You are on page 1of 44

Lech Kaczyński.

Daleko od Wawelu
Miesiącami przyglądaliśmy się Lechowi Kaczyńskiemu i jego otoczeniu, które nazwaliśmy „strasznym dworem”. Napisaliśmy o tym kilka tekstów, za które urzędnicy publicznie nas rugali, a w rozmowach przy kawie przyznawali rację. Ludzie prezydenta nigdy nie zerwali z nami kontaktów. Ciągle opowiadali, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Pałacu Prezydenckiego. Książka, która jest złożona w dużym stopniu z ich opinii i wypowiedzi, była na ukończeniu na początku kwietnia 2010 roku. Miała być głosem w dyskusji o tym, jaka była prezydentura Lecha Kaczyńskiego. Przed publikacją chcieliśmy porozmawiać z prezydentem i kilkoma jego ministrami. Pałac zastanawiał się przez długie tygodnie. Planowana książka niepokoiła otoczenie głowy państwa i jego samego. Prezydencki minister osobiście dzwonił do jednego z naszych rozmówców, prosząc, by nie udzielał nam wypowiedzi. Potem nastąpił przełom. Zostaliśmy zaproszeni do Pałacu i poinformowano nas, że jest zgoda na wywiad z prezydentem i jego urzędnikami. Na przeszkodzie stanęła drobna okoliczność techniczna. Prezydent leciał do Smoleńska i nikt w rozgardiaszu przygotowań do wizyty nie miał głowy do spotykania się z reporterami. Wszystko miało odbyć się więc „zaraz po 10 kwietnia”… Postanowiliśmy niczego nie zmieniać w tej książce. Nie wycięliśmy żadnego fragmentu. Nie dodaliśmy

żadnych historii. W niektórych cytatach – z oczywistych powodów – zmieniliśmy czas z teraźniejszego na przeszły. Dokonaliśmy poprawek redakcyjnych. To wszystko. Książka nie pokazuje pomnikowego Lecha Kaczyńskiego, a polityka pełnego sprzeczności, takiego, jakim widzieliśmy go przed 10 kwietnia.

Część pierwsza
Straszny dwór

Tytus Mały piesek rasy terier szkocki wabił się Tytus. Gdy Tupolew rozpędzał się po pasie startowym, prezydent albo prezydentowa trzymali go na smyczy. Kiedy maszyna osiągała wysokość przelotową, biegał po pokładzie, a czasem wchodził do kabiny pilotów. Bywało, że – gdy para prezydencka nie widziała – lotnicy musieli Tytusa poczęstować lekkim kopniakiem. Wtedy pies stawał przy drzwiach do salonki. Najpierw patrzył na swoje odbicie, a potem zaczynał ujadać. Potrafił tak przez 15 albo 20 minut. Pasażerom pękały głowy. Byli bezradni. Pan prezydent, widząc na sobie błagalne spojrzenia współpracowników, tylko rozkładał ręce: „No co mam zrobić? Przecież go nie oddam!”. Teriera pomogła wybrać Kaczyńskim znajoma – Hanna Fołtyn-Kubicka. Już w hodowli odradzano tego szczeniaka, bo wyraźnie trzymał się z daleka od grupy, ale Kaczyńscy się uparli i nie było wyjścia. Tytus był kompletnie niewychowany. Kiedy wychodził na przechadzkę z Pałacu, prezydenccy urzędnicy informowali się nawzajem: „Bestia w ogrodzie!”. Tytus był łącznikiem z dawnym normalnym życiem, które zmieniło się w sprawowanie urzędu. Był więc nietykalny, cieszył się absolutną wolnością. Łapał za nogawki, kąsał nieważne, czy ministra, czy oficera BOR-u. Nie przepuszczał nawet właścicielowi. Kaczyńskiemu głupio się było przyznać, że szarpie go własny pies. Opowiadał więc lekarzowi bajki. Na przykład, że zaczepił nogawką o ogrodzenie. Choć domowe zwierzę zawsze „dobrze robi” politykowi (jak mówią fachowcy od PR-u, „ociepla wizerunek”), ludzie bliscy Kaczyńskiemu niechętnie rozmawiali o Tytusie: „Co mam wam powiedzieć? Że prezydent nie radzi sobie z terierem? Zaraz zapytalibyście: »A z Polską sobie radzi?«” – mówił jeden z jego współpracowników.

Rozdział I.
Wielka kłótnia braci

Lech Kaczyński nie miał obsesyjnej żądzy zdobycia prezydentury. W 2005 roku nie był też faworytem. Donald Tusk wyprzedzał go we wszystkich sondażach. Porażka była wpisana w scenariusz. Nie byłaby zresztą osobistą klęską kandydata. Kaczyński, inaczej niż wielu posłów czy ministrów, miał życie poza

polityką. Kilka tygodni przed decydującym starciem zwierzał się jednej z urzędniczek w warszawskim magistracie. Mówił jej, że świat się nie zawali, jeśli przegra. Nie rozdzierał szat, przyjmował ewentualną porażkę spokojnie. Zapowiadał, że dokończy sprawy związane z zarządzaniem miastem i pewnie na drugą kadencję w stolicy nie wystartuje, bo kierowanie Warszawą to ciężki kawałek chleba. Wspominał, że chce mieć więcej czasu, by zająć się karierą naukową, profesorskim życiem. Była jeszcze jedna, ważniejsza okoliczność. Lech Kaczyński był kandydatem PiS-u w wyborach prezydenckich. Jego brat, liderem listy Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. Wszyscy współpracownicy zdawali sobie sprawę, że Lechowi znacznie bardziej zależy na sukcesie bliźniaka niż na własnej karierze politycznej. 25 września 2005 roku do prezydenckich rozstrzygnięć zostawał jeszcze miesiąc, gdy bracia spotkali się przy ulicy Nowogrodzkiej w siedzibie partii, by oczekiwać na wynik wyborów do Sejmu. W pokoju oprócz braci była ich matka, jej znajomi – Bolesław Hozakowski z małżonką oraz kilku najbliższych polityków, w tym Adam Bielan i Michał Kamiński dyrygujący kampanią wyborczą. „Gdy z ekranu padło potwierdzenie, że PiS zwyciężyło, Jarosław uradował się jak dziecko. Ale Adam i Michał dali mu się cieszyć ledwie przez kilkanaście sekund. Chwilę później zaczęli przekonywać, że nie może być premierem, bo pogrzebie prezydenckie szanse brata. Odarli go z tego zwycięstwa natychmiast tym zarządzaniem, chęcią kontrolowania wydarzeń” – opowiadał nam polityk z PiS-u. Adam Bielan wspomina: „Cieszyłem się, ale nie miałem tęgiej miny. Siedziałem sobie z boczku i raz Lech, drugi raz Jarosław podchodzili z pytaniem: »Co pan się tak martwi?«. »Mamy 4 tygodnie do wyborów prezydenckich. Zastanawiam się, jak teraz walczyć z Donaldem Tuskiem«, odpowiadałem im”. Z sondaży wynikało, że Polacy niechętnie przyjmą sytuację, w której bliźniacy obejmą dwa najważniejsze urzędy w państwie – premiera i prezydenta. Tak więc gdyby Jarosław zaczął formować rząd, znacząco zmniejszyłoby to szansę Lecha na prezydenturę. Przed wyborami parlamentarnymi nie podjęto decyzji, co robić w takiej sytuacji, odłożono ją na później. Scenariusz podwójnego zwycięstwa był nazbyt optymistyczny. „Nie ma co zapeszać”, mówili bracia. Ale teraz sytuacja zmieniła się radykalnie. Każdy dzień zwłoki, odsuwania decyzji, zmniejszał szansę zdobycia prezydentury przez kandydata PiS-u. Trzeba było powiedzieć sobie prawdę – jeśli zwycięska partia ogłosi, że Jarosław Kaczyński będzie premierem, to Lech najpewniej nie zostanie głową państwa. Ale on odrzucał logiczne argumenty spin doktorów, czyli Kamińskiego i Bielana. Upierał się, że to brat powinien stanąć na czele gabinetu, i już. Nawet gdyby miało go to pozbawić prezydenckiego fotela. Powyborczy poniedziałek przeszedł bez konkluzji. We wtorek Bielan i Kamiński zajechali na Nowogrodzką i bez pardonu wbili się do gabinetu prezesa na wiele godzin. Dyskusja dotyczyła tego, dlaczego Jarosław Kaczyński nie może stanąć na czele rządu, potem mówiono, kto w takim razie mógłby zostać premierem. Padły nazwiska Ludwika Dorna, Kazimierza Michała Ujazdowskiego. W końcu stanęło na zakolegowanym z Bielanem i Kamińskim Kazimierzu Marcinkiewiczu. „Miał dobre relacje z politykami Platformy, w szczególności z Janem Rokitą, który w kampanii występował jako platformerski »premier z Krakowa«. To było ważne” – opowiada Bielan. „Dlaczego ważne?” – zapytaliśmy. „Negocjacje na temat koalicji PO-PiS miały być ważnym elementem na finiszu kampanii Lecha. Chodziło o pokazanie, że obóz Kaczyńskich chce dzielić się władzą i jest skłonny do kompromisów”. W trakcie rozmowy w gabinecie prezesa pojawiła się jeszcze jedna zachęta, by wbrew woli Lecha Kaczyńskiego za budowanie gabinetu zabrał się Marcinkiewicz. Przez pośrednika – Wiesława Walendziaka – przyszedł sygnał, że Jan Rokita gotów jest negocjować z Marcinkiewiczem powołanie wspólnego rządu PiS-u i PO. Jarosław Kaczyński chciał mieć pewność, że to nie jest blef. Poprosił, żeby go połączyć z Rokitą. Bielan z

Kamińskim szybko zadzwonili do Łukasza Pawłowskiego, ówczesnego asystenta Rokity. Zaniedługo zatelefonował Rokita i potwierdził Kaczyńskiemu, że gotów jest prowadzić negocjacje koalicyjne z Marcinkiewiczem. Prezes spytał: „Czy mogą podać tę wiadomość publicznie?”. Rokita nalegał, by mógł sam z siebie tego nie mówić, chyba że dostanie pytanie od któregoś z dziennikarzy. Po tej rozmowie Jarosław poprosił, żeby przyprowadzić Marcinkiewicza. „Poszedłem po niego. Nie powiedziałem Kazimierzowi, o co chodzi. Chciałem, żeby dowiedział się od prezesa. Tak się stało. Marcinkiewicz był ogromnie poruszony tym, co usłyszał” – wspomina Bielan. Sytuacja robiła się gorąca. W siedzibie partii koczowali dziennikarze, którzy żądali wreszcie odpowiedzi na najważniejsze pytanie: kogo PiS wystawia na premiera? Kiedy prezes i jego przyboczni zbierali się na konferencję, jeszcze raz zadzwonił Rokita. Sekretarka przekazała, że rozmówca jest na linii. Kaczyński obawiał się, że Rokita telefonuje, żeby wycofać się ze swych deklaracji. „Proszę przekazać, że już zeszliśmy na konferencję”, polecił sekretarce prezes. Trzy minuty później Kaczyński ogłosił, że PiS chce, by premierem był Marcinkiewicz. Brat wpadł w złość. Wiadomo to, bo Jarosław Kaczyński zadzwonił do niego tuż przed konferencją. Połączono rozmowę. Gdy Lech dowiedział się, że to nie brat ma budować rząd, dostał piany. „Może ja podjadę i porozmawiamy, przedstawię ci argumenty. Gdzie ty teraz jesteś?”, próbował negocjować Jarosław. „Nie powiem ci, gdzie jestem!”, usłyszał. Potem Lech rzucił słuchawkę. „Czy brat był niezadowolony? Po prostu wściekły! Od 56 lat się tak nie pokłóciliśmy. Przez kilka dni nie odbierał ode mnie telefonów!”, mówił we „Wprost” Jarosław Kaczyński. Ruch z Marcinkiewiczem się opłacił i na pewno przyczynił się do zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego. Miesiąc później. Pokój na pierwszym piętrze Politechniki Warszawskiej. 23 października, zbliża się godzina 22. Przed wejściem tłoczą się dziennikarze, po korytarzach krążą politycy i celebryci, którzy postawili na Donalda Tuska. Swoich mistrzów, żeby pogrzali się w blasku zwycięzcy, przysłał nawet zawodowy promotor bokserski Andrzej Wasilewski. Ale zwycięstwa nie ma. Jest druga w ciągu kilku tygodni klęska. Donald Tusk nie chce się pokazać, skomentować wyniku wyborów prezydenckich. Przegrał na samym finiszu, choć był murowanym faworytem. Przegrał na dodatek z Lechem Kaczyńskim, któremu jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie dawano szans w sondażach. I jeszcze dziadek z Wehrmachtu wyciągnięty Tuskowi na ostatniej prostej. Czegoś takiego lider Platformy się nie spodziewał. Polityk tej partii Rafał Grupiński opowiadał nam, że Tusk nie wiedział o przeszłości swego dziadka. Według Grupińskiego rodzina wcześniej nie mówiła o tym Donaldowi Tuskowi. Tłum pod drzwiami rzednie, reporterzy tracą nadzieję, że przegrany lider wypowie się publicznie. Tusk opuszcza Politechnikę późno, jest po kilku winach. Jedzie ze strategiem swojej kampanii Natalią de Barbaro do knajpy przy ulicy Foksal. Stamtąd dzwonią do Jana Rokity. „Przyjedź”, słyszy Rokita w słuchawce. Na Foksal zastaje Tuska w fatalnej formie, lider PO zapada się w sobie, jest opuszczony, pełen najgorszych myśli. Wie, jaki los najczęściej spotyka przywódców, którzy przegrywają dwie teoretycznie wygrane kampanie wyborcze z rzędu. Lech Kaczyński był wtedy pięć kilometrów od gwarnej ulicy Foksal. Sprosił około trzydziestu współpracowników do restauracji Tradycja na Dolnym Mokotowie. Jednym z gości imprezy był Robert Draba, wiceprezydent Warszawy u boku Kaczyńskiego, a potem minister w Pałacu. Draba mówił nam, że tamtego wieczora Lech Kaczyński na pewno wzniósł toast, ale nie zapadł on w pamięć przyszłego ministra. Draba tłumaczył nam, że jego szef nie znosił przemów, sztucznej pompy, a wśród znajomych zachowywał się skromnie. Według ministra Kaczyński powiedział raptem kilka zdań i uniósł kielich. Nie celebrował chwili. Ale nie ma co kryć, że był to wieczór pełnego tryumfu. Kilka godzin wcześniej późniejszy prezydencki minister i współautor sukcesu Michał Kamiński wołał do gości wieczoru wyborczego PiS-u w Pałacu Kultury i Nauki:„Gdyby nie trwająca cisza wyborcza, to bym państwu powiedział, żebyście poszli do bufetu i zjedli ostatnie kanapki w III RP. Za pół godziny na tej sali wystąpi

Kwaśniewski też był bardzo serdeczny. Niektórzy ludzie byłego prezydenta trochę nieporadnie próbowali przystosować się do nowych czasów. zapewnił mnie. a właściwie kredens po słynnym szefie gabinetu prezydenta Kwaśniewskiego. Większość z dzieł udało się wywieźć z Pałacu na wiosnę 2006 pod pretekstem porządków przed wizytą Benedykta XVI. „Olkiem”. Kaczyński przyszedł z kwiatami dla pani Jolanty. Jego szefem był Andrzej Dorsz. mój bezpośredni poprzednik. Pałac jest nasz Pokój tuż obok prezydenta przypadł Elżbiecie Jakubiak. Rozdział II. opowiedział. Według przychodzącego ministra świetny fachowiec. nowej szefowej gabinetu prezydenta. że nie było ogólnego hasła: „Czyścimy ludzi Kwaśniewskiego”. Wystąpił. że nie dotykał zawartości. Slogan. symbolizował najgorsze cechy. Wszystko odbyło się bardzo elegancko. Atmosfera była na tyle dobra. że obóz braci wygrał wybory pod sztandarami rozliczenia III RP. W podziemiach Pałacu ludzie Kaczyńskiego natknęli się na pomieszczenie z podglądem na wszystkie pałacowe sale. jacy liderzy państw. w tym ośrodki na Helu i w Wiśle. Jakubiak w rozmowach z urzędnikami określiła je jako „wrona bez ogona”. Przystał na to i współpraca między „starym” urzędnikiem a „nowym” ministrem układała się bardzo dobrze. urzędników państwowych. którzy najwyraźniej postanowili promować jej sztukę. Usposobienia do takich porządków nie miał pierwszy szef kancelarii Andrzej Urbański. Drabie przypadło nadzorowanie biura prawnego kancelarii. kiedy Kaczyński był jeszcze prezydentem elektem. Nigdy publicznie nie mówił źle o poprzedniku. z którymi Polska utrzymuje najbliższe stosunki. W tej retoryce Kwaśniewski był „patronem układu”. a w latach 90-tych znany dziennikarz „Trybuny” i jej wicenaczelny. który przez przeciwników został zapamiętany Kaczyńskiemu jako symbol uległości wobec brata. dyrektor biura wystąpień prezydenta. że chce na jego miejsce powołać nowego człowieka. Jest to o tyle interesujące. melduję wykonanie zadania!”. Została tylko »szafa« Marka Ungiera. ona – jako jego była studentka – mówiła do prezydenta elekta „profesorze”.prezydent IV RP!”. Odchodząca para prezydencka podjęła następców obiadem. Draba powiedział mu. Cały gmach był upstrzony dziwnymi rzeźbami Zofii Wolskiej. są w bezpośrednim kontakcie. Życzenia kończyły się krótkim „Szczęść Boże!”. Waldemar Dubaniowski. które głowa państwa rozsyła w setki miejsc – do ambasad. w grudniu 2005 przygotował projekt życzeń świąteczno-noworocznych. Stanisław Ćwik. Spotkali się w towarzystwie małżonek. a jemu proponuje posadę zastępcy. Co więcej – zgody na czystki nie dawał sam Lech Kaczyński. że obie strony wystąpiły bez . Wypowiedział słynne zdanie adresowane do Jarosława Kaczyńskiego: „Panie prezesie. ważnych osobistości. „Był opustoszały. krwawej zemsty na ludziach Kwaśniewskiego nie było. Opisał następcy prezydenckie gospodarstwo. Artystka była prywatnie znajomą Kwaśniewskich. Znalazłam tam nalewki i bimber w jakichś dziwnych butelkach” – opowiadała nam Jakubiak. Robert Draba w rozmowie z nami wspominał nam. „Preziem”. Wendety.

Ale o Jolancie Kwaśniewskiej zawsze wypowiadał się pozytywnie” – opisuje Janusz Kaczmarek. że może uderzać w różne osoby. pełną dygresji. że dla lewicowego elektoratu Kwaśniewski jest ikoną. . Kwaśniewski kiedyś zwierzał się dziennikarzom na stronie. Przy autoryzacji wyrzucił kwestię ze spisanej rozmowy. Już po objęciu urzędu przez Kaczyńskiego Kwaśniewscy wpadli „na stare śmieci”. Dla kogoś. Kaczyński. zrażanie do siebie wyborców lewicy byłoby niewybaczalnym błędem. Ale takie oceny wypowiadał prezydent za zamkniętymi drzwiami. która Kwaśniewskiemu wychodziła pierwszorzędnie. doskonale wiedział. Jest jeszcze jeden powód szczególnego stosunku Lecha Kaczyńskiego do Aleksandra Kwaśniewskiego. Człowieka. że larum nie podnoszono. kto chce walczyć o reelekcję. ale nie w Kwaśniewskiego. z trudem przyjmowały tęte-ŕ-tęte szefa z Kwaśniewskim i specjalnie się z tym nie kryły przed innymi urzędnikami.45 będziesz przez 45 minut rozmawiał z premierem państwa Y. jak to któregoś razu zasiedział się przy czerwonym winie u następcy. Pomyślałem sobie wtedy. w pierwszej części prezydentury jeden z najbardziej zaufanych ludzi Lecha Kaczyńskiego. Polityka. jest sztuką. Potem była rewizyta. gdy Kwaśniewski przyjmował orszaki polityków SLD. mimo niewielkich prerogatyw. W byłym prezydencie nowy znalazł rozmówcę. Kaczyński nigdy publicznie nie powiedziałby o nim złego słowa” – tłumaczyła nam Elżbieta Jakubiak. że ciągle promowali się w kolorowych gazetach. W sierpniu 2007 roku prezydent nazwał rzecz po imieniu w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”: „Ten urząd związany jest z olbrzymią ilością kłopotów. Oczywiście w zamkniętym gronie współpracowników prezydentowi zdarzało się powiedzieć. I że dwukrotne wygranie wyborów. Prezydent się zirytował. którzy przynosili listy wyborcze do zatwierdzenia. A teraz okazało się. Do tego na przykład. przyszłej pani Kwaśniewskiej. że zajęcie wcale nie jest tak łatwe. Według Rafała Grupińskiego ktoś mądrze podpowiedział prezydentowi. Skąd brał się szczególny stosunek Lecha Kaczyńskiego do poprzednika? „Ma głęboko zakorzeniony szacunek dla państwowości. do której przywyka się z trudem. że to jest takie miejsce spokoju. Poza tym po kilku tygodniach w Pałacu Kaczyński zorientował się. Roboczo można go nazwać zabezpieczeniem własnych tyłów. „Z ironią nazywał ich Top Modele ze względu na to. sekretarzy i świadków rozmów. Było równie miło jak za pierwszym razem. Nieatakowanie Kwaśniewskiego to była także taktyka polityczna. że za dwa miesiące o godzinie powiedzmy 10. były prokurator krajowy. W jego opowieści Kaczyński jawił się jako człowiek. że niestety nie”. który nie może iść zwyczajnie do restauracji albo do teatru. co teraz spotykało jego. publicznie swego poprzednika nie atakował. Kiedyś jako minister sprawiedliwości byłem gościem u prezydenta Kwaśniewskiego. Jakubiak i Dubaniowski jedli w tym czasie obiad w innej sali Pałacu. co myśli o Kwaśniewskich. jak mogłoby się wydawać z boku. na przykład Anna Kamińska kierująca biurem informacyjnym. I nie bardzo masz wyjście. Nikt nie uosabia jej mocniej niż prezydent Rzeczypospolitej. napięć. przeciwności. który przeszedł to. utrzymywanie przez 10 lat poparcia społecznego oraz skupienie bardzo dużej władzy.przyzwoitek. którego kalendarz nie jest wypełniony na tydzień albo dwa do przodu. Powiedział. lecz drużyna Tuska i Platforma. a potem minister spraw wewnętrznych. który snuje. gdy był uniwersyteckim wykładowcą Jolanty Konty. że jest to sytuacja. gawędę o czasach. Niektóre osoby w kancelarii o bardziej wyrazistych antykomunistycznych poglądach. jak oceniał polityk Platformy. bo to samobójstwo. Gdyby Wałęsa nie ubliżał prezydentowi na każdym kroku. Dziennikarze jednego z tygodników spytali Kaczyńskiego przy którymś z wywiadów o jego zaangażowanie po stronie PiS-u w wyborach uzupełniających do Senatu. Robert Draba opisywał nam. żeby tego nie robić. Dla braci od 2005 roku przeciwnikami nie byli odchodzący Kwaśniewski czy rozbita lewica.

Padły słowa. W 2007 roku w wywiadzie dla „Dziennika” prezydent mówił. Szybko okazało się. która będzie prześladowała go przez następne miesiące i lata. że niebawem w jednej z gazet ukaże się tekst na temat wątpliwej magisterki Kwaśniewskiego. Byli nieprzygotowani do obsady tak wielkiej liczby stanowisk. wybrać. ale prezydent trzymał się od tego z daleka. by ich ścigano. a drzwi do auta otwiera ochroniarz. i prokuratura się tym zajmie”. państwowych agencjach. że Lech nie ma dobrego rozpoznania politycznego. wówczas ministra sprawiedliwości. podąża za nim asystent. uczciwa i solidarna może się rozwijać”. a potem strażnikiem rodzącej się IV Rzeczypospolitej. Oczywiście obóz PiS-u atakował później Kwaśniewskiego. by tak się stało. Otoczenie prezydenta próbowało oswajać się z władzą. że to wzywanie byłego dowódcy jednostki GROM dobiega z pomieszczeń zajmowanych przez prezydenta Warszawy. Któregoś razu w Ratuszu dało się słyszeć błagalne wołanie: „Panie Polko. a obok niego najbliższy współpracownik z naładowaną bronią. zanim Lech Kaczyński poszedł do Pałacu Prezydenckiego. Scena wyglądała filmowo. Urbański wyrobił sobie pozwolenie i też kupił broń” – opowiadał nam polityk PiS-u. Na ministerialne biurka zaczęli dostawać stosy zaproszeń na rauty. jaki przeżywali „nowi” po wejściu na salony: „Kiedy pan minister wychodzi. Było najdłuższe ze wszystkich. Z tą bronią była przygoda w Ratuszu. które odgrywa ważną rolę w Unii Europejskiej. w najważniejszych komisjach sejmowych. Prezydent. pełne obietnic i pompatyczne: „Dom. Ktoś musiał objąć stanowiska w rządzie. Powszechnie wiadomo. w której sieci zastawiano na Jolantę Kwaśniewską. w sylwestra w 2005 roku. Brak umiejętności wynajdywania odpowiednich ludzi. że w sprawie Kwaśniewskich ma zupełnie inne uzgodnienia z Jarosławem Kaczyńskim. w zarządach spółek skarbu państwa. że Jarosław w latach 90-tych miał pistolet. że on też kiedyś będzie byłym prezydentem. Panie i Panowie. przezywany „Pontonem” ze względu na tuszę. któremu na imię Polska. Lech Kaczyński wygłosił swoje pierwsze orędzie noworoczne jako prezydent Rzeczypospolitej. komu zaufa. zapewnić. przemowę na temat Kwaśniewskich. spotkania.Janusz Kaczmarek. Okazało się. Tu uwidoczniła się cecha. żeby rozładować rewolwer bez oddawania strzału. Według Roberta Draby burzyło to stabilny świat wokół Lecha Kaczyńskiego. Pokazywał prezydentowi broń i nie mógł wyciągnąć bębenka. że uczynię wszystko. agentów. że z Urbańskim przyjemnie jest wieczorem pogadać. Plany były wielkie. Regionalnego mocarstwa. „Urbański miał śmieszny zwyczaj naśladowania Kaczyńskich. Dopiero wtedy mógł wyciągnąć bębenek. nacisnął spust i delikatnie opuścił kurek. panie Polko!”. Urbański. były prokurator krajowy. Kolega wszystkich – od środowiska „Gazety Wyborczej” aż po prawicę. musi stać się czysty. Jeden z urzędników opisywał nam szok. iż nie chce. której bohaterami byli Urbański i Kaczyński. Ludzie byli potrzebni nie tylko do pracy w Pałacu. Pierwszym szefem kancelarii został Andrzej Urbański. układów. którym mogli zaufać. Sprawę rozgrywali PiS-owscy „jastrzębie”. zaczepiano. W gabinecie rozgrywała się osobliwa scena. a nie głowa państwa. była akcja CBA. Nie mieli doświadczonych urzędników. zastępca Kaczyńskiego w warszawskim Ratuszu. Po przejęciu Pałacu od Kwaśniewskiego. Po wyjściu Ziobro powiedział mi. Chcę Was. wspomina: „W pierwszych miesiącach prezydentury Lech Kaczyński wygłosił do mnie i Zbigniewa Ziobry. który nie był wtedy premierem. Lech Kaczyński musiał dokonać pierwszych nominacji. co zrobić. że podwójny tryumf – w wyborach parlamentarnych i prezydenckich – przerósł zwycięzców. Nie byli gotowi unieść aż tyle władzy. która odmawia posłuszeństwa. Polko włożył palec pod kurek. ale też umiejętność pływania po każdych . wolnej od korupcji. Tylko Polska sprawiedliwa. Stwierdził. Ten pierwszy miał w dłoni naładowany rewolwer z odciągniętym kurkiem. Prezydent miał być akuszerem. obiady”. Użył argumentu. Dodał. Nie wiedział. Polski solidarnej.

Generał tłumaczył w liście do Kaczyńskiego. Powstała żenująca sytuacja. ale nie szefem kancelarii. BBN-em faktycznie przez ten czas kierował admirał Ryszard Łukasik. tylko nie to. Po pół roku urzędowania Urbańskiego zmiótł tekst z „Rzeczpospolitej” ujawniający. oskarżonym o korupcję. Sprawdzili firmę w sądzie gospodarczym i okazało się. podwładni Urbańskiego. Historyjka. Ludzie przekładali papiery z miejsca na miejsce aż do jesieni 2006 roku. który może być duszą towarzystwa na imprezie. Pałacowy urzędnik wspomina: „Lech go rzeczywiście lubił. po której autor stanu wojennego odesłał order do Pałacu. i ubolewał.politycznych wodach. Okazało się. że pomyłka mogła sprawić prezydentowi osobistą przykrość. Szef kancelarii ma do wykonania papierkową robotę. Rozdział III. Doszło do tego. że dziennikarze przypadkowo trafili na osobę dostającą kiedyś pieniądze od spółki. gdzie miał masę obowiązków. że „nie cierpi na niedosyt odznaczeń”. „Urbański zwyczajnie nie miał szczęścia. pokazała. ale na szefa kancelarii się nie nadawał. że on i Kamiński nie mają ze sprawą niczego wspólnego. która rozegrała się po tym tekście. dla którego sprawy bezpieczeństwa były priorytetem. Narodziny dworu . Nikt nie miał głowy. Urbański był święcie przekonany. za którą odpowiadali urzędnicy kancelarii. i padło na niego” – tłumaczył nam polityk PiS-u. Szef kancelarii nie chciał zrozumieć. co działo się w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Były pracownik BBN-u opowiada: „Nie było żadnego pomysłu. Puszczona na głos rozmowa miała przekonać szefa kancelarii. to urzędnicza. że szef Kancelarii Prezydenta ma spółkę producencką z byłym SLD-owskim wojewodą Ryszardem Nawratem. że za Kaczyńskiego. a nie brylowanie po salonach”. Krzyż Powstańców Sybiru generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu. bo artykuł ukazał się tuż przed dużą PiS-owską imprezą. że Kaczyński przyznał. były dowódca Marynarki Wojennej nazywany „Słońcem Wybrzeża”. które dla Kaczyńskiego były niedostępne. Następnie opisali sprawę. Na wpadki urzędu prezydenckiego nie trzeba było długo czekać… W marcu 2006 okazało się. Gołym okiem było widać. Obowiązki szefa BBN-u pełnił Andrzej Urbański. że Bielan w obecności Urbańskiego zatelefonował do współautora tekstu Piotra Śmiłowicza. był świetnym kompanem. biurokratyczna mitręga. Była to kompromitacja. Łukasik był „spadkiem” po Kwaśniewskim. że zna się na bezpieczeństwie narodowym. Świadczy o tym opowieść mówiąca. że trzeba było komuś ściąć głowę. że na początku ludzie prezydenta mieli problemy z ogarnięciem sytuacji. choć nie miał takiego zamiaru. bratem łatą. Ale to była całkowita pomyłka. że artykuł w „Rzepie” inspirował duet Adam Bielan-Michał Kamiński. by zajmować się BBN-em. pozycja tej instytucji będzie podobna albo jeszcze wzrośnie. Wszystkich znał. przy której pojawiało się jego nazwisko. Za Aleksandra Kwaśniewskiego BBN pod kierownictwem Marka Siwca miało bardzo mocną pozycję. ze wszystkimi był na »ty«. Zresztą w ogóle z rzadka wpadał do biura”. Wydawało się. jaką nieufnością darzyli się współpracownicy Kaczyńskiego już na wstępie prezydentury. Do tego o Urbańskim można powiedzieć wszystko. W nowym układzie nie miał żadnych wpływów i możliwości. że jest zupełnie inaczej. Urbański jest facetem. Atmosfera była taka. który przecież był wówczas szefem kancelarii. że jest to wspólne przedsięwzięcie duetu Nawrat-Urbański. bo był niesłychanie towarzyski i miał dojścia do środowisk.

„Urządziła histerię. zespół musi pracować w sekrecie. W sierpniu 2009 roku „Newsweek” opisywał: „Klucz do łask prezydenta znalazła sama. który siedzi nawet po nocach. że każda ekipa musi mieć czas. z chęci wpływania na prezydenta – zaczął rodzić się „straszny dwór”. jaki sprzęt jest jej potrzebny i co jeszcze mogą dla niej zrobić”. A więc praca odbywała się na podstawie tego. co udało się wyszperać w Internecie.To wszystko nie było jednak najważniejsze. przedstawiając informacje dnia. która pomogła mi w najgorszym okresie kampanii. Ale przyzwyczajenia się zmieniły. Kaczyński publicznie i z nazwiska dziękował współpracownikom. Podnosiła Kaczyńskiego na duchu. 23 października. sekretarki. Bochenek zaczęła przygotowywać omówienia tekstów dla prezydenta. W czasie następnego wystąpienia przed kamerami podziękował Bochenek. pałacowa administracja nawet nie zwracała na nią uwagi. że po przejęciu Pałacu zaczęły się pierwsze niesnaski w drużynie Lecha. kiedy wszelkie sondaże prognozowały zwycięstwo Donalda Tuska”. ale Kaczyński był wniebowzięty. wejście do Pałacu było niesamowitym przeżyciem dla wielu. wspominała później. Bochenek zaczynała od niskiej pozycji w warszawskim Ratuszu – jako urzędniczka zajmująca się doradcami prezydenta stolicy. że zagranie na emocjach prezydenta przynosi zawsze dobry skutek. Z jednej strony Bochenek ostrzegała swych ludzi przed szefową gabinetu prezydenta Elżbietą Jakubiak. na czele którego stał Stefan Meller. „Widać. »Uczestniczyłam w jego kampanii przez ostatnie pięć tygodni non stop«. Pomysł na dostarczanie analiz prasowych okazał się strzałem w dziesiątkę… Lech Kaczyński. Grupa pracowała w atmosferze podejrzliwości. Dlatego. żeby się rozkręcić. gazetki” – mówiła nam osoba. Tylko Małgorzacie Bochenek przyznano pokoik na poddaszu. ale Bochenek nie wymienił. żeby przeczytać zaległe artykuły… Widząc ten defekt Lecha Kaczyńskiego. Wiadomo. swoje analizy i interpretacje. kierowców. zjawili się usłużni technicy. który potem szczelnie otoczył prezydenta. Kawka. żeby to była wysokiej klasy analiza. W pół zgięci pytali. Bochenek nie miała nic. był tuż obok prezydenckiego. który jechał po Kaczyńskiego. i witała go. z drugiej strony przestrzegała przed pozostałościami »kwaśniewszczyzny«. To był ogromny awans. W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” prezydent elekt zapowiedział: „Jednym z moich doradców będzie osoba. że takie triki mają długą tradycję w Pałacu Prezydenckim” – uśmiecha się polski . Mimo to na początku pozycja Małgorzaty Bochenek była słaba. Jedna z urzędniczek tak opowiadała nam o początkach walk frakcyjnych: „Nie ma co ukrywać. rzadko czytał gazety. która pracowała z nim w Izbie. Właśnie wtedy – z urażonych ambicji. jak mówiła. Stali się ministrami. Było to dość charakterystyczne – urzędnicy. Urzędniczka prezydenta wspomina: „Bochenek szybko zaczęła tworzyć zespół zajmujący się analizowaniem informacji prasowych. Nie było to jej zadaniem i nikt tego od niej nie wymagał. Ów pokój na poddaszu kontrastował z gabinetem jej przeciwniczki Elżbiety Jakubiak. Jednak Bochenek nie składała broni. czyli Małgorzata Bochenek”. Bochenek zakazała brać danych z MSZ-etu. Bliżej były tylko sekretarki i ochrona. „Jako szef NIK-u chętnie czytał prasę. co potwierdzają jego liczni byli współpracownicy. W trakcie kampanii wyborczej przyjeżdżała rano do Ratusza. Jako że nie miała szarży. Kiedy coraz częściej zaczęła bywać w gabinecie prezydenta i została podsekretarzem stanu. Prezydent przestał palić i sięgać po prasę. dostali wysokie i duże gabinety z antycznymi meblami. którzy odpowiadali bodaj za informatyzację szkół. Kaczyński się o tym dowiedział. w dniu wyborczego tryumfu. która rzekomo kopała pod nimi dołki. To był poranny rytuał. Nie powiem. papierosek. wsiadała do samochodu. wiedzieli. Zresztą całkowicie odróżniało go to od brata. Kiedyś opracowywany był dla prezydenta jakiś materiał dotyczący spraw zagranicznych. Ludzie dookoła byli zszokowani tym zachowaniem” – opowiada polityk PiS-u. którzy znali Kaczyńskiego jeszcze z magistratu. Znamienne było to. Nie ufała resortowi dyplomacji. po trzeciorzędnych doradcach Kwaśniewskiego. Pierwsze analizy prasy dla prezydenta robiła na przyniesionym z domu PC-ecie”.

że Kaczyński nie pojedzie do Berlina na zbliżający się szczyt Trójkąta Weimarskiego. Prezydent się wściekł. ale też Kancelaria Premiera. odpowiadał zwolennik tej hipotezy. że prezydent Wałęsa nie chce czytać dokumentów. Wszyscy szefowie MSZ-etu od 1989 roku podpisali się pod listem wymierzonym w prezydenta. niestety udana. że tekst był robotą. „Na życzliwe podejście postaci takich jak Andrzej Olechowski czy Dariusz Rosati Lech Kaczyński nie liczył. To manipulacja. Emocjonalna reakcja Kaczyńskiego ściągnęła na niego kolejne ciosy.dyplomata. bo ma kłopoty gastryczne. Oceniał. Gdyby nie to. Wałęsa wrzucał taśmę do magnetowidu i tak się dowiadywał. Zauważył on. W kolejnym kroku urzędnicy głowy państwa podali. nie zapytał.). Szybciutko zareagował na ten feler prezydenckiej natury. analiza profilu psychologicznego. w którym »Tageszeitunga« nigdy nie ma. autorowi się udało. Peter Koehler pisał tak: „Jak Piłsudski są Kaczyńscy dla Polski zbawieniem. Zabolało go. szef Urzędu Ochrony Państwa w latach 1992 – 93. gdy rządził stolicą – red. opanowana przez PiS zażądały oficjalnych wyjaśnień od Berlina. Program szczytu zamykał się w przechadzce po mieście i wizycie w fabryce porcelany. A kłopoty żołądkowe? Nie były wymyślone. w której maczali palce ludzie z tajnych służb. co UOP ma dla niego. Tekst był tak obelżywy. że musiał być pisany z intencją” – --wyjaśniała Elżbieta Jakubiak. były ambasador Jerzy Konieczny. „Problem polega na tym. że wprowadza Kaczyńskiego w stan emocjonalnego rozchwiania”. Podkreślili. że Bartoszewski nie zadzwonił. napisali. Taką wiedzę dostarcza głowie państwa. po zejściu ze swego apartamentu. że odwołanie szczytu Trójkąta „przyjęli z niepokojem”. że są z każdej strony czyści: Lech parokrotnie zabraniając warszawskim chłopcom zademonstrowania tyłków (chodzi o brak zgody Kaczyńskiego na parady gejowskie. Co rano nagrywał na taśmę wideo wystąpienie i słał je do Pałacu. Jakby nie było. „Nie chciał jechać i bez tego tekstu w »Tageszeitung«. W Pałacu bardzo poważnie rozpatrywano wersję. bo kto w Polsce czyta »Tageszeitung«? Prawie nikt. nie zamierzał być kwiatkiem do kożucha. wszczęto prokuratorskie śledztwo w sprawie znieważenia prezydenta (kilka miesięcy później po cichu zostało ono umorzone). że nawet z pozytywnego artykułu pani Bochenek wybierała to jedno negatywne zdanie i o nim mówiła prezydentowi. Publicysta chamsko trafił w czuły punkt. Sprawa „Tageszeitung” to najbardziej znany przykład „nakręcania prezydenta” przez Małgorzatę Bochenek. W Pałacu utarł się zwyczaj. Od czasu tego listu prezydent nie zamienił z Bartoszewskim ani słowa” – mówiła nam Elżbieta Jakubiak. jak wygląda sprawa z punktu widzenia Pałacu. . że pani minister była jedną z pierwszych osób. W przeglądzie. Bochenkowa w szybkim tempie stała się oczami i uszami głowy państwa. Bochenek z najwyższą powagą przedstawiła tekst Kaczyńskiemu. „Odwołanie szczytu Trójkąta Weimarskiego bez istotnej przyczyny jest lekceważące wobec partnerów”. Był zawiedziony. że prezydenta otaczają spiski. a ojczyzna to przecież oni sami. by mówić prawdę prezydentowi« – opowiadał nam minister z Pałacu. którą prezydent przyjmował rano. a taki wywołał ten paszkwil. Zdarza się. ale słysząc o tym pomyśle. „Jakiś sukinsyn umieścił ten paszkwil w MSZ-etowskim przeglądzie prasy. Takie ataki na matkę i brata były dla prezydenta nie do przyjęcia. Angela Merkel odwołała szczyt. prezydent reaguje kłopotami gastrycznymi” – opowiadał doradca głowy państwa. Na silny stres. sprawy by nie było. że kluczowe sprawy dotyczące przyszłości Unii są załatwiane między Berlinem a Paryżem. Udowodnili. że znalazł pod listem podpis Władysława Bartoszewskiego. 26 czerwca 2006 niemiecka gazeta „Tageszeitung” opublikowała zjadliwy paszkwil na Kaczyńskiego. a „współpraca z Niemcami i Francją leży w najlepiej pojętym interesie naszego kraju”. który żyje wprawdzie z matką – ale przynajmniej bez ślubu”. Lech chciał posłać premiera Marcinkiewicza. Ale pani minister jak mantrę powtarzała: »Ja jestem po to. a jeszcze bardziej Jarosław. uderzenie w najdelikatniejsze miejsce”. Rozpętało się piekło. Były współpracownik prezydenta mówił w połowie kadencji: „Bochenek wierzy. Pałac. „Bardzo dobry research. tak jak nikt w Berlinie nie czyta Urbanowego »Nie«. To była prowokacja.

które także prezydent kolekcjonował”. gdzie szykowano szczyt ośmiu najbogatszych państw świata. Bush w czerwcu 2007 miał zaplanowane pożegnalne tournée po Europie. potakiwała. to niech ją ktoś przejedzie« – doradzał. Mąż pani minister – jak opisywała osoba. Ale tam już siedziała minister Bochenek. że jest z boku. gdy nad ośrodek prezydencki nadleci paralotniarz i zrzuci bombę. Panie różniło jeszcze jedno. żeby przeszła suchą nogą”. Małgorzata Bochenek ma moje zaufanie. Proponowała. zwoływać narady w sprawie bezpieczeństwa wizyty. Wszyscy mają mówić po angielsku. W sierpniu 2009 roku sama Bochenek w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zacytowała tamtą wypowiedź prezydenta inaczej – „Małgosia odejdzie razem ze mną”. uśmiechał się pod wąsem. Prezydent bardzo grzecznie przeprosił i powiedział. Nalegała mimo. musiał włączyć się sam Kaczyński. Jeden z ostatnich pojedynków między nimi rozegrał się w 2007 roku. że traci wpływy. Przeżyła to bardzo. że Bush może przylecieć najwyżej na kilka godzin. że szczegóły były już dograne ze stroną amerykańską. Słuchaliśmy tego ze zdziwieniem. Ela wkrótce odeszła na ministra sportu”. Jakubiak zaprosiła do siebie szefa Biura Ochrony Rządu pułkownika Andrzeja Pawlikowskiego i powiedziała: „Wybierze pan najlepszych BOR-owców. Negocjacje prowadziła Elżbieta Jakubiak z Joshuą Boltenem. odchowanego syna.Oprócz dostępu do świeżych wiadomości ze służb rosnąca w siłę Małgorzata Bochenek miała jeszcze jeden atut – męża Marcina. Zrozumiała. »Nie kłóćcie się. Busha w Polsce. jak to często bywało w Pałacu. skoro Małgosia mówi. Po powrocie jak zwykle próbowała wejść do gabinetu szefa. Ale problemy zaczęły się w samym Pałacu. W łagodzenie zadrażnień. Doradca Lecha Kaczyńskiego opowiada: „Dzięki niemu pani minister miała informacje ze świata mediów. Wrażenie udało się zrobić. który jest z nią zaprzyjaźniony. Próbowała walczyć. rzucacie się na chodnik. że omawia właśnie tajne dokumenty. Minister Bochenek poczuła się odsunięta od organizowania ważnej wizyty i postanowiła. Polski na trasie nie było. pani Bochenek miała bliżej do pracy niż Elżbieta Jakubiak. Jakubiak potrafiła otwarcie się prezydentowi sprzeciwić. . więc mogła bez straty dla rodziny siedzieć w Pałacu od świtu do nocy i mieć częsty dostęp do prezydenckiego ucha. do 2009 roku wiceprezesa TVP. Taki był finał wojny. ma prawo odejść«. Kto się nie może z tym pogodzić. szefem gabinetu Busha. Przyjazd był szykowany na wariackich papierach. bo ochrona Busha nie zgłosiła zastrzeżeń do organizacji wizyty. zrodził się późno. gdzie miał lądować Bush. która z Bochenek pracowała w pierwszej części kadencji – często odwiedzał ją w Pałacu. mówiła. ale sprawę przeciął sam Lech Kaczyński. O tym. by Bush wpadł do prezydenckiego ośrodka na Helu. jak żartują w kancelarii. Powiedział swoim współpracownikom: »To jest poza dyskusją. Amerykanie szybko przysłali do Trójmiasta 60-osobową grupę przygotowawczą. W pewnym momencie zadała pytanie. Rozdział IV. przy okazji planowania wizyty George’a W. Pomysł. Bochenek słodziła. dali znać jeszcze z pokładu samolotu. do ośrodka na półwyspie. a jak na drodze będzie kałuża. Jeszcze pod koniec maja nic nie było pewne. że wszystko jest w porządku. którym wracali do Ameryki. był niemiecki Heiligendamm w Meklemburgii nad Bałtykiem. co myśli prosto z mostu. Macie jej słuchać. Bolten powiedział w końcu. zaczęła tworzyć zespoły. Za organizację odpowiada minister Lena Cichocka. Bochenek chciała też. żeby zamknąć Hel na kilka dni. że trasę trzeba przejechać jeszcze raz. że tak nie zostawi sprawy. by jeszcze raz przejechana została trasa z Gdańska. co będzie. Poza tym. Pałac też postanowił wystawić 60 osób. nawet generał Zbigniew Nowek. Znajomy Elżbiety Jakubiak opowiadał nam o sytuacji z 2007 roku: „Ela poszła na dwutygodniowe zwolnienie lekarskie. Były urzędnik Pałacu przypomina sobie: „Kiedy okazało się.

Cicho i skutecznie trzymał całe towarzystwo za twarz. Bez odsuniętego Strużyny Pałac w sprawach organizacyjnych działał po omacku. Przynajmniej do momentu publicznej rozgrywki Kwaśniewskiego z Leszkiem Millerem. Szczelność otoczenia Kwaśniewskiego była utrapieniem dla dziennikarzy. Wzywał na przykład Marka Siwca i Marka Ungiera. Po nieudanej półrocznej misji Andrzeja Urbańskiego na stanowisku szefa kancelarii Lech Kaczyński wezwał z ław sejmowych swego byłego studenta i wychowanka Aleksandra Szczygłę. Strużyna znał w tym mieście: dyrektora lotniska. którzy ciągle byli zatrudnieni u prezydenta”. urzędnicy – cały dwór – ujrzeli bezradnego prezydenta. dyrektora szpitala i najlepszą restaurację. Obrażeni urzędnicy i ministrowie spowiadali się zaprzyjaźnionym dziennikarzom. Tymczasem spory w otoczeniu Kaczyńskiego wychodziły łatwo na światło dzienne. Tacy ludzie byli nie do ruszenia. prawa i obowiązki poszczególnych postaci w otoczeniu Kwaśniewskiego. Granicą były dobre stosunki urzędników z prezydentem lub prezydentową. . że ministrowie. żeby wygrać kolejną bitewkę. Wielki konflikt między Jakubiak i Bochenek był tym bardziej złowieszczy i destrukcyjny. który przez blisko 10 lat był szefem zespołu doradców prezydenta Kwaśniewskiego. Gdula opowiadał. którego Szczygło przesunął na niższe stanowisko. żeby wszyscy grali na lidera. nikt nie pisnął słowa”. który wariant jest lepszy. że Kaczyński nie umie zbudować spójnego zaplecza. Posypały się zwolnienia. Dobrym przykładem jest Janusz Strużyna. Ten doświadczony urzędnik zajmował się na przykład organizowaniem wyjazdów Lecha Kaczyńskiego. jak korzystać ze słabostek szefa. Nawet jak z prezydentem działo się źle. Wysłuchiwał racji obu i decydował. jak wyglądał obieg dokumentów. że się pochoruje. w latach 80-tych zastępca generała Czesława Kiszczaka w MSW. starcia koterii stały się w Pałacu normą. Po krótkim czasie Strużyna wrócił na swoje miejsce. w której prezydent może zjeść obiad bez obawy. Takiego. Fotel Strużynie odebrano w czasie urlopu minister Jakubiak. Rzecz była rozstrzygnięta. sprawy w swoje ręce brał Kwaśniewski. Wieloletni pracownik Kancelarii Prezydenta wspomina: „U Kwaśniewskiego też były wojenki i intrygi. Dbał. nagany. burmistrza. że było to jedno z największych obciążeń pięcioletniej kadencji. Była to wyraźna próba sił między kierującym kancelarią Aleksandrem Szczygłą a szefową gabinetu prezydenta. spotkaliśmy się z Andrzejem Gdulą. Dlaczego? Lubiła go bardzo pani Maria Kaczyńska. informacji. przez dobrą godzinę opisywał nam. Później okazało się. potrafił załatwić prawie wszystko. że kiedy dochodziło do różnic wśród najbliższych współpracowników prezydenta. która wybuchła po aferze Rywina. „Dobre zorganizowanie pracy to podstawa” – uśmiechał się Gdula w rozmowie z nami. Zepchnięcie urzędnika ze stanowiska miało jeszcze jeden podtekst. Wynegocjował sobie u prezydenta prawo ustawienia pracy kancelarii. które wspólnie pracowałoby dla prezydenta. były zastępca szefa biura prasowego Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego relacjonuje: „Szczygło miał bardzo ostre wejście do Pałacu. Poszukiwał ukrytych od czasu Rady Państwa ludzi. która odpowiadała za organizowanie pracy głowy państwa. Urzędnicy widzieli tę niemoc i codziennie uczyli się. który nie potrafił poradzić sobie z dwiema kłócącymi się kobietami. Marcin Rosołowski. Do tego Strużyna. Pałac był długo hermetyczny. Starszy niepozorny pan. Potem nie było już dyskusji. ale to nie wydostawało się na zewnątrz. Jeśli prezydent leciał do miasta X. Jednak nawet on nie miał wolnej ręki do końca. postać z cienia. który pracował w Pałacu od połowy lat 80-tych. Rzadko na światło dzienne wydostawały się informacje zza kulis. Od tej pory wojny podjazdowe.Kto dziś wystraszy prezydenta Wiosną 2008 roku przygotowując tekst o dworze Lecha Kaczyńskiego. Odpowiadał za to Marek Ungier. Te rozgrywki dowodziły. Jednym z ulubionych tricków otoczenia było straszenie Lecha Kaczyńskiego. na czele której stanął. czyli Kwaśniewskiego. szefa miejscowej policji.

jak zrelacjonowano na spotkaniu. Długo trwało uspokajanie go: »Kto ci zaatakuje matkę? Za co?«. Nowek bywał wprowadzany do samego prezydenta. Jest natomiast uwaga: »Lech Kaczyński nieco zagubiony w zakamarkach amerykańskich budowli rządowych«. Straszenie nie nastręczało zresztą trudności. Prezydent zaczyna się bać i zaraz podsuwana jest mu metoda wyjścia z wykreowanego kryzysu. które się pojawiają”. bo prezydentowi udało się nie skompromitować. miał napisać. że Zaremba napisał bzdury. Oczywiście żadnego ataku nie było”. Ani wzmianki o tym. Także Janusz Kaczmarek miał podobne doświadczenia: „Prezydent lubił też słuchać o śledztwach. poznawać szczegóły. numer 7 z 2006 r. ale irytują mnie bzdury i powierzchowne oceny”. Co ciekawe. Wywołany do tablicy Zaremba odpowiedział w „Dzienniku”: „Przeglądam swój tekst na temat wizyty w Waszyngtonie (»Newsweek«. nazwiska osób publicznych. Był rozbity. wśród wieżowców amerykańskiej stolicy. jak udowodnić publicyście.). Kiedy informacje były szczególnie atrakcyjne. która poznała szczegóły tych rozmów. Oficer był uczestnikiem tej operacji. do niedawna szefem wywiadu. Odwiedzał panią minister 3 – 4 razy w tygodniu. że wizyta była udana. jak Polacy w Afganistanie biorą udział w próbie namierzenia ludzi z czołówki Al-Kaidy. że w straszeniu prezydenta kluczową rolę odgrywała Małgorzata Bochenek. I jest niezwykle cyniczne. Dlatego pani Bochenek blisko trzymała się i nadal się trzyma z generałem Zbigniewem Nowkiem. . bo przecież w Waszyngtonie wcale nie ma tak wielu wieżowców!” – relacjonował prezydencki minister. że Lech Kaczyński w 2006 roku czuł się zagubiony w trakcie wizyty w Waszyngtonie. wspomniał też o moim zagubieniu wśród wieżowców Waszyngtonu. jak pokazać najważniejsze osiągnięcia prezydenta w polityce międzynarodowej. że w Waszyngtonie jest niewiele drapaczy chmur. że w jednej z gazet będzie atak na jego matkę. jak udowodnić. Wygląda to tak. Minister prezydencki opowiada: „Przyszedłem do prezydenta krótko po jego porannej sesji z Bochenkową. Prezydent miał już taką naturę. »Rzeczpospolita«: Pan wszystko pamięta? Prezydent: Nie. którzy nie robili takich rzeczy. po drugie. Któregoś razu prezydent zwołał taki właśnie sztab po tekście znanego dziennikarza Piotra Zaremby. Kilkoro ministrów i głowa państwa prowadzili debatę. Sytuacja była absurdalna. Mówił. że się skompromitował. że sprawa siedziała głęboko w głowie Lecha Kaczyńskiego. „Prezydent był autentycznie oburzony. W 2006 roku na przykład Kaczyński dwukrotnie przyjmował pułkownika Wojskowych Służb Informacyjnych. by osiągnąć osobiste wpływy na prezydenta. wchodząc do pałacu od strony kościoła Wizytek. To on dostarczał najsmaczniejsze kawałki.Były polityk PiS-u opowiadał nam w 2008 roku: „Robią to. Wielu współpracowników skarżyło się nam. zostali w wyniku pałacowych intryg odsunięci”. Ale widać. Jeden z szefów służb specjalnych opisywał nam wiosną 2008 roku: „Prezydent lubi tajne i ekskluzywne informacje przeznaczone dla niewielu uszu. który opisywał mu. że wierzył w spiski i sekretne gry. silnym człowiekiem służb specjalnych. Jakim cudem prezydentowi »budowle rządowe« mieszają się z »wieżowcami«? Bóg raczy wiedzieć”. „Słuchał niemal z wypiekami na twarzy” – opowiadała osoba z tajnych służb. Naprawdę nie wiem. w lutym 2009 roku. To go uspokaja i wzmaga zaufanie do rozmówcy. gdzie je wypatrzył. Prezydent był ogromnie zaciekawiony. ukazał się wywiad z prezydentem na łamach „Rzeczpospolitej”: „Prezydent: Przy relacjonowaniu mojej podróży do USA redaktor Piotr Zaremba napisał. że z czasem zarządzanie w Pałacu odbywało się poprzez posiedzenia sztabów antykryzysowych. Trzy lata później. Zaremba. a narada dotyczyła dwóch aspektów: po pierwsze. żeby rozwinąć temat”. Sprawy związane z tajnymi operacjami pozostawały w żywym zainteresowaniu pana prezydenta przez cały okres urzędowania. że sprzedają Lechowi jakąś groźnie brzmiącą historię. Wiara w spiski spowodowała. Na wezwanie głowy państwa przybyli najważniejsi współpracownicy. Ludzie.

gdy padały strzały w pobliżu Kaczyńskiego. by lepiej zadbać o bezpieczeństwo głowy państwa. jak nagradzana jest u Kaczyńskiego lojalność i wierność. że do jego kolumny potrzebne jest dodatkowe BMW albo że trzeba kupić specjalistyczny sprzęt. Wpadkę Olszowiec zaliczył w listopadzie 2008 roku. Ta akcja BOR-u została fatalnie przyjęta przez wojskowych. My mieszkaliśmy w hotelach niższej klasy w innych częściach miast. Czasami przez swoich ochroniarzy prezydent dawał się w manewrować w sytuacje na granicy śmieszności. Olszowiec był wówczas kierowcą prezesa. Urzędnik znający sytuację w BOR-ze tłumaczył: „Prezydentowi zostały przedstawione argumenty świadczące o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu jego ochrony pod kierownictwem Olszowca”. Zna swoje miejsce. żeby było oszczędniej. W końcu zawsze mógł powiedzieć. bo on miał realną władzę w dopuszczaniu ludzi do prezydenta.Lech Kaczyński. Lech Kaczyński na placu Piłsudskiego w Warszawie odbierał honory od kompanii reprezentacyjnej. Jeśli trzeba. ale podobno prezydent powiedział swoim współpracownikom: »Pana Krzysztofa proszę traktować jak jednego z ministrów«. Otoczenie prezydenta dziwiło się tej szczególnej pozycji oficera BOR-u. Myśmy latali z wywieszonymi jęzorami. Przypisani do prezydenta ochroniarze zawsze potrafili przekonać szefa. Czasem dyryguje nawet zakupami do prezydenckiego apartamentu. Wykorzystywali to ludzie. Okazało się. że prezydenta nie ma. Pałac nie protestował. bo zarządem kierował dorywczo z Pałacu Prezydenckiego. Były minister PiS-owskiego rządu relacjonował w 2008 roku: „Olszowiec ustawił się doskonale. „BOR ładuje prezydenta informacjami o rzekomym zagrożeniu. a liczna ochrona zawsze w prezydenckim hotelu. Nie mieliśmy wtedy informacji o zagrożeniu dla głowy państwa” – mówił nam przychylny prezydentowi oficer służb w 2008 roku. a panowie z BOR-u w letnich garniturkach wychodzili na zakupy w towarzystwie stewardes. że w środku są pleksiglasowe tarcze. Przy układach panujących w Pałacu miało to duże znaczenie. Były wysoki rangą funkcjonariusz BOR-u mówił nam w 2008 roku: „Kaczyński zna Olszowca jeszcze z czasów szefowania Najwyższej Izbie Kontroli. Doszedł do stopnia pułkownika. Współpracownikom mówił: »Jeśli zabiorą mi Krzysia. przez większą część prezydentury był prawie zawsze pół kroku za pierwszym obywatelem. bo potem siada im koncentracja i zdolność odpierania ataków ewentualnych przeciwników”. Tak było w trakcie uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego 15 sierpnia 2006 r. W styczniu 2009 pułkownik bez rozgłosu odszedł z Biura. już jako prezydent. Olszowiec był na dworze ważną postacią. które mają chronić prezydenta przed ostrzelaniem z broni palnej. Można go poprosić o wszystko. Połowa PiS-owskiego rządu telefonowała do Olszowca. stał się bardzo czuły na punkcie osobistego bezpieczeństwa. przez chwilę był nawet szefem zarządu ochrony osobistej. . Dochodziło do kuriozalnych sytuacji. Jeden z dyplomatów opowiada: „Na atrakcyjne wizyty zagraniczne jeździły zastępy ochroniarzy. że ochroniarze mogą pracować tylko po kilka godzin. Niemal non stop miał dostęp do szefa. przy prezydencie zrobił niecodzienną karierę. Pozostający w służbie oficer BOR-u opowiadał nam w połowie kadencji: „Choć jest tylko kierowcą i nie ma skończonych studiów. Za to pensję ustawiono mu na poziomie wiceszefa BOR-u”. Ale sprawa ucichła. Było to fikcją. jest zajęty albo już śpi”. najważniejszego w BOR-ze. Olszowiec tłumaczył. Stąd wzięły się nieszczęsne pleksiglasowe tarcze. W Gruzji. Zagrożenie było dęte. Prezydent zareagował bardzo emocjonalnie. Były minister PiS-owskiego rządu diagnozował: „Jego kariera świadczy o tym. przy prezydencie nie było Olszowca ani innych funkcjonariuszy BOR-u. cieszył się względami głowy państwa. to w ogóle nie chcę ochrony!«. którzy dbali o ochronę głowy państwa. Między zwierzchnikiem sił zbrojnych a elitarną jednostką paradowali ochroniarze z czarnymi walizeczkami. Okrągły blondynek średniego wzrostu. Obsztorcował szefa jednostki generała Mariana Janickiego. Szef prezydenckiej obstawy przez większość kadencji Krzysztof Olszowiec i jego ludzie zbudowali w Pałacu małe państwo w państwie. Po incydencie szef Biura zawiesił pułkownika. choć oczywiście nie jest kimś w rodzaju Mieczysława Wachowskiego przy Lechu Wałęsie. ma się jak pączek w maśle”. może wysłać podwładnego po słoik majonezu czy keczupu”.

który nie przepada za pompą i występami.Część druga Nie w swojej roli Ja sobie pochodzę Prezydent lubił pospacerować. człowiek kameralny. Rozdział I. wszystko jak w pokoju dla lalek. jego rozmówcy z szacunku do głowy państwa również zrywali się na równe nogi. ale w takim pomieszczeniu wygląda jak pudełko zapałek albo tapczan z szuflandii. jakby mieszkać na Zamku Królewskim w Warszawie albo w jakimś muzeum. Czasem zagadany. Ja sobie pochodzę. Kiedy podczas spotkania prezydent wstawał nagle i zaczynał przechadzkę. było bardzo charakterystyczne. że był typem walkera. to chciałby umyć ręce. To nie był człowiek. jest tak wielka i wysoka. nie znosi publicznych toalet. Czasem trochę mi przypominał Marka Kondrata z »Dnia Świra« – opisywał nam sytuację zimą . Normalnej wielkości. Nudził się. że Kaczyński. To trochę tak. gdy poda dłoń stu osobom. Chodził w każdej sytuacji. On nie umiał skoncentrować się nad dokumentami dłużej niż 20 minut. W „spaceromanii” ujawniał się cały charakter Lecha Kaczyńskiego. nawet po swoim gabinecie. powtarzalne obowiązki. ale w małym. by maszerowali z nim po prezydenckich ogrodach i przy okazji omawiali ważne państwowe sprawy. który przechadza się po gabinecie w trakcie rozmowy. długofalową strategię” – żalił się jego minister. Zmiana była więc kolosalna. Przy dobrej pogodzie zmuszał swoich współpracowników. nie poczuł się w takich warunkach komfortowo”. Żoliborski inteligent – jak mówili o nim współpracownicy – nie potrafił odnaleźć się w Pałacu. Na końcu tego gigantycznego pokoju stoi łóżko. uciekał w dygresje albo zaczynał dzwonić i rozmawiać o czymś innym. jest kameralnym facetem. Nużyła go etykieta. dwupokojowym mieszkaniu. Prezydent jednak ich powstrzymywał: „Proszę siedzieć. Inteligent w klatce Państwo Kaczyńscy zamieszkali w apartamentach na ostatnim piętrze Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. Obok łóżka jest szafka i lustro. lepiej mi się myśli”. Prezydent na przykład. z telefonem komórkowym przy uchu docierał aż pod filary Pałacu od strony Krakowskiego Przedmieścia. lubiący domową atmosferę. I niczego nie można zmienić. znajomy prezydenckiej pary wspomina: „Jedna z sal ich mieszkania gabarytami przypominała halę do koszykówki. „To. „Lech jest inteligentem ze swoimi małymi odchyłami. z którym łatwo realizować jakiś polityczny plan. Zmieniał temat. Przed prezydenturą Kaczyńscy mieszkali w ładnym miejscu na warszawskim Powiślu. Trudno się dziwić. bo nad wszystkim czuwa konserwator zabytków. Polityk PiS-u. gubił wątek.

profesor. że do pewnych rzeczy nie ma powrotu. zresztą w przeciwieństwie do swej małżonki. Okazało się. Któregoś razu Marcinkiewicz się wkurzył siedzeniem w rezydencji przy Parkowej. czapeczkę bejsbolową i idzie do wyjścia. w których udziału nie zawsze można odmówić. że Lechowi Kaczyńskiemu nie można umawiać rozmów na zbyt wczesną godzinę. gdyby po drugiej stronie usiadł interesujący polityk. Taka cecha nie była atutem na urzędzie. gdy jest się pierwszym obywatelem. że nie lubi dochodzenia do tych rozmów. Pan prezydent gawędzi. Ambasador kompletnie nieważnego państwa wychodzi z takiego spotkania oszołomiony: »Wow! Tyle o nas wie. który odpowiadał za sprawy zagraniczne. czterdzieści minut opowiadał!«”. Nowy prezydent brutalnie zderzył się z prawdą. Współpracownicy wiedzieli. pirotechnicy sprawdzają sale. „Nie zdajecie sobie sprawy. że nie może kazać. I to był rzeczywiście koszmar. Inny przykład.2009 roku zaprzyjaźniony z głową państwa poseł PiS-u. należy wylecieć z Warszawy o 7 rano. Dla Krawczyka wyglądało to bardzo groźnie. To charakterystyczne dla niego. zachciało mu się iść do kina. przypominają mu się jakieś polonica. tłumacze. Siedział do nocy. jak to działa. Był bezradny. Prezydenta na przykład strasznie denerwowało jeżdżenie jego kolumny na sygnale. wylatują dzień wcześniej i śpią w hotelu na miejscu. obraża. Kiedy Marcinkiewicz był premierem. z którym można byłoby się spotkać i po prostu sobie pogadać. Wchodzimy do kina. Na początku proponowaliśmy mu. Ubrał się w luźne ciuchy. jak zrugał publicznie Andrzeja Krawczyka. Zazwyczaj rozmowy dyplomatyczne zaczynają się o 10. że to nie jest ich kompetencja. Cieszyłby się. Prezydent nie cierpiał dworskiej etykiety. Ruch zablokowany. Prezydent kazał wyłączyć te syreny. by organizować się skoro świt. Wydał dyspozycję szefowi swej ochrony. to chyba może?” – pytaliśmy. Żeby zdążyć na spotkania gdzieś w zachodniej Europie. Wszyscy w dżinsach i czapkach bejsbolowych nasuniętych na czoła. Wraz z Michałem Kamińskim zabraliśmy Kazimierza i jego syna do Silver Screenu przy Puławskiej. którą opowiedział nam w 2009 roku prezydencki minister Witold Waszczykowski: „Pan prezydent nie lubi spotkań z ambasadorami. Zrobił tak. wygrażają. która organizuje przejazd. Szybko okazało się. od dawna zaplanowanych spotkań. lekarze. oburzał się. Ale prezydent ma z tym problem. a tam jakieś kontrole. musiał zawrócić. że z pozoru błahe sprawy. Krawczyk na jakimś szczycie międzynarodowym umówił spotkanie Lecha z prezydentem Rumunii na 9. I rozmowa ze standardowych 10 minut rozciąga się do 40. zaczynają być problemem. A strażnik przy bramie do niego: »A dokąd pan idzie? Przecież ja nie mogę pana wypuścić!«. Oburza się. Okazało się. „Jak to nie może? Jak chce.30. Prezydentowi opadły ręce”. Kiedyś jechałem z nim w jednym aucie po Krakowie. Doradca prezydenta opowiada: „Sam byłem świadkiem. spotkane kiedyś osoby z państwa X albo gazetowe teksty na temat tego kraju. sprawy wyglądają inaczej. Przyszła odpowiedź. ale pracę zaczynał późno – przed dziesiątą rano. W połowie kadencji polski dyplomata opowiadał nam: „To późne wstawanie komplikuje nam kalendarz w czasie wizyt zagranicznych. wydarzeń. Na przykład prezydent lubił pospać. Precyzyjniej należałoby powiedzieć. Wyszedł też inny problem. który w dużej mierze polega na publicznym reprezentowaniu państwa. tylko miejscowej policji. I tak. bo rozmowy plenarne zaczynały się o 10. pan prezydent przyjmuje ambasadora kompletnie nieważnego państwa X. Kaczyński był aż czerwony ze złości. »Dobrze wiesz. Musimy się zastanowić nad możliwością naszej dalszej współpracy«. ochrona. że ja rano nie funkcjonuję. „Od początku Kaczyński ciężko znosił na przykład to. że na tym stanowisku człowiek jest więźniem ceremoniałów. ale kiedy spotkania w końcu zostają umówione. To oczywiście zwiększa koszty”. Tę niechęć do ceremoniału dobrze obrazuje anegdota. ministrowie. żeby dzwonił do dowódcy BOR-u w tej sprawie. . pisarz. latami kultywowane przyzwyczajenia. ale odpowiadał krótko: »Ja tak nie mogę«. że nie może tak jak dawniej wyskoczyć ze znajomymi do restauracji” – opowiadał nam Bielan. a potem szybko zapomina”. Zbiegowisko i koszmarne zamieszanie. czasem jest to kilkadziesiąt osób. »Ty mi to specjalnie robisz!«. Podam przykład. Od tej pory szef i świta: doradcy. ale po kilku godzinach prezydent o wszystkim zapomniał i był znów ze swoim ministrem w najlepszej komitywie. wkurzeni kierowcy psioczą.

Jeśli minister przez tydzień. Czasem te alianse były egzotyczne. bo podpadł«. decydował prezydent. dwa. Były współpracownik prezydenta opowiadał nam jesienią 2009 roku: „Na przykład prezydenta trochę boi się były szef BBN-u i dowodzący teraz kancelarią Władysław Stasiak. Robi to w nadziei. Ten postawny mężczyzna opanował tę sztukę do takiego stopnia. Często więc przesiaduje u Łopińskiego. gdy prezydent gdzieś się udaje. Lubi potakiwanie. Obiady pierwszy obywatel często jadał z szefową swego sekretariatu Zofią Gust. Stasiak nie potrafi normalnie wejść do gabinetu Kaczyńskiego. styl pracy Kaczyńskiego i niespójne zaplecze sprawiły. Siłą rzeczy urzędnicy. co dzieje się za granicami jego gabinetu. gdy ma jakąś sprawę do załatwienia. który jest odcięty od tego. Cichą koalicjantką ministra Stasiaka jest małżonka głowy państwa. że on jest mentorem i profesorem”. ministrowie. albo w sekretariacie. dostawałem porady od jednej z jego współpracownic i były one wypowiadane z absolutną powagą: »Jeśli chcesz coś załatwić. że w kontaktach z głową państwa może mu pomóc Zofia Gust. tamtego omijaj przez jakiś czas. „Kaczyński był na niego zły. miał prawo czuć się zaniepokojony.Stare przyzwyczajenia. Potem ten ryngraf walał się gdzieś między szpargałami w sekretariacie. szefowa sekretariatu prezydenta. że w swym otoczeniu niechętnie widzi osoby. Jego przywarą jest to. Kiedy na początku 2008 roku ekipa prezydencka wyruszyła do Świdwina na pogrzeb lotników. Nie chcę bronić Lecha. że zbyt późno dostał z BBN-u wiadomość o katastrofie. Stasiak jest przystojny. Działali według pałacowego schematu. z prezydentem nie było szefa BBN-u Władysława Stasiaka. kto znajduje się w delegacji. wręczył ryngraf. szarmancki. Oczywiście przyjęty nie został. Otoczenie Kaczyńskiego miało bardzo prosty sposób oceniania. Polityk PiS-u mówi: „Duże urzędy obrastają w taką etykietę. że potrafi być tylko nieco wyższy od ministra Macieja Łopińskiego. które mu nie schlebiają albo mają inne zdanie i nie boją się o nie walczyć. Ukryty cel był taki. Czuł na sobie wzrok innych. Minister Stasiak używał też innych trików. ale często odbywa się to bez wiedzy samego szefa. którzy zginęli w wypadku samolotu wojskowego CASA. że dostał żółtą kartkę od prezydenta i spadł w pałacowym rankingu. ale do stołu dopuszczani byli też inni. Brakowało tylko Andrzeja Dudy odpowiedzialnego za . który ma gabinet obok prezydenckiego. że w niepisanym rozkładzie dnia Lecha Kaczyńskiego ważne są posiedzenia sztabów antykryzysowych. Któregoś razu na posiedzeniu sztabu w gabinecie prezydenta zebrali się wszyscy najważniejsi ministrowie Pałacu. kto w danym momencie jest zwycięski w dworskich bitwach. W Pałacu podziwiana jest jego sztuka pomniejszania swoich rozmiarów w towarzystwie prezydenta. nawet jeśli nie chcieli. Jeszcze gdy Lech rządził Warszawą. że prezydent sam wyjdzie i uda mu się zagadnąć. Dlatego to punktuje u Marii Kaczyńskiej”. bo miał być przyjęty przez prezydenta. choć to on odpowiadał w Pałacu za sprawy służb mundurowych. zaprzyjaźnij się z tą. bo ma wysokie notowania. żeby BBN-owskie papiery czekające na podpis prezydenta lądowały na wierzchu górki. których Kaczyński akurat chciał wyróżnić albo z którymi miał zamiar omówić jakąś sprawę. że Pałac z czasem coraz bardziej obrastał dworskim obyczajem. powołując na przykład doraźne sojusze. respektowanie tego. Byłem w lekkim szoku”. Zrozumiał. Któregoś razu zabrał panią Zofię na wycieczkę po Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. nie był zapraszany na którąś z tych imprez. Pokazał jej cały budynek. wchodzili w dworskie koleiny. należało patrzeć na to. Poseł Prawa i Sprawiedliwości z „frakcji liberalnej” zimą 2010 oceniał: „Jest w tym trochę winy prezydenta. Dwór doskonale też wiedział. robocze obiady z prezydentem i wieczorne pogaduchy przy czerwonym winie „na sofach” w pokoju za gabinetem szefa. W maju 2007 roku Stasiak skrócił nawet swoją wizytę w Libanie. włada dobrą polszczyzną i nie przepada za czerwonym winem. Podobnie było z powtarzającymi się codziennie posiedzeniami sztabów antykryzysowych. Po pierwsze. trochę staromodny. Pominięcie Stasiaka w delegacji było karą” – opisywał nam sprawę pałacowy urzędnik. kto zasiądzie za stołem. O tym. którzy doskonale wiedzieli. które miały wzmacniać ich pozycje. Posyłał na przykład odświętnie ubranych współpracowników z kwiatami do Zofii Gust.

że to ja będę decydował.56«”. Na tych nasiadówkach nie widywałem ludzi z zewnątrz. dużo o sprawach osobistych. która w dłuższej rozmowie wpada w profesorski ton. Wino jest tylko. tego siedzenia po nocach nie lubiła pani prezydentowa. „Przeciwnik agresywnej. Pani prezydentowa miała do współpracowników Lecha pretensje o te spotkania. pyta w żartach. Wielokrotnie w czasie pięciu lat prezydentury roztrząsany był temat. Jest mistrzem wielominutowych dygresji i szczególarzem. nie ma tematów tabu. Luźne wieczory. Prezydent ubóstwia takie pogwarki. Jak już wspominaliśmy. Łopiński daje prezydentowi wytchnienie. gdy jest tu Michał Kamiński?«. który osiąga stan błogości. „Na sofy” chodziło się zawsze. gdy prezydent zapraszał większą liczbę osób. Jedna z osób bliskich Lechowi Kaczyńskiemu opisywała nam taką scenę: „Gdy robi się bardzo późno. Częstym towarzyszem prezydenta w wieczornych rozmowach był Maciej Łopiński. serdeczną osobą. studzi emocje Lecha” – opisywał go prezydencki minister. co zawsze irytuje jego małżonkę. Dziś na dwa!« »Tak przy wszystkich?« »Tak. Bywało tak. W końcu pani Maria zbiera męża na górę: »Już idę. tylko 30 procent to rozmowy z najbliższymi współpracownikami. Ministrowi Piotrowi Kownackiemu. który dołączył do pałacowej ekipy w drugiej części kadencji. że na takie wieczorne spotkania chodził ze stertą papierów i o tych papierach rozmawiał z prezydentem i innymi gośćmi. czasem z kimś zaproszonym z miasta do późna w nocy. Ważnym punktem były wieczorne spotkania u prezydenta. Każdy nowy pomysł to nowe kłopoty. Potem pani Maria zaczyna rugać prezydenta. babusiu«. ale była zawiedziona udziałem nowego ministra w wieczornych spotkaniach u prezydenta. jest czerwone wino i pogaduchy. Pod koniec 2009 roku mówił nam: „Był zwyczaj wieczornego spotykania się u prezydenta. Odpowiedź prezydenta była stanowcza: „Pozwól. że bardzo ją rozczarował. pani Maria mówiła. a napoczęta w czasie wcześniejszego spotkania butelka już stała na stole. na dół schodzi małżonka prezydenta. że jej nie odwiedził przez cały dzień: »Na kolana. według Draby. Ważny polityk PiS-u przedstawiał nam to tak w 2008 roku: „Łopiński nie ma żadnych pomysłów i pomysłów nie lubi. Bywały tam osoby z otoczenia Lecha Kaczyńskiego”. Jest urzędnikiem. W pomieszczeniu za gabinetem prezydenta stała ława. tłumaczył nam minister. Pani Maria dba bardzo o Lecha. a wokół niej sofy obite lekko już przetartym materiałem… Nie było regułą. to trochę legenda. Jest za to jednym z najstarszych przyjaciół Lecha. Ale kończyło się na winie i rozmowach. Jakieś 70 procent tych wieczornych nasiadówek to spotkania z ludźmi z zewnątrz. gdzie jest i czy nie należy na niego zaczekać. jak opisywał nam Robert Draba. Przeważnie dzieje się to w salce za gabinetem prezydenta. to nie ma wina na stole. żeby załatwić jakieś konkretne sprawy. niech się uczą dobrych zachowań«. czy aby głowa państwa nie ma problemów z alkoholem. Jeden z ministrów spytał. gdy nic się nie dzieje. odpowiada potulnie prezydent”. w trakcie których podawane jest czerwone wino” – opowiadał nam pałacowy urzędnik. owijał się flagą. że wchodziłem do prezydenta. Kilka razy przyjeżdżałem wieczorem. »No i co się dzieje? Jak schodzi prezydentowa. Inaczej zapamiętał to Janusz Kaczmarek.sprawy prawne. To był niby żart. nie ma muzyki. Bardzo dużo mówi się o polityce. jeszcze z konspiracji. Zajął pan czwarte miejsce z wynikiem 3. W jego gabinecie goście w większej liczbie nie mieli gdzie usiąść. Siedzą przy winie i wspominają stare czasy. że spotkania tam odbywały się wyłącznie wieczorami i tylko w zaufanym gronie. Potrafi na spotkaniu z mało znanym sportowcem wypalić: »Pamiętam pana bieg na mistrzostwach świata w 1976. Sytuacja była nienormalna: Aleksander Kwaśniewski pił. Siedzi ze współpracownikami. „Lech Kaczyński nie jest skowronkiem. próbował wsiadać do bagażnika swojej limuzyny. ale sową. mocnej gry w polityce. że w bezpośrednim kontakcie Lech Kaczyński jest ciepłą. Rozmowy i wino. Nie ma telewizji. Skłonność do gawędzenia przy czerwonym winie ściągnęła na Kaczyńskiego ataki ze strony politycznych przeciwników. Kładzie się późno. Draba mówił. Trzeba wiedzieć. szef gabinetu głowy państwa. a na kwestię jego słabości przez długi czas patrzono . kto przychodzi na narady do mnie”.

Byłoby dobrze. że to małżonka przywołuje głowę państwa do porządku. Tymczasem cięgi zbierał Kaczyński. Gdy wchodzili do gabinetu. Problem z alkoholem? Żart. Dosłownie w kilka sekund zwinął się ze swojego gabinetu. to odpowiadam: »Nie. ale on nie ma problemów z alkoholem. Podobnie było podczas spotkania z ministrami finansów w 2009 roku. w Pałacu”. jedliśmy kolację. a on jest mikrej postury”. Gdyby pił. Elegancko się ubrał. Ja ledwie się trzymałem. który w żadnej sytuacji nie został złapany na nadużywaniu trunków i nie nadszarpnął powagi urzędu prezydenckiego. jakie on na mnie tamtej nocy zrobił wrażenie?”. a potem puścić w miasto myśl: »Skoro ze mną o godzinie 14 wypił kieliszek. Nagle zadzwoniła stara Nokia pana prezydenta. na dłuższą metę. zadał sobie pytanie. że prezydent ma niezwykle mocną głowę” – opowiadał nam w połowie kadencji współpracownik prezydenta. pora była późna. bo wino przeszkadza w pracy. „ów dżentelmen zrobił na nim bardzo oryginalne wrażenie”. a po nim nie było niczego widać. Tak zdarzyło się dla przykładu na początku lutego 2007. Ja ważę ponad 100 kilogramów. to ze swoimi zausznikami pewnie wychyla dwie butelki«. „Mit o nadmiernym piciu – opisywała Elżbieta Jakubiak – może brać się z gościnności Lecha. Potwierdza to znany biznesmen: „Kiedy Lech Kaczyński nie był jeszcze prezydentem. Były pracownik BBN-u zaś relacjonował: „Prezydent sączy winko wieczorem. „Zagrywka z rzekomym piciem prezydenta jest faulem. że gdy Kaczmarek po raz pierwszy przyprowadził do niego nowego szefa policji. A potem słyszałem szeptankę z miasta. Oczywiście czasem wina bywało trochę za dużo.przez palce. czy nie chcesz kanapki. A ci mogą pomyśleć. poszły. Nowy szef policji był bardzo przejęty perspektywą pierwszej w życiu rozmowy z głową państwa. gdyby Polacy pili tak jak on”. . były minister u Kaczyńskiego. Po wybuchu afery gruntowej i słynnym przecieku z akcji CBA Kornatowski stał się jednym z czarnych charakterów tej sprawy. to zawsze cię zapyta. Wypiliśmy sporo. udać się na sjestę. marynarka i krawat wisiały na oparciu krzesła. Żalił się znajomym: „Czy Lech Kaczyński. W wywiadzie dla Moniki Olejnik w Radiu Zet prezydent powiedział. po 23. Prezydent był w szampańskim nastroju. zostawiając zaskoczonych gości za stołem. Jak wpadasz do niego. Podano wino. nie było takich zdarzeń«. ale przy stole było 12 osób! Jeśli panowie pytacie. wówczas szef MSWiA przyjechał przedstawić Lechowi Kaczyńskiemu świeżo upieczonego komendanta głównego policji Konrada Kornatowskiego. uciekam. Kornatowski był poruszony tą wypowiedzią. nie dałoby się tego ukryć”. herbaty. którzy nie są jego najbliższymi współpracownikami. Miła pogawędka przy winku toczyła się przez kilkadziesiąt minut. Czasem napije się piwa. Postać ulepiona z emocji Były minister PiS-owskiego rządu relacjonuje: „Prezydent jest miękki wobec swoich współpracowników. Czerwone wino podaje się do obiadu w Pałacu zawsze. „Wieczór przy winie i rozmowy to dla Lecha sposób na zdjęcie stresów. Minister z Pałacu opowiadał: „Prezydent potrafi winem podjąć ludzi. koszulę Lech Kaczyński miał wyciągniętą ze spodni. czy po takim obiedzie prezydent musi odpocząć. Okazało się. że w Pałacu poszły do obiadu dwie butelki. trzymał fason. zanim to powiedział. Niewiele osób wie też. gawędzi. mówił kiedyś Michał Kamiński. Janusz Kaczmarek. Byłem świadkiem zdziwienia wiceministrów zaproszonych do Pałacu przed jednym ze szczytów w Brukseli. Tak było u Kaczyńskich w prywatnym mieszkaniu i tak samo potem. Prezydent chciał być po prostu dobrym gospodarzem. Kaczyński odłożył aparat i rzucił: „Panowie. Wódki nigdy. Rozdział II. bo Marylka wzywa!”. może wina. Owszem.

Jesteśmy oczarowani!”. ciężko obraża się na Szczygłę w sumie za absolutną drobnostkę. opieprza. żywo interesuje się codziennymi problemami kobiet. Albo taka historia. Zmienność – to chyba najlepsze określenie oddające naturę pana prezydenta. Koniec męczącego dnia spędzonego gdzieś w Polsce. podziękował. Siedzi już . by na 2 dni zniknął prezydentowi z oczu. Prezydent oburza się. któremu prezydent Kaczyński chętnie odpuszczał” – opisywał polityk PiS-u. które jest położone tuż obok Pałacu. Krzyczy. Chodzi wtedy po gabinecie i wygraża palcem. Ale ktoś mu szepce na ucho. Tak nie da się pracować«. którzy służą w Afganistanie. Były urzędnik pałacu opowiadał nam w połowie kadencji: „To prawda. Kaczyński schodami podstawionymi specjalnie dla niego. Lech Kaczyński odwiedza 1. taki brzydal?!”. że to jest zwykły telefon. Było tak jeszcze w warszawskim Ratuszu. którą przygotował Aleksander Szczygło. Często w takich chwilach używa zwrotu: »Ja sobie wypraszam!«. Potem mu przechodzi. Tak w Pałacu mija dzień”. Za trzecim razem nikt się nimi nie przejmuje”. że ma koleżankę. wścieka się. Prezydent odznacza przedstawicieli służb mundurowych. Szef podpisał. Prezydent ma za chwilę odlecieć śmigłowcem z dachu Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Zachowanie „od ściany do ściany” było dla Lecha Kaczyńskiego bardzo charakterystyczne. na to. jeśli ktoś się ukorzył. że nikt go nie uprzedził. że Kaczyński miał przyjazną naturę. Kaczyńskiemu wydaje się. życzył dobrej nocy. choroby. Były minister z Pałacu mówił nam w 2008 roku: „Potrafi wpaść w szał. Głowa państwa kpi sama z siebie: „Piękna dziewczyna. Prezydent rzeczywiście dość często »wyrzuca z pracy«. Ale takie groźby działają na krótką metę. Kiedy nie odpowiadają. Po ludzku rozmawia bez stawiania żadnych barier. Tam chyba nie było dyrektora. których mężowie są na wojnie kilka tysięcy kilometrów od domu. Znana postać ze świata biznesu zagaduje do Lecha Kaczyńskiego. To wpływało na atmosferę. Wrażenie było piorunujące. podkochiwałem się w niej. BOR-owiec już otworzył drzwi. Ta poradziła mu. przyznał do błędu. Zapomina o awanturze i odnosi się do delikwenta. którzy stoją kilkadziesiąt metrów dalej. starą Nokię. jakby nic się nie stało. co robić. Wydzwania z niego do swoich ministrów. tak jakby o wszystkim zapomniał. Polityk PiS mówił w 2008 roku: „Chwyta wtedy za swoją prywatną komórkę. Dwa kroki od schodów czeka limuzyna. Ale Kaczyński zamiast do pancernego BMW kieruje kroki do niskiej rangi urzędników kancelarii. Otoczenie nie zawsze umiało odczytać falujący nastrój szefa. Pamiętam. która studiowała z prezydentem. 3 października 2008. że szef potrafi się często wkurzać. krzyczał. Dnia trzeciego został wysłany do Kaczyńskiego z jakimiś papierami. Przerażony dyrektor zapytał Elżbietę Jakubiak. jak wyrzucił dyrektora z kancelarii. Pułk Specjalny Komandosów w Lublińcu. a to jest pierwszorzędny facet. Nie wspomnę. Ale co ja mogłem. Poza wszystkim prezydent lubił wybaczyć. Prezydent potrafił mieć do siebie dystans. Kolejna scenka pokazująca. W klubie garnizonowym spotyka się z rodzinami wojskowych. nie miał żadnych uwag. „Ścisnął dłonie. Zero pracy intelektualnej. »Jest pan zwolniony«. którzy ze względów bezpieczeństwa nie mogą występować publicznie. jak wyglądała codzienna praca… Uroczystość w Pałacu. który przynajmniej raz nie »straciłby« roboty. Wypytuje o dzieci. Pięć kobiet dyskutujących o serialach. Prezydent był postacią ulepioną ze sprzeczności. Fajne. przy ogonie samolotu. że to jeszcze nie koniec. że impreza dobiega końca.Byłem w Pałacu i przez jakiś czas czekałem na przyjęcie przez głowę państwa. fryzurach i wychowaniu dzieci. bez żadnych systemów szyfrujących. Czasem prezydent rozdrażniony niemocą dworzan usiłował wprowadzać dryl. słabości. normalne zachowanie” – opowiada nasz rozmówca. wścieka się: »Ty mnie lekceważysz. Prezydencki samolot wylądował właśnie na wojskowym Okęciu. Następnego dnia dowódcy odbierają telefony od zachwyconych rodzin: „Mieliśmy go za bufona i sztywniaka. Opowiada. „Często korzystał z tego minister Andrzej Urbański. Współpracownicy wychodzą jednym trapem. bo w jego bibliotece na wręczenie orderów czekają oficerowie służb specjalnych. albo oświadcza: »Nie mówmy już o tym«.

Kelner podał wino. Tym razem. żeby zaprotestować przeciw „politycznemu handlowi stanowiskami”. Ktoś rzuca kąśliwe uwagi pod adresem spóźnialskich. rzucił do Komorowskiego na pożegnanie: „Jeszcze jedno ci powiem. Jeśli ktoś mówi. Jak tak można? Ja mówię do niego: »Panie prezydencie«. że wszyscy na około mówią do niego per »Leszku«. więcej się do ciebie nie odezwę!”. całkowicie inny niż ten z historyjek opisanych wyżej. że prezydent na nią warczy albo otwarcie krzyczy. Ale był też inny prezydent. zarywania terminów. Prezydent delikatnie zwrócił uwagę na niestosowność takich zachowań ministrowi. Na przykład Zofia Gust. by kalendarz jakoś się trzymał. na dodatek wchodząc do gabinetu Kaczyńskiego. „Pani Zofia musi wchodzić i sygnalizować. Komorowski zadeklarował. nie bawiąc się w konwenanse. że z kierowanego przez nią resortu wyjdzie list uderzający w braci Kaczyńskich. potrafił się . Anna Fotyga na posiedzeniu kierownictwa ministerstwa. groził mi półżartem”. Mina prezydenta tężeje: „Nie wspominaj mi o tym niemieckim agencie! Jeśli to zrobisz. Co najważniejsze. że spotkanie powinno zmierzać ku końcowi. wchodzenia w pogawędki ze swoimi gośćmi. że jesteś przystojny!”. zasili szeregi Platformy. studził emocje uśmiechnięty Kaczyński. żeby ze sterty papierów prezydent podpisał te. rozmowa toczy się w przyjacielskiej atmosferze. co myśli o jego wychowaniu. A prezydent miał skłonność do wpadania w dygresje. który jak się później okaże. Nie mogła przeżyć. żeby kierownictwo resortu podpisało list otwarty. które też powinny lecieć. Kilka razy w roku organizował w nim imprezy plenerowe. zobaczysz!«. dosłownie się popłakała. W ostatnim roku kadencji Lecha Kaczyńskiego odczuł to na własnej skórze minister finansów Jacek Rostowski. Ale sprawa nabrała rozpędu. szefowa jego sekretariatu. „Panowie. Głowa państwa leci za granicę. W pałacu rozmowa Komorowskiego z Kaczyńskim na temat listu dyplomatów trwała jakieś dwie minuty. Sumując. W MSZ-ecie rodzi się przedziwny pomysł. Kaczyński na odchodnym przy drzwiach swego gabinetu wymieniał pożegnalne uwagi z urzędniczką. że to nie wypada. Do podpisania listu Erecińska przekonała wiceministra Stanisława Komorowskiego. Wiceminister. Jeśli ktoś inny twierdzi. bez nerwów. że był arogancki i niesympatyczny – też mówi prawdę. a on: »Ty znowu to samo? Zerwę z tobą wszelkie kontakty. Mnie to złościło. Najczęściej ofiarami jego nastrojów padały osoby najbliżej z nim współpracujące. Przybył do prezydenta. by prezydent czekał. Na kobiety trzeba czekać”. Wychodząc. Elżbieta Jakubiak chwaliła nam inną cechę byłego szefa: „W osobistych kontaktach ze współpracownikami i znajomymi Kaczyński nie celebruje urzędu. brakuje dwóch urzędniczek. Bywa. powiedział Rostowskiemu. za nim z kilogramami papierów szła urzędniczka resortu finansów. obok niego współpracownicy. Rostowski bezceremonialnie przeszedł swej podwładnej koło nosa i znów poszedł pierwszy do drzwi. Na pani Zofii spoczywał obowiązek dopilnowania. po odzyskaniu przez Polskę wolności sekretarka Lecha Wałęsy w „Solidarności”. który pozuje na angielskiego dżentelmena. Jedyna twoja predyspozycja do dyplomacji jest taka. które podpisać po prostu trzeba. gdy mówiono o tej sprawie. Spętany i niesympatyczny. Szarmancki stosunek do kobiet był wizytówką prezydenta. To już było dla Lecha Kaczyńskiego zbyt wiele. Chodzi o to. że w sprawie listu i publicznego protestu dyplomatów pójdzie rozmawiać z prezydentem. Kilka razy widziałem Zofię Gust wychodzącą z płaczem z gabinetu Lecha Kaczyńskiego” – opowiadał nam jeden z najważniejszych ministrów Lecha Kaczyńskiego. Kolejna sytuacja. Wybucha afera z taśmami Renaty Beger. ktoś inny. który prowadziło PiS w rozmowach z politykami partii Leppera. spokojnie. Faworytka prezydenta Barbara Tuge-Erecińska wpada na pomysł.w maszynie. Jesień 2006. nie przepuścił kobiety w drzwiach. Ciąg dalszy rozegrał się na końcu spotkania. Był jednym i drugim. Jako spadkobierca dóbr ziemiańskich miał ładny dworek pod Warszawą. Inny przykład gorszej części natury byłego prezydenta. Nieopatrznie współpracownik zaczyna prezydentowi wyliczać zalety polityka PiS-u. Prezydent wstał oburzony. Rostowski jej nie pomógł. Na fotelu obok niego jeden z ministrów. że prezydent był ciepły i przyjacielski – ma rację. dobrze znał Lecha Kaczyńskiego. których gościem był Lech Kaczyński wraz z małżonką. jak sądził. w PRL-u działaczka opozycji demokratycznej.

Polityk PiS-u tłumaczył nam w 2008 roku: „Ta niespójność zaplecza jest dla Lecha wygodna. Pałac zaplanował udział prezydenta w mszy świętej. ale tylko czasem. bo pierwszy raz od początku kadencji odwiedzi nas pan prezydent. uściśniesz kilka rąk. mieszkańcy okolicznych wiosek. 24 czerwca 2009 Lech Kaczyński miał odwiedzić Krasnobród na Lubelszczyźnie. Kolejna sytuacja. mówił. Prezydent ma uświetnić promocję w Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie. „Szef BBN-u Władysław Stasiak każe nam być w pełnej gotowości. Sprawę oczywiście podchwyciły ogólnopolskie media.zmienić w mgnieniu oka. bo nie poprawi mu wizerunku”. Takie sytuacje mogły wynikać również z tego. to zawsze w jego otoczeniu znajdą się osoby. że prezydent boi się deszczu. Ale nawet i tu pojawiły się problemy. „Oficjalnym powodem był przeciwny wiatr. Niektórzy nie zgadzając się z polityką prezydenta. którzy zjechali z okolicy. Niektórzy politycy z obozu Kaczyńskich uważają. Jak wyszło? Mówi o tym depesza PAP-u: „W uroczystościach wzięli udział przedstawiciele władz państwowych i samorządowych. że prezydent gdzieś będzie. Ale krzesełko z napisem „Prezydent RP” zostało puste. iż prezydent nie potrafił zbudować wokół siebie zgranego teamu. żeby zobaczyć prezydenta. Prawdziwy powód był taki. Chwalił. Niezręczność polegała również na tym. w której są również kobiety. namawia szefa. że Lech Kaczyński był tym rozgoryczony. podjedziemy. Zwyczajnie bali się powiedzieć Lechowi Kaczyńskiemu o jakimś wydarzeniu. Czekają generałowie. W niektórych sprawach Lech Kaczyński był jednak konsekwentny. żeby pojechał gdzieś w Polskę i spotkał się ze zwykłymi ludźmi. że prezydent bywał chimeryczny i miewał słomiany zapał… Wiosna 2007. „Gazeta Wyborcza” cytowała Henryka Szczotkę. księża informowali o niej w trakcie niedzielnych mszy. I zapowiedział. odpowiedzialny za wizerunek prezydenta. było to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu. studenci. Uważał. Jeśli Kaczyński nie ma na to ochoty. że ciśnienie jest za niskie. który mógł spowodować trudności z powrotem. ale też turystów. Michał Kamiński. Prezydent nie przybył. którzy kultywują pamięć tamtych dni”. Czasem to się udaje. którzy nie zrobili po 1989 roku kariery i żyli zapomniani. ludowego rzeźbiarza: „Ulewa? Dla nas. Ale ta wizyta była jedną z dwóch. ludzi gór. W liście tym prezydent RP podziękował wszystkim. odmawiali przyjęcia albo po jakimś czasie zwracali ordery. jedzenie wojskowej grochówki. szczególnie tych. Wizyta była zatwierdzona przez BOR. Podam prosty przykład. że będzie nas teraz częściej odwiedzał. Żartował. podchodził do każdej kobiety i całował ją w rękę. czyli laska z korzenia drzewa. Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Michał Kamiński odczytał list od Lecha Kaczyńskiego skierowany do uczestników uroczystości. półtora roku po przejęciu władzy przez Kaczyńskiego. Lechowi nie mówią. że prezydentowi nie chciało się lecieć” – opowiadał nam jego współpracownik. taki deszcz to codzienność. bo obawiają się. Tak było w Wiśle w sierpniu 2008 roku” – opowiadał poseł PiS-u. że się nie zgodzi. tu jest taki punkcik. „Muszę powiedzieć. chwilkę porozmawiasz«. Sprawa jest dopięta na ostatni guzik. że będzie to duże wizerunkowe wydarzenie. pogoda nie taka. że będzie odznaczał ludzi zasłużonych w antykomunistycznej opozycji. Lech Kaczyński się nie zjawia. bo na start śmigłowca nie pozwalała pogoda. bo zbliżał się deszcz. które »przekonają go«. „Dogadują się z organizatorami. Inny przykład zarywania programu w ostaniej chwili. którzy zareagowali buczeniem. Że rozchwiane zaplecze pasowało do charakteru Kaczyńskiego. Miał tam poświęcić pomnik Powstańców Styczniowych. że nie obraża to jego osobiście. Odbywał się tam Tydzień Kultury Beskidzkiej. w którym ma wziąć udział. Jej wiatr nie stawiał przeszkód. Informują go za pięć dwunasta: »Wiesz. i w ogóle wyjazd jest bez sensu. ale . Już na początku kadencji postanowił. Byliśmy ustawieni w dwuszeregu. to znaczy była pierwszą i ostatnią” – uśmiechał się pracownik Biura. że tego samego dnia śmigłowcem do Juraty poleciała Maria Kaczyńska. z tego samego roku. Niekiedy prezydent się wścieka i odmawia uczestnictwa. Na scenie czekały przygotowane prezenty dla głowy państwa: góralski kapelusz i palica. wykładowcy. oglądanie rekonstrukcji bitwy. Dla wielu z nich. jak trzeba. śmiechem i okrzykami: „Skandal!”. lokalną władzą. 2008 rok. Gdybym wiedział. że wyglądamy jak izraelska kompania reprezentacyjna. W miasteczku na placu Hoffa zebrał się tłum odświętnie ubranych górali. że właśnie ta zmienność była powodem. Omijał mężczyzn. Prezydent miał pojechać na uroczystości z okazji rocznicy śmierci Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. że widzi naszą pracę. PR-owcy liczyli. Przynajmniej taki powód podano zebranym ludziom.Tak oczywiście bywało i przykładami można sypać jak z rękawa… Choćby taki oto z drugiej połowy kadencji. to bym dla niego wystrugał parasol z drewna”. Zszedł z Pałacu do nas. Często to prezydenccy ministrowie byli winni zamieszania.

jak wiadomo. której udzielił. że prezydent długo zastanawiał się przed podjęciem decyzji. Stres Nerwy utrudniały funkcjonowanie prezydentowi. bagatelizuje”. „Pan prezydent spytał mnie kiedyś o liczebność Żandarmerii Wojskowej. Kiedy dzwoni ze swojej komórki. Objawy nasilały się w obliczu stresu. Luty 2007. Prezydent wisi na telefonie. Nudna robota: przecinanie wstęg. Oficjalna wizyta prezydenta w Dublinie. od której można sobie odpocząć np. W odpowiedzi słyszy: „Masz rację. Nawet dla kogoś o małym doświadczeniu politycznym powinno być jasne. opowiadał nam zimą 2010 o przeciekach docierających z Pałacu. sadzenie drzewek. Mówiły o tym. nawet swoich politycznych przeciwników. „Dla prezydenta na przykład nie ma słowa »około«. Podałem w przybliżeniu. koryguje sformułowania i tak naprawdę jeszcze 20 minut przed rozpoczęciem jakiejś imprezy nie wiadomo. co dokładnie powie. że prezydent do ostatniej chwili zmienia swoje wystąpienia. że Lech Kaczyński cierpiał na chorobę wrzodową. że może narazić go to na despekt” – mówił nam prezydencki minister. Tak się oczywiście staje. A warianty. że ze zdrowiem prezydenta nie jest wyśmienicie. opowiadał jego były współpracownik. trzymać drukarnie pod parą i być przygotowanym na każde rozwiązanie. wsłuchiwanie się do ostatniej chwili w opinie ministrów czy doradców. skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego.8 albo 13. wyłączyć się. nawet gdy wiedział. ale ja inaczej nie potrafię”. Minister Joanna Kluzik-Rostkowska na stronie apeluje do niego: „Po co te nerwy? Daj sobie spokój”. nabrać dystansu. że słowa odbiją się głośnym echem w Polsce. Okazało się. Podobny mechanizm działał przy podejmowaniu decyzji w sprawie ustaw. Zdarzało się. Rafał Grupiński. Rozdział III. Roman Polko. że było to właśnie „poważne traktowanie polityki”. że w przybliżeniu pana prezydenta nie satysfakcjonuje. Nie satysfakcjonuje go odpowiedź. Kaczyński daje polskim dziennikarzom wypowiedź dotyczącą wycięcia dwóch nazwisk z dopiero co upublicznionego raportu o weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. zastanawia się. „Wrzody układu pokarmowego rozpoznano u niego jeszcze.1. Ciągłe napięcie wynikało stąd. Kaczyński nie potrafił odpoczywać. bo urząd prezydenta. Jednak był konsekwentny. jest zdenerwowany reakcją polityków i mediów na wypowiedź. jak relacjonował minister Draba. Będąc szefem Izby. mówił minister głowy państwa. Czas mijał o północy. Wynosi 12. są trzy: podpis. wychodzi na . analizowanie. o który w polityce nie jest trudno. a prezydent składał podpis pod jedną z nich późną nocą ostatniego dnia. że był niezdecydowany. Trzeba było. Nie jest tajemnicą. weto. Takie życie musiało być nieznośne. że Kaczyński traktował politykę bardzo serio. Krąży po Pałacu. że coś mu dolega.coś więcej. w jakich dziedzinach gospodarki miejsc pracy ubywa i w jakim tempie” – mówił nam minister Paweł Wypych. Wiadomo też. Odznaczał wszystkich. I to jest dla prezydenta różnica istotna. „Ale on się nie przyznaje. to brzuchem. na jakiejś nasiadówce dosłownie zasłabł z bólu”. Na następne spotkania zabierałem bardziej precyzyjne dane” – opowiadał nam z kolei były wiceszef BBN-u gen. Zwolennicy ocenią. Ale on to zbywa. Choćby dla psychicznej higieny. Ważne jest. gdy był prezesem NIK-u. że bezrobocie wynosi około 13 procent. nie jak zabawę albo grę. Czasem syknie z bólu i wtedy można się domyślić. że przyszykowane były wszystkie trzy decyzje wraz z uzasadnieniami. Przejawiało się to w najprostszych sprawach. że jak prezydent chorował. po godzinie 17. ceremoniał. Inni przyznają. Przeciwnicy powiedzą. „Lech nie czuje się do końca swobodnie w swoim gabinecie. który był autorem wielu publicznych wystąpień Donalda Tuska.

To były miłe gesty. . pospacerować. Od bramy do zabudowań jedzie się jakiś kilometr przez sosnowy las. zamiast odpocząć. w stylu „luksus przełomu lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych”. że miałem mnóstwo pracy i musiałem zostawać na weekend w Warszawie. gdzie mógł poczuć się swobodniej. „Zaraz tablica. Śmigłowiec służył temu. Na szczycie pokój z kominkiem. Podziały są raczej funkcją gustów niż poglądów politycznych. A przy wieży tablica ku czci byłej pierwszej damy. Pierwsi twierdzą: „Nie ma złotych klamek. Na pokładzie byli też inni współpracownicy z Trójmiasta. Zamiast dać sobie spokój. Kaczyński wolał latać samolotem niż śmigłowcem – uważał. że prezydent kursuje na trasie Warszawa – Hel częściej niż raz w tygodniu”. Pułku Specjalnego leci z prezydentem nad morze. wraca w niedzielę. opowiada: „Gdy prezydent leciał z Warszawy do ośrodka na weekend. potrafi przez pół wieczoru rozmawiać z różnymi ludźmi o kretyńskiej wypowiedzi jakiegoś polityka. a on się wścieka. że tak jest bardziej komfortowo i bezpiecznie. jest weekendowy wieczór. ale wszystko jest eleganckie. że Kwaśniewscy sami sobie fundowali pamiątkowe napisy. kiedyś bywalec Mewy. „We wszystkich budynkach rządowo-prezydenckich do tej pory pośmierduje PRL-em. Atrakcje Mewy? Piękna plaża nad zatoką otoczona ponad 100 hektarami ogrodzonego lasu sosnowego. potem szef MSWiA. szczególnie latem lub w długie weekendy. który na Helu nabierał sił po wypadku rządowego śmigłowca w 2003 roku. przeprowadzanego za czasów poprzedniego prezydenta powstało centrum konferencyjne i wieża widokowa przypominająca latarnię morską. Tam też nie jest do końca bezpiecznie. żeby przedostać się już z lotniska w Gdańsku lub na Oksywiu do Mewy. dla 4 – 6 osób. W czasie remontu. bo nie latam z prezydentem”. Tu boazeria pamiętająca Gierka. Przepytywał. odetchnąć. W dolnej części wieża połączona jest z basenem. Tam można odbywać rozmowy kuluarowe. innym mniej. były prokurator krajowy. że ośrodek odzyskał świetność dzięki Jolancie i Aleksandrowi Kwaśniewskiem. czy rozmowa nie jest namierzana z zewnątrz. że do urządzania wnętrz mocno przyłożyła rękę Jolanta Kwaśniewska. („Fakt” podliczył. że prezydencki ośrodek znajduje się w Juracie. „Wieża była pomysłem Jolanty Kwaśniewskiej. która przypomina. To nie pozostaje obojętne dla zdrowia” – mówił prezydencki minister na początku 2010 roku. Od razu zaczepił mnie jeden z trójmiejskich przyjaciół Lecha. którą zobaczył na ekranie telewizora. W ośrodku jest także kort tenisowy. Drudzy narzekają. choć administracyjnie pozostaje w gminie Hel. o czym bez przerwy jego burmistrz Mirosław Wądołowski przypomina politykom i dziennikarzom. Kaczyński bardzo potrzebował miejsca. mała tabliczka” – wyjaśniał nam Leszek Miller. rzadziej na wojskowym lotnisku na Oksywiu. z panoramą zatoki. W willi numer 1 mieszka prezydent. Nawet w swojej ulubionej rezydencji na Helu nie jest odprężony. Pracownicy Mewy mówią. Ale Mewa jest nowoczesnym ośrodkiem pod każdym względem” – opowiadał polityk PiS-u. gdy wąska droga na Półwyspie jest zakorkowana. Janusz Kaczmarek.balkon. gabinetem odnowy i sauną” – opowiadał nam burmistrz Wądołowski. Pracownicy trochę pokpiwają. zawsze proponował samolotową podwózkę. Renowacji zostały poddane też wille wypoczynkowe. Efekt jednym się podoba. Mimo wszystko apartament Mewa na półwyspie był dla Lecha Kaczyńskiego zbawieniem. która ma ambicje designerskie. Niedaleko bramy tablica. niedaleko dom dla najdostojniejszych gości i kilka innych. Oficer Biura Ochrony Rządu opowiadał w 2009 roku: „W piątek po południu samolot z 36. na przykład szefowa jego sekretariatu Zofia Gust albo minister Maciej Łopiński. Bywa. Maszyna ląduje na lotnisku w Rębiechowie. Nie wiadomo. Balkon prezydenta jest przecież widoczny z okolicznych kamienic. gdzie można zakwaterować ludzi z otoczenia dygnitarzy. Zwykło się mówić. czym podpadłem. że trochę zbyt nowobogacko. w wysokim standardzie”. że od listopada 2008 do czerwca 2009 prezydent latał nad morze 141 razy). tam śledzik pod pierzynką w menu. Kilka razy zdarzyło mi się. Sprawa ma trzeciorzędne znaczenie.

która wyskakiwała z Mewy na miasto. „Busha zaprosiłeś do domu. wyrzucał prezydentowi. Poprzednik często odwiedzał Hel czy Juratę. „Miejsce jest urzekające. bo lubimy wszystkich prezydentów!” – opowiadał nam burmistrz w marcu 2010 roku. Tabliczki upamiętniającej Jolantę Kwaśniewską w wieży widokowej goście nie zobaczyli. symbolem „Bizancjum”. znał te okolice. Bardziej otwarta od męża była pani prezydentowa. nawet przybocznym prezydenta. „Atmosfera była bardzo przyjacielska. Aleksander Szczygło. Pani Maria dba. to rezydencja była perłą.Po przejęciu władzy w końcówce 2005 roku obóz braci Kaczyńskich patrzył na Mewę z lekką niechęcią. Na przykład Nicolas Sarkozy miał pretensje do Lecha Kaczyńskiego. że ten nie zaprosił go na Hel. że Kwaśniewska bolała nad tą stratą najbardziej. Przykryto ją dywanikiem. a korzystać będą następcy«. Obaj używali rezydencji do kuluarowych rozmów politycznych. szybko rozeszła się po świecie. „Do ośrodka wcale niełatwo było się dostać. Busha w czerwcu 2007 roku. Kaczyński chciał pokazać pani kanclerz panoramę okolicy z wieży widokowej. Jeśli trzymać się tej retoryki. poseł PiS-u. Ale nastawienie szybko się zmieniło. opisywała miejsce Elżbieta Jakubiak. Ale jego sposób funkcjonowania na półwyspie różnił się od tego. „Lech Kaczyński wiele lat spędził na Wybrzeżu. Doszło wtedy do małej wpadki organizacyjnej. Prędko więc zapałał sympatią do Mewy. Kaczyński usiłował tłumaczyć: „To nie jest mój dom. „Poza tym do Kaczyńskich dochodziły głosy. Wypadła bardzo dobrze. patronką festiwalu muzyki kameralnej. szef gabinetu Busha. z którego roztacza się imponujący widok na zatokę”. a mnie nie”. Dlatego niektórzy mają tam zamknięte drzwi. Jest coś na kształt umowy między Lechem Kaczyńskim a jego żoną. Takie wieści nie wywoływały najlepszych uczuć w otoczeniu braci” – wyjaśniał nastawienie braci ich współpracownik. który preferował Aleksander Kwaśniewski. PiS krytykowało przecież w kampanii „Bizancjum” poprzedniej władzy. Amerykańskiemu prezydentowi. urwał się nawet i chodził po plaży bez butów. że w rezydencji jest uroczo. W salonie prezydenckiej willi jest ogromne okno. Oboje musieli się wspinać na wieżę po słabo oświetlonych schodach. podobnie jak jej poprzedniczka. Z żalem mówiła w obecności urzędników: »Myśmy z mężem zrobili. I jak na złość właśnie wtedy zacięła się winda. Wieść o tym. A na przykład minister Bochenek jeszcze w 2007 roku pojawiała się tam sporadycznie i służbowo” – mówił nam w 2008 roku PiS-owski minister. terier Kaczyńskich. Kaczyński tego nie robił. Największym zaś wydarzeniem w Mewie podczas kadencji Lecha Kaczyńskiego była wizyta prezydenta George’a W. Ale nigdy nic z tego nie wyszło… „Prezydent nie podtrzymał tradycji ścisłej współpracy z samorządem. . Za to jedno Kaczyńskiego i Kwaśniewskiego łączyło. w swoim czasie mile widzianym gościem był Janusz Kaczmarek. fokarium i inne atrakcje na cyplu. W pierwsze wakacje po objęciu władzy przez nowego prezydenta burmistrz Wądołowski nie brał urlopu i czekał w pogotowiu. Ale broń Boże tego nie krytykuję. W marcu 2007 na nieoficjalne rozmowy do Mewy przyjechała kanclerz Angela Merkel. Joshua Bolten. Była. Willa prezydencka gabarytami przypomina rodzinny segment na Żoliborzu. żeby pokazać głowie państwa port w Helu. jego małżonce i współpracownikom podobał się ośrodek. W Mewie prezydent spacerował i jeździł rowerem. Z Kaczyńskimi była wówczas ich czteroletnia wnuczka. to państwowa rezydencja”. Po rezydencji kręcił się Tytus. nie unikał kontaktów z ludźmi. Wspólnie z Laurą Bush rozpakowywała prezenty. Bywają w Mewie: Anna Fotyga. Psa tej samej rasy mieli wtedy Bushowie” – opisywała nam Elżbieta Jakubiak. że do Mewy przyjeżdżają osoby zaakceptowane przez nich oboje. mówił Jan Ołdakowski. by miejsce było azylem i żeby nie przenoszono tam pałacowych emocji. Maciej Łopiński. a nie monumentalny Pałac”. miał w Trójmieście wielu znajomych.

W prezydenckich apartamentach codziennie były świeże kwiaty. Otoczenie premiera chciało. mówił urzędnik Lecha Kaczyńskiego. opowiadał współpracownik Kaczyńskiego. ale rezydencja jest darem narodu dla prezydenta Mościckiego. włącznie z portretami Kwaśniewskiego w strojach z okresu międzywojennego. Wisłę prezydent odwiedzał sporadycznie. A Wisła czekała. Na pewno znaczenie miało to. Nawet kiedy Jarosław Kaczyński był premierem. Jeszcze kilku prezydentów Rzeczypospolitej będzie wdzięcznych Kwaśniewskiemu. „To są jakieś dziwne wytłumaczenia. zdjęcia byłyby następnego dnia w tabloidach!”. ale jako członek rodziny prezydenta. ale Lech nie. w łazience wisiały świeże ręczniki. którzy byli w Mewie – niezależnie od opcji – mówią. Kaczyński za Wisłą nie przepadał. zjawiał się w Mewie nie jako szef rządu. w tle zatoka i kawałek wybrzeża. jego brat. imponujący zamek w Wiśle. że dolna część górskiego zamku była wynajmowana gościom z zewnątrz. utyskiwali przyboczni prezesa. że nadmorska rezydencja to powód do dumy. Prezes PiS-u dostawał do dyspozycji oddzielną willę nazywaną w otoczeniu braci „premierówką”. żeby popisy mogli zobaczyć fotografowie. gdzie Kaczyński przegrał w wyborach 2005 r. Dlatego matka braci na odpoczynek chętniej wybierała podwarszawski Promnik. Ale także to. „Jeśli nawet. że nadmorska willa oddawana w gościnę bratu jest wyrazem uznania za zasługi. Ci. które potem wykorzystano na plakacie wyborczym. „O tym. chociaż na przykład w latach 2006 – 2007 nie zawitał tam żaden VIP. Powody były podobno dwa. Drugi taki. „Za pieniądze podatnika?” – pytaliśmy. to są to doskonale zainwestowane środki. że są tam przedmioty przypominające jego poprzednika. Wszyscy. więc nie wypada jej sprzedać” – opowiadał minister z rządu Donalda Tuska latem 2008 roku. „Prezydent mówił mi. którzy raz byli w ośrodku. które Jarosław Kaczyński poczynił dla Polski” – opowiadał Janusz Kaczmarek. Prezydent nie miał więc takiej wolności jak nad morzem. „Sytuacja jest paranoiczna. „Sprawę popsuło nasze MSZ. Napis . którzy od czasu do czasu »wpraszają się« tu na urlop” – opowiadał nam współpracownik prezydenta. na stołach leżały dopiero co kupione owoce. świadczą delikatne prośby od przywódców innych krajów. tłumaczył minister Michał Kamiński w 2008 roku. że podróż w góry jest dłuższa niż na półwysep. Lech woli Hel”. ale podczas jednej z wizyt jej miastowy kot złapał alergię i to zniechęciło Jadwigę Kaczyńską do rezydencji. Mama prezydenta bywała oczywiście w nadmorskiej Mewie. Lech Kaczyński nie korzystał też nigdy z rezydencji Promnik. że Wisła jest jednym z niewielu miejsc w polskich górach. w Klarysewie. „Generalnie ośrodek jest rewelacyjny. położonej nieco ponad 70 kilometrów na południe od Warszawy. Ośrodek odegrał rolę podczas kampanii wyborczej w 2007 roku. „Odpoczywała tam matka prezydenta. Mniej szczęścia miała druga rezydencja prezydenta. Pierwszy taki. Jeszcze gorzej było z kolejnym prezydenckim ośrodkiem. że Francuz ma o to żal. Poza tym dla 83-letniej pani podróż na Hel była zbyt męcząca. na którego polecenie budowla została odremontowana. chętnie jeździł tam Aleksander Kwaśniewski. bo stawiało przeszkody. co ujawnił kiedyś jego były rzecznik Jan Dziedziczak. ale Kaczyński odmówił. „Gdyby to był Marcinkiewicz. Lech wybiera Juratę. bo ją lubi. którą także wyremontował Kwaśniewski. opowiadał minister z rządu Tuska.Ale widać było. że go stworzył”. gdy był prezydentem. Tam przyjmował gości oraz współpracowników. chcieli tam wracać” – oświadczył nam z przekonaniem rozmówca. że ośrodek jest przepiękny. W wakacje 2007 roku Jarosław Kaczyński szalał nawet na skuterze wodnym po Zatoce Puckiej. Przedstawia ono prezesa PiS-u opartego o barierkę pomostu. Rezydencję utrzymywano. A sam Kaczyński bardzo chciał. To tu na należącym do rezydencji molo zrobiono zdjęcie Jarosławowi Kaczyńskiemu. i tyle”. Miejsce było oczkiem w głowie prezydenta Kwaśniewskiego. Na weekendy. Za to brat prezydenta na Hel jeździł chętnie. żeby w czasie wizyty w Polsce Sarkozy odwiedził półwysep”.

którzy wiosłowali po oba zwycięstwa wyborcze – parlamentarne i prezydenckie.głosi: „Premier Kaczyński – zasady zobowiązują”. co na zawsze zostaje w życiorysie. W pierwszych miesiącach prezydentury Lech Kaczyński żalił się swemu ówczesnemu przyjacielowi Januszowi Kaczmarkowi: „Trwa prawdziwy koncert życzeń. Zbigniew Ziobro chciał być ministrem sprawiedliwości i jest. Za to prezydent nie mógł pojąć. a nie ci. Lechowi Kaczyńskiemu nie podobało się. Urlop był kiepski. który najbardziej na to zasługuje. na co Jarosław Kaczyński zasłużył jak nikt inny. Kaczyński kazał zająć się sprawą Elżbiecie Jakubiak. Prezydent. Premier miał pretensje do prezydenta o opieszałość w podejmowaniu decyzji. Głowę państwa denerwowało. Ludzie prezydenta zaczęli więc jawnie wchodzić w kompetencje rządu. A brat. że „ta niesprawiedliwość” zatruwała życie prezydentowi na początku kadencji. Mariusz Kamiński chciał być szefem CBA i będzie. Szef rządu. i to na dodatek bardzo popularnym. który premier spędzał w prezydenckiej rezydencji. jak Marcinkiewicz śmie się tak stawiać i uważać za równorzędnego gracza jak on lub jego brat. poglądy na gospodarkę. Mówił jasno. To było widać w przegranej telewizyjnej debacie z Tuskiem” – zdradzał współpracownik byłego szefa rządu. zażartował: „Dobrze. Premierem. Będzie dla brata”. . od początku miał przechlapane u prezydenta. Marcinkiewicz. Młodszy brat bliźniak Wsiedzibie PKOL-u na spotkaniu z olimpijczykami prezydent dostał unikalny prezent. doświadczenia. że na tym stanowisku powinien być jego brat” – opowiadał nam Marcinkiewicz. jak wspominał były szef rządu. Ścierali się o nominacje dyplomatyczne i generalskie. czyli posiedzenia rządu pod przewodnictwem prezydenta. Koszulkę w narodowych barwach. mówiąc językiem młodzieżowym. A więc coś. Starał się w ten sposób ustawiać Marcinkiewicza do pionu. który może zagrozić w przyszłości Jarosławowi. Kaczyński próbował dyscyplinować Marcinkiewicza. buduje pozycję polityka. premierem nie jest!” Nie ma co ukrywać. używał między innymi takiego argumentu: bycie premierem to jest coś. temperament. nie naładował baterii i w kampanii na jesieni 2007 roku trochę zabrakło mu pary. Strategia rządu legła w gruzach. lansowanie w mediach. że na koszulce nie ma imienia. Dwa razy zwołał rady gabinetowe. Poza tym prezydenta i premiera różniło zbyt wiele – wiek. w której nasza reprezentacja jechała do Pekinu. od początku irytowały głowę państwa. Obejrzał podarunek. to byłby trzeciorzędnym politykiem? Jako rozbitek z tonącego AWS-u nie zostałby nawet posłem w 2001 roku!”. „Fotografia została zrobiona podczas urlopu. że gdyby nie Jarosław. że rośnie polityk. Rozdział IV. Na przykład kiedy Ministerstwo Gospodarki prowadziło ostre negocjacje z górnikami. że stery w państwie przejmują znajomi „premiera z Gorzowa”. sprawia. Witold Marczuk chciał być szefem ABW i jest. Nie wypoczął. Ta poparła postulaty górników. Na plecach był numer 1 i nazwisko „Kaczyński”. był Kazimierz Marcinkiewicz. ale przede wszystkim styl uprawiania polityki. Trwały gorące wydarzenia polityczne. „Czy on nie rozumie. złościł się w rozmowie z jednych ze współpracowników. „W rozmowach ze mną Lech Kaczyński nigdy nie owijał w bawełnę. że przechodzi się do historii. jego usamodzielnienie się. Jarosław krążył między Helem a Warszawą.

mówi. że nikt nie skazuje go na banicję. Jedzie do rezydencji na Parkową namawiać się ze swymi przybocznymi. W tej sytuacji Kaczyński wzywa Marcinkiewicza na konsultacje do Pałacu. przy Krakowskim Przedmieściu? Oczywiście prezydent dążył do tego. i wychodzi. są wobec nich nieufni. który w polskim systemie politycznym ma bardzo dużą osobistą władzę. kupują whisky i jadą do rezydencji Marcinkiewicza przy ulicy Parkowej. Marcinkiewicz prowokuje braci absolutnie otwarcie. że Marcinkiewicz to ich człowiek. według byłego szefa rządu. że pierwszy raz słyszy o takim pomyśle. szczególnie prezydent. że na dniach rozpoczyna się szczyt Unii Europejskiej m. że pani Jakubiak już wszystko obiecała” – opowiadał nam Marcinkiewicz. Tymczasem w mediach pojawia się wiadomość. że Marcinkiewicz złożył dymisję na komitecie politycznym PiS-u! . by go odwołać. Nie bardzo wiadomo było. że tak było: „Gdyby nie Jakubiak. W krytycznym dla szefa rządu dniu Bielan i Kamiński przyjeżdżają na Nowogrodzką.in. zbiera się w Pałacu i przygotowuje operację wymiany premiera. Są w kłopotliwej sytuacji. Ale sam Marcinkiewicz się o to prosił. Z gabinetu prezesa właśnie wychodzą ludzie z zakonu PC. Oficjalny powód? Wybiera się na procesję Bożego Ciała. Mówi. że czas partii politycznych minął i nastaje epoka wielkich ruchów społecznych. Atmosferę dodatkowo podgrzewa to. nikt nie protestuje. Bielan i Kamiński widzą. że nad wszystkim. Kaczyński informuje spin doktorów. Z poufnych notatek wie. że potrzebuje dwudziestu minut na rozmowę w cztery oczy z szefem rządu. mielibyśmy górników z trzonkami od kilofów na ulicach Warszawy. Maj 2006. by wysadzić Marcinkiewicza z siodła i dać premierostwo bratu. Marcinkiewicz przekonuje. czyli stara gwardia Kaczyńskich. Jest niesłychanie pewny swego. w siedzibie partii na Nowogrodzkiej. Rząd nie potrafił sobie poradzić”. że sprawy między prezydentem a premierem stają na ostrzu noża. Umawia się na rozmowę z liderem opozycji Donaldem Tuskiem. Bracia uważają. musi się zastanowić. Ale Marcinkiewicz ocenia. Bielan oraz Kamiński widząc. Uważa. W obecności pracującego tam Mariusza Błaszczaka. To idea. Rozpoczynając partyjne zebranie. rzuca pomysł. Mimo sygnałów. Tego jest już za wiele. Zapanował bałagan trudny do rozszyfrowania nawet dla polityków PiS-u. Kto mógłby stanąć na czele takiego ruchu? Oczywiście on. gdy tylko padnie pomysł zdjęcia go ze stanowiska. że spin doktorzy przychodzą sondować go w imieniu braci. a połowa PiS-owskiego klubu w Sejmie zaprotestuje. Wybucha burza. Widząc. Ryszard Schnepf. że bracia nie mają siły. że jest dogadany z Romanem Giertychem i Andrzejem Lepperem. I po kolei 20 osób siedzących przy stole ustawionym w podkowę zabiera głos. Marcinkiewicz jest blady jak ściana. Kaczyński prosi po kolei członków komitetu. żeby najpierw tę wieść przekazał samemu zainteresowanemu. że na żadne konsultacje do Pałacu nie będzie jeździł. Gdy wracają. Obaj doradzają prezesowi. że za chwilę będzie rekomendował komitetowi politycznemu partii wymianę premiera. Zabiera głos. że może być na przykład wicepremierem u Jarosława Kaczyńskiego. co usłyszał. Sytuacja była chora – zwycięski obóz miał nie jednego. za sznurki najmocniej pociągali dwaj ludzie: wierny braciom szef klubu parlamentarnego Przemysław Gosiewski oraz prezydent. że zakon PC. naciągał strunę i prowokował. że temat był poruszany w trakcie rozmowy kanclerz Angeli Merkel z premierem Marcinkiewiczem. że Polska mogłaby się przyłączyć do niemiecko-rosyjskiego Gazociągu Północnego. że szef rządu fruwa nad ziemią. Są m. Kaczyńscy. Krzysztof Putra i Joachim Brudziński. Opowiada Bielanowi i Kamińskiemu. prezes mówi. W Kancelarii Premiera otwarcie stawia sprawę.in. na temat bezpieczeństwa energetycznego. że jego pozycja jest niezagrożona. ale trzech liderów: braci i premiera. że odchodzącego premiera trzeba zagospodarować.„Nasz negocjator usłyszał. Z kolei premier sądzi. gdzie i jaka jest władza – w Kancelarii Premiera. W dyskusji pojawiają się głosy. W całej akcji. co się dzieje. Ludzie prezydenta przyznają. minister w Kancelarii Premiera. by wypowiedzieli się na temat pomysłu zamiany na fotelu premiera. w której Schnepf traci stanowisko. Marcinkiewicz odcina się od słów swego najbliższego współpracownika. Kaczyński się zgadza. Mówi. Rozmowa trwa niemal całą noc. bliskiego współpracownika braci. która biegnie absolutnie w poprzek dotychczasowego stanowiska polskich władz. Marcinkiewicz jest w szoku. Ten ignoruje wezwanie. Wszyscy zgadzają się na propozycję. Tyle że Lech Kaczyński ma inne informacje.

bardzo zubożony w treściach”. replikuje zirytowany Kaczyński. w styczniu 2010 roku. Temat znów się zmienia. pełnia władzy byłaby w rękach szalonych Kaczyńskich. PiS. podczas gdy Jarosław nieraz był na marginesie życia politycznego. przedstawiło projekt konstytucji. sami widzicie jacy oni są. gdy prezes PiS-u wpadał w kłopoty polityczne. Oczywiście. W lipcu 2006 roku Jarosław Kaczyński dostał to. W ustach Lecha Jarosław jest kimś szczególnym. Janusz Kaczmarek mówił nam: „Któregoś razu Lech Kaczyński poważnym tonem powiedział mi. Marcinkiewicz przelicytował. gdzie pojawiała się postać Jarosława. były dla prezydenta niesłychanie ważne. Lech nie znał projektu przed jego publicznym zaprezentowaniem. mówi Kaczmarek. co pan powiedział o moim bracie”. bo Jarosław Kaczyński. na początku 2010 roku opisywał nam. co nawet mogło zakończyć się jego śmiercią. Ta zmiana była momentem satysfakcji dla prezydenta. jakby od tej rozmowy miało dużo zależeć. żeby dementować informację i odwrócić bieg spraw. jego dobro. Wojna jest przegrana. w najgłębszym przekonaniu prezydenta Jarosław był postacią wyjątkową – poświęcił dla Polski życie osobiste. ale oceniam tylko gazetę i z tej oceny się nie wycofam”. jak zauważał Grupiński. Wynik rozgrywki oczywiście ucieszył prezydenta. To widać. Ale premier i jego ludzie nie mają już siły. Bliźniacza więź często determinowała zachowania Lecha Kaczyńskiego w sprawach drobnych. Brat. ja do tej chwili nie mogę się otrząsnąć po tym. że sam Marcinkiewicz puszczał oko do dziennikarzy i słał im sygnały – gdyby nie ja. ale też w najważniejszych dla kraju. Zabrzmiało to tak. Rozmowa w gronie znajomych. Kaczmarek w książce „Cena władzy” opisał anegdotę z 2001 roku. że Jarosław Kaczyński naczelnym „Tysola” był w 1989 roku. Przykładem może być udział prezydenta w doprowadzeniu do upadku premiera Marcinkiewicza. materialny dobrobyt. Relacja z Jarosławem Kaczyńskim była jednym z najistotniejszych odniesień prezydentury 2005 – 2010. a mimo tego udało mu się zwyciężyć. jego zdanie. Tematy się zmieniają. do jesieni 2009 roku jeden z najbliższych współpracowników Tuska. Lech wtedy interweniował i . Lech Kaczyński nie mógł już słuchać opowieści w mediach „o fajnym Kaziku” i „złym Jarosławie”. Schodzi na rynek prasowy. Gdyby nie szedł tak ostrym kursem. w tym „Tygodnik Solidarność”. że brat byłby o wiele lepszym prezydentem od niego”. mimo takich sytuacji. Oczywiście nie jest prawdą. Tam. Do spięcia doszło np. Mija pół godziny i nagle Lech Kaczyński wchodzi rozmówcy w słowo: „No nie. Ale Kaczmarek się nie wycofuje: „Przepraszam. Wypada tylko dodać. co według brata powinien mieć od jesieni 2005 roku – fotel premiera. niekiedy kończyła się racjonalność i grać zaczynały emocje Lecha Kaczyńskiego. Rafał Grupiński. pod wodzą Jarosława. Potem ocenił jego wartość bardzo nisko i miał wielkie pretensje do brata. Irytowało go.To nieprawda. „Panie prokuratorze. redaktorem naczelnym tego tygodnika był też mój brat”. natomiast Lech się Jarosławem opiekuje. wcale nie palił się do wzięcia tego stanowiska. zbudować silny obóz polityczny. że musi mnie przygotować do rozmowy z bratem. że sprawa nie została zawczasu omówiona. Media III RP mieszały go z błotem. mógł być dalej szefem rządu. prezesa NIK-u czy ministra sprawiedliwości). właściwie przez całą III RP pełnił ważne funkcje publiczne (wiceszefa „Solidarności”. Nieraz mówił mi. Wedle rozumowania prezydenta przy Jarosławie nawet on sam był postacią mniej godną wyróżnień – ma rodzinę. w którym planowano między innymi poszerzenie prezydenckich prerogatyw. po to by na czele rządu mógł stanąć Jarosław Kaczyński. szef nie składał przecież dymisji. „To jeden ze słabszych tygodników. mimo namów brata. na nim spoczywał obowiązek codziennego zajmowania się ich mamą. że bracia byli jednomyślni i zawsze się ze sobą zgadzali. że funkcjonuje zasada: rządzi Jarosław. jakby chodziło o spotkanie z kimś ważniejszym i wyjątkowym. już w wolnej Polsce był prześladowany przez służby specjalne.

Prezydent doprowadził do upadku Marcinkiewicza. bo życzy sobie tego brat” albo: „Mój brat sądzi.od razu. Dla Kaczyńskiego. Lech nosił swoją Nokię przy sobie albo zostawiał ją w sekretariacie i kazał odbierać. ale i drobnych jak wspomniana komórka. Któregoś razu z marsową miną powiedział mi. żeby kolorowe gazety zainteresowały się sprawą i pokazały prezydenta jako człowieka. Inaczej widział to były prezydencki minister Robert Draba. prezydentura stawała się bardziej partyjna. bo nie udaje mi się pokazać układu”. Powiedział. Bliski współpracownik braci w marcu 2010 mówił nam: „To nie jest relacja w jedną stronę. Wiadomo. „Przez telefon ustalali. Nawet kiedy chodzi o konsultowanie istotnych spraw. „Czuć. kiedy tylko usłyszał o tym pomyśle. i my teraz skorzystamy z jego porady”. że nie korzystał on nawet z funkcji „kontakty” w aparacie i za każdym razem wystukiwał numery telefonów. Nie zauważył on. Kaczyński. który lubił długo rozmawiać przez komórkę. bo należał do szczególarzy ze świetną pamięcią. w której silny Jarosław dyktuje. żeby choć na chwilę skontaktować się z bratem. czyli taka. pogonił ministra… „Kaczyńskiego trudno do czegoś przekonać. ma ją zawsze asystent. że brat jest ze mnie niezadowolony. Dotyczyła nominacji na ważne stanowisko: »Co o nim sądzisz?«. że jest tak i tak. Były prezydencki minister opisywał nam zwyczaje z czasów. Byłem świadkiem takiej rozmowy. Na marginesie wypada dodać. Cel był taki. którego mądrzenia się. Współpracownicy prezydenta opowiadali nam. a słabszy Lech jest uległy. Na przykład: »Cześć. Podchwycił. Niejeden raz chodziło o drobne sprawy organizacyjne. multimedialny. Dotyczy to spraw ważnych. Lech odegrał znaczącą rolę w wypchnięciu poza nawias Ludwika Dorna. która najczęściej służyła do kontaktów z Jarosławem. że to świetny aparat. Większość telefonów to były krótkie kontakty. Według Draby nie było tak. Akurat miał w ręku tę Nokię. Urzędnik Pałacu wspomina: „Jechałem kiedyś z prezydentem windą. ale też z plusami – prosty w obsłudze. Rozumieją się w pół słowa. albo: »Wstałeś? To dobrze. w 2008 roku miał chytry plan związany z komórką Kaczyńskiego. który z nich . » On nie. nawet kilkanaście razy dziennie. opisywał Kaczmarek. że dla niego liczy się prostota obsługi i wytrzymała bateria”. dziwactw i ekscentryzmu miał dosyć”. który był prezydenckim specjalistą od wizerunku. chyba nie« I to wszystko. z dostępem do Internetu. W połowie kadencji współpracownik prezydenta opowiadał nam o rozmowach telefonicznych braci: „To są często bardzo krótkie rozmowy w stylu: »Doleciałem. że Lech Kaczyński mówił: „Robimy tak. Można go ciągnąć wołami. Kaczyński się wtrącił i podał jego numer rejestracyjny. Mówię mu. że prezydent często przerywał spotkanie. Urzędnicy i politycy opowiadali. Pani Maria wspomniała malucha. gdy Jarosław był premierem: „Rozmawiali kilka. Brat prezydenta z komórką nie chodzi. że Kaczyńscy nie przepadali za wspólnym pokazywaniem się publicznie. Nie było to jakieś wyzwanie dla Kaczyńskiego. ale to na niewiele się zda”. Do usłyszenia«. że opiniami brata prezydent się przejmuje. niezniszczalny i z rekordowo trwałą baterią. Cześć!«”. jeśli na konkretną sprawę ma już wyrobiony pogląd. by relacja między braćmi odbijała się wprost na pracy prezydenckiego urzędu. według polityka PO. skończyłem spotkanie« Oni nie muszą dużo mówić. Chciał wymienić aparat na nowoczesny. którym jeździła 30 lat temu. W ostatnich latach ze względu na kalendarze wypełnione po brzegi spotkaniami Kaczyńscy kontaktowali się ze sobą najczęściej przez telefon. Kiedyś prezydent i jego małżonka dawali wywiad do kolorowej gazety. że ta Nokia – model 6310 – to był ulubiony gadżet prezydenta. który nie boi się nowych technologii. jak się ją często przedstawia. to akurat bardzo się liczyło. fanaberii. Sprawa została załatwiona w 5 sekund”. opisywał niechętny prezydentowi poseł PiS-u. Michał Kamiński. Telefon archaiczny.

in. który był już wtedy premierem. „Prezydent się przejęzyczy. bo mu źle z oczu patrzy!”. Prezes Kaczyński wyszedł z siebie. Jednym z bohaterów tamtej afery. Głowa państwa dowiedziała się. . lamentował: „Co ja powiem Jarkowi? Co mu powiem?! Jarek mówił. nic się nie stało. jego przyszłość. że przez chwilę chciał. Oczywiście. bo ich współpracownicy nie wiedzieli. w atmosferze skandalu wyleciał ze stanowiska szefa PZU.pójdzie na jaką imprezę. irracjonalne. jednak mówiła o jego relacjach z Jarosławem Kaczyńskim: „Wakacje na Helu spędzaliśmy z bratem. jakich setki? Nie do końca. Lech był pełen emocji. w jego kieszeni zadzwoni telefon. tradycyjnie bracia ucinali sobie dłuższą pogawędkę telefoniczną późnym wieczorem. Niewiele ponad rok później okazało się. że Netzel jest zamieszany w aferę przeciekową. bo następnym razem nie będzie mógł rekomendować nawet kandydata na szefa spółdzielni Plastuś”. Lech przejmował się. które nie służyły do osobistego użytku. który odbiera od dilerów kokainę. Prezes PiS-u ożywia się. bo mężczyzna posługiwał się komórką należącą do Kancelarii Prezydenta. jego doradca od spraw sportu. „E tam. gdy Jarosław Kaczyński był premierem. że nie może sobie pozwolić na błąd. denerwował o brata. jego zdaniem. by wiadomość o Piłce i narkotykach ukrywać przed bratem. czy w wakacje 2006 roku prezydent przyjmował Krauzego w swej rezydencji na Helu. Odpowiedź Lecha Kaczyńskiego była żartobliwa. Tłumaczył mi. minister Joanna Kluzik-Rostkowska spytała go o samopoczucie. był multimilioner Ryszard Krauze. że w jego obecności spotykałbym się z Krauzem?!”. chętnie wchodzi w ostre polemiki. jak będzie wyglądał plan zajęć. nerwów. a gafa obciąży również Jarosława. Kaczmarek wspomina: „Prezydent szykował się do rekomendowania Netzla swemu bratu na stanowisko szefa PZU. W zachowaniu prezydenta mocno ugruntowana była też obawa przed zawiedzeniem Jarosława. a oni już wszystko mieli dograne między sobą”. szczególnie jednym aspektem sprawy. Znów tylko chcieli mnie zabić”. że jakieś oceny go krzywdzą” – mówił nam poseł PiS-u Paweł Poncyljusz. nie daje po sobie poznać. że w handel zamieszany jest Artur Piłka. W lipcu 2007 roku Centralne Biuro Śledcze namierzyło mężczyznę. Bliźniacy różnili się od siebie charakterami. To niesprawiedliwe. Kaczyński był bardzo zdenerwowany. była sprawa. żeby po chwili oddać adwersarzowi jeszcze mocniej. Po którejś z gwałtownych sprzeczek z opozycją. która doprowadziła do końca rządów Jarosława Kaczyńskiego. Netzel z hukiem. Chyba pan sobie nie wyobraża. To śmiesznie wychodziło. Prezydent był tak przejęty. ale też o wielką politykę. media to zauważą. czy w prokuraturze są jakieś negatywne informacje o Jaromirze Netzlu. m. „Lech jest przekonany. Jarosław dużo spokojniejszy. który nosi to samo nazwisko i jest utożsamiany z prezydentem”. W życiu nie widziałem go tak złego” – opowiadał nam minister w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. który lubi walkę. jak Roman Giertych pozwolił sobie na niepochlebne zdanie na temat jakiejś decyzji prezydenta. „Jarosław jest człowiekiem. Chodził w tę i z powrotem po gabinecie. która rozegrała się przy okazji akcji CBA prowadzonej wobec wicepremiera Leppera. przygotowany na wszystko. będzie miał źle zapiętą koszulę. Podobnie było w czerwcu 2006 roku. jakby otoczony jakąś ochronną warstwą. Tę cechę widać na przykładzie wywiadów z Jarosławem Kaczyńskim. Było to oczywiście niemożliwe. gdy dziennikarz zaczyna się z nim spierać. potrafi przyjąć cios. znajomy prezydenta. będą eksponować. Chodzi o ilości. opisywał minister od prezydenta. Kiedy Jarosław Kaczyński przestał być premierem i siłą rzeczy miał więcej czasu. Wiadomość dotarła do uszu Lecha Kaczyńskiego. odparł uśmiechnięty prezes i teatralnie strzepnął jakiś paproch z marynarki. o to. kiedy Lech Kaczyński wypytywał Janusza Kaczmarka. atakowanie brata. We wrześniu 2007 roku jeden z autorów tej książki pytał Lecha Kaczyńskiego o jego kontakty z biznesmenem. żeby nie przyjmować tego Piłki. Chodziło o sprawy drobne. że jego błędy szkodzą bratu” – opisywał nam pod koniec 2009 roku poseł związany z Pałacem. „Kiedyś byłem świadkiem. która wyprowadzała Jarosława Kaczyńskiego z równowagi. Sprawa.

który całe dnie spędzał w pracy i miał mniejszy wpływ na jego życie. Gdy Lech był już głową państwa. Sam prezydent wspominał kiedyś. Lech Kaczyński jest na pokładzie po to. Przemawiał z katedry do studentów. żeby nikt nie mógł się potem przyczepiać o bezprawne wykorzystywanie rządowej maszyny. jeśli uzna to za stosowne i potrzebne. Jeszcze tego samego dnia tą samą maszyną Lech Kaczyński wraca do Warszawy. usłyszała w odpowiedzi matka prezydenta od sekretarki. Jarosław jest politycznym zwierzęciem. Współpracownik Kaczyńskiego z Ratusza i uczestnik kampanii z 2005 roku opowiada: „W kampanii wyborczej Lech Kaczyński nie miał żadnej ochrony. była bierną palaczką przy ojcu bliźniaków Rajmundzie. żeby ją wpisać na listy wyborcze PiS-u. „To jest niedobra sytuacja. twarda walka na słowa to codzienność. która w grudniu 2010 będzie kończyła 84 lata. potem reprezentował ważne urzędy. że zawsze był trochę bliżej z matką niż z ojcem. bo on przerwie tę konferencję”. że potrzebna jest ochrona. gdy jej syn objął już stanowisko prezydenta. O sile relacji obu Kaczyńskich z matką mówi drobna historyjka. Tylko musi uciekać się do tego typu wybiegów” – oceniał były minister Pałacu. Jadwiga Kaczyńska. Jedna pani o kulach awanturowała się.in. Wśród polityków PiS-u matkę braci nazywa się z francuska „maman”. Dziennikarz jednego z tygodników przeprowadzał wywiad z Jadwigą Kaczyńską. grał odmienną rolę – był uniwersyteckim profesorem. Jakiś facet był bardzo agresywny i trzeba było wezwać straż miejską. który odpalał jednego papierosa od drugiego. Stamtąd pasażerowie udają się do ośrodka Mewa na Helu. Matka Środek tygodnia. prosiła Jadwiga Kaczyńska. bo to mogłoby źle wpłynąć na zdrowie pani Jadwigi”. którą opowiedziała nam współpracowniczka prezydenta z czasów. Udało się w końcu przekonać Lecha Kaczyńskiego. jest osobą kruchą fizycznie. Miał tylko jedną prośbę. że jej mąż był niesłychanym nerwusem. który obserwował logistyczne manewry prezydenta. To było niebezpieczne. Lech Kaczyński ma inne doświadczenia. Pojawiły się pogróżki.Różnice wynikają m. prezydentem Warszawy. jest na konferencji w innej części urzędu”. „Nie ma go u siebie. „Na szczęście ani Jarek. Ma problemy z płucami. żona i córka zajmowały w jego życiu szczególne miejsce. ani Lech nie odziedziczyli tej cechy po nim”. Przynajmniej w przypadku prezydenta ta pochwała matki była nieco ponad miarę. prezesem NIK-u. że dzwoniłam. ma bardzo silny charakter i udało jej się zbudować mocny związek emocjonalny z oboma synami. Prezydent udzielał akurat wywiadu – był rozproszony. ministrem sprawiedliwości. Była to mieszanka wielkiego szacunku i kindersztuby. mimo cielesnej słabości. gdy rządził on stolicą. „Mam prośbę. By wszystko odbyło się dyskretnie i nie przedostawało się do prasy. Kaczyńska. dla niego ostre starcia. Jadwiga Kaczyńska miała drobny zabieg lekarski. Któregoś razu Jadwiga Kaczyńska zadzwoniła do warszawskiego magistratu. proszę mu teraz nie przekazywać. Trzy kobiety: matka. który . żeby go wyprowadzić. Trzy kobiety Prezydent był znany ze szczególnego stosunku do kobiet. Z wojskowego Okęcia odlatuje samolot do Gdańska z prezydentem na pokładzie. Rozdział V. że prezydent nie może wykorzystać samolotu. Cała operacja służy jednemu – chodzi o przetransportowanie mamy do prezydenckiej rezydencji. bo niemal każdy mógł wejść do jego sekretariatu w Ratuszu. którego łatwo dawało się wyprowadzić z równowagi. z innych dróg życiowych obu braci. a rozmowę co kilka minut przerywały telefony od brata. delikatną. Pojawiało się mnóstwo dziwnych ludzi. mówiła z satysfakcją. Starsza pani zwierzyła się.

Kiedy partia została zepchnięta do głębokiej opozycji. która trzęsła telewizją publiczną w czasie rządów PiS-u. by nie narażać zdrowia Jadwigi Kaczyńskiej. co aktualnie dzieje się z matką. pisząc sylwetkę Raczyńskiej w „Dzienniku” na jesieni 2007 roku. Jeden z najbliższych współpracowników Lecha Kaczyńskiego w pierwszym okresie jego urzędowania w Pałacu mówił nam w styczniu 2010: „Wraca do mnie taka wymyślona scena: Lech podjeżdża pod Pałac Elizejski albo Biały Dom i w ostatniej chwili przed spotkaniem dostaje z Polski sygnał. dopytywać. a starsza pani po prostu panią Małgosię bardzo lubi”. Mówił. Racjonalny i rzeczowy”. kwestia przyjaźni. Przeziębił się. W trzecim tygodniu marca doradca braci opowiadał nam: „Rozmawiałem z Jarosławem. W lutym 2010 roku. Nawet najbliżsi stronnicy Kaczyńskich nie chcieli przeszkadzać. a struktury w całej Polsce się rozsypały. a jeszcze dwa dni temu sytuacja wyglądała bardzo pesymistycznie. a nasza głowa państwa leci do Wilna 11 marca. były współpracownik prezydenta opowiadał nam: „Choroba pani Jadwigi w roku wyborczym to czarny sen całego obozu politycznego. W 2009 roku Jarosław Kaczyński zachorował niegroźnie. Zrywa program. bo jako prezydent będzie mógł zapewnić matce najlepszą opiekę lekarską. dwudziestej rocznicy odzyskania przez Litwę niepodległości. Po tym. Żadne racjonalne argumenty nie mają w tym przypadku sensu”. z których wynikało.relacjonował. pół serio powiedział kiedyś swym współpracownikom. Raczyńska. mimo że stan Jadwigi Kaczyńskiej był fatalny. wkradła się w łaski braci dzięki zapoznaniu ich matki. walka do upadłego o reelekcję. Ale było coś jeszcze – Janina Goss była dobrą znajomą Jadwigi Kaczyńskiej. który z płyty lotniska w Wilnie prowadził rozmowy na temat zdrowia matki. Janina Goss. Chodziło o bardzo poważne kłopoty z sercem i układem oddechowym. przekonywali. Wizyta została ograniczona do minimum i prezydent wrócił do Warszawy. Inny przykład. Zgodnie z utartym zwyczajem litewski prezydent corocznie przyjeżdża na polskie święto niepodległości 11 listopada. ingerować w bardzo osobistą sytuację. czy Jadwiga Kaczyńska miała wpływ na polityczne posunięcia prezydenta lub prezesa PiS-u. Zbierając informacje do książki. Tabloidy drukowały zdjęcia zafrasowanego prezydenta. że dziś pojawiła się nadzieja. W marcu 2010 roku Jadwiga Kaczyńska trafiła do szpitala. przez dwadzieścia lat radca prawny w spółdzielni Społem. Dbałość o matkę cechowała również brata prezydenta. W kąt poszłyby strategie. Po zamienieniu kilku zdań na ten temat dyskutowaliśmy już o polityce. Luiza Zalewska. starsza pani z Łodzi. że mama źle się poczuła. Przygnębiony? Rozbity? Nie odnosiłem takiego wrażenia. że musi powalczyć o reelekcję. która była nieprzytomna i oddychała przy pomocy respiratora. Przykładem niech będzie Małgorzata Raczyńska. ona nadal jako jedna z nielicznych była aktywną działaczką. że położy się w szpitalu po to. co by sprawiło mamie przykrość. była szefowa „Jedynki”. Kaczyński na Litwę poleciał. jedna z najważniejszych postaci PiS-u w drugim co do wielkości mieście w Polsce i była szefowa rady nadzorczej TVP. Zdecydował. że obserwuje ministrów. by czuwać przy łóżku Jadwigi Kaczyńskiej. że dzięki znajomości z Jadwigą Kaczyńską można było zrobić w Polsce karierę. cytowała współpracowników bliźniaków: „To sfera emocji. pytaliśmy rozmówców. o każdym ma swoje zdanie. posłów. Chociaż prawdą jest. w PiS-ie i Pałacu zapanowała niepewność. przeciętna dziennikarka zaprzyjaźniona niegdyś z politykami lewicy. Otrzymywaliśmy odpowiedzi. I wtedy on każe szoferowi zawrócić i wieźć się na lotnisko. dla braci ważny byłby inny temat”. Lech Kaczyński pół żartem. wraca do kraju”. ale nie jest doradcą ani tym bardziej mentorem w sprawach politycznych. jak Jadwiga Kaczyńska trafiła do szpitala. Jarosław Kaczyński nigdy nie zapomina takich postaw. robiła dla niej ziołowe . Prezydent znalazł się w trudnej sytuacji. zanim Jadwiga Kaczyńska trafiła do szpitala. Goss była jedną z najwierniejszych działaczek starego Porozumienia Centrum. Jeden z nich tak uzasadniał dziennikarce fenomen Raczyńskiej: „Żaden z braci nie zrobi niczego. W Wilnie zaplanowane były uroczystości okrągłej.

Na stronie internetowej prezydenta były dziesiątki zdjęć Marii Kaczyńskiej w trakcie imprez z żonami dyplomatów. by gawędy „na sofach” za gabinetem nie przeciągały się do późna. Zdanie pani prezydentowej w niektórych sprawach bardzo się w Pałacu liczyło. Zresztą Jadwiga Kaczyńska w alfabecie. wyraźnie skarciła ambitnego polityka: „Ziobro to zdolny człowiek. przez co prezydent czasem zbyt . Chodzi o to. elegancka i miała dobry gust. Na wszelki wypadek Lech Kaczyński miał kilka zawiązanych krawatów w szafie. robiła to jego żona. inaczej niż Lech Kaczyński. która w trakcie publicznych uroczystości poprawia mężowi koszulę. między prezydentem a jego małżonką była ogromna różnica upodobań. Prezydentowa. Ktoś z BOR-owców doniósł o tym Jakubowskiemu. Olszowiec zaopiekował się panią Jadwigą. boleśnie przekonał się Damian Jakubowski. tak było z prezydentem Niemiec Horstem Koehlerem i jego małżonką.mikstury i przywoziła konfitury. Pilnowała. ale przede wszystkim po kobiecemu dbała o prezydenta. ale to czas przeszły. Te same zasady dotyczyły urzędników. Pewnego dnia Jadwiga Kaczyńska źle się poczuła w domu. To znaczy. Zawsze cieszyła się na takie okazje. zawiózł ją do szpitala wojskowego przy Szaserów. Zresztą nigdy krawata prezydent nie nauczył się wiązać. marynarkę lub krawat. np. A jako że była ciepła i towarzyska. Ten natychmiast posłał na Żoliborz szefa swej ochrony Krzysztofa Olszowca. Tak dobrych notowań nie mieli u pierwszej damy Michał Kamiński i Małgorzata Bochenek. na którą prezydent mógł zawsze liczyć. O tym. Była autentyczna. potrafiła odwodzić męża od podejmowania emocjonalnych decyzji personalnych. gdzie znajduje się oddział prezydencki. mógłby pójść na ważne spotkanie w dwóch różnych skarpetkach. tyle że ich czas docierania do pani Marii był szybszy niż sprzątaczek. że prędzej czy później ta przysłowiowa sprzątaczka docierała do prezydentowej i opowiadała łzawą historię o chorym dziecku albo mężu alkoholiku. do której znajomi mówili Maryla. Jego współpracownicy nieraz byli świadkami. Do tego świetnie radziła sobie po angielsku. Z wieloma politykami zagranicznymi miała bardzo przyjacielskie kontakty. Na Żoliborz pomagać w drobnych pracach domowych jeździł na przykład Zbigniew Ziobro. dogadywała się po francusku. który wezwał Olszowca na dywanik i zapowiedział wszczęcie postępowania za ochranianie osoby nieuprawnionej. Na fotografiach widać. że Maria Kaczyńska uwielbiała podróże i znała języki. Zdołała zatelefonować do prezydenta. nie dbał o takie detale i nie miał do nich głowy. że jest teraz bardzo pewny siebie”. bardzo lubiła oficjalne wizyty. że małżonka prezydenta czuje się w takim towarzystwie jak ryba w wodzie. jest za granicą. Jednym z nich był minister Stasiak. kiedyś dzwonił do mnie radzić się. Wzmocnić swoją pozycję dzięki znajomości z panią Jadwigą próbowali też politycy. z postaciami zza granicy. Co ciekawe. Niedługo potem BOR miało już nowego szefa… Żona Maria Kaczyńska była osobą. ludzie zachwycali się nią podczas oficjalnych kolacji czy rautów. który napisała w grudniu 2009 roku dla tygodnika „Wprost”. Kiedyś pani prezydentowa w przypływie szczerości powiedziała swemu znajomemu: „Nawet nie wiesz. Olszowiec opowiedział o tym Lechowi Kaczyńskiemu. że dotykanie matki prezydenta źle się kończy. Pierwszy z prozaicznego powodu – skłonności do bycia królem życia i birbantem. I wtedy pani prezydentowa własnymi ścieżkami doprowadzała do ułaskawienia nieszczęśnicy. jak zakłada krawat przez głowę. szef Biura Ochrony Rządu w czasie rządów PiS-u i protegowany Ludwika Dorna. Gdyby nie został przypilnowany. Wśród współpracowników prezydenta małżonka Lecha Kaczyńskiego miała swych faworytów. podobnie jak brat. Kaczyński. Internet pełen jest zdjęć Marii Kaczyńskiej. spotkania z koronowanymi głowami. jak czasem trudno być żoną bliźniaka”. jeśli chciało się zwolnić źle pracującą sprzątaczkę. Bo w niektórych sprawach Lech Kaczyński był bezradny. Minister był świadkiem. Dziś już nie dzwoni. jak rozmawiała w Meksyku z Polonusami biegłym hiszpańskim. a właściwie rozmawiać o drobnych sprawach. Myślę. należało to uzgodnić z panią Marią. Dla prezesa i prezydenta Jadwiga Kaczyńska jest i była ogromnie ważną osobą. To także pomogło w karierze. Robert Draba opowiadał.

Leszek był niesłychanie przejęty. ale oznajmił to Bochenek. Dziennikarz krytykował to. Zazwyczaj bezskutecznie. Prezydent kręcił nosem. Bronił jej. nie leżała po stronie jego córki”. współpracownikom tłumaczył. który bardzo zdenerwował głowę państwa. Rozdział VI. ale kulturalnym i całkowicie oczywistym rozstaniem. I oczywiście zabrał na wyjazd«. po prostu ordynarna zdrada i złamanie przysięgi małżeńskiej. nie otaczała się sforą ochroniarzy. „bo zawsze jej kupują nie takie. że wina za to. a pani i pan »kochają się i jest im ze sobą dobrze«”. Zaczęła łkać. opowiada wieloletni znajomy prezydenckiej rodziny”. Rozwód nie jest już tragedią rodziny. Zaoferował jej pomoc w znalezieniu lekarza. Dostała histerii. nic się nie stało. Chodził jak struty przez kilka dni. że prezydent pozostawał suwerenny i prezydentowa nie miała istotnego wpływu na dobór najbliższych współpracowników przez Lecha Kaczyńskiego – oboje (mimo odejścia Kamińskiego do europarlamentu w 2009 roku) pozostawali w kręgu osób najbliższych prezydentowi. Wyskakiwała na przykład do ulubionego warzywniaka na Powiślu po pomidory.późno kładł się spać. Jest cudowna love story. w jaki sposób jedna z bulwarówek opisywała rozstanie i nową miłość Marty Kaczyńskiej: „Porzucenie męża dla innego mężczyzny. Walka bez końca Pierwsza część kadencji Lecha Kaczyńskiego powinna być sielanką. W lutym 2007 roku katolicki publicysta Tomasz Terlikowski napisał w „Rzeczpospolitej” felieton „Miłość według tabloidu”. czyli ujmując rzecz. I są przyczyną niesnasek prezydenckiej pary. W sierpniu 2009 „Newsweek” opisywał taką sytuację: „Bliskie relacje między prezydentem a Małgorzatą Bochenek budzą coraz większy opór Marii Kaczyńskiej. Najpierw miał przyjazny rząd. mimochodem wyszeptała. Polityk PiS-u wspomina: „Prezydenta ogromnie ten tekst zdenerwował. a starego widuje tylko podczas weekendowych spotkań. ponieważ pani minister ma skłonność do wprowadzania prezydenta w stan dużych emocji. Córka Dużym przeżyciem emocjonalnym dla głowy państwa był rozwód jego córki Marty Kaczyńskiej z mężem Piotrem Sumniewskim. jest »znalezieniem nowej miłości«. „Za Małgorzatą Bochenek prezydentowa nie przepada. Poza tym elegancka i stateczna małżonka głowy państwa nie lubi stylu bycia pani minister. który wraz z rodziną Kaczyńskich w 2005 roku występował na plakatach wyborczych przyszłego prezydenta. żeby nie zabierać Bochenek do USA. w której nikt nikogo nie krzywdzi. Osobiście bardzo przeżywał kłopoty Marty. Wychodziła z Pałacu. co się stało. Maria Kaczyńska starała się prowadzić normalne życie. Tym samym. Nikną gdzieś uczucia i sytuacja dziecka. a . Przykłady Kamińskiego i Bochenek świadczą jednak o tym. Pierwsza dama próbuje ograniczać kontakty męża z ambitną panią minister. że ma chorą matkę. które musi nauczyć się żyć z nowym »tatusiem«. jak trzeba”. »Kiedyś Maria kategorycznie zażądała. która mimo dojrzałego wieku i poważnego stanowiska chichocze jak podlotek i biega po Pałacu” – mówił nam na początku 2010 roku były minister Kaczyńskiego.

W 2001 roku pełnił funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Dołki pod ministrem u prezydenta kopali wysoko notowani w Pałacu Janusz Kaczmarek oraz Zbigniew Wassermann. czy popularny i energiczny polityk zaangażuje się w walkę o reelekcję Lecha Kaczyńskiego. nawet jeśli walczyć nie było z kim. W 2007 . „Zbyszek narzekał. a Lech pytał: »Czy przywitał się pan z sekretarką?«. za wojowanie z Sądem Najwyższym. Nieufność wobec Ziobry i jego sojusznika Jacka Kurskiego wzmagały też opinie wypowiadane przez Kamińskiego i Bielana. Od razu podniósłby się raban. Ale tak się nie stało. Te napięcia powodowały. Sam Ziobro nie chciał odpowiadać na tego typu pytania. Ziobro miał silnych przeciwników. Poza tym jestem europosłem. Ziobro musiał przegrywać. zręcznie podsycanej przez przeciwników byłego ministra. Kaczmarka spytaliśmy. Jedną z podstaw tej niechęci. Uważał Ziobrę. Nie ma co ukrywać. iż młody gwiazdor PiS-u mógłby zagarnąć partię z rąk brata. czy prezydent był zły na Ziobrę po tym. i Wassermann tę złość prezydenta podsycali. »A to wyjdziemy obaj i pan się przywita«. bo między wierszami Lech Kaczyński wypowiadał kąśliwe uwagi pod adresem Zbigniewa Ziobry. w stanie gotowości do walki. Zimą 2010 jeden ze stronników prezydenta mówił nam: „Lech stara się zasypywać podziały przed kampanią. która zaowocowała rezerwą Lecha Kaczyńskiego do Zbigniewa Ziobry. „Ziobro bez przerwy promuje się w mediach. To pewnie będzie”. „Był bardzo zły” – nie ukrywał były prokurator krajowy. za pomysły zbyt szerokiego. gdy Platforma wściekle mnie atakowała. wchodził do gabinetu. Chodzi o flirt byłego ministra ze środowiskiem Radia Maryja. za emocjonalną niedojrzałość. Co innego pojechać na jakiś wiec w wolnym czasie i wyrazić poparcie. otwierania korporacji prawniczych. że Lech go wtedy musztrował. który stawił się na spotkanie”. Kilka dni temu zaprosił do Pałacu Ziobrę. że i Kaczmarek.). którzy pozostawali w bliskich relacjach z prezydentem. nie będę go zapraszał do Pałacu!«”. których prezydent chętnie słuchał. od kierownictwa partii. Młody. W starciu z ludźmi. Kaczmarek dodaje: „Kiedyś Lech zirytowany postawą popularnego polityka postanowił go ukarać: »Odczuje to. że lekceważę obowiązki. za konkurenta dla brata”. zdaniem prezydenta. że nie było wcale jasne. opowiadał poseł PiS-u. opowiada: „Podczas spotkań prezydenta z premierem byłem zdziwiony. Stosunki były chłodne. a cięgi za nieprzemyślane wystąpienia zbiera Jarosław” – opowiadał Janusz Kaczmarek. niepokoju. uczę się angielskiego (złośliwa riposta na słowa Jarosława Kaczyńskiego. zostałem sam bez wsparcia”. Chemii między nimi nie było i tak już zostało… Sławomir Nowak. i to całkowicie słusznie. który radził Ziobrze uczyć się języków – red. Ziobro przy Kaczyńskim całował sekretarkę w rękę”. Prezydent był w stanie ciągłego napięcia. gdy samobójstwo popełniła Barbara Blida. I wychodzili. była obawa. Jednemu ze znajomych mówił w Sejmie w lutym 2010: „Aktywny udział w kampanii Lecha? Ale ja nie mam czasu.potem jeszcze brata na jego czele. Oba młode duety PiS-u walczyły ze sobą przy użyciu najcięższej amunicji. którym wtedy Lech Kaczyński kierował. którzy mieli stały dostęp do ucha prezydenta. skarżył się jednemu z posłów PiS-u na początku 2010 roku. którą młody minister mu zabierał. szef gabinetu Tuska do 2009 roku. Według niego prezydent mógł być trochę zazdrosny o legendę szeryfa. że Ziobro zaczynał w dużej polityce od bycia przybocznym obecnego prezydenta. gdy rozpoczynano śledztwo za śledztwem? Żadnej pomocy. „Jaką miałem pomoc od ludzi prezydenta. Miał żal do Pałacu i kierownictwa partii. a było to o tyle ciekawe. po tym jak oddaliśmy władzę w 2007 roku? Gdy wytaczano najcięższe działa. Prezydent nie tolerował na przykład Zbigniewa Ziobry. W mijającej kadencji prezydenta zdarzyła się jeszcze jedna rzecz. Prezydent wielokrotnie w obecności współpracowników Ziobrę krytykował za prowokowanie konfliktów z profesurą. mówił prezydent. »Zapomniałem«. trochę zakręcony.

bo za kapłanem stoi wierny elektorat. który ulega lobby żydowskiemu. Dlatego tak szybko sprawa dotarła do Pałacu… Wysoko notowany polityk PiS-u mówił: „Sojusz Ziobry i Rydzyka jest ciekawy. Nasi przekonywali. Badali oni. który oczekuje dewocji. Do prezydenta Kaczyńskiego ojciec Tadeusz Rydzyk miał bardzo niechętny stosunek. Kapłanowi nie spodobało się. W lipcu 2007 roku tygodnik „Wprost” opublikował fragmenty zamkniętego wykładu Rydzyka dla studentów w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Zresztą sam ojciec Rydzyk nie jest człowiekiem. badaniami prenatalnymi i aborcją?”. »nie-nie«. jak się zachowywać i jak zwracać się do zakonników pracujących w rozgłośni. że prezydent opowiedział się przeciw wprowadzeniu do konstytucji zapisu o ochronie życia do naturalnej śmierci. Prezydent miał kłopot z ojcem Rydzykiem i jego radiem. zbyt bliski sojusz z nim może zniechęcać do Lecha Kaczyńskiego bardziej centrowych wyborców”. wśród której jest wielu słuchaczy Radia Maryja. że brak poparcia dla Lecha Kaczyńskiego ze strony ojca Rydzyka będzie problemem w wyborach. A tam zapowiada się plebiscyt Kaczyński kontra Komorowski. Duchowny brutalnie atakował Kaczyńskiego. że taki zapis mógłby być furtką do stosowania uporczywych terapii podtrzymujących życie. że media są olbrzymim problemem polskiej demokracji. W czerwcu 2008 Lech Kaczyński bez owijania w bawełnę powiedział. On bardzo bronił partii Leppera. telewizją i gazetą. Dlaczego z niego taki filosemita? Dlaczego do Pałacu sprasza się osoby. I pani Środa. Lech Kaczyński jest postacią nie do zaakceptowania przez środowisko Radia Maryja. Kaczyński sugerował. I dlatego powiedziałem bardzo mocno. które stawiają Leppera w fatalnym świetle. by to Ziobro stanął do walki o prezydenturę w 2010 roku. Ojciec Rydzyk na zamkniętym wykładzie miał inną interpretację: „Oni przygotowują eutanazję. Ta opinia dotyczyła tego. Nie zdawali sobie sprawy. które są za eutanazją. że w aktach seksafery są koszmarne historie obyczajowe. a myśmy się z nimi rozchodzili. Otóż został zaproszony na dyskrecjonalną rozmowę z ojcem Tadeuszem Rydzykiem i jego współpracownikiem Zbigniewem Sulatyckim. jak Kaczmarek zapatruje się na pomysł.). że Radio Maryja będzie szukało swego kandydata. W połowie marca główny ideolog środowiska Jerzy Robert Nowak jasno zapowiedział. Ziobro. Ona w przeddzień mówiła publicznie o wprowadzeniu eutanazji w Polsce. Mówiąc wprost. Tyle że z innymi mediami jego stosunki też nie układały się najlepiej. Dodał. Niektórzy politycy PiS-u uważali zimą 2010 roku. To było w stylu »tak-tak«. Szambo od perfumerii. Nie zagłosują przecież na kandydata Platformy. że na Lecha Kaczyńskiego głosu nie odda. będąc już szefem MSWiA. Wybór dla środowiska Radia Maryja będzie prosty. który gorliwie chodzi głosować. Tyle że Sulatycki i Rydzyk nie mieli dobrego rozpoznania politycznego. Na co jedna z osób towarzyszących Rydzykowi rozłożyła ręce i mówi: »Każdy jest grzesznikiem«”. Kiedy jestem za granicą i spotykam się z Polonią.roku Kaczmarek. żeby zareagowali. bo Zbyszek w żadnym razie nie jest politykiem dewocyjnym. Jest pragmatyczny. Do sojuszy z Rydzykiem trzeba podchodzić ostrożnie. Dobro oddzielić od zła. że ojciec dyrektor ma bardzo dużą grupę przeciwników – aż 65 procent pytanych źle się o nim wyraża. że Kaczmarek bardziej niż z Ziobrą związany był z Lechem Kaczyńskim. jak przekonywali Kaczmarka rozmówcy. zawsze wraca temat prezydenta. to nawet radził się częściej bywających tam posłów. Ale jeden ze strategów wyborczych PiS-u i Lecha Kaczyńskiego uspokajał w kuluarowej rozmowie: „Poparcie Rydzyka dla Lecha nie ma znaczenia. przyniósł do Pałacu elektryzującą wiadomość. I na drugi dzień idzie i jest uwiarygodniona (chodzi o spotkanie Marii Kaczyńskiej z kobietami w Pałacu 8 marca 2007 – red. Mocno dostało się też Marii Kaczyńskiej: „Pani prezydentowa za taką eutanazją? Ty czarownico! Ja ci dam! Jak zabijać ludzi. Kiedy zaczynał chodzić do Radia Maryja. poseł PiS-u w lutym 2010 mówił: „Środowisko ojca Rydzyka ma wiele zastrzeżeń do Lecha Kaczyńskiego. emisariusze PiS-u byli u ojca dyrektora. Gdy kończył się nasz rząd w 2007 roku. Nazwał go oszustem. I jeszcze Olejnikowa pluje w twarz. W tych wyborach będzie się liczyła druga tura. To jest walka między dwiema lożami”. że dziennikarze nie potrafili obiektywnie ocenić rządów jego . Prawdę od kłamstwa. to sama się podstaw pierwsza”. Paweł Poncyljusz. Z badań wynika. ponieważ.

że Lech jest przewrażliwiony na własnym punkcie. który kilka miesięcy wcześniej pojawił się w tym piśmie. Samo umawianie się na wywiady z prezydentem to była droga z zakrętami. „Tego wywiadu wcale nie musi być! Może tu przyjść wasza konkurencja!”. na którą prezydent się obraził. Kiedyś zaczepił jednego ze znajomych Wildsteina. Winę za polityczne niepowodzenia swoje czy brata prezydent chętnie zrzucał na nieprzychylne media. ale dwie minuty później był już w dobrym nastroju. Bronek Wildstein czy Rafał Ziemkiewicz. „Zauważyłem to zjawisko” – mówił były współpracownik prezydenta. innym razem Małgorzata Bochenek lub któryś z ministrów Pałacu albo zaprzyjaźniony z głową państwa poseł. to musi się w nim znaleźć choćby jedno negatywne zdanie. „Niech pan wpada teraz. ale dziennikarze przeżyli chwilę grozy. Prawicowy publicysta i pisarz opowiadał nam w marcu 2010: „Kiedyś z nim rozmawiałem. Nie ma w nim umiejętności budowania relacji z ludźmi. W 2007 roku współautor tej książki zadał Kaczyńskiemu pytanie za pośrednictwem ministra Michała Kamińskiego. że prezydent nie do końca rozumiał mechanizmy. „Ale jestem w trampkach i koszulce z krótkim rękawem!”. miło. Prezydent potrafił mówić z pasją. jak zwykle. kamizelkach i z muchami pod szyją. On nie jest oburzony przerywaniem Lechowi Kaczyńskiemu. „Kiedyś mi tłumaczył. że on nie chce tekstów po prostu dobrych. których dobrze nie znał. pierwszemu obywatelowi 40-milionowego państwa! Jest flaga. że nawet jak tekst jest pozytywny. śmiać się i opowiadać o niektórych rzeczach nieoficjalnie. kilkuminutową wypowiedź. który jest wyniosły i łatwo się irytuje. prezydent reprezentuje majestat Rzeczypospolitej i Kaczyński pojmuje to na serio”. Ale. godło. by wrócić do głównego wątku. Bywało. nie umiał budować z nimi sojuszy. miał też inną twarz – człowieka. że pośrednictwo osoby. Pewien dziennikarz w trakcie spokojnego wywiadu grzecznie przerwał prezydentowi jego dygresyjną. jest prezydent! Chcecie czy nie.brata. . Strasznie ostro krytykował przychylnych mu dziennikarzy takich jak Piotr Semka. Stosunek Lecha Kaczyńskiego do dziennikarzy pokazywał. Inny przykład zmiennych nastrojów prezydenta w kontaktach z dziennikarzami. Prezydent oceniał. a efektem były przegrane przez PiS wybory w 2007 roku. Prezydent był oczywiście w garniturze. wściekł się Kaczyński. lecz przerywaniem prezydentowi Rzeczypospolitej. I nie było to powiedziane żartem. „Niech pan da spokój. usprawiedliwiał szefa jeden ze współpracowników. gdy usłyszał usprawiedliwienia dotyczące trampek i t-shirtu. prezydent chętnie sam odpowie” – oddzwonił Kamiński po kilku godzinach. „Nic nie szkodzi” – uspokajał Kamiński. którymi kierują się media. Raz wywiad mógł załatwić Kamiński. „Rozumiem. bo »taka jest moda. pisanych z pozycji »padnij«. że tyle kłamstw przez lata napisano o obu Kaczyńskich. kto w danym momencie był w łaskach Lecha Kaczyńskiego. Kaczyński z łatwością zrażał do siebie dziennikarzy. podniósł głos. Nie było jednego kanału do załatwiania takiej sprawy. Wszystko zależało od tego. Niewinna sytuacja mogła przerodzić się w nerwową scenę. mogło tylko pogorszyć sprawę albo uczynić ją niemożliwą do zrealizowania. którzy w 40 albo 60 procentach się z nim zgadzają”. Inaczej mówiąc. by źle o nas pisać«”. Sympatycznie. chce bardzo dobrych. Po drugim pytaniu mina prezydenta robi się marsowa. wypaczały obraz. nawet dziennikarzom. innym razem agresywny i niesympatyczny. Piotr Zaremba. Wywiad dla jednego z tygodników opinii. rzucił prezydent. Po chwili prezydentowi przeszło. Wraca do bardzo krytycznego tekstu na temat jego brata. „Takie zachowania nie wynikają z tego. „Pan jest u prezydenta Rzeczypospolitej! Co pan sobie wyobraża?! Proszę mi nie przerywać!”. a w gabinecie kawę podawali kelnerzy w białych koszulach. że niedługo pan Bronisław przechodzi do »Gazety Wyborczej«”. Sam bywał wobec dziennikarzy nierówny – raz ujmujący i przyjazny. ja lubię dziennikarzy i świetnie mi się z nimi rozmawia” – mówił Kaczyński.

że Michał jest u niego na procencie. Wystarczy powiedzieć. krytyczne 54 procent. która odwzajemniała „uczucia” nowemu ministrowi. kultury i dziennikarzy. Zrobi dwie dygresje.. a zarazem skonfliktowany z Kamińskim poseł PiS-u. Francuzi otwierali usta ze zdziwienia. Minister w Kancelarii Prezydenta opowiadał nam w marcu 2010: „Tusk mówi prostym. Gdy Kamiński przychodził do Pałacu. co to jest AWS i po co prezydent o tym wspomina. Liczby nie kłamią. Swoją drogą o ascezie Lecha Kaczyńskiego zapomnieli na początku kadencji jego bliscy współpracownicy. niech pani Maria otworzy . Potem prezydent osobiście zadzwonił i przeprosił za wypowiedziane słowa. tuż przed odejściem ministra. trzy nawiązania i poda kilka liczb. Pretekstem było to. lubianą przez siebie posadę europosła i poszedł na służbę do prezydenta. który miał zrobić głowie państwa zdjęcia do wywiadu dla zagranicznej gazety. wyprowadzała się z kancelarii nielubiana przez niego Elżbieta Jakubiak. również finansowe. rzadko mają czas na analizy historyczne. Fotograf zagaił: „Widzi pan prezydent. że jak się nie podoba. Miała dotyczyć Unii Europejskiej i na to reporterzy byli przygotowani. a praca w Kancelarii Prezydenta jest służbą. Czyli że jego pozycja zależy od notowań sondażowych prezydenta. gdzie prezydent od czasu do czasu zapraszał ludzi nauki. I to wyjątkowo szczegółowo: „Cofnijmy się do lat 90-tych.Inna sytuacja. Powiedział im wprost. że dziennikarze potrzebują konkretów. Było tak z grupą francuskich dziennikarzy. Nie bardzo wiedzieli. wyniki w CBOS-ie były znacznie gorsze – 24 procent dobrych ocen. natrząsał się zaprzyjaźniony z prezydentem. Blisko dwuletnie starania Kamińskiego o polepszenie notowań i medialnego wizerunku głowy państwa spełzły na niczym. to mogą iść do biznesu. To akurat prawda. to oczywiste. Tymczasem prezydent zaczął im wyjaśniać kulisy naszej sceny politycznej. w marcu 2009 tylko 32 procent. Lech tak nie powie. Kaczyński w brutalny sposób obraża publicystę znanego z prawicowych przekonań. który dziennikarz popełnił na temat Jarosława Kaczyńskiego. zrozumiałym językiem. Łatwo z tego zrobić tzw. którzy słynęli z osobistej uczciwości i niedbania o własną kieszeń. Nagrodą dla sybaryty Kamińskiego za poświęcenie. Ten ruch kadrowy. że jeśli nie uda się zbudować nowego wizerunku głowy państwa.. Lech Kaczyński był przewrażliwiony na punkcie majestatu pierwszego obywatela RP. Gorsze były też wyniki zaufania. że trzeba mi robić zdjęcia najlepszym sprzętem”. Prezydent pognał podwładnych. setkę do radia albo telewizji. czyli tuż przed przyjściem Kamińskiego. W niektórych sytuacjach prezydent po prostu nie rozumiał mediów. W lutym 2009. że Aleksander Kwaśniewski zezwalał urzędnikom i ministrom na zasiadanie w radach nadzorczych spółek skarbu państwa. Rozmowa z prezydentem była jednym z punktów bogatego programu. Tak naprawdę wybuch złości był spowodowany czym innym – krytycznym tekstem. a ma ich kilka dziennie: »Leszku. że te notowania były wyższe. do którego doszło w lipcu 2007 roku. Lekiem na kłopoty z mediami i spadające sondaże miało być oficjalne przejście do Pałacu Michała Kamińskiego. Doszło do nich. Była taka formacja jak AWS. Nie rozumiał. którzy gościli w Polsce na wyjeździe studyjnym. gdy Kamiński przychodził do Pałacu. jakim szacunkiem pana darzymy! Mam najlepszy sprzęt!” Lech Kaczyński odpowiedział chłodno: „Jestem prezydentem Polski. W lipcu 2007 miało je do prezydenta 35 procent badanych. spotkaj się z Beenhakkerem.”. trochę belferska natura”. że zajęty rozmową dziennikarz nie zauważył przechodzącego obok prezydenta. na rzecz prezydenta miała być pierwsza lokata na liście PiS-u w wyborach euro parlamentarnych 2009. niż gdy się z nim żegnał w kwietniu 2009”. Profesorska. Kamiński rzucił dobrze płatną. To akurat na braciach. 65 procent złych. był uzgodniony z bratem prezydenta. Powie »Polska jest zieloną wyspą«. żeby uzyskać na to pozwolenie. to reelekcję w 2010 roku można włożyć między bajki. Do Kaczyńskiego poszła nawet delegacja. W maju 2007. Jedno ze spotkań w Lucieniu. które Kaczyński im serwował. „Lech lubił mówić. Współpracownik prezydenta opowiadał nam w połowie kadencji: „Kamiński zasypuje prezydenta pomysłami. Kamiński przedstawił Jarosławowi Kaczyńskiemu ocenę. To pozwalało legalnie dorobić do pensji. musiało zrobić wrażenie. Odczuł to na swojej skórze fotoreporter. dobre zdanie o prezydencie miało 35 procent ankietowanych przez CBOS.

Mawia: »Wiem. Bywa. Im dalej w danej chwili znajduje się od Lecha. Kaczyński bardzo ciężko przeżywał tę historię. Kaczyński. nawet za cenę oddania władzy. prezes PZU Jaromir Netzel. jednym z założycieli kancelarii. Ostatecznie Głuchowski stanął na czele rady nadzorczej PKO BP. że wytropiony został „układ” na styku wielkiego biznesu i polityki. Kiedy Kamiński nie jest słuchany. Jeden z polskich oligarchów mówił nam w 2006 roku: „Główkuję nad wyborem kancelarii do obsługi dużej transakcji ze skarbem państwa. mówił tak: „Kamiński jest królem życia. Ustalenie z prezydentem jest takie. międzynarodowa kancelaria albo ta z Sopotu”. Biorę pod uwagę dwie opcje – sieciowa. że prezydent nie przybył na debatę o polityce zagranicznej. Wiadomo. Także wizerunkowo sprawa wyglądała fatalnie. że zamyka się na cały dzień w swoim gabinecie. Niedługo później zaczęła się mordercza kampania wyborcza. czy prezydent udzieli wypowiedzi w jakiejś gorącej sprawie”. A on mi wyliczył 15 dobrych pomysłów z ostatnich dwóch tygodni. Już rano zapowiada sekretarce: »Z nikim nie łączyć. ale on jest jeszcze taki młody«. że idzie do Sejmu na tę dyskusję. nie wyłączając Lecha Kaczyńskiego. nie ma mnie«. a ja ściągnę tam dziennikarzy. „Nie zadawajcie głupich pytań”. kiedy bracia podwójnie wygrali wybory. największego i opanowanego przez skarb państwa banku. We wszystkich dziennikach będą pokazywać pusty fotel na galerii. Polityk PiS-u mówił: „Wściekałem się na Michała: »Dlaczego tu nie zareagowałeś?«. Zwara i Partnerzy”. Kamiński zostawia Kaczyńskiego i szefową kancelarii Annę Fotygę z już podjętą wspólnie decyzją – szef pojawi się w Sejmie. Jedliński. Na usprawiedliwienie Kamińskiego trzeba powiedzieć. dorabiał w tej kancelarii. Czuł się bezradny. Jego nieobecność na takiej debacie przykryje inne tematy i będzie jednym z wydarzeń dnia. który potem stał się czarnym charakterem afery z 2007 roku. Jedliński. Z drugiej strony Kamiński przy prezydencie stara się mitygować. Oficjalnie politycy PiS-u grzmieli. dyplomacja to najważniejsza prerogatywa głowy państwa. że trafił do Pałacu w fatalnym momencie. Lubi spoczywać w pozycji półleżącej w fotelu z cygarem w jednej dłoni i ze szklanką whisky w drugiej. wpływy prawników z Sopotu bardzo wzrosły. Gdy gasły kamery i mikrofony ci sami ludzie żartowali. Problem Pałacu polegał na tym. Sama kancelaria stała się ważnym miejscem na mapie Trójmiasta – spotykali się w niej ludzie biznesu. I że Prawo i Sprawiedliwość nie zawaha się z nim walczyć. Prezydent o tym wie i mu wybacza. że w pierwszych miesiącach prezydentury dyskutowali nad koncepcją połączenia PZU i PKO BP” – opowiadał nam Janusz Kaczmarek. Bliskie związki kancelarii z władzą wytworzyły szczególną sytuację. To piętrzy problemy. nie wiadomo. jego córka robiła tam aplikację. gdy w latach 90-tych miał epizod poza polityką. o innych prezydent nie chce nawet słyszeć. które zostały odrzucone. Opadły mu ręce”. Przykład z 2008 roku. wpada w dołek. że do „układu” należałoby zaliczyć samego prezydenta. został nieformalnym doradcą prezydenta. a zarazem przeciwnik Kamińskiego. załóż na głowę góralski kapelusz«. współtwórca sukcesu SKOK-ów. . »Czemu w tej sprawie odpuściłeś?«. gdy już był prezydentem. szef policji Konrad Kornatowski. Potem Kamiński gdzieś jedzie samochodem. minister Janusz Kaczmarek. Kłopotliwe okazały się bliskie związki prezydenta z trójmiejską kancelarią prawniczą „Głuchowski. że czarnymi bohaterami przeciekowej historii byli znajomi prezydenta lub tacy. bywał jego gościem. polityki lokalnej i krajowej. „Od obu słyszałem. Drugiego z partnerów kancelarii Marka Głuchowskiego premier Kazimierz Marcinkiewicz – przy poparciu prezydenta – chciał zrobić ministrem skarbu. Rodziewicz. Dziennikarze nie mają od kogo brać komentarzy. Kilka tygodni po jego przyjściu wybuchła afera gruntowa i związany z nią przeciek z tajnej akcji CBA przeciw Andrzejowi Lepperowi. tym jest większym birbantem”. To właśnie za sprawą Adama Jedlińskiego przyszły prezydent poznał rekina biznesu i klienta kancelarii Ryszarda Krauzego. „Dlaczego ta z Sopotu?” – pytaliśmy. W radiu słyszy. którzy na najwyższych szczeblach władzy znaleźli się dzięki protekcji głowy państwa – biznesmen Ryszard Krauze.wystawę. że Michał pali cygara. Z kolei były doradca głowy państwa. Zażyłość wzięła się z dawnej znajomości prezydenta z Adamem Jedlińskim. Zbliża się sejmowa debata o polityce zagranicznej. W 2005 roku. Kaczyński pracował z nim w czasach PRL-u na Uniwersytecie Gdańskim. Niektóre pomysły są kupowane.

który znalazł się w łańcuszku przecieku z akcji CBA do wicepremiera Andrzeja Leppera. że tak musiało się stać. że Krauze dostał 300 mln złotych kredytu z PKO BP na ryzykowne (do tej pory niezakończone sukcesem) poszukiwania ropy w Kazachstanie. Działania komisji weryfikacyjnej doprowadziły do złamania solidarności i w dużym stopniu do rozpadu grupy trzymających się razem oficerów. W kampanii 2007 roku Platforma użyła tej historyjki w telewizyjnym klipie wyborczym wymierzonym w obóz Kaczyńskich. którą wpływowe Wojskowe Służby Informacyjne oplotły politykę. że w finale ta historia doprowadziła do przedterminowych wyborów w 2007 roku i końca misji Jarosława Kaczyńskiego na stanowisku premiera. w tamtym czasie prokurator krajowy. miażdżąco wygrały wybory w 2005 roku. Jednym z celów imprezy było doprowadzenie do spotkania Klinkosza z Lechem Kaczyńskim na neutralnym. Na krótko przed przyjęciem stwierdził. wynikało. mówił współpracownikom. Ten zapewniał. Okazało się. Niepokoił się. Z naszych informacji wynika. dało się zobaczyć na konferencji. Decyzja o ujawnieniu pozostawała w rękach Lecha Kaczyńskiego. Polityczne: przygotować raport z weryfikacji WSI. Były wysoki rangą urzędnik państwowy twierdzi: „Po zwycięstwie wyborczym PiS-u i Lecha Kaczyńskiego ważyły się losy prezesa państwowego Ciechu. Rok 2007 był dla prezydenta rokiem napięć. stała się okazją do ataków. To. że wskazane zostały bardzo poważne . Najbardziej bolało. Klinkosz zaczął dawać zlecenia kancelarii. media. Sporo nerwów kosztowała Lecha Kaczyńskiego publikacja raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Ciekawe było również to. że wyrok na WSI został wydany przez demokrację. Z tego. mimo to. ale także Lech Kaczyński oraz figury takie jak prokurator Janusz Kaczmarek. Była charakterystyczna sytuacja w pierwszej części prezydentury. zapowiedzi i przecieków. Raport był gotowy w lutym 2007. w tym Klinkosz. Po wybuchu afery wątpliwości zaczął mieć sam prezydent. przyjaznym gruncie. który miał podobny pogląd. że nie może pojawić się na tej imprezie. O kancelarii zaczęto mówić „prezydencka”. Na początku 2007 roku WSI były już rozwiązane. Była ona krytyczna i powiedziałem o tym Lechowi Kaczyńskiemu. niedociągnięcia dokumentu” – opisywał nam sprawę Janusz Kaczmarek. że gdy służby specjalne 13 lipca 2007 zawitały w biurach Krauzego w warszawskim hotelu Marriott. a wręcz natrząsania się z prezydenta. Szara sieć. Na przyjęcie zostali zaproszeni biznesmeni. że we wrześniu 2007 roku Kaczyński przepytywał Głuchowskiego o pożyczkę dla Krauzego. skąd wieje wiatr. ale dwie ogromne zalety: do WSI pałał jakobińską niechęcią i dysponował grupą oddanych mu ludzi. w czasie której ogłaszał upublicznienie dokumentu. Można więc powiedzieć. Urodziny albo imieniny obchodziła Wanda Jedlińska. była oplątana brudną pajęczyną wojskowych służb. Gdy kredytu udzielano. Zmieniło mnie to”. „Po tej sprawie nie będę już ufał ludziom jak dawniej. Cała afera była ogromnym ciosem dla Kaczyńskiego – podważyła zaufanie do wielu dawnych znajomych. Napięcie rosło właściwie od samego początku kadencji. On sam był zły na fuszerki prawne. że szara sieć została namierzona i będzie pokazana publicznie. który miał mnóstwo wad. Był nim silnie związany z lewicą Ludwik Klinkosz. że wyłączył się z decyzji o przyznawaniu kredytu. czyli PiS oraz PO. a cała sprawa odbyła się w zgodzie z procedurami. Kark został przetrącony. co wiem. Z enigmatycznych wywiadów Antoniego Macierewicza. odradzał to również Kaczmarkowi. czy przypadkiem ktoś nie posługiwał się jego nazwiskiem. na których mógł się oprzeć. „Przed opublikowaniem prezydent dał mi dokument do przeczytania z prośbą o ocenę prawną. które głosiły to hasło. państwowym bankiem (wobec braku prezesa) kierował Marek Głuchowski. Nie było wątpliwości. gospodarkę. Prezydentem został Lech Kaczyński.Biznes w mgnieniu oka wyczuł. W ten sam weekend Kaczyński zaprosił Kaczmarka i jego żonę do ośrodka prezydenckiego na Helu”. Powiedział wprawdzie. Najwyraźniej prezydent dostał sygnał. który miał przekonać opinię publiczną. Partie. Do wykonania kary śmierci został wyznaczony Macierewicz. że prezydent nie był usatysfakcjonowany raportem. przejęty oligarcha wykręcił numer prywatnej komórki Lecha Kaczyńskiego. co się szykuje u Jedlińskich. której Krauze był klientem. Kłopotem okazały się koleżeńskie stosunki prezydenta z ważnym klientem kancelarii biznesmenem Ryszardem Krauzem. Ale Macierewicz dostał jeszcze inne zadania. żona Adama. że polska demokracja od 1989 r. że przez jego większość w fotelu premiera zasiadał Jarosław Kaczyński. współwłaściciel kancelarii. Główne zadanie Macierewicz wykonał: skutecznie rozbił WSI.

przegrane wybory partii brata. daleko wykraczające poza kompetencje. Ale tym razem. „Lech ją wymyślił i dał najważniejsze stanowiska. gdyby taka wypowiedź (prezesa PiS-u – red. ekscentryczne zachowania szybko zaowocowały tym. Jeśli jesteś lojalny wobec Lecha Kaczyńskiego. pod warunkiem że był on lojalny. Potem zadziałał prosty mechanizm: »Ja jej to zgotowałem. po doświadczeniach z pierwszego odcinka. Jestem przekonany. czyli trwającej tajnej misji polskich służb w Afganistanie. że dokument jest słaby i prezydent nie chce go autoryzować swym nazwiskiem. mówił prezydent.). Po kilku miesiącach Kaczyński przeciął spekulacje w wywiadzie dla „Newsweeka”: „Nie opublikuję raportu w tej wersji (…). Mocno kontrowersyjne było ujawnienie nazwisk polskich dyplomatów pracujących za granicą czy opisanie operacji „Kandahar”. Tak jest na przykład z Andrzejem Krawczykiem odpowiedzialnym kiedyś za prezydencką dyplomację. który był jednym z ludzi napiętnowanych w raporcie. tłumaczył. Podkreślił. że WSI kontrolowały całość życia w naszym kraju”. polityką. Pożegnali się w przyjacielski sposób. Na jesieni 2007. Niespełna rok po ujawnieniu dokumentu przez prezydenta były premier Jarosław Kaczyński pojechał do Bielska-Białej. ale to nie oznacza. że on zawsze pozostanie taki sam wobec ciebie. by w następnym roku objąć resort dyplomacji. Na dodatek okazało się. Powodem jego dymisji były papiery lustracyjne. Nie było wielkich nazwisk. Z Pałacu napływały nieoficjalne wiadomości. Urzędnik kancelarii zaś tłumaczył nam w 2008 roku: „Jednego Lech nie potrafi wybaczyć – nielojalności. z dokumentu wypadły dwa nazwiska – szefa dużej fundacji i dziennikarza związanego ze środowiskiem PiS-u. która też miała być pokazana opinii publicznej. że ludzie napiętnowani w raporcie idą do sądów i wygrywają proces za procesem. dowody w wielu wypadkach były kruche. że byłby „wielce zdziwiony. Nie udowadniał lansowanej od dawna tezy. że „współpraca Andrzeja Grajewskiego z WSI nie przynosi mu wstydu. że jest przekonany. Tak to działa u prezydenta” – opowiadał nam zimą 2010 roku minister z Pałacu. „Ta lojalność działa w dwie strony. Na koniec 2007 roku.. Padły słowa. że Wojskowe Służby sterowały biznesem. Ripostował. które zostały wyciągnięte w pałacowej rozgrywce. ale słychać było także zawód. ale zbyt wiele jest tam fragmentów. To na prośbę Lecha Kaczyńskiego Fotyga zrezygnowała z dobrej posady europosła w 2005 roku i poszła na stanowisko zastępcy ministra. Słabość Lecha Kaczyńskiego do Fotygi. której nie rozumiało wielu jego stronników. Wyszło też na jaw. niedoróbek. w którym zmieściły się: raport o WSI. mediami. marnej zresztą jakości. że istotniejsze. w dokumencie roiło się od błędów. Aneks miejscami jest bardzo interesujący. Wnioski są wyciągane także tam. Jednak potem Krawczyk opowiadał na prawo i lewo pikantne szczegóły pracy z prezydentem. Lech Kaczyński zachował się wstrzemięźliwie. Ściągnął na szefową kancelarii Annę Fotygę. gdzie nie ma do tego wystarczających podstaw”. które były Polsce potrzebne”. tuż przed wyjazdem dużej grupy naszych żołnierzy do tego kraju. I o to Kaczyński ma prawdziwy żal. „Brał udział w działaniach. A było przed czym bronić. Macierewicz posłał do Pałacu aneks – drugą część raportu o WSI. a wręcz odwrotnie”. Raport był rozczarowaniem dla Pałacu i dla całego obozu władzy. rodzinnej miejscowości Andrzeja Grajewskiego.nieprawidłowości w działaniu WSI. afera hazardowa. niż wynika z to raportu (.. że raport był zmieniany już po wysłaniu go do Pałacu. „Lojalność” to było bardzo ważne słowo dla pana prezydenta. . jeszcze przed oddaniem władzy przez PiS. iż „uda się ustalić jeszcze wiele nowych faktów” związanych z działalnością WSI. że raport nie jest dla niego „porażający”. Lech Kaczyński zafundował sobie kontrowersyjny ruch kadrowy. historyka. Dlatego blokuje Krawczykowi nominację na ambasadora”. Specyficzny styl bycia. sporo mówi o charakterze samego prezydenta. Akurat ostre ataki dziennikarzy czy opozycji tylko wzmagały zaufanie prezydenta do współpracownika. O sprawy lustracyjne prezydent nie ma do Krawczyka pretensji. Macierewicz nie mógł wyjść ze zdumienia. że minister stała się „ulubienicą” mediów i opozycji. więc teraz się nie odwrócę i muszę jej bronić«” – opowiada nam pałacowy polityk.) miała miejsce”. „WSI miały istotne wpływy. w których fakty zastąpiono interpretacjami. że „nie jest to jeszcze wynik całościowy”. to możesz być pewny. W obecności pół tysiąca osób brat prezydenta powiedział. ocenił.

Udało mu się tylko raz. odpowiadał: »Jestem ministrem prezydenta. Przyjął inną taktykę. Pewnego wieczoru wezwała dyrektora jednego z departamentów. Ani Bochenek. Urzędnik kancelarii opowiada: „Nie brał udziału w organizowanych przez nią naradach ministrów. Przychodząc pod koniec 2007 roku na służbę do prezydenta. a więc możliwość wpływania na jego stanowisko. Były minister prezydenta zdradził nam w połowie kadencji: „Anna Fotyga zamiast pomagać. Były minister Lecha Kaczyńskiego mówił nam wiosną 2008 roku: „To śmieszne. a nie kimś na szczególnych prawach. ale wie. którzy zginęli w wypadku CASY. Kompletnie nie rozumie mediów i jest drastycznie nieufna wobec dziennikarzy. Dyrektor został w sekretariacie i pytał zdezorientowanych sekretarek: »To co ja mam robić. nie bardzo wiedziała. W 2008 roku mówił: »Kiedy na wody wpływa krążownik. opisywał sytuację pałacowy urzędnik. która pracowała z nim w „Solidarności” jeszcze w czasach zmiany ustrojowej. by przerwać koszenie. małostkowa i wprowadza nerwową atmosferę w Pałacu. nawet gdy już z Pałacu odeszła. Kamiński. z której zdaniem inni urzędnicy czy ministrowie nie dyskutują”. który do niedawna oceniał Bochenkową jako złego ducha prezydenta. A to Fotydze nie odpowiadało”. Fotyga odparła. Legenda mówi. Poprosił panią minister jako byłą szefową dyplomacji o krótki i niewinny komentarz do kontrowersyjnej nominacji pewnego urzędnika w MSZ-ecie. Na dodatek szef tak dużej instytucji jak Kancelaria Prezydenta ma mniejsze szanse na realizowanie swoich politycznych ambicji. Skarżyła się. Głowa państwa zmuszona jest do zajmowania się najróżniejszymi błahostkami”. w Pałacu zaczął jej ostentacyjnie okazywać niesubordynację. „Praktycznie w każdej rozmowie z Radkiem Sikorskim prezydent wracał do tematu posady ambasadorskiej dla pani Fotygi”. Przy innych urzędnikach wypowiadał się o Fotydze z lekceważeniem. że nie może pracować. bo robotnik pod jej oknami strzyże trawę spalinową kosiarką. Fotyga poskarżyła się prezydentowi. „To jest głównie papierkowa robota polegająca na czytaniu i podpisywaniu ton dokumentów. stać tu czy mogę wracać na imprezę?«”. a nie pani Fotygi«”. zgodnie z zasadami bezpieczeństwa. który już na pokładzie samolotu zrobił BOR-owcom karczemną awanturę. Jeszcze w MSZ-ecie było widać. że Fotyga pozbawiona jest cechy. Anna Fotyga trochę inaczej wyobrażała sobie funkcjonowanie w Pałacu. ostatnio zaczął się o niej wyrażać z atencją”. który wychwalał Fotygę. Kiedy pytano go. którą miał z nią reporter polityczny ogólnopolskiej gazety. co powiedzieć. że jest niebezpieczna”. że prezydent o niej zapomniał. opisywał panią minister były pracownik kancelarii. Dobrze ilustruje to historia. A o to Fotyga musiała walczyć z innymi. ja wciągam na maszt swój mały żagielek i znikam«. Funkcjonariusze BOR-u na Okęciu. Przeciw Fotydze taktyczny sojusz zawiązali ministrowie Bochenek i Kamiński. opowiadał poseł Sławomir Nowak. że Michał. dlaczego. Na początku 2008 roku oficjele lecieli z warszawy do Świdwina na pogrzeb wojskowych. On na to. Bardziej liczyło się osobiste zaufanie i częstotliwość spotkań z prezydentem. że nie wie. Doradca głowy państwa mówił nam: „Jest przewrażliwiona na swoim punkcie. by się z nią centralnie zderzyć. Wiele razy w różnych sprawach próbował dodzwonić się do Fotygi. ani Kamiński nie mogli pochwalić się tyloma latami znajomości z Kaczyńskim. choć obchodził własne imieniny. bo to nie kompetencje jego departamentu. że nie udziela wypowiedzi . W takiej konfiguracji stała się jednym z uczestników pałacowej rozgrywki. Nowa szefowa okazała się osobą trudną we współpracy. więc tylko rzuciła zimno: »Dziękuję«. Ale tak się nie stało. Pani minister była zaskoczona.Fotyga zawsze była lojalna wobec prezydenta. że Fotyga jest zbyt silna. Na wiele więcej nie ma czasu. że zdenerwowana Fotyga zadzwoniła na prywatną komórkę prezydenta. „Osobą. Liczyła. gdy ta była szefową MSZ-etu. co była szefowa dyplomacji. gdy ta była już szefową prezydenckiej kancelarii. sama zarzuca szefa swoimi kuriozalnymi problemami. A odejście nie oznaczało wcale. przepuścili torebkę Fotygi przez maszynę. Prezydent interweniował osobiście. W pałacu nie ma żadnej hierarchii. która staje się w dzisiejszej polityce niezbędna. Jednak zrozumiał. U Lecha Kaczyńskiego urzędnicza szarża miała bowiem drugorzędne znaczenie. która prześwietla bagaże. Człowiek stawił się karnie. Zadała mu jakieś pytanie. że będzie kimś w rodzaju wiceprezydenta. były szef gabinetu premiera Tuska.

opisywał Draba. Jeden z popularnych portali internetowych zorganizował nawet konkurs na najdziwniejszą minę. W końcu wywiad z Fotygą. A pani minister miała swoje zdanie na temat polityki wschodniej. gdy minister doprecyzowała. że dziennikarze jej nie znosili. to wielka gratka. Można było się z nią nie zgadzać. ale dodała. że chętnie umówi się na rozmowę w cztery oczy na ten temat. Taką ocenę przedstawił nam Robert Draba. czy wypowie się dla gazety. że ją to boli. że dobrze wykształcona. opowiadał pałacowy urzędnik. która prawie nie wypowiada się publicznie. którzy uważają. Pani minister potrafiła odpowiedzieć z twarzą Sfinksa na pięć prostych pytań z rzędu: „Nie komentuję”. Styl Fotygi w kontaktach z dziennikarzami był wyjątkowy. Trudno się dziwić. potrzebuje kilku tygodni. Nie dawała po sobie poznać publicznie. Ręce mu opadły. za sprawy wschodnie w Pałacu. również na Zachodzie. którą zrobiła Anna Fotyga. gdy Anna Fotyga była szefową kancelarii. . pani minister padła ofiarą przyprawienia jej „gęby”. że na podjęcie ostatecznej decyzji o tym. ale jedno trzeba przyznać. i bezceremonialnie wychodziła z sali. poparte inteligentną argumentacją. Jej opinie były przemyślane. Są ludzie z otoczenia prezydenta. Ale w głębi duszy ogromnie przeżywała złośliwości mediów”.przez telefon. który odpowiadał m. Reporter był zachwycony.in. „Ona jest introwertyczką.