„BYŁEM KSIĘDZEM

"

„PRAWDZIWE OBLICZE KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO W POLSCE" Roman Jonasz ISBN 83-909042-0-9 Wydawnictwo Glass-Plast Andrespol Wydanie III Łódź 1998

Wszystkim skrzywdzonym i zgorszonym przez Kościół i ludzi Kościoła Roman Jonasz - pseudonim literacki - absolwent Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi, magister prawa kanonicznego. Opuścił stan duchowny w 1996 roku. Członek nieformalnego Ruchu Odnowy Kościoła Katolickiego w Polsce. Wszystkie wydarzenia opisane w tej książce są prawdziwe, choć niektórym mogą wydawać się szokujące i niewiarygodne. Moje własne przeżycia i opinie uzupełniam relacjami naocznych świadków oraz ich komentarzami. Wiem jednak, jak długie ręce mają hierarchowie Kościoła. Stąd też niektóre z ich nazwisk (w tym moje własne) zostały zmienione. Autor

SPIS TREŚCI Od Autora ...............................................................................................................9 I. Moja droga do kapłaństwa ...............................................................................11 II. Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku ..............................................17 III. Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi .......................................................56 IV. Święcenia i pierwsze kroki w kapłaństwie .....................................................73 V. Pierwsza parafia - zderzenie z rzeczywistością ................................................78 VI. Kapłański business w Aleksandrowie ...........................................................100 VII. Ozorków: trudna decyzja-dlaczego odszedłem?..........................................119 VIII. Konieczność zmian w Owczarni Chrystusa ...............................................127

2

„Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". J.8, 31-32 Jezus Chrystus Od Autora W Polsce żyje i pracuje ponad 30 tysięcy księży. Ta armia dorosłych, wykształconych mężczyzn, ćwiczona przez sześć lat w seminariach duchownych, tworzy hierarchicznąorganizacyjną strukturę Kościoła Katolickiego w Polsce. Od kapłanów będących w służbie Kościoła wymaga się bezwzględnego i ślepego posłuszeństwa wobec przełożonych - proboszczów, biskupów, kardynałów, a przede wszystkim wobec papieża, który posiada władzę absolutną. Władzy tej nie można porównać z żadnym innym ludzkim panowaniem - wykracza ona bowiem poza świat stworzony(1). Papież w doktrynie Kościoła Katolickiego jest nieomylny, gdy wypowiada się w sprawach dotyczących wiary i moralności. Przez niego i biskupów działa ponadto Duch Święty, a każdy z biskupów jest „alter Christus", tzn. zastępuje wiernym samego Chrystusa. Powyższe tezy określane przez Kościół jako dogmaty wiary (pewne, nie podlegające dyskusji), nawet wśród ludzi niewierzących rodzą postawy zażenowania, a nawet strachu przed czymś tajemniczym, niewidzialnym. Któż oprze się władzy danej z Wysoka! Nawet wysocy rangą mężowie stanu chylą głowy przed piuską i pastorałem. Nasuwa się tu porównanie do szczepu Indian, którym przewodzi wódz, ale faktyczną władzę dzierży czarownik. Biskupi, którzy mówią o sobie, iż są „sługami" na czele z papieżem, będącym „sługą sług" - w rzeczywistości podzielili pomiędzy siebie cały świat i ciągle naginają go do wizji Kościoła, powołując się przy tym na autorytet samego Boga. Czy jednak nie nadużywają tego autorytetu zbyt często? Na ile ich rząd dusz jest błogosławiony, a na ile potępiany przez Tego, na którego się powołują? Jak daleko dzisiejsi hierarchowie Kościoła odeszli od ideałów kapłaństwa służebnego? Czy mają prawo nakładać na ludzi „ciężary nie do uniesienia", sami nie ruszywszy ich palcem?(2) (1) Patrz Mt 16, 17-19. (2) Patrz MT 23, 3-5. Podobnie jak generałowie posługują się żołnierzami, tak biskupi kierują księżmi 3

Książka. Ta książka.nie o wadach ludzkich .. a nie ciemną masą u progu trzeciego tysiąclecia. Miliony katolików w Polsce są nieświadome tego. choćby najgorsza. Nie pragnę jątrzyć. Moja książka spełni swoje zadanie jeśli skłoni do refleksji ludzi dobrej woli. Misja Kościoła jest zbyt ważna. Są wśród nich byli i aktualnie pracujący księża oraz światli katolicy świeccy. Nikt też nie jest wolny od błędów. lepsza jest od najbardziej zakamuflowanego kłamstwa. którym na sercu leży dobro Kościoła Katolickiego w Polsce i na świecie.tu wskazał na Kościół parafialny i przylegającą doń plebanię. Co go do tego skłoniło? Dlaczego zdecydował się głośno o tym mówić? JA JESTEM TYM CZŁOWIEKIEM! Obecnie mężem i ojcem. jak wyzwoliła mnie. to trzeba z nią walczyć.przez sieć parafii . Wokół mnie skupiło się wielu takich ludzi. narodem świętym".za ich pieniądze . Chcemy mówić głośno . a żeby walczyć trzeba wpierw ją poznać. bo tylko ona może wyzwolić człowieka tak. Uważam jednak. który był jednym z tysięcy polskich kapłanów. Co więcej. aby jego dzieci były obojętne na to.. który został powołany do czynienia dobra i służenia wszystkim ludziom. które opisuję. po to. zdrowy organizm. Wszedł do innego świata i po trzech latach postanowił go opuścić. 4 . co dzieje się . że prawda. Obawiają się potępienia ze strony hierarchii i większości wiernych. Niewielu z kapłanów. co się w nim dzieje i jak spełnia on swoją posługę. kto ma największą chatę" . którą wziąłeś do rąk. decyduje się publicznie mówić o motywach swojej decyzji. wzywać do rewolucji.„ludem wybranym. Słabości ludzi Kościoła. Ale jeśli choroba zaatakuje cały. Jeden z wiejskich proboszczów powiedział kiedyś do mnie . pomyłek i upadków. to historia młodego człowieka. Minął już rok od opuszczenia przeze mnie kapłańskich szeregów. głową rodziny.proboszczami i wikariuszami tworząc .własne państwo w państwie. Ci ludzie mają prawo wiedzieć. Jestem daleki od jakiejkolwiek formy odwetu czy nienawiści. którzy rezygnują.ale o wadach systemu. a ja coraz bardziej utwierdzam się w swojej decyzji. Jako autor tak nowatorskiej pozycji. to pierwsze tego typu świadectwo w skali naszego kraju. są udziałem każdego człowieka. Moim celem nie jest wkładanie kija w mrowisko. zdecydowałem się dać świadectwo prawdzie.Jak myślisz: kto rządzi w tej dziurze? Ten. seminariów i pałaców biskupich. nie jestem wolny od obaw co do jej przyjęcia. potępiać.za murami plebanii. ponieważ to oni są prawdziwym Kościołem .

9 lat biegałem przez śnieżne zaspy czy kałuże błota do Kościoła na poranną Mszę.nieomylni i wspaniali pod każdym względem. Chcemy trwać w nauce Jezusa. Chcemy. iż będę kiedyś jednym z tych. rozmawiał. na pewno nie zmrużyłbym oka do rana.8. To przeświadczenie. że kiedyś będę siedział przy którymś z tych stołów: jadł. jak w wieku 8 . Opanowało mnie przeświadczenie. Teraz. korzeni naszej wiary. zawładnęło moją młodzieńczą wyobraźnią. Ja i cała moja rodzina otaczaliśmy nabożnym szacunkiem wszystkich księży. a prawda nas wyzwoli(3). doznałem przedziwnego uczucia. (3) Por. aby ona naprawdę przemieniała nasze życie.aby Owczarnia Jezusa Chrystusa mogła wejść oczyszczona w trzecie tysiąclecie Chrześcijaństwa. ROZDZIAŁ I Moja droga do kapłaństwa Urodziłem się w rodzinie na wskroś katolickiej. a chwilę później do zatłoczonej klerykami jadłodajni stanąłem jak wryty. Coroczna kolęda w naszym domu była długo oczekiwanym świętem. Od kiedy sięgnę pamięcią. być Jego wiernymi uczniami i poznać prawdę. byłem już ministrantem i stałym lektorem. na których wtedy patrzyłem. 31-32. Zaczęło się od czytania z lekcjonarza na Mszy Pierwszo-komunijnej. Po tygodniu od tego debiutu. Kiedy wraz z grupą naszych chłopców wszedłem do seminarium. życie mojej rodziny było przeniknięte wiarą i przeplatane praktykami religijnymi. często gdy było jeszcze ciemno. To byli ludzie nie z tego świata. Gdybym tego samego dnia opuścił nabożeństwo wieczorne. W czasie jednej z takich wycieczek do katedry i Seminarium Duchownego we Włocławku. Pamiętam. nadawała mu sens i czyniła je piękniejszym.czynnie uczestnicząc w życiu naszej parafii. Służenie do Mszy Świętej stało się pasją mojego młodego życia. wręcz purytańskiej. 5 .całemu Kościołowi . odczytuję to zdarzenie jako moment mojego powołania. J. Konkursy biblijne. śmiał się. wycieczki ministranckie z księdzem opiekunem były wtedy moją największą radością. już jako dziecko starałem się zaskarbić sobie uczucia i łaski rodziców . Dla mnie osobiście byli to nadludzie .powrócić do źródeł. a za chwilę wstanę i pójdę na modlitwy i do swojego pokoju. Wyczuwając panującą w domu atmosferę. Trzeba nam wszystkim . po latach.

Na pewno. w którym młody chłopak ma tysiące pomysłów na to. przeznaczeni do wyższych celów kapłani . Tymczasem w mojej świadomości dojrzewała ostateczna decyzja. w tym również na moich idoli w sutannach. Dla młodego chłopca. perspektywa zostania jednym z nich mogła być albo utopijną mrzonką. który wyrósł w atmosferze uwielbienia dla księży. że gdybym wtedy znał ich ludzkie wady i słabości. bo wszystkie uważały mnie za dziwaka i nawiedzonego. rozstrzygać o tym co jest dobre. Niestety bardzo często księża nie uświadamiają sobie. Odpowiedzialność księży za powierzone im młode pokolenie jest ogromna. Bycie księdzem było dla mnie czymś nieosiągalnym wręcz nierealnym. jak wielki wpływ mają na dzieci i młodzież zwłaszcza tę. jak i ludźmi. Do nich należało ganić lub chwalić. tak jak znam je dziś na pewno nie zmąciłoby to mojego obrazu księdza pół-Boga. Jednak w wieku. karmić Ciałem Chrystusa. którzy zstąpili na ziemię. Kilka dziewczyn. która sama poszukuje oparcia w Kościele. odpowiedzialni są ci księża. a skończywszy na grupie ministranckiej. Kiedy sam zostałem kapłanem i opiekunem ministrantów. że będę klerykiem.Jestem pewien. z którymi chodziłem w liceum.byli dla mnie aniołami. Tylko oni mogli sprawować tajemnicze obrzędy. Moje związki z parafią i serdeczne kontakty z księżmi trwały przez cały okres szkoły podstawowej i liceum. albo życiowym celem. 6 . Właśnie tak w ich wieku patrzyłem na księży. Poza rodzicami najwięcej w tym względzie zawdzięczam księżom. coraz bardziej krytycznie zaczynałem patrzeć na świat. Ciągle żywe było we mnie uczucie sprzed lat. Młody człowiek potrzebuje autorytetu. za ile dziecięcych frustracji. którzy świadomie czy nieświadomie stali się powodem do zgorszenia. Oczywiście jako dziecko nie byłem aniołkiem. wzorca osobowego. a nawet przestępstw nieletnich. a jednocześnie był to szczyt moich dziecięcych i młodzieńczych marzeń. tak przed Bogiem.ja ciągle nosiłem w sobie pragnienie bycia jednym z nich.począwszy od ulicznego gangu. żyjący w bliskości Boga. a co złe. ale też nie wychowywała mnie ulica. rozgrzeszać. chyba wyczuwało to moje ukryte powołanie. zwłaszcza w tym ostatnim czasie. a później księdzem. co do których miałem wtedy sporo szczęścia. u wielu z nich widziałem te same spojrzenia pełne szacunku i ufności. Zwłaszcza chłopcy poszukują takiego wzorca w najróżniejszych środowiskach . aby uczynić ją piękną. Pozbawieni ziemskich trosk i przywiązań. co będzie robił w przyszłości . Bóg raczy wiedzieć.

Uświadomiła mi to moja polonistka.W 1986 r.ni mniej. Byłem bohaterem. że księża nie cierpią biedy. ich dotychczasowe adoratorki przemieniają się w „świętą inkwizycję".rozpieszczają i psują swoich „księżyków". ni więcej .są powszechne. Nie zamierzałem wszak zostać pustelnikiem czy żebrakiem. a gdy ci obrastają w piórka i zaczynają wykręcać „numery". nieświadome tego co robią . bardziej prozaiczne i materialne. opinię proboszcza i 7 . szczere pragnienie służenia innym ludziom.wszak byłem pierwszym „odważnym" po czternastu latach. byli wniebowzięci. Rodzina i całe otoczenie utwierdzało mnie w przeświadczeniu.była to decyzja wynikająca ze szczerej intencji zostania świętym kapłanem uczniem Chrystusa. Mój proboszcz zaofiarował się zawieść mnie do Włocławskiego Seminarium. Także wielu parafian osobiście wyrażało swoje uznanie dla mojego postanowienia . abym złożył wszystkie potrzebne papiery: świadectwo maturalne. Można było po prostu nie zdać matury. Oni już czuli się zbawieni. obnoszenie się z pragnieniem pójścia do seminarium było jeszcze bardzo niebezpieczne. Nie kryli poglądu. zwłaszcza przez starsze kobiety. Jak by jej jednak nie oceniać i na nią nie patrzeć . Sprzęt grający wysokiej klasy. rodzinnym mesjaszem. które miałyby ich spotkać. Dla dziewiętnastolatka takie sprawy nie są bez znaczenia. Było we mnie wielkie. To przede wszystkim one. jak nie trudno się domyśleć. tego bieda nie ubodzie". że wiele rzeczy po prostu mi się należy skoro tak się poświęcam dla Boga. Ksiądz. Wiedziałem. iż są panami świata . Członkowie najbliższej rodziny wyrażali swoje uznanie dla mojej decyzji i odwagi. wyjątkowym. Postawy adorowania księży i ciągłego przekonywania ich. Rodzice. Mają komfortowo urządzone mieszkania. pomagania im. będąc sam (lub kilku) w wielotysięcznej parafii jest hołubiony i adorowany. której potajemnie zwierzyłem się z mojego postanowienia. że jestem kimś ważnym. Wielokrotnie. Jedna z ciotek wyraziła to aż nazbyt dosadnie . że wprawiłem całe swoje otoczenie w stan radosnego uniesienia. że ksiądz w rodzinie to . każdego dnia doświadczałem tego sam ze strony wiernych i moje otoczenie wcale w tym względzie się nie wyróżniało. na czele z proboszczem. Czułem wyraźnie. tak samo jak miejscowi księża.„kto ma księdza w rodzie.tylko swój człowiek w Sądzie Najwyższym. Obok tego pragnienia chwilami do głosu dochodziły też i inne. nie mówiąc o innych korzyściach. To całe miłe zamieszanie wokół mojej osoby utwierdzało mnie w podjętej decyzji. Jeżdżą zachodnimi samochodami.

Usiadł naprzeciwko mnie i przez dłuższą chwilę. Na koniec musiałem napisać na kartce . zdrowie i siłę woli. jaką w seminarium trzeba mieć głowę do nauki. że rozmawia z rektorem oświadczyła z całą powagą: „Jeśli już mój syn ma być księdzem to chcę żebyście wykształcili go na biskupa. łukowate sklepienia sufitów . szpakowaty człowieczek. rektor opowiadał nam. Warunkiem dopuszczenia do studiów. jak to pewnego razu przyjechała do uczelni mama ze swoim synem. Kiedy upewniła się.„czy dla kariery.dlaczego chcę zostać księdzem. rektorów. czy też domu dla męskiej młodzieży. Kiedy wyszedłem z zimnych. Z szerokim uśmiechem podał mi rękę na pożegnanie . „Po co tu przyszedłeś" . a może tylko przeniknął mnie chłód tych dwumetrowych murów i duch dawnych czasów. Okazało się. rozmowa kwalifikacyjna. On się zresztą i tak do niczego innego nie nadaje.„do zobaczenia we wrześniu" . nie pasował do całości. że był to sam prefekt studiów (2-gi wicerektor).wikariuszy. poczułem się przez chwilę jak rzecz przekazana nowemu właścicielowi.to wszystko sprawiało wrażenie bardziej naw kościelnych niż uczelni. patrzył prosto w moje oczy. jest tzw. że w seminariach duchownych nie ma praktyki zdawania egzaminów wstępnych. Przywitał się z nami wesoło. Zaczął w końcu pytać o rodzinę i moich znajomych księży. Mały. jest chorowity i nic go nie interesuje". surowych murów na czerwcowe słońce poczułem ulgę i radość . która wydawała mi się godziną. zamknięty w potężnych ramach obrazów. Wysokie okna. Poza obrzydliwym błędem ortograficznym. który zaczął wyłaniać się z drugiego końca korytarza. Uczy się słabo.zdawał się pytać przenikliwym wzrokiem . Już w trakcie semestru ks. na których wisiały ogromne portrety biskupów. Kiedy przekroczyliśmy próg i weszliśmy do obszernych pomieszczeń korytarzy. który z nich mógłby mieć na mnie zły wpływ. oprócz wspomnianych już dokumentów. moja argumentacja najwidoczniej mu się spodobała. Ksiądz prefekt Konecki zaprowadził mnie do swojego mieszkania. Poczułem dziwny strach przed czymś nieznanym. aby się nie załamać 8 . Chociaż byłem tam na własne życzenie.powiedział.zostałem przyjęty! Warto tu wspomnieć. profesorów odruchowo wstrzymałem oddech i poddałem się atmosferze dostojeństwa i surowej wręcz powagi jaka tu panowała. że chodziło mu o to. potężne drzwi. jakby chciał poznać moje myśli i intencje. a ja podążyłem za moim nowym przełożonym. po czym mój proboszcz oddalił się. O tym. Teraz wiem. Zrobiło mi się nieprzyjemnie obco. czy na wierną służbę Kościołowi"? Zrobiło mi się nieswojo.

Jakimś cudem. Wypełniony bagażami kajak zaczął nabierać wody. a 9 . zamiast wracać do domu. Postanowiłem w głębi serca skończyć seminarium i być świętym kapłanem. wyruszyliśmy nad Mazury. Żywiąc się złapanymi rybami i resztką konserw. Płakała tak do ostatniej chwili. Dzień odjazdu powitał mnie załzawionymi oczami mamy. sprawię rodzicom wielki zawód. Kiedy skończyła się gotówka. chyba po raz pierwszy w życiu. a temperatura spadła chyba do zera. A tymczasem przede mną były długie wakacje. Oddając syna Kościołowi myślała zapewne. Nigdy was nie opuszczę kochani rodzice! Zawsze możecie na mnie liczyć! Obierając dla siebie nową drogę życia wiedziałem. Od rana napięta atmosfera. Przez cały ten czas padał deszcz. Smutkiem napawało nas jedynie samo rozstanie i niepewność. Było co wspominać za seminaryjnymi murami! Przyszedł wreszcie dzień poprzedzający mój wyjazd do seminarium. Przez kilka wcześniejszych lat ciężko borykali się z moim. a później wspólna modlitwa z rodzicami. aby dotrzeć jakoś w cywilizowane strony. Jak przystało na rozbitków. trzymając się kurczowo kajaka. po północnej Polsce. Tego dnia byłem u spowiedzi i Komunii Świętej. że oto spełnia się moje i ich pragnienie. wiał porywisty wiatr. pojechaliśmy do Giżycka. Tego też dnia. pierwszym pociągiem do domu. że jeśli na niej nie wytrwam. Pierwszym autobusem. Sielanka skończyła się wraz z potężną burzą. a raczej zostaliśmy wyrzuceni przez ogromne fale. Tak bardzo mnie wzruszył ten widok. która zastała nas daleko od brzegu jeziora. jak i dla moich rodziców były to łzy szczęścia. co z nas zostało i wsiedliśmy do kajaka. widziałem jak płacze mój ojciec.najpierw w szkole. Kiedy tylko wyjrzało słońce zebraliśmy to. że będą zupełnie zwariowane. Wybraliśmy się z kolegą „na stopa". kiedy zniknęła mi z oczu machając na pożegnanie ręką za odjeżdżającym samochodem. Zarówno jednak dla mnie. Po Mszy Świętej wieczornej długo modliłem się przed Najświętszym Sakramentem. bez biletu (nie mieliśmy już żadnych pieniędzy). że i mnie poleciały łzy. który choć bardzo zdolny i pilny. o jedenaście lat starszym bratem.nie bez przygód. dobrnęliśmy do brzegu.każdy kto spróbował tego chleba wie najlepiej. Postanowiłem. Wzburzone bałwany przelewały się ponad naszymi głowami.nie potrafił znaleźć sobie miejsca .już po pierwszych miesiącach . a stamtąd . że go straci. zbudowaliśmy prowizoryczny szałas i trzęsąc się z zimna siedzieliśmy w nim skuleni i głodni przez trzy dni i noce. pakowanie. przez cztery dni płynęliśmy dmuchanym kajakiem po najpiękniejszych zakątkach.

pomyślałem. ale i z głębokim przekonaniem. wrześniowe popołudnie 1986 r. Parę kilometrów od tego miejsca.bez mała dwustu. pocieszyć. że chciałem ich wtedy uspokoić. iż nie wytrwam i zrezygnuję. Było ciepłe. rok wcześniej. pełni życia i radości opowiadali o wakacyjnych przeżyciach.niewiele młodszy.później w życiu. a sam gmach . że mogą mi napluć w twarz. obładowany walizkami. Głupio wtedy powiedziałem. weseli młodzi ludzie. Fajne chłopaki . Tylko czasami. „duchacz" lub „nawiedzony". pomiędzy nimi przeszedł kontemplacyjnie schylony tzw. 10 . kościółek w seminarium z XIII-go wieku. XV-to wieczna katedra. Widocznym tego symbolem było usytuowanie wojewódzkiej komendy milicji (w dawnym budynku należącym do Kościoła) . Po wojnie naturalnie proces ten się zaostrzył.na przeciwko seminarium duchownego i katedry. Mieliśmy tam mieszkać we czterech: starszy (superior)(4) z III roku i trzej „pierwszoklasiści". przywitaniom. gdyby się okazało. Tłumaczę to sobie tym. Kiedy głośno je wyrażali powiedziałem rezolutnie. ślizgali się po korytarzach zjeżdżali na poręczach. spontanicznym wybuchom radości nie było końca. Młodzi chłopcy nadawali tym wiekowym murom zupełnie innego wyrazu. Wszędzie było ich pełno. nabrałem otuchy i poszedłem z tobołami do wyznaczonego pokoju. Biegali po schodach unosząc do góry sutanny. kiedy. Dobrze rozumiałem ich obawy. przekroczyłem seminaryjną furtę. Uściskom. bo i liczba pokaźna . Wszędzie panowała atmosfera radosnego podniecenia. Opaleni. w którym jeszcze przed wojną krzyżowały się wpływy komunistów z wpływami władz kościelnych.mruka z nosem w Biblii. To byli normalni. Miasto to należało do pierwszych ostoi chrześcijaństwa. został zamordowany ksiądz Jerzy Popiełuszko. To dziedzictwo przeszłości zobowiązywało młodych kandydatów do kapłaństwa. ale też mobilizowało. Nigdy nie skorzystali z danego im prawa. ROZDZIAŁ II Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku Włocławek to miasto. Po raz drugi w życiu (pierwszy raz podczas wycieczki ministranckiej) zobaczyłem seminarium tętniące życiem. tak inni od utartego wizerunku kleryka .

W inne dni pozostawały przechadzki po małym seminaryjnym parku. Regulamin był uciążliwy. Praktycznie wszędzie na terenie seminarium.najstarszy kleryk w pokoju.(4) Superior . a później na duże lody w kawiarni obok. zwłaszcza zimą. rozmyślania w ciszy. Regulamin był w seminarium najważniejszy. z półgodzinną przerwą na wspólne nieszpory.niestety na zapisy i dla nielicznych. rekreację.30. Na poszczególne zajęcia wzywał nas przenikliwy dźwięk dzwonka. Zgodnie z nim toczyło się całe nasze życie. śniadanie. Po rekreacji była nauka modo privato w pokojach. w czasie nauki prywatnej. Stopniowo wciągałem się w wir seminaryjnego życia: pobudka o 5.długi. Krótki . spał lub robił cokolwiek innego .30. aby sprawdzić co się dzieje. Przełożeni tłumaczyli to względami bezpieczeństwa. modlitwy wieczorne. W czwartki było święto . Msza Święta. Po obiedzie. że chodzi o wzajemną opiekę lub jeśli kto woli szpiegowanie. Szybko przyzwyczaiłem się robić wszystko „na dzwonek". można było wychodzić tylko po dwóch. że pomieściliśmy się w pokoiku nie większym niż 25 m. oprócz łazienek i jadłodajni. Kolacja o 18-tej. aż dziwne. towarzyszyli nam przełożeni. w różny sposób spędzaliśmy czas wolny tzw. Każdy z nas miał swoje łóżko i biurko. 11 . otoczonym wysokimi murami z drutem kolczastym. Trudno byłoby inaczej wyobrazić sobie wspólne życie dwustu mężczyzn pod jednym dachem. 4-godzinny spacer po mieście. w zależności od dnia tygodnia. Jeśli ktoś. Seminarium posiadało także dwa ceglaste korty tenisowe . zwłaszcza jeśli to życie tutaj miało czemuś służyć. prywatne czytanie Pisma Świętego. pół godziny tzw. odpowiedzialny za pozostałych współmieszkańców. Wkrótce poznałem wszystkich kolegów z mojego rocznika. Zawsze.zawsze „zaliczał dywanik" i ostrą reprymendę. We Włocławku nigdy nie było to więcej niż połowa pierwotnego składu. Później dowiedziałem się. obiad.godzinny spacer mieliśmy również w soboty. pięć godzin wykładów. O każdej porze dnia i nocy każdy z nich mógł wejść do dowolnego pokoju. np. że do święceń dotrwało trzynastu. Mieli swoje dyżury na korytarzach i w kaplicy. Najczęściej w czwartki wychodziłem na basen. ale wszyscy wiedzieliśmy. gra w bilard albo czytelnia. ale konieczny. Najbardziej o_ie szło mi tylko ranne wstawanie. nawet w nagłych przypadkach innego dnia tygodnia. mycie i cisza nocna o 21. Moi współmieszkańcy od początku wydawali się być „w dechę". Było nas trzydziestu sześciu.

Gdy byłem na pierwszym roku. Seminarium było przepełnione. spożywanie posiłków w pokoju. Starsi . O nadużyciach sygnalizowali księża albo usłużni parafianie. kradzież. którzy zaliczyli wpadkę. Koninem i Kaliszem). Ja osobiście wtedy jeszcze nie paliłem. Osobną kategorią przewinień były te. wyjście do miasta bez koloratki itd. w seminarium obowiązywał bezwzględny zakaz palenia papierosów. wtedy jeszcze przy parafiach.kończyło się wieścią o kolejnych ofiarach. 12 . Nieraz w takich wypadkach odsyłano studenta do domu na urlop roczny lub nieograniczony .bez gwarancji powrotu. picie alkoholu czy też współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa . Niemal każde zebranie profesorów po sesji egzaminacyjnej albo spotkanie moderatorów . nie potrzebowała aż tylu księży. W związku z tym cała machina ciała profesorskiego i moderatorów pod patronatem biskupa ordynariusza była nastawiona na duży przesiew i odstrzał mniej wartościowej „zwierzyny". zakłócenie ciszy nocnej . moderatorzy. Karalne było również spóźnienie ze spaceru. podczas spacerów lub też nielicznych przepustek do rodzinnych parafii. Do nich należały ewentualne zmiany uświęconego porządku określonego regulaminem. Dotyczyły one najczęściej kontaktów z płcią odmienną. z którymi praktycznie spotykaliśmy się tylko na wykładach oraz tzw. Moderatorami byli: rektor Marian Gołębiewski.Naszymi przełożonymi byli: profesorowie.sutannowi byli często w czasie urlopu zatrudniani jako katecheci. nieobecność na modlitwach i wykładach. które popełniało się poza uczelnią. Nieliczni nałogowcy odpalali się w najbardziej niedostępnych zakamarkach. a przede wszystkim wyznaczali kary dla tych. Po roku zakaz ten formalnie zniesiono. Zwłaszcza ci dwaj ostatni niestrudzenie przemierzali seminaryjne korytarze i pokoje. wandalizm. Do najcięższych przewinień należało: posiadanie w pokoju radia lub magnetofonu.decyzja była zawsze taka sama dwadzieścia cztery godziny na opuszczenie seminarium. Diecezja Włocławska pozbawiona dużych aglomeracji (poza samym Włocławkiem. gdy delikwentowi zebrało się więcej grzechów lekkich. Kiedy jednak w grę wchodziła sprawa gardłowa typu: udowodniona znajomość z dziewczyną. Przeznaczono jedno pomieszczenie piwniczne na palarnię. prorektor Stanisław Gębicki i wspomniany wcześniej prefekt Krzysztof Konecki. od których zależało nasze być albo nie być w seminarium. Wylecieć z seminarium można było najczęściej za „całokształt". Palacze musieli jednak zapisywać się na listę „słabych ludzi" w gabinecie rektora.

Innymi słowy . tym więcej rozumu. Któregoś dnia poszła wprost do rektora i oświadczyła. jak sam mi opowiadał. na czele z papieżem. Ten jednak. Ksiądz rektor cierpliwie i ze zrozumieniem ją wysłuchał. nie dawał jej żadnych nadziei. jej miłość przerodziła się w nienawiść. która w seminariach funkcjonuje w praktyce. który złożył fałszywy donos na syna znienawidzonych ziomków.im wyższy stołek. że Duch Święty działając w Kościele udziela jego dostojnikom daru rozumu.sprawdzonych. gdyby ten przyznał się do oczywistej przecież pomyłki. Niestety dość często dochodziło przy tym do nadużyć. że nie może być z powrotem przyjęty. Oprócz kleryków. Tomek kończył niedługo czwarty rok.rodziców. Nie wyobrażał sobie innego życia poza kapłaństwem. Można sobie wyobrazić. 13 . dziećmi opiekowało się także kilka dziewcząt ze szkoły średniej . Każdy hierarcha w Kościele. że Tomek z nią spał. Gdy pojechał do domu . Kiedy byłem na drugim roku studiów wstrząsnęła mną sprawa mojego bliskiego kolegi Tomka. Pod ogólnym naciskiem córka zdecydowała się natychmiast odwołać kłamstwa. jak w większości takich przypadków. jak bardzo by ucierpiał autorytet księdza rektora. które odbywały się w diecezjalnym caritas. W tym miejscu należy wspomnieć o teorii nieomylności przełożonych. a chłopak poszedł na bruk. a co za tym idzie . Dar ten posiadany jest wprost proporcjonalnie do rangi zajmowanego urzędu.Przełożeni wychodzili z założenia. wystawała wieczorami pod seminarium. Dobre imię Kościoła jeszcze raz zostało „uratowane". której konsekwencją była wizyta w seminarium np. Wychodzi się tu z założenia. udzielających się oazowiczek. śledziła go w czasie spacerów. Decyzja dwadzieścia cztery godziny na odebranie papierów i opuszczenie gmachu! Chłopak był kompletnie załamany. Uczestniczył on czynnie w spotkaniach z niepełnosprawnymi dziećmi. Podobnie traktowano podpisane donosy. Dziewczyna mimo to nie rezygnowała. pomówień i oszczerstw. jest ex ofitio nieomylny w swoich decyzjach. Kiedy jednak Tomek przyjechał po rehabilitację do przełożonego okazało się. że wina jest udowodniona jeśli potwierdził ją osobiście naoczny świadek. Pisała do niego namiętne listy.mniejsze prawdopodobieństwo popełnienia błędu. Osobiście znam kilka przypadków zwykłej ludzkiej zawiści. sąsiada. Kiedy spotkała się z ostrą odprawą i reprymendą z jego strony. Jej rodzina była wstrząśnięta. ale jego wyjaśnień nikt nawet nie chciał słuchać. ogarnęła rozpacz. Jedna z nich na zabój zakochała się w Tomku. Z pomocą rodziców odnalazł dom dziewczyny.

nie mogło upilnować dwustu chłopa. tolerowano nawet dewiacje seksualne w zamian za zasługi na polu wywiadowczym. a nawet po cichu hołubiono takich. którzy w tak ohydny sposób manipulowali innymi ludźmi . który funkcjonował bez zarzutu. Kim byli ci. chociażby przed samymi święceniami. promowano jednocześnie tych.często pełnymi ideałów i szczerych intencji. którym mógł okazać się najbliższy przyjaciel. Ale czy na tej drodze do nieskazitelnego wizerunku Kościoła warto deptać ludzkie losy? Czy dążenie do doskonałości. ma uświęcać środki? Gdybyż to rzeczywiście pozostała mała trzódka wiernych uczniów Pana! Niestety . Wypracowany przez pokolenia system w przewrotny. Psychoza strachu przed ewentualnym donosicielem. Nade wszystko jednak doceniano. Zresztą. którzy nigdy się nie narażali i nie wychylali posłusznych i bezwolnych. która i tak jest nieosiągalnym celem. Kilku. a wszystko to w imię dobra Kościoła. która im przyświecała. Napuszczano jednych na drugich.przyszłych kapłanów. których do tego nakłaniano różnymi formami nacisku. którzy dobrowolnie szli na współpracę. poza tym. a którą można by zdefiniować następująco: lepiej wyrzucić kilkunastu podejrzanych jeśli wśród nich jest choć jeden winny. Miało to może jedną dobrą stronę. Z reguły nie informowano nikogo na bieżąco o stanie jego konta. zmarnowanych młodych lat spowodowało powyższe założenie. Z pewnością ogromna większość wszystkich usunięć z seminarium była wynikiem działalności donosicieli. Ci. czyniła życie wielu prawdziwych wywijasów istnym koszmarem. którzy mieli cokolwiek na sumieniu. aniżeli wszystkich dopuścić do święceń. Przeważnie oni sami mieli wcześniej nóż na gardle i wybrali podwójne życie agentów. obciążone konto nie zawsze było powodem usunięcia. faryzejski sposób zaprzęgał prawa Boskie do ludzkich intryg i machinacji.rzeczywistość wyglądała inaczej. Oprócz nich byli i tacy. mogli się liczyć z wyrzuceniem nawet po 4 . że wszyscy o nim wiedzieli.5 latach. Podczas gdy bezpardonowo dokonywano przesiewów. Jest ono wartością nadrzędną nie tylko dla nich. choćby najbardziej aktywnych przełożonych.Przełożeni nie kryli wobec nas doktryny. niszcząc przy tym autentyczne powołania. Jedna czarna owca w stadzie może zwieźć inne na manowce. Stąd też wypracowano system siatki szpiegowskiej. czasami 14 . Jeden Pan Bóg wie ile ludzkich nieszczęść i dramatów. Jakże podła była to deprawacja sumień młodych ludzi . Zrozumiała jest troska przełożonych o dobro Kościoła. kiedy podsumowanie wypadło dla nich niekorzystnie.

Niezależnie z jakiego powodu nie ukończył studiów . a życie toczy się wokół sklepu z piwem i proboszcza . W efekcie wielu rezygnowało dobrowolnie. Ostatecznie każdy wiedział już po krótkim czasie co tam jest grane i w każdej chwili mógł się spakować i wyjechać. porządnych domów. Jeśli już jestem przy tym bolesnym temacie pragnę przytoczyć jeszcze jedną autentyczną historię. gdzie oprócz wiary w Boga wpajano nam szacunek dla autorytetów. 15 .gość nie był po prostu na swoim miejscu. którzy sami zabierali papiery. Ci młodzi ludzie zmagali się ciągle z wieloma dylematami. czego doświadczał kleryk . a do tego trądzik różowaty z ropnymi wykwitami. że ogromna większość z nas. Arek był chłopcem zdolnym o dość pogodnym usposobieniu. Większość z nas pochodziła z tzw. Warto w tym miejscu wspomnieć o tym. trudno jest pogodzić się z jawną niesprawiedliwością. gdy tylko zorientowali się na czym opiera się „formacja seminaryjna" przyszłych duszpasterzy.wystarczyło mrukliwe usposobienie. pełnemu ideałów. Może sposób w jaki opisuję usunięcia z seminarium wydaje się dla kogoś zbyt drastyczny. gdzie wszyscy doskonale się znają i są ze sobą zżyci. w chwili rozpoczęcia studiów. Ocenę pozostawiam Tobie czytelniku! W następnym roczniku. wg.niedoszły ksiądz .decyzja któregoś z chłopców o pójściu do seminarium jest wydarzeniem numer jeden przez wiele lat. umiłowanie prawdy.zawsze będzie tym. Wyróżniał się niezwykłą życzliwością i taktem. które (zdaniem przełożonych) jednoznacznie świadczyło o braku powołania . Dwudziestoletniemu człowiekowi. Miał twarz całą w bruzdach po przebytej ospie. Byli i tacy. W małej. który był w seminarium. ściśle według założeń władzy duchownej.po powrocie do domu. zaufanie do przełożonych. Nie było chyba kleryka w seminarium. Z tymi pozytywnymi cechami charakteru nie szła jednak w parze jego uroda. Tak więc przesiew był solidny. Prawo kanoniczne. Problem tkwił jednak w tym. Perspektywa spędzenia kilku lat pod kluczem i wylądowania na przysłowiowym lodzie nie była pociągająca. wiejskiej parafii. Zwłaszcza w środowisku wiejskim taki delikwent jest naznaczony do końca życia. szczególnie te związane z przymusowym wydalaniem z uczelni. tak i ja próbowałem tłumaczyć sobie na różne sposoby niektóre posunięcia władz seminaryjnych. księżykiem. żywe powołania. jednym z nowych nabytków włocławskiej alma mater był niejaki Arek. Tak jak inni. który na widok Arka nie obruszyłby się. miała autentyczne. który przyszedł po mnie.

w którym odbywały się modlitwy starszych . m. a Arek pochodził z biednej rodziny. a powyżej wielki hol i apartamenty profesorów. na wakacje . Tygodnik „Ład Boży" rozprowadzany we wszystkich parafiach diecezji włocławskiej. które płacił każdy z nas oraz z ofiar zebranych przez nas w parafiach. które wykonywały różne posługi. Pod względem nauki i moralności wyróżnia się spośród swoich kolegów. sale wykładowe. również miał swoją siedzibę w seminarium. starodawny kościółek świętego Witalisa. rozmodlony. jak wszyscy. Fakt ten nie jest bez znaczenia. który. Seminarium utrzymywało się z czesnego. Był pilny w nauce. Właśnie zaliczył ostatni egzamin w sesji letniej i szykował się. że władze seminaryjne są z niego bardzo zadowolone. Spędził w seminarium dwa długie lata . co miało miejsce na początku trzeciego roku. nie powinni oni w ogóle być przyjmowani do seminarium. Sam budynek uczelni był ogromny a przy tym wiekowy. jak mówiono. Powołanie wprost z niego emanowało. gotowały nam posiłki.sutannowych roczników. Kilka lat przed moim przybyciem ukończono budowę nowoczesnego skrzydła obiektu. W starym gmachu oprócz kleryków mieszkali również moderatorzy i siostry zakonne. Ten ni mniej. Przy bliższym poznaniu okazał się wspaniałym człowiekiem.in. Uczelnia kształcąca przyszłych duchownych. Nigdy nie widziałem tak bogatego wystroju wnętrza. w środku zawsze tętniła życiem i kryła w sobie wysiłek wielu ludzi. tak i Arek przed wakacjami miał już uszytą szatę duchowną. ni więcej tylko oświadczył mu. prowadziły bibliotekę. pielęgnowały ogród itp. „Portugalczycy" (od noszonych portek) 16 . zabrania wyświęcania na kapłanów „mężczyzn o odstręczającym wyglądzie". Arek został usunięty. Najważniejszym miejscem w całym kompleksie seminaryjnym był mały. a mimo to zawsze znajdował czas dla innych. to na zdrowy rozum.najcięższy okres przed otrzymaniem sutanny. rozmównice dla przyjezdnych gości (nikogo z zewnątrz nie wolno było przyjmować w pokoju). Jednak odstręczający wygląd twarzy wyklucza jego dalsze dążenie do kapłaństwa.gdy otrzymał wezwanie do księdza rektora. Tymczasem Arek został przyjęty.którego funkcjonuje Kościół. Jeśli tak. Był tam również: szpitalik dla chorych. W nowym budynku znajdowała się aula ze sceną. świetlice. z zewnątrz cicha i majestatyczna. Jak wszyscy jego kursowi koledzy. pochłonął dziesiątki miliardów starych złotych . ponieważ uszycie sutanny wraz z materiałem to wydatek nie mały (ponad tysiąc złotych).

Obowiązkowe modlitwy zajmowały nam ponad dwie godziny dziennie. że klerycy „chodzili po ścianach". to warto wspomieć o tym jak one wyglądały. siekier.modlili się osobno w kaplicy na piętrze. Aby więc uśmierzyć grzeszny popęd młodzieńczych ciał siostry dodawały nam do posiłków solidne dawki bromu.w zależności od organizmu. a w niedziele schabowe (czyt. Niektórzy głośno pochrapywali. ale wtedy nic tego jeszcze nie zapowiadało. chyba dlatego. które przypadały dwa razy w tygodniu. Co bardziej praktyczni. Dochodziło przy tej okazji do śmiesznych sytuacji. Na obiad . czytali skrypty.30 (jak mawialiśmy „w nocy"). W czwartki jedliśmy kotlety mielone . przechrzciły zdrowo jedzenie. dla innych . mówili przez sen. Podczas porannych rozmyślań spali prawie wszyscy. Najbardziej niebezpieczne były jednak tzw. placki ziemniaczane itp. spieczone skorupy nasiąknięte tłuszczem). Lata 1986 .88 były przednówkiem wielkiego boomu w zaopatrzeniu.bliżej niezidentyfikowana zupa bez zapachu (czasami niestety z zapachem). rozmawiali. W dodatku siostry. że pobudka była o 5. Kilka razy siostrzyczki nie dysponujące odpowiednimi miarkami. Jednakże przyczyna ciągłego niedospania a raczej „przymulenia" była zupełnie inna. Flegmatycy w tym czasie często „zaliczali" drzemki. Jeśli już jesteśmy przy doprawianiu posiłków. Skutek był taki. Dość powiedzieć. zwłaszcza w czasie sesji. Niektórzy ratowali się nielegalną drzemką w ciągu dnia. że na śniadanie był prawie zawsze chleb ze smalcem tzw. Wiedzieli o tym dobrze nasi przełożeni.czy to aby nie zbiorowe pijaństwo! Reakcje na brom były różne . a przy tym zagłuszałem naturalny popęd. cienkie.„granaty". Przezwyciężałem senność i miałem świetne samopoczucie. w wolnych chwilach chwytałem za hantelki i sprężyny. My klerycy odczuwaliśmy dotkliwie ten kryzys. Dla jednych było to mało. dania mięsne.zbyt wiele. że sami mieli kiedyś po dwadzieścia kilka lat. bawili zegarkami itp. Cholerycy w czasie dłuższych modlitw wiercili się. Ja osobiście znalazłem inny sposób. a także kilka stałych potraw typu: smażone kluski z tłuszczem. a nawet spadali z krzeseł. a wychowawcy wytężali nozdrza . Kolacja 17 . Inni zaliczali po kilkanaście kaw tzw. Popęd seksualny nie zanikał wraz z powołaniem czy też z chwilą przestąpienia progu seminarium. ryż. które przyrządzały nam posiłki zdawały się nie mieć o tym zielonego pojęcia (w tym temacie wszyscy byliśmy zgodni). Czynnikiem decydującym zdawał się być tu temperament. Przypomnę. tawotem .bez smaku i zapachu oraz herbata z bromem.

wątrobowe. Gorzej było z paczkami przywożonymi przez rodzinę. własne lodówki i zaopatrzenie. Kiedyś po 18 . Kilku śmiałków.była zazwyczaj odwzorowaniem śniadania. uznano za „wichrzycieli bez powołania" i z czasem usunięto. podsuszana kiełbasa i ciasto.„ten kto ma prawdziwe powołanie przetrwa wszelkie kłopoty i przeciwności". ponieważ ilość była ograniczona. Duża część z nich psuła się tam a te. żółty lub biały ser. Jak wspomniałem. a o tym co jedli dowiadywaliśmy się dzięki unoszącym się ponętnym zapachom. ponieważ siostry brały zawsze te. którzy w przeszłości zdobyli się na krytykę tej lub innych bolesnych spraw. do którego wyjątkowo często przychodziły „zrzuty". mieszkałem z chłopakiem ze wsi (taki współmieszkaniec był na wagę złota). które przychodziły wtedy masowo z zachodu.pozwalały zapomnieć o uczuciu głodu.różaniec czy odmawiane z pamięci litanie . Mimo tak katastrofalnego wyżywienia nikt nigdy nie ośmielił się protestować. Ratowały nas dary z żywnością. Tłusta kiełbasa w wydzielonych . które wcześniej przyszły. stoły przykryte obrusami. Z utęsknieniem oczekiwaliśmy czwartkowych i sobotnich spacerów. Kiedy byłem na drugim roku. nauczyli się w końcu odżywiania selektywnego. ale uznali widocznie. herbatę w szklankach. torby z żywnością wkładaliśmy pomiędzy okna albo wiązaliśmy za sznurki. ale kulinarne podziemie kwitło. jeszcze trudniej było przechowywać. po czym cały pakunek umieszczało się na zewnętrznym parapecie. Mieli zatem własną kuchnię. Niedoświadczeni „pierwszoklasiści" rzucali się nieświadomi podstępu na wszystkie te specjały po prostu z głodu. że . Kiedy do późnego wieczora okupowali potem ubikacje. że obecnie większość księży w diecezji ma wrzody lub inne kłopoty żołądkowo . które trafiały na nasze stoły były przeważnie przeterminowane. Królowały więc konserwy. Często. a chłopaki zjeść potrafią. Latem. podczas których można było najeść się do syta w restauracji lub barze. Niewątpliwie było w tym wiele prawdy. Oficjalnie było to zakazane. aby się nie popsuły. Zapełniały one wszelkie piwnice i magazyny. kiedy wieczorem kładłem się z pustym żołądkiem do łóżka . przełożeni towarzyszyli nam ciągle przy najróżniejszych zajęciach.reglamentowanych plasterkach bywała w niedziele i święta. że wspólne spożywanie posiłków to już drobna przesada. Skutek tego wszystkiego jest taki. Zimą. kucharki. Czasami tylko dochodziła marmolada. z trudem przemycane wałówki. Moderatorzy i profesorowie wielokrotnie i bez ogródek mówili nam.

Nie znaczy to wcale. niemiecki lub francuski. Przyszedł w piątek.większym świniobiciu „zrzut" był rekordowo duży.maskujących. Studiowaliśmy więc: astrologię. zaliczenia i kolokwia. wiejskich wyrobów nie pozwalał zasnąć w nocy. 19 . Przełożeni w takich wypadkach byli zdezorientowani.wręcz przeciwnie. inny rozgrzewał sprzęt. Trudno byłoby wyliczyć wszystkie przedmioty wykładowe. W czasie 6-cio letnich studiów poruszana jest praktycznie każda dziedzina wiedzy ogólnej (poza filozofią. patelnię. Był zatem czas na zwinięcie sprzętu. W końcu sami z tego korzystali. Zapach świeżych. Do tego ostatniego należało wykonanie czynności myląco . Zazwyczaj jeden organizował pieczywo. teologią i przedmiotami stricte kościelnymi). Wśród języków królowała oczywiście łacina. Spośród nowożytnych. Honorowane przez państwo ma status wyższej uczelni. do wyboru: angielski. ale też greka i język hebrajski. psychologię. żeby wszystko poszykować na przyjście kolegów. że dwie wypchane torby umieściliśmy za oknem. ale zrozumcie młodych facetów. a najbardziej wprawny przyrządzał jadło. że zaniedbuje się wykształcenie . Seminarium duchowne to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Dziwić się księżom? . którzy mieli przynieść świeży chleb ze stołówki. Ze względów bezpieczeństwa konieczna była również funkcja stojącego na czatach. jako pierwszy wpadłem do pokoju. które niemal stały się ich atrybutem? Niektórzy wytrawniejsi kuchmistrze posiadali skrzętnie poukrywane całe komplety: garnek. literaturę. gdy za oknem zobaczyłem rozerwane reklamówki i stado gołębi wydziobujących resztki jedzenia! Może zbyt szeroko rozpisuję się na tematy kulinarne. które zazwyczaj sprowadzały się do rozpylania na korytarzu dezodorantu „Derby". elementy medycyny i wiele innych. Jednakże formacja seminaryjna idzie w dwóch kierunkach: intelektualnym i moralnym z akcentem na ten drugi. kuchnię elektryczną. którzy autentycznie przez 6 lat nie mieli innych ziemskich przyjemności poza dobrą wyżerką. zdarzały się nawet prodiże i piekarniki. więc na sobotę rano zaplanowaliśmy solidną ucztę.ich apetytom i brzuchom. O dziwo nawet konfidenci nie wykazywali się na tym polu. Rano po Mszy. mimo. z których przez 6 lat zdawaliśmy egzaminy. a często na dokończenie uczty. W każdej sesji letniej lub zimowej zdawaliśmy po kilkanaście egzaminów i tyleż zaliczeń. zwłaszcza tych „na gorąco" towarzyszył cały ceremoniał i podział obowiązków. Jakież było moje przerażenie. Biegali od pokoju do pokoju. Wszystkie te przedmioty poza nielicznymi wyjątkami. Przyrządzaniu posiłków.

Każdy z nas miał być małym trybikiem w wielkiej. Stary. przeplataną modlitwami. Śmiem twierdzić. a także KUL-u i warszawskiego ATK. pracowity. Wykłady były oczywiście obowiązkowe. zawsze czekała otwarta furta. a na tym mogły cierpieć tylko parafie pozbawione na zawsze niekonwencjonalnych. że chłopak chodzi zbyt dumnie po korytarzach. Z książką do łaciny chodzi się wtedy wszędzie. Łatwiej było kierować dużą grupą mężczyzn urabiając wszystkich na jedno kopyto a tych. Każdy profesor wykładający w seminarium musiał mieć co najmniej tytuł doktora.zawsze gotowy. seminaryjnej maszynie . zazwyczaj księża. zwłaszcza na pierwszym i drugim roku. Obowiązkowy był także kilkugodzinny czas przeznaczony na naukę prywatną w pokojach. „Gregorianum". Prawdziwą zmorą dla kleryków. ale analogiczną funkcję spełniają pierwsze dwa lata studiów.po prostu eliminować. wypracowany przez wieki system wychowania w seminarium duchownym był prawie niezawodny. Kluczowe stanowiska moderatorów oraz wśród kadry profesorskiej zajmowali zawsze absolwenci Akademii Papieskiej. mogło dojść do przykrej niespodzianki podczas rozmowy z przełożonym. Dla przykładu . która miała miejsce po zakończeniu każdego semestru. jest łacina. gdyż prefektowi studiów nie podobało się. Prawdą jest. nie mogąc sprostać wymaganiom. nawet do ubikacji. rzymskiego „Gregorianum". miało swój sens. rozmodlony. że w seminariach nie obowiązują egzaminy wstępne. Maksymalne wypełnienie każdego dnia nauką (łącznie z niedzielą). uczyli się nocami zaciemniając szyby w drzwiach i oknach lub też pod kołdrą przy latarce. charyzmatycznych głosicieli Królestwa Bożego. że nie ma w naszym kraju bardziej ciężkich i wszechstronnych studiów.jednemu z diakonów (po pierwszych święceniach) wstrzymano na cały rok świecenia kapłańskie. którzy nie pasowali do ustalonych ramek . Większość polskich biskupów rekrutuje się właśnie z tzw. a na tych. Nie było praktycznie miejsca na żadne indywidualności. byli absolwentami najlepszych uczelni europejskich: Sorbony. a przy tym radosny i zadowolony z życia. którym się taki styl życia nie podobał. Jeśli choćby jeden z tych atrybutów zawodził.stały na wysokim poziomie. pokorny. trzymając przy tym za wysoko głowę. Dni mijały szybko. Niektórzy zdesperowani. dyspozycyjny. Czyż to nie sam Chrystus łamał utarte ludzkie reguły i schematy? To na Jego 20 . Profesorowie. nie było czasu na sprośne myśli. po których odpada około połowa adeptów. Inny o mały włos nie wyleciał z piątego roku za „mrukowate usposobienie". Oxfordu.

kładli się krzyżem w kaplicy na całe noce. radości i smutki.położył się tak przed przydrożną kapliczką. smutnej seminaryjnej rzeczywistości. Dwaj następni. Czuliśmy również nad sobą presję naszych rodzin.kiedy odesłano go w rodzinne strony . gdzie zawsze było wesoło. Ludzie z charakterem. Czterej faceci. ślepo wykonujących rozkazy biskupów w zamian za godziwy szmal. Duża część braci kleryckiej podchodziła z dystansem do. prawdziwych przyjaźni. aby żyć po ludzku w często nieludzkich układach i warunkach. a diakon . udawać tylko do pewnej granicy. bezpłciowych i bezwolnych robotów. Z drugiej zaś strony umieli oni zdrowo. Człowiek może grać. zastraszeni. Za mojej bytności w Seminarium Włocławskim. błyskali oczami do dziewczyn. jak obłąkany biegał po parku i wykrzykiwał niezrozumiałe słowa. pewna paka przyjaciół. Mówiąc o urządzeniu się w seminarium. Studia były ciężkie. myślę przede wszystkim o zawieraniu szczerych. te same problemy. aby nie burzył tam ustalonych od wieków tradycji. wszyscy się dobrze rozumieli. popadli nagle w choroby psychiczne. którzy wiedzieli czego chcą od życia. którzy się za nas modlili i na nas liczyli. Takie pary czy też grupy zaufanych przyjaciół i kumpli były jedynym środowiskiem. Inny znowu. rzadko występujących gdzie indziej. po czym musiano założyć mu kaftan bezpieczeństwa. Spotykało się chłopaków. w ciągu trzech lat. O wiele więcej było przypadków frustracji. Na szczęście nie wszyscy poddają się temu praniu mózgu. To właśnie On został wyrzucony z pewnego miasta. Tymczasem seminaria duchowne nastawione były i są na kształcenie posłusznych urzędników Kościoła. najbliższych. mieli radość i nadzieję w sercu . ale laska powołania dodawała sił. niedostępni. w tym jeden po pierwszych święceniach. To były bardzo skrajne przypadki. Antidotum na takie przeżycie seminarium było jedno: zgrana. mrukliwi. którzy nigdy wcześniej nie mieli kłopotów z głową. Jeden.widok pukano się w głowę.teraz chodzili zamknięci w sobie. 21 .może zdziwaczeć. potrafili urządzić się tak. Jeśli od czasu do czasu nie otworzy się przed kimś bliskim . którzy daję głowę. a nawet zbzikować. Wszystkich łączył przecież jeden los. pytał się czy może zapalić lampkę albo na cały głos śpiewał „godzinki". że w liceum czy technikum biegali roześmiani po boiskach. w którym można było poczuć się na luzie i chociaż przez chwilę być sobą. nie było tematów tabu. po męsku podchodzić do zjawisk chorych. w środku nocy budził kolegów w pokoju. jakże często. depresji i przygnębienia. były cztery takie przypadki.

Ale to głównie Jezus. Ksiądz Gustaw miał czas dla wszystkich. ksiądz proboszcz zabrał mnie na dziwną rozmowę. występujących w niewielu środowiskach. Prowadził otwarty dom z zawsze pełną i otwartą lodówką. szczególnie dla chłopców. Wierzyłem. nauczyłem się czerpać radość i satysfakcję z przezwyciężania różnych przeszkód. W czasie gdy chodziłem do liceum. który mnie powołał. Wspomniałem wcześniej o zjawiskach chorych i bolesnych. a także o homoseksualizmie. a przy tym serdeczny i wylewny. Tak też wówczas o tym myślałem. Myślę tutaj szczególnie o wszelkiego rodzaju dewiacjach seksualnych . Był dla mnie jak przyjaciel. do naszej parafii przyszedł nowy ksiądz wikariusz Gustaw Dobieralski. a nawet gorszyło. Wydawało mi się nawet. Nasze drogi jednak dość szybko się rozeszły. Co prawda dziwiło mnie to. Przeciwności losu tylko mnie mobilizowały i dodawały sił.duszpasterz wszystko się zmieni na lepsze i tylko ode mnie będzie zależało jak będę Mu służył. Gustaw prowadził męską ewangelizację. „Na pewno ma jakieś kłopoty rodzinne" . Wcześnie. a pragnąłem służyć wiernie. Zawsze pociągało mnie w życiu to co przychodzi z trudem i wysiłkiem. Na pierwszy rzut oka ks. Już od pierwszych dni okazał się wspaniałym pedagogiem i duszpasterzem.pomyślałem. przed wstąpieniem do seminarium. On Był Źródłem pociechy i umocnienia. jeszcze jako dziecko. Wielokrotnie. moje powołanie wcale nie słabło. że towarzyski kapłan częstuje winem i piwem nastolatków. To właśnie księdzu Gustawowi jako pierwszemu zwierzyłem się ze swoich planów zostania kapłanem. Chłopcy. że kiedy wyjdę z tych murów jako ksiądz . Był bardzo zdolny.Paradoksalnie. Właściwie z tym ostatnim miałem do czynienia już wcześniej. starszy brat. tak jak moi współbracia. a ja poszedłem do seminarium. że ograniczył swoje spotkania z innymi chłopcami. jak wychodził z mieszkania księdza. Zaraz po jego przeniesieniu. z którymi zetknąłem się w seminarium. Jego przeniesiono nagle do innej parafii. której tematem była 22 . W jego mieszkaniu na plebanii było prawdziwe schronisko. Rozmawialiśmy na ten temat bardzo długo. niekoniecznie związani z Kościołem czy też uczęszczający na katechezę. ilekroć sam go odwiedzałem. każdego dnia na kolanach dziękowałem Mu i prosiłem o wytrwanie na drodze do Jego kapłaństwa. Jednego z nich widziałem kiedyś wcześnie rano. przebywali tam niemal zawsze. Od tamtej pory stałem się jego stałym gościem. a nawet się w nim utwierdziłem. po kilku latach spędzonych w seminarium.

Bardzo szybko zacząłem tego żałować. Niemal natychmiast poczułem rękę na swoim członku. że ma tylko dwa łóżka. pozwalała mi bez obaw położyć się obok niego. gdzie przedstawiciele tej samej płci są na siebie skazani. Sytuacja jednak powtórzyła się. Nie wypadało. a później zonanizował się i zasnął. Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony. chwytając przy tym za genitalia. który został proboszczem. Są to przede wszystkim zakłady karne. zakony i seminaria duchowne. a ja zdecydowałem się położyć ponownie. Ubłagał mnie abym został. żebym spał z nastoletnią dziewczyną. Osobiście nigdy nie potępiałem i nie potępiam homoseksualizmu. Zacząłem się ubierać i pośpiesznie pakować. Byłem wtedy jeszcze na tyle naiwny i bezkrytyczny względem księży. Gustawem. Tym razem jednak Gustaw tylko drżał na całym ciele. Czy jednak można piętnować ludzi. Z własnych. że nawet przez chwilę nie domyśliłem się w czym tkwi problem. która przyjechała do niego z córką. Przeprosił mnie i obiecał. Na początku pierwszych seminaryjnych wakacji otrzymałem przemiłą kartkę od „mojego przyjaciela Gucia". sześcioletnich obserwacji wiem. apodyktyczna. że śpimy razem z Guciem. urządza się właśnie w swojej parafii i prosi o odwiedziny z ewentualną pomocą. W naturalny sposób lgnie on wówczas bardziej do kolegów niż do koleżanek. że więcej nie będzie. jest jedynie naturalny? Myślę tu szczególnie o mężczyznach z homoseksualizmem niejako wrodzonym. dominująca w małżeństwie żona i matka może wywołać u swojego syna podświadomą niechęć. Byłem zszokowany. Położyliśmy się po raz trzeci. chyba największej ludzkiej potrzeby. że seminaria są prawdziwymi 23 . np. Istnieją jednak środowiska zamknięte. grupujących się w dobrowolnych związkach. Wieczorem mój „przyjaciel" wyjaśnił mi. a nawet strach przed kobietami. Ci. że jest to niezgodne z naturą i ustanowieniem Bożym. sprzątaniu itp. Większość dnia zeszła nam na wspólnej pracy: malowaniu. wyizolowane. dla których właśnie taki sposób zaspokajania. Oczywiste więc było. Po rocznym pobycie w seminarium nie byłem może tak naiwny jak wcześniej. który w dodatku mienił się być moim przyjacielem. Ksiądz Gustaw zrazu delikatnie zaczął się do mnie przytulać. ale wiara w kapłana. którzy uprawiają ten rodzaj seksu chyba sami najlepiej wiedzą. Nierzadko konfiguracje wewnątrz rodziny ukierunkowują w inny sposób zainteresowania seksualne dzieci. a potem coraz natarczywiej obłapywał mnie. a tym bardziej jej matką. Na miejscu zastałem zaprzyjaźnioną z księdzem starszą kobietę.moja znajomość z ks.

Po całym tygodniu spędzonym nad książkami. przynajmniej dla mnie. skryptami i modlitewnikami . Woleli się niepotrzebnie nie napalać. Czy można się zatem dziwić. zwłaszcza z kilkuletnim stażem. To co tak pięknie brzmiało w teorii okazywało się bardzo trudne w praktyce. Wiele razy widziałem. usłużnych informatorów. którzy poczuli się za bardzo na luzie. czerwienić i drżeć. że klerycy.miłości do Boga i wszystkich ludzi. które w tym czasie znalazły się na ich drodze. Dochodziło do komicznych sytuacji. nigdy nie doczekało święceń. Przełożeni i tzw. Kleryka wyczuwali wszyscy na kilometr. ale było to bardzo niebezpieczne. Wielu takich. Jest to. nich przetransponowanie potrzeb seksualnych na energię do pracy dla Kościoła. gwałcono i zniewalano myślami. Kiedy ma się pod ręką miłego kolegę. jak bardzo brakowało nam obecności czy choćby widoku płci odmiennej można było przekonać się obserwując kleryków na spacerach. Wystarczało małe piwo wypite w kawiarni. Chłopcy dawali upust młodzieńczej wyobraźni tłumionej przez kilka dni. Efektem takiego 24 . Tylko niektóre organizmy mogą przyzwyczaić się do zupełnej abstynencji. musi zamiast tego oddać swoją wybrankę Bogu (tak jakby jedno drugie wykluczało).watahy kleryckie wychodziły na ulice Włocławka. że cała rzecz polega na wykształceniu w sobie uczuć wyższych . a towarzystwa szukać wśród swoich. a i towarzysz spaceru nigdy nie był pewny. ojcowie duchowni mówili. przyspieszone oddechy i napięte spodnie mówiły same za siebie. O tym. Nie musiało nawet chodzić o kontakty z dziewczynami. Jeśli zamyka się pod jednym dachem dwie setki dwudziestoparolatków. jak klerycy oniemiali na widok ładnych ekspedientek zaczynali się jąkać. zwłaszcza latem. to nawet „Święty Boże nie pomoże".wylęgarniami homoseksualistów. Dziewczęta rozbierano wzrokiem. Oni po prostu nie widzieli przez cały tydzień żadnej dziewczyny! Bardziej odważni próbowali niewinnych flirtów. Nie brakowało zgorszonych. Popęd dany przez Stwórcę musi znaleźć jakieś ujście. Rozszerzone szeroko źrenice. dzieci Bożych. Biedne były dziewczyny. po prostu dawali sobie spokój. Innymi słowy ksiądz może kochać kobietę widząc w niej tylko dzieło stworzenia. np. a perspektywa kontaktu z dziewczyną jest tyleż zabroniona co nierealna .na skutki nie trzeba długo czekać. w sklepach. Kiedy jednak przyszło by mu do głowy dotknąć lub co gorsze zdobyć obiekt miłości. Co do samego popędu konieczne jest wg. proces zupełnie zrozumiały i naturalny.

Zadziwiający był dla mnie brak reakcji ze strony przełożonych na tego typu zjawiska. że nie warto było z nim w ogóle walczyć. Jak w każdym związku uczuciowym dwojga ludzi . które miały miejsce i o rzeczywistości w której sam uczestniczyłem! Tak. odwiedzali się ciągle w swoich pokojach. Musieli przecież o wszystkim dobrze wiedzieć. że ten chłopak tzn. Wielu żyło w stałych. przyjacielski pocałunek. którzy poddali się podobnym uczuciom i zabrnęli o wiele dalej niż ja. a przy odrobinie szczęścia nawet to i owo zobaczyć. Wycofałem się (dosłownie!) w ostatniej chwili i wiem. Barierą był pierwszy kontakt fizyczny . homoseksualnych związkach. gęsto zarośnięta wysokim żywopłotem.skala problemu była tak wielka. rozmową (często na zbożne tematy). Mogę złożyć własne świadectwo.narzuconego stylu życia były związki koleżeńsko-uczuciowe. Być może biskupi i przełożeni zdawali sobie sprawę. a zakamarków w seminarium nie brakowało. Zazwyczaj zaczynało się to niewinną znajomością. Oświadczam zatem otwarcie. wykorzystywali każdy moment aby być sam na sam. Słyszałem jęki kąpiących się wspólnie w maleńkich. Później wszystko szybko wymykało się spod kontroli. iż większość z nas. który miał marzenia erotyczne i właściwie ukierunkowany popęd. przynajmniej przez jakiś okres czasu. Może to co piszę wydaje się komuś nieprawdopodobne lub wręcz kłamliwe. ja sam stałem się niemal homoseksualistą.dotknięcie ręki. jak jeden z pupilków prorektora całował i obmacywał tam innego chłopca. W seminaryjnym parku. iż takie zachowania są konsekwencją ich własnych wymogów i działań. niewinny. że normalny chłopak. zaproszeniem na spacer. przytulenie. Niektórzy byli pederastami jeszcze zanim wstąpili do seminarium. wirydarzu była alejka zakochanych. dokąd przyciągnęło ich zamknięte. Śmiem twierdzić. że mam prawo pisać prawdę o zjawiskach.związek się rozwijał. że zawdzięczam to Łasce Bożej. a także seksualne. męskie grono. który jako nastolatek zakochiwał się dziesiątki razy w dziesiątkach dziewczyn. Wytłumaczenie może być tylko jedno . Nie dziwię się jednak zupełnie tym.jeśli zawiązywała się ta niewidzialna nić porozumienia . mnie również to nie ominęło. Widziałem kiedyś. Zakochani w sobie chłopcy łączyli się w pary. prysznicowych kabinach. które przetrwały lata. Wychodzili razem na wszystkie spacery. czuła pociąg seksualny skierowany do własnej płci. Poza tym 25 . Ugruntowywało go wzajemne zaufanie . tzw.bardzo ważna rzecz w seminarium.

manifestując w ten sposób swoją wyższość nad innymi.alumna odpowiadało mi. co pomagało w utrzymaniu kondycji ciała i równowagi ducha. Powrócę jednak do moich losów za murami Seminarium Włocławskiego. Tak. Coraz częściej uprawiałem ćwiczenia kulturystyczne. Tych wyjazdów nie było wiele. Tłumaczyłem sobie niedoskonałości systemu słabościami ludzkimi i na odwrót. a zatem należy je spędzać w gronie najbliższych. Takie kleryckie. W wyuczony. Kiedy nastał nowy biskup ordynariusz . dawały nam wiele radości i pozwalały przetrwać w trudnych chwilach. Przyznać muszę. Tacy klerycy mistycy tworzyli w seminarium odrębne grupy i koła wzajemnej adoracji. często kosztem innych . a potem kapłańskie przyjaźnie trwają często do samej śmierci. Biskup Henryk na spotkaniu z przełożonymi i klerykami powiedział m. że mimo wielu niedostatków i dylematów. Zmiany rzeczywiście nastąpiły. W taki oto sposób po raz pierwszy w życiu nie byłem w domu na Wigilii i 26 . Wypracowałem swój własny sposób na przetrwanie i chociaż sztuką było nie stracić powołania w seminarium . Lepiej więc było nie ruszać problemu żeby nie śmierdziało. O wiele łatwiej jest dźwigać swój krzyż. przewrotny sposób. Podwyższono również czesne i zaostrzono wymagania na egzaminach.swoje własne słabości kamuflowali nabożną retoryką albo pseudomistycznymi zachowaniami.lepsze jedzenie. Najbardziej oczywiście cieszyły dwumiesięczne wakacje. Naturalnie. W wolnych chwilach uczyłem się również języka angielskiego i odwiedzałem czytelnię.zjawisko to dotyczyło wielu księży pracujących w parafiach. obok przyjaźni erotycznych istniały również te zdrowe.powiedział.w kleryckie serca wstąpiła nadzieja na poprawę losu .Henryk Muszyński . „Dla was najbliższą rodziną są teraz współbracia z seminarium" . życie kleryka . jak chyba większość kolegów odmierzałem czas do kolejnego wyjazdu w rodzinne strony. Sam byłem grzesznym. że inni słabi ludzie robili z siebie aniołów. że Wielkanoc i Boże Narodzenie to Święta bardzo rodzinne.moje nie słabło. Nauczyłem się podchodzić do nich z pobłażaniem i dystansem. męskie. wyjazdy do domu itp. Nauka szła mi bardzo dobrze. Starałem się być towarzyski i żyć na względnym luzie. Wolne mieliśmy również kilka dni po sesji zimowej oraz Święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy.in. które jak już wcześniej wspomniałem. Bardzo pomagało mi poczucie humoru. częstsze spacery. gdy ktoś mający podobny ciężar potrafi na czas podać pomocną dłoń. słabym człowiekiem i może właśnie najbardziej irytowało mnie to.

do kolegów i regulaminu. po drugim roku studiów. zakonnikami.zastępca Jezusa wśród diecezjalnej owczarni. były dla mnie najlepszym ukojeniem i źródłem radości. Zetknąłem się z nim osobiście w czasie wakacji. Ewentualne wyjazdy poza parafię musiały być uzgadniane z proboszczem. kiedy biskup mając złość na jednego księdza 27 .obu Świętach. że codziennie przychodziliśmy na Mszę Świętą i adorację. siostrami. która nigdy nie była zbyt postępowa. klerykami itp. Jako jeden z nielicznych lubiłem także powroty do seminarium . Każdy biskup to „alter Christus" . Biskup ordynariusz mógł zrobić wszystko z podległymi mu kapłanami. Układali kwiaty w wazonach. zwłaszcza ze strony leciwych parafianek. Wychodząc w wolnych chwilach do miasta czułem na sobie spojrzenia dziesiątków par oczu. a jednocześnie sprawował wobec nich władzę absolutną (oczywiście tylko duchowną). Mnie osobiście najbardziej doskwierał ciągły „obstrzał". W czasie moich pobytów w domu. Zawsze jednak miałem wielkie trudności (i to nie tylko ja).Henryku Muszyńskim. trędowaty. kupić papierosy dla ojca itd. trzepali dywany itp.od kultu samego biskupa. Takie sprawozdania z pobytu alumna w parafii przychodziły regularnie do uczelni po każdych wakacjach. zmywali posadzki. Był to mój pierwszy tak osobisty kontakt z biskupem. Kuratelę od przełożonych przejmowali nasi proboszczowie. atmosfera ciepła rodzinnego i życzliwość rodziców. Wspomniałem już o nowym włocławskim ordynariuszu . którzy często wysługiwali się klerykami w zamian za dobrą opinię. Ordynariusz mieszkający w pałacu był niedostępny dla zwykłych śmiertelników. śledzących każdy mój krok. Znam przypadek. który mógł na nie nie wyrazić zgody. Te i inne wymogi dotyczyły wszystkich alumnów. że tam jest moje miejsce i moja droga do kapłaństwa. Czułem się napiętnowany. Nawiasem mówiąc. ale takie ograniczenia dobijały mnie dopiero w kapłaństwie. biskupa ordynariusza otaczano wprost boską czcią. chociaż właśnie tam sprzedawano moje ulubione ciastka. Nie wolno mi było porozmawiać z koleżanką z liceum. z odróżnieniem kultu Chrystusa. Nie muszę chyba wspominać.dzisiejszym arcybiskupie Gnieźnieńskim . W Diecezji Włocławskiej. wręcz nienormalny. Niektórzy klerycy przebywali na plebaniach i w swoich świątyniach od rana do wieczora. wizyty w parafiach rodzinnych nie różniły się na ogół aż tak bardzo od seminaryjnej rzeczywistości. przycinali żywopłoty. Nie mogłem wejść do sklepu monopolowego. a w niedzielę na kilka Mszy. którego reprezentował biskup . Zdawałem sobie sprawę.

Przez cały dzień pracy we „trójkę" nasz chlebodawca ani razu nie zaszczycił nas uśmiechem. Zanim wyszliśmy. W czasie takiego dyżuru kiedyś rano zadzwonił telefon. Bieganina przy książkach trwała prawie do wieczora. że braliśmy do ręki książkę z ogromnej sterty leżącej w drugim pokoju. Głodni pobiegliśmy do seminarium. a dwie siostry zakonne zaczęły mu usługiwać. Biskup kazał nam biec do seminarium i wrócić za pół godziny. nowego „ojca" Diecezji Włocławskiej. że ksiądz biskup wprowadza się do pałacu i potrzebuje natychmiast dwóch kleryków do pomocy przy układaniu książek. czy uczymy się języków obcych i jakie mamy oceny. Biegiem w potokach deszczu wróciliśmy do pałacu. Podczas dwumiesięcznych wakacji obowiązywał nas dwutygodniowy dyżur w seminarium. O fanaberiach biskupów można by napisać trylogię. Kiedy biskup ze swoją świtą miał przyjść do seminarium wyznaczano jednego z kleryków. nie wdawał się w żadną rozmowę. na środku pokoju. kiedy kładliśmy książkę na miejsce. na stylowym fotelu siedział sam książę Kościoła. zasiadł przy wielkim stole. Przywitał się z nami podając dłoń do ucałowania. zniszczył przez przeprowadzki wszystkie meble i stał się pośmiewiskiem całej diecezji. Powrócę jednak do ówczesnego. trzeba było także przytaszczyć tam wcześniej drewniane schodki. który miał przed ekscelencją otwierać wszystkie drzwi. Po kilku godzinach takiej bieganiny nadeszła pora obiadowa. Zostaliśmy zaprowadzeni do salonu o bardzo wysokich ścianach. Pewnego razu zdarzyło się jednak 28 . Nie zdziwiło nas.co miesiąc kazał mu zmieniać parafie. Dostaliśmy dwa snikersy. Cały czas siedział przy tym na fotelu i popędzał nas. bowiem prawie za każdym razem. Dzwonił kapelan samego ordynariusza. Okazało się.jadła w kuchni. po czym wydał rozkazy.która przyjechała mu pomóc ."macie chłopcy". że na koniec zamiast słowa „dziękuję" usłyszeliśmy . ale zdążyliśmy zjeść tylko cienką zupę. Byliśmy u kresu sił. „Spóźniliście się trzy minuty" . a on palcem wskazywał dla niej miejsce. Raz tylko zapytał. całych zabudowanych regałami na książki. Nasza praca polegała na tym. Z tą książką biegliśmy do biskupa. że w tej samej chwili nastąpiło oberwanie chmury. nakładając potrawy na srebrną zastawę! W tym samym czasie rodzona siostra biskupa . abym zaczął wątpić w sens mojego pobytu w seminarium. Pech chciał. Jak już wspomniałem takie i temu podobne sytuacje nie załamywały mnie na tyle. Poszedłem na ochotnika z bliskim kolegą. Przez pół roku biedak wpadł w nerwicę.przywitał nas biskup. Jak żyję nie widziałem większego bufona.

Grał świetnie na gitarze i pięknie. a on nie mógł żyć poza drogą powołania. Młodzieńcza miłość kwitła. Po jakimś czasie pojechałem do swojego miasteczka i dowiedziałem się o wszystkim. Pogodziła się z życiem „utrzymanki księdza".ks. a i ona czekała na jego powrót. Dziewczyna pozostała mu wierna . a przede wszystkim super przystojny chłopak był obiektem westchnień wielu dziewcząt. Perspektywa spędzenia całego życia w zakłamaniu okazała się dla niego nie do zniesienia. udzielał Komunii Świętej itp. jak wielu jego rówieśników w podobnych sytuacjach. Kiedy wspominałem wspólnie spędzone z nim chwile przypomniałem sobie jednak. On sam od początku żył w konflikcie z własnym sumieniem. atletyczna budowa ciała. Według przepisów prawa kanonicznego . spotykali się w tajemnicy przed wszystkimi. Chłopak. Mariusz Fatalski. Wesoły. Ale czy można wyrzucić z serca prawdziwą miłość? Długo nie wytrzymał bez ukochanej dziewczyny. gdyż nóż przeszedł tuż obok 29 . Sprawy zaszły za daleko.coś. ale uczucie do kobiety było zbyt głębokie.wzrost ok. życiowym dylematem. że mimo pogodnego usposobienia bywał coraz częściej przygnębiony. 190 cm. Nie mógł jednak skonać. Próbował wielokrotnie zerwać z podwójnym życiem. Pojawiło się dziecko. co wstrząsnęło mną do głębi. przerwanych służbą wojskową. stanął przed wielkim. On wybrał tę jedną. świętokradzko każdego dnia odprawiał Mszę Świętą. Widać było. W swoim mieszkaniu na plebanii zranił się nożem kuchennym w pierś. zdolny. Był nim wikariusz mojej rodzinnej parafii . Poszedł w końcu za głosem powołania i wstąpił do seminarium. Przez sześć lat nauki w seminarium. Potwierdził ją proboszcz w rozmowie z moimi rodzicami. donośnie śpiewał. Popełnił okrutne samobójstwo. W ogóle wyglądał na okaz zdrowia i siły . Historia. Niestety była prawdziwa.nie założyła własnej rodziny. ale równocześnie z miłością zakwitło w Mariuszu powołanie do kapłaństwa. Mariusz miał powodzenie już w szkole średniej. Ksiądz Mariusz borykał się samotnie ze swoim bólem przez 10 lat kapłaństwa. Wśród kleryków zaczęła kursować fama o niewyjaśnionej śmierci młodego księdza. To było niewiarygodne! Parę miesięcy wcześniej prowadziłem wspólnie z nim pielgrzymkę. miał 36 lat. aby można było cokolwiek zmienić. jedyną. a później dość szeroko pisała o tym jedna z lokalnych gazet. Dotrwali tak do jego święceń kapłańskich.niegodnie. Był pełen życia i energii. spowiadał. którą usłyszałem brzmiała jak koszmarny scenariusz dreszczowca. że coś go gryzło. dręczyło. Nie mogli żyć bez siebie.

To.doznał szoku. Brewiarz. Grzanie „lufy" zastępuje grzanie „czachy". że to kolejna zbrodnia komunistów na niewinnym kapłanie. Całe mieszkanie było zalane kałużami krwi.jest tu bardzo wiele podobieństw. z którego nadal się modlę. do chwili otrzymania szaty 30 . jak i w seminarium stosowane są kary i rygory (często bardzo podobne. a który ksiądz Mariusz ofiarował mi na kilka miesięcy przed swoją śmiercią. wynaturzony.w wojsku „za karę" można posiedzieć dłużej. Zawsze będę uważał. że nie zjawił się na rannej Mszy . z tego co słyszałem. dziesięciu lat. Wracając jednak do samego rytmu życia wojska i seminarium . cofnięcie przepustki . zaś w seminarium . Zabił go chory.patrząc od strony ludzkiej . Proboszcz. nie myślę oczywiście o samej idei przebywania w tych dwóch odmiennych przecież środowiskach. Długo nie mogłem dojść do siebie po tej niesamowitej historii. Zamiast ćwiczeń fizycznych i strzelania są ćwiczenia duchowe. Osobiście jestem przekonany.mięśnia sercowego. Większość była przekonana. ale droga Bożego powołania. Popiełuszki. Chociaż nigdy nie byłem w wojsku. Urzędnicy kurii biskupiej w porozumieniu z biurem śledczym milicji zatuszowali skutecznie całą sprawę. Niewątpliwie do podobieństw należy zaliczyć traktowanie tzw. kotów. Żartobliwie można by stwierdzić. Przed plebanią. Rytm życia dyktuje regulamin.to druga sprawa. że to nie jest zwyczajna ludzka wola i droga. Bolesna prawda o tym. anachroniczny system. który przyszedł do niego z pretensjami. życie w seminarium jest do niego podobne. Mówiąc o podobieństwach. że ks. Tak w wojsku. Nie minęły jeszcze dwa lata od zabójstwa ks. oddany sprawie Kościoła kapłan. co się stało dotarła jakoś do ludzi. Mariusz Fatalski był może jedną z najstraszliwszych. Brocząc obficie krwią przeczołgał się z sypialni do kuchni. Mam na myśli wojsko sprzed ok. Przede wszystkim jednak seminarium wybiera się z własnej woli. złagodziła nastroje. ten przykry okres trwał przez całe dwa pierwsze lata tj. dzień po dramacie.krócej.spaceru). którzy chcieli dowiedzieć się prawdy. W przypadku moim i moich kolegów. że jedną z niewielu różnic jest niekonwencjonalny sposób opuszczania tych dwóch środowisk . ciągle przypomina mi o tym dramacie. ale do dziś mieszkańcy miasta wspominają to z przerażeniem. zebrał się wielki tłum ludzi. Wziął większy nóż i tym razem skutecznie przebił sobie serce. a okresowe manewry to seminaryjne rekolekcje. ale na pewno nie jedyną ofiarą celibatu. jaką ją uczynili ludzie jakie znaki i zakręty na niej postawili . Wcale nie musiał zginąć młody człowiek. np.

np. korpulentny jegomość z grymasem niezadowolenia na twarzy i wiecznie zmarszczonymi brwiami . Jana Nowaczyka. Pierwsze roczniki liczyły po 40 i 50-ciu alumnów. że jest się w terminie u szewca. Okres moich studiów we Włocławku to czas chyba największego poboru do seminarium. skrzywił się i zaczął grzebać w grubej teczce. a nie w uczelni duchownej. Spośród wszystkich profesorów robił na egzaminach największe spustoszenie. że we Włocławku i całej diecezji nie było żadnej wyższej uczelni. Nieraz po tonie ich wypowiedzi miało się wrażenie. łącznie z siostrami zakonnymi.już na pierwsze wrażenie wydawał się niezbyt przyjaźnie nastawiony. że praktycznie przez wszystkich. Tak zwana wysługa lat. Szczególnie pierwszy rocznik kotów jest dotkliwie tępiony. Nie bez wpływu na to był fakt. Zazwyczaj bowiem po modlitwie i sprawdzeniu obecności następowało ostre. Z większym szacunkiem podchodzono jedynie do diakonów. bez względu na naszą wysługę lat w seminarium. spojrzał na długą listę pierwszaków i z niedowierzaniem niemal krzyknął . murarzy itp.duchownej . Wyjął z niej kilka najnowszych gazet i ku naszemu zdumieniu zaczął czytać ogłoszenia z rubryki pod hasłem: oferta pracy . ale wyczuwalny respekt.„potrzeba ślusarzy. Czuli się psychicznie upodleni. Przejawiało się to na ogół w bardzo przykrym lekceważeniu. Wykładała literaturę polską i fonetykę . a może była to słabość. jak się później okazało. Pamiętam dokładnie pierwszy wykład z logiki u księdza prof. Była to jedyna kobieta wśród profesorów. liczyła się najbardziej wśród samych kleryków. Większość alumnów ze starszych roczników nękała i poniżała młodszych kolegów. Wszedł na katedrę. nie żartował. Niewysoki. Niektórzy dotkliwie to przeżywali. nazywanego „pogromcą kotów"." Szeryf z Chabielic (to jego druga ksywa). Na jego wykładach czuliśmy się dużo młodsi. tokarzy. „Kowalski do tablicy!".niestety . Tak duża ilość „narybku" musiała być nękana i tępiona.Szeryf jednak stawiał dwóje znacznie częściej niż pani od matematyki. Nie budowało to wcale 31 . Wszyscy profesorowie zwracali się do nas bezosobowo lub po imieniu. o której już wspomniałem. tym dotkliwiej. itd. którzy też jako jedyni mieszkali po dwóch w pokojach. sakramentalne polecenie. zupełnie jak w czasach podstawówki. Wkrótce wyszła za mąż za jednego z ..niedługo. Tylko pani od polskiego czuła przed nami niewielki.sutanny..„ilu was tu jest! Połowa wystarczy!" Po tych słowach pokiwał znacząco głową.diecezjalnych księży.

Tymczasem rzeczywistość wyglądała o wiele inaczej. ubóstwo .wspólnoty. o której mówili przełożeni. jak w niemal całej formacji przyszłych kapłanów.jest osiągalne. jak nam ukazują konkretne przykłady. Pustosłowie i brak „żywych przykładów dla stada" o czym mówił Jezus. Dla wielu z nich kapłan jest wciąż niemal wyrocznią. że życie jest więcej warte niż dom ich marzeń. zajętych. Samo określenie wspólnota seminaryjna . oczekiwań z efektami. często tak to właśnie wygląda w praktyce.nie ma racji bytu. Nie o to zresztą chodzi. pełnego nienawiści. Wspólnotę . Nie wolno mu traktować swojej parafii jak dochodowego folwarku.jedność mieli tworzyć wszyscy seminarzyści i profesorowie. choćby nie wiem jakie miał powołanie. Oczywiście trudno jest przekonać dwudziestolatka. Ksiądz nie powinien (i tu wszyscy są zgodni) przywiązywać się zbytnio do dóbr materialnych. ubóstwo materialne ma swój sens i co najważniejsze . nie może owocować. zmaterializowanego świata. serca i charaktery młodych ludzi. Źródeł takiego stanu rzeczy trzeba upatrywać właśnie w błędach wychowania seminaryjnego.było chyba najczęściej w użyciu. W dzisiejszym. Do tego tematu jeszcze powrócę. Takie rozbicie seminaryjnej wspólnoty było naturalną konsekwencją stylu kleryckiego życia i warunków panujących w seminarium. Czy niemal zupełna izolacja od świata i płci przeciwnej albo podżeganie do donosicielstwa mogło rodzić inne postawy? Jednym z podstawowych celów wychowawczych w formacji moralnej było wychowanie kleryka . Seminarium to szkoła życia. że ma chodzić w podartych spodniach czy dziurawych butach.jako cel sam w sobie .zwracają się w stronę Boga i Jego sług. wychowanie do ubóstwa to funkcjonuje tutaj. czyli żyjących w parach oraz na „zrzeszonych" w hermetycznie zamkniętych paczkach i klikach. a wszystko w końcu sprowadza się do pobożnych życzeń. a parafian jak dojne krowy. Niestety. Ludzie tracąc zaufanie do zgniłego. to miejsce gdzie kształtują się sumienia. księży. zmaterializowanym świecie. Jeśli chodzi o tzw. Chcą usłyszeć. Seminarium miało być „szkołą miłości chrześcijańskiej". Tymczasem chciałbym sięgnąć do przyczyn takich postaw wśród kleru. którego nigdy nie kupią.przyszłego księdza . kłamstwa i wyzysku . ciągła rozbieżność słów z czynami. ale skutecznie ją niszczyło.do ubóstwa. którzy po kilku latach staną się autorytetami moralnymi dla rzesz wiernych. 32 . którego nigdy nie wybudują. tzw. Klerycy dzielili się na samotników. najnowszy mercedes. Jednak dla idei kapłaństwa służebnego i zdecydowanego pójścia za Chrystusem.

Mają jednak prawo i powinni żądać od uczniów Chrystusa . Ich zachowania demaskujące filozofię życiową. a zwłaszcza przełożeni i profesorowie w seminarium. w którym dominują wyższe wartości. Nie każdy znajduje w sobie dość siły aby wyrwać się z obowiązujących schematów i zwyczajów. W czasie 6-ciu lat studiów klerycy wysłuchują setki konferencji moderatorów. celibatu. którzy znajdują radość w dawaniu. bezdzietności. sens życia .uczciwego życia. ale do bogatych i wpływowych.bez chciwości. aby zobaczyć na własne oczy. Chcą się przekonać.swoim postępowaniem udowadniają coś wręcz odwrotnego. ojców duchownych i rekolekcjonistów na temat konieczności życia w ubóstwie. ale z całą pewnością . ale w rzeczywistości chodzi im o to.w służeniu potrzebującym i pokrzywdzonym. biczowania się czy innych umartwień. Wierni Kościoła mają prawo oczekiwać takiej postawy od swoich kapłanów! Nie mogą wymagać od nich świętości. nieomylności.nie znajduje dla siebie wzorców godnych naśladowania. Cały dylemat polega jednak na tym. Zastrzegam. Współcześni uczniowie Pana wolą politykować i rządzić niż duszpasterzować swoim owczarniom. że Kościół jest rzeczywiście powszechny i wszędzie dzieje się podobnie. skrajnego ubóstwa. że można żyć inaczej . że oni . W każdym seminarium duchownym (tak było również we Włocławku) jest przynajmniej kilkunastu kleryków pochodzących z innych diecezji oraz przeniesionych z innych seminariów. że są inni ludzie. szczęście . zdzierstwa i oszustwa.w miłości Boga i bliźniego.Ludzie chcą to usłyszeć. wskazują na to. a tym bardziej życia niezgodnego z ludzką naturą . a nie w braniu.w odróżnieniu od Jezusa . iż ta bardzo negatywna opinia nie dotyczy wszystkich księży w Polsce. Każdego wtorku całe seminarium zbierało się w ogromnej auli aby słuchać.Marian Gołębiewski (dzisiejszy biskup) wygłosił przez parę miesięcy cały cykl wykładów na ten temat.nie przyszli do biednych i potrzebujących. Wymiana poglądów na powyższe tematy była więc nieunikniona i przekonywała nas o tym. przez co najmniej godzinę 33 .większości z nich. na których spoczywa największa odpowiedzialność . a żywy przykład ma w tym przypadku znaczenie decydujące. Kiedy byłem na drugim roku. Biskupi. Księża żyjący skromnie pod względem materialnym uważani są za dziwaków i traktowani przez swoich współbraci z przymrużeniem oka.czystości. nasz ksiądz rektor . że młody człowiek przychodząc do seminarium i poznając stopniowo realia panujące w kręgach duchowieństwa . księża w parafiach.

Inni. Mógłbym mnożyć podobne przykłady na to. że jest za stary na jazdę rowerem. ale do nas przemawiały tylko żywe przykłady . Polecał natomiast kupno roweru . Ta rewolucyjna wizja. Obawiam się jednak że nie zastanawiał się nad tym co zrobił. Jeszcze inni próbowali usprawiedliwiać nasze „wzory życia kapłańskiego". Osobiście pamiętam tylko jeden taki drastyczny przypadek. albo że rower mu się nie przyda . W każdym razie w kożuchu nigdy go nie widziałem. Różne były nasze reakcje na takie podwójne wychowanie. ciężki kożuch. Obchodził niedawno 25-cio lecie kapłaństwa. Może doszedł do wniosku. skonkludował tym.naprawdę mądrych. jakże odmienna od realiów panujących w tzw. niestety . jak go nazywaliśmy . nie ustrzegł się jednak od pewnych niedorzeczności.wywołała niepohamowany ogólny śmiech. Zakończył tym faktem swój kilkumiesięczny cykl konferencji na temat ubóstwa. jedną ze swoich dłuższych wypowiedzi. Bardzo rzadko ktoś odważył się na jakąś formę sprzeciwu. Otóż jeden z kleryków. po cichu się buntowali. Mianowicie ksiądz rektor. Większość przejęła w końcu filozofię przełożonych i uznała dwulicowość za konieczny atrybut kapłańskiego życia. Pieniądze.bo nie pracuje na wiejskiej parafii.bo trzeba jednak.najczęściej gorszyły i zniechęcały. zwłaszcza w wiejskich parafiach kolędować i dość często spieszyć z posługą kapłańską do chorych oddalonych o wiele kilometrów czy też do sal katechetycznych. przemyślanych i popartych przykładami wywodów księdza rektora. uznał to zapewne za 34 . ubranego w długi.aby przetrwać ciężkie zimy w nieopalanych kościołach i zimowe kolędy.zwłaszcza wikariuszowi . Nasz zacny.to one formowały i wychowywały. Po niespełna tygodniu od wspomnianej konferencji. terenie tyleż samo utopijna i nierealna co komiczna . Dotyczył on właśnie przedstawionej wcześniej historii.Ezechiel.jak w życiu: mówi się swoje i robi się swoje. Jedna z takich „wpadek" została skwitowana salwą śmiechu. ksiądz rektor przyprowadził prosto z salonu najnowszy model nissana w kolorze srebrny metalik. choć miał dopiero 50 lat. że księdzu . Nasi przełożeni zdawali się o tym nie wiedzieć. że w Kościele .w ogóle nie potrzebny jest samochód (sam jeździł wtedy peugeotem). za które księża kupują „zachodnie wozy" radził przeznaczyć na porządny. jak faktycznie przebiegała formacja duchowa kleryków i ich wychowanie do ubóstwa. Miał więc bardzo dużo czasu aby przyzwyczaić się. długi kożuch . Przed naszymi oczami pojawił się obraz księdza przemierzającego na rowerze śnieżne zaspy. po tym jak ksiądz rektor sprawił sobie nowego nissana.

rozdzielali Komunię.„UBÓSTWO"!!! Były jeszcze dwie inne sprawy. Księża diecezjalni.nie tylko. które płacił każdy z nas. już na luzie. nabijali po dachy swoje samochody.. Bardzo rzadko pieniądze te były liczone w obecności proboszcza parafii. a które miały również negatywny wpływ na szerzenie ubóstwa wśród braci kleryckiej. Jednak w konsekwencji ta praktyka przyczyniła się do mimowolnej. o których chciałbym wspomnieć. Zazwyczaj cały worek „moniaków" dawano nam do ręki. oddziałów caritasu. W seminarium. deprawacji wielu z nas. zdaje sobie sprawę jak ogromne ilości różnych produktów zalewały wtedy wszystkie instytucje Kościoła. Diakoni z 6-tego roku głosili kazania. Podejrzewam. Ci zwłaszcza. jednak „władza duchowna" postanowiła inaczej. Drugim. żeby nadwyżki towarów od razu kierować do domów dziecka. seminariów i parafii. godnego podziwu. a przede wszystkim produkty żywnościowe wypełniały wszystkie magazyny. którzy mieli w domu trudną sytuację finansową. od kilkuset złotych do kilku tysięcy (nowych złotych). ubranka dziecięce i lekarstwa). Ubrania. po święceniach. Po wszystkich niedzielnych Mszach zebrało się tych ofiar. Było w tym z pewnością wiele. lekarstwa. a wszyscy mieli obowiązek zebrać tacę na seminarium. w wyznaczone niedziele przydzielano nam parafie do których jechaliśmy z pomocą i po pomoc.przegięcie i w nocy na garażu Ezechiela napisał wielkimi literami . Jak już wcześniej zaznaczyłem. Kilku przyznało mi się do tego w zaufaniu.. że w mniejszym lub większym zakresie. garaże itd. Rozprowadzano jedynie niewielką część leków do miejskiego szpitala i nadwyżki żywności do punktów caritasu. z pewnością niezamierzonej. sale katechetyczne. a wielu mówiło o tym. seminarium utrzymywało się z czesnego. kiedy półki w sklepach spożywczych zajmował ocet i musztarda. W czasach. zaufania. chyba oprócz celników. sprzęt medyczny. Aż prosiło się. niemal każdego dnia rozładowywaliśmy po parę kontenerów najróżniejszych towarów. Kilka razy w roku. a mamy robiły swoim dzieciom słodycze z 35 . przyjeżdżający z parafii. czego nie mogły pomieścić żadne pomieszczenia parafii zostawało w seminarium. brali niemal wszyscy. Zapewne nie chciano ujawniać skali zjawiska. szpitali czy szkół (dużą część darów stanowiły słodycze. piwnice. To. które w latach 80-tych przychodziły masowo do kurii biskupich. „odbijali sobie" przy tej okazji płacone czesne i . akolici . podobnym problemem były dary z zachodu. Niewielu ludzi w Polsce. a także z ofiar zbieranych przez nas w parafiach. w zależności od wielkości parafii. Niektórzy nawracali po kilka razy dziennie.

niestety często „po znajomości". płaszcze ze skóry. który trwał do świtu. Obok zużytych bubli można było spotkać rzeczy cenne i piękne np. wyznaczali takich tragarzy. Zamontowaliśmy to wszystko w jednym z pomieszczeń. videa. kasety.palonego na patelniach cukru . Mieliśmy swoje własne określenia na różne przeleżałe specjały. miał tego dnia wyjątkowo dobry humor. video i kilkanaście filmów. Oprócz żywności w kontenerach z darami były całe sterty odzieży. Klerycy pracujący przy rozładunku kontenerów otrzymywali zwykle jakieś „podziękowanie". zupełnie nowe futra. Po zjedzeniu kilkudziesięciu batonów. zupy i mleko w proszku . zanim trafiłem do swojego pokoju. których przychodziły całe kartony. podczas dyżuru pełnionego w seminarium. Żal było patrzeć na ciężarówki wypełnione zepsutym. że kiedyś w czasie wakacji. zapakowanej w oryginalne opakowania. kiedy posiadanie np. miałem mdłości i zwymiotowałem wszystko w ubikacji. Zdarzały się także magnetofony.stanowiły podstawę naszego wyżywienia. Kartony miały po ok. takie jak: mąka. często zupełnie nowej.obracanie się wokół tego całego bogactwa przyprawiało niejednego o zawrót głowy i popychało do uszczuplenia tego rogu 36 . ryż. Od nadmiaru luzu tej nocy wszystkim nam odbiło. cukier. masło. Nie wiadomo tylko gdzie podziewały się wielkie szynki i inne konserwy mięsne. Duża część żywności psuła się bezpowrotnie. Wywożono ją wieczorami do lasów i zakopywano. Podstawowe produkty spożywcze. W czasach wielkiego kryzysu zaopatrzenia i zamknięcia na zachód. trzydzieści kilogramów. kasza. Pamiętam. Większość z zachodnich produktów. choć dawno rządził już Bush itp. Dziekani najważniejsi klerycy na poszczególnych rocznikach.w magazynach naszego gmachu psuły się rarytasy. magnetowidu nobilitowało do „wyższej" sfery . była niestety nieświeża. który nadzorował rozładunek. długopisy. Kazał po wszystkim wziąć tyle. gdyż trzymano je zbyt długo. Każdy z nas (było nas 6-ciu) zabrał po jednym. Jeden z przełożonych. ile każdy z nas może udźwignąć. Każdy przyniósł swój zapas twixów i rozpoczął się maraton filmowy. o których wszyscy mogli tylko marzyć. rozładowałem z kolegami kontener twixów. deficytowym towarem. Ksiądz prefekt aby w pełni nas uszczęśliwić pożyczył nam wieczorem telewizor. a nawet krzesła i niewielkie szafki. żółty. zabawki. często w nieodpowiednich warunkach. np. Najczęściej był to karton batonów lub czekolad. które trafiały na nasze stoły. cuchnący już ser ochrzciliśmy „reganem".

Cała najbliższa rodzina cieszyła się na takie „zrzuty". całą zawartość kontenerów wrzucano .jak popadło" do sali gimnastycznej pod aulą. ale podobno były takie przypadki. Do takiego „eldorado" wchodzili najpierw profesorowie. Jednak takie niezdrowe współzawodnictwo nie budowało nas duchowo. Niemal każdy wychodził na chwiejących się nogach. ile tylko udźwignął. Każdy mógł wynieść tyle. Ja sam nie pozostawałem w tyle.byłego ojca duchownego. Normalne było. zrzuty. których ja zastałem w uczelni byli przez wszystkich bardzo lubiani. Największym powodzeniem cieszyły się transporty ze Szwajcarii i Włoch. i tak zwykle połowa zostawała na spalenie w kotłowni. Obdarowywałem nawet starych przyjaciół i byłe koleżanki. Zazwyczaj nad rozładunkiem czuwał tzw. To jak gdyby duchowny rektor całej uczelni. który przez kilka lat spowiadał wszystkich kleryków i znał każdy zakamarek ich duszy. Najbardziej oczekiwaną formą zaopatrzenia były tzw. 37 . a przy tym posiadał fenomenalną pamięć. a na pewno nie wychowywało do życia w ubóstwie. Ojciec duchowny to niezwykle ważna osoba. Kilka razy już wspomniałem o osobie ojca duchownego. Tak przynajmniej brzmiała oficjalna wersja. a magazyny były nie opróżnione. ktoś z rozładunku „wycyganił" od przełożonego jakieś cenne cacko. że przy „zrzutach" i innych formach rozdawnictwa darów .każdy chciał zabrać najwięcej i najlepsze. Kilku kleryków nakrytych na kradzieży w magazynie musiało obrać inną drogę życia. Być może po to aby zrobić czystkę w przepełnionym seminarium . pod tajemnicą równą niemal tajemnicy spowiedzi. Nigdy nie doświadczyłem osobiście zdrady ze strony ojczaszka. spowiednik. któremu można zwierzyć się ze wszystkiego. Trzeba było widzieć słynących z pobożności braci. Przede wszystkim zaś powiernik. Te fakty znam jednak jedynie z opowiadań starszych kolegów. którzy nawzajem wyrywali sobie co lepsze rzeczy. obładowany po czubek głowy. Ojcowie duchowni. Kiedy przyjechał większy transport odzieży i butów. W każdym seminarium powinno ich być co najmniej dwóch. Powszechną była zazdrość gdy np. później siostry zakonne. który zajmował się sprawami gospodarczymi i finansowymi w seminarium. zaufany przewodnik duchowy.obfitości. Czasami poziom towaru sięgał wysokości człowieka.biskup Zaręba mianował wicerektorem człowieka. ksiądz dyrektor (mój późniejszy proboszcz). Grali z nami w piłkę. Wszyscy natomiast wiedzieli o nadużyciach prorektora . a wielu doświadczyło tego na własnej skórze. Niedługo po jego nominacji posypało się wiele głów. następnie klerycy a na końcu seminaryjne sprzątaczki.

Na trzecim roku awansowałem na starszego higienistę i opiekuna łaźni. dysk jokeja nagrywającego konferencje oraz stanowisko higienisty .o mało mnie nie pobił. który roznosiłem po pokojach lub pastę do konserwacji podłogi.jednoroczne lub kilkuletnie. Byli zatem opiekunowie: dwóch kaplic. Moi poprzednicy nigdy z niego nie korzystali. klerycka samorządność. sali gimnastycznej. ale ja postanowiłem nie dawać za wygraną. Mój problem tkwił jednak w tym. Ich duchowość była naturalna i niekłamana. świetlicy itd. a był pod tym względem bardzo skrupulatny. Po pierwszym semestrze drugiego roku zacząłem swoją karierę w systemie oczyszczania seminarium.starszego i młodszego. jednak groźba oparcia sprawy o wicerek-tora zawsze skutkowała. Miałem prawo zarządzić powtórne sprzątanie w wypadku rażących uchybień. Szczerzy i otwarci. Nad sobą miałem samego prorektora. Funkcjonowały także stanowiska: ogrodnika. w rozdzielaniu narzędzi i środków czystości. tzw. Mój kolega-przełożony z 3-go roku układał ponadto cotygodniowe grafiki sprzątań dla mieszkańców poszczególnych pokojów i jak każdy funkcyjny odpowiadał za całość.bo to właśnie oni byli superiorami pokoików. a jeden z diakonów . kortów tenisowych. kolportera prasy. biblioteki i czytelni. palarni. szpitalika. Moja praca nie była nazbyt zajmująca.chodzili na basen. byli bardziej naszymi starszymi braćmi niż ojcami. Oprócz cotygodniowych dyżurów sprzątania łazienek i korytarzy . Ta kumulacja pracy i obowiązków trochę nadwerężyła wtedy moje siły i wolny czas. Dotyczyły one dozoru i opieki nad wszystkimi niemal sferami życia w uczelni. Początkowo byłem ignorowany albo obrzucany obelgami. W ten sposób nauczyłem porządku i 38 . a przy okazji mogłem zorganizować dla siebie i moich współmieszkańców więcej papieru toaletowego. Mnie przypadła w udziale właśnie ta ostatnia funkcja. Niektórzy z nich w ogóle nie przyjmowali do wiadomości moich uwag i zastrzeżeń. Najbardziej jednak przypłaciłem ten awans swoimi nerwami.in. W każdym seminarium sprawy związane z codziennym życiem i obowiązkami były w gestii samych kleryków. który osobiście sprawdzał stan czystości w całym gmachu. Do moich obowiązków należało wspomaganie starszego higienisty m. że za mojej kadencji wiele pod tym względem zmieniło się na lepsze. Na tym polegała tzw. jednoosobowe .były oficja stałe. iż ze sprzątania rozliczałem kolegów zazwyczaj starszych od siebie . Ja również starałem się jak najlepiej wykonywać powierzone sobie obowiązki i mogę z dumą powiedzieć.w odpowiedzi na nie .

że miło mnie połechtało uznanie z jego strony. Z pewnością większość z nas starała się przynajmniej ograniczać te 39 . Problemem tym było zachowanie czystości wstrzemięźliwości . Kiedy wieczorami przed zamknięciem gasiłem tam światło widziałem zawsze strugi spermy na ściankach kabin prysznicowych. śmiertelnym. który nie chciał pozbawiać swoje sługi daru ofiarowanego wszystkim ludziom? Czy winni są tu raczej ludzie. którzy pogodzili się z samogwałtem oraz żyjący w parach. przełożonych i profesorów (ci ostatni jednak w większości dochodzili tu tylko do pracy i wiedli zupełnie inny tryb życia). w czasie gdy sprawowałem swoją funkcję. w którym żyje „pod kluczem" zazwyczaj paruset młodych mężczyzn. w myśl doktryny Kościoła. praktyki seksualne pozamałżeńskie.przełożeni. onanizm i jakakolwiek inna forma rozładowania popędu seksualnego . Jak wiadomo. Problem był tylko ten. Te dwie grupy najczęściej „dogadzały" sobie w łaźni seminaryjnej. Bezs_y fakt. takie jak: stosunek płciowy. Nie zabiegałem przy tym o względy przełożonych. W tym wieku młodzi ludzie zazwyczaj zakładają rodziny i płodzą dzieci. nad którą czuwają saperzy . a także innych osób mieszkających z nami pod jednym dachem . Rzeczywiście. Na pewno „najłatwiej" mieli ci. aby nie wybuchła. Wiek ogromnej większości z nich mieści się w granicy 19-25 lat. a w powietrzu unosił się mdły zapach męskiego nasienia zmieszany z unoszącą się parą. ale przyznam. że taki tryb życia każdy z nas wybrał dobrowolnie. Dotyczył on wszystkich kleryków.jest grzechem ciężkim.sióstr zakonnych. Oczywiście faktem jest również to. podniecające pieszczoty. Przy końcu moich wspomnień dotyczących Seminarium Włocławskiego chciałbym poruszyć jeszcze jeden. Trwa więc jak bomba. seminarium lśniło czystością. Ten wielki żywioł nie ma praktycznie „ujścia" na zewnątrz. że każda diecezja posiada seminarium. Z drugiej strony trzeba pamiętać. wydumanych założeń i praw? W każdym razie w seminarium radziliśmy sobie z tym problemem na różne sposoby. którzy naginają prawa Boskie do swoich własnych. że zakazany owoc kusi podwójnie . tj.pokory niektórych moich starszych kolegów. chyba najbardziej delikatny problem. a więc w apogeum możliwości seksualnych i rozrodczych. zwłaszcza prorektora. iż wraz z powołaniem do służby Bożej naturalny popęd wcale nie chciał zanikać.seksualnej.dodaje całej sprawie jeszcze większego dramatyzmu. Czy winić tu należy samego Pana Boga. Tych ostatnich niewątpliwie dobijało ciągłe ukrywanie się ze swoimi uczuciami.

że jeśli nie damy się zwerbować. Faktem jest. który by ani razu nie upadł. w czasie wakacji.praktyki. a także takich. biegi itp. siatkówkę. Ja sam również miałem rozmowę z funkcjonariuszem służby bezpieczeństwa i poczułem smak jego agitacji.czy to siłą woli. ich zdaniem niestosownego. których werbowano spośród alumnów. a nawet obecność na wiejskiej zabawie. Z tych kleryckich teczek czerpano później dane tworząc tzw. którzy byli celowo kierowani na studia seminaryjne. Okazywało się to jednak na dłuższą metę niemożliwe. Tak też nie raz się zdarzało. Być może byli i tacy. ze swojego seksu i wytrwać przez lata w czystości. W czasie wakacji. Obawiano się zwłaszcza agentów wśród samych kleryków. Oczywiście w przypadku odmowy istniała realna groźba ujawnienia kleryckich grzechów władzom uczelni. spośród kleryków. Stąd też zapewniali nas. że służba bezpieczeństwa dysponowała w tym czasie teczkami na każdego biskupa. ale na pewno wielu próbowało. zgłaszali się z takim hakiem do delikwenta proponując pójście na współpracę. który otrzymywał stosowny donos. Ojcowie duchowni grzmieli na konferencjach. grę w tenisa. Nierzadko przypisywano im różne numery ciężkiego kalibru. profesorów seminarium.potrafili niejako złożyć ofiarę z siebie. Znane są udokumentowane przypadki działania takich agentów. wielu księży i kleryków. że najczęściej wyznawanym grzechem na kleryckich spowiedziach jest grzech samogwałtu. którzy . Podobną praktykę haków stosowano również w odniesieniu do księży diecezjalnych. Odmowa współpracy miała wówczas swój finał u biskupa ordynariusza. wspólne problemy. Były to obawy w pełni uzasadnione. zwłaszcza tych bardziej podejrzanych. Nasi przełożeni często ostrzegali nas przed Judaszami" . jakaś wpadka na spacerze. po pierwszym roku studiów.wilkami w kleryckiej skórze. Nasi przełożeni dobrze wiedzieli o pozyskiwaniu informatorów dla S.B. Podobno nie ma takiego. Agenci bezpieki śledzili po prostu kleryków. pewnego dnia do domu rodziców 40 . np. Kiedy wyśledzili już coś. np. to nawet ciężkie przewinienia ujawnione przez bezpiekę będą nam darowane.kulturystykę. Jednym z nich była ciągła obawa o inwigilację seminarium ze strony władz komunistycznych. Wielu (w tym również ja sam) próbowało przytłumić jakoś popęd natury przez ćwiczenia fizyczne . hak. wspomniany napis na drzwiach garażu rektora. czy też Przez wejście na wyżyny życia duchowego . Biskupi i nasi przełożeni mieli również inne. Często była to znajomość z dziewczyną.

formalność" . ale obawia się. Znaliśmy się od dziecka. będąc w rodzinnej parafii. regulaminu. Prawdą jednak było i to.że przeprowadził ze mną rozmowę. Był dla niego tzw. a później odmówiłem udzielania jakichkolwiek informacji i chciałem wracać do domu. Uroczyste. obłóczyny. czy chcę naprawdę zostać księdzem. ale nie miałem nigdy z tego powodu żadnych nieprzyjemności. że jest z milicji i chciałby ze mną porozmawiać. Na to on rozpoczął rozmowę na mój temat. jeszcze w podstawówce. a także to wszystko. „To dla moich przełożonych. nie uczył się. Zaprosił mnie na spacer do pobliskiego parku. Już na samym początku zaczął przechwalać się swoją znajomością środowiska seminaryjnego. Wysłuchałem więc cierpliwie milicjanta i oznajmiłem mu twardo. że życzy mi tego z całego serca. I to był właśnie jego hak. pierwsze założenie sutanny następuje na samym początku trzeciego roku i kończy tym samym dwuletni okres prób i 41 .nie pracował. Ja. swojego dawnego kolegę (tego. Interesowali go zwłaszcza moderatorzy i profesorowie . zwariowane eskapady. iż mogę nie dotrwać do końca studiów gdyż obracam się w złym towarzystwie. Już po kilku minutach zapytałem o sens rozmowy na takie tematy. wreszcie samych przełożonych i profesorów. dzięki Bogu. Było mi trochę żal tego milicjanta. że odwiedzam czasami. żebym podpisał mu chociaż jedno zdanie . uczę się i to nieźle. Pytał. Wszystko to było prawdą. Odpoczywałem w jego towarzystwie. niebieskim ptakiem . Bez wątpienia moim największym przeżyciem w Seminarium Włocławskim było przywdzianie szaty duchownej czyli tzw. Nieopatrznie podpisałem.przyszedł pan „po cywilnemu".czy nie szkalują władzy ludowej? itp.czy nie wzywają do postaw i zachowań antypaństwowych? . a na randce z dziewczyną nie byłem już parę lat. Powoli przechodził przy tym od informowania do zasięgania informacji. co niesie ze sobą zmiana wizerunku kandydata na księdza. z którym byłem na Mazurach i omal się nie utopiłem). Jacek wyraźnie nie podobał się mojemu rozmówcy. Chodziło mu o to. Mój rozmówca wydawał się nie być zaskoczony taką reakcją. który z tak żałosnym hakiem postanowił zwerbować agenta. Okazało się. To szumne określenie tłumaczyć może imponująca oprawa zewnętrzna samej uroczystości obłóczyn. Niektórzy nazywają nawet to wydarzenie pierwszymi święceniami. wspominając dawne. Prosił mnie tylko na wszystko.zapewniał. że ja miałem do chłopaka słabość. Razem jeździliśmy zawsze na ryby. miał opinię lekkoducha i podrywacza. Przedstawił się. że nie ma się czego obawiać.

Orszak rusza wreszcie w stronę katedry. Delegacje parafian. teoria poznania i in. wysoka mitra biskupa w otoczeniu dwóch diakonów. czarną sutannę. Wielka.. Student teologii powinien chodzić w szacie duchownej. Przechodzi przez główną nawę przy blasku fotograficznych fleszy i szumie kamer video.to wydatek grubo ponad tysiąca złotych. kantorzy. Każdy z nich trzyma przed sobą na wyciągniętych rękach specjalnie złożoną. Wreszcie formuje się przed gmachem dwurzędowy orszak jeszcze portugalczyków . oczekiwanie na najbliższych. Szukają wzrokiem. ale dla nich .przygotowań intelektualnych i duchowych. Dźwięk dzwonka oznajmia. czyli podstawa Wykształcenia każdego księdza. Na uroczystą Mszę Świętą z obłóczynami zjeżdżają do katedry rodziny i znajomi. Jest to również pewne uwieńczenie studiów z zakresu wiedzy filozoficznej. nie mniej wzruszonych rodziców i bliskich.poruszenie i bieganina w całym seminarium . zwłaszcza z południowych stron kraju. Zobowiązują się w nim do godnego noszenia szaty duchownej i obrony dobrego imienia Kościoła.mycie. że kończą się wykłady z dziedzin filozofii . Zmienia się radykalnie jego pozycja w środowisku kleryckim. Od rana . lektorzy. Niejedni rodzice wydali ostatnie zaskórniaki żeby ich syn mógł chodzić od dzisiaj w „nowej kreacji". a zaczyna się cała teologia (nauka o Bogu). Oni sami są podekscytowani i głęboko wzruszeni. zajmują często kilka autokarów. czyszczenie butów i garniturów. gdy zaraz potem ich synowie wypowiadają wspólnie tekst ślubowania. Przechodzą przez całą katedrę.dzisiejszych bohaterów jest przygotowane miejsce przy samym ołtarzu. a na końcu błyszczy złota. następny z krzyżem. gdzie pierwszy „występ" w sutannie przeżywany jest szczególnie głęboko. wbitych w ciemne garnitury. Następnie biskup kropi sutanny wodą święconą.całuje go wraz z diakonami. golenie. Materiał. że z zakrystii wyrusza procesyjnie sam biskup ordynariusz w otoczeniu asysty. Wszystko tego dnia jest podniosłe i uroczyste. Na początku kleryk z kadzielnicą. a zwłaszcza w rodzinnej parafii. ceremoniarze. metafizyka.wychuchanych. wypachnionych. a ich właściciele nakładają je na siebie przy pomocy starszych 42 . a gdy dochodzą do ołtarza . okadza i rozpoczyna uroczystą Mszę Świętą. Biskup po drodze błogosławi zgromadzony lud. akolici ze świecami. Wzruszają słowa w kazaniu pasterza diecezji i łzy matek. W praktyce wygląda to tak. która czyni go osobą duchowną. a zwłaszcza samo uszycie u specjalnego krawca . nowiutką.historia filozofii. oryginalne guziki z końskiego włosia. gotycka katedra jest tego dnia wypełniona po same brzegi.

który każdy przygotowuje we własnym zakresie.. Potrafi ona doskonale maskować nawet rażące wady figury czy postawy.. Czuje nagle wielkie zobowiązanie i odpowiedzialność. Ustawiają się długie kolejki członków rodziny. tym razem już dla nich. nie pobiegłby później do kaplicy i nie modlił się długo i żarliwie. zapadłą klatkę piersiową czy wydatny brzuszek.kolegów. Na pierwszym miejscu przy stole siedzi w nowej sutannie duma rodziny. Widzi w nim innego człowieka.. Msza kończy się podziękowaniem i kwiatami dla biskupa. Stasiu czy Wiesiu! Toż to „prawie ksiądz"! Kiedy będąc kilka miesięcy po obłóczynach zbierałem ofiary w małej wiejskiej parafii. W sutannie trzeba było nauczyć się chodzić. nie ma końca.jasne jest. np. Są również księża rodzinnych parafii. gdzie zbiera się ofiary na seminarium. że jest bardzo gorąco. Później zazwyczaj . W dobrze skrojonej sutannie wygląda się zawsze elegancko i dostojnie. że to już nie ten sam Józio. po przyjściu do pokoiku. Są i tacy.zwyczajny dwudziestoletni chłopak.bo dzisiaj jest jego dzień! A kiedy już wszyscy odjadą zostaje sam ze sobą. nadzieja Kościoła . Po kilku tygodniach nabiera się wprawy w zgrabnym podnoszeniu „kiecki" na nierównościach terenu. który tak jak ja. Dziękują rodzice i sami obłóczeni. Patrzy długo w lustro. Jest naznaczony i przeznaczony. na hak. a nawet dorosłych zastanawia się co też ksiądz ma pod sutanną? Odpowiedź jest prosta . no chyba. 43 . Tak właśnie ja sam czułem się w czasie i po obłóczynach. Wiele dzieci. którzy od razu tytułują „księdzem". Po kilku miesiącach człowiek przyzwyczaja się do nowego ciucha i poświęconą przez biskupa szatę duchowną rzuca się. Jest dumny podekscytowany. Po raz drugi obłóczyny przeżywa się w swojej własnej parafii. Część wiernych zwłaszcza w dużych środowiskach po raz pierwszy dowiaduje się. kolegów i znajomych. zazwyczaj miesiąc po uroczystości w katedrze. Jednak chyba dla wszystkich tych mniej i więcej wtajemniczonych .poczęstunek na słodko w seminarium. zwłaszcza po schodach. Przed katedrą życzeniom i kwiatom. leciwe parafianki „na wyścigi" chciały całować mnie po rękach. krzywe nogi. zmęczony ale szczęśliwy . zapłakana dziewczyna. że parafia ma kleryka. a czasami gdzieś z boku podchodzi .. przyjaciół. Ma to miejsce w Uroczystość Wszystkich Świętych na cmentarzu.prawie zawsze spodnie. Nie ma chyba kleryka. który „uczy się na księdza".

który mnie powołał. Wspólne modlitwy nigdy nie dawały mi takiej siły i otuchy.czy regulamin nie zrobił ze mnie robota. To. Każdy człowiek jest z natury trochę zarozumiały i egoistyczny. Tak też i my chodziliśmy przez jakiś czas po obłóczynach z nieco podniesionymi głowami. Nagle wszyscy zaczęli się ze mną bardziej liczyć.Trzeci rok studiów był moim ostatnim w Seminarium Włocławskim. trudach samego studiowania. Teraz wydaje mi się.rzeczywiście na jakiś czas odmienił życie każdego z nas. Jeśli ma ktoś w sobie choć trochę 44 . Dawniej mogłem trwać na modlitwie zatracając przy tym zupełnie poczucie czasu i przestrzeni.zaniedbałem modlitwę prywatną. dwulicowym systemie. nieco pewności siebie przydało się każdemu z nas. Żyjąc przez dwa i pół roku w środowisku takim jak seminarium duchowne . chciałby wybić się choć trochę ponad przeciętność. Faktem jest. a tym bardziej księdza. związany z nowym postrzeganiem i traktowaniem mnie przez wszystkich. Męczyły mnie ciągłe utarczki z kolegami o źle posprzątaną łazienkę. Z pewnością żaden z nas nie uważał się z tego powodu (chodzenia w sutannie) ważniejszy czy też lepszy od innych. kłopotach przystosowawczych w grupie. trzeba ciągle kontrolować się . trwał okres „miłego poruszenia" wokół mojej osoby. jak osobiste zwrócenie się w ciszy serca do Boga. ściśle określonych szablonach.w utartych. niezrealizowanym popędzie seksualnym. które traktowałem bardzo serio. w ciągłej walce o przetrwanie. zamknięciu na świat. Podobno nie ma kleryka. który nie przeżyłby chociaż raz w życiu kryzysu swojego powołania. które zacząłem odczuwać . doceniać. a treścią życia nie stała się rutyna. tylko i wyłącznie z nazwy i wysługi dwóch lat. a po południu nagle staliśmy się prawie księżmi (wizualnie niczym się od nich nie różniąc) . ale po dwóch latach „poniżenia" w seminarium. że jednego dnia rano byliśmy jeszcze klerykami. Czułem ścisłe zjednoczenie z Chrystusem. że mniej więcej w połowie trzeciego roku poczułem się nagle dziwnie zniechęcony i osłabiony. Przyczyn takich kryzysów wśród kleryków można upatrywać w bardzo wielu źródłach: młodym wieku. niedoglancowany korytarz itp. Na pewno miało to ścisły związek z moimi obowiązkami starszego higienisty. Wiele rzeczy po prostu mnie nużyło. podziwiać. W związku z nawałem obowiązków i pewnym wyczerpaniem nerwowym. czy też wreszcie w samym kryzysie wiary. Nie wiem co najbardziej dotknęło mnie. że to właśnie chwilowa utrata tej ścisłej z Nim więzi była początkiem kryzysu. Dotyczyło to oczywiście wszystkich moich kolegów z roku. o prawo głosu. Po otrzymaniu sutanny.

Nowa wiedza teologiczna. to prędzej czy później musi wejść w konflikt z prawem i schematami. Każdy z nas miał swoje wyznaczone miejsce w stołówce i kaplicy.postanowienia i zasady. Parę takich wpadek na koncie gwarantowało zmianę życiorysu. Kiedyś jeden z kolegów. a mniej w nim żyć. wymyślił na poczekaniu jakieś pytanie. że zabiera czas i nie uważa na lekcji. w lesie za Wisłą. „dyktowane" 45 . Widocznym tego przykładem było to. a jakiekolwiek pytania w trakcie wykładu były niemile widziane.indywidualności i instynktu samozachowawczego. Myślę jednak. aby opanować na chwilę drżenie prawej ręki. który zresztą później mnie zdradził. które go ograniczają. Niektórym jednak się udawało. zacząłem bardziej „urządzać się" w seminarium. a nigdy nie było wiadomo kto akurat jest chory i leży w szpitaliku. ale to była już gardłowa sprawa. Otóż część naszego ciała pedagogicznego traktowała wykład niczym 45-cio minutową dyktowkę kilkunastu stron maszynopisu. Co bardziej odważni i zmęczeni opuszczali posiłki. że było w tym więcej samoobrony organizmu niż cwaniactwa. Osłabła też moja silna dotąd wola. Nie miało sensu tłumaczenie o złym samopoczuciu czy zaspaniu. Paliłem zazwyczaj tylko na spacerach poza miastem. Tak stało się również ze mną. a ksiądz wicerektor miał wyjątkową pamięć wzrokową. to jednak podejście do wykładów niektórych profesorów irytowało mnie coraz bardziej. aczkolwiek wzbudziła moje zainteresowanie. ale tylko i wyłącznie. że nie sposób było nawet pomyśleć o czym się pisze. a nawet poranne modlitwy i Mszę Świętą. które w sposób oczywisty miało niewiele wspólnego z tematem. Zupełnie nieświadomie dla samego siebie. Zamienialiśmy się wtedy w maszyny do pisania. Został grubiańsko zrugany przez profesora za to. Dla przykładu ksiądz profesor Hanc na teologii dogmatycznej dyktował tak szybko.postępowała w ten sposób niemała część braci kleryckiej. wyjątkową absencję trzeba było zgłosić wcześniej. Chociaż obecność na wykładach (na równi z innymi zajęciami) była bezwzględnie obowiązkowa . Zachęcony ich powodzeniem. np. a co za tym idzie .. Potrafił wstać nagle z ławki w czasie rannego rozmyślania i iść prosto do pokoju „dekownika". Zwykle nadrabiało się wtedy w łóżku wczesne wstawanie. Ponieważ nasz kurs był dość liczny. że zacząłem popalać papierosy i to bez złożenia stosownej deklaracji u księdza rektora.. niektórzy z nas zaczęli opuszczać zbyt męczące wykłady. Ewentualną. Pióra dosłownie się grzały. ja również zacząłem odpuszczać sobie. Dobrałem sobie do towarzystwa innego kryptopalacza.

W przeddzień wyjazdu. że nie będzie to miła rozmowa. Kiedy wchodziłem wtedy na korytarz telefon zaczął dzwonić. Byłem zdenerwowany. że Ezechiel wie o moich nieobecnościach na wykładach (operował dokładnymi datami) i pogrzebie. po obiedzie . a potem poczerwieniał na tę . Mogłem być wezwany w jednej z tysiąca spraw. Odparłem. że chcę dalej iść drogą powołania i dalej 46 . Później poszło już bardzo szybko.wykłady.„bezczelną wypowiedź". To były wszystkie moje grzechy. że palę papierosy na spacerach. a poza zmęczeniem bywam czasem zdenerwowany dlatego zacząłem palić. Zdałem pozytywnie wszystkie egzaminy w sesji letniej i zacząłem pakować się do domu na wakacje. Powiedziałem również co myślę o niektórych wykładach i profesorach traktujących nas niepoważnie i lekceważąco.wyksztusiła i położyła słuchawkę. że owszem. z których miałem być wkrótce dokładnie rozliczony. że dobrze. ale jestem nieco zmęczony..ja właśnie do księdza. Otworzył mi sam Ezechiel (czasami otwierała pokojówka). W tym czasie opuściłem też pogrzeb wieloletniego proboszcza katedry. W taki oto sposób zacząłem wchodzić w konflikt z prawem. w którym uczestniczyło całe seminarium. do ojców duchownych lub któregoś z przełożonych. że nie mam powołania i do jutra muszę postanowić o swojej dalszej przyszłości. Jakaś przedziwna intuicja kazała mi podbiec do aparatu i wypowiedzieć rutynowe: „kleryk X Y. stylowym biurkiem i kazał mi usiąść naprzeciw siebie. Zapytał jak się czuję w seminarium. Ksiądz rektor najpierw zbladł. czy to wszystko ma przypisać mojemu zmęczeniu. Na każdym piętrze pośrodku korytarza był wewnętrzny aparat telefoniczny. Wolałem pożyczyć od kolegi skrypt. że dzwoni do mnie.zdobyłem się na odwagę powiedzieć parę słów prawdy samemu Ezechielowi.. Odpowiedziałem.jako jeden z pierwszych wszedłem na korytarz gdzie miałem swój pokój. ale coś mi mówiło. Z bijącym sercem zapukałem do rektorskich drzwi. Wiedziałem. a ja wiedziałem. z którego można było zadzwonić „na furtę". ale też zadowolony . nie uważałem za konieczne informować o tym przełożonych. Ponieważ palę bardzo mało i to poza seminarium. Okazało się. Tak też minął mi drugi semestr trzeciego roku w seminarium. Oświadczył zdecydowanie. Wyszedłem od niego z tysiącem myśli w głowie. Spytał. Siostra. Zasiadł za wielkim. niż nabawić się nerwicy i odcisków na palcach od ściskania pióra. odbić go na ksero przed egzaminem. ma się ksiądz zaraz stawić u rektora". którym był regulamin.jego zdaniem . słucham". Wiedział również. która dzwoniła z furty była wyraźnie zbita z tropu .

przenosząc się na własną prośbę.studiować w seminarium. Ja jednak byłem już zdecydowany. Z tą nową myślą odebrałem swoje dokumenty. Musiałem koniecznie dowiedzieć się czy i on uważa. Na zdrowy rozum nie powinienem być usunięty. że „nie mam powołania" .zapytał znudzonym głosem.„. że nie było to wykluczone. Nie wiedziałem co sądzić o oświadczeniu rektora. miałem zawsze nienaganną opinię z parafii i przykładnie spełniałem swoje obowiązki higienisty . Nie chciałem zamykać sobie drogi do kapłaństwa. bo nie było po temu dostatecznych powodów. Postanowiłem za wszelką cenę się bronić.myśleliśmy zresztą najwyżej o rocznym urlopie dla ciebie". Poszedłem do prorektora. W tamtejszym seminarium miałem kolegę.. „Proszę o moje papiery" . To że dobrze się uczyłem. dla których własny brzuch był ważniejszy od losu drugiego człowieka. Miałem już dość tych samolubnych ludzi. Było to niedopuszczalne! . iż wie wszystko o moich przewinieniach. nie odchodzić! Moje cele pozostawały niezmienne. ale szybko 47 ..zdziwił się prorektor. Stwierdzenie rektora.usłyszałem własne słowa. Na moje pytanie . Okazało się.mogło nie mieć żadnego znaczenia. ale już w innym środowisku. Przyszło mi do głowy chyba jedyne słuszne rozwiązanie. Zapytał również o sprzątanie przed wakacjami. że nawet mnie lubi. Następnie zaczął użalać się nad swoimi problemami z trawieniem (był chyba grubszy niż wyższy). Przed wyjazdem chciałem jednak spotkać się jeszcze z ojcem duchownym. ojcowie duchowni i moderatorzy nie mogli wymieniać między sobą informacji na temat kleryków. ale na pewno zostać. że nie mam powołania. Był zdziwiony moją wizytą . ROZDZIAŁ III Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi Kiedy przyjechałem do domu z papierami. który znalazł się tam w podobny sposób. jak włocławskie. Znał mnie i moje wnętrze. rodzice nie byli zachwyceni. „Masz czas do jutra" . jak nikt inny. Ojciec jednak wiedział o wszystkim. Może nie akurat w takim . Miałem z nim wiele kontaktów każdego dnia i sądziłem. ale doświadczenie uczyło. który był zarazem moim spowiednikiem.czy mam powołanie . Pomyślałem o Łodzi.odpowiedział zdecydowanie: „TAK". Postanowiłem dalej iść drogą powołania.wróżyło najgorsze.zgodnie z prawem. życząc wicerektorowi „dużo zdrowia".„czy ksiądz rektor nie powiedział ci wszystkiego"? .

że nie będzie większych problemów z przyjęciem mnie do Łódzkiego Seminarium. Środowisko niemal milionowej Łodzi . że rok przerwy dobrze mi zrobi.wyraźnie oddziaływuje na seminarium i cały Kościół Łódzki. spadochroniarzy. toteż gdy pojawiła się możliwość wyjazdu do Niemiec. klasyczne zagranie „pod włos". Do niedawna jeszcze podtrzymywałem przyjacielskie kontakty z kilkoma księżmi pracującymi na stałe za zachodnią granicą. Moja nowa uczelnia. Mieszkała tam rodzina kolegi z seminarium. Miałem zapewnienie z Włocławka. Ma ona dwukrotnie więcej wiernych niż włocławska. które dotąd wiodłem.miasta uniwersyteckiego o tradycjach robotniczych . Zaproponowano mi dach nad głową i możliwość pracy.jego zdaniem . nie wahałem się ani chwili. że niedługo zamknie się za mną kolejna seminaryjna furta. Postanowiłem działać natychmiast. który już zaliczyłem.spotkałem się z odmową co do przyjęcia mnie po wakacjach na czwarty rok (jak liczyłem). Miałem przed sobą rok zawieszenia w próżni . Niestety. Biorąc to wszystko pod uwagę byłem niemal pewien swego. w których brakowało księży. Formalnie rzecz biorąc.in. Takie przeniesienia z różnych powodów zdarzały się dość często. Nie będę się rozwodził nad moimi losami w Niemczech. m. Ze względów finansowych nie chciałem być ciężarem dla rodziców. Byłem tam kilka miesięcy i nie żałuję tego. że moja opinia będzie „względnie dobra". który był jednocześnie rektorem Łódzkiego Seminarium . Biskup zdecydował. Wróciłem wczesnym latem i żyłem do września na łonie rodziny i parafii. chętnie przyjmowały tzw.bez żadnych planów i możliwości. a poza tym . jak się później okazało. Zarobiłem na dalsze studia i poznałem trochę inne życie od tego. jednak liczba rodzimych kleryków i kapłanów jest w niej kilkukrotnie niższa.powinienem powtarzać trzeci rok studiów. Sądziłem. Było to. ale skąd ja znałem to podejście Jak ma powołanie. Seminarium Łódzkie różni się pod wieloma względami od włocławskiego.przekonałem ich do moich planów dotyczących Łodzi. w celach zarobkowych. Niektórzy z nich zostawali potem nawet biskupami Do takich diecezji o zwiększonym zapotrzebowaniu należała także diecezja łódzka. iż nie miałem racji. Diecezje. okazało się. nie powinienem powtarzać roku. wraz z katedrą i 48 . Byłem szczęśliwy i zdecydowany ponieść każdą ofiarę na drodze do kapłaństwa. To dziwne jak bardzo cieszyłem się. to się zgodzi na wszystko i wszystko przetrzyma". Oczywiście zgodziłem się. Kiedy następnego dnia pojechałem do biskupa Adama Lepy.

Oczywiście czas je zweryfikował. Piotrkowskiej. Śmiech wydawał się bardziej szczery. co chodziło za mną od chwili przekroczenia progu tego gmachu. składało się z dwóch kompleksów budynków . Wspólny posiłek. Zostałem przyjęty na czwarty rok. dr Ireneusz Pękalski (obecnie rektor) i prefekt studiów ks. usytuowana była w samym centrum Łodzi. Cały gmach wydawał się być bardziej widny i przestronny. Kiedy wieczorem leżałem w swoim nowym łóżku olśniło mnie to. To nie był prowincjonalny Włocławek z kilkoma uliczkami w centrum. że czegoś mi tam brakowało. udawania i dystansu. profesorami a studentami.starych i nowych. a skończywszy na ogólnym poziomie intelektualnym i duchowym przełożonych. Wszystko tu było takie normalne. z osobnymi łazienkami i prysznicami. Tutaj czuło się powiew świata.począwszy od wyżywienia i warunków mieszkaniowych. a może to po prostu mniejsza liczba alumnów (150-ciu) zajmowała mniej miejsca niż we Włocławku. na górze. jakże inny od moich oczekiwań. coś mi nie pasowało. iż Seminarium Łódzkie było wspaniałym miejscem gdzie urzeczywistniało się w praktyce wiele ideałów: wspólnoty. że byłem w seminarium duchownym. że nie czuło się tej specyficznej atmosfery z Włocławka . Najprościej można by powiedzieć. Już od pierwszych godzin mojego pobytu w nowym środowisku wiedziałem. że prawie wszystko było tu lepsze w porównaniu z Włocławkiem . rozmowy nie męczyły niedomówieniami. Seminarium. miłości chrześcijańskiej i braterstwa. W nowej kondygnacji. przełożeni. W każdym razie. a tym czasem po pierwszym dniu prawie nie czułem.tak minął pierwszy dzień. a zarazem wielkie wyzwanie dla Kościoła i jego kapłanów. było nas dwudziestu czterech. dr Andrzej Perzyński (obecnie prorektor) byli wspaniałymi pedagogami i ludźmi o wielkich sercach. a ludzie tacy naturalni. wieczorne modlitwy . a zwłaszcza prorektor ks. Takie było moje pierwsze wrażenie. ale czuło się też chwilami ducha prawdziwego braterstwa. spotkanie na sali kursowej. a wraz ze mną przybył jeszcze jeden kleryk z Katowic. Zawsze będę uważał. podobnie jak włocławskie. Tutaj wszyscy żyli na względnym luzie. ale tylko po części. Pokoiki były tam przytulne. nie było tu takich przepaści i antagonizmów pomiędzy starszymi a młodszymi. profesorów i samych kleryków. przy ul. mieszkała część kleryków. Przychodząc do Łodzi nastawiony byłem na realia włocławskie.pełnej nieufności. Było to seminarium małych wspólnot i jeszcze mniejszych „paczek".pałacem biskupim. Nawet z biskupem każdy mógł 49 .

jak to było na porządku dziennym we Włocławku. Byłem tym. np. Opola i Katowic. że nikt z przełożonych nie robił obchodów po pokoikach. Niemal połowa składu osobowego naszej uczelni rekrutowała się spośród alumnów pochodzących z Przemyśla. W Łodzi nie zdarzało się nigdy żeby przełożony czy profesor zrugał studenta. zwłaszcza na początku.na własną prośbę (tak jak ja) lub byli tutaj od pierwszego roku. a profesorowie . którzy przeginali i to ostro. którzy mają swoją godność. poziom nauczania w Łodzi był wyższy w porównaniu np. Usuwano najczęściej za oblanie kilku egzaminów. niemal notorycznie nie chodzić na modlitwy. W tamtejszych seminariach działo się podobno jeszcze gorzej niż we Włocławku. kradzież i na ogół wszyscy zgadzaliśmy się wtedy z decyzją przełożonych.szczególnie z południa Polski. Z pewnością mieli tu większy szacunek dla kleryków. autentycznie zgorszony. Właśnie oni najbardziej skwapliwie korzystali ze swobody panującej w Łódzkiej Uczelni. Ogólnie rzecz biorąc . Absolwenci łódzkich szkół średnich mieli do wyboru kilkanaście kierunków na wielu wyższych uczelniach. Ta zbieranina młodych ludzi odnalazła w Łodzi swoją „ziemię obiecaną". Każdego roku uczelnię zasilał „desant" kilkunastu spadochroniarzy. Oczywiście byli i tacy. Ci więc nieliczni. którzy przenieśli się dobrowolnie . Nie mogłem zrozumieć. a Święta spędzało się w domu rodzinnym. a przynajmniej traktowano ich jak normalnych ludzi. ale atmosfera o wiele zdrowsza. Ta swoboda polegała również na tym.większa część rezygnowała dobrowolnie aniżeli była usuwana. Seminarium Łódzkie niczym szczególnym się nie wyróżniało.bardziej utytułowani. Na pierwszy rzut oka.tu pogadać. przeważnie wiedzieli czego chcieli i mieli autentyczne powołania. wyzwał go albo kazał sobie umyć samochód tak. wyrzucani za często śmieszne przewinienia z macierzystych seminariów . którzy zdecydowali się „pójść na księdza". Jednak większość kleryckiej społeczności stanowili napływowi „spadochroniarze". Tarnowa. Oczywiście takie przypadki zdarzały się. Byli oczywiście i tacy. a żeby wylecieć z powodów moralnych trzeba się było nieźle „zasłużyć". 50 . Wielka aglomeracja stwarza większe szansę startu życiowego. Sandomierza. np. jak można było np. z Włocławkiem. można było wychodzić pojedynczo do miasta i zginąć w nim dokładnie. ale były to już sprawy bardzo drastyczne. Wiązało się to niewątpliwie z ciągłym niedoborem kapłanów w Diecezji Łódzkiej. spotykając go na korytarzu. Regulamin był tu niemal identyczny jak wszędzie. Jak przystało na miasto uniwersyteckie.

uczyć się i żyć. Był on bez wątpienia niezwykłą osobowością genialny umysł (m. Miałem pod sobą dwóch młodszych kolegów z 1-go roku. nawet w takim miejscu 51 . Wkrótce Jarek zrezygnował sam lub z pomocą przełożonych (tego nigdy do końca nie było wiadomo). którzy choć trochę go poznali. W Seminarium Łódzkim odnalazłem swoje miejsce na ziemi.wracać ze spaceru następnego dnia albo pić w pokoju alkohol. kilka opanowanych biegle języków) i wszechstronna wiedza. Nie sądzę. wykorzystywał swoje szerokie znajomości i koneksje. W drugim semestrze sam zostałem superiorem. Często wychodziliśmy wspólnie do kina czy teatru. Każdego dnia dziękowałem Bogu.A.S.). Poczucie spokoju i stabilizacji o wiele bardziej odpowiadało charakterowi tego miejsca. Uczelnia gwarantowała wszechstronny rozwój. w starym skrzydle. Na ogół jednak. a przede wszystkim polityków prawicy szlifujących nam światopoglądy. Żyliśmy zgodnie i wesoło.samym alumnom. to brak atmosfery nerwowości i ciągłego niepokoju. żeby mój ziomek padł ofiarą jakiegoś donosiciela (nie czuło się tutaj ich obecności). Nasz superior Darek odszedł po roku. z których jeden . Po jakimś czasie jednak zaczęła mnie martwić postawa Jarka. atlasu do ćwiczeń itp. Podobno poznał jakąś kelnerkę. do regulaminu było tu podejście bardziej zdrowe i naturalne . tak dobrze znanej mi z Włocławka. kursów komputerowych.tak ze strony kleryków. wielka kultura osobista i prawność charakteru . Jednym z nich był Stasiu Kmiotek. że mnie tam sprowadził. Moim superiorem był mój rówieśnik z roku. To co mnie urzekło już na początku mojego pobytu. Zapraszał do nas ludzi kultury i sztuki. Mieszkało tam jeszcze dwóch braci z kursu trzeciego. jak i przełożonych. kontaktując się tylko ze Stanami. Ksiądz biskup Lepa. a przede wszystkim . Mogliśmy korzystać z bogato wyposażonej biblioteki.rzadko spotykana. czteroosobowym pokoju. W takiej atmosferze łatwiej było pracować nad swoją duchowością. Na początku zamieszkałem w dużym.Jarek pochodził tak jak ja z Włocławka i po roku przerwy przeniósł się do Łodzi. który coraz częściej opuszczał poranne modlitwy i spóźniał się notorycznie ze spacerów. który zajmował się w episkopacie środkami masowego przekazu. co wywołało trochę zamieszania. Zrobili to w tajemnicy przed naszymi przełożonymi i biskupem. Po jakimś czasie okazało się. iż wraz z dwoma innymi kolegami przeniósł się do polskiego seminarium w Ocherlake (U.in. który zafascynował mnie i wszystkich. czytelni.

Stasiu stanowił żywe zaprzeczenie teorii. było tego coś około 100 DM. Wizyta miała dojść do skutku podczas najbliższych wakacji. Przykład Stasia był jednym z wielu klasycznych przykładów niszczenia najbardziej wartościowych jedno-stek przez samą wspólnotę. którymi wcześniej wprost emanował W rozmowie ze mną. iż niektórzy jej członkowie mogli być równie dobrze członkami gangu czy mafii. jak ktoś mógł zrobić coś podobnego i to w takim miejscu Nie myślał przy tym o swojej stracie. który to zrobił. wiejskiej rodziny była to niemal fortuna. ze on po prostu nie rozumie. że po 4-tym roku studiów zrezygnował mój przyjaciel Tomek. Faktem było. a chwilowe zaniedbania w tej dziedzinie nadrabiali pospolitym złodziejstwem. co kompletnie zdruzgotało naszego Stasia. Dla chłopca.jak seminarium. Chłopak przypadł do gustu Hiszpanowi. Pokoje na długich korytarzach były zazwyczaj otwarte. W ciągu trzech lat pobytu w Łodzi spotkałem kilku byłych kolegów z Włocławka. Od jednego z nich dowiedziałem się o tym. Stasiu był szczęśliwy jak nigdy dotąd i swoim zwyczajem zaczął dzielić się swoim szczęściem z innymi. ale nikt nie potrafił zwrócić mu utraconej wiary w drugiego człowieka i podkopanych ideałów. Zebraliśmy większą część pieniędzy które stracił. Kwota ta była ponadto rozwiązaniem jego największego wówczas problemu . który przyjechał do Łodzi. Tak się szczęśliwie złożyło. przez pół roku nasz pokoikowy geniusz opanował język hiszpański. iż zapoznał się wkrótce z hiszpańskim księdzem. że ktoś go bezczelnie okradł. Kiedy nadeszły wakacje pojechałem do nich w odwiedziny. Jednak wcześniej zdarzyło się coś. a Stasiu był jego tłumaczem podczas spotkania z biskupem Ziółkiem. Potwór. Skutek tego był taki. że fascynuje go ten kraj i bardzo chciałby tam kiedyś pojechać. Ożenił się ze wspaniałą dziewczyną i wspólnie zamieszkali we Włocławku. ale złodziej mógł się łatwo zadekować i buszować po wyludnionych mieszkaniach. a w konsekwencji doprowadziło do jego rychłego odejścia z seminarium. Ktoś z bliskiej rodziny obdarował go większą kwotą pieniędzy. W czasie gdy mieszkaliśmy razem tj. iż nie ma ludzi doskonałych. Nie krył. ubolewał tylko nad sumieniem tego.nie żal nam było kolegi. Podobne wypadki zdarzały się i niestety wcale nie należały do rzadkości. a przy tym cechowała go autentyczna skromność.sfinansowania wyprawy do wyśnionej Hiszpanii. Byli bardzo 52 . który pochodził z biednej. Na posiłki i modlitwy chodzili zazwyczaj wszyscy. z niezwykłą szczerością wyznał. który po niedługim czasie zaprosił go do swojej parafii.

a szklanki po porannej kawie gdzieś zniknęły. a ten stał już przygotowany na stole . Moje przypuszczenia zamieniły się w pewność. na luzie rozmawiać z piękną dziewczyną. Mój jasno wyznaczony cel .przewyższał wszystko inne. Może byłem przy tym niezbyt pokorny.całe swoje życie. Potrafiłem spokojnie.jakby coś lub kogoś ukrywał. W pełni kontrolowałem sytuację.„trudno jest być 53 .nie wytrzymałem i wyraziłem naturalne w takiej sytuacji zdziwienie. odbywały się w pięknej wsi Nagórzyce. a później powiedział wzruszony. cokolwiek by to nie było. Proboszcz parafii był bardzo miły. co jakiś czas wyjeżdżaliśmy po wsparcie finansowe do parafii. Tak robili wszyscy klerycy. leżącą najbliżej mojej rodzinnej . Zauważyłem. Niestety Tomek który pochodził ze wsi. Kiedy jednak przyszliśmy na obiad. że obiad jest już ugotowany. gdy przyszliśmy z Kościoła okazało się. Nie mogli pogodzić się z decyzją syna. zjadł w milczeniu obiad. Będąc kolejny raz w tej samej parafii znowu usłyszałem.przy wejściu więc nie mogłem tego sprawdzić. tutaj mogliśmy sami prosić o odpowiadające nam parafie.kapłaństwo . Proboszcz twierdził. że oddał Kościołowi wszystko . Podobnie jak we Włocławku. które spełniają się jedna po drugiej. już na wstępie. Byłem tam wspólnie z innym klerykiem z 2-go roku. Żona Tomka urzekła mnie mądrością życiową i wróżbami na mój temat. Takich wyjazdów w teren było kijka w ciągu roku. zresztą wcale mnie to nie obchodziło. Kolonie przeznaczone dla dzieci z najbiedniejszych i patologicznych domów. ale .aby po ostatniej Mszy móc pojechać do domu. ale często powtarzałem słowa św. Z satysfakcją stwierdziłem jednak że nie zdziczałem w seminarium. ale wyczuwałem w nim coś. W związku z tym kilka razy z rzędu odwiedziłem małą. Mnie wpuszczał tylko do jednego pokoju . że mieszka zupełnie sam na plebanii. Część moich pierwszych „łódzkich wakacji spędziłem na koloniach organizowanych przez Caritas. „stracił" (oby nie na zawsze) rodziców. Franciszka: „Do wyższych celów jestem stworzony". Wychowawczyniami poszczególnych grup dziecięcych były studentki. co go gdzieś od wewnątrz gryzło. wiejską placówkę. W odróżnieniu jednak od Włocławka. że jesteśmy sami. Szczególnie dwie z nich przyprawiły mnie i mojego kolegę o szybsze bicie serca. nad Zalewem Sulejowskim. Proboszcz poczerwieniał. gdy przyszliśmy z „sumy" na obiad. iż zachowuje się nerwowo i dziwnie .zakochani i szczęśliwi. Po co jednak składał pierwszy taką deklarację skoro prawda musiała wyjść na jaw? Otóż. Nie miałem przy tym sprośnych myśli ani spoconych rąk.

Franciszka w Łodzi. Według późniejszych relacji jej spowiednika . Najbardziej przykrą była historia. a odbiła szerokim echem w całej diecezji.rozdzielanie Ciała Chrystusa! Jakże byłem szczęśliwy i wzruszony. Pytam się .do jakiego wieku może jeszcze bawić człowieka zabawa w chowanego? Na piątym roku otrzymałem z rąk biskupa posługę akolitatu. że ta „niewidzialna ręka" od razu się nie pokazała. Podobne bolesne wydarzenia zdarzały się co jakiś czas. a właściwie tam miała swój finał. gdy po raz pierwszy udzielałem Komunii swoim rodzicom! Rozpocząłem również równolegle studia na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Mieliśmy w tym czasie kilka „afer". Nie męczyłbym wówczas tego poczciwego człowieka. Sprawa jak zwykle nie ujrzała światła dziennego . Już w liceum z pasją podnosiłem ciężary.napastował seksualnie młodego ministranta. ale zawsze budziły w nas niezrozumienie i trwogę. usunięto dyscyplinarnie. którzy w sutannach szmuglowali przez granicę kradzione samochody dla jednej z grup przestępczych.. Druga afera rozegrała się w samym seminarium. która musiała ukrywać się przed całym światem i biedny mężczyzna. który ją ukrywał. Otóż na jednym ze wschodnich przejść granicznych przechwycono kradziony samochód. pogłębiania duchowości oraz.w. Stary świntuch dość poważnie nadwyrężył odbytnicę chłopca. Zdarzenie to doprowadziło do zdemaskowania grupy kilku alumnów naszej uczelni. Dotarła do nas również wieść o powieszeniu się zakonnicy w Parafii p.. Swoją drogą. ćwiczeniach ciała.człowiekowi samemu" . tworzących w seminarium jedną z zamkniętych „paczek". a tu miałem pod bokiem nowy atlas. Czas piątego roku wspominam jako doskonałą harmonię pracy intelektualnej. Żałowałem. bardzo dobrej marki . Fakty te skrzętnie tuszowano i ukrywano .załatwiając sprawę (jak w przypadku tomaszowskim) większą sumą pieniędzy za milczenie. Ciągłe pokusy i grzeszne myśli zamieniły jej życie w koszmar.przeprowadzany przez jednego Ł naszych braci kleryków. Św.„dla dobra 54 .spuentował. Mafiosów. To jedna z najwspanialszych funkcji kapłańskich . Tamtejszy proboszcz Ryszard Falski .siostra miała duży temperatent seksualny. która wydarzyła się w Tomaszowie. pomieszały zmysły i pchnęły do samobójczej śmierci. korzystając z jej filii łódzkiej. z którym nie mogła sobie poradzić. Kościół przez setki lat opanował do perfekcji sztukę kamuflażu. biedna to była kobieta.

Ogromny nowy 55 . na czele z papieżem. a nawet podstawowych). Jestem jednak przekonany. Biblia. zwykle za sprawą „kolegi"-księdza. Królowej Polski w Tomaszowie. Znamienne. tj. tzn.B. Dla niektórych z nas takie i podobne przypadki były zdecydowanie gorszące. do momentu wyjścia z seminarium. potępiają księży zawierających związki małżeńskie. nieliczni do końca.na wszystkie możliwe sposoby. dane przez Boga. prawo każdego człowieka do posiadania rodziny. związków i romansów z zakonnicami. W Diecezji Łódzkiej organizowaniem święceń diakonatu wyróżnia się co roku inną parafię. do uszu biskupa . a czasem zachęcające było to. a nie czystość). Nasza uroczystość wypadła w Pabianicach. parafialnych podwórek. tacy jak on nie łamią żadnego ze ślubów (celibat = bezżenność. konkretne przykłady łamania przez księży celibatu.życia w konkubinacie. Nadeszły kolejne wakacje dla mnie pod znakiem pieszej pielgrzymki do Częstochowy i kolejnych kolonii Caritasu. rozbijania małżeństw. nakłaniania do współżycia kobiet i mężczyzn podczas spowiedzi (korzystając z jej tajemnicy) itd. skoro innym się udaje". doskonale wiedzieliśmy o tym. Słyszeliśmy i znaliśmy z naszych własnych. nawet to nie zawsze wchodziło w grę. W przypadku proboszczów. wiedząc o rozmiarach zjawiska zdają sobie sprawę. Kto nie wierzy może sprawdzić w Parafii M. Jednocześnie ci sami biskupii. Jeśli już wyskok stał się głośny i doszedł. Biskupi. uwodzenia nieletnich (często są to uczniowie i uczennice szkół średnich. szczerze w nie powątpiewali. co się działo w terenie. a to jest ostatnia rzecz. że jakiekolwiek reakcje z ich strony byłyby walką z wiatrakami i odsłoniłyby ogromny problem (także ludziom świeckim). Zaiste. w stylu . iż hierarchowie Kościoła bardzo pobłażliwie podchodzili do nadużyć kleru. Będąc w seminarium. ja i moi koledzy.Kościoła". a raczej czystości . czcigodnego proboszcza sprawuje stary pedofil vel ks.w najgorszym wypadku delikwenta przenoszono na inną placówkę. której chce Kościół. wielokrotnie podkreśla naturalne. która w żadnym miejscu nie mówi o bezżenności kapłanów (wręcz przeciwnie). prałat Ryszard Falski. na które czekałem od lat Święcenia diakonatu. gdzie do dzisiaj urząd przewielebnego. Po wakacjach wydarzenie.Jakoś to będzie" albo „na szczęście można będzie pokombinować. związanych z pogwałceniem szóstego przykazania. że wielu przyjmowało takie wieści z cichą nadzieją.

Biskup po raz pierwszy nałożył na mnie ręce. posłuszeństwo bikupowi ordynariuszowi oraz odmawianie brewiarza. opiekuna kaplicy. Wiedzieliśmy. Święceń udzielał nam rektor . Oprawa uroczystości była. wobec którego ślubowałem celibat .bezżenność. Ja i moi koledzy byliśmy wprost zauroczeni nowymi obowiązkami i możliwościami. że ma dziewczynę i czeka tylko na obronę pracy. Prowadził je.ksiądz diakon mógł prowadzić nabożeństwa oprócz Mszy Świętej. Nie wiem jak moi koledzy z roku. ale ja ślubując celibat uczyniłem to w jakimś sensie w sposób nie do końca świadomy (a więc zgodnie z nauką Kościoła . Żyjąc od 19-tego roku życia w zamkniętym środowisku i obracając się niemal wyłącznie w kręgu spraw związanych z Kościołem . A ile było emocji przy pierwszym ślubie! Jeden z naszych kolegów nie przyjął święceń. podając w uzasadnieniu moją rzekomą 56 . Po święceniach diakonatu . wspaniały człowiek .nieważny). Ja natomiast po raz pierwszy zostałem poświęcony Bogu. O ile funkcja dziekana ogólnego miała charakter reprezentacyjny i sprowadzała się zazwyczaj do odczytania kilku zdań „w imieniu kleryków".ks. Adam Lepa.pustelni pod Częstochową. to dwa pozostałe stanowiska łączyły się z konkretną pracą.tak samo ufne i nieświadome jak moje. Dumnie paradowaliśmy po seminaryjnym ogrodzie z brewiarzem w rękach .nie miałem okazji doszukiwać się u siebie pragnień związanych z małżeństwem czy założeniem rodziny.jak poważni duszpasterze. tak jak Jezus na apostołów. Św. Na tych samych wyborach. Kolbego pomieścił wszystkich zaproszonych gości. Moja bliska rodzina stawiła się w komplecie. W czasie wyborów kilku kleryków zgłosiło moją kandydaturę na dziekana ogólnego gospodarczego. Patrząc po latach na zdjęcia z uroczystości w Pabianicach widzę twarze i oczy moich braci . a także asystować przy pogrzebach i ślubach.ojciec Winfrid ze Zgromadzenia Krwi Chrystusa.w.Kościół p. obowiązkami i odpowiedzialnością. które chyba każdy z nas będzie długo wspominał. które odbywały się przed wakacjami. Tydzień wcześniej przeżyliśmy wspólnie rekolekcje. aby z tytułem magistra odejść w inne życie. Funkcję tę dzierżył diakon wybrany w tajnych wyborach przez wszystkich kleryków i zatwierdzony przez przełożonych. M. Wspomniałem już wcześniej o stanowisku dziekana ogólnego. (kandydaci byli wtedy na 5-tym roku) wybierano również dziekana ogólnego gospodarczego i sacelana tj. bp.kapłan . jak zwykle imponująca. w klasztorze .

Pod nieobecność lub w przypadku niedyspozycji dziekana ogólnego.ksiądz dr. liczenia i układania pieniędzy po zbiórkach itp. Tematem mojej pracy był katechumenat . . zdolności organizacyjne i umiłowanie czystości. Moja funkcja dziekana gospodarczego łączyła się też z przywilejem. W Łodzi na szczęście nie było już problemów z darami. Naprzeciwko naszego pokoju było mieszkanie byłego wieloletniego rektora seminarium. Ksiądz rektor miewał okropne bóle o różnych porach dnia i nocy i często korzystał z dzwonka.miały one rozmaity charakter i były na porządku dziennym.in. przygotowująca kandydatów do przyjęcia chrztu. sporo zajęć przez ostatni rok studiów. kursowy dziekan gospodarczy. który u nas kończył się elektrycznym dzwonkiem. który od kilku lat leżał sparaliżowany w łóżku.wspaniały człowiek i kapłan z wielkim poczuciem humoru. Przy ich ogromnej pomocy wybudowano także nowy gmach uczelni. Na każdym roku był tzw.operatywność. otóż wspólnie z sacelanem mieszkaliśmy w dość dużym pokoju na uboczu. 57 . np. Mieliśmy swoją łazienkę z prysznicem i wc. który był najbardziej wyczerpujący. Pękalski . Do moich obowiązków należał m. Poza „ustawowymi" obowiązkami miałem też inny.instytucja pierwotnego Kościoła. które w latach 90-tych przestały prawie przychodzić. zastępowałem go na różnego rodzaju imprezach. a przełożeni wybór zaaprobowali.ogólny nadzór nad czystością i porządkiem w seminarium oraz organizowanie ludzi do prac. Miałem więc. ale dawał też dużo satysfakcji. Konsekwencją mojego ciągłego zabiegania było zaniedbanie pracy naukowej. We Włocławku klerycy przede wszystkim rozładowywali kontenery z darami oraz pracowali na seminaryjnych areałach przy pracach polowych. Wszyscy oni podlegali mnie i na moje polecenie wyznaczali kleryków na swoim roku. oprócz pisania pracy magisterskiej. Promotorem mojej pracy magisterskiej był obecny rektor . a także przy rozładunku cegieł na dom księży emerytów i ogromne łódzkie świątynie. Najwięcej pracy było przy zwożeniu plonów. Wybrano mnie niemal jednogłośnie na to stanowisko. Ksiądz Infułat Woroniecki mimo podeszłego wieku (ponad 80 lat) i nieuleczalnej choroby zachował dobry humor i był prawdziwą skarbnicą wiedzy o Łódzkim Kościele. którymi wiejskie parafie obdarowywały seminarium. Co do prac fizycznych wykonywanych przez kleryków w seminarium i poza nim . Od czwartego roku studiów uczęszczałem na seminarium z prawa kanonicznego. Od jego łóżka do naszego pokoju był przeciągnięty przewód.

Zamknąłem się na miesiąc w pokoju (wychodziłem tylko do ks. Mało kto wie natomiast. że antykoncepcja w niektórych przypadkach jest wręcz konieczna. a niedługo potem obroniłem ją na 4 + w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Osobiście nie zgadzam się z kilkoma naukami odnoszącymi się do moralności chrześcijańskiej i mam zastrzeżenia co do uzasadnienia kilku innych. że dla Jezusa byłoby poniżające to. Nie było jednak wielu odważnych. jak wielu wiernych nie zgadza się z pewnymi naukami Kościoła dot. iż urodził by się jako pierworodny. nie mówiąc już o samej aborcji. Niektóre fragmenty doktryny napotykają na oponentów już w seminarium. Powszechnie wiadomo. Mogliśmy pozwolić sobie np. którzy chcieliby polemizować z profesorami. Dla przykładu. seksuologii p. Włodzimierzem Fijałkowskim. Profesor miał wykłady z naszym kursem na temat naturalnych metod zapobiegania ciąży oraz płciowości w ogóle. występującym czasami w telewizji. utytułowanym prof. wśród kleryków. a wielu traktowało nas już jak pełnoprawnych księży. że jeszcze w większym stopniu nie zgadzają się z nimi sami księża (choć je przekazują). który zawsze reprezentuje linię ściśle kościelną. Nie sądzę. Ja zdobyłem się na taką polemikę będąc już diakonem. Po miesiącu praca magisterska była już gotowa. Będąc po pierwszych święceniach w Seminarium Łódzkim można było pozwolić sobie na głęboki oddech. zapłodnienia in vitro czy rozwodów. jednym z podstawowych uzasadnień dogmatu mówiącego o Jezusie jako o jedynym Synu Maryi jest stwierdzenie. Jedzenie donosił mi współmieszkaniec. na wykłady połączone z luźną dyskusją i wymianą zdań. Wszyscy są zgodni co do tego. iż gdyby miała Ona więcej dzieci uwłaczałoby to Jej godności. Mówiliśmy o metodach antykoncepcji niedopuszczalnych z punktu widzenia moralności chrześcijańskiej. Była to dyskusja z wykładowcą świeckim. Mnie i moim kolegom nie trafiło jednak do przekonania postawienie znaku równości pomiędzy wszystkimi środkami zapobiegania ciąży 58 . ale nie jedyny z prawowiernego małżeństwa. Często w węższym gronie dyskutowaliśmy o naszych różnych wątpliwościach co do wpajanej nam doktryny.Mniej więcej w połowie szóstego roku ogłosiłem wszem i wobec obłożną chorobę. a także godności samego Jezusa. antykoncepcji. Infułata). Zrozumiałe jest również negatywne stanowisko wobec metod antykoncepcyjnych polegających na zniszczeniu zapłodnionej komórki jajowej. Byliśmy jedną nogą w kapłaństwie.

bardzo niewinne. nerki. z czym się człowiek nie zgadza i co chciałby zmienić. mimo iż było o wiele bardziej normalne od włocławskiego. zastawki serca.Stasiu zaprzyjaźnił się z młodszym o dwa lata Marcinem. gdyby był ojcem wielodzietnej rodziny. Zgodnie z argumentacją profesora należałoby również potępić wszelkie „sztuczne" substancje i „nienaturalne" metody ratujące ludzi. Jeden z moich kolegów z roku . W Kościele hierarchicznym nie ma niestety miejsca na indywidualne interpretacje i przemyślenia.chłopak bywał częstym gościem w domu Marcina. homo . a połowa z jego niedożywionych i niechcianych dzieci pochodziłaby ze stosowania naturalnych metod zapobiegania ciąży zalecanych przez Kościół.uczucia.głosić przez całe życie to. protezy itp. że prezerwatywa jest czymś „sztucznym i nienaturalnym" oraz że „zabrania tego Kościół". Ponieważ rodzice Staszka mieszkali na drugim końcu Polski . Biorąc pod uwagę jej niską cenę i zawodność metod naturalnych wydaje się być ona jakimś rozwiązaniem. iż Kościół to ludzie. Profesor Fijałkowski był oburzony moją nieprawomyślnością. Myślę tu o zachowaniach homoseksualnych. Gdyby ktoś szukał w tej książce powodów mojego odejścia z kapłaństwa to właśnie znalazł aż dwa z nich. Może nie wiedział. który negują. Zapewniam Was jednak. iż ogromna większość waszych duszpasterzy (w tym moi kursowi koledzy) jest podobnego zdania. jak to bywa w takich przypadkach . np. że ten ciągle go 59 . które są niepodważalne. tym bardziej. a w którym muszą żyć jeśli chcą być kapłanami.odrzucanymi przez Kościół. a ludzie się zmieniają tak. jak warunki w których żyją. Seminarium Łódzkie. Początki przyjaźni chłopców były. Ktoś mógłby powiedzieć. które miało swój epilog za ścianą mojego pokoju. W ciągu trzech lat pobytu w Łodzi miałem okazję obserwować rozwój klasycznego. a tego zrobić nie może. sztuczne zęby. a tym bardziej na dyskusje o dogmatach. Ja wziąłem w obronę prezerwatywę. który pochodził z samej Łodzi. nie mogło ustrzec kleryków przed zachowaniami typowymi dla zamkniętego środowiska męskiego. tym bardziej. która nie dopuszcza do samego zapłodnienia. Ciekawe co by powiedział ten naukowiec. Jedynym jego argumentem było jednak tylko to. lekarstwa. że zapobiega przed AIDS. Jest bardzo uciążliwe i bolesne . Równie uciążliwa i bolesna jest bezsilność kapłanów wobec celibatu. w warunkach seminaryjnych. że nie dziwi go stanowisko byłego księdza.

Wykrzykiwał przy tym. Rozmowa z ojcem była objęta tajemnicą. Ojciec Świątek znany był ze swojego radykalizmu i ortodoksyjnej postawy. Tematem jej. rzucał książkami. dobiegający zza ściany. który demolował pokój Staszka . Pewnego wieczoru zelektryzował mnie łomot rzucanych przedmiotów i dźwięk tłukącego się szkła. ze łzami w oczach powiedział przełożonemu. fundował bilety do kina i teatru. W końcu jednak zaczął stopniowo odsuwać się od Marcina. Wkrótce chłopak musiał opuścić seminarium. Pierwsza kolejka ustawiła się przed mieszkaniem „ojczaszka". Sytuacja była tragikomiczna. Mój kolega chyba zbyt późno zauważył. pomagał zbierać materiały do pracy magisterskiej itd. Łamiącym się głosem. że Staszek go odtrąca i ignoruje.łamał krzesła. ale zachowywał się powściągliwie do samego końca. Wszedłem więc do środka z 60 . Staszek przez kilka lat przywiązał się do młodszego kolegi i jego rodziny. rozmów dopuszczających do święceń. Był to dobroduszny. rozbijał wazony. jak się później zorientowaliśmy. Wyręczał Staszka we wszystkich obowiązkach: sprzątał mu pokój. Marcin był załamany i zrezygnowany. trochę flegmatyczny człowiek ok. W tym czasie Stanisław wybiegł z pokoju. Pobiegłem sprawdzić co się dzieje. widziałem posępne i załamane oblicza wychodzących kolegów. które miały mi zostać niedługo powierzone. była pokora i posłuszeństwo. Kupował mu drogie prezenty. Zaprowadził Marcina do siebie na rozmowę. że jest mu wszystko jedno i że nie ma po co żyć bo Stasiu go już nie chce. Rozmowa z nim była jedną z tzw. Czekając na swoją kolej. że sprawy zaszły za daleko albo po prostu była mu na rękę taka pomoc i „opieka". Podobno wewnątrz miał naturę choleryka. Chciał przebywać ciągle i tylko z nim. Tymczasem Marcin nie widział świata poza Staszkiem. ale nigdy tego nie doświadczyłem. kwiaty. Świecenia kapłańskie zbliżały się wielkimi krokami. podczas gdy on gotów jest zrobić dla niego wszystko.zapraszał. Próbowałem uspokoić desperata. ale Marcin dostał szału. Ksiądz wicerektor zachował jednak stoicki spokój. a za chwilę wrócił z prorektorem. Po obronie pracy magisterskiej pozostało mi tylko drukowanie zaproszeń. sześćdziesiątki. chociaż było mi go bardzo żal. a on Stasia kocha. przełożonymi i ojcem duchownym odpowiedzialnym za naszą formację wewnętrzną. Zobaczyłem Marcina. W tym czasie bardzo dużo się modliłem i mobilizowałem do zadań. Staszek próbował go powstrzymać. Przed święceniami czekały nas jeszcze prywatne rozmowy z arcybiskupem (odkąd Diecezja Łódzka stała się archidiecezją). co ten strasznie przeżywał.

Jest to główne spoiwo trzymające Kościół Katolicki w jedności. które w krótkim czasie wydało wspaniałe owoce. Mieliśmy po 25 . że założyłeś (oczywiście za zgodą biskupa) jakieś stowarzyszenie modlitewne czy charytatywne. Ojciec dał każdemu z nas pod rozwagę kilka takich samych przykładów. „Przypuśćmy. ostatniego wieczoru. Takie ślepe posłuszeństwo wobec wyższego w hierarchii odnosi się do każdej bez wyjątku sprawy i problemu. podporządkować się woli przełożonego. Otrzymałeś jakieś posłanie czy misję do spełnienia.ks. W tym momencie wkracza proboszcz zakazując np. czy też inną organizację kościelną. gdzie Siostry Służebniczki miały swój dom zakonny. dr Ireneusz Skubiś. Oczywiście jedziesz z tym od razu do swojego biskupa.poprawiliśmy na naszą korzyść.co robisz?" Inny przykład dotyczył posłuszeństwa proboszczowi. jest rozmodlona. Pierwszy z nich dotyczył prywatnego objawienia. że żaden z nas nie został dopuszczony do święceń. Myślę. Przez sześć lat słyszeliśmy wszystko o posłuszeństwie i pokorze. ale „ojczaszek" dał nam kilka dni na przemyślenia. Okazało się.3:0 i 2:1 dla ojca . Zorganizowałeś ją w oazę. bez prawa do polemiki. Rekolekcje prowadził redaktor naczelny „Niedzieli" . że wielu spośród nas dopiero tam zaczęło na poważnie myśleć o tym. nawraca się. „Dajmy na to. Byliśmy już wtedy podekscytowani święceniami.26 lat. Widzisz na własne oczy ludzkie przemiany i nawrócenia. Wyszedłem po kilkudziesięciu minutach posępny i załamany jak inni. Młodzież staję się lepsza.mówił ojciec Świątek . każąc ci zaprzestać działalności . że w swojej parafii skupiłeś wokół Kościoła masę młodzieży. Ponieważ rozmowę nie obejmowała tajemnica spowiedzi. co się wydarzy za parę dni.duszą na ramieniu. po czym mieliśmy przystąpić do poprawki. ale ciągłe przebywanie w „szkole" sprawiło. że to wszystko jest przewidzeniem i nakazuje nikomu nic nie mówić . Ostatnie rekolekcje poprzedzające święcenia kapłańskie nasz rocznik odbył w Szczawinie .co robisz?" Druga historia była już bardziej realna.że objawiła ci się Matka Boska albo Pan Jezus. przedstawię pokrótce jej treść i wymowę.co robisz?" W każdym powyższym przypadku należało bezwzględnie i natychmiast. a on mówi ci. że nasze zachowanie i sposób myślenia był ciągłe 61 .małej wiosce pod Zgierzem. Nagle biskup odwołuje swoją zgodę. ale gdzie w tym wszystkim miejsce dla własnej inicjatywy i postępu? Po kilku dniach wyniki . „Załóżmy . jakichkolwiek zgromadzeń młodych ludzi . Wynikało to z naszej długiej i szczerej rozmowy przy ognisku.

choć wiele miały ze sobą wspólnego. z jednej strony .i to nie tylko tych w czarnych sutannach. że nie występuję w roli tego.wydaje mi się to głupie i nierealne. od sześciu lat nie pocałowałem żadnej dziewczyny i to wydaje się oczywiste . Być może moje oceny wydadzą się komuś nazbyt przejaskrawione i tendencyjne. że nie mogę tego zrobić do końca życia .następnego dnia mieliśmy przyjąć z rąk arcybiskupa święcenia czyniące nas kapłanami na wieki! Nasza rozmowa szybko zeszła na temat życia.oceniam te sześć lat jako wspaniałą przygodę. Nie patrzę na ten czas. Wydaje się więc. jakimi byli w dniu złożenia papierów. Wielu zmienił ten czas i życie jakie wiedli. a z drugiej strony . Paradoksalne jest to. Ocena innego człowieka.wyjściem na pustynię. Jednak tego jednego wieczoru wszyscy byli skupieni. Wielu jednak pozostało takimi. Jeśli zaś chodzi o nich . z którą każdy z osobna zdawał się zgadzać już od dawna. Dopiero wszystkich naraz zatrwożyła ta wizja. potomstwa. Niemożliwe jest przeniknięcie ludzkich myśli. nie mówiąc już o tym.jak gdyby .mniej lub bardziej chybiona. iż mogę próbować odpowiedzieć na powyższe pytania w oparciu o własne. samotność. znany kawalarz. z jaką po raz pierwszy 62 . sześcioletnie doświadczenie. które nas czeka . że będąc w izolacji od świata nauczyłem się lepiej rozumieć ludzi .kim są ci młodzi chłopcy decydujący się na sześć lat odosobnienia. niezrealizowane ojcostwo. że każdy człowiek jest niepowtarzalny. powiedział: „wiecie. spędzone za kościelnymi murami pragnie odwetu. własnego domu? Co nimi kieruje? Jakie idee i cele im przyświecają? Czy ich intencje są zawsze szczere? Na takie pytania nie sposób jest odpowiedzieć jednoznacznie i schematycznie. który patrząc wstecz na swoje najpiękniejsze lata życia. Jeden z kolegów. a chwilami wręcz dziecinny. jest zawsze . w celu zaszufladkowania go (bo tak jest najłatwiej). że okres seminaryjny jest w moim życiu. nic dziwnego . z których każde miało swoją specyfikę.niepoważny. aby spotkać tam Boga. jak na ofiarę z kawałka życia albo jak na okres wyrzeczeń. Ja jestem jednak w tej dobrej sytuacji. a później na życie w samotności . Ale kiedy uświadomię sobie. Są to spostrzeżenia i przemyślenia zebrane w dwóch seminariach .byłem klerykiem zamkniętym w seminarium. Zapewniam jednak.bardziej ludzkiej .celibat.to widziałem ich przychodzących i wychodzących. że o wartości wychodzących decyduje w dużym stopniu intencja.dwóch środowiskach kleryckich.bez żony. Uważam. W imię czego?! Czy Jezus rzeczywiście wymaga od nas aż takich ofiar?!" Zapewne wielu ludzi zastanawia się . która dużo mnie nauczyła.

złodzieje i klerycy . tworzą często swoje własne prawa i obyczaje. Seminarium duchowne jest środowiskiem jedynym w swoim rodzaju.i jest to naturalne. że pochodzą ze świata. Ścierają się w nim dwa światy. Hermetyczność seminarium. Nie wolno zapomnieć o tym. Konkludując. Katedra Łódzka już od rana wypełniała się rodzinami tych trzynastu wybranych i powołanych. Tak. który ich wypaczył. Dzień naszych święceń kapłańskich wstał gorący i parny. idzie do seminarium za głosem Bożego powołania.cwaniacy. które otrzymali nie uczyniło ich świętymi. że jego mieszkańcy pozbawieni trosk i problemów normalnego życia. żyjącymi w niezbyt normalnym środowisku. a nie oni sami. wręcz tragedii. ze świata z tym co boskie . jestem o tym przekonany. nie sposób jednoznacznie ocenić wszystkich kandydatów do kapłaństwa. którą chcieli iść . Pisząc te słowa oglądam film video z naszych święceń. Widzę procesję.panujący w seminarium . którzy w ich obecności będą uświęceni i posłani. Ciągle walczy ze sobą to co ludzkie. że to co kościelne rzadko pomaga temu co boskie. Powołanie. których spotkałem na swojej drodze do kapłaństwa byli normalnymi chłopakami. jak już wspomniałem. ale system wychowawczy . a często wręcz przeszkadza. że ci młodzi ludzie. Jednak ogromna większość braci kleryckiej. Klerycy żyjący pod kloszem.niejednego wykoleił. ROZDZIAŁ IV Święcenia i pierwsze kroki w kapłaństwie Sobotni poranek 12 czerwca 1993r. Powszechnym zjawiskiem w seminarium jest zatem tzw. w inkubatorze ochronnym są nienaturalnie wyczuleni na punkcie swego „ego". Są więc klerycy .przekroczyli seminaryjne progi. a jaki jest świat i jego namiętności wszyscy dobrze wiemy. Najgorsze jest to. wyizolowanie od świata zewnętrznego sprawia. a w niej całe seminarium .wszystkich 63 . krzyżują się dwa sposoby na życie. Przysłowiowe nadepnięcie na odcisk może czasami urosnąć do rangi wielkiej zniewagi. zmanierowanie. muszę jasno i obiektywnie stwierdzić. Jeśli wychodzą po sześciu latach gorsi niż przyszli i (co często bywa) po drodze zgubili drogę. Każdy z nich jest innym człowiekiem.to winien jest chory system.

kleryków od l-go do 6-go roku, idących w stronę ołtarza. Za nimi księża, którzy rok wcześniej otrzymali święcenia. Wreszcie nasza trzynastka w białych albach, z kapłańskimi ornatami złożonymi na wyciągniętych rękach. Następnie przechodzą jeden po drugim nasi profesorowie, przełożeni, czterech biskupów i arcypasterz w otoczeniu asysty. Nasza grupa ustawia się naprzeciwko ołtarza. Już niedługo staniemy z jego drugiej strony. Kamera przesuwa się wolno po twarzy każdego z nas. Wszyscy jesteśmy skupieni i wzruszeni - kamienne twarze, wyostrzone zmysły, patrzące gdzieś przed siebie oczy. Kiedy widzę, jak arcybiskup nakłada ręce na moją głowę, a ja ślubuję mu posłuszeństwo. Kiedy patrzę na siebie leżącego krzyżem na katedralnej posadzce, wśród moich braci. Próbuję przywołać w sobie te myśli i uczucia, które wówczas przepełniały moje serce. Pamiętam, iż mocno prosiłem Boga o siły i wytrwanie. Obiecałem Mu szczerą i oddaną służbę. Wierzyłem wtedy, że udźwignę i poniosę ten krzyż, który brałem na swoje barki. Panie, Boże mój! Ty wiesz najlepiej, że miałem wielkie pragnienie służenia Tobie i Twoim wiernym! Ty Wiesz, że na dnie serca zachowałem nadzieję „która zawieść nie może" - kiedyś znowu stanę przy Twoim ołtarzu! Po tygodniu od tamtych wydarzeń, które zakończyły się oberwaniem chmury i powodzią na ulicach Łodzi, czekała mnie ostatnia już uroczystość. Wtajemniczeni wiedzą zapewne, iż nowowyświecony ksiądz, swoją pierwszą - uroczystą Mszę Świętą, tzw. prymicję, sprawuje w rodzinnej parafii. Na takie wydarzenie niektóre wspólnoty parafialne czekają nieraz dziesiątki lat. Nic wiec dziwnego, iż skupia ono uwagę, oprócz całej rodziny i kręgu znajomych neoprezbitera (5), niemal wszystkich w okolicy. Byłem w dobrej sytuacji, ponieważ kilka tygodni wcześniej moja parafia (ok.10 tyś. mieszkańców) przeżyła już prymicję mojego kolegi. Nie będę opisywał po kolei wszystkich punktów samej uroczystości. Nie muszę także nadmieniać, że wszyscy tego dnia są wzruszeni; składają „swojemu księdzu" cudowne życzenia i obsypują go kwiatami. Dzieci mówią wierszyki, proboszcz wygłasza mowę okolicznościową, a zaproszony kaznodzieja wychwala pod niebiosa bohatera parafii. Stałym punktem każdej prymicji jest również tzw. podziękowanie prymicjanta, w którym zazwyczaj kreśli on drogę swojego powołania i dziękuje wszystkim (zwłaszcza rodzicom), którzy na tej drodze stanęli. Na koniec błogosławi wszystkich zgromadzonych, kładąc każdemu ręce na głowę. Z tym błogosławieństwem połączona jest szczególna Łaska Boża. Jako pierwsi dostępują tej
64

Łaski kapłani; następnie siostry zakonne, klerycy, rodzice, rodzina bliższa i dalsza - aż do ostatniej głowy w świątyni. Ja osobiście odebrałem swoje prymicje jako jedno wielkie dziękczynienie. Dziękowałem przede wszystkim Bogu za to, iż mogłem sprawować Jego Ofiarę przy tym samym ołtarzu, przy którym służyłem do Mszy jako ministrant. Dziękowałem, iż Był ze mną i Prowadził mnie przez te wszystkie lata. Dla mnie prawdziwymi bohaterami tej prymicji byli moi rodzice. To im należały się wszystkie kwiaty i życzenia. Wiedziałem jednak, że dla nich - najlepszą nagrodą i podziękowaniem za 25-letnie trudy mojego wychowania - było widzieć mnie sprawującego Najświętszą Ofiarę. Nie zapomnę nigdy - Kochani Rodzice - Waszej miłości, troski i Waszego ... przebaczenia. (5) Neoprezbiter - ksiądz w czasie I-go roku kapłaństwa. Każde prymicje, po części liturgicznej, mają swoją kontynuację przy suto zastawionym stole. Rodzina i znajomi mogą wtedy do woli nacieszyć się swoim pupilkiem. Oczywiście nigdy nie podaje się alkoholu, ale muzyka i taniec są praktykowane - zwłaszcza w górach. Utartym zwyczajem - prymicjanta obdarowuje się prezentami i kopertkami. Święcenia kapłańskie i następujące po nich prymicje często przyrównuje się do ślubu i wesela. Biorąc pod uwagę fakt, iż wydarzenia te łączą się z dwoma równorzędnymi sakramentami - nie jest to pozbawione sensu. Biesiadowanie i zabawa prymicyjna trwają zwykle do wieczora. Kiedy pojadą już ostatni goście, a zmęczeni rodzice położą się spać, zostają sami zaślubieni - on i jego Bóg. Po prymicjach zostało mi kilka dni odpoczynku. Pojechałem z rodzicami do Lichenia. To było i jest dla nas prawdziwe, rodzinne sanktuarium. Matka Boża Bolesna znała wszystkie nasze radości i smutki. Oddałem się w Jej matczyną opiekę. Zgodnie z nowym dekretem arcybiskupa - nowowyświęceni kapłani mieli w czasie wakacyjnych miesięcy, zastępować księży będących na urlopach. Wszystkie parafie objęte zastępstwami były na terenie samej Łodzi. Każdy z nas miał przydzielone dwa lub trzy punkty, w ciągu dwóch miesięcy. Kiedy zjechałem na swoją pierwszą placówkę akurat kończyła się wieczorna Msza Św. Ksiądz Wiesław przywitał się ze mną wesoło. Powiedział, że zastępuję samego proboszcza, bo to on jest właśnie na urlopie. Stojąc w zakrystii, kątem oka dostrzegłem kolejkę ludzi przy konfesjonale. Poczułem, że zbliża się moja pierwsza spowiedź. „Czy to
65

na nas czekają"? - spytałem niepewnie. „A, tak, tak lecimy" - odparł mój starszy kolega i już go przy mnie nie było. Ja poszedłem do drugiego konfesjonału na drewnianych nogach. Gorączkowo powtarzałem w myślach formułkę rozgrzeszenia. Dziewczyna, którą spowiadałem spytała mnie - czy dobrze się czuję. Nic dziwnego - sam nie mogłem poznać swojego głosu, a w dodatku zacząłem się jąkać. W czasie następnych spowiedzi stopniowo się opanowałem. Pamiętam, iż moim pierwszym i największym wrażeniem było uczucie wielkiego zażenowania. Czułem się niegodny wysłuchiwania i odpuszczania cudzych grzechów. Chociaż później nabrałem pewnej rutyny w spowiadaniu, to właśnie wrażenie towarzyszyło mi i pozostało do mojej ostatniej spowiedzi. Niestety, wielu księży traktuje spowiedź nieodpowiedzialnie, spłycając ją do kilku zdawkowych pouczeń i „odpukania". Dziwią się później ludziom, iż ci spowiadają się całe życie jak dzieci pierwszokomunijne. Ksiądz Wiesiu zaprowadził mnie do swojego mieszkania w ogromnej - nowej plebanii, którą wcześniej wziąłem za jeden z bloków. W porównaniu z małą, obskurną kaplicą budynek parafialny był naprawdę imponujący. Podobno proboszczowi zabrakło już pomysłów na to, co w nim urządzić - tym bardziej, że on i drugi wikariusz mieli mieszkania gdzie indziej. Wiesiu zajmował niewielką część najwyższej kondygnacji, a mnie przypadł jeden z jego pokojów. Wspólnie zrobiliśmy sobie kawalerską kolację, do której mój kolega wyciągnął „połówkę". Był szczerze zdziwiony i zawiedziony kiedy usłyszał, że nie będę z nim pił. Po chwili, tym razem ja zbaraniałem gdy zobaczyłem jak Wiesiu stawia przed sobą butelkę i raz za razem sobie polewa. Tak było każdego wieczoru. Wiesław często zasypiał pijany przy stole i spał tak w ubraniu aż do rana. Mój starszy brat w kapłaństwie, mimo swojej miłej powierzchowności i sumienności w wykonywaniu obowiązków - cierpiał już wtedy na chorobę alkoholową. Na szczęście pił tylko wieczorami, kiedy go nikt nie widział. Nie zdobyłem się na rozmowę z nim na ten temat. Zapewne i tak nie odniosła by żadnego skutku. Jeszcze jako diakon brałem udział w odpuście parafialnym, w którym uczestniczył biskup Bohdan Bejze. Był on wtedy na przyjęciu, w gronie księży, mocno wstawiony. Brakowało mu jednak do stanu w jakim, każdego wieczoru, widywałem Wiesia. Wkrótce miałem się dowiedzieć i przekonać na własne oczy, jak wielkie spustoszenie wśród kleru robi alkohol. Cała moja praca w parafii polegała na odprawianiu jednej Mszy dziennie, spowiadaniu w
66

starsza kobieta. gdzie w niedzielę odprawialiśmy Msze Święte. Na kolejną placówkę zawiózł mnie Wiesiu swoim maluchem. „Dołach". który po prostu by mi się nie psuł.! Kiedy przeciągnąłem o kilka minut swoją ceremonię oberwało mi się od starszego kolegi Faktycznie . od rana do wieczora chowa się zmarłych dosłownie „maszynowo". Wolny czas przeznaczałem na czytanie książek i wycieczki po Łodzi.wszyscy wybuchnęli tłumionym śmiechem. Jest to jeden z największych cmentarzy w Europie. jak przychodził pod plebanię i całował z namaszczeniem opony proboszczowego Opla Kadeta. aby kupić sobie mój pierwszy w życiu samochód . wykręcając przy okazji różne numery. Przy końcu lipca ja i moi koledzy z roku mieliśmy spotkanie w kaplicy seminaryjnej z arcybiskupem. W jednej kaplicy.Nieustającej Po-mocy była o tyle ciekawa. 20 min. Kilku 67 . Na cały pogrzeb jest ok. Był to człowiek pełen serdeczności i entuzjazmu. np. Podczas głośnego odczytywania przez pasterza nazwy miejscowości przyporządkowanej poszczególnemu kandydatowi . w czasie Mszy wykrzykując przy tym. Tym razem miałem zastępować wikariusza. Bardzo go polubiłem. który wręczył każdemu z nas dekret na pierwszą. kancelaria. Filią parafii była kaplica na cmentarzu. stałą placówkę duszpasterską. który zawsze wiedział jak z humorem wybrnąć z niezręcznej sytuacji. Obiady gotowała nam miła. Podziwiałem spokój i opanowanie proboszcza. Młody proboszcz przymierzał się właśnie do budowy nowego Kościoła.B. W taki oto beztroski sposób spędziłem trzy tygodnie w Parafii Najświętszej Eucharystii w Łodzi.pod kaplicą czekała już kolejka „dwóch pogrzebów". Przydały się marki przywiezione z Niemiec i koperty z prymicji. Jednego z nich widziałem każdego ranka. Trzecia parafia była w samym centrum miasta. Znalazłem czas. Do dzisiaj nie umiem nic zrobić przy aucie.czasie drugiej Mszy oraz dyżurze w kancelarii. Kiedy. Chciałem mieć samochód. W tym czasie prowadziłem dwa pogrzeby na tzw.pacjenci pobliskiego szpitala. Wielu pacjentów uczęszczało systematycznie do Kościoła. Praca . Parafia M. jedna kobieta rozebrała się do naga przed ołtarzem.Msza. westchnienie ulgi albo współczucia. spowiedź.„parafia Rusiec" . która później została moją dojeżdżającą (od czasu do czasu) gospodynią.używany Volkswagen Golf.po reszcie przechodził pomruk zazdrości. arcybiskup powiedział . wręczając mi dekret.jak wszędzie . że połowę jej mieszkańców stanowili chorzy umysłowo . że jest Matką Boską.

wyrobioną opinię. Parafia Rusiec nie miała najlepszej opinii w diecezji. co to wszystko miało znaczyć. a tym bardziej do całej społeczności. że mnie posłał do swojej owczarni. To i owo jednak docierało także do moich uszu. Wiązało się to zarówno z jej historią. że te Trzy Cnoty Boskie są najważniejsze. iż czeka mnie niełatwe zadanie. Zawsze mnie to plotkarstwo denerwowało. nie po raz pierwszy. Klęcząc w kaplicy prosiłem Wszechmogącego.co mam zabrać na tę pierwszą misję? Co najbardziej mi się przyda? Odpowiedź nasunęła się natychmiast . który miał miejsce na początku lat 70-tych.mojego pierwszego. który miał opinię „panienki" i to w dodatku zmanierowanej. Jana Dupczyckiego. Nadzieja. już na poważnie. Modliłem się za nich. Sama nazwa Rusiec kojarzyła się wtajemniczonym przede wszystkim z buntem parafian przeciw proboszczowi i kurii biskupiej. Zrozumiałem. Wkrótce miałem się przekonać na własnej skórze.zostałem na długo sam w kaplicy. Sam postanowiłem nigdy nie uprzedzać się do nikogo. Dziękowałem Bogu za to. iż moich pierwszych parafian pokochałem już w seminarium. Można powiedzieć.Wiara. co i za co może mnie spotkać w tzw. aby dał mi siłę i wytrwanie w służbie Jemu i Jego rusieckim wiernym. co dzieje się w diecezji. Nie na próżno mówi się. jak i teraźniejszością. Wiedziałem. Te wydarzenia opiszę nieco później na podstawie kroniki parafialnej.zderzenie z rzeczywistością Po otrzymaniu dekretu . terenie. Każda parafia ma swoją łatkę. Po zakończeniu ceremonii.pokazało niedwuznacznie jaką część ciała mam sobie zakorkować. Uświadomiłem sobie ich głębię i moc. Być może dlatego tak mało wiedziałem o tym. Na ten dzień czekałem przecież tak długo! Moja pierwsza parafia śniła mi się po nocach przez wszystkie lata studiów. Drugim skojarzeniem w odbiorze parafii była osoba jej aktualnego proboszcza ks. kapłańskiego posłania . że klerycy wiedzą pierwsi i najlepiej o tym. Pytałem się Jezusa . Miłość. O prawdziwych „zamieszkach w Ruścu" informowały nawet ówczesne środki masowego przekazu z TV włącznie. Żaden z jego 68 . a każdy proboszcz . składali mi wyrazy ubolewania i współczucia. ROZDZIAŁ V Pierwsza parafia .

wikariuszy (miał ich sześciu) nie zagrzał w Ruścu miejsca dłużej niż jeden rok. Ksiądz proboszcz Glapiński u którego miałem pozostać jeszcze przez kilka dni na zastępstwie. Kiedy szedł ruszał przy tym biodrami i ramionami. Uwagę zwracała jego miła i gładka jak u dziecka twarz. Rusiec to duża wieś położona przy trasie z Łodzi do Wrocławia. Pojechaliśmy jego trabantem następnego dnia rano. Wydawał mi się bardzo duży jak na taką miejscowość. Był ubrany „po cywilnemu" . Ja również nie mogłem napatrzeć się na Jasia (jak go w myślach nazwałem). gestykulował rękami. Rusiec był przecież placówką neoprezbiterską. a jednocześnie komiczny. ale nie grubas. podczas gdy na innych parafiach ich koledzy „siedzieli" po trzy lata i dłużej. „Ileż to nieprawdziwych. gdyby ta faktycznie była tak trudna do przeżycia. że arcybiskup kierowałby co rok młodego księdza do parafii. Drzwi otworzył nam mężczyzna koło 50-tki z wydatnym brzuszkiem. krzywdzących opinii krąży o Kościele i jego kapłanach" . że kierowano tam księży zaraz po święceniach. co wówczas odebrałem jako objaw zainteresowania nowym podopiecznym. To był fakt. rozmawiał. co do Ruśca jednak .ciemne spodnie z ostrym kancikiem i jasną koszulę na krótki rękaw. lipcowe południe. a przede wszystkim jego cieniutki głosik upodabniał go raczej do starszawej panny niż do czcigodnego proboszcza parafii. Usiedliśmy w małym saloniku z kominkiem. Od momentu mojego przedstawienia się jako przyszłego wikariusza . tzn. zupełnie jak kobieta. Ksiądz proboszcz (bo on to właśnie był) dostrzegłszy zapewne koloratki w naszych koszulach szczerze się ucieszył i przymilnie zaprosił do środka. który mógł niepokoić.ksiądz Jan nie odrywał ode mnie wzroku. Również sposób w jaki siedział. W sąsiednim Szczercowie neoprezbiterzy pracowali co prawda po kilka lat. Po wielu uprzejmościach. Jednak trzeba mu oddać to. Oczy mu się wprost śmiały na mój widok. gotycki Kościół z czerwonej cegły.nie wierzyłem. Stawiając się w roli pasterza diecezji na pewno nie posyłałbym nowo-upieczonych. ale było w nich też coś pożądliwego i drapieżnego. Zaparkowaliśmy przed plebanią w samo gorące. Zobaczyłem z daleka piękny. 69 . zaproponował mi wyjazd rozpoznawczy. księżowskie powiedzenie i z otuchą w sercu wyszedłem z seminarium. Zbliżając się do celu podróży mijaliśmy urocze lasy i łąki z wielkimi stawami. Wydawał mi się uroczy. ideowych i pełnych zapału księży do proboszcza gorszyciela czy tyrana. iż był ujmująco miły i gościnny. ale ja byłem pełen ufności.powtórzyłem w myślach utarte.

widać już było łąki. Ks. pola i las. Muszę powiedzieć. w której łączyły się pejzaże miejskie z wiejskimi.skwitował. „Zresztą sami na pewno o niej słyszeliście" . Po wyjściu z plebanii postanowiłem. Cały parter stał pusty. którzy przy tym pracowali. każdy ma prawo do swojego zdania.w środku był zaniedbany i 70 . który na koniec wizyty pokazał mi ks. Ludzie byli tu gospodarni i przedsiębiorczy. iż wyjeżdżając z Ruśca miałem więcej pozytywnych myśli i otuchy w sercu jak przed przyjazdem. Powiedział tylko. z dużym balkonem. Sam Kościół. łazienki i małego przedpokoju.jakie to z nich wiejskie chamy.przestronny i jasny. niewykończony i brudny. że porozmawiam także z urzędującym jeszcze wikariuszem. Jeden pokój był maleńki. nieroby i chytrusy. Mieściła się tam sala pimpongowa dla ministrantów. niesłowności i zdzierstwie ludzi. ks. Połowę piętra zajmował organista z rodziną.jak mówił proboszcz.o niechlujstwie.oczopląsach i ukazaniu wszystkich odmian uśmiechu. Jasiu zmienił nagle wyraz twarzy na pogardliwy. kuchni. Zauważyłem. wręcz wystawnej zabudowy. z zewnątrz imponujący . za to drugi .wikariusz. około 30 metrów od plebanii proboszcza. Składało się z dwóch pokoi. a przy okazji obejrzę moje przyszłe mieszkanie. Jego opinia na temat mieszkańców parafii różniła się zupełnie od opinii proboszcza. ale sięgając dalej wzrokiem . Przede wszystkim zauroczyła mnie sama miejscowość. Cóż. ile włożył w nią „zdrowia i pieniędzy". Sławek akurat wrócił ze spaceru. „Wikariatka" mieściła się w zupełnie innym budynku. nieotynkowana „piętrówka". Uważał swoją parafię za. Sławek. najtrudniejszą w całej archidiecezji. Wszedłem z nim do mieszkania. Ożywił się i rozpromienił dopiero na koniec. Była to duża. które kazał wstawić w grube ściany dużego salonu i drugie pół godziny . w którym miałem spędzić najbliższy rok. Nie chciał wiele mówić na temat proboszcza. skrzywił się jak po dwóch cytrynach i z nieskrywaną niechęcią zaczął wyrażać się o swoich parafianach . Rusiec miał swoje centrum z ryneczkiem. bez wątpienia. że w całym budynku brak było jakiegokolwiek ogrzewania. patrząc przy tym głęboko w oczy. Uścisnął mi znacząco obie ręce. Potrafił przez pół godziny mówić o dwóch kredensach. kiedy oprowadzał nas po swojej plebanii tłumacząc. sala katechetyczna. a drugą połowę . Sławek nie krył swojej radości z powodu opuszczania parafii. przystankiem PKS i parkiem przylegającym do samego Kościoła. Miejscowość słynęła z bogatej. łazienki i magazynki. że „było ciężko". Za to „przy Kościele żaden cham nie chciał pomagać" . Przy pożegnaniu był znowu uroczy.

grzeczne i pilne. taka parafia jest wymarzonym miejscem na ziemi. Wszędzie kapało wprost od zieleni. Zwłaszcza proboszczowie z jednym wikarym. Była to 3 . abym szedł z nim na uroczystość. zobaczy ksiądz!".spokojem. Przez parafię przepływały dwie urocze i rybne rzeczki. 30-tego lipca zajechałem powtórnie na „moją" parafię. Starym. Następnego dnia było rozpoczęcie roku szkolnego w miejscowej podstawówce. Ciało pedagogiczne ogólnie bardzo przychylnie nastawione do religii w szkole i do mnie osobiście. po sumie okrążyła mnie orkiestra i zagrała kilka powitalnych marszów. którzy nie lubią zgiełku miasta i nie boją się być na świeczniku .„to wszystko wredne i fałszywe. tylko 12 godzin tygodniowo. Co prawda ludzie pośród tej sielankowej scenerii musieli ciężko pracować (ziemie były tu nie najlepsze).nawiasem mówiąc piękna dziewczyna. Na tym zakończył się mój rekonesans w Ruścu. którego można posłać do szkoły. Miałem niewiele katechezy.jego otoczenie i zabudowa. Musiałem zostawić rodziców przy przeprowadzce i podążyć za szefem. Czekały mnie również dojazdy do innej szkoły w maleńkiej wiosce. a jedna wioska cała była w nim ukryta.żyją na wiejskich placówkach jak u Pana Boga za piecem. Przydzielono mi VII i VIII klasy. Ci. Parafianie tłumnie przybyli do Kościoła. resztę uczyła katechetka Agata . a później na wesele. Proboszcz szykował się na ślub. tym razem już z rodzicami. Proboszcz przy obiedzie sprowadził mnie na ziemię . Jak już wspomniałem. zwłaszcza tych spokojnych duchem. jednak przyroda wynagradzała im poniesione trudy .klasowa szkółka. zatrudnić 71 . Liczne lasy i łąki przynosiły ożywcze powiewy wiatru. Okoliczne wioski obfitowały w stawy na rozłożystych łąkach. Moja pierwsza niedziela w Ruścu była przemiła.brudny. Chociaż oficjalnie zaczynałem pracę następnego dnia. Miał jednak w sobie swoisty nastrój i atmosferę gotyckiej świątyni. Była sobota. parafialnym zwyczajem. Dla księży. Sama świątynia rusiecka otoczona była ogromnymi drzewami tak. jakby wśród nich wyrosła. Robił wrażenie nieuczęszczanego. Po każdej Mszy spontanicznie podchodzili do mnie i serdecznie witali. od pierwszego wejrzenia zauroczył mnie zewnętrzny wizerunek Ruśca . za to dzieci były tam urocze . Nie chciałem go drażnić na samym początku. Niemal z każdej strony wieś otoczona była lasem. Trochę problemów wychowawczych miałem natomiast z dziećmi. meblami i dekretem w ręku. świeżym powietrzem i pięknymi pejzażami. jednak Jasiu zażądał stanowczo.

wynik będzie zawsze ten sam: 1-sze miejsce proboszcz. Daję głowę. Po stłumionym krwawo buncie kazał on przesiedlić krnąbrnych poddanych z Rusi w centrum Rzeczpospolitej. a te w ich mniemaniu sprowadzały się do prywatnego życia duszpasterzy. Jeśli wierzyć słowom księdza proboszcza mieszkańcy Ruśca mogli w powyższych konkurencjach wygrywać olimpiady. Ksiądz na wsi był od wieków i jest ciągle tematem nr 1. 2-gie miejsce wikary. ponieważ pisali ją proboszczowie. Jeśli jednak widzi się. jedna z 72 . Dzisiaj. Do tego wszystkiego dochodzi wprost fenomenalna. a ogranicza się on tylko do półgodzinnej Mszy dziennie i udzielaniu sakramentów . tzn. najbliższemu autorytetowi takie prace obmierzły. już sam wstęp księgi zdawał się potwierdzać teorię proboszcza o (delikatnie mówiąc) trudnym charakterze tubylców. Korciło mnie od początku. że gdyby przeprowadzić stosowną ankietę wśród mieszkańców polskiej wsi i próbować dociec jakie tematy najczęściej porusza się w wiejskich rozmowach (z wyjątkiem spraw bytowych i rodzinnych) . Oczywiście są to wszystko wspaniałe i ciekawe zajęcia. mniej więcej raz na dwa miesiące . ponaddźwiękowa szyb-kość z jaką rozchodziły się wszystkie informacje. Sami parafianie rzadko poruszali temat rusieckiej rebelii.przy robieniu grobu i żłobka. Pierwszy z nich to brak jakiejkolwiek anonimowości.można się trochę zniechęcić. Mianowicie przodkami dzisiejszych mieszkańców wsi byli zbuntowani chłopi z majątku hrabiego Koniec-polskiego. powierzyć mu ministrantów itp. nie zawsze miało dla nich pozytywne skutki i wychodziło im na dobre. którzy rezydowali w parafii bezpośrednio po tamtych wydarzeniach. To wielkie zainteresowanie sprawami Kościoła. związane z misją każdego kapłana i dające zazwyczaj dużo satysfakcji. aby sprawdzić co na ten temat mówiła kronika parafialna. trzeba powiedzieć również o paru minusach. Oprócz niewątpliwych plusów księżowskiego życia na wsi. Myślę tutaj o wypadkach sprzed dwudziestu lat. Poprzednia ojczyzna na trwałe wpisała się w nazwę ich nowego siedliska. Było to najbardziej wiarygodne źródło. „Kronikę Parafii Rusiec" przeczytałem w trakcie kilku pierwszych dyżurów w kancelarii. Niektórzy wręcz mnie śledzili! Do dzisiaj nie mam pojęcia jakim cudem niektórzy parafianie dowiedzieli się o kilku faktach z mojego życia. że wstydzili się stylu w jakim zabłysnęli wobec świata. że jedynemu. które odbiły się szerokim echem niemal w całym kraju. Spacerując po Ruścu za każdym razem czułem na sobie (dosłownie!) setki par oczu. Odniosłem wrażenie. O dziwo.co bardziej godnym.

Ludzie są tylko ludźmi albo jeśli kto woli .byłego. ceniący nade wszystko alkohol i damskie towarzystwo. Nowy wikary był bardzo towarzyski i szczery. żołnierski żywot. temperamentem czy innymi cechami osobowymi. że ich chronologia może nie być dokładnie zachowana. Po prostu utyka „dziury" kim się da. otwarta zazwyczaj furtka. konfliktem między proboszczem a wikariuszem. Jeszcze tej samej nocy urządzili 73 . którym coraz częściej użalał się na surowość proboszcza. okazała się zamknięta na klucz. długoletniego żołnierza. Kalety . Kałuziak „podcięty" jak zwykle słuszną dawką alkoholu. Kronikarski opis czytałem tylko raz i to kilka lat temu. który przeszedł szlak bojowy od kampanii wrześniowej po służbę w armii Andersa.wśród podchmielonych chłopów zawrzało. czy też wy-chowanie wyniesione z domu rodzinnego. w swoim łóżku na plebanii . Kałuziak. Niestety.„hrabiego Koniecpolskiego". że „trafiła kosa na kamień". który został przydzielony do Ruśca w charakterze wikariusza był kompletnym zaprzeczeniem swojego przełożonego lekkoduch i lawirant. Ks. Szybko zjednał sobie wielu popleczników i obrońców. dotarł do plebanijnej furtki. Wymagał wiele od siebie i od innych. Lubił nocne popijawy z chłopami. Kaletę . ogrodzonym budynku. Przysłowiową „kosą" można śmiało nazwać ówczesnego rusieckiego proboszcza ks. Faktem bezs_ym jest.głównych ulic Ruśca nosi nazwę . W opisywanym przypadku nie ma żadnych wątpliwości. Kiedy młody kapłan powrócił do kompanów „od kielicha" i opowiedział o jawnym zamachu na jego wolność i księżowskie prawo do kilku godzin snu przed ranną Mszą. Cała zadyma w parafii zaczęła się w sposób niemal klasyczny tzn. Przechodząc do opisu wydarzeń z lat 70-tych naszego stulecia pragnę zaznaczyć. kiedy to ks. Należy zaznaczyć. Ludzie bali się go. wręcz szorstki. iż był to człowiek bardzo surowy. Nie będę opisywał szczegółowych losów Rusinów z Ruśca. ale otaczali szacunkiem. iż obaj duchowni mieszkali wówczas razem w jednym. Wśród większości wiernych miał poza tym opinię człowieka uczciwego i sprawiedliwego. biskup przy doborze składu osobowego księży na poszczególnych parafiach nie kieruje się ich charakterami. Sytuacja między nim a proboszczem stawała się coraz bardziej napięta i groziła w każdej chwili wybuchem. Trudno skrobać się przez ogrodzenie mając parę promilli alkoholu we krwi.czy twardy. Jakież było jednak zdziwienie i wściekłość wikarego gdy. Nastąpiło to pewnej nocy. którym nie w smak była osoba plebana. Nie wiadomo co bardziej ukształtowało charakter ks.są ludzie-kosy i ludzie-kamienie.

Sam wcale tego nie ukrywał. Jednego z nich więziono przez kilka dni w piwnicy. Emisariusze kurii biskupiej przyjeżdżali aby załagodzić sytuację (m. inny się utopił. którzy mieszkali razem z nim w budynku. W Ruścu długo jeszcze lewica walczyła z prawicą. samozwańczy proboszcz to zwykły pijak i rozpustnik. Miał swoich „żołnierzy". Wybrał też sobie jedną z wiejskich dziewczyn „na gosposię". Na tle tego rozdwojenia doszło nawet do regularnych bitew i potyczek. Jasia. taksówkarz w Nowym Yorku. przyniosły strach i opamiętanie. Wyrzucono siłą kilku proboszczów przysłanych przez kurię. wielu ludziom zaczęły otwierać się oczy. który sprowadził się pod osłoną nocy .popierającą ciągle Kałuziaka. aby pilnować swojego guru i dotrzymywać mu towarzystwa. które dotknęły lewicowych prowodyrów. Podobno wyjechał później do Stanów Zjednoczonych i do dziś pracuje jako. Ks. Przy każdej okazji wyrażał 74 . ale od niego nic jej nie grozi. Do dzisiaj jednak istnieją nienawiści i spory.in. obrzucani jajami i siłą wyrzucani z parafii. Zrozumieli wreszcie. mieszkający ciągle z matką we wsi. Przy całym tym bałaganie jakoś umknęła mu praca duszpasterska: odprawianie Mszy. Widać było. biskup i kanclerz). Dopiero kilka tragicznych. a jeszcze inny pochował syna. Innemu. sprawowanie Sakramentów itp.. a samozwańczy proboszcz podzielił los obalonego poprzednika.. Proboszcza wywleczono siłą z plebanii i na taczkach wywieziono do granic parafii. Przez kilka pierwszych dni po moim przyjeździe był on najwspanialszym człowiekiem na świecie. Powrócę teraz do moich kontaktów z proboszczem. która wkrótce zaszła w ciążę i urodziła mu udanego syna. Zdegradowany proboszcz Kaleta zmarł wkrótce pod brzemieniem doznanych upokorzeń. wydaje się nie przejmować swoim rodowodem. podczas których interweniowała milicja. Jego ciotka jest gospodynią u ks. prawowiernych i „lewicę" .zrzucono z piętra plebanii wszystkie meble. że naprawdę cieszy się z nowego wikariusza. że ich nowy. Tylko syn ks. Stopniowo. mające swoje źródło w tamtych wydarzeniach. śmiertelnych przypadków. z upływem lat. Przez kilka lat sprawował rząd dusz w Ruścu. Jednego zabił piorun.głośną pikietę przed rezydencją proboszcza. Kałuziak został zgodnie okrzyknięty jego następcą. Kałuziaka. W końcu jednak „prawica" zwyciężyła. Ludzie rusieccy zaczęli dzielić się na „prawicę" tj. Rankiem dołączyli do nich inni stronnicy wikarego. W tym czasie na plebanii urządzał pijackie imprezy i orgie. Byli jednak znieważani. Uznano to za palec Boży i zaprzestano buntu. W tym czasie prawica modliła się przed drzwiami zamkniętego Kościoła.

Stało się to pod koniec pierwszego tygodnia mojego pobytu w Ruścu. Nagle przyszło mi na myśl przykazanie ojca Świątka .krzyczałem zrozpaczony .się niepochlebnie o moim poprzedniku. Odsuwałem od siebie myśl. Może ma taki sposób bycia .. Mówił coś nerwowo i nieskładnie. niestety . że tak pozostanie. „Będę księdzu ojcem i bratem". Miałem coraz mniej wątpliwości.o pokorze i bezwzględnym posłuszeństwie wobec swojego proboszcza!!!??? W tym samym momencie ręka Jasia zacisnęła się na moim udzie i szybko przesuwała w kierunku krocza. że będzie mi cudownie w jego parafii. Odsunąłem się gwałtownie.Jasiu wyraźnie miał na mnie chęć. i kochankiem . opiekuńczy i nad wyraz serdeczny. zadrżał na całym ciele i chwycił moją rękę.. a także o wszystkich swoich byłych podopiecznych. Ponieważ nie miałem jeszcze swojego telewizora . Wręcz przeciwnie. nie pozwolę na żadne kurwy w mojej parafii!!!" Ze łzami w oczach zapewniałem go o mojej przyjaźni i oddaniu.. gdy Jasiu posunie się o krok dalej. ale nie takim o jakie mu chodzi.. Zebrałem się w sobie i z całych sił wyrwałem z objęć napaleńca. Tymczasem on również spasował..pocieszałem sam siebie. Zaczął natomiast z pasją mówić o mojej urodzie i inteligencji. po co samemu.dodałem w myślach.„. iż jest tym razem wyraźnie czymś podekscytowany. ale on otoczył mnie drugim ramieniem i mocno przytrzymał. „Chcę żyć w czystości!" . Łudziłem się. Zapewniał. że i na mnie będzie „kiedyś wieszał psy". Złapał mnie powtórnie za rękę przemawiając mi do serca i rozsądku . jednocześnie przysuwając się coraz bardziej w moją stronę. a nie jak zwykle w osobnym fotelu. od razu kazał mi usiąść obok siebie na kanapie. Tymczasem w pierwszym tygodniu naszej znajomości nic na to nie wskazywało. że to podniecenie. Wiedziałem o co mu chodzi. Byłem wstrząśnięty.Jasiu zapraszał mnie na dzienniki i filmy do siebie. Kiedy dotknął mnie swoim biodrem. Zaczynało mnie powoli denerwować to jego ciągłe narzekanie i obwinianie innych ludzi Wśród jego byłych wikariuszy był jeden. Pamiętnego wieczoru. On zerwał się razem ze mną. postanowiłem jednak na chwilę spasować i wyrwać się natychmiast. iż to co o nim mówiono to nieprawda. Wyczułem.nie minął jeszcze miesiąc od moich święceń!" Do rozpalonego Jasia nie 75 . a wszystkie moje pragnienia spełni właśnie on.. zrozpaczony! Łudziłem się do tej pory. choćbym nie wiem jak się starał. Niestety .to była tylko gra wstępna przed mającym nastąpić rozstrzygnięciem. Jasiu był troskliwy. który miał nieposzlakowaną opinię i „żył w opinii świętości".„przecież musi to ksiądz jakoś robić.

opiekowały się każdym nowym wikariuszem w parafii i każdego broniły przed proboszczem. Mogłem z nimi trzema. Żachnąłem się oczywiście i powiedziałem. kiedy każdy ksiądz marzy o odpoczynku. tak jak ja. że nigdy mu nie ulegnę. Wszystkie trzy okazały się być studentkami: Kasia studiowała pedagogikę. Nie miałem najmniejszych wątpliwości. aż do wieczornej Mszy. „Cóż mam czynić Panie!" . Wśród nich. jak każdy ksiądz. że jeszcze do końca nie stracił nadziei.weseli i rozkrzyczani jak wszyscy. uśmiechnięte dziewczyny z wiązaneczką kwiatów. Wiedziałem jedno. a po chwili wyciągnął z niego swoje genitalia .docierały żadne argumenty. a w przeszłości połączyła je „oaza". mojego brata w kapłaństwie.teologię. Dziewczyny były związane ze studenckimi grupami kościelnymi. Wstałem z łóżka i do rana modliłem się za swojego pierwszego proboszcza. Podążał za mną po całym pokoju. Rozpalony do czerwoności zaczął manipulować przy rozporku. na biskupa który mnie tu przysłał i na cały świat. na siebie.wołałem z całej duszy do Boga. że czeka mnie rok tępienia i poniżania przez tego niezaspokojonego starego zboczeńca. Byłem załamany. ale też nie będę go potępiał ani mścił się na nim. Powitały mnie w swojej parafii i w swoim własnym imieniu. To było tragikomiczne! Widząc beznadziejność sytuacji wybiegłem z plebanii i wróciłem do siebie. Rano przy śniadaniu Jasiu był bardziej niż zwykle powściągliwy. ani potem nie spotkałem. Jednym z moich obowiązków była opieka nad ministrantami. W jednej chwili zrobiło mi się nawet żal tego człowieka. Moje nowe przyjaciółki miały jako jedyne legalny wstęp do mojego mieszkania. że środowisko wiejskie bardziej sprzyja takim pozytywnym indywidualnościom. Uważam. Rozmawialiśmy miło. W następną niedzielę miałem bardzo miłe odwiedziny. Był samotny.myśląc zapewne. albo z każdą z 76 . Podobnych charakterów wśród tak młodych chłopców nigdy przedtem. że mu ustąpię. Na to one tylko znacząco się uśmiechnęły. Byli to przeważnie chłopcy w wieku 8-14 lat . Na progu stały trzy ładne. jak same powiedziały. który przecież na swój sposób pragnął miłości i kogoś bliskiego. o mocnych kręgosłupach moralnych. mając ciągle nadzieję. było kilku wspaniale ułożonych. Rozmyślałem długo w nocy o tym co się wydarzyło.biologię. że nie ma przed kim bo proboszcz jest O. a Renia . ale po jego błysku w oczach wyczułem. Gosia (jej siostra) . a grupa liczyła ponad dwudziestu.K. Dziewczyny. że oczaruje mnie tym widokiem. Byłem wściekły na niego. zadzwonił dzwonek. Po niedzielnym obiedzie.

osobna, w parze spacerować po Ruścu - nikt nigdy mi tego nie wypomniał, choć robiłem to dość często. W Ruścu znano się nie tylko po nazwisku, ale też z życiorysu i możliwości. Poza dziewczynami zaprzyjaźniłem się również z miłym rodzeństwem - Anią i Piotrem Sikora - doktorami medycyny oraz z kilkoma nauczycielami. Moim największym przyjacielem był jednak mój sąsiad z naprzeciwka - Kaziu Olczak i jego rodzina. Po każdej awanturze z proboszczem szedłem do Kazia po to, żeby (jak sam mu kiedyś powiedziałem) porozmawiać z normalnym człowiekiem. Kaziu miał przemiłą żonę i czwórkę uroczych dzieci. Pracował, jak wielu mężczyzn z tamtych okolic, w Kopami Bełchatów. Był wiecznym kawalarzem i szczerym, oddanym przyjacielem. Jako jedyny wiedział o moich przeprawach z proboszczem i szczerze mi współczuł. Sam, jak zapewniał, również był przez niego podrywany i to dość ostro. Niewykluczone, że znajomość z Kaziem uchroniła mnie przed chorobą nerwową i zbzikowaniem. Tymczasem Jasiu, po kilku jeszcze podchodach w moim kierunku, zaczynał być coraz bardziej zniecierpliwiony. Myślał zapewne, że pójdę po rozum do głowy i dla świętego spokoju dam mu dupy. Starałem się być dla niego miły i uczynny - wyręczałem go w obowiązkach, których i tak prawie nie miał, a przede wszystkim wypełniałem niezwykle starannie to, co do mnie należało. Mimo to proboszcz stawał się coraz gorszy niecierpliwy, nerwowy i bardzo wybuchowy. Powoli poznawałem jego drugie oblicze zgorzkniałego malkontenta. Jasiu do złudzenia przypominał nieraz rozkapryszone dziecko, które znudzone kolejną zabawką niszczy ją i chwyta następną. Niestety takie było jego podejście do ludzi. Jego chimery i napady znosiły kolejne gospodynie (miał ich podobno jedenaście) i jedyny parafianin, który musiał z nim współpracować - kościelny Sarowski. Podziwiałem opanowanie tego człowieka, poniżanego na wszelkie możliwe sposoby. Wielokrotnie, trzęsąc się, ze łzami w oczach powtarzał, że go (Jasia) zabije „zapierdolę skurwisyna, upierdolę mu łeb przy samej dupie" - cedził przez zęby kościelny. Ciężka sytuacja materialna zmuszała go jednak do tej nieludzkiej pracy. Jasiu, kiedy miał zły okres, potrafił zelżyć na cały Kościół Sarowskiego albo ministranta podczas Mszy Św. Wyzywał od chamów i bezbożników ludzi przychodzących do kancelarii. Kiedyś obrzucił inwektywami i wygnał za drzwi matkę, która z płaczem przyszła załatwić pogrzeb swego kilkuletniego synka. Dziecko wpadło do głębokiego rowu z wodą i utopiło się. Proboszcz kazał jej iść po męża i wspólnie wytłumaczyć się 77

dlaczego żyją bez ślubu kościelnego. Dla mnie, choć już praktycznie wszystko robiłem za niego, nie był wcale lepszy. Siłą rzeczy stykałem się z nim kilka razy dziennie. Wszystkie posiłki jedliśmy razem - taki był wymóg biskupa w parafiach z neoprezbiterami. Oczywiście za posiłki musiałem płacić i to słono. Miewałem jak nigdy dotąd częste komplikacje żołądkowe - bynajmniej nie z powodu jedzenia, które było znakomite, ale z uwagi na ciągły stres w czasie spożywania. Kiedyś np. Jasiu wydarł się na mnie, ponieważ obrałem kiełbasę z flaka „za który też się płaci!". Powoli mijała jesień. Z moimi dziewczynami nazbierałem i ususzyłem masę grzybów dla rodziców na święta. Wraz z adwentem zaczęły się wyjazdy na spowiedzi do okolicznych parafii w naszym dekanacie. Miałem okazję porównać mojego proboszcza z innymi i dobrze poznać proboszczowską mentalność podczas długich, swobodnych rozmów przy stole. Stwierdziłem, że chyba z każdym z nich mógłbym się dogadać. Byli to mężczyźni w wieku 40-60 lat. Niemal każdy miał coś „na sumieniu", wielu było dziwakami, ale przecież usprawiedliwiało ich życie jakie prowadzili. Ciężko było mi przyznać - Jasiu był ich pajacem i nieustannym obiektem żartów. Drwili sobie za jego plecami ze sposobu w jaki się poruszał czy mówił. Byłem raczej pewien (a miałem w tym już pewne doświadczenie), że z wyjątkiem jednego, może dwóch - nie było wśród tej grupy kilkunastu księży więcej homoseksualistów. Najbardziej szokowała mnie ich cyniczna postawa wobec wszystkiego i wszystkich - wiernych, polityki, Kościoła i wobec siebie nawzajem. To byli geniusze cynizmu! Zastanawiałem się, co ich tak ukształtowało. Na pewno była to rutyna kilkunastu czy kilkudziesięciu lat kapłaństwa. Przez te wszystkie lata (głównie z braku zajęcia i motywacji typu: rodzina, dzieci) zdziwaczeli i wyostrzyli sobie dowcipy podczas sąsiedzkich spotkań. Niemal wszyscy byli też materialistami, niektórzy wręcz chorobliwymi. Naturalnie każdy ksiądz ma prawo być do pewnego stopnia materialistą. Większość ma jakieś drugie życie, a więc inne osoby na utrzymaniu; niektórzy prowadzą różne prace przy świątyni albo plebanii. Utrzymanie tych obiektów również kosztuje. Dziwiło mnie jednak zawsze to, iż pazerni na pieniądze są zarówno ci, którzy prowadzą jakieś inwestycje, jak i ci, którzy nic nie robią. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż większość tych mężczyzn zachowywała się jakby była przed chwilą wypuszczona z seminarium. Ciągle niepoważni, pozbawieni problemów bytowych; wiecznie, rozbrykani chłopcy. Szkoda tylko, że młodzieńczą
78

radość i entuzjazm zamienili na cynizm, a ideały na rutynę i pieniądze. Wigilię Bożego Narodzenia spędziłem wraz z Jasiem u jego jedynych przyjaciół w odległej wsi, gdzie poprzednio był proboszczem. Muszę przyznać, że tego dnia dał z siebie wszystko i udało mu się stworzyć miłą, przedświąteczną atmosferę. Złożyliśmy sobie życzenia, nie zabrakło również drobnych upominków. Nasi gospodarze również byli przemili. Widywałem ich później kilka razy na plebanii. Nauczyli mnie jedynego chyba rozsądnego sposobu postępowania z proboszczem - „najważniejsze to przeczekać, jak ma taki zły okres i nie sprzeciwiać mu się w niczym" - powiedzieli mi kiedyś. Święta upłynęły szybko i pracowicie. Po Nowym Roku czekała na nas kolęda - moja pierwsza. Na parafii wiejskiej, zwłaszcza dużej i rozczłonkowanej, kolęda jest dla księży największym wysiłkiem podczas całego roku. Rusiec, zarówno gmina jak i parafia, oprócz samej miejscowości miał kilka satelit małych wiosek, zagubionych między lasami i łąkami. W samych tych wioskach jedno zabudowanie od drugiego stało w odległości nieraz paru kilometrów. Zima była tego roku mroźna i śnieżna. Chłopi dowozili mnie i proboszcza do wiosek, ale dalej musieliśmy chodzić pieszo. Naturalnie ja miałem zawsze więcej rodzin do odwiedzenia i dalsze trasy do przejścia, ale to było oczywiste - byłem młodszy i bardziej wytrzymały. Kolęda, to bardzo ciekawa i pouczająca praca, zwłaszcza dla młodego kapłana. W ciągu, np. jednego popołudnia trzeba odwiedzić od 30 do 50-ciu rodzin. Odliczając dojście, na każdy dom pozostaje po kilka minut. Przez ten czas trzeba odmówić modlitwę, porozmawiać na kilka stałych tematów - obecność na Mszach Św., zdrowie, praca, problemy rodzinne, wątpliwości dotyczące prawd wiary itp. Każdy dom, rodzina ma swoją specyficzną i niepowtarzalną atmosferę. Po pewnym czasie doszedłem do takiej wprawy, iż po kilku zdaniach rozmowy odczytywałem niemal w oczach domowników co ich cieszy, a co boli; czy są szczęśliwi, czy też nie. Nauczyłem się w ciągu kilku chwil niejako wtopić w ich maleńki świat i spojrzeć na niego ich oczami. Wielu żaliło się na proboszcza - jego obcesowość i brak ogłady. Ze smutkiem mówili o swojej świątyni, która wygląda na opuszczoną tak, jakby nie miała gospodarza. Starałem się jak mogłem usprawiedliwić Jasia, ale w duchu musiałem tym narzekaniom przyznać rację. Były one tak częste i natarczywe, że chwilami odnosiłem wrażenie jakoby ci ludzie ciągle jeszcze nosili w sobie ukryte pragnienie buntu.
79

ale byli przy tym pogodni duchem i w większości zadowoleni z życia. postrzępione. Zjawił się u mnie w najbliższą niedzielę. natomiast 80 .głowa rodziny ciągle się upija i akurat wyszedł „na klina". Kobieta nie chciała o tym nawet słyszeć. że to tak łatwo" . Okazało się. kiełbas i jaj w większości tego. w myśl którego proboszcz z wikariuszem dzieli się ofiarami w stosunku 2:1 (oprócz ofiar za Msze Św. w którym palono chrustem z lasu.z czego ci ludzie żyli. Małe obórki i szopki skrywały leśne siano. Dla mnie była przeznaczona 1/3 z ostatniej puli. Dzieci były ubrane w stare. że mężczyzna . Kazałem więc na odchodnym przyjść do siebie najstarszemu z chłopców.piaszczyste. Co roku ludzie z nadzieją dawali na ten cel pieniądze i co roku pieniądze te znikały w niebycie. że i tak przyniesie je do Kościoła. od czasu przybycia do Ruśca. Było to na pozór zgodne z prawem kanonicznym. że jest im ciężko bo. Mieszkańcy tego skansenu sami przyznawali. jadalnia. na skraju lasu. sypialnia i łazienka. co sam dostałem od ludzi. krowę lub kozę. Postanowiłem zostawić w tym domu wszystkie pieniądze jakie tego dnia zebrałem. malowanie i dla księży. Klepisko zamiast podłogi było czymś normalnym.obruszał się na swoich parafian. na każdej kolędzie zbierał ofiary na malowanie Kościoła. Jedna izba zapewniała wszystkie „wygody" . Wyglądały na niedożywione i przybite swoją biedą. Mój genialny proboszcz.„chamy myślą. Jasiu przykazał mi solennie (wcześniej ogłosił to z ambony) abym przyjmował ofiary na trzy cele: utrzymanie Kościoła. Ziemie były tu nieurodzajne . żyją przeważnie z lasu. po jednej z Mszy. Glinianki kryte słomą sprawiały wrażenie niezamieszkanych. ale na szczęście nie przyszedł. Kobiecie z trudem udawało się uchronić część z zasiłku. aby dać ją „na ofiarę". Ze wzruszeniem spostrzegłem jednak. Wszyscy grzali się przy starym. Jak sam mi się przyznał. który otrzymywała rodzina. Według prawa jednak podział ten ma dotyczyć wszystkich ofiar. Nie mogłem wyjść z podziwu . kaflowym piecu. że trzyma w ręku niewielką kwotę. żeby dumna matka nie zawróciła go do mnie. nie miał najmniejszego zamiaru tego robić . parę kur.Jeden dzień kolędowania poświęciłem na wioskę całą ukrytą w dużym lesie. Maleńkie chatki na leśnych polanach wyglądały na żywcem wyjęte ze średniowiecznego pejzażu. Powiedziała. szynek. Nie było widać prawie żadnych pól uprawnych. ale czyste ubranka.kuchnia. Modliłem się. Z największą biedą zetknąłem się jednak w innej wiosce. Dałem mu dwie wypchane torby mięsa. stosunek 1:1). W jednej z takich glinianek natrafiłem na matkę z pięciorgiem dzieci.

ośmieszania.. Bardzo doskwierało mu siedzenie w Ruścu. Jednak pod tą zrogowaciałą już skorupą . Tym można by tłumaczyć jego pogardliwy stosunek do chłopów. Jan najbardziej ubolewał nad jego dotkliwą 81 . gdyż cały Kościół jest hierarchiczny. W ogóle lubił. że nowa namiętność (napływające pieniądze) przyćmiła na jakiś czas popędy zmysłowe. a przez to złagodziła usposobienie. inteligentny i kulturalny kapłan musi męczyć się na tej wyjątkowo trudnej parafii. a dzielił się skwapliwie 1/3 ostatniego. jak się nad nim użalano. Ja osobiście byłem bardziej skłonny współczuć jego parafianom.jak wyrwać się spośród tej „hołoty". Ciągle chodziło mu po głowie . Jan miewał również. zmagania z innym popędem (który mógł mieć swoje korzenie w seminarium) . Wszystko jest więc zgodne z prawem. Jasiu w czasie kolędy był bardziej spokojny. dla moich rodziców. Czasem bywał nie do zniesienia.in. ks. iż tak wspaniały. Wspominając tamto wydarzenie. W wypadku tym zginęła jego ówczesna gospodyni. Marzył na przyszłość o parafii miejskiej. Jan był ciągle spragniony innych ludzi. a nie demokratyczny. prawdziwym powodem do tego aby mu współczuć był tragiczny wypadek samochodowy. ks. Sam uważał to za największy krzyż życia. Można było wiele osiągnąć utwierdzając go w tym przeświadczeniu. Był serdeczny i gościnny dla wszystkich gości zjeżdżających na plebanię. Jak nie trudno się domyśleć. Według mnie. Całkiem możliwe. Muszę lojalnie stwierdzić. godnego szczególnej czci i szacunku. Wielokrotnie widziałem go wzruszonego ludzką krzywdą.. Jestem pewien. Niewielu wikariuszy decyduje się w takich przypadkach upominać o swoje. że ten człowiek jest z natury dobry i ludzki. któremu uległ kilka lat wcześniej. za co jestem mu bardzo wdzięczny. m. najlepiej w Łodzi. że jego przodkowie (a zatem i on sam) byli szlachtą ziemiańską. Takie obejścia prawa nie są rzadkością wśród proboszczów. Często powtarzał.mój proboszcz sprytnie skierował dwa pierwsze źródełka do swojej kieszeni. proboszcz uważał się za kogoś lepszego. chociaż sam pochodził z maleńkiej wioski. Wzruszał się szczerze. nowinek. a on sam miał złamaną nogę. Czasami jednak takie sprawy opierają się o arcybiskupa. towarzystwa. Gorzej natomiast traktował swoich podopiecznych.biło serce wrażliwego człowieka. który i tak zawsze staje po stronie ojca parafii w myśl zasady pokory i posłuszeństwa wobec wyższego rangą. iż ks. Ciężki to los dla parafii proboszcz pedał i malkontent z manią wielkości.narosłą przez lata samotności. obok złych. także dobre dni. Jego malkontenctwo przybierało chwilami wynaturzone rozmiary. gdy ktoś wyrażał swoje współczucie. Ks.

jakie mi zadał w czasie mojej pierwszej wizyty w Ruścu. doskwierała mi bardzo w mojej nieogrzewanej wikariatce.. Pod łóżkiem i meblami utworzyły się dywany z pleśni i grzyba.skazał go na siedzenie w parafii albo na łaskę wikariuszy. W połowie stycznia ks. Nie bez powodu.jechały również dwie kobiety. Fakt. tumany śniegu walące w przednią szybę ograniczały bardzo widoczność. nie mógł nakazać mi. Jana z poprzedniej parafii (o której już wspominałem) oraz jego gospodyni. Jechałem bardzo wolno. Już na jesieni kupiłem grzejnik na butlę z gazem. zabraniem mu na kilka lat prawa jazdy. oczywiście ze mną. iż wydarzy się jakieś nieszczęście. które o mały włos nie przypłaciłem życiem. jednym z pierwszych pytań. Po tym. ok. jak na jesieni wyprowadził się organista z rodziną. Od tamtej pory zarabiałem na jedzenie i prąd. które ciągle musiałem ścierać. było pytanie o samochód. droga oblodzona. w obniżeniu terenu. kiedy przyszły duże mrozy. W końcu zmuszony byłem wyłączyć grzejnik i kupić dwie farelki. po jego nienaturalnie miłym i kulturalnym zachowaniu. W ostatnim momencie zobaczyłem przed sobą dwa blisko siebie osadzone 82 . Wyjechaliśmy parę godzin przed świtem. Dzień przed pogrzebem był u niego brat z rodziną. Był silny mróz. aby zdążyć na czas.konsekwencją. Zawsze mogłem się czymś wykręcić i robiłem to. Zniosło nas na drugi pas jezdni. a nawet ścianach . oprócz mnie i proboszcza . który mieszkał we Wrocławiu.tworząc kałuże. przyjaciółka ks. kiedy szczególnie dotkliwie „zalazł mi za skórę". Gdy jednak zacząłem nim grzać non stop. 40 km/h. całe mieszkanie dosłownie przesiąknęło wilgocią. Wieczorem miałem niemiłe przeczucie. W samochodzie. Fakt ten zbiegł się w czasie z końcem kolędy i tragicznym wydarzeniem. aby zabrać go na tę smutną uroczystość.. W momencie wchodzenia w łuk zakrętu straciłem kontrolę nad kierownicą i wpadłem w poślizg. Na dodatek w styczniu zamarzła woda w rurach. Zima 1993r. że i mnie wypadało być na tym pogrzebie. Przy całej swojej apodyktyczności. Woda spływała po oknach. Mniej więcej w połowie drogi do Wrocławia jest ostry zakręt nad lasem. moje mieszkanie pozostało jedyną zamieszkaną częścią budynku. proboszcz dowiedział się o śmierci swojego szwagra. Ten „niesprawiedliwy wyrok" jak mówił . abym go zawiózł tam gdzie chciał i kiedy chciał. drzwiach.na przednich siedzeniach . W takich okolicznościach nie mogłem mu odmówić tym bardziej. Jan postanowił jednak jechać następnego dnia. iż posiadałem auto ratował mnie nieraz i był to najlepszy hak na proboszcza.poznawałem to zazwyczaj już dzień wcześniej. Kiedy więc zaplanował sobie jakiś wyjazd . Ks.

światła . ale remontu. a karetki pogotowia zabrały nas do szpitala. która miała złamaną rękę i musiała jakiś czas pozostać w szpitalu. Wkrótce nadjechała policja. Ja natomiast z gospodynią wróciliśmy wynajętym samochodem do Ruśca. jakie straszne męki przechodzi gdy ręce 83 . Ze łzami w oczach opowiadał. Po wypadku stosunkowo szybko doszedłem do siebie.5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i ponad 20 min grzywny. proboszcz zadzwonił po taksówkę. proboszcz. Po kilku godzinach spędzonych w szpitalu i na komendzie. które zgodnie potwierdzały to. Rzeczywiście mogło to tak wyglądać. a z rozciętego łuku brwiowego sączyła się krew. jadący innym samochodem zeznali. gdzie składaliśmy zeznania. że „prawdopodobnie" wyprzedzałem na zakręcie i stąd czołowe zderzenie z samochodem jadącym z przeciwka. Jan zafundował sobie kilka serii masaży klatki piersiowej. w którego uderzyłem. Wyjątek stanowiła znajoma proboszcza. ponieważ przede mną jechał inny samochód. a na sprawie sądowej nie wstawił się za mną ani jednym słowem. Proboszcz oczywiście obarczał mnie winą za wypadek. Ks. Zawlokłem się do niego i zobaczyłem zszokowanego. podjechał nią pod wrak mojego samochodu. choć jemu zupełnie nic się nie stało. Usłyszałem jęki moich pasażerów . który pokrywał całą jezdnię. Fiat 126p. Kiedy wyszedłem z samochodu przewróciłem się na lodzie. Mimo zeznań moich i gospodyni. leżał w rowie. Niestety z uwagi na brak pieniędzy musiałem czekać na to ponad pół roku. Jedyną pociechą był dla mnie fakt. ale zaraz potem ją odzyskałem. pozwolono nam wracać do domu.wszyscy żyli i mieli się nieźle.otrzymałem wyrok skazujący mnie na 0. że wpadłem w poślizg . Nikogo więcej tam nie było. Kierowca „malucha" i jedyny świadek. gdzie wyrok z Kępna utrzymano w mocy. zlał się z przeraźliwym hukiem zderzających się ze sobą czołowo samochodów. Na chwilę straciłem przytomność. ale przytomnego kierowcę. iż mój samochód nadawał się do generalnego (co prawda). że to „maluch". pod cienką warstwą śniegu. iż znalazłem się przez chwilę obok niego. Dzięki Bogu nikt (łącznie z kierowcą fiata) nie odniósł poważniejszych obrażeń. wyciągnął z niego wieniec i po paru godzinach był już na pogrzebie szwagra. Bardzo bolała mnie lewa noga i dolna część kręgosłupa. a mnie zniosło w ten sposób. Tak skończyła się ta tragiczna w skutkach wyprawa.pomyślałem. Najwięcej krzyczał ks. Natomiast ks. Mój głośny krzyk „O Jezu!". Od tego niesprawiedliwego wyroku sądu w Kępnie odwołałem się do Sądu Wojewódzkiego w Kaliszu.

Pierwszą tragedią była śmierć młodej kobiety. Były to dwa pogrzeby. Sam byłem potłuczony. kiedy wróciłem już do normalnych zajęć. że zawstydziłem się na myśl o tym. Zwykle tragedie innych ludzi uczą nas pokory i dystansu wobec naszych własnych rozterek.„śmiać się z tymi. jej mąż ukończył budowę ich nowego domu. ojciec przekazał mu cały majątek 84 . Niedługo przed śmiercią. Potrzebne było bardzo drogie lekarstwo. który jednak odmówił. i tak już zadłużonej. choć żegnałem już wcześniej swoich dziadków. jak bardzo przeżywałem swoje własne kłopoty. Nie mogłem nawet z nikim podzielić się swoim bólem. Stojąc nad grobem. kulejąc. matki dwójki małych dzieci. obok małych sierot i klęczącego na ziemi ich samotnego ojca . który żyje dla siebie i z myślą o sobie nigdy nie będzie człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. bez samochodu i pieniędzy. Człowiek. Po wypadku i jego przykrych następstwach wpadłem w pewnego rodzaju depresję. Jako kierowca byłem odpowiedzialny za to co się stało. a niebo pozostaje głuche na jego wołanie . na żadnym pogrzebie nie widziałem tak wielkiego żalu i rozpaczy. skazany niesłusznie przez sąd. na które nie było stać jej. Był on jedynym synem najbardziej zamożnego człowieka we wsi. nosić ją wiadrami z plebanii proboszcza.masażysty zawadzają mu małe włoski rosnące na piersiach. Dziewczyna zmarła po paru latach chorowania na białaczkę. że pokarał go los i sprzysięgły się przeciwko niemu wszystkie siły na ziemi. Była szansa aby ją uratować. którzy się śmieją i płakać z tymi. Była jedną z najbardziej lubianych istot w całej okolicy . kompleksów czy niezaspokojonych ambicji.nie wytrzymałem i sam zaniosłem się płaczem. Kiedy człowiekowi wydaje się. Parę m-cy przed śmiercią. byłem świadkiem tak wielkich cierpień ludzkich. Nie mając wody w mieszkaniu musiałem. aby tak jak mówił Jezus . Nigdy wcześniej. którzy płaczą". wyjątkowo tragicznym wydarzeniem była śmierć 30-letniego mężczyzny męża i ojca dwóch kilkuletnich chłopców.bardzo serdeczna i wesoła. które wstrząsnęły całą parafią. Po raz pierwszy w życiu płakałem na pogrzebie. Niedługo po tych wszystkich wydarzeniach. rodziny.warto czasami spojrzeć na prawdziwe cierpienia innych ludzi Nie każdy potrafi wznieść się ponad własne sprawy i problemy. ………………………………………………………… Następnym. Zwrócono się o pożyczkę do proboszcza.

Około godziny zabrała mi obserwacja sklepu. Chłopak. znajomi księża (m. Trzeba jednak oddać Ruścowi. jednak zawsze była w nim przynajmniej jedna osoba. Wspomniałem już wcześniej.in. ze zmiażdżoną klatką piersiową. a najlepiej jeszcze dalej. któremu obce powinny być normalne ludzkie zachowania i przypadłości. Najbliżsi zmarłego wpadli w obłęd rozpaczy. Oczekiwałem wielu gości . Zagadka tej dziwnej śmierci do dzisiaj jest nierozwikłana. Zbliżały się moje pierwsze imieniny w kapłaństwie. ciastka. ale zawsze osoba kupująca przede mną czekała wytrwale aby sprawdzić . przygniecione małym ciągnikiem do betonowego filaru. Kątem oka zobaczyłem. iż zaraz za mną weszła druga kobieta. obok którego młode małżeństwo zamieszkało w pięknym. Wiąże się to oczywiście z ciągłym postrzeganiem każdego księdza jako nad-człowieka albo ufoludka. a w Ruścu nie było taksówek. Wiesiu z Łodzi) i przyjaciele. ale tak. stanąłem w kolejce jako drugi i nie wyszedłem mimo. Małe. by wtajemniczyć to tylko (znajomą zresztą) sprzedawczynię. których nie męczy życie „na ławie oskarżonych". Niewielu jest kapłanów. W kulturalnym domu powinny być różne trunki. Najważniejszym gościem miał być oczywiście mój proboszcz. Dwukrotnie wchodziłem do środka. Starym.. chociażby z uwagi na różne upodobania ewentualnych gości Musiałem więc jakoś zaopatrzyć się w kilka butelek. powinienem zrobić to przynajmniej w sąsiedniej parafii. księżowskim sposobem. która widziała już moje wcześniejsze podchody przed sklepem.oprócz rodziców mieli przyjechać koledzy neoprezbitarzy. Jego matka dostała pomieszania zmysłów wchodziła do otwartej trumny syna. a lekkie . szwalnię i tartak. wino i .mszalne wino nie było najbardziej pożądanym alkoholem. Wiedziałem. że większość zaproszonych nie była abstynentami. ks. iż zainteresowanie wokół mojej skromnej osoby przybierało tam formy obsesyjne. lizała go po twarzy i rękach prosząc aby wstał.pół litra wódki. jak bardzo doskwierało mi ciągłe kontrolowanie każdego mojego kroku. Drżącym głosem poprosiłem czekoladę. wiejskie środowisko naturalnie sprzyja powstawaniu i rozchodzeniu się wszelkich sensacji na temat „czarnych". Miało to miejsce jeszcze w rodzinnej parafii. 85 . nowym domu. Postanowiłem więc dokonać zakupu na własnym terenie. kiedy przyjeżdżałem na wolne dni z seminarium. Był jednak poważny szkopuł nie miałem samochodu. Kobieta przede mną zrobiła swoje zakupy i czekała z ciekawością na moje. ojciec odnalazł ciało syna w tartaku. Krytycznego dnia rano.cegielnię.. skonał ojcu na rękach.co też kupi ksiądz? Przy trzecim razie nie wytrzymałem.

innemu człowiekowi i czerpania z innego człowieka. ale samotne wieczory przed telewizorem zaczęły mi coraz bardziej doskwierać. Dzięki kilku przemiłym parafianom. Bardzo lubiłem wiosenne spacery uroczymi. Nie minął nawet jeden dzień. aby upiec dla mnie moje ulubione rogaliki z marmoladą. a jedna z nich chwyciła się za serce.także księża. a cała parafia miała mnie za alkoholika. Zawrzało we mnie. Obok potrzeb cielesnych każdy człowiek ma potrzeby duchowe. że mógłbym żyć inaczej . ani fochy proboszcza. a w ciepłe popołudnia paliliśmy ogniska w pobliskim lesie. łąk i ogromnych przykościelnych lip. tamtej wiosny poczułem po raz pierwszy. „To niech mi pani da jeszcze dwie butelki" powiedziałem i tryumfalnie uśmiechnąłem się do przerażonych kobiet. Żyje w nas potrzeba zawierzenia komuś bezgranicznie i do końca.mogłem parę razy odwiedzić rodziców mieszkających prawie 200 km od Ruśca. C/asami odwiedzali mnie koledzy księża z pobliskich parafii. Moje studentki odwiedzały mnie od czasu do czasu. wiejskimi drogami. 86 . które częściowo (na płaszczyźnie transcendentalnej) zaspokaja poprzez ciągły kontakt z Bogiem. kto byłby zawsze obok mnie . które w międzyczasie zaczęły już symulować rozmowę . że wódka ma zdrożeć?" Pani Marysia zdumiona skinęła głową. patrzeć na uśmiechnięte buzie dzieci . Chyba po raz pierwszy pomyślałem.moja dojeżdżająca gospodyni. Przydrożne ogródki przynosiły zapachy pierwszych kwiatów. Tak zostaliśmy wszyscy stworzeni. a po chwili zapytałem głośno i pewnie: „pani Marysiu. Katecheza z dziećmi. A może jednak ksiądz musi żyć jak trędowaty wśród swoich parafian? Po srogiej zimie zawitała do Ruśca gorąca wiosna .że niewiasty. Mimo to jednak. Tego było mi już za wiele.moich własnych dzieci. ale nie do końca. wszyscy . Wkrótce jednak pożałowałem tego wybryku.zasypiać i budzić się przy ukochanej kobiecie. ani brak swojego auta.z bujną zielenią lasów. Niekiedy przyjechała z Łodzi p. Z ministrantami grałem zacięte mecze piłkarskie. Cudowna wiosna na wsi tak mnie rozanieliła.cieszył się i smucił razem ze mną. czy to prawda. z całym zaufaniem. że brakuje mi kogoś bliskiego.zaniemówiły. Istnieje jednak w każdym z nas pragnienie oddania się. zwłaszcza w małej wiosce (gdzie teraz dojeżdżałem rowerem) dawała mi dużo radości i satysfakcji. a ptaki prześcigały się w śpiewie. którzy pożyczali mi swoje samochody . Halinka . iż nie doskwierał mi tak bardzo. Brewiarz i inne modlitwy wypełniały wielką pustkę i samotność.

Jednego z nich rozpoznałem jako powszechnie znanego wśród księży pederarastę. Arcypasterz zaszczycił nawet wizytą moją wikariatkę. że od czasu do czasu przyjeżdżało do niego paru księży. której miałem przewodniczyć. Miałem jednak chwilę satysfakcji. dziekana w Szczercowie. gdy w mojej obecności arcybiskup ostro skrytykował proboszcza za to. że proboszcz wystąpi do arcybiskupa o moje przeniesienie i będzie czekał z nadzieją na nowego „chłopca". Ten natomiast przybiegł za parę minut jakby obawiając się tej rozmowy. Kiedy wszedłem za nimi proboszcz. nie rozpoczął Mszy tylko odwrócił się na pięcie i wraz z ministrantami pomaszerował z powrotem do zakrystii. Przyjął moją rezygnację ze zrozumieniem. a czasami nawet miły. Ja myślałem wtedy tylko o tym.musiał po raz pierwszy zrobić coś za mnie. Ja również zawczasu. rzucił się na mnie całym cielskiem. dla pewności. coraz częściej myślałem o zmianie parafii. Dla nas obydwu było już jasne. Wszedłem do Kościoła gdy proboszcz akurat podchodził do ołtarza. iż nie potrafiłem przy tej okazji powiedzieć ani jednego słowa skargi na mojego przełożonego. arcybiskupa. którzy na to wszystko patrzyli. bluźniąc przy tym i ubliżając mi jak nigdy dotąd. Jan uznał. Doczepiał się do mnie przy byle okazji. jak bardzo musieli być zgorszeni moi ministranci. ks. gdzie rozmawialiśmy chwilę w cztery oczy. czerwony na twarzy i z pianą na ustach. Byłem pewien. Zaczął mnie szarpać wyrywając guziki od sutanny. Przez pięć lat. Z ważniejszych wydarzeń przy końcu mojego pobytu w Ruścu należałoby wspomnieć o wizycie samego ks. Po takich „cichych" wizytach swoich kolegów. walnąłem nim o szafę aż się przewrócił i wybiegłem z Kościoła. że to nastąpi. Proboszcza spotkała największa chyba dla niego kara . Wyrwałem się z uchwytu szaleńca. Nie miałem najmniejszych wątpliwości. co roku na wiosnę przyjeżdżali do niego wikariusze rusieccy w tej samej sprawie. wielokrotnie starałem się do niego przełamać . w niedzielę. Od tamtego wydarzenia moje oziębłe kontakty z proboszczem stały się lodowate. że dłużej ze sobą nie wytrzymamy. Od kiedy nie miałem samochodu . że nic nie robi w parafii 87 . bez wzajemności. Jan bywał przez jakiś czas spokojniejszy. iż nie jestem mu już przydatny. Rad nie rad wrócił do ołtarza i odprawił Mszę św. który przybył na obchody 350-tej rocznicy utworzenia parafii. zgłosiłem chęć zmiany u ks.W miarę jak zbliżało się lato.ks. Widząc mnie. Kiedyś spóźniłem się pięć minut na Mszę św. Odkryłem. nie zdejmując ornatu. Stało się to po raz pierwszy i tylko częściowo z mojej winy. Dziwiłem się później sam sobie.niestety.

a nie znajdując jej . Z pewnością nie zasługują oni na niepochlebne opinie. choć nie pozbawił nadziei. Ja otrzymałem zapewnienie od szefa. że przeniesie mnie bliżej rodzinnych stron. Do dzisiaj mam przynajmniej czyste sumienie.podniósł głos arcypasterz.odezwała się też we mnie nuta żalu i nostalgii za tym uroczym miejscem. gliny.jedno z miast-satelit Łodzi. iż będę mieszkał w ogromnej plebanii. Do dzisiaj z wielką życzliwością wspominam jego mieszkańców.in. nominację na nową placówkę . wybudowanej niedawno przy innym Kościele i w innej parafii. które krążą na ich temat w łódzkim środowisku kościelnym. że jest również ta jasna .pozytywna strona i jej muszę szukać. które miałem opuścić. miłości (choć w nieco innym wydaniu). Tak oto upłynęło mi 11 miesięcy w parafii Rusiec. Był po prostu ulepiony z innej. Zgodnie z przyjętym zwyczajem pojechałem tam kilka dni wcześniej. Prosiłem najczęściej o rozum i nawrócenie . Pokazał mi swoim postępowaniem raczej ciemną stronę kapłaństwa. a czasami wręcz do rozpaczy. jak każdy człowiek. do której zostałem posłany był Aleksandrów .obok uczucia ulgi. Ksiądz Jan bowiem za wszystko obarczał winą swoich poprzedników. niż większość ludzi.m. Faktem jest. Jeśli dodać do tego księżowski styl życia jaki prowadził.ale się modliłem.popadł w przygnębienie i malkontenctwo. Okazało się. a przy okazji zrobić zwiad dotyczący mieszkania. a jednocześnie nadziei na przyszłość . można próbować przynajmniej częściowo go usprawiedliwić. Mówiąc szczerze było mi go żal. nie maluje świątyni i nie założył ogrzewania w wikariatce. aby przedstawić się nowemu proboszczowi. Ludzie go nie akceptowali. Jana Dupczyckiego oraz sposób w jaki go odbierałem. Szukał. Kiedy po wakacjach zastałem na plebanii dekret arcybiskupa. Parafia ta pod wezwaniem 88 . iż wiele razy doprowadzał mnie do białej gorączki. iż każdego wieczoru w Ruścu modliłem się za niego. Opisywałem już wiele razy moje podejście do ks. „Jak można ciągle wszystko zwalać na innych!?" . a on stał się wobec nich nieufny i agresywny. Był moim pierwszym proboszczem i zaraz na początku mojej posługi kapłańskiej podeptał wiele ideałów. ROZDZIAŁ VI Kapłański business w Aleksandrowie Nową parafią. które zachowałem w seminarium. okolicy itp.

Nie dostałem więc kluczy do mojego przyszłego mieszkania. Ponieważ w Ruścu okupiłem się trochę w meble. ale pełen wiary i zapału przed nowym wyzwaniem. łazienki i kuchni . że jest ono piękne i czyste. a przy okazji dowiedziałem się. Od plebanii. Młody kościelny z dumą mówił. niedawno zadaszona.oprócz starych. Przywitałem się z nimi. która wyodrębniła się z tej pierwszej. a gdy w końcu otworzył mi drzwi mieszkania ogarnęła mnie czarna rozpacz. Kiedy zajechałem na miejsce z całym majdanem okazało się. iż kluczem do postępu wszelkich prac w parafii jest ks. która powstała rzeczywiście w rekordowym czasie. była w stanie organizowania się. tj. musiałem wynająć ciężarowy samochód i kilku ludzi do przeprowadzki. Na plebanii. 2 km do miejsca pracy . 30 sierpnia. które zajmowały .przebywał akurat w Niemczech. ale gospodyni prałata zapewniała mnie. wydawał się być tym wszystkim wielce zdziwiony. W kuchni zepsute mięso i wędliny dosłownie wylewały się z lodówki. przy aleksandrowskim rynku nie zastałem także ks. Wszystko przykrywała gruba warstwa kurzu. że proboszcz dopiero co przyjechał z Niemiec i śpi po podróży. Ze środka buchnął odór zepsutego mięsa i stęchlizny.dużej kaplicy na ogromnym placu między dwoma nowymi osiedlami bloków. w której mieszkało jeszcze pięciu księży. będący rezydentem w miejscowej parafii. zepsutych mebli .młody wiekiem i pełen zapału góral z Podkarpacia. przez godzinę szukał kluczy. Jarema Trunkowski . Świątynia była w stanie surowym.od ponad roku stało puste. Wcześniej zajmował je starszy kapłan .Świętego Rafała była tzw.dziwak. jak dużo pracy włożyli razem z proboszczem i ofiarnymi parafianami w budowę kaplicy. Mieszkanie składające się z dwóch pokoi. parafią macierzystą. Niestety ks.większą część mieszkania. Po wejściu do środka zobaczyliśmy stosy (od podłogi po sufit) gazet. dokąd pojechał po samochód.proboszcza parafii Św. Proboszcz . którego obowiązkiem było przygotowanie dla mnie mieszkania. Rafała. W dniu. Księża w podeszłym wieku. czujący się 89 . W ogóle cała parafia erygowana rok wcześniej. mnie zaś przydzielono do parafii Zesłania Ducha Świętego. na emeryturze. Odjechałem z Aleksandrowa co prawda niedoinformowany. Proboszcz. Gdy już zdołałem go dobudzić. proboszcz Jarema miał oczekiwać na mnie na plebanii z kluczami do mojego mieszkania. Przy wykańczaniu obiektu pracowało akurat kilku ludzi. miałem ok. w którym dokonują się zmiany w parafiach.mój nowy przełożony . prałata Hedoniusza Bogackiego .

mogli pracować na parafiach jako rezydenci na przysłowiowe pół etatu. iż miała dwie połączone ze sobą świątynie oraz proboszcza biznesmena . Zanim przejdę do opisu swojej nowej placówki. odzyskał wszystkie dobra kościelne. Tym sposobem na Mszach Św. Ks. Jedno z drugim zresztą poniekąd się łączyło. Ten pierwszy dzień w nowej parafii trochę podkopał moją. W międzyczasie ks.jedno było pewne . a wszystkie te dobra ogrodził wysokim murem. że zdawał się nie zauważać żadnego problemu. „Pierwsze koty za płoty" . które były do odzyskania. Macierzysta parafia Św. tzn. że wracam za trzy dni kiedy mieszkanie będzie puste i czyste. i tak zachwianą. Wprowadziłem się w końcu do jednego pokoju (drugi był zagracony i zamknięty na klucz) i zacząłem nowe. Wnętrza obiektów wyłożył marmurami i drewnem. Bogacki. Ten starszy kolekcjoner gazet po paru latach takiej rezydentury. Byłem podłamany tym bardziej.na parafię. Kupił sobie najnowszego mercedesa. jednocześnie budując cały szereg nowych . iż czekała mnie jeszcze przeprowadzka z piwnicy na drugie piętro.drugą większą.niemal połowa centrum Aleksandrowa należała kiedyś do Kościoła. a część . ogłosił przetarg na wynajem kilkunastu budynków. a było ich niemało . a więc nie mogłem także pracować. Rafała była kilkakrotnie większa od naszej.nie mogłem wprowadzić się na plebanię.pomyślałem i po kilku dniach wróciłem do Aleksandrowa pełen otuchy. prałat zajmował się interesami. Wynajęci ludzie znieśli z samochodu do piwnicy moje rzeczy.małego. Jarema był tak zauroczony swoim nowym Passatem sprowadzonym bez cła . chciałbym najpierw scharakteryzować parafię w której mieszkałem i pozostałych lokatorów miejscowej plebanii. wiarę w proboszczów. Ksiądz prałat Hedoniusz Bogacki był prawdziwym człowiekiem czynu.również do wynajęcia. część ludzi stała twarzą do ołtarza. a ja ustaliłem z ks. Ks. Równocześnie z Kościołem.bokiem. Kiedy nastał w Aleksandrowie po-stanowił jak najszybciej dać upust swojej inwencji i geniuszowi. wielkomiejskie życie księdza. któregoś pięknego dnia wsiadł w pociąg i wyjechał „w świat" nie mówiąc nikomu ani słowa. W krótkim czasie dostawił do boku już istniejącej świątyni . Wracając do niezręcznej sytuacji . krewki proboszcz wybudował ogromną plebanię o wielkości dwóch połączonych bloków mieszkalnych.jeszcze na siłach . a jej cechą szczególną było to. grubego człowieczka o przenikliwym spojrzeniu. Jaremą. 90 . w podziemiach wybudował garaże.

które wówczas zalewały wprost Kościół w Polsce.z czego finansował swoje przedsięwzięcia? Parafia. iż nie przepuścił żadnej okazji aby dorobić trochę do tacy.do prac wykończeniowych zatrudniał na czarno Rosjan. Kiedy skończyły się naprawdę . ks. którzy nie zawsze mogli przyjść na „dniówkę" do prałata. którzy runęli wtedy do Polski przez otwartą granicę. U niego nigdy nic nie było za darmo i nic się nie marnowało. co wstawiał do hurtowni. na te same cele. Dzięki swoim plecom w kurii biskupiej miał do nich dostęp nieograniczony.z tego mniej więcej jedną czwartą z pensji proboszcza. w formie wynagrodzenia dokarmiani byli z darów prałata. pomników. Bogacki prześcignął chyba wszystkich. tak olbrzymich dochodów.kupił wszystkie materiały budowlane. ekshumacji. łącznie z fachowcami. jak już wspomniałem. tj. Nie wspominał jednak. Ktoś zapyta . Parafianie. że prałat wyciągał grubo ponad 400 min miesięcznie .Ubolewał często. 50 min miesięcznie. ale ks. Za to. Kiedy już dokończył wszystkie inwestycje bez złotówki długu. Bogacki miał ich jeszcze na długo pod dostatkiem. a sam właściciel słynął z bezwzględności przy zbieraniu czynszu. Cóż mogło go obchodzić to. a pozostałą lwią część z tytułu dzierżawionych budynków. Kiedy dary się skończyły. które zbierał na tacę. słynął z tego. bo wtedy „wyciągnąłby" z tego wszystkiego o wiele więcej. Do tego dochodziło ok. zaczął zarabiać ogromne pieniądze. że ofiarodawcy z zagranicy przekazywali swoją pomoc ludziom biednym i chorym czyli najbardziej potrzebującym. choć jedna z najbogatszych w diecezji nie przyniosłaby w tak krótkim czasie. od placów. wyciągał pieniądze od wiernych. którzy pracowali na budowach. a drugie tyle dostawał z wszelkich podatków cmentarnych. prałat. Lokale wynajmowane przez niego należały do najdroższych. Pomysłowy kapłan aby zbudować swoje imperium w genialny wręcz sposób uwzględnił trudną sytuację zaopatrzeniową w latach 80-tych i maksymalnie. za haracze pobierane od innowierców grzebiących swoich zmarłych na katolickim cmentarzu itp. Sam w swoich wypowiedziach nie ukrywał zaradności z jaką obracał różnymi deficytowymi towarami. W 91 . Wielu proboszczów zrobiło własne i kościelne interesy na darach. sklepów i co przez podstawionych ludzi sprzedawał na bazarach . wykorzystał ogromne ilości darów z zachodu. dzień zwłoki nie wchodził w rachubę. na niespotykaną skalę. iż równocześnie na wszelkie możliwe sposoby. Ks. że prawo kościelne zabrania księżom aktywnego prowadzenia interesów. Z moim proboszczem obliczyliśmy kiedyś.

nawet jego gospodyni tam nie sprzątała. w tym jeden autokar-mercedes dla prywatnej firmy przewozowej ze Zgierza. a na podwórzu plebanii suszyły się sznury pieluch . Nawet wyposażenie swoich Kościołów.. Bogacki był gotów zrobić i zrobił znacznie więcej. zajmował kilka ogromnych salonów na dwóch kondygnacjach. marmur.antyczne meble. zaczął sprowadzać samochody bez cła na parafię (swoją i inne). dwupokoikowych mieszkankach. prałat kompletował za granicą. którzy się wyprowadzili. Jako jeden z pierwszych księży w Polsce. jak wszystko na skalę masową. Podobno za same obrazy Kossaków i innych sławnych malarzy.przy każdej okazji odwiedzał swoich dobroczyńców. jakie przychodzą do mnie z Aleksandrowa. łącznie z ławkami i komżami dla ministrantów.sprzedawał z dużym zyskiem różnym firmom i osobom prywatnym. Dla siebie był znacznie „skromniejszy" .in. którym otoczony był prałat. którą wybudował. najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny . Całymi dniami i wieczorami myślał nad nowymi źródłami do-chodu.przeszłości ten geniusz finansjery przebywał kilka lat na parafiach za granicą . ks. skórzane kanapy i fotele.aby rodziny z dziećmi mieszkały pomiędzy księżmi. Według najnowszych wiadomości. Mając tam liczne znajomości i koneksje . Pozostałych pięciu księży (w tym dwóch proboszczów) ulokował w małych. a resztę plebanii wynajął na szwalnię i gabinet lekarski. na miejsce trzech księży. Według słów mojego proboszcza Trunkowskiego. Jest to przypadek nie mający chyba swojego precedensu w polskich parafiach . ks. prałat nie poprzestawał na 92 . Robił to. ks. boazerie.do swojej stajni zakupił najnowszy model jeepa Opla Frontierę.nielegalnie . Jako biedny księżulo z biednej Polski. które sam widziałem w jego mieszkaniu . jednak w miarę. Kiedy mieszkałem w jego parafii (w ciągu roku) sprowadził i sprzedał w ten sposób kilka samochodów. Pieniądze płynęły ze wszystkich stron. m.rosła też chciwość kapłana. zamożnych zachodnich duszpasterzy.to tylko część ubóstwa.można by wybudować. prałat wynajął także na plebanii kilka mieszkań dla świeckich rodzin. W paru pokojach nikt nigdy nie był.w Anglii i Holandii. Na plebanii. Oryginalne . Sprowadzał wozy warte nieraz parę miliardów i po krótkim czasie . którzy wspierali „biedującego Hedoniusza". kilka Kościołów.. wysyłał do różnych instytucji na całym świecie prośby: „o wsparcie duchowe i MATERIA-LNE dla powstającego ośrodka duszpasterskiego w Aleksandrowie". jak mnożyły się i rosły źródła dochodów .ale czego się nie robi dla pieniędzy! Ks.

Ksiądz prałat jako człowiek interesu nigdy nie tracił czasu. a miejsce swojej pracy odwiedzał pro forma ok.wykpiwaniu urzędu celnego i fiskusa. który zdobył wysoką pozycję w świecie biznesu. to osobny temat w historii parafii Św. prałat zajął się polityką. wrócił do rodzinnej parafii jako wikariusz .katecheta. Trzeba przyznać. że praca w swojej parafii jest. Wielokrotnie w ciągu miesiąca wyjeżdżał na parę dni w nieznane.ks. Ten młody kapłan. obmyślił i zrealizował wspólnie ze swoim pupilkiem . ubezpieczył na ogromną sumę. Po kilku latach „tułaczki" w terenie. Trzeba zaznaczyć. Pochodzący z jednej z najzamożniejszych rodzin w mieście chłopak.in. że wszyscy liczyli się z jego zdaniem. zobowiązano go do oplakatowania połowy Aleksandrowa wiadomością o kradzieży auta. Rafała. Jest m. Bił rekordy szybkości w odprawianiu Mszy Świętych i nabożeństw. rodem z Aleksandrowa. Piotrkowskiej. podziwiali go za przedsiębiorczość i czuli przed nim respekt. właścicielem dużej księgarni w centrum Łodzi na ul. po czym podstawił „do zabrania" braciom ze wschodu. Praca duszpasterska jakoś w ogóle mu nie leżała. słów mojego proboszcza. od których zgarnął pokaźną kwotę w dolarach. Był to również znany w okręgu łódzkim i nie tylko mecenas i poplecznik 93 . Jak przystało na człowieka. Plackiem. a kazania na religijny temat nigdy z jego ust nie słyszałem. Niestety tak naprawdę nikt go chyba nie lubił. Zapewne wywiną razem jeszcze nie jeden numer. Nie słyszałem o nim nigdy pochlebnej opinii jako o człowieku czy księdzu. niedopuszczalna. ale ponieważ samochód był sprowadzony i zarejestrowany na parafię. jeżdżący na zmianę dwoma luksusowymi samochodami. raz na dwa tygodnie. Odszkodowanie od PZU oczywiście dostał swoją drogą. Młody bogacz. zgodnie z prawem kanonicznym.kto naprawdę rządzi Aleksandrowem. Był co prawda tylko radnym w mieście. Może właśnie dlatego ks. Parę lat wcześniej sprowadził podobno luksusowe BMW. poza uznaniem dla jego głowy do interesów. szybko zdobył uznanie i zaufanie starszego kolegi po fachu. Zostawiał bez żalu parafię pod opieką dwóch wikarych. dość szybko zdobył plecy u biskupów łódzkich. ks. Jego zamieszkanie w Łodzi było zresztą zupełnie usprawiedliwione ponieważ prowadził tam wiele zawoalowanych interesów. wg. ale kilka razy dał ostro do zrozumienia burmistrzowi i jego zastępcy . Placek mimo. nie mówiąc nikomu o celu podróży. Całą operację związaną z zaginięciem samochodu. iż podlegał pod parafię w Aleksandrowie mieszkał w prywatnej willi w Łodzi.

Słyszałem ją od wielu osób. Ci.wielu prawicowych polityków. kwoty . wprowadził stałe opłaty za wszystkie usługi. którym się w życiu nie powiodło. Wyjątków od ustalonych stawek nie zanotowano. Jego parafianie autentycznie go nienawidzili.in. Prywatnie był kpiarzem i cynikiem. z którą miał się jakoby pewnej nocy „zakleszczyć". kiedy tam przebywałem . że widziałem kilka eleganckich kobiet wychodzących od niego o różnych porach. m. którzy skarżyli się na jego obcesowe podejście zwłaszcza do biedy i biedaków. że nie liczył się z niczym i z nikim. prałat miał naturalną słabość do płci przeciwnej. Słynął z tego. Kpił publicznie nawet z biskupów. że w 1995 roku. Przyznam się. Oprócz słabości do dużych pieniędzy (do czego sam się przyznawał) ks. Gardził ludźmi słabymi. Wykorzystując monopol na te usługi na swoim terenie .ustalił ceny na bardzo wysokim poziomie. Stefana Niesiołowskiego i wielu innych.ks. Niemal każdy kiedyś się na nim zawiódł.tymi. nawet „Święty Boże nie pomoże". iż tego uczynić nie wolno bo „taka jest stawka". którzy go bliżej poznali mieli o nim opinię dwulicowca. Czy można się dziwić wiernym skoro swoje owieczki ksiądz prałat traktował jak jedno z wielu źródeł dochodu. W całym mieście znana jest historia jego związku z właścicielką baru. Pomocy namiętnej parze udzielił wówczas miejscowy lekarz i stąd cała sprawa wyszła poza mury plebanii. ale znając spryt prałata nie podejrzewam go o tak głupią wpadkę. Mogę tylko powiedzieć. prałata wynosiła 5 mln zł. Przekonałem się na 94 . Miał prywatnego goryla i kierowcę. W interesach nie ma sentymentów. Takie przecież są prawidła rynku. moim zdaniem. który woził go na przemian mercedesem-limuzyną i jeepem. Tak więc ks. Wiele razy spowiadałem ludzi. w tym od swojego proboszcza. a w swoich politycznych kazaniach mieszał z błotem większość polskich mężów stanu. Byli oni częstymi gośćmi w jego rezydencji. W jego kancelarii nie było targowania. w swoim interesie kościelnym. Hedoniusz zapewniał ją. „Czy pani nie może pożyczyć kilka milionów aby opłacić pogrzeb własnego męża?" .stawka za usługę pogrzebową u ks. Alicji Grześkowiak. tak samo zresztą jak księża. iż trudno mi było uwierzyć w tę. z siedzibą w kancelarii parafialnej.pytał zdziwiony. prałat Bogacki aspirował do miana człowieka sukcesu i był nim rzeczywiście. ciężko pracującymi fizycznie . Jako biznesmen z prawdziwego zdarzenia. Kiedy jedna kobieta z płaczem prosiła o spłatę w ratach ww. Dla przykładu podam. grubymi nićmi szytą opowieść. może oprócz jego pupila Placka.

wstał i wyszedł na zewnątrz. aby księża płacili za mieszkanie na plebanii. Ksiądz Bogacki już jako kleryk.„ascetami". ale prawdziwą jest jego majątek. Wystarczającym powodem do braku takich uczuć. a po chwili wrócił niosąc kilka kielichów mszalnych. czynne uprawianie polityki i zamiłowanie do marki „mercedes benz". ale reszta ekipy świetnie się dalej bawiła. który (łącznie z prywatną posiadłością) można porównać z niewieloma współczesnymi fortunami w Polsce. Jak żyję nie słyszałem o podobnym przypadku. Nie siedzę w kieszeni księdzu prałatowi Jankowskiemu z Gdańska. słów księdza Jaremy. mój proboszcz Jarema Trunkowski i inni księża zamieszkujący na plebanii. Łączy ich na pewno przeświadczenie o magnackim pochodzeniu. był fakt pobierania przez prałata słonego czynszu za zajmowane przez nas mieszkania. Doskonale ich zresztą rozumiałem. W trakcie imprezy przeprosił na chwilę gości. zwykł nasz bohater urządzać ostre popijawy z podobnymi jak on księżmi . ale śmiem twierdzić. ale ludzie nienawidzili go zbyt mocno. że ten człowiek był na prawdę podły i dwulicowy. Choć poznałem setki różnych księży. Na takie zamknięte „rekolekcje" często sprowadzano na pokuszenie parę dziewczyn niezbyt ciężkiego prowadzenia. nie darzyli prałata Bogackiego pozytywnymi uczuciami.wytrzeźwiał w jednej chwili. Wielokrotnie ratowały go niezbadane bliżej „chody" u ówczesnego biskupa ordynariusza Michała Klepacza.jego kolega ksiądz .był ksiądz prałat Bogacki. Jako młody wikariusz.własnej skórze. Rzeczą niewiarygodną. że trochę mu do Bogackiego brakuje. Zdumionym biesiadnikom zaczął serwować w nich drinki. uważam. że wikary Bogacki aby uatrakcyjnić ją jeszcze bardziej wpadł na iście szatański pomysł. Podobno jeden z nich . który mógłby dopuścić się takiego świętokradztwa . Jak łatwo się domyśleć. którą wybudowali dla nich parafianie! Nie bez powodu zacząłem opowieść o swojej drugiej parafii charakterystyką prałata i 95 . Ta historia brzmi niewiarygodnie nawet dla mnie. tak się rozwinęła. Jedna z takich orgii wg. poszedł do Kościoła. a później młody ksiądz był bardzo butny i zepsuty moralnie. że jedynym wśród nich człowiekiem. Niewiarygodnie brzmi dla mnie jeszcze inna historia również opowiedziana mi przez proboszcza Jaremę. aby można było wierzyć wszystkiemu co mówili.

Kupił do tego celu długi płaszcz przeciwdeszczowy z kapturem. Ks.. Miał chyba tylko jedną.„łódzki" i „Bogucki". Mikołajczyk był moim faworytem .200 kilometrów. Ks. typem urzędnika. Wszystko bowiem w tym mieście i obu parafiach kręciło się wokół niego i od niego zależało.przed wstąpieniem do seminarium pracował kilka lat po maturze. Ostatnim z księży zamieszkujących plebanię w Aleksandrowie był proboszcz niewielkiej . że księża z całej archidiecezji mówiąc o Aleksandrowie używali zamiennie określeń . ks. Pozwoliło mu to jednak pobić wszelkie rekordy rezydowania w Aleksandrowie . Wiesiem. a przy tym stojący twardo na ziemi. w czasie deszczu. ks. tzn. któremu poświęcał większość swojego wolnego czasu. współpracownikiem był kapłan około pięćdziesiątki. muszę powrócić jeszcze do człowieka.bardzo oddany sprawie Kościoła. Aby zakończyć tę zbiorową . Sam jeździł nowym oplem Astra. Całe swoje mieszkanie i garaż obwiesił plakatami wozów najlepszych marek. Ponieważ jako jedyny z wikarych (nie licząc prałata) nie uczył religii w szkole . Uczelnię Łódzką skończył razem z moim znajomym z Łodzi-Retkinii.jako specjalność przypadła mu praca w kancelarii i pogrzeby. był ułożonym kapłanem. za to wielką słabość . Kiedy patrzyłem z jakim namaszczeniem pieścił swój samochód nie mogłem oprzeć się wrażeniu. jak już mówiłem . Rafała) wszyscy lubili go za miłą powierzchowność i wysoką kulturę osobistą. Trunkowski nie miał lotnego umysłu.był tu już od 3 lat. mył swój samo-chód tylko najdelikatniejszymi szamponami i wyłącznie w miękkiej wodzie. mojego proboszcza i mnie . że przelał na niego wszystkie swoje niezaspokojone instynkty opiekuńcze i ojcowskie. Poza tym. Ksiądz Paweł. Oprócz prałata. ani 96 .Rąbienia. Niewiele starszym ode mnie był ksiądz Piotr . „spóźnione powołanie" . Miał tzw.„budującej się" parafii . Jarema Trunkowski był dość przystojnym rudym facetem o korzeniach. że był służbistą (tak wyglądała praca u Św. Sama jazda już go tak nie rajcowała . ludzki i z wielkim poczuciem humoru. ale jeszcze na stanowisku wikariusza.góralskich. Ksiądz Paweł np. bo o nim mówię..dziekana aleksandrowskiego w jednej osobie. o którym mogę najwięcej powiedzieć. Mój proboszcz. Nic dziwnego zatem.zastraszony i lizusowaty względem swojego wielkiego szefa. Jego kolegą. a Kościół był oddalony nie więcej niż 2 km od naszej kaplicy. Jego parafia przylegała do naszej.charakterystykę.ładne samochody. bo najlepiej go poznałem.plebanię zamieszkiwali jeszcze trzej księża.wątpię aby w ciągu mojego pobytu zrobił więcej niż.księżowską .

Wymownym tego przykładem jest Łódź. był to naprawdę dusza . że byłem i będę zawsze pełen podziwu dla zapału i samozaparcia młodych proboszczów. Po prostu lubił takie tematy. ale miało to odniesienie tylko do płaszczyzny finansowej. w połączeniu z kapłańską samotnością doprowadziły 97 . że pomieściłyby zarówno wierzących. Przyznam się.niemożliwych do zagospodarowania i ogrzania. jak i materialne nowej placówki duszpasterskiej.przepłacają wykonawcom. Większość księży zazdrościła Bogackiemu interesów. takich jak Trunkowski czy Mikołajczyk . ludzkie serce dla swoich parafian.którzy budując nowe świątynie. jak i niewierzących parafian. iż swoją pierwszą. Poza tymi ludzkimi. iż buduje się te obiekty zazwyczaj „bez głowy" i wyobraźni. Wspomniałem o jego aspiracjach w stronę osoby prałata. a są one takie olbrzymie. Według zwyczaju. ogromnych pieniędzy jakie posiadał. Inną sprawą jest fakt. Stąd mój podziw dla ks. często nawet zbyt pobłażliwy. a także nieszczery . Czasami tylko był nieco mrukliwy. Jaremy. ponieważ miał on rzeczywiście ciągłe. Trunkowskiego było to o tyle uzasadnione. którzy leżą na cmentarzach. który wziął na siebie odpowiedzialność architekta i budowlańca.człowiek. główny ciężar finansowy . a w przypadku ks. którzy często nie mają o tym zielonego pojęcia . Być może właśnie tak duże obciążenie różnymi obowiązkami. a przy tym nie oszczędzał się jako duszpasterz.inteligencji prałata.lubił grać „na dwa fronty". Od niego dowiedziałem się co kto ma na koncie i na sumieniu.bloków . a raczej babskimi przypadłościami. oddawali dosłownie Kościołowi całe swoje siły i zdolności.wręcz przyjacielsko. Leżały mu na sercu zarówno potrzeby duchowe. łącznie z tymi.spadał na tę macierzystą. gdzie odległość między Kościołami można mierzyć w metrach. Od samego początku zdobył sobie ich wielką sympatię. Jeszcze większą głupotą jest budowanie plebanii . ale to jest już wina biskupów. ale w takich kwestiach nikt nawet nie marzył o pomocy prałata. Miał za to gołębie. Budowy takich kolosów powierza się księżom. chociaż ciągle do niego aspirował. marnują materiały itp. Widać było.w trakcie budowy. Do mnie odnosił się bardzo kulturalnie i poprawnie . niemałe wydatki związane z pracami przy kaplicy i przylegającej do niej plebanii .przy wyodrębnianiu się nowej parafii ze starej . krytykować kogoś za plecami i roznosić plotki. własną parafię i jej mieszkańców traktował z wielkim oddaniem.

kiedy Aleksandrów stał się największą parafią w archidiecezji. ich mieszkańcy są już z reguły „po ślubie". Najbardziej bolało mnie. niestety i ten kapłan wpadł w szpony tego strasznego nałogu. zawsze ilekroć się widzieliśmy. Próbowałem delikatnie wpłynąć na niego. Poza ciągłym szpiegowaniem ze strony własnych proboszczów istnieje tam niepisany zwyczaj nie wchodzenia sobie w drogę i nie interesowania się sąsiadami. że się stacza (słyszałem. Pragnął w ten naturalny sposób uchronić się przed odpływem części pieniędzy do innych kieszeni. prałat Bogacki bardzo długo. zaufanym gronie. Wiadomą rzeczą jest. W końcu jednak uległ. a czasami w większym. jak ten człowiek pokieruje swoją przyszłością. Widziałem i czułem ból tego człowieka. Regularnie każdego wieczoru mój proboszcz „zalewał sobie robaka". Kilka razy widziałem go pijanego do nieprzytomności. Zdarzało mu się to po paru nocnych imprezach. Przechodząc do tematu swojej parafii zaznaczę na wstępie. a także wówczas gdy nie wytrzymywał i wypił w ciągu dnia. wśród pięciu innych księży. iż ks. Mniej więcej pół godziny po wieczornej Mszy Św. Uważam. a liczyć można tylko na przyrost 98 . że takie zbiorowe plebanie rządzą się swoimi własnymi prawami. Tak. kiedy widziałem. topiącego swoją samotność.rzadko praktykujące i najmniej skore do utrzymywania Kościoła.do rannej Mszy. Z wielką życzliwością i troską myślę dziś o tym. Uszanuję ten zwyczaj także teraz i nie będę wyliczał ile dziewczyn czy chłopców widziałem wychodzących . a wiem o tym z autopsji oraz z opowiadań kolegów. że takie bloki zamieszkują na ogół młode małżeństwa . że świadomość tego jest podstawą zwalczenia nałogu) . najczęściej samotnie. czuć było od niego alkohol. Tak więc po roku samotnego zamieszkania w rusieckiej wikariatce przyszło mi mieszkać na prawdziwej plebanii.. pod naciskiem biskupów i opinii kleru.niestety bez-skutecznie. W ten sposób nową parafię utworzyły dwa osiedla nowych bloków mieszkalnych. Prałat doskonale wiedział. że tego rodzaju kontakty są prywatną sprawą każdego człowieka o ile nie zdradza on np. opierał się jej powstaniu. stresy i kapłańskie rozterki w butelce wódki. Sam wykroił najgorsze ochłapy ze swoich włości.go do ukrytego alkoholizmu. iż w takich parafiach jest niewiele pogrzebów. które przeciągnęły się . współmałżonka i bynajmniej nigdy ich nie potępiałem. bo kilkanaście lat. Muszę powiedzieć .z których drzwi i o jakich godzinach.. uświadomić mu. który można nie bez przesady nazwać chorobą zawodową kleru. jak po pijanemu odprawia Mszę Świętą.

Jeśli zatem chodzi o nasze dochody . kto żył na co dzień zgodnie z tym co głosił zasługiwał na ich akceptację i szacunek. Nie zdziwiło nas również (proboszcza i mnie). nikt się nie zjawiał.były one raczej mierne.a z drugiej strony. akcydensu. Szybko zrozumiałem jednak. Czekali na kogoś takiego.. a skończywszy na szatach i precjozach liturgicznych. Trzeba również przyznać.wyrównywały nam codzienne Msze Św. iż ludzie uwzględniali w „tacy" fakt powstawania nowej placówki parafialnej. Tylko ten. Ci młodzi ludzie z którymi pracowałem widzieli głęboki sens w prowadzeniu życia zgodnego z Ewangelią. nie docierała żadna teoria nie poparta praktyką i żywym świadectwem. przewodników życiowych. Za to każdego dnia dziękowałem gorąco Bogu. że oderwali się od prałata. To nowe doświadczenie uświadomiło mi z jednej strony. szczęśliwych.in.począwszy od materiałów budowlanych poprzez ławki. na którym nam nie wolno było nawet czytać „wypominków" w Uroczystość Wszystkich Świętych. miłość nieprzyjaciół czy ubóstwo. Wszakże wydatków z tym związanych było co niemiara . na podróże pięciu biskupów po całym świecie.katecheta w Zespole Szkół Zawodowych. że mam normalnego proboszcza i mogę żyć bez ciągłego poniżania i nerwów. 99 . jak znikomy procent młodzieży identyfikuje się z wartościami chrześcijańskimi . meble kancelaryjne. Za kimś takim gotowi byli pójść do piekła. ale jakże prostych i otwartych umysłów. ślubów i chrztów . nie kwapiła się z dotacjami dla nowych parafii. jak bardzo młodzież łaknie tychże wartości. Cmentarze to jeden z najlepszych kapłańskich businessów.gniewnych. ale.. Przekonywały ich nawet takie przesłania Nowego Testamentu jak: przebaczenie bez granic. Kuria biskupia dysponująca bajońskimi funduszami na cele reprezentacyjne m. zamawiane przez grupę starszych parafian ściśle związanych ze swoim nowym Kościołem. że do tych młodych . Ja miałem swoje własne obowiązki i zmartwienia.demograficzny i chrzty.które głosi Kościół Katolicki . że prałat zarezerwował dla siebie kontrolę nad całym miejskim cmentarzem. Pracując wśród młodzieży zawodowej. której wszyscy katecheci boją się jak ognia. Braki finansowe z tzw. na który składały się ofiary z pogrzebów. w normalnych warunkach. Sprawy finansowe były na szczęście problemem proboszczów. zwłaszcza. że akurat wtedy zakupiła od Kościoła Ewangelickiego świątynię w centrum Łodzi za milion dolarów. Oni potrzebowali prawdziwych autorytetów. Rozpocząłem pracę jako ksiądz .

odpowiedzialnych. Jestem pewien. Wierzę. Uświadomiłem sobie. jak słabe w ogóle jest oddziaływanie wychowawcze księży. żeńskie i koedukacyjne). że moi młodzi przyjaciele byli mile zdziwieni moim szczerym i otwartym podejściem. aby do nich dotrzeć i zdobyć ich dla Boga.nie ma ich. interweniowałem w najróżniejszych konfliktach rodzinnych. Kiedy przyprowadzałem swoje klasy do Kościoła na spowiedzi .że „Pan Bóg swoje. Kilkanaście razy. Kiedy stykają się oni z realiami panującymi w terenie. jak reszta stada wron. udowadniając im na wszelkie sposoby . Oglądaliśmy ich i moje ulubione filmy video i analizowaliśmy rozterki moralne bohaterów. którzy do reszty ściągają ich na ziemię.jak ogromną. Żyłem z nimi ich życiem. wartościowych ludzi. Czy ja dzisiaj mam wstydzić się tego. iż odleciałem z tego stada.choć w konfesjonałach było zawsze kilku księży. kapłani. Kandydaci do kapłaństwa już w seminarium kształceni są bardziej na teoretyków i urzędników. wręcz historyczną misję do spełnienia ma tu Kościół i kapłani. Chodziłem z moimi chłopcami i dziewczętami na wycieczki. bo wiem że oni sami to potwierdzą. iż byłem nim rzeczywiście! Mogę to bez przesady powiedzieć. iż wielu młodym ludziom w Aleksandrowie pomogłem przejść bezpiecznie przez trudny okres poszukiwania i odnaleźć właściwą drogę. podczas których prowadziliśmy nie kończące się rozmowy i dyskusje.wtedy dopiero następuje przewartościowanie w nich samych i zaczynają krakać tak samo. złodziejstwa i zbrodni? Gdzie są owoce nauczania Kościoła?! Odpowiedź jest krótka i bolesna . Dlaczego w kraju na wskroś katolickim. bo nie było też innej drogi. a życie swoje" . W naszych rozmowach nie było tematów tabu (uczyłem klasy męskie. starałem się i mam nadzieję. Nie robiłem tego z premedytacją czy wyrachowaniem. a nie jak bandę rozwydrzonych szczeniaków. Postanowiłem być ich starszym bratem. kiedy poznają cynizm swoich przełożonych. prawowiernym jest tyle chamstwa.adwentowe i wielkopostne . a nawet sercowych. Widziałem. który doświadczył Boga w swoim życiu.dlaczego ja sam nie stałem się wówczas wzorem dla swoich wychowanków? Otóż. aniżeli na świadków Chrystusa. największe kolejki były u mnie. którzy nie zdają sobie na ogół sprawy jaka wielka odpowiedzialność na nich spoczywa. na ich prośbę. Po raz pierwszy ksiądz traktował ich jak dorosłych. bo nie ma również świadectwa kapłanów. iż jedną z dziewcząt uratowałem od 100 . aby nie krakać jak wszyscy inni?! Ktoś mógłby zapytać . Zwierzali mi się ze swoich najskrytszych problemów.dotarło do mnie jasno .

Wzorem innych należało mu przytaknąć. jeśli nie od śmierci samobójczej. Cieszyły mnie bardzo te sukcesy. że przemyślę to co mi powiedział. Ja powiedziałem tylko. w której zarzucił mi „wywołanie niezdrowego poruszenia wśród miejscowej młodzieży. postaram się wypełnić księdzu wolny czas!" . Był przekonany. Przez kilka ostatnich miesięcy spędzonych w Aleksandrowie byłem praktycznie wikariuszem na dwóch parafiach. z jedną pensją. a często nawet odrazę do stanu kapłańskiego w ogóle. „Ksiądz ma kurwa mać za mało pracy. przy końcu roku szkolnego właśnie ksiądz prałat wezwał mnie na rozmowę. Byłem szczęśliwy. Faktem jest. W końcu byłem kapłanem w Kościele hierarchicznym i choć wiedziałem. Jednostki wśród chłopców były wręcz kryminogenne (jeden z uczniów popełnił morderstwo na swoim koledze). Wielu moich uczniów i uczennic odwiedzało mnie w moim mieszkaniu na plebanii. W mniemaniu moim i innych nauczycieli ze szkoły .przezwyciężyć niechęć. gdzie powinien być spokój i powaga (najwidoczniej czynsz pobierany obecnie od lokato-rów na plebanii rekompensuje mu te niedogodności). że wielu z nich udało mi się zawrócić ze złej drogi. bardziej komunikatywne i spokojniejsze. którą udało mi się sprowadzić na nowo do Jego Owczarni. Zdobycie zaufania młodych ludzi nie przyszło mi wcale łatwo. skulić uszy i obiecać solennie poprawę. iż nie były to słowa rzucane na wiatr. Polemika z prałatem nie miała sensu on wiedział wszystko najlepiej. iż prałat się myli (a już na pewno nie przemawia przez 101 . często naznaczona piętnem nie najciekawszych środowisk rodzinnych. tygodniowo) stały się lepsze. Niestety. chociaż niejeden przy tym zalazł mi za skórę.wykrzykiwał mi nad głową.samookaleczenia. Rzeczywiście miałem zamiar to rozważyć. ponieważ udało mi się w moich uczniach. Prałata ponadto raził widok młodych na plebanii. wychowanych na opowieściach i doświadczeniach związanych z prałatem . Dziękowałem Bogu za każdą zagubioną owcę. odejście od programu nauczania oraz skupienie młodzieży wokół siebie. Już wkrótce okazało się. że była to młodzież sfrustrowana. a nie przy Bogu".klasy które uczyłem (po 2 godz. Takie przypadki przekonywały mnie tylko i utwierdzały w walce o przyszłość moich wychowanków. Moje osiągnięcia uważałem za szczególnie wartościowe. że któryś z moich podopiecznych zarysował mu kilka dni wcześniej jego mercedesa.

niego Duch Święty), to jednak kolejna przeprowadzka nie bardzo mi się uśmiechała. Ten, kto sprzeciwił się prałatowi mógł tego samego dnia się pakować, choćby pracował w zupełnie innej parafii. Ten człowiek trząsł całą archidiecezją, a na przywitanie arcybiskupa mówił - „cześć Władek". Poza tym, żywo w pamięci miałem ojca Świątka i jego przykazanie bezwzględnego posłuszeństwa. Jak mogłem mimo to odepchnąć od siebie młodzież, która mnie potrzebowała. Wszystkie swoje obowiązki wykonywałem bez zarzutu; czy miałem być jednak tylko urzędnikiem, kasjerem w kancelarii, technikiem od kultu? Co miały znaczyć słowa, tak często słyszane w seminarium o „spalaniu się kapłana dla Królestwa Boże-go?". Postanowiłem w jednej chwili, że się nie ugnę - nie zmarnuję życia dla zbierania pieniędzy i hodowania brzucha do kolan. Nie po to poświęciłem swoje młode życie, idąc do seminarium i rezygnując z takich wartości jak małżeństwo czy ojcostwo, aby w dalszej kolejności poświęcić swój ideał kapłaństwa. Swoją posługę księdza traktowałem zawsze jako służbę Bogu i ludziom. Nie myślałem o żadnym męczeństwie albo wielkich umartwieniach, ale równie daleki byłem od uznania swojej funkcji kapłana - duszpasterza za intratną, ciepłą posadkę, wolną od ziemskich trosk i zmartwień. Z żalem i smutkiem patrzyłem na większość moich byłych kolegów z seminarium, którzy przenieśli do kapłaństwa podstawową klerycką zasadę - „nie wychylać się". Może po prostu mam inny charakter. Nie potrafię bezkrytycznie godzić się ze złem i przechodzić do porządku dziennego nad jawną niesprawiedliwością. Wszak to sam Pan Jezus, mój Mistrz i Nauczyciel powiedział, iż lepiej być gorącym lub zimnym byle nie letnim. Właśnie ta letniość, pogodzenie się z zastaną rzeczywistością najbardziej mnie raziła u moich pobratymców. Przerażała mnie perspektywa zostania klechą - dusigroszem, który „odbija" sobie brak żony i dzieci powiększaniem konta w __u. Zgodnie ze starym przysłowiem, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia", wielu księży właśnie dla pieniędzy pogrzebało swoje ideały kapłaństwa, a nawet człowieczeństwa. Wiedziałem np. o powszechnej niemal praktyce skubania na lewo proboszczów przez wikariuszy. Najczęściej miało to miejsce w czasie kolędy, podczas której na boku można było dorobić sobie nawet kilka miesięcznych pensji. Było to dziecinnie łatwe - wystarczyło nie zapisywać niektórych większych kwot przy ofiarodawcach, a wpisać je dopiero później, np. w następnym domu, odpowiednio pomniejszone. Nieco większe ryzyko niosło ze sobą zaniżanie wpływów w kancelarii.
102

Jeden z moich kolegów opowiadał mi, jak wpadł w ten sposób u swojego szefa. Otóż pewna gorliwa parafianka, po opłaceniu u niego pogrzebu; jeszcze tego samego dnia nie omieszkała zapytać proboszcza - „czy aby tyle wystarczy"? Proboszczowie doskonale orientowali się w metodach swoich wikariuszy i bronili na różne sposoby. Niektórzy wymagali podpisu ofiarodawcy przy kwocie; inni prosili swoich zaufanych parafian, aby ci dali „na podpuchę" większą ofiarę. Ksiądz prałat Bogacki znalazł jeszcze inne rozwiązanie. Załatwił sobie na czas kolędy sutannowych kleryków z seminarium, którzy w jego mniemaniu byli bardziej uczciwi. Ja tylko jeden raz uległem pokusie w Ruścu, u ks. Jana. W czasie kolędy przywłaszczyłem sobie niewielką kwotę, ale po paru dniach wyrzutów sumienia - wrzuciłem ją do kościelnej skarbonki. Czułem, że po pierwszym razie mogę wyrobić w sobie nawyk „dorabiania". Taką praktykę można było sobie łatwo wytłumaczyć, bo przecież proboszcz skubał mnie zupełnie jawnie. Wzajemne okradanie się księży w parafiach demoralizuje ich oraz rodzi ciągłe podejrzenia i antagonizmy. Kiedy byłem kapłanem bardzo bolało mnie i gorszyło takie zachowanie wielu moich kolegów. Teraz, z perspektywy czasu, ciężar ich winy przelałbym raczej na wadliwy system. Uważam, iż dla dobra samych księży najwyższy czas, na wzór krajów zachodnich, np. Niemiec - uporządkować wszystkie finanse Kościoła i poddać je pod kontrolę rad parafialnych albo przekazać kontrolę państwu. To samo dotyczy uposażenia księży, które powinno być jawne, jak każde inne. Jest to moim zdaniem jedna z podstawowych dróg do ratowania Kościoła w Polsce. Powrócę jednak do mojego postanowienia, które podjąłem po rozmowie z prałatem, aby nie opuszczać mojej młodzieży i do drugiej decyzji, która zrodziła się w toku przemyśleń nad pierwszą - nie ugnę się pod naporem złych obyczajów w Kościele. Postanowiłem również nie drażnić zbytnio prałata i swoje spotkania z podopiecznymi przenieść poza plebanię. Nie chciałem opuszczać Aleksandrowa. Po-znałem tu wielu wspaniałych ludzi, a przede wszystkim miałem ludzkiego proboszcza. Chociaż pracy na dwóch parafiach było więcej niż w Ruścu, a zarobki nie najlepsze, gotów byłem zostać tam jak najdłużej. Samo życie w mieście różniło się bardzo od wiejskiego. Przede wszystkim była tu większa anonimowość, a sąsiedztwo wielkiej Łodzi stwarzało większe możliwości kulturalne i towarzyskie. To sąsiedztwo było mi osobiście bardzo na rękę, ponieważ po przyjeździe do Aleksandrowa rozpocząłem zaoczne studia doktoranckie na Akademii
103

Teologii Katolickiej w Łodzi, na kierunku Katolicka Nauka Społeczna. Również praca duszpasterska w mieście była o tyle łatwiejsza, że wszędzie było blisko - do szkoły, chorego itp. Zupełnie inaczej wyglądała kolęda w blokach. Jak na złość jednak zimą skradziono mi samochód i wszędzie, a przede wszystkim do swojej kaplicy, jeździłem na rowerze. Nasza świątynia pod czułym okiem proboszcza stawała się niemal z każdym dniem piękniejsza. Bardzo budowało mnie zaangażowanie i entuzjazm dużej grupy parafian, którzy sami, od podstaw tworzyli materialny i duchowy wizerunek nowej wspólnoty. Kilku, niemłodych już mężczyzn - emerytów i rencistów - regularnie, każdego dnia przychodziło nieodpłatnie do pracy przy kaplicy i plebanii. Zawstydzony ich poświęceniem i ofiarnością sam zacząłem pomagać przy cięższych pracach, np. przy zalewaniu stropu na plebanii. Nigdy nie zapomnę wspaniałej atmosfery, jaka towarzyszyła naszym wspólnym spotkaniom i pracom. Oczywiście byli i tacy parafianie którzy przychodzili do kancelarii albo zakrystii, aby podokuczać księdzu lub skrytykować to i owo. Niektórzy, a tych przybywało, byli nastawieni nieufnie i wrogo. Z roku na rok w czasie kolędy, coraz mniej rodzin przyjmowało księży w swoich domach. Zjawisko to obserwowano we wszystkich parafiach. Kiedy w Boże Ciało wczesnym rankiem wykańczaliśmy ołtarze przylegające do bloków - w kilku przypadkach spotkaliśmy się z inwektywami i agresywnym zachowaniem tych, którzy chcieli się tego dnia wyspać, a hałas im przeszkadzał. W Uroczystość Wszystkich Świętych - zbierając z rozkazu prałata ofiary na cmentarzu - o mało nie zostałem zlinczowany przez rodzinę stojącą przy grobie, na który nieopatrznie nadepnąłem czubkiem buta. Słyszałem wielokrotnie o protestach ludzi mieszkających w pobliżu świątyń, którym przeszkadzał odgłos kościelnych dzwonów. Znamienne było to, że niemal wszystkie wrogie uczucia względem Kościoła, a w szczególności wobec księży, wyrażali ludzie deklarujący się jako wierzący. Ksiądz prałat jak zwykle i na nich miał wypróbowany sposób. Wszyscy księża pracujący w Aleksandrowie mieli obowiązek zgłaszania mu podobnych incydentów, a przede wszystkim ich autorów. Informacje były skrzętnie zapisywane w kartotece, a przy najbliższej okazji - skwapliwie wykorzystywane. Prędzej czy później podpadnięta osoba zjawiała się w kancelarii w związku z załatwieniem ślubu, chrztu czy pogrzebu. Najczęściej większa kwota ratowała z opresji i była uznawana jako pewne
104

chrzest. prefekt K. Jeden z moich przełożonych w Seminarium Włocławskim . Prawdopodobnie ks. prałat chciał dobrze. jak decydującą rolę w życiu i postawie kapłana odgrywa jego osobowość i cechy czysto ludzkie.ks. bierzmowanie. heppeningi. same święcenia (pierwsze czy drugie) nie spełniają funkcji oczyszczalni ścieków. co trzeba oddać prałatowi.zadośćuczynienie za popełnione grzechy. Podsumowując osobę ks. oparty na pokazówkach. Na domiar złego wnieśli do kapłaństwa hedonistyczne i materialistyczne patrzenie na świat. że wielkim sukcesem jest. weszli na drogę powołania nie mając go w ogóle lub też wypaczyli je bardzo wcześnie. który jawi się w tym rozdziale jako postać kluczowa. iż jest on typowym przykładem na to. Był to jeszcze jeden sposób na nieuczciwych „kolędowników". Niemożliwym było uzyskanie pozwolenia na ślub lub chrzest. trzeba wpierw być dobrym człowiekiem. w tym także do duszpasterstwa. wiwatującymi tłumami. Przed kolędą prałat wysyłał do każdego domu listę materialnych potrzeb i inwestycji.chciała dalej kontynuować taki model duszpasterstwa.spowiedź. wychodząc gorszym niż przyszedł.kiedy to Kościół organizował Msze za Ojczyznę. nie posądzam go o zupełny brak dobrych intencji. imprezach religijno-polityczno . że tacy kapłani jak ks. manifestacje wiary i sprzeciwu wobec komunistycznej władzy . Jestem przekonany. W jego parafii niemal wszystko było „na kartki" . a jednocześnie jest najbardziej tragiczne . Większość biskupów i wielu proboszczów wyrosłych na latach osiemdziesiątych . Uważam. obecność na Mszach Świętych dla dzieci i młodzieży itp. Negatywne i pozytywne cechy charakteru kandydata do święceń są bez ograniczeń przenoszone do kapłaństwa. to jego skrupulatność w połączeniu z praktycznym podejściem do życia. ślub. jeśli brakowało choćby jednego z kilku świstków.patriotycznych i cieszyć oczy wielotysięcznymi. prałata Hedoniusza Bogackiego. Dołączał do tego kopertę ze swoją pieczątką. że po to aby być dobrym księdzem.gorszymi od innych . To właśnie jego i jemu podobnych w pewnym sensie usprawiedliwia. Bogacki. Jakiż jednak szok czekałby takiego idealistę na pierwszej parafii np. jakie prowadzi parafia. w Ruścu.że wierzą oni w swój własny „ideał" kapłaństwa. Tymczasem w zdrowo myślących 105 .bo najczęściej nie do odratowania. trzeba powiedzieć. Jedno. jeśli ktoś przejdzie przez sześć lat uczelni duchownej i nie zepsuje się. Wielu z nich staje się z czasem autentycznymi ateistami . Konecki powiedział kiedyś w przypływie szczerości.

dlaczego odszedłem? Zanim rozpocznę swoją kolejną historię na kolejnej parafii. Aleksandrów. w jakim znajdowałem się w tamtym czasie. molestowaniu dzieci przez księży pedofilów. Kiedy po powrocie z urlopu zastałem u proboszcza dekret kierujący mnie na inną parafię. jak na Owczarnię Jezusa Chrystusa. Z tzw.nie był najlepszym miejscem dla takich jak ja.nie chcą mieć teraz z nim nic wspólnego. te same metody. który wypaczał ludzkie charaktery i sumienia. Biskupi oburzają się dzisiaj na Labudę.środowiskach kościelnych panuje przekonanie. Znałem od podszewki struktury i metody działania Kościoła w Polsce. nie zmartwiłem się zbytnio. kierowanym przez papieża. często na wielkie kwoty. w którym kwitł kapłański biznes . a politykujący księża nie myśleli o dawaniu świadectwa wiary. nie wyłączając: złodziejstwa. poprzez wyprzedawanie dzieł sztuki sakralnej lub składanie obietnic bez pokrycia typu: 106 . Niestety. ci światli ludzie poznawszy wówczas Kościół „od kuchni". a przynajmniej w dwóch diecezjach: łódzkiej i włocławskiej. którzy przez lata stanu wojennego korzystali z opieki i pomocy księży. Pasterze Jego owiec dopuszczali się nagminnie ciężkich grzechów. nakłanianiu „gospodyń" do usuwania nienarodzonych itp. Miałem już za sobą doświadczenie sześciu lat pobytu w dwóch seminariach duchownych (z roczną przerwą) oraz dwuletni staż pracy na dwóch różnych parafiach. ponieważ w masówkach Kościoła tryumfującego brak było Boga i Ewangelii. ROZDZIAŁ VII Ozorków: trudna decyzja . często nawet ukrywając się w zakonach czy na plebaniach. Gdzie indziej było oczywiście tak samo albo bardzo podobnie. Bujaka. zemsty i dewiacji seksualnych. wzajemnej zawiści. deprawował sługi Kościoła . Owoce tego systemu były wstrząsające. Przede wszystkim w całym Kościele Rzymsko-Katolickim. trójkątach małżeńskich z udziałem duchownych.byłem zrażony. Powszechne było okradanie przez proboszczów całych parafii. pijaństwa. że właśnie lata osiemdziesiąte były dla Kościoła w Polsce latami straconymi. Frasyniuka i innych. chciałbym przybliżyć nieco stan ducha. był ten sam system. Właśnie tym wadliwym systemem. terenu dobiegały wciąż wstrząsające wieści o bijatykach na plebaniach.

założę nowy dach na Kościele jak zbierzecie dość pieniędzy. Oczywiście są także wspaniali. którzy cierpią za swoich współbraci. Najczęściej wierni są zupełnie nieświadomi tego.bratu. Byłem i przez długie lata miałem być ciągle na najniższych szczeblach drabiny hierarchicznej Kościoła. co za ich plecami kombinuje duszpasterz. chcąc zapewnić sobie spokojną starość. że krytykują. które widzą tatusia przy okazji.. duszpasterz prosi biskupa o zmianę parafii i . Na tym poziomie należało tylko słuchać.. bywają często chorobliwie chytrzy i zdzierscy. Prawidłowością wśród proboszczów jest to. które zapewnia praca na „niwie Pańskiej". ofiarnym ojcom. przed pójściem na emeryturę. gdy uda mu się „urwać" z pracy i dojechać często pareset kilometrów do domu.bo ciągle brakuje. wypełniać rozkazy i cieszyć się wygodnym. Dwa lata kapłaństwa przekonały mnie również o mojej bezsilności wobec wszelkiego zła. Kiedy uzbiera się z tego mała fortuna. a czasem nawet ubliżają księżom (najczęściej za ich plecami)? Z perspektywy tego. To należy wytknąć wielu ludziom. Mając to wszystko na uwadze . siostrze lub ich dzieciom . które napotykałem na drodze powołania. że nie wszyscy ludzie traktują księży z należytym szacunkiem. Starsi księża. iż tak jak dawniej (przed wstąpieniem do seminarium) dziwiło mnie i gorszyło. a właśnie im zapracowanym. gdyż na nich samych spada ciężar złej opinii kolegów. np.oczywiście na koszt parafian. dostatnim życiem. matkom. co sam widziałem i o czym słyszałem z tzw. samotnym i opuszczonym . że zostanę biskupem lub papieżem aby 107 . a nawet świątobliwi kapłani. pierwszej ręki. Nieliczni samotni fundują takie domy swoim bliskim . często przepiękne domy .oświadczam. iż w czasie trwania probostwa (zazwyczaj już pierwszego) budują oni własne. W tych księżowskich domach najczęściej mieszkają ich utrzymanki i dzieci. zamiast remontu Kościoła. a złodzieja nie ma bo nie ma paragrafu który by go ścigał. na który zebrali kasę lub też kosztem wieloletniego opóźnienia prac nad budową świątyni. automatycznie przekreślają wszystkich innych. Prawdopodobieństwo. Ludzie przynoszą duże i małe sumy czasem przez kilka lat . iż zawiedzeni lub zgorszeni jednym księdzem. najczęściej od naocznych świadków .w zamian za opiekę na starsze lata. To nie jemu.należy się szacunek i uznanie. Pieniądze zniknęły.czy dziwić się ludziom. tak obecnie dziwi mnie i gorszy całowanie kapłanów po rękach i w ogóle wyróżnianie ich spośród innych osób.przekręt jest gotowy.

o wszystkim bowiem decyduje góra i dogmaty ustalone przez górę. że nie wolno mi pogodzić się z wypaczonym. przemawia przez każdego przełożonego od proboszcza. Tylko wtedy mój głos dotarłby do ludzi jako prawdziwe świadectwo człowieka. nieomylności papieża i prawdziwości głoszonej nauki.czy Duch Święty przemawiał także przez księdza Jana Dupczyckiego z Ruśca.cokolwiek zmienić było niewielkie. według nauczania Kościoła. oczernia i wyklucza z Kościoła. kiedy wbrew mojej woli nakłaniał mnie do współżycia? A może to ksiądz prałat Bogacki. a współczesnych uznaje się za chorych psychicznie. dziekan aleksandrowski jest przekaźnikiem Trzeciej Osoby Trójcy Świętej . lecz szatan. zakłamanym systemem machiny. że nie pochowa zwłok jeśli nie dostanie wyznaczonej opłaty (1995r . Pogodzenie się z zastaną rzeczywistością oznaczało stopniowe równanie w dół.skazującej na tortury i śmierć tysiące niewinnych ludzi . Po raz pierwszy w życiu byłem w tak wielkiej rozterce. iż Duch Święty działa w Kościele. Wszystko jest dobre. aby z innej pozycji walczyć o przemianę litery i ducha Kościoła. konsultacja. Oczywiste było dla mnie i to.ale szatan zawładnął umysłami i duszami papieży. Z jednej strony wiedziałem o tym. Większość z nich zamęczyła inkwizycja. której byłem małym trybikiem. liczenie się z opinią wiernych . To nie Duch Święty kierował poczynaniami świętej inkwizycji . pewne i prawdziwe .więcej jest wśród „cudzołożnic i celników" aniżeli w gronie faryzeuszów (ówczesnych kapłanów). zł. On właśnie jest gwarancją świętości Kościoła. który mógł zostać. Wielu było w historii Kościoła reformatorów zatroskanych o jego dobro i autentyczność. a takich . Po raz pierwszy pomyślałem o odejściu. Głos szeregowego księdza nie jest w ogóle brany pod uwagę. ale odszedł żeby dać świadectwo prawdzie i aby ta prawda dotarła omijając kościelną cenzurę. Nie ma po prostu takich potrzeb jak: demokracja. To nie Bóg działa przez ludzi popełniających grzechy ciężkie.bo nad wszystkim czuwa Duch Święty. Nie mam najmniejszych wątpliwości. iż aby być znakiem sprzeciwu . którzy się boją Boga.musiałem odejść z kapłaństwa. ale tylko przez ludzi. Pytam się w związku z tym . którzy ją powołali i przewodzili jej sądom.wg słów Jezusa .). Duch Święty.założył 108 . już wówczas anachronicznych struktur kościelnych. ale tylko po to. a gdy to okazało się niemożliwe .szantażując ludzi. Jego zamiarem było zreformowanie. których śmiało można przyrównać do dzisiejszych hierarchów Kościoła.5 mln st. Pierwszemu Lutrowi udało się uniknąć śmierci. aż do papieża.

słusznej postury.nie miałem mieszkania ani żadnych środków do życia. która towarzyszy zawsze zmianie środowiska . ale było to bardzo bolesne i trudne dla nas trojga. bytowych. np. nie bardziej zresztą niż większość gorliwych katolików. przerośniętego chłopaka wychowanego na opowieściach Marka Twaina i książkach Szklarskiego. ale także wędkarz od razu przypadłem mu do gustu. Był to typ gawędziarza.parafii oraz względy praktyczne. Był pobłażliwy dla tych. a naprawić go można tylko poza nim samym. Jakże naiwni byli w swoim postrzeganiu Kościoła i księży. Potrafił wytłumaczyć swoich parafian dosłownie ze wszystkiego. 50-tki. Podziwiałem jego wielkie zrozumienie dla spraw ludzkich. Od samego początku zrobił na mnie miłe wrażenie. Rozumiał małżonków żyjących bez ślubu kościelnego. kazań. który zmuszony byłem kupić . jako drugi wikariusz Parafii Matki Boskiej Królowej Polski.mojej trzeciej i ostatniej placówki. Józef Gryzik . Był to zresztą główny temat jego . Trzymała mnie tylko nadzieja. strzelbą lub koszem na grzyby. bo może pochodzili z rodzin ateistycznych itp.. którzy nie chodzą w niedzielę do Kościoła bo. z gęstą czupryną szpakowatych włosów. Postanowiłem stopniowo otwierać im oczy na różne sprawy. jak księdzem. na które w ciągu ostatnich dwóch urlopów wydałem dosłownie wszystkie zarobione pieniądze. Oprócz paru mebli i starego samochodu. Mógł być równie dobrze leśniczym czy gajowym. Proboszczem był ks. mają małe dzieci albo cały tydzień ciężko pracują. że Kościół Rzymsko-Katolicki jest niereformowalny wewnątrz własnej struktury. choć przy pierwszym poznaniu mógł sprawiać wrażenie szorstkiego. Tymczasem jednak osiadłem w Ozorkowie. jako okazyjny. Patrzyli we mnie niczym w święty obraz. Józef był człowiekiem łagodnego usposobienia. Byłem wówczas o krok od opuszczenia kapłańskich szeregów. Ks.własny Kościół. Takie i inne myśli nurtowały mnie podczas przeprowadzki do Ozorkowa . Potrafił godzinami opowiadać o swoich wyprawach wędkarskich i łowieckich. nie mówiąc już o funduszach na reformowanie Kościoła. Nie chciałem nawet myśleć o tym.kapłan ok. a raczej materialne. Największą jednak przeszkodą byli moi rodzice. Tak wiec już historia uczy.. Niemal codziennie na parę godzin przepadał gdzieś z wędkami. Ja. Nigdy z jego ust nie słyszałem żadnego przytyku ani wymówki pod adresem ludzi zgromadzonych 109 . Największą radością i szczęściem był dla niego kontakt z przyrodą. Moją życiową pasją były i są podróże. jak wielkim ciosem byłoby dla nich moje odejście.

Na tyłach terenu przeznaczonego pod Kościół prowadzono budowę ogromnego domu parafialnego i plebanii. 2 km. Mówiąc o „nas" myślę o sobie i ks. Mój starszy kolega miał mieszkanie w sąsiedniej parafii. zaniedbanym domku obok kaplicy. w centrum Ozorkowa. a przede wszystkim .. Darek jako duszpasterz (m. 1/10 tego. kaznodziejstwo. parafia nie posiadała świątyni. Ks. Darku Płysie. śluby. Józef potrafił np.w świątyni czy też w kancelarii. że odprawialiśmy pogrzeb za 50. kiedy razem byliśmy na pielgrzymce w Częstochowie. Zdecydowanie wolał pracę (nawet fizyczną) przy budowie domu parafialnego. który szczególnie go zaabsorbował. co brał prałat..jego dwóch wikariuszy. Bił on wszelkie rekordy w szybkości odprawiania Mszy Świętych i w głoszeniu kazań. nie dopominał się pieniędzy od parafian. która była w fazie projektowania. Jedną z niewielu wad ks. Znałem go jeszcze z czasów seminaryjnych. Ks.liturgia. Uczyłem sześć klas ósmych oraz drugie i trzecie klasy liceum ogólnokształcącego. kancelaria itp. Gryzika nie zajmowały zbytnio sprawy związane z pracą duszpasterską .miejsce odpoczynku i naszych zebrań. odrzucanie zimą śniegu wokół kaplicy. Darek był praktycznie proboszczem. naprzeciwko 110 . Ks.in. a nade wszystko swoje wyprawy w plener. skąd dojeżdżał ok. ponieważ ks. a jej funkcję sprawowała tymczasowo niewielka kaplica. których tematyka była co najmniej dziwna. głosił wspaniałe kazania). chrzty i Msze. Ja natomiast mieszkałem. Często i szczerze dziękował za składane ofiary i pomoc. proboszcza było właśnie marginalne traktowanie duszpasterstwa. Płys był bardzo koleżeński i serdeczny. Obaj księża byli ogólnie lubiani i szanowani. iż w parafii księdza Józefa nie było nigdy ustalonych stawek za pogrzeby. wygłosić homilię będącą streszczeniem artykułu z Wiadomości Wędkarskich. Ksiądz proboszcz mieszkał na razie w małym. Ks. w bloku. Nigdy też. Zachęcał co najwyżej do prac fizycznych przy budowie plebanii i Kościoła. Jak wcześniej wspomniałem. tj. Takie podejście proboszcza do parafialnych finansów i księżowskiego uposażenia było ewenementem w skali całej archidiecezji. Zdarzało się nierzadko. Bywały również posługi darmowe. Działo się tak. w którym mieściła się kancelaria i salonik . Ja natomiast miałem dołączyć do tej grupy ze specjalizacją katechety.głównym duszpasterzem w parafii. który w Ozorkowie był już od trzech lat. Przy kaplicy był jeszcze osobny budynek. a proboszcz jako budowniczy. Józefa i nas . Następną rzeczą wartą podkreślenia jest fakt. Parafianie doskonale zdawali sobie z tego sprawę i szanowali za to ks.00 zł. co należy bardzo mocno podkreślić.

sobie-państwie i teorii wyższości stanu duchownego nad pospólstwem. Tutaj czułem się na swoim miejscu i na nowo zacząłem realizować „swój" system wychowawczy. zwłaszcza matek. 10 000 tyś. Parafia Królowej Polski liczyła ok. Mocnym punktem parafii była silna obsada ministrantów na poziomie szkoły średniej. mieszkańców i była. i Ozorkowa . Stosunkowo niewielka odległość od Łodzi pozwalała mi bez przeszkód 111 . w której rezydował dziekan. oparte na stałym cenniku „usług". Kobiety z Łodzi. księży współpracowników niemal bez zarzutu. Ministrantami opiekował się ks. żeby nie powiedzieć zdrowia. Zgierza. Ks. zwłaszcza interesantów w kancelarii. Na tle wyraźnego zróżnicowania w metodach duszpasterzowania pomiędzy naszymi parafiami dochodziło między nami często do sporów i utarczek słownych. Nie mógł też przeżyć. kosztowała mnie katechizacja w ósmych klasach.pracujące przy krosnach i maszynach przędzal-nianych . Nic dziwnego skoro połowa jego parafian przychodziła do nas. Najwięcej wysiłku. jak dotychczas. a w perspektywie roku . duszpasterstwo tradycyjne. oparty na partnerstwie (sam ciągle czułem się licealistą) i otwartości. Odbija się to wydatnie na wychowaniu dzieci i młodzieży.kaplicy. który mieszkał na terenie konkurencji. Wydawać by się mogło. Wśród tej dorastającej młodzieży widać było aż nazbyt wyraźnie braki i zaniedbania wychowawcze rodziców. że wreszcie znalazłem parafię dla siebie. Tak naprawdę chodziło mu o dobrowolne ofiary. w małym dwupokoikowym mieszkanku na czwartym piętrze. katecheza w liceum sprawiała mi prawdziwą satysfakcję.widzą swoje pociechy zazwyczaj późnym wieczorem. moją największą. Praca w parafii nie była zbyt ciężka. podczas gdy jego Kościół świecił pustkami. W parafii tej prowadzono tzw. Darek. ważnym atutem.przeprowadzkę do apartamentu w nowej plebanii. jest środowiskiem chyba najbardziej zaniedbanym wychowawczo. dziekan zarzucał nam zbytnią pobłażliwość w traktowaniu ludzi. Oprócz niej istniała w Ozorkowie druga. gdy wracają z pracy. Bliskość rodzinnego miasta była kolejnym. Jest to powszechne zjawisko w środowisku Łodzi i podłódzkich miast. z których słynęła nasza parafia. zwłaszcza między dziekanem i moim proboszczem (wicedziekanem). W porównaniu z katorżniczą pracą w podstawówce. którego siłą napędową były i są kobiety. że nasza kaplica pękała w szwach. a także księdzem Darkiem. Łódź słynąca z przemysłu lekkiego. Pabianic.

Opowiadali o swoich proboszczach. Ksiądz Józef. jak ci dobrze! Swoimi wątpliwościami podzieliłem się z moim byłym spowiednikiem . że zrodziło się to pod natchnieniem samego Boga i z Jego woli. Osobiście miałem chwile zwątpienia . co więcej .czy rzeczywiście mogę zmienić coś. Niestety. Postanowiłem rozmawiać na ten temat z innymi księżmi. co leżało mi na sercu i powiedziałem o moim postanowieniu. którego również bolały ciemne strony Kościoła. wyraził swoje zrozumienie dla mojej decyzji. który w geście apostolskim włożył ręce na moją głowę. W tej samej chwili przyszły mi na myśl słowa Jezusa mówiące o tym. Po wielu godzinach modlitw. pobłogosławił mnie i obdarzył swoim zaufaniem. która mną kierowała. przywożąc nierzadko zatrważające wieści z terenu. w których prosiłem Boga. Wiedziałem i wiem nadal. różnych nadużyciach i świństwach.zacząłem mieć pewność. Pragnąłem otworzyć się przed człowiekiem. to nic nie powstrzyma Jego własnych planów. Ozorków nie był jednak bezludną wyspą.powziąłem ostateczną decyzję o odejściu z kapłaństwa. że to jakiś wewnętrzny głos. Równocześnie powstała we mnie idea napisania tej właśnie książki.to postanowienie stało się moją obsesją. W rozmowie z moim proboszczem zwierzyłem się ze wszystkiego. nadludzka moc popycha mnie do wielkiego dzieła. któremu ślubowałem życie w celibacie oraz cześć i posłuszeństwo. Mimo ustabilizowanego życia osobistego i zawodowego. jest możliwe u Boga. Przed ostatecznym opuszczeniem parafii chciałem odbyć jeszcze jedną rozmowę. wątpliwości ciągle narastały.kontynuować studia doktoranckie na akademii. a przede wszystkim podziwiał odwagę i determinację. którego byłem częścią. było ciche i urokliwe. Często odwiedzali mnie koledzy-księża. Ojciec wstrząśnięty moimi uwagami zalecił mi ćwiczenia w pokorze i nadał ciężką pokutę. Postanowiłem. abym mógł jak najlepiej rozeznać Jego plany wobec mnie . co skostniało i utrwaliło się przez setki lat. ksiądz arycybiskup Władysław Ziółek był wtedy gdzieś na drugim końcu świata. a w dodatku ma tak możnych i wpływowych strażników. a po 112 .siedź cicho. iż to co u ludzi jest niemożliwe. Niestety. Niemal w każdym przypadku spotykałem się z tą samą sentencją . iż poświecę swoje życie tej właśnie sprawie. Dziełem tym miała być przemiana Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Nie miałem właściwie wyboru .ojcem duchownym z seminarium. pomimo sąsiedztwa wielkiej aglomeracji. coraz bardziej narastał we mnie sprzeciw wobec zakłamań systemu. Samo miasto. Jeśli On mi pomoże.

jest pierwszym i jedynym w swoim rodzaju świadectwem byłego księdza z kraju papieża. Nigdy nie przestanę być uczniem Chrystusa. systemu. to nie jemu ślubowałem w czasie święceń. aby głosić Jego naukę. Nie czułem się zobowiązany wobec tego człowieka. Niektóre wymogi Kościoła względem księży. ale już w nowym.niemożliwa jest naprawa błędów i przemiana na lepsze. Teraz wydaje mi się to oczywiste . W ciągu jednego dnia znalazłem i wynająłem niewielkie mieszkanie pod Łodzią i tam zamieszkałem. Być może tak właśnie miało się stać. lepszym Kościele. który z góry niejako wyklucza istnienie takich wad i słabości u „nadludzi". Aby zarobić na utrzymanie założyłem niewielką firmę produkcyjną. Wierzę głęboko. Do dzisiaj łączą mnie z nimi przyjacielskie kontakty. że tak naprawdę wcale nie odszedłem. które uczyniłem . W przeddzień księżowskich przeprowadzek pożegnałem się serdecznie z księdzem proboszczem i księdzem Darkiem. bez uprzedniego ukazania tychże błędów oraz ich skutków. Nie piętnuje ona kapłańskich wad i słabości.jego przyjeździe przez ponad miesiąc nie mogłem u niego uzyskać audiencji. które obrał. do którego są naginani. Aby pokazać komuś właściwe rozwiązanie. bo wiem. bo wiedziałem. Co się zaś tyczy samych ślubów. W końcu to nie on mnie powołał i uczynił kapłanem. gdyż ich postawa jest naturalną obroną przed nienormalnym i nieludzkim sposobem życia. celibat i bezwzględne posłuszeństwo w głoszeniu nauk 113 . ale sam Jezus Chrystus. Jakaś wewnętrzna Siła kazała mi każdą wolną chwilę poświęcać jej powstaniu. że ona musi powstać. w którym kapłani i wierni będą czcili Boga „w Duchu i prawdzie". Ciągle żywe jest we mnie powołanie i pragnienie bycia pasterzem w Jego Owczarni. Tak naprawdę. Moja książka. który zostawił wszystko i poszedł za Nim. należy wpierw odwieźć go od złych metod i dróg.nie było to dla mnie żadną przeszkodą w odejściu od kapłaństwa. a nawet o wiele bardziej. są oni na nie podatni jak wszyscy inni. przeczekałem okres urlopów. takie jak np. żeby mój przełożony dowiedział się o wszystkim z tej książki jak wszyscy inni. ROZDZIAŁ VIII Konieczność zmian w Owczarni Chrystusa Aby uniknąć niepotrzebnego zamieszania związanego z moim odejściem. Tak naprawdę jednak. Od samego początku zacząłem jednak pisać tę książkę. ale zakłamanie systemu kamuflującego te wady. iż nadejdzie taki dzień i stanę na nowo przy Jego ołtarzu. ale samemu Bogu.

Osobnym tematem jest panujący wśród kleru kult pieniądza. donoszenie na kolegów do biskupa itp. niezdolni są unieść „ciężarów nie do uniesienia"(6). które nierzadko przybierają formy drastyczne.całkowicie niezgodnych z ich wewnętrznym przekonaniem. ubóstwianiu ich i „rozpuszczaniu" na wszelkie możliwe sposoby. a starsi mężczyźni . którzy słusznie upatrują w nim wzoru do naśladowania. a niekiedy wręcz tragiczne. Kapłan żyje w ciągłym konflikcie z samym sobą.„dziadami kościelnymi" itp. wspierających Kościół ofiarami i modlitwą. którymi jeździli poprzednio po to.nie mogę mieć tego. jest powodem wielu konfliktów. Wielu księży cechuje: egocentryzm i pycha. aby „nie spadła ofiarność". najzwyczajniej w świecie. W powszechnej praktyce jest np.to demoralizuje jego samego. a z drugiej strony zaszczuci przez własnych wiernych . (6) Patrz Ew. Jakże częstym obrazkiem jest proboszcz albo wikary spieszący pędem na plebanię po skończonym nabożeństwie. drudzy gorszymi. ucieczki w alkoholizm. 23. niekontrolowana władza proboszczów (często starszych i zdziwaczałych) nad wikariuszami. Księża.słudzy Kościoła wykształcili w sobie postawę obrony. Duża. bardziej dochodową parafię. wypaczają sumienia głosicieli Słowa Bożego i są w konsekwencji powodem ich upadków. dystansu wobec otoczenia oraz cynizmu . Mt. 114 . Przytłoczeni z jednej strony nieograniczoną władzą biskupa. a często zupełnej izolacji i wyobcowania ze środowiska. Powszechna jest zazdrość o lepszą. traktowanego najczęściej jako dobro zastępcze . Są bowiem tylko ludźmi jedni lepszymi. Poza tym. „otrzaskani" ze świętościami. co mają inni więc będę miał to. Niestety bywają na tym tle duże przegięcia. aby zjednać sobie przychylność „góry" prześcigają się w dogadzaniu biskupom. z ludzi angażujących się do różnych prac przy parafiach.na zasadzie . Samotność i postawy krytykanckie wobec nich są powodem nieufności względem ludzi świeckich. 3-5. a w konsekwencji także ludzi. sztubacki zwyczaj kupowania przez księży nowych samochodów łudząco podobnych do tych. szydzą nawet ze swej sakramentalnej i duszpasterskiej posługi.starsze kobiety najczęściej nawiedzające świątynie i członkinie kółek różańcowych nazywane są przez księży „żabami kropielniczymi".w czym są prawdziwymi mistrzami. a także w zakłamaniu . Takie życie pociąga za sobą cały szereg następstw. Proboszczowie. Dla przykładu . Wzajemne stosunki między księżmi również pozostawiają wiele do życzenia.

Instytucja tzw. Nie dziwi mnie postawa większości katolików w naszym kraju. byciu „żywym przykładem dla stada". a zwłaszcza proboszczów i biskupów. Książęta Kościoła. jak to się dzieje np. (7) Patrz Ew. głoszeniu czystej Ewangelii. rozsądnych stawek za posługi duszpasterskie. 12. Koniecznym zatem krokiem w kierunku uzdrowienia Kościoła. Najlepszym wyjściem byłoby wypłacanie księżom pensji tak.kanonika i prałata. dzieleniu się wszystkim z potrzebującymi. Mk. nie mieszaniu się do spraw świata (czyt. iż dzisiejszym Kościołem rządzą pieniądze. potęgę i dobro . 17. diecezjalnego caritas. Właśnie biskupi są prawdziwymi finansowymi krezusa-mi. Kardynałowie i biskupi w sposób zupełnie niekontrolowany mogą korzystać i faktycznie korzystają z tej góry pieniędzy. utrzymania seminarium. Trzeba koniecznie dokonać rozróżnienia pomiędzy autonomicznym charakterem Kościoła i jego czcigodnymi tradycjami. a nie przez aniołów. rad parafialnych.gdzie kierują one finansami i inwestycjami niemal każdej parafii . budowy nowych świątyń.in. która wchodzi w XXI wiek i jest kierowana przez ludzi. misji w krajach trzeciego świata oraz na potrzeby papieża i funkcjonowanie Państwa Kościelnego .zagubili gdzieś po drodze wskazania Jezusa o: ubóstwie. Normalnym zjawiskiem jest kupowanie u biskupów godności kościelnych . Każda parafia jest opodatkowana na rzecz utrzymania kurii.w Polsce faktycznie nie istnieje. Mają oni nieograniczony dostęp do ogromnych pieniędzy napływających z diecezji. Nie będzie wielką przesadą jeśli powiem. którzy sami regulują sobie własne wynagrodzenia. a zdroworozsądkowymi metodami funkcjonowania ogromnej instytucji. biskupów. zajęci ciągłą troską o jego rozrost. Wynikiem tego .postawa dzisiejszych następców apostołów stanowi zadziwiającą kwintesencję starotestamentowego faryzeizmu ze współczesnym konsumpcjonizmem oraz pragnieniem władzy i dominacji.czego inni nie mają lub co pragną mieć. prawdziwej pokorze. w Niemczech lub też ustalenie powszechnie obowiązujących. tak powszechna na zachodzie . jest uporządkowanie jego finansów poddanie ich wnikliwej kontroli. trosce o zagubione owce. licznych przedsięwzięć i fundacji kościelnych. skromności. którzy widząc 115 . szczególnie w naszym kraju.Watykanu. Na tej samej zasadzie należy poddać kontroli i ujawnić (dziś skrzętnie ukrywane) faktyczne uposażenie księży. m. Pomiędzy księżmi istnieje ciągła rywalizacja o największe i najbogatsze parafie. polityki)(7).

przy jednoczesnym braku ascezy i autentycznej niezbędnej przemiany . Obserwowałem wnikliwie życie kapłanów. które są coraz mniej masowe. nieobecność na Mszach Świętych w niedziele i święta.jest sztucznie rozdmuchiwana przez wysokich rangą dostojników i podsycana masówkami. Cały paradoks polega jednak na tym. jeśli się w porę nie opamięta. Nie namawiam tutaj do postaw areligijnych lub. miłości i opieki nad najbardziej potrzebującymi) . Odnowa Kościoła musi iść w kierunku zmian systemowych z jednoczesnym podniesieniem wartości świadectwa życia kapłanów i świeckich. ciągłe wiece i świętowania .miast być oparta na ewangelicznych radach (pokory. że zguba czeka też Kościół Rzymski. Najbardziej na świecie wpływowy Kościół nie ma prawie żadnego wpływu na kształtowanie sumień i morale swoich wiernych. rozwodów itp. a także wśród protestantów. zdrowym odruchem człowieka.wręcz przeciwnie! Oczywiste jest jednak. który widzi zło i fałsz jest unik. błędy w nauce dotyczącej moralności seksualnej antykoncepcji. W ciągu trzech urlopów w kapłaństwie. Wszystko wskazuje na to. brak struktur demokratycznych.) 2. Ma to prowadzić do 116 . ubóstwa. iż ludzie są dzisiaj bardziej świadomi i mają naturalne prawo wyboru. do indyferencji moralnej czy religijnej .zgubiły już wielkie Cesarstwo Rzymskie. Po tych wszystkich doświadczeniach doszedłem do kilku wniosków: 1. Zadufanie w swoją potęgę. Wszędzie obracałem się w środowisku Kościoła Katolickiego. Pomocną Afrykę oraz Kanadę. co gorsza. przebaczenia. nieufność. obrona. m.in. największy majątek. zaangażowanie wiernych oraz wpływ jaki wywiera na nich głoszona nauka. a często wrogość. Naturalnym. Próbowałem poznać dokładnie struktury tamtejszych Kościołów. porównywalne do takich krajów jak Albania czy Obwód Kaliningradzki. System panujący w całym Kościele Katolickim jest wadliwy (celibat księży. największe wpływy na życie społeczne i polityczne w państwie). Siła Kościoła i jego pasterzy . Kościół w Polsce jest najpotężniejszy ze wszystkich Kościołów na świecie (największa ilość księży i biskupów. że oddziaływanie naszych kapłanów na wiernych jest znikome. poprzez.po prostu go nie popierają. odwiedziłem kilkanaście krajów Europy Zachodniej i Południowej.wynaturzenia systemu jaki panuje w Kościele Katolickim . pracy u podstaw.

Są za to obwarowane wieloma sankcjami (np. bardzo trudne do wykonania.rzeczywistych zmian w świadomości ludzi wierzących.śmiertelnych. celibatu. wtłacza się im tam przepisy prawa ludzkiego pod etykietką „nadprzyrodzone". które mają roztoczyć wokół niego przyjazną atmosferę i stworzyć wrażenie postępu. ale zamiast woli Bożej i wykładni Bożych przykazań. Zasłyszane w świątyni Słowo Boże. o wrażliwych sumieniach. Kościelne nakazy prawne najczęściej nie mają nic wspólnego z prawem Bożym.padnie wówczas na podatny grunt ludzkich serc i wyda stokrotne plony w postaci nawróceń i dobrych uczynków. Tak samo pozorne było odżegnywanie się papieża od antysemityzmu. można również zaobserwować nieliczne próby naginania starej doktryny (której przecież zmienić nie można) do nowych czasów i ciągle ewoluującej rzeczywistości. celibat). nagłaśnianych akcjach pomocy Caritasu po powodzi. np. rozwodów. chrześcijańskim rocku. Zjawiska te są tylko następstwami niehumanitarnych i nienormalnych praw. tęczowej barwie ornatów na paryskim spotkaniu papieża z młodzieżą. a często niewykonalne .martwą jest". Łamanie tychże praw. . tanie efekty i działania. dla rozwodników) i karami grzechów ciężkich . Jezus Chrystus powiedział. zakazu stosowania antykoncepcji. który je przekazuje . Obok tych populistycznych zagrywek. którymi kieruje się Kościół. zapłodnienia in vitro itp. Jednym z przykładów może być łaskawe przyzwolenie Kościoła na naturalne metody zapobiegania ciąży.gdyż sprzeczne z naturą ludzką (np. Spowiadałem osobiście. Myślę tu na przykład o tzw.stwarza zamknięty krąg deprawacji sumień i zachowań ludzi. W konsekwencji wierni szukający Boga znajdują nakazy hierarchów Kościoła. Kościół dzisiaj sili się na spektakularne. którzy noszą w sobie pragnienie życia zgodnego z wolą Bożą. że właśnie „po owocach" poznamy Jego prawdziwych uczniów. choć jeszcze niedawno wszelka ingerencja myśli ludzkiej w dziedzinę płodności była niedopuszczalna. Ci wspaniali katolicy. Szukają jej w Kościele.na skalę masową . odcięciu się Glempa i Pieronka od wypowiedzi Jankowskiego itp. będąc ciągle w 117 . a także rozmawiałem z wieloma bardzo wartościowymi. które w przeszłości i obecnie. na szeroką skalę deprawują samych duchownych i gorszą rzesze wierzących. wierzącymi ludźmi. Konieczne jest ujawnienie zjawisk. bo nie poparte autentyczną skruchą wobec autentycznych rozmiarów winy Kościoła. a sama „wiara bez uczynków . poparte przykładnym życiem kapłana.

to nie będę się wysilał. Takie właśnie owieczki najłatwiej jest omamić. że utrzymywanie człowieka w ciągłym konflikcie z własnym sumieniem ma go związać z Kościołem i uczynić z niego pokorną owieczkę. Nie są oni w związku z tym autorytetami 118 . lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Książęta Kościoła . 3-5 oraz 23. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu.. co robią. lecz uczynków ich nie naśladujcie. 13-36. którzy sami są w pewnym sensie ofiarami. (8) Patrz Ew.nie do rozwiązania na obecnym etapie. ale ponieważ przekracza to ich możliwości . 11. Mówią bowiem. wyższych rangą przełożonych. Ogromne szkody Chrystusowej Owczarni przysparza dziś zamknięty krąg wzajemnych powiązań . jak zwykle przewidział taki obrót sprawy i przestrzegał sobie współczesnych. których sumienia i charaktery wypaczane są przez błędy systemu. Niestety. co wam polecą (przyp.sądzą. bez gruntownych zmian. Mamy w tym miejscu jedną z prób odpowiedzi na pytanie . będąc bezwolnymi narzędziami w rękach swoich. strzegących depozytu własnych nakazów i zakazów. w Polsce ludzie wierzący postępują wbrew zasadom swojej wiary? Pan Jezus. Nie należy bynajmniej winą za taki stan rzeczy obarczać szeregowych kapłanów.konflikcie z własnym sumieniem. trudno jest im zaangażować się w to.jak sami siebie nazywają .. a także nas wszystkich słowami: „strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów"(8) i w innym miejscu . żeby się ludziom pokazać. (9) Patrz Ew. biskupów i wszystkich hierarchów Kościoła RzymskoKatolickiego. Mt 23.skoro i tak nie mogę. albo też wybierają wyjście pod hasłem . jaki ich kształtuje. Mając na ogół świadomość głoszenia fałszu i obłudy. uzależnić i wykorzystać finansowo.wybierają dwie drogi: albo trwają do końca życia w wyrzutach sumienia popełniając „grzechy kościelne".o ile przekazują naukę otrzymaną od Boga).„czyńcie więc i zachowujcie wszystko."(9). Pierwszym ogniwem są sami księża.śmiało odnieść możemy dzisiaj do papieża. . Mt. Obie te drogi są zabójcze dla jednostek i dla całych społeczności. 16. np. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona. Te i inne słowa Jezusa odnoszące się do kapłanów i uczonych w piśmie .dlaczego w krajach katolickich. ulegają czemuś co mogę nazwać auto-deprawacją. a przede wszystkim własnych interesów. ale sami nie czynią. w tym drugim przypadku prawo ludzkie kościelne eliminuje się na równi z prawem Boskim. Chcą oni wierzyć nauce Kościoła i wypełniać ją.

święte obrazki i inne dewocjonalia! Pielgrzymi z Polski. rdzennie polskich. jak bezkarnie łamać śluby złożone w czasie święceń . I-szej Komunii. po niedzielnej audiencji u papieża. okazałoby się. Zwyczajowy Chrzest dziecka . co głoszą księża.dla ludzi wierzących. Jednak to.wiąże je statystycznie z Kościołem. złodziei. Wierni z kraju papieża. ponieważ w naszym kraju wytworzył się już zwyczaj. ile się da. a zwłaszcza dla młodzieży. jak mówią. Bierzmowania czy też ślubu kościelnego . przyjeżdżający na pielgrzymki do Watykanu . 119 . gdzie po przyznaniu się do Judaizmu .która ma niewiele wspólnego z prawdziwym przeżywaniem tych Sakramentów i samej wiary. przechodzi nad głowami wierzących w Kościołach . aferzystów . Widocznymi skutkami oddziaływania Kościoła na polski naród są: szerzący się coraz bardziej indyferentyzm religijny. Zaklęty. jakim jest Polska. iż ogromna większość skazanych morderców. zapełniają największe rzymskie targowiska handlując przeważnie wódką i papierosami. a nawet praktykujący katolicy. szatański krąg się zamyka. przemycają narkotyki. wzrost przestępczości pod każdą postacią itp. Polscy katolicy rozwodzą się i zdradzają na potęgę. okradają sklepy na zachodzie. a jego rezultatem jest brak pozytywnego oddziaływania Kościoła Katolickiego na społeczeństwo. Tymczasem ludzie w trakcie swego życia często tracą wiarę albo nigdy do niej nie dochodzą i to głównie z winy Kościoła. medali-ki.uczestnictwa w niedzielnej i świątecznej Mszy Świętej. kradzione samochody i cokolwiek się da. Zamiast świadczyć swoim życiem o Bogu kombinują. ciągły spadek uczestnictwa wiernych w nabożeństwach.gdyż księża nie żyją tak. aż do pogrzebu. piją ponad miarę. tradycja . gwałtowny spadek powołań w seminariach duchownych (notowany ostatnio na całym świecie). Angażują się w politykę i wyciskają z ludzi. ateizm. Znany jest fakt emigracji setek.to wierzący. postawy wrogie Religii Katolickiej. Chrztu. Jeśliby zrobić sondaż w polskich więzieniach.ogołocili największy tamtejszy sklep kradnąc: krzyżyki. ma jedną z najgorszych opinii. katolickich rodzin i osób prywatnych do Izraela. Najbardziej katolicki kraj na świecie.organizując sobie na boku drugie życie. Tymczasem ludzie naprawdę potrzebują autorytetu i przykładu ze strony kapłana. Mówienie o przytłaczającej większości ludzi wierzących w Polsce jest nonsensem. który szczyci się milionami „katolików z metryki".otrzymywały one mieszkania i dobrze płatną pracę.

Doszło do tego. Autokratywne rządy Kościoła Katolickiego zbierają wielkie żniwo w postaci wypaczonych. że nawet „pierwszy uczeń" .. jak i po ukrzyżowaniu. Władca na ziemi posiada oficjalnie ukonstytuowaną. nie znają często Modlitwy Pańskiej i nigdy w swoim życiu nie mieli w rękach Pisma Świętego! Nic dziwnego skoro większość księży.. stosując się do przepisów prawa kanonicznego. Myślę tu o każdym kolejnym następcy Św. mające jednak niewiele wspólnego z mentalnością i postawami ludzi prawdziwie wierzących. negacji. Przy najlepszej woli i ogromie dzierżonej władzy. że nieznajomość elementarnych prawd wiary i podstawowych chrześcijańskich modlitw stała się niemal domeną Katolicyzmu. piastujący obecnie tę godność . którzy „dzięki" nauce swoich pasterzy wykształcili w sobie mentalność i postawy religijne. a nawet wrogości wobec Kościoła?! Trudno nie obarczać winą za taki. a więc także my . Współcześni uczeni w Piśmie opierając się na sławnym dialogu Jezusa z Piotrem(10). Takie i podobne przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Czy dziwić nas mają postawy objętości. a nie inny stan rzeczy. Już karty Pisma Świętego. To nie są ani wyjątki potwierdzające regułę. nie mówiąc o historii Kościoła.jego członki.obdarzany słusznie szacunkiem i uznaniem całego świata za swoje nieocenione i liczne zasługi . samej głowy tego ogromnego organizmu. Piotra. Młodzi ludzie.którego Jezus nazwał „opoką". z mandatem nieomylności.gorliwi ministranci jednej z miejscowych parafii. Nasz wielki rodak. zdeprawowanych sumień pokoleń Polaków. słabego człowieka. aniżeli wiedzy o Bogu i dowodów na autentyczne przeżywanie własnej wiary. „szatanem" może zaprzeć się swego nauczyciela i mylić się . władzę Boga na Niebie.sam przytłoczony jest skostniałą. Zbrodniarzami okazali się dwaj nieletni chłopcy . Samo skupienie tak ogromnej władzy w ręku jednego. To papież pociąga za wszystkie sznurki i on jest najwyższym prawodawcą w Owczarni Jezusa. Chory jest cały organizm Kościoła. przystępujący do Bierzmowania czy też zawierający związki małżeńskie. 120 . ani też sporadyczne wybryki. dowodzą. trudno jest mu zapewne wznieść się ponad struktury w których sam wyrósł. skłonna jest bardziej wymagać od nich niezbędnych dokumentów i stosownej wpłaty.tak przed. ale wyraźny objaw ciężkiej choroby „katolickiego społeczeństwa". ale też. jest już poważnym błędem i anachronizmem. narosłą przez wieki tradycją.Niedawno opinię publiczną Pabianic poruszyło okrutne morderstwo popełnione na starszym mężczyźnie.

Co więcej. iż nigdy w historii Kościoła . aż do czasów współczesnych. Nie miał też żadnego następcy . 21.aż do 1870 r.papieże we wczesnych wiekach nie byli uważani za następców Świętego Piotra i sami siebie za takich nie uważali.jak zgodnie twierdzą Ojcowie Kościoła. bez jakichkolwiek praw panowania nad pozostałymi. w którym bez przerwy przebywa Duch Boży. Z racji swego urzędu kierowali Państwem Kościelnym. Tymczasem przez całe stulecia biskupi Rzymu byli często powodem zgorszenia dla całego Chrześcijaństwa . nie wyróżniając się niczym od innych ówczesnych władców. 15-19.stosując czystki oraz metodę kija i marchewki .po ich śmierci zaś wszystkich biskupów. wykonując dyrektywy Watykanu.głosili herezje. aby te 121 . będący Źródłem nadprzyrodzonego oświecenia. kradli. jako pasterzy całej Owczarni Jezusa. Za sukcesorów wszystkich apostołów uważano powszechnie wszystkich biskupów. Dopiero kilku ostatnich papieży wykorzystało wzrost potęgi Kościoła. pławili się w nieczystości utrzymując prostytutki i całe haremy. a tym samym swojego urzędu . Cała władza ustawodawcza Chrystusowej Owczarni.dokonało odwrotu od uświęconych tradycji. kiedy to Pius IX ogłosił dogmat o papieskiej nieomylności . Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Papieże zaczęli sobie rościć prawo do ustalania wszelkich norm i reguł dotyczących życia całego Kościoła. przez cały XIX wiek wywierali presję na parlamenty i rządy. które oświecało dawniej apostołów . Skupili oni w swych rękach pełnię władzy i nadali jej prymat nieomylności. J. wszystkich wiernych i każdego ochrzczonego z osobna. Tymczasem prawda jest taka. a tym bardziej Światła Ducha Świętego. Swoją uprzywilejowaną pozycję w biskupim gremium zawdzięczali jedynie dwóm historycznym faktom: Rzym przejął rangę stolicy świata po upadłym Cesarstwie. Sam Watykan oraz biskupi na czele z prymasami. mordowali.nie było w ogóle takiego przeświadczenia. aby komukolwiek przyszło do głowy doszukiwać się u nich jakichkolwiek szczególnych przymiotów. spoczywała w rękach Soborów i była oparta na świadomości i wierze wszystkich chrześcijan. Dwa ostatnie stulecia są również naznaczone ciągłą papieską ingerencją w wewnętrzne sprawy państw i narodów.uważają każdego następcę Piotra za nieomylnego geniusza. (10) Patrz Ew. apostołowie Piotr i Paweł zginęli i zostali w nim pochowani. biskupi Rzymu . Papieże błądzili i mylili się zbyt często. Sam Piotr traktowany był co najwyżej jako „pierwszy spośród równych".

Jak to wygląda u nas . W naszym Kraju nadal wielu księży. wielokrotnie w rozmowach ze mną. pod naciskiem doktryny Watykanu. którzy z lubością prowokowali podczas spowiedzi swoich penitentów do wyjawiania najdrobniejszych szczegółów z ich życia seksualnego. określał Polskę mianem „drugiego Iranu" . Światłych katolików denerwuje zwłaszcza (i słusznie) wtrącanie się Kościoła w politykę oraz obsesyjna wręcz „dbałość" i kontrola najbardziej intymnych sfer życia ludzkiego. sposób zaspokajania popędu. Zawsze bardzo irytowało mnie kiedy słyszałem o kapłanach. która od niemal dwóch tysięcy lat kierowała poczynaniami hierarchów katolickich w odniesieniu do tych. hołduje ideologiom skrajnie nacjonalistycznym i faszystowskim . istniał ścisły związek ideowy i . gwarantowały wolność sumienia. Papieże tytułujący się „Panami Świata" nieustannie próbują naginać ten świat do swoich „nieomylnych" wyroków. a samym kobietom .mając na względzie fanatyzm religijny hierarchów kościelnych i bezkrytyczną postawę dużej części społeczeństwa.wprost do pochwy. Żyd . iż takie niesmaczne zachowania są pogwałceniem podstawowego prawa prywatności i wolności jednostki. Wspomnę tylko. w którym brałem udział . stawiając przy tym jednoznaczne diagnozy i wymagania. Atakowano konstytucje. którzy byli „winni śmierci Chrystusa". które nie zabezpieczały należycie interesów Kościoła.nie muszę chyba opisywać. iż dopiero nasz papież położył kres prześladowaniom.ograniczyły wolności obywatelskie w swoich krajach. dawały ludziom prawo wyboru religii i wyznania. skłonni są niemal wchodzić ludziom pod pierzyny.w myśl zasady: Polak katolik. Tymczasem postanowienia i 122 . Dostojnicy Kościoła oraz szeregowi księży nie powinni zajmować się czymś. Uważam. wspólnota interesów. homiliach oraz dzieciom na katechezie... wyrosłych na tej filozofii. Biskupi i księża.„Żydostwo się panoszy! Potrzeba nam drugiego Hitlera!!!" Nie bez powodu pomiędzy Państwem Kościelnym a III Rzeszą nigdy nie było rozdźwięku. Jeśli chodzi o tych ostatnich to mało kto wie. że mój kolega-ksiądz pracujący w Niemczech. Jeden z proboszczów wykrzykiwał kiedyś na obiedzie odpustowym. Takie i podobne reakcyjne myśli zaszczepia się ludziom (w sposób jawny bądź zakamuflowany) w kazaniach. małżeńskiego czy rodzinnego. na czym się nie znają i pozostawić ludziom możliwość wyboru w takich kwestiach jak: ilość dzieci. pogardzie i filozofii odwetu. przyznawały równe prawa Żydom itp. antykoncepcja. masturbacja itp.morderca.

Czy takie stawianie sprawy przez papieża nie jest stawianiem się człowieka. Przy takim podejściu naturalne jest poniżanie kobiet i ciągłe obstawanie Kościoła przy celibacie. l. Jak papież. gdyż Kościół stawia bezżenność (jako doskonalszy stan życia) ponad tym związkiem. Kto jednak przejmuje się ich losem.pierwszej grzesznicy i kusicielki.„nie jest dobrze. uważający się za stróża tegoż prawa. iż życie w celibacie już w seminarium duchownym jest przyczyną wielu frustracji i dewiacji 123 . stworzył dla niego niewiastę? (11) Patrz Rodz. Mt. skoro sam Bóg powiedział. poniżane.jest już trudne do naśladowania. nienaruszalne . Nie bierze się przy tym pod uwagę uczuć i pragnień księży. 28.dane przez Boga i zapisane w sercu każdego człowieka. ponad Bogiem . a jednym ze źródeł jest odwieczne deprecjonowanie kobiet przez Kościół.nakazując im życie w celibacie i czystości. ale to .. Powodem dla którego wprowadzono celibat nie jest czystość. żeby mężczyzna był sam" i. Ponad ich ustawami istnieje bowiem prawo naturalne. Śmiem twierdzić. wbrew Boskiemu przykazaniu: „bądźcie płodni i rozmnażajcie się"?(11) Jak Piotrowie naszych czasów mogli usankcjonować życie w samotności i bezżenności (Św. ponieważ nigdy nie potępiano księży za konkubinat. 12Patrz Ew. Chodzi tu raczej o kontrolę nad nimi i ich pełną dyspozycyjność. skoro każda kobieta. jak również każde poczęcie dziecka (także w małżeństwie) jest grzeszne. 8.Najwyższym Prawodawcą? Moje doświadczenia dowodzą. a tym bardziej tego co czują ich konkubiny . Wolne od winy jest jedynie „Dziewicze Poczęcie". Według nauki Kościoła każde zbliżenie kobiety i mężczyzny. zakonnikom i siostrom zakonnym . ale również w sposób znaczący uchybia godności związku mężczyzny i kobiety. która odbiega od wzoru Matki Najświętszej dostaje do wzoru Ewy . zmuszane często całymi latami do ukrywania swojej miłości i swoich ukochanych.nieszczęsne. iż nawet papieże nie mogą „zawiązywać i rozwiązywać" wszystkiego. Piotr miał żonę i teściową)12. zwierzchnika instytucji.z przyczyn zrozumiałych .regulacje dotyczące życia świeckich nie są nawet z nimi konsultowane. może go jednocześnie odmawiać księżom.. Stanowi to naruszenie jednego z głównych przesłań Pisma Świętego. 14-15 Celibat jest nie tylko pogwałceniem naturalnego prawa każdego człowieka do małżeństwa. które mówi o świętości i najwyższej randze małżeństwa. że .

nie widzą tragedii dziewcząt i kobiet. Dlaczego papieże potępiając antykoncepcję. iż potępiając antykoncepcję w naturalny sposób sprzyja aborcji tak. Ludzie żyjący ze sobą bez ślubu kościelnego i rozwodnicy traktowani są przez Kościół jak wyrzutki. gdyż takie stanowisko nie ma żadnego uzasadnienia w Biblii. nawet w najbardziej łagodnej formie (pigułki. Ale czyż Chrystus nie przyszedł przede wszystkim do odrzuconych i grzeszników?! 124 . które rodzą się tylko po to. iż brak tego dostępu jest często przyczyną ich prawdziwych rozterek moralnych i upadków.antykoncepcja . zawsze i w każdej sytuacji". Dlaczego potępiane są kobiety. aby umrzeć z głodu? Kiedy cały świat ucieszył się z pierwszej pigułki i innych metod antykoncepcji Kościół potępił je i uznał za grzech śmiertelny chyba tylko z przekory i w poczuciu nieomylnej buty. prezerwatywy). wyróżniła prekursorów metody sztucznego zapłodnienia Edwardsa i Steptoe'a wielką noworoczną nagrodą .została określona w doktrynie Kościoła jako „permanentne zło. Papieżowi bynajmniej nie przeszkadza fakt. przyjście na świat człowieka?! Podczas gdy Królowa Angielska w 1988 r. jak sankcjonując celibat faktycznie popycha duchownych do konkubinatu. Zgodnie ze wszystkimi prognozami. Niekwestionowane dobrodziejstwo . które w akcie rozpaczy usuwają ciążę będącą np. że dziecko urodzi się kaleką?! Dlaczego rozwodnikom odmawia się prawa przystępowania do Sakramentów? Praktyka pokazuje. Dlaczego papieże potępiając zapłodnienie in vitro nie widzą cierpień małżonków. że mężczyzna musi się wcześniej zonanizować w celu pobrania nasienia albo obumarcie kilku zapłodnionych komórek (które same często giną w ciele kobiety) nie wynagradza po tysiąckroć inny fakt . większa część ludzkości przestałaby istnieć z powodu ogromnego przeludnienia i głodu. gdyby nie „śmiertelne grzechy" zapobiegania ciąży i stosunku przerywanego popełniane nagminnie na całym świecie.papież uznał metodę. którzy w inny sposób nie mogą mieć potomstwa? Czyż fakt. za grzech ciężki i potępił uroczystym dokumentem Świętego Oficjum.cud narodzin upragnionego dziecka. dzięki której urodziło się już kilkanaście tysięcy dzieci. które po prostu „wpadły" i wybierają pomiędzy aborcją a nie chcianym potomstwem? Czyżby nie słyszeli też o milionach dzieci w krajach Trzeciego Świata.seksualnych. następstwem gwałtu albo mając pewność.

Niestety. bezdusznych imprez .człowieka. ochraniał biednych i potrzebujących przebaczenia? Dlaczego nie czynią tego Jego namiestnicy? Kościół współczesny na obecnym etapie zdolny jest tylko do masówek. jak to bywało za czasów pierwszych chrześcijan. ma swoje czasopisma. który z pobudek humanitarnych. Ale Zbawiciel mówi do inicjatorów tych pustych. zadufanych w swoją potęgę kościelnych ustawodawców. Co powiedziałby Jezus. Ksiądz niesubordynowany. Wydaje się.obok rządzenia i reprezentowania Kościoła . którzy je sprawują.nie może być księdzem. Akcja Katolicka. może lepiej pomagać w realizacji Bożych planów. Kto sam nie słucha. jest nakładanie kar. zrozumieć i wprowadzić w życie. nigdy nie będzie słuchany! Papieże i biskupi muszą się zastanawiać . Potępia się ludzi bez uwzględnienia ich indywidualnych sytuacji i uwarunkowań konkretnych przypadków. którym kierują. Przekazywanie wiary w sposób powierzchowny i benefisowy . Namiestnicy Chrystusa powinni .takich jak np. przesłań. Jednym z podstawowych błędów. nieprawomyślny . w Kościele nie ma miejsca dla demokracji i wymiany poglądów tak. iż powodu takiego stanu rzeczy należy doszukiwać się przede wszystkim w autokratywnych rządach papieży.wsłuchiwać się w głos Ludu Bożego.doprowadziło do tego.„lud ten czci mnie tylko wargami. jak je najlepiej rozeznać. po kryjomu rozdawał środki antykoncepcyjne swoim parafianom w Środkowej Afryce. Przez swoją nieomylną butę papieże sami popadają w pułapki . który był zawsze najbliżej ludzi niechcianych. Liczy się 125 . Znam misjonarza. przyglądać znakom czasu i zmieniającej się ciągle rzeczywistości. wpływ na ustawy parlamentarne i politykę. gdy można wszystko rozstrzygnąć jedną bullą czy encykliką. apelów i akcji . ale równocześnie Boga nie ma w ludzkich sercach. Takie autokratywne rządy mszczą się jednak w końcu na tych.muszą potwierdzać niedorzeczne wyroki swoich poprzedników. Boga . Bez wątpienia trudno to czynić.jak Kościół. którzy zgrzeszyli z mocy prawa. iż na obecnym etapie niemożliwe jest zjednoczenie Kościołów Chrześcijańskich. że Kościół jest obecny w telewizji i radiu. potępień i sankcji grzechów śmiertelnych na wszystkich. ale sercem swym daleko jest ode mnie". gdyby dziś przyszedł na ziemię i zobaczył swoją Owczarnię? Ten. Papieży należy również obarczyć winą za to.Takie pytania można mnożyć?! Księża sami nie zgadzają się z wieloma naukami które głoszą. Na drodze do tego zjednoczenia zawsze będzie stał prymat ojca świętego.

w której były ksiądz . Wierzę głęboko. kardynalskich i papieskich rezydencji. Ten Lud Boży może powiedzieć NIE!!! Głos ludzi wierzących. statystyki . stworzonego przez Boga i odkupionego Krwią Chrystusa. a prowadzeni przez swoich gorliwych pasterzy . a nie pustosłowia i obłudy! Na szczęście oprócz władzy hierarchów Kościoła istnieje również władza Ludu Bożego. „. zatroskanych o swój własny Kościół. sprawiedliwości i miłości. Zahukane. biskupi. wśród którego przebywa Duch Święty.zbudowali potężną instytucję materialną. na kanwie własnych przeżyć. ale by ich lokatorzy wyszli wreszcie do swoich owiec i przygarnęli je tak. że nadejdzie dzień w którym wyznawcy Chrystusa połączą się w jedno Ciało Kościoła Świętego i będą czcili Jednego Boga w Duchu i Prawdzie. Papieże. ludzkich słabości i upadków. opisuje prozę kapłańskiego życia pełnego intryg. kardynałowie. Nie pragnę. splendor. finanse.Kościół upodobnił się do świata.wprowadzą swój Kościół w Nowe Tysiąclecie Chrześcijaństwa. Nie księża są tu jednak piętnowani. ale błędny system który ich deprawuje. prałaci i inni dostojnicy kościelni hołubieni i rozpieszczani przez szeregowych kapłanów i ludzi świeckich . przed czym tak bardzo przestrzegał Chrystus . brutalnym świecie. skandali. jak je przygarniał Jezus Najlepszy Pasterz. liczba zgromadzonych na spotkaniu z papieżem. otoczona zewnętrzną szatą świętości i nieomylności . Ludu Bożego. kolejna wybudowana świątynia. finanse i korzystne statystyki człowiek XXI wieku szuka Boga żywego! Pragnie potwierdzenia sensu swojego życia swoich starań..jeszcze jeden wydany tygodnik katolicki. Stało się to. aby te mury runęły. splendor. zamiast duchownego Królestwa Bożego w sercach wiernych. Najważniejsze są wpływy. 126 . w którym rządzi ten kto ma wpływy. jeszcze jedna stacja radiowa. wysiłków. samotne dzieci Boże pragną prawdy. Ta instytucja oparta na ogromnych finansach i bezwzględnym posłuszeństwie księży. bardzo pouczająca i rozbijająca mity książka.Watahy kleryckie wychodziły na ulice Włocławka. Najbardziej wstrząsającą.skazana jest na rychły upadek! Człowiek współczesny..tym dzisiaj żyje Kościół i do tego dąży. zagubiony jak nigdy dotychczas w bezwzględnym. z trudem przebija się przez mury pałaców biskupich. Dziewczęta rozbierano wzrokiem.Roman Jonasz. pracy nad sobą i codziennego zmagania ze złem.

Nie pozwolę na żadne kurwy w mojej parafii!!!" „Ksiądz prałat nie poprzestawał na wykpiwaniu Urzędu Celnego i fiskusa. zadrżał na całym ciele i chwycił moją.... Stary świntuch dość poważnie nadwyrężył odbytnicę chłopca.. Parę lat wcześniej sprowadził podobno luksusowe BMW.. Ciągłe pokusy i grzeszne myśli zamieniały jej życie w koszmar. Przecież musi to ksiądz jakoś robić." „Tamtejszy proboszcz .gwałcono i zniewalano myślami. rękę. z którym nie mogła sobie poradzić. ubezpieczył na ogromną sumę i podstawił do zabrania braciom ze Wschodu... Dotarła do nas również wieść o powieszeniu się zakonnicy. pomieszały zmysły i pchnęły do samobójczej śmierci.siostra miała duży temperament seksualny. Według późniejszych relacji jej spowiednika . po co samemu." „Proboszcz dotknął mnie swoim biodrem." „Ksiądz Mariusz brocząc obficie krwią przeczołgał się z sypialni do kuchni. Wziął większy nóż i tym razem skutecznie przebił sobie serce. Wiedziałem o co mu chodzi." 127 .Ryszard Falski napastował seksualnie młodego ministranta.