam. W porzdku. Co z podopiecznym?
Nie rusza si z domu. Jedziesz do fabryki?
Tak. Wyczam si, Czajka.
Czekam, Kocur.
Fabryk od dawna nazywali Paac Mostowskich, nie tylko zreszt
podczas rozmowy w eterze. Ot, tak si jako przyjo, tak im byo wygodniej, kiedy znajdowali si w kawiarni czy na ulicy.
Nie jestem pewien mwi w p godziny pniej Szczsny, siedzc w gabinecie Daniowicza czy mi uwierzy, ale robi takie wraenie.
Teraz mog nadej informacje od pracownikw Komendy Wojewdzkiej,
jeeli Berych bdzie prbowa telefonowa do Norta.
Przypuszczam odezwa si pukownik Brezga, ktry bra
udzia w rozmowie e Nort ma w tym tajemniczym budyneczku swoje
drugie mieszkanie. Tam pewnie przechowuje skradzione prace i...
Umilk. Daniowicz pokiwa gow:
Dokocz za was, pukowniku. Tam ma swj laser. Jeeli w ogle
go ma, to tam.
Jeeli. Ale musimy by przygotowani na ewentualno, e ma. To
straszna bro! I nie wiadomo, jakie rodki ostronoci przedsiwzi na
wypadek, gdyby kto prbowa dobra si do tego budynku. Czowiek, kt-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 217

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

ry potrafi skonstruowa przenony laser, mg te uruchomi rwnie grone, nie znane jeszcze nikomu, urzdzenia ochronne.
Oczywicie rzek kapitan. Jednake, zakadajc, e to on zabi Straszewsk, sdz, e nie zrobi tego wanie tam, w tym swoim laboratorium, czy jak to nazwiemy. Gdyby tak byo, zniszczyby zwoki, zamiast
zakopywa gdzie w lesie. Spaliby ciao kwasem, laserem, diabli wiedz,
czym. Dlatego... dlatego chyba on to zrobi gdzie indziej. A wtedy, mimo i
znajdziemy laser, prace i tak dalej, nie udowodnimy Nortowi zabjstwa
Straszewskiej. I ta zbrodnia pozostanie nie wykryta.
Milczeli chwil, wreszcie odezwa si omnicki:
Szczsny ma racj. Wic moe Straszewska posza do niego do
mieszkania tu, w Warszawie. Ale jak si tam dobra?
C major wzruszy ramionami. Prokurator, sdz, da nam
nakaz rewizji.
Na jakiej podstawie?
Gdybym by zagranicznym detektywem... odezwa si z kta
Krglewski, ale Brezga przerwa mu natychmiast:
Nie jestecie i nie zawracajcie gowy.
Podsumujmy zaproponowa major. Co wiemy o Norcie?
Wiemy, e zakrad si do hotelowego pokoju, w ktrym mieszka nasz podpukownik, docent Modrzewski, i e zabra stamtd teczk z dokumentami.
Z rozmowy, jak udao nam si zainicjowa w bufecie podczas zjazdu fizykw, mona sdzi, e chcia zabra projekt wynalazku. Swoj drog, Modrzewski odegra to wszystko wspaniale!

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 218

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Tak rozemia si omnicki. Siedziaem przy ssiednim stoliku. Pukownik Modrzewski z takim zapaem opowiada cuda o konstrukcji
i dziaaniu aparatu, e Nortowi oczy byszczay z niecierpliwoci.
Najtrudniejszy by pierwszy moment odezwa si porucznik
Frczak. On wcale nie by pewien, czy mnie naprawd zna. Widziaem
wahanie na jego twarzy. Ju mylaem, e nie usidzie przy stoliku i zastanawiaem si, co wtedy zrobi.
Ja sdz, e Nort po prostu zna bardzo duo ludzi z racji swego
zawodu i zatrudnienia. Zreszt zaskoczylimy go. Gdyby to byo na przykad
w kawiarni, a nie na zjedzie fizykw, wtpi, czy by si przysiad.
Dobrze. Wic uwierzy i zakrad si po teczk do hotelu. Tutaj
dysponujemy materiaem fotograficznym, zarwno z jego manipulacji przy
drzwiach, jak i wewntrz pokoju. Te aparaty z ukrycia s niezawodne. Dalej. Zgadzaj si odciski linii papilarnych na teczkach w szafie, w mieszkaniu
Straszewskich. To nie jest najbardziej przekonujcy dowd, mwilimy ju
o tym, no, ale razem z innymi te go obcia. Wiemy dalej, e z hotelu pojecha do swego mieszkania, a po dwch godzinach w stron Gacwki. W lesie
stracilimy obserwacj. nie mona byo wwczas zapuszcza si tak daleko
bez cznoci radiowej, zreszt moglimy go sposzy. Co jeszcze?
Prawie nic, jeeli chodzi o zabjstwo Mikolca rzek Krglewski.
Tu jest chyba nasz najsabszy punkt.
Niekoniecznie zaoponowa Szczsny. Zabjstwa dokonano
laserem, to ju jest niemal udowodnione. Jeeli w Gacwce znajdziemy laser... Przecie to jest bro tak nietypowa, e nikogo innego nie da si o to
posdzi.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 219

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nno, tak Brezga by niezdecydowany. To wszystko jednak


wyjdzie nam tylko pod warunkiem, e w Gacwce rzeczywicie istnieje co
takiego, jak laboratorium chemicznofizyczne, a w nim skradzione prace i
laser. Nie wiem, czy nie jestemy zbyt wielkimi optymistami.
Morderstwo Straszewskiej! upomnia si Szczsny. Musimy
wej do jego mieszkania i przeprowadzi rewizj.
Co nam to da?
On j tam zabi. Musi by jeszcze jaki lad. Mamy przecie t
szwajcarsk foli, moe podobnych rzeczy jest wicej, wtedy da si porwna. Podsun mu pod oczy. Zada wyjanienia! Zreszt, ja bym tam zerwa podog.
Po co? zdziwili si.
Przypominam, e Straszewska bya silnie uderzona w gow.
Chodzi ci o ewentualne lady krwi? zorientowa si major.
Tak. On jest sprytny, wic przypuszczam, e dokadnie umy pniej podog. Ale jeeli ma w mieszkaniu parkiet, to midzy klepkami zawsze s szpary.
To jest myl! omnicki wsta i zacz nerwowo kry po gabinecie.
Czy dla prokuratora nie wystarcz te wszystkie dowody, ktre
zebralimy? Pukowniku!... spojrza na Brezg niemal bagalnie.
Co si patrzysz? Czy ja jestem prokuratorem? Brezga wzruszy
ramionami, uj za suchawk.
Nakrci numer, a potem rzek, jak na niego wyjtkowo uprzejmie:

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 220

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Czy to mieszkanie prokuratora Iowskiego?... Dzikuj, zaczekam... Witam, towarzyszu prokuratorze, tu pukownik Brezga z Komendy
Stoecznej... Przepraszam, pora ju pna, ale czy moglibycie do mnie przyjecha?... Tak, to bardzo wane... Tak, ja jestem w Paacu Mostowskich...
Dzikuj.
Przyjedzie? spyta Daniowicz.
Przyjedzie. Iowski to rozumny czowiek. Myl, e uzyskamy od
niego nakaz.
W kilkanacie minut pniej prokurator Iowski, drobny, szczupy
mczyzna z twarz nerwow, pen bruzd, oszpecon gbok blizn
pozostao z walk partyzanckich usiad w gabinecie Daniowicza i obrzuci zebranych zaciekawionym spojrzeniem.
Sucham, pukowniku rzek, umiechajc si lekko. C to za
pne zebranie?
Kiedy mu referowali, o co chodzi, sucha uwanie, w skupieniu,
przymyka od czasu do czasu powieki. Potem milcza par chwil, rozwaajc wida sytuacj.
A co zrobicie odezwa si, patrzc po kolei na wszystkich jeeli Nort ma laserowy aparat tu, w warszawskim mieszkaniu? Co wam pomog pistolety, jeeli on skieruje ig wietln na kadego, kto bdzie usiowa wej do domu wbrew jego woli?... Czy macie takie urzdzenia lub
taki rodek chemiczny, ktry zneutralizuje laserowe promienie?
Nastaa chwila ciszy. Tego pytania, prawd mwic, nie spodziewali
si, gdy bezpieczestwo wasne byo u nich zawsze na dalszym planie.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 221

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Bo jeeli adnych takich rodkw nie macie kontynuowa prokurator nieubaganie to ja wam nakazu nie dam. I dokoczy z przepraszajcym umiechem: Chc was widzie ywych, a nie spalonych
wietln ig.
Powiedzmy, e on nas wpuci bkn omnicki, pocierajc czoo. Wejdzie kilku... no, to przecie wszystkich nie...
Wystarczy, e pierwszego! przerwa szorstko Iowski.
W takim razie powiedzia Szczsny pojad wpierw do Gacwki, wejd do tego laboratorium i przekonam si.
O czym? prokurator przyjrza mu si z pobaliwym umiechem. Wybaczcie, kapitanie, ale czy wiecie, jak taki aparat wyglda? Jestecie ekspertem fizyki? Chemii?
Szczsny zwiesi gow.
Cholera! mrukn Krglewski. - Cywilnego eksperta nie moemy naraa.
Milicyjnego te nie. Wystarczy, e dotknie czego, czego nie zna
albo nie zauway.
Zaraz... Brezga potrzsn gow niecierpliwie. Do tej pory
sysz wszystko na: nie. Teraz chciabym co na: tak. Co proponujecie, towarzyszu prokuratorze?
Jeszcze nic. Mylicie, e wam tak z rkawa pomys wytrzsn?
Ja mgbym pj do niego odezwa si z namysem porucznik
Frczak. Oczywicie, jako znajomy. Ten ze zjazdu fizykw. On mnie chyba bdzie pamita. Nie jestem ekspertem fizyki, ale mam j ukoczon,
wic prdzej si zorientuj, czy aparat jest w mieszkaniu.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 222

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Daniowicz skrzywi si.


Ty mylisz, e on go trzyma na wierzchu. Przecie wszystkiego
przed tob nie bdzie otwiera.
Co najwyej serce wtrci Krglewski.
Wybuchnli miechem, potrzebowali odprenia nerww. Szczsny
przygryza doln warg, nie mg sobie darowa, e narazi si na uwag
Iowskiego. Jak zawsze, jego stosunki z prokuratur byy niemal na ostrzu
noa.
Widz, e sytuacja wyglda tak rzek major. Jeeli najpierw
zabierzemy si do Gacwki i laboratorium, ja pomijam w tej chwili rodki,
jakich musimy uy, to Nort moe zniszczy lady zabjstwa Straszewskiej.
Moe zdy to zrobi. Wic powinnimy zacz od jego mieszkania w Warszawie. By moe, od zerwania podogi, jak to sugeruje Szczsny. Ale wanie do tego mieszkania nie moemy wej spojrza na Iowskiego z niewiadom uraz. Wic co mamy robi? Zaoy rce!?
Pytanie byo retoryczne, prokurator nie odpowiedzia. Zdawa sobie
spraw, e myl o nim w tej chwili ze le ukrywan niechci. A przecie
nie chcia tylko, eby zginli.
W kocu, to my jestemy od tego, eby chroni innych powiedzia Brezga, jakby kontynuujc jego myl. Tego spoeczestwo od nas
si spodziewa. I ma prawo. Czy moecie nam zarczy, towarzyszu prokuratorze, e jutro Nort nie zabije swoim laserem nastpnej ofiary? Jeeli my
nawet nie wiemy... i nie moemy si dowiedzie, gdzie on to wistwo
trzyma?!

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 223

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Frczak chrzkn z dezaprobat. Jako fizyk, peen by skrytego podziwu dla twrcy aparatu, cho jako milicjant, potpia go. Laser, cudowne
odkrycie naukowe, przyszo w technice, medycynie, Bg wie w czym jeszcze! Pomyla, e aparat trzeba za wszelk cen ocali przed zniszczeniem.
Zanim si zorientowa, powiedzia to gono.
Tylko nie za wszelk cen upomnia go Szczsny.
No, ja tylko tak... zreflektowa si. Tak si mwi.
Ja chyba zgupiaem odezwa si nagle omnicki, ktry od paru
chwil usiowa co powiedzie. Nie musimy przecie wej ani jako milicja, ani jako znajomy fizyk czy co w tym rodzaju! Po prostu, on mieszka na
trzecim pitrze, po prostu w mieszkaniu pod nim zacznie nagle la si woda, pknie rura czy kaloryfer, wtedy...
Kto mieszka pod nim? spyta Szczsny, zrywajc si z parapetu.
Nikt! wykrzykn Krglewski, rwnie podniecony. Mieszkanie stoi puste, facet pracuje w takim przedsibiorstwie, ktre wierci
studnie gbinowe gdzie w Libii, on wraca dopiero na wiosn. Dozorca ma
klucze, jego ona tam troch sprzta, wietrzy. Nikt inny nie zaglda, moe
tam by cay potop!
Jak to: potop? Iowski przestraszy si. Mam nadziej, e nie
zalejecie czyjego mieszkania?
Oficerowie zaczli si umiecha, a Daniowicz rzek pobaliwie:
Oczywicie, zasugerujemy tylko. Meble si przeniesie, obrazy
zdejmie, nic nie zostanie uszkodzone. Po prostu, zamoczymy sufit na tyle,

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 224

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

eby Nort w razie czego mg tam zej i popatrze. Nawet go do tego zachcimy, wtedy bardziej nam uwierzy.
Rozumiem. Ekipa hydraulikw, murarzy...
Rura moe pkn na przykad akurat pod podog w jego mieszkaniu. W samym pokoju. Zreszt, rozgrzebiemy te azienk i kuchni.
Wemiemy sieranta Kiewskiego, on do takich rzeczy najlepszy.
Ale w takim razie nakaz rewizji bdzie jednak potrzebny rzek
Brezga. W chwili kiedy znajdziemy pierwszy lad, hydraulicy zmieni si
w milicj.
No, tak... Iowski milcza chwil. Wreszcie machn rk.
Musz mie wasze sowo, towarzysze, e nie bdziecie nikogo naraa.
Ale dobrze! Pukownik zrobi taki ruch, jakby opdza si od
muchy. Nikt z nas przecie nie chce umiera.
Pewnie mrukn omnicki, zajty swym projektem.
Inni nie zareagowali. Gupie gadanie myla Szczsny. Co to
znaczy, naraa? Milicjant naraa si od pierwszego dnia suby a do
ostatniego. W kocu, dosta ig laserow to nawet lepiej ni mojk po
oczach albo siekier w eb. Moe nawet bardziej elegancko...
Dobrze Brezga odetchn z wyran ulg. Zorganizujemy
ekip. Trzeba dobra si do tego pustego mieszkania, zrobi, co trzeba, a
potem niech nam suba X da zna, jak Nort przyjdzie do domu. On jest pod
obserwacj, tak?
Tak. Bez przerwy. Telefon na podsuchu.
Rozmawiali jeszcze jaki czas, potem prokurator poegna si i odjecha. Tamci drobiazgowo rozwaali wszystkie szczegy, ustalajc najlep-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 225

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

szy, jak mogli wypracowa, plan akcji. Dobrze ju po pnocy rozeszli si do


domw.

Ledwie zdy umy rce, kto zadzwoni. By to dzwonek niecierpliwy, widocznie komu bardzo si pieszyo. Troch zdziwiony otworzy
drzwi. Na progu stao trzech mczyzn w zachlapanych, roboczych ubraniach, w rkach mieli jakie narzdzia, jeden taska wiadro i mokre szmaty.
Spoza ich plecw wyoni si dozorca i rzek:
Pan bdzie askaw wpuci hydraulikw. U Kozdroskich na drugim pitrze woda leje si z sufitu. Pewnie u pana rura pka albo co w kaloryferze.
Przez par sekund Nort przyglda si badawczo twarzom nieznanych mczyzn. Ten, ktry sta najbliej, budzi zaufanie, mia wygld typowego warszawskiego robotnika, troch cwaniackie spojrzenie, ogryzek
papierosa w kcie ust. Twarze pozostaych byy obojtne i znudzone.
No rzuci pierwszy niedbale. Dugo bdziem tu sta?
Odsun si, wpuci ich do mieszkania. Laser by w laboratorium,
nie mia adnego powodu, aby obawia si czyjej wizyty, nawet gdyby si
okazao, e nie s to hydraulicy. Zreszt, by z nimi dozorca, ktrego zna.
Robotnicy weszli z haasem, ktry rzuci wiadro na podog, inny
zwali obok om, klucz francuski i abk. Zanim si zorientowa, znaleli
si ju w kuchni, azience i w pokoju, naraz wszdzie ich byo peno, woali

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 226

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

do siebie, stukali w przewody, sprawdzali krany. Zrezygnowany usiad przy


biurku, zapali papierosa i czeka, a sobie pjd.
Po kwadransie ten najstarszy o cwaniackim spojrzeniu podrapa si
w gow i powiedzia z zafrasowaniem:
Nic, tylko przewd trzas. Musim rwa podog.
Gdzie? zaniepokoi! si.
Tu hydraulik rozejrza si po pokoju.
Nort zastanowi si.
Przewody nie id pod podog rzek w odpowiedzi. Rury
biegn po cianach.
Niedopaek przesun si z jednego koca ust w drugi.
Prawidowo, to miaby pan racj. Ale ten dom budowali bez gowy i powsadzali rury tam, gdzie nie trza. Jak w zeszym roku lao si w tamtej klatce, to zrywalim wszystkie klepki, a doszlim, gdzie pko.
adna perspektywa mrukn. Nagle obudzio si w nim podejrzenie.
Wsta i rzek stanowczym tonem:
Zejd na drugie pitro, do tego mieszkania. Moe to wcale nie u
mnie pky rury. Ma pan klucze? zwrci si do dozorcy.
Ten przytakn.
Niech pan idzie z nami to odnosio si do hydraulika.
Mog i, czemu nie zgodzi si z filozoficznym spokojem.
Zeszli pitro niej, dozorca otworzy drzwi i wprowadzi ich do pokoju.
Rzeczywicie bkn Nort, przestraszony tym, co zobaczy.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 227

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Cay sufit by mokry, kapay z niego gsto krople brudnej wody, na


pododze kto poustawia miednice, miski, a nawet garnki, meble zsunito
do przedpokoju.
Jasne, e to u pana hydraulik wzruszy ramionami. No,
idziem na gr, bo szkoda czasu. Wyranie mu si pieszyo.
Wrcili na trzecie pitro. Tamci dwaj zdyli ju wystawi do przedpokoju meble i przygldali si uwanie wy froterowanym klepkom parkietu.
Ca podog chcecie zrywa? Moe wystarczy w jednym miejscu
rzek Nort z prob w gosie.
Zobaczym odpar cwaniak. Dasz pan na p basa, to zrobim
delikatnie, jak z panienk si obejdziem zachichota.
Nie bdziecie aowa odpar Nort, usiujc przyjrze si bliej
twarzom pozostaych robotnikw, ale pochyleni chodzili po pododze, wypatrujc ladu przewodw, i odwrceni byli do niego to bokiem, to plecami.
Wreszcie jeden przyklk, szybkim ruchem podway klepk, ostronie,
powoli wyjmowa j, odwrci, obejrza i odoy na bok. Zaraz potem inny
zrobi to samo p metra dalej. Widzc, e przeszkadza, Nort wycofa si do
przedpokoju, siad na jednym z krzese i zamyli si.
Nie odczuwa adnych obaw, wymy przecie wtedy podog tak starannie i zapastowa, e na lnicych klepkach na pewno nie pozosta aden
lad. Ale ostrono i nieufno bya ju jego nieodczn cech. By moe
zreszt, zanadto by o tym przekonany.
Dozorca, ktry sta na progu pokoju i pogadywa z hydraulikami, zasania mu ich robot. Przesta wic wypatrywa, zapali papierosa i czeka.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 228

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Wszystko to byo mu bardzo nie na rk, mia sporo pracy, chcia te pojecha do Gacwki, na razie jednak nie mg si ruszy z mieszkania.
Wreszcie robotnik z papierosem w ustach ukaza si na progu, odsun dozorc i powiedzia:
Zaatalim, co si dao, ale klepki od spodu nagnie, trzeba da nowe. Na dziurach ley papier, niech pan chodzi ostronie. Stare klepki zabierzem, to trzeba zda w administracji, to dadz nowe. Pan podpisze podsun mu formularz i ogryziony owek.
Nort wsta, przeczyta uwanie o zdjciu czternastu klepek z przyczyn technicznych, spojrza na stos deseczek, lecych na brezentowej
pachcie i podpisa. To samo zrobi dozorca. Potem tamci trzej nadspodziewanie szybko zwinli si, zabrali narzdzia, pacht z klepkami i ju ich nie
byo. Inynier zdy tylko spyta dozorc, kiedy zao mu nowe klepki,
dowiedzia si, e w tym tygodniu i drzwi si zamkny.
Wrci do pokoju, zmartwionym wzrokiem ogarniajc rozmiary klski podogowej. Przepchn biurko w jeden kt, tapczan w drugi, postawi
fotel, reszta musiaa zosta w przedpokoju. Zirytowany tym wszystkim, zrezygnowa z wyjazdu do Gacwki, zreszt byo ju pno.
Hydraulicy poegnali si z dozorc, zabrali wszystko, co mieli ze sob, wsiedli do rozklekotanej ciarwki i pojechali. Pacht z klepkami porucznik omnicki trzyma na kolanach tak troskliwie, jakby to byy nowo
narodzone blinita.
Jeste pewien, e to krew? spyta Frczak, ocierajc wierzchem
doni umorusany policzek.
Tak.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 229

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Sporo tam tego byo mrukn sierant Kiewski, wypluwajc z


niesmakiem niedopaek ,,sporta. Wykroiem te kawaek lepiku pod
klepkami. Eksperci powinni sobie z tym poradzi.
Chyba si nie spostrzeg?
Diabli go wiedz. Oczu z nas nie spuszcza.
Wiesz... Frczak wzdrygn si, jakby go zimno owiao. I tak
mielimy szczcie. Gdyby w pewnym momencie dorwa si do lasera, nie
zdybym nawet wycign pistoletu.
C robi. Ja te si czuem, jakbym azi po zaminowanym polu.
Nikt z nas przecie nie wie, jak jego laser wyglda, jaki duy, ile czasu potrzeba, eby go uruchomi.
Obyo si bez oficjalnej rewizji.
Na razie.
Zajechali przed Paac Mostowskich i poszli prosto do laboratorium.
Czekali tam ju dwaj eksperci, specjalici od badania ladw krwi na wszelakim podou. Rzucili si na klepki jak na upragniony podarunek, rozoyli
je na stoach i zabrali si do roboty.
Zaraz te pojawi si kapitan Szczsny, ktry z wielkim alem musia
zrezygnowa z jazdy do Norta, gdy tamten mg zapamita jego twarz,
cho rozmowa ich na giedzie samochodowej bya tak dawno i taka bez znaczenia, wola jednak by ostronym.
Jest krew? spyta bez tchu.
Na widok klepek twarz mu pojaniaa, a oczy zawieciy jak u wilka.
Zdali mu relacj, sucha w wielkim skupieniu, wraz z Brezg i Daniowiczem, ktrzy tymczasem nadeszli. Szybko jednak eksperci wyprosili ich z

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 230

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

laboratorium, tumaczc, e w tumie nie potrafi pracowa. Tak wic


trzeba byo czeka. Zeszli na d, do gabinetu pukownika, ktry zakrztn
si koo kawy.
Tylko Szczsny nie wytrzyma, wrci do laboratorium i, przezwyciywszy opr ekspertw, przyglda si ich pracy. Ciemne, zaschnite
smugi na bokach klepek i na spodzie naleao wpierw delikatnie zeskroba i
umieci na szkieku pod mikroskopem, aby upewni si, czy lad w ogle
jest krwi. Ekspert magister chemii rozpuci zeskrobane drobiny u jakim
pynie. Szczsny sdzi, e jest to zgszczony kwas siarkowy, ale nie by pewien, a nie chcia pyta, aby go powtrnie nie wyrzucili z laboratorium. Potem chemik pobra kilka kropli rozczynu, porozmieszcza na szkiekach i
ustawi okular mikrospektralny.
Drugi ekspert, biolog z zawodu, wykona podobn robot, ale do
rozpuszczenia drobin krwi, czy co tam to byo, uy jakiego innego pynu,
by moe kwasu octowego albo po prostu destylowanej wody. Mia zamiar
przygotowa potem jeszcze inn prb, posugujc si spektrofotografi w
czci fiokowej widma, co pozwalao na badanie krwi w rozcieczeniu nawet do 70.000.
Jest mrukn chemik, pochylony nad mikroskopem.
Co jest? Szczsny usiowa zajrze mu przez rami.
Magister, zadowolony z wyniku prby, objani askawie:
Widmo oksyhemoglobiny. Tu, te dwa pasma pochonne.
Odwrci si, wzi z pki siarczek amonu, ostronie doda do rozczynu, popatrza przez okular, a potem pozwoli Szczsnemu zajrze.
Widz tylko jedn szerok smug zauway kapitan zdziwiony.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 231

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Bo teraz oba pasma zlay si w widmo odtlenionej hemoglobiny.


Jeeli skc rozczyn z powietrzem, znw si rozdzieli na dwa. Jak u ciebie?
zwrci si do biologa.
To samo. lad jest krwi. Pozostao jeszcze sprawdzenie, czy w
zeskrobanej z podogi krwi znajduje si biako ludzkie. Mogo si bowiem i
tak zdarzy, e kiedy inynier Nort zarn w mieszkaniu koguta.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 232

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Rozdzia dziesity

To nie jest stuprocentowo pewne rzek Brezga, jak zwykle do


ostrony w formuowaniu twierdze, ktre miay zaway na zatrzymaniu
lub zwolnieniu podejrzanego. Niemniej jednak, naley jak najszybciej
przeprowadzi u Norta dokadn rewizj. Ju oficjalnie. Przekonalimy si,
e w jego mieszkaniu pod podog znajdoway si liczne lady krwi ludzkiej,
przy czym grupa krwi B jest zgodna z grup, jak miaa Straszewska, co
oczywicie nie oznacza, e to musi by jej krew, ale z ca pewnoci tego
nie wyklucza.
Pukownik mwi jak prokurator mrukn Szczsny z przeksem.
A to le? Ju ci co wierzbi?
Musimy jednak sprawdzi wtrci szybko Daniowicz jak
grup ma Nort. Gotw nam powiedzie, e to jego krew, bo si kiedy skaleczy.
Ee, ale jak to zrobi?
Szpitale rzek Krglewski. Moe kiedy chorowa. Na karcie
choroby powinna by zanotowana grupa krwi. Jeeli nie znajdziemy, pozostaje tylko pobranie z jego bandyckiej yy...
To nie bandyta sprzeciwi si Frczak. To genialny uczony,
chocia morderca.
No, to z genialnej yy. Mnie wszystko jedno, ja go ga nie bd.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 233

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Zrobisz to szybko, te szpitale? zwrci si major do Krglewskiego.


Ten podnis si z krzesa.
Do wieczora powinienem wiedzie odpar i wyszed.
Wieczorem, zmczony, ale zadowolony, przynis odpis karty chorobowej Ryszarda Norta ze szpitala numer dwa, operacja wyrostka robaczkowego, grupa krwi A, co tym samym wykluczao moliwo, i krew ta
wsika midzy klepki podogi w jego mieszkaniu.
Dobrze powiedzia Brezga. A Szczsny doda: To ju mamy z
gowy.
Po uzgodnieniu sprawy z Iowskim, majc na uwadze niebezpieczestwo w przeprowadzaniu oficjalnej rewizji, postanowili wej do
mieszkania podczas nieobecnoci Norta.
Prokurator jednak chcia by przy tym, poprosi rwnie jednego ze
swych znajomych fizykw, specjalist elektroniki kwantowej, profesora
Marca.
Pracownicy suby X, ktrzy czuwali nad kadym krokiem inyniera,
mieli zawiadomi ekip rewizyjn o jego wyjciu z mieszkania. Druga ekipa,
wycznie milicyjna, zoona z szeciu radiowozw, zaopatrzonych w dalekosine krtkofalwki, czekaa na wiadomo o ewentualnym wyjedzie
Norta do Gacwki. Dowdc tej ekipy by porucznik Krglewski.
Niedzielny ranek wsta chmurny, mglisty, zapowiada odwil. Schodzili si do Komendy Stoecznej gdzie midzy sm a wp do dziewitej,
Daniowicz przyszed wczeniej wraz z sekretark wydziau, ktra z wrodzon sobie ofiarnoci zrezygnowaa ze witecznego odpoczynku, aby

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 234

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

przygotowa kaw. Ekipa radiowozw, razom osiemnastu ludzi, uzbrojonych w maszynowe i zwykle pistolety, rozlokowaa si w ssiednim pokoju
i w wietlicy, zostawiajc po jednym pracowniku w kadym z szeciu samochodw. W rezerwie byo ZOMO i paru przewodnikw z psami tropicymi.
Na pewno jeszcze nie wyszed? spyta Brezga, ktry zagada si
z prokuratorem i nie sucha meldunkw suby X.
Na pewno odpar major. Kwadrans temu jeden z funkcjonariuszy dzwoni do jego drzwi, w przebraniu listonosza. Nort otworzy mu w
pidamie. Oczywicie, listonosz pomyli pitra, za co bardzo przeprasza.
To go mogo sposzy skrzywi si pukownik. No, trudno.
Profesor Marzec, nienawyky do podobnych sytuacji, z zainteresowaniem przysuchiwa si urywanym zdaniom, jakie paday od czasu do
czasu z gonika radiostacji. To suba X przekazywaa szyfrem informacje.
Zrobiono duo wicej ni zwykle w takich sprawach, bo i przeciwnik by
niecodzienny i groniejszy.
Czy docent Straszewski domyla si, kto zabi jego on? spyta
cicho prokuratora.
Iowski podnis na niego wzrok i potrzsn gow.
Skde odpar. Przecie, na dobr spraw, to i my tego jeszcze na pewno nie wiemy. Prosz mi powiedzie, profesorze, co pan sysza
w ogle o Ryszardzie Roncie?
Marzec zastanawia si przez chwil.
Zapoznany geniusz rzek bez ironii. To by mg by jeden z
najwikszych polskich uczonych w dziedzinie elektroniki kwantowej. W
dodatku, jeeli naprawd skonstruowa przenony laser. Sdz, e jest to

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 235

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

laser na bateriach rtciowych. Ostatecznie, moliwy u nas do wykonania,


ale nie w pojedynk, w jakim prywatnym laboratorium, choby nawet
wietnie wyposaonym.
A jednak on go wykona.
Tak... Profesor zamyli si. Wzruszy ramionami. To waciwie przechodzi wszelkie normalne granice! Dabym wiele, aby laboratorium nie zostao zniszczone. Zwaszcza laser. Spojrza proszco na prokuratora, a potem na Brez, ktry przysuchiwa si ich rozmowie.
Obawiam si odpar pukownik e w ogromnym stopniu jest
to zalene od samego Nota. Moemy oczywicie ju w tej chwili obstawi
Bacwk i prbowa wamania do laboratorium, ale rozoy rce ja
nie mog naraa ycia pracownikw. Nikt z nas nie wie, co tam jest naprawd, jak to jest zabezpieczone. Pan twierdzi, e Nort to geniusz nauki.
Tym bardziej nie mog ryzykowa. Ten czowiek nie zawaha si zabi docenta Mikolca, ju nie mwic o pani Straszewskiej.
Dlaczego pan profesor powiedzia o nim: zapoznany geniusz?
spyta Iowski.
Bo mia kiedy wszelkie moliwoci, aby sta si naszym najsawniejszym koleg, ale odrzuca po kolei wszystkie propozycje. Zawsze mu
byo za mao, zawsze posdza ludzi o to, e go nie doceniaj, nie powaaj
tak, jak on tego chcia i domaga si. Sdz, e po prostu zera go potworna
ambicja. To jest ju chyba chorobliwe. On niszczy cudze osignicia, niszczy
ludzi, ktrzy mogliby przypadkiem zrobi co lepiej od niego. Z takim czowiekiem nie sposb pracowa ani w ogle wspy. Dlatego pewnie...
zreszt, czy ja wiem? zawaha si. Czsto si zastanawiaem, po kiego

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 236

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

licha on si umieci w tym biurze F-2, akurat najskromniejszym i dajcym najmniej pola do popisu. Wic przedtem mylaem, e to po prostu dlatego, e nigdzie indziej nie mogli z nim wytrzyma. Teraz myl, e on to
zrobi celowo. Ukry si, aby po cichu w laboratorium pracowa nad swoimi
wynalazkami.
Po co? odezwa si Szczsny. I skd mg mie na to pienidze?
Nie wiem odpar profesor. Ale on do czsto wyjeda za
granic, wic... urwa. Nie chcia rzuca oskarenia z gatunku tych najciszych.
Sze osiem! odezwa si nagle gonik. - Sze osiem, tu kwadrat pitnacie... Powtarzam, tu kwadrat pitnacie! Jak mnie syszysz?
Wszyscy poderwali si z miejsc. Brezga uj mikrofon, wczy i powiedzia wyranie, powtarzajc sowa:
Kwadrat pitnacie, tu sze osiem. Sysz ci dobrze. Okrel kierunek.
Sze osiem, piset trzydzieci! Powtarzam, piset trzydzieci...
Szczsny sta ju przy mapie Warszawy.
Marszakowska, w kierunku Alei Jerozolimskich powiedzia
pgosem. Kwadrat pitnacie, zrozumiaem, piset trzydzieci. Jeden
czy dwa?... Powtarzam, jeden czy dwa?
Sze osiem, dwa... Powtarzam, dwa!
Idzie pieszo. Opla nie ma w podwrzu, chciabym wiedzie, gdzie
on go zostawi rzek Daniowicz. Suba X uda si za nim, pieszo i sa-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 237

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

mochodem. A my zwrci si pukownik do prokuratora i Marca jedziemy!


Czarna woga, ktr pojechali w szeciu, miaa wszelkie dane, aby
wyglda jak takswka, chocia ni nie bya. Zatrzymali si kilka domw
dalej, porucznik omnicki zosta przy kierownicy, tamci skierowali si w
stron mieszkania Nota. W bramie wysun si ku nim niepozorny, may
czowieczek i na pytajce spojrzenie Daniowicza, ktry zna wikszo pracownikw suby X, szepn w przelocie:
W porzdku. W razie powrotu uprzedz.
Otworzenie drzwi byo dla porucznika Frczaka nieco kopotliwe,
chocia dysponowa kompletem odpowiednich narzdzi i waciwymi
umiejtnociami. Zamek by jednak nietypowy. Wreszcie magister fizyki
szarpn lekko za klamk, sapn z satysfakcj i rzek:
Gotowe.
Wchodzili ostronie, kiedy na schodach usyszeli szybkie kroki, a po
chwili pojawi si kapitan Szczsny. W rku trzyma jak niedu paczk.
To folia powiedzia, nie wdajc si w blisze szczegy.

Profesor rozglda si dokoa z ciekawoci, a take z pewnym zaenowaniem, nie przywyk bowiem wchodzi do cudzego mieszkania bez

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 238

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wiedzy i wbrew chci gospodarza. Rozgrzeszy si jednak przypomnieniem, e gospodarz ten jest dwukrotnym morderc. Patrza wic na
pki, szafy i biurko, zastanawiajc si, jak moe wyglda aparat laserowy,
skonstruowany przez Nota. Przypuszcza, z tego co mu powiedziano, e na
oko jest to co w rodzaju sporej walizki czy torby, trudno bowiem byo
przypuci, aby inynier nosi aparatur bez adnej osony, byoby to ryzykowne i cigao na siebie uwag.
Nie dojrza jednak nic takiego, a przynajmniej nie stao to na wierzchu, wic moe Nort chowa aparat w ukryciu, na przykad w dobrze zamknitej piwnicy.
Pewnie trzyma go w laboratorium zauway Brezga.
W tej Bacwce?
Tak myl.
Tu co jest odezwa si Frczak z przedpokoju, gdzie bya gboka szafa w cianie.
Podeszli do niego. W szafie sta duy czarny kufer z dwoma uchwytami w rodzaju skrzanych rczek. Profesor przyjrza mu si, oceni wielko na oko i rzek z powtpiewaniem w gosie:
Chyba nie. Za due. Jak by on mg z tym porusza si swobodnie
po miecie?
W kadym razie trzeba si przekona odpar Szczsny.
Bezceremonialnie odsun profesora, przyklkn obok kufra.
Zdecydowanym ruchem otworzy wieko, kufer nie by zamknity na
kluczyk.
Uwaaj! krzykn Daniowicz.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 239

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Ale wewntrz nie byo nic, na dnie gbokiego kufra lea tylko jaki
strzp papieru. Szczsny nachyli si, powieci latark. Z boku wymalowany by napis: ELECTRONIC UTILISATION LTD. SWISS odczyta gono.
Zerwa si z podogi, popatrza na nich triumfujcymi oczami.
Widzicie? To samo co na folii!
No, tak rzeki Brezga z westchnieniem ulgi. To ju, jakbymy
mieli w rku zabjc Straszewskiej. Zabierzemy kufer do laboratorium,
wewntrz mog by lady krwi, mimo e zwoki leay w folii. Poruczniku
zwrci si do Frczaka sprowadcie dozorc. Bdzie wiadkiem.
Opiecztujemy mieszkanie? spyta prokuratora.
Iowski ockn si z zamylenia, w ktrym spoglda na czarny kufer.
Jak trumna skojarzyo mu si, wstrzsn nim przykry dreszcz.
Zaraz podpisz nakaz aresztowania mrukn. Trzeba Nota
jak najszybciej zatrzyma. To straszny czowiek... Mieszkanie? Tak, oczywicie odpar z roztargnieniem.
Myla o ukrytym laboratorium, gdyby udao si schwyta morderc,
zanim tam dotrze, sprawa byaby wygrana. Powiedzia o tym gono, Brezga
przytakn:
To nasza jedyna szansa, aby obyo si bez... nie dokoczy.
Wszed dozorca z Frczakiem, za nim wlizn si pracownik suby
X i powiedzia:
Wsiad do swojego wozu. Nasi jad za nim.
Dobrze. Zostacie tutaj. I wy, poruczniku. Jedziemy! skierowa
si w stron drzwi.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 240

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

W wodze Brezga uruchomi krtkofalwk i wyda szereg polece.


Sze radiowozw wytrysno z Paacu Mostowskich i pognao w kierunku
podanym przez sub X. Gdzie na peryferiach miasta mieli spotka si z
wog i razem kontynuowa pocig.
Jedzie w kierunku na Bacwk? spyta Marzec, nie rozumiejc
szyfru, jakim si posugiwali.
Tak rzuci major. Ale moe go zapiemy wczeniej.
Suba X ma tylko jeden wz przypomnia Szczsny. W konkurencji z oplem record na pewno przegra, jeeli Nort zorientuje si, e jest
cigany.
omnicki doda gazu, ryzykownie wyprzedzi autobus, zawin na
zakrcie, a ich zarzucio na siebie. Marzec przygryz sobie jzyk i nieznacznie ociera usta, major rzuci na niego okiem, a potem rzek z umiechem:
Profesorze, porucznik omnicki to wietny kierowca, ale tu chodzi o minuty. Moe o sekundy.
Ja rozumiem - odpar Marzec niewyranie, bo go bola jzyk.
Sze osiem! odezwa si gonik krtkofalwki. Tu kwadrat
pitnacie, jak mnie syszysz?
Brezga uj suchawk.
Sysz ci, kwadrat pitnacie odpar. Jaka odlego midzy
kwadratem pitnacie a zerem?
Widz zero pada odpowied, zaguszana troch trzaskiem i
szumom w eterze. Ale jest szybsze, mog je straci z oczu!

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 241

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Kwadrat pitnacie, jedzie do ciebie szstka i sze osiem. Utrzymaj widoczno zera, pki moesz!... Powtarzam: miej zero na oku, pki tylko moesz.
Sysz, sze osiem... Zrobi, co tylko mog.
S! zawoa Szczsny, ktry wypatrywa drog.
Byli ju poza miastem, zacz sypa drobny, gsty nieg i dokoa poszarzao, chocia godzina bya jeszcze wczesna, dochodzia druga po poudniu.
Suba X? spyta major z niedowierzaniem. Nie, nasze radiowozy.
W tej chwili gonik znw zachrypia, tym razem gos mwicego by
inny, poznali porucznika Krglewskiego:
Sze osiem, tu dziesitka z ca szstk, widzimy was. Odbir.
Dziesitka z szstk, zrwnacie si z nami, dwie osoby do was si
przesid powiedzia Brezga.
Odoy suchawk.
Szczsny, docz do Krglewskiego, a ty, Stefan, przesid si na
drugi radiowz, ja z omnickim zostaniemy tu, w ten sposb atwiej nam
bdzie poprowadzi pocig. Pierwszy radiowz ma kryptonim dziesitka,
drugi czwrka, cao szstka... No, ju s! Sze radiowozw wyonio
si ze nienej gstwiny, zahamowao obok nich. Daniowicz i Szczsny wyskoczyli, zaraz potem siedem samochodw ruszyo dalej razem.
Znalelicie aparat? spyta Krglewski, nie odwracajc nawet
gowy, siedzia obok kierowcy i trzyma w rku suchawk, aby kadej
chwili by gotowym do wymiany zda w eterze.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 242

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Szczsny otar zanieon twarz, odsapn.


Nie. Ale by tam duy kufer z tym samym napisem, co na folii.
Pewnie przewozi w nim ciao Straszewskiej.
No to go mamy. Cholera z tym niegiem, nic nie wida.
Dziesitka, skrcamy w lewo! usyszeli z gonika.
Caa szstka, skrt w lewo powiedzia Krglewski do suchawki.
Nie zdymy rzek Szczsny. Doleci do Bacwki.
Tam s wozy z Komendy Wojewdzkiej mrukn may porucznik.
Mamy z nimi czno?
Moemy mie, ale... oni s ukryci w lesie, eby si nie sposzy,
wic... poczekaj, moe niech si ujawni? Do cholery, gdzie go mamy apa?
Jak ju bdzie w tym swoim laboratorium czy zanim tam wejdzie?
Jasne, e zanim wejdzie! Czowieku, stan oblenia bdziemy potem robi? Zreszt, porozum si z pukownikiem.
Brezga zastanawia si przez chwil. W kocu rzek:
Dziesitka, my przecie nie wiemy, czy zero ma aparat przy sobie,
czy w laboratorium. Nie moemy kolegw z Wojewdzkiej naraa. Trudno,
musimy zaryzykowa. e wejdzie do rodka.
Ale!... Szczsny wyrwa Krglewskiemu suchawk: Sze
osiem, wtedy moe by na wszystko za pno!
Wemiesz to na swoje sumienie? usyszeli przytumiony odlegoci, ale wyrany gos pukownika. Kto ci da takie prawo?

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 243

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Szczsny opuci gow. Zbyt dobrze pamita martw, blad twarz


doktora Mikolca, ktry lea na pododze swojego gabinetu tak spokojnie,
jakby spa, ale przecie przez jego czaszk przebiega miercionona iga
wietlna, w uamku sekundy odbierajc ycie.
Brezga mia racj. Nie mieli prawa naraa nikogo na straszn, a
niepotrzebn mier.
Widz samochd suby X, obywatelu poruczniku powiedzia
kierowca do Krglewskiego. Chyba zostali mocno w tyle za oplem.
Docz do nas. Trudno, na wysz technik nie poradzisz.
Wjechali w las. nieg wci sypa, teraz byo ju prawie ciemno, zapalili reflektory. wiata wyposzyy dwa zajce, potem sarna wybiega na
drog i przemkna na drug stron.
Caa szstka! znw zachrypiao w goniku. Otaczamy Bacwk. Nawiza czno z Wojewdzk.
Tu kapitan Ostrowski z Komendy Wojewdzkiej usyszeli nowy gos. Syszymy was, mamy czno od kwadransa. Trzy radiowozy.
Poczy si z wami?
Tak, kapitanie. adnych dziaa, ostrzegam!
Rozumiem.
Gonik umilk. Podjedali ju do Bacwki, psy szczekay zajadle,
czujc obcych dokoa. wiata reflektorw omioty polan, wyowiy z
ciemnoci samotnie stojcego opla record 1700 i skrzyoway si ze wiatami wozw zbliajcych si od strony lasu. Woga mina ich w pdzie,
zarya nosem w nieg. Z wozu wyskoczy pukownik, za nim wysiedli tamci.
Samochody milicyjne hamoway dokoa polany, wszystkie reflektory skie-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 244

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

rowane byy do rodka z wyjtkiem wiate wozw z Komendy Wojewdzkiej, ktre trzymay w wietlnym szachu najblisze pasmo lasu.
Tam... te drzwiczki szepn kapitan Szczsny do Brezgi.
Wyrane lady, na wieym niegu prowadziy w kierunku niskiego
budynku z maymi drzwiczkami. Oficerowie skupili si, naradzajc cicho,
podszed do nich prokurator.
Tylko profesor Marzec sta oszoomiony, rozglda si z niedowierzaniem, szuka jakich wyranych oznak, e tu, w tych chopskich prymitywnych budynkach, kto szalony czy genialny konstruowa niezwyke wynalazki, ale nie mg dojrze adnych ladw wskazujcych na to,
wic sta bezradny i zdumiony.
Moe to wszystko nieprawda? pomyla sceptycznie.
Niemoliwe, eby nas nie sysza major potrzsn gow.
Na pewno wie, e wpad. Wic siedzi w laboratorium i zastanawia si pewnie, co robi.
Sprbuj rzek Brezga.
Podchodzi do maych drzwiczek, reszta postpowaa tu za nim,
nikt nie chcia zasuy na miano tchrza, cho kady z nich dobrze zdawa
sobie spraw, na co si naraa.
Pukownik zatrzyma si przed drzwiami, za ktrymi panowaa gucha cisza.
Inynierze Nort! krzykn i powtrzy ten okrzyk jeszcze kilka
razy, ale nikt mu nie odpowiedzia.
Dotkn wic klamki, sprbowa nacisn, opara si jego rce.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 245

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

W oplu nic nie ma rzek omnicki, ktry wraz z milicjantami


przeszuka samochd.
A jeeli uciek pieszo w las? rzuci ktry.
Wykluczone! zaoponowa kapitan Ostrowski. Widzielimy,
jak wjecha w podwrze, wysiad z wozu i wszed do ktrego z budynkw.
Najprawdopodobniej wanie do tego.
Przeszukalimy inne pomieszczenia - odezwa si oficer ze suby
X. Nie ma tam nikogo, chocia wyglda, e kto opuci dom najdalej godzin temu.
To pewnie ten Brych. Wida. poczu, co si wici.
Inynierze Nort! krzykn znowu Brezga, stukajc mocno do
drzwi. Bdziemy czeka tak dugo, a pan wyjdzie. Nie ma sensu si opiera, mamy wystarczajc ilo dowodw przeciwko panu.
Umilk i znowu nasuchiwali. ale panowaa cisza, nieg pada bezgonie, bielc im paszcze i mundury, nawet psy si uspokoiy, przestraszone i
zdezorientowane nieobecnoci swego pana.
Nagle w tej ciszy najbliej stojcy usyszeli poprzez zamknite na
gucho drzwiczki czyj gos, powtarzajcy wolno i wyranie: Wight Amplification by Stimulated Emission of Radiation... Light Amplification by Stimulated...
Byo to tak nieoczekiwane, e znieruchomieli ze zdumienia.
Co on mwi? szepn jeden z milicjantw.
Laser rzek profesor Marzec. I doda cicho, jakby do siebie:
On egna swj laser.
Brezga spojrza na niego z niepokojem.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 246

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Dlaczego... zacz i urwa.


Gos mwicego umilk, zamiast niego usyszeli coraz wyraniejszy
szum, jakby pomie, podsycany przez kogo, ogarnia coraz wiksz przestrze.
Odstpi! krzykn pukownik. Wszyscy odstpi!... W
sekund potem zdy jeszcze da nastpny rozkaz: Na ziemi!!
Ostatni sylab tych sw zaguszya potna detonacja. Kby dymu,
jzyki ognia, kawaki metalu, desek, cegie wszystko to wyleciao wysoko
w gr, nastpi nowy wybuch, w odgosy te wmieszao si wycie psa, pewnie ktry dosta odamkiem metalu czy cegy. Przez kilka minut z budynku
nieprzerwanie dolatyway detonacje, byskay jakie ognie, paliy si wida
odczynniki chemiczne, bo pomie by rnokolorowy, sycza i wyrywa w
gr wci nowe kawaki jakich rurek, dziwacznie wygitych, metalowych
pyt, kabli i szmat, prawie zwglonych.
Kiedy wreszcie wszystko ucicho i tylko ogie trawi jeszcze resztki
tego, co byo prywatnym laboratorium inyniera Norta, powstali ze niegu,
otrzepujc si i wycierajc twarze. Niektrzy dostali odamkami i krwawili
troch, ale nie byy to grone okaleczenia. Na policzkach mieli sadze, ktre
zmieszane ze niegiem gsto latay w powietrzu.
Chyba ju mona...? spyta ktry, podchodzc wolno do zgliszcza.
Ostronie! ostrzeg prokurator. Poczekajcie jeszcze chwil.
Teraz to ju i tak wszystko jedno doda ciszej.
Profesor Marzec, nie zwaajc na ostrzeenie, zbliy si do szcztkw laboratorium. Twarz jego pena bya alu i przeraenia. Nie mg po-

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 247

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

godzi si z myl, e tak oto zostao definitywnie zniszczone dzieo naukowca i to zniszczone przez jego twrc. Nikt ju nigdy nie dowie si, w
jaki sposb Ryszard Nort skonstruowa w tej piwniczce aparat laserowy, z
ktrego zrobi potem narzdzie mierci.
Tu, patrzcie! wykrzykn nagle Szczsny, pochylajc si nad
dopalajcymi si zgliszczami. Kiedy podeszli do niego, ujrzeli na wp zwglone, czarne zwoki czowieka. Twarz daa si jeszcze rozpozna, cho
ogie osmali j i uczyni straszn.
By to Nort.

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 248

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

Nota edytorska
Polska powie kryminalna lat PRL-u charakteryzuje si typowym dla tamtej epoki socrealizmem tendencyjnym susznie nazwanym przez bodaj Stanisawa Baraczaka powieci milicyjn odrniajc j w ten sposb od zachodnich powieci detektywistycznych. Naley tu
jednak zaznaczy, e inny styl literacki by w wczesnych czasach niemoliwy zarwno praktycznie jak i teoretycznie. Nie byo instytucji prywatnego detektywa a jedyn waciw komrk do wyjaniania zagadek kryminalnych moga by wycznie Milicja Obywatelska i
kontrwywiad. Wsplne dla obu typw powieci byy elementy sensacyjno-przestpcze.
Przedwojenna polska powie kryminalna to przede wszystkim powieci awanturniczoprzygodowe zawierajce elementy czarnego kryminau amerykaskiego z niemaym udziaem przygd miosnych oraz wtkw fantastycznych. Tworzyli je m. in. Aleksander Baejowski, Antoni Marczyski, Tadeusz Doga-Mostowicz, Urke Nachalnik, Adam Nasielski, Stanisaw Wotowski. Powieci stworzone w PRL-u powstay na zamwienie sub aparatu pastwowego by przybliy cik i mudn prac milicji a przede wszystkim by wzbudzi zaufanie do ich dziaa w utrzymaniu adu i porzdku, zaufanie mocno nadszarpnite dziaaniami
UB i MO we wczesnych latach powojennych i w okresie stalinowskim.
Pierwsze powieci kryminalne zostay w spoeczestwie przyjte z entuzjazmem, szczeglnie
e byy dostpne w literaturze gazetowej, drukowane w odcinkach w popularnych popoudniwkach i dziennikach, stanowiy nawet niez konkurencj dla kryminaw zachodnich
do gsto wydawanych w popularnych seriach maych formatw: Zota Podkowa, Srebrny
Kluczyk, Labirynt, Jamnik itp. lecz osadzone w innych realiach bardziej byy doceniane przez
mionikw tej literatury ni zwykych czytaczy lubicych lekk, sensacyjn i tani ksieczk,
szybko pochanian w podry, pod biurkiem czy na parkowej awce. Pod koniec lat 60. XX
wieku Wydawnictwo ISKRY rozpoczo druk zeszytw w cyklu Ewa wzywa 07 a dla modziey komiks Kapitan bik. W serii tej publikowali popularni autorzy polskiego kryminau:
Jerzy Edigey (Jerzy Korycki), Zygmunt Zeydler-Zborowski, Barbara Gordon (Larysa Mitzner),
Helena Sekua, Barbara Nawrocka, Zbigniew Safjan, Kazimierz Korkozowicz, Aleksander Minkowski, Maciej Z. Bordowicz, Marian Butrym, Jerzy Parfiniewicz oraz dziennikarki sdowe
Anna Kodziska, Wanda Falkowska, Danuta Frey. Powieci milicyjn nie gardzili rwnie
bardziej uznani autorzy i scenarzyci jak Stanisaw Goszczurny, Andrzej Szypulski, Maciej
Somczyski, Andrzej Wydrzyski, Andrzej Szczypiorski, Aleksander cibor-Rylski, Janusz
Gowacki, Zygmunt Sztaba, Janusz Oska czy Kazimierz Koniewski, ktrzy najczciej pisali te
powieci pod pseudonimami. Jednake prawdziwymi rarytasami kryminalnymi byy powieci
Joe Alexa (Maciej Somczyski) osadzone w realiach amerykaskich lub angielskich chocia i
on nie pogardzi kryminaem milicyjnym jako Kazimierz Kwaniewski.
WIETLISTA IGA to opowie o genialnym wynalazcy-naukowcu, ktry w warunkach prywatnego, ukrytego wrd lasw laboratorium skonstruowa aparat laserowy. Nie ma jednak
zamiaru wykorzysta go dla potrzeb polskiej nauki, nie ma take zamiaru sprzeda go za

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 249

Kryminay PRL-u
Anna Kodziska WIETLISTA IGA

wielkie pienidze zagranicznym zachodnim koncernom. Chce by jego wycznym posiadaczem i dziki niemu zdobywa najnowsze osignicia i wynalazki polskie myli naukowej i
technicznej. To, e postpuje przy tym w sposb nielegalny a nawet zbrodniczy, tylko utwierdza go w przekonaniu, e moe by Panem wiata, Panem ycia i mierci.

ANNA KODZISKA (1915 2008) dziennikarka ycia Warszawy, autorka wielu powieci
kryminalnych, znanych gwnie jako powieci milicyjne. Jej pierwsza powie Ziemia srebrzy
si cynkiem, wydana w 1953 roku dotyczya przemysu cynkowego. Pniej byy ju tylko
kryminay wydawane w znanej serii powieci kryminalnych i sensacyjnych spod znaku Jamnika (Wydawnictwo Czytelnik) a take Labirynt (Wydawnictwo MON). Kilka powieci ukazywao
si take w odcinkach w popularnych gazetach i popoudniwkach, gwnie w Kurierze Polskim i Ilustrowanym Kurierze Polskim. Niektre powieci lub ich motywy zostay wykorzystane do scenariuszy filmowych serialu 07 zgo si oraz komiksw (Kapitan bik). W cigu swego dugiego ycia (Kodziska zmara w wieku 93 lat) opublikowaa blisko 40 powieci (take
jako wspautorka). To due osignicie jeli zway si e pierwsz powie kryminaln opublikowaa w wieku 42 lat (ledztwo prowadzi porucznik Szczsny). Sporadycznie uywaa take pseudonimw literackich (Stanisaw Zaski, Stanisaw Mierzaski).

Przy opracowywaniu Noty edytorskiej korzystano ze stron internetowych: publio.pl., lubimy czyta.pl, wikipedia.pl, biblionetka.pl, i innych materiaw, ktrych wszystkich nie sposb wymieni, jeli jednak ich autorzy
uznaj, e s rdem zamieszczonych tu informacji, to w peni to uznaj.

Jawa48

Opracowanie edytorskie Jawa48

str. 250

Tylko do uytku wewntrznego i osobistego bez prawa przedruku i publikacji tak w czci jak i w caoci

Prawa autorskie
nale do autora ksiki i opracowania, autorw i realizatorw
zdj i ilustracji, wydawnictw, ich spadkobiercw oraz innych osb
fizycznych i prawnych majcych lub roszczcych sobie takie prawa

Materiay na ktrych oparto opracowanie, wykorzystano z penym


poszanowaniem praw autorskich i w przekonaniu, e stanowi
rdo danych o naszej kulturze i historii oraz e stanowi wasno publiczn, a ich rozpowszechnianie suy dobru oglnemu.

Wykorzystywanie tylko do uytku osobistego, tak jak czyta si


ksik wypoyczon z biblioteki, od ssiada, znajomego czy przyjaciela. Wykorzystywanie w celach handlowych, komercyjnych,
modyfikowanie, przedruk i tym podobne bez zgody autora edycji i
opracowania zabronione.

Dokument w formacie *pdf moe by wykorzystany wycznie do uytku osobistego bez


prawa do dalszego obrotu i obiegu komercyjnego lub handlowego i nie moe by poddawany modyfikacjom bez zgody autora edycji.
Naley go traktowa tak, jak ksik wypoyczon do przeczytania.

Opracowanie edytorskie: Jawa48

Przeczytaj nastpn stron!

Uwaga!!!
Bez zezwolenia twrcy wolno nieodpatnie korzysta z ju
rozpowszechnionego utworu w zakresie wasnego uytku
osobistego.

Nie wymaga zezwolenia twrcy przejciowe lub incydentalne zwielokrotnianie utworw, niemajce samodzielnego
znaczenia gospodarczego

Mona korzysta z utworw w granicach dozwolonego uytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twrcy
oraz rda. Podanie twrcy i rda powinno uwzgldnia
istniejce moliwoci.

Twrcy nie przysuguje prawo do wynagrodzenia.

Pliki mona pobiera jeli posiada si ich orygina a pobrany plik bdzie suy jako kopia zapasowa.

Mona pobiera pliki nawet jeli nie posiada si oryginau,


pod warunkiem e po 24 godzinach zostan one usunite z
dysku komputera.

Szczegowe postanowienia zawiera USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o


prawie autorskim i prawach pokrewnych
oraz Regulamin wiadczenia Usug Drog Elektroniczn
Portalu Chomikuj.pl

Opracowanie edytorskie: Jawa48