You are on page 1of 127

„BYŁEM KSIĘDZEM

"

„PRAWDZIWE OBLICZE KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO W POLSCE" Roman Jonasz ISBN 83-909042-0-9 Wydawnictwo Glass-Plast Andrespol Wydanie III Łódź 1998

Wszystkim skrzywdzonym i zgorszonym przez Kościół i ludzi Kościoła Roman Jonasz - pseudonim literacki - absolwent Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi, magister prawa kanonicznego. Opuścił stan duchowny w 1996 roku. Członek nieformalnego Ruchu Odnowy Kościoła Katolickiego w Polsce. Wszystkie wydarzenia opisane w tej książce są prawdziwe, choć niektórym mogą wydawać się szokujące i niewiarygodne. Moje własne przeżycia i opinie uzupełniam relacjami naocznych świadków oraz ich komentarzami. Wiem jednak, jak długie ręce mają hierarchowie Kościoła. Stąd też niektóre z ich nazwisk (w tym moje własne) zostały zmienione. Autor

SPIS TREŚCI Od Autora ...............................................................................................................9 I. Moja droga do kapłaństwa ...............................................................................11 II. Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku ..............................................17 III. Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi .......................................................56 IV. Święcenia i pierwsze kroki w kapłaństwie .....................................................73 V. Pierwsza parafia - zderzenie z rzeczywistością ................................................78 VI. Kapłański business w Aleksandrowie ...........................................................100 VII. Ozorków: trudna decyzja-dlaczego odszedłem?..........................................119 VIII. Konieczność zmian w Owczarni Chrystusa ...............................................127

2

„Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". J.8, 31-32 Jezus Chrystus Od Autora W Polsce żyje i pracuje ponad 30 tysięcy księży. Ta armia dorosłych, wykształconych mężczyzn, ćwiczona przez sześć lat w seminariach duchownych, tworzy hierarchicznąorganizacyjną strukturę Kościoła Katolickiego w Polsce. Od kapłanów będących w służbie Kościoła wymaga się bezwzględnego i ślepego posłuszeństwa wobec przełożonych - proboszczów, biskupów, kardynałów, a przede wszystkim wobec papieża, który posiada władzę absolutną. Władzy tej nie można porównać z żadnym innym ludzkim panowaniem - wykracza ona bowiem poza świat stworzony(1). Papież w doktrynie Kościoła Katolickiego jest nieomylny, gdy wypowiada się w sprawach dotyczących wiary i moralności. Przez niego i biskupów działa ponadto Duch Święty, a każdy z biskupów jest „alter Christus", tzn. zastępuje wiernym samego Chrystusa. Powyższe tezy określane przez Kościół jako dogmaty wiary (pewne, nie podlegające dyskusji), nawet wśród ludzi niewierzących rodzą postawy zażenowania, a nawet strachu przed czymś tajemniczym, niewidzialnym. Któż oprze się władzy danej z Wysoka! Nawet wysocy rangą mężowie stanu chylą głowy przed piuską i pastorałem. Nasuwa się tu porównanie do szczepu Indian, którym przewodzi wódz, ale faktyczną władzę dzierży czarownik. Biskupi, którzy mówią o sobie, iż są „sługami" na czele z papieżem, będącym „sługą sług" - w rzeczywistości podzielili pomiędzy siebie cały świat i ciągle naginają go do wizji Kościoła, powołując się przy tym na autorytet samego Boga. Czy jednak nie nadużywają tego autorytetu zbyt często? Na ile ich rząd dusz jest błogosławiony, a na ile potępiany przez Tego, na którego się powołują? Jak daleko dzisiejsi hierarchowie Kościoła odeszli od ideałów kapłaństwa służebnego? Czy mają prawo nakładać na ludzi „ciężary nie do uniesienia", sami nie ruszywszy ich palcem?(2) (1) Patrz Mt 16, 17-19. (2) Patrz MT 23, 3-5. Podobnie jak generałowie posługują się żołnierzami, tak biskupi kierują księżmi 3

Ta książka. co się w nim dzieje i jak spełnia on swoją posługę. kto ma największą chatę" .własne państwo w państwie. 4 . Książka. nie jestem wolny od obaw co do jej przyjęcia. co dzieje się . to trzeba z nią walczyć. Nie pragnę jątrzyć.. Uważam jednak. choćby najgorsza. aby jego dzieci były obojętne na to. Moim celem nie jest wkładanie kija w mrowisko. Wokół mnie skupiło się wielu takich ludzi. Są wśród nich byli i aktualnie pracujący księża oraz światli katolicy świeccy. a nie ciemną masą u progu trzeciego tysiąclecia. Nikt też nie jest wolny od błędów. po to. Miliony katolików w Polsce są nieświadome tego. Misja Kościoła jest zbyt ważna. Niewielu z kapłanów. głową rodziny. Ale jeśli choroba zaatakuje cały. którym na sercu leży dobro Kościoła Katolickiego w Polsce i na świecie.tu wskazał na Kościół parafialny i przylegającą doń plebanię. to historia młodego człowieka. który był jednym z tysięcy polskich kapłanów.nie o wadach ludzkich . Obawiają się potępienia ze strony hierarchii i większości wiernych. Słabości ludzi Kościoła. pomyłek i upadków. że prawda. są udziałem każdego człowieka.proboszczami i wikariuszami tworząc . zdecydowałem się dać świadectwo prawdzie. Jako autor tak nowatorskiej pozycji.. wzywać do rewolucji. którą wziąłeś do rąk. bo tylko ona może wyzwolić człowieka tak. Ci ludzie mają prawo wiedzieć. seminariów i pałaców biskupich.przez sieć parafii . Moja książka spełni swoje zadanie jeśli skłoni do refleksji ludzi dobrej woli. który został powołany do czynienia dobra i służenia wszystkim ludziom. decyduje się publicznie mówić o motywach swojej decyzji. a żeby walczyć trzeba wpierw ją poznać.ale o wadach systemu. którzy rezygnują. które opisuję. lepsza jest od najbardziej zakamuflowanego kłamstwa.za ich pieniądze .za murami plebanii. Jeden z wiejskich proboszczów powiedział kiedyś do mnie . Co go do tego skłoniło? Dlaczego zdecydował się głośno o tym mówić? JA JESTEM TYM CZŁOWIEKIEM! Obecnie mężem i ojcem. ponieważ to oni są prawdziwym Kościołem . Jestem daleki od jakiejkolwiek formy odwetu czy nienawiści. zdrowy organizm. Co więcej. jak wyzwoliła mnie. Minął już rok od opuszczenia przeze mnie kapłańskich szeregów. a ja coraz bardziej utwierdzam się w swojej decyzji. to pierwsze tego typu świadectwo w skali naszego kraju.Jak myślisz: kto rządzi w tej dziurze? Ten. potępiać.„ludem wybranym. Chcemy mówić głośno . narodem świętym". Wszedł do innego świata i po trzech latach postanowił go opuścić.

aby Owczarnia Jezusa Chrystusa mogła wejść oczyszczona w trzecie tysiąclecie Chrześcijaństwa. (3) Por. doznałem przedziwnego uczucia. często gdy było jeszcze ciemno. jak w wieku 8 . wycieczki ministranckie z księdzem opiekunem były wtedy moją największą radością. a za chwilę wstanę i pójdę na modlitwy i do swojego pokoju. po latach. rozmawiał. korzeni naszej wiary. być Jego wiernymi uczniami i poznać prawdę.9 lat biegałem przez śnieżne zaspy czy kałuże błota do Kościoła na poranną Mszę. że kiedyś będę siedział przy którymś z tych stołów: jadł. Po tygodniu od tego debiutu. byłem już ministrantem i stałym lektorem. To przeświadczenie. iż będę kiedyś jednym z tych. wręcz purytańskiej.całemu Kościołowi . Pamiętam. życie mojej rodziny było przeniknięte wiarą i przeplatane praktykami religijnymi. Chcemy trwać w nauce Jezusa. aby ona naprawdę przemieniała nasze życie. Coroczna kolęda w naszym domu była długo oczekiwanym świętem. To byli ludzie nie z tego świata. Konkursy biblijne. Ja i cała moja rodzina otaczaliśmy nabożnym szacunkiem wszystkich księży. Gdybym tego samego dnia opuścił nabożeństwo wieczorne. 5 . zawładnęło moją młodzieńczą wyobraźnią. J.nieomylni i wspaniali pod każdym względem. Wyczuwając panującą w domu atmosferę. Teraz. Trzeba nam wszystkim . a chwilę później do zatłoczonej klerykami jadłodajni stanąłem jak wryty. a prawda nas wyzwoli(3). na których wtedy patrzyłem. Od kiedy sięgnę pamięcią. nadawała mu sens i czyniła je piękniejszym. na pewno nie zmrużyłbym oka do rana. 31-32. już jako dziecko starałem się zaskarbić sobie uczucia i łaski rodziców . Chcemy. Zaczęło się od czytania z lekcjonarza na Mszy Pierwszo-komunijnej.czynnie uczestnicząc w życiu naszej parafii.powrócić do źródeł. Opanowało mnie przeświadczenie. ROZDZIAŁ I Moja droga do kapłaństwa Urodziłem się w rodzinie na wskroś katolickiej. śmiał się. Kiedy wraz z grupą naszych chłopców wszedłem do seminarium. Służenie do Mszy Świętej stało się pasją mojego młodego życia. odczytuję to zdarzenie jako moment mojego powołania. Dla mnie osobiście byli to nadludzie .8. W czasie jednej z takich wycieczek do katedry i Seminarium Duchownego we Włocławku.

Na pewno. w którym młody chłopak ma tysiące pomysłów na to. a co złe. ale też nie wychowywała mnie ulica. który wyrósł w atmosferze uwielbienia dla księży. Młody człowiek potrzebuje autorytetu. coraz bardziej krytycznie zaczynałem patrzeć na świat. Bycie księdzem było dla mnie czymś nieosiągalnym wręcz nierealnym. tak przed Bogiem. aby uczynić ją piękną. rozgrzeszać. Tylko oni mogli sprawować tajemnicze obrzędy. Tymczasem w mojej świadomości dojrzewała ostateczna decyzja. Właśnie tak w ich wieku patrzyłem na księży. Odpowiedzialność księży za powierzone im młode pokolenie jest ogromna. Niestety bardzo często księża nie uświadamiają sobie. Bóg raczy wiedzieć. która sama poszukuje oparcia w Kościele. za ile dziecięcych frustracji. a później księdzem. żyjący w bliskości Boga.począwszy od ulicznego gangu. a jednocześnie był to szczyt moich dziecięcych i młodzieńczych marzeń. bo wszystkie uważały mnie za dziwaka i nawiedzonego.Jestem pewien. co do których miałem wtedy sporo szczęścia. zwłaszcza w tym ostatnim czasie. że gdybym wtedy znał ich ludzkie wady i słabości. a nawet przestępstw nieletnich. odpowiedzialni są ci księża. co będzie robił w przyszłości . że będę klerykiem. którzy świadomie czy nieświadomie stali się powodem do zgorszenia. a skończywszy na grupie ministranckiej. Kiedy sam zostałem kapłanem i opiekunem ministrantów. Pozbawieni ziemskich trosk i przywiązań. Moje związki z parafią i serdeczne kontakty z księżmi trwały przez cały okres szkoły podstawowej i liceum.byli dla mnie aniołami. Zwłaszcza chłopcy poszukują takiego wzorca w najróżniejszych środowiskach . Oczywiście jako dziecko nie byłem aniołkiem. albo życiowym celem. 6 . rozstrzygać o tym co jest dobre. wzorca osobowego. w tym również na moich idoli w sutannach. Jednak w wieku. którzy zstąpili na ziemię. perspektywa zostania jednym z nich mogła być albo utopijną mrzonką. jak i ludźmi. jak wielki wpływ mają na dzieci i młodzież zwłaszcza tę. Dla młodego chłopca. Poza rodzicami najwięcej w tym względzie zawdzięczam księżom. tak jak znam je dziś na pewno nie zmąciłoby to mojego obrazu księdza pół-Boga. karmić Ciałem Chrystusa. Do nich należało ganić lub chwalić. przeznaczeni do wyższych celów kapłani . Ciągle żywe było we mnie uczucie sprzed lat. Kilka dziewczyn. z którymi chodziłem w liceum. chyba wyczuwało to moje ukryte powołanie.ja ciągle nosiłem w sobie pragnienie bycia jednym z nich. u wielu z nich widziałem te same spojrzenia pełne szacunku i ufności.

To przede wszystkim one.„kto ma księdza w rodzie. obnoszenie się z pragnieniem pójścia do seminarium było jeszcze bardzo niebezpieczne. Dla dziewiętnastolatka takie sprawy nie są bez znaczenia.ni mniej. wyjątkowym. Członkowie najbliższej rodziny wyrażali swoje uznanie dla mojej decyzji i odwagi. Można było po prostu nie zdać matury. Ksiądz. Także wielu parafian osobiście wyrażało swoje uznanie dla mojego postanowienia . że jestem kimś ważnym. Obok tego pragnienia chwilami do głosu dochodziły też i inne.wszak byłem pierwszym „odważnym" po czternastu latach. zwłaszcza przez starsze kobiety. której potajemnie zwierzyłem się z mojego postanowienia. ich dotychczasowe adoratorki przemieniają się w „świętą inkwizycję". że wprawiłem całe swoje otoczenie w stan radosnego uniesienia. ni więcej .W 1986 r. pomagania im. że ksiądz w rodzinie to . tak samo jak miejscowi księża. Postawy adorowania księży i ciągłego przekonywania ich. rodzinnym mesjaszem. byli wniebowzięci. Mają komfortowo urządzone mieszkania. na czele z proboszczem. Byłem bohaterem.są powszechne.była to decyzja wynikająca ze szczerej intencji zostania świętym kapłanem uczniem Chrystusa. Sprzęt grający wysokiej klasy. że wiele rzeczy po prostu mi się należy skoro tak się poświęcam dla Boga. nie mówiąc o innych korzyściach. Jeżdżą zachodnimi samochodami. Nie zamierzałem wszak zostać pustelnikiem czy żebrakiem. opinię proboszcza i 7 . tego bieda nie ubodzie". Oni już czuli się zbawieni. Jak by jej jednak nie oceniać i na nią nie patrzeć . Nie kryli poglądu. że księża nie cierpią biedy. Było we mnie wielkie. bardziej prozaiczne i materialne. nieświadome tego co robią . Uświadomiła mi to moja polonistka. jak nie trudno się domyśleć. Rodzina i całe otoczenie utwierdzało mnie w przeświadczeniu. Wiedziałem. Czułem wyraźnie. a gdy ci obrastają w piórka i zaczynają wykręcać „numery". szczere pragnienie służenia innym ludziom. każdego dnia doświadczałem tego sam ze strony wiernych i moje otoczenie wcale w tym względzie się nie wyróżniało. Mój proboszcz zaofiarował się zawieść mnie do Włocławskiego Seminarium.tylko swój człowiek w Sądzie Najwyższym. To całe miłe zamieszanie wokół mojej osoby utwierdzało mnie w podjętej decyzji.rozpieszczają i psują swoich „księżyków". które miałyby ich spotkać. abym złożył wszystkie potrzebne papiery: świadectwo maturalne. Wielokrotnie. Rodzice. będąc sam (lub kilku) w wielotysięcznej parafii jest hołubiony i adorowany. iż są panami świata . Jedna z ciotek wyraziła to aż nazbyt dosadnie .

Zaczął w końcu pytać o rodzinę i moich znajomych księży. Uczy się słabo. „Po co tu przyszedłeś" . po czym mój proboszcz oddalił się. rektorów. aby się nie załamać 8 . Poczułem dziwny strach przed czymś nieznanym. zdrowie i siłę woli. że rozmawia z rektorem oświadczyła z całą powagą: „Jeśli już mój syn ma być księdzem to chcę żebyście wykształcili go na biskupa. jak to pewnego razu przyjechała do uczelni mama ze swoim synem. Kiedy upewniła się. czy też domu dla męskiej młodzieży. rektor opowiadał nam. Warunkiem dopuszczenia do studiów. rozmowa kwalifikacyjna. jest tzw. potężne drzwi. poczułem się przez chwilę jak rzecz przekazana nowemu właścicielowi. który zaczął wyłaniać się z drugiego końca korytarza. że chodziło mu o to. łukowate sklepienia sufitów .wikariuszy. Na koniec musiałem napisać na kartce . a może tylko przeniknął mnie chłód tych dwumetrowych murów i duch dawnych czasów. która wydawała mi się godziną. Ksiądz prefekt Konecki zaprowadził mnie do swojego mieszkania. Przywitał się z nami wesoło.zdawał się pytać przenikliwym wzrokiem . Mały. Wysokie okna. nie pasował do całości.zostałem przyjęty! Warto tu wspomnieć. Zrobiło mi się nieprzyjemnie obco. On się zresztą i tak do niczego innego nie nadaje. na których wisiały ogromne portrety biskupów. który z nich mógłby mieć na mnie zły wpływ. Kiedy przekroczyliśmy próg i weszliśmy do obszernych pomieszczeń korytarzy. jaką w seminarium trzeba mieć głowę do nauki.to wszystko sprawiało wrażenie bardziej naw kościelnych niż uczelni. oprócz wspomnianych już dokumentów. czy na wierną służbę Kościołowi"? Zrobiło mi się nieswojo. Z szerokim uśmiechem podał mi rękę na pożegnanie . a ja podążyłem za moim nowym przełożonym. Chociaż byłem tam na własne życzenie.dlaczego chcę zostać księdzem. Już w trakcie semestru ks. moja argumentacja najwidoczniej mu się spodobała. patrzył prosto w moje oczy. Poza obrzydliwym błędem ortograficznym. Kiedy wyszedłem z zimnych.„do zobaczenia we wrześniu" . jakby chciał poznać moje myśli i intencje. surowych murów na czerwcowe słońce poczułem ulgę i radość . że był to sam prefekt studiów (2-gi wicerektor). Okazało się.„czy dla kariery. O tym. szpakowaty człowieczek. profesorów odruchowo wstrzymałem oddech i poddałem się atmosferze dostojeństwa i surowej wręcz powagi jaka tu panowała. Usiadł naprzeciwko mnie i przez dłuższą chwilę. że w seminariach duchownych nie ma praktyki zdawania egzaminów wstępnych. Teraz wiem. jest chorowity i nic go nie interesuje". zamknięty w potężnych ramach obrazów.powiedział.

przez cztery dni płynęliśmy dmuchanym kajakiem po najpiękniejszych zakątkach. Dzień odjazdu powitał mnie załzawionymi oczami mamy. Przez cały ten czas padał deszcz. Smutkiem napawało nas jedynie samo rozstanie i niepewność. widziałem jak płacze mój ojciec.każdy kto spróbował tego chleba wie najlepiej. aby dotrzeć jakoś w cywilizowane strony. Wzburzone bałwany przelewały się ponad naszymi głowami. bez biletu (nie mieliśmy już żadnych pieniędzy). który choć bardzo zdolny i pilny. po północnej Polsce. Jakimś cudem. Żywiąc się złapanymi rybami i resztką konserw. Kiedy skończyła się gotówka. A tymczasem przede mną były długie wakacje. co z nas zostało i wsiedliśmy do kajaka. wyruszyliśmy nad Mazury. Tego też dnia. a temperatura spadła chyba do zera. że go straci. Sielanka skończyła się wraz z potężną burzą. Tak bardzo mnie wzruszył ten widok. Było co wspominać za seminaryjnymi murami! Przyszedł wreszcie dzień poprzedzający mój wyjazd do seminarium. a raczej zostaliśmy wyrzuceni przez ogromne fale. sprawię rodzicom wielki zawód.nie bez przygód. kiedy zniknęła mi z oczu machając na pożegnanie ręką za odjeżdżającym samochodem. która zastała nas daleko od brzegu jeziora. zamiast wracać do domu. że i mnie poleciały łzy. że oto spełnia się moje i ich pragnienie. a później wspólna modlitwa z rodzicami. dobrnęliśmy do brzegu. Oddając syna Kościołowi myślała zapewne. Postanowiłem.nie potrafił znaleźć sobie miejsca . Zarówno jednak dla mnie. że jeśli na niej nie wytrwam.najpierw w szkole. zbudowaliśmy prowizoryczny szałas i trzęsąc się z zimna siedzieliśmy w nim skuleni i głodni przez trzy dni i noce. Pierwszym autobusem. Wybraliśmy się z kolegą „na stopa". pierwszym pociągiem do domu. Jak przystało na rozbitków. Od rana napięta atmosfera. pakowanie. Płakała tak do ostatniej chwili. chyba po raz pierwszy w życiu. pojechaliśmy do Giżycka. a stamtąd . o jedenaście lat starszym bratem. Tego dnia byłem u spowiedzi i Komunii Świętej. a 9 . wiał porywisty wiatr. Nigdy was nie opuszczę kochani rodzice! Zawsze możecie na mnie liczyć! Obierając dla siebie nową drogę życia wiedziałem.już po pierwszych miesiącach . Kiedy tylko wyjrzało słońce zebraliśmy to. Po Mszy Świętej wieczornej długo modliłem się przed Najświętszym Sakramentem. trzymając się kurczowo kajaka. Postanowiłem w głębi serca skończyć seminarium i być świętym kapłanem. Przez kilka wcześniejszych lat ciężko borykali się z moim. Wypełniony bagażami kajak zaczął nabierać wody. jak i dla moich rodziców były to łzy szczęścia. że będą zupełnie zwariowane.

Biegali po schodach unosząc do góry sutanny. bo i liczba pokaźna . obładowany walizkami.niewiele młodszy. przekroczyłem seminaryjną furtę. Tłumaczę to sobie tym. Głupio wtedy powiedziałem. gdyby się okazało. Mieliśmy tam mieszkać we czterech: starszy (superior)(4) z III roku i trzej „pierwszoklasiści". To byli normalni. że mogą mi napluć w twarz. nabrałem otuchy i poszedłem z tobołami do wyznaczonego pokoju. Kiedy głośno je wyrażali powiedziałem rezolutnie. Widocznym tego symbolem było usytuowanie wojewódzkiej komendy milicji (w dawnym budynku należącym do Kościoła) . Tylko czasami. spontanicznym wybuchom radości nie było końca.bez mała dwustu. ślizgali się po korytarzach zjeżdżali na poręczach. że chciałem ich wtedy uspokoić. tak inni od utartego wizerunku kleryka . przywitaniom. Opaleni. iż nie wytrwam i zrezygnuję. Było ciepłe. został zamordowany ksiądz Jerzy Popiełuszko. a sam gmach . Wszędzie panowała atmosfera radosnego podniecenia. Nigdy nie skorzystali z danego im prawa. w którym jeszcze przed wojną krzyżowały się wpływy komunistów z wpływami władz kościelnych. pełni życia i radości opowiadali o wakacyjnych przeżyciach.później w życiu. „duchacz" lub „nawiedzony". Po wojnie naturalnie proces ten się zaostrzył. rok wcześniej. To dziedzictwo przeszłości zobowiązywało młodych kandydatów do kapłaństwa. XV-to wieczna katedra.mruka z nosem w Biblii. Po raz drugi w życiu (pierwszy raz podczas wycieczki ministranckiej) zobaczyłem seminarium tętniące życiem. Dobrze rozumiałem ich obawy. kiedy. ROZDZIAŁ II Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku Włocławek to miasto. weseli młodzi ludzie. wrześniowe popołudnie 1986 r. Młodzi chłopcy nadawali tym wiekowym murom zupełnie innego wyrazu. Parę kilometrów od tego miejsca. 10 . kościółek w seminarium z XIII-go wieku. Wszędzie było ich pełno. Miasto to należało do pierwszych ostoi chrześcijaństwa.na przeciwko seminarium duchownego i katedry.pomyślałem. Fajne chłopaki . ale też mobilizowało. pocieszyć. Uściskom. ale i z głębokim przekonaniem. pomiędzy nimi przeszedł kontemplacyjnie schylony tzw.

Jeśli ktoś. że chodzi o wzajemną opiekę lub jeśli kto woli szpiegowanie. z półgodzinną przerwą na wspólne nieszpory. a później na duże lody w kawiarni obok. w zależności od dnia tygodnia. prywatne czytanie Pisma Świętego. We Włocławku nigdy nie było to więcej niż połowa pierwotnego składu. Moi współmieszkańcy od początku wydawali się być „w dechę".30. np. Najbardziej o_ie szło mi tylko ranne wstawanie. 4-godzinny spacer po mieście. Regulamin był uciążliwy. rozmyślania w ciszy. można było wychodzić tylko po dwóch. mycie i cisza nocna o 21.niestety na zapisy i dla nielicznych. towarzyszyli nam przełożeni.najstarszy kleryk w pokoju.zawsze „zaliczał dywanik" i ostrą reprymendę. Po obiedzie. że pomieściliśmy się w pokoiku nie większym niż 25 m. Msza Święta. Przełożeni tłumaczyli to względami bezpieczeństwa. Krótki . śniadanie. Każdy z nas miał swoje łóżko i biurko. W czwartki było święto . W inne dni pozostawały przechadzki po małym seminaryjnym parku. pięć godzin wykładów. w czasie nauki prywatnej. rekreację. Po rekreacji była nauka modo privato w pokojach. Najczęściej w czwartki wychodziłem na basen. gra w bilard albo czytelnia. otoczonym wysokimi murami z drutem kolczastym. Zgodnie z nim toczyło się całe nasze życie. Stopniowo wciągałem się w wir seminaryjnego życia: pobudka o 5. w różny sposób spędzaliśmy czas wolny tzw. Wkrótce poznałem wszystkich kolegów z mojego rocznika. Mieli swoje dyżury na korytarzach i w kaplicy.długi.30. że do święceń dotrwało trzynastu. oprócz łazienek i jadłodajni.godzinny spacer mieliśmy również w soboty. odpowiedzialny za pozostałych współmieszkańców. zwłaszcza jeśli to życie tutaj miało czemuś służyć. Na poszczególne zajęcia wzywał nas przenikliwy dźwięk dzwonka. aby sprawdzić co się dzieje. Kolacja o 18-tej. pół godziny tzw. Zawsze. obiad. Trudno byłoby inaczej wyobrazić sobie wspólne życie dwustu mężczyzn pod jednym dachem. zwłaszcza zimą. O każdej porze dnia i nocy każdy z nich mógł wejść do dowolnego pokoju. Regulamin był w seminarium najważniejszy. aż dziwne. nawet w nagłych przypadkach innego dnia tygodnia. modlitwy wieczorne. spał lub robił cokolwiek innego .(4) Superior . Seminarium posiadało także dwa ceglaste korty tenisowe . Praktycznie wszędzie na terenie seminarium. Było nas trzydziestu sześciu. Szybko przyzwyczaiłem się robić wszystko „na dzwonek". ale wszyscy wiedzieliśmy. ale konieczny. 11 . Później dowiedziałem się.

z którymi praktycznie spotykaliśmy się tylko na wykładach oraz tzw. a przede wszystkim wyznaczali kary dla tych. Zwłaszcza ci dwaj ostatni niestrudzenie przemierzali seminaryjne korytarze i pokoje. Wylecieć z seminarium można było najczęściej za „całokształt". Do najcięższych przewinień należało: posiadanie w pokoju radia lub magnetofonu. spożywanie posiłków w pokoju. od których zależało nasze być albo nie być w seminarium. Ja osobiście wtedy jeszcze nie paliłem. Niemal każde zebranie profesorów po sesji egzaminacyjnej albo spotkanie moderatorów . picie alkoholu czy też współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa . Do nich należały ewentualne zmiany uświęconego porządku określonego regulaminem. wyjście do miasta bez koloratki itd. wtedy jeszcze przy parafiach. wandalizm. Seminarium było przepełnione. Palacze musieli jednak zapisywać się na listę „słabych ludzi" w gabinecie rektora. prorektor Stanisław Gębicki i wspomniany wcześniej prefekt Krzysztof Konecki. Dotyczyły one najczęściej kontaktów z płcią odmienną. które popełniało się poza uczelnią.Naszymi przełożonymi byli: profesorowie. kradzież. Nieraz w takich wypadkach odsyłano studenta do domu na urlop roczny lub nieograniczony . O nadużyciach sygnalizowali księża albo usłużni parafianie. Po roku zakaz ten formalnie zniesiono. 12 .bez gwarancji powrotu. W związku z tym cała machina ciała profesorskiego i moderatorów pod patronatem biskupa ordynariusza była nastawiona na duży przesiew i odstrzał mniej wartościowej „zwierzyny". Starsi . Przeznaczono jedno pomieszczenie piwniczne na palarnię.sutannowi byli często w czasie urlopu zatrudniani jako katecheci.decyzja była zawsze taka sama dwadzieścia cztery godziny na opuszczenie seminarium. Diecezja Włocławska pozbawiona dużych aglomeracji (poza samym Włocławkiem. podczas spacerów lub też nielicznych przepustek do rodzinnych parafii. Koninem i Kaliszem). gdy delikwentowi zebrało się więcej grzechów lekkich. moderatorzy. którzy zaliczyli wpadkę. w seminarium obowiązywał bezwzględny zakaz palenia papierosów. Nieliczni nałogowcy odpalali się w najbardziej niedostępnych zakamarkach. nieobecność na modlitwach i wykładach. Osobną kategorią przewinień były te. nie potrzebowała aż tylu księży.kończyło się wieścią o kolejnych ofiarach. zakłócenie ciszy nocnej . Gdy byłem na pierwszym roku. Moderatorami byli: rektor Marian Gołębiewski. Kiedy jednak w grę wchodziła sprawa gardłowa typu: udowodniona znajomość z dziewczyną. Karalne było również spóźnienie ze spaceru.

Innymi słowy . Tomek kończył niedługo czwarty rok. Ten jednak. Kiedy jednak Tomek przyjechał po rehabilitację do przełożonego okazało się. ale jego wyjaśnień nikt nawet nie chciał słuchać.sprawdzonych. udzielających się oazowiczek.mniejsze prawdopodobieństwo popełnienia błędu. Decyzja dwadzieścia cztery godziny na odebranie papierów i opuszczenie gmachu! Chłopak był kompletnie załamany. Każdy hierarcha w Kościele. 13 . Pisała do niego namiętne listy. której konsekwencją była wizyta w seminarium np. które odbywały się w diecezjalnym caritas. jak w większości takich przypadków. Dziewczyna mimo to nie rezygnowała. Jedna z nich na zabój zakochała się w Tomku. Podobnie traktowano podpisane donosy. Osobiście znam kilka przypadków zwykłej ludzkiej zawiści. Oprócz kleryków. wystawała wieczorami pod seminarium. Dar ten posiadany jest wprost proporcjonalnie do rangi zajmowanego urzędu. Wychodzi się tu z założenia. Niestety dość często dochodziło przy tym do nadużyć. a chłopak poszedł na bruk. Któregoś dnia poszła wprost do rektora i oświadczyła. który złożył fałszywy donos na syna znienawidzonych ziomków. śledziła go w czasie spacerów.rodziców. Ksiądz rektor cierpliwie i ze zrozumieniem ją wysłuchał. Jej rodzina była wstrząśnięta. Dobre imię Kościoła jeszcze raz zostało „uratowane". Kiedy byłem na drugim roku studiów wstrząsnęła mną sprawa mojego bliskiego kolegi Tomka. na czele z papieżem. nie dawał jej żadnych nadziei. Kiedy spotkała się z ostrą odprawą i reprymendą z jego strony. a co za tym idzie . że Tomek z nią spał. Można sobie wyobrazić. Uczestniczył on czynnie w spotkaniach z niepełnosprawnymi dziećmi. jej miłość przerodziła się w nienawiść. jak sam mi opowiadał. która w seminariach funkcjonuje w praktyce.im wyższy stołek. W tym miejscu należy wspomnieć o teorii nieomylności przełożonych. jak bardzo by ucierpiał autorytet księdza rektora.Przełożeni wychodzili z założenia. tym więcej rozumu. dziećmi opiekowało się także kilka dziewcząt ze szkoły średniej . że wina jest udowodniona jeśli potwierdził ją osobiście naoczny świadek. Pod ogólnym naciskiem córka zdecydowała się natychmiast odwołać kłamstwa. Nie wyobrażał sobie innego życia poza kapłaństwem. sąsiada. ogarnęła rozpacz. że nie może być z powrotem przyjęty. Z pomocą rodziców odnalazł dom dziewczyny. że Duch Święty działając w Kościele udziela jego dostojnikom daru rozumu. Gdy pojechał do domu . jest ex ofitio nieomylny w swoich decyzjach. pomówień i oszczerstw. gdyby ten przyznał się do oczywistej przecież pomyłki.

tolerowano nawet dewiacje seksualne w zamian za zasługi na polu wywiadowczym. Psychoza strachu przed ewentualnym donosicielem. Stąd też wypracowano system siatki szpiegowskiej. czasami 14 .5 latach. faryzejski sposób zaprzęgał prawa Boskie do ludzkich intryg i machinacji. nie mogło upilnować dwustu chłopa.przyszłych kapłanów. którzy w tak ohydny sposób manipulowali innymi ludźmi . Z reguły nie informowano nikogo na bieżąco o stanie jego konta. mogli się liczyć z wyrzuceniem nawet po 4 . Jest ono wartością nadrzędną nie tylko dla nich. którzy dobrowolnie szli na współpracę. poza tym. czyniła życie wielu prawdziwych wywijasów istnym koszmarem. choćby najbardziej aktywnych przełożonych. aniżeli wszystkich dopuścić do święceń. Miało to może jedną dobrą stronę. Ale czy na tej drodze do nieskazitelnego wizerunku Kościoła warto deptać ludzkie losy? Czy dążenie do doskonałości. a nawet po cichu hołubiono takich. którzy mieli cokolwiek na sumieniu. że wszyscy o nim wiedzieli. Ci. Jeden Pan Bóg wie ile ludzkich nieszczęść i dramatów.rzeczywistość wyglądała inaczej. Jakże podła była to deprawacja sumień młodych ludzi . która i tak jest nieosiągalnym celem. chociażby przed samymi święceniami. obciążone konto nie zawsze było powodem usunięcia.często pełnymi ideałów i szczerych intencji.Przełożeni nie kryli wobec nas doktryny. Kim byli ci. którym mógł okazać się najbliższy przyjaciel. Zresztą. którzy nigdy się nie narażali i nie wychylali posłusznych i bezwolnych. a którą można by zdefiniować następująco: lepiej wyrzucić kilkunastu podejrzanych jeśli wśród nich jest choć jeden winny. Nade wszystko jednak doceniano. zmarnowanych młodych lat spowodowało powyższe założenie. których do tego nakłaniano różnymi formami nacisku. Napuszczano jednych na drugich. który funkcjonował bez zarzutu. kiedy podsumowanie wypadło dla nich niekorzystnie. która im przyświecała. Oprócz nich byli i tacy. a wszystko to w imię dobra Kościoła. promowano jednocześnie tych. Wypracowany przez pokolenia system w przewrotny. Podczas gdy bezpardonowo dokonywano przesiewów. ma uświęcać środki? Gdybyż to rzeczywiście pozostała mała trzódka wiernych uczniów Pana! Niestety . Kilku. niszcząc przy tym autentyczne powołania. Jedna czarna owca w stadzie może zwieźć inne na manowce. Zrozumiała jest troska przełożonych o dobro Kościoła. Przeważnie oni sami mieli wcześniej nóż na gardle i wybrali podwójne życie agentów. Z pewnością ogromna większość wszystkich usunięć z seminarium była wynikiem działalności donosicieli.

porządnych domów.gość nie był po prostu na swoim miejscu. Prawo kanoniczne. jednym z nowych nabytków włocławskiej alma mater był niejaki Arek. a do tego trądzik różowaty z ropnymi wykwitami. Może sposób w jaki opisuję usunięcia z seminarium wydaje się dla kogoś zbyt drastyczny. Arek był chłopcem zdolnym o dość pogodnym usposobieniu.zawsze będzie tym. który był w seminarium. pełnemu ideałów. Problem tkwił jednak w tym. trudno jest pogodzić się z jawną niesprawiedliwością. którzy sami zabierali papiery. gdy tylko zorientowali się na czym opiera się „formacja seminaryjna" przyszłych duszpasterzy. gdzie wszyscy doskonale się znają i są ze sobą zżyci. księżykiem. umiłowanie prawdy. a życie toczy się wokół sklepu z piwem i proboszcza . Byli i tacy. Ocenę pozostawiam Tobie czytelniku! W następnym roczniku. Niezależnie z jakiego powodu nie ukończył studiów . W efekcie wielu rezygnowało dobrowolnie. gdzie oprócz wiary w Boga wpajano nam szacunek dla autorytetów. wg.decyzja któregoś z chłopców o pójściu do seminarium jest wydarzeniem numer jeden przez wiele lat. Ci młodzi ludzie zmagali się ciągle z wieloma dylematami. że ogromna większość z nas. Jeśli już jestem przy tym bolesnym temacie pragnę przytoczyć jeszcze jedną autentyczną historię. żywe powołania. Miał twarz całą w bruzdach po przebytej ospie. Dwudziestoletniemu człowiekowi.wystarczyło mrukliwe usposobienie. 15 . Tak jak inni. wiejskiej parafii. W małej. Warto w tym miejscu wspomnieć o tym. Ostatecznie każdy wiedział już po krótkim czasie co tam jest grane i w każdej chwili mógł się spakować i wyjechać. ściśle według założeń władzy duchownej. które (zdaniem przełożonych) jednoznacznie świadczyło o braku powołania . który przyszedł po mnie. Nie było chyba kleryka w seminarium. zaufanie do przełożonych. Zwłaszcza w środowisku wiejskim taki delikwent jest naznaczony do końca życia.po powrocie do domu. Tak więc przesiew był solidny. Większość z nas pochodziła z tzw.niedoszły ksiądz . Z tymi pozytywnymi cechami charakteru nie szła jednak w parze jego uroda. tak i ja próbowałem tłumaczyć sobie na różne sposoby niektóre posunięcia władz seminaryjnych. który na widok Arka nie obruszyłby się. w chwili rozpoczęcia studiów. miała autentyczne. szczególnie te związane z przymusowym wydalaniem z uczelni. czego doświadczał kleryk . Wyróżniał się niezwykłą życzliwością i taktem. Perspektywa spędzenia kilku lat pod kluczem i wylądowania na przysłowiowym lodzie nie była pociągająca.

rozmównice dla przyjezdnych gości (nikogo z zewnątrz nie wolno było przyjmować w pokoju). Najważniejszym miejscem w całym kompleksie seminaryjnym był mały. Sam budynek uczelni był ogromny a przy tym wiekowy. Nigdy nie widziałem tak bogatego wystroju wnętrza. Uczelnia kształcąca przyszłych duchownych. Spędził w seminarium dwa długie lata . tak i Arek przed wakacjami miał już uszytą szatę duchowną. Pod względem nauki i moralności wyróżnia się spośród swoich kolegów. jak wszyscy. które płacił każdy z nas oraz z ofiar zebranych przez nas w parafiach. Był pilny w nauce. gotowały nam posiłki. Ten ni mniej.sutannowych roczników. w którym odbywały się modlitwy starszych . Był tam również: szpitalik dla chorych. co miało miejsce na początku trzeciego roku. na wakacje . a powyżej wielki hol i apartamenty profesorów. nie powinni oni w ogóle być przyjmowani do seminarium. Przy bliższym poznaniu okazał się wspaniałym człowiekiem.najcięższy okres przed otrzymaniem sutanny. Jednak odstręczający wygląd twarzy wyklucza jego dalsze dążenie do kapłaństwa. Jeśli tak. Tymczasem Arek został przyjęty. który. Kilka lat przed moim przybyciem ukończono budowę nowoczesnego skrzydła obiektu. Tygodnik „Ład Boży" rozprowadzany we wszystkich parafiach diecezji włocławskiej. również miał swoją siedzibę w seminarium. jak mówiono. starodawny kościółek świętego Witalisa. że władze seminaryjne są z niego bardzo zadowolone. W starym gmachu oprócz kleryków mieszkali również moderatorzy i siostry zakonne. prowadziły bibliotekę.którego funkcjonuje Kościół. pielęgnowały ogród itp. Arek został usunięty. z zewnątrz cicha i majestatyczna. a Arek pochodził z biednej rodziny. Właśnie zaliczył ostatni egzamin w sesji letniej i szykował się. ni więcej tylko oświadczył mu. świetlice. w środku zawsze tętniła życiem i kryła w sobie wysiłek wielu ludzi. zabrania wyświęcania na kapłanów „mężczyzn o odstręczającym wyglądzie". ponieważ uszycie sutanny wraz z materiałem to wydatek nie mały (ponad tysiąc złotych). które wykonywały różne posługi. Jak wszyscy jego kursowi koledzy. Seminarium utrzymywało się z czesnego. m. sale wykładowe. rozmodlony.gdy otrzymał wezwanie do księdza rektora. a mimo to zawsze znajdował czas dla innych. to na zdrowy rozum.in. pochłonął dziesiątki miliardów starych złotych . Fakt ten nie jest bez znaczenia. „Portugalczycy" (od noszonych portek) 16 . Powołanie wprost z niego emanowało. W nowym budynku znajdowała się aula ze sceną.

spieczone skorupy nasiąknięte tłuszczem). mówili przez sen. Lata 1986 . zwłaszcza w czasie sesji. chyba dlatego. które przyrządzały nam posiłki zdawały się nie mieć o tym zielonego pojęcia (w tym temacie wszyscy byliśmy zgodni). a przy tym zagłuszałem naturalny popęd. Najbardziej niebezpieczne były jednak tzw.„granaty".30 (jak mawialiśmy „w nocy"). cienkie.zbyt wiele.w zależności od organizmu. a nawet spadali z krzeseł. że klerycy „chodzili po ścianach". Kilka razy siostrzyczki nie dysponujące odpowiednimi miarkami. w wolnych chwilach chwytałem za hantelki i sprężyny. W czwartki jedliśmy kotlety mielone . Dochodziło przy tej okazji do śmiesznych sytuacji. bawili zegarkami itp. Niektórzy głośno pochrapywali. dla innych . Na obiad .modlili się osobno w kaplicy na piętrze. a także kilka stałych potraw typu: smażone kluski z tłuszczem. że sami mieli kiedyś po dwadzieścia kilka lat. Czynnikiem decydującym zdawał się być tu temperament. Jednakże przyczyna ciągłego niedospania a raczej „przymulenia" była zupełnie inna. placki ziemniaczane itp.88 były przednówkiem wielkiego boomu w zaopatrzeniu. siekier. a wychowawcy wytężali nozdrza . ale wtedy nic tego jeszcze nie zapowiadało. tawotem . Dla jednych było to mało. to warto wspomieć o tym jak one wyglądały. Dość powiedzieć. Skutek był taki. Przezwyciężałem senność i miałem świetne samopoczucie. rozmawiali. Przypomnę.bliżej niezidentyfikowana zupa bez zapachu (czasami niestety z zapachem). czytali skrypty. dania mięsne. Popęd seksualny nie zanikał wraz z powołaniem czy też z chwilą przestąpienia progu seminarium. My klerycy odczuwaliśmy dotkliwie ten kryzys. że na śniadanie był prawie zawsze chleb ze smalcem tzw. Kolacja 17 . Ja osobiście znalazłem inny sposób. Podczas porannych rozmyślań spali prawie wszyscy. Inni zaliczali po kilkanaście kaw tzw. W dodatku siostry. że pobudka była o 5. Flegmatycy w tym czasie często „zaliczali" drzemki. Wiedzieli o tym dobrze nasi przełożeni.czy to aby nie zbiorowe pijaństwo! Reakcje na brom były różne . Obowiązkowe modlitwy zajmowały nam ponad dwie godziny dziennie. które przypadały dwa razy w tygodniu. a w niedziele schabowe (czyt. Niektórzy ratowali się nielegalną drzemką w ciągu dnia. przechrzciły zdrowo jedzenie. Cholerycy w czasie dłuższych modlitw wiercili się.bez smaku i zapachu oraz herbata z bromem. Aby więc uśmierzyć grzeszny popęd młodzieńczych ciał siostry dodawały nam do posiłków solidne dawki bromu. Co bardziej praktyczni. Jeśli już jesteśmy przy doprawianiu posiłków. ryż.

do którego wyjątkowo często przychodziły „zrzuty". Niewątpliwie było w tym wiele prawdy. które wcześniej przyszły. ale kulinarne podziemie kwitło. Tłusta kiełbasa w wydzielonych . Mieli zatem własną kuchnię. Często. uznano za „wichrzycieli bez powołania" i z czasem usunięto. Kiedy do późnego wieczora okupowali potem ubikacje. Oficjalnie było to zakazane. Duża część z nich psuła się tam a te. przełożeni towarzyszyli nam ciągle przy najróżniejszych zajęciach. że wspólne spożywanie posiłków to już drobna przesada. Zapełniały one wszelkie piwnice i magazyny.pozwalały zapomnieć o uczuciu głodu. Kiedyś po 18 . Latem. a chłopaki zjeść potrafią. ale uznali widocznie. Królowały więc konserwy. aby się nie popsuły. ponieważ ilość była ograniczona. mieszkałem z chłopakiem ze wsi (taki współmieszkaniec był na wagę złota). stoły przykryte obrusami. podczas których można było najeść się do syta w restauracji lub barze. podsuszana kiełbasa i ciasto. które przychodziły wtedy masowo z zachodu. którzy w przeszłości zdobyli się na krytykę tej lub innych bolesnych spraw. Skutek tego wszystkiego jest taki. Gorzej było z paczkami przywożonymi przez rodzinę. Czasami tylko dochodziła marmolada.reglamentowanych plasterkach bywała w niedziele i święta.„ten kto ma prawdziwe powołanie przetrwa wszelkie kłopoty i przeciwności". które trafiały na nasze stoły były przeważnie przeterminowane. Kiedy byłem na drugim roku. Jak wspomniałem. Moderatorzy i profesorowie wielokrotnie i bez ogródek mówili nam. Kilku śmiałków.wątrobowe.różaniec czy odmawiane z pamięci litanie . ponieważ siostry brały zawsze te. kiedy wieczorem kładłem się z pustym żołądkiem do łóżka . że obecnie większość księży w diecezji ma wrzody lub inne kłopoty żołądkowo . torby z żywnością wkładaliśmy pomiędzy okna albo wiązaliśmy za sznurki. Niedoświadczeni „pierwszoklasiści" rzucali się nieświadomi podstępu na wszystkie te specjały po prostu z głodu. Ratowały nas dary z żywnością. Mimo tak katastrofalnego wyżywienia nikt nigdy nie ośmielił się protestować. a o tym co jedli dowiadywaliśmy się dzięki unoszącym się ponętnym zapachom. żółty lub biały ser. własne lodówki i zaopatrzenie. z trudem przemycane wałówki. Z utęsknieniem oczekiwaliśmy czwartkowych i sobotnich spacerów. jeszcze trudniej było przechowywać. kucharki. herbatę w szklankach. po czym cały pakunek umieszczało się na zewnętrznym parapecie. nauczyli się w końcu odżywiania selektywnego.była zazwyczaj odwzorowaniem śniadania. Zimą. że .

W czasie 6-cio letnich studiów poruszana jest praktycznie każda dziedzina wiedzy ogólnej (poza filozofią. zaliczenia i kolokwia. Nie znaczy to wcale. niemiecki lub francuski. kuchnię elektryczną. W każdej sesji letniej lub zimowej zdawaliśmy po kilkanaście egzaminów i tyleż zaliczeń. O dziwo nawet konfidenci nie wykazywali się na tym polu.większym świniobiciu „zrzut" był rekordowo duży. zwłaszcza tych „na gorąco" towarzyszył cały ceremoniał i podział obowiązków.ich apetytom i brzuchom. ale też greka i język hebrajski. psychologię. gdy za oknem zobaczyłem rozerwane reklamówki i stado gołębi wydziobujących resztki jedzenia! Może zbyt szeroko rozpisuję się na tematy kulinarne. Przełożeni w takich wypadkach byli zdezorientowani. do wyboru: angielski. Wszystkie te przedmioty poza nielicznymi wyjątkami. a często na dokończenie uczty. Rano po Mszy. elementy medycyny i wiele innych. Trudno byłoby wyliczyć wszystkie przedmioty wykładowe. mimo. wiejskich wyrobów nie pozwalał zasnąć w nocy. które niemal stały się ich atrybutem? Niektórzy wytrawniejsi kuchmistrze posiadali skrzętnie poukrywane całe komplety: garnek. Do tego ostatniego należało wykonanie czynności myląco . jako pierwszy wpadłem do pokoju. teologią i przedmiotami stricte kościelnymi). literaturę. z których przez 6 lat zdawaliśmy egzaminy. Zapach świeżych.wręcz przeciwnie. Przyszedł w piątek. Jakież było moje przerażenie. patelnię. Jednakże formacja seminaryjna idzie w dwóch kierunkach: intelektualnym i moralnym z akcentem na ten drugi.maskujących. że dwie wypchane torby umieściliśmy za oknem. że zaniedbuje się wykształcenie . którzy autentycznie przez 6 lat nie mieli innych ziemskich przyjemności poza dobrą wyżerką. a najbardziej wprawny przyrządzał jadło. którzy mieli przynieść świeży chleb ze stołówki. W końcu sami z tego korzystali. Dziwić się księżom? . żeby wszystko poszykować na przyjście kolegów. Przyrządzaniu posiłków. Ze względów bezpieczeństwa konieczna była również funkcja stojącego na czatach. ale zrozumcie młodych facetów. Biegali od pokoju do pokoju. Studiowaliśmy więc: astrologię. więc na sobotę rano zaplanowaliśmy solidną ucztę. Spośród nowożytnych. Był zatem czas na zwinięcie sprzętu. zdarzały się nawet prodiże i piekarniki. Honorowane przez państwo ma status wyższej uczelni. inny rozgrzewał sprzęt. które zazwyczaj sprowadzały się do rozpylania na korytarzu dezodorantu „Derby". Seminarium duchowne to miejsce jedyne w swoim rodzaju. 19 . Wśród języków królowała oczywiście łacina. Zazwyczaj jeden organizował pieczywo.

Obowiązkowy był także kilkugodzinny czas przeznaczony na naukę prywatną w pokojach. Dni mijały szybko. „Gregorianum". pokorny. ale analogiczną funkcję spełniają pierwsze dwa lata studiów. Łatwiej było kierować dużą grupą mężczyzn urabiając wszystkich na jedno kopyto a tych. a na tych. Dla przykładu . Jeśli choćby jeden z tych atrybutów zawodził. zazwyczaj księża. Stary. a przy tym radosny i zadowolony z życia. trzymając przy tym za wysoko głowę. zawsze czekała otwarta furta. Maksymalne wypełnienie każdego dnia nauką (łącznie z niedzielą). że chłopak chodzi zbyt dumnie po korytarzach. Nie było praktycznie miejsca na żadne indywidualności. która miała miejsce po zakończeniu każdego semestru. uczyli się nocami zaciemniając szyby w drzwiach i oknach lub też pod kołdrą przy latarce. Kluczowe stanowiska moderatorów oraz wśród kadry profesorskiej zajmowali zawsze absolwenci Akademii Papieskiej. Inny o mały włos nie wyleciał z piątego roku za „mrukowate usposobienie". zwłaszcza na pierwszym i drugim roku. pracowity. jest łacina. dyspozycyjny. Wykłady były oczywiście obowiązkowe. po których odpada około połowa adeptów. Każdy profesor wykładający w seminarium musiał mieć co najmniej tytuł doktora. seminaryjnej maszynie . Z książką do łaciny chodzi się wtedy wszędzie.po prostu eliminować. nie było czasu na sprośne myśli. miało swój sens. Śmiem twierdzić.jednemu z diakonów (po pierwszych święceniach) wstrzymano na cały rok świecenia kapłańskie. charyzmatycznych głosicieli Królestwa Bożego.stały na wysokim poziomie.zawsze gotowy. Większość polskich biskupów rekrutuje się właśnie z tzw. Czyż to nie sam Chrystus łamał utarte ludzkie reguły i schematy? To na Jego 20 . nie mogąc sprostać wymaganiom. gdyż prefektowi studiów nie podobało się. że nie ma w naszym kraju bardziej ciężkich i wszechstronnych studiów. a na tym mogły cierpieć tylko parafie pozbawione na zawsze niekonwencjonalnych. Każdy z nas miał być małym trybikiem w wielkiej. Niektórzy zdesperowani. Prawdziwą zmorą dla kleryków. którym się taki styl życia nie podobał. nawet do ubikacji. Oxfordu. rozmodlony. rzymskiego „Gregorianum". byli absolwentami najlepszych uczelni europejskich: Sorbony. mogło dojść do przykrej niespodzianki podczas rozmowy z przełożonym. przeplataną modlitwami. a także KUL-u i warszawskiego ATK. Profesorowie. wypracowany przez wieki system wychowania w seminarium duchownym był prawie niezawodny. że w seminariach nie obowiązują egzaminy wstępne. którzy nie pasowali do ustalonych ramek . Prawdą jest.

Z drugiej zaś strony umieli oni zdrowo. w tym jeden po pierwszych święceniach.może zdziwaczeć. smutnej seminaryjnej rzeczywistości. którzy nigdy wcześniej nie mieli kłopotów z głową. 21 . aby nie burzył tam ustalonych od wieków tradycji. To właśnie On został wyrzucony z pewnego miasta. Za mojej bytności w Seminarium Włocławskim.widok pukano się w głowę. Czuliśmy również nad sobą presję naszych rodzin. bezpłciowych i bezwolnych robotów. nie było tematów tabu. O wiele więcej było przypadków frustracji. Czterej faceci. niedostępni. aby żyć po ludzku w często nieludzkich układach i warunkach. prawdziwych przyjaźni. Studia były ciężkie. w środku nocy budził kolegów w pokoju. Na szczęście nie wszyscy poddają się temu praniu mózgu. Inny znowu. mieli radość i nadzieję w sercu . ślepo wykonujących rozkazy biskupów w zamian za godziwy szmal. że w liceum czy technikum biegali roześmiani po boiskach. pytał się czy może zapalić lampkę albo na cały głos śpiewał „godzinki". Tymczasem seminaria duchowne nastawione były i są na kształcenie posłusznych urzędników Kościoła. błyskali oczami do dziewczyn. najbliższych. Duża część braci kleryckiej podchodziła z dystansem do. w ciągu trzech lat. zastraszeni. pewna paka przyjaciół. Człowiek może grać. którzy wiedzieli czego chcą od życia. Dwaj następni.kiedy odesłano go w rodzinne strony . Jeden. w którym można było poczuć się na luzie i chociaż przez chwilę być sobą. a diakon . gdzie zawsze było wesoło. po czym musiano założyć mu kaftan bezpieczeństwa. mrukliwi.położył się tak przed przydrożną kapliczką. były cztery takie przypadki. jak obłąkany biegał po parku i wykrzykiwał niezrozumiałe słowa. To były bardzo skrajne przypadki. ale laska powołania dodawała sił. po męsku podchodzić do zjawisk chorych. kładli się krzyżem w kaplicy na całe noce. potrafili urządzić się tak.teraz chodzili zamknięci w sobie. popadli nagle w choroby psychiczne. te same problemy. Spotykało się chłopaków. Wszystkich łączył przecież jeden los. Antidotum na takie przeżycie seminarium było jedno: zgrana. a nawet zbzikować. udawać tylko do pewnej granicy. radości i smutki. Jeśli od czasu do czasu nie otworzy się przed kimś bliskim . wszyscy się dobrze rozumieli. depresji i przygnębienia. jakże często. Takie pary czy też grupy zaufanych przyjaciół i kumpli były jedynym środowiskiem. rzadko występujących gdzie indziej. którzy się za nas modlili i na nas liczyli. Mówiąc o urządzeniu się w seminarium. Ludzie z charakterem. którzy daję głowę. myślę przede wszystkim o zawieraniu szczerych.

Wierzyłem. niekoniecznie związani z Kościołem czy też uczęszczający na katechezę. Chłopcy. W jego mieszkaniu na plebanii było prawdziwe schronisko. Ale to głównie Jezus. że towarzyski kapłan częstuje winem i piwem nastolatków. Już od pierwszych dni okazał się wspaniałym pedagogiem i duszpasterzem. Na pierwszy rzut oka ks. moje powołanie wcale nie słabło. a ja poszedłem do seminarium.pomyślałem. Myślę tutaj szczególnie o wszelkiego rodzaju dewiacjach seksualnych . po kilku latach spędzonych w seminarium. że ograniczył swoje spotkania z innymi chłopcami. Prowadził otwarty dom z zawsze pełną i otwartą lodówką. Przeciwności losu tylko mnie mobilizowały i dodawały sił. Nasze drogi jednak dość szybko się rozeszły. tak jak moi współbracia.Paradoksalnie. a także o homoseksualizmie. Gustaw prowadził męską ewangelizację.duszpasterz wszystko się zmieni na lepsze i tylko ode mnie będzie zależało jak będę Mu służył. jak wychodził z mieszkania księdza. On Był Źródłem pociechy i umocnienia. Wspomniałem wcześniej o zjawiskach chorych i bolesnych. szczególnie dla chłopców. każdego dnia na kolanach dziękowałem Mu i prosiłem o wytrwanie na drodze do Jego kapłaństwa. Tak też wówczas o tym myślałem. starszy brat. Wielokrotnie. ksiądz proboszcz zabrał mnie na dziwną rozmowę. a przy tym serdeczny i wylewny. Rozmawialiśmy na ten temat bardzo długo. ilekroć sam go odwiedzałem. do naszej parafii przyszedł nowy ksiądz wikariusz Gustaw Dobieralski. Od tamtej pory stałem się jego stałym gościem. Wydawało mi się nawet. nauczyłem się czerpać radość i satysfakcję z przezwyciężania różnych przeszkód. przed wstąpieniem do seminarium. a nawet gorszyło. jeszcze jako dziecko. występujących w niewielu środowiskach. Był dla mnie jak przyjaciel. a pragnąłem służyć wiernie. Zaraz po jego przeniesieniu. W czasie gdy chodziłem do liceum. której tematem była 22 . Co prawda dziwiło mnie to. a nawet się w nim utwierdziłem. który mnie powołał. z którymi zetknąłem się w seminarium. „Na pewno ma jakieś kłopoty rodzinne" . że kiedy wyjdę z tych murów jako ksiądz . Wcześnie. przebywali tam niemal zawsze. Zawsze pociągało mnie w życiu to co przychodzi z trudem i wysiłkiem. Był bardzo zdolny. Jego przeniesiono nagle do innej parafii. Jednego z nich widziałem kiedyś wcześnie rano. Ksiądz Gustaw miał czas dla wszystkich. To właśnie księdzu Gustawowi jako pierwszemu zwierzyłem się ze swoich planów zostania kapłanem. Właściwie z tym ostatnim miałem do czynienia już wcześniej.

Większość dnia zeszła nam na wspólnej pracy: malowaniu. że śpimy razem z Guciem. urządza się właśnie w swojej parafii i prosi o odwiedziny z ewentualną pomocą. dla których właśnie taki sposób zaspokajania. Na początku pierwszych seminaryjnych wakacji otrzymałem przemiłą kartkę od „mojego przyjaciela Gucia". sprzątaniu itp. Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony. Ksiądz Gustaw zrazu delikatnie zaczął się do mnie przytulać. że jest to niezgodne z naturą i ustanowieniem Bożym. Sytuacja jednak powtórzyła się. że seminaria są prawdziwymi 23 . Czy jednak można piętnować ludzi. Na miejscu zastałem zaprzyjaźnioną z księdzem starszą kobietę. Ci. Byłem wtedy jeszcze na tyle naiwny i bezkrytyczny względem księży. Gustawem. Po rocznym pobycie w seminarium nie byłem może tak naiwny jak wcześniej. wyizolowane. dominująca w małżeństwie żona i matka może wywołać u swojego syna podświadomą niechęć. np. Istnieją jednak środowiska zamknięte. a ja zdecydowałem się położyć ponownie. że ma tylko dwa łóżka. Niemal natychmiast poczułem rękę na swoim członku. Ubłagał mnie abym został. sześcioletnich obserwacji wiem. Byłem zszokowany. którzy uprawiają ten rodzaj seksu chyba sami najlepiej wiedzą. który został proboszczem. a tym bardziej jej matką. zakony i seminaria duchowne. która przyjechała do niego z córką. grupujących się w dobrowolnych związkach. W naturalny sposób lgnie on wówczas bardziej do kolegów niż do koleżanek. a później zonanizował się i zasnął.moja znajomość z ks. chwytając przy tym za genitalia. Nie wypadało. Osobiście nigdy nie potępiałem i nie potępiam homoseksualizmu. który w dodatku mienił się być moim przyjacielem. Zacząłem się ubierać i pośpiesznie pakować. Położyliśmy się po raz trzeci. Oczywiste więc było. pozwalała mi bez obaw położyć się obok niego. Bardzo szybko zacząłem tego żałować. apodyktyczna. Tym razem jednak Gustaw tylko drżał na całym ciele. Z własnych. że nawet przez chwilę nie domyśliłem się w czym tkwi problem. jest jedynie naturalny? Myślę tu szczególnie o mężczyznach z homoseksualizmem niejako wrodzonym. żebym spał z nastoletnią dziewczyną. że więcej nie będzie. Przeprosił mnie i obiecał. a potem coraz natarczywiej obłapywał mnie. gdzie przedstawiciele tej samej płci są na siebie skazani. ale wiara w kapłana. chyba największej ludzkiej potrzeby. Są to przede wszystkim zakłady karne. Wieczorem mój „przyjaciel" wyjaśnił mi. a nawet strach przed kobietami. Nierzadko konfiguracje wewnątrz rodziny ukierunkowują w inny sposób zainteresowania seksualne dzieci.

gwałcono i zniewalano myślami. Przełożeni i tzw. dzieci Bożych. że cała rzecz polega na wykształceniu w sobie uczuć wyższych . to nawet „Święty Boże nie pomoże". a i towarzysz spaceru nigdy nie był pewny. a towarzystwa szukać wśród swoich. którzy poczuli się za bardzo na luzie. skryptami i modlitewnikami . musi zamiast tego oddać swoją wybrankę Bogu (tak jakby jedno drugie wykluczało). Nie musiało nawet chodzić o kontakty z dziewczynami. Dziewczęta rozbierano wzrokiem. Oni po prostu nie widzieli przez cały tydzień żadnej dziewczyny! Bardziej odważni próbowali niewinnych flirtów. Biedne były dziewczyny. Tylko niektóre organizmy mogą przyzwyczaić się do zupełnej abstynencji. Kiedy ma się pod ręką miłego kolegę. Efektem takiego 24 . Jeśli zamyka się pod jednym dachem dwie setki dwudziestoparolatków. Kiedy jednak przyszło by mu do głowy dotknąć lub co gorsze zdobyć obiekt miłości. jak klerycy oniemiali na widok ładnych ekspedientek zaczynali się jąkać. proces zupełnie zrozumiały i naturalny. Wielu takich. po prostu dawali sobie spokój. np. przyspieszone oddechy i napięte spodnie mówiły same za siebie. zwłaszcza latem. usłużnych informatorów. przynajmniej dla mnie. zwłaszcza z kilkuletnim stażem. Czy można się zatem dziwić. Woleli się niepotrzebnie nie napalać. w sklepach. Wystarczało małe piwo wypite w kawiarni. które w tym czasie znalazły się na ich drodze. Rozszerzone szeroko źrenice. jak bardzo brakowało nam obecności czy choćby widoku płci odmiennej można było przekonać się obserwując kleryków na spacerach. Chłopcy dawali upust młodzieńczej wyobraźni tłumionej przez kilka dni. Popęd dany przez Stwórcę musi znaleźć jakieś ujście. a perspektywa kontaktu z dziewczyną jest tyleż zabroniona co nierealna . Dochodziło do komicznych sytuacji.wylęgarniami homoseksualistów. ale było to bardzo niebezpieczne. Co do samego popędu konieczne jest wg. To co tak pięknie brzmiało w teorii okazywało się bardzo trudne w praktyce. Nie brakowało zgorszonych. że klerycy. Po całym tygodniu spędzonym nad książkami. czerwienić i drżeć. Innymi słowy ksiądz może kochać kobietę widząc w niej tylko dzieło stworzenia. Kleryka wyczuwali wszyscy na kilometr. Jest to. O tym.na skutki nie trzeba długo czekać. nich przetransponowanie potrzeb seksualnych na energię do pracy dla Kościoła.watahy kleryckie wychodziły na ulice Włocławka.miłości do Boga i wszystkich ludzi. Wiele razy widziałem. nigdy nie doczekało święceń. ojcowie duchowni mówili.

Poza tym 25 . Mogę złożyć własne świadectwo. że mam prawo pisać prawdę o zjawiskach. jak jeden z pupilków prorektora całował i obmacywał tam innego chłopca. że normalny chłopak. Nie dziwię się jednak zupełnie tym. czuła pociąg seksualny skierowany do własnej płci. Niektórzy byli pederastami jeszcze zanim wstąpili do seminarium. iż większość z nas. ja sam stałem się niemal homoseksualistą. który jako nastolatek zakochiwał się dziesiątki razy w dziesiątkach dziewczyn.związek się rozwijał. gęsto zarośnięta wysokim żywopłotem. przyjacielski pocałunek. że zawdzięczam to Łasce Bożej. Wielu żyło w stałych. prysznicowych kabinach. rozmową (często na zbożne tematy). przytulenie. W seminaryjnym parku. Ugruntowywało go wzajemne zaufanie .dotknięcie ręki. mnie również to nie ominęło. przynajmniej przez jakiś okres czasu. Barierą był pierwszy kontakt fizyczny . że ten chłopak tzn. Widziałem kiedyś. Jak w każdym związku uczuciowym dwojga ludzi . wirydarzu była alejka zakochanych. Wytłumaczenie może być tylko jedno . wykorzystywali każdy moment aby być sam na sam. Zadziwiający był dla mnie brak reakcji ze strony przełożonych na tego typu zjawiska. Słyszałem jęki kąpiących się wspólnie w maleńkich.skala problemu była tak wielka. a przy odrobinie szczęścia nawet to i owo zobaczyć. który miał marzenia erotyczne i właściwie ukierunkowany popęd. a także seksualne. iż takie zachowania są konsekwencją ich własnych wymogów i działań. a zakamarków w seminarium nie brakowało. Wychodzili razem na wszystkie spacery. męskie grono. Może to co piszę wydaje się komuś nieprawdopodobne lub wręcz kłamliwe. Wycofałem się (dosłownie!) w ostatniej chwili i wiem.jeśli zawiązywała się ta niewidzialna nić porozumienia . że nie warto było z nim w ogóle walczyć. które przetrwały lata.bardzo ważna rzecz w seminarium. zaproszeniem na spacer. tzw. którzy poddali się podobnym uczuciom i zabrnęli o wiele dalej niż ja. które miały miejsce i o rzeczywistości w której sam uczestniczyłem! Tak. homoseksualnych związkach. Być może biskupi i przełożeni zdawali sobie sprawę. odwiedzali się ciągle w swoich pokojach. Oświadczam zatem otwarcie. Śmiem twierdzić. niewinny. dokąd przyciągnęło ich zamknięte. Musieli przecież o wszystkim dobrze wiedzieć. Zazwyczaj zaczynało się to niewinną znajomością.narzuconego stylu życia były związki koleżeńsko-uczuciowe. Później wszystko szybko wymykało się spod kontroli. Zakochani w sobie chłopcy łączyli się w pary.

W taki oto sposób po raz pierwszy w życiu nie byłem w domu na Wigilii i 26 . męskie. Naturalnie. Tacy klerycy mistycy tworzyli w seminarium odrębne grupy i koła wzajemnej adoracji. W wolnych chwilach uczyłem się również języka angielskiego i odwiedzałem czytelnię. Nauka szła mi bardzo dobrze.in.moje nie słabło. wyjazdy do domu itp. obok przyjaźni erotycznych istniały również te zdrowe.powiedział. Zmiany rzeczywiście nastąpiły. jak chyba większość kolegów odmierzałem czas do kolejnego wyjazdu w rodzinne strony. O wiele łatwiej jest dźwigać swój krzyż. Takie kleryckie. Coraz częściej uprawiałem ćwiczenia kulturystyczne. Tłumaczyłem sobie niedoskonałości systemu słabościami ludzkimi i na odwrót. Kiedy nastał nowy biskup ordynariusz . Biskup Henryk na spotkaniu z przełożonymi i klerykami powiedział m. Starałem się być towarzyski i żyć na względnym luzie. gdy ktoś mający podobny ciężar potrafi na czas podać pomocną dłoń. że Wielkanoc i Boże Narodzenie to Święta bardzo rodzinne.w kleryckie serca wstąpiła nadzieja na poprawę losu .swoje własne słabości kamuflowali nabożną retoryką albo pseudomistycznymi zachowaniami. życie kleryka . Tak. że mimo wielu niedostatków i dylematów. częstsze spacery. Najbardziej oczywiście cieszyły dwumiesięczne wakacje. Sam byłem grzesznym. W wyuczony. Powrócę jednak do moich losów za murami Seminarium Włocławskiego. „Dla was najbliższą rodziną są teraz współbracia z seminarium" . Wolne mieliśmy również kilka dni po sesji zimowej oraz Święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Nauczyłem się podchodzić do nich z pobłażaniem i dystansem.Henryk Muszyński . Przyznać muszę. Bardzo pomagało mi poczucie humoru. co pomagało w utrzymaniu kondycji ciała i równowagi ducha. manifestując w ten sposób swoją wyższość nad innymi. które jak już wcześniej wspomniałem. Lepiej więc było nie ruszać problemu żeby nie śmierdziało. przewrotny sposób.alumna odpowiadało mi. a potem kapłańskie przyjaźnie trwają często do samej śmierci. Wypracowałem swój własny sposób na przetrwanie i chociaż sztuką było nie stracić powołania w seminarium . a zatem należy je spędzać w gronie najbliższych. często kosztem innych . słabym człowiekiem i może właśnie najbardziej irytowało mnie to. że inni słabi ludzie robili z siebie aniołów. Tych wyjazdów nie było wiele. dawały nam wiele radości i pozwalały przetrwać w trudnych chwilach.lepsze jedzenie.zjawisko to dotyczyło wielu księży pracujących w parafiach. Podwyższono również czesne i zaostrzono wymagania na egzaminach.

zmywali posadzki. którzy często wysługiwali się klerykami w zamian za dobrą opinię. Zawsze jednak miałem wielkie trudności (i to nie tylko ja). W czasie moich pobytów w domu. ale takie ograniczenia dobijały mnie dopiero w kapłaństwie. Te i inne wymogi dotyczyły wszystkich alumnów. Znam przypadek. trzepali dywany itp. zwłaszcza ze strony leciwych parafianek. z odróżnieniem kultu Chrystusa. zakonnikami. wręcz nienormalny.dzisiejszym arcybiskupie Gnieźnieńskim . Biskup ordynariusz mógł zrobić wszystko z podległymi mu kapłanami. przycinali żywopłoty. Nie muszę chyba wspominać. Nie wolno mi było porozmawiać z koleżanką z liceum. były dla mnie najlepszym ukojeniem i źródłem radości. kupić papierosy dla ojca itd. chociaż właśnie tam sprzedawano moje ulubione ciastka. Nie mogłem wejść do sklepu monopolowego. którego reprezentował biskup . kiedy biskup mając złość na jednego księdza 27 . W Diecezji Włocławskiej. wizyty w parafiach rodzinnych nie różniły się na ogół aż tak bardzo od seminaryjnej rzeczywistości.zastępca Jezusa wśród diecezjalnej owczarni. po drugim roku studiów. atmosfera ciepła rodzinnego i życzliwość rodziców. że tam jest moje miejsce i moja droga do kapłaństwa. że codziennie przychodziliśmy na Mszę Świętą i adorację.do kolegów i regulaminu. Mnie osobiście najbardziej doskwierał ciągły „obstrzał".obu Świętach. Kuratelę od przełożonych przejmowali nasi proboszczowie. Zetknąłem się z nim osobiście w czasie wakacji.od kultu samego biskupa. Ordynariusz mieszkający w pałacu był niedostępny dla zwykłych śmiertelników. siostrami. Był to mój pierwszy tak osobisty kontakt z biskupem. Nawiasem mówiąc. biskupa ordynariusza otaczano wprost boską czcią. Zdawałem sobie sprawę. która nigdy nie była zbyt postępowa. Jako jeden z nielicznych lubiłem także powroty do seminarium . Takie sprawozdania z pobytu alumna w parafii przychodziły regularnie do uczelni po każdych wakacjach. trędowaty. Czułem się napiętnowany. Wychodząc w wolnych chwilach do miasta czułem na sobie spojrzenia dziesiątków par oczu. Ewentualne wyjazdy poza parafię musiały być uzgadniane z proboszczem. klerykami itp. który mógł na nie nie wyrazić zgody.Henryku Muszyńskim. Niektórzy klerycy przebywali na plebaniach i w swoich świątyniach od rana do wieczora. Wspomniałem już o nowym włocławskim ordynariuszu . a w niedzielę na kilka Mszy. a jednocześnie sprawował wobec nich władzę absolutną (oczywiście tylko duchowną). Układali kwiaty w wazonach. śledzących każdy mój krok. Każdy biskup to „alter Christus" .

na środku pokoju."macie chłopcy". po czym wydał rozkazy. Biskup kazał nam biec do seminarium i wrócić za pół godziny. całych zabudowanych regałami na książki. czy uczymy się języków obcych i jakie mamy oceny.która przyjechała mu pomóc . Głodni pobiegliśmy do seminarium. Nie zdziwiło nas. Przez pół roku biedak wpadł w nerwicę. że na koniec zamiast słowa „dziękuję" usłyszeliśmy . Cały czas siedział przy tym na fotelu i popędzał nas. Pech chciał. Byliśmy u kresu sił. Przez cały dzień pracy we „trójkę" nasz chlebodawca ani razu nie zaszczycił nas uśmiechem.przywitał nas biskup. Nasza praca polegała na tym. nowego „ojca" Diecezji Włocławskiej. że braliśmy do ręki książkę z ogromnej sterty leżącej w drugim pokoju. ale zdążyliśmy zjeść tylko cienką zupę. Z tą książką biegliśmy do biskupa. Bieganina przy książkach trwała prawie do wieczora. Jak żyję nie widziałem większego bufona. że w tej samej chwili nastąpiło oberwanie chmury. O fanaberiach biskupów można by napisać trylogię. Dostaliśmy dwa snikersy. Zanim wyszliśmy. Zostaliśmy zaprowadzeni do salonu o bardzo wysokich ścianach. Pewnego razu zdarzyło się jednak 28 . Przywitał się z nami podając dłoń do ucałowania. że ksiądz biskup wprowadza się do pałacu i potrzebuje natychmiast dwóch kleryków do pomocy przy układaniu książek. Kiedy biskup ze swoją świtą miał przyjść do seminarium wyznaczano jednego z kleryków. „Spóźniliście się trzy minuty" .co miesiąc kazał mu zmieniać parafie. W czasie takiego dyżuru kiedyś rano zadzwonił telefon. zniszczył przez przeprowadzki wszystkie meble i stał się pośmiewiskiem całej diecezji. bowiem prawie za każdym razem. trzeba było także przytaszczyć tam wcześniej drewniane schodki. a dwie siostry zakonne zaczęły mu usługiwać. Powrócę jednak do ówczesnego. który miał przed ekscelencją otwierać wszystkie drzwi. Po kilku godzinach takiej bieganiny nadeszła pora obiadowa. Dzwonił kapelan samego ordynariusza.jadła w kuchni. nie wdawał się w żadną rozmowę. Okazało się. kiedy kładliśmy książkę na miejsce. Jak już wspomniałem takie i temu podobne sytuacje nie załamywały mnie na tyle. Raz tylko zapytał. Podczas dwumiesięcznych wakacji obowiązywał nas dwutygodniowy dyżur w seminarium. zasiadł przy wielkim stole. a on palcem wskazywał dla niej miejsce. na stylowym fotelu siedział sam książę Kościoła. Biegiem w potokach deszczu wróciliśmy do pałacu. nakładając potrawy na srebrną zastawę! W tym samym czasie rodzona siostra biskupa . abym zaczął wątpić w sens mojego pobytu w seminarium. Poszedłem na ochotnika z bliskim kolegą.

spowiadał. Pogodziła się z życiem „utrzymanki księdza". stanął przed wielkim. Dziewczyna pozostała mu wierna . a przede wszystkim super przystojny chłopak był obiektem westchnień wielu dziewcząt. Wśród kleryków zaczęła kursować fama o niewyjaśnionej śmierci młodego księdza. przerwanych służbą wojskową. Grał świetnie na gitarze i pięknie. Nie mógł jednak skonać. Chłopak. Wesoły. Według przepisów prawa kanonicznego . Nie mogli żyć bez siebie. ale równocześnie z miłością zakwitło w Mariuszu powołanie do kapłaństwa. zdolny. gdyż nóż przeszedł tuż obok 29 . spotykali się w tajemnicy przed wszystkimi. Poszedł w końcu za głosem powołania i wstąpił do seminarium. Ale czy można wyrzucić z serca prawdziwą miłość? Długo nie wytrzymał bez ukochanej dziewczyny. W swoim mieszkaniu na plebanii zranił się nożem kuchennym w pierś. życiowym dylematem.niegodnie. Popełnił okrutne samobójstwo. udzielał Komunii Świętej itp.coś. którą usłyszałem brzmiała jak koszmarny scenariusz dreszczowca. Ksiądz Mariusz borykał się samotnie ze swoim bólem przez 10 lat kapłaństwa. że coś go gryzło.nie założyła własnej rodziny. aby można było cokolwiek zmienić. Historia. a i ona czekała na jego powrót.ks. Kiedy wspominałem wspólnie spędzone z nim chwile przypomniałem sobie jednak. Widać było. Młodzieńcza miłość kwitła. miał 36 lat. Potwierdził ją proboszcz w rozmowie z moimi rodzicami. że mimo pogodnego usposobienia bywał coraz częściej przygnębiony. ale uczucie do kobiety było zbyt głębokie.wzrost ok. Sprawy zaszły za daleko. W ogóle wyglądał na okaz zdrowia i siły . Mariusz miał powodzenie już w szkole średniej. Mariusz Fatalski. dręczyło. Dotrwali tak do jego święceń kapłańskich. Perspektywa spędzenia całego życia w zakłamaniu okazała się dla niego nie do zniesienia. Był nim wikariusz mojej rodzinnej parafii . Był pełen życia i energii. świętokradzko każdego dnia odprawiał Mszę Świętą. co wstrząsnęło mną do głębi. a on nie mógł żyć poza drogą powołania. Przez sześć lat nauki w seminarium. a później dość szeroko pisała o tym jedna z lokalnych gazet. On sam od początku żył w konflikcie z własnym sumieniem. jedyną. To było niewiarygodne! Parę miesięcy wcześniej prowadziłem wspólnie z nim pielgrzymkę. Próbował wielokrotnie zerwać z podwójnym życiem. jak wielu jego rówieśników w podobnych sytuacjach. Pojawiło się dziecko. On wybrał tę jedną. 190 cm. Niestety była prawdziwa. donośnie śpiewał. atletyczna budowa ciała. Po jakimś czasie pojechałem do swojego miasteczka i dowiedziałem się o wszystkim.

np.patrząc od strony ludzkiej . cofnięcie przepustki . wynaturzony. Całe mieszkanie było zalane kałużami krwi.to druga sprawa. który przyszedł do niego z pretensjami. To. Osobiście jestem przekonany. Brewiarz.mięśnia sercowego. ciągle przypomina mi o tym dramacie. jaką ją uczynili ludzie jakie znaki i zakręty na niej postawili . kotów. W przypadku moim i moich kolegów. Niewątpliwie do podobieństw należy zaliczyć traktowanie tzw. że nie zjawił się na rannej Mszy . Grzanie „lufy" zastępuje grzanie „czachy". Zawsze będę uważał.jest tu bardzo wiele podobieństw. ale na pewno nie jedyną ofiarą celibatu. Długo nie mogłem dojść do siebie po tej niesamowitej historii. Proboszcz. że to kolejna zbrodnia komunistów na niewinnym kapłanie. ale do dziś mieszkańcy miasta wspominają to z przerażeniem. życie w seminarium jest do niego podobne. Zabił go chory.w wojsku „za karę" można posiedzieć dłużej. a który ksiądz Mariusz ofiarował mi na kilka miesięcy przed swoją śmiercią. ten przykry okres trwał przez całe dwa pierwsze lata tj. do chwili otrzymania szaty 30 . Wziął większy nóż i tym razem skutecznie przebił sobie serce. zaś w seminarium . Mówiąc o podobieństwach. Nie minęły jeszcze dwa lata od zabójstwa ks.krócej. z tego co słyszałem. ale droga Bożego powołania. Popiełuszki. co się stało dotarła jakoś do ludzi. zebrał się wielki tłum ludzi. Większość była przekonana. Rytm życia dyktuje regulamin. nie myślę oczywiście o samej idei przebywania w tych dwóch odmiennych przecież środowiskach. którzy chcieli dowiedzieć się prawdy.spaceru). złagodziła nastroje. Chociaż nigdy nie byłem w wojsku. że jedną z niewielu różnic jest niekonwencjonalny sposób opuszczania tych dwóch środowisk . anachroniczny system. Wracając jednak do samego rytmu życia wojska i seminarium . Tak w wojsku. Brocząc obficie krwią przeczołgał się z sypialni do kuchni. z którego nadal się modlę. Zamiast ćwiczeń fizycznych i strzelania są ćwiczenia duchowe. że to nie jest zwyczajna ludzka wola i droga. Przed plebanią. dzień po dramacie. Żartobliwie można by stwierdzić. Mam na myśli wojsko sprzed ok. że ks. Urzędnicy kurii biskupiej w porozumieniu z biurem śledczym milicji zatuszowali skutecznie całą sprawę. jak i w seminarium stosowane są kary i rygory (często bardzo podobne.doznał szoku. a okresowe manewry to seminaryjne rekolekcje. Wcale nie musiał zginąć młody człowiek. oddany sprawie Kościoła kapłan. Bolesna prawda o tym. Przede wszystkim jednak seminarium wybiera się z własnej woli. Mariusz Fatalski był może jedną z najstraszliwszych. dziesięciu lat.

Okres moich studiów we Włocławku to czas chyba największego poboru do seminarium. nazywanego „pogromcą kotów". np. Jana Nowaczyka. „Kowalski do tablicy!". Wkrótce wyszła za mąż za jednego z . liczyła się najbardziej wśród samych kleryków. korpulentny jegomość z grymasem niezadowolenia na twarzy i wiecznie zmarszczonymi brwiami . Wszedł na katedrę. tokarzy. tym dotkliwiej. Zazwyczaj bowiem po modlitwie i sprawdzeniu obecności następowało ostre. Większość alumnów ze starszych roczników nękała i poniżała młodszych kolegów. Niewysoki. Wszyscy profesorowie zwracali się do nas bezosobowo lub po imieniu. Na jego wykładach czuliśmy się dużo młodsi. Tak zwana wysługa lat. Z większym szacunkiem podchodzono jedynie do diakonów. Pamiętam dokładnie pierwszy wykład z logiki u księdza prof. Nie budowało to wcale 31 . bez względu na naszą wysługę lat w seminarium.. Wyjął z niej kilka najnowszych gazet i ku naszemu zdumieniu zaczął czytać ogłoszenia z rubryki pod hasłem: oferta pracy . Tylko pani od polskiego czuła przed nami niewielki. Wykładała literaturę polską i fonetykę . murarzy itp.„potrzeba ślusarzy. jak się później okazało. że jest się w terminie u szewca. Niektórzy dotkliwie to przeżywali. łącznie z siostrami zakonnymi. skrzywił się i zaczął grzebać w grubej teczce. Tak duża ilość „narybku" musiała być nękana i tępiona. Nie bez wpływu na to był fakt.diecezjalnych księży. o której już wspomniałem. zupełnie jak w czasach podstawówki. Spośród wszystkich profesorów robił na egzaminach największe spustoszenie.niedługo. że praktycznie przez wszystkich. nie żartował. Szczególnie pierwszy rocznik kotów jest dotkliwie tępiony.już na pierwsze wrażenie wydawał się niezbyt przyjaźnie nastawiony.Szeryf jednak stawiał dwóje znacznie częściej niż pani od matematyki. a nie w uczelni duchownej. Pierwsze roczniki liczyły po 40 i 50-ciu alumnów. spojrzał na długą listę pierwszaków i z niedowierzaniem niemal krzyknął .sutanny." Szeryf z Chabielic (to jego druga ksywa). Była to jedyna kobieta wśród profesorów. itd. że we Włocławku i całej diecezji nie było żadnej wyższej uczelni.„ilu was tu jest! Połowa wystarczy!" Po tych słowach pokiwał znacząco głową. którzy też jako jedyni mieszkali po dwóch w pokojach. Nieraz po tonie ich wypowiedzi miało się wrażenie. ale wyczuwalny respekt.niestety . sakramentalne polecenie. Czuli się psychicznie upodleni.duchownej . a może była to słabość.. Przejawiało się to na ogół w bardzo przykrym lekceważeniu.

że ma chodzić w podartych spodniach czy dziurawych butach. nie może owocować. którego nigdy nie kupią. Czy niemal zupełna izolacja od świata i płci przeciwnej albo podżeganie do donosicielstwa mogło rodzić inne postawy? Jednym z podstawowych celów wychowawczych w formacji moralnej było wychowanie kleryka . ubóstwo . którego nigdy nie wybudują. tzw.zwracają się w stronę Boga i Jego sług. choćby nie wiem jakie miał powołanie. Chcą usłyszeć. to miejsce gdzie kształtują się sumienia. Dla wielu z nich kapłan jest wciąż niemal wyrocznią. najnowszy mercedes. zajętych. Seminarium to szkoła życia. często tak to właśnie wygląda w praktyce. Tymczasem chciałbym sięgnąć do przyczyn takich postaw wśród kleru.przyszłego księdza . Do tego tematu jeszcze powrócę. zmaterializowanym świecie. pełnego nienawiści. Jednak dla idei kapłaństwa służebnego i zdecydowanego pójścia za Chrystusem.nie ma racji bytu. ubóstwo materialne ma swój sens i co najważniejsze . W dzisiejszym. Jeśli chodzi o tzw.było chyba najczęściej w użyciu. Nie wolno mu traktować swojej parafii jak dochodowego folwarku. że życie jest więcej warte niż dom ich marzeń. Pustosłowie i brak „żywych przykładów dla stada" o czym mówił Jezus. o której mówili przełożeni. Oczywiście trudno jest przekonać dwudziestolatka. Ksiądz nie powinien (i tu wszyscy są zgodni) przywiązywać się zbytnio do dóbr materialnych. Samo określenie wspólnota seminaryjna . Nie o to zresztą chodzi. Niestety. wychowanie do ubóstwa to funkcjonuje tutaj. czyli żyjących w parach oraz na „zrzeszonych" w hermetycznie zamkniętych paczkach i klikach.do ubóstwa. oczekiwań z efektami. ciągła rozbieżność słów z czynami. Seminarium miało być „szkołą miłości chrześcijańskiej". księży. Ludzie tracąc zaufanie do zgniłego.jako cel sam w sobie . kłamstwa i wyzysku . zmaterializowanego świata. Takie rozbicie seminaryjnej wspólnoty było naturalną konsekwencją stylu kleryckiego życia i warunków panujących w seminarium. serca i charaktery młodych ludzi. Źródeł takiego stanu rzeczy trzeba upatrywać właśnie w błędach wychowania seminaryjnego. a parafian jak dojne krowy. jak nam ukazują konkretne przykłady. którzy po kilku latach staną się autorytetami moralnymi dla rzesz wiernych.jest osiągalne. 32 .wspólnoty. Tymczasem rzeczywistość wyglądała o wiele inaczej. Wspólnotę . Klerycy dzielili się na samotników. jak w niemal całej formacji przyszłych kapłanów. ale skutecznie ją niszczyło. a wszystko w końcu sprowadza się do pobożnych życzeń.jedność mieli tworzyć wszyscy seminarzyści i profesorowie.

przez co najmniej godzinę 33 .większości z nich. iż ta bardzo negatywna opinia nie dotyczy wszystkich księży w Polsce. Nie każdy znajduje w sobie dość siły aby wyrwać się z obowiązujących schematów i zwyczajów. Cały dylemat polega jednak na tym. ale w rzeczywistości chodzi im o to. sens życia .czystości. zdzierstwa i oszustwa. Mają jednak prawo i powinni żądać od uczniów Chrystusa . ale do bogatych i wpływowych. Chcą się przekonać. Współcześni uczniowie Pana wolą politykować i rządzić niż duszpasterzować swoim owczarniom. którzy znajdują radość w dawaniu.w miłości Boga i bliźniego. ojców duchownych i rekolekcjonistów na temat konieczności życia w ubóstwie.Marian Gołębiewski (dzisiejszy biskup) wygłosił przez parę miesięcy cały cykl wykładów na ten temat. Wierni Kościoła mają prawo oczekiwać takiej postawy od swoich kapłanów! Nie mogą wymagać od nich świętości. w którym dominują wyższe wartości.w służeniu potrzebującym i pokrzywdzonym. bezdzietności.uczciwego życia. a zwłaszcza przełożeni i profesorowie w seminarium. na których spoczywa największa odpowiedzialność . skrajnego ubóstwa. Kiedy byłem na drugim roku. a tym bardziej życia niezgodnego z ludzką naturą . wskazują na to. a żywy przykład ma w tym przypadku znaczenie decydujące. że można żyć inaczej .swoim postępowaniem udowadniają coś wręcz odwrotnego.Ludzie chcą to usłyszeć.w odróżnieniu od Jezusa . szczęście . Każdego wtorku całe seminarium zbierało się w ogromnej auli aby słuchać. W każdym seminarium duchownym (tak było również we Włocławku) jest przynajmniej kilkunastu kleryków pochodzących z innych diecezji oraz przeniesionych z innych seminariów.nie przyszli do biednych i potrzebujących. Zastrzegam.nie znajduje dla siebie wzorców godnych naśladowania. W czasie 6-ciu lat studiów klerycy wysłuchują setki konferencji moderatorów. aby zobaczyć na własne oczy. że Kościół jest rzeczywiście powszechny i wszędzie dzieje się podobnie. Biskupi. Księża żyjący skromnie pod względem materialnym uważani są za dziwaków i traktowani przez swoich współbraci z przymrużeniem oka. nasz ksiądz rektor . celibatu. Wymiana poglądów na powyższe tematy była więc nieunikniona i przekonywała nas o tym. biczowania się czy innych umartwień. Ich zachowania demaskujące filozofię życiową.bez chciwości. ale z całą pewnością . nieomylności. że oni . że młody człowiek przychodząc do seminarium i poznając stopniowo realia panujące w kręgach duchowieństwa . a nie w braniu. księża w parafiach. że są inni ludzie.

że jest za stary na jazdę rowerem. Bardzo rzadko ktoś odważył się na jakąś formę sprzeciwu. uznał to zapewne za 34 . Po niespełna tygodniu od wspomnianej konferencji.zwłaszcza wikariuszowi . Osobiście pamiętam tylko jeden taki drastyczny przypadek. Otóż jeden z kleryków.bo trzeba jednak. jakże odmienna od realiów panujących w tzw. Zakończył tym faktem swój kilkumiesięczny cykl konferencji na temat ubóstwa. Obchodził niedawno 25-cio lecie kapłaństwa. Jedna z takich „wpadek" została skwitowana salwą śmiechu. Dotyczył on właśnie przedstawionej wcześniej historii. Nasz zacny. jedną ze swoich dłuższych wypowiedzi. po tym jak ksiądz rektor sprawił sobie nowego nissana. zwłaszcza w wiejskich parafiach kolędować i dość często spieszyć z posługą kapłańską do chorych oddalonych o wiele kilometrów czy też do sal katechetycznych. Może doszedł do wniosku.Ezechiel. Inni. skonkludował tym.naprawdę mądrych. nie ustrzegł się jednak od pewnych niedorzeczności. niestety . ksiądz rektor przyprowadził prosto z salonu najnowszy model nissana w kolorze srebrny metalik. Nasi przełożeni zdawali się o tym nie wiedzieć. albo że rower mu się nie przyda . terenie tyleż samo utopijna i nierealna co komiczna . przemyślanych i popartych przykładami wywodów księdza rektora.jak w życiu: mówi się swoje i robi się swoje. Mianowicie ksiądz rektor. ale do nas przemawiały tylko żywe przykłady . Większość przejęła w końcu filozofię przełożonych i uznała dwulicowość za konieczny atrybut kapłańskiego życia. Ta rewolucyjna wizja. jak go nazywaliśmy . Miał więc bardzo dużo czasu aby przyzwyczaić się.w ogóle nie potrzebny jest samochód (sam jeździł wtedy peugeotem). Polecał natomiast kupno roweru . Pieniądze. po cichu się buntowali.to one formowały i wychowywały. za które księża kupują „zachodnie wozy" radził przeznaczyć na porządny. Różne były nasze reakcje na takie podwójne wychowanie.wywołała niepohamowany ogólny śmiech. Jeszcze inni próbowali usprawiedliwiać nasze „wzory życia kapłańskiego". że w Kościele .bo nie pracuje na wiejskiej parafii. ciężki kożuch. Mógłbym mnożyć podobne przykłady na to.najczęściej gorszyły i zniechęcały. W każdym razie w kożuchu nigdy go nie widziałem. długi kożuch . jak faktycznie przebiegała formacja duchowa kleryków i ich wychowanie do ubóstwa. choć miał dopiero 50 lat. Przed naszymi oczami pojawił się obraz księdza przemierzającego na rowerze śnieżne zaspy.aby przetrwać ciężkie zimy w nieopalanych kościołach i zimowe kolędy. że księdzu . ubranego w długi. Obawiam się jednak że nie zastanawiał się nad tym co zrobił.

jednak „władza duchowna" postanowiła inaczej. sale katechetyczne. Podejrzewam.. godnego podziwu. „odbijali sobie" przy tej okazji płacone czesne i . akolici . Niektórzy nawracali po kilka razy dziennie. lekarstwa. brali niemal wszyscy. z pewnością niezamierzonej. W czasach. które płacił każdy z nas. czego nie mogły pomieścić żadne pomieszczenia parafii zostawało w seminarium. Niewielu ludzi w Polsce. piwnice.nie tylko.„UBÓSTWO"!!! Były jeszcze dwie inne sprawy. już na luzie. że w mniejszym lub większym zakresie. a wielu mówiło o tym. żeby nadwyżki towarów od razu kierować do domów dziecka. Kilka razy w roku. a przede wszystkim produkty żywnościowe wypełniały wszystkie magazyny. Zazwyczaj cały worek „moniaków" dawano nam do ręki. Ci zwłaszcza. które w latach 80-tych przychodziły masowo do kurii biskupich. a mamy robiły swoim dzieciom słodycze z 35 . w zależności od wielkości parafii. W seminarium. o których chciałbym wspomnieć. chyba oprócz celników. którzy mieli w domu trudną sytuację finansową. deprawacji wielu z nas.przegięcie i w nocy na garażu Ezechiela napisał wielkimi literami . od kilkuset złotych do kilku tysięcy (nowych złotych). Ubrania. seminarium utrzymywało się z czesnego. ubranka dziecięce i lekarstwa).rozdzielali Komunię.. Drugim. a wszyscy mieli obowiązek zebrać tacę na seminarium. a także z ofiar zbieranych przez nas w parafiach. kiedy półki w sklepach spożywczych zajmował ocet i musztarda. Po wszystkich niedzielnych Mszach zebrało się tych ofiar. garaże itd. seminariów i parafii. Bardzo rzadko pieniądze te były liczone w obecności proboszcza parafii. zaufania. Kilku przyznało mi się do tego w zaufaniu. Księża diecezjalni. Jak już wcześniej zaznaczyłem. po święceniach. Było w tym z pewnością wiele. Diakoni z 6-tego roku głosili kazania. Zapewne nie chciano ujawniać skali zjawiska. Rozprowadzano jedynie niewielką część leków do miejskiego szpitala i nadwyżki żywności do punktów caritasu. przyjeżdżający z parafii. sprzęt medyczny. szpitali czy szkół (dużą część darów stanowiły słodycze. zdaje sobie sprawę jak ogromne ilości różnych produktów zalewały wtedy wszystkie instytucje Kościoła. oddziałów caritasu. niemal każdego dnia rozładowywaliśmy po parę kontenerów najróżniejszych towarów. Jednak w konsekwencji ta praktyka przyczyniła się do mimowolnej. nabijali po dachy swoje samochody. To. Aż prosiło się. podobnym problemem były dary z zachodu. w wyznaczone niedziele przydzielano nam parafie do których jechaliśmy z pomocą i po pomoc. a które miały również negatywny wpływ na szerzenie ubóstwa wśród braci kleryckiej.

zupełnie nowe futra. żółty. których przychodziły całe kartony. że kiedyś w czasie wakacji.obracanie się wokół tego całego bogactwa przyprawiało niejednego o zawrót głowy i popychało do uszczuplenia tego rogu 36 . wyznaczali takich tragarzy. rozładowałem z kolegami kontener twixów. często w nieodpowiednich warunkach. magnetowidu nobilitowało do „wyższej" sfery . podczas dyżuru pełnionego w seminarium. W czasach wielkiego kryzysu zaopatrzenia i zamknięcia na zachód. cukier. videa. zupy i mleko w proszku . który trwał do świtu. Od nadmiaru luzu tej nocy wszystkim nam odbiło. niestety często „po znajomości". Większość z zachodnich produktów. Najczęściej był to karton batonów lub czekolad. deficytowym towarem. Duża część żywności psuła się bezpowrotnie. Kartony miały po ok. Podstawowe produkty spożywcze. była niestety nieświeża. a nawet krzesła i niewielkie szafki. który nadzorował rozładunek. Wywożono ją wieczorami do lasów i zakopywano. płaszcze ze skóry. Klerycy pracujący przy rozładunku kontenerów otrzymywali zwykle jakieś „podziękowanie". video i kilkanaście filmów. Kazał po wszystkim wziąć tyle. Dziekani najważniejsi klerycy na poszczególnych rocznikach. ile każdy z nas może udźwignąć. Oprócz żywności w kontenerach z darami były całe sterty odzieży. Nie wiadomo tylko gdzie podziewały się wielkie szynki i inne konserwy mięsne. Mieliśmy swoje własne określenia na różne przeleżałe specjały. np. choć dawno rządził już Bush itp. Każdy z nas (było nas 6-ciu) zabrał po jednym. kasza. Każdy przyniósł swój zapas twixów i rozpoczął się maraton filmowy. Zamontowaliśmy to wszystko w jednym z pomieszczeń. gdyż trzymano je zbyt długo. kiedy posiadanie np. zanim trafiłem do swojego pokoju. Ksiądz prefekt aby w pełni nas uszczęśliwić pożyczył nam wieczorem telewizor. Po zjedzeniu kilkudziesięciu batonów. kasety. długopisy.palonego na patelniach cukru . Zdarzały się także magnetofony. zabawki. zapakowanej w oryginalne opakowania. takie jak: mąka. Jeden z przełożonych. Żal było patrzeć na ciężarówki wypełnione zepsutym. Obok zużytych bubli można było spotkać rzeczy cenne i piękne np. masło.w magazynach naszego gmachu psuły się rarytasy. o których wszyscy mogli tylko marzyć. często zupełnie nowej. które trafiały na nasze stoły. ryż. cuchnący już ser ochrzciliśmy „reganem". miał tego dnia wyjątkowo dobry humor. miałem mdłości i zwymiotowałem wszystko w ubikacji. Pamiętam.stanowiły podstawę naszego wyżywienia. trzydzieści kilogramów.

Kilku kleryków nakrytych na kradzieży w magazynie musiało obrać inną drogę życia. zrzuty. Kilka razy już wspomniałem o osobie ojca duchownego. Tak przynajmniej brzmiała oficjalna wersja. Obdarowywałem nawet starych przyjaciół i byłe koleżanki. Być może po to aby zrobić czystkę w przepełnionym seminarium . których ja zastałem w uczelni byli przez wszystkich bardzo lubiani. później siostry zakonne. Grali z nami w piłkę. Cała najbliższa rodzina cieszyła się na takie „zrzuty". W każdym seminarium powinno ich być co najmniej dwóch. Te fakty znam jednak jedynie z opowiadań starszych kolegów. i tak zwykle połowa zostawała na spalenie w kotłowni.jak popadło" do sali gimnastycznej pod aulą. Wszyscy natomiast wiedzieli o nadużyciach prorektora . ile tylko udźwignął. któremu można zwierzyć się ze wszystkiego. Największym powodzeniem cieszyły się transporty ze Szwajcarii i Włoch. ale podobno były takie przypadki. Przede wszystkim zaś powiernik. Zazwyczaj nad rozładunkiem czuwał tzw. całą zawartość kontenerów wrzucano . który przez kilka lat spowiadał wszystkich kleryków i znał każdy zakamarek ich duszy. 37 . Niemal każdy wychodził na chwiejących się nogach. To jak gdyby duchowny rektor całej uczelni. Czasami poziom towaru sięgał wysokości człowieka. którzy nawzajem wyrywali sobie co lepsze rzeczy.obfitości. Każdy mógł wynieść tyle. Nigdy nie doświadczyłem osobiście zdrady ze strony ojczaszka. obładowany po czubek głowy. który zajmował się sprawami gospodarczymi i finansowymi w seminarium. Niedługo po jego nominacji posypało się wiele głów.byłego ojca duchownego.każdy chciał zabrać najwięcej i najlepsze. pod tajemnicą równą niemal tajemnicy spowiedzi. Ja sam nie pozostawałem w tyle. Trzeba było widzieć słynących z pobożności braci. Jednak takie niezdrowe współzawodnictwo nie budowało nas duchowo. a wielu doświadczyło tego na własnej skórze. Do takiego „eldorado" wchodzili najpierw profesorowie. Normalne było.biskup Zaręba mianował wicerektorem człowieka. zaufany przewodnik duchowy. następnie klerycy a na końcu seminaryjne sprzątaczki. ktoś z rozładunku „wycyganił" od przełożonego jakieś cenne cacko. ksiądz dyrektor (mój późniejszy proboszcz). a na pewno nie wychowywało do życia w ubóstwie. Ojciec duchowny to niezwykle ważna osoba. a przy tym posiadał fenomenalną pamięć. Kiedy przyjechał większy transport odzieży i butów. a magazyny były nie opróżnione. spowiednik. Ojcowie duchowni. że przy „zrzutach" i innych formach rozdawnictwa darów . Powszechną była zazdrość gdy np. Najbardziej oczekiwaną formą zaopatrzenia były tzw.

Do moich obowiązków należało wspomaganie starszego higienisty m. Ta kumulacja pracy i obowiązków trochę nadwerężyła wtedy moje siły i wolny czas. Niektórzy z nich w ogóle nie przyjmowali do wiadomości moich uwag i zastrzeżeń. że za mojej kadencji wiele pod tym względem zmieniło się na lepsze. Nad sobą miałem samego prorektora. który osobiście sprawdzał stan czystości w całym gmachu. a był pod tym względem bardzo skrupulatny. Oprócz cotygodniowych dyżurów sprzątania łazienek i korytarzy . dysk jokeja nagrywającego konferencje oraz stanowisko higienisty .jednoroczne lub kilkuletnie.były oficja stałe. kolportera prasy. Po pierwszym semestrze drugiego roku zacząłem swoją karierę w systemie oczyszczania seminarium. Na tym polegała tzw. ale ja postanowiłem nie dawać za wygraną. W każdym seminarium sprawy związane z codziennym życiem i obowiązkami były w gestii samych kleryków.w odpowiedzi na nie .in. Mój problem tkwił jednak w tym. Mnie przypadła w udziale właśnie ta ostatnia funkcja. a jeden z diakonów . Moja praca nie była nazbyt zajmująca. W ten sposób nauczyłem porządku i 38 . Funkcjonowały także stanowiska: ogrodnika. klerycka samorządność. szpitalika. jednoosobowe . jednak groźba oparcia sprawy o wicerek-tora zawsze skutkowała. Ich duchowość była naturalna i niekłamana. tzw.o mało mnie nie pobił.bo to właśnie oni byli superiorami pokoików. w rozdzielaniu narzędzi i środków czystości. świetlicy itd. Szczerzy i otwarci. biblioteki i czytelni. sali gimnastycznej. Najbardziej jednak przypłaciłem ten awans swoimi nerwami. Ja również starałem się jak najlepiej wykonywać powierzone sobie obowiązki i mogę z dumą powiedzieć. Miałem prawo zarządzić powtórne sprzątanie w wypadku rażących uchybień.chodzili na basen.starszego i młodszego. Byli zatem opiekunowie: dwóch kaplic. a przy okazji mogłem zorganizować dla siebie i moich współmieszkańców więcej papieru toaletowego. byli bardziej naszymi starszymi braćmi niż ojcami. Na trzecim roku awansowałem na starszego higienistę i opiekuna łaźni. Dotyczyły one dozoru i opieki nad wszystkimi niemal sferami życia w uczelni. kortów tenisowych. palarni. który roznosiłem po pokojach lub pastę do konserwacji podłogi. iż ze sprzątania rozliczałem kolegów zazwyczaj starszych od siebie . Mój kolega-przełożony z 3-go roku układał ponadto cotygodniowe grafiki sprzątań dla mieszkańców poszczególnych pokojów i jak każdy funkcyjny odpowiadał za całość. Moi poprzednicy nigdy z niego nie korzystali. Początkowo byłem ignorowany albo obrzucany obelgami.

nad którą czuwają saperzy . Jak wiadomo. iż wraz z powołaniem do służby Bożej naturalny popęd wcale nie chciał zanikać. Problem był tylko ten. którzy naginają prawa Boskie do swoich własnych. chyba najbardziej delikatny problem. onanizm i jakakolwiek inna forma rozładowania popędu seksualnego . Z pewnością większość z nas starała się przynajmniej ograniczać te 39 . w którym żyje „pod kluczem" zazwyczaj paruset młodych mężczyzn.sióstr zakonnych. takie jak: stosunek płciowy. Czy winić tu należy samego Pana Boga.jest grzechem ciężkim. Wiek ogromnej większości z nich mieści się w granicy 19-25 lat. wydumanych założeń i praw? W każdym razie w seminarium radziliśmy sobie z tym problemem na różne sposoby. Ten wielki żywioł nie ma praktycznie „ujścia" na zewnątrz. a więc w apogeum możliwości seksualnych i rozrodczych. W tym wieku młodzi ludzie zazwyczaj zakładają rodziny i płodzą dzieci. Nie zabiegałem przy tym o względy przełożonych. że taki tryb życia każdy z nas wybrał dobrowolnie.pokory niektórych moich starszych kolegów. praktyki seksualne pozamałżeńskie. Z drugiej strony trzeba pamiętać. w czasie gdy sprawowałem swoją funkcję. Trwa więc jak bomba. którzy pogodzili się z samogwałtem oraz żyjący w parach. aby nie wybuchła. a w powietrzu unosił się mdły zapach męskiego nasienia zmieszany z unoszącą się parą. a także innych osób mieszkających z nami pod jednym dachem . podniecające pieszczoty. Oczywiście faktem jest również to. że miło mnie połechtało uznanie z jego strony.dodaje całej sprawie jeszcze większego dramatyzmu. Tych ostatnich niewątpliwie dobijało ciągłe ukrywanie się ze swoimi uczuciami. Dotyczył on wszystkich kleryków. że każda diecezja posiada seminarium. śmiertelnym. ale przyznam. seminarium lśniło czystością.przełożeni. Kiedy wieczorami przed zamknięciem gasiłem tam światło widziałem zawsze strugi spermy na ściankach kabin prysznicowych. w myśl doktryny Kościoła. Rzeczywiście. tj. który nie chciał pozbawiać swoje sługi daru ofiarowanego wszystkim ludziom? Czy winni są tu raczej ludzie. Bezs_y fakt. Przy końcu moich wspomnień dotyczących Seminarium Włocławskiego chciałbym poruszyć jeszcze jeden. Te dwie grupy najczęściej „dogadzały" sobie w łaźni seminaryjnej. przełożonych i profesorów (ci ostatni jednak w większości dochodzili tu tylko do pracy i wiedli zupełnie inny tryb życia). Problemem tym było zachowanie czystości wstrzemięźliwości . że zakazany owoc kusi podwójnie . Na pewno „najłatwiej" mieli ci.seksualnej. zwłaszcza prorektora.

Kiedy wyśledzili już coś.B. a nawet obecność na wiejskiej zabawie. którzy . Okazywało się to jednak na dłuższą metę niemożliwe. Agenci bezpieki śledzili po prostu kleryków. po pierwszym roku studiów. Obawiano się zwłaszcza agentów wśród samych kleryków. zgłaszali się z takim hakiem do delikwenta proponując pójście na współpracę. Odmowa współpracy miała wówczas swój finał u biskupa ordynariusza.wilkami w kleryckiej skórze. których werbowano spośród alumnów. W czasie wakacji. np. ale na pewno wielu próbowało. Podobną praktykę haków stosowano również w odniesieniu do księży diecezjalnych. to nawet ciężkie przewinienia ujawnione przez bezpiekę będą nam darowane. Jednym z nich była ciągła obawa o inwigilację seminarium ze strony władz komunistycznych. Ja sam również miałem rozmowę z funkcjonariuszem służby bezpieczeństwa i poczułem smak jego agitacji. Nierzadko przypisywano im różne numery ciężkiego kalibru. wspomniany napis na drzwiach garażu rektora.czy to siłą woli. w czasie wakacji. siatkówkę. wielu księży i kleryków. Nasi przełożeni dobrze wiedzieli o pozyskiwaniu informatorów dla S. jakaś wpadka na spacerze. grę w tenisa. Stąd też zapewniali nas. profesorów seminarium. Biskupi i nasi przełożeni mieli również inne. zwłaszcza tych bardziej podejrzanych.praktyki. Ojcowie duchowni grzmieli na konferencjach. pewnego dnia do domu rodziców 40 . spośród kleryków. Były to obawy w pełni uzasadnione. że najczęściej wyznawanym grzechem na kleryckich spowiedziach jest grzech samogwałtu. Nasi przełożeni często ostrzegali nas przed Judaszami" .kulturystykę. Oczywiście w przypadku odmowy istniała realna groźba ujawnienia kleryckich grzechów władzom uczelni. Tak też nie raz się zdarzało. że służba bezpieczeństwa dysponowała w tym czasie teczkami na każdego biskupa. ich zdaniem niestosownego. Często była to znajomość z dziewczyną. wspólne problemy. Znane są udokumentowane przypadki działania takich agentów. Podobno nie ma takiego. Faktem jest. hak. że jeśli nie damy się zwerbować. Wielu (w tym również ja sam) próbowało przytłumić jakoś popęd natury przez ćwiczenia fizyczne . biegi itp. Być może byli i tacy. który otrzymywał stosowny donos. ze swojego seksu i wytrwać przez lata w czystości. np. czy też Przez wejście na wyżyny życia duchowego . a także takich. którzy byli celowo kierowani na studia seminaryjne. Z tych kleryckich teczek czerpano później dane tworząc tzw.potrafili niejako złożyć ofiarę z siebie. który by ani razu nie upadł.

Było mi trochę żal tego milicjanta. obłóczyny. Uroczyste. a na randce z dziewczyną nie byłem już parę lat. Powoli przechodził przy tym od informowania do zasięgania informacji. nie uczył się. Bez wątpienia moim największym przeżyciem w Seminarium Włocławskim było przywdzianie szaty duchownej czyli tzw.że przeprowadził ze mną rozmowę. wspominając dawne. ale obawia się. I to był właśnie jego hak. że jest z milicji i chciałby ze mną porozmawiać.nie pracował. Chodziło mu o to. Znaliśmy się od dziecka. miał opinię lekkoducha i podrywacza. niebieskim ptakiem . Interesowali go zwłaszcza moderatorzy i profesorowie . To szumne określenie tłumaczyć może imponująca oprawa zewnętrzna samej uroczystości obłóczyn. iż mogę nie dotrwać do końca studiów gdyż obracam się w złym towarzystwie. Wszystko to było prawdą. dzięki Bogu. zwariowane eskapady. Nieopatrznie podpisałem. Na to on rozpoczął rozmowę na mój temat. że nie ma się czego obawiać. Pytał. Prosił mnie tylko na wszystko. Ja. żebym podpisał mu chociaż jedno zdanie . Jacek wyraźnie nie podobał się mojemu rozmówcy. Był dla niego tzw. wreszcie samych przełożonych i profesorów.zapewniał. Zaprosił mnie na spacer do pobliskiego parku. Niektórzy nazywają nawet to wydarzenie pierwszymi święceniami.przyszedł pan „po cywilnemu". z którym byłem na Mazurach i omal się nie utopiłem). będąc w rodzinnej parafii. regulaminu. że ja miałem do chłopaka słabość. uczę się i to nieźle. Razem jeździliśmy zawsze na ryby. Mój rozmówca wydawał się nie być zaskoczony taką reakcją. Już na samym początku zaczął przechwalać się swoją znajomością środowiska seminaryjnego. jeszcze w podstawówce. Okazało się. Już po kilku minutach zapytałem o sens rozmowy na takie tematy. formalność" . Wysłuchałem więc cierpliwie milicjanta i oznajmiłem mu twardo. Przedstawił się. swojego dawnego kolegę (tego. który z tak żałosnym hakiem postanowił zwerbować agenta. „To dla moich przełożonych. Odpoczywałem w jego towarzystwie. a także to wszystko. że odwiedzam czasami.czy nie wzywają do postaw i zachowań antypaństwowych? . pierwsze założenie sutanny następuje na samym początku trzeciego roku i kończy tym samym dwuletni okres prób i 41 . czy chcę naprawdę zostać księdzem. a później odmówiłem udzielania jakichkolwiek informacji i chciałem wracać do domu.czy nie szkalują władzy ludowej? itp. ale nie miałem nigdy z tego powodu żadnych nieprzyjemności. co niesie ze sobą zmiana wizerunku kandydata na księdza. że życzy mi tego z całego serca. Prawdą jednak było i to.

całuje go wraz z diakonami. nie mniej wzruszonych rodziców i bliskich.przygotowań intelektualnych i duchowych.historia filozofii. Orszak rusza wreszcie w stronę katedry. Zmienia się radykalnie jego pozycja w środowisku kleryckim. Biskup po drodze błogosławi zgromadzony lud. ceremoniarze. okadza i rozpoczyna uroczystą Mszę Świętą. Wzruszają słowa w kazaniu pasterza diecezji i łzy matek. kantorzy. następny z krzyżem. Oni sami są podekscytowani i głęboko wzruszeni. zajmują często kilka autokarów. Zobowiązują się w nim do godnego noszenia szaty duchownej i obrony dobrego imienia Kościoła. Wszystko tego dnia jest podniosłe i uroczyste. oryginalne guziki z końskiego włosia. wysoka mitra biskupa w otoczeniu dwóch diakonów. nowiutką. Jest to również pewne uwieńczenie studiów z zakresu wiedzy filozoficznej. gdzie pierwszy „występ" w sutannie przeżywany jest szczególnie głęboko. wbitych w ciemne garnitury. a na końcu błyszczy złota. teoria poznania i in. Student teologii powinien chodzić w szacie duchownej. czarną sutannę. Od rana . która czyni go osobą duchowną. że kończą się wykłady z dziedzin filozofii .dzisiejszych bohaterów jest przygotowane miejsce przy samym ołtarzu. czyli podstawa Wykształcenia każdego księdza.mycie. oczekiwanie na najbliższych. Następnie biskup kropi sutanny wodą święconą. Przechodzą przez całą katedrę. gotycka katedra jest tego dnia wypełniona po same brzegi.poruszenie i bieganina w całym seminarium . Dźwięk dzwonka oznajmia. Materiał. Każdy z nich trzyma przed sobą na wyciągniętych rękach specjalnie złożoną. a zwłaszcza samo uszycie u specjalnego krawca . czyszczenie butów i garniturów. że z zakrystii wyrusza procesyjnie sam biskup ordynariusz w otoczeniu asysty. Wreszcie formuje się przed gmachem dwurzędowy orszak jeszcze portugalczyków . akolici ze świecami. Delegacje parafian. lektorzy. Wielka.. metafizyka. W praktyce wygląda to tak. Na uroczystą Mszę Świętą z obłóczynami zjeżdżają do katedry rodziny i znajomi. zwłaszcza z południowych stron kraju. a ich właściciele nakładają je na siebie przy pomocy starszych 42 . Przechodzi przez główną nawę przy blasku fotograficznych fleszy i szumie kamer video. Szukają wzrokiem. Niejedni rodzice wydali ostatnie zaskórniaki żeby ich syn mógł chodzić od dzisiaj w „nowej kreacji". Na początku kleryk z kadzielnicą. golenie. a gdy dochodzą do ołtarza . a zaczyna się cała teologia (nauka o Bogu).to wydatek grubo ponad tysiąca złotych. gdy zaraz potem ich synowie wypowiadają wspólnie tekst ślubowania. a zwłaszcza w rodzinnej parafii. ale dla nich . wypachnionych.wychuchanych.

przyjaciół. że to już nie ten sam Józio. Ustawiają się długie kolejki członków rodziny. Później zazwyczaj . Są i tacy. Na pierwszym miejscu przy stole siedzi w nowej sutannie duma rodziny. gdzie zbiera się ofiary na seminarium. który tak jak ja..poczęstunek na słodko w seminarium. Przed katedrą życzeniom i kwiatom. po przyjściu do pokoiku. Nie ma chyba kleryka. Widzi w nim innego człowieka. Wiele dzieci. Msza kończy się podziękowaniem i kwiatami dla biskupa. Patrzy długo w lustro. że parafia ma kleryka. Tak właśnie ja sam czułem się w czasie i po obłóczynach. kolegów i znajomych. zapłakana dziewczyna.jasne jest. na hak.bo dzisiaj jest jego dzień! A kiedy już wszyscy odjadą zostaje sam ze sobą. nie pobiegłby później do kaplicy i nie modlił się długo i żarliwie. zazwyczaj miesiąc po uroczystości w katedrze.kolegów. leciwe parafianki „na wyścigi" chciały całować mnie po rękach.. nie ma końca. że jest bardzo gorąco. Jest naznaczony i przeznaczony. Są również księża rodzinnych parafii. Jednak chyba dla wszystkich tych mniej i więcej wtajemniczonych . zwłaszcza po schodach. którzy od razu tytułują „księdzem". np. W dobrze skrojonej sutannie wygląda się zawsze elegancko i dostojnie.. 43 . zapadłą klatkę piersiową czy wydatny brzuszek. który „uczy się na księdza". Czuje nagle wielkie zobowiązanie i odpowiedzialność. zmęczony ale szczęśliwy . Część wiernych zwłaszcza w dużych środowiskach po raz pierwszy dowiaduje się. no chyba. krzywe nogi. który każdy przygotowuje we własnym zakresie. Jest dumny podekscytowany. a nawet dorosłych zastanawia się co też ksiądz ma pod sutanną? Odpowiedź jest prosta .. Po kilku tygodniach nabiera się wprawy w zgrabnym podnoszeniu „kiecki" na nierównościach terenu. Po raz drugi obłóczyny przeżywa się w swojej własnej parafii. Po kilku miesiącach człowiek przyzwyczaja się do nowego ciucha i poświęconą przez biskupa szatę duchowną rzuca się. Dziękują rodzice i sami obłóczeni. Stasiu czy Wiesiu! Toż to „prawie ksiądz"! Kiedy będąc kilka miesięcy po obłóczynach zbierałem ofiary w małej wiejskiej parafii. tym razem już dla nich.prawie zawsze spodnie. a czasami gdzieś z boku podchodzi . W sutannie trzeba było nauczyć się chodzić. Ma to miejsce w Uroczystość Wszystkich Świętych na cmentarzu. nadzieja Kościoła . Potrafi ona doskonale maskować nawet rażące wady figury czy postawy.zwyczajny dwudziestoletni chłopak.

które traktowałem bardzo serio. Wiele rzeczy po prostu mnie nużyło. Dotyczyło to oczywiście wszystkich moich kolegów z roku. że jednego dnia rano byliśmy jeszcze klerykami. związany z nowym postrzeganiem i traktowaniem mnie przez wszystkich.zaniedbałem modlitwę prywatną. podziwiać. nieco pewności siebie przydało się każdemu z nas. Faktem jest.czy regulamin nie zrobił ze mnie robota. doceniać.w utartych. Podobno nie ma kleryka. ściśle określonych szablonach. Nie wiem co najbardziej dotknęło mnie. Teraz wydaje mi się. który nie przeżyłby chociaż raz w życiu kryzysu swojego powołania. To. Czułem ścisłe zjednoczenie z Chrystusem. niezrealizowanym popędzie seksualnym. a po południu nagle staliśmy się prawie księżmi (wizualnie niczym się od nich nie różniąc) . w ciągłej walce o przetrwanie. chciałby wybić się choć trochę ponad przeciętność. Przyczyn takich kryzysów wśród kleryków można upatrywać w bardzo wielu źródłach: młodym wieku. o prawo głosu. tylko i wyłącznie z nazwy i wysługi dwóch lat. które zacząłem odczuwać . niedoglancowany korytarz itp. czy też wreszcie w samym kryzysie wiary. Żyjąc przez dwa i pół roku w środowisku takim jak seminarium duchowne .rzeczywiście na jakiś czas odmienił życie każdego z nas. dwulicowym systemie. że mniej więcej w połowie trzeciego roku poczułem się nagle dziwnie zniechęcony i osłabiony. trwał okres „miłego poruszenia" wokół mojej osoby. trudach samego studiowania. kłopotach przystosowawczych w grupie. a treścią życia nie stała się rutyna. Wspólne modlitwy nigdy nie dawały mi takiej siły i otuchy. Z pewnością żaden z nas nie uważał się z tego powodu (chodzenia w sutannie) ważniejszy czy też lepszy od innych. Każdy człowiek jest z natury trochę zarozumiały i egoistyczny. Tak też i my chodziliśmy przez jakiś czas po obłóczynach z nieco podniesionymi głowami. W związku z nawałem obowiązków i pewnym wyczerpaniem nerwowym. zamknięciu na świat. Na pewno miało to ścisły związek z moimi obowiązkami starszego higienisty.Trzeci rok studiów był moim ostatnim w Seminarium Włocławskim. jak osobiste zwrócenie się w ciszy serca do Boga. a tym bardziej księdza. Po otrzymaniu sutanny. Nagle wszyscy zaczęli się ze mną bardziej liczyć. trzeba ciągle kontrolować się . że to właśnie chwilowa utrata tej ścisłej z Nim więzi była początkiem kryzysu. Męczyły mnie ciągłe utarczki z kolegami o źle posprzątaną łazienkę. który mnie powołał. Dawniej mogłem trwać na modlitwie zatracając przy tym zupełnie poczucie czasu i przestrzeni. ale po dwóch latach „poniżenia" w seminarium. Jeśli ma ktoś w sobie choć trochę 44 .

np.indywidualności i instynktu samozachowawczego. Ewentualną.. a jakiekolwiek pytania w trakcie wykładu były niemile widziane. Zamienialiśmy się wtedy w maszyny do pisania. Został grubiańsko zrugany przez profesora za to. to prędzej czy później musi wejść w konflikt z prawem i schematami. wyjątkową absencję trzeba było zgłosić wcześniej. Ponieważ nasz kurs był dość liczny. aby opanować na chwilę drżenie prawej ręki. Potrafił wstać nagle z ławki w czasie rannego rozmyślania i iść prosto do pokoju „dekownika". zacząłem bardziej „urządzać się" w seminarium. Nie miało sensu tłumaczenie o złym samopoczuciu czy zaspaniu. Co bardziej odważni i zmęczeni opuszczali posiłki.. a nawet poranne modlitwy i Mszę Świętą. Nowa wiedza teologiczna. Osłabła też moja silna dotąd wola. a mniej w nim żyć. a ksiądz wicerektor miał wyjątkową pamięć wzrokową. Zachęcony ich powodzeniem. że zabiera czas i nie uważa na lekcji. Widocznym tego przykładem było to. ale tylko i wyłącznie. Tak stało się również ze mną. Otóż część naszego ciała pedagogicznego traktowała wykład niczym 45-cio minutową dyktowkę kilkunastu stron maszynopisu. w lesie za Wisłą. ja również zacząłem odpuszczać sobie. Zwykle nadrabiało się wtedy w łóżku wczesne wstawanie. Pióra dosłownie się grzały. niektórzy z nas zaczęli opuszczać zbyt męczące wykłady. aczkolwiek wzbudziła moje zainteresowanie. Dobrałem sobie do towarzystwa innego kryptopalacza. Paliłem zazwyczaj tylko na spacerach poza miastem. które w sposób oczywisty miało niewiele wspólnego z tematem. że zacząłem popalać papierosy i to bez złożenia stosownej deklaracji u księdza rektora. Chociaż obecność na wykładach (na równi z innymi zajęciami) była bezwzględnie obowiązkowa . a nigdy nie było wiadomo kto akurat jest chory i leży w szpitaliku. Myślę jednak. ale to była już gardłowa sprawa.postanowienia i zasady. Parę takich wpadek na koncie gwarantowało zmianę życiorysu. „dyktowane" 45 . że było w tym więcej samoobrony organizmu niż cwaniactwa. wymyślił na poczekaniu jakieś pytanie. Każdy z nas miał swoje wyznaczone miejsce w stołówce i kaplicy. że nie sposób było nawet pomyśleć o czym się pisze. to jednak podejście do wykładów niektórych profesorów irytowało mnie coraz bardziej.postępowała w ten sposób niemała część braci kleryckiej. który zresztą później mnie zdradził. Niektórym jednak się udawało. które go ograniczają. Dla przykładu ksiądz profesor Hanc na teologii dogmatycznej dyktował tak szybko. Kiedyś jeden z kolegów. a co za tym idzie . Zupełnie nieświadomie dla samego siebie.

w którym uczestniczyło całe seminarium. Tak też minął mi drugi semestr trzeciego roku w seminarium. Wolałem pożyczyć od kolegi skrypt. Wyszedłem od niego z tysiącem myśli w głowie. czy to wszystko ma przypisać mojemu zmęczeniu. Okazało się. Na każdym piętrze pośrodku korytarza był wewnętrzny aparat telefoniczny.ja właśnie do księdza.zdobyłem się na odwagę powiedzieć parę słów prawdy samemu Ezechielowi. Zdałem pozytywnie wszystkie egzaminy w sesji letniej i zacząłem pakować się do domu na wakacje. którym był regulamin. Oświadczył zdecydowanie. ma się ksiądz zaraz stawić u rektora". W taki oto sposób zacząłem wchodzić w konflikt z prawem. że dzwoni do mnie. W przeddzień wyjazdu. ale jestem nieco zmęczony. która dzwoniła z furty była wyraźnie zbita z tropu . Spytał. że Ezechiel wie o moich nieobecnościach na wykładach (operował dokładnymi datami) i pogrzebie. Zapytał jak się czuję w seminarium. niż nabawić się nerwicy i odcisków na palcach od ściskania pióra. a potem poczerwieniał na tę . Odpowiedziałem. Ksiądz rektor najpierw zbladł.wykłady. Wiedział również. że palę papierosy na spacerach. Zasiadł za wielkim. ale coś mi mówiło. że owszem. do ojców duchownych lub któregoś z przełożonych.. Otworzył mi sam Ezechiel (czasami otwierała pokojówka)..jego zdaniem .„bezczelną wypowiedź".jako jeden z pierwszych wszedłem na korytarz gdzie miałem swój pokój. że dobrze. Później poszło już bardzo szybko. a poza zmęczeniem bywam czasem zdenerwowany dlatego zacząłem palić. że chcę dalej iść drogą powołania i dalej 46 . Ponieważ palę bardzo mało i to poza seminarium. po obiedzie . odbić go na ksero przed egzaminem. stylowym biurkiem i kazał mi usiąść naprzeciw siebie. słucham". że nie mam powołania i do jutra muszę postanowić o swojej dalszej przyszłości. Mogłem być wezwany w jednej z tysiąca spraw. Siostra. W tym czasie opuściłem też pogrzeb wieloletniego proboszcza katedry. Z bijącym sercem zapukałem do rektorskich drzwi. Wiedziałem. ale też zadowolony . Odparłem. Byłem zdenerwowany. Jakaś przedziwna intuicja kazała mi podbiec do aparatu i wypowiedzieć rutynowe: „kleryk X Y.wyksztusiła i położyła słuchawkę. a ja wiedziałem. Kiedy wchodziłem wtedy na korytarz telefon zaczął dzwonić. To były wszystkie moje grzechy. z którego można było zadzwonić „na furtę". Powiedziałem również co myślę o niektórych wykładach i profesorach traktujących nas niepoważnie i lekceważąco. że nie będzie to miła rozmowa. z których miałem być wkrótce dokładnie rozliczony. nie uważałem za konieczne informować o tym przełożonych.

że „nie mam powołania" . Przed wyjazdem chciałem jednak spotkać się jeszcze z ojcem duchownym.„czy ksiądz rektor nie powiedział ci wszystkiego"? . jak włocławskie. nie odchodzić! Moje cele pozostawały niezmienne.usłyszałem własne słowa. W tamtejszym seminarium miałem kolegę. który znalazł się tam w podobny sposób.wróżyło najgorsze.zgodnie z prawem. ale doświadczenie uczyło.zdziwił się prorektor. ROZDZIAŁ III Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi Kiedy przyjechałem do domu z papierami. który był zarazem moim spowiednikiem. Ojciec jednak wiedział o wszystkim. Na moje pytanie . że nie było to wykluczone. ale na pewno zostać. Zapytał również o sprzątanie przed wakacjami..czy mam powołanie .zapytał znudzonym głosem. Następnie zaczął użalać się nad swoimi problemami z trawieniem (był chyba grubszy niż wyższy).studiować w seminarium. dla których własny brzuch był ważniejszy od losu drugiego człowieka. Ja jednak byłem już zdecydowany. Miałem z nim wiele kontaktów każdego dnia i sądziłem. Poszedłem do prorektora. rodzice nie byli zachwyceni. Nie chciałem zamykać sobie drogi do kapłaństwa. Okazało się. To że dobrze się uczyłem.myśleliśmy zresztą najwyżej o rocznym urlopie dla ciebie".odpowiedział zdecydowanie: „TAK". Postanowiłem dalej iść drogą powołania. Miałem już dość tych samolubnych ludzi.mogło nie mieć żadnego znaczenia. iż wie wszystko o moich przewinieniach. Przyszło mi do głowy chyba jedyne słuszne rozwiązanie. miałem zawsze nienaganną opinię z parafii i przykładnie spełniałem swoje obowiązki higienisty . Stwierdzenie rektora. Było to niedopuszczalne! . ale szybko 47 . że nie mam powołania. Z tą nową myślą odebrałem swoje dokumenty. że nawet mnie lubi. Nie wiedziałem co sądzić o oświadczeniu rektora. jak nikt inny. Musiałem koniecznie dowiedzieć się czy i on uważa. Był zdziwiony moją wizytą . ojcowie duchowni i moderatorzy nie mogli wymieniać między sobą informacji na temat kleryków. przenosząc się na własną prośbę. bo nie było po temu dostatecznych powodów. Pomyślałem o Łodzi. Postanowiłem za wszelką cenę się bronić.„. Może nie akurat w takim . ale już w innym środowisku. „Proszę o moje papiery" . życząc wicerektorowi „dużo zdrowia". „Masz czas do jutra" .. Znał mnie i moje wnętrze. Na zdrowy rozum nie powinienem być usunięty.

Diecezje. Mieszkała tam rodzina kolegi z seminarium. m. Do niedawna jeszcze podtrzymywałem przyjacielskie kontakty z kilkoma księżmi pracującymi na stałe za zachodnią granicą. Było to.spotkałem się z odmową co do przyjęcia mnie po wakacjach na czwarty rok (jak liczyłem). Zaproponowano mi dach nad głową i możliwość pracy. Miałem zapewnienie z Włocławka. toteż gdy pojawiła się możliwość wyjazdu do Niemiec.bez żadnych planów i możliwości. nie powinienem powtarzać roku. Seminarium Łódzkie różni się pod wieloma względami od włocławskiego. Byłem szczęśliwy i zdecydowany ponieść każdą ofiarę na drodze do kapłaństwa. że nie będzie większych problemów z przyjęciem mnie do Łódzkiego Seminarium. Biskup zdecydował. Wróciłem wczesnym latem i żyłem do września na łonie rodziny i parafii. które dotąd wiodłem. Ma ona dwukrotnie więcej wiernych niż włocławska. Miałem przed sobą rok zawieszenia w próżni . Postanowiłem działać natychmiast. Biorąc to wszystko pod uwagę byłem niemal pewien swego. Formalnie rzecz biorąc.powinienem powtarzać trzeci rok studiów.wyraźnie oddziaływuje na seminarium i cały Kościół Łódzki. jednak liczba rodzimych kleryków i kapłanów jest w niej kilkukrotnie niższa. że moja opinia będzie „względnie dobra". który był jednocześnie rektorem Łódzkiego Seminarium . To dziwne jak bardzo cieszyłem się.miasta uniwersyteckiego o tradycjach robotniczych . wraz z katedrą i 48 . Moja nowa uczelnia. ale skąd ja znałem to podejście Jak ma powołanie. klasyczne zagranie „pod włos". okazało się. Zarobiłem na dalsze studia i poznałem trochę inne życie od tego.in. Niestety. Niektórzy z nich zostawali potem nawet biskupami Do takich diecezji o zwiększonym zapotrzebowaniu należała także diecezja łódzka. chętnie przyjmowały tzw. Kiedy następnego dnia pojechałem do biskupa Adama Lepy. Środowisko niemal milionowej Łodzi . w których brakowało księży. Ze względów finansowych nie chciałem być ciężarem dla rodziców. iż nie miałem racji. Takie przeniesienia z różnych powodów zdarzały się dość często.przekonałem ich do moich planów dotyczących Łodzi. który już zaliczyłem.jego zdaniem . nie wahałem się ani chwili. Oczywiście zgodziłem się. Nie będę się rozwodził nad moimi losami w Niemczech. to się zgodzi na wszystko i wszystko przetrzyma". że niedługo zamknie się za mną kolejna seminaryjna furta. a poza tym . Byłem tam kilka miesięcy i nie żałuję tego. spadochroniarzy. jak się później okazało. że rok przerwy dobrze mi zrobi. w celach zarobkowych. Sądziłem.

miłości chrześcijańskiej i braterstwa. W nowej kondygnacji. Kiedy wieczorem leżałem w swoim nowym łóżku olśniło mnie to. a tym czasem po pierwszym dniu prawie nie czułem. dr Ireneusz Pękalski (obecnie rektor) i prefekt studiów ks. To nie był prowincjonalny Włocławek z kilkoma uliczkami w centrum. usytuowana była w samym centrum Łodzi. Takie było moje pierwsze wrażenie. ale czuło się też chwilami ducha prawdziwego braterstwa. a ludzie tacy naturalni. że czegoś mi tam brakowało. Wszystko tu było takie normalne. Pokoiki były tam przytulne. że byłem w seminarium duchownym.pełnej nieufności. Było to seminarium małych wspólnot i jeszcze mniejszych „paczek".starych i nowych. Nawet z biskupem każdy mógł 49 . a skończywszy na ogólnym poziomie intelektualnym i duchowym przełożonych. a zwłaszcza prorektor ks. ale tylko po części. przy ul. W każdym razie. Zostałem przyjęty na czwarty rok. Tutaj wszyscy żyli na względnym luzie. Tutaj czuło się powiew świata. z osobnymi łazienkami i prysznicami. Seminarium.począwszy od wyżywienia i warunków mieszkaniowych. Już od pierwszych godzin mojego pobytu w nowym środowisku wiedziałem. Zawsze będę uważał. jakże inny od moich oczekiwań. profesorów i samych kleryków. że prawie wszystko było tu lepsze w porównaniu z Włocławkiem .pałacem biskupim. mieszkała część kleryków. coś mi nie pasowało. Cały gmach wydawał się być bardziej widny i przestronny. a wraz ze mną przybył jeszcze jeden kleryk z Katowic. rozmowy nie męczyły niedomówieniami. spotkanie na sali kursowej. profesorami a studentami. a zarazem wielkie wyzwanie dla Kościoła i jego kapłanów. Przychodząc do Łodzi nastawiony byłem na realia włocławskie. podobnie jak włocławskie. było nas dwudziestu czterech. składało się z dwóch kompleksów budynków . co chodziło za mną od chwili przekroczenia progu tego gmachu. że nie czuło się tej specyficznej atmosfery z Włocławka . dr Andrzej Perzyński (obecnie prorektor) byli wspaniałymi pedagogami i ludźmi o wielkich sercach. Najprościej można by powiedzieć. przełożeni. Wspólny posiłek. Śmiech wydawał się bardziej szczery. wieczorne modlitwy .tak minął pierwszy dzień. na górze. Piotrkowskiej. Oczywiście czas je zweryfikował. a może to po prostu mniejsza liczba alumnów (150-ciu) zajmowała mniej miejsca niż we Włocławku. nie było tu takich przepaści i antagonizmów pomiędzy starszymi a młodszymi. udawania i dystansu. iż Seminarium Łódzkie było wspaniałym miejscem gdzie urzeczywistniało się w praktyce wiele ideałów: wspólnoty.

którzy mają swoją godność.większa część rezygnowała dobrowolnie aniżeli była usuwana. Usuwano najczęściej za oblanie kilku egzaminów.na własną prośbę (tak jak ja) lub byli tutaj od pierwszego roku. Jednak większość kleryckiej społeczności stanowili napływowi „spadochroniarze".szczególnie z południa Polski. Opola i Katowic. Każdego roku uczelnię zasilał „desant" kilkunastu spadochroniarzy. którzy przeginali i to ostro. ale atmosfera o wiele zdrowsza. Jak przystało na miasto uniwersyteckie. Tarnowa. zwłaszcza na początku. Ta zbieranina młodych ludzi odnalazła w Łodzi swoją „ziemię obiecaną". z Włocławkiem. Seminarium Łódzkie niczym szczególnym się nie wyróżniało.tu pogadać. a Święta spędzało się w domu rodzinnym. Właśnie oni najbardziej skwapliwie korzystali ze swobody panującej w Łódzkiej Uczelni. Byli oczywiście i tacy. że nikt z przełożonych nie robił obchodów po pokoikach. wyrzucani za często śmieszne przewinienia z macierzystych seminariów . autentycznie zgorszony. niemal notorycznie nie chodzić na modlitwy. a profesorowie . wyzwał go albo kazał sobie umyć samochód tak. Regulamin był tu niemal identyczny jak wszędzie. spotykając go na korytarzu. 50 . Ci więc nieliczni. kradzież i na ogół wszyscy zgadzaliśmy się wtedy z decyzją przełożonych. Oczywiście byli i tacy. Z pewnością mieli tu większy szacunek dla kleryków. Niemal połowa składu osobowego naszej uczelni rekrutowała się spośród alumnów pochodzących z Przemyśla. można było wychodzić pojedynczo do miasta i zginąć w nim dokładnie. którzy zdecydowali się „pójść na księdza". W tamtejszych seminariach działo się podobno jeszcze gorzej niż we Włocławku. W Łodzi nie zdarzało się nigdy żeby przełożony czy profesor zrugał studenta. np. Absolwenci łódzkich szkół średnich mieli do wyboru kilkanaście kierunków na wielu wyższych uczelniach. Wielka aglomeracja stwarza większe szansę startu życiowego. jak można było np. a żeby wylecieć z powodów moralnych trzeba się było nieźle „zasłużyć". np. ale były to już sprawy bardzo drastyczne. Wiązało się to niewątpliwie z ciągłym niedoborem kapłanów w Diecezji Łódzkiej. Ogólnie rzecz biorąc . Ta swoboda polegała również na tym. poziom nauczania w Łodzi był wyższy w porównaniu np. którzy przenieśli się dobrowolnie . Nie mogłem zrozumieć. a przynajmniej traktowano ich jak normalnych ludzi. Na pierwszy rzut oka. przeważnie wiedzieli czego chcieli i mieli autentyczne powołania. Byłem tym. jak to było na porządku dziennym we Włocławku. Sandomierza. Oczywiście takie przypadki zdarzały się.bardziej utytułowani.

Był on bez wątpienia niezwykłą osobowością genialny umysł (m. a przede wszystkim polityków prawicy szlifujących nam światopoglądy. co wywołało trochę zamieszania. a przede wszystkim . kilka opanowanych biegle języków) i wszechstronna wiedza. Po jakimś czasie jednak zaczęła mnie martwić postawa Jarka. Często wychodziliśmy wspólnie do kina czy teatru. Poczucie spokoju i stabilizacji o wiele bardziej odpowiadało charakterowi tego miejsca. Podobno poznał jakąś kelnerkę.samym alumnom. kontaktując się tylko ze Stanami. który zajmował się w episkopacie środkami masowego przekazu. do regulaminu było tu podejście bardziej zdrowe i naturalne . wykorzystywał swoje szerokie znajomości i koneksje. atlasu do ćwiczeń itp. Mieszkało tam jeszcze dwóch braci z kursu trzeciego. Wkrótce Jarek zrezygnował sam lub z pomocą przełożonych (tego nigdy do końca nie było wiadomo). Jednym z nich był Stasiu Kmiotek. Mogliśmy korzystać z bogato wyposażonej biblioteki.rzadko spotykana.tak ze strony kleryków. który zafascynował mnie i wszystkich. Nasz superior Darek odszedł po roku. W takiej atmosferze łatwiej było pracować nad swoją duchowością.A. Żyliśmy zgodnie i wesoło. nawet w takim miejscu 51 . Na początku zamieszkałem w dużym.in. czytelni. Ksiądz biskup Lepa. Zrobili to w tajemnicy przed naszymi przełożonymi i biskupem. iż wraz z dwoma innymi kolegami przeniósł się do polskiego seminarium w Ocherlake (U. tak dobrze znanej mi z Włocławka. to brak atmosfery nerwowości i ciągłego niepokoju.Jarek pochodził tak jak ja z Włocławka i po roku przerwy przeniósł się do Łodzi. Uczelnia gwarantowała wszechstronny rozwój. Każdego dnia dziękowałem Bogu. kursów komputerowych. W Seminarium Łódzkim odnalazłem swoje miejsce na ziemi. że mnie tam sprowadził. z których jeden . W drugim semestrze sam zostałem superiorem.S. Nie sądzę. Po jakimś czasie okazało się. uczyć się i żyć. Moim superiorem był mój rówieśnik z roku. Na ogół jednak. który coraz częściej opuszczał poranne modlitwy i spóźniał się notorycznie ze spacerów.wracać ze spaceru następnego dnia albo pić w pokoju alkohol.). Miałem pod sobą dwóch młodszych kolegów z 1-go roku. To co mnie urzekło już na początku mojego pobytu. czteroosobowym pokoju. Zapraszał do nas ludzi kultury i sztuki. wielka kultura osobista i prawność charakteru . którzy choć trochę go poznali. żeby mój ziomek padł ofiarą jakiegoś donosiciela (nie czuło się tutaj ich obecności). jak i przełożonych. w starym skrzydle.

W czasie gdy mieszkaliśmy razem tj. Na posiłki i modlitwy chodzili zazwyczaj wszyscy. iż nie ma ludzi doskonałych. iż zapoznał się wkrótce z hiszpańskim księdzem. Nie krył. ze on po prostu nie rozumie. Zebraliśmy większą część pieniędzy które stracił. Faktem było. jak ktoś mógł zrobić coś podobnego i to w takim miejscu Nie myślał przy tym o swojej stracie. Od jednego z nich dowiedziałem się o tym. że ktoś go bezczelnie okradł. ale nikt nie potrafił zwrócić mu utraconej wiary w drugiego człowieka i podkopanych ideałów. Jednak wcześniej zdarzyło się coś. co kompletnie zdruzgotało naszego Stasia.jak seminarium. ubolewał tylko nad sumieniem tego. Stasiu stanowił żywe zaprzeczenie teorii. iż niektórzy jej członkowie mogli być równie dobrze członkami gangu czy mafii. a w konsekwencji doprowadziło do jego rychłego odejścia z seminarium. Pokoje na długich korytarzach były zazwyczaj otwarte. Skutek tego był taki. który pochodził z biednej. Byli bardzo 52 . Potwór. Ktoś z bliskiej rodziny obdarował go większą kwotą pieniędzy. Stasiu był szczęśliwy jak nigdy dotąd i swoim zwyczajem zaczął dzielić się swoim szczęściem z innymi. wiejskiej rodziny była to niemal fortuna. z niezwykłą szczerością wyznał.nie żal nam było kolegi. Chłopak przypadł do gustu Hiszpanowi. Przykład Stasia był jednym z wielu klasycznych przykładów niszczenia najbardziej wartościowych jedno-stek przez samą wspólnotę. który po niedługim czasie zaprosił go do swojej parafii. Tak się szczęśliwie złożyło. a chwilowe zaniedbania w tej dziedzinie nadrabiali pospolitym złodziejstwem. że fascynuje go ten kraj i bardzo chciałby tam kiedyś pojechać. Dla chłopca. Wizyta miała dojść do skutku podczas najbliższych wakacji. który przyjechał do Łodzi. W ciągu trzech lat pobytu w Łodzi spotkałem kilku byłych kolegów z Włocławka. a Stasiu był jego tłumaczem podczas spotkania z biskupem Ziółkiem. którymi wcześniej wprost emanował W rozmowie ze mną. ale złodziej mógł się łatwo zadekować i buszować po wyludnionych mieszkaniach. Podobne wypadki zdarzały się i niestety wcale nie należały do rzadkości. Kiedy nadeszły wakacje pojechałem do nich w odwiedziny. że po 4-tym roku studiów zrezygnował mój przyjaciel Tomek. przez pół roku nasz pokoikowy geniusz opanował język hiszpański. który to zrobił.sfinansowania wyprawy do wyśnionej Hiszpanii. Ożenił się ze wspaniałą dziewczyną i wspólnie zamieszkali we Włocławku. Kwota ta była ponadto rozwiązaniem jego największego wówczas problemu . a przy tym cechowała go autentyczna skromność. było tego coś około 100 DM.

Mój jasno wyznaczony cel . Kiedy jednak przyszliśmy na obiad. co go gdzieś od wewnątrz gryzło. na luzie rozmawiać z piękną dziewczyną.całe swoje życie. a ten stał już przygotowany na stole . że obiad jest już ugotowany. Podobnie jak we Włocławku.nie wytrzymałem i wyraziłem naturalne w takiej sytuacji zdziwienie. ale . Żona Tomka urzekła mnie mądrością życiową i wróżbami na mój temat. tutaj mogliśmy sami prosić o odpowiadające nam parafie. W odróżnieniu jednak od Włocławka. a później powiedział wzruszony. odbywały się w pięknej wsi Nagórzyce. Po co jednak składał pierwszy taką deklarację skoro prawda musiała wyjść na jaw? Otóż. Mnie wpuszczał tylko do jednego pokoju . wiejską placówkę. ale wyczuwałem w nim coś. zresztą wcale mnie to nie obchodziło. Nie mogli pogodzić się z decyzją syna. Będąc kolejny raz w tej samej parafii znowu usłyszałem. cokolwiek by to nie było. już na wstępie. Nie miałem przy tym sprośnych myśli ani spoconych rąk. Kolonie przeznaczone dla dzieci z najbiedniejszych i patologicznych domów. W pełni kontrolowałem sytuację. ale często powtarzałem słowa św. Wychowawczyniami poszczególnych grup dziecięcych były studentki. Takich wyjazdów w teren było kijka w ciągu roku. że oddał Kościołowi wszystko . które spełniają się jedna po drugiej. gdy przyszliśmy z Kościoła okazało się. Potrafiłem spokojnie. Moje przypuszczenia zamieniły się w pewność. Proboszcz parafii był bardzo miły. „stracił" (oby nie na zawsze) rodziców. że jesteśmy sami.przewyższał wszystko inne. Z satysfakcją stwierdziłem jednak że nie zdziczałem w seminarium. a szklanki po porannej kawie gdzieś zniknęły. W związku z tym kilka razy z rzędu odwiedziłem małą. że mieszka zupełnie sam na plebanii. Byłem tam wspólnie z innym klerykiem z 2-go roku.zakochani i szczęśliwi. gdy przyszliśmy z „sumy" na obiad. Niestety Tomek który pochodził ze wsi. Zauważyłem.jakby coś lub kogoś ukrywał.aby po ostatniej Mszy móc pojechać do domu. Tak robili wszyscy klerycy. leżącą najbliżej mojej rodzinnej . Proboszcz twierdził. Część moich pierwszych „łódzkich wakacji spędziłem na koloniach organizowanych przez Caritas. Proboszcz poczerwieniał. Franciszka: „Do wyższych celów jestem stworzony". Może byłem przy tym niezbyt pokorny. co jakiś czas wyjeżdżaliśmy po wsparcie finansowe do parafii.„trudno jest być 53 . nad Zalewem Sulejowskim. Szczególnie dwie z nich przyprawiły mnie i mojego kolegę o szybsze bicie serca. iż zachowuje się nerwowo i dziwnie .kapłaństwo . zjadł w milczeniu obiad.przy wejściu więc nie mogłem tego sprawdzić.

Nie męczyłbym wówczas tego poczciwego człowieka. a właściwie tam miała swój finał. Fakty te skrzętnie tuszowano i ukrywano .w. ale zawsze budziły w nas niezrozumienie i trwogę.załatwiając sprawę (jak w przypadku tomaszowskim) większą sumą pieniędzy za milczenie.„dla dobra 54 . Kościół przez setki lat opanował do perfekcji sztukę kamuflażu. z którym nie mogła sobie poradzić. którzy w sutannach szmuglowali przez granicę kradzione samochody dla jednej z grup przestępczych.spuentował. usunięto dyscyplinarnie. korzystając z jej filii łódzkiej. Żałowałem. a odbiła szerokim echem w całej diecezji.człowiekowi samemu" . To jedna z najwspanialszych funkcji kapłańskich . Tamtejszy proboszcz Ryszard Falski . Podobne bolesne wydarzenia zdarzały się co jakiś czas. że ta „niewidzialna ręka" od razu się nie pokazała. Sprawa jak zwykle nie ujrzała światła dziennego .rozdzielanie Ciała Chrystusa! Jakże byłem szczęśliwy i wzruszony. Czas piątego roku wspominam jako doskonałą harmonię pracy intelektualnej. Franciszka w Łodzi. Otóż na jednym ze wschodnich przejść granicznych przechwycono kradziony samochód. Według późniejszych relacji jej spowiednika . gdy po raz pierwszy udzielałem Komunii swoim rodzicom! Rozpocząłem również równolegle studia na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. tworzących w seminarium jedną z zamkniętych „paczek".. Zdarzenie to doprowadziło do zdemaskowania grupy kilku alumnów naszej uczelni. Już w liceum z pasją podnosiłem ciężary.. Swoją drogą. Mieliśmy w tym czasie kilka „afer". Dotarła do nas również wieść o powieszeniu się zakonnicy w Parafii p.do jakiego wieku może jeszcze bawić człowieka zabawa w chowanego? Na piątym roku otrzymałem z rąk biskupa posługę akolitatu. biedna to była kobieta. pomieszały zmysły i pchnęły do samobójczej śmierci. który ją ukrywał. Druga afera rozegrała się w samym seminarium. Św. Stary świntuch dość poważnie nadwyrężył odbytnicę chłopca. Najbardziej przykrą była historia.napastował seksualnie młodego ministranta. która musiała ukrywać się przed całym światem i biedny mężczyzna. Pytam się . bardzo dobrej marki . a tu miałem pod bokiem nowy atlas. która wydarzyła się w Tomaszowie. Ciągłe pokusy i grzeszne myśli zamieniły jej życie w koszmar. ćwiczeniach ciała. pogłębiania duchowości oraz. Mafiosów.przeprowadzany przez jednego Ł naszych braci kleryków.siostra miała duży temperatent seksualny.

Zaiste. Dla niektórych z nas takie i podobne przypadki były zdecydowanie gorszące. Słyszeliśmy i znaliśmy z naszych własnych. doskonale wiedzieliśmy o tym.życia w konkubinacie. potępiają księży zawierających związki małżeńskie. co się działo w terenie. Biblia. związków i romansów z zakonnicami. która w żadnym miejscu nie mówi o bezżenności kapłanów (wręcz przeciwnie). związanych z pogwałceniem szóstego przykazania. wiedząc o rozmiarach zjawiska zdają sobie sprawę. a raczej czystości . rozbijania małżeństw. wielokrotnie podkreśla naturalne. zwykle za sprawą „kolegi"-księdza. że jakiekolwiek reakcje z ich strony byłyby walką z wiatrakami i odsłoniłyby ogromny problem (także ludziom świeckim). nakłaniania do współżycia kobiet i mężczyzn podczas spowiedzi (korzystając z jej tajemnicy) itd. do momentu wyjścia z seminarium. szczerze w nie powątpiewali. Jestem jednak przekonany. Jednocześnie ci sami biskupii. Po wakacjach wydarzenie. a to jest ostatnia rzecz. nawet to nie zawsze wchodziło w grę. której chce Kościół. Królowej Polski w Tomaszowie. Biskupi. Nadeszły kolejne wakacje dla mnie pod znakiem pieszej pielgrzymki do Częstochowy i kolejnych kolonii Caritasu. prawo każdego człowieka do posiadania rodziny. Będąc w seminarium. czcigodnego proboszcza sprawuje stary pedofil vel ks. do uszu biskupa . W Diecezji Łódzkiej organizowaniem święceń diakonatu wyróżnia się co roku inną parafię. parafialnych podwórek. tacy jak on nie łamią żadnego ze ślubów (celibat = bezżenność. ja i moi koledzy. W przypadku proboszczów. prałat Ryszard Falski. na które czekałem od lat Święcenia diakonatu.w najgorszym wypadku delikwenta przenoszono na inną placówkę. a czasem zachęcające było to. tzn.Jakoś to będzie" albo „na szczęście można będzie pokombinować. tj. skoro innym się udaje". konkretne przykłady łamania przez księży celibatu. a nie czystość). dane przez Boga. na czele z papieżem. Kto nie wierzy może sprawdzić w Parafii M.B. uwodzenia nieletnich (często są to uczniowie i uczennice szkół średnich.Kościoła". gdzie do dzisiaj urząd przewielebnego.na wszystkie możliwe sposoby. iż hierarchowie Kościoła bardzo pobłażliwie podchodzili do nadużyć kleru. a nawet podstawowych). Znamienne. Jeśli już wyskok stał się głośny i doszedł. Ogromny nowy 55 . że wielu przyjmowało takie wieści z cichą nadzieją. nieliczni do końca. w stylu . Nasza uroczystość wypadła w Pabianicach.

aby z tytułem magistra odejść w inne życie. (kandydaci byli wtedy na 5-tym roku) wybierano również dziekana ogólnego gospodarczego i sacelana tj. Po święceniach diakonatu .ks. które odbywały się przed wakacjami. Święceń udzielał nam rektor . Biskup po raz pierwszy nałożył na mnie ręce. podając w uzasadnieniu moją rzekomą 56 . Żyjąc od 19-tego roku życia w zamkniętym środowisku i obracając się niemal wyłącznie w kręgu spraw związanych z Kościołem . Tydzień wcześniej przeżyliśmy wspólnie rekolekcje.kapłan . Adam Lepa.ojciec Winfrid ze Zgromadzenia Krwi Chrystusa. Prowadził je. Ja i moi koledzy byliśmy wprost zauroczeni nowymi obowiązkami i możliwościami. wobec którego ślubowałem celibat .nieważny). Na tych samych wyborach. w klasztorze . Św.bezżenność.tak samo ufne i nieświadome jak moje.Kościół p. Wspomniałem już wcześniej o stanowisku dziekana ogólnego. obowiązkami i odpowiedzialnością. wspaniały człowiek . Kolbego pomieścił wszystkich zaproszonych gości. A ile było emocji przy pierwszym ślubie! Jeden z naszych kolegów nie przyjął święceń. Nie wiem jak moi koledzy z roku. Wiedzieliśmy. jak zwykle imponująca. posłuszeństwo bikupowi ordynariuszowi oraz odmawianie brewiarza. W czasie wyborów kilku kleryków zgłosiło moją kandydaturę na dziekana ogólnego gospodarczego.ksiądz diakon mógł prowadzić nabożeństwa oprócz Mszy Świętej. bp. które chyba każdy z nas będzie długo wspominał. Ja natomiast po raz pierwszy zostałem poświęcony Bogu.nie miałem okazji doszukiwać się u siebie pragnień związanych z małżeństwem czy założeniem rodziny. a także asystować przy pogrzebach i ślubach. Oprawa uroczystości była. M. Patrząc po latach na zdjęcia z uroczystości w Pabianicach widzę twarze i oczy moich braci . że ma dziewczynę i czeka tylko na obronę pracy. Moja bliska rodzina stawiła się w komplecie.w. tak jak Jezus na apostołów. opiekuna kaplicy.pustelni pod Częstochową. O ile funkcja dziekana ogólnego miała charakter reprezentacyjny i sprowadzała się zazwyczaj do odczytania kilku zdań „w imieniu kleryków".jak poważni duszpasterze. Dumnie paradowaliśmy po seminaryjnym ogrodzie z brewiarzem w rękach . to dwa pozostałe stanowiska łączyły się z konkretną pracą. ale ja ślubując celibat uczyniłem to w jakimś sensie w sposób nie do końca świadomy (a więc zgodnie z nauką Kościoła . Funkcję tę dzierżył diakon wybrany w tajnych wyborach przez wszystkich kleryków i zatwierdzony przez przełożonych.

Najwięcej pracy było przy zwożeniu plonów. We Włocławku klerycy przede wszystkim rozładowywali kontenery z darami oraz pracowali na seminaryjnych areałach przy pracach polowych. otóż wspólnie z sacelanem mieszkaliśmy w dość dużym pokoju na uboczu.instytucja pierwotnego Kościoła. Wszyscy oni podlegali mnie i na moje polecenie wyznaczali kleryków na swoim roku. Co do prac fizycznych wykonywanych przez kleryków w seminarium i poza nim . kursowy dziekan gospodarczy. Promotorem mojej pracy magisterskiej był obecny rektor . oprócz pisania pracy magisterskiej. Od jego łóżka do naszego pokoju był przeciągnięty przewód. przygotowująca kandydatów do przyjęcia chrztu. Ksiądz Infułat Woroniecki mimo podeszłego wieku (ponad 80 lat) i nieuleczalnej choroby zachował dobry humor i był prawdziwą skarbnicą wiedzy o Łódzkim Kościele. Konsekwencją mojego ciągłego zabiegania było zaniedbanie pracy naukowej. Naprzeciwko naszego pokoju było mieszkanie byłego wieloletniego rektora seminarium.in. Od czwartego roku studiów uczęszczałem na seminarium z prawa kanonicznego.miały one rozmaity charakter i były na porządku dziennym.ogólny nadzór nad czystością i porządkiem w seminarium oraz organizowanie ludzi do prac. Moja funkcja dziekana gospodarczego łączyła się też z przywilejem. 57 . W Łodzi na szczęście nie było już problemów z darami. Do moich obowiązków należał m. zdolności organizacyjne i umiłowanie czystości. którymi wiejskie parafie obdarowywały seminarium. .wspaniały człowiek i kapłan z wielkim poczuciem humoru.ksiądz dr. a przełożeni wybór zaaprobowali. Poza „ustawowymi" obowiązkami miałem też inny. który u nas kończył się elektrycznym dzwonkiem. liczenia i układania pieniędzy po zbiórkach itp. Przy ich ogromnej pomocy wybudowano także nowy gmach uczelni. np.operatywność. Na każdym roku był tzw. które w latach 90-tych przestały prawie przychodzić. ale dawał też dużo satysfakcji. Wybrano mnie niemal jednogłośnie na to stanowisko. Pod nieobecność lub w przypadku niedyspozycji dziekana ogólnego. a także przy rozładunku cegieł na dom księży emerytów i ogromne łódzkie świątynie. Miałem więc. Tematem mojej pracy był katechumenat . Ksiądz rektor miewał okropne bóle o różnych porach dnia i nocy i często korzystał z dzwonka. Pękalski . Mieliśmy swoją łazienkę z prysznicem i wc. który od kilku lat leżał sparaliżowany w łóżku. sporo zajęć przez ostatni rok studiów. zastępowałem go na różnego rodzaju imprezach. który był najbardziej wyczerpujący.

Mnie i moim kolegom nie trafiło jednak do przekonania postawienie znaku równości pomiędzy wszystkimi środkami zapobiegania ciąży 58 . Ja zdobyłem się na taką polemikę będąc już diakonem. Często w węższym gronie dyskutowaliśmy o naszych różnych wątpliwościach co do wpajanej nam doktryny. a także godności samego Jezusa. a wielu traktowało nas już jak pełnoprawnych księży. iż gdyby miała Ona więcej dzieci uwłaczałoby to Jej godności. Wszyscy są zgodni co do tego. Jedzenie donosił mi współmieszkaniec. że jeszcze w większym stopniu nie zgadzają się z nimi sami księża (choć je przekazują). wśród kleryków. Była to dyskusja z wykładowcą świeckim. ale nie jedyny z prawowiernego małżeństwa. Infułata). seksuologii p. że antykoncepcja w niektórych przypadkach jest wręcz konieczna. Powszechnie wiadomo. na wykłady połączone z luźną dyskusją i wymianą zdań. że dla Jezusa byłoby poniżające to. Mało kto wie natomiast. jednym z podstawowych uzasadnień dogmatu mówiącego o Jezusie jako o jedynym Synu Maryi jest stwierdzenie. Mówiliśmy o metodach antykoncepcji niedopuszczalnych z punktu widzenia moralności chrześcijańskiej. Mogliśmy pozwolić sobie np. występującym czasami w telewizji. utytułowanym prof.Mniej więcej w połowie szóstego roku ogłosiłem wszem i wobec obłożną chorobę. antykoncepcji. Będąc po pierwszych święceniach w Seminarium Łódzkim można było pozwolić sobie na głęboki oddech. Po miesiącu praca magisterska była już gotowa. Profesor miał wykłady z naszym kursem na temat naturalnych metod zapobiegania ciąży oraz płciowości w ogóle. Niektóre fragmenty doktryny napotykają na oponentów już w seminarium. zapłodnienia in vitro czy rozwodów. Osobiście nie zgadzam się z kilkoma naukami odnoszącymi się do moralności chrześcijańskiej i mam zastrzeżenia co do uzasadnienia kilku innych. Zamknąłem się na miesiąc w pokoju (wychodziłem tylko do ks. którzy chcieliby polemizować z profesorami. Dla przykładu. Nie sądzę. Włodzimierzem Fijałkowskim. Zrozumiałe jest również negatywne stanowisko wobec metod antykoncepcyjnych polegających na zniszczeniu zapłodnionej komórki jajowej. jak wielu wiernych nie zgadza się z pewnymi naukami Kościoła dot. Nie było jednak wielu odważnych. który zawsze reprezentuje linię ściśle kościelną. Byliśmy jedną nogą w kapłaństwie. iż urodził by się jako pierworodny. nie mówiąc już o samej aborcji. a niedługo potem obroniłem ją na 4 + w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie.

a tym bardziej na dyskusje o dogmatach. Jeden z moich kolegów z roku . Początki przyjaźni chłopców były. Ponieważ rodzice Staszka mieszkali na drugim końcu Polski . że nie dziwi go stanowisko byłego księdza. tym bardziej. Biorąc pod uwagę jej niską cenę i zawodność metod naturalnych wydaje się być ona jakimś rozwiązaniem.uczucia. jak warunki w których żyją. iż Kościół to ludzie. lekarstwa. Profesor Fijałkowski był oburzony moją nieprawomyślnością. które miało swój epilog za ścianą mojego pokoju. sztuczne zęby. Jedynym jego argumentem było jednak tylko to. Równie uciążliwa i bolesna jest bezsilność kapłanów wobec celibatu. z czym się człowiek nie zgadza i co chciałby zmienić. nie mogło ustrzec kleryków przed zachowaniami typowymi dla zamkniętego środowiska męskiego. Zapewniam Was jednak. w warunkach seminaryjnych. Zgodnie z argumentacją profesora należałoby również potępić wszelkie „sztuczne" substancje i „nienaturalne" metody ratujące ludzi. mimo iż było o wiele bardziej normalne od włocławskiego. a ludzie się zmieniają tak. np. a tego zrobić nie może.bardzo niewinne. W Kościele hierarchicznym nie ma niestety miejsca na indywidualne interpretacje i przemyślenia.odrzucanymi przez Kościół. który negują. nerki. że ten ciągle go 59 . Ktoś mógłby powiedzieć. Seminarium Łódzkie. zastawki serca. W ciągu trzech lat pobytu w Łodzi miałem okazję obserwować rozwój klasycznego. gdyby był ojcem wielodzietnej rodziny. a połowa z jego niedożywionych i niechcianych dzieci pochodziłaby ze stosowania naturalnych metod zapobiegania ciąży zalecanych przez Kościół. iż ogromna większość waszych duszpasterzy (w tym moi kursowi koledzy) jest podobnego zdania. Gdyby ktoś szukał w tej książce powodów mojego odejścia z kapłaństwa to właśnie znalazł aż dwa z nich. Może nie wiedział. a w którym muszą żyć jeśli chcą być kapłanami. które są niepodważalne. jak to bywa w takich przypadkach . która nie dopuszcza do samego zapłodnienia. że prezerwatywa jest czymś „sztucznym i nienaturalnym" oraz że „zabrania tego Kościół". że zapobiega przed AIDS.głosić przez całe życie to.chłopak bywał częstym gościem w domu Marcina. Ja wziąłem w obronę prezerwatywę. protezy itp. homo . który pochodził z samej Łodzi.Stasiu zaprzyjaźnił się z młodszym o dwa lata Marcinem. Ciekawe co by powiedział ten naukowiec. Jest bardzo uciążliwe i bolesne . Myślę tu o zachowaniach homoseksualnych. tym bardziej.

Staszek przez kilka lat przywiązał się do młodszego kolegi i jego rodziny. co ten strasznie przeżywał. który demolował pokój Staszka . Pierwsza kolejka ustawiła się przed mieszkaniem „ojczaszka". Wkrótce chłopak musiał opuścić seminarium. a on Stasia kocha. była pokora i posłuszeństwo. Świecenia kapłańskie zbliżały się wielkimi krokami. Zaprowadził Marcina do siebie na rozmowę. Marcin był załamany i zrezygnowany. widziałem posępne i załamane oblicza wychodzących kolegów. Chciał przebywać ciągle i tylko z nim. Rozmowa z ojcem była objęta tajemnicą. Pobiegłem sprawdzić co się dzieje. ale nigdy tego nie doświadczyłem. fundował bilety do kina i teatru. rozmów dopuszczających do święceń. W końcu jednak zaczął stopniowo odsuwać się od Marcina. Łamiącym się głosem. rozbijał wazony. ze łzami w oczach powiedział przełożonemu. W tym czasie bardzo dużo się modliłem i mobilizowałem do zadań. chociaż było mi go bardzo żal. Po obronie pracy magisterskiej pozostało mi tylko drukowanie zaproszeń. sześćdziesiątki. Ksiądz wicerektor zachował jednak stoicki spokój. Pewnego wieczoru zelektryzował mnie łomot rzucanych przedmiotów i dźwięk tłukącego się szkła. że jest mu wszystko jedno i że nie ma po co żyć bo Stasiu go już nie chce. ale Marcin dostał szału. Kupował mu drogie prezenty. Mój kolega chyba zbyt późno zauważył. podczas gdy on gotów jest zrobić dla niego wszystko. W tym czasie Stanisław wybiegł z pokoju. Podobno wewnątrz miał naturę choleryka. Czekając na swoją kolej. trochę flegmatyczny człowiek ok. przełożonymi i ojcem duchownym odpowiedzialnym za naszą formację wewnętrzną. kwiaty. że sprawy zaszły za daleko albo po prostu była mu na rękę taka pomoc i „opieka". Sytuacja była tragikomiczna. Wykrzykiwał przy tym. Był to dobroduszny. dobiegający zza ściany. a za chwilę wrócił z prorektorem. Ojciec Świątek znany był ze swojego radykalizmu i ortodoksyjnej postawy. Tymczasem Marcin nie widział świata poza Staszkiem. rzucał książkami. Zobaczyłem Marcina. jak się później zorientowaliśmy. Rozmowa z nim była jedną z tzw. Przed święceniami czekały nas jeszcze prywatne rozmowy z arcybiskupem (odkąd Diecezja Łódzka stała się archidiecezją). które miały mi zostać niedługo powierzone. ale zachowywał się powściągliwie do samego końca.zapraszał. pomagał zbierać materiały do pracy magisterskiej itd. Staszek próbował go powstrzymać. Próbowałem uspokoić desperata.łamał krzesła. że Staszek go odtrąca i ignoruje. Tematem jej. Wszedłem więc do środka z 60 . Wyręczał Staszka we wszystkich obowiązkach: sprzątał mu pokój.

Młodzież staję się lepsza.co robisz?" Inny przykład dotyczył posłuszeństwa proboszczowi. Takie ślepe posłuszeństwo wobec wyższego w hierarchii odnosi się do każdej bez wyjątku sprawy i problemu. jakichkolwiek zgromadzeń młodych ludzi .małej wiosce pod Zgierzem. Pierwszy z nich dotyczył prywatnego objawienia.ks. że to wszystko jest przewidzeniem i nakazuje nikomu nic nie mówić . Nagle biskup odwołuje swoją zgodę. ale „ojczaszek" dał nam kilka dni na przemyślenia. gdzie Siostry Służebniczki miały swój dom zakonny. Wyszedłem po kilkudziesięciu minutach posępny i załamany jak inni. że wielu spośród nas dopiero tam zaczęło na poważnie myśleć o tym. Mieliśmy po 25 . nawraca się. Oczywiście jedziesz z tym od razu do swojego biskupa. jest rozmodlona. Ojciec dał każdemu z nas pod rozwagę kilka takich samych przykładów. podporządkować się woli przełożonego. że założyłeś (oczywiście za zgodą biskupa) jakieś stowarzyszenie modlitewne czy charytatywne.duszą na ramieniu. że w swojej parafii skupiłeś wokół Kościoła masę młodzieży. Byliśmy już wtedy podekscytowani święceniami. Wynikało to z naszej długiej i szczerej rozmowy przy ognisku. co się wydarzy za parę dni.co robisz?" W każdym powyższym przypadku należało bezwzględnie i natychmiast. a on mówi ci. bez prawa do polemiki. że nasze zachowanie i sposób myślenia był ciągłe 61 . Ponieważ rozmowę nie obejmowała tajemnica spowiedzi. każąc ci zaprzestać działalności . które w krótkim czasie wydało wspaniałe owoce. „Załóżmy .3:0 i 2:1 dla ojca .co robisz?" Druga historia była już bardziej realna. W tym momencie wkracza proboszcz zakazując np. po czym mieliśmy przystąpić do poprawki.26 lat. Zorganizowałeś ją w oazę.że objawiła ci się Matka Boska albo Pan Jezus. Przez sześć lat słyszeliśmy wszystko o posłuszeństwie i pokorze. Rekolekcje prowadził redaktor naczelny „Niedzieli" . przedstawię pokrótce jej treść i wymowę. ale gdzie w tym wszystkim miejsce dla własnej inicjatywy i postępu? Po kilku dniach wyniki . „Przypuśćmy. Okazało się. Jest to główne spoiwo trzymające Kościół Katolicki w jedności. Widzisz na własne oczy ludzkie przemiany i nawrócenia. ostatniego wieczoru. „Dajmy na to. czy też inną organizację kościelną. Myślę. że żaden z nas nie został dopuszczony do święceń. Ostatnie rekolekcje poprzedzające święcenia kapłańskie nasz rocznik odbył w Szczawinie .poprawiliśmy na naszą korzyść.mówił ojciec Świątek . dr Ireneusz Skubiś. ale ciągłe przebywanie w „szkole" sprawiło. Otrzymałeś jakieś posłanie czy misję do spełnienia.

potomstwa.kim są ci młodzi chłopcy decydujący się na sześć lat odosobnienia. nie mówiąc już o tym. niezrealizowane ojcostwo. aby spotkać tam Boga. Jeśli zaś chodzi o nich . że nie występuję w roli tego. jak na ofiarę z kawałka życia albo jak na okres wyrzeczeń. znany kawalarz.mniej lub bardziej chybiona. a z drugiej strony . Paradoksalne jest to.wydaje mi się to głupie i nierealne. Ocena innego człowieka. Dopiero wszystkich naraz zatrwożyła ta wizja. sześcioletnie doświadczenie. Są to spostrzeżenia i przemyślenia zebrane w dwóch seminariach .oceniam te sześć lat jako wspaniałą przygodę. iż mogę próbować odpowiedzieć na powyższe pytania w oparciu o własne.to widziałem ich przychodzących i wychodzących. Jeden z kolegów. Być może moje oceny wydadzą się komuś nazbyt przejaskrawione i tendencyjne.dwóch środowiskach kleryckich. Zapewniam jednak. że okres seminaryjny jest w moim życiu. jest zawsze .i to nie tylko tych w czarnych sutannach. Wydaje się więc. która dużo mnie nauczyła.byłem klerykiem zamkniętym w seminarium. spędzone za kościelnymi murami pragnie odwetu. z jaką po raz pierwszy 62 . który patrząc wstecz na swoje najpiękniejsze lata życia. choć wiele miały ze sobą wspólnego. Jednak tego jednego wieczoru wszyscy byli skupieni.jak gdyby . że będąc w izolacji od świata nauczyłem się lepiej rozumieć ludzi .wyjściem na pustynię. w celu zaszufladkowania go (bo tak jest najłatwiej). z których każde miało swoją specyfikę. z jednej strony . Wielu jednak pozostało takimi.bez żony. że o wartości wychodzących decyduje w dużym stopniu intencja. z którą każdy z osobna zdawał się zgadzać już od dawna. a później na życie w samotności . samotność. W imię czego?! Czy Jezus rzeczywiście wymaga od nas aż takich ofiar?!" Zapewne wielu ludzi zastanawia się . nic dziwnego . Wielu zmienił ten czas i życie jakie wiedli. które nas czeka . Niemożliwe jest przeniknięcie ludzkich myśli.bardziej ludzkiej .niepoważny. powiedział: „wiecie.następnego dnia mieliśmy przyjąć z rąk arcybiskupa święcenia czyniące nas kapłanami na wieki! Nasza rozmowa szybko zeszła na temat życia. od sześciu lat nie pocałowałem żadnej dziewczyny i to wydaje się oczywiste . że nie mogę tego zrobić do końca życia . a chwilami wręcz dziecinny.celibat. że każdy człowiek jest niepowtarzalny. Ja jestem jednak w tej dobrej sytuacji. Ale kiedy uświadomię sobie. Nie patrzę na ten czas. własnego domu? Co nimi kieruje? Jakie idee i cele im przyświecają? Czy ich intencje są zawsze szczere? Na takie pytania nie sposób jest odpowiedzieć jednoznacznie i schematycznie. jakimi byli w dniu złożenia papierów. Uważam.

niejednego wykoleił. którzy w ich obecności będą uświęceni i posłani. że pochodzą ze świata. w inkubatorze ochronnym są nienaturalnie wyczuleni na punkcie swego „ego". wręcz tragedii. a często wręcz przeszkadza. że jego mieszkańcy pozbawieni trosk i problemów normalnego życia.złodzieje i klerycy . ale system wychowawczy . Pisząc te słowa oglądam film video z naszych święceń. a jaki jest świat i jego namiętności wszyscy dobrze wiemy. Seminarium duchowne jest środowiskiem jedynym w swoim rodzaju. zmanierowanie. Nie wolno zapomnieć o tym. ze świata z tym co boskie . Są więc klerycy . Hermetyczność seminarium. Konkludując. muszę jasno i obiektywnie stwierdzić. Dzień naszych święceń kapłańskich wstał gorący i parny. że ci młodzi ludzie. Katedra Łódzka już od rana wypełniała się rodzinami tych trzynastu wybranych i powołanych. Przysłowiowe nadepnięcie na odcisk może czasami urosnąć do rangi wielkiej zniewagi. krzyżują się dwa sposoby na życie.i jest to naturalne. Ciągle walczy ze sobą to co ludzkie. że to co kościelne rzadko pomaga temu co boskie. które otrzymali nie uczyniło ich świętymi.panujący w seminarium .wszystkich 63 . Najgorsze jest to. wyizolowanie od świata zewnętrznego sprawia. jestem o tym przekonany. Powszechnym zjawiskiem w seminarium jest zatem tzw. jak już wspomniałem. Widzę procesję. których spotkałem na swojej drodze do kapłaństwa byli normalnymi chłopakami. Jeśli wychodzą po sześciu latach gorsi niż przyszli i (co często bywa) po drodze zgubili drogę. idzie do seminarium za głosem Bożego powołania. żyjącymi w niezbyt normalnym środowisku. którą chcieli iść . ROZDZIAŁ IV Święcenia i pierwsze kroki w kapłaństwie Sobotni poranek 12 czerwca 1993r. nie sposób jednoznacznie ocenić wszystkich kandydatów do kapłaństwa.to winien jest chory system.przekroczyli seminaryjne progi. Jednak ogromna większość braci kleryckiej. a w niej całe seminarium .cwaniacy. tworzą często swoje własne prawa i obyczaje. Tak. Powołanie. a nie oni sami. Każdy z nich jest innym człowiekiem. Klerycy żyjący pod kloszem. Ścierają się w nim dwa światy. który ich wypaczył.

kleryków od l-go do 6-go roku, idących w stronę ołtarza. Za nimi księża, którzy rok wcześniej otrzymali święcenia. Wreszcie nasza trzynastka w białych albach, z kapłańskimi ornatami złożonymi na wyciągniętych rękach. Następnie przechodzą jeden po drugim nasi profesorowie, przełożeni, czterech biskupów i arcypasterz w otoczeniu asysty. Nasza grupa ustawia się naprzeciwko ołtarza. Już niedługo staniemy z jego drugiej strony. Kamera przesuwa się wolno po twarzy każdego z nas. Wszyscy jesteśmy skupieni i wzruszeni - kamienne twarze, wyostrzone zmysły, patrzące gdzieś przed siebie oczy. Kiedy widzę, jak arcybiskup nakłada ręce na moją głowę, a ja ślubuję mu posłuszeństwo. Kiedy patrzę na siebie leżącego krzyżem na katedralnej posadzce, wśród moich braci. Próbuję przywołać w sobie te myśli i uczucia, które wówczas przepełniały moje serce. Pamiętam, iż mocno prosiłem Boga o siły i wytrwanie. Obiecałem Mu szczerą i oddaną służbę. Wierzyłem wtedy, że udźwignę i poniosę ten krzyż, który brałem na swoje barki. Panie, Boże mój! Ty wiesz najlepiej, że miałem wielkie pragnienie służenia Tobie i Twoim wiernym! Ty Wiesz, że na dnie serca zachowałem nadzieję „która zawieść nie może" - kiedyś znowu stanę przy Twoim ołtarzu! Po tygodniu od tamtych wydarzeń, które zakończyły się oberwaniem chmury i powodzią na ulicach Łodzi, czekała mnie ostatnia już uroczystość. Wtajemniczeni wiedzą zapewne, iż nowowyświecony ksiądz, swoją pierwszą - uroczystą Mszę Świętą, tzw. prymicję, sprawuje w rodzinnej parafii. Na takie wydarzenie niektóre wspólnoty parafialne czekają nieraz dziesiątki lat. Nic wiec dziwnego, iż skupia ono uwagę, oprócz całej rodziny i kręgu znajomych neoprezbitera (5), niemal wszystkich w okolicy. Byłem w dobrej sytuacji, ponieważ kilka tygodni wcześniej moja parafia (ok.10 tyś. mieszkańców) przeżyła już prymicję mojego kolegi. Nie będę opisywał po kolei wszystkich punktów samej uroczystości. Nie muszę także nadmieniać, że wszyscy tego dnia są wzruszeni; składają „swojemu księdzu" cudowne życzenia i obsypują go kwiatami. Dzieci mówią wierszyki, proboszcz wygłasza mowę okolicznościową, a zaproszony kaznodzieja wychwala pod niebiosa bohatera parafii. Stałym punktem każdej prymicji jest również tzw. podziękowanie prymicjanta, w którym zazwyczaj kreśli on drogę swojego powołania i dziękuje wszystkim (zwłaszcza rodzicom), którzy na tej drodze stanęli. Na koniec błogosławi wszystkich zgromadzonych, kładąc każdemu ręce na głowę. Z tym błogosławieństwem połączona jest szczególna Łaska Boża. Jako pierwsi dostępują tej
64

Łaski kapłani; następnie siostry zakonne, klerycy, rodzice, rodzina bliższa i dalsza - aż do ostatniej głowy w świątyni. Ja osobiście odebrałem swoje prymicje jako jedno wielkie dziękczynienie. Dziękowałem przede wszystkim Bogu za to, iż mogłem sprawować Jego Ofiarę przy tym samym ołtarzu, przy którym służyłem do Mszy jako ministrant. Dziękowałem, iż Był ze mną i Prowadził mnie przez te wszystkie lata. Dla mnie prawdziwymi bohaterami tej prymicji byli moi rodzice. To im należały się wszystkie kwiaty i życzenia. Wiedziałem jednak, że dla nich - najlepszą nagrodą i podziękowaniem za 25-letnie trudy mojego wychowania - było widzieć mnie sprawującego Najświętszą Ofiarę. Nie zapomnę nigdy - Kochani Rodzice - Waszej miłości, troski i Waszego ... przebaczenia. (5) Neoprezbiter - ksiądz w czasie I-go roku kapłaństwa. Każde prymicje, po części liturgicznej, mają swoją kontynuację przy suto zastawionym stole. Rodzina i znajomi mogą wtedy do woli nacieszyć się swoim pupilkiem. Oczywiście nigdy nie podaje się alkoholu, ale muzyka i taniec są praktykowane - zwłaszcza w górach. Utartym zwyczajem - prymicjanta obdarowuje się prezentami i kopertkami. Święcenia kapłańskie i następujące po nich prymicje często przyrównuje się do ślubu i wesela. Biorąc pod uwagę fakt, iż wydarzenia te łączą się z dwoma równorzędnymi sakramentami - nie jest to pozbawione sensu. Biesiadowanie i zabawa prymicyjna trwają zwykle do wieczora. Kiedy pojadą już ostatni goście, a zmęczeni rodzice położą się spać, zostają sami zaślubieni - on i jego Bóg. Po prymicjach zostało mi kilka dni odpoczynku. Pojechałem z rodzicami do Lichenia. To było i jest dla nas prawdziwe, rodzinne sanktuarium. Matka Boża Bolesna znała wszystkie nasze radości i smutki. Oddałem się w Jej matczyną opiekę. Zgodnie z nowym dekretem arcybiskupa - nowowyświęceni kapłani mieli w czasie wakacyjnych miesięcy, zastępować księży będących na urlopach. Wszystkie parafie objęte zastępstwami były na terenie samej Łodzi. Każdy z nas miał przydzielone dwa lub trzy punkty, w ciągu dwóch miesięcy. Kiedy zjechałem na swoją pierwszą placówkę akurat kończyła się wieczorna Msza Św. Ksiądz Wiesław przywitał się ze mną wesoło. Powiedział, że zastępuję samego proboszcza, bo to on jest właśnie na urlopie. Stojąc w zakrystii, kątem oka dostrzegłem kolejkę ludzi przy konfesjonale. Poczułem, że zbliża się moja pierwsza spowiedź. „Czy to
65

na nas czekają"? - spytałem niepewnie. „A, tak, tak lecimy" - odparł mój starszy kolega i już go przy mnie nie było. Ja poszedłem do drugiego konfesjonału na drewnianych nogach. Gorączkowo powtarzałem w myślach formułkę rozgrzeszenia. Dziewczyna, którą spowiadałem spytała mnie - czy dobrze się czuję. Nic dziwnego - sam nie mogłem poznać swojego głosu, a w dodatku zacząłem się jąkać. W czasie następnych spowiedzi stopniowo się opanowałem. Pamiętam, iż moim pierwszym i największym wrażeniem było uczucie wielkiego zażenowania. Czułem się niegodny wysłuchiwania i odpuszczania cudzych grzechów. Chociaż później nabrałem pewnej rutyny w spowiadaniu, to właśnie wrażenie towarzyszyło mi i pozostało do mojej ostatniej spowiedzi. Niestety, wielu księży traktuje spowiedź nieodpowiedzialnie, spłycając ją do kilku zdawkowych pouczeń i „odpukania". Dziwią się później ludziom, iż ci spowiadają się całe życie jak dzieci pierwszokomunijne. Ksiądz Wiesiu zaprowadził mnie do swojego mieszkania w ogromnej - nowej plebanii, którą wcześniej wziąłem za jeden z bloków. W porównaniu z małą, obskurną kaplicą budynek parafialny był naprawdę imponujący. Podobno proboszczowi zabrakło już pomysłów na to, co w nim urządzić - tym bardziej, że on i drugi wikariusz mieli mieszkania gdzie indziej. Wiesiu zajmował niewielką część najwyższej kondygnacji, a mnie przypadł jeden z jego pokojów. Wspólnie zrobiliśmy sobie kawalerską kolację, do której mój kolega wyciągnął „połówkę". Był szczerze zdziwiony i zawiedziony kiedy usłyszał, że nie będę z nim pił. Po chwili, tym razem ja zbaraniałem gdy zobaczyłem jak Wiesiu stawia przed sobą butelkę i raz za razem sobie polewa. Tak było każdego wieczoru. Wiesław często zasypiał pijany przy stole i spał tak w ubraniu aż do rana. Mój starszy brat w kapłaństwie, mimo swojej miłej powierzchowności i sumienności w wykonywaniu obowiązków - cierpiał już wtedy na chorobę alkoholową. Na szczęście pił tylko wieczorami, kiedy go nikt nie widział. Nie zdobyłem się na rozmowę z nim na ten temat. Zapewne i tak nie odniosła by żadnego skutku. Jeszcze jako diakon brałem udział w odpuście parafialnym, w którym uczestniczył biskup Bohdan Bejze. Był on wtedy na przyjęciu, w gronie księży, mocno wstawiony. Brakowało mu jednak do stanu w jakim, każdego wieczoru, widywałem Wiesia. Wkrótce miałem się dowiedzieć i przekonać na własne oczy, jak wielkie spustoszenie wśród kleru robi alkohol. Cała moja praca w parafii polegała na odprawianiu jednej Mszy dziennie, spowiadaniu w
66

Nieustającej Po-mocy była o tyle ciekawa. Na cały pogrzeb jest ok. od rana do wieczora chowa się zmarłych dosłownie „maszynowo". Bardzo go polubiłem.po reszcie przechodził pomruk zazdrości. jak przychodził pod plebanię i całował z namaszczeniem opony proboszczowego Opla Kadeta. że połowę jej mieszkańców stanowili chorzy umysłowo . kancelaria.czasie drugiej Mszy oraz dyżurze w kancelarii. w czasie Mszy wykrzykując przy tym. Wielu pacjentów uczęszczało systematycznie do Kościoła.używany Volkswagen Golf. 20 min. arcybiskup powiedział . Jest to jeden z największych cmentarzy w Europie. Filią parafii była kaplica na cmentarzu. Młody proboszcz przymierzał się właśnie do budowy nowego Kościoła. aby kupić sobie mój pierwszy w życiu samochód . Przy końcu lipca ja i moi koledzy z roku mieliśmy spotkanie w kaplicy seminaryjnej z arcybiskupem. Obiady gotowała nam miła.B. gdzie w niedzielę odprawialiśmy Msze Święte. Jednego z nich widziałem każdego ranka. „Dołach".wszyscy wybuchnęli tłumionym śmiechem. Podziwiałem spokój i opanowanie proboszcza. która później została moją dojeżdżającą (od czasu do czasu) gospodynią. Praca . który wręczył każdemu z nas dekret na pierwszą. Kiedy. który zawsze wiedział jak z humorem wybrnąć z niezręcznej sytuacji. stałą placówkę duszpasterską. Chciałem mieć samochód. westchnienie ulgi albo współczucia.! Kiedy przeciągnąłem o kilka minut swoją ceremonię oberwało mi się od starszego kolegi Faktycznie . W jednej kaplicy. Kilku 67 .pacjenci pobliskiego szpitala. Parafia M. wykręcając przy okazji różne numery. Do dzisiaj nie umiem nic zrobić przy aucie. Podczas głośnego odczytywania przez pasterza nazwy miejscowości przyporządkowanej poszczególnemu kandydatowi .Msza. Znalazłem czas. W tym czasie prowadziłem dwa pogrzeby na tzw. Trzecia parafia była w samym centrum miasta. że jest Matką Boską. który po prostu by mi się nie psuł. Był to człowiek pełen serdeczności i entuzjazmu.pod kaplicą czekała już kolejka „dwóch pogrzebów". Wolny czas przeznaczałem na czytanie książek i wycieczki po Łodzi. starsza kobieta. Przydały się marki przywiezione z Niemiec i koperty z prymicji. spowiedź. W taki oto beztroski sposób spędziłem trzy tygodnie w Parafii Najświętszej Eucharystii w Łodzi. Tym razem miałem zastępować wikariusza. Na kolejną placówkę zawiózł mnie Wiesiu swoim maluchem.jak wszędzie .„parafia Rusiec" . np. wręczając mi dekret. jedna kobieta rozebrała się do naga przed ołtarzem.

aby dał mi siłę i wytrwanie w służbie Jemu i Jego rusieckim wiernym. iż czeka mnie niełatwe zadanie. Klęcząc w kaplicy prosiłem Wszechmogącego. Wiązało się to zarówno z jej historią. Pytałem się Jezusa . Drugim skojarzeniem w odbiorze parafii była osoba jej aktualnego proboszcza ks.pokazało niedwuznacznie jaką część ciała mam sobie zakorkować. Być może dlatego tak mało wiedziałem o tym. kapłańskiego posłania . nie po raz pierwszy. co i za co może mnie spotkać w tzw. który miał opinię „panienki" i to w dodatku zmanierowanej.zderzenie z rzeczywistością Po otrzymaniu dekretu .wyrobioną opinię. składali mi wyrazy ubolewania i współczucia. Sama nazwa Rusiec kojarzyła się wtajemniczonym przede wszystkim z buntem parafian przeciw proboszczowi i kurii biskupiej. już na poważnie. że klerycy wiedzą pierwsi i najlepiej o tym. iż moich pierwszych parafian pokochałem już w seminarium. Można powiedzieć. To i owo jednak docierało także do moich uszu. co dzieje się w diecezji. a każdy proboszcz .Wiara. co to wszystko miało znaczyć. Parafia Rusiec nie miała najlepszej opinii w diecezji. Dziękowałem Bogu za to. Po zakończeniu ceremonii. który miał miejsce na początku lat 70-tych. Zrozumiałem. jak i teraźniejszością. Uświadomiłem sobie ich głębię i moc. Nadzieja. że te Trzy Cnoty Boskie są najważniejsze. Te wydarzenia opiszę nieco później na podstawie kroniki parafialnej. ROZDZIAŁ V Pierwsza parafia . O prawdziwych „zamieszkach w Ruścu" informowały nawet ówczesne środki masowego przekazu z TV włącznie. Miłość.mojego pierwszego. Modliłem się za nich. Na ten dzień czekałem przecież tak długo! Moja pierwsza parafia śniła mi się po nocach przez wszystkie lata studiów. a tym bardziej do całej społeczności.co mam zabrać na tę pierwszą misję? Co najbardziej mi się przyda? Odpowiedź nasunęła się natychmiast .zostałem na długo sam w kaplicy. Jana Dupczyckiego. Żaden z jego 68 . terenie. Wkrótce miałem się przekonać na własnej skórze. Zawsze mnie to plotkarstwo denerwowało. że mnie posłał do swojej owczarni. Sam postanowiłem nigdy nie uprzedzać się do nikogo. Nie na próżno mówi się. Wiedziałem. Każda parafia ma swoją łatkę.

ale nie grubas. krzywdzących opinii krąży o Kościele i jego kapłanach" . lipcowe południe. Zobaczyłem z daleka piękny. Od momentu mojego przedstawienia się jako przyszłego wikariusza .powtórzyłem w myślach utarte. Wydawał mi się bardzo duży jak na taką miejscowość. ideowych i pełnych zapału księży do proboszcza gorszyciela czy tyrana. Jednak trzeba mu oddać to. Stawiając się w roli pasterza diecezji na pewno nie posyłałbym nowo-upieczonych.nie wierzyłem. gdyby ta faktycznie była tak trudna do przeżycia. księżowskie powiedzenie i z otuchą w sercu wyszedłem z seminarium. co do Ruśca jednak . że kierowano tam księży zaraz po święceniach. gestykulował rękami. W sąsiednim Szczercowie neoprezbiterzy pracowali co prawda po kilka lat. iż był ujmująco miły i gościnny. 69 . Zaparkowaliśmy przed plebanią w samo gorące.ciemne spodnie z ostrym kancikiem i jasną koszulę na krótki rękaw. Rusiec to duża wieś położona przy trasie z Łodzi do Wrocławia. Usiedliśmy w małym saloniku z kominkiem. zupełnie jak kobieta. tzn. rozmawiał. To był fakt. a przede wszystkim jego cieniutki głosik upodabniał go raczej do starszawej panny niż do czcigodnego proboszcza parafii. Zbliżając się do celu podróży mijaliśmy urocze lasy i łąki z wielkimi stawami. podczas gdy na innych parafiach ich koledzy „siedzieli" po trzy lata i dłużej. który mógł niepokoić. Ja również nie mogłem napatrzeć się na Jasia (jak go w myślach nazwałem). a jednocześnie komiczny.wikariuszy (miał ich sześciu) nie zagrzał w Ruścu miejsca dłużej niż jeden rok. Pojechaliśmy jego trabantem następnego dnia rano. Wydawał mi się uroczy.ksiądz Jan nie odrywał ode mnie wzroku. Ksiądz proboszcz Glapiński u którego miałem pozostać jeszcze przez kilka dni na zastępstwie. Był ubrany „po cywilnemu" . ale ja byłem pełen ufności. Po wielu uprzejmościach. gotycki Kościół z czerwonej cegły. co wówczas odebrałem jako objaw zainteresowania nowym podopiecznym. Oczy mu się wprost śmiały na mój widok. „Ileż to nieprawdziwych. zaproponował mi wyjazd rozpoznawczy. Ksiądz proboszcz (bo on to właśnie był) dostrzegłszy zapewne koloratki w naszych koszulach szczerze się ucieszył i przymilnie zaprosił do środka. że arcybiskup kierowałby co rok młodego księdza do parafii. ale było w nich też coś pożądliwego i drapieżnego. Drzwi otworzył nam mężczyzna koło 50-tki z wydatnym brzuszkiem. Uwagę zwracała jego miła i gładka jak u dziecka twarz. Rusiec był przecież placówką neoprezbiterską. Również sposób w jaki siedział. Kiedy szedł ruszał przy tym biodrami i ramionami.

Rusiec miał swoje centrum z ryneczkiem.jak mówił proboszcz. ale sięgając dalej wzrokiem . w której łączyły się pejzaże miejskie z wiejskimi. Za to „przy Kościele żaden cham nie chciał pomagać" . Sławek akurat wrócił ze spaceru.skwitował. bez wątpienia. około 30 metrów od plebanii proboszcza. niewykończony i brudny. „Zresztą sami na pewno o niej słyszeliście" .w środku był zaniedbany i 70 . przystankiem PKS i parkiem przylegającym do samego Kościoła. Jasiu zmienił nagle wyraz twarzy na pogardliwy. Miejscowość słynęła z bogatej. ks. Sławek. niesłowności i zdzierstwie ludzi. patrząc przy tym głęboko w oczy. że porozmawiam także z urzędującym jeszcze wikariuszem. Ożywił się i rozpromienił dopiero na koniec.wikariusz. Jeden pokój był maleńki. Była to duża. Uważał swoją parafię za. wręcz wystawnej zabudowy. Jego opinia na temat mieszkańców parafii różniła się zupełnie od opinii proboszcza. „Wikariatka" mieściła się w zupełnie innym budynku. Powiedział tylko. kiedy oprowadzał nas po swojej plebanii tłumacząc. sala katechetyczna. którzy przy tym pracowali.widać już było łąki. nieroby i chytrusy. łazienki i małego przedpokoju. łazienki i magazynki. a przy okazji obejrzę moje przyszłe mieszkanie. Muszę powiedzieć. Wszedłem z nim do mieszkania. za to drugi . Ludzie byli tu gospodarni i przedsiębiorczy. Przede wszystkim zauroczyła mnie sama miejscowość. najtrudniejszą w całej archidiecezji. w którym miałem spędzić najbliższy rok. Nie chciał wiele mówić na temat proboszcza. z dużym balkonem.przestronny i jasny. Mieściła się tam sala pimpongowa dla ministrantów. iż wyjeżdżając z Ruśca miałem więcej pozytywnych myśli i otuchy w sercu jak przed przyjazdem. Składało się z dwóch pokoi. Cały parter stał pusty. Po wyjściu z plebanii postanowiłem. skrzywił się jak po dwóch cytrynach i z nieskrywaną niechęcią zaczął wyrażać się o swoich parafianach . Sławek nie krył swojej radości z powodu opuszczania parafii. Potrafił przez pół godziny mówić o dwóch kredensach. Ks. że w całym budynku brak było jakiegokolwiek ogrzewania. nieotynkowana „piętrówka". że „było ciężko". każdy ma prawo do swojego zdania.jakie to z nich wiejskie chamy. ile włożył w nią „zdrowia i pieniędzy". który na koniec wizyty pokazał mi ks. Przy pożegnaniu był znowu uroczy. które kazał wstawić w grube ściany dużego salonu i drugie pół godziny . Połowę piętra zajmował organista z rodziną. z zewnątrz imponujący . Zauważyłem.o niechlujstwie. pola i las. Cóż. Sam Kościół.oczopląsach i ukazaniu wszystkich odmian uśmiechu. Uścisnął mi znacząco obie ręce. a drugą połowę . kuchni.

Starym. zatrudnić 71 . jakby wśród nich wyrosła. Przez parafię przepływały dwie urocze i rybne rzeczki.grzeczne i pilne. od pierwszego wejrzenia zauroczył mnie zewnętrzny wizerunek Ruśca . Miał jednak w sobie swoisty nastrój i atmosferę gotyckiej świątyni.brudny. Czekały mnie również dojazdy do innej szkoły w maleńkiej wiosce. Ci.nawiasem mówiąc piękna dziewczyna. Trochę problemów wychowawczych miałem natomiast z dziećmi. Następnego dnia było rozpoczęcie roku szkolnego w miejscowej podstawówce. Musiałem zostawić rodziców przy przeprowadzce i podążyć za szefem. abym szedł z nim na uroczystość. Była to 3 . Była sobota. Ciało pedagogiczne ogólnie bardzo przychylnie nastawione do religii w szkole i do mnie osobiście. którzy nie lubią zgiełku miasta i nie boją się być na świeczniku . Co prawda ludzie pośród tej sielankowej scenerii musieli ciężko pracować (ziemie były tu nie najlepsze). Moja pierwsza niedziela w Ruścu była przemiła. jednak przyroda wynagradzała im poniesione trudy . świeżym powietrzem i pięknymi pejzażami.jego otoczenie i zabudowa. a później na wesele. Okoliczne wioski obfitowały w stawy na rozłożystych łąkach.klasowa szkółka. Sama świątynia rusiecka otoczona była ogromnymi drzewami tak. po sumie okrążyła mnie orkiestra i zagrała kilka powitalnych marszów. 30-tego lipca zajechałem powtórnie na „moją" parafię. taka parafia jest wymarzonym miejscem na ziemi. Nie chciałem go drażnić na samym początku. zobaczy ksiądz!". Wszędzie kapało wprost od zieleni. którego można posłać do szkoły. tym razem już z rodzicami. Proboszcz przy obiedzie sprowadził mnie na ziemię . Robił wrażenie nieuczęszczanego. za to dzieci były tam urocze . Parafianie tłumnie przybyli do Kościoła. Jak już wspomniałem. Przydzielono mi VII i VIII klasy. Proboszcz szykował się na ślub. resztę uczyła katechetka Agata . a jedna wioska cała była w nim ukryta. Niemal z każdej strony wieś otoczona była lasem. Miałem niewiele katechezy.spokojem. Dla księży.żyją na wiejskich placówkach jak u Pana Boga za piecem. jednak Jasiu zażądał stanowczo. tylko 12 godzin tygodniowo. Liczne lasy i łąki przynosiły ożywcze powiewy wiatru. Chociaż oficjalnie zaczynałem pracę następnego dnia. Po każdej Mszy spontanicznie podchodzili do mnie i serdecznie witali. meblami i dekretem w ręku. Zwłaszcza proboszczowie z jednym wikarym. parafialnym zwyczajem. zwłaszcza tych spokojnych duchem.„to wszystko wredne i fałszywe. Na tym zakończył się mój rekonesans w Ruścu.

2-gie miejsce wikary. Jeśli jednak widzi się. To wielkie zainteresowanie sprawami Kościoła. O dziwo. związane z misją każdego kapłana i dające zazwyczaj dużo satysfakcji. najbliższemu autorytetowi takie prace obmierzły. tzn. już sam wstęp księgi zdawał się potwierdzać teorię proboszcza o (delikatnie mówiąc) trudnym charakterze tubylców. Oprócz niewątpliwych plusów księżowskiego życia na wsi.co bardziej godnym.można się trochę zniechęcić. Spacerując po Ruścu za każdym razem czułem na sobie (dosłownie!) setki par oczu. ponieważ pisali ją proboszczowie. Niektórzy wręcz mnie śledzili! Do dzisiaj nie mam pojęcia jakim cudem niektórzy parafianie dowiedzieli się o kilku faktach z mojego życia. Było to najbardziej wiarygodne źródło. Daję głowę. Ksiądz na wsi był od wieków i jest ciągle tematem nr 1. Dzisiaj.wynik będzie zawsze ten sam: 1-sze miejsce proboszcz. Korciło mnie od początku. że jedynemu. ponaddźwiękowa szyb-kość z jaką rozchodziły się wszystkie informacje. Myślę tutaj o wypadkach sprzed dwudziestu lat. a te w ich mniemaniu sprowadzały się do prywatnego życia duszpasterzy. powierzyć mu ministrantów itp. Jeśli wierzyć słowom księdza proboszcza mieszkańcy Ruśca mogli w powyższych konkurencjach wygrywać olimpiady. które odbiły się szerokim echem niemal w całym kraju. Do tego wszystkiego dochodzi wprost fenomenalna. którzy rezydowali w parafii bezpośrednio po tamtych wydarzeniach. trzeba powiedzieć również o paru minusach. a ogranicza się on tylko do półgodzinnej Mszy dziennie i udzielaniu sakramentów . Sami parafianie rzadko poruszali temat rusieckiej rebelii. Odniosłem wrażenie.przy robieniu grobu i żłobka. nie zawsze miało dla nich pozytywne skutki i wychodziło im na dobre. aby sprawdzić co na ten temat mówiła kronika parafialna. że wstydzili się stylu w jakim zabłysnęli wobec świata. że gdyby przeprowadzić stosowną ankietę wśród mieszkańców polskiej wsi i próbować dociec jakie tematy najczęściej porusza się w wiejskich rozmowach (z wyjątkiem spraw bytowych i rodzinnych) . mniej więcej raz na dwa miesiące . Mianowicie przodkami dzisiejszych mieszkańców wsi byli zbuntowani chłopi z majątku hrabiego Koniec-polskiego. jedna z 72 . Pierwszy z nich to brak jakiejkolwiek anonimowości. „Kronikę Parafii Rusiec" przeczytałem w trakcie kilku pierwszych dyżurów w kancelarii. Poprzednia ojczyzna na trwałe wpisała się w nazwę ich nowego siedliska. Oczywiście są to wszystko wspaniałe i ciekawe zajęcia. Po stłumionym krwawo buncie kazał on przesiedlić krnąbrnych poddanych z Rusi w centrum Rzeczpospolitej.

Niestety. Szybko zjednał sobie wielu popleczników i obrońców. długoletniego żołnierza. ogrodzonym budynku. Trudno skrobać się przez ogrodzenie mając parę promilli alkoholu we krwi. biskup przy doborze składu osobowego księży na poszczególnych parafiach nie kieruje się ich charakterami. że „trafiła kosa na kamień". Kaletę . kiedy to ks. dotarł do plebanijnej furtki. Wymagał wiele od siebie i od innych. Nastąpiło to pewnej nocy.byłego. temperamentem czy innymi cechami osobowymi. Kałuziak „podcięty" jak zwykle słuszną dawką alkoholu. Ludzie bali się go. którym coraz częściej użalał się na surowość proboszcza. Kiedy młody kapłan powrócił do kompanów „od kielicha" i opowiedział o jawnym zamachu na jego wolność i księżowskie prawo do kilku godzin snu przed ranną Mszą. Przysłowiową „kosą" można śmiało nazwać ówczesnego rusieckiego proboszcza ks. W opisywanym przypadku nie ma żadnych wątpliwości. Ks. Po prostu utyka „dziury" kim się da. Faktem bezs_ym jest. Lubił nocne popijawy z chłopami. którym nie w smak była osoba plebana. Jakież było jednak zdziwienie i wściekłość wikarego gdy.głównych ulic Ruśca nosi nazwę . iż był to człowiek bardzo surowy. czy też wy-chowanie wyniesione z domu rodzinnego.czy twardy. Nie wiadomo co bardziej ukształtowało charakter ks. Kronikarski opis czytałem tylko raz i to kilka lat temu. Jeszcze tej samej nocy urządzili 73 .wśród podchmielonych chłopów zawrzało. w swoim łóżku na plebanii . Sytuacja między nim a proboszczem stawała się coraz bardziej napięta i groziła w każdej chwili wybuchem. ale otaczali szacunkiem. otwarta zazwyczaj furtka. wręcz szorstki. okazała się zamknięta na klucz. Ludzie są tylko ludźmi albo jeśli kto woli . który został przydzielony do Ruśca w charakterze wikariusza był kompletnym zaprzeczeniem swojego przełożonego lekkoduch i lawirant. żołnierski żywot. który przeszedł szlak bojowy od kampanii wrześniowej po służbę w armii Andersa. Cała zadyma w parafii zaczęła się w sposób niemal klasyczny tzn. Należy zaznaczyć. Nie będę opisywał szczegółowych losów Rusinów z Ruśca. Przechodząc do opisu wydarzeń z lat 70-tych naszego stulecia pragnę zaznaczyć. iż obaj duchowni mieszkali wówczas razem w jednym. że ich chronologia może nie być dokładnie zachowana. ceniący nade wszystko alkohol i damskie towarzystwo. Wśród większości wiernych miał poza tym opinię człowieka uczciwego i sprawiedliwego.są ludzie-kosy i ludzie-kamienie. Kalety . Nowy wikary był bardzo towarzyski i szczery. Kałuziak.„hrabiego Koniecpolskiego". konfliktem między proboszczem a wikariuszem.

głośną pikietę przed rezydencją proboszcza. Na tle tego rozdwojenia doszło nawet do regularnych bitew i potyczek. a samozwańczy proboszcz podzielił los obalonego poprzednika. W tym czasie na plebanii urządzał pijackie imprezy i orgie. ale od niego nic jej nie grozi. mieszkający ciągle z matką we wsi. Tylko syn ks. mające swoje źródło w tamtych wydarzeniach.in. wydaje się nie przejmować swoim rodowodem.. obrzucani jajami i siłą wyrzucani z parafii. który sprowadził się pod osłoną nocy . Kałuziak został zgodnie okrzyknięty jego następcą. taksówkarz w Nowym Yorku. Rankiem dołączyli do nich inni stronnicy wikarego. W końcu jednak „prawica" zwyciężyła. Stopniowo. że ich nowy.. Przez kilka lat sprawował rząd dusz w Ruścu. wielu ludziom zaczęły otwierać się oczy. Widać było.popierającą ciągle Kałuziaka. która wkrótce zaszła w ciążę i urodziła mu udanego syna. śmiertelnych przypadków. Uznano to za palec Boży i zaprzestano buntu. Podobno wyjechał później do Stanów Zjednoczonych i do dziś pracuje jako. Jasia. Jego ciotka jest gospodynią u ks. W tym czasie prawica modliła się przed drzwiami zamkniętego Kościoła. które dotknęły lewicowych prowodyrów. Przy każdej okazji wyrażał 74 . że naprawdę cieszy się z nowego wikariusza. sprawowanie Sakramentów itp. prawowiernych i „lewicę" . Ks. którzy mieszkali razem z nim w budynku. Byli jednak znieważani. Dopiero kilka tragicznych. Zrozumieli wreszcie. Zdegradowany proboszcz Kaleta zmarł wkrótce pod brzemieniem doznanych upokorzeń. Innemu. Do dzisiaj jednak istnieją nienawiści i spory. Sam wcale tego nie ukrywał. aby pilnować swojego guru i dotrzymywać mu towarzystwa. Wyrzucono siłą kilku proboszczów przysłanych przez kurię. W Ruścu długo jeszcze lewica walczyła z prawicą. biskup i kanclerz). Ludzie rusieccy zaczęli dzielić się na „prawicę" tj. Proboszcza wywleczono siłą z plebanii i na taczkach wywieziono do granic parafii. z upływem lat. Powrócę teraz do moich kontaktów z proboszczem. Jednego zabił piorun. Emisariusze kurii biskupiej przyjeżdżali aby załagodzić sytuację (m.zrzucono z piętra plebanii wszystkie meble. Miał swoich „żołnierzy". Przy całym tym bałaganie jakoś umknęła mu praca duszpasterska: odprawianie Mszy. Wybrał też sobie jedną z wiejskich dziewczyn „na gosposię". inny się utopił. przyniosły strach i opamiętanie. samozwańczy proboszcz to zwykły pijak i rozpustnik. Jednego z nich więziono przez kilka dni w piwnicy. podczas których interweniowała milicja. a jeszcze inny pochował syna. Przez kilka pierwszych dni po moim przyjeździe był on najwspanialszym człowiekiem na świecie. Kałuziaka.

Byłem wstrząśnięty. Jasiu był troskliwy. Wiedziałem o co mu chodzi. Stało się to pod koniec pierwszego tygodnia mojego pobytu w Ruścu. jednocześnie przysuwając się coraz bardziej w moją stronę.pocieszałem sam siebie. Kiedy dotknął mnie swoim biodrem. iż jest tym razem wyraźnie czymś podekscytowany. opiekuńczy i nad wyraz serdeczny. Tymczasem w pierwszym tygodniu naszej znajomości nic na to nie wskazywało.krzyczałem zrozpaczony . ale on otoczył mnie drugim ramieniem i mocno przytrzymał. niestety .to była tylko gra wstępna przed mającym nastąpić rozstrzygnięciem. Może ma taki sposób bycia . Ponieważ nie miałem jeszcze swojego telewizora . Zaczynało mnie powoli denerwować to jego ciągłe narzekanie i obwinianie innych ludzi Wśród jego byłych wikariuszy był jeden.dodałem w myślach. Zapewniał. Zebrałem się w sobie i z całych sił wyrwałem z objęć napaleńca.. On zerwał się razem ze mną. który miał nieposzlakowaną opinię i „żył w opinii świętości".. że i na mnie będzie „kiedyś wieszał psy".się niepochlebnie o moim poprzedniku. choćbym nie wiem jak się starał. zadrżał na całym ciele i chwycił moją rękę. Nagle przyszło mi na myśl przykazanie ojca Świątka .o pokorze i bezwzględnym posłuszeństwie wobec swojego proboszcza!!!??? W tym samym momencie ręka Jasia zacisnęła się na moim udzie i szybko przesuwała w kierunku krocza. ale nie takim o jakie mu chodzi. a także o wszystkich swoich byłych podopiecznych.„.Jasiu wyraźnie miał na mnie chęć.nie minął jeszcze miesiąc od moich święceń!" Do rozpalonego Jasia nie 75 . iż to co o nim mówiono to nieprawda. Odsuwałem od siebie myśl. Wyczułem. Łudziłem się. gdy Jasiu posunie się o krok dalej. Zaczął natomiast z pasją mówić o mojej urodzie i inteligencji. że tak pozostanie. Niestety .. Złapał mnie powtórnie za rękę przemawiając mi do serca i rozsądku . Miałem coraz mniej wątpliwości. zrozpaczony! Łudziłem się do tej pory.„przecież musi to ksiądz jakoś robić. Pamiętnego wieczoru. Tymczasem on również spasował. „Będę księdzu ojcem i bratem". a nie jak zwykle w osobnym fotelu. po co samemu. nie pozwolę na żadne kurwy w mojej parafii!!!" Ze łzami w oczach zapewniałem go o mojej przyjaźni i oddaniu. od razu kazał mi usiąść obok siebie na kanapie.. że to podniecenie. Mówił coś nerwowo i nieskładnie.. a wszystkie moje pragnienia spełni właśnie on. Wręcz przeciwnie. że będzie mi cudownie w jego parafii. „Chcę żyć w czystości!" . i kochankiem .Jasiu zapraszał mnie na dzienniki i filmy do siebie. Odsunąłem się gwałtownie.. postanowiłem jednak na chwilę spasować i wyrwać się natychmiast.

a grupa liczyła ponad dwudziestu. że środowisko wiejskie bardziej sprzyja takim pozytywnym indywidualnościom. Byłem wściekły na niego. na biskupa który mnie tu przysłał i na cały świat. Podążał za mną po całym pokoju. Rozmawialiśmy miło. Po niedzielnym obiedzie.docierały żadne argumenty. Wśród nich. To było tragikomiczne! Widząc beznadziejność sytuacji wybiegłem z plebanii i wróciłem do siebie. Jednym z moich obowiązków była opieka nad ministrantami. Rozmyślałem długo w nocy o tym co się wydarzyło. tak jak ja. jak same powiedziały. było kilku wspaniale ułożonych. Żachnąłem się oczywiście i powiedziałem. na siebie. Wiedziałem jedno.myśląc zapewne. ale po jego błysku w oczach wyczułem. Dziewczyny były związane ze studenckimi grupami kościelnymi.wołałem z całej duszy do Boga. a po chwili wyciągnął z niego swoje genitalia . a Renia .weseli i rozkrzyczani jak wszyscy. Nie miałem najmniejszych wątpliwości.biologię. że jeszcze do końca nie stracił nadziei. Gosia (jej siostra) . Mogłem z nimi trzema. Byli to przeważnie chłopcy w wieku 8-14 lat . albo z każdą z 76 . W jednej chwili zrobiło mi się nawet żal tego człowieka. aż do wieczornej Mszy. że oczaruje mnie tym widokiem. Rozpalony do czerwoności zaczął manipulować przy rozporku. a w przeszłości połączyła je „oaza". uśmiechnięte dziewczyny z wiązaneczką kwiatów. kiedy każdy ksiądz marzy o odpoczynku. mając ciągle nadzieję. że mu ustąpię. Wszystkie trzy okazały się być studentkami: Kasia studiowała pedagogikę. Wstałem z łóżka i do rana modliłem się za swojego pierwszego proboszcza. Uważam. Był samotny. że nie ma przed kim bo proboszcz jest O. mojego brata w kapłaństwie. ale też nie będę go potępiał ani mścił się na nim. „Cóż mam czynić Panie!" . Powitały mnie w swojej parafii i w swoim własnym imieniu.K. Rano przy śniadaniu Jasiu był bardziej niż zwykle powściągliwy. Moje nowe przyjaciółki miały jako jedyne legalny wstęp do mojego mieszkania. Na to one tylko znacząco się uśmiechnęły. Podobnych charakterów wśród tak młodych chłopców nigdy przedtem. Dziewczyny. W następną niedzielę miałem bardzo miłe odwiedziny. o mocnych kręgosłupach moralnych. że czeka mnie rok tępienia i poniżania przez tego niezaspokojonego starego zboczeńca. ani potem nie spotkałem. że nigdy mu nie ulegnę. zadzwonił dzwonek.teologię. Na progu stały trzy ładne. jak każdy ksiądz. który przecież na swój sposób pragnął miłości i kogoś bliskiego. Byłem załamany. opiekowały się każdym nowym wikariuszem w parafii i każdego broniły przed proboszczem.

osobna, w parze spacerować po Ruścu - nikt nigdy mi tego nie wypomniał, choć robiłem to dość często. W Ruścu znano się nie tylko po nazwisku, ale też z życiorysu i możliwości. Poza dziewczynami zaprzyjaźniłem się również z miłym rodzeństwem - Anią i Piotrem Sikora - doktorami medycyny oraz z kilkoma nauczycielami. Moim największym przyjacielem był jednak mój sąsiad z naprzeciwka - Kaziu Olczak i jego rodzina. Po każdej awanturze z proboszczem szedłem do Kazia po to, żeby (jak sam mu kiedyś powiedziałem) porozmawiać z normalnym człowiekiem. Kaziu miał przemiłą żonę i czwórkę uroczych dzieci. Pracował, jak wielu mężczyzn z tamtych okolic, w Kopami Bełchatów. Był wiecznym kawalarzem i szczerym, oddanym przyjacielem. Jako jedyny wiedział o moich przeprawach z proboszczem i szczerze mi współczuł. Sam, jak zapewniał, również był przez niego podrywany i to dość ostro. Niewykluczone, że znajomość z Kaziem uchroniła mnie przed chorobą nerwową i zbzikowaniem. Tymczasem Jasiu, po kilku jeszcze podchodach w moim kierunku, zaczynał być coraz bardziej zniecierpliwiony. Myślał zapewne, że pójdę po rozum do głowy i dla świętego spokoju dam mu dupy. Starałem się być dla niego miły i uczynny - wyręczałem go w obowiązkach, których i tak prawie nie miał, a przede wszystkim wypełniałem niezwykle starannie to, co do mnie należało. Mimo to proboszcz stawał się coraz gorszy niecierpliwy, nerwowy i bardzo wybuchowy. Powoli poznawałem jego drugie oblicze zgorzkniałego malkontenta. Jasiu do złudzenia przypominał nieraz rozkapryszone dziecko, które znudzone kolejną zabawką niszczy ją i chwyta następną. Niestety takie było jego podejście do ludzi. Jego chimery i napady znosiły kolejne gospodynie (miał ich podobno jedenaście) i jedyny parafianin, który musiał z nim współpracować - kościelny Sarowski. Podziwiałem opanowanie tego człowieka, poniżanego na wszelkie możliwe sposoby. Wielokrotnie, trzęsąc się, ze łzami w oczach powtarzał, że go (Jasia) zabije „zapierdolę skurwisyna, upierdolę mu łeb przy samej dupie" - cedził przez zęby kościelny. Ciężka sytuacja materialna zmuszała go jednak do tej nieludzkiej pracy. Jasiu, kiedy miał zły okres, potrafił zelżyć na cały Kościół Sarowskiego albo ministranta podczas Mszy Św. Wyzywał od chamów i bezbożników ludzi przychodzących do kancelarii. Kiedyś obrzucił inwektywami i wygnał za drzwi matkę, która z płaczem przyszła załatwić pogrzeb swego kilkuletniego synka. Dziecko wpadło do głębokiego rowu z wodą i utopiło się. Proboszcz kazał jej iść po męża i wspólnie wytłumaczyć się 77

dlaczego żyją bez ślubu kościelnego. Dla mnie, choć już praktycznie wszystko robiłem za niego, nie był wcale lepszy. Siłą rzeczy stykałem się z nim kilka razy dziennie. Wszystkie posiłki jedliśmy razem - taki był wymóg biskupa w parafiach z neoprezbiterami. Oczywiście za posiłki musiałem płacić i to słono. Miewałem jak nigdy dotąd częste komplikacje żołądkowe - bynajmniej nie z powodu jedzenia, które było znakomite, ale z uwagi na ciągły stres w czasie spożywania. Kiedyś np. Jasiu wydarł się na mnie, ponieważ obrałem kiełbasę z flaka „za który też się płaci!". Powoli mijała jesień. Z moimi dziewczynami nazbierałem i ususzyłem masę grzybów dla rodziców na święta. Wraz z adwentem zaczęły się wyjazdy na spowiedzi do okolicznych parafii w naszym dekanacie. Miałem okazję porównać mojego proboszcza z innymi i dobrze poznać proboszczowską mentalność podczas długich, swobodnych rozmów przy stole. Stwierdziłem, że chyba z każdym z nich mógłbym się dogadać. Byli to mężczyźni w wieku 40-60 lat. Niemal każdy miał coś „na sumieniu", wielu było dziwakami, ale przecież usprawiedliwiało ich życie jakie prowadzili. Ciężko było mi przyznać - Jasiu był ich pajacem i nieustannym obiektem żartów. Drwili sobie za jego plecami ze sposobu w jaki się poruszał czy mówił. Byłem raczej pewien (a miałem w tym już pewne doświadczenie), że z wyjątkiem jednego, może dwóch - nie było wśród tej grupy kilkunastu księży więcej homoseksualistów. Najbardziej szokowała mnie ich cyniczna postawa wobec wszystkiego i wszystkich - wiernych, polityki, Kościoła i wobec siebie nawzajem. To byli geniusze cynizmu! Zastanawiałem się, co ich tak ukształtowało. Na pewno była to rutyna kilkunastu czy kilkudziesięciu lat kapłaństwa. Przez te wszystkie lata (głównie z braku zajęcia i motywacji typu: rodzina, dzieci) zdziwaczeli i wyostrzyli sobie dowcipy podczas sąsiedzkich spotkań. Niemal wszyscy byli też materialistami, niektórzy wręcz chorobliwymi. Naturalnie każdy ksiądz ma prawo być do pewnego stopnia materialistą. Większość ma jakieś drugie życie, a więc inne osoby na utrzymaniu; niektórzy prowadzą różne prace przy świątyni albo plebanii. Utrzymanie tych obiektów również kosztuje. Dziwiło mnie jednak zawsze to, iż pazerni na pieniądze są zarówno ci, którzy prowadzą jakieś inwestycje, jak i ci, którzy nic nie robią. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż większość tych mężczyzn zachowywała się jakby była przed chwilą wypuszczona z seminarium. Ciągle niepoważni, pozbawieni problemów bytowych; wiecznie, rozbrykani chłopcy. Szkoda tylko, że młodzieńczą
78

radość i entuzjazm zamienili na cynizm, a ideały na rutynę i pieniądze. Wigilię Bożego Narodzenia spędziłem wraz z Jasiem u jego jedynych przyjaciół w odległej wsi, gdzie poprzednio był proboszczem. Muszę przyznać, że tego dnia dał z siebie wszystko i udało mu się stworzyć miłą, przedświąteczną atmosferę. Złożyliśmy sobie życzenia, nie zabrakło również drobnych upominków. Nasi gospodarze również byli przemili. Widywałem ich później kilka razy na plebanii. Nauczyli mnie jedynego chyba rozsądnego sposobu postępowania z proboszczem - „najważniejsze to przeczekać, jak ma taki zły okres i nie sprzeciwiać mu się w niczym" - powiedzieli mi kiedyś. Święta upłynęły szybko i pracowicie. Po Nowym Roku czekała na nas kolęda - moja pierwsza. Na parafii wiejskiej, zwłaszcza dużej i rozczłonkowanej, kolęda jest dla księży największym wysiłkiem podczas całego roku. Rusiec, zarówno gmina jak i parafia, oprócz samej miejscowości miał kilka satelit małych wiosek, zagubionych między lasami i łąkami. W samych tych wioskach jedno zabudowanie od drugiego stało w odległości nieraz paru kilometrów. Zima była tego roku mroźna i śnieżna. Chłopi dowozili mnie i proboszcza do wiosek, ale dalej musieliśmy chodzić pieszo. Naturalnie ja miałem zawsze więcej rodzin do odwiedzenia i dalsze trasy do przejścia, ale to było oczywiste - byłem młodszy i bardziej wytrzymały. Kolęda, to bardzo ciekawa i pouczająca praca, zwłaszcza dla młodego kapłana. W ciągu, np. jednego popołudnia trzeba odwiedzić od 30 do 50-ciu rodzin. Odliczając dojście, na każdy dom pozostaje po kilka minut. Przez ten czas trzeba odmówić modlitwę, porozmawiać na kilka stałych tematów - obecność na Mszach Św., zdrowie, praca, problemy rodzinne, wątpliwości dotyczące prawd wiary itp. Każdy dom, rodzina ma swoją specyficzną i niepowtarzalną atmosferę. Po pewnym czasie doszedłem do takiej wprawy, iż po kilku zdaniach rozmowy odczytywałem niemal w oczach domowników co ich cieszy, a co boli; czy są szczęśliwi, czy też nie. Nauczyłem się w ciągu kilku chwil niejako wtopić w ich maleńki świat i spojrzeć na niego ich oczami. Wielu żaliło się na proboszcza - jego obcesowość i brak ogłady. Ze smutkiem mówili o swojej świątyni, która wygląda na opuszczoną tak, jakby nie miała gospodarza. Starałem się jak mogłem usprawiedliwić Jasia, ale w duchu musiałem tym narzekaniom przyznać rację. Były one tak częste i natarczywe, że chwilami odnosiłem wrażenie jakoby ci ludzie ciągle jeszcze nosili w sobie ukryte pragnienie buntu.
79

kaflowym piecu. Klepisko zamiast podłogi było czymś normalnym. kiełbas i jaj w większości tego. że mężczyzna . Wyglądały na niedożywione i przybite swoją biedą. krowę lub kozę. że i tak przyniesie je do Kościoła. Wszyscy grzali się przy starym. że jest im ciężko bo.z czego ci ludzie żyli. ale na szczęście nie przyszedł. który otrzymywała rodzina. że trzyma w ręku niewielką kwotę. Dałem mu dwie wypchane torby mięsa. natomiast 80 . Mieszkańcy tego skansenu sami przyznawali. Z największą biedą zetknąłem się jednak w innej wiosce.Jeden dzień kolędowania poświęciłem na wioskę całą ukrytą w dużym lesie. nie miał najmniejszego zamiaru tego robić . aby dać ją „na ofiarę". Postanowiłem zostawić w tym domu wszystkie pieniądze jakie tego dnia zebrałem. postrzępione. Nie było widać prawie żadnych pól uprawnych. na każdej kolędzie zbierał ofiary na malowanie Kościoła. Okazało się. malowanie i dla księży. Modliłem się.„chamy myślą. że to tak łatwo" . Jak sam mi się przyznał. Maleńkie chatki na leśnych polanach wyglądały na żywcem wyjęte ze średniowiecznego pejzażu. Jasiu przykazał mi solennie (wcześniej ogłosił to z ambony) abym przyjmował ofiary na trzy cele: utrzymanie Kościoła.kuchnia. Ze wzruszeniem spostrzegłem jednak. Dzieci były ubrane w stare. W jednej z takich glinianek natrafiłem na matkę z pięciorgiem dzieci. na skraju lasu. stosunek 1:1). Jedna izba zapewniała wszystkie „wygody" . w którym palono chrustem z lasu. żyją przeważnie z lasu. Glinianki kryte słomą sprawiały wrażenie niezamieszkanych. Powiedziała. Według prawa jednak podział ten ma dotyczyć wszystkich ofiar. ale czyste ubranka. co sam dostałem od ludzi. Było to na pozór zgodne z prawem kanonicznym. Co roku ludzie z nadzieją dawali na ten cel pieniądze i co roku pieniądze te znikały w niebycie. szynek. w myśl którego proboszcz z wikariuszem dzieli się ofiarami w stosunku 2:1 (oprócz ofiar za Msze Św. Ziemie były tu nieurodzajne . Nie mogłem wyjść z podziwu .głowa rodziny ciągle się upija i akurat wyszedł „na klina". parę kur. Kobieta nie chciała o tym nawet słyszeć. po jednej z Mszy. Zjawił się u mnie w najbliższą niedzielę. ale byli przy tym pogodni duchem i w większości zadowoleni z życia. Dla mnie była przeznaczona 1/3 z ostatniej puli. Małe obórki i szopki skrywały leśne siano. jadalnia.obruszał się na swoich parafian. od czasu przybycia do Ruśca. żeby dumna matka nie zawróciła go do mnie. Kazałem więc na odchodnym przyjść do siebie najstarszemu z chłopców. Mój genialny proboszcz. Kobiecie z trudem udawało się uchronić część z zasiłku. sypialnia i łazienka.piaszczyste.

ośmieszania.jak wyrwać się spośród tej „hołoty". ks. Tym można by tłumaczyć jego pogardliwy stosunek do chłopów. Muszę lojalnie stwierdzić. także dobre dni. Ja osobiście byłem bardziej skłonny współczuć jego parafianom. prawdziwym powodem do tego aby mu współczuć był tragiczny wypadek samochodowy. że nowa namiętność (napływające pieniądze) przyćmiła na jakiś czas popędy zmysłowe. najlepiej w Łodzi. m.. jak się nad nim użalano. Wzruszał się szczerze. Jego malkontenctwo przybierało chwilami wynaturzone rozmiary. towarzystwa. W wypadku tym zginęła jego ówczesna gospodyni. nowinek. ks. za co jestem mu bardzo wdzięczny. że jego przodkowie (a zatem i on sam) byli szlachtą ziemiańską. Jan miewał również. iż ks. Często powtarzał. godnego szczególnej czci i szacunku. Można było wiele osiągnąć utwierdzając go w tym przeświadczeniu. Gorzej natomiast traktował swoich podopiecznych. inteligentny i kulturalny kapłan musi męczyć się na tej wyjątkowo trudnej parafii. chociaż sam pochodził z maleńkiej wioski. Całkiem możliwe. Wspominając tamto wydarzenie. Według mnie. Ks. Był serdeczny i gościnny dla wszystkich gości zjeżdżających na plebanię. Takie obejścia prawa nie są rzadkością wśród proboszczów. dla moich rodziców. Ciężki to los dla parafii proboszcz pedał i malkontent z manią wielkości. proboszcz uważał się za kogoś lepszego. obok złych. Wielokrotnie widziałem go wzruszonego ludzką krzywdą. a przez to złagodziła usposobienie. Niewielu wikariuszy decyduje się w takich przypadkach upominać o swoje. Marzył na przyszłość o parafii miejskiej. gdyż cały Kościół jest hierarchiczny. iż tak wspaniały. a nie demokratyczny.narosłą przez lata samotności. a on sam miał złamaną nogę. Jak nie trudno się domyśleć. Ciągle chodziło mu po głowie . Bardzo doskwierało mu siedzenie w Ruścu.mój proboszcz sprytnie skierował dwa pierwsze źródełka do swojej kieszeni. Wszystko jest więc zgodne z prawem. Czasami jednak takie sprawy opierają się o arcybiskupa. Jednak pod tą zrogowaciałą już skorupą . Jestem pewien. zmagania z innym popędem (który mógł mieć swoje korzenie w seminarium) . a dzielił się skwapliwie 1/3 ostatniego. Jan był ciągle spragniony innych ludzi. Jan najbardziej ubolewał nad jego dotkliwą 81 . gdy ktoś wyrażał swoje współczucie.. Sam uważał to za największy krzyż życia.in. który i tak zawsze staje po stronie ojca parafii w myśl zasady pokory i posłuszeństwa wobec wyższego rangą. któremu uległ kilka lat wcześniej. Jasiu w czasie kolędy był bardziej spokojny. Czasem bywał nie do zniesienia.biło serce wrażliwego człowieka. W ogóle lubił. że ten człowiek jest z natury dobry i ludzki.

było pytanie o samochód. Dzień przed pogrzebem był u niego brat z rodziną. Przy całej swojej apodyktyczności. W takich okolicznościach nie mogłem mu odmówić tym bardziej. Nie bez powodu. Jan postanowił jednak jechać następnego dnia. Zniosło nas na drugi pas jezdni. W połowie stycznia ks. jakie mi zadał w czasie mojej pierwszej wizyty w Ruścu. Wyjechaliśmy parę godzin przed świtem. drzwiach. który mieszkał we Wrocławiu. że i mnie wypadało być na tym pogrzebie. W samochodzie.konsekwencją. jednym z pierwszych pytań. iż wydarzy się jakieś nieszczęście. które o mały włos nie przypłaciłem życiem. kiedy przyszły duże mrozy. Kiedy więc zaplanował sobie jakiś wyjazd ... po jego nienaturalnie miłym i kulturalnym zachowaniu. Jana z poprzedniej parafii (o której już wspominałem) oraz jego gospodyni. nie mógł nakazać mi. Ten „niesprawiedliwy wyrok" jak mówił . Fakt. a nawet ścianach . aby zabrać go na tę smutną uroczystość. Jechałem bardzo wolno. Ks. Po tym. które ciągle musiałem ścierać. Mniej więcej w połowie drogi do Wrocławia jest ostry zakręt nad lasem. Zima 1993r. W końcu zmuszony byłem wyłączyć grzejnik i kupić dwie farelki. Już na jesieni kupiłem grzejnik na butlę z gazem. ok.jechały również dwie kobiety. doskwierała mi bardzo w mojej nieogrzewanej wikariatce. aby zdążyć na czas.skazał go na siedzenie w parafii albo na łaskę wikariuszy. jak na jesieni wyprowadził się organista z rodziną. moje mieszkanie pozostało jedyną zamieszkaną częścią budynku. droga oblodzona. zabraniem mu na kilka lat prawa jazdy. oprócz mnie i proboszcza . kiedy szczególnie dotkliwie „zalazł mi za skórę". tumany śniegu walące w przednią szybę ograniczały bardzo widoczność. Był silny mróz.poznawałem to zazwyczaj już dzień wcześniej. Na dodatek w styczniu zamarzła woda w rurach. Woda spływała po oknach. abym go zawiózł tam gdzie chciał i kiedy chciał. Wieczorem miałem niemiłe przeczucie. 40 km/h. przyjaciółka ks. w obniżeniu terenu. proboszcz dowiedział się o śmierci swojego szwagra. iż posiadałem auto ratował mnie nieraz i był to najlepszy hak na proboszcza.na przednich siedzeniach . Od tamtej pory zarabiałem na jedzenie i prąd. Fakt ten zbiegł się w czasie z końcem kolędy i tragicznym wydarzeniem. oczywiście ze mną. W ostatnim momencie zobaczyłem przed sobą dwa blisko siebie osadzone 82 . W momencie wchodzenia w łuk zakrętu straciłem kontrolę nad kierownicą i wpadłem w poślizg. Pod łóżkiem i meblami utworzyły się dywany z pleśni i grzyba. Zawsze mogłem się czymś wykręcić i robiłem to. całe mieszkanie dosłownie przesiąknęło wilgocią.tworząc kałuże. Gdy jednak zacząłem nim grzać non stop.

Mimo zeznań moich i gospodyni. pozwolono nam wracać do domu. zlał się z przeraźliwym hukiem zderzających się ze sobą czołowo samochodów. Ks. gdzie składaliśmy zeznania. choć jemu zupełnie nic się nie stało. jadący innym samochodem zeznali. ale remontu. Bardzo bolała mnie lewa noga i dolna część kręgosłupa. Nikogo więcej tam nie było. Od tego niesprawiedliwego wyroku sądu w Kępnie odwołałem się do Sądu Wojewódzkiego w Kaliszu. które zgodnie potwierdzały to.otrzymałem wyrok skazujący mnie na 0. Usłyszałem jęki moich pasażerów . Najwięcej krzyczał ks. Mój głośny krzyk „O Jezu!". gdzie wyrok z Kępna utrzymano w mocy.światła . Zawlokłem się do niego i zobaczyłem zszokowanego. Ze łzami w oczach opowiadał. Ja natomiast z gospodynią wróciliśmy wynajętym samochodem do Ruśca. a karetki pogotowia zabrały nas do szpitala. ale przytomnego kierowcę. jakie straszne męki przechodzi gdy ręce 83 . Na chwilę straciłem przytomność. Dzięki Bogu nikt (łącznie z kierowcą fiata) nie odniósł poważniejszych obrażeń. Po wypadku stosunkowo szybko doszedłem do siebie. a mnie zniosło w ten sposób. iż znalazłem się przez chwilę obok niego. a na sprawie sądowej nie wstawił się za mną ani jednym słowem. Jedyną pociechą był dla mnie fakt. że „prawdopodobnie" wyprzedzałem na zakręcie i stąd czołowe zderzenie z samochodem jadącym z przeciwka. proboszcz zadzwonił po taksówkę. Jan zafundował sobie kilka serii masaży klatki piersiowej. że to „maluch". Fiat 126p. Kiedy wyszedłem z samochodu przewróciłem się na lodzie. a z rozciętego łuku brwiowego sączyła się krew. Niestety z uwagi na brak pieniędzy musiałem czekać na to ponad pół roku. wyciągnął z niego wieniec i po paru godzinach był już na pogrzebie szwagra. leżał w rowie. Natomiast ks. iż mój samochód nadawał się do generalnego (co prawda).5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i ponad 20 min grzywny. który pokrywał całą jezdnię.pomyślałem. Po kilku godzinach spędzonych w szpitalu i na komendzie. Rzeczywiście mogło to tak wyglądać. podjechał nią pod wrak mojego samochodu. że wpadłem w poślizg . pod cienką warstwą śniegu. Kierowca „malucha" i jedyny świadek. ponieważ przede mną jechał inny samochód. Tak skończyła się ta tragiczna w skutkach wyprawa. Wkrótce nadjechała policja. Proboszcz oczywiście obarczał mnie winą za wypadek. Wyjątek stanowiła znajoma proboszcza.wszyscy żyli i mieli się nieźle. ale zaraz potem ją odzyskałem. w którego uderzyłem. proboszcz. która miała złamaną rękę i musiała jakiś czas pozostać w szpitalu.

że zawstydziłem się na myśl o tym. na które nie było stać jej. choć żegnałem już wcześniej swoich dziadków. Potrzebne było bardzo drogie lekarstwo. Była jedną z najbardziej lubianych istot w całej okolicy .bardzo serdeczna i wesoła. Jako kierowca byłem odpowiedzialny za to co się stało. Niedługo przed śmiercią. a niebo pozostaje głuche na jego wołanie . ………………………………………………………… Następnym. Był on jedynym synem najbardziej zamożnego człowieka we wsi. Była szansa aby ją uratować.warto czasami spojrzeć na prawdziwe cierpienia innych ludzi Nie każdy potrafi wznieść się ponad własne sprawy i problemy. i tak już zadłużonej. matki dwójki małych dzieci. że pokarał go los i sprzysięgły się przeciwko niemu wszystkie siły na ziemi. Zwrócono się o pożyczkę do proboszcza. skazany niesłusznie przez sąd. Nigdy wcześniej. które wstrząsnęły całą parafią. nosić ją wiadrami z plebanii proboszcza. Sam byłem potłuczony. Nie mogłem nawet z nikim podzielić się swoim bólem.„śmiać się z tymi. który jednak odmówił. Zwykle tragedie innych ludzi uczą nas pokory i dystansu wobec naszych własnych rozterek. Były to dwa pogrzeby. obok małych sierot i klęczącego na ziemi ich samotnego ojca . Stojąc nad grobem. bez samochodu i pieniędzy. na żadnym pogrzebie nie widziałem tak wielkiego żalu i rozpaczy. którzy się śmieją i płakać z tymi. Nie mając wody w mieszkaniu musiałem. który żyje dla siebie i z myślą o sobie nigdy nie będzie człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. jak bardzo przeżywałem swoje własne kłopoty. rodziny. Po raz pierwszy w życiu płakałem na pogrzebie.masażysty zawadzają mu małe włoski rosnące na piersiach. wyjątkowo tragicznym wydarzeniem była śmierć 30-letniego mężczyzny męża i ojca dwóch kilkuletnich chłopców. którzy płaczą". ojciec przekazał mu cały majątek 84 . kiedy wróciłem już do normalnych zajęć. kulejąc. Kiedy człowiekowi wydaje się. Człowiek. aby tak jak mówił Jezus . jej mąż ukończył budowę ich nowego domu. Dziewczyna zmarła po paru latach chorowania na białaczkę. byłem świadkiem tak wielkich cierpień ludzkich. kompleksów czy niezaspokojonych ambicji. Pierwszą tragedią była śmierć młodej kobiety.nie wytrzymałem i sam zaniosłem się płaczem. Po wypadku i jego przykrych następstwach wpadłem w pewnego rodzaju depresję. Niedługo po tych wszystkich wydarzeniach. Parę m-cy przed śmiercią.

których nie męczy życie „na ławie oskarżonych". Niewielu jest kapłanów. wiejskie środowisko naturalnie sprzyja powstawaniu i rozchodzeniu się wszelkich sensacji na temat „czarnych". szwalnię i tartak.. Dwukrotnie wchodziłem do środka. ks. Trzeba jednak oddać Ruścowi. powinienem zrobić to przynajmniej w sąsiedniej parafii. Najbliżsi zmarłego wpadli w obłęd rozpaczy. kiedy przyjeżdżałem na wolne dni z seminarium. Był jednak poważny szkopuł nie miałem samochodu. ale tak. Małe. Postanowiłem więc dokonać zakupu na własnym terenie. Krytycznego dnia rano. Zagadka tej dziwnej śmierci do dzisiaj jest nierozwikłana. księżowskim sposobem. Miało to miejsce jeszcze w rodzinnej parafii. a lekkie . stanąłem w kolejce jako drugi i nie wyszedłem mimo. która widziała już moje wcześniejsze podchody przed sklepem. a najlepiej jeszcze dalej. nowym domu. 85 . W kulturalnym domu powinny być różne trunki. Chłopak. Kobieta przede mną zrobiła swoje zakupy i czekała z ciekawością na moje. Wiąże się to oczywiście z ciągłym postrzeganiem każdego księdza jako nad-człowieka albo ufoludka. Wiesiu z Łodzi) i przyjaciele. Zbliżały się moje pierwsze imieniny w kapłaństwie. iż zainteresowanie wokół mojej skromnej osoby przybierało tam formy obsesyjne. wino i .co też kupi ksiądz? Przy trzecim razie nie wytrzymałem. Około godziny zabrała mi obserwacja sklepu.. ze zmiażdżoną klatką piersiową.pół litra wódki. iż zaraz za mną weszła druga kobieta. Kątem oka zobaczyłem. jednak zawsze była w nim przynajmniej jedna osoba.mszalne wino nie było najbardziej pożądanym alkoholem. Najważniejszym gościem miał być oczywiście mój proboszcz. chociażby z uwagi na różne upodobania ewentualnych gości Musiałem więc jakoś zaopatrzyć się w kilka butelek. przygniecione małym ciągnikiem do betonowego filaru. znajomi księża (m. ojciec odnalazł ciało syna w tartaku. Oczekiwałem wielu gości . obok którego młode małżeństwo zamieszkało w pięknym. któremu obce powinny być normalne ludzkie zachowania i przypadłości. ciastka. że większość zaproszonych nie była abstynentami. a w Ruścu nie było taksówek. jak bardzo doskwierało mi ciągłe kontrolowanie każdego mojego kroku. by wtajemniczyć to tylko (znajomą zresztą) sprzedawczynię. ale zawsze osoba kupująca przede mną czekała wytrwale aby sprawdzić . lizała go po twarzy i rękach prosząc aby wstał.cegielnię.oprócz rodziców mieli przyjechać koledzy neoprezbitarzy. Wiedziałem. Jego matka dostała pomieszania zmysłów wchodziła do otwartej trumny syna. Wspomniałem już wcześniej.in. Drżącym głosem poprosiłem czekoladę. Starym. skonał ojcu na rękach.

Chyba po raz pierwszy pomyślałem. Z ministrantami grałem zacięte mecze piłkarskie.z bujną zielenią lasów. że mógłbym żyć inaczej . a ptaki prześcigały się w śpiewie. łąk i ogromnych przykościelnych lip. Dzięki kilku przemiłym parafianom. a jedna z nich chwyciła się za serce. Cudowna wiosna na wsi tak mnie rozanieliła.moja dojeżdżająca gospodyni. ani fochy proboszcza. ale nie do końca. iż nie doskwierał mi tak bardzo.zaniemówiły. zwłaszcza w małej wiosce (gdzie teraz dojeżdżałem rowerem) dawała mi dużo radości i satysfakcji. które w międzyczasie zaczęły już symulować rozmowę . A może jednak ksiądz musi żyć jak trędowaty wśród swoich parafian? Po srogiej zimie zawitała do Ruśca gorąca wiosna . „To niech mi pani da jeszcze dwie butelki" powiedziałem i tryumfalnie uśmiechnąłem się do przerażonych kobiet. które częściowo (na płaszczyźnie transcendentalnej) zaspokaja poprzez ciągły kontakt z Bogiem. patrzeć na uśmiechnięte buzie dzieci . Zawrzało we mnie. Tak zostaliśmy wszyscy stworzeni. wszyscy . czy to prawda.że niewiasty. Niekiedy przyjechała z Łodzi p. tamtej wiosny poczułem po raz pierwszy. Brewiarz i inne modlitwy wypełniały wielką pustkę i samotność. którzy pożyczali mi swoje samochody . a po chwili zapytałem głośno i pewnie: „pani Marysiu. Moje studentki odwiedzały mnie od czasu do czasu.zasypiać i budzić się przy ukochanej kobiecie. kto byłby zawsze obok mnie . 86 . Żyje w nas potrzeba zawierzenia komuś bezgranicznie i do końca. C/asami odwiedzali mnie koledzy księża z pobliskich parafii. Wkrótce jednak pożałowałem tego wybryku. Bardzo lubiłem wiosenne spacery uroczymi.cieszył się i smucił razem ze mną. że brakuje mi kogoś bliskiego. aby upiec dla mnie moje ulubione rogaliki z marmoladą. ani brak swojego auta. Przydrożne ogródki przynosiły zapachy pierwszych kwiatów. a cała parafia miała mnie za alkoholika.mogłem parę razy odwiedzić rodziców mieszkających prawie 200 km od Ruśca.moich własnych dzieci. Katecheza z dziećmi. Halinka . że wódka ma zdrożeć?" Pani Marysia zdumiona skinęła głową. Tego było mi już za wiele. Istnieje jednak w każdym z nas pragnienie oddania się. ale samotne wieczory przed telewizorem zaczęły mi coraz bardziej doskwierać. Obok potrzeb cielesnych każdy człowiek ma potrzeby duchowe. z całym zaufaniem. Mimo to jednak. innemu człowiekowi i czerpania z innego człowieka. Nie minął nawet jeden dzień.także księża. a w ciepłe popołudnia paliliśmy ogniska w pobliskim lesie. wiejskimi drogami.

Wszedłem do Kościoła gdy proboszcz akurat podchodził do ołtarza. Dziwiłem się później sam sobie.W miarę jak zbliżało się lato. Po takich „cichych" wizytach swoich kolegów. Widząc mnie. dziekana w Szczercowie.ks. zgłosiłem chęć zmiany u ks. Byłem pewien. Stało się to po raz pierwszy i tylko częściowo z mojej winy. że dłużej ze sobą nie wytrzymamy. Kiedy wszedłem za nimi proboszcz. nie rozpoczął Mszy tylko odwrócił się na pięcie i wraz z ministrantami pomaszerował z powrotem do zakrystii. Rad nie rad wrócił do ołtarza i odprawił Mszę św. arcybiskupa. bluźniąc przy tym i ubliżając mi jak nigdy dotąd. Dla nas obydwu było już jasne. Przez pięć lat. gdy w mojej obecności arcybiskup ostro skrytykował proboszcza za to. Zaczął mnie szarpać wyrywając guziki od sutanny. rzucił się na mnie całym cielskiem. iż nie potrafiłem przy tej okazji powiedzieć ani jednego słowa skargi na mojego przełożonego. Jan bywał przez jakiś czas spokojniejszy. bez wzajemności. Jednego z nich rozpoznałem jako powszechnie znanego wśród księży pederarastę.musiał po raz pierwszy zrobić coś za mnie. której miałem przewodniczyć. Proboszcza spotkała największa chyba dla niego kara . iż nie jestem mu już przydatny. Wyrwałem się z uchwytu szaleńca. Odkryłem. Przyjął moją rezygnację ze zrozumieniem. w niedzielę. Ja myślałem wtedy tylko o tym.niestety. Arcypasterz zaszczycił nawet wizytą moją wikariatkę. ks. Ten natomiast przybiegł za parę minut jakby obawiając się tej rozmowy. że od czasu do czasu przyjeżdżało do niego paru księży. nie zdejmując ornatu. a czasami nawet miły. Jan uznał. Z ważniejszych wydarzeń przy końcu mojego pobytu w Ruścu należałoby wspomnieć o wizycie samego ks. Kiedyś spóźniłem się pięć minut na Mszę św. Miałem jednak chwilę satysfakcji. Nie miałem najmniejszych wątpliwości. że nic nie robi w parafii 87 . że proboszcz wystąpi do arcybiskupa o moje przeniesienie i będzie czekał z nadzieją na nowego „chłopca". który przybył na obchody 350-tej rocznicy utworzenia parafii. czerwony na twarzy i z pianą na ustach. walnąłem nim o szafę aż się przewrócił i wybiegłem z Kościoła. wielokrotnie starałem się do niego przełamać . którzy na to wszystko patrzyli. Od kiedy nie miałem samochodu . jak bardzo musieli być zgorszeni moi ministranci. gdzie rozmawialiśmy chwilę w cztery oczy. Ja również zawczasu. coraz częściej myślałem o zmianie parafii. dla pewności. że to nastąpi. Doczepiał się do mnie przy byle okazji. co roku na wiosnę przyjeżdżali do niego wikariusze rusieccy w tej samej sprawie. Od tamtego wydarzenia moje oziębłe kontakty z proboszczem stały się lodowate.

jak każdy człowiek. wybudowanej niedawno przy innym Kościele i w innej parafii. Z pewnością nie zasługują oni na niepochlebne opinie.podniósł głos arcypasterz.popadł w przygnębienie i malkontenctwo. iż będę mieszkał w ogromnej plebanii. aby przedstawić się nowemu proboszczowi. Mówiąc szczerze było mi go żal.ale się modliłem. Faktem jest. iż wiele razy doprowadzał mnie do białej gorączki. Ja otrzymałem zapewnienie od szefa.jedno z miast-satelit Łodzi. Zgodnie z przyjętym zwyczajem pojechałem tam kilka dni wcześniej. okolicy itp. Był moim pierwszym proboszczem i zaraz na początku mojej posługi kapłańskiej podeptał wiele ideałów. Jeśli dodać do tego księżowski styl życia jaki prowadził. Parafia ta pod wezwaniem 88 . a jednocześnie nadziei na przyszłość . miłości (choć w nieco innym wydaniu). Ksiądz Jan bowiem za wszystko obarczał winą swoich poprzedników.in. nie maluje świątyni i nie założył ogrzewania w wikariatce.odezwała się też we mnie nuta żalu i nostalgii za tym uroczym miejscem. „Jak można ciągle wszystko zwalać na innych!?" . że jest również ta jasna . Był po prostu ulepiony z innej. Okazało się. ROZDZIAŁ VI Kapłański business w Aleksandrowie Nową parafią. że przeniesie mnie bliżej rodzinnych stron. które krążą na ich temat w łódzkim środowisku kościelnym.pozytywna strona i jej muszę szukać. Prosiłem najczęściej o rozum i nawrócenie . a czasami wręcz do rozpaczy. Jana Dupczyckiego oraz sposób w jaki go odbierałem. choć nie pozbawił nadziei. które zachowałem w seminarium. niż większość ludzi. Kiedy po wakacjach zastałem na plebanii dekret arcybiskupa. można próbować przynajmniej częściowo go usprawiedliwić. Ludzie go nie akceptowali. Do dzisiaj z wielką życzliwością wspominam jego mieszkańców. Opisywałem już wiele razy moje podejście do ks. Szukał. a on stał się wobec nich nieufny i agresywny. iż każdego wieczoru w Ruścu modliłem się za niego. gliny. a nie znajdując jej .obok uczucia ulgi. nominację na nową placówkę .m. a przy okazji zrobić zwiad dotyczący mieszkania. Pokazał mi swoim postępowaniem raczej ciemną stronę kapłaństwa. Tak oto upłynęło mi 11 miesięcy w parafii Rusiec. które miałem opuścić. do której zostałem posłany był Aleksandrów . Do dzisiaj mam przynajmniej czyste sumienie.

Na plebanii. w którym dokonują się zmiany w parafiach. że proboszcz dopiero co przyjechał z Niemiec i śpi po podróży.młody wiekiem i pełen zapału góral z Podkarpacia. Księża w podeszłym wieku. Przy wykańczaniu obiektu pracowało akurat kilku ludzi. Odjechałem z Aleksandrowa co prawda niedoinformowany. które zajmowały . Jarema Trunkowski . Wszystko przykrywała gruba warstwa kurzu. Młody kościelny z dumą mówił. miałem ok.większą część mieszkania. a gdy w końcu otworzył mi drzwi mieszkania ogarnęła mnie czarna rozpacz. Proboszcz . Od plebanii. niedawno zadaszona. Kiedy zajechałem na miejsce z całym majdanem okazało się. dokąd pojechał po samochód. mnie zaś przydzielono do parafii Zesłania Ducha Świętego. w której mieszkało jeszcze pięciu księży. Nie dostałem więc kluczy do mojego przyszłego mieszkania. tj. W dniu. W ogóle cała parafia erygowana rok wcześniej. Wcześniej zajmował je starszy kapłan . W kuchni zepsute mięso i wędliny dosłownie wylewały się z lodówki. Przywitałem się z nimi. ale pełen wiary i zapału przed nowym wyzwaniem. Ponieważ w Ruścu okupiłem się trochę w meble. że jest ono piękne i czyste. będący rezydentem w miejscowej parafii. a przy okazji dowiedziałem się. parafią macierzystą. Po wejściu do środka zobaczyliśmy stosy (od podłogi po sufit) gazet. Świątynia była w stanie surowym. Proboszcz.od ponad roku stało puste. którego obowiązkiem było przygotowanie dla mnie mieszkania.Świętego Rafała była tzw. 2 km do miejsca pracy .proboszcza parafii Św. czujący się 89 . zepsutych mebli . przez godzinę szukał kluczy.dużej kaplicy na ogromnym placu między dwoma nowymi osiedlami bloków.mój nowy przełożony . iż kluczem do postępu wszelkich prac w parafii jest ks. była w stanie organizowania się. proboszcz Jarema miał oczekiwać na mnie na plebanii z kluczami do mojego mieszkania. jak dużo pracy włożyli razem z proboszczem i ofiarnymi parafianami w budowę kaplicy. na emeryturze.przebywał akurat w Niemczech. wydawał się być tym wszystkim wielce zdziwiony. Ze środka buchnął odór zepsutego mięsa i stęchlizny. Niestety ks. Rafała. ale gospodyni prałata zapewniała mnie. prałata Hedoniusza Bogackiego . łazienki i kuchni . Gdy już zdołałem go dobudzić. która powstała rzeczywiście w rekordowym czasie.dziwak.oprócz starych. przy aleksandrowskim rynku nie zastałem także ks. Mieszkanie składające się z dwóch pokoi. która wyodrębniła się z tej pierwszej. 30 sierpnia. musiałem wynająć ciężarowy samochód i kilku ludzi do przeprowadzki.

odzyskał wszystkie dobra kościelne. Rafała była kilkakrotnie większa od naszej. Ten pierwszy dzień w nowej parafii trochę podkopał moją.również do wynajęcia. Tym sposobem na Mszach Św. Byłem podłamany tym bardziej. Wnętrza obiektów wyłożył marmurami i drewnem. wiarę w proboszczów. 90 . W krótkim czasie dostawił do boku już istniejącej świątyni . „Pierwsze koty za płoty" . w podziemiach wybudował garaże. a było ich niemało . Ks. grubego człowieczka o przenikliwym spojrzeniu. Bogacki. a wszystkie te dobra ogrodził wysokim murem. W międzyczasie ks. że zdawał się nie zauważać żadnego problemu. iż miała dwie połączone ze sobą świątynie oraz proboszcza biznesmena . Jarema był tak zauroczony swoim nowym Passatem sprowadzonym bez cła .bokiem. chciałbym najpierw scharakteryzować parafię w której mieszkałem i pozostałych lokatorów miejscowej plebanii. Zanim przejdę do opisu swojej nowej placówki.pomyślałem i po kilku dniach wróciłem do Aleksandrowa pełen otuchy. Kupił sobie najnowszego mercedesa. krewki proboszcz wybudował ogromną plebanię o wielkości dwóch połączonych bloków mieszkalnych. Ks.jedno było pewne . któregoś pięknego dnia wsiadł w pociąg i wyjechał „w świat" nie mówiąc nikomu ani słowa. które były do odzyskania. a więc nie mogłem także pracować. Równocześnie z Kościołem.jeszcze na siłach .nie mogłem wprowadzić się na plebanię.mogli pracować na parafiach jako rezydenci na przysłowiowe pół etatu. Wynajęci ludzie znieśli z samochodu do piwnicy moje rzeczy. a jej cechą szczególną było to. ogłosił przetarg na wynajem kilkunastu budynków. wielkomiejskie życie księdza. a ja ustaliłem z ks. część ludzi stała twarzą do ołtarza. tzn.na parafię.drugą większą. a część . Jedno z drugim zresztą poniekąd się łączyło.małego. Macierzysta parafia Św.niemal połowa centrum Aleksandrowa należała kiedyś do Kościoła. jednocześnie budując cały szereg nowych . Jaremą. Wracając do niezręcznej sytuacji . prałat zajmował się interesami. że wracam za trzy dni kiedy mieszkanie będzie puste i czyste. Ten starszy kolekcjoner gazet po paru latach takiej rezydentury. iż czekała mnie jeszcze przeprowadzka z piwnicy na drugie piętro. i tak zachwianą. Wprowadziłem się w końcu do jednego pokoju (drugi był zagracony i zamknięty na klucz) i zacząłem nowe. Ksiądz prałat Hedoniusz Bogacki był prawdziwym człowiekiem czynu. Kiedy nastał w Aleksandrowie po-stanowił jak najszybciej dać upust swojej inwencji i geniuszowi.

wyciągał pieniądze od wiernych. Kiedy dary się skończyły. Ks. jak już wspomniałem. tak olbrzymich dochodów. prałat. ekshumacji. łącznie z fachowcami. którzy pracowali na budowach. że prałat wyciągał grubo ponad 400 min miesięcznie . które wówczas zalewały wprost Kościół w Polsce. Dzięki swoim plecom w kurii biskupiej miał do nich dostęp nieograniczony. Bogacki miał ich jeszcze na długo pod dostatkiem. 50 min miesięcznie. Kiedy skończyły się naprawdę . iż nie przepuścił żadnej okazji aby dorobić trochę do tacy. słynął z tego. ks. Cóż mogło go obchodzić to. tj. a drugie tyle dostawał z wszelkich podatków cmentarnych. Za to. dzień zwłoki nie wchodził w rachubę. ale ks. Ktoś zapyta . bo wtedy „wyciągnąłby" z tego wszystkiego o wiele więcej. zaczął zarabiać ogromne pieniądze.z czego finansował swoje przedsięwzięcia? Parafia. Do tego dochodziło ok.kupił wszystkie materiały budowlane. za haracze pobierane od innowierców grzebiących swoich zmarłych na katolickim cmentarzu itp.Ubolewał często. sklepów i co przez podstawionych ludzi sprzedawał na bazarach . Pomysłowy kapłan aby zbudować swoje imperium w genialny wręcz sposób uwzględnił trudną sytuację zaopatrzeniową w latach 80-tych i maksymalnie. Nie wspominał jednak. że prawo kościelne zabrania księżom aktywnego prowadzenia interesów. pomników. Parafianie. które zbierał na tacę. Lokale wynajmowane przez niego należały do najdroższych. którzy nie zawsze mogli przyjść na „dniówkę" do prałata. wykorzystał ogromne ilości darów z zachodu. choć jedna z najbogatszych w diecezji nie przyniosłaby w tak krótkim czasie. Bogacki prześcignął chyba wszystkich. że ofiarodawcy z zagranicy przekazywali swoją pomoc ludziom biednym i chorym czyli najbardziej potrzebującym.z tego mniej więcej jedną czwartą z pensji proboszcza. którzy runęli wtedy do Polski przez otwartą granicę. Z moim proboszczem obliczyliśmy kiedyś. w formie wynagrodzenia dokarmiani byli z darów prałata. na te same cele. od placów. na niespotykaną skalę. Wielu proboszczów zrobiło własne i kościelne interesy na darach. W 91 . iż równocześnie na wszelkie możliwe sposoby.do prac wykończeniowych zatrudniał na czarno Rosjan. a sam właściciel słynął z bezwzględności przy zbieraniu czynszu. U niego nigdy nic nie było za darmo i nic się nie marnowało. a pozostałą lwią część z tytułu dzierżawionych budynków. Sam w swoich wypowiedziach nie ukrywał zaradności z jaką obracał różnymi deficytowymi towarami. Kiedy już dokończył wszystkie inwestycje bez złotówki długu. co wstawiał do hurtowni.

zamożnych zachodnich duszpasterzy. jak wszystko na skalę masową.ale czego się nie robi dla pieniędzy! Ks. Sprowadzał wozy warte nieraz parę miliardów i po krótkim czasie . ks.można by wybudować.sprzedawał z dużym zyskiem różnym firmom i osobom prywatnym. na miejsce trzech księży. którzy się wyprowadzili. Jako jeden z pierwszych księży w Polsce.. skórzane kanapy i fotele.aby rodziny z dziećmi mieszkały pomiędzy księżmi. Według najnowszych wiadomości. które sam widziałem w jego mieszkaniu . Podobno za same obrazy Kossaków i innych sławnych malarzy. którzy wspierali „biedującego Hedoniusza". łącznie z ławkami i komżami dla ministrantów.przeszłości ten geniusz finansjery przebywał kilka lat na parafiach za granicą . a na podwórzu plebanii suszyły się sznury pieluch . Nawet wyposażenie swoich Kościołów. dwupokoikowych mieszkankach. Oryginalne . marmur.antyczne meble. m. Kiedy mieszkałem w jego parafii (w ciągu roku) sprowadził i sprzedał w ten sposób kilka samochodów. zaczął sprowadzać samochody bez cła na parafię (swoją i inne). którą wybudował.do swojej stajni zakupił najnowszy model jeepa Opla Frontierę. W paru pokojach nikt nigdy nie był. którym otoczony był prałat. Według słów mojego proboszcza Trunkowskiego.to tylko część ubóstwa. Pieniądze płynęły ze wszystkich stron. ks. najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny .nielegalnie . nawet jego gospodyni tam nie sprzątała. Dla siebie był znacznie „skromniejszy" .. prałat nie poprzestawał na 92 . Bogacki był gotów zrobić i zrobił znacznie więcej. Robił to. Całymi dniami i wieczorami myślał nad nowymi źródłami do-chodu. prałat wynajął także na plebanii kilka mieszkań dla świeckich rodzin.przy każdej okazji odwiedzał swoich dobroczyńców. zajmował kilka ogromnych salonów na dwóch kondygnacjach. jakie przychodzą do mnie z Aleksandrowa. ks. a resztę plebanii wynajął na szwalnię i gabinet lekarski.rosła też chciwość kapłana.w Anglii i Holandii. kilka Kościołów. Mając tam liczne znajomości i koneksje . jak mnożyły się i rosły źródła dochodów . wysyłał do różnych instytucji na całym świecie prośby: „o wsparcie duchowe i MATERIA-LNE dla powstającego ośrodka duszpasterskiego w Aleksandrowie". Pozostałych pięciu księży (w tym dwóch proboszczów) ulokował w małych. Na plebanii. Jest to przypadek nie mający chyba swojego precedensu w polskich parafiach . boazerie. prałat kompletował za granicą. jednak w miarę.in. w tym jeden autokar-mercedes dla prywatnej firmy przewozowej ze Zgierza. Jako biedny księżulo z biednej Polski.

Może właśnie dlatego ks. a kazania na religijny temat nigdy z jego ust nie słyszałem.in. niedopuszczalna. który zdobył wysoką pozycję w świecie biznesu. Był to również znany w okręgu łódzkim i nie tylko mecenas i poplecznik 93 . Ten młody kapłan. ks. wrócił do rodzinnej parafii jako wikariusz . Praca duszpasterska jakoś w ogóle mu nie leżała. ale ponieważ samochód był sprowadzony i zarejestrowany na parafię. prałat zajął się polityką. słów mojego proboszcza. ubezpieczył na ogromną sumę. nie mówiąc nikomu o celu podróży. rodem z Aleksandrowa. Plackiem. Całą operację związaną z zaginięciem samochodu. Placek mimo. właścicielem dużej księgarni w centrum Łodzi na ul. Bił rekordy szybkości w odprawianiu Mszy Świętych i nabożeństw. Niestety tak naprawdę nikt go chyba nie lubił. że wszyscy liczyli się z jego zdaniem. Piotrkowskiej. że praca w swojej parafii jest. szybko zdobył uznanie i zaufanie starszego kolegi po fachu. zgodnie z prawem kanonicznym. zobowiązano go do oplakatowania połowy Aleksandrowa wiadomością o kradzieży auta. Zapewne wywiną razem jeszcze nie jeden numer. Wielokrotnie w ciągu miesiąca wyjeżdżał na parę dni w nieznane. Zostawiał bez żalu parafię pod opieką dwóch wikarych. od których zgarnął pokaźną kwotę w dolarach.kto naprawdę rządzi Aleksandrowem. Był co prawda tylko radnym w mieście. Po kilku latach „tułaczki" w terenie. Rafała. ale kilka razy dał ostro do zrozumienia burmistrzowi i jego zastępcy . iż podlegał pod parafię w Aleksandrowie mieszkał w prywatnej willi w Łodzi. podziwiali go za przedsiębiorczość i czuli przed nim respekt. Ksiądz prałat jako człowiek interesu nigdy nie tracił czasu. Trzeba przyznać. poza uznaniem dla jego głowy do interesów. Parę lat wcześniej sprowadził podobno luksusowe BMW. Jest m. Nie słyszałem o nim nigdy pochlebnej opinii jako o człowieku czy księdzu. jeżdżący na zmianę dwoma luksusowymi samochodami. dość szybko zdobył plecy u biskupów łódzkich.ks. Jego zamieszkanie w Łodzi było zresztą zupełnie usprawiedliwione ponieważ prowadził tam wiele zawoalowanych interesów.wykpiwaniu urzędu celnego i fiskusa. Trzeba zaznaczyć. to osobny temat w historii parafii Św.katecheta. Odszkodowanie od PZU oczywiście dostał swoją drogą. a miejsce swojej pracy odwiedzał pro forma ok. Młody bogacz. raz na dwa tygodnie. Jak przystało na człowieka. Pochodzący z jednej z najzamożniejszych rodzin w mieście chłopak. wg. obmyślił i zrealizował wspólnie ze swoim pupilkiem . po czym podstawił „do zabrania" braciom ze wschodu.

którym się w życiu nie powiodło. Oprócz słabości do dużych pieniędzy (do czego sam się przyznawał) ks. W interesach nie ma sentymentów. Pomocy namiętnej parze udzielił wówczas miejscowy lekarz i stąd cała sprawa wyszła poza mury plebanii. Tak więc ks.ustalił ceny na bardzo wysokim poziomie. Byli oni częstymi gośćmi w jego rezydencji. którzy go bliżej poznali mieli o nim opinię dwulicowca. Hedoniusz zapewniał ją. Słyszałem ją od wielu osób. Wiele razy spowiadałem ludzi. Takie przecież są prawidła rynku. który woził go na przemian mercedesem-limuzyną i jeepem. że nie liczył się z niczym i z nikim.in. Miał prywatnego goryla i kierowcę. ale znając spryt prałata nie podejrzewam go o tak głupią wpadkę. Wyjątków od ustalonych stawek nie zanotowano. prałat miał naturalną słabość do płci przeciwnej. Prywatnie był kpiarzem i cynikiem. którzy skarżyli się na jego obcesowe podejście zwłaszcza do biedy i biedaków. w tym od swojego proboszcza. Przyznam się. prałat Bogacki aspirował do miana człowieka sukcesu i był nim rzeczywiście. W całym mieście znana jest historia jego związku z właścicielką baru. nawet „Święty Boże nie pomoże". iż trudno mi było uwierzyć w tę. W jego kancelarii nie było targowania. z siedzibą w kancelarii parafialnej. grubymi nićmi szytą opowieść.pytał zdziwiony. Alicji Grześkowiak. „Czy pani nie może pożyczyć kilka milionów aby opłacić pogrzeb własnego męża?" . z którą miał się jakoby pewnej nocy „zakleszczyć". prałata wynosiła 5 mln zł. Mogę tylko powiedzieć. iż tego uczynić nie wolno bo „taka jest stawka". wprowadził stałe opłaty za wszystkie usługi. Kiedy jedna kobieta z płaczem prosiła o spłatę w ratach ww. Niemal każdy kiedyś się na nim zawiódł. Czy można się dziwić wiernym skoro swoje owieczki ksiądz prałat traktował jak jedno z wielu źródeł dochodu. Dla przykładu podam. a w swoich politycznych kazaniach mieszał z błotem większość polskich mężów stanu. ciężko pracującymi fizycznie . Jego parafianie autentycznie go nienawidzili. tak samo zresztą jak księża. Ci. moim zdaniem. m.tymi. Przekonałem się na 94 . Słynął z tego.stawka za usługę pogrzebową u ks.wielu prawicowych polityków. Jako biznesmen z prawdziwego zdarzenia. kiedy tam przebywałem . w swoim interesie kościelnym. może oprócz jego pupila Placka. Stefana Niesiołowskiego i wielu innych. Wykorzystując monopol na te usługi na swoim terenie . że widziałem kilka eleganckich kobiet wychodzących od niego o różnych porach. że w 1995 roku.ks. kwoty . Kpił publicznie nawet z biskupów. Gardził ludźmi słabymi.

Jak łatwo się domyśleć. że ten człowiek był na prawdę podły i dwulicowy. ale reszta ekipy świetnie się dalej bawiła. że trochę mu do Bogackiego brakuje. Wystarczającym powodem do braku takich uczuć. wstał i wyszedł na zewnątrz. aby księża płacili za mieszkanie na plebanii. zwykł nasz bohater urządzać ostre popijawy z podobnymi jak on księżmi . tak się rozwinęła. Łączy ich na pewno przeświadczenie o magnackim pochodzeniu. który mógłby dopuścić się takiego świętokradztwa . Niewiarygodnie brzmi dla mnie jeszcze inna historia również opowiedziana mi przez proboszcza Jaremę. ale prawdziwą jest jego majątek. że wikary Bogacki aby uatrakcyjnić ją jeszcze bardziej wpadł na iście szatański pomysł. słów księdza Jaremy. Podobno jeden z nich . którą wybudowali dla nich parafianie! Nie bez powodu zacząłem opowieść o swojej drugiej parafii charakterystyką prałata i 95 . że jedynym wśród nich człowiekiem. Jedna z takich orgii wg. mój proboszcz Jarema Trunkowski i inni księża zamieszkujący na plebanii. poszedł do Kościoła. a po chwili wrócił niosąc kilka kielichów mszalnych. Ta historia brzmi niewiarygodnie nawet dla mnie. Zdumionym biesiadnikom zaczął serwować w nich drinki. W trakcie imprezy przeprosił na chwilę gości.był ksiądz prałat Bogacki. który (łącznie z prywatną posiadłością) można porównać z niewieloma współczesnymi fortunami w Polsce. Nie siedzę w kieszeni księdzu prałatowi Jankowskiemu z Gdańska. Wielokrotnie ratowały go niezbadane bliżej „chody" u ówczesnego biskupa ordynariusza Michała Klepacza.„ascetami". uważam. Na takie zamknięte „rekolekcje" często sprowadzano na pokuszenie parę dziewczyn niezbyt ciężkiego prowadzenia. ale ludzie nienawidzili go zbyt mocno. Choć poznałem setki różnych księży.własnej skórze. był fakt pobierania przez prałata słonego czynszu za zajmowane przez nas mieszkania. aby można było wierzyć wszystkiemu co mówili. Jako młody wikariusz. Rzeczą niewiarygodną. a później młody ksiądz był bardzo butny i zepsuty moralnie.wytrzeźwiał w jednej chwili. nie darzyli prałata Bogackiego pozytywnymi uczuciami. ale śmiem twierdzić. Jak żyję nie słyszałem o podobnym przypadku. Doskonale ich zresztą rozumiałem.jego kolega ksiądz . Ksiądz Bogacki już jako kleryk. czynne uprawianie polityki i zamiłowanie do marki „mercedes benz".

Pozwoliło mu to jednak pobić wszelkie rekordy rezydowania w Aleksandrowie . muszę powrócić jeszcze do człowieka. Ks. Aby zakończyć tę zbiorową .góralskich. o którym mogę najwięcej powiedzieć. Ks.charakterystykę. ani 96 . ale jeszcze na stanowisku wikariusza..przed wstąpieniem do seminarium pracował kilka lat po maturze. Nic dziwnego zatem. któremu poświęcał większość swojego wolnego czasu.księżowską .bardzo oddany sprawie Kościoła. a przy tym stojący twardo na ziemi. ks. Jarema Trunkowski był dość przystojnym rudym facetem o korzeniach.wątpię aby w ciągu mojego pobytu zrobił więcej niż.był tu już od 3 lat. Poza tym. za to wielką słabość .zastraszony i lizusowaty względem swojego wielkiego szefa. „spóźnione powołanie" . Mikołajczyk był moim faworytem . Miał chyba tylko jedną. że był służbistą (tak wyglądała praca u Św.„budującej się" parafii . ludzki i z wielkim poczuciem humoru. Mój proboszcz. Kiedy patrzyłem z jakim namaszczeniem pieścił swój samochód nie mogłem oprzeć się wrażeniu. Wiesiem.dziekana aleksandrowskiego w jednej osobie. Oprócz prałata. Rafała) wszyscy lubili go za miłą powierzchowność i wysoką kulturę osobistą.200 kilometrów.plebanię zamieszkiwali jeszcze trzej księża. Uczelnię Łódzką skończył razem z moim znajomym z Łodzi-Retkinii. mył swój samo-chód tylko najdelikatniejszymi szamponami i wyłącznie w miękkiej wodzie. Wszystko bowiem w tym mieście i obu parafiach kręciło się wokół niego i od niego zależało. Jego kolegą. Sam jeździł nowym oplem Astra. typem urzędnika.„łódzki" i „Bogucki". Ponieważ jako jedyny z wikarych (nie licząc prałata) nie uczył religii w szkole . a Kościół był oddalony nie więcej niż 2 km od naszej kaplicy. Sama jazda już go tak nie rajcowała .. ks. tzn. Kupił do tego celu długi płaszcz przeciwdeszczowy z kapturem. Ksiądz Paweł np. Miał tzw.ładne samochody. współpracownikiem był kapłan około pięćdziesiątki. Niewiele starszym ode mnie był ksiądz Piotr . Jego parafia przylegała do naszej. był ułożonym kapłanem. że przelał na niego wszystkie swoje niezaspokojone instynkty opiekuńcze i ojcowskie. Ostatnim z księży zamieszkujących plebanię w Aleksandrowie był proboszcz niewielkiej . jak już mówiłem .Rąbienia. Trunkowski nie miał lotnego umysłu. że księża z całej archidiecezji mówiąc o Aleksandrowie używali zamiennie określeń . w czasie deszczu. mojego proboszcza i mnie .jako specjalność przypadła mu praca w kancelarii i pogrzeby. Ksiądz Paweł. bo najlepiej go poznałem. bo o nim mówię. Całe swoje mieszkanie i garaż obwiesił plakatami wozów najlepszych marek.

a raczej babskimi przypadłościami. Według zwyczaju. Trunkowskiego było to o tyle uzasadnione. ale miało to odniesienie tylko do płaszczyzny finansowej. ogromnych pieniędzy jakie posiadał. Miał za to gołębie. że byłem i będę zawsze pełen podziwu dla zapału i samozaparcia młodych proboszczów. ponieważ miał on rzeczywiście ciągłe. Do mnie odnosił się bardzo kulturalnie i poprawnie . który wziął na siebie odpowiedzialność architekta i budowlańca. gdzie odległość między Kościołami można mierzyć w metrach. chociaż ciągle do niego aspirował. iż buduje się te obiekty zazwyczaj „bez głowy" i wyobraźni. własną parafię i jej mieszkańców traktował z wielkim oddaniem. ludzkie serce dla swoich parafian. a także nieszczery . którzy często nie mają o tym zielonego pojęcia . Wspomniałem o jego aspiracjach w stronę osoby prałata. a przy tym nie oszczędzał się jako duszpasterz. iż swoją pierwszą. Widać było. takich jak Trunkowski czy Mikołajczyk . Od samego początku zdobył sobie ich wielką sympatię. Stąd mój podziw dla ks. którzy leżą na cmentarzach. oddawali dosłownie Kościołowi całe swoje siły i zdolności. Poza tymi ludzkimi.bloków . a w przypadku ks. Wymownym tego przykładem jest Łódź.w trakcie budowy. łącznie z tymi. Po prostu lubił takie tematy. jak i materialne nowej placówki duszpasterskiej. w połączeniu z kapłańską samotnością doprowadziły 97 . Od niego dowiedziałem się co kto ma na koncie i na sumieniu. krytykować kogoś za plecami i roznosić plotki. był to naprawdę dusza . często nawet zbyt pobłażliwy. niemałe wydatki związane z pracami przy kaplicy i przylegającej do niej plebanii . jak i niewierzących parafian. główny ciężar finansowy . Leżały mu na sercu zarówno potrzeby duchowe.inteligencji prałata. Większość księży zazdrościła Bogackiemu interesów. Być może właśnie tak duże obciążenie różnymi obowiązkami.spadał na tę macierzystą. ale to jest już wina biskupów. Budowy takich kolosów powierza się księżom. Inną sprawą jest fakt.człowiek. że pomieściłyby zarówno wierzących.przy wyodrębnianiu się nowej parafii ze starej . Przyznam się. a są one takie olbrzymie. Czasami tylko był nieco mrukliwy. Jeszcze większą głupotą jest budowanie plebanii . Jaremy.lubił grać „na dwa fronty".niemożliwych do zagospodarowania i ogrzania.przepłacają wykonawcom. marnują materiały itp.którzy budując nowe świątynie.wręcz przyjacielsko. ale w takich kwestiach nikt nawet nie marzył o pomocy prałata.

W końcu jednak uległ. Sam wykroił najgorsze ochłapy ze swoich włości. Z wielką życzliwością i troską myślę dziś o tym. a także wówczas gdy nie wytrzymywał i wypił w ciągu dnia. że się stacza (słyszałem. zaufanym gronie. Tak. a wiem o tym z autopsji oraz z opowiadań kolegów. bo kilkanaście lat.z których drzwi i o jakich godzinach. kiedy Aleksandrów stał się największą parafią w archidiecezji. Widziałem i czułem ból tego człowieka. a czasami w większym.rzadko praktykujące i najmniej skore do utrzymywania Kościoła. współmałżonka i bynajmniej nigdy ich nie potępiałem.go do ukrytego alkoholizmu. Zdarzało mu się to po paru nocnych imprezach. że takie bloki zamieszkują na ogół młode małżeństwa . Uszanuję ten zwyczaj także teraz i nie będę wyliczał ile dziewczyn czy chłopców widziałem wychodzących . Kilka razy widziałem go pijanego do nieprzytomności. W ten sposób nową parafię utworzyły dwa osiedla nowych bloków mieszkalnych. iż ks. Najbardziej bolało mnie. pod naciskiem biskupów i opinii kleru. jak ten człowiek pokieruje swoją przyszłością. prałat Bogacki bardzo długo.. że takie zbiorowe plebanie rządzą się swoimi własnymi prawami. które przeciągnęły się . Uważam. jak po pijanemu odprawia Mszę Świętą. Pragnął w ten naturalny sposób uchronić się przed odpływem części pieniędzy do innych kieszeni. Mniej więcej pół godziny po wieczornej Mszy Św. Regularnie każdego wieczoru mój proboszcz „zalewał sobie robaka". ich mieszkańcy są już z reguły „po ślubie".. Muszę powiedzieć . że świadomość tego jest podstawą zwalczenia nałogu) . najczęściej samotnie. zawsze ilekroć się widzieliśmy. wśród pięciu innych księży. czuć było od niego alkohol. kiedy widziałem. Próbowałem delikatnie wpłynąć na niego. topiącego swoją samotność. Prałat doskonale wiedział. Poza ciągłym szpiegowaniem ze strony własnych proboszczów istnieje tam niepisany zwyczaj nie wchodzenia sobie w drogę i nie interesowania się sąsiadami.niestety bez-skutecznie. niestety i ten kapłan wpadł w szpony tego strasznego nałogu. a liczyć można tylko na przyrost 98 . iż w takich parafiach jest niewiele pogrzebów. opierał się jej powstaniu. stresy i kapłańskie rozterki w butelce wódki. uświadomić mu. Wiadomą rzeczą jest. Przechodząc do tematu swojej parafii zaznaczę na wstępie. który można nie bez przesady nazwać chorobą zawodową kleru. Tak więc po roku samotnego zamieszkania w rusieckiej wikariatce przyszło mi mieszkać na prawdziwej plebanii. że tego rodzaju kontakty są prywatną sprawą każdego człowieka o ile nie zdradza on np.do rannej Mszy.

że do tych młodych . na który składały się ofiary z pogrzebów.. Za to każdego dnia dziękowałem gorąco Bogu. a skończywszy na szatach i precjozach liturgicznych. jak bardzo młodzież łaknie tychże wartości. kto żył na co dzień zgodnie z tym co głosił zasługiwał na ich akceptację i szacunek. na podróże pięciu biskupów po całym świecie. Jeśli zatem chodzi o nasze dochody .które głosi Kościół Katolicki . Oni potrzebowali prawdziwych autorytetów. nie kwapiła się z dotacjami dla nowych parafii. miłość nieprzyjaciół czy ubóstwo.in.a z drugiej strony. Nie zdziwiło nas również (proboszcza i mnie). przewodników życiowych. na którym nam nie wolno było nawet czytać „wypominków" w Uroczystość Wszystkich Świętych.. Ja miałem swoje własne obowiązki i zmartwienia.gniewnych. Tylko ten. ślubów i chrztów . Rozpocząłem pracę jako ksiądz . Ci młodzi ludzie z którymi pracowałem widzieli głęboki sens w prowadzeniu życia zgodnego z Ewangelią. ale jakże prostych i otwartych umysłów. nie docierała żadna teoria nie poparta praktyką i żywym świadectwem. Pracując wśród młodzieży zawodowej. meble kancelaryjne. zamawiane przez grupę starszych parafian ściśle związanych ze swoim nowym Kościołem. której wszyscy katecheci boją się jak ognia. akcydensu.demograficzny i chrzty. Za kimś takim gotowi byli pójść do piekła. nikt się nie zjawiał. 99 . iż ludzie uwzględniali w „tacy" fakt powstawania nowej placówki parafialnej. że oderwali się od prałata. zwłaszcza. Trzeba również przyznać. że mam normalnego proboszcza i mogę żyć bez ciągłego poniżania i nerwów. Kuria biskupia dysponująca bajońskimi funduszami na cele reprezentacyjne m. ale. Szybko zrozumiałem jednak. To nowe doświadczenie uświadomiło mi z jednej strony.począwszy od materiałów budowlanych poprzez ławki. szczęśliwych. że prałat zarezerwował dla siebie kontrolę nad całym miejskim cmentarzem. jak znikomy procent młodzieży identyfikuje się z wartościami chrześcijańskimi . Wszakże wydatków z tym związanych było co niemiara .katecheta w Zespole Szkół Zawodowych. Cmentarze to jeden z najlepszych kapłańskich businessów. że akurat wtedy zakupiła od Kościoła Ewangelickiego świątynię w centrum Łodzi za milion dolarów. Przekonywały ich nawet takie przesłania Nowego Testamentu jak: przebaczenie bez granic.były one raczej mierne. Braki finansowe z tzw.wyrównywały nam codzienne Msze Św. w normalnych warunkach. Czekali na kogoś takiego. Sprawy finansowe były na szczęście problemem proboszczów.

choć w konfesjonałach było zawsze kilku księży. Jestem pewien. wartościowych ludzi. interweniowałem w najróżniejszych konfliktach rodzinnych. a nie jak bandę rozwydrzonych szczeniaków. kiedy poznają cynizm swoich przełożonych.adwentowe i wielkopostne . wręcz historyczną misję do spełnienia ma tu Kościół i kapłani. którzy do reszty ściągają ich na ziemię. starałem się i mam nadzieję. Kandydaci do kapłaństwa już w seminarium kształceni są bardziej na teoretyków i urzędników. że moi młodzi przyjaciele byli mile zdziwieni moim szczerym i otwartym podejściem. Nie robiłem tego z premedytacją czy wyrachowaniem. którzy nie zdają sobie na ogół sprawy jaka wielka odpowiedzialność na nich spoczywa. Kiedy stykają się oni z realiami panującymi w terenie. udowadniając im na wszelkie sposoby . żeńskie i koedukacyjne). złodziejstwa i zbrodni? Gdzie są owoce nauczania Kościoła?! Odpowiedź jest krótka i bolesna . aby nie krakać jak wszyscy inni?! Ktoś mógłby zapytać . Oglądaliśmy ich i moje ulubione filmy video i analizowaliśmy rozterki moralne bohaterów. Kiedy przyprowadzałem swoje klasy do Kościoła na spowiedzi . aniżeli na świadków Chrystusa.nie ma ich. Uświadomiłem sobie. iż wielu młodym ludziom w Aleksandrowie pomogłem przejść bezpiecznie przez trudny okres poszukiwania i odnaleźć właściwą drogę. Kilkanaście razy. największe kolejki były u mnie. który doświadczył Boga w swoim życiu.dotarło do mnie jasno . podczas których prowadziliśmy nie kończące się rozmowy i dyskusje. kapłani. jak reszta stada wron. Wierzę. Żyłem z nimi ich życiem. odpowiedzialnych. a nawet sercowych.wtedy dopiero następuje przewartościowanie w nich samych i zaczynają krakać tak samo. bo wiem że oni sami to potwierdzą. prawowiernym jest tyle chamstwa. a życie swoje" . Czy ja dzisiaj mam wstydzić się tego.dlaczego ja sam nie stałem się wówczas wzorem dla swoich wychowanków? Otóż. Dlaczego w kraju na wskroś katolickim. na ich prośbę. Chodziłem z moimi chłopcami i dziewczętami na wycieczki.że „Pan Bóg swoje. bo nie ma również świadectwa kapłanów. Widziałem. Postanowiłem być ich starszym bratem. jak słabe w ogóle jest oddziaływanie wychowawcze księży. W naszych rozmowach nie było tematów tabu (uczyłem klasy męskie.jak ogromną. bo nie było też innej drogi. aby do nich dotrzeć i zdobyć ich dla Boga. iż jedną z dziewcząt uratowałem od 100 . iż byłem nim rzeczywiście! Mogę to bez przesady powiedzieć. Po raz pierwszy ksiądz traktował ich jak dorosłych. iż odleciałem z tego stada. Zwierzali mi się ze swoich najskrytszych problemów.

z jedną pensją.samookaleczenia. Prałata ponadto raził widok młodych na plebanii. Faktem jest. że wielu z nich udało mi się zawrócić ze złej drogi. ponieważ udało mi się w moich uczniach. Dziękowałem Bogu za każdą zagubioną owcę. W mniemaniu moim i innych nauczycieli ze szkoły . chociaż niejeden przy tym zalazł mi za skórę. Jednostki wśród chłopców były wręcz kryminogenne (jeden z uczniów popełnił morderstwo na swoim koledze). postaram się wypełnić księdzu wolny czas!" . tygodniowo) stały się lepsze. Już wkrótce okazało się. Wielu moich uczniów i uczennic odwiedzało mnie w moim mieszkaniu na plebanii. że przemyślę to co mi powiedział. jeśli nie od śmierci samobójczej. Był przekonany. Cieszyły mnie bardzo te sukcesy. Niestety. często naznaczona piętnem nie najciekawszych środowisk rodzinnych. którą udało mi się sprowadzić na nowo do Jego Owczarni. Wzorem innych należało mu przytaknąć. bardziej komunikatywne i spokojniejsze.klasy które uczyłem (po 2 godz. że była to młodzież sfrustrowana. gdzie powinien być spokój i powaga (najwidoczniej czynsz pobierany obecnie od lokato-rów na plebanii rekompensuje mu te niedogodności). wychowanych na opowieściach i doświadczeniach związanych z prałatem . Byłem szczęśliwy. przy końcu roku szkolnego właśnie ksiądz prałat wezwał mnie na rozmowę. Polemika z prałatem nie miała sensu on wiedział wszystko najlepiej. a nie przy Bogu". Moje osiągnięcia uważałem za szczególnie wartościowe. iż nie były to słowa rzucane na wiatr.wykrzykiwał mi nad głową. Takie przypadki przekonywały mnie tylko i utwierdzały w walce o przyszłość moich wychowanków. Rzeczywiście miałem zamiar to rozważyć. Przez kilka ostatnich miesięcy spędzonych w Aleksandrowie byłem praktycznie wikariuszem na dwóch parafiach. Zdobycie zaufania młodych ludzi nie przyszło mi wcale łatwo.przezwyciężyć niechęć. W końcu byłem kapłanem w Kościele hierarchicznym i choć wiedziałem. odejście od programu nauczania oraz skupienie młodzieży wokół siebie. w której zarzucił mi „wywołanie niezdrowego poruszenia wśród miejscowej młodzieży. skulić uszy i obiecać solennie poprawę. Ja powiedziałem tylko. iż prałat się myli (a już na pewno nie przemawia przez 101 . „Ksiądz ma kurwa mać za mało pracy. że któryś z moich podopiecznych zarysował mu kilka dni wcześniej jego mercedesa. a często nawet odrazę do stanu kapłańskiego w ogóle.

niego Duch Święty), to jednak kolejna przeprowadzka nie bardzo mi się uśmiechała. Ten, kto sprzeciwił się prałatowi mógł tego samego dnia się pakować, choćby pracował w zupełnie innej parafii. Ten człowiek trząsł całą archidiecezją, a na przywitanie arcybiskupa mówił - „cześć Władek". Poza tym, żywo w pamięci miałem ojca Świątka i jego przykazanie bezwzględnego posłuszeństwa. Jak mogłem mimo to odepchnąć od siebie młodzież, która mnie potrzebowała. Wszystkie swoje obowiązki wykonywałem bez zarzutu; czy miałem być jednak tylko urzędnikiem, kasjerem w kancelarii, technikiem od kultu? Co miały znaczyć słowa, tak często słyszane w seminarium o „spalaniu się kapłana dla Królestwa Boże-go?". Postanowiłem w jednej chwili, że się nie ugnę - nie zmarnuję życia dla zbierania pieniędzy i hodowania brzucha do kolan. Nie po to poświęciłem swoje młode życie, idąc do seminarium i rezygnując z takich wartości jak małżeństwo czy ojcostwo, aby w dalszej kolejności poświęcić swój ideał kapłaństwa. Swoją posługę księdza traktowałem zawsze jako służbę Bogu i ludziom. Nie myślałem o żadnym męczeństwie albo wielkich umartwieniach, ale równie daleki byłem od uznania swojej funkcji kapłana - duszpasterza za intratną, ciepłą posadkę, wolną od ziemskich trosk i zmartwień. Z żalem i smutkiem patrzyłem na większość moich byłych kolegów z seminarium, którzy przenieśli do kapłaństwa podstawową klerycką zasadę - „nie wychylać się". Może po prostu mam inny charakter. Nie potrafię bezkrytycznie godzić się ze złem i przechodzić do porządku dziennego nad jawną niesprawiedliwością. Wszak to sam Pan Jezus, mój Mistrz i Nauczyciel powiedział, iż lepiej być gorącym lub zimnym byle nie letnim. Właśnie ta letniość, pogodzenie się z zastaną rzeczywistością najbardziej mnie raziła u moich pobratymców. Przerażała mnie perspektywa zostania klechą - dusigroszem, który „odbija" sobie brak żony i dzieci powiększaniem konta w __u. Zgodnie ze starym przysłowiem, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia", wielu księży właśnie dla pieniędzy pogrzebało swoje ideały kapłaństwa, a nawet człowieczeństwa. Wiedziałem np. o powszechnej niemal praktyce skubania na lewo proboszczów przez wikariuszy. Najczęściej miało to miejsce w czasie kolędy, podczas której na boku można było dorobić sobie nawet kilka miesięcznych pensji. Było to dziecinnie łatwe - wystarczyło nie zapisywać niektórych większych kwot przy ofiarodawcach, a wpisać je dopiero później, np. w następnym domu, odpowiednio pomniejszone. Nieco większe ryzyko niosło ze sobą zaniżanie wpływów w kancelarii.
102

Jeden z moich kolegów opowiadał mi, jak wpadł w ten sposób u swojego szefa. Otóż pewna gorliwa parafianka, po opłaceniu u niego pogrzebu; jeszcze tego samego dnia nie omieszkała zapytać proboszcza - „czy aby tyle wystarczy"? Proboszczowie doskonale orientowali się w metodach swoich wikariuszy i bronili na różne sposoby. Niektórzy wymagali podpisu ofiarodawcy przy kwocie; inni prosili swoich zaufanych parafian, aby ci dali „na podpuchę" większą ofiarę. Ksiądz prałat Bogacki znalazł jeszcze inne rozwiązanie. Załatwił sobie na czas kolędy sutannowych kleryków z seminarium, którzy w jego mniemaniu byli bardziej uczciwi. Ja tylko jeden raz uległem pokusie w Ruścu, u ks. Jana. W czasie kolędy przywłaszczyłem sobie niewielką kwotę, ale po paru dniach wyrzutów sumienia - wrzuciłem ją do kościelnej skarbonki. Czułem, że po pierwszym razie mogę wyrobić w sobie nawyk „dorabiania". Taką praktykę można było sobie łatwo wytłumaczyć, bo przecież proboszcz skubał mnie zupełnie jawnie. Wzajemne okradanie się księży w parafiach demoralizuje ich oraz rodzi ciągłe podejrzenia i antagonizmy. Kiedy byłem kapłanem bardzo bolało mnie i gorszyło takie zachowanie wielu moich kolegów. Teraz, z perspektywy czasu, ciężar ich winy przelałbym raczej na wadliwy system. Uważam, iż dla dobra samych księży najwyższy czas, na wzór krajów zachodnich, np. Niemiec - uporządkować wszystkie finanse Kościoła i poddać je pod kontrolę rad parafialnych albo przekazać kontrolę państwu. To samo dotyczy uposażenia księży, które powinno być jawne, jak każde inne. Jest to moim zdaniem jedna z podstawowych dróg do ratowania Kościoła w Polsce. Powrócę jednak do mojego postanowienia, które podjąłem po rozmowie z prałatem, aby nie opuszczać mojej młodzieży i do drugiej decyzji, która zrodziła się w toku przemyśleń nad pierwszą - nie ugnę się pod naporem złych obyczajów w Kościele. Postanowiłem również nie drażnić zbytnio prałata i swoje spotkania z podopiecznymi przenieść poza plebanię. Nie chciałem opuszczać Aleksandrowa. Po-znałem tu wielu wspaniałych ludzi, a przede wszystkim miałem ludzkiego proboszcza. Chociaż pracy na dwóch parafiach było więcej niż w Ruścu, a zarobki nie najlepsze, gotów byłem zostać tam jak najdłużej. Samo życie w mieście różniło się bardzo od wiejskiego. Przede wszystkim była tu większa anonimowość, a sąsiedztwo wielkiej Łodzi stwarzało większe możliwości kulturalne i towarzyskie. To sąsiedztwo było mi osobiście bardzo na rękę, ponieważ po przyjeździe do Aleksandrowa rozpocząłem zaoczne studia doktoranckie na Akademii
103

Teologii Katolickiej w Łodzi, na kierunku Katolicka Nauka Społeczna. Również praca duszpasterska w mieście była o tyle łatwiejsza, że wszędzie było blisko - do szkoły, chorego itp. Zupełnie inaczej wyglądała kolęda w blokach. Jak na złość jednak zimą skradziono mi samochód i wszędzie, a przede wszystkim do swojej kaplicy, jeździłem na rowerze. Nasza świątynia pod czułym okiem proboszcza stawała się niemal z każdym dniem piękniejsza. Bardzo budowało mnie zaangażowanie i entuzjazm dużej grupy parafian, którzy sami, od podstaw tworzyli materialny i duchowy wizerunek nowej wspólnoty. Kilku, niemłodych już mężczyzn - emerytów i rencistów - regularnie, każdego dnia przychodziło nieodpłatnie do pracy przy kaplicy i plebanii. Zawstydzony ich poświęceniem i ofiarnością sam zacząłem pomagać przy cięższych pracach, np. przy zalewaniu stropu na plebanii. Nigdy nie zapomnę wspaniałej atmosfery, jaka towarzyszyła naszym wspólnym spotkaniom i pracom. Oczywiście byli i tacy parafianie którzy przychodzili do kancelarii albo zakrystii, aby podokuczać księdzu lub skrytykować to i owo. Niektórzy, a tych przybywało, byli nastawieni nieufnie i wrogo. Z roku na rok w czasie kolędy, coraz mniej rodzin przyjmowało księży w swoich domach. Zjawisko to obserwowano we wszystkich parafiach. Kiedy w Boże Ciało wczesnym rankiem wykańczaliśmy ołtarze przylegające do bloków - w kilku przypadkach spotkaliśmy się z inwektywami i agresywnym zachowaniem tych, którzy chcieli się tego dnia wyspać, a hałas im przeszkadzał. W Uroczystość Wszystkich Świętych - zbierając z rozkazu prałata ofiary na cmentarzu - o mało nie zostałem zlinczowany przez rodzinę stojącą przy grobie, na który nieopatrznie nadepnąłem czubkiem buta. Słyszałem wielokrotnie o protestach ludzi mieszkających w pobliżu świątyń, którym przeszkadzał odgłos kościelnych dzwonów. Znamienne było to, że niemal wszystkie wrogie uczucia względem Kościoła, a w szczególności wobec księży, wyrażali ludzie deklarujący się jako wierzący. Ksiądz prałat jak zwykle i na nich miał wypróbowany sposób. Wszyscy księża pracujący w Aleksandrowie mieli obowiązek zgłaszania mu podobnych incydentów, a przede wszystkim ich autorów. Informacje były skrzętnie zapisywane w kartotece, a przy najbliższej okazji - skwapliwie wykorzystywane. Prędzej czy później podpadnięta osoba zjawiała się w kancelarii w związku z załatwieniem ślubu, chrztu czy pogrzebu. Najczęściej większa kwota ratowała z opresji i była uznawana jako pewne
104

patriotycznych i cieszyć oczy wielotysięcznymi. Jestem przekonany. trzeba powiedzieć. Jeden z moich przełożonych w Seminarium Włocławskim . obecność na Mszach Świętych dla dzieci i młodzieży itp. Tymczasem w zdrowo myślących 105 . jakie prowadzi parafia. to jego skrupulatność w połączeniu z praktycznym podejściem do życia. w Ruścu. Uważam.chciała dalej kontynuować taki model duszpasterstwa. wychodząc gorszym niż przyszedł. W jego parafii niemal wszystko było „na kartki" . prałata Hedoniusza Bogackiego. co trzeba oddać prałatowi. iż jest on typowym przykładem na to. Przed kolędą prałat wysyłał do każdego domu listę materialnych potrzeb i inwestycji. manifestacje wiary i sprzeciwu wobec komunistycznej władzy . Dołączał do tego kopertę ze swoją pieczątką. który jawi się w tym rozdziale jako postać kluczowa. Wielu z nich staje się z czasem autentycznymi ateistami . Jakiż jednak szok czekałby takiego idealistę na pierwszej parafii np.gorszymi od innych . nie posądzam go o zupełny brak dobrych intencji. jeśli ktoś przejdzie przez sześć lat uczelni duchownej i nie zepsuje się. Konecki powiedział kiedyś w przypływie szczerości. chrzest. że po to aby być dobrym księdzem.zadośćuczynienie za popełnione grzechy. Bogacki. imprezach religijno-polityczno . prałat chciał dobrze. Na domiar złego wnieśli do kapłaństwa hedonistyczne i materialistyczne patrzenie na świat. Prawdopodobnie ks. ślub.bo najczęściej nie do odratowania. jeśli brakowało choćby jednego z kilku świstków. trzeba wpierw być dobrym człowiekiem. Większość biskupów i wielu proboszczów wyrosłych na latach osiemdziesiątych . a jednocześnie jest najbardziej tragiczne . że tacy kapłani jak ks.spowiedź. Podsumowując osobę ks. Niemożliwym było uzyskanie pozwolenia na ślub lub chrzest.kiedy to Kościół organizował Msze za Ojczyznę. heppeningi. weszli na drogę powołania nie mając go w ogóle lub też wypaczyli je bardzo wcześnie. oparty na pokazówkach. Negatywne i pozytywne cechy charakteru kandydata do święceń są bez ograniczeń przenoszone do kapłaństwa. że wielkim sukcesem jest.że wierzą oni w swój własny „ideał" kapłaństwa. jak decydującą rolę w życiu i postawie kapłana odgrywa jego osobowość i cechy czysto ludzkie. Był to jeszcze jeden sposób na nieuczciwych „kolędowników". prefekt K. w tym także do duszpasterstwa. wiwatującymi tłumami. To właśnie jego i jemu podobnych w pewnym sensie usprawiedliwia.ks. Jedno. same święcenia (pierwsze czy drugie) nie spełniają funkcji oczyszczalni ścieków. bierzmowanie.

zemsty i dewiacji seksualnych.środowiskach kościelnych panuje przekonanie. chciałbym przybliżyć nieco stan ducha. Właśnie tym wadliwym systemem. często na wielkie kwoty. który wypaczał ludzkie charaktery i sumienia. Bujaka. deprawował sługi Kościoła . Frasyniuka i innych. Przede wszystkim w całym Kościele Rzymsko-Katolickim. Z tzw. Owoce tego systemu były wstrząsające. którzy przez lata stanu wojennego korzystali z opieki i pomocy księży. w którym kwitł kapłański biznes . a przynajmniej w dwóch diecezjach: łódzkiej i włocławskiej. Znałem od podszewki struktury i metody działania Kościoła w Polsce. że właśnie lata osiemdziesiąte były dla Kościoła w Polsce latami straconymi.nie był najlepszym miejscem dla takich jak ja. Biskupi oburzają się dzisiaj na Labudę. terenu dobiegały wciąż wstrząsające wieści o bijatykach na plebaniach.nie chcą mieć teraz z nim nic wspólnego. Kiedy po powrocie z urlopu zastałem u proboszcza dekret kierujący mnie na inną parafię. był ten sam system. Miałem już za sobą doświadczenie sześciu lat pobytu w dwóch seminariach duchownych (z roczną przerwą) oraz dwuletni staż pracy na dwóch różnych parafiach. w jakim znajdowałem się w tamtym czasie. poprzez wyprzedawanie dzieł sztuki sakralnej lub składanie obietnic bez pokrycia typu: 106 . Aleksandrów. ROZDZIAŁ VII Ozorków: trudna decyzja . ponieważ w masówkach Kościoła tryumfującego brak było Boga i Ewangelii. wzajemnej zawiści. jak na Owczarnię Jezusa Chrystusa. te same metody. molestowaniu dzieci przez księży pedofilów. Niestety. nie zmartwiłem się zbytnio. kierowanym przez papieża.dlaczego odszedłem? Zanim rozpocznę swoją kolejną historię na kolejnej parafii. Gdzie indziej było oczywiście tak samo albo bardzo podobnie. trójkątach małżeńskich z udziałem duchownych.byłem zrażony. ci światli ludzie poznawszy wówczas Kościół „od kuchni". nie wyłączając: złodziejstwa. nakłanianiu „gospodyń" do usuwania nienarodzonych itp. pijaństwa. a politykujący księża nie myśleli o dawaniu świadectwa wiary. często nawet ukrywając się w zakonach czy na plebaniach. Pasterze Jego owiec dopuszczali się nagminnie ciężkich grzechów. Powszechne było okradanie przez proboszczów całych parafii.

Mając to wszystko na uwadze . gdy uda mu się „urwać" z pracy i dojechać często pareset kilometrów do domu.bratu. które napotykałem na drodze powołania. To nie jemu.. siostrze lub ich dzieciom . iż zawiedzeni lub zgorszeni jednym księdzem. co sam widziałem i o czym słyszałem z tzw.należy się szacunek i uznanie. iż w czasie trwania probostwa (zazwyczaj już pierwszego) budują oni własne.przekręt jest gotowy. Kiedy uzbiera się z tego mała fortuna. a właśnie im zapracowanym.oświadczam. samotnym i opuszczonym . często przepiękne domy . Prawdopodobieństwo. które zapewnia praca na „niwie Pańskiej". najczęściej od naocznych świadków . Nieliczni samotni fundują takie domy swoim bliskim . matkom. Najczęściej wierni są zupełnie nieświadomi tego. ofiarnym ojcom. a czasem nawet ubliżają księżom (najczęściej za ich plecami)? Z perspektywy tego. a złodzieja nie ma bo nie ma paragrafu który by go ścigał. W tych księżowskich domach najczęściej mieszkają ich utrzymanki i dzieci. To należy wytknąć wielu ludziom.czy dziwić się ludziom.bo ciągle brakuje. przed pójściem na emeryturę. Pieniądze zniknęły.oczywiście na koszt parafian. iż tak jak dawniej (przed wstąpieniem do seminarium) dziwiło mnie i gorszyło. Dwa lata kapłaństwa przekonały mnie również o mojej bezsilności wobec wszelkiego zła. że zostanę biskupem lub papieżem aby 107 . chcąc zapewnić sobie spokojną starość. a nawet świątobliwi kapłani. dostatnim życiem. które widzą tatusia przy okazji. że nie wszyscy ludzie traktują księży z należytym szacunkiem. Na tym poziomie należało tylko słuchać. Oczywiście są także wspaniali. wypełniać rozkazy i cieszyć się wygodnym. Byłem i przez długie lata miałem być ciągle na najniższych szczeblach drabiny hierarchicznej Kościoła.założę nowy dach na Kościele jak zbierzecie dość pieniędzy. gdyż na nich samych spada ciężar złej opinii kolegów. Prawidłowością wśród proboszczów jest to. na który zebrali kasę lub też kosztem wieloletniego opóźnienia prac nad budową świątyni. że krytykują. Ludzie przynoszą duże i małe sumy czasem przez kilka lat .. którzy cierpią za swoich współbraci. Starsi księża. pierwszej ręki. automatycznie przekreślają wszystkich innych. duszpasterz prosi biskupa o zmianę parafii i . co za ich plecami kombinuje duszpasterz. bywają często chorobliwie chytrzy i zdzierscy.w zamian za opiekę na starsze lata. zamiast remontu Kościoła. tak obecnie dziwi mnie i gorszy całowanie kapłanów po rękach i w ogóle wyróżnianie ich spośród innych osób. np.

której byłem małym trybikiem.więcej jest wśród „cudzołożnic i celników" aniżeli w gronie faryzeuszów (ówczesnych kapłanów). Nie mam najmniejszych wątpliwości. Wielu było w historii Kościoła reformatorów zatroskanych o jego dobro i autentyczność. Większość z nich zamęczyła inkwizycja.założył 108 . liczenie się z opinią wiernych . przemawia przez każdego przełożonego od proboszcza. którzy się boją Boga. że nie pochowa zwłok jeśli nie dostanie wyznaczonej opłaty (1995r . zł. aż do papieża. który mógł zostać. Po raz pierwszy pomyślałem o odejściu. ale tylko przez ludzi. którzy ją powołali i przewodzili jej sądom. a takich . aby z innej pozycji walczyć o przemianę litery i ducha Kościoła.5 mln st.czy Duch Święty przemawiał także przez księdza Jana Dupczyckiego z Ruśca. To nie Duch Święty kierował poczynaniami świętej inkwizycji . lecz szatan. ale odszedł żeby dać świadectwo prawdzie i aby ta prawda dotarła omijając kościelną cenzurę. Jego zamiarem było zreformowanie.cokolwiek zmienić było niewielkie. ale tylko po to.o wszystkim bowiem decyduje góra i dogmaty ustalone przez górę. nieomylności papieża i prawdziwości głoszonej nauki. oczernia i wyklucza z Kościoła. To nie Bóg działa przez ludzi popełniających grzechy ciężkie.ale szatan zawładnął umysłami i duszami papieży. Wszystko jest dobre. według nauczania Kościoła. Duch Święty.bo nad wszystkim czuwa Duch Święty. zakłamanym systemem machiny. kiedy wbrew mojej woli nakłaniał mnie do współżycia? A może to ksiądz prałat Bogacki. już wówczas anachronicznych struktur kościelnych. których śmiało można przyrównać do dzisiejszych hierarchów Kościoła. Z jednej strony wiedziałem o tym.). dziekan aleksandrowski jest przekaźnikiem Trzeciej Osoby Trójcy Świętej . Tylko wtedy mój głos dotarłby do ludzi jako prawdziwe świadectwo człowieka. a gdy to okazało się niemożliwe . Nie ma po prostu takich potrzeb jak: demokracja. Oczywiste było dla mnie i to. konsultacja. Głos szeregowego księdza nie jest w ogóle brany pod uwagę. Pytam się w związku z tym . On właśnie jest gwarancją świętości Kościoła.musiałem odejść z kapłaństwa. pewne i prawdziwe .skazującej na tortury i śmierć tysiące niewinnych ludzi . iż aby być znakiem sprzeciwu . że nie wolno mi pogodzić się z wypaczonym. iż Duch Święty działa w Kościele. a współczesnych uznaje się za chorych psychicznie.szantażując ludzi. Pogodzenie się z zastaną rzeczywistością oznaczało stopniowe równanie w dół. Po raz pierwszy w życiu byłem w tak wielkiej rozterce.wg słów Jezusa . Pierwszemu Lutrowi udało się uniknąć śmierci.

Był pobłażliwy dla tych. Rozumiał małżonków żyjących bez ślubu kościelnego. jako okazyjny. Józef był człowiekiem łagodnego usposobienia. Proboszczem był ks. Tymczasem jednak osiadłem w Ozorkowie.kapłan ok. na które w ciągu ostatnich dwóch urlopów wydałem dosłownie wszystkie zarobione pieniądze.mojej trzeciej i ostatniej placówki.. jak księdzem. Trzymała mnie tylko nadzieja. którzy nie chodzą w niedzielę do Kościoła bo. nie bardziej zresztą niż większość gorliwych katolików. która towarzyszy zawsze zmianie środowiska . Największą radością i szczęściem był dla niego kontakt z przyrodą. a raczej materialne.parafii oraz względy praktyczne. Mógł być równie dobrze leśniczym czy gajowym. np. 50-tki. Potrafił godzinami opowiadać o swoich wyprawach wędkarskich i łowieckich. Ks. Oprócz paru mebli i starego samochodu. Był to typ gawędziarza. choć przy pierwszym poznaniu mógł sprawiać wrażenie szorstkiego. Postanowiłem stopniowo otwierać im oczy na różne sprawy. ale także wędkarz od razu przypadłem mu do gustu. słusznej postury. Byłem wówczas o krok od opuszczenia kapłańskich szeregów. Tak wiec już historia uczy. Moją życiową pasją były i są podróże. Podziwiałem jego wielkie zrozumienie dla spraw ludzkich. Nigdy z jego ust nie słyszałem żadnego przytyku ani wymówki pod adresem ludzi zgromadzonych 109 . Największą jednak przeszkodą byli moi rodzice. przerośniętego chłopaka wychowanego na opowieściach Marka Twaina i książkach Szklarskiego.nie miałem mieszkania ani żadnych środków do życia. że Kościół Rzymsko-Katolicki jest niereformowalny wewnątrz własnej struktury. Józef Gryzik . Nie chciałem nawet myśleć o tym. Potrafił wytłumaczyć swoich parafian dosłownie ze wszystkiego. Patrzyli we mnie niczym w święty obraz. który zmuszony byłem kupić . kazań. Takie i inne myśli nurtowały mnie podczas przeprowadzki do Ozorkowa . Od samego początku zrobił na mnie miłe wrażenie. Jakże naiwni byli w swoim postrzeganiu Kościoła i księży. Niemal codziennie na parę godzin przepadał gdzieś z wędkami.własny Kościół. ale było to bardzo bolesne i trudne dla nas trojga. a naprawić go można tylko poza nim samym. mają małe dzieci albo cały tydzień ciężko pracują. Był to zresztą główny temat jego . jak wielkim ciosem byłoby dla nich moje odejście. nie mówiąc już o funduszach na reformowanie Kościoła. jako drugi wikariusz Parafii Matki Boskiej Królowej Polski.. strzelbą lub koszem na grzyby. z gęstą czupryną szpakowatych włosów. Ja. bo może pochodzili z rodzin ateistycznych itp. bytowych.

Na tyłach terenu przeznaczonego pod Kościół prowadzono budowę ogromnego domu parafialnego i plebanii. który szczególnie go zaabsorbował. a proboszcz jako budowniczy. Ks. Gryzika nie zajmowały zbytnio sprawy związane z pracą duszpasterską .miejsce odpoczynku i naszych zebrań. parafia nie posiadała świątyni. co należy bardzo mocno podkreślić. Ja natomiast miałem dołączyć do tej grupy ze specjalizacją katechety. chrzty i Msze. Często i szczerze dziękował za składane ofiary i pomoc. Przy kaplicy był jeszcze osobny budynek. głosił wspaniałe kazania). Jedną z niewielu wad ks.. Ja natomiast mieszkałem. Zachęcał co najwyżej do prac fizycznych przy budowie plebanii i Kościoła. skąd dojeżdżał ok. Działo się tak. Darek jako duszpasterz (m. Następną rzeczą wartą podkreślenia jest fakt. Bywały również posługi darmowe. kancelaria itp. w bloku.jego dwóch wikariuszy. Ks. a przede wszystkim . Jak wcześniej wspomniałem. Takie podejście proboszcza do parafialnych finansów i księżowskiego uposażenia było ewenementem w skali całej archidiecezji.. kiedy razem byliśmy na pielgrzymce w Częstochowie. Nigdy też. 2 km. Ks. że odprawialiśmy pogrzeb za 50.liturgia.głównym duszpasterzem w parafii. naprzeciwko 110 . śluby. Józefa i nas . Mój starszy kolega miał mieszkanie w sąsiedniej parafii. Zdarzało się nierzadko. Parafianie doskonale zdawali sobie z tego sprawę i szanowali za to ks. których tematyka była co najmniej dziwna. iż w parafii księdza Józefa nie było nigdy ustalonych stawek za pogrzeby. który w Ozorkowie był już od trzech lat. nie dopominał się pieniędzy od parafian. Darku Płysie. Zdecydowanie wolał pracę (nawet fizyczną) przy budowie domu parafialnego. Ksiądz proboszcz mieszkał na razie w małym. wygłosić homilię będącą streszczeniem artykułu z Wiadomości Wędkarskich. Ks. proboszcza było właśnie marginalne traktowanie duszpasterstwa. tj. odrzucanie zimą śniegu wokół kaplicy. Płys był bardzo koleżeński i serdeczny. w którym mieściła się kancelaria i salonik . Znałem go jeszcze z czasów seminaryjnych.00 zł. a nade wszystko swoje wyprawy w plener. co brał prałat. w centrum Ozorkowa. Obaj księża byli ogólnie lubiani i szanowani. zaniedbanym domku obok kaplicy. Bił on wszelkie rekordy w szybkości odprawiania Mszy Świętych i w głoszeniu kazań. Józef potrafił np. kaznodziejstwo. Darek był praktycznie proboszczem. a jej funkcję sprawowała tymczasowo niewielka kaplica. która była w fazie projektowania.in. 1/10 tego. Mówiąc o „nas" myślę o sobie i ks. ponieważ ks. Uczyłem sześć klas ósmych oraz drugie i trzecie klasy liceum ogólnokształcącego.w świątyni czy też w kancelarii.

Wydawać by się mogło. zwłaszcza między dziekanem i moim proboszczem (wicedziekanem).widzą swoje pociechy zazwyczaj późnym wieczorem. Kobiety z Łodzi. z których słynęła nasza parafia. księży współpracowników niemal bez zarzutu. Odbija się to wydatnie na wychowaniu dzieci i młodzieży. 10 000 tyś. że wreszcie znalazłem parafię dla siebie. Darek. w której rezydował dziekan. Wśród tej dorastającej młodzieży widać było aż nazbyt wyraźnie braki i zaniedbania wychowawcze rodziców. Nic dziwnego skoro połowa jego parafian przychodziła do nas.przeprowadzkę do apartamentu w nowej plebanii. zwłaszcza matek. a także księdzem Darkiem. moją największą. katecheza w liceum sprawiała mi prawdziwą satysfakcję. Stosunkowo niewielka odległość od Łodzi pozwalała mi bez przeszkód 111 . kosztowała mnie katechizacja w ósmych klasach. Zgierza. W porównaniu z katorżniczą pracą w podstawówce. Pabianic. gdy wracają z pracy. i Ozorkowa . żeby nie powiedzieć zdrowia. mieszkańców i była. który mieszkał na terenie konkurencji. Bliskość rodzinnego miasta była kolejnym. że nasza kaplica pękała w szwach. oparty na partnerstwie (sam ciągle czułem się licealistą) i otwartości. jak dotychczas. Parafia Królowej Polski liczyła ok. Łódź słynąca z przemysłu lekkiego. w małym dwupokoikowym mieszkanku na czwartym piętrze. Ministrantami opiekował się ks. W parafii tej prowadzono tzw. Jest to powszechne zjawisko w środowisku Łodzi i podłódzkich miast. ważnym atutem. Na tle wyraźnego zróżnicowania w metodach duszpasterzowania pomiędzy naszymi parafiami dochodziło między nami często do sporów i utarczek słownych. duszpasterstwo tradycyjne. którego siłą napędową były i są kobiety. a w perspektywie roku . Tutaj czułem się na swoim miejscu i na nowo zacząłem realizować „swój" system wychowawczy. zwłaszcza interesantów w kancelarii. Najwięcej wysiłku. oparte na stałym cenniku „usług".kaplicy.pracujące przy krosnach i maszynach przędzal-nianych . dziekan zarzucał nam zbytnią pobłażliwość w traktowaniu ludzi. Oprócz niej istniała w Ozorkowie druga. Ks. podczas gdy jego Kościół świecił pustkami. Nie mógł też przeżyć. Mocnym punktem parafii była silna obsada ministrantów na poziomie szkoły średniej. jest środowiskiem chyba najbardziej zaniedbanym wychowawczo. Tak naprawdę chodziło mu o dobrowolne ofiary. sobie-państwie i teorii wyższości stanu duchownego nad pospólstwem. Praca w parafii nie była zbyt ciężka.

co leżało mi na sercu i powiedziałem o moim postanowieniu.ojcem duchownym z seminarium. a przede wszystkim podziwiał odwagę i determinację. iż to co u ludzi jest niemożliwe. Samo miasto. W tej samej chwili przyszły mi na myśl słowa Jezusa mówiące o tym.zacząłem mieć pewność. Niestety. któremu ślubowałem życie w celibacie oraz cześć i posłuszeństwo.siedź cicho. przywożąc nierzadko zatrważające wieści z terenu. że to jakiś wewnętrzny głos.to postanowienie stało się moją obsesją. Przed ostatecznym opuszczeniem parafii chciałem odbyć jeszcze jedną rozmowę. która mną kierowała. a po 112 . Ksiądz Józef. Mimo ustabilizowanego życia osobistego i zawodowego. w których prosiłem Boga. Niestety. Często odwiedzali mnie koledzy-księża. który w geście apostolskim włożył ręce na moją głowę. Niemal w każdym przypadku spotykałem się z tą samą sentencją . pomimo sąsiedztwa wielkiej aglomeracji. coraz bardziej narastał we mnie sprzeciw wobec zakłamań systemu. Równocześnie powstała we mnie idea napisania tej właśnie książki. że zrodziło się to pod natchnieniem samego Boga i z Jego woli. którego byłem częścią. a w dodatku ma tak możnych i wpływowych strażników. nadludzka moc popycha mnie do wielkiego dzieła. pobłogosławił mnie i obdarzył swoim zaufaniem. Jeśli On mi pomoże. Po wielu godzinach modlitw. iż poświecę swoje życie tej właśnie sprawie. Postanowiłem. abym mógł jak najlepiej rozeznać Jego plany wobec mnie . wyraził swoje zrozumienie dla mojej decyzji. Osobiście miałem chwile zwątpienia . W rozmowie z moim proboszczem zwierzyłem się ze wszystkiego. było ciche i urokliwe. Wiedziałem i wiem nadal. jest możliwe u Boga. co skostniało i utrwaliło się przez setki lat. Dziełem tym miała być przemiana Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Postanowiłem rozmawiać na ten temat z innymi księżmi. Opowiadali o swoich proboszczach. Ojciec wstrząśnięty moimi uwagami zalecił mi ćwiczenia w pokorze i nadał ciężką pokutę. to nic nie powstrzyma Jego własnych planów. co więcej . Ozorków nie był jednak bezludną wyspą. różnych nadużyciach i świństwach.powziąłem ostateczną decyzję o odejściu z kapłaństwa. którego również bolały ciemne strony Kościoła. Pragnąłem otworzyć się przed człowiekiem. ksiądz arycybiskup Władysław Ziółek był wtedy gdzieś na drugim końcu świata. wątpliwości ciągle narastały. Nie miałem właściwie wyboru .kontynuować studia doktoranckie na akademii.czy rzeczywiście mogę zmienić coś. jak ci dobrze! Swoimi wątpliwościami podzieliłem się z moim byłym spowiednikiem .

Być może tak właśnie miało się stać. ale już w nowym. Nie czułem się zobowiązany wobec tego człowieka. W przeddzień księżowskich przeprowadzek pożegnałem się serdecznie z księdzem proboszczem i księdzem Darkiem. Aby pokazać komuś właściwe rozwiązanie. bez uprzedniego ukazania tychże błędów oraz ich skutków. systemu. Jakaś wewnętrzna Siła kazała mi każdą wolną chwilę poświęcać jej powstaniu. ale sam Jezus Chrystus. bo wiem. należy wpierw odwieźć go od złych metod i dróg. W ciągu jednego dnia znalazłem i wynająłem niewielkie mieszkanie pod Łodzią i tam zamieszkałem.nie było to dla mnie żadną przeszkodą w odejściu od kapłaństwa. aby głosić Jego naukę. są oni na nie podatni jak wszyscy inni. iż nadejdzie taki dzień i stanę na nowo przy Jego ołtarzu. które obrał. do którego są naginani. bo wiedziałem. Tak naprawdę. Do dzisiaj łączą mnie z nimi przyjacielskie kontakty. Tak naprawdę jednak. Co się zaś tyczy samych ślubów. przeczekałem okres urlopów. że tak naprawdę wcale nie odszedłem. jest pierwszym i jedynym w swoim rodzaju świadectwem byłego księdza z kraju papieża. ROZDZIAŁ VIII Konieczność zmian w Owczarni Chrystusa Aby uniknąć niepotrzebnego zamieszania związanego z moim odejściem. to nie jemu ślubowałem w czasie święceń. Teraz wydaje mi się to oczywiste . ale zakłamanie systemu kamuflującego te wady. które uczyniłem . Aby zarobić na utrzymanie założyłem niewielką firmę produkcyjną. że ona musi powstać. który zostawił wszystko i poszedł za Nim. gdyż ich postawa jest naturalną obroną przed nienormalnym i nieludzkim sposobem życia. lepszym Kościele. który z góry niejako wyklucza istnienie takich wad i słabości u „nadludzi". Ciągle żywe jest we mnie powołanie i pragnienie bycia pasterzem w Jego Owczarni. Od samego początku zacząłem jednak pisać tę książkę. Nigdy nie przestanę być uczniem Chrystusa. Moja książka. takie jak np. żeby mój przełożony dowiedział się o wszystkim z tej książki jak wszyscy inni.niemożliwa jest naprawa błędów i przemiana na lepsze. w którym kapłani i wierni będą czcili Boga „w Duchu i prawdzie". Niektóre wymogi Kościoła względem księży. Nie piętnuje ona kapłańskich wad i słabości. W końcu to nie on mnie powołał i uczynił kapłanem. celibat i bezwzględne posłuszeństwo w głoszeniu nauk 113 .jego przyjeździe przez ponad miesiąc nie mogłem u niego uzyskać audiencji. Wierzę głęboko. a nawet o wiele bardziej. ale samemu Bogu.

Dla przykładu .to demoralizuje jego samego. Niestety bywają na tym tle duże przegięcia. a niekiedy wręcz tragiczne. ucieczki w alkoholizm. niekontrolowana władza proboszczów (często starszych i zdziwaczałych) nad wikariuszami. co mają inni więc będę miał to. (6) Patrz Ew.„dziadami kościelnymi" itp. 114 . Księża. donoszenie na kolegów do biskupa itp. najzwyczajniej w świecie. którymi jeździli poprzednio po to. szydzą nawet ze swej sakramentalnej i duszpasterskiej posługi. Jakże częstym obrazkiem jest proboszcz albo wikary spieszący pędem na plebanię po skończonym nabożeństwie. 23. Takie życie pociąga za sobą cały szereg następstw. dystansu wobec otoczenia oraz cynizmu . Proboszczowie. a w konsekwencji także ludzi. a często zupełnej izolacji i wyobcowania ze środowiska. Wielu księży cechuje: egocentryzm i pycha. ubóstwianiu ich i „rozpuszczaniu" na wszelkie możliwe sposoby. aby „nie spadła ofiarność". Osobnym tematem jest panujący wśród kleru kult pieniądza. jest powodem wielu konfliktów. sztubacki zwyczaj kupowania przez księży nowych samochodów łudząco podobnych do tych. Duża. Poza tym. aby zjednać sobie przychylność „góry" prześcigają się w dogadzaniu biskupom. Powszechna jest zazdrość o lepszą.słudzy Kościoła wykształcili w sobie postawę obrony. wspierających Kościół ofiarami i modlitwą.na zasadzie . drudzy gorszymi. wypaczają sumienia głosicieli Słowa Bożego i są w konsekwencji powodem ich upadków. z ludzi angażujących się do różnych prac przy parafiach. a także w zakłamaniu . Wzajemne stosunki między księżmi również pozostawiają wiele do życzenia.w czym są prawdziwymi mistrzami. Mt. które nierzadko przybierają formy drastyczne. W powszechnej praktyce jest np. Są bowiem tylko ludźmi jedni lepszymi. a starsi mężczyźni . bardziej dochodową parafię. traktowanego najczęściej jako dobro zastępcze .nie mogę mieć tego. Kapłan żyje w ciągłym konflikcie z samym sobą. Przytłoczeni z jednej strony nieograniczoną władzą biskupa.całkowicie niezgodnych z ich wewnętrznym przekonaniem. a z drugiej strony zaszczuci przez własnych wiernych . niezdolni są unieść „ciężarów nie do uniesienia"(6). 3-5.starsze kobiety najczęściej nawiedzające świątynie i członkinie kółek różańcowych nazywane są przez księży „żabami kropielniczymi". którzy słusznie upatrują w nim wzoru do naśladowania. „otrzaskani" ze świętościami. Samotność i postawy krytykanckie wobec nich są powodem nieufności względem ludzi świeckich.

postawa dzisiejszych następców apostołów stanowi zadziwiającą kwintesencję starotestamentowego faryzeizmu ze współczesnym konsumpcjonizmem oraz pragnieniem władzy i dominacji. Książęta Kościoła. Trzeba koniecznie dokonać rozróżnienia pomiędzy autonomicznym charakterem Kościoła i jego czcigodnymi tradycjami. m. w Niemczech lub też ustalenie powszechnie obowiązujących.in. rad parafialnych. prawdziwej pokorze. szczególnie w naszym kraju. Wynikiem tego . utrzymania seminarium. a zdroworozsądkowymi metodami funkcjonowania ogromnej instytucji. 12. Każda parafia jest opodatkowana na rzecz utrzymania kurii. skromności. Właśnie biskupi są prawdziwymi finansowymi krezusa-mi. (7) Patrz Ew. nie mieszaniu się do spraw świata (czyt. Na tej samej zasadzie należy poddać kontroli i ujawnić (dziś skrzętnie ukrywane) faktyczne uposażenie księży. Kardynałowie i biskupi w sposób zupełnie niekontrolowany mogą korzystać i faktycznie korzystają z tej góry pieniędzy. Mk.kanonika i prałata. biskupów. iż dzisiejszym Kościołem rządzą pieniądze. Normalnym zjawiskiem jest kupowanie u biskupów godności kościelnych . Pomiędzy księżmi istnieje ciągła rywalizacja o największe i najbogatsze parafie.w Polsce faktycznie nie istnieje. rozsądnych stawek za posługi duszpasterskie. diecezjalnego caritas. Nie będzie wielką przesadą jeśli powiem. Koniecznym zatem krokiem w kierunku uzdrowienia Kościoła. Mają oni nieograniczony dostęp do ogromnych pieniędzy napływających z diecezji. Nie dziwi mnie postawa większości katolików w naszym kraju. którzy sami regulują sobie własne wynagrodzenia. Najlepszym wyjściem byłoby wypłacanie księżom pensji tak. Instytucja tzw. byciu „żywym przykładem dla stada".czego inni nie mają lub co pragną mieć. która wchodzi w XXI wiek i jest kierowana przez ludzi. tak powszechna na zachodzie . a nie przez aniołów. jak to się dzieje np. polityki)(7). trosce o zagubione owce.zagubili gdzieś po drodze wskazania Jezusa o: ubóstwie. budowy nowych świątyń. którzy widząc 115 . a zwłaszcza proboszczów i biskupów. zajęci ciągłą troską o jego rozrost. 17. głoszeniu czystej Ewangelii.Watykanu. dzieleniu się wszystkim z potrzebującymi. misji w krajach trzeciego świata oraz na potrzeby papieża i funkcjonowanie Państwa Kościelnego . licznych przedsięwzięć i fundacji kościelnych.gdzie kierują one finansami i inwestycjami niemal każdej parafii . potęgę i dobro . jest uporządkowanie jego finansów poddanie ich wnikliwej kontroli.

Najbardziej na świecie wpływowy Kościół nie ma prawie żadnego wpływu na kształtowanie sumień i morale swoich wiernych. zdrowym odruchem człowieka. System panujący w całym Kościele Katolickim jest wadliwy (celibat księży. miłości i opieki nad najbardziej potrzebującymi) . Siła Kościoła i jego pasterzy . brak struktur demokratycznych. które są coraz mniej masowe. zaangażowanie wiernych oraz wpływ jaki wywiera na nich głoszona nauka. Pomocną Afrykę oraz Kanadę. największy majątek. największe wpływy na życie społeczne i polityczne w państwie).zgubiły już wielkie Cesarstwo Rzymskie. W ciągu trzech urlopów w kapłaństwie. Ma to prowadzić do 116 .jest sztucznie rozdmuchiwana przez wysokich rangą dostojników i podsycana masówkami.in. błędy w nauce dotyczącej moralności seksualnej antykoncepcji. porównywalne do takich krajów jak Albania czy Obwód Kaliningradzki. przebaczenia. odwiedziłem kilkanaście krajów Europy Zachodniej i Południowej.przy jednoczesnym braku ascezy i autentycznej niezbędnej przemiany . nieufność. m.wynaturzenia systemu jaki panuje w Kościele Katolickim . Próbowałem poznać dokładnie struktury tamtejszych Kościołów. do indyferencji moralnej czy religijnej . który widzi zło i fałsz jest unik. Kościół w Polsce jest najpotężniejszy ze wszystkich Kościołów na świecie (największa ilość księży i biskupów. Odnowa Kościoła musi iść w kierunku zmian systemowych z jednoczesnym podniesieniem wartości świadectwa życia kapłanów i świeckich. Wszędzie obracałem się w środowisku Kościoła Katolickiego. ubóstwa. Zadufanie w swoją potęgę. a często wrogość. obrona. rozwodów itp. jeśli się w porę nie opamięta.miast być oparta na ewangelicznych radach (pokory. że oddziaływanie naszych kapłanów na wiernych jest znikome. nieobecność na Mszach Świętych w niedziele i święta. a także wśród protestantów. Naturalnym. pracy u podstaw. ciągłe wiece i świętowania . poprzez. Cały paradoks polega jednak na tym. Wszystko wskazuje na to. co gorsza.wręcz przeciwnie! Oczywiste jest jednak. że zguba czeka też Kościół Rzymski.po prostu go nie popierają. Obserwowałem wnikliwie życie kapłanów. iż ludzie są dzisiaj bardziej świadomi i mają naturalne prawo wyboru. Nie namawiam tutaj do postaw areligijnych lub.) 2. Po tych wszystkich doświadczeniach doszedłem do kilku wniosków: 1.

bo nie poparte autentyczną skruchą wobec autentycznych rozmiarów winy Kościoła. Jezus Chrystus powiedział. Myślę tu na przykład o tzw. wierzącymi ludźmi. Kościelne nakazy prawne najczęściej nie mają nic wspólnego z prawem Bożym.stwarza zamknięty krąg deprawacji sumień i zachowań ludzi. choć jeszcze niedawno wszelka ingerencja myśli ludzkiej w dziedzinę płodności była niedopuszczalna. Jednym z przykładów może być łaskawe przyzwolenie Kościoła na naturalne metody zapobiegania ciąży. o wrażliwych sumieniach.na skalę masową . celibatu. Spowiadałem osobiście. W konsekwencji wierni szukający Boga znajdują nakazy hierarchów Kościoła. na szeroką skalę deprawują samych duchownych i gorszą rzesze wierzących. można również zaobserwować nieliczne próby naginania starej doktryny (której przecież zmienić nie można) do nowych czasów i ciągle ewoluującej rzeczywistości. celibat). a sama „wiara bez uczynków . bardzo trudne do wykonania. zapłodnienia in vitro itp. Zasłyszane w świątyni Słowo Boże. będąc ciągle w 117 . ale zamiast woli Bożej i wykładni Bożych przykazań. Szukają jej w Kościele. Łamanie tychże praw. Zjawiska te są tylko następstwami niehumanitarnych i nienormalnych praw. a często niewykonalne . Tak samo pozorne było odżegnywanie się papieża od antysemityzmu.gdyż sprzeczne z naturą ludzką (np.rzeczywistych zmian w świadomości ludzi wierzących. Konieczne jest ujawnienie zjawisk. Są za to obwarowane wieloma sankcjami (np.padnie wówczas na podatny grunt ludzkich serc i wyda stokrotne plony w postaci nawróceń i dobrych uczynków. tanie efekty i działania. wtłacza się im tam przepisy prawa ludzkiego pod etykietką „nadprzyrodzone".śmiertelnych. którymi kieruje się Kościół. Obok tych populistycznych zagrywek. . rozwodów. np. który je przekazuje . zakazu stosowania antykoncepcji. odcięciu się Glempa i Pieronka od wypowiedzi Jankowskiego itp. chrześcijańskim rocku. nagłaśnianych akcjach pomocy Caritasu po powodzi. tęczowej barwie ornatów na paryskim spotkaniu papieża z młodzieżą. poparte przykładnym życiem kapłana. a także rozmawiałem z wieloma bardzo wartościowymi. które w przeszłości i obecnie. Kościół dzisiaj sili się na spektakularne. dla rozwodników) i karami grzechów ciężkich .martwą jest". które mają roztoczyć wokół niego przyjazną atmosferę i stworzyć wrażenie postępu. którzy noszą w sobie pragnienie życia zgodnego z wolą Bożą. że właśnie „po owocach" poznamy Jego prawdziwych uczniów. Ci wspaniali katolicy.

Pierwszym ogniwem są sami księża. którzy sami są w pewnym sensie ofiarami. biskupów i wszystkich hierarchów Kościoła RzymskoKatolickiego. Takie właśnie owieczki najłatwiej jest omamić. 13-36.wybierają dwie drogi: albo trwają do końca życia w wyrzutach sumienia popełniając „grzechy kościelne". Mówią bowiem. Chcą oni wierzyć nauce Kościoła i wypełniać ją..„czyńcie więc i zachowujcie wszystko. będąc bezwolnymi narzędziami w rękach swoich. Książęta Kościoła . których sumienia i charaktery wypaczane są przez błędy systemu. 16.o ile przekazują naukę otrzymaną od Boga). bez gruntownych zmian. (8) Patrz Ew. jaki ich kształtuje. . a także nas wszystkich słowami: „strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów"(8) i w innym miejscu .sądzą. Nie należy bynajmniej winą za taki stan rzeczy obarczać szeregowych kapłanów. jak zwykle przewidział taki obrót sprawy i przestrzegał sobie współczesnych. Ogromne szkody Chrystusowej Owczarni przysparza dziś zamknięty krąg wzajemnych powiązań .konflikcie z własnym sumieniem. Te i inne słowa Jezusa odnoszące się do kapłanów i uczonych w piśmie . co wam polecą (przyp. Niestety. w Polsce ludzie wierzący postępują wbrew zasadom swojej wiary? Pan Jezus. np.dlaczego w krajach katolickich. ale sami nie czynią. Mamy w tym miejscu jedną z prób odpowiedzi na pytanie . trudno jest im zaangażować się w to.nie do rozwiązania na obecnym etapie. 3-5 oraz 23. że utrzymywanie człowieka w ciągłym konflikcie z własnym sumieniem ma go związać z Kościołem i uczynić z niego pokorną owieczkę. Mt 23. uzależnić i wykorzystać finansowo. żeby się ludziom pokazać. (9) Patrz Ew.śmiało odnieść możemy dzisiaj do papieża. Nie są oni w związku z tym autorytetami 118 . Obie te drogi są zabójcze dla jednostek i dla całych społeczności. strzegących depozytu własnych nakazów i zakazów. lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. co robią.jak sami siebie nazywają . 11.skoro i tak nie mogę."(9). Mt. ulegają czemuś co mogę nazwać auto-deprawacją. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona.. Mając na ogół świadomość głoszenia fałszu i obłudy. lecz uczynków ich nie naśladujcie. ale ponieważ przekracza to ich możliwości . Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu. wyższych rangą przełożonych. a przede wszystkim własnych interesów. albo też wybierają wyjście pod hasłem . to nie będę się wysilał. w tym drugim przypadku prawo ludzkie kościelne eliminuje się na równi z prawem Boskim.

piją ponad miarę. co głoszą księża. Angażują się w politykę i wyciskają z ludzi. Tymczasem ludzie naprawdę potrzebują autorytetu i przykładu ze strony kapłana. postawy wrogie Religii Katolickiej.organizując sobie na boku drugie życie. I-szej Komunii. zapełniają największe rzymskie targowiska handlując przeważnie wódką i papierosami. a nawet praktykujący katolicy. rdzennie polskich. ponieważ w naszym kraju wytworzył się już zwyczaj.ogołocili największy tamtejszy sklep kradnąc: krzyżyki. ciągły spadek uczestnictwa wiernych w nabożeństwach. Zamiast świadczyć swoim życiem o Bogu kombinują. Chrztu. katolickich rodzin i osób prywatnych do Izraela. jak mówią. Zaklęty. a zwłaszcza dla młodzieży. tradycja . który szczyci się milionami „katolików z metryki". kradzione samochody i cokolwiek się da.wiąże je statystycznie z Kościołem. gdzie po przyznaniu się do Judaizmu . 119 . Znany jest fakt emigracji setek. przyjeżdżający na pielgrzymki do Watykanu .to wierzący. jakim jest Polska. przechodzi nad głowami wierzących w Kościołach . święte obrazki i inne dewocjonalia! Pielgrzymi z Polski. Tymczasem ludzie w trakcie swego życia często tracą wiarę albo nigdy do niej nie dochodzą i to głównie z winy Kościoła. złodziei.która ma niewiele wspólnego z prawdziwym przeżywaniem tych Sakramentów i samej wiary. wzrost przestępczości pod każdą postacią itp. okazałoby się. Najbardziej katolicki kraj na świecie. Jeśliby zrobić sondaż w polskich więzieniach.dla ludzi wierzących. ma jedną z najgorszych opinii. szatański krąg się zamyka. a jego rezultatem jest brak pozytywnego oddziaływania Kościoła Katolickiego na społeczeństwo. aż do pogrzebu. Polscy katolicy rozwodzą się i zdradzają na potęgę. aferzystów . po niedzielnej audiencji u papieża.uczestnictwa w niedzielnej i świątecznej Mszy Świętej.otrzymywały one mieszkania i dobrze płatną pracę. Bierzmowania czy też ślubu kościelnego . Wierni z kraju papieża. Zwyczajowy Chrzest dziecka . gwałtowny spadek powołań w seminariach duchownych (notowany ostatnio na całym świecie). ile się da. ateizm. Mówienie o przytłaczającej większości ludzi wierzących w Polsce jest nonsensem. Widocznymi skutkami oddziaływania Kościoła na polski naród są: szerzący się coraz bardziej indyferentyzm religijny. jak bezkarnie łamać śluby złożone w czasie święceń . przemycają narkotyki. iż ogromna większość skazanych morderców. medali-ki. okradają sklepy na zachodzie. Jednak to.gdyż księża nie żyją tak.

trudno jest mu zapewne wznieść się ponad struktury w których sam wyrósł.. Nasz wielki rodak.gorliwi ministranci jednej z miejscowych parafii. jak i po ukrzyżowaniu. dowodzą. a nawet wrogości wobec Kościoła?! Trudno nie obarczać winą za taki. Samo skupienie tak ogromnej władzy w ręku jednego. piastujący obecnie tę godność . To papież pociąga za wszystkie sznurki i on jest najwyższym prawodawcą w Owczarni Jezusa. narosłą przez wieki tradycją. Autokratywne rządy Kościoła Katolickiego zbierają wielkie żniwo w postaci wypaczonych. To nie są ani wyjątki potwierdzające regułę. Myślę tu o każdym kolejnym następcy Św.sam przytłoczony jest skostniałą. słabego człowieka.jego członki. Młodzi ludzie. nie znają często Modlitwy Pańskiej i nigdy w swoim życiu nie mieli w rękach Pisma Świętego! Nic dziwnego skoro większość księży. Zbrodniarzami okazali się dwaj nieletni chłopcy . ani też sporadyczne wybryki. ale wyraźny objaw ciężkiej choroby „katolickiego społeczeństwa". negacji. Już karty Pisma Świętego. a więc także my . Takie i podobne przykłady można by mnożyć w nieskończoność. którzy „dzięki" nauce swoich pasterzy wykształcili w sobie mentalność i postawy religijne. aniżeli wiedzy o Bogu i dowodów na autentyczne przeżywanie własnej wiary. Przy najlepszej woli i ogromie dzierżonej władzy. stosując się do przepisów prawa kanonicznego. z mandatem nieomylności. mające jednak niewiele wspólnego z mentalnością i postawami ludzi prawdziwie wierzących.tak przed. Władca na ziemi posiada oficjalnie ukonstytuowaną. Doszło do tego. że nawet „pierwszy uczeń" . że nieznajomość elementarnych prawd wiary i podstawowych chrześcijańskich modlitw stała się niemal domeną Katolicyzmu.obdarzany słusznie szacunkiem i uznaniem całego świata za swoje nieocenione i liczne zasługi .Niedawno opinię publiczną Pabianic poruszyło okrutne morderstwo popełnione na starszym mężczyźnie.którego Jezus nazwał „opoką". jest już poważnym błędem i anachronizmem. Czy dziwić nas mają postawy objętości. „szatanem" może zaprzeć się swego nauczyciela i mylić się . samej głowy tego ogromnego organizmu. nie mówiąc o historii Kościoła. ale też. przystępujący do Bierzmowania czy też zawierający związki małżeńskie. 120 . a nie inny stan rzeczy. zdeprawowanych sumień pokoleń Polaków. władzę Boga na Niebie. Chory jest cały organizm Kościoła. skłonna jest bardziej wymagać od nich niezbędnych dokumentów i stosownej wpłaty. Piotra.. Współcześni uczeni w Piśmie opierając się na sławnym dialogu Jezusa z Piotrem(10).

(10) Patrz Ew. aby komukolwiek przyszło do głowy doszukiwać się u nich jakichkolwiek szczególnych przymiotów. Cała władza ustawodawcza Chrystusowej Owczarni. Tymczasem przez całe stulecia biskupi Rzymu byli często powodem zgorszenia dla całego Chrześcijaństwa . 21.uważają każdego następcę Piotra za nieomylnego geniusza. apostołowie Piotr i Paweł zginęli i zostali w nim pochowani. Skupili oni w swych rękach pełnię władzy i nadali jej prymat nieomylności.po ich śmierci zaś wszystkich biskupów. a tym samym swojego urzędu . Tymczasem prawda jest taka. Sam Watykan oraz biskupi na czele z prymasami. kradli. Sam Piotr traktowany był co najwyżej jako „pierwszy spośród równych". Co więcej.głosili herezje. które oświecało dawniej apostołów . wykonując dyrektywy Watykanu. Nie miał też żadnego następcy . w którym bez przerwy przebywa Duch Boży. Swoją uprzywilejowaną pozycję w biskupim gremium zawdzięczali jedynie dwóm historycznym faktom: Rzym przejął rangę stolicy świata po upadłym Cesarstwie. J. bez jakichkolwiek praw panowania nad pozostałymi.dokonało odwrotu od uświęconych tradycji. Papieże zaczęli sobie rościć prawo do ustalania wszelkich norm i reguł dotyczących życia całego Kościoła. aby te 121 .jak zgodnie twierdzą Ojcowie Kościoła. Za sukcesorów wszystkich apostołów uważano powszechnie wszystkich biskupów. Dopiero kilku ostatnich papieży wykorzystało wzrost potęgi Kościoła. kiedy to Pius IX ogłosił dogmat o papieskiej nieomylności . Dwa ostatnie stulecia są również naznaczone ciągłą papieską ingerencją w wewnętrzne sprawy państw i narodów. 15-19. pławili się w nieczystości utrzymując prostytutki i całe haremy. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać.nie było w ogóle takiego przeświadczenia.aż do 1870 r. przez cały XIX wiek wywierali presję na parlamenty i rządy. jako pasterzy całej Owczarni Jezusa. Papieże błądzili i mylili się zbyt często.papieże we wczesnych wiekach nie byli uważani za następców Świętego Piotra i sami siebie za takich nie uważali. będący Źródłem nadprzyrodzonego oświecenia.stosując czystki oraz metodę kija i marchewki . wszystkich wiernych i każdego ochrzczonego z osobna. iż nigdy w historii Kościoła . aż do czasów współczesnych. Z racji swego urzędu kierowali Państwem Kościelnym. biskupi Rzymu . mordowali. nie wyróżniając się niczym od innych ówczesnych władców. spoczywała w rękach Soborów i była oparta na świadomości i wierze wszystkich chrześcijan. a tym bardziej Światła Ducha Świętego.

określał Polskę mianem „drugiego Iranu" . wyrosłych na tej filozofii. sposób zaspokajania popędu. Papieże tytułujący się „Panami Świata" nieustannie próbują naginać ten świat do swoich „nieomylnych" wyroków. którzy byli „winni śmierci Chrystusa". pogardzie i filozofii odwetu. Atakowano konstytucje. Światłych katolików denerwuje zwłaszcza (i słusznie) wtrącanie się Kościoła w politykę oraz obsesyjna wręcz „dbałość" i kontrola najbardziej intymnych sfer życia ludzkiego. iż dopiero nasz papież położył kres prześladowaniom. pod naciskiem doktryny Watykanu. Biskupi i księża. Żyd .wprost do pochwy. gwarantowały wolność sumienia. Uważam.„Żydostwo się panoszy! Potrzeba nam drugiego Hitlera!!!" Nie bez powodu pomiędzy Państwem Kościelnym a III Rzeszą nigdy nie było rozdźwięku. Takie i podobne reakcyjne myśli zaszczepia się ludziom (w sposób jawny bądź zakamuflowany) w kazaniach. którzy z lubością prowokowali podczas spowiedzi swoich penitentów do wyjawiania najdrobniejszych szczegółów z ich życia seksualnego. przyznawały równe prawa Żydom itp. Tymczasem postanowienia i 122 . antykoncepcja. Dostojnicy Kościoła oraz szeregowi księży nie powinni zajmować się czymś.morderca. W naszym Kraju nadal wielu księży. Jak to wygląda u nas ..mając na względzie fanatyzm religijny hierarchów kościelnych i bezkrytyczną postawę dużej części społeczeństwa. skłonni są niemal wchodzić ludziom pod pierzyny. w którym brałem udział . małżeńskiego czy rodzinnego. masturbacja itp. Jeśli chodzi o tych ostatnich to mało kto wie.w myśl zasady: Polak katolik.. które nie zabezpieczały należycie interesów Kościoła. istniał ścisły związek ideowy i . wspólnota interesów. Zawsze bardzo irytowało mnie kiedy słyszałem o kapłanach.ograniczyły wolności obywatelskie w swoich krajach. że mój kolega-ksiądz pracujący w Niemczech. dawały ludziom prawo wyboru religii i wyznania. hołduje ideologiom skrajnie nacjonalistycznym i faszystowskim . wielokrotnie w rozmowach ze mną.nie muszę chyba opisywać. iż takie niesmaczne zachowania są pogwałceniem podstawowego prawa prywatności i wolności jednostki. na czym się nie znają i pozostawić ludziom możliwość wyboru w takich kwestiach jak: ilość dzieci. homiliach oraz dzieciom na katechezie. stawiając przy tym jednoznaczne diagnozy i wymagania. a samym kobietom . Jeden z proboszczów wykrzykiwał kiedyś na obiedzie odpustowym. która od niemal dwóch tysięcy lat kierowała poczynaniami hierarchów katolickich w odniesieniu do tych. Wspomnę tylko.

jest już trudne do naśladowania. które mówi o świętości i najwyższej randze małżeństwa. a tym bardziej tego co czują ich konkubiny . 28. ponad Bogiem . 14-15 Celibat jest nie tylko pogwałceniem naturalnego prawa każdego człowieka do małżeństwa. Powodem dla którego wprowadzono celibat nie jest czystość. ale również w sposób znaczący uchybia godności związku mężczyzny i kobiety.dane przez Boga i zapisane w sercu każdego człowieka. ponieważ nigdy nie potępiano księży za konkubinat. Chodzi tu raczej o kontrolę nad nimi i ich pełną dyspozycyjność. Według nauki Kościoła każde zbliżenie kobiety i mężczyzny. Przy takim podejściu naturalne jest poniżanie kobiet i ciągłe obstawanie Kościoła przy celibacie.„nie jest dobrze. Ponad ich ustawami istnieje bowiem prawo naturalne. zwierzchnika instytucji. żeby mężczyzna był sam" i. Śmiem twierdzić. nienaruszalne . poniżane.z przyczyn zrozumiałych .pierwszej grzesznicy i kusicielki. Kto jednak przejmuje się ich losem. Piotr miał żonę i teściową)12. Stanowi to naruszenie jednego z głównych przesłań Pisma Świętego. wbrew Boskiemu przykazaniu: „bądźcie płodni i rozmnażajcie się"?(11) Jak Piotrowie naszych czasów mogli usankcjonować życie w samotności i bezżenności (Św. ale to . gdyż Kościół stawia bezżenność (jako doskonalszy stan życia) ponad tym związkiem. stworzył dla niego niewiastę? (11) Patrz Rodz. że . Nie bierze się przy tym pod uwagę uczuć i pragnień księży.. skoro sam Bóg powiedział.regulacje dotyczące życia świeckich nie są nawet z nimi konsultowane. Jak papież. która odbiega od wzoru Matki Najświętszej dostaje do wzoru Ewy . może go jednocześnie odmawiać księżom. 8. uważający się za stróża tegoż prawa. zakonnikom i siostrom zakonnym .nakazując im życie w celibacie i czystości. iż życie w celibacie już w seminarium duchownym jest przyczyną wielu frustracji i dewiacji 123 . Czy takie stawianie sprawy przez papieża nie jest stawianiem się człowieka. a jednym ze źródeł jest odwieczne deprecjonowanie kobiet przez Kościół. l.nieszczęsne.Najwyższym Prawodawcą? Moje doświadczenia dowodzą. 12Patrz Ew. iż nawet papieże nie mogą „zawiązywać i rozwiązywać" wszystkiego. jak również każde poczęcie dziecka (także w małżeństwie) jest grzeszne. skoro każda kobieta. Mt. zmuszane często całymi latami do ukrywania swojej miłości i swoich ukochanych.. Wolne od winy jest jedynie „Dziewicze Poczęcie".

następstwem gwałtu albo mając pewność. prezerwatywy). którzy w inny sposób nie mogą mieć potomstwa? Czyż fakt. które po prostu „wpadły" i wybierają pomiędzy aborcją a nie chcianym potomstwem? Czyżby nie słyszeli też o milionach dzieci w krajach Trzeciego Świata. przyjście na świat człowieka?! Podczas gdy Królowa Angielska w 1988 r. nawet w najbardziej łagodnej formie (pigułki.została określona w doktrynie Kościoła jako „permanentne zło. Dlaczego potępiane są kobiety. że dziecko urodzi się kaleką?! Dlaczego rozwodnikom odmawia się prawa przystępowania do Sakramentów? Praktyka pokazuje. które w akcie rozpaczy usuwają ciążę będącą np. gdyż takie stanowisko nie ma żadnego uzasadnienia w Biblii. aby umrzeć z głodu? Kiedy cały świat ucieszył się z pierwszej pigułki i innych metod antykoncepcji Kościół potępił je i uznał za grzech śmiertelny chyba tylko z przekory i w poczuciu nieomylnej buty. zawsze i w każdej sytuacji". gdyby nie „śmiertelne grzechy" zapobiegania ciąży i stosunku przerywanego popełniane nagminnie na całym świecie. Ale czyż Chrystus nie przyszedł przede wszystkim do odrzuconych i grzeszników?! 124 . Dlaczego papieże potępiając antykoncepcję. iż brak tego dostępu jest często przyczyną ich prawdziwych rozterek moralnych i upadków. Zgodnie ze wszystkimi prognozami.antykoncepcja . że mężczyzna musi się wcześniej zonanizować w celu pobrania nasienia albo obumarcie kilku zapłodnionych komórek (które same często giną w ciele kobiety) nie wynagradza po tysiąckroć inny fakt . jak sankcjonując celibat faktycznie popycha duchownych do konkubinatu. iż potępiając antykoncepcję w naturalny sposób sprzyja aborcji tak. które rodzą się tylko po to. Dlaczego papieże potępiając zapłodnienie in vitro nie widzą cierpień małżonków.seksualnych. nie widzą tragedii dziewcząt i kobiet. za grzech ciężki i potępił uroczystym dokumentem Świętego Oficjum. Ludzie żyjący ze sobą bez ślubu kościelnego i rozwodnicy traktowani są przez Kościół jak wyrzutki.papież uznał metodę. Papieżowi bynajmniej nie przeszkadza fakt. większa część ludzkości przestałaby istnieć z powodu ogromnego przeludnienia i głodu. Niekwestionowane dobrodziejstwo .cud narodzin upragnionego dziecka. wyróżniła prekursorów metody sztucznego zapłodnienia Edwardsa i Steptoe'a wielką noworoczną nagrodą . dzięki której urodziło się już kilkanaście tysięcy dzieci.

Przez swoją nieomylną butę papieże sami popadają w pułapki . zadufanych w swoją potęgę kościelnych ustawodawców. ale sercem swym daleko jest ode mnie". Takie autokratywne rządy mszczą się jednak w końcu na tych. ochraniał biednych i potrzebujących przebaczenia? Dlaczego nie czynią tego Jego namiestnicy? Kościół współczesny na obecnym etapie zdolny jest tylko do masówek. Niestety. bezdusznych imprez .takich jak np.doprowadziło do tego.muszą potwierdzać niedorzeczne wyroki swoich poprzedników.wsłuchiwać się w głos Ludu Bożego. ma swoje czasopisma. przyglądać znakom czasu i zmieniającej się ciągle rzeczywistości. przesłań.„lud ten czci mnie tylko wargami. Liczy się 125 . nieprawomyślny . Co powiedziałby Jezus. który był zawsze najbliżej ludzi niechcianych. Ksiądz niesubordynowany. Namiestnicy Chrystusa powinni . że Kościół jest obecny w telewizji i radiu. którzy zgrzeszyli z mocy prawa. jak to bywało za czasów pierwszych chrześcijan. Boga .jak Kościół. Na drodze do tego zjednoczenia zawsze będzie stał prymat ojca świętego. Ale Zbawiciel mówi do inicjatorów tych pustych.nie może być księdzem. Papieży należy również obarczyć winą za to. może lepiej pomagać w realizacji Bożych planów. Kto sam nie słucha. potępień i sankcji grzechów śmiertelnych na wszystkich. Potępia się ludzi bez uwzględnienia ich indywidualnych sytuacji i uwarunkowań konkretnych przypadków. w Kościele nie ma miejsca dla demokracji i wymiany poglądów tak. Wydaje się. gdyby dziś przyszedł na ziemię i zobaczył swoją Owczarnię? Ten.Takie pytania można mnożyć?! Księża sami nie zgadzają się z wieloma naukami które głoszą. ale równocześnie Boga nie ma w ludzkich sercach. zrozumieć i wprowadzić w życie. którzy je sprawują. jest nakładanie kar. wpływ na ustawy parlamentarne i politykę. Jednym z podstawowych błędów.człowieka.obok rządzenia i reprezentowania Kościoła . który z pobudek humanitarnych. Znam misjonarza. Przekazywanie wiary w sposób powierzchowny i benefisowy . którym kierują. nigdy nie będzie słuchany! Papieże i biskupi muszą się zastanawiać . gdy można wszystko rozstrzygnąć jedną bullą czy encykliką. Bez wątpienia trudno to czynić. iż powodu takiego stanu rzeczy należy doszukiwać się przede wszystkim w autokratywnych rządach papieży. Akcja Katolicka. apelów i akcji . iż na obecnym etapie niemożliwe jest zjednoczenie Kościołów Chrześcijańskich. jak je najlepiej rozeznać. po kryjomu rozdawał środki antykoncepcyjne swoim parafianom w Środkowej Afryce.

zatroskanych o swój własny Kościół. Najważniejsze są wpływy. 126 . „. brutalnym świecie.Kościół upodobnił się do świata. jeszcze jedna stacja radiowa. Zahukane. na kanwie własnych przeżyć. jak je przygarniał Jezus Najlepszy Pasterz..jeszcze jeden wydany tygodnik katolicki.Roman Jonasz. prałaci i inni dostojnicy kościelni hołubieni i rozpieszczani przez szeregowych kapłanów i ludzi świeckich . kardynałowie. Dziewczęta rozbierano wzrokiem. ludzkich słabości i upadków.tym dzisiaj żyje Kościół i do tego dąży. otoczona zewnętrzną szatą świętości i nieomylności . opisuje prozę kapłańskiego życia pełnego intryg. skandali. splendor. finanse i korzystne statystyki człowiek XXI wieku szuka Boga żywego! Pragnie potwierdzenia sensu swojego życia swoich starań. Ten Lud Boży może powiedzieć NIE!!! Głos ludzi wierzących. sprawiedliwości i miłości.skazana jest na rychły upadek! Człowiek współczesny. Papieże. Stało się to. splendor.wprowadzą swój Kościół w Nowe Tysiąclecie Chrześcijaństwa.Watahy kleryckie wychodziły na ulice Włocławka. bardzo pouczająca i rozbijająca mity książka. przed czym tak bardzo przestrzegał Chrystus .zbudowali potężną instytucję materialną. ale by ich lokatorzy wyszli wreszcie do swoich owiec i przygarnęli je tak. ale błędny system który ich deprawuje. Wierzę głęboko. a nie pustosłowia i obłudy! Na szczęście oprócz władzy hierarchów Kościoła istnieje również władza Ludu Bożego. kolejna wybudowana świątynia. że nadejdzie dzień w którym wyznawcy Chrystusa połączą się w jedno Ciało Kościoła Świętego i będą czcili Jednego Boga w Duchu i Prawdzie. Nie pragnę. biskupi. stworzonego przez Boga i odkupionego Krwią Chrystusa. samotne dzieci Boże pragną prawdy. z trudem przebija się przez mury pałaców biskupich. wśród którego przebywa Duch Święty. a prowadzeni przez swoich gorliwych pasterzy . kardynalskich i papieskich rezydencji. liczba zgromadzonych na spotkaniu z papieżem. statystyki . Ta instytucja oparta na ogromnych finansach i bezwzględnym posłuszeństwie księży. aby te mury runęły. w której były ksiądz . wysiłków. zagubiony jak nigdy dotychczas w bezwzględnym. Nie księża są tu jednak piętnowani. Najbardziej wstrząsającą. Ludu Bożego.. zamiast duchownego Królestwa Bożego w sercach wiernych. finanse. w którym rządzi ten kto ma wpływy. pracy nad sobą i codziennego zmagania ze złem.

po co samemu.. z którym nie mogła sobie poradzić. Stary świntuch dość poważnie nadwyrężył odbytnicę chłopca. Dotarła do nas również wieść o powieszeniu się zakonnicy.gwałcono i zniewalano myślami." „Ksiądz Mariusz brocząc obficie krwią przeczołgał się z sypialni do kuchni.Ryszard Falski napastował seksualnie młodego ministranta. Wiedziałem o co mu chodzi." „Proboszcz dotknął mnie swoim biodrem. ubezpieczył na ogromną sumę i podstawił do zabrania braciom ze Wschodu. rękę." „Tamtejszy proboszcz . Według późniejszych relacji jej spowiednika .siostra miała duży temperament seksualny.. pomieszały zmysły i pchnęły do samobójczej śmierci. Ciągłe pokusy i grzeszne myśli zamieniały jej życie w koszmar. Wziął większy nóż i tym razem skutecznie przebił sobie serce..... zadrżał na całym ciele i chwycił moją. Przecież musi to ksiądz jakoś robić. Parę lat wcześniej sprowadził podobno luksusowe BMW. Nie pozwolę na żadne kurwy w mojej parafii!!!" „Ksiądz prałat nie poprzestawał na wykpiwaniu Urzędu Celnego i fiskusa." 127 ..